Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwomova. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwomova. Pokaż wszystkie posty

lipca 07, 2025

"Kochane córeczki" Sally Hepworth

"Kochane córeczki" Sally Hepworth

Autorka: Sally Hepworth
Tytuł: Kochane córeczki
Tłumaczenie: Ryszard Oślizło
Data premiery: 18.06.2025
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 378
Gatunek: thriller psychologiczny / obyczajowy
 
Sally Hepworth na polskim rynku wydaje się nie mieć szczęścia do wydawcy. Na swoim koncie ma już jedenaście powieści (dwanaście, jeśli liczyć debiut, który ukazał się tylko w Niemczech), a na naszym rynku pojawiła się na razie zaledwie pięć razy i to z dwoma długimi przerwami. W 2016-2017 jej dwie książki zaliczane raczej pod powieści obyczajowe niż thrillery ukazały się nakładem Wydawnictwa Filia, po czym nastała pierwsza przerwa. W 2020-2021 kolejne dwa tytuły: “Teściowa” (recenzja - klik!) i “Dobra siostra” wydane zostały przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka (te już zaliczone zostały do gatunku thrillera psychologicznego), po czym znowu autorka zniknęła z naszego rynku. Do trzech razy sztuka? Oby i tak było w tym przypadku! Teraz “Kochane córeczki” wydane zostały przez Wydawnictwo Mova - po czterech latach przerwy, ponownie skategoryzowane jako thriller. Jednak i przypisanie gatunkowe wymaga wyjaśnienia - Sally Hepworth nie pisze typowych thrillerów psychologicznych, nawet nie do końca można je podciągnąć pod nurt domestic noir, choć już jest im bliżej. Mnie samej jej twórczość kojarzy się trochę z Liane Moriarty - może nie jest aż tak bardzo analityczna pod względem psychologicznym jak Moriarty, ale idzie w bardzo podobnym kierunku, skupia się na dramatach rodzinnych, oddaje zawiłości relacji i to w nich szuka tego, co będzie osią powieści.
Poza polskim rynkiem, książki Sally Hepworth mają się bardzo dobrze - tłumaczone są na ponad 30 języków, a ilość sprzedanych egzemplarzy przekroczyła już dobrze ponad 2 miliony. Autorka większość swoich powieści osadza w Australii, w miejscu swojego zamieszkania. “Kochane córeczki” to jedna z jej najnowszych pozycji, na rynku anglojęzycznym wydana została w 2024 roku.
 
Czasy współczesne, Melbourne. Jessica, Norah i Alicia prowadzą bardzo różne od siebie życia, a jednak od wielu lat nie pozwoliły łączącej ich relacji się rozluźnić - są siostrami od dwóch dekad, nie od urodzenia, ale od chwili, gdy ich losy złączył jeden dom rodziny zastępczej: Wild Meadows. I teraz znowu przychodzi im tam wrócić - właśnie każda z nich odebrała telefon od policji w Port Agatha, która wszczęła dochodzenie w sprawie znalezionych szczątków pod Wild Meadows.  Dziewczyny są tą informacją wstrząśnięte i choć już nigdy nie chciały wracać do miejsca, w którym spędziły dzieciństwo, teraz postanawiają, że muszą tam pojechać i pomóc policji dojść do tego, kto mógł zostać pogrzebany pod domem, w których spędziły kilka lat swojego życia. By to zrobić, niestety będą też musiały cofnąć się w czasie i opowiedzieć o tym, czego w tym miejscu doświadczyły… Jakie tajemnice skrywa Wild Meadows?
 
Książka rozpisana jest na 60 rozdziałów, które rozpisane są na trzy osoby (trzy siostry) i dwa czasy - teraz i wcześniej, teraz to wydarzenia, gdy kobiety są dorosłe po odkryciu szczątków, wcześniej to czasy ich dzieciństwa. Rozdziały z ich historią są krótkie i naprzemiennie pisane w narracji trzeciosoobowej czasu przeszłego przez narratora, który oddaje perspektywę danej bohaterki zarówno pod kątem tego, co czuje, jak i tego, co się wokół niej dzieje. Te rozdziały to jednak nie wszystko - poprzetykane są krótkimi fragmentami zatytułowanymi “gabinet psychiatryczny doktora Warrena”, których akcja toczy się pół roku po odnalezieniu szczątków. Tu narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez obcą kobietę, która na terapii opowiada doktorowi o swoim dzieciństwie w Wild Meadows. Ale kim ta kobieta jest? To pytanie, na które długo nie znamy odpowiedzi. Książka pisana jest w stylu lektury lekkiej, mimo iż opowiada o trudnych wydarzeniach, to ten ciężar jest właśnie stylem równoważony - dialogi są soczyste, dynamiczne, często o delikatnie ironicznym zabarwieniu. Język codzienny, bez przekleństw, używany sprawnie. Książkę czyta się płynnie, szybko i bez wysiłku.
 
Z zaskakującą lekkością autorka potraktowała trzy kreacje głównych bohaterek, sióstr jako osób dorosłych. Życie każdej ubrała w kilka zabawnych anegdotek, które jednak pod pozorem tej lekkości, skrywają w sobie prawdziwy ból. Pozornie każda z kobiet poukładała sobie w jakimś stopniu życie, każda wydaje się być w nim szczęśliwa. Ale czy na pewno? Jessica prowadzi swój biznes wykorzystując swoje nadzwyczajne umiejętności organizacyjne - porządkuje ludziom w logiczny sposób domy. Ma męża, który ją kocha, pieniędzy jej nie brak. Świetnie, prawda? Norah również ma swoją firmę, jest jednak kompletnie od Jessiki inna - jest wolna, jest impulsywna, ma … cóż, pewne wyroki na koncie, dlatego też siostry starają się ją pilnować, by znowu nie wplątała się w jakieś bójki i afery. Ale też ma się przecież świetnie! No i Alicia - przyjęła rolę pracowniczki socjalnej, opiekuje się krótkoterminowo dziećmi, które zostały swojego domu pozbawione. Ma zaufaną współpracowniczkę, prawniczkę, która dba wraz z nią o dobro dzieciaków, ma niewielkie mieszkanko, ale wystarczające na jej potrzeby. To też pozytywny obrazek, prawda? Ale to tylko pozory - każda z nich skrywa tajemnice, skrywa problemy, które wydają im się nie do rozwiązania, problemy dla nich tak wstydliwe, że trzymają je w sekrecie nawet przed siostrami wplątując się przez to tylko głębiej i głębiej. Bo każda z nich woli zachować maskę, którą przybrała jeszcze w dzieciństwie…
“Ale dzisiaj nie miała na to siły. Szczerze mówiąc, dziś tak naprawdę chciała, żeby wszystko się zawaliło - i pociągnęło ją na dno - by już nie musiała sobie z tym radzić, zmagać się z odpowiedzialnością i trzymać wszystkiego w ryzach. Bo wtedy wreszcie miałaby spokój.”
No właśnie, bo to te dzieciństwo jest kluczem do ich dorosłych charakterów, ich zachowań, które teraz tak rzutują na pozornie szczęśliwych życiach. Dzieciństwo, którego przebieg powoli odkrywamy. Dzieciństwo, które dla opiekunów społecznych wydawało się całkiem w porządku, a te trzy dziewczyny naznaczyło na całe życie. Co działo się w Wild Meadows?
 
A kreacja obcej kobiety? O niej jako dorosłej wiemy tyle, że nie chciała tej terapii, ale skoro już ją odbywa, to chce się do niej przyłożyć i odbyć ją jak należy. Bo przecież ma jej pomóc, prawda? Poznajemy ją, podobnie jak siostry, jako małą dziewczynkę, która wraz z mamą żyła w Wild Meadows. Ale skoro tam mieszkały też trzy siostry, a ta kobieta zdaje się o nich nie wspominać, to kiedy tam żyła? Kim jest? A może to jednak jedna z sióstr? I w jaki sposób połączona jest z całą historią - siostrami, a może przykrym odkryciem policji?
“Nigdy nie chciałam chodzić na terapię, ale skoro już muszę, to zamierzam być w tym najlepsza.”
Już nie z perspektywy narracji, ale poprzez obraz trzech sióstr, dostajemy jeszcze jedną wartą wspomnienia kreację - to pani Fairchild, ich zastępczej matki, ich opiekunki. To ona pozwoliła, by dziewczyny doświadczyły czegoś, co wpłynęło na całe ich życie, mimo tego, że w momencie pierwszego poznania wydaje się być właśnie dobrą wróżką dla dzieci - to gra słów, którą skrywa jej nazwisko. Tylko co to było? Czy to ona ich skrzywdziła, czy pozwoliła, by zrobił to ktoś inny? I czy działanie było zamierzone? To kreacja nad wyraz złożona, pełna zaskakujących skrajności, ale dopracowana w stopniu naprawdę perfekcyjnym.
“Gdy w delikatnym dziewczęcym wieku oswajasz się z okrucieństwem, oczywiste jest, że w jego obliczu czujesz się komfortowo. Wierzysz, że na nie zasługujesz. Ale tak nie jest.”
Sama intryga kryminalna oparta jest o trzy pytania: czyje szczątki znaleziono w Wild Meadows? Czego doświadczyły siostry w domu pani Fairchild? Kim jest kobieta w gabinecie doktora Warrena? Wątki dobrze się ze sobą splatają, nieustannie pobudzając ciekawość czytelnika - raczej nie typowe dla thrillera napięcie, ale właśnie ciekawość, te pragnienie znalezienia odpowiedzi. A żeby to zrobić, musimy doświadczyć tych historii - obyczajowych, ale podszytych mocnym dramatem. Tempo też wydaje się raczej zbliżone do powieści obyczajowych niż thrillerów, ale są i całkiem niezłe zwroty akcji, które jednak sprawiają, że ostatecznie książka przypisana została pod gatunek thrillera psychologicznego.
“Każdy kogoś potrzebuje, prawda, doktorze Warren? Jednej osoby po swojej stronie. Kogoś, na kim może się oprzeć?”
Poprzez losy tych postaci, Hepworth obrazuje nam, że przemoc w rodzinach niekoniecznie musi wiązać się z przemocą fizyczną. Okrucieństwo w stosunku dziewczynek, jakiego doświadczyło, jest wstrząsające, a jednak jest tak wysublimowane, że z zewnątrz nikt tego nie dostrzega. Ta zrodziła się między bohaterkami więź - doświadczenie, którego nikt poza nimi nie rozumie, złączyło je już na zawsze, na dobre i złe. I to ta więź, ich przyjaźń jest tutaj w centrum. Jest jednak też wszystko to, z czym mogą mierzyć się dzieci odebrane swoim rodzicom - chorobliwe pragnienie miłości, należenia do kogoś, dopasowania się za wszelką cenę. Te pragnienia, mimo upływu lat, zostały z bohaterkami już na zawsze, uwięziły je w przeszłości, której postanowiły przez dorosłe lata nie widzieć, a która teraz wraca do nich sama nieproszona. Czy rozdział, który naznaczył je na całe życie, da się po prostu zamknąć? Co zrobić, by faktycznie móc wybaczyć sobie i ruszyć z miejsca?
“Być kochaną - taki był cel jej życia. Kochanie kogoś z wzajemnością… było zwykłym popisywaniem się.”
“Kochane córeczki” to nie typowy thriller psychologiczny, a raczej miks kilku gatunków: thrillera, powieści obyczajowej i psychologicznej, może nawet i trochę kryminału, bo przecież oczami sióstr śledzimy też postępy w sprawie śledztwa policji. To jednak przede wszystkim powieść o relacjach skomplikowanych, o ludziach pozornie normalnych, którzy pod maskami skrywają swoje prawdziwe oblicze. Ale też i o sile przyjaźni, o miłości pojmowanej w bardzo różny sposób. Historia, która boli, a zarazem wciąga - to dzięki lekkiemu stylowi, który trochę odejmuje, wyśrodkowuje ciężar, który niesie temat krzywd dzieci zostawionych w rodzinach zastępczych. Obrazy psychologiczne postaci są dopracowane w każdym calu, a dobre twisty uświadamiają jak niewiele trzeba, by zmienić perspektywę o sto osiemdziesiąt stopni.
 
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mova.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 25, 2025

"Ostatnio widziane" Adele Parks

"Ostatnio widziane" Adele Parks
Autorka: Adele Parks
Tytuł: Ostatnio widziane
Cykl: detektywka Clements, tom 1
Tłumaczenie: Urszula Gardner
Data premiery: 09.04.2025
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 416
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Adele Parks to jedna z najpoczytniejszych autorek Wielkiej Brytanii w gatunku literatury kobiecej. Tworzy od roku 2000, w Polsce jej powieści zaczęły pojawiać się kilka lat później, od 2007. Pierwsze jej powieści można określić jako obyczajowo-romansowe, później autorka spróbowała swoich sił w powieści historycznej osadzonej w czasach I wojny światowej, by w przeciągu kilku ostatnich lat skierować się na thrillery psychologiczne nurtu domestic noir. Na koncie ma już 26 powieści, z których większość (o ile nie wszystkie) zyskały status bestsellera i sprzedały się w sumie w ponad 5 milionach egzemplarzy w samej Anglii. Jej twórczość tłumaczona jest na ponad 30 języków, ostatnio autorka podpisała również umowę na ekranizacje.
“Ostatnio widziane” to trzeci thriller Parks, jaki ukazał się w Polsce, jednak pierwszy, jaki znalazł się pod szyldem Wydawnictwa Mova. Wcześniejsze dwa pojawiły się w 2022, a ich wydawcą było Wydawnictwo Kobiece.
 
Anglia, okolicy Londynu, połowa marca 2020, na kilka dni przed lockdownem spowodowanym koronawirusem. Jakaś kobieta budzi się w zamkniętym pomieszczeniu przykuta do kaloryfera. Nic nie pamięta, nie ma pojęcia, gdzie jest, kto ją tam zamknął ani jaki miał ku temu powód…
Dwa dni później Mark, ojciec dwóch nastoletnich synów, mąż Leigh zgłasza na policję jej zaginięcie. Miała w czwartek wrócić z delegacji do domu, niestety tak się nie stało. Co gorsza, od poniedziałku się z mężem nie kontaktowała. Sprawa trafia do detektywki Clements, która na spokojnie przygląda się tej rodzinie. Kiedy jednak dociera do niej informacja o drugim zgłoszeniu zaginięcia, tym razem Daana Janssena, którego żona Kai również w czwartek nie wróciła do domu, zaczyna się zastanawiać czy możliwe by był to zbieg okoliczności, czy jednak można założyć, że zaginięcia tych dwóch kobiet są ze sobą powiązane?
 
Książka rozpisana jest na 50 krótkich rozdziałów, numerowanych, podpisanych datami oraz osobami, które w danym momencie przedstawiają sytuację ze swojej perspektywy. Rozdziały Leigh i Kai pisane są w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, pozostałe postacie: mężowie, przyjaciółka Leigh, jej pasierbowie, jak i detektywka Clements przedstawione są w narracji trzecioosobowej czasu teraźniejszego, jednak nie przeszkadza to narratorowi, by oddawać również ich myśli i emocje. Akcja powieści toczy się głównie w marcu 2020, pojedyncze rozdziały opowiadają o przeszłości kobiet. Styl powieści jest codzienny, wydaje się jednak, że niektóre sformułowania ucierpiały w tłumaczeniu bądź zwyczajnie nie przekładają się odpowiednio na polski - były momenty, w których właśnie to wybijało mnie z rytmu lektury. Język nie jest pozbawiony wulgaryzmów, są i przekleństwa, i sporo potocznych odniesień seksualnych. Historia bywa zatem dosadna już w warstwie językowej.
“Teraz już wiem, że wszyscy chłopcy, dorastając, stopniowo coraz bardziej odpychają matkę. To naturalne. I bolesne. (...) Obydwaj wkroczyli w ten etap, gdy matka jest im potrzebna, by znaleźć zagubione spodenki gimnastyczne albo ładowarkę, zrobić coś do jedzenie. Ja potrzebowałam ich tak samo jak zawsze.”
Tempo akcji jest spokojne, uwaga skupiona jest na tym, by oddać zwyczajne problemy życia codziennego bohaterek, to w nim szukać powodów zaginięcia, a może porwania? Obydwie kobiety są w okolicy czterdziestki, jednak na tym podobieństwa się kończą. Leigh od dziesięciu lat żyje w związku małżeńskim z Markiem, jest macochą dla jego dwóch synów - oni tak naprawdę innej matki nie znają. Ich życie kręci się wokół zwyczajnych spraw, obowiązków i rozrywek chłopców, ale wydaje się całkiem szczęśliwe. Kai również na swoje życie nie narzeka - trzy lata temu wyszła za Holendra, piekielnie przystojnego Daana, od tego czasu życie upływa im w luksusie, na wspólnych krótkich wyjazdach pełnych seksualnych uniesień i proszonych kolacjach z wpływowymi osobami. Każda wydaje się wyznawać inne wartości, mieć inne cele w życiu.
“Clements nie spotkała jeszcze mężczyzny, który wydałby się jej atrakcyjniejszy od pracy w policji. Ani człowiek rodzinny, ani kobieciarz nie gwarantują upojenia, które towarzyszy rozwiązaniu trudnej sprawy.”
Jednak to nie jedyne postacie książki, a może i właśnie one wzbudzają emocji najmniej. Czytelnikiem mocniej wstrząsają relacje osób ich bliskich, które przeżywają dni pełne niepewności o ich losy. Mężowie nie wierzą, by ich żony mogły tak po prostu zniknąć, musiało stać się coś złego. Są i chłopcy, synowie Leigh, którzy rozstali się z nią w różnych nastrojach, co teraz odbija się jeszcze mocniej na ich samopoczuciu. Niemniej jednak obydwoje coraz mocniej za mamą tęsknią… No i Fiona, przyjaciółka Leigh, która również mocno się o nią martwi, ale równocześnie pędzi jej rodzinie na ratunek.
“Życie jest pełne niewielkich występków, z których każdy znaczy nie więcej niż ziarnko piasku, lecz kiedy zaczną się one zbierać, kiedy zaczną się gromadzić, tworzą się całe piaszczyste połacie cierpienia. Nie chciałam takiego małżeństwa, nie chciałam związku pełnego moich potknięć i jego.”
W tej historii dostajemy tak naprawdę portret kilku różnych kobiet, które odczuwają w innym stopniu wymogi społeczeństwa. Jedna cieszy się życiem kompletnie beztroskim, pełnym seksu i namiętności, inna ubolewa nad swoją samotnością i niemożnością znalezienia w tak późnym wieku partnera, z którym dałoby się założyć rodzinę. Jeszcze kolejna choć tak ogólnie szczęśliwa, czuje jakiś brak przez to, że sprowadzona jest głównie do roli matki. Każda z nich, głównie pod naciskiem swoich własnych namiętności, robi coś, czym raczej nie zamierza się chwalić… Wydaje się więc, że autorka chciała przedstawić różne losy współczesnych kobiet, to, jak ciągle walczymy ze schematami i oczekiwaniami społeczeństwa, tyle że… sama swoje bohaterki w te schematy wpakowała przedstawiając wszystkie je w jeden sposób - ich życie kręci się głównie wokół seksu. To spore uproszczenie, prawda?
 
Sama intryga budowana jest powoli, choć od początku rozdziały poświęcone uwięzionej kobiecie wzbudzają największą konsternację. Historia przez większą część osadzona jest na spokojnej warstwie obyczajowej, podczas lektury jednak jest jeden solidny twist fabularny, który zmienia perspektywę o sto osiemdziesiąt stopni. To naprawdę świetny zabieg, doskonały pomysł na intrygę. Pojawia się on jednak dość wcześnie, a dalsza lektura toczy się już przewidywalnym rytmem - przynajmniej dla tych czytelników już z gatunkiem thrillera obytych, bo możliwe iż tych, którzy nie sięgają po niego za często, inne pomniejsze twisty dadzą radę zaskoczyć. Rozwiązanie zagadki jest szybkie, rozgrywa się wraz ze pełnym wytłumaczeniem na dosłownie kilku stronach.
“Każdy potrzebuje wsparcie. Znajdowanie oparcia w drugim człowieku to jeszcze nic złego, znacznie gorzej jest upaść samemu.”
“Ostatnio widziane” mocno osadzone jest w domestic noir - to rodzina, sposób jej funkcjonowania, codzienność jest tym, na co zwracamy największą uwagę. Różne losy bohaterek sprowadzone zostają do małych codziennych gestów - prób okazania miłości, pożądania, ale i tych bardziej negatywnych emocji: złości, zazdrości, egoizmu. Czytelnik szybko orientuje się, że każde z przedstawionych tutaj żyć skrywa bądź może skrywać jakąś tajemnicę… Która jednak okazała się tak groźna, że wpakowała jedną bądź dwie z kobiet w kłopoty? Jest to tytuł, który przypadnie do gustu czytelnikom częściej sięgającym po obyczajówki i romanse niż thrillery - tego ostatniego nie ma tu wiele, a psychologia postaci jest uproszczona, sprowadzona do potrzeby związku i namiętności. Dla mnie nie jest to satysfakcjonujące rozwiązanie, a słownictwo, potknięcia w tłumaczeniu i nieraz obrzydliwa dosadność opisów nie pozwoliły mi czerpać szczególnej przyjemności z lektury. Polecam więc nastawić się przy tej lekturze na czystą, lekko oderwaną od rzeczywistości rozrywkę - jeśli podejdziecie do książki z takim założeniem oraz lubicie wspomniane dwa przeze mnie gatunki, to opowieść powinna Was zadowolić.
“Nie jestem taka, za jaką mnie biorą. Jestem tylko pewną wersją osoby, którą we mnie widzą.”
Moja ocena: 6/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mova.

Dostępna jest też w abonamencie 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 18, 2025

"W środku nocy" Riley Sager

"W środku nocy" Riley Sager

Autor: Riley Sager
Tytuł: W środku nocy
Tłumaczenie: Ryszard Oślizło
Data premiery: 12.03.2025
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 416
Gatunek: kryminał / thriller
 
Pięć lat temu, kiedy na rynku zaczęły ukazywać się książki Rileya Sagera, nikt nie wiedział kim ten autor jest - czy to on czy ona, skąd pochodzi i jak wygląda… Dopiero jakiś czas później wyszło na jaw, że jest to pseudonim literacki Todda Rittera, który od 2010 roku pod swoim prawdziwym nazwiskiem wydawał kryminały, później pod pseudonimem Alan Finn napisał historyczną powieść gotycką. Jako Riley Sager miał łączy obydwa te gatunki - i tak powstały thrillery z domieszką grozy. Ewidentnie autor dobrze czuje się właśnie w tym obszarze literatury, bo liczba książek na koncie Sagera w porównaniu do pozostałych jego dwóch podpisów jest największa - to osiem powieści, a dziewiąta jest już widoczna w anglojęzycznych zapowiedziach. Na polskim rynku dostępne są książki, które wydał właśnie jako Riley Sager i właśnie teraz, od minionej środy jesteśmy z tłumaczeniami na bieżąco! “W środku nocy” to jego najnowszy tytuł, który, jak donoszą fani autora, jest najbardziej typowo kryminalną historią, jaką napisał.
 
New Jersey, małe osiedle domków jednorodzinnych Hemlock Circle. Latem 1994 doszło tam do zdarzenia do teraz niewyjaśnionego - z namiotu sprzed domu zniknął 10-letni chłopczyk, Billy. Mimo rozciętego boku namiotu jego, jak się przypuszcza, porwanie, nie obudziło śpiącego obok przyjaciela - Ethana.
Teraz, kiedy za chwilę ma upłynąć 30 rocznica tego wydarzenia, sprawa ponownie odżywa - to przecież ostatni moment, by uchwycić i ukarać sprawcę, potencjalnego mordercę. Kiedyś świadkowie mówili o jakimś obcym kręcącym się po lesie przylegającym do domów tego osiedla - może to poszukiwany sprawca? W sprawę ponownie angażuje się Ethan, który właśnie wprowadził się z powrotem do domu rodziców na Hemlock Circle. To w nim budzi uśpione emocje - powracają wspomnienia, ale ciągle nie te z kluczowej nocy. Dlaczego tego nie pamięta? Kiedy pewnej nocy na podwórku zauważa coś dziwnego, zaczyna podejrzewać, że nie tylko on szuka wyjaśnienia…
“Sprawa Billy’ego wciąż budzi emocje, bo wydarzyło się na spokojnym podmiejskim podwórku, które powszechnie uważa się za jedne z najbezpieczniejszych miejsc w Ameryce. A skoro coś takiego mogło wydarzyć się tutaj, to może wydarzyć się wszędzie.”
Książka rozpisana jest na 36 rozdziałów, których akcja toczy się teraz, w lipcu 2024, a które przeplatane są rozdziałami z przeszłości - z kluczowego dnia 16 lipca 1994 roku. Te rozdziały nie są numerowane i pisane są w trzeciej osobie czasu teraźniejszego z perspektywy całego grona postaci, z którymi Billy tego dnia miał do czynienia. Rozdziały numerowane, te, których akcja toczy się latem 2024 roku pisane są w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, tak samo jak rozdział finalny osadzony w niedalekiej przyszłości. Ich narratorem jest Ethan, który przedstawia nam swoją wersję historii ubarwioną własnymi emocjami. Styl powieści jest bardzo prosty, zdania krótkie, raczej nie ma przekleństw, książkę czyta się szybko i płynnie. Przez pierwsze kilka stron musiałam do samego stylu, do jego prostoty przyzwyczaić, ale całkiem szybko wpadłam w rytm lektury i już te prostota mi nie przeszkadzała.
 
Historia prowadzona jest tempem spokojnym, stylem lekko nawiązującym do thrillera psychologicznego - z perspektywy jednego bohatera obserwujemy zdarzenia, które niepokoją… Widać tutaj tę fascynację autora grozą, powieściami gotyckimi, który bawi się z czytelnikiem podpuszczając go - czy to na pewno tylko kryminał, czy może jednak pojawią się jakieś elementy, których nie możemy do końca określić jako całkowicie racjonalne? W sprytny sposób autor zaciera tę granicę realności, pozostawiając czytelnikowi odpowiedź na pytanie - czy duchy to tylko nasze własne lęki i zjawy przeszłości czy jednak osobne byty, które żyją tuż obok nas? Dobrze gra tym zagadnieniem, tą niepewnością, intrygę budując tak sprytnie, że trudno zorientować się, w którą stronę powinniśmy patrzeć. Bo choć kilka rozwiązań fabularnych jest bardzo prostych do przewidzenia, to rozwiązanie kluczowej zagadki była dla mnie faktycznie niespodzianką.
“Dwie terapie temu powiedziano mi, że jeśli coś kłębi się w mojej głowie, nie dając zasnąć, to najlepiej te myśli zapisać. Tym samym pozwalam mózgowi odłożyć myślenie o tym na później, jakbym wciskał mentalny przycisk drzemki.”
Dobrym wyborem jest też samo miejsce akcji. To osiedle, na którym znajduje się dosłownie kilka domów - dzielnica całkiem zamożna, taka w której jeszcze niedawno panowały starodawne podziały ról - kobiety siedziały w domu z dziećmi, mężczyźni od rana do nocy pracowali. W takiej rodzinie wychował się Ethan, choć jego matka akurat chciała czegoś więcej i to właśnie lata 1994 zaczęła nową pracę… Ze względu na niewielką ilość mieszkańców było to też miejsce niełatwe dla dzieci - niełatwe jeśli było się akurat przez sąsiadów nielubianym… i tak im dalej w lekturę, tym mocniej zgłębiamy się w zależności jakie panowały wśród dorosłych i dzieci w 1994 roku, próbując odkryć co tak naprawdę się stało. Bo czy podejrzanymi nie byli wszyscy sąsiedzi?
Fabuła jednak nie trzyma się samego osiedla - wychodzi też dalej, w otaczający je las i jeszcze - aż do pewnego dziwnego miejsca, należącego do bardzo bogatego człowieka…
 
W samej postaci Ethana możemy dopatrywać się osoby zmęczonej psychicznie, dręczonej koszmarami, złymi wspomnienia i poczuciem winy. Jego sytuacja nie jest dla nas jasna - wiemy, że wprowadził się do tego domu, kiedy rodzice się z niego przeprowadzili, ale dlaczego? Wiemy, że nie wie czy w nim zostanie, tak naprawdę niewiele sam wie… dlaczego jest taki niezdecydowany i tylko błąka się nocami po domu unikając podwórka, na którym doszło do porwania? Przyglądamy się reakcjom sąsiadów na jego powrót, jego relacjom z od dawna znanymi mieszkańcami osiedla, które teraz, kiedy wszyscy są już dorośli, ulegają zmianie.
“Zbyt często jesteśmy okłamywani w dzieciństwie przez dorosłych, którzy myślą, że chronią nasze uczucia.”
Myślę, że najtrafniejszym określeniem dla “W środku nocy” będzie kryminał obyczajowy - w końcu tym, co łączy całą historię jest niewyjaśniona zbrodnia sprzed lat i śledztwo, które prowadzi i główny bohater, i obok niego nieustannie policja. Jednak wypełnieniem tej zbrodni jest opowieść o postaciach, o rodzinach, o sąsiedzkich relacjach - przede wszystkim dzieciaków sprzed 30 lat, ale i tych, którzy mieli się nimi opiekować. Bywają momenty, w których czytelnik ma chęć dorzucić też do określenia powieści grozę, ale ta jest niezwykle delikatna - tak by późną nocą wywołać u czytelnika delikatny dreszcze, nic więcej. Mimo tego, iż autor zastosował w niej dość proste, znane dobrze rozwiązania, to równie dobrze prowadzi intrygę, tak że książkę czyta się z ciekawością. Nie wykluczam więc, że w przyszłości sięgnę po inne tytuły tego autora!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mova.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 03, 2025

"Martwy pisarz" Sulari Gentill

"Martwy pisarz" Sulari Gentill

Autorka: Sulari Gentill
Tytuł: Martwy pisarz
Tłumaczenie: Janusz Maćczak
Data premiery: 26.02.2025
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 448
Gatunek: powieść kryminalna
 
Sulari Gentill to australijska autorka, która kilka lat temu dostała stypendium Create Grant fundacji Agency’s Cultural Fund - to dzięki niemu powstała “Kobieta z biblioteki”, książka, którą wkroczyła na nasz polski rynek. To także ten tytuł przyniósł jej nagrodę Crime Fiction Lover Award i nominację do Edgar Award, choć nie są to jej jedyne nagrody za twórczość literacką. Tak naprawdę Sulari Gentill tworzy już od piętnastu lat, na koncie ma kilkanaście tytułów, w tym dwa cykle - jeden to retro kryminały, drugi to cykl fantasy oparty na starożytnych mitach. W 2018 roku po raz pierwszy napisała powieść kryminalną oddzielną, ale ta ciągle jeszcze nie została przetłumaczona na polski. Kolejne dwie już tak! To właśnie “Kobieta z biblioteki” (recenzja - klik!) oraz “Martwy pisarz”, o którym sama piszę w Międzynarodowym Dniu Pisarzy… Na ten rok na rynku anglojęzycznym przewidziany jest kolejny kryminalny tytuł autorki.
Co ciekawe, Sulari Gentill przez pierwszych kilkanaście lat pracy zawodowej zajmowała się całkiem czymś innym - była prawniczką. Zaskakujące jest to, że teraz swoje historie osadza w środowisku pisarskim, a nie prawniczym, mimo swojego sporego doświadczenia.
 
Stany Zjednoczone, Kansas, małe miasteczko Lawrence. Na progu domu trzydziestokilkuletniego Gusa, prawnika i od niedawna partnera w kancelarii pojawia się jego młodsza siostra - Theodosia Benton. Przyleciała prosto z Tasmanii, gdzie jeszcze chwilę temu studiowała prawo: to wybór kariery ich dziadka, który zostawił im ładną sumkę w ramach funduszu powierniczego. Theo jednak zdecydowała, że nie jest to coś, co chciałaby w życiu robić - chce pisać, tworzyć fikcyjne historie, a nie bronić nie wiadomo kogo przed więzieniem. Jej brat przyjmuje to na spokojnie i oferuje swój dom, radzi jednak, by dziewczyna znalazła sobie jakieś inne miejsce do pisania. I tak Theodosia trafia do lokalnego baru/kawiarni, gdzie nie tylko sama kończy swoją rozpoczętą już powieść, ale i poznaje bardzo popularnego autora thrillerów. Z biegiem czasu, kiedy tak codziennie rozmawiają o literaturze i swoich historiach, ich znajomość zaczyna nabierać rumieńców… Kiedy Theo kończy swoją książkę, świętuje to razem z pisarzem, jednak, kiedy kolejnego dnia chce go zaprosić do brata na kolację, okazuje się, że pisarz leży martwy w swojej kuchni. Jak to się stało? Czy Dan zaszedł komuś za skórę na tyle, by stracić przez to życie? Dla policji pierwszą podejrzaną zdaje się być Theodosia - w końcu to ona zostawiła po sobie ślady w jego mieszkaniu, miała też do niego interes związany z jej debiutancką książką. To prawda, ale przecież nie ona zabiła, prawda?
 
Książka rozpisana jest na prolog i 42 kilkustronicowe, najczęściej dzielone na mniejsze scenki rozdziały. Od czasu do czasu któryś z kolei rozdział otwarty jest fragmentami z internetowego, konspiracyjnego forum, które w poczynaniach swojego kraju upatruje się wielkiego spisku. Narracja książki jest trzecioosobowa czasu przeszłego, wszechwiedzący narrator podąża przede wszystkim za Theodosią i skupia się zarówno na oddaniu zdarzeń, jak i wewnętrznych zawirowań bohaterki, jej dylematów i wątpliwości - robi to w sposób opisowy, nie zaznacza myśli bohaterki w tekście. Styl powieści jest spokojny, uważny, przypomina klasykę powieści detektywistycznych - lekki, momentami puszczający humorystyczne oczko do czytelnika. Dialogi prowadzone są sprawnie, całość czyta się dobrze.
 
Cała historia przedstawiona w “Martwym pisarzu” zaczyna się bardzo spokojnie - najpierw Theodosia rozgaszcza się w Kansas, później dochodzi do morderstwa. Jest zima, akcja toczy się odpowiednim do tej pory roku rytmem, gdzieś tam podsuwa myśl cosy crime, choć oczywiście nie wypisuje się typowo w ten gatunek. Jednak w poważne, mroczne kryminały też nie - to coś pomiędzy, coś początkowo przypominającego powieści detektywistyczne, by pod koniec skręcić w dość wyraźnie sensacyjną nutę. Intryga kryminalna jest bardzo zaskakująca, toczy się nieoczywistymi ścieżkami - czy jest to wynik tego, że autorka na bieżąco w czasie lektury wymyślała dalszą część tej historii? Być może, sama właśnie te pomieszanie gatunkowe tak odbieram i choć wolałabym, by rytm z początku lektury został zachowany, to na pewno nie odmówię książce zaskoczeń.
„To epoka, w której oczekuje się od pisarzy jako postaci publicznych, że będą zajmowali stanowiska w kwestii bieżących wydarzeń.”
Fabularnie autorka osadziła nas w środowisku pisarskim, ale nie tylko. Mamy tutaj też prywatnego detektywa z rodziny prepersów, mamy prawnika, jak i oczywiście agencje literackie, które w Stanach Zjednoczonych są punktem obowiązkowym w życiu każdego, kto chce nazywać siebie pisarzem czy pisarką. Gdyby tego pomieszania było mało, to dochodzą jeszcze fora internetowe ociekające teoriami spiskowymi - to z nich zmarły pisarz czerpał inspiracje do swoich fikcyjnych powieści. Zakres zawodów i tematyki postaci jest lekko abstrakcyjny, ale to właśnie w tym tkwi urok całej historii.
 
Przyjrzyjmy się szczególnie głównej bohaterce, Theodosi. To na nią Sulari Gentill przelała część swoich marzeń i doświadczeń, dała jej też odwagę, by to pierwsze spełniać. Jest to postać z jednej strony dość prosta, z drugiej psychologiczne wiarygodna. Prosta ze względu swoich relacji - oczywiście, że zakochuje się w służącym jej radami starszym pisarzu, oczywiście, że dla swojego brata jest w stanie zrobić wiele i oczywiście, że gdy dotyka ją zbrodnia, potrzebuje opieki. A jednak całościowo wypada bardzo ludzko, bo choć na starcie historii zdecydowała się na bardzo radykalny krok, to jednak wątpliwości czy robi dobrze ją nie opuszczają. Jest pełna poczucia winy, które nieustannie walczy w niej o miejsce z poczuciem spełnienia. To dobra postać, w której widać wpływ społeczeństwa na to, jak sami widzimy swoje miejsce na świecie.
 
A jak już jesteśmy przy społeczeństwie, to pomówmy o tym, jak teraz wygląda w nim rola pisarza. Autorka bardzo wyraźnie podkreśla jak różny jest zawód pisarza teraz, od tego, co było jeszcze 30 lat temu. Zwraca uwagę na konieczność ich dostępności, na to, że teraz pisarz to marka, osoba publiczna, która nie tylko ma pisać książki, ale i zawsze postępować właściwie i wytyczać nowe trendy. Sulari Gentill jasno obrazuje, jak wykrzywiliśmy rolę pisarza w społeczeństwie, jak mocno przez łatwy dostęp do internetu ją zniekształciliśmy. Choć może nie zawsze jest to zjawisko złe, to jednak nakłada na barki pisarzy zdecydowanie większy ciężar i zakres obowiązków niż ten w czasach sprzed internetu.
“Zainteresowanie czytającej publiczności życiem pisarzy zwiększyło się wraz z ich dostępnością umożliwianą przez media społecznościowe i ogólnie internet, jednak właśnie ta dostępność było niebezpieczna. Przyjaźnie zawierane w sieci bywały kapryśne i niepewne. Rzucone luźno uwagi, nieudane żarty czy zwykłe wybuchy złości mogły wywołać plagę oburzenia i potępienia. Nie wystarczyło już pisać dobre książki; ich autorzy musieli być fotogeniczni, dowcipni i nienaganni moralnie niczym święci.”
Zresztą sam internet to bardzo ważne zjawisko w tej książce - jawi się też jako miejsce, w którym rozkwit teorii spiskowych funkcjonuje w tak szybkim tempie, jak jeszcze nigdy wcześniej. Czy osoby, które dają się w te wiry “konspiracji” wciągnąć, są po prostu naiwniakami, czy jednak mogą się przerodzić w coś groźniejszego? Autorka raz poważnie, a raz nie całkiem uświadamia jak wspieranie się w chorym iluzjach może doprowadzić do katastrofy.
“(...) fikcyjne narracje można wykorzystać do wpływania na ludzi we wszelkiego rodzaju sprawach (...).”
Historia “Martwego pisarza” poza samą zagadką kryminalną, niesie ważne zagadnienie i pytania o to, na jak duży obszar naszego życia pisarze mają teraz wpływ. Społeczeństwo przez bliskość w sieci wymaga od nich więcej, ale przez to ich moc też jest duża - poprzez książki i własne poglądy mogą kreować świadomość. Dar czy przekleństwo? To zależy jak ta władza zostaje wykorzystana… Autorka rozpoczyna historię w przyjemnym, nawiązującym do klasyki stylu. Jest spokojnie, pada śnieg, a my siedzimy z bohaterką w domu i obmyślamy nowe historie. Do czasu. Później pojawia się wątek sensacyjny dobrze pasujący do tematyki spiskowych forum internetowych, jednak dla mnie był on nieco za mocno wydumany - nie znaczy to, że źle się bawiłam, a po prostu tyle, że wolałabym, by książka do końca utrzymała bliskość naszej zwykłej codzienności. Wrażenia ogólne jednak wynoszę z książki pozytywne i oczywiście już teraz czekam na kolejne tłumaczenia powieści tej autorki!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mova.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 06, 2025

"Dziewczyna z pokoju 12" Kathryn Croft - recenzja przedpremierowa

"Dziewczyna z pokoju 12" Kathryn Croft - recenzja przedpremierowa

Autor: Kathryn Croft
Tytuł: Dziewczyna z pokoju 12
Tłumaczenie: Magdalena Kowalczuk
Data premiery: 12.02.2025
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 368
Gatunek: thriller psychologiczny
 
“Dziewczyna z pokoju 12” to wielki powrót Kathryn Croft na polski rynek książki. Jest to autorka brytyjska specjalizująca się w thrillerach psychologicznych, która już po trzeciej swojej powieści mogła poszczycić się sprzedażą w ilości ponad miliona egzemplarzy. Aktualnie na koncie ma piętnaście tytułów oraz jeden, który ukazał się tylko w formie audiobooka. Polski czytelnik na ten moment doczekał się dziewięciu tłumaczeń, z czego osiem było wydane w latach 2017 - 2021 i dopiero teraz, po czterech latach przerwy autorka wróciła na nasze półki. Oby był to powrót na stałe!
 
Historia “Dziewczyny z pokoju 12” to opowieść Hannah Chambers, matki, żony i właścicielki niewielkiej księgarni w Londynie. Do tej pory życie układało jej się całkiem dobrze, ostatnio jednak mąż zdaje się nieobecny - późno wraca do domu, jest drażliwy, niespecjalnie ma też czas do ich 5-letniej córeczki. Jego usprawiedliwienie? Ciężka sytuacja w pracy, po niespodziewanym odejściu jednego z ważnych współpracowników, Max musi pracować za dwoje. Ale czy na pewno o to chodzi? Chwilę po tym jak w wiadomościach podana zostaje informacja o morderstwie trzydziestoletniej kobiety w pobliskim hotelu, Hannah szykując pranie w kieszeni Maxa znajduje klucz, kartę do pokoju właśnie z tego hotelu… Mąż jednak twierdzi, że w tym hotelu nigdy nie był, a kartę znalazł przypadkiem. Hannah jednak ma wątpliwości, a morderstwo kobiety z hotelu coraz mocniej ją frapuje… Czy na pewno jednak ma podstawy, żeby łączyć te dwie sprawy?
“Zawsze łatwiej nam uwierzyć, kiedy coś takiego przytrafia się komuś innemu, nie? Komuś, o kim słyszymy w wiadomościach. Nas takie rzeczy nie dotyczą. Ale prawda jest taka, że to się zdarza. Myślę, że więcej ludzi ginie z rąk bliskich niż przypadkowych nieznajomych. I dlaczego niby nie miałoby to przydarzyć się tobie?”
Książka rozpisana jest na prolog i 35 rozdziałów. Niektóre z nich otwierają wpisy z sieci: fragmenty artykułów, wypowiedzi internautów na grupach lokalnych czy w social mediach, są także fragmenty przesłuchania świadków przez policję. Główną historię jednak poznajemy z perspektywy Hannah w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego - jest to perspektywa charakterystyczna dla tego gatunku, czytelnik ma pełny wgląd w myśli i emocje narratorki, ale poznaje tylko jej wersję zdarzeń. Styl powieści jest prosty, język codzienny, dialogów jest sporo i prowadzone są realistycznie. Dobrze się to czyta, bez wysiłku, w przyjemnym rytmie.
“Kiedy ktoś umiera, nie chcemy widzieć jego wad. A przecież nikt nie jest święty, prawda? Robimy ze zmarłych jakieś anielskie, pozbawione wad istoty, które nigdy nie postępowały niewłaściwie.”
Croft to autorka, która stawia w swoich powieściach na solidne intrygi kryminalne, mocno zaskakujące twisty fabularne - i tak też jest w tym przypadku. Zawiązanie akcji trwa dość długo, połowa historia toczy się rytmem spokojnym, jednak kiedy już dojdziemy do tego punktu wrzenia, gdy emocje i podejrzenia zostają skumulowane, to zaczyna się dziać, autorka raz po raz czytelnika zaskakuje i to w taki sposób, że nawet znawcy tego gatunku chyba nie będą w stanie rozwiązania zagadki się domyśleć!
 
Oczywiście, skoro jest to thriller psychologiczny z nurtu domestic noir, to bazą historii jest pytanie: jak dobrze znasz tę najbliższą ci osobę? Historia oparta jest na wątpliwościach, które w bohaterce narastają i choć może czasem mogą wydać się przesadzone, to kto wie? Może sami w takiej sytuacji zareagowaliśmy podobnie? W końcu nie zawsze możemy być pewni nawet swoich własnych reakcji, jak więc być pewnym drugiej osoby?
Spora część historii bazuje też na pytaniach o zaufanie i szczerość w związku, o to czy faktycznie coś takiego jak pełna transparentność w relacjach istnieje.
“(...) mężczyźni nie lubią gadać, zmuszanie ich do tego ma tyle samo sensu, co wyciskanie soku jabłkowego z grejpfruta.”
Główna bohaterka, a zarazem narratorka powieści, jak na gatunek thrillera psychologicznego przystało, jest osobą ufną, która dość szybko coś zakłada i skupia się, by w tym założeniu się utwierdzić. Jej zachowanie nie zawsze wypada w pełni naturalnie, jednak pewna doza naiwności jest w tym gatunku akceptowalna. Autorka dobrze tę postać wykreowała, im mocniej zagłębia się w intrygę, tym bardziej czytelnik zastanawia się czy faktycznie może w jej relację zdarzeń ufać… A czy to nie na wątpliwościach i podejrzliwości opiera się ten gatunek?
“(...) kiedy ktoś już cię skrzywdzi albo zdradzi, nie ma odwrotu. Jeśli wybaczysz, zrobi to znowu. Bo wie, że już raz mu się upiekło.”
“Dziewczyna z pokoju 12” to satysfakcjonujący powrót Kathryn Croft na polski rynek książki, choć przyznam, że początkowa szybkość Hannah w wysnuwaniu teorii, wywoływała mój niepokój o tę lekturę. Ale warto poczekać na rozwinięcie historii - te twisty fabularne zasługują na uwagę, a finał zostawia z poczuciem, że właśnie przeczytaliśmy naprawdę dobry, rozrywkowy thriller, doskonale wpisujący się w ramy gatunkowe, a równocześnie zbudowany tak, że naprawdę solidnie zaskakuje. Dodatkowo zmusza też do refleksji na temat szczerości i zaufania. Dobrze spędziłam z tą książką czas, liczę, że nowy polski wydawca autorki zadba o to, by szybko uzupełnić nasze braki w tłumaczeniach jej poprzednich książek!
 
Moja ocena: 7,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mova.


Dostępna jest też w abonamencie 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 16, 2025

"Przyjdę po ciebie nocą" Heather Gudenkauf

"Przyjdę po ciebie nocą" Heather Gudenkauf

Autor: Heather Gudenkauf
Tytuł: Przyjdę po ciebie nocą
Tłumaczenie: Robert J. Szmidt
Data premiery: 15.01.2025
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 368
Gatunek: powieść kryminalna / thriller
 
Heather Gudenkauf to amerykańska autorka kilkunastu książek, które oscylują gdzieś pomiędzy thrillerem a powieścią obyczajową refleksyjną, zmuszającą do zmierzenia się z tematami psychologicznie i społecznie trudnymi. Na polskim rynku pojawia się zrywami - pierwszy raz w 2010 został wydany jej debiut (2 lata później w stosunku do rodzimego rynku), pięć lat później wydane zostały aż trzy jej książki, w 2017 jedna. Teraz, po już siedmiu latach nieobecności, ponownie jej nazwisko wróciło w polskie progi - “Przyjdę do ciebie nocą” to książka zdecydowanie bliższa thrillerowi, to opowieść o zbrodni, która na lata zostawiła w społeczności szramy i blizny. Powieść dostarczająca nie tylko gatunkowe napięcie, ale i poruszająca bardzo skomplikowane psychologiczne zagadnienia traum. Mam nadzieję, że teraz autorka zagości u nas na dłużej - w końcu jest jeszcze kilka jej nowszych tytułów, które na polski nie zostały przetłumaczone, nawet i ten tytuł nie jest tym całkowicie najnowszym - na rynku anglojęzycznym dostępny jest od 2022 roku, a w roku 2024 ukazała się już kolejna książka autorki.
 
Środkowa część Stanów Zjednoczonych, małe miasteczko Burden, w którym nigdy nic się nie dzieje. Oprócz tragedii sierpniowej nocy sprzed dwudziestu lat - to wtedy doszło do wielokrotnego morderstwa i zaginięcia, tragedii, z której ocalała tylko 12-letnia dziewczynka. Teraz o tej historii pisze Wylie, autorka książek true crime, która uciekając od własnych problemów, wynajęła na pewien czas starą farmę. Tak naprawdę książkę już prawie skończyła, jednak nie spieszy jej się z powrotem do własnego życia - od byłego męża słyszy ciągłe oskarżenia, jej nastoletni syn też ostatnio jest do niej wrogo nastawiony, woli mieszkać z ojcem… po co więc wracać? Nad Burden jednak teraz nadciąga burza śnieżna, która ma odciąć porozrzucane po miasteczku gospodarstwa od reszty świata. Wylie niespecjalnie się tym przejmuje, jednak dba, by pies znajdujący się pod jej opieką, pozostał bezpieczny, zatem gdy długo nie wraca z wieczornego wyjścia na podwórko, kobieta rusza go szukać. A w śniegu znajduje dziecko, kilkuletniego chłopca z rana na głowie. Skąd on się tu wziął? Bez względu na okoliczności jego pojawienia się nie może go przecież zostawić - bierze go ze sobą do domu nie spodziewając się jak wiele ta jedna decyzja w jej życiu zmieni.
 
Książka rozpisana jest na 50 krótkich rozdziałów, które toczą się naprzemiennie w trzech czasach: w sierpniu 2000 roku, gdy doszło do lokalnej tragedii, obecnie podczas burzy śnieżnej oraz w czasie niesprecyzowanym - te fragmenty opowiadają historię dziewczynki i jej matki, która możliwe że jest ofiarą przemocy. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy kilku postaci. Czas obecny pisany jest z perspektywy Wylie, czas niesprecyzowany z perspektywy dziewczynki, sierpień 2000 opisany jest szerzej - nie tylko z perspektywy 12-letniej Josie, która zaraz doświadczy najgorszej nocy swojego życia, ale i innych mieszkańców miasteczka. Styl powieści jest spokojny, codzienny, język prosty, przez co czytelnik skupia się przede wszystkim na tym, co ta historia sobą niesie.
 
A tym, co w tej powieści pełni rolę przewodnią, są tajemnice, niedopowiedzenia, niejasności, które dopiero musimy odkryć, wyjaśnić. Nie wiemy, co tak naprawdę wydarzyło się w 2000 roku, nie wiemy kim jest dziewczynka, jak i wielu pomniejszych rzeczy, które niesie narracja z czasów obecnych. Autorka bardzo sprawnie buduje enigmatyczne kreacje postaci - o samej Wylie dowiadujemy się niewiele, jej zachowanie w pewnych sytuacjach może mocno dziwić - zdaje się unikać ludzi, nie ma w ogóle podejścia do dzieci, ewidentnie przyzwyczajona jest do życia w samotności. Ma swoje naleciałości, swoje lęki, które wprawiają w nas konsternację. To ciekawa, nieszablonowa postać, jeden z wielu elementów powieści budzących w czytelniku ciekawość, pragnienie odkrycia o co w tym wszystkim chodzi.
Jeszcze większą zagadką jest dziewczynka - nie tylko nie wiemy, w jakim czasie toczy się jej historia, ale też kim ona jest, kim są jej rodzice. Im głębiej poznajemy jej relacje, tym zależności w jej rodzinie się rozjaśniają, choć wcale nie powoduje to uspokojenia emocji czytelnika, a nawet wręcz odwrotnie…
Są i postacie czasów pamiętnego lata 2000. To zbiorowisko mieszkańców Burden, zbiór sytuacji, które pozornie wydają się ze sobą niezwiązane, a jednak które, jak to w małym miasteczku naznaczonym zbrodnią, niosą sobą ogrom trudnych, smutnych emocji, przeszłość, która jest trudna do wyobrażenia. Poza mieszkańcami z czasem czytelnik dostaje też wgląd w decyzje i postępowanie policji, co ostatecznie daje nam pełny obraz tego lata i wydarzeń, wokół których kręci się ta część opowieści.
“Coś kryje się w ciemnościach, pomyślałam, tam, gdzie dzieją się złe rzeczy.”
Zagadka kryminalna jest zbudowana naprawdę dobrze. Jest przemyślana, jest zaskakująca, a choć czasami, tak “na sucho” reakcje postaci mogą wydać się naciągane, to w sytuacjach ekstremalnych, w których są opisywane, zyskują na prawdopodobności. Autorka bardzo sprytnie dąży do prawdy, drąży delikatnie i spokojnie - właśnie tak rozwija się akcja, ale wszystkie te niewiadome, które po drodze dostajemy, sprawiają, że sam czytelnik czuje się jak taka wkręcana śrubka - wchodzimy coraz głębiej w tę historię, a im dalej, tym trudniej jest się jej wyrwać.
 
Na wstępie wspomniałam już, że Gudenkauf mocno podszywa swoje powieści ciężarem psychologicznym, ciężarem tematów trudnych, ale wartych analizy. Nie inaczej jest w tym przypadku - w “Przyjdę po ciebie nocą” jest wiele traum, poczucia winy i próby ochronienia tego, co naprawdę ważne, w świecie, w którym z każdej strony może czaić się niebezpieczeństwo. Motywacje, uzasadnienia zdarzeń i zachowań postaci są solidne w powieść wbudowane, jednak jako że sporo frajdy z lektury przynosi samodzielne odkrywanie każdej z kolejnych tajemnic, więcej o tym powiedzieć już nie mogę.
 
Na koniec wspomnę jeszcze o odczuciu osaczenia, które zdaje się pełnić ważną rolę w każdym z opisywanych czasów. W czasach aktualnych jest noc, jest odcięcie od świata przez śnieg, wiatr oraz brak kontaktu ze światem zewnętrznym - bohaterka nie ma sprawnej komórki, a linia telefonicznie ewidentnie została zerwana. Kiedy więc dochodzi do potencjalnie niebezpiecznej sytuacji jasne jest, że ma prawo odczuwać spory dyskomfort. W historii z przeszłości, która z kolei toczy się gorącym latem, sporo miejsca poświęcamy na noc morderstwa - podczas niej 12-letnia Josie zmuszona jest uciekać i ukrywać się, niepewna co dzieje się z jej rodziną, przyjaciółką i co stanie się z nią samą. Z kolei fragmenty z dziewczynką znowu są najbardziej niejasne - podobne odczucia do osaczenia do się wyczuć, ale czy to nie jest sztucznie wykreowana iluzja?
 
“Przyjdę po ciebie nocą” to naprawdę dobry, zaskakujący i bardzo smutny thriller, powieść kryminalna o zbrodni tak strasznej, że aż czytelnik czuje potrzebę zapłakania nad losem postaci tym mocniejszą, że w sumie w każdej jej części chodzi tak naprawdę o krzywdę dzieci. To książka, która prócz dobrej zagadki, jasno obrazuje też okropieństwo zbrodni, to, jak wielki ból coś takiego sobą niesie, jak wiele osób i na jak długo krzywdzi. To powieść pełna lęku i niepewności, a jednocześnie determinacji, by o życie zawalczyć. Zdecydowanie mój rodzaj powieści kryminalnych! Mam nadzieję na więcej twórczości tej autorki!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mova.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!