Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwokobiece. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwokobiece. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 03, 2025

"Konsjerż" Abby Corson

"Konsjerż" Abby Corson

Autorka: Abby Corson
Tytuł: Konsjerż
Tłumaczenie: Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik
Data premiery: 26.03.2025
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał cosy crime
 
“Konsjerż” to debiut literacki Abby Corson, choć nie jest to jej pierwsza styczność z piórem - już od dekady pisze do znanych angielskich i australijskich magazynów w tematyce lifestylowej oraz luksusowych podróży. Teraz jednak przyszła pora na pełnoprawną powieść, która jest miła i przyjemna, ale jednak… kogoś w niej mordują. Idealna historia na urlop macierzyński! Bo właśnie siedząc w domu z jedną córką, a równocześnie oczekując przyjścia na świat drugiej, Abby Corson pokusiła się o tę powieść. Na rynku angielskim wydana została w 2024 roku jak na razie jest jedyną pozycją powieściową w dorobku autorki, jednak na luty 2026 zapowiedziana jest już kolejna - na razie jednak nic więcej o niej nie wiadomo, jak również czy i jeśli tak, to kiedy, ukaże się w Polsce.
 
Anglia, hrabstwo Yorkshire. To tam całe życie spędził teraz już 72-letni Hector Harrow, a sporą jego część, ponad pół wieku, zajmował się pracą w okolicznym, przyjemnym i luksusowym hotelu Cavengreen jako konsjerż. Do czasu… morderstwa, jakie zostało tam dokonane i w związku z którym stał się podejrzanym - w końcu to on znalazł ciało… Teraz, kiedy jest już na emeryturze, chce spisać tę historię, by przedstawić co wydarzyło się wtedy naprawdę. A my mamy okazję jej wysłuchać - Hector nagrywa ją na dyktafon, z czego później jego przyjaciółka Helen ma stworzyć powieść.
“W dobrej książce musi się znaleźć wydarzenie, zwrot akcji i rozwiązanie. Wystarczą te trzy rzeczy i garść popieprzonych bohaterów i nie ma powodu, byś nie napisał dobrej książki.”
Książka rozpisana jest na 33 rozdziały pisane w narracji pierwszoosobowej przez Hectora w dwóch czasach - głównym wątkiem jest opowieść o hotelu i morderstwie w nim popełnionym, jednak Hector nie ukrywa przed czytelnikiem tego, że opowiada to z dystansu czasu i o tym, co dzieje się u niego teraz też czytelnika informuje. W związku z tym, że narrator wie, że nagrywa dla czytelnika, to nieraz zwraca się do niego bezpośrednio, ba! zastanawia się nawet jak jego opowieść zostanie odebrana. Książka zatem ma niepowtarzalny styl, a jej forma złożona nie tylko z opowieści Hectora, ale również np. i nagranych na dyktafon rozmów, daje poczucie świeżości. Język powieści jest przyjemny, codzienny i nieinwazyjny - ot, opowieść starszego, eleganckiego pana…
 
Ale choć Hector ze względu na swój zawód jest uprzejmy i dyskretny, to jednak jest w nim też coś więcej. To postać słodko-gorzka, która przez życie idzie godnie, z podniesioną głową, ale jednak dość… samotnie. Trudne dzieciństwo, z którym do teraz nie może się pogodzić, i skupienie się na pracy już w młodym wieku sprawiły, że mimo przelotnych romansów nigdy nie związał się z nikim na stałe. Niepokojące są też jego odruchy obsesyjno-kompulsywne: pukanie się w czoło, robienie wszystkiego w seriach po trzy… Czy więc pod płaszczykiem uprzejmego starszego pana nie kryje się coś głębszego, coś dużo bardziej mrocznego? To myśl, która w czasie lektury napływała mi do głowy dość często.
“Można mieć rodzinę i przyjaciół, a i tak czuć się samotnym - możesz na przykład spędzić cały dzień w towarzystwie ludzi, a wieczorem kłaść się z przeświadczeniem, że nie odbyłeś żadnej istotnej rozmowy lub nie spotkałeś się z czułością, jakiej pragnąłeś.”
Do morderstwa doszło w hotelu, w noc po uroczystości weselnej - mamy więc zamknięte grono podejrzanych. Wśród nich jest obsługa: recepcjonistka i kierownik hotelu, nowy właściciel Amerykanin i goście: pisarz, najbliżsi państwa młodych i znajomy Hectorowi mężczyzna. Przed morderstwem przyglądamy się funkcjonowaniu tego hotelu, Hector oprowadza nas po wnętrzach i opowiada o swojej pracy, kiedy jednak docieramy do momentu znalezienia zwłok, robi się z tego nawiązująca do klasyki powieść detektywistyczna. W końcu zarówno grono podejrzanych, jak i miejsce akcji mamy zamknięte. Kreacje postaci rysowane są grubą kreską bazującą na stereotypach, ale dobrze pasuje to do ogólnej konwencji powieści, nadaje jej nieco humorystycznego zacięcia, ale też jest sposobem na uśpienie czujności - narratorowi zdarza się naprowadzać czytelnika na trop, jednak robi to w sposób bardzo subtelny…
“Nie ulegało wątpliwości, że zabójca, kimkolwiek był, wciąż przebywa w hotelu. Chyba że właśnie wywieziono go w worku na zwłoki.”
I całkiem przebiegły, gdyż intryga zaskakuje co najmniej kilka razy! Przede wszystkim na starcie nawet nie wiemy kto zginie, dość długo nie wiemy też kto jest mordercą… a gdy wychodzi to na jaw, książka się nie kończy! Bardzo podoba mi się to, co autorka zrobiła pod koniec powieści, nadała jej bardzo nieoczywisty bieg i solidny twist, który sprawił, że moja ogólna ocena książki podskoczyła! Wcześniej, przez większą część opowieści, autorka utrzymuje nas w klasycznym, spokojnym stylu…
 
Wspomniałam już o samotności i krzywdach przeszłości, jakie nie chcą pozwolić zakopać się w pamięci Hectora. Książka zatem może mieć wydźwięk uniwersalny, moją uwagę jednak mocniej przyciągnęły komentarze o tworzeniu powieści: dzięki pisarzowi, który jest gościem hotelu, jak i Hectorowi, który w wieku 72 lat szykuje się do literackiego debiutu, poznajemy sporo literackich smaczków i uwag, jak uczynić książkę lepszą. W pewnym momencie wysuwają się na przód refleksje o tym, jak wielka jest różnica między tym, co czuje pisarz tworząc opowieść, poświęcając na nią miesiące pracy, a czytelnik, który czyta ją często w biegu, w sumie przez kilka godzin… Dobrym motywem jest też refleksja nad tym, jak książka z historii prawdziwej może zrobić coś, co stanie się rozrywką dla mas. Oczywiście tutaj tylko teoretycznie, sama historia faktycznie jest fikcyjna, ale nie szkodzi to temu, by trochę się na takimi zagadnieniami zastanowić.
“(...) jakie to zabawne, że ty będziesz to czytać nad basenem w wakacje albo w pociągu w drodze do pracy, podczas gdy dla mnie to był tak intensywny okres w życiu. Dla ciebie to tylko kolejna książka, którą niebawem zapomnisz.”
Muszę przyznać, że “Konsjerż” solidnie mnie zaskoczył. Byłam przekonana, że mam w ręce kryminał mocno nawiązujący do klasyki gatunku, w którym narrator przeprowadzi nas od zbrodni po jej rozwiązanie. A jednak nie! Pierwsze zaskoczenie: dyktafon i dwa czasy opowieści. Drugie: bohater na tyle dobrze się maskujący, że nie jesteśmy pewni czy nie powinniśmy go podejrzewać. Trzecie: dalsza część historii w momencie, gdy wydawałoby się, że powinna się skończyć. Nie wspominając już o solidnie poprowadzonej intrydze, która skutecznie usypia czujność i podpycha bardzo różne, zdawałby się bardzo prawdopodobne tropy. Zatem mimo iż większa część historii toczy się znanym, spokojnym, niezobowiązującym rytmem, to jednak jej finał pokazał, że autorka zdecydowanie miała nieszablonowy pomysł na budowę swojego debiutu!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Kobiecym.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 24, 2025

"Obsesja terapeutki" Vi Keeland

"Obsesja terapeutki" Vi Keeland

Autor: Vi Keeland
Tytuł: Obsesja terapeutki
Tłumaczenie: Karolina Bochenek
Data premiery: 15.01.2025
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Vi Keeland to amerykańska bestsellerowa autorka kilkudziesięciu powieści. Jednak na tym blogu pojawia się po raz pierwszy - z tego względu, że “Obsesja terapeutki” to jej pierwsza książka sklasyfikowana jako thriller. W 2012 roku zmuszona koniecznością opuszczenia swojego domu przez Huragan Sandy, by zająć czymś głowę, napisała swoją pierwszą książkę, która na rynku pojawiła się w roku kolejnym. Od tego czasu trzymając się gatunków powieści romansowych i erotycznych, zdobyła literackie wyróżnienia, a jej książki sprzedały się w milionach egzemplarzy na terenie całego świata. Na rynku anglojęzycznym “Obsesja terapeutki” wydana została rok temu, na ten rok zapowiedziana jest już premiera kolejnego thrillera. Ale czy są to faktycznie thrillery czy nadal erotyki z nutką napięcia kryminalnego? Na szczęście to pierwsze, bo choć wątek romansowy na chwilę faktycznie przejmuje nad fabułą kontrolę, to jednak jest to dodatek do intrygi kryminalnej, a nie odwrotnie.
 
Nowy Jork, Manhattan. Meredith McCall od ponad roku nie ma co ze sobą zrobić, włóczy się po mieście… Kiedyś miała szczęśliwy dom, kochającego męża, z którym właśnie planowali potomstwo, jak i własną rozwijającą się psychiatryczną praktykę. Teraz nie ma nic, jest tylko odrętwienie i żal. I zawieszenie, bo pracy nie straciła na zawsze, ale jeszcze trochę potrwa, zanim będzie mogła do zawodu wrócić. Więc kiedy pewnego dnia przypadkiem na ulicy zauważa mężczyznę, który jest związany z jej osobistą tragedią, który powinien być jeszcze mocniej załamany od niej, a który stoi niedaleko z wielkim uśmiechem na twarzy, czuje impuls - musi go śledzić, musi dowiedzieć się, czy faktycznie po takiej tragedii można jeszcze być szczęśliwym? Impuls jednak niepostrzeżenie zaczyna przeradzać się w niebezpieczną obsesję…
 
Książka rozpisana jest na 44 krótkie rozdziały, które podzielone są na ‘wtedy’ i ‘teraz’. Te pierwsze opowiadają o życiu Meredith sprzed tragedii, te drugie to czasy aktualne, ponad rok po niej. Z początku czasy przeplatają się naprzemiennie, później przeważają czasy aktualne. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego we “wtedy” oraz czasu teraźniejszego w “teraz”. Narratorką jest Meredith, która czasami w rozdziałach aktualnych zwraca się bezpośrednio do swojego męża. Styl powieści jest codzienny, niewymuszony, w momentach, gdy w strefie fizycznej robi się nieco goręcej, użyte jest bardziej dosadne słownictwo, jednak całościowo książka wypada bardzo naturalnie, czyta się łatwo i przyjemnie, jak typowy thriller psychologiczny nastawiony na dostarczenie czytelnikowi rozrywki.
“Chyba nie jest ze mną aż tak źle, skoro wypijam zaledwie półtora butelki wina dziennie z eleganckiego kieliszka?”
Bo przede wszystkim tak warto do tego tytułu podejść - jak do dobrej rozrywki, która gdzieś na obrzeżach porusza ciekawie psychologicznie tematy, ale przede wszystkim ma czytelnika zaciekawić i wciągnąć w grę, w której nie wiemy gdzie leży prawda. W końcu historię poznajemy tylko z perspektywy Meredith, prawda? Meredith pogrążonej w głębokiej żałobie, depresji i ogromnym poczuciu winy. Pod tym względem kreacja postaci jest naprawdę ciekawa, przyglądamy się bohaterce, która obwinia się za to, co się stało, zapominając, że to nie ona podjęła decyzję, tylko jej mąż. To dobrze obrazuje tendencje kobiet, które bardzo często mają gdzieś tam podskórnie zakorzenione, że zawsze można zrobić coś, by kogoś uratować. Ale czy na pewno zawsze?
“Czy to aby na pewno zwykłe zbiegi okoliczności? Ile razy coś takiego musiałoby się powtórzyć, aby uznać, że to nie jest jedynie przypadek? Trzy? Sześć? A może nie istnieje żadna konkretna liczba, dopóki nie wydarzy się coś naprawdę złego…”
Zatem punktem wyjścia historii jest niestabilność emocjonalna bohaterki - zrozumiała, usprawiedliwiona, jednak nie zmienia to faktu, że nie jesteśmy pewni czy możemy jej ufać. Zresztą sama nie kryje się, że przez ostatni rok głównie żywiła się winem, co dodatkowo podważa jej wiarygodność, ale równocześnie uwiarygadnia aktualne zachowanie. Bo Meredith podejmuje dziwne decyzje: jako kobieta jest w rozsypce, ale ciągle też jest lekarzem, ciągle czuje potrzebę pomagania innym. Czy da się to rozgraniczyć? Czy będąc w takim stanie, faktycznie może komukolwiek pomóc?
“Żal przypomina kotwicę, której łańcuch owija się wokół serca i ciągnie je w dół.”
Tematycznie książka zaczepia o znane, choć ciągle fascynujące psychologicznie tematy. Przede wszystkim obserwujemy różne stadia obsesji, która z przypadkowego spotkania przeradza się w rasowy stalking. Widzimy jak działa umysł osoby ogarniętej obsesją, jak walczy ze świadomością, że jej postępowanie może być nie całkiem w porządku. Co dzieje się, kiedy człowiek pozwoli sobie na utratę kontroli, na to, by to obsesja przejęła lejce? Meredith jest kreacją o tyle ciekawą, bo walczy w niej także jej duch psychiatry, który ma wiedzę teoretyczną, ma w głowie cały czas zasady, których złamanie grozi możliwością utraty praw do wykonywania zawodu. Czy ten głos, głos zawodowy pozwoli jej z obsesji się wyplątać?
“Za dużo myślenia i nadmiar stresu mogą przyczyniać się do odkładania w korze przedczołowej toksycznych substancji. Setki razy wyjaśniałam to swoim pacjentom z paranoją.”
Wspomniałam już też o temacie żałoby i poczuciu winy, które niekoniecznie zawsze słusznie się w nas osadza. Dzięki temu, że poznajemy historię z przeszłości, tego, co doprowadziło do tragedii, jesteśmy też sami w stanie ocenić, czy obwinianie się Meredith jest uzasadnione czy nie. Z pewnością każdy osądzi ją inaczej, jej odbiór zależny będzie od prywatnych doświadczeń czytelnika, jednak nie zmienia to faktu, że jej poza, jej kreacja jest jak najbardziej prawdopodobna - osoba psychicznie pogubiona, osłabiona, jest bardziej podatna na różnego rodzaju obsesje, a może nawet i psychozę.
“Macie państwo interesujące sposoby na przeżywanie żałoby.”
Gatunkowo oczywiście jest to thriller psychologiczny z niewielkim dodatkiem wątku romansowo-erotycznego. Dodatek ten pojawia się dosyć późno i dosyć szybko się rozmywa. Od początku lektury jednak czujemy napięcie, tę ciekawość i niepewność charakterystyczną dla thrillera. Autorka może i bazuje na znanych motywach i znanych zagraniach fabularnych, jednak robi to w taki sposób, że i tak finalnie całkiem nieźle zaskakuje - choć w pewnym momencie po wątku erotycznym miałam wrażenie, że skieruje się w stronę banalności, na szczęście tego błędu uniknęła, zaskoczyła, dzięki czemu do końca mogłam delektować się dobrą rozrywką. Sama intryga zbudowana jest dobrze, jest spójna, w pewnym momencie może wydawać się nieco za mocno pokręcona, ale finalnie okazuje się przemyślana i logiczna. Akcja nie toczy się szybko, rozłożona jest na kilka dobrych miesięcy, napięcie wywołane jest raczej niewiadomą i ciągłą podejrzliwością, niż nagromadzeniem wydarzeń czy tempem akcji.
“Dokonałam tego: wstrząsnęłam doskonale opanowanym doktorem Alexandrem.”
Jeśli “Obsesja terapeutki” faktycznie jest całkowicie pierwszą próbą autorki w gatunku thrillera (nie jestem znawczynią jej twórczości, nigdy wcześniej opinii o jej książkach nie śledziłam, więc nie jestem w stanie powiedzieć czy wcześniej gdzieś motywy tego gatunku się pojawiały), to muszę przyznać, że jest ona zaskakująco udana. Autorka co prawda nie odcięła się całkowicie od tak dobrze znanego jej gatunku romansu, ale też nie dała mu fabuły zdominować, co jak nieraz przekonałam się na podobnych thrillerach, faktycznie musi być dużym wyzwaniem dla twórczyni. Warto też docenić poruszanie ciekawych psychologicznie tematów, tematów niełatwych, bo przecież poczucie winy tak przygniatające, że człowiek nie ma siły normalnie funkcjonować, do łatwych zagadnień nie należy, a i z tym autorka poradziła sobie naprawdę wiarygodnie. “Obsesja terapeutki” to thriller oparty na motywach znanych, raczej nikt nie uzna go za innowacyjny, ale też raczej nie aspiruje on do tego miana - to przede wszystkim dobra, zajmująca i pochłaniająca rozrywka. Sama jestem zaskoczona jak dobrze czytało mi się tę książkę i myślę, że przy kolejnym thrillerze autorki nie będę miała już wątpliwości czy jest to lektura dla mnie. Mam więc nadzieję, że polski wydawca nie będzie zwlekał z jej wydaniem!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Kobiecym. 

Dostępna jest też w abonamencie 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 10, 2024

"Śmierć w diamentach" S.J. Bennett

"Śmierć w diamentach" S.J. Bennett

Autor: S.J. Bennett
Tytuł: Śmierć w diamentach
Cykl: Jej Królewska Mość prowadzi śledztwo, tom 4
Tłumaczenie: Andrzej Goździkowski
Data premiery: 27.11.2024
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 480
Gatunek: kryminał cosy crime
 
Sophia Bennett bądź S.J. Bennett to brytyjska autorka, która pisze w tempie niespiesznym - debiutowała w 2009 roku, a na ten moment na koncie na czternaście powieści. Jednak polski czytelnik poznał ją dopiero w tym roku, kiedy na naszym rynku wiosną ukazał się pierwszy tom cyklu o królowej Elżbiecie II prowadzącej śledztwa kryminalne pt. “Tajemnica morderstwa w Windsorze” (recenzja - klik!). Na tę serię składają się powieści kryminalne, a może dokładniej - detektywistyczne, które łączą w sobie fikcyjną intrygę kryminalną i prawdziwe tło historyczne. Pierwsze trzy tomy akcję mają osadzoną w czasach współczesnych, dokładnie w roku 2016, a tom czwarty rozpoczyna nowy etap - przenosi nas do przeszłości, do roku 1957 i czasów, kiedy królowa po raz pierwszy z pomocą asystentki osobistego sekretarza zaangażowała się w kryminalne śledztwo, oczywiście zakulisowo. Polski czytelnik miał to szczęście, że wszystkie dostępne tomy, na które czytelnicy anglojęzyczni musieli czekać zawsze co najmniej rok, dostał w przeciągu zaledwie ośmiu miesięcy! Jest teraz też jednak i minus takiej sytuacji - już zdążyłam się przyzwyczaić do tego, że co zanim zdążę zatęsknić za kryminalnymi przygodami królowej, to już mam nowy tom pod rękę, a teraz przyjdzie to zmienić i czekać na nowe dłużej… Choć może nie na tom piąty? Ten w wydaniu angielskim zapowiedziany jest na początek lutego, więc możemy i my mieć nadzieję, że w pierwszych miesiącach rok 2025 również dostaniemy go do rąk. Ale potem przyjdzie dłuższe czekanie….
 
Wiosna, rok 1957. Młoda, 30-letnia królowa Elżbieta II na tronie zasiada od czterech lat. Ciągle jeszcze w swojej ekipie ma pozostałości po ojcu, większość jej doradców to starsi panowie… Na szczęście za nimi stoją też i panie, a jedna z nich ratuje królową podczas wizyty w Paryżu, kiedy okazało się, że jej tak skrupulatnie przygotowywane przemówienie zaginęło! To stenotypistka Joan podyktowała treść przemówienia telefonicznie ze swojej własnej fotograficznej pamięci. Czy przypadkiem nie jest to kobieta zaradna, która powinna znaleźć się w bliższym gronie współpracowników królowej?
W tym samym czasie w londyńskiej dzielnicy Chelsea doszło do dziwnego morderstwa - mężczyzna i kobieta zostali znalezieni martwi, obydwoje uduszeni, on z nożem w oku, ona w samej bieliźnie i diamentowej tiarze na głowie… To temat, który nie schodzi z pierwszych stron gazet, a jak się wkrótce okaże, w pewien sposób może być powiązany z królową… Policja ewidentnie idzie ze śledztwem nie w tym kierunku, w którym trzeba, zatem królowa postanawia poprosić Joan o pomoc w wyjaśnieniu sprawy - w końcu to dla niej kwestia, prywatna, musi zyskać pewność swoich podejrzeń, zanim wszystko ujrzy światło dzienne…
 
Książka podzielona jest na cztery tytułowane części, a te składają się w sumie na 61 kilkustronicowych rozdziałów. Po zakończeniu historii, na ostatnich stronach książki umieszczone jest też kilka słów od autorki, w których znajdziemy nie tylko tradycyjne podziękowania, ale też trochę o inspiracji, jakie przyczyniły się do powstania tej historii (jest nawet wątek polski!) oraz rozróżnienie co w historii jest całkowicie zgodne z prawdą historyczną, a co całkowitą albo częściową fikcją. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podążamy tropem trzech postaci: królowej, Joan oraz komisarza Freda Darbishire’a, których poznajemy nie tylko poczynania, ale także przemyślenia i emocje. Styl powieści jest spokojny, uważny, przyjemnie brytyjski, a słownictwo wyważone. Od pierwszych stron da się wyczuć, że powieść jest świetnie dopracowana.
“Z czasem nauczyła się, że dzielenie się swoimi przemyśleniami nawet z najbliższymi bywa kiepskim pomysłem. Ich wyobrażenia, co jest dla niej najlepsze, rzadko pokrywały się z tym, co sama myślała na ten temat.”
Mam wrażenie, że tom czwarty różni się od poprzednich nie tylko czasem zdarzeń, ale i sposobem przedstawienia całej historii, z tego względu, że sprawą kryminalną tak naprawdę faktycznie zaczynamy się zajmować bodajże dopiero w części trzeciej. W pierwszych dwóch oczywiście od czasu do czasu pojawiają się rozdziały z perspektywy komisarza, w tych z królową i Joan też słychać jej pogłosy, ale w tle, bo wtedy zajmujemy się czymś innym. Mianowicie całym tłem historycznym i społecznym tamtych lat. Towarzyszymy królowej w jej zagranicznych podróżach, przyglądamy się kobietom, które w czasie II wojny światowej pełniły ważne role, a teraz znowu muszą wracać do roli stenotypistek czy innych niespecjalnie szanowanych asystentek. Tak właśnie jest w przypadku Joan, która chce być niezależna i ma do tego dobre zaplecze, ale która nawet po awansie nie jest uznawana za równą przez innych doradców królowej, ba! czasem wręcz jest sprowadzana do roli damy do towarzystwa… Dopiero będzie się musiała nauczyć, jak o siebie zawalczyć, co w tamtych latach, w gronie brytyjskich elit na pewno do małych wyzwań należeć nie będzie.
 
Bardzo ciekawa jest też sama kreacja królowej, która w tym tomie jest przecież młodą kobietą, która z jednej strony cały czas musi zachowywać powagę swojej funkcji, a z drugiej jednak chciałaby zrobić coś dla czystej przyjemności. Trudna polityka w świecie rządzonym przez mężczyzn, przy których musi być stanowcza, by zyskać posłuch, do tego dochodzą wyzwania natury prywatnej - co chwilę podróżując musi zostawiać pod opieką innych swoje dzieci, jej mąż Filip, mimo stałego wsparcia jakie jej oferuje, też czasami trosk jej dokłada. Problemów i ciągłych pożarów do gaszenia jest masa, a królowa najchętniej ubrałaby się w tweedy i wyszła ze swoimi pieskami na długi samotny spacer. Autorka doskonale oddaje jakim wyzwaniem było pełnienie funkcji królowej dla tak młodej kobiety poczynając od doboru strojów aż na innowacjach technologicznych kończąc.
“Joan nie umiała pozbyć się myśli, że Szefowa musi mieć wyjątkowy dar, wręcz przeczący zdrowemu rozsądkowi: jej życie przypominało egzystencję złotej rybki w akwarium, a mimo to najwyraźniej umiała się tym cieszyć.”
No właśnie, bo historia toczy się w bardzo ciekawych czasach. Polityka, emocje społeczeństwa ciągle po II wojnie światowej się jeszcze nie ustabilizowały, echo masowych mordów, obozów pracy cały czas się gdzieś odbija… Pojawia się wątek zbiegłych nazistów, trudność w ułożeniu świata polityki na nowo. To jednak też czas, kiedy trzeba wykorzystać okazję do zawierania nowych sojuszy, ale i czas, gdy ludzie czują niezadowolenie z powodu ciągle niesatysfakcjonujących warunków życia. Do tego technologia idzie do przodu - w tym tomie królowa po raz pierwszy nadaje na żywo w telewizji, trwają też pierwsze testy lotów kosmicznych… Dużo się dzieje w historii świata, autorka z gracją wplata to w fabułę powieści dając obraz bardzo skomplikowanego życia królowej w tamtych czasach.
 
Ale wszystko to oparte jest przecież na szkielecie intrygi kryminalnej, której zapowiedź dostajemy już na pierwszych stronach powieści. Mimo tego, że dosyć długo musimy czekać, aż to ona przejmie pierwsze skrzypce, to kiedy tak się dzieje intryga okazuje się zaskakująco zagmatwana i poważna, poruszająca tematy ważne społecznie i historycznie. Kiedy już dochodzi do głosu, to prowadzona jest w podobny sposób, co w tomach poprzednich - królowa z oddali wskazuje kierunek śledztwa, jej pomocnica (tutaj w postaci Joan) zajmuje się realizacją poleceń. Ciekawe jest też wplecenie wątków prywatnych królowej, co wywołuje w czytelniku dodatkową niepewność. Całość wypada dobrze, historia jest przemyślana i zaskakująca.
“Był to dla niej absolutnie nadzwyczajny moment: kiedy królowa popatrzyła w słynne, jak gdyby lekko senne oczy Mona Lisy, kobieta z płótna wbiła w nią swoje nieprzeniknione spojrzenie. Elżbieta świetnie znała ten portret z niezliczonych reprodukcji, tym większe było więc jej zdumienie, gdy wreszcie mogła stanąć twarzą w twarz z oryginałem. I nagle w przebłysku intuicji pojęła, co być może czuło wielu ludzi, gdy stawali przed jej obliczem.”
“Śmierć w diamentach” najlepiej traktować jako nowe otwarcie, wprowadzenie do nowej rzeczywistości królowej współpracującej z Joan i rozwiązującej zagadki kryminalne, w którym skupienie położone jest na oddaniu zawiłości społecznych, prywatnych i politycznych ówczesnych lat życia królowej. Oczywiście autorka robi to z lekkością, z humorem, który mocno widoczny jest w dialogach, jak i samym stylu opowieści, ale tematy poważne pozostają - choćby te z czasów II wojny światowej. Sama intryga kryminalna dosyć długo jest w tle, ale kiedy już rusza, to w pełni satysfakcjonuje - tych, którzy lubią powieści detektywistyczne, a nie tych, co sięgają po krwawe i szybie kryminały. To wszystko prowadzone jest tempem spokojnie brytyjskim, ale dzięki temu staje się bardzo realne i daje czytelnikowi czas, by samodzielnie pomyśleć, zastanowić się nad przywoływanym zagadnieniami. Podobało mi się i oczywiście z niecierpliwością czekam na więcej!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Kobiecym.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

listopada 18, 2024

"Świąteczna mordercza układanka" Alexandra Benedict

"Świąteczna mordercza układanka" Alexandra Benedict

Autor: Alexandra Benedict
Tytuł: Świąteczna mordercza układanka
Tłumaczenie: Jolanta Kozak
Data premiery: 13.11.2024
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 352
Gatunek: powieść kryminalna
 
Alexandra Benedict na polskim rynku książki kojarzona jest jako autorka świątecznych kryminałów - nic dziwnego, faktycznie takie książki pisze, a Wydawnictwo Kobiece wydaje je na naszym rynku na chwilę przed świętami Bożego Narodzenia od roku 2022. Łatwo licząc, “Świąteczna mordercza układanka” jest jej trzecią pozycją przetłumaczoną na język polski.
Jednak jej doświadczenie literackie jest dużo większe niż tylko te trzy książki. Pisze zawodowo już od ponad dekady, publikuje zarówno jako Alexandra Benedict, jak i A.K. Benedict, choć jako ta druga celowała bardziej w powieści fantastyczne niż kryminały. Poza pisaniem swoich książki jest także nauczycielką pisarstwa kryminalnego, opiekuje się innymi autorami, ułatwia im wkroczenie na zawodową ścieżkę. Poza tym zajmuje się też pracą z audiobookami, pisze scenariusze, jest także kompozytorką i autorką tekstów piosenek. Zatem mimo iż polski czytelnik dostaje skromnie jedną jej książkę rocznie, to tak naprawdę autorka jest bardzo aktywna.
 
Historia “Świątecznej morderczej układanki” rozpoczyna się 19 grudnia. Tego dnia Edie O’Sullivan, mieszkająca samotnie osiemdziesięcioletnia pani, miłośniczka układanek, gier słownych, autorka krzyżówek ukazujących się w wielu lokalnych i krajowych czasopismach, na ganku swojego domu znajduje paczkę. Wygląda jak prezent świąteczny, a Edie nienawidzi Świąt Bożego Narodzenia, grudzień to dla niej najgorszy miesiąc roku. Jednak paczkę otwiera, a tam znajduje: kilka puzzli z bardzo niepokojącym fragmentem obrazka, jak i liścik - jak się okazuje, prawdopodobnie od samego mordercy, w którym pisze, że do północy w Wigilię zabije co najmniej cztery osoby, no chyba że Edie podejmie grę i rozwiąże zagadkę kryjącą się za układanką, a tym samym go powstrzyma. Co jak co, ale zagadki i układanki to coś, czemu Edie oprzeć się nie potrafi, zresztą uważa, że nikt nie robi tego tak dobrze jak ona… zatem chyba musi podjąć wyzwanie? Jednak by nie działać nierozsądnie, informuje o przesyłce swojego bratanka, inspektora lokalnego posterunku policji. Z tym, że nie przekazuje mu wszystkiego… bo jeden element układanki szczególnie mocno ją niepokoi. Czy morderca spełni swoją groźbę i do północy w Wigilię będzie zabijał?
„Rozgryzanie zbrodni przypomina poniekąd rozwiązywanie krzyżówek, ale też trochę układanie puzzli. Najpierw trzeba ustalić, gdzie co pasuje, i wyznaczyć granice, a dopiero potem brać się za szczegóły.”
Książka rozpisana jest na 58 rozdziałów, ale nie są to zwyczajne rozdziały - każdy z nich zaopatrzony jest w grafikę puzzla z literą, które ułożone w odpowiedni sposób dają tytuł świątecznej piosenki i jej wykonawcę. Nie na tym jednak kończy się zabawa w zgadywanki autorki - na końcu podziękowania napisała w formie krzyżówek, a ostatnie dwie strony książki to przepisy na pewne świąteczne dania, które w powieści się pojawiają. W samym tekście powieści często zastosowane są też gry słowne czy anagramy, które tak lubi tworzyć główna bohaterka, co z pewnością było wyzwaniem dla tłumaczki - w końcu słowa nie tylko musiały zachować sens, ale i brzmieć tak, żeby faktycznie dało się z nich coś ułożyć.
Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy trzech postaci, choć ich rozłożenie narracyjne nie układa się po równo - króluje oczywiście Edie, której rozdziały dosyć często przeplatają się z Seanem, jej bratankiem. Od czasu do czasu pojawia się też rozdział pisany z trzeciej perspektywy - z perspektywy mordercy… I oczywiście te rozdziały najmocniej w książce mieszają! Przynajmniej pod względem psychologicznym. Styl powieści nawiązuje do klasycznych powieści detektywistycznych - jest lekki, subtelnie podszyty humorem, nie zawiera przekleństw ani krwawych opisów, choć sama powieść jest mocno osadzona we współczesności. Przyznam, że w pierwszych opiniach o książce widziałam zarzut nieco opornego stylu czy tłumaczenia, sama jednak książki słuchałam i w tej formie nic takiego nie wyczułam, nie miałam żadnego problemu z odbiorem książki, choć zastanowiło mnie jedno formułowanie - czy w parze homoseksualnej dwóch mężczyzn żeni się czy wychodzi za siebie za mąż? ;) To jednak znowu wynik języka polskiego i podkreślania rodzaju męskiego i żeńskiego - taka ciekawostka lingwistyczna.
“Nie rzucę wszystkiego, żeby się zabawić w etatowego Poirota. Po pierwsze nie mam wąsów. Chociaż z wiekiem, niestety, zaczynają wyrastać.”
Główną bohaterką powieści jest Edie, która choć starszą panią ewidentnie jest, to nie do końca daje się wpasować w ten schemat. Nie jest to miła, przytulna babcia, a raczej kobieta odcięta od świata emocjonalnie, nie jest jednak też z natury wredna, a po prostu jej doświadczenia z przeszłości ukształtowały ją w tę formę, w której teraz ją poznajemy. Z biegiem lektury jej charakter, jej nietolerancja w stosunku do radosnego spędzania świąt Bożego Narodzenia zostaje wytłumaczona, finalnie ładnie zgrywa się w spójną psychologiczną całość, a równocześnie daje pozytywne przesłanie - nigdy nie jest za późno na zmianę i lepiej jest cieszyć się z tego, co się ma, czego się może doświadczać, niż uparcie tkwić, trzymać się ran, jakie zadane zostały nam w przeszłości.
Poza trudnym charakterem, Edie to barwna kreacja - stara punkówa, fanka apaszek w czachy, kobieta, która nigdy nie bała się wyrażać samej siebie.
“Jesteś mistrzynią w doprowadzaniu ludzi do krawędzi i wypychania ich ze swojego życia.”
I w takim duchu wychowany został Sean, jej bratanek, który jest tym jednym z pary homoseksualnej, której małżeństwo pod kątem lingwistycznym nie zastanowiło. Seana również poznajemy dosyć dokładnie, ale nie tylko jako detektywa, a po prostu jako człowieka, jako mężczyznę układającego sobie życie z mężem, który próbuje godzić życie zawodowe z rodzinnym, próbuje zadbać o swoją formę (sport, a w szczególności bieganie też tutaj trochę miejsca w fabule zajmuje), aktualnie zaprząta go też temat adopcji dziecka, co prowadzi do całego, często tu poruszanego tematu rodzicielstwa, tego, jak wiele niektórzy są w stanie zrobić, by rodzicem zostać i z jakimi wątpliwościami, radościami, ale i przykrościami wiążą się takie próby - i nie chodzi tutaj tylko o pary homoseksualne, temat omawiamy jest z różnych stron i szeroko, tak naprawdę poza zagadką kryminalną, to on w powieści dominuje.
“Ludzie są jak kawałki puzzli: codziennie dopasowują się do życia.”
Zagadka kryminalna jest trudna do rozgryzienia, nie jestem pewna czy w ogóle da się ją rozwiązać bez pomocy autorki, choć nie wykluczam, że przez formę przyjęcia lektury, mogłam przegapić kilka wskazówek. W końcu mamy kilka fragmentów z perspektywy mordercy, a intryga poprowadzona jest logicznie. Po poznaniu rozwiązania mogę też przyznać, że dobrze wpisuje się w całość lektury, dobrze do niej pasuje i daje czytelnikowi do myślenia. Jej motywy są dobrze wyjaśnione i na pewno są mocno zaskakujące. Nie jest to może powieść, która trzyma w ogromnym napięciu, bo też chyba autorka nie w taki rodzaj kryminału celuje - w końcu opiera się na zasadach klasycznych tego gatunku, a tam liczy się po prostu dobra zagadka i dedukcja, dzięki której do rozwiązania powoli dochodzimy. W historii oczywiście jest kilka zaskoczeń, całość wypada spójnie, rozrywkowo i przyjemnie.
“Powiem więcej: rytuał. (...) Herbata gotowa, ciasteczko umoczone, baśka pracuje. Rozwiązywanie krzyżówki albo sudoku jest jak odmawianie wszystkich tajemnic różańca po kolei.”
Akcja powieści toczy się przed samymi świętami Bożego Narodzenia, jednak przez to, że Edie nie jest fanką świąt, nie czujemy aż tak bardzo tej specyficznej atmosfery przez większą część powieści - gdzieś tam pod koniec, kiedy już faktycznie nastają święta, jest trochę mocniej wyczuwalna, choć ewidentnie nie na oddaniu świątecznego klimatu autorka się skupia.
“Kiedy działamy w sferze marzeń, niektórzy dostają koszmarów.”
W “Świątecznej morderczej układance” na pewno odnajdą się ci czytelnicy, którzy lubią klasyczne powieści detektywistyczne prowadzone tempem niespiesznym, ale nie mają też nic przeciwko poruszaniu tematów społecznych, aktualnie ważnych. Kreacje postaci są ciekawe, zadziorne, a sama intryga osadzona na wątku puzzli i gier logicznych daje przyjemnie oryginalne wrażenie, choć nie jest nadzwyczajnie mocno czytelnika angażująca. Ale też sama od powieści promowanych jako świąteczne nie wymagam tej nieodkładalności, a po prostu wprowadzenia w przyjemny, ciepły nastrój - i właśnie taka jest ta książka.
“(...) skrupuły powinny popychać nas do przodu, a nie więzić w miejscu.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Kobiecym.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 30, 2024

"Morderstwo po królewsku" S.J. Bennett

"Morderstwo po królewsku" S.J. Bennett

Autor: S.J. Bennett
Tytuł: Morderstwo po królewsku
Cykl: Jej Królewska Mość prowadzi śledztwo, tom 3
Tłumaczenie: Andrzej Goździkowski
Data premiery: 28.08.2024
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 352
Gatunek: kryminał cosy crime
 
“Morderstwo po królewsku” to trzeci tom serii kryminałów cosy crime Jej Królewska Mość prowadzi śledztwo, która w tym roku bez najmniejszych wątpliwości podbiła moje serce! Jej autorką jest S.J. Bennett, czyli Sophia Bennett, która, by oddzielić swoją wcześniejszą twórczość od tej serii, zdecydowała się na publikowanie jej pod inicjałami swoich imion, zamiast pełnym pierwszym imieniem. Sophia jako córka wojskowego od wczesnych lat podróżowała po świecie, jej ojciec kilka razy miał do czynienia z królewskim towarzystwem, nic więc dziwnego, że od zawsze temat Korony ją zaprzątał. Na pomysł, by z królowej Elżbiety II zrobić detektywkę w spódnicy wpadła jednak dopiero w 2018 roku, niecałą dekadę, od swojego debiutu na rynku książki - wtedy publikowała książki dla dzieci i młodzieży, teraz przyszła pora zmienić kierunek twórczości. I tak od 2020 na rynku angielskim zaczął ukazywać się ten cykl - w odstępie jednej książki na mniej więcej rok - teraz dostępne są tomy cztery, piąty w zapowiedziach na początek roku przyszłego. Na polskim rynku było jednak całkiem inaczej. W przeciągu pół roku Wydawnictwo Kobiece uraczyło nas aż trzema tomami tej serii! Zaczęliśmy wiosną od “Tajemnica morderstwa w Windsorze” (recenzja – klik!), by już latem ukazały się dwa kolejne: “Zbrodnia w pałacu Buckingham” (recenzja – klik!) i właśnie “Morderstwo po królewsku”, które na ostatnich kartach przynosi już zapowiedź tomu czwartego. Ta szybkość polskiego wydania z pewnością uzależniła mnie od serii, którą naprawdę pokochałam, a równocześnie teraz zaczynam wpadać w panikę - co kiedy tomy w oryginale, te już wydane, się skończą?! Ile przyjdzie wtedy nam czekać na tom kolejny? Już wiem, że będzie to zdecydowanie za długo!
 
Rok 2016 powoli zbliża się ku końcowi. Jest grudzień, królowa wraz z Filipem przygotowują się, by jak co roku na święta Bożego Narodzenia przenieść się do hrabstwa Norfolk, gdzie mają swoją prywatną posiadłość Sandringham. Wyjazd jest mocno wyczekiwany, królowa przyznaje, że ten rok nie był dla nich łatwy - dużo zamieszania przyniosły dwie poprzednie kryminalne sprawy, a przecież też i na rynku politycznym wybuchały kolejne pożary! Pora odpocząć. Los jednak postanowił inaczej - od razu po przyjeździe do Sandringham do drzwi królowej puka asystentka sekretarza - Rozie. Przynosi informację o dziwnej zbrodni - na plaży obok posiadłości znaleziona została odcięta ludzka dłoń… Policja prosi królową o pomoc w identyfikacji, gdyż na małym palcu pozostawiony został rodowy sygnet - może królowa go kojarzy? Oj tak, nie tylko sygnet, ale i dłoń - jest pewna, że to dłoń ich dalekiego krewnego, arystokraty Edwarda St. Cyr, mężczyzny, który może i nie wiódł spokojnego życia, ale który właśnie zamierzał się ponownie ożenić… Co się z nim stało? I gdzie jest reszta ciała? Królowa ze względu na święta pozwala sobie nie angażować się specjalnie mocno w tę sprawę, jednak gdy widzi, że policja chyba podejrzewa niewinnych ludzi, musi interweniować. Oczywiście po cichu, z wierną i dyskretną pomocą Rozie.
 
Książka rozpisana jest na cztery tytułowane części i składa się w sumie z 35 rozdziałów podzielonych na krótsze nienumerowane scenki. Pisane są w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego, narrator naprzemiennie obserwuje kilka postaci: przede wszystkim królową, która jest postacią numer jeden, tą wokół której wszystko się kręci. Na drugim miejscu jest Rozie wspomagająca królową w śledztwie, od czasu do czasu pojawia się też perspektywa postaci bardziej postronnej, odgrywającą epizodyczną, choć znaczącą rolę w historii. Narrator opisuje to, co widzi, oddaje wiernie rozmowy postaci, o ich wewnętrznych emocjach i przemyśleniach też wspomina, ale nie jest w tym temacie mocno wylewny - co z pewnością dobrze współgra ze skromnym, powściągliwym charakterem samej królowej. Styl powieści jest bardzo płynny, bardzo przyjemny, zdania ułożone są zgrabnie, tak że całość czyta się z przyjemnością. Język stylizowany jest delikatnie na arystokratyczny, dzięki czemu faktycznie mamy wrażenie, że przenosimy się na te kilka godzin na dwór królewski, gdzie przecież trzeba zachowywać się godnie. Nie daje to jednak uczucia sztuczności, a raczej jest uroczym elementem budującym królewski nastrój historii.
“Kiedy nazywają twoim imieniem budynki i okręty, może to być z początku trochę deprymujące, ale szybko do tego przywykła.”
Jest to moje trzecie spotkanie z tą serią i po raz trzeci jestem zachwycona kreacją królowej! Jest urocza, a zarazem zdaje się wierna z tym, co o prawdziwej królowej wiemy choćby z serialu The Crown. Starsza pani tak pewna siebie, że nie przeszkadza jej, by inni o jej zasługach nie wiedzieli. Wytrawna manipulatorka, choć pewnie sama wolałaby bardziej eleganckie określenie - nie zmienia to jednak faktu, że subtelnie potrafi nakierować ludzi, by robili to, co chce. Jednak w jej wypadku jest to przeważnie czyn chwalebny - nie namawia do złego, a do zachowań moralnych, do zachowania sprawiedliwości. Kobieta z ogromną wiedzą na tematy wszelakie, żyjąca w zgodzie z zasadami stoicyzmu, kochająca naturę i zwierzęta. Zarazem otwarta na to, co świat przynosi, mimo wieku nie ograniczająca się do starych zasad i przesądów, choć nie da się ukryć, że niektóre z tych starych zasad są dla niej bardzo ważne. Matka, żona, babcia, prababcia, szefowa, opiekunka psiaków i koni. I do tego bardzo sprawna i dyskretna śledcza! Nie da się jej nie pokochać!
“Gdyby to od Szefowej zależało, posłałaby każdego z premierów na ryby, żeby trochę się wyluzował i zmienił perspektywę.”
Obok niej, jak zawsze występuje postać całkowicie fikcyjna - Rozie. Kobieta czarnoskóra na białym dworze, rzetelna asystentka, była wojskowa. Zarazem ciekawa świata, miłośniczka zagadek kryminalnych, a równocześnie osoba, która dobrze wie, kiedy ze swoją wiedzą zdradzać się nie należy. W tym tomie, jak jeszcze w żadnym innym, pokazuje jak bardzo odpowiednią partnerką jest dla królowej.
“Zastanawiała się, czy łatwiej jest pogodzić się ze stratą kogoś, kto wcześniej i tak usunął się z twojego życia.”
W „Morderstwie po królewsku” to rodzina zdaje się odgrywać ważną rolę. Co za tym idzie poznajemy dużo dokładnie relacje i z najbliższymi królowej, i te dalsze, z krewnymi i mieszkańcami tego hrabstwa. Przyglądamy się temu, jak żyje arystokracja, czy zgodnie koegzystują ze zwykłymi mieszkańcami tych ziem czy może jednak są jakieś niesnaski? Przy okazji mamy też całkiem niezły wgląd w życie malutkiej miejscowości! Uczymy się też po raz kolejny, jak wiele ludzi zatrudnia królowa, jak pozornie nieznaczące zawody na jej dworze, faktycznie są dla danego miejsca ważne.
“-To tutaj ludzie odczuwają furię? (...)
-Naturalnie. Żal. Frustracja. Choroby. Starość. Na wsi nie brak wściekłości.”
Ale to przecież kryminał! Jest więc i zbrodnia, i zagadka kryminalna. Ta budowana jest na zasadach znanych z klasyki gatunku - akcja toczy się spokojnie, wyjaśnień szukamy poprzez rozmowy z innymi, często po prostu wysłuchiwanie czy wyciąganie z innych plotek. W tej intrydze pozostajemy w zależnościach arystokratycznych, przyglądamy się jak takie rody funkcjonują na co dzień. Cała sztuka tej zagadki osadzona jest na szukaniu, na dedukcji, na sprytnych zagraniach fabularnych i podsumowaniu tropów, które z początku zdają się nie mieć znaczenia… Jak zawsze przy tej serii, jestem pod wrażeniem stopnia zagmatwania intrygi i napakowania jej ogromem ciekawostek, tematów jakie zaprzątają społeczeństwo.
“Premierom, gdy mają za dużo wolnego czasu, wpadają do głowy kiepskie pomysły. A co gorsze, omawiają je z nie tymi ludźmi, co trzeba, co czyni je jeszcze gorszymi, niż były pierwotnie.”
A tutaj ważną rolę odgrywa relacja człowiek-natura. Jesteśmy w miejscu pełnym dzikich miejsc, plaż ze wzburzonym morzem. W miejscu, gdzie pełno lasów i zwierzyny. To dobry pretekst, by pogadać o naszej planecie, o tym, w jaki sposób o nią dbać - a tu mamy dwa różne punkty widzenia: sposób z człowiekiem solidnie kontrolującym poprzez myślistwo i baczną uprawę ziemi oraz sposób bardziej dziki - zostawić wszystko naturze, ona zrobi swoje. Ba! pomóc jej, poprzez zadziczenie terenu. To bardzo ciekawe tematy, spojrzenie na podejścia tak różne, a jak twierdzi narrator, mające na celu to samo - życie przy samej naturze, w zgodzie i miłości do niej. Wiele jest tutaj scen, w których to natura koi skołatane ludzkie nerwy, które przypominają nam, jak ważne jest pamiętanie o tym, że jesteśmy mniejszą częścią całości i nabranie odpowiedniej perspektywy.
“Królowa uniosła wzrok znad ostatniego dokumentu z pudeł i patrzyła, jak na bladoszarym niebie wiruje chmara biegusów. Nigdy nie mogła się nadziwić, jak wymyślne wzory potrafią tworzyć te nieduże ptaszki z rodziny bekasowatych, układając się w żywe kształty, które wyginały się i zmieniały na oczach obserwatora. Stanowiły przypomnienie o tym, że władza królewska ma swoje granice, a także uświadamiały, że poza światem ludzi czekają otwarte, niezmierzone przestrzenie, a ona jest od nich oddzielona. Temu ostatniemu postanowiła niezwłocznie zaradzić.”
Oczywiście Sophia Bennett nie poprzestała na tak przyjaznym tematach. Są też te bardziej problematyczne, te mocno społeczne, odnoszące się do roli kobiet w naszym społeczeństwie. Więcej o tym powiedzieć nie mogę, ale jest jedna scena, która po prostu zwala z nóg. Ogólnie jednak mam wrażenie, że jest to seria, w którym przywracamy moc i sprawczość kobietom - bardzo mi się te nastawienie podoba, choć przyznam, że przy nim brakuje mi tu poparcia od strony technicznej, czyli konsekwentnego użycia feminatywów.
“(...) nagle w naszych przyjaciołach i sąsiadach zaczęliśmy się dopatrywać bezlitosnych morderców.”
“Morderstwo po królewsku” zamyka pierwszą trylogię cyklu Jej Królewska Mość prowadzi śledztwo - kolejne tomy przeniosą nas w przeszłość, do lat, gdy królowa była w kwiecie wieku. Ja jednak bez najmniejszego wahania po tych trzech tomach wpisuje się rękami i nogami na listę fanów serii, bo jest w niej wszystko to, co tak bardzo w kryminałach cosy crime lubię. Jest dobry humor, genialne kreacje postaci, ważne tematy, dobra, nad wyraz skomplikowana zagadka kryminalna. Przy pierwszym tomie byłam aż zdziwiona powagą tematów w niej poruszanych, teraz już jest to dla mnie nieodłączny element serii, którego zawsze oczekuję. Sophia Bennett z niesamowitą gracją łączy postać królowej, trudne tematy i rewelacyjne klasyczne intrygi kryminalne zapewniając czytelnikowi kilka godzin, w czasie których trafiają do całkiem innego, a zarazem przecież cały czas tego naszego świata. W tomie trzecim historia jest najbardziej prywatna, najbliższa prywatności rodziny królowej, jej własnym zamiłowaniom, co sprawia, że jest to perfekcyjne domkniecie tej pierwszej trylogii. A ja już nie mogę doczekać się kolejnej!
 
Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Kobiecym.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 02, 2024

"Zbrodnia w pałacu Buckingham" S.J. Bennett

"Zbrodnia w pałacu Buckingham" S.J. Bennett

Autor: S.J. Bennett
Tytuł: Zbrodnia w pałacu Buckingham
Cykl: Jej Królewska Mość prowadzi śledztwo, tom 2
Tłumaczenie: Andrzej Goździkowski
Data premiery: 19.06.2024
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 432
Gatunek: kryminał cosy crime
 
Z S.J. Bennett polski czytelnik miał okazję poznać się wiosną tego roku, gdy na nasz rynek zawitała pierwsza jej powieść skierowana do dorosłego czytelnika - “Zagadka morderstwa w Windsorze” (recenzja- klik!). To jednak nie znaczy, że autorka debiutowała w tym roku - na jej rodzimym, czyli angielskim rynku powieść ta ukazała się w 2019 roku, ale to też nie była jej pierwsza wydana książka - wcześniej przez dekadę tworzyła książki dla młodszego czytelnika. Dopiero po tej praktyce odważyła się napisać coś dla dorosłych, a połączenie jej dwóch pasji - historii kryminalnych i historii Elżbiety II znalazło odzwierciedlenie w piórze.
Autorka, czyli Sophia Bennett wywodzi się z rodziny wojskowej, jako dziecko i młoda kobieta wiele po świecie podróżowała, a jej ojciec jako wyższej rangi wojskowy miał styczność z królową. Sama Bennett swego czasu aspirowała do stanowiska pracy, które w jej książce pełni Rozie, sama jednak się na nie nie zakwalifikowała. Nie przeszkodziło jej to dalej zbierać morze ciekawostek o królowej i życiu na dworze, które teraz tak skrzętnie w swoich powieściach wykorzystuje.
 
“Zbrodnia w pałacu Buckingham” rozpoczyna się wiosną roku 2016. To czas sporych zmian na scenie politycznej - w Anglii właśnie po raz drugi w historii kraju kobieta została premierem i szykuje ich do Brexitu, a w USA o stołek prezydencki walczą Trump i Hillary Clinton. Jednak królowa jako neutralna persona publicznie nie angażuje się w te debaty, zresztą musi zająć się czymś innym. Po pierwsze, odkryła właśnie, że jej obraz, który zaginął lata temu, a do którego ma stosunek sentymentalny, właśnie wypłynął na jakiejś wystawie…. Po drugie, atmosfera pomiędzy pracownikami jej dworu staje się napięta, coś tam zgrzyta, aż w końcu jedna z pokojówek zostaje znaleziona martwa. Policja stwierdza wypadek, ale czy na pewno? Królowa zatem, z pomocą asystentki Rozie przeprowadzają małe śledztwo w tych sprawach - czy i tym razem uda im się rozwiązać obydwie zagadki?
 
Książka rozpisana jest na cztery tytułowane i opatrzone cytatem części, które w sumie składają się na prolog i 50 rozdziałów. Polskie wydanie zostaje zamknięte dodatkowo fragmentem kolejnego już tomu serii “Morderstwo po królewsku”, które już teraz widnieje w zapowiedziach Wydawnictwa. Historia prowadzona jest w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego naprzemiennie z perspektywy Rozie i królowej. Okazyjnie zdarza się, że pojawia się i inny bohater, z punktu widzenia którego poznajemy opowieść, jednak to te dwie postacie kobiece wiodą prym. Styl powieści jest przyjemnie brytyjski, lekki, momentami opatrzony delikatnym humorem, daje wrażenie, jakbyśmy faktycznie przebywali na królewskim dworze wśród ludzi wykształconych, inteligentnych, którzy z radością służą królowej. To się naprawdę dobrze, płynnie i przyjemnie czyta!
“Czasami doprawdy trudno było jej zrozumieć, dlaczego niektórzy, wydawałoby się, rozgarnięci ludzie oczekują, że będzie myśleć i wysławiać się niczym średniowieczna księżniczka zamknięta w wieży z kości słoniowej.”
Na okładce polskiego wydania książki widzimy hasło, że jest to połączenie panny Marple z The Crown. I przyznam, że jest ono nad wyraz trafne - mamy zagadkę kryminalną potraktowaną w sposób klasyczny i starszą panią, która wykorzystuje swoją inteligencję, spostrzegawczość i doświadczenie życiowe, by ją rozwiązać. Mamy też bardzo szczegółowy wgląd w codzienność dworu angielskiej królowej, w to, jak dokładnie wszystko tam funkcjonuje - od ogromnej liczby osób w pałacach i wokół królowej zatrudnionych po etykietę i wystroje wnętrz. Wszystko to osadzone jest na prawdziwych zdarzeniach historycznych - sama królowa odnosi się do tych minionych, i a tle intryga rozgrywają się właśnie kolejne, jak choćby wspomniany już Brexit czy wybory prezydenta w Stanach. Mamy więc poważne zagadnienia, ale potraktowane w sposób lekki, przywołujący na myśl lekkość opowieści Agathy Christie. Na tym jednak podobieństwa się kończą - historia stworzona przez S.J. Bennett jest nad wyraz współczesna i porusza bardzo aktualne problemy, szczególnie takie, którymi ofiarami padają kobiety. Ale o tym za chwilę, bo najpierw…
“Królowa wiele by dała, żeby wyrugować u swoich podwładnych przekonanie, że za wszelką cenę muszą spełniać każdą jej zachciankę.”
Skupmy się na chwilę na postaci królowej. Bardzo podoba mi się jej kreacja, jest zgodna z tym, jak przedstawiana była np. w The Crown. To kobieta zdyscyplinowana, świadoma ogromu swoich obowiązków i świadoma, że to ona i tylko ona musi im podołać. To kobieta, która wie, że jest mądrzejsza niż postrzegają i zakładają inni, ale nie czuje potrzeby tego prostować - woli gdy ludzie traktują ją niepozornie, sama się na taką kreuje, by to, kim jest naprawdę zachować dla siebie i tych faktycznie najbliższych. Królowa nie potrzebuje pochlebstw, nie potrzebuje chwały - woli oddawać ją innym, nawet kiedy to faktycznie jej przysługuje. Oczywiście nie jest pozbawiona wad - jednak te wady na potrzeby historii kryminalnej są naprawdę użyteczne, a jej podejście do zagadki, miłość do kryminałów nadają historii te poczucie fikcyjności, ale i lekkości.
Drugą ważną kobietą w tej historii jest Rozie, której wprowadzenie było strzałem w dziesiątkę. To czarnoskóra kobieta ciągle jeszcze na białym dworze królowej, która mimo swojej wysokiej zawodowej pozycji musi się mierzyć z lekceważeniem podwójnym - jako kobieta i jako osoba czarnoskóra. I tak dzięki tej kreacji już na wstępie poruszamy dwa ważne tematy dyskryminacji - ze względu na płeć i kolor skóry. Obydwa wydawałoby się, że w tych czasach już nieistniejące, a jednak…. I to autorka oddaje naprawdę dobrze.
Jest też trzecia kobieta tej historii - zmarła sprzątaczka. To kobieta, której charakter wszyscy dobrze z życia znamy – wścibskie, uparte babsko, które myśli, że jest lepsze od innych. Nic dziwnego, że na dworze nikt specjalnie po jej śmierci nie rozpacza…
 
Zagadka kryminalna krąży tutaj wokół dwóch tematów - zagadki zaginionego dzieła sztuki oraz pogróżek, jakie dostało kilka kobiet na królewskim dworze. Ta pierwsza potraktowana jest ciekawie, nieco sensacyjnie, przygodowo, co nadaje historii przyjemny klimat i jest pretekstem, by czegoś dowiedzieć się o dziełach sztuki należących do Korony. Ta druga z kolei jest dobrze oddana pod względem psychologicznym - autorka oddaje uczucia zastraszanych kobiet, to jak na nie to wpływa, a reakcje są przecież różne, tak samo jak reakcje otoczenia. Cała historia toczy się na przestrzeni kilku miesięcy, co nadaje jej realizmu i pozwala zagadce kryminalnej dobrze się rozwinąć. Intryga prowadzona jest tempem spokojnym, ale w taki sposób, że czytelnik jest ciekawy jak to wszystko się rozwiąże.
“Jedno nie ulegało wątpliwości: miała tu do czynienia z problemem na trzy pieski. To skojarzenie, nawiązujące do zwyczaju Sherlocka Holmesa, który zagadkę wymagającą szczególnie dużego wysiłku intelektualnego - czyli taką, przy której niezbędne okazywało się wypalenie trzech fajek - określał jako “problem na trzy fajki”, wywołało uśmiech na jej twarzy. (...) Zwyczaj każący królowej zabierać kilka psów na spacer, ilekroć stawała w obliczu poważnego dylematu, sięgał wiele lat wstecz, Liczba piesków miała zasadnicze znaczenie (...).”
W samą zagadkę, w postaci, w miejsca, powplatane są ciekawostki z życia dworu, z historii Anglii, a tym samym książka staje się skarbnicą wiedzy o codzienności życia w otoczeniu królowej. Oczywiście to fikcja literacka, ale zbudowana na wielu ciekawych autentycznych historiach, które dodają realności postaci samej królowej - która przecież nieraz wybiera się tutaj na wydarzenia i spotkania, które faktycznie miały w 2016 roku miejsce.
 
Tematycznie też jest kilka motywów wartych uwagi. O dyskryminacji i lekceważeniu kobiet, a zatem i samej królowej już wspomniałam. Jest temat pracy w niezdrowym psychicznie środowisku, jest kojący wpływ zwierząt i ból po stracie przyjaciela. Jest też o ocenianiu innych, którego sami tak często i tak łatwo się dopuszczamy… Nie będę zdradzać nic więcej ponadto, że autorka bardzo zgrabnie łączy wszystko to w jedną spójną całość.
“(...) wiedziała, że zmiana w jej zachowaniu podszyta jest wielkim cierpieniem, dlatego łatwo jej było zdobyć się na przebaczenie (...).”
Podsumowując, “Zbrodnia w pałacu Buckingham” to lekki kryminał pisany z przymrużeniem oka - z jednej strony bawi dialogami, humorystycznymi spostrzeżeniami, z drugiej jednak porusza tematy bardzo poważne, bardzo problematyczne. Zawsze podziwiam autorów, którzy o trudnych tematach potrafią pisać lekko i tak też jest w tym przypadku. Urocza kreacja królowej, zapalonej prywatnej detektywki incognito działającej rękami innych jest naprawdę godna uwagi i faktycznie zasługuje na dłuuuugą serię! Sama już teraz czekam na kolejny tom, a tę historię polecam wszystkim, którzy lubią się przy kryminałach nieco pośmiać, ale i porozmyślać nad ciągle jeszcze nierównością naszego społeczeństwa. Lekka, ale mądra lektura!
 
Moja ocena: 7,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Kobiecym.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!