Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoczwartastrona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoczwartastrona. Pokaż wszystkie posty

marca 28, 2023

"Wszystkie wady Klary i jej jedna zaleta" Piotr Borlik

"Wszystkie wady Klary i jej jedna zaleta" Piotr Borlik

Autor: Piotr Borlik
Tytuł: Wszystkie wady Klary i jej jedna zaleta
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 304
Gatunek: komedia obyczajowa
 
Piotr Borlik to autor książek znany nam już od dobrych kilku lat. Debiutował w 2017 roku powieścią grozy pt. „Teatr lalek”, a ja poznałam się z jego piórem dwa lata później, przy okazji kryminalnej trylogii „Boska proporcja”, do której swoją drogą prawa do ekranizacji zostały sprzedane. W sumie na swoim koncie autor ma już 11 książek, wszystkie w mroczno-kryminalnej tematyce, dlatego pod koniec roku 2022 dosyć mocno zdziwiła nas, jego czytelników, wiadomość, że autor porwał się na komedię obyczajową, która ukaże się wiosną 2023! Zatem jego 12 książka mocno różni się od pozostałych, poczynając od różowej okładki, a na braku intrygi kryminalnej kończąc! Sama jednak nie boję się zmian gatunków, lubię jak autorzy próbują czegoś nowego, więc i Borlika w wersji obyczajowej chętnie sprawdziłam!
 
Historia skupiona jest na postaci Klary, kobiety przed 40stką. Klara młodo została mamą, więc aktualnie w domu ma dwójkę nastoletnich synów i męża, z którym drogi jej się ostatnio mocno rozeszły, choć jak sama od początku przyznaje, nie jest pewna czy kiedykolwiek połączyła ich miłość – może to było tylko zafascynowanie? Później wspólna rodzina, przywiązanie? Klara zawodowo zajmuje się obsługą klienta, a w drodze do pracy w starej windzie, która lubi się zacinać często nawiązuje nowe znajomości. I tak jest tym razem – Klara na kilka chwil zostaje uwięziona w windzie z Dagmarą, kobietą, która od początku wzbudziła jej fascynację. Kiedy na moment gaśnie światło Dagmara przytula się do Klary, co tłumaczy panicznym lękiem przed ciemnością, ale cóż, stało się! Klara poczuła przypływ dziwnej ekscytacji, która nie pozwala jej zakończyć znajomości po wyjściu z windy. To spotkanie jest dla Klary przełomowe, skutecznie miesza w jej uczuciach negując nagle wszystko, co do tej pory myślała. Czy Klara będzie miała odwagę, by w końcu zawalczyć o własne szczęście? A może powinna nadal szczęście rodziny przedkładać ponad swoje własne?
 
Książka składa się z 24 rozdziałów zatytułowanych w bardzo pomysłowy, niespotykany sposób, mianowicie każdy rozdział to kolejna wada bohaterki – mamy numer i określoną wadę, która jest punktem wyjściowym do opisywanej w rozdziale sytuacji. Mimo to zdarzenia toczą się w porządku w miarę chronologicznym. Ostatni 24 rozdział wyróżnia się na tle pozostałych – przedstawia jedną zaletę Klary. Oczywiście już tytuły rozdziałów są niejako krzywym zwierciadłem, gdyż wady, które Klara nam przedstawia, to nie do końca są wady. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie przez Klarę, która zwraca się bezpośrednio do czytelnika, jak sam autor w posłowiu to określił, w ten sposób przebijając czwartą ścianę. Większość rozdziałów zaczyna się jakimś ogólnym stwierdzeniem opisany w czasie teraźniejszym, po czym Klara przechodzi do kontynuacji historii, którą nam opowiada, a że to już przecież w jej mniemaniu się zdarzyło, to opowiada w czasie przeszłym. Styl powieści jest lekki, przyjemny, ale nie rozwlekły, autor dobrze wyważył ilość rozmyślań bohaterki, by czytelnika nie przytłoczyć, utrzymać lekki komediowy ton. No właśnie, książka określona jest jako komedia, choć raczej nie z tych, przy których parska się śmiechem, a z tych, przy których po prostu spędza się miło czas. Jasne, było kilka całkiem zabawnych sytuacji, komentarze i spostrzeżenia Klary też ujęte są w zabawnie-ironicznym tonie, a sama jej postać jest lekko przerysowana, co również nadaje jej cechy bohaterki komedii. Wszystko to jednak jest na tyle delikatne, że po prostu wprawia w dobry nastrój.
„Nie miałam nic na swoje usprawiedliwienie. (…) Poniosło mnie. Byłam jak podstarzały tatusiek popisujący się przed młodymi laskami na siłowni, by później przez pół roku chodzić do fizjoterapeuty i stękać przy każdej zmianie pozycji.”
Patrząc po pierwszych opiniach czytelniczek, wszystkie podkreślają, że zaskakujące jest, jak autor świetnie wszedł w głowę głównej bohaterki. I mają rację, Klara to postać, która niczym się nie różni od kobiecych postaci kreowanych przez autorki – jest żywa, jest kobieca, zwraca uwagę na to, na co faktycznie kobiety zwracają, a i zdarza jej się nadmiernie analizować kilka sytuacji. Nie jest to jednak powieść psychologiczna, a komedia, więc i niespecjalnie mocno trzeba tu zgłębiać się w psychikę bohaterki jak na ramy tego gatunku przystało. Klara jest lekko szalona, działa impulsywnie, choć wcześniej chyba jej życie toczyło się dosyć stałym rytmem – praca, dzieci, mąż, telewizja, spać, i tak w kółko. Dopiero spotkanie z Dagmarą wybija ją z rytmu, co uświadamia jej, że ostatnie lata spędziła w jakiejś dziwnej zawieszonej egzystencji. Czy to kryzys wieku średniego, moment, w którym bohaterka podważa całe swoje życie? A może po prostu punkt zwrotny, w którym nabiera dzięki przypadkowego spotkaniu odwagi, by zawalczyć o samą siebie? Sama bohaterka nie do końca rozumie swoje uczucia, wie jednak, że coś się zmieniło. Autor bardzo fajnie to oddał, poprzez lekki ton poruszył temat, z którymi boryka się wiele osób w okolicach 40stki, gdy nagle okazuje się, że żyją życiem, które ich nie satysfakcjonuje.
 
Podobał mi się również obraz Klary jako matki nastolatków, przede wszystkim chyba właśnie tu wychwyciłam lekką karykaturę – Klara panicznie boi się, że jej dzieci sięgną po dopalacze, więc nie tylko pozwala sobie na okazyjny przegląd ich pokojów, ale i stara się cały czas ich czymś zajmować, by nie mieli czasu na nudy, a zatem i na głupie pomysły. Jednak przy nastolatkach nie jest to łatwe, bo przecież oni by tylko grali w gry, prawda? Klara sama przyznaje, że chyba tych swoich synów nie lubi, co podkreśla niezależność dzieci – choćby nie wiem jak byśmy się starali, to i tak wyrosną na ludzi niezależnych, podejmujących własne, czasami niepodobające się nam decyzje. Klara w temacie swoich chłopców jest więc często sfrustrowana i ach, jakie to jest prawdziwe 😉
 
A co w temacie związku? No właśnie, z tym jest problem. Czy być z człowiekiem poprzez przywiązanie? Czy jest to wszystko na co można w życiu liczyć? Tu mamy kolejne ciekawe zagadnienie dotyczące rutyny wkradającej się na co dzień w związek, braku czasu na rozmowę i może trochę większej obojętności? Klarze, tak jak wielu z nas, brakuje codziennie czasu na głębsze wnioski, zastanowienia i pracę nad związkiem i nie ma w tym nic dziwnego. Jednak czy nawet nie starając się tego zmienić nie przegapimy czegoś ważnego?
 
Fabuła powieści, mimo że nie ma zagadki kryminalnej, i tak wciąga – ciekawią nas losy Klary, czekamy jakie decyzje podejmie, co zrobi i jak wybrnie z kłopotliwych sytuacji. Akcja toczy się przyjemnym, niespiesznym rytmem, nie jest to może powieść nieodkładalna, a jednak przyjemna i wzbudzająca zainteresowanie.
 
Ogólnie, „Wszystkie wady Klary i jej jedna zaleta” to bardzo przyjemna, lekka historia obyczajowa. Trochę życiowa, trochę podkoloryzowana, by osiągnąć efekt delikatnej komedii, a jednak dająca odwagę, by czasami spróbować wyrwać się ze schematu i zawalczyć o własne szczęście. Miło spędziłam przy niej czas, polubiłam obyczajową stronę Borlika i z pewnością chętnie sięgnę po kolejne jego powieści w tym gatunku.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 21, 2023

"Maria musi wszystko zmienić" Danuta Awolusi

"Maria musi wszystko zmienić" Danuta Awolusi

Autor: Danuta Awolusi
Tytuł: Maria musi wszystko zmienić
Data premiery: 08.03.2023
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 400
Gatunek: powieść obyczajowa
 
Z powieściami Danuty Awolusi po raz pierwszy do czynienia miałam w roku 2022, kiedy to zbliżająca się rozmowa literacka z autorką, stała się dla mnie motywacją, by w końcu zgłębić się dokładnie w jej twórczość. A jest czemu się przyglądać! Debiutowała w 2013 roku tytułem „Na wysokim niebie” i od tego momentu wydała jeszcze siedem powieści oraz trzy książki non fiction. Autorka od zawsze skupia się na relacjach międzyludzkich i trudnych tematach, w jej książkach mocny nacisk położony jest na warstwę psychologiczną. Dzięki temu dobrze wpisują się i w mój gust literacki, bo to właśnie zachowanie człowieka, jego złożoność psychologiczna jest dla mnie największą fascynacją.  
W poprzednim roku autorka zmieniła wydawcę na Czwartą Stronę, pod której skrzydłami ukazały się na razie dwie książki: „Blisko, coraz bliżej” oraz właśnie „Maria musi wszystko zmienić”. Obydwie skupiają się na pojęciu seksualności kobiet, na tematach tabu oraz powiązane są postaciami – jedne z głównych bohaterek są siostrami. Nie jest to jednak seria, to osobne powieści, choć z pewnością warto przeczytać obydwie. Dzisiaj jednak skupmy się na tej najnowszej – „Maria musi wszystko zmienić”.
 
Jest to historia dwóch kobiet. Tytułowej Marii, czterdziestopięcioletniej inspicjentki warszawskiego teatru, która żyje w dużej, konserwatywnej rodzinie, choć sama nigdy nie wyszła za mąż. Ba! nawet nigdy nie odważyła się na żadne poważniejsze doświadczenia seksualne, choć jej środowisko zawodowe bardzo luźno podchodzi do tego tematu. Kategoryzowanie siebie jako dziewicy jednak coraz mocniej jej ciąży, więc w końcu zamierza to zmienić. Pewna jednak, że zaczyna już przechodzić menopauzę, daje się ponieść chwili, czego wynikiem jest niespodziewana ciąża.
Drugą bohaterką jest Gosia, edukatorka seksualna, która niedawno przeprowadziła się do Warszawy i całkiem nieźle sobie radzi –biznes się rozkręca, widać że jej pomoc i doradztwo są potrzebne w polskim środowisku, a jej profil na Instagramie przyciąga dużą uwagę w social mediach. Kiedy jednak po jednej z pogadanek w okolicznym liceum przychodzi do niej wezwanie do sądu, a w social mediach panoszy się jakiś wyjątkowo uparty hejter, sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli… Życie obydwu bohaterek będzie musiało ulec ogromnym zmianom, jak poradzą sobie w tych sytuacjach? I w jaki sposób ich losy się połączą?
„To niby nic. Tylko internet, prawda? Ale kiedy w to wchodzisz, kiedy to jest elementem twojej pracy… Nie da się od tego uciec.”
Książka składa się z prologu, 53 rozdziałów oraz epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego naprzemiennie z perspektywy dwóch bohaterek, ich emocje i przeżycia oddane są nie tylko poprzez opisy, ale i dialogi, które wywiązują się pomiędzy postaciami. Styl powieści jest spokojny, przyjemnie poprawny językowo, jak i płynny rytmicznie, przez co książkę czyta się łatwo, szybko i lekko, mimo tematów, które przecież wcale do najłatwiejszych nie należą.
 
Jak głosi hasło na tylnej stronie okładki, „Maria musi wszystko zmienić” to książka o nas, o kobietach, które zmieniają świat. I to właśnie kobiece bohaterki odgrywają tu istotne role, czy chodzi o te na pierwszym planie, czy te pojawiające się nieco rzadziej. Mężczyźni oczywiście też są obecni, jednak przede wszystkim są wsparciem, a czasem nawet tylko tłem dla postaci kobiecych, których kreacje są tu niesamowicie różnorodne, ale jakże cały czas prawdziwe. Obydwie główne bohaterki różnią się od siebie jak woda od ognia, a jednak każda z nich nosi coś w sobie, co bardzo dobrze znamy – w każdej z nich znajdziemy coś, co i same w sobie nosimy, jak i cel, do jakiego jako kobiety chciałybyśmy dążyć. Bo obydwie bohaterki chcą tego samego – akceptacji, poczucia wolności i sprawczości, pewności, że cokolwiek się w życiu nie zdarzy, to są na tyle silne, by sobie z tym poradzić.
„Nie czuła się winna. Zbyt wiele w życiu się nauczyła, by brać odpowiedzialność za cudze czyny i emocje.”
Poprzez postać Marii poznajemy kobietę wychowaną w mocno konserwatywnej rodzinie, gdzie matka-tyranka propagowała tylko jeden właściwy sposób na życie – rodzina, mąż, dzieci i pozory. Czytelnik bardzo dobrze może się przyjrzeć jak dużym obciążeniem jest wychowanie w takiego typu rodzinie, jak wiele poczucia niepewności, niewystarczalności niesie ze sobą takiego wychowanie. Maria, mimo że już dawno nie jest dzieckiem pod opieką rodziców, nadal nie do końca w siebie wierzy, jest pełna tematów tabu, tematów, których poruszanie mocno ją krępuje. Tak, chodzi głównie o seks, poznanie własnego ciała i własnych potrzeb. Jak wiele z nas wstydzi się tych tematów z tego samego powodu co bohaterka? Przecież nigdy nikt nas nie nauczył, jak o tym mówić…
„(…)  czasem mam dosyć. Czuję, że tego nie dźwignę, że to jest za dużo, tych problemów, niewiedzy, kompleksów i nienawiści.”
Tu z pomocą przychodzi Gosia, edukatorka seksualna, która pomaga właśnie takim kobietom (jak się okazuje, w Polsce jest to zatrważająca większość). Gosia jest postacią niesamowicie pozytywną, charyzmatyczną, kobietą, obok której po prostu chce się przebywać. A jednak i ją dopadają problemy – na jej kreacji poznajemy ciężar fałszywych oskarżeń wynikających z podświadomych lęków i znowu – niewiedzy, jak i to, z czym aktualnie przychodzi nam się mierzyć w Sieci – o hejcie mówi się sporo, jesteśmy świadomi tego zjawiska, ale jak sobie z nim radzić? Jak czuje się osoba, która zostaje w Sieci osaczona? To kolejny ważny dla naszego współczesnego świata temat.
„(…) obiecała sobie kiedyś, że nie będzie brać do siebie mowy nienawiści. Ktokolwiek napisał te wiadomości i komentarze, nie miał prawa zachwiać jej pewnością siebie.”
Wspomniałam wcześniej o matce-tyrance, która wychowała Marię i jej rodzeństwo. Mimo że jest to postać drugoplanowa, to chciałabym poświęcić jej też trochę uwagi, bo jest ona przedstawicielem starszego pokolenia, tego odpowiedzialnego za to, z jakimi wartościami weszli w życie ludzie, którzy teraz są dorośli, pracują i walczą z własnymi demonami. I część tych demonów wzięła się właśnie z wychowania. Jednak nie jest to tak jednostronna sytuacja, jak mogłoby się zdawać – jest w książce tak fragment, w którym matka Marii mówi, że ona dla swoich dzieci chciała po prostu szczęścia, tego, by dobrze miały w życiu i uczyła ich, wymagała od nich tego, co według niej było dobre. To przecież nie zła wola ją do tego doprowadziła, prawda?
„Ja tylko chciałam, żeby moje dzieci były szczęśliwe. Spełnione. Żeby osiągnęły w życiu to, o czym marzą. Żeby pozakładały rodziny, bo rodzina to największa wartość. Daliśmy wam z ojcem wszystko, co mogliśmy.”
To znowu ta niewiedza, brak skupienia na emocjach i własnej psychice, brak zastanowienia i brak akceptacji innych, którzy mogą mieć inne podejście do życia. Najważniejsze jednak jest to, by właśnie sobie uświadomić z czego wynikają nasze czasem autodestrukcyjne zachowania – wtedy można nad nimi zacząć pracować. A co ważne, zdawać sobie z nich sprawę na tyle, by nie przekazywać ich kolejnemu pokoleniu…
„- Ale na to już za późno. To jej matka podjęła tę decyzję…
- Matka też pewnie ma swoją historię. Jak my wszyscy.”
No właśnie, to przyszłe pokolenie. Autorka w swojej książce bardzo dosadnie przedstawiła sytuację wychowania seksualnego jaka właśnie panuje w Polsce. I jest to obraz przerażający. I nie, nie chodzi tu o nakłanianie dzieci do uprawiania seksu, a o przekazanie wiedzy, tak potrzebnej, by podejmować racjonalne decyzje. By być człowiekiem pełnym, zdrowym i nieskrępowanym. U nas niestety cały czas staroświeckie poglądy mają się bardzo dobrze, seks i seksualność to tematy tabu, o których przecież z własnymi dziećmi nie powinno się rozmawiać, albo raczej wytłumaczyć im coś ogólnie, na tyle strasznie, by ich po prostu odstraszyć…
„Nigdy się nie odważą przyznać, że edukacja seksualna jest potrzebna. Nawet jeśli w głębi duszy tak właśnie myślą. Która matka chce wiedzieć o tym, że jej córka zaczyna uprawiać seks? To tabu! Najbardziej wstydliwe ze wszystkich!”
Ale czy na pewno chcemy, by nasze córki żyły w takiej niewiedzy jak my? Czy nie lepiej przemóc się i szczerze, otwarcie porozmawiać, by kolejne pokolenie było już wolne od tego obezwładniającego poczucia wstydu i wynikającego z tego skrępowania?
„(…) wychowa ją całkowicie inaczej, niż ją wychowano. Żadnych tematów tabu, żadnej surowości ani grama wstydu. Tylko pełna akceptacja. Nie zakon, ale uniwersytet miłości do samego siebie. Niech wyrośnie na osobę mądrą, pewną siebie, silną, kochającą życie. Niech będzie nowym, lepszym pokoleniem w tej rodzinie.”
No tak, książka niesie sobą wiele trudnych tematów, a ja wspomniałam tu zaledwie o kilku. Jednak mimo powagi i ważności tych zagadnień, autorka przedstawia nam te sytuacje bardzo swobodnie, przełamując je lżejszymi dialogami, sytuacjami, które rozładowują to napięcie, te smutne, burzliwe emocje. Dzięki temu książkę czyta się nie tylko lekko, ale z prawdziwą przyjemnością, historia nie przytłacza, a wręcz przeciwnie – pomaga spojrzeć na siebie inaczej z większą pewnością siebie, daje wiarę, że i my możemy wszystko, możemy zmienić świat. To dobre, silne przesłanie.
„Lubiła celebrować sukcesy, zwłaszcza te mniej spektakularne, które nie rozgrywały się w świetle jupiterów, publicznie, przed kamerą czy publicznością. To one sprawiały, że życie smakowało o wiele lepiej, bo przecież codzienność składa się z rzeczy zwyczajnych, ale ich osiąganie wymaga najczęściej dużego wysiłku. Gosia starała się o tym pamiętać.”
Muszę przyznać, że po raz kolejny jestem pod wielkim wrażeniem umiejętności i mądrości, jaką przekazuje nam Danuta Awolusi w swojej nowej powieści. Za każdym razem zachwycam się jej umiejętnością wejrzenia w psychikę człowieka i przekazaniem tego, co tam znajduje, w sposób pełny, nieoceniający i empatyczny. Tym razem jednak nie patrzymy tylko w środek jednostki, ale i na całe nasze polskie społeczeństwo – tego jak podchodzi do tematów ‘tabu’ i tego jak zmienić przyszłość, by nasze dzieci nie musiały walczyć z tymi ograniczeniami samych siebie, z którymi my teraz się borykamy. To niesamowicie ważna książka w temacie kobiecości ujętej pod każdym względem. Dająca siłę i odwagę. Danusiu – dziękuję!
„Rolą sztuki w takim kraju jak wasz jest mówić prawdę. (…) Trzeba wskazać palcem na tego, który gwałci przyzwoitość i krzywdzi słabszych, ale nie ponosi konsekwencji.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 14, 2022

"Na wieczne potępienie" Małgorzata Rogala

"Na wieczne potępienie" Małgorzata Rogala

Autor: Małgorzata Rogala
Tytuł: Na wieczne potępienie
Cykl: Pełnia tajemnic, tom 3
Data premiery: 26.10.2022
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 336
Gatunek: kryminał
 
Małgorzata Rogala w tym roku świętowała swoje dziesięciolecie na polskim rynku książki. Co prawda jej pierwszy tytuł to była powieść obyczajowa, jednak już dwa lata później wkroczyła na scenę kryminalną, na której działa do dziś. Na swoim koncie ma już cztery cykle i kilka osobnych powieści i opowiadań, jednak to dopiero przy najnowszej serii Pełnia Tajemnic przekonała mnie do swojego pióra. A może za późno dałam jej drugą szansę? Kto wie, może cykl o Celinie, w którym dużą rolę odgrywa motyw sztuki, też by mi się spodobał … Na razie jednak wróćmy do uroczego miasteczka Pełnia, na co dzień spokojnego, choć nie wolnego od zbrodni.
Recenzje poprzednich tomów znajdziecie tu: „Milcząc jak grób” – klik!„Za cenę śmierci” – klik!
 
Fabuła „Na wieczne potępienie” rozpoczyna się pewnego deszczowego, listopadowego wieczoru, gdy w czasie powrotu do domu Liliany Jabłonowska, nauczycielki z Pełni, dochodzi do morderstwa – jego ofiarą padła młoda dziewczyna, która siedziała z Lilianą w przedziale. Sprawa trafia do policji w Grudziądzu, więc poza tragicznym doświadczeniem, morderstwo nie zaburza życia w Pełni. Miasteczko przygotowuje się już do świąt Bożego Narodzenia, upływa miesiąc od zdarzenia w pociągu. W tym czasie matka jednej z uczennic zgłasza Lilianie, iż trener tańca dopuszcza się na dziewczynach niewłaściwych gestów, razem z córką są pewne, że dochodzi do molestowania. Liliana konfrontuje się z dyrektorką i trenerem, a dzień później jej ciało znalezione zostaje nad okolicznym jeziorem. Kobieta jest naga i ułożona w dziwnej pozie, ewidentnie zostało to ucharakteryzowane. Czy jej śmierć wiąże się z którymś z wcześniejszych zdarzeń? Dlaczego jej ciało zostało porzucone nagie i akurat w tym miejscu? Monika i Tadeusz - lokalni policjanci - muszą dokładnie przyjrzeć się sprawie.
 
Książka składa się z 32 rozdziałów przedstawionych w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego opisujących wydarzenia z perspektywy kilku osób: Moniki, Tadeusza, nastolatki Basi, ale także i samego mordercy. Rozdziały podzielone są na krótkie scenki, nienumerowane, oddzielone gwiazdką podrozdziały, a narracja naprzemienna, dzięki czemu czytelnik może równocześnie obserwować kilka punktów widzenia i różne zdarzenia. Styl powieści jest prosty i przyjemny, dialogi sprawne, a całość czyta się szybko i dobrze.
„Witanie nowego roku to ostatnia rzecz, o której mógłbym pomyśleć. Czym tu się cieszyć? Że człowiek coraz starszy? (…) Nie rozumiem tego szaleństwa o północy, oczekiwania, że z wybiciem zegara i nadejściem pierwszego stycznia życie zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni, spisywania postanowień, których się nie dotrzyma. (…) Trzeba codziennie robić to, co należy.”
Seria Pełnia Tajemnic to kryminały, które mocno wzorują się na klasyce gatunku – nie mamy tu rozlewu krwi, nie jesteśmy świadkami morderstw, a dowiadujemy się o nich pośrednio od postaci. Samo morderstwo jest poza kadrem, a fabuła skupia się przede wszystkim na śledztwie opartym na przepytywaniu świadków, sprawdzaniu dowodów i dedukcji. Dodatkowo dostajemy tu rozbudowaną warstwę obyczajową zarówno jeśli chodzi o główną bohaterkę serii – Monikę Gniewosz, jak i ogólne życie miasteczka. Dzięki temu lektura wydaje się spokojna, jest uroczo przyjemna, mimo że przecież cały czas gatunkowo to kryminał.
 
I to kryminał poruszający dosyć trudne tematy społeczne. W „Na wieczne potępienie” spotkamy się z fanatyzmem religijnym, obsesją, źle postrzeganą gorliwą wiarą, a także ze wspomnianym już w opisie molestowaniem seksualnym, jak i eutanazją. Temat pierwszy przede wszystkim poruszany jest przez postać mordercy, ale i dwa pozostałe są bardzo ciekawie i dosyć dosadnie przedstawione. Na temat molestowania seksualnego przez nauczyciela, trenera poświęcone zostaje sporo miejsca, gdyż jego konfrontacja z Lilianą i dziwne zachowanie wcale nie wykluczają, że to właśnie on jest mordercą. Na jego przykładzie jednak obserwujemy przede wszystkim, jak najczęściej dochodzi do tego typu nadużyć i jak zachowują się wtedy ofiary – tylko jedna miała odwagę to zgłosić, reszta upiera się, że nigdy do czegoś takiego nie dochodziło. Kto kłamie? Wydaje się, że to większość ukrywa sprawcę, ale dlaczego? Dokładnie przyglądamy się temu mechanizmowi, jak sama ofiara nie chce zaszkodzić oprawcy.
Temat trzeci – eutanazja jest trochę tematem pobocznym – mąż Liliany poprosił swojego brata o pomoc we własnej śmierci. Coś takiego w Polsce jest całkowicie nielegalne, dlatego też brat trafia do więzienia, ale czy naprawdę powinno tak być? Czy nie powinniśmy jednak dać ulgi w cierpieniu nawet jeśli to oznacza rozwiązanie ostateczne? Ten temat zmusza do poważnych przemyśleń.
„Bardzo cierpiał i prosił, żeby mu pomóc umrzeć. Nikt z nas nie chciał o tym słyszeć, jedynie Gutek uważał, że jego brat ma prawo decydować o sobie. Gustaw był zrozpaczony, jak my wszyscy, ale twierdził, że nasza odmowa to egoizm. Gdy umiera bliska osoba albo zwierzę, płaczemy przede wszystkim nad sobą. Boimy się straty, nie potrafimy sobie wyobrazić życia bez tej istoty, czujemy lęk przed pustką, nie wierzymy, że damy radę żyć dalej.”
Sama intryga kryminalna jak zawsze poprowadzona jest bardzo sprawnie – przecież od początku zapoznajemy się z postacią mordercy, a jednak mimo to do końca nie wiemy kim on jest. Autorka raz po raz podsuwa nam nowe tropy, nowe wskazówki, tylko które to są te mające znaczenie dla sprawy, a które te podstawione dla zmyłki? Wszystkie zdają się prawdopodobnie, więc czytelnik zmuszony jest do ciągłego główkowania.
 
Jak zawsze w tej serii, warstwa psychologiczna postaci oddana jest doskonale – przede wszystkim na myśli mam tu postać mordercy, któremu dokładnie się przyglądamy, poznajemy jego tok myślenia, a i wspomnienia, które ukształtowały go na tego, kim stał się teraz.
„Fakt, że mimo upływu miesiąca policja nie trafiła na żaden trop, stanowił dla niego dowód, że nie tylko dobrze uczynił, ale miał również misję do wypełnienia. Świat był pełen kobiet, które swoje ciała oddawały rozpuście i potrzebowały oczyszczenia z grzechu.”
Wspomniałam też o wątku obyczajowym – tu przede wszystkim chodzi o prywatne życie Moniki, która w Pełni już osiedla się na stałe. Teraz razem z córką Kornelią przegotowują się do świąt, stroją choinkę, wybierają się na jarmark świąteczny, co nadaje historii naprawdę przyjemnego charakteru, a czytelnik może im w tych wyprawach towarzyszyć.
 
Podsumowując, „Na wieczne potępienie” to udana kontynuacja serii Pełnia Tajemnic. Zagadka kryminalna jest zajmująca nie tylko poprzez samą intrygę, ale i przez postać mordercy, którego czytelnik może dosyć dobrze poznać. W książce przecina się uroczy klimat nadchodzących świąt z grozą wynikającą z popełnianych morderstw, dzięki czemu czytelnik ma jednocześnie poczucie odprężenia, ale i ciekawości, która nie pozwala lektury odłożyć. Dla fanów serii z Celiną znalazł się tu też mały smaczek, bohaterka na chwilę się w tym tomie pojawia. Dla mnie może motyw fanatyzmu religijnego nie był aż tak zajmujący jak kolekcjonowania ceramiki w tomie drugim, ale i tak przyznaję, że bawiłam się naprawdę dobrze. Mam nadzieję, że autorka nie da nam długo czekać na tom czwarty!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona Kryminału.


Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

listopada 17, 2022

"Za cenę śmierci" Małgorzata Rogala

"Za cenę śmierci" Małgorzata Rogala

Autor: Małgorzata Rogala
Tytuł: Za cenę śmierci
Cykl: Pełnia tajemnic, tom 2
Data premiery: 01.06.2022
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 352
Gatunek: kryminał
 
Rok temu, jesienią 2021 na naszym rynku pojawiła się nowa seria kryminalna Małgorzaty Rogali, która dla mnie stała się nową szansą do polubienia się z piórem autorki. Kilka lat temu czytałam parę tomów jej pierwszego cyklu, aktualnie liczącego już osiem tytułów – o Agacie Górskiej i Sławku Tomczyku, jednak nie umiałam się nim zachwycić. W przeciwieństwie do szerokiego grona czytelniczek, które z wytęsknieniem czekają na każdy kolejny tom.
Seria Pełnia tajemnic, a przede wszystkim tom pierwszy pt. „Milcząc jak grób” (recenzja - klik!) musiały trochę się na swoją kolej w moim planie czytelniczym naczekać, ale w końcu z okazji premiery tomu trzeciego, wzięłam się za lekturę całego cyklu. I w końcu mogę dołączyć do grona chwalących! Cykl Pełnia tajemnic ogromnie przypadł mi do gustu, czytanie go to czysta przyjemność!
 
Fabuła „Za cenę śmierci” toczy się latem w małym miasteczku noszącym nazwę Pełnia, położonym niedaleko Grudziądza. Policjantka Monika Gniewosz wraz z nastoletnią córką Kornelią już się w nim zadomowiły, cenią sobie życie z dala od pędu wielkiego miasta. Nadal wynajmują mieszkanie położone przy pensjonacie Michała Dobrzyńskiego, ich gospodarza, jednak Monika coraz mocniej jest przekonana, że chce tu osiąść na stałe i zaczyna przymierzać się do kupna domu położonego nieopodal, który od dobrych kilku lat stoi pusty. Plany prywatne jednak musi odsunąć na drugi plan, bo praca zaczyna dopominać się o uwagę – do pracowni ceramicznej Wiktorii Ekielskiej ktoś w nocy się włamał i narobił dużo bałaganu. Świadkiem tego był nastoletni, szukający wrażeń i dobrego materiału na swój kanał na youtube chłopak, który przyjechał do pensjonatu Dobrzyńskiego na wakacje wraz ze swoim ojcem. Chłopak jednak nie przyznaje się do posiadania dowodu, postanawia wykorzystać sytuację i zaszantażować włamywacza. Policja podejrzewa przyjezdnych, szczególnie skupia się na małżeństwie, które rozpytywało o dawne zbiory ceramiczne dziadka Wiktorii, zaginione od czasów II wojny światowej. Sytuacja ulega zmianie, gdy na terenie pensjonatu dochodzi do brutalnego morderstwa… Dla lokalnej policji szykują się dni wzmożonej, intensywnej pracy. Kto i dlaczego zabił?
 
Książka rozpisana jest na siedem dni śledztwa, które składają się na 29 rozdziałów. Te z kolei podzielone są na nienumerowane podrozdziały, scenki przedstawione z perspektywy kilku postaci m.in. Moniki, Weroniki, świadka włamania i pewnej tajemniczej kobiety, kolekcjonerki ceramiki, która prawdopodobnie jest sprawczynią, choć do tematu narrator podchodzi bardzo ostrożnie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl powieści jest prosty, przyjemny, nasuwa skojarzenie z klasyką kryminału – wydarzenia przedstawione są spokojnie, makabra dzieje się poza kadrem.
 
Tom drugi serii swoją budową delikatnie różni się od pierwszego. Mamy tu podział na dni, czego nie było wcześniej, a także fragmenty zdarzeń przedstawione oczami sprawcy, dzięki czemu możemy się przyjrzeć mu pod względem psychologicznym, co jest niesamowitą atrakcją dla czytelnika ceniącego sobie dopracowanie psychologiczne motywów zdarzeń. Do tego dochodzi jeszcze ciekawa perspektywa nastolatka, który na świat spogląda całkiem inaczej – w końcu wychowuje się w innym świecie niż było to w przypadku już teraz dorosłych, dla niego istnienie w Sieci jest tym, co przeświadcza o istnieniu w ogóle. Obydwie perspektywy zostały opisane z dużym wyczuciem i zrozumieniem, autorka świetnie przeniknęła w głowy swoich nieszablonowych postaci, co sprawiło, że lektura była naprawdę mocno fascynująca.
 
Przyznam, że od samego początku postacie tej serii wzbudziły moją sympatię. Z przyjemnością więc obserwowałam dalsze losy Moniki i jej córki, które po ciężkich przeżyciach w końcu w Pełni znalazły spokój. Kornelia mocno wsiąknęła w lokalne towarzystwo, znalazła przyjaciółkę, a nawet pierwszą nastoletnią miłość, czemu przyglądamy się z rozczuleniem. Ponadto latem razem z przyjaciółką zatrudniły się w kuchni Dobrzyńskiego, co wprowadza moje ulubione wątki kulinarne 😊 Ale Monika i Kornelia to nie jedyne postacie serii, których losy obserwujemy – miło też było spojrzeć do Weroniki i jej rodziny, w której w końcu, po dosyć traumatycznych latach, zaczęło się układać.
„Nigdy nie przesądzam tego, czy ktoś jest zdolny do zbrodni, czy nie. Wszystko zależy od kontekstu i motywacji.”
Intryga kryminalna też wypada niezwykle ciekawie, gdyż krąży wokół tematu sztuki ceramicznej i zaginionego przed laty skarbu. Temat oryginalny, przedstawiony naprawdę interesująco, stawiający pytanie o to jak daleko kolekcjoner jest w stanie się posunąć, bo zdobyć to, czego pragnie. Jak mocno obsesja posiadania czegoś oryginalnego jest w stanie zawładnąć człowiekiem. A mimo, że zdarzenia poznajemy z perspektywy sprawcy, to jednak fabuła jest tak sprytnie poprowadzona, że do samego końcu trudno jest wytypować kim on jest, kto za tym wszystkim stoi. Pensjonat przeżywa prawdziwe oblężenie, a im dłużej przyglądamy się wczasowiczom, tym każdy z nich jest coraz mocniej podejrzany. Trzeba więc podkreślić, że intryga poprowadzona jest naprawdę zgrabnie, z pomysłem i wyczuciem.
 
Na koniec nie mogę sobie odmówić kilku słów o świetnym, letnim klimacie, jaki opisany jest w tym tomie. Mamy małą miejscowość, jeziorko, wszystko wokół kwitnie, pachnie, a szybkie i niespodziewane deszcze przynoszą przyjemne orzeźwienie. Pora roku zdaje się odgrywać ważną rolę w powieści, oddana jest tak sugestywnie, że sama czułam promienie słońca na skórze i lekki, wakacyjny nastrój podczas lektury.
 
Podsumowując, „Za cenę śmierci” umocniło mnie w przekonaniu, że cykl Pełnia tajemnic naprawdę mi się podoba. Mimo że jest to przecież kryminał, to lektura jest przyjemna i odprężająca. Zagadka poprowadzona jest tak ciekawie, że nie sposób się od książki oderwać, postacie cyklu sympatyczne, a tego tomu - mocno tajemnicze. Pod względem kreacji psychologicznych też nie mam się do czego przyczepić, a do tego dochodzi jeszcze ciekawy temat kolekcjonowania ceramiki. Naprawdę świetny, pisany w klasycznym duchu kryminał, gorąco polecam!
 
PS. Tomy serii można czytać oddzielnie, bez zachowania kolejności chronologicznej.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona Kryminału.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 25, 2022

"Milcząc jak grób" Małgorzata Rogala

"Milcząc jak grób" Małgorzata Rogala

Autor: Małgorzata Rogala
Tytuł: Milcząc jak grób
Cykl: Pełnia tajemnic, tom 1
Data premiery: 27.10.2021
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 352
Gatunek: kryminał
 
Małgorzata Rogala dokładnie w tym roku obchodziła swoje dziesięciolecie na polskim rynku książki. W 2012 roku autorka debiutowała powieścią obyczajową „To, co najważniejsze”, która wygrała konkurs w Wydawnictwie Replika, a która w tym roku została wydana ponownie przez Skarpę Warszawską. Trzy lata po debiucie na rynku ukazał się pierwszy kryminał autorki i od tego czasu jest to gatunek, którego Rogala się trzyma. Na swoim koncie ma już kilkanaście powieści, w których skład wchodzą przeważnie cykle – tych ma już cztery, a „Pełnia tajemnic” jest tym najnowszym, który już jutro będzie świętował premierę tomu trzeciego.
Ja z jej twórczością zetknęłam się już na przełomie 2018 / 2019 roku, kiedy jeszcze Kryminał na talerzu nie istniał, dlatego też tych recenzji tutaj nie znajdziecie. Przeczytałam wtedy pięć tomów mocno chwalonego cyklu o Agacie Górskiej i Sławku Tomczyku, jednak zachwytów nie podzieliłam – moje oceny wahały się od 5 do naciąganego 7/10 przede wszystkim ze względu na nadmiernie cukierkowe wątki romansowe i dialogi na tematy prywatne poprowadzone w sposób, który wydawał mi się mocno odległy od rzeczywistości. Z tego względu na kilka lat dałam sobie spokój z książkami autorki, jednak każda kolejna była równie mocno chwalona i to przez blogerów, których opinie cenię. Dlatego kiedy usłyszałam o nowym cyklu autorki, postanowiłam, że spróbuję jeszcze raz – może zmieniło się moje postrzeganie kryminału, może zmienił się styl autorki, może nowy cykl będzie reprezentował sobą coś innego. Trochę to trwało zanim sprawdziłam, ale faktycznie, przeczucie mnie nie myliło – „Milcząc jak grób” okazało się naprawdę zajmującym lekkim kryminałem, po który sięgnęłam, kiedy naprawdę czegoś w takim stylu potrzebowałam!
 
Historia rozpoczyna się pewnej jesieni, na przełomie października i listopada, gdy Monika Gniewosz wraz z nastoletnią córką Kornelią przyjeżdżają do małego miasteczka Pełnia położonego pod Grudziądzem. Monika przeniosła się do tamtejszego komisariatu, a Kornelia ma zacząć naukę w pierwszej klasie szkoły licealnej. Pełnia jest spokojnym, oddalonym od cywilizacji miejscem, czyli dokładnie tym, czego kobietom teraz trzeba, po mocnych przeżyciach jakich doświadczyły w Warszawie. W Pełni liczą na nabranie dystansu, oddechu i rozpoczęcie spokojnego życia od nowa. Jednak już pierwszego dnia pracy Monika wraz z partnerem Tadeuszem Sokołem zostają wezwani do napadu – ktoś obezwładnił silnym uderzeniem w głowę dwudziestoletniego chłopaka, syna okolicznej artystki pracującej w ceramice, który od lat nie mówi. Świadków brak, ofiara jest nieprzytomna, więc ciężko policjantom ruszyć z miejsca. W międzyczasie Monika zaczyna się interesować zaginięciem sprzed dwóch lat żony jej gospodarza, które do tej pory nie zostało wyjaśnione. Szybko okazuje się, że napadnięty chłopak może coś o tym zdarzeniu wiedzieć… Czy świeże spojrzenie Moniki na sprawę, którą dwa lata emu żyło całe miasteczko, przyniesie nowe rozwiązania? I kto był na tyle zdesperowany, by zaatakować całkowicie niegroźnego chłopca? Co wie matka chłopca, która zdaje się skrywać jakąś tajemnicę?
 
Książka składa się z 36 rozdziałów przedstawionych w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z perspektywy kilku postaci: przede wszystkim Moniki i okolicznej artystki Wiktorii, jak i szefa Moniki Oziemkiewicza. Styl powieści jest przyjemny, lekki, kobiecy, skupiamy się przede wszystkim na historii i zagadce kryminalnej, a nie na brutalności zdarzeń – zbrodnia, tak jak w klasycznych kryminałach, dzieje się raczej poza kadrem. Książkę czyta się płynnie i przyjemnie, dialogi są poprowadzone sprawnie i naturalnie.
 
Główna bohaterka Monika Gniewosz to postać, która faktycznie zasługuje na cały cykl. Z mocno skomplikowaną przeszłością, która z pewnością będzie się za nią ciągnąć przez wszystkie tomy cyklu – nie tylko temat rozwodu z mężem, który dopuszczał się tak długo nad nią przemocy, że aż doprowadziło to do dosyć tragicznego finału, ale też z matką, która … trafiła do więzienia, stąd wybór bohaterki nowego miejsca zamieszkania położonego niedaleko Grudziądza. Teraz Monika zaczyna od nowa, a czytelnik może obserwować, jak kobieta nabiera pewności siebie i walczy ze starymi nawykami. Teraz już wie, że nie może być ofiarą, nie może być bierna, musi walczyć o siebie. I to robi, zdając sobie sprawę, że kiedyś zrobiłaby inaczej, dlatego czytelnik szybko się z nią związuje i kibicuje jej poczynaniom. To bardzo pozytywna, ciekawa postać.
Z przyjemnością obserwowałam też jej relację z córką, nastolatką, która po szybkiej zmianie decyduje się na szkołę gastronomiczną (tak, trochę jedzenia też tu jest, co dla mnie zawsze jest dużym plusem!). Zaginiona przed dwoma laty Gabrysia też miała córkę w tym wieku, dziewczyny się szybko zaprzyjaźniają, dzięki czemu możemy obserwować ich działania, co autorka opisuje z dużym wyczuciem i zrozumieniem.
„W naturze homo sapiens leżało zamiłowanie do omawiania i oceniania cudzego życia; ludzie, ekscytując się uczynkami bliźnich lub je potępiając, zapominali o własnych problemach i przez moment czuli się lepiej.”
Poza fajnymi postaciami na pewno trzeba też wspomnieć o miejscu, w jakim toczy się akcja powieści. Miasteczko Pełnia, położone z daleka od dróg szybkiego ruchu, w środku lasu z okrągłym jeziorem pośrodku. Miejsce, gdzie wszyscy przynajmniej z widzenia się znają i tworzą dosyć spójną, ale i ciekawą społeczność. Jest Weronika zajmującą się tworzeniem arcydzieł w ceramice, co jest bardzo ciekawym pobocznym tematem. Jest też pisarz kryminałów, co dla fanów tego gatunku też zawsze jest bardzo intrygującym dodatkiem. Są właściciele pizzerii, pensjonatu i są też policjanci z większymi i mniejszymi ambicjami. Razem tworzą bardzo ciekawe zbiorowisko drugoplanowych postaci, które nadają książce fajnego charakteru.
 
Oczywiście jest też zagadka kryminalna, z tych, o których trzeba mówić jak najmniej, żeby nie zdradzić przyjemności odkrywania kolejnych zaskoczeń, których tu jest całkiem sporo. Autorka chętnie korzysta z nowych technik w pracy policji, a zagadkę buduje bardzo skrupulatnie, trzymając czytelnika w coraz większym napięciu, tak, że książkę naprawdę ciężko odłożyć. Przyznam, że sama przeczytałam ją w mniej niż dobę!
 
Muszę przyznać, że „Milcząc jak grób” zaskoczyło mnie naprawdę pozytywnie. To początek serii, którą chcę czytać! Kryminał osadzony na klasyce gatunku, lekki i przyjemny, z ciekawą zagadką, fajnym miejscem i charakterną główną bohaterką, która szybko wzbudza sympatię czytelnika. Już się nie mogę doczekać kiedy sięgnę po „Za cenę śmierci”, a Wam polecam ją w momencie, kiedy będziecie mieli ochotę na lżejszy, ale mocno zajmujący kryminał!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona Kryminału.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 29, 2022

"Sundial" Catriona Ward

"Sundial" Catriona Ward

Autor: Catriona Ward
Tytuł: Sundial
Tłumaczenie: Martyna Tomczak
Data premiery: 24.08.2022
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 400
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Polscy czytelnicy o Catrionie Ward usłyszeli w roku poprzednim, 2021, kiedy to na naszym rynku ukazała się jej książka o tytule „Ostatni dom na zapomnianej ulicy” (recenzja – klik!). Była to trzecia książka autorki, która w dzieciństwie zjeździła świat, by w dorosłości osiąść w Anglii. Myślę, że ten tytuł trochę podzielił czytelników, ale zawsze tak jest przy mocno oryginalnych pozycjach, prawda? A „Ostatni dom…” właśnie taki był. I już wtedy usłyszeliśmy o zapowiedzi tajemniczej, mrocznej książki, której premiera przewidziana była na rok 2022. I oto jest. „Sundial”. Z cudowną, zachwycającą okładką ze złoceniami, w dwóch wariantach oprawy: z twardą i miękką ze skrzydełkami.
 

Rob z pozoru prowadzi normalne życie młodej zamężnej kobiety – ma ładny dom z ogrodem na przedmieściach, męża, z którym zna się od lat i dwie córki: kilkunastoletnią Callie, która początkowo wydaje się obarczona genem autyzmu i trochę młodsza Annie, słodką dziewczynkę, która jest jej oczkiem w głowie. Cała rodzina lubi spotykać się z sąsiadami, wydaje się, że są w dobrych kontaktach. Jednak tak wygląda to z zewnątrz. W środku rozpiera się mrok. Irving, mąż Rob nałogowo ją zdradza, w dodatku relacja między nimi jest bardzo dziwna. Czy on jest przemocowcem? A może to z Rob jest coś nie tak? Callie z kolei fascynuje się wszelkiego typu morderstwami i zdaje się rozmawiać z … duchami? Kiedy Rob po kolejnej bójce dziewczynek odkrywa w pokoju starszej córki coś naprawdę niepokojącego, postanawia wyjechać z nią na kilka dni do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło. Do Sundial, jej domu rodzinnego położonego na pustyni Mojave… Co spodziewa się tam znaleźć, co może im pomóc wrócić do normalności po tak dziwnych zdarzeniach? I to w takim miejscu?
„Dzieci to lustra odbijające wszystko, co im się przytrafia. Dlatego trzeba otaczać je dobrem.”
Książka składa się z nienumerowanych rozdziałów rozpisanych na cztery narracje: Rob, Callie, Tamtą Rob i Arrowood. To ostatnie to fragmenty powieści, jaką pisze Rob. Tamta Rob to opowieść współczesnej Rob o jej dzieciństwie. Mamy więc tu budowę na zasadzie szkatułkowej – w podstawowej historii zawarte są dwie inne. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, a styl powieści prosty i spokojny, zdania krótkie, i mimo że nastrój w niej panujący ewidentnie można podzielić na dwie części, to całość skąpana jest w unoszącej się nad wszystkim mgiełce niepokoju i tajemnicy.
„Wstaję wcześnie i idę popatrzeć na zegary. Są wszędzie, tylko trzeba umieć je rozpoznać. Mlecz to zegar, wiadomo. Sypane do miski ziarna ryżu, z których każde zaznacza upływ czasu. Lekcje do odrobienia, gnijące jabłko, drzewo, które czeka na wiosnę. Każde z nich odmierza chwile, które zostały do śmierci. Tik-tak.”
Zacznijmy dzisiaj inaczej, od tego co zrobiło na mnie w książce największe wrażenie. Mianowicie chodzi o wspomniany już nastrój, atmosferę panoszącą się na kartach powieści. Pierwsze sceny, których miejscem akcji jest aktualny dom Rob, są głęboko niepokojące. Dawno nie czytałam książki o tak gęstym klimacie, tak dusznej, tajemniczej i mrocznej atmosferze. Muszę przyznać, że na początku tej powieści serce waliło mi naprawdę mocno, a brwi co chwilę podskakiwały do góry w wyrazie niedowierzania. Kiedy Rob i Callie wybierają się na pustynię klimat mocno się zmienia – historia staje się spokojna, w dosyć statycznym rytmie – przerażenie się rozmywa, ale tajemnica unosi się nadal. Historia jednak staje się wtedy bardziej obyczajowa, skupiona na dokładnym przedstawieniu dzieciństwa Rob, którego historia ma odkryć wszystkie aktualne tajemnice… Te przyjemne napięcie towarzyszy nam już do samego końca lektury, w którym znowu (jak i w „Ostatnim domu…”) kilka mocnych twistów zmienia postrzeganie całości.
„Świadomość, że otacza nas płot, odrobinę podnosi mnie na duchu. Dobrze znaleźć się poza otwartą pustynią. Cała ta przestrzeń mąci człowiekowi w głowie. Tak, to było właśnie to. Pustynne myśli.”
Mocno oryginalnym tematem tej historii jest też samo miejsce – Sundial położony na pustyni Mojave w USA. To miejsce, w którym Rob się wychowała, jej dzieciństwo więc mocno różniło się od tego, czego teraz doświadczają jej córki. Miejsce jest tajemnicze, pełno tam opuszczonych budynków, laboratoriów zamkniętych na kłódkę… Co tam się działo, kiedy Rob była dzieckiem? To miejsce gorące, duszne, odseparowane od reszty społeczności. Pozornie blisko natury, jednak tej natury nieprzyjaznej człowiekowi. Dlaczego jej rodzice wybrali właśnie takie miejsce do osiedlenia? Co się tam działo? Czego Rob tam doświadczyła?
„Przygnębiała go ilość smutku na świecie. Przyjechał więc tu, gdzie świeci słońce, i razem z mają matką zbudowali Sundial. Uczynili je miejscem dla wizjonerów, którzy potrzebują czasu na opracowanie swoich pomysłów.”

Kreacje postaci również są mocno nietypowe. Callie to w ogóle postać jakby wyciągnięta z innego gatunku literackiego – niby dziecko, ale przerażająco mroczne, mądre, z dziwnymi fascynacjami i… zwidami? Część historii przedstawiona jest z jej punktu widzenia i te rozdziały są szczególnie niepokojące. Rob z kolei jest dla czytelnika totalną zagadką – przede wszystkim zastanawia nas dlaczego ciągle tkwi w tak chorym związku z Irvingiem? Dlaczego na to wszystko pozwala? Skąd jej dziwne, nienormalne reakcje? I jak pustynia ma rozwiązać jej problemy?
„W miarę jak się przejaśnia, cień nabiera ostrości i kamienny krąg przecina chuda jak szkielet widmowa sylwetka drugiej Rob. Jest dwudziesty trzeci stycznia, mówi. Jak zawsze na widok tego drobnego cudu, z ust wyrywa mi się cichy okrzyk. Jestem częścią ruchu gwiazd, precyzyjnie wyznaczonym puntem w układzie słonecznym. To właśnie musieli czuć pierwsi ludzie, ilekroć słońce rozpraszało mrok. Zadziwienie.”
Krótko wspomnę jeszcze o postaci Jack, która pojawia się w rozdziałach przedstawionych z perspektywy Tamtej Rob. To kolejna postać, której mrok znowu objawia się całkiem inaczej niż pozostałej dwójki. Postać poplątana, zagubiona, której charakter wizualnie określiłabym po prostu jako postać zamazaną czarną grubą kredką…
„Czy jest typem człowieka, który wypiera prawdę, czy raczej dąży do konfrontacji? Podejrzewam raczej wyparcie. Jest agentem nieruchomości, a tacy doskonale umieją pudrować rzeczywistość. Ja sama wybieram trzecią drogę: wewnątrz spalam się z furii, jednocześnie prezentując światu nieskazitelną powłokę. Kiepski sposób, nie polecam.”
Mamy nastrój, miejsce i bohaterów. Tych kilku, najważniejszych, choć pozostali też odgrywają tu znaczącą rolę. Jednak nie przedłużając, musimy zahaczyć jeszcze o jeden punkt, jedno zagadnienie tej powieści. Mianowicie tematy w książce poruszane. A tych jest tu sporo i przyznam, że w tej historii brakowało mi posłowia, które w „Ostatnim domu…” tak dobrze wszystko wytłumaczyło. Tu czytelnik musi sobie radzić sam. Przede wszystkim mamy tu temat genu zła. Temat popularny w literaturze, tu jednak przedstawiony z nieco bardziej naukowego podejścia. Naukowego, badawczego, które pozwala na ingerencję z zewnątrz. Tylko gdzie tu są granice? I znowu jak przy „Ostatnim domu…”, tak i tu nie mogę powiedzieć nic konkretniej, by nie zepsuć Wam frajdy z lektury – więcej musicie dowiedzieć się sami!
 

„Sundial” to nie jest typowy thriller psychologiczny, choć oczywiście jest to jeden z głównych gatunków, które możemy w tej powieści dostrzec. Według mnie jest to połączenie thrillera z powieścią grozy i obyczajówką. Miks wymykający się schematom, który zmienia poziom napięcia towarzyszącego lekturze, co nie jest tu minusem – przejścia w intensywności doznań są tu naprawdę ciekawe. Myślę, że po książkę powinni sięgnąć ci, co lubią nieznane, nowe i oryginalne, nie boją się zmian i wymykania się ramom i schematom. Tak, ten rodzaj czytelników na pewno będzie z lektury zadowolony. Ja jestem. I jestem bardzo ciekawa, co przyniesie kolejna książka tej autorki.
 
Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona Kryminału.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 16, 2022

"Las zaginionych" Agnieszka Pietrzyk

"Las zaginionych" Agnieszka Pietrzyk
 
Autor: Agnieszka Pietrzyk
Tytuł: Las zaginionych
Data premiery: 09.03.2022
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 360
Gatunek: thriller / kryminał
 
Swoją znajomość z piórem Agnieszki Pietrzyk rozpoczęłam dosłownie chwilę po założeniu bloga – w marcu 2019 roku, kiedy to miałam przyjemność przeczytać „Zostań w domu” – thriller/kryminał, który przykuł mnie do kart książki tak mocno, że czytałam z prawdziwymi wypiekami na twarzy, a o fabule myślałam również w momentach, gdy czytać nie mogłam. To była jedna z najlepszych książek roku 2019 i sprawiła, że Pietrzyk wylądowała na liście autorów, których książki MUSZE przeczytać. I mimo że ciągle nie udało mi się narobić jej wcześniejszych tytułów (aż 6 książek!), to te ukazujące się czytam na bieżąco. Ich recenzje znajdziecie na blogu, a teraz pogadajmy o najnowszej, która, mimo iż całkiem inna niż majstersztyk „Zostań w domu”, poziomem zaangażowania w lekturę jest jej bardzo bliska!
 
Fabuła „Las zaginionych” toczy się w małej mazurskiej wiosce Kadyny. To właśnie w okolicznej stadninie latem dochodzi do zaginięcia – jedna z trzech nastolatek, które wybrały się razem na przejażdżkę, nie wróciła. Pozostałe dwie dziewczyny, siostry Małeckie twierdzą, że rozstały się z zaginioną, kiedy ta była cała i zdrowa. Policja ma ciężki orzech do zgryzienia, żadnym tropów, świadków, podejrzanych… Rodzina Małeckich mocno się tą sprawą przejmuje, więc by trochę odciągnąć myśli i poprawić atmosferę do swojego domu zapraszają starych znajomych – Karolinę i Mariusza Iwaszynów wraz z ich nastoletnim synem i córką. Ci z początku się wahają, jednak ostatecznie decydują się na przyjazd – zgodnie stwierdzają, że takie krótkie wakacje mogą być dla nich zmianą na lepsze. Krótko po przyjeździe Karolina wybiera się na przejażdżkę konną – rusza z tej samej stadniny, z której ruszała zaginiona… I też znika. Czy w Kadynach grasuje porywacz polujący na amazonki? Dziwne, gdyż zaginione w ogóle nie były do siebie podobne, więc co sprawiło, że akurat te dwie kobiety zniknęły? Czy policja znajdzie coś w lesie, co naprowadzi ich na trop, coś co wskaże rozwiązanie zagadki? Czy Karolina i Lena zostaną odnalezione?
 
Książka składa się z 23 rozdziałów. Akcja powieści toczy się głównie latem, w którym doszło do zaginięcia, od czasu do czasu jednak przerywana jest wspomnieniami sprzed 15 lat, kiedy to Karolina i Mariusz się poznali i w sobie zakochali. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, obserwuje przede wszystkim męża zaginionej, ale też przedstawia poczynania policji. Narrator jest uważny i skrupulatny, dba o rzetelnie oddanie otoczenia i emocji postaci. Styl narracji jest wyważony i spokojny, przynajmniej pozornie, gdyż emocje, o których opowiada, zdają się buzować na kartach powieści – im dalej w historię, tym ich kumulacja jest większa. Książkę czyta się niesamowicie dobrze, wyważenie szczegółów otoczenia i emocji, relacji międzyludzkich jest wręcz mistrzowskie!
„Nigdy nie wiesz, jak silny jesteś, dopóki bycie silnym nie stanie się jedynym wyjściem, jakie masz.”
Ze względu na podział czasowy zdaje się, że w książce opowiedziane są dwie historie – ta aktualna, dotycząca zaginięć i ta bardziej skupiona na relacjach – historia poznania i życia Karoliny i Mariusza. W momencie, gdy zdecydowali się na przyjazd do Kadyn coś pomiędzy nimi było – Karolina chyba nie czuła się dobrze, Mariusz mocno ją wspierał, dbał o jej samopoczucie. Dlaczego, co było nie tak? Czy jej złe samopoczucie ma coś wspólnego z tym, co stało się w stadninie?
 
Postacie tej powieści oddane są naprawdę dobrze. Powoli poznajemy ich myśli i zwyczaje, zwyczajne gesty, a jednak ciągle to co ważne jest gdzieś na obrzeżach – nie mówimy o tym, czytelnik musi się cały czas domyślać. Historia często zaskakuje i choć akcja nie jest tu specjalnie dynamiczna, to jednak od książki trudno się oderwać – emocje, jakie autorka za sprawą bohaterów oddaje, tematy, o których pisze, są nam tak znajome, ale i tak niepokojące, że trudno o nich nie myśleć. Pietrzyk w prostych, zwyczajnych gestach potrafi oddać masę emocje, jakąś taką głębię, znajomą i prawdziwą, którą zwyczajnym ludziom trudno wyrazić.
 
Postać Mariusza zastanawia – od początku mężczyzna dosyć dziwnie się zachowuje, a jednak o żonę na pewno się martwi. Jest po prostu zrozpaczony czy kryje się za tym coś więcej?  Małżeństwo Małeckich też jest dosyć dziwne – to ich styl bycia, czy oni również coś ukrywają? Takich niejasności, tajemnic jest tu wiele.
 
Do tego dodajmy urokliwe, acz spokojne miejsce – las, niedaleko woda, duży, oddalony od sąsiadów dom. Spokój, cisza, konie, stadnina, sielskość i beztroska. Zburzona dziwnymi zaginięciami… Wydarzenia i otoczenie tworzą naprawdę ciekawy kontrast.
 
Na koniec tematy, problemy, które poruszane są w tej historii. Nie mogę o nich pisać wprost, by nie psuć elementu zaskoczenia zwrotami fabularnymi, jednak są to tematy z którymi spotykamy się na co dzień, te piękne i te wyniszczające. Jest wielka miłość, pierwsze zauroczenie, zaufanie. Jest też duża krzywda, zmowa milczenia, tajemnice, które mieszają mocno w życiu bohaterów. Zdrada, zemsta, złość, bezradność, rozczarowanie. I znowu miłość, poświęcenie, rodzicielstwo. Piszę ogólnie, nie chcę nic zdradzić, ale jak już wspomniałam – emocje w tej powieści buzują, a finał jest naprawdę gorzki. Po zakończonej lekturze po prostu długo siedziałam nie mogąc ruszyć się z miejsca, zająć czymś innym. Mocna, wstrząsająca lektura, przejmująca smutkiem.
„Milczenie i niedomówienia niczego nie naprawią, a mogą zmienić życie w piekło. Ludzie, którzy się kochają, powinni ze sobą rozmawiać.”
Podsumowując, gdyby nie mój sentyment do „Zostań w domu”, mogłabym „Las zaginionych” uznać za najlepszą książkę Pietrzyk, jaką dane mi było czytać. To świetny obraz relacji partnerskich, romantycznych, a zarazem tajemnicza, zajmująca historia zaginięcia. Sielskość otoczenia tylko pogłębia kontrakt wydarzeń, podbija uczucie tajemnicy, o której żaden z bohaterów nie mówi, choć jasne jest, że sporo ich skrywa się pod powierzchnią. To analiza skomplikowanych emocji, która momentami aż boli. Historia smutna, wstrząsająca, po której trudno wrócić do codzienności. Naprawdę zrobiła na mnie wrażenie!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona Kryminału!


Książka dostępna jest też w abonamencie 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!