Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoczarne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoczarne. Pokaż wszystkie posty

grudnia 06, 2021

Książka na świąteczny prezent III

Książka na świąteczny prezent III

 

To już trzeci rok, w którym mam przyjemność podzielić się z Wami moimi propozycjami na dobry książkowy prezent pod choinkę! W tym roku proponuję Wam trochę klasyki w ładnym wydaniu, książki, które zachwycają nie tylko fabularnie, ale i wizualnie, ale przede wszystkim kryminały w różnej odsłonie! Wszystko (no, większość 😉) w świątecznych lub zimowych klimatach, więc pasuje idealnie! Książki w większości wydane zostały w tym roku i każda jedna warta jest uwagi, więc jestem pewna, że każdy znajdzie to coś ciekawego. Tak samo jak w poprzednim roku pod każdą książką znajdziecie link do mojej recenzji, o ile takowa się już ukazała, a także link do porównywarki cenowej, która mocno ułatwi Wam zakupy.


Książki zachwycające wydaniem
W tej kategorii znajdziecie cztery tytuły, które będą prawdziwą ozdobą każdej biblioteczki. Znajdziecie tu i klasykę i kryminały i ciekawy reportaż z czekoladą w tle 😉 A jeśli tylko Wasz budżet na to pozwoli, to i pomysł na większy prezent - całą zachwycającą kolekcję!

1. "Tajemnica gwiazdkowego puddingu"
Agatha Christie

Klasyka kryminału w świątecznym wydaniu? Czy może być coś lepszego na świąteczny prezent? 😊 Jest to zbiór opowiadań w świątecznym klimacie z takimi sławami jak Herkules Poirot czy panna Marple. Książka wydana została w ramach Jubileuszowej Kolekcji kryminałów Agathy Christie, którym Wydawnictwo Dolnośląskie raczy nas od zeszłego roku. Każdy tytuł wydany w tej serii zachwyca wydaniem, książki są w twardej oprawie, z przyjemną grafiką i złoceniami. Takie tytuły zasługują na widoczne miejsce w biblioteczce każdego fana klasyki i kryminału!

Książkę "Tajemnica gwiazdkowego puddingu" kupicie tu - klik!
A tutaj możecie sprawdzić wszystkie tytuły, jakie zostały wydane w tej przepięknej serii - klik!


2. "Najsłynniejsze opowiadania wigilijne"
Charles Dickens, Anthony Trollope

Pozostając w klimacie klasyki w wydaniu świątecznym, warto zwrócić też uwagę na ten tytuł. Książka zawiera trzy opowiadania z połowy XIX wieku - jedno pióra Dickensa o Ebenezarze Scrooge i dwa Anthony'ego Trollope'a. Wydana została w twardej oprawie z obwolutą, a środek zdobią stare czarno-białe świąteczne ilustracje. Otwierając ten zbiór, widać, że wydany został ze starannością, a rozmieszczenie tekstu nie powinno męczyć oczu. Każdy kto choć trochę lubuje się w klasyce, będzie na pewno tym tytułem zachwycony!

"Najsłynniejsze opowiadania wigilijne" kupicie tu - klik!
Zachęcam też do przyjrzenia się pozostałym świątecznym tytułom Wydawnictwa Zysk i S-ka, które jak co roku ma dla nas dużą dawkę klasycznych historii - klik!


3. "Moja kuzynka Rachela"
Daphne du Maurier

To zestawienie nie mogło pominąć drugiej z najpiękniejszych serii, które w tym roku pojawiły się w mojej biblioteczce. Chodzi oczywiście o Serię Butikową Wydawnictwa Albatros. Wszystkie książki z tej serii wydane są w starym stylu - zszywane, w twardej oprawie z obwolutą i pięknymi złoceniami. Jako tytuł najlepiej nadający się na świąteczny prezent wybrałam najnowszy i ostatni z tej kolekcji, który pojawił się na rynku w tym roku - "Moją kuzynkę Rachel" jednej z najciekawszych angielskich pisarek XX wieku. Jest to książka, która zadowoli fanów klasyki, literatury pięknej i powieści z tajemnicą, która przez całą lekturę utrzymuje w przyjemnym napięciu. Wydana została w pięknych jesiennych kolorach, z dużym smakiem, więc już samo patrzenie na nią daje sporo przyjemności 😊

Książkę "Moja kuzynka Rachela" kupicie tu - klik!
A tutaj możecie sprawdzić wszystkie tytuły, jakie zostały wydane w tej przepięknej serii - klik!


4. "Wedlowie. Czekoladowe imperium"
Łukasz Garbal

Ten tytuł pojawił się w tym zestawieniu nie tylko ze względu na świetne, eleganckie wydanie, ale także przez historię jaką opowiada. Jest to reportaż o losach firmy Wedel, jednej z największych (a może największej?) polskiej firmy zajmującej się produkcją czekolady. Historia zaczyna się w połowie XIX wieku i przeprawia nas przez kolejne sto lat trudnej polskiej historii, na tle której powstawała ta marka. Będzie to idealny prezent nie tylko dla czekoladoholików, ale i dla tych lubujących się w historii Polski opowiedzianej z trochę innej strony.
Książka wydana została w twardej oprawie ze złoceniami, a środek zdobią fotografie z dawnych lat. 

Książkę "Wedlowie. Czekoladowe imperium" kupicie tu - klik!


Zimowe kryminały
Znajdziecie tu sześć naprawdę różnych kryminałów - od tych poważnych, po naprawdę zabawne! Akcja każdego z nich toczy się podczas zimy, część w okolicy świąt Bożego Narodzenia, więc idealnie wpisują się w tę porę roku. Większość z nich jest również częścią cyklu, więc jeśli Wasz budżet na prezent świąteczny jest nieco większy, to warto zaopatrzyć się w komplet. Jeśli nie, to też żaden problem - każdą książkę można traktować jako osobną całość.

1. "Krwawe łzy"
Wojciech Wójcik

"Krwawe łzy" wpisują się w okres świąteczny idealnie, bo morderstwo, wokół którego skupia się fabuła, pełnione zostało w nocy z Wigilii na pierwszy dzień świąt BN. Część akcja toczy się również w naszych polskich górach, a część w małej wiosce na Podlasiu. Autor dobrze oddaje charakter obydwu miejsc, a śnieg, który otula wszystko, dodaje książce naprawdę fajnego klimatu. Jeśli więc lubicie górskie kryminały czy wielowątkowe historie, to na pewno ten tytuł będzie strzałem w dziesiątkę!
"Krwawe łzy" to druga część cyklu kryminalnego, pierwszy tom nosi tytuł "Kurs na śmierć" i jest równie ciekawy, więc jeśli lubicie czytać serię po kolei (nie jest to konieczne), to zachęcam do sięgnięcia po obydwa tytuły. Każda z nich liczy około 700 stron, więc są to pozycje dla czytelników, którzy nie boją się cegiełek 😉

Książkę "Krwawe łzy" kupicie tu - klik!
Moją recenzję znajdziecie tu - klik!


2. "Roznegliżowane"
Ivá Procházková
"Roznegliżowane" to drugi tom cyklu kryminalnego czeskiej pisarki Ivy Procházkovej, który miałam przyjemność w całości poznać w tym roku. Do tego zestawienia wybrałam tytuł środkowy, dlatego iż fabuła toczy się w połowie grudnia, na chwilę przed świętami BN. Książka zachwyca nie tylko dobrą zagadką kryminalną, ale i świetnymi rysami psychologicznymi bohaterów, a także ciekawymi problemami jakie są w niej poruszane, na przykład opieka nad ludźmi niepełnosprawnymi, czy kondycja mniejszości społecznych w Czechach. Wszystko to toczy się w zimowej scenerii ze świętami za pasem, więc przez powieść przewijają się i już plany na święta, pierniczki czy zakupy świąteczne. 
Oczywiście jeśli tylko pozwoli Wam na to budżet, zachęcam do zapoznania się z całym cyklem - książki można czytać osobno, ale całość jest tak dobra, że naprawdę szkoda ją przegapić!
Książkę "Roznegliżowane" kupicie tu - klik!


3. "Denat wieczorową porą"
Aneta Jadowska

Ta książka to coś dla tych, którzy lubią połączenie wątków kryminalnych z obyczajowymi ze szczyptą humoru. Fabuła powieści toczy się w Ustce w okolicy świąt BN, a zagadka kryminalna oparta jest na klasyce gatunku - zamknięty pokój i małe grono podejrzanych. Bohaterowie zostają zamknięci w ośrodku w środku lasu, a na zewnątrz szaleje zamieć... To naprawdę klimatyczna lektura idealna na tę porę roku!
"Denat wieczorową porą" to ostatni tom cyklu kryminalnego o rodzinie Garstek. Książek nie trzeba czytać po kolei, każda kolejna jest nieco inna od poprzedniej i toczy się w innej porze roku. Łączy je Ustka i kobiety ze wspomnianej rodziny Garstek. 

Książkę "Denat wieczorową porą" kupicie tu - klik!
Moją recenzję znajdziecie tu - klik!


4. "Efekt pandy"
Marta Kisiel
Komedie kryminalne Marty Kisiel o Teresce Trawnej to najlepsze książki w tym gatunku jakie zostały wydane w roku 2021! Stuprocentowy poprawiacz humoru, gwarancja ciągłego parskania śmiechem i nieznikającego uśmiechu na ustach. Tom drugi pt. "Efekt pandy" toczy się w iście zimowej scenerii, w górskim SPA, do którego wybiera się żeńska część rodziny Trawnych. Oczywiście jest zagadka kryminalna, ale przede wszystkim po prostu dużo śmiechu. Jeśli więc chcecie spędzić święta z ciągłym uśmiechem, to przy "Efekcie pandy" macie to gwarantowane!
Oczywiście gorąco zachęcam też do zapoznania się z tomem pierwszy pt. "Dywan z wkładką", nie jest jednak konieczna jego znajomość, by w pełni cieszyć się z tomu drugiego tej serii.

Książkę "Efekt pandy" kupicie tu - klik!


5. "Rozgrywka"
Allie Reynolds

Ta książka na naszym rynku pojawiła się na początku 2021, jednak zdecydowanie jest to jeden z najlepszych thrillerów jakie czytałam w tym roku! To znowu fabuła oparta jest na klasycznym motywie zamkniętego pokoju, jednak to co dodaje jej oryginalności jest środowisko, w jakim toczą się wydarzenia. Mamy tu Alpy, dużo śniegu i zapaloną grupę snowboardzistów. To bardzo emocjonująca lektura, od której trudno się oderwać, a miłość do tego sportu wylewa się wręcz z kart powieści.
Do tego wydana też została genialnie. Dostępna jest z twardej i miękkiej oprawie, jednak ta twarda jest szczególnie piękna - brzegi jej kartek zostały zabarwione na czerwono, przez co już wizualnie książka robi naprawdę duże wrażenie!

Książkę "Rozgrywka" kupicie tu - klik!
Moją recenzję znajdziecie tu - klik!


6. "W cieniu Babiej Góry"
Irena Małysa
To tytuł zamykające te zestawienie, jednak nie znaczy to, że jest gorszy od innych, gdyż zdecydowanie jest to jeden z najfajniejszych polskich kryminałów jakie czytałam w tym roku! To kryminał trochę górski, gdyż po części wydarzenia toczą się właśnie na tytułowej Babiej Górze, ale i dużą część fabuły osadzona jest w Zawoi. Do tego dochodzi zagadka katastrofy samolotu, do której naprawdę doszło w latach 60tych oraz sporo miejsca poświęcone jest na tamtejsze wierzenia i legendy. To naprawdę klimatyczny kryminał i zaskakująco dobry debiut! Wszyscy fani kryminałów na pewno będą zadowoleni! 
Wydarzenia powieści co prawda toczą się we wrześniu 2019 roku i w kwietniu 1969, ale tamtejszy kwiecień w górach był naprawdę mroźny 😉

Książkę "W cieniu Babiej Góry" kupicie tu - klik!


Mam nadzieję, że wśród tych dziesięciu propozycji znajdziecie coś dla siebie i swoich bliskich. W końcu książka pod choinką to najlepszy prezent jaki miłośnik literatury może sobie wymarzyć! 
Zachęcam też do spojrzenia na posty prezentowe z poprzednich lat - tam też najdziecie garść ciekawych tytułów kryminalnych i nie tylko.


Spokojnych i zaczytanych Świąt!

listopada 17, 2021

"Sprzątaczka" Stephanie Land

"Sprzątaczka" Stephanie Land

 

Autor: Stephanie Land
Tytuł: Sprzątaczka. Jak przeżyć w Ameryce, będąc samotną matką pracującą za grosze
Tłumaczenie: Barbara Gadomska
Data premiery: 20.11.2019
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 312
Gatunek: non-fiction, autobiografia
 
Pierwszego października na platformie Netflix pojawił się dziesięcioodcinkowy serial „Sprzątaczka”. Inspiracją do jego powstania były wspomnienia Stephanie Land spisane w książce „Sprzątaczka. Jak przeżyć w Ameryce, będąc samotną matką pracującą za grosze”, która na rynku pokazała się dwa lata temu. Jednak to właśnie serial zachwycił mnie tak mocno, że po oryginał sięgnęłam od razu, bez najmniejszego zawahania i oglądania się na książki czekające w kolejce recenzenckiej! I mimo iż faktycznie przy serialu można tylko mówić o inspiracji książką, to obydwie te historie mnie poruszyły – serial ze względu na przedstawienie problemu psychicznej przemocy i prób ucieczki od takiego związku, książka za determinację autorki, by godnie żyć mimo braku jakiejkolwiek pomocy i obezwładniającej biedy.
„Sprzątaczka. Jak przeżyć…” to debiut literacki Stephanie Land, na który składają się jej wspomnienia sprzed kilku lat. Po wyjściu z biedy, jaką opisała w tej książce, autorka skończyła studia filologii angielskiej i kreatywnego pisania, a także dzięki pomocy życzliwych osób publikowała artykuły w znanych czasopismach amerykańskich. Teraz szykuje się do wydania drugiej powieści, której roboczy tytuł brzmi „Class” (pol. Klasyfikacja, podział na klasy).
 
Historia opowiedziana w tym debiucie to opowieść samotnej matki, która dla macierzyństwa zrezygnowała z pójścia na studia, a zarazem ze sposobu na ucieczkę z mało perspektywicznego miasta jakim było Port Townsend. Podjęła decyzję by zostać, zająć się małą Mią, gdy na ich utrzymanie pracował jej partner. Jednak to życie nie było dobre – partner miał duże problemy z gniewem, więc nim Mia ukończyła roczek, Steph opuściła Travisa. Dziewczyna jednak nie miała żadnej pomocy od rodziny czy znajomych, nie miała też żadnych pieniędzy, więc jej możliwości były mocno ograniczone. Sięgnęła po pomoc państwa, dostała chwilowe zakwaterowanie w schronisku dla bezdomnych, później w domu przejściowym. Chwytała się wszystkich możliwych prac, które nie dosyć, że miejsce zamieszkania mocno ograniczało, to jeszcze samotna opieka nad małym dzieckiem mocno utrudniała. W końcu zatrudniła się w jednej z małych firemek zajmujących się sprzątaniem domów. Jej książka opowiada historię jej drogi, opisuje próby stanięcia na nogi, a momentami wręcz po prostu przeżycia. Podejmuje też kilka trudnych tematów podejścia społeczeństwa do osób korzystających z pomocy państwa czy wykonujących tego typu prace, co autorka książki.
 
Książka złożona jest z przedmowy Barbary Ehrenreich oraz trzech części podzielonych na 27 tytułowanych rozdziałów. Land opisuje wszystkie wydarzenia oczywiście z własnej perspektywy w czasie przeszłym. Historia toczy się mniej więcej chronologicznie, choć nie jest może całkiem pod tym względem uporządkowana, co jednak zdecydowanie nie należy traktować jako minus książki. Język, jakiego autorka używa, jest prosty, zwyczajny, pozbawiony przesadnego nacechowania emocjonalnego, choć to, co Land musiała przejść, na pewno emocje w pełni by uzasadniało. Styl określiłabym jako coś pomiędzy suchym reporterskim a prywatnymi wspomnieniami.
„Udowadnianie, że jest się biednym, to ciężka i deprymująca praca.”
Z jednej strony historia jaka została tu opisana jest niezwykle smutna i trudna. Autorka przedstawia obraz małego miasteczka w USA w dosyć biednym zakątku państwa, które prócz prac dorywczych i tych w turystyce, nie ma za wiele do zaoferowania. W takim miejscu trudno żyć nie mając pracy w korporacji w oddalonym dużym mieście czy własnego dobrze prosperującego biznesu, a tym bardziej tyczy się to samotnych rodziców, którzy pracę muszą dzielić pomiędzy czas na nią a tak naprawdę ciągłą opiekę nad dzieckiem. Robiąc to całkiem samotnie, bez wsparcia rodziny czy przyjaciół, bez jakiejkolwiek pomocnej dłoni, która mogłaby czasem poratować choćby kilkoma godzinami własnego czasu, zadanie te momentami wręcz wydaje się niemożliwe. Autorka często przyznaje, że czuła się niedostatecznie dobrą matką, kiedy to chore dziecko musiała posłać do przedszkola, kiedy nie była w stanie zapewnić mu warunków mieszkaniowych takie jak powinna. To ciągła walka o przetrwanie, o godność, o możliwość życia w ludzkich warunkach.
 
Drugim trudnym tematem na pewno jest podejście społeczeństwa do osób biednych, tych korzystających z pomocy państwa. Autorka dużo razy podkreśla w książce, że traktowana była jako osoba leniwa, niewykształcona i żerująca na innych. To smutne, że ludzie są tak skorzy do oceniania innych, kiedy kompletnie nic o nich nie wiedzą. Nie wykluczam, że w Ameryce, tak samo jak w Polsce, są ludzie, którym życie na zasiłku, stołowanie się w jadłodajniach dla ubogich nie przeszkadza, jednak takie uogólnienie jest naprawdę krzywdzące. Przecież nie wiemy, co doprowadziło tych ludzi, do miejsca w którym są. Może to nie ich lenistwo, a po prostu zrządzenie losu? Jedna kiepska decyzja podjęta w niekoniecznie złej wierze? Wpływ innych ludzi? Wykorzystanie? Przemoc? Możliwości jest wiele, a założę się, że tylko niewielka garstka ludzi sprawiła, że w społeczeństwie panuje tak krzywdzący stereotyp. Land unaocznia, że nie można wydawać takich osądów, nie można oceniać całej grupy na podstawie jednej osoby. Szkoda tylko, że ci, którzy mają takie podejście, raczej po taką książkę nie sięgną. Mimo wszystko to właśnie takie tytuły podwyższają wrażliwość społeczną.
 
Land nie szczędzi też opisów własnych odczuć. Brak oparcia w kimkolwiek, trudne traktowanie przypadkowych osób czy traktowanie sprzątaczki jak powietrze, mocno obniżyły jej pewność siebie. Na pewno i związek z Travisem się do tego przyczynił, a kolejne niepowodzenia na tym tle, tylko tą niepewność powiększyły. Land w tym czasie borykała się z naprawdę niską samooceną, nie uważała się za osobę, która może w ogóle poprosić o pomoc, co tłumaczyła sama przed sobą, że na pewno są osoby potrzebujące mocniej niż ona. Na pewno należą jej się brawa za odwagę, że tak mocno odsłoniła się przed czytelnikiem, nie ukrywała swoich emocji, choć przecież mogła. Widać po niej, że wiele w życiu przeszła i nigdy na nikogo tak naprawdę nie mogła liczyć, co finalnie doprowadziło ją na samo dno życia w biedzie, ale i jej determinacja i siła ją z tego wyciągnęły.
 
Mimo wszystkich tych trudnych tematów i przejść, książka ma też pozytywny akcent. Daje wiarę, że z każdej sytuacji jest wyjście, że zawsze da się odbić od dna. Czasami jest naprawdę trudno, czasami wydaje się to niewykonalne, jednak nie można przestać dążyć w tym jaśniejszym kierunku. Land miała przy sobie Mię, nad którą opieka na pewno mocno wyjście z biedy utrudniała, jednak to właśnie dzięki córce z tej biedy wyszła. Dzięki miłości matczynej zmieniła swoje życie, miała motywację by walczyć. I udało jej się, co na pewno doda wiary osobom w podobnej sytuacji. I nie tylko – świadomość, że nigdy nie jest na tyle źle, by nie dało się z tego wyjść jest naprawdę podnosząca na duchu.
„Być może na tym polegała nauka płynąca z obecnej sytuacji: doceniaj to, co masz, życie, jakie masz, wykorzystaj przestrzeń, jaką otrzymałaś.”
Na koniec jeszcze jedno zagadnienie. Przed lekturą doszły do mnie takie głosy, że autorka obarcza „system” za swoją sytuacją. Nie wydaje mi się, by była to prawda. Oczywiście Land wspomniała w książce, że ograniczenia dotyczące zarobków i tym podobne progi, by móc korzystać z pomocy państwa, mocno utrudniają życie osobom na granicy, jednak tak raczej jest w większości państw, to po prostu polityka – jakieś zasady, jakieś granice korzystania z zapomóg muszą istnieć. Poza tym Land nie mówi nic złego na temat tych wspomagających programów – wręcz odwrotnie, wymienia ich naprawdę dużo, więc osoby, które znalazły się w podobnej sytuacji mogą dowiedzieć się o źródłach pomocy, o których wcześniej nie wiedziały. Land otrzymała od państwa pomoc w najgorszym momencie, dostała dach nad głową, więc obarczania go winą naprawdę tutaj nie widzę.
 
Podsumowując, książka Stephanie Land to nie tylko historia o tym, jak ludzie postrzegają osoby sprzątające w ich domach. To szeroki obraz walki młodej matki o godne życie dla niej i jej córki. Historia momentami bardzo trudna, jednak dająca nadzieję, motywację i zapewnienie, że się da. To też spojrzenie na osoby biedne od środka, które może zmienić postrzeganie tej grupy przez resztę społeczeństwa. Biję autorce brawo za odwagę napisania tej książki.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Czarne!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

stycznia 27, 2021

"Kłamczuch" Jędrzej Pasierski - recenzja premierowa

"Kłamczuch" Jędrzej Pasierski - recenzja premierowa

 

Autor: Jędrzej Pasierski
Tytuł: Kłamczuch
Cykl: Nina Warwiłow, tom 4
Data premiery: 27.01.2021
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 296
Gatunek: kryminał
 
Jędrzej Pasierski na polski rynek kryminalny wkroczył latem roku 2018 pierwszym tomem cyklu o Ninie Warwiłow pt. „Dom bez klamek” (recenzja– klik!). Wcześniej pracował jako prawnik zajmujący się ochroną środowiska oraz współpracą państw Europy Środkowo-Wschodniej. Swoje zamiłowanie do środowiska przemycił w thrillerze z 2019 pt. „W imię natury” (recenzja – klik!), a i do tej pory seria o Ninie rozrosła się do czterech tomów. Za kreację tej postaci autor został wyróżniony w konkursie Czarny Kapelusz na Festiwalu ‘Granda’, a niedawno zdobył też Nagrodę Wielkiego Kalibru za drugi tom cyklu pt. „Roztopy” (recenzja– klik!). Recenzje wszystkich jego książek znajdziecie tu na blogu. (recenzjatomu trzeciego pt. „Czerwony świt” – klik!)
 
Akcja powieści „Kłamczuch” toczy się latem, w lipcu. Nina razem ze swoją 3letnią córką Milą wybierają się na wakacje w Beskid Niski. Tym razem zatrzymują się we wsi Pyrowa oddalonej nieco od Gorlic, miejsca akcji z „Roztopów”. Niestety Nina i tak zostaje szybko we wsi rozpoznana, po kilku dniach jej pobytu wszyscy już wiedzą, że jest policjantką z Warszawy, która kilka lat temu zrobiła w okolicy niezłe zamieszanie. Jeden z sąsiadów, starszy pan, pijak, często ją zaczepia i opowiada o zbrodniach, które zostały zamiecione pod dywan. Nina nie zwraca na niego uwagi, zgodnie z zapewnieniem całego miasteczka zakłada, że mężczyzna po prostu nałogowo kłamie. Jednak, kiedy w pewną niedzielę znajduje go w jego własnej kuchni z poderżniętym gardłem, nie jest już taka pewna, czy faktycznie staruszek zmyślał. Tylko która z jego opowieści była tą, co doprowadziła do jego śmierci?
 
Książka składa się z 46 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównie podąża za trójką bohaterów – Niną, policjantem Karpiukiem i mieszkanką wsi, młodą kobietą Justyną. Styl jest przyjemny, jest dużo dialogów, narrator zwraca uwagę zarówno na myśli postaci, jak i na otoczenie. Całość czyta się dobrze, choć raczej na spokojnie, nie ma tutaj wielkich zwrotów akcji czy napięcia, przez które czytelnik obgryzałby ze zdenerwowania paznokcie. Jest solidne śledztwo z dobrze umotywowaną zbrodnią.
 
Tak jak w „Roztopach”, tak i tutaj autor porusza historyczną przeszłość rejonu. Akcja „Wisła” i historia Łemków odgrywa tutaj pewną rolę, jednak tym razem nie wysuwa się ona na plan pierwszy. Tym razem większą uwagę przyciąga okres początku lat 90tych XX wieku, czasy, kiedy zmiana systemu politycznego przyniosła całkiem inne możliwości rozwoju. Autor skrupulatnie opisuje jak wyglądało wtedy prawo dotyczące zarówno mienia jak i prowadzenia biznesu. Zarówno historia Łemków jak i biznesmenów opisana jest dobrze, choć są to tematy, które trzeba lubić w kryminałach – ja najczęściej raczej unikam tego typu wątków, więc nie mogę powiedzieć, żeby i tu fabuła wywołała u mnie wypieki na twarzy.
 
Oprócz tych historyczno-politycznych zagadnień trzeba też wspomnieć o tytułowym kłamczuchu. Dzięki tej postaci możemy się przyjrzeć jak wygląda rozsiewanie plotek na tak małym terenie, jak ich szerzenie wpływa na mieszkańców wsi i jak nastawia ich wrogo do samego plotkarza. Warto przyjrzeć się temu tematowi od strony psychologicznej.
 
Na koniec chciałam jeszcze wspomnieć o postaci Niny. W tym tomie w końcu bohaterka przedstawiona jest szerzej jako matka. Ma pod opieką 3letnią córkę i chce jej zapewnić naprawdę przyjemne wakacje. Śledztwo oczywiście budzi w niej detektywa, więc znowu ścierają się w niej dwie osobowości, które chcą czego innego. Na szczęście tym razem Nina wykazuje się trochę większą dojrzałością niż poprzednio, więcej o córce myśli i stara się pogodzić swojego wewnętrznego detektywa i matkę w jednym. Czytelnik zatem obserwuje jej rozdarcie, jej próby dostosowania się do sytuacji. Myślę, że jej emocje były dobrze oddane, a mnie osobiście cieszy zmiana, jaką widzę w charakterze głównej postaci. Nie można zatem odmówić autorowi dobrego portretu psychologicznego policjantki.
 
Podsumowując, „Kłamczuch” to dobry kryminał. Może nie budzi wielkich wypieków na twarzy, ale widać pracę jak dużą autor włożył w powstanie książki, a całość czyta się łatwo i po prostu dobrze. Do mnie trochę nie trafił do końca ten polityczno-społeczny wątek, więc nie sądzę, żeby książka została w mojej głowie na długo, ale na szczęście szczerze mogę przyznać, że podobała mi się na pewno bardziej niż „Roztopy”, które poruszały podobne wątki. Na pewno nie rezygnuję z tej serii, ale mam nadzieję, że kolejny tom okaże się tak dobry jak trzeci pt. „Czerwony świt”.
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość przeczytania książki przed premierą dziękuję Wydawnictwu Czarne!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

czerwca 19, 2020

"Tragedia na Przełęczy Diatłowa. Historia bez końca" Alice Lugen

"Tragedia na Przełęczy Diatłowa. Historia bez końca" Alice Lugen


Autor: Alice Lugen
Tytuł: Tragedia na Przełęczy Diatłowa. Historia bez końca
Data premiery: 06.05.2020
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 280
Gatunek: reportaż

Zagadka śmierci uczestników wyprawy na Przełęcz Diatłowa z 1959 roku jest największą niewyjaśnioną tajemnicą w wyprawach górskich. Na jej temat powstało już wiele książek, zarówno tych z literatury faktu, jak i zbeletryzowanych historii, a także duża liczba filmów dokumentalnych. Mimo tego sama zagadka do tej pory została niewyjaśniona. Alice Lugen, polska autorka ukrywająca się pod tym pseudonimem, w swojej książce zebrała wszystkie dostępne informacje o tragedii i opisała je w kolejności chronologicznej na tle dobrze zarysowanego tła społeczno-politycznego. To książka niewielka, lecz treściwa, która uporządkowuje wiedzę i daje szersze spojrzenie na tą historię.

Książka podzielona jest na czternaście tytułowanych rozdziałów. Napisana jest językiem prostym, lektura nie sprawia trudności – oczywiście trzeba się przy niej skupić bardziej niż na beletrystyce, jednak spokojnie da się wszystko zrozumieć za pierwszym razem. Reportaż opatrzony jest też kilkoma zdjęciami obrazującymi wyprawę oraz późniejszą akcję poszukiwawczą. Oczywiście na końcu książki znajdziemy bogatą bibliografię.

W skrócie historia wygląda tak: w 1959 roku 9 młodych osób wybrało się na wyprawę górską – mieli w planach zdobyć zimowy szczyt Otorten. Sama góra nie jest wysoka, lecz ma bardzo trudne podejście – otoczona jest rozległą tajgą. Uczestnicy wycieczki jednak na ten szczyt nie dotarli – kilka dni po starcie wydarzyło się coś niewyjaśnionego wskutek czego wszyscy umarli. Wybiegli w panice z namiotu bez ciepłych ubrań i butów i z jakiegoś powodu do niego nie wrócili. W wyniku błędu akcja ratunkowa nie wyruszyła na czas, dopiero po prawie 3 tygodniach rozpoczęły się poszukiwania. Trwały długo, dopiero w maju znaleziono ostatnie ciała. Śledztwo zostało szybko umorzone, w przyczynie zgonu prokurator wpisał „potężna siła”. Od tej pory władza milczy na ten temat, choć w biegiem czasu dziennikarze śledczy wykryli sporo niewiadomych, sugerujących, że ówczesna władza może mieć coś wspólnego z tym co się wydarzyło. Dlaczego jednak dalej, po ponad 60 latach, milczą na ten temat?
„W 1990 roku Iwanow pragnął przede wszystkim przykuć uwagę czytelników. Chciał, aby ludzie zaczęli mówić o tragedii, interesować się kulisami śledztwa. Ten cel niewątpliwie osiągnął. Dzięki niemu wydarzenia na Przełęczy Diatłowa doczekały się miana jednej z największych zagadek XX wieku.”
O tej historii mówi się w sumie cały czas, od samego 1959 roku. Wtedy to śledztwo szybko umorzono bez specjalnego wyjaśnienia, co faktycznie się stało. Sprawa oczywiście była drążona dalej przez rodziny i znajomych zmarłych, jednak dopiero w 1990 roku zrobiło się nie niej znowu głośno, gdy prokurator Iwanow oficjalnie przyznał, że śledztwo zostało zamknięte przez naciski z góry, a prawdziwą przyczynę śmierci turystów ukryto przez społeczeństwem. Wyraził też nadzieję, że może teraz uda się dojść do sedna sprawy i przeprosił rodziny zmarłych. Od tego czasu znowu zawrzało. Jednak nadzieja Iwanowa była płonna – władza nadal utrudniała dostępu do informacji. Dopiero teraz w 2018 roku pod naciskiem społeczeństwa śledztwo wznowiono, jednak i tym razem zrobiono z ludzi głupców – nikt z osób rządzących w Rosji nie chce zdradzić prawdziwej przyczyny śmierci turystów. Nawet teraz, oficjalnie mówią, że za tragedię należy winić warunki atmosferyczne, co przy dowodach, które są społeczeństwu powszechnie dostępne, jest po prostu kpiną. Co tam się stało takiego, że od ponad 60 lat ta tajemnica jest tak pilnie strzeżona?
„Nie co dzień trafia się tajemniczy prokurator z tajemniczymi naciskami na tajemnicze śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci tajemniczych ludzi…”
Alice Lugen systematycznie i skrupulatnie przedstawia wydarzenia krok po kroku. Opisuje najpierw tło społeczne, uświadamia jak poważnie wtedy podchodzono do tego rodzaju sportu. Później przedstawia uczestników wyprawy, jacy byli, czym się interesowali, z jakich rodzin się wywodzili. Jednak najważniejsze, że wskazuje, iż każdy z uczestników wyprawy nie był żółtodziobem, to byli turyści zaprawieni w naprawdę trudnych wyprawach, którzy zawsze spokojnie potrafili ocenić warunki, w których przyszło im przebywać i tym samym odrzuca hipotezę o winie samych turystów. Następnie, głównie na podstawie zeznań świadków i wpisów z dzienników, opisuje przebieg wyprawy, a także późniejsze działania grupy poszukiwawczej oraz sam przebieg śledztwa kryminalnego. Wytyka tutaj zaniedbania jakich dopuścili się ci, którzy mieli czuwać nad bezpieczeństwem wyprawy oraz wskazuje dziwne zachowanie władzy. Na koniec krótko opowiada o Juriju Judinie, który ruszył razem z dziewięcioma pozostałymi, jednak szybko zawrócił z powodów zdrowotnych – opisuje jego dalsze losy, jego obsesję, by sprawę wyjaśnić. Niestety nawet jemu się to nie udało. Całość zamyka się w czasach współczesnych wznowionym śledztwem, o którym już wspomniałam.

Temat tej wyprawy jest już obgadany z każdej strony. Praca Alice wyróżnia się tym, że nie skupia się na samych hipotezach, nie dochodzi sama do tego, co mogło się tam stać, a rzetelnie opisuje warunki wyprawy i dalszego śledztwa, skupia się na tle społecznym i politycznym. Książka ta dalej szeroki obraz sprawy, przez co wnioski wyciągają się wręcz same. Lugen uwidacznia też ogromną ilość niewiadomych, niewyjaśnionych szczegółów, które nie pasują do hipotez sugerowanych przez oficjalne kanały władzy.

Podsumowując, książka Lugen jest dobrym zbiorem informacji na temat tajemniczej śmierci dziewięciorga turystów. Przedstawia rzetelnie tło społeczno-polityczne i uwidacznia niedociągnięcia władzy zarówno w tamtych czasach jak i teraz, przez co nadal zagadka zostaje niewyjaśniona. Alice nie kusi się o własne hipotezy, choć w sumie po przeczytaniu tej książki przypuszczenia mogą iść tylko w jednym kierunku. Ja wcześniej o wyprawie znałam podstawowe informacje, więc na pewno książka poszerzyła moją wiedzę. Polecam wszystkim tym, którzy chcą na sprawę spojrzeć szerzej.

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czarne!

lutego 25, 2020

"Czerwony świt" Jędrzej Pasierski - recenzja przedpremierowa

"Czerwony świt" Jędrzej Pasierski - recenzja przedpremierowa

Autor: Jędrzej Pasierski
Tytuł: Czerwony świt
Cykl: komisarz Nina Warwiłow, tom 3
Data premiery: 26.02.2020
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 304

Jędrzej Pasierski to dosyć świeże nazwisko na polskim rynku kryminalnym. Autor debiutował w czerwcu 2018 roku pierwszym tomem serii o Ninie Warwiłow, policjantce detektyw z warszawskiej Pragi. Od tego czasu na rynku ukazały się jeszcze dwie jego powieści, a teraz 26 lutego premierę będzie miała kolejna. Za kreację Niny autor został już też wyróżniony w konkursie Czarny Kapelusz 2019 na festiwalu Granda. Ja jego pisarską karierę śledzę od samego początku, recenzję każdej z jego książek możecie znaleźć tu na blogu. Muszę od razu też przyznać, że trzeci tom o Ninie pt. „Czerwony świt” jest jak na razie najlepszą książką jaką autor napisał! To bardzo dobrze wróży na przyszłość, mam nadzieję, że świadczy to o rozwoju pisarza.

Akcja powieści „Czerwony świt” rozpoczyna się w piątek 20 marca 2015. W godzinach przedpołudniowych ma miejsce całkowite zaćmienie słońca, podczas którego umiera młoda aktorka Sara Kosowska. Jej śmierć od początku jest podejrzana, a ze względu na potencjalny rozgłos sprawy zostaje do niej oddelegowana najlepsza śledcza z warszawskiej Pragi komisarz Nina Warwiłow. Asystuje jej wiernie aspirant Chodkowski. Od początku policjanci mają wąskie grono podejrzanych – podczas śmierci Sary w jej towarzystwie obecnych było tylko 5 osób, z czego jedna, obca dla pozostałych, ulotniła się z mieszkania w strategicznej godzinie. Kim jest nieznajoma? Czy to ona stoi za śmiercią aktorki?

Książka składa się z 54 krótkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator obserwuje każdego z uczestników tego zamieszania. Styl autora jest prosty i dosadny, ale często można się natknąć na ciekawe i całkiem zabawne sformułowania np. najbardziej zapadło mi w pamięć ‘jeśli nie mam racji to zjem swoją odznakę’. Książkę czyta się szybko, łatwo i przyjemnie, chociaż świat w niej przedstawiony do kolorowych nie należy. Narrator jest świetnym obserwatorem aktualnej rzeczywistości i nie waha się często o tym napomykać. Akcja głównie oparta jest na dedukcji, rozmowach i wyszukiwaniu informacji, nie ma tu dzikich pościgów, co nie umniejsza napięciu jakie dobrze rozpisana zagadka gwarantuje czytelnikowi.

Śledztwo w powieści opiera się trochę na zagadce zamkniętego pokoju – mały ograniczoną liczbę podejrzanych, obserwujemy zachowanie każdego z nich. Potencjalnie jednak żadna z tych osób nie miała powodu, by zabić aktorkę, więc znalezienie motywu wydaje się tu kluczowe. Podobało mi się takie poprowadzenie akcji, lubię kryminały oparte na dobrej, ostatecznie jednak w sumie całkiem prostej zagadce.

Już w pierwszym tomie cyklu pisałam, że polubiłam główną bohaterkę. W drugim coś się podziało, nie mogłam jej zrozumieć, ale w tym na szczęście wróciła Nina z tomu pierwszego. A nawet jeszcze ciekawsza, bardziej zajmująca, dojrzalsza i próbująca ogarnąć swoje własne życie. Teraz kobieta ma dwuletnie dziecko, chorego ojca, dwóch byłych partnerów. Próbuje to wszystko poskładać do kupy, jakoś ogarnąć codzienną rzeczywistość, co nie jest proste, kiedy ma się tak zajmującą pracę i wychowuje się samotnie dziecko. Nina jest też trochę rozczarowana może nie do końca życiem, ale na pewno szybkim upływem czasu, który jakoś tak uciekł jej przez palce... Myślę, że wielu z nas może się z nią utożsamić, w końcu kto w aktualnych czasach nie narzeka na życie w biegu? Na ciężkie próby pogodzenia pracy z obowiązkami prywatnymi? I gdzie tutaj jeszcze miejsce na odpoczynek czy jakiekolwiek przyjemności? Tak, dorosłość bywa ciężka, a życie i rozterki głównej bohaterki świetnie te realia oddają.

Jak pisałam, rzeczywistość przedstawiona w powieści do kolorowych nie należy. Oprócz ciągłego życia w biegu, notorycznego stania w korkach i ogólnej walki ze zmęczeniem, miejsce zdarzeń prezentuje się raczej duszno i przytłaczająco. Wszędzie pełno ludzi zapatrzonych w telefony, rozwiązujących problemy poprzez alkohol czy narkotyki. W treść powieści autor sprytnie też przemycił kilka uwag dotyczących aktualnych czasów jak np. promowanie się w mediach społecznościowych, dwóch różnych życiach (tym prawdziwym i tym medialnym) tej samej osoby, narkotykach jako coraz popularniejszym sposobie na ucieczkę od problemów czy choćby chińskich produktach zalewających europejskie rynki. Między innymi właśnie za takie aktualne smutne, ale prawdziwe spostrzeżenia, lubię sięgać po prozę tego autora. Zawsze znajdzie ciekawy sposób by w swojej powieści przemycić coś więcej.

Oczywiście o książce mogłabym jeszcze pisać i pisać, ale to nie czas teraz na dłuższe referaty czy analizy. To jest po prostu naprawdę dobry kryminał, który każdy fan tego gatunku powinien przeczytać. Dobre śledztwo, skupienie na szczegółach i dedukcji, ciekawe, ale bardzo ludzkie postacie i oczywiście dobra zagadka to coś, co gwarantuje udaną lekturę. Zaznaczę też, że książkę można czytać bez znajomości poprzednich tomów. Bardzo mi się ta historia i jej sposób przedstawienia podobały i mam nadzieję, że taką formę autor już utrzyma! Czekam co zaprezentuje nam jako następne 😊

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Czarne!

października 15, 2019

"Wędrowny Zakład Fotograficzny" Agnieszka Pajączkowska

"Wędrowny Zakład Fotograficzny" Agnieszka Pajączkowska

Tytuł: Wędrowny Zakład Fotograficzny
Data premiery: 14.08.2019
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 384

O Wędrownym zakładzie Fotograficznym usłyszałam trzy lata temu w Polskim Radiu Trójka. Mówili o autorce, Agnieszce Pajączkowskiej, o tym, że jeździ żółtym busikiem wzdłuż wschodniej granicy i za zdjęcia zbiera historie. Bardzo mnie to wtedy zaintrygowało, więc w momencie kiedy dowiedziałam się, że z tego projektu powstała książka, to wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać!
„Kiedy dostanę za zdjęcie obiad, łubiankę truskawek albo siatkę z jajkami, to wtedy dotrę do pogranicza fotografii – miejsca, w którym na ona swoją wartość wymienną, nie jest celem, tylko pretekstem do spotkania. Na tym wymiana się skończy, ale zacznie się o wiele więcej.”
Autorka projekt ten realizuje od 2012 roku. Co roku latem wsiada do swojego żółtego trzydziestoletniego volkswagena T3, w którym ma łóżko i kuchnię i wyrusza w drogę w poszukiwaniu dawnych historii. Głównym celem jej wyprawy są malutkie zapomniane wsie wzdłuż granicy wschodniej, te, które doznały największych zmian po II wojnie światowej, tj. wysiedlenia, akcja „Wisła” czy rzeź Wołyńska. Pomysł na Wędrowny Zakład Fotograficzny autorka zaczerpnęła po prostu z historii – dawniej istniał taki zawód jak obwoźny fotograf, który oferował napotkanym mieszkańcom zdjęcia do dowodów, paszportów czy portrety. Agnieszka zdecydowała się na mniej oficjalną formę – zwyczajne zdjęcia, najczęściej po prostu pamiątkowe, drukowane na małej przenośnej drukarce.
„Gdy wszystko stawało się cyfrowe, ona (drukarka), na przekór, zamieniała piksele na papier.”
Zdjęcia, które miały być tylko pretekstem do zagajenia rozmowy, do poznania historii z dawnych lat, tych prywatnych, osobistych wspomnień. I właśnie z tych zasłyszanych historii powstała książka. Nie jest to opowieść ciągła, a właśnie wyrywkowe rozmowy, wspomnienia, spostrzeżenia z podróży.

Kompozycyjnie książka podzielona jest na lata 2012 – 2017, które z kolei dzielą się na państwa, obok których granicy autorka jeździła. Książkę otwierają 3 piękne cytaty dotyczące fotografii, dostajemy też bardzo konkretny wstęp, w którym autorka pisze o celu podróży i przygotowaniach do wyprawy. Całość zamykają podziękowania, z których też można zaczerpnąć trochę informacji. W książce znajdziemy oczywiście też kilka fotografii przywiezionych z drogi.

Jeśli chodzi o samą Agnieszkę Pajączkowską, to jest to bardzo kreatywna dusza. Organizuje, bierze udział i wspiera wiele projektów kulturalnych, jak sama twierdzi, interesuje ją łączenie sztuki z praktyką. Chce, by sposób przedstawienia skłaniał do myślenia. Interesuje się przeszłością, po to, by dowiedzieć się czegoś o teraźniejszości. Działa samotnie, w zespole, koordynuje działania innych. Jest laureatką konkursu „Kulturystka Roku 2016” oraz w tym roku wydała razem z Aleksandrą Zbroją książkę „A co wyście myślały? Spotkania z kobietami z mazowieckich wsi”.

Teraz trochę o stylu książki. Tak jak już wspomniałam, książka składa się z wielu krótkich historii, wręcz wyrywków opowieści. Czasami autorka przytacza całe rozmowy, czasami opowiada własnymi słowami – jak sama wspominała we wstępie, część rozmów nagrywała, z części robiła tylko notatki. Nie zmienia to jednak faktu, że książka pisana jest bardzo ładnym językiem, z dużym poszanowaniem słowa. Oczywiście często natykamy się w treści na naleciałości wschodnie, jednak nie sprawia to żadnym problemów w czytaniu i zrozumieniu treści. Szczerze przyznam się, że mimo, że podczas czytania jakoś nie zwróciłam uwagi na ten ładny język, po prostu książkę czytało mi się łatwo i przyjemnie, tak jak skończyłam tę i zaczęłam czytać kolejną, to doznałam szoku językowego (że tak się wyrażę). Dopiero w porównaniu z inną byłam w stanie docenić tę dbałość o piękny styl wypowiedzi.

W książce znajdziemy wiele różnych opowieści. Oczywiście nacisk autorka kładzie na rozmowy z napotkanymi osobami, głównie ze starszymi, które wypytywała o czasy wojenne i powojenne. Wiele osób przytaczało swoje wspomnienia z czasów przesiedleń, opowiadało jak to wszystko wyglądało, jak zmuszani byli do porzucania dotychczasowego życia i przerzucani po prostu w inne miejsce. Jak rozpadały się rodziny, jak urywały przyjaźnie, ginęły miłości. Wiele osób wspomina też jak wyglądało ich codzienne życie, jak się zarabiało, jak zawierało małżeństwa, wychowywało dzieci. Te opowieści są mocno napakowane emocjami, muszę przyznać, że nieraz się wzruszyłam. Niemniej jednak warto podkreślić, że książka zmusza do wielu refleksji, nie tylko nad tym co było, ale co jest, co mamy teraz. Pokazuje też, że narodowość nie jest ważna, chociaż wielu napotkanych ludzi uważa inaczej.
„Dotarło do mnie, że przez miesiąc będę rozdawała raczej byle jakie zdjęcia, dostając w zamian sytuacje, które obtłuką mnie jak emaliowaną miskę, odrapią skutecznie z przyjemności sentymentalnego myślenia o wsi.”
Prócz historii z dawnych czasów autorka opisuje też swoje podróże, jakie emocje jej towarzyszyły, opisuje różne dziwne sytuacje i rozmowy. Część z nich jest zabawna, część dosyć straszna. Osobiście bardzo podziwiam autorkę za odwagę – w końcu większą część podróży jeździła sama (później z psem, jednak raczej nie obronnym 😉 ) po małych wioskach, gdzie nie wiedziała co znajdzie. Mi osobiście zabrakło by odwagi, a autorka, mimo kilku niepokojących sytuacji, nie poddała się, nie zrezygnowała w połowie, nie dała się zniechęcić. Naprawdę chylę czoła!

Podsumowując, „Wędrowny Zakład Fotograficzny” to naprawdę lektura godna uwagi. Piękne opowieści, piękny styl, piękne zdjęcia. I mimo że decydując się na tę książkę spodziewałam się trochę czegoś innego (liczyłam na jedną ciągłą opowieść z trasy i wiele zdjęć, a dostałam wyrywkowe wspomnienia i rozmowy i tylko kilka fotografii), to muszę powiedzieć, że nie żałuję, a wręcz jestem książką oczarowana! Wiele też się z niej nauczyłam i dała mi dużo do myślenia, o ludziach, ich losach, i ogólnie życiu zarówno dawnym jak i tym aktualnym, codziennym. Bardzo się cieszę, że mogłam tę książkę przeczytać, na pewno na długo zostanie w mojej pamięci.
Zachęcam też do odwiedzenia strony internetowej projektu, gdzie znajdziecie piękne zdjęcia i wiele opisów – można przepaść na dobrych kilka godzin! http://wedrownyzakladfotograficzny.pl/

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarne!


sierpnia 28, 2019

"Pokuta" Anna Kańtoch

"Pokuta" Anna Kańtoch

Tytuł: Pokuta
Data premiery: 31.07.2019
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 352

„Pokuta” to trzeci kryminał osadzony w realiach PRLu autorstwa Anny Kańtoch. Dla mnie jednak to było pierwsze spotkanie z twórczością autorki i od razu przyznam, że nie spodziewałam się aż takiej uczty kryminalnej! Gdybym wiedziała, co autorka potrafi wyczarować, na pewno po jej książki sięgnęłabym wcześniej! Ale o tym za chwilę 😊
Anna Kańtoch znana jest głównie z książek w tematyce szeroko pojętej fantastyki. Debiutowała w 2004 roku opowiadaniem w czasopiśmie, rok później został wydany jej zbiór opowiadań. Od tego czasu autorka zdobyła wiele nagród literackich, jest np. pięciokrotną laureatką nagrody im. Janusza A. Zajdla. W 2016 roku autorka porwała się na powieść inną gatunkową – kryminał pt. „Wiara”. Jak sama przyznaje kryminalne zagadki były z nią od zawsze, od tego gatunku w latach młodzieńczych zaczynała swoją przygodę z pisaniem, dopiero później urzekła ją fantastyka. Teraz zdecydowała się na powrót do tego gatunku, z czego cieszę się niezmiernie! „Łaska” została nagrodzona Kryminalną Piłą, a kolejny kryminał autorki pt. „Wiara” otrzymała Nagrodę Specjalną im. Janiny Paradowskiej. Myślę, że „Pokuta” też na pewno otrzyma swoje wyróżnienie! 😊

Akcja powieści „Pokuta” toczy się na w małej nadmorskiej miejscowości Przeradowo w drugiej połowie lat 80tych. Pod koniec września na plaży została znaleziona martwa młoda dziewczyna –uduszona i porzucona. Policja szybko aresztowała sprawcę. Młody chłopak zakochany w dziewczynie, Andrzej Biały oczekuje w więzieniu na rozprawę, kiedy z początkiem listopada na komendę zgłasza się starszy pan, włóczęga, Jan Kowalski i twierdzi, że to on jest mordercą dziewczyny. I to nie tylko tej, a sześciu, które mordował zawsze we wrześniu równo co 7 lat. Jak to możliwe, że nikt nie zauważył powtarzalności znikania dziewczyn? Kim jest Jan Kowalski? Czy można mu wierzyć? Z tymi i innymi pytaniami przyjdzie się zmierzyć zwyczajnemu milicjantowi starszemu sierżantowi Krzysztofowi Igielskiemu...

Kompozycyjnie książka podzielona jest na 6 części. Każdą z nich otwiera scena z czasów morderstwa dziewczyny, po czym akcja przenosi się półtora miesiąca później, kiedy dzieją się aktualne wydarzenia. Te podzielone są na dni opatrzone dokładną datą. Mimo braku podziału na tradycyjne rozdziały nie odczułam dyskomfortu pod tym względem, książkę czytało się szybko i sprawnie.
Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża głównie za milicjantem Igielskim oraz nastolatką Polą. Styl powieści jest spokojny i uważny.  Ogólnie jest to kryminał w starym stylu, nawiązujący do klasyki, gdzie nie liczy się brutalność i efekciarstwo, a intryga i dedukcja śledczego.

Śledczym tym jest wspomniany już starszy sierżant Krzysztof Igielski. To mężczyzna po 40stce, z małym brzuszkiem, misiowaty i flegmatyczny, który nie wymaga od swojego życia za wiele. Jego marzeniem jest po prostu rodzina, żona, dom, dzieci i spokojna egzystencja.
„...był trochę dumny ze swojej sympatii do zwyczajności. Ludzie gonili nie wiadomo za czym, a przecież tak naprawdę mało kto był stworzony do czegoś bardziej oryginalnego niż przeciętność.”
Niestety rzeczywistość wygląda inaczej – Igielski mieszka sam w małej kawalerce, a jego lodówka ciągle świeci pustkami. Rok temu zostawiła go partnerka, z którą miał nadzieję spędzić resztę życia. Pozornie pogodził się ze startą, jak sam przyznaje radzi sobie po jej odejściu. Igielski to dobry glina. Mimo tego, że zamordowana dziewczyna to jego bodajże drugie zabójstwo w życiu, to sierżant nie traci zimnej krwi. Potrafi się skupić, analizuje i robi użytek z logicznego myślenia.

Pomaga mu w tym lekarz psychiatra Edward Nowacki, jego dobry przyjaciel, pasjonujący się kryminologią. Mężczyźni spotykają się często wieczorami w domu lekarza i przy kolacji i piwku omawiają sprawę oraz prowadzą na jej temat szerokie rozważania, a żona lekarza czuwa by panowie nie czynili takich wysiłków o pustych żołądkach. Każda taka jedna scena w domu Nowackiego to mistrzostwo, świetne nawiązanie do klasyki kryminału.

Sporą rolę w historii odgrywa też nastolatka Pola. Ledwo po maturze, kiedyś w dzieciństwie przyjaźniła się z zamordowaną dziewczyną. Pola jest samotna i smutna, nie potrafi poradzić sobie z własnym życiem, ma bardzo niską samoocenę i brak pomysłu na dorosłe życie. Co dzień pomaga matce w pensjonacie umierając przy tym z nudów. Kiedy dziewczyna dostaje od matki zamordowanej kilka rzeczy należących do Reginy, odkrywa tam kilka niepokojących rzeczy, które popychają ją do małego samodzielnego śledztwa.... To naprawdę świetnie zbudowana postać literacka! Wzbudza w czytelniku wiele emocji.

Akcja powieści, jak już wspominałam, toczy się niespiesznie, zgodnie ze stylem życia w małej miejscowości, gdzie nigdy nic się nie dzieje. Intryga jest poprowadzona mistrzowsko, chociaż ciągle jeszcze nie wiem jaki mam stosunek do zakończenia – na pewno jest mocno nieoczywiste, moje przypuszczenia biegły zupełnie w innym kierunku.

Klimat PRLowski też mnie zadowolił. Bałam się trochę czy nie będzie on za nachalny, czytałam już kilka opowiadań innych autorów, które trochę mnie zniechęciły do tego okresu jeśli chodzi o akcję powieści kryminalnej. Tutaj jednak nie mam nic do zarzucenia – PRL nie wpycha się drzwiami i oknami, jest wyciszony i spokojny, gdzieś tam w tle. Dla mnie perfekcyjnie.

Ogólnie jestem zaskoczona jak dobra to była lektura. Lubię klimaty małomiasteczkowe i te w okolicach morza, więc wiedziałam, że historia mi się spodoba, ale nie myślałam, że aż tak! A tutaj dostałam kryminał w starym stylu, dokładnie tak jak lubię. Postacie są ciekawe, ale nie pozbawione wad, dialogi rewelacyjne! Akcja spokojna, intryga dobrze zaplanowana. Czytanie tej książki to była dla mnie czysta przyjemność – teraz nie pozostaje mi nic innego jak szybko sięgnąć po dwa pozostałe kryminały autorki. Teraz już wiem na co Kańtoch stać!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarne!

lipca 17, 2019

"W imię natury" Jędrzej Pasierski

"W imię natury" Jędrzej Pasierski

Tytuł: W imię natury
Data premiery: 19.06.2019
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 304

„W imię natury” to trzecia wydana powieść Jędrzeja Pasierskiego. Rok temu autor debiutował pierwszym tomem cyklu o Ninie Warwiłow, w styczniu ukazała się jego druga część. „W imię natury” jest osobną historią i, wydaje się, że najbliższą sercu autora – w końcu bohater powieści nosi wiele cech i wydarzeń z życia samego autora. Pasierski, prawnik środowiskowy, kilka lat temu rzucił pracę, która go wykańczała. Zaczął szukać w życiu tego co da mu radość, malował, aż w końcu zdecydował się na pisarstwo. W związku z tym temat ochrony przyrody poruszany w powieści jest znany autorowi od podszewki.

„W imię natury” to nazwa fundacji, organizacji non-profit zajmującej się prawną ochroną przyrody. Jej założyciel, Mateusz Chabrowski, kiedyś prawnik wielkiej korporacji, wiedzie teraz spokojne życie pod Warszawą, a z pracy wychodzi o stałych porach. Ma dwójkę dzieci, żonę artystkę i psa. Sielanka jednak szybko zostaje przerwana kiedy do fundacji dociera zdjęcie człowieka leżącego na zamarzniętej tafli jeziora – wygląda na martwego. Zdjęcie nie było zaadresowane, jednak Mateusz bierze je ze sobą i pokazuje żonie. Maja trochę dziwnie na nie reaguje, a dzień później znika. Nie ma jej w domu, w pracowni, telefon jest wyłączony. W pracowni obraz, nad którym pracowała ciężko ostatnimi czasy, jest zniszczony – wygląda jakby ktoś na niego upadł. Mateusz zgłasza sprawę na policję, jednak ci nie wyglądają na przejętych... Mężczyzna musi sam dowiedzieć się co się stało, pamiętając jednak, że pod swoją opieką ma małe dziecko i nastolatkę...

Kompozycyjnie książka podzielona jest na 38 krótkich rozdziałów. Przez większą część powieści narrator jest pierwszoosobowy czasu przeszłego, narratorem jest Mateusz. W chwili gdy uwaga skupia się na Żeni, Ukraińcu, który chwilowo przebywa w Polsce, narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Styl powieści jest dosyć potoczny, narracja prowadzona jest energicznie.

Głównym bohaterem jest oczywiście Mateusz Chabrowski. Mężczyzna koło 40stki, pozornie szczęśliwy mąż i ojciec. Jednak nigdy nie jest tak kolorowo jak się wydaje – w małżeństwie wiszą tajemnice, z córką nastolatką też jest sporo problemów. W pogoni za spokojniejszym życiem rodzina przeniosła się pod Warszawę, w okolice Puszczy Kampinoskiej, jednak i tak ich życie dalej kręci się wokół Warszawy – Mateusz właśnie tam prowadzi swoją fundację, Maja ma pracownię, a dzieci chodzą do szkoły i przedszkola. Mateusz, po zrezygnowaniu z pracy w korporacji, zmienił podejście do życia – zwolnił, bardziej skupił na rodzinie. Jest człowiekiem dosyć wybuchowym, chociaż też wiele trzyma w sobie... Ostatecznie jednak ma duże poczucie obowiązku wobec dzieci i kocha swoją żonę.

Wszystkich pozostałych bohaterów, prócz Żeni, widzimy oczyma Mateusza. Jest kochany Staś, 5letni syn bohatera, bardzo towarzyski i przyjazny chłopczyk, ufny w całe otoczenie. Jest Iga, 12letnia córka, która chyba nie pogodziła się jeszcze z istnieniem Stasia, co jest jednym z poważniejszych problemów w rodzinie. Jest Maja, żona, artystka, raczej zamknięta w sobie, prócz jednej przyjaciółki Natalii, nie ma nikogo innego. Koniecznie też trzeba wspomnieć o Ani, wspólniczce Mateusza, która jest pracowita i mocno skupiona na celu.

Akcja powieści jest dynamiczna, dzieje się sporo, a to wszystko czytelnik otrzymuje razem z emocjami głównego bohatera. Rozwiązanie wydarzeń sięga kilkanaście lat wstecz, akcja prowadzi czytelnika przez wiele interesujących miejsc. Bohaterowie są ciekawi, niejednoznaczni. Trzeba też zaznaczyć iż, jako że akcja dzieje się w środowisku prawników przyrody, w powieści mocno poruszany jest temat ekologii i zasobów odnawialnych. Temat jest istotny i aktualny, podkreśla jak ważne jest by zrezygnować w końcu w Polsce z gospodarki opartej na węglu i poszukać innych źródeł energii, które w rzeczywistości są dużo łatwiej dostępne niż nam się wydaje.

W powieści poruszany jest też temat ludzi u władzy – ciągle jest wśród rządzących Polską znajdziemy pozostałości z czasów PRLu, ludzi, który decydują o losach Polski myśląc tylko o sobie i własnych interesach. Małemu zwyczajnemu człowiekowi bez znajomości bardzo ciężko jest zmienić bieg wydarzeń, a machlojki jakie dokonują się u góry przyprawiają o zawrót głowy.

Ogólnie „W imię natury” to dobry kryminał. Autor wrócił do swojego poziomu z debiutu. Muszę przyznać, że nie mam do książki większych zastrzeżeń, czytało się ją szybko i przyjemnie. Jest dużo akcji, dynamizmu, treść wciąga. Intryga jest ciekawa, a jej rozwiązanie spójne. Poruszany jest też istotny, aktualny temat, któremu faktycznie trzeba poświęcić w czasach współczesnych większą uwagę.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarne!

marca 12, 2019

"Roztopy" Jędrzej Pasierski

"Roztopy" Jędrzej Pasierski

Autor: Jedrzej Pasierski
Tytuł: Roztopy
Cykl: Nina Warwiłow
Data premiery: 30.01.2019
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 337

    „Roztopy” to drugi tom serii o policjantce Ninie Warwiłow, autorstwa Jędrzeja Pasierskiego, który debiutował literacko pół roku temu. Wcześniej był prawnikiem w organizacjach ochrony środowiska, ale nie czuł się na tej posadzie dobrze, więc pracę rzucił i chciał zająć się czymś kreatywnym. Najpierw namalował serię obrazów, później zdecydował się na literaturę. Pierwsza napisana książka wylądowała w koszu, ale dużo pisarza nauczyła. Teraz pracuje nad trzecią częścią serii o Ninie, a w czerwcu ma się ukazać książka „Imię natury” oparta na motywie everymana.
W „Roztopach” komisarz Nina Warwiłow wybiera się w Beskid Dolny. Zaginęła jej przyjaciółka Joanna Pascho, która niedawno przeprowadziła się w te rejony. Nina stawia sobie za punkt honoru dowiedzieć się co stało się z kobietą. Prywatne śledztwo jednak nie toczy się najlepiej, przeszkadza w nim nie tylko pogoda, ale także nieprzyjaźnie nastawieni do policjantki mieszkańcy miasteczka. Co się stało z Joanną? Gdzie zniknęła? A może już nie żyje? Na te pytania i inne pytania Nina będzie musiała znaleźć odpowiedź.
Od strony kompozycji książka podzielona jest na 42 rozdziały – są dosyć krótkie czyta się szybko i sprawnie. Narracja przedstawiona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, na początku powieści podążamy śladami Joanny, po jej zaginięciu narrator przenosi się na osobę Niny. Język powieści jest prosty, luźny, nie stwarza żadnych problemów ze zrozumieniem.
Głównym bohaterem powieści jest oczywiście komisarz Nina Warwiłow. Od wydarzeń z pierwszego tomu minęły już 2 lata, życie Niny się ustabilizowało, jest w stałym związku i wygląda na szczęśliwą. Do Gorlic przyjeżdża prywatnie, a co za tym idzie nie ma dostępu do normalnych metod policyjnych. Zadanie utrudnia jej także nadkomisarz Karpiuk, który oficjalnie prowadzi śledztwo. Jest to starszy pan dobijający do emerytury, sporo w życiu przeszedł, jest bardzo podejrzliwy względem obcych. W tym tomie dosyć dobrze poznajemy także Joannę – dermatolog, która ma już dosyć życia w Warszawie, potrzebuje ciszy i spokoju, bliskości natury. Takie warunki znajduje właśnie w Gorlicach, gdzie kupuje dom do remontu oraz otwiera gabinet dermatologiczny. Joanna jest miła, przyjazna, ale i zmęczona życiem i piętrzącymi się problemami. W końcu 11 listopada ślad po Joannie znika, zostają tylko porzucone w śniegu narty biegowe. Nina dowiaduje się o tym z gazety, przyjeżdża, by rozwiązać zagadkę zniknięcia przyjaciółki. Zatrzymuje się w pensjonacie, który prowadzony jest przez bardzo miłe i przyjazne małżeństwo. Nina śpi, odpoczywa, chodzi na spacery, a co za tym idzie jakby nie za bardzo przejmuje się losem Joanny. Dopiero pod koniec powieści Nina wpada na pewien trop, w końcu zaczyna się coś dziać.
Śledztwo, tak samo jak w pierwszym tomie, wiąże się ze sprawami z przeszłości, wydarzeniami o których nikt nie chce rozmawiać, więc Nina na własną rękę musi odkryć prawdę i znaleźć punkt powiązania spraw.
Ogólnie w książce panuje atmosfera spokoju, bliskości z naturą, cała aura panująca w malutkiej górskiej wsi udziela się czytelnikowi. Bardzo lubię powieści dziejące się w górach, więc i ten klimat bardzo mi się podobał. Narrator bardzo mocno podkreśla jak różne jest życie na wsi od życia w mieście.
Oczywiście, tak jak w pierwszym tomie, czytelnik ma okazję zagłębić się w różne przemyślenia Niny. W sprawie przyjaciółki Nina nie wyraża za wielu emocji, co wydaje mi się dziwne, gdyż cały czas twierdziła, że Joanna jest jej jedyną przyjaciółką, jedyną z którą ciągle utrzymuje kontakt. Nina pierwszy raz od 2 lat jest z dala od swojego partnera, trochę tęskni, ale głównie paranoicznie boi się zdrady. Z kolei jej partner też przejawia jakieś dziwne zachowania, Nina wyjeżdża raz na 2 lata, a on od razu robi z tego wielkie zamieszanie. Trochę nie rozumiem w tym tomie zachowań postaci, wydają mi się mało realistyczne.
Interesującym tematem poruszanym w powieści jest kwestia wysiedleń z terenów górskich po wojnie. Poprzez opowieści bohaterów autor przedstawia nam historię Łemków i innych mieszkańców tych ziem, co dla czytelników interesujących się tamtymi czasami może być dużym plusem powieści. Dla mnie akurat było to trochę nużące, nie przepadam za takimi tematami w powieściach, a ten jakoś szczególnie długo mi się ciągnął.
    Podsumowując, akcja powieści toczy się w bardzo ciekawym i klimatycznym miejscu. Niestety nie przenosi się to na bohaterów – ci zachowują się dosyć dziwnie i nieracjonalnie. Akcja toczy się bardzo powoli, przez większą część książki nie dzieje się za wiele. Rozwiązanie zagadki dosyć mnie zaskoczyło, takiego obrotu spraw się nie spodziewałam, więc to na pewno muszę zaliczyć do plusów. Ale to w sumie tyle, miałam nadzieję, że to książka okaże się lepsza od debiutu, który całkiem dobrze się zapowiadał. Niestety muszę uznać ją za gorszą, dosyć mocno się wynudziłam. Nie jestem pewna czy przeczytam trzeci tom o Ninie, może tak, jeśli opis akcji będzie interesujący.

Moja ocena: 6/10