Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki2018. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki2018. Pokaż wszystkie posty

sierpnia 19, 2024

Wygraj pierwsze tomy serii Kryminał pod Psem! (konkurs rozwiązany)

Wygraj pierwsze tomy serii Kryminał pod Psem! (konkurs rozwiązany)

W poprzednim tygodniu świętowaliśmy premierę "Zakończeniem jest Zakopane", ostatniego tomu serii Kryminał pod Psem autorstwa Marty Matyszczak. Dla jej fanów jest to nieco słodko-gorzkie wydarzenie, w końcu przecież nadszedł czas rozstania z bohaterami, z którymi związaliśmy się już siedem lat temu! Dla tych jednak, co serii nie znają, może to być fajna okazja, by w końcu po lekturę sięgnąć - na spokojnie, ze świadomością, że sięgacie po już zamkniętą całość. Wiem, że są tutaj osoby, który lubią czytać serie w całości, ale przede wszystkim takie, które lubią zachowywać kolejność chronologiczną lektury, nawet kiedy nie jest to absolutnie koniecznie. W związku z tym chciałabym Wam rozpoczęcie przygody z cyklem ułatwić - zapraszam na konkurs z czterema pierwszym tomami serii: "Tajemnicza śmierć Marianny Biel", "Zbrodnia nad urwiskiem", "Strzały nad jeziorem" i "Zło czai się na szczycie". Książki te ukazały się w przeciągu dwóch pierwszych lat kariery pisarskiej Marty Matyszczak, w 2017-2018, czyli w czasach gdy Kryminału na talerzu jeszcze nie było, więc okazja by tutaj, teraz jest zdobyć jest naprawdę niepowtarzalna!

PS. Przy okazji przypominam o spotkaniu na żywo z autorką serii - już jutro 20 sierpnia o 19:00 na moim profilu na Facebooku - klik!

By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
dlaczego to właśnie do Ciebie powinny trafić cztery początkowe tomy cyklu Kryminał pod Psem?

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej, zabawniej – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 19 do 23 sierpnia, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 28 sierpnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autorki (IG - klik!, FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

28.08 aktualizacja - wyniki konkursu:
I znowu miałam prawdziwy problem, by wybrać osoby, które zostaną książkami nagrodzone! Niestety nie tylko dlatego, że tyle tych zgłoszeń było, ale też z tego względu, że zgłoszenia były naprawdę fajne, tylko aktywność zgłaszających się już niekoniecznie - oj, ile jest osób, które uaktywnia się tylko, kiedy ogłaszam kolejne konkursy! A przecież w postach konkursowych zawsze mamy jasno określone, że liczy się nie tylko odpowiedź, ale i stała aktywność na profilach Kryminału na talerzu... No i co ja mam z Wami zrobić? 😉
Organizując ten konkurs myślałam o dwóch rodzajach odbiorców - tych, co serii jeszcze nie znają, i tych, którzy ją, tak jak ja, kochają, ale nie mają u siebie egzemplarzy, więc chcieliby uzupełnić swoją kolekcję. Biorąc to pod uwagę, pakietami początkowych tomów serii Kryminał pod Psem nagradzam:

IG:
1) @joann.lukasik
Jestem ogromną fanką całej serii książek, a już totalnie zwariowałam na punkcie Gucia! Gdybym mogła wytapetowałabym sobie pokój plakatami z jego podobizną, nosiła koszulki z Guciowym zdjęciem i guciopdobne kapcioszki-bamboszki!😁 Książki wypożyczałam z lokalnej biblioteki, ale dla prawdziwej fanatycznej fanki taki prywatny zestaw książek to prawdziwy rarytas, dlatego zgłaszam się z entuzjazmem!😉 Kto wie, może założę klub miłośników Gucia i wraz z innymi wielbicielkami będziemy organizować spotkania tematyczne, np. o ulubionych rodzajach kiełbasy!😉 Książki na pewno pożyczę paru znajomym, by ich zarazić guciomanią, niech nasz klub zatacza coraz szersze horyzonty! Pozdrawiam! Totalna Psychofanka!😂

2) @sylwiaaa
Chciałabym aby seria Marty Matyszczak trafiła do mnie, ponieważ w moim życiu bardzo często brakuje śmiechu i radości, a książki Marty właśnie takie są relaksujące i humorystyczne. Żyję w mieście, pracuje w korpo, chowam dzieci i dbam o rodzinę, ale tak często brakuje mi wsparcia i sił. Książki od dawna są moimi jedynymi prawdziwymi przyjaciółmi. Leczą choroby mojej duszy, inspirują i relaksują. Tych wesołych mam najmniej, a potrzebuje ich chyba najbardziej w świecie w którym żyje. Wkrótce skończą się wakacje, skonczy mi się urlop, sielanka rodzinna zmieni się spowrotem w wielkomiejską codzienność i pęd, aby utrzymać te miłe budujące chwilę będę potrzebować znowu wsparcia moich książkowych przyjaciółek, te które rozbawią przydałyby się najbardziej.

FB:
3) Martyna Antoniewska
Dlaczego ? Bo tak jak pisałam wcześniej pod recenzja najnowszej , że jeśli wpadnie mi w ręce na pewno chętnie przeczytam ;)) i oczywiście zapachniało mi to troszkę górskimi klimatami a jak już nie raz wspominałam takie książki biorę w ciemno 😃

Gratulacje!
Czekam na Wasze dane adresowe wraz z numerem telefonu dla kuriera.
Wszystkim uczestnikom dziękuję za zgłoszenia i zachęcam do stałej aktywności, komentowania postów na moich profilach, jak i próbowania swoich sił w kolejnych konkursach!

grudnia 08, 2022

"Czwarta Małpa" J.D. Barker

"Czwarta Małpa" J.D. Barker

Autor: J.D. Barker
Tytuł: Czwarta Małpa
Cykl: #4MK, tom 1
Tłumaczenie: Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik
Data premiery: 04.04.2018
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 432
Gatunek: kryminał
 
J.D. Barker szturmem podbił polski rynek w roku 2018, kiedy to debiutował u nas pierwszym tomem serii kryminalnej o Zabójcy Czwartej Małpy (#4MK) pt. „Czwarta małpa”. Książka jest otwarciem trylogii, której kolejne tomy naszą tytuły: „Piąta ofiara” i „Szóste dziecko” – wszystkie zostały przyjęte mocno entuzjastycznie przez polskich czytelników. Autor na amerykańskim rynku debiutował w roku 2011, pisze książki, które są połączeniem thrillera, kryminału i fantasy, stąd bywa porównywany do Stephana Kinga. W „Czwartej Małpie” trzyma się jednak przede wszystkim kryminału.
Książki autora to bestsellery sprzedawane w 150 krajach, tłumaczone na ponad 20 języków. Do wspomnianej trylogii zostały sprzedane prawa filmowe – jeszcze nie jest pewne czy powstaną na ich podstawie filmy czy serial. Aktualnie autor skupia się na powieściach pisanych wspólne z James Pattersonem.
 
Fabuła „Czwartej Małpy” rozpoczyna się, gdy detektyw Sam Porter zostaje wezwany na miejsce wypadku – autobus śmiertelnie potrącił pieszego. Sam, który od dosyć dawna jest na zwolnieniu, nie całkiem rozumie dlaczego wzywają go do tak zwyczajnej sprawy. Na miejscu okazuje się jednak, że ofiara może być związana z tak zwanym Zabójcą Czwartej Małpy, który od prawie pięciu lat terroryzuje miasto porywając i mordując w męczarniach osoby bliskie tym, którzy w białych rękawiczkach popełniają przestępstwa. Ofiara miała przy sobie pudełko, tak dobrze znane Porterowi – właśnie w takich pudełkach Zabójca Czwartej Małpy wysyłał język, uszy i oczy temu, kogo chciał ukarać. To pudełko jest zaadresowane do pewnego majętnego bankowca. Kto z jego najbliższego otoczenia zniknął? Detektywi muszą się tego dowiedzieć jak najszybciej, zegar tyka, ofiara Zabójcy może jeszcze żyć… Ale czy ten, który zginął pod kołami autobusu faktycznie jest tym, kogo tyle lat szukali? Może wyjaśnienie przyniesie pamiętnik, który został znaleziony przy ofierze potrącenia…
 
Książka składa się z 92 krótkich rozdziałów i epilogu. Rozdziały rozpisane są na trzy postacie: Portera, porwaną Emory i policjantkę Clair oraz pamiętnik Zabójcy – rozdziały napisane są naprzemiennie, jednak to te opisujące zdarzenia dotyczące Portera dominują nad pozostałymi. Rozdziały otwierają się odliczaniem dni śledztwa i godziną. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, gdy obserwuje trójkę wymienionych postaci, pamiętnik pisany jest oczywiście w narracji pierwszoosobowej. Styl powieści jest całkiem przyjemny, lekki, dialogi wypadają naturalnie, a uwaga narratora odpowiednio wyśrodkowana pomiędzy opisami a dialogami, przez co książkę czyta się płynnie, szybko i dobrze.
 
Kreacje postaci to na pewno silna strona powieści. Już sam Porter jest intrygującym bohaterem, który skrywa w sobie pewną tajemnicę. Dlaczego przebywał na zwolnieniu i wszyscy zdają się traktować go polubownie? To człowiek inteligentny i uparty, drąży temat dziennika Zabójcy i nie rezygnuje kiedy kolejne tropy okazują się błędne. Nie chcę za wiele na jego temat zdradzać, mogę tylko powiedzieć, że jest to postać, która szybko zyskuje sympatię czytelnika.
Oczywiście warto zwrócić uwagę na porwaną, z perspektywy której też poznajemy wydarzenia, jak i na jej całą rodzinę. Dla mnie jednak bardzo ciekawą postacią był śledczy Watson, który dołączył przy tej sprawie do zespołu Portera – chętny i inteligentny, momentami zabawny w swoim skupieniu tylko i wyłącznie na pracy. Dziwi jedynie fakt, że nie wiem kim był oryginalny Watson, bo ma cech z nim zbieżnych. A może to po prostu puszczone oczko do czytelnika?
 
Intryga kryminalna jest pełna zwrotów akcji i zaskoczeń. Krótkie rozdziały nadają lekturze dynamizmu, a fakt, że pisane są z naprzemiennej perspektywy tylko ten dynamizm pogłębia. Zagadka jest ciekawa, a fragmenty pamiętnika sprawiają, że czytelnik ma szansę zrozumieć mordercę – a motywy zawsze są tym, co ciekawi najmocniej.
 
Nie mogę jednak nie odnieść się do ilości opisów brutalnych i makabrycznych, które przedstawione są skrupulatnie. Nie jestem fanką tego typu historii, o ile nie mają one koniecznego uzasadnienia, a tu zdaje się, że tak skrupulatnie były opisywane tylko po to, by wzbudzić obrzydzenie i niesmak czytelnika. Nie widzę sensu w tak szczegółowych opisach, po prostu nie bawi mnie bezzasadna makabra. Wolę skupić się na aspektach psychologicznych niż na brutalnych opisach. Dlatego trochę też ciekawi mnie aż tak duża popularność tej serii – naprawdę tyle ludzi rozsmakowanych jest w makabrze? A może fakt, że czytam tę książkę cztery lata później niż wszyscy, kiedy takie opisy już nie są czymś nowym i szokującym, ma znaczenie?
 
Na koniec wspomnę też o temacie, który wymuszają fragmenty pamiętnika. Czy wychowanie jest tym co bezwzględnie kształtuje człowieka? Czy to, czego doświadcza w dzieciństwie, jest tym, co decyduje o jego zachowaniu w życiu dorosłym? To temat nienowy, a jednak cały czas tak mocno aktualny. I ważny, bo uświadomienie sobie skąd dane zachowanie pochodzi, to już część sukcesu i droga do zmiany.
 
Ogólnie „Czwarta Małpa” to ciekawie poprowadzony kryminał, który mógłby być świetny, gdyby skupił się mocniej na psychologicznych aspektach, zamiast na makabrycznych opisach, które po prostu nie mają tu wystarczającego uzasadnienia. Akcja toczy się szybko, jest dynamiczna i pełna zaskoczeń, przez co czytelnik cały czas utrzymany jest w przyjemnym napięciu. Postaci barwne i zajmujące, opisane z wyczuciem, tak, że i one same wzbudzają w czytelniku ciekawość. Doceniam pomysł i lekkość pióra autora, jednak zachwycić się nie mogę przez tą nieuzasadnioną brutalność.
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała na życzenie mojej Patronki Pauliny Korek (@zaczytana_panna)
Chcesz dołączyć do grona moich Patronów? Zapraszam na patronite.pl/kryminalnatalerzu!

Książka dostępna jest też w abonamencie 


października 16, 2022

"Inne światy" antologia

"Inne światy" antologia

Tytuł: Inne światy
Cykl: antologia inspirowana pracami Jakuba Różalskiego, tom 1
Data premiery: 23.05.2018
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 608
Gatunek: literatura piękna / fantastyka
 
Kiedy w 2018 roku usłyszałam o polskiej antologii, która powstała jako połączenie dwóch sztuk: graficznej i literackiej, wiedziałam, że jest to coś nad wyraz wyjątkowego i niepowtarzalnego. Musiały jednak minąć aż cztery lata, żebym mogła przekonać się czy moje przeczucie było prawidłowe. W końcu, przy okazji premiery drugiego takiego zbioru („Inne nieba” – klik!) miałam okazję zapoznać się z obydwoma i tak – „Inne światy” to jak najbardziej książka zasługująca na uwagę i wyróżnienie na polskim rynku książki. Mam nadzieję, że tą recenzją uda mi się to bezsprzecznie udowodnić.
 

Rozpocznijmy od wydania. Książka jest solidnych rozmiarów otulona twardą oprawą z dwoma z grafik Różalskiego. Grzbiet elegancki, ze złoceniami, dzięki czemu książka na półce będzie prezentować się rewelacyjnie. W środku została utrzymana kolorystyka brązowo-miedziana, każde opowiadanie jest odpowiednio zaznaczone. Książkę otwiera wstęp Michała Centarowskiego, redaktora „Nowej Fantastyki” i storytel.pl. Każde z opowiadań otwiera duży na dwie strony obraz Różalskiego, który jest punktem wyjścia historii. Dalej w tekście znajdziemy dodatkowe obrazy, już w mniejszych rozmiarach, które są dodatkową, wspomagającą ilustracją. Pod względem wizualnym jest to publikacja naprawdę oryginalna, wydana z niesamowitą, godną pochwały starannością, dopracowana i dogłębnie przemyślana. Czytanie tych opowiadań i śledzenie co z obrazów zostało przeniesione i zinterpretowane przez ich autorów, to naprawdę niepowtarzalne przeżycie.
 

Jako że historie w książce opowiedziane bazują na obrazach Jakuba Różalskiego, warto na wstępie opowiedzieć trochę właśnie o tym artyście. Kim jest Jakub Różalski? To jeden z najbardziej docenianych współczesnych grafików, którego prace zyskały światową sławę i są inspiracją do filmów i gier planszowych, jak i komputerowych. Autor w swoich dziełach łączy dawną polskość, sielskość z technologią, bawi się baśniami, mitami i wierzeniami. Czerpie z wielu kultur – polskiej, ale i tatarskiej, bliskowschodniej i innych, spajając to wszystko w całość, tworzy dzieła niepowtarzalne, napakowane emocjami, niepokojące i ciut dziwne. Nic więc dziwnego, że to właśnie jego prace były inspiracją dla naszym polskich pisarzy.
 
Prezentacja walorów wizualnych zbioru

W tym zbiorze znajdziemy 10 polskich autorów literatury pięknej, fantastyki i kryminału: Sylwię Chutnik, Jacka Dukaja, Anetę Jadowską, Annę Kańtoch, Jakuba Małeckiego, Remigiusza Mroza, Łukasza Orbitowskiego, Roberta J. Szmidta, Aleksandrę Zielińską oraz Jakuba Żulczyka. I każdy z nich stworzył coś naprawdę oryginalnego, wyróżniającego się z tłumu. Opowiadania są różnej długości i o różnej tematyce, ich akcja przede wszystkim zdaje się być osadzona od jakich stu lat temu po nieokreśloną przyszłość.
 
Oczywiście nie będę analizowała tu wszystkich opowiadań, postaram się jednak pokrótce wspomnieć o tych, które najmocniej przyciągnęły moją uwagę. Nie można zaprzeczyć, że najmocniej wyróżniającym się tekstem, innym od pozostałych, jest opowiadania Jakuba Żulczyka „Tyle lat trudu”. Czy się wyróżnia? Jest to historia o … krasnoludku napisana soczystym, wyrazistym językiem, która zmusza do chwili zastanowienia nad zrządzeniami losu, wolną wolą czy po prostu potrzebą przygód.
Aleksandra Zielińska stworzyła „Nazwałem go Erzet”, opowieść o chłopcu żyjącym w pokopalnianym mieście. Wizja przyszłości, trochę postapokaliptyczna, niepokojąca w swojej powtarzalności rzeczywistości, budująca z elementów znanych mocno wstrząsającą wizję.
Łukasz Orbitowski w swojej „Sforze” wziął na warsztat polską historię poczynając od momentu bodajże sprzed pierwszej wojny światowej. Przepędza nas przez lata polskości, lata walki o wolność, wpisując pokolenia bohaterów związanych ze sobą skórą wilka dającą nadprzyrodzoną moc, ale i podkreślającą zwierzęcość ludzkiej natury. To opowiadanie, które z początku lekko mnie nużyło, jednak im dalej (a liczy trochę stron, to jedno z tych najdłuższych!) tym mocniej doceniałam pomysł i kunszt pisarski autora.
Na koniec wspomnę jeszcze o opowiadaniach Anny Kańtoch i Remigiusza Mroza, którzy swoje historie oparli na zagadnienie podróży w czasie, jednak ich wizje również mocno się od siebie różnią. Anna Kańtoch świetnie połączyła polską szlacheckość z nauką, zdradą, naiwnością i buntem, a Mróz skupił się na zmianach klimatycznych, zastanawiając się który moment w historii jest tym, który należałoby zmienić, by do nich w ogóle nie doszło.
 
Audiobook "Innych światów" dostępny jest na audioteka.pl

Każdy z tych dziesięciu autorów miał swoją oryginalną, niepowtarzalną wizję, która zrodziła się w ich głowach dzięki obrazom Jakuba Różalskiego. Zarówno obrazy, jak i opowiadania mocno pobudzają wyobraźnię, zmuszają do refleksji, do chwili przystanku w codziennym pędzie życia. „Inne światy” to niesamowita publikacja, coś dla fanów polskiej prozy i sztuki w ogóle, niezależnie od upodobań gatunkowych. Choć oczywiście prywatnie jedne opowiadania przypadły mi do gustu bardziej, inne mniej, to wszystkie jestem w stanie docenić, wszystkie prezentują sobą wartość dodatnią. Intuicja i tym razem mnie nie zawiodła – „Inne światy” to zbiór, który powinien zdobić każdą polską biblioteczkę, a ja jestem zaszczycona mogąc mieć go na swojej półce.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem SQN.


Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

listopada 21, 2020

"Niewidzialni" Roy Jacobsen

"Niewidzialni" Roy Jacobsen

 

Autor: Roy Jacobsen
Tytuł: Niewidzialni
Cykl: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich, Ingrid Barrøy, tom 1
Tłumaczenie: Iwona Zimnicka
Data premiery: 01.10.2018
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 280
Gatunek: literatura piękna
 
„Niewidzialni” to pierwszy tom cyklu o mieszkańcach norweskiej wyspy Barrøy. To też pierwsza książka, która po 28 latach przerwy ukazała się pod szyldem Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich Wydawnictwa Poznańskiego. Na ten moment cykl o Barrøy w oryginale liczy sobie cztery tomy, u nas we wrześniu ukazał się tom trzeci. Autor Roy Jacobsen jest znanym norweskim prozaikiem, debiutował w 1982 roku. Na swoim koncie ma już sporo książek zarówno z literatury pięknej, podróżniczej, kryminalnej, a nawet biografię. To autor nagradzany, w swojej karierze pisarskiej zdobył już sporo skandynawskich nagród, a sami „Niewidzialni” znaleźli się w finale do Nagrody Bookera 2017. Na polskim rynku prócz cyklu o Barrøy kilka lat temu pojawiły się jeszcze go trzy książki – jeden przewodnik i dwie z literatury pięknej. Jednak dopiero teraz, gdy autor zagościł w Serii Skandynawskiej, było mi dane usłyszeć o jego prozie. Z okazji premiery tomu trzeciego trafiły do mnie wszystkie trzy tomy, gdyż każdy z kim o tym cyklu rozmawiałam, nakłaniał mnie, by książki czytać po kolei. Zatem zawitajmy teraz na pierwszą część historii o mieszkańcach wyspy Barrøy.
„No ale jak duża jest wyspa?
Ciągnie się na krótki kilometr z północy na południe i na pół kilometra ze wschodu na zachód, jest tu wiele skalistych pagórków i małych, porośniętych trawą zagłębień i dolinek, jej brzegi są pocięte głębokimi zatokami, na długie, nierówne cyple i trzy białe plaże.”

Wyspa Barrøy położona jest gdzieś w Norwegii. To miniaturowa wysepka, którą zamieszkuje tylko jedna rodzina o tym samym nazwisku co nazwa wyspy. Jest ich tylko cztery i pół osoby – pół, gdyż Ingrid jest dopiero kilkuletnim dzieckiem. Wbrew temu jak wyglądają inne rodziny, na innych wyspach, u nich nie ma więcej dzieci, nie, jest tylko jedna Ingrid. Ich życie płynie w całkiem innym rytmie niż mieszkańców stałego lądu – Barrøyowie podporządkowują się porom roku, żyją z tego co daje ziemia i morze. I tak upływa rok za rokiem, Ingrid rośnie, rodzice się starzeją, jednak wyspa ciągle wymaga od nich tyle samo. Trzeba zadbać o uprawy, trzeba zaopiekować się zwierzętami, wykopywać torf na opał i jeszcze myśleć, jak można te codzienne życie ulepszyć, by było nieco łatwiejsze… I tak mijają lata, w końcu Ingrid musi pójść do szkoły – czy po spróbowania życia w innym miejscu będzie w stanie wrócić z powrotem na wyspę? Jak potoczy się dalej życie jej rodziny? Przecież, prócz wyspy, nic nie trwa wiecznie…
„Przeciwieństwo między morzem a ziemią żyło w nim zawsze w postaci niepokoju i przyciągania: kiedy jest na morzu, tęskni za domem, a gdy zanurzy palce w ziemi, stale przyłapuje się na spoglądaniu ku rybom i głębinie.”

Książka składa się z 53 krótkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie najczęściej w czasie teraźniejszym, choć zdarzają się fragmenty opisywane w czasie przeszłym – wydaje mi się, że mogą być powiązane z tym, co dzieje się na wyspie, w jej mieszkańcach i poza nią, jednak ta myśl dotarła do mnie dopiero teraz, więc wymaga jeszcze głębszego przeanalizowania. Styl, w jakim pisana jest powieść, jest bardzo prosty, skupiony na życiu w zgodzie z naturą i żądaniami wyspy. Trochę nasuwa mi na myśl „Małego księcia” – w prostych słowach opisana jest głębia i sens życia.
„Mieszkańcy wysp muszą być o wiele bardziej cierpliwi niż wszyscy inni.”

I znowu „Niewidzialni” to książka, o której ciężko cokolwiek napisać, gdyż połowa jej piękna zawarta jest w stylu i sposobie opowieści. To historia o życiu rodziny na wyspie, o tym małym kawałku ziemi, który należy do Barrøyów. A może to oni należą do niego? W końcu wyspa jest stała, niezmienna, to ludzie ulegają przeobrażeniom – fizycznie najpierw dorastają, później się starzeją, by w końcu zakończyć swoje życie na ziemi. Psychicznie też ulegają zmianom – czytelnik obserwuje to głównie na przykładzie Ingrid, której życie obserwujemy od kilkuletniego dziecka. To na jej przykładzie widzimy jaka zmiana zachodzi w człowieku, gdy po życiu w zamkniętej malutkiej społeczności, w końcu musi wyjść w świat i dostosować się do niego. Jak po takich doświadczeniach wrócić na małą wysepkę? Czy w ogóle się da? Wyspa jednak cały czas woła, jest gdzieś w sercu, to jest ten kawałek ziemi, ten, w którym są rodzinne korzenie. To też życie naturalne, niejako domyślne, bo od początku, od dzieciństwa mocno wpajane. To punkt stały, miejsce, które jest zawsze, mimo iż ludzie się zmieniają. Jedynie ręce ludzkie mogą w wyspie wprowadzać zmiany, kształtować ją według swojej woli, dopasowywać do potrzeb. To miejsce, z którym właściciele mogą robić co chcą, jednak by godnie na nim żyć, muszą je szanować.
„… poczuła moc, którą potrafi zrozumieć tylko ptak siedzący na wzgórzu z rozłożonymi skrzydłami i pozwalający, żeby wiatr zrobił za niego resztę.”

Książka zachwyca swoim spokojem, swoją statycznością, mimo iż mieszkańcy wyspy nieprzerwanie zmagają się z żywiołami natury. To jednak życie proste, życie przy ziemi, jakże inne od tego, które znamy. Książka daje czytelnikowi wyciszenie, wewnętrzny spokój, który aktualnie jest przez nas tak mocno pożądany. Ciężko jest opisać przeżycia towarzyszące lekturze, nie ma tu wielu porywczych emocji, jest prostota zarówno w słowie jak i życiu.
„To ona jest na wyspie filozofem, tą, która umie spojrzeć krytycznie, bo pochodzi z innej wyspy, ma więc porównanie, można to nazwać doświadczeniem, nawet mądrością, ale potrafi ją to również przyprawić o rozszczepienie jaźni, jeśli różnice między wyspami okazują się zbyt wielkie.”

„Niewidzialni” to dopiero początek podróży. To poznanie wyspy Barrøy i osób ją zamieszkujących. To też dorastanie Ingrid powoli zmieniające jej rolę w społeczeństwie. To spokój i proste życie w zgodzie z naturą. To ładne, proste, krótkie słowa, które w swojej prostocie niosą głębię i prawdę. To emocje podczas lektury, które trudno opisać, jednak fakt, że lekturę skończyłam wczoraj, a już dzisiaj tęsknię do tego świata, chyba mówi wiele. Na pewno niedługo powrócę na Barrøy.
„Nikt nie może opuścić wyspy, wyspa to miniaturowy kosmos, w którym gwiazdy śpią w trawie pod śniegiem. Zdarza się jednak, że ktoś podejmuje próbę.”

Moja ocena: 7,5/10
 
Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Poznańskiego!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

listopada 10, 2020

"Zabójcza biel" Robert Galbraith - maraton czytelniczy #czytamgalbraitha

"Zabójcza biel" Robert Galbraith - maraton czytelniczy #czytamgalbraitha

 


Tytuł: Zabójcza biel
Cykl: Cormoran Strike, tom 4
Tłumaczenie: Anna Gralak
Data premiery: 28.11.2018
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 656
Gatunek: kryminał
 
„Zabójcza biel” to czwarty tom cyklu o weteranie wojennym, detektywie Cormoranie Strike’u pióra J.K. Rowling, która wydaje go pod pseudonimem Roberta Galbraitha. Książka swoją premierę miała w roku 2018, ja czytałam ją teraz w ramach wyzwania #czytamgalbraitha (szczegóły – klik!), któremu mam przyjemność patronować. W tym cyklu autorka ukazuje nam się z całkiem innej strony, jest klimatycznie, ale i mrocznie – widać, że każdy tom dla autorki jest innym wyzwaniem, innym pisarskim eksperymentem. W moim odczuciu tomy prezentują sinusoidę – zarówno pierwszy jak i trzeci bardzo mi się podobały, a drugi i czwarty uważam za troszkę słabsze (niemniej dalej dobre!). Według tej teorii wyczekiwany tom piąty pt. „Niespokojna krew” powinien być majstersztykiem kryminalnym – mam nadzieję, że się nie mylę!
Cały cykl oczywiście zyskał dużą popularność, każda książka sięgała list bestsellerów, powstał też serial telewizyjny na jego podstawie wyprodukowany przez stację BBC.
 
W „Zabójczej bieli” od wydarzeń z tomu trzeciego upłynął rok.  Agencja detektywistyczna Cormorana się rozrosła, zyskała kilku nowych pracowników, a Robin została jego oficjalną partnerką w biznesie. Podczas jej urlopu do agencji przychodzi Billy – młody mężczyzna, który twierdzi, że kiedyś był świadkiem morderstwa dziecka. Problem w tym, że mężczyzna wygląda na niezrównoważonego… Strike jednak przeczuwa, że coś w tej sprawie musi być, więc w wolnej chwili postanawia trochę powęszyć. W tym samym czasie agencja zostaje zatrudniona przez pewnego polityka, który chce znaleźć haki na dwie osoby go szantażujące. Szybko okazuje się, że jedną z tych osób jest brat Billy’ego, a sprawa, której szantaż dotyczy jest przez polityka utrzymywana w ścisłej tajemnicy… Czy może dotyczyć tego o czym mówił Billy?
 
Książka składa się z prologu, 69 rozdziałów i epilogu. Rozdziały rozdzelone są na dwie części, każdy z nich poprzedzony jest cytatem ze sztuki Henrika Ibsena pt. „Rosmersholm”. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, skupia się naprzemiennie na Strike’u i Robin, nie tylko na ich poczynaniach, ale i myślach i uczuciach. Styl jest przyjemny, akcja toczy się spokojnie, książkę czyta się dobrze. Do tego tomu mam jednak małą uwagę – przez jakieś pierwsze 200 stron miałam wrażenie, że autorka często się powtarza przypominając kluczowe losy bohaterów – o kwestii poruszanej w tomach poprzednich wystarczy wspomnieć raz, a tu miałam wrażenie, że wracamy do tych samych tematów co kilka stron. Na szczęście nie dzieje się tak przez całą powieść, jednak przy pisarce mającej na swoim koncie już tyle książek, jednak jest to coś, co zwraca uwagę.
 
Tym razem Strike i Robin zabierają nas do brytyjskiego Parlamentu, w sam środek afery, której centrum oscyluje wokół ich pracodawcy. Co ciekawa, akcja powieści toczy się w czasie, gdy kraj przygotowuje się na Igrzyska Olimpijskie 2012, które faktycznie wtedy miały miejsce. Wydarzenie ma swoich zwolenników i przeciwników, bohaterowie pod przykrywką uczestniczą w protestach i ruchach oporu. Razem z nimi wybieramy się też do rodziny arystokratycznej, której życie, podejście i problemy wyglądają jednak całkiem inaczej niż naszej dwójki bohaterów. Muszę szczerze przyznać, że wątki nawiązujące do polityków i ich sposobu bycia nigdy nie były moimi ulubionymi i Rowling nie jest tu wyjątkiem - mimo że widzę sporo plusów takiego osadzenia historii, to jednak nie trafia ona do mnie na poziomie emocjonalnym. Intryga poprowadzona jest poprawnie, autorka jak zawsze kluczy, podrzuca nam strzępki informacji, myli ślady, tak że nie sposób domyślić się rozwiązania zagadki.
 
Wygląda na to, że powoli wątek prywatny, którego tak brakowało mi w pierwszych tomach, nagle zaczął się mocno rozrastać. W „Zabójczej bieli” miałam wręcz wrażenie, że rozterki emocjonalne bohaterów dominują nad samą zagadką kryminalną. O ile u Robin jeszcze coś faktycznie się dzieje, o tyle przemyślenia Strike’a są tu już dosyć wtórne, nie wnoszą nic nowego, przez co trochę mnie drażniły. Wydaje mi się, że tu balans pomiędzy sprawą a życiem prywatnym został mocno zachwiany – w trzecim tomie był wyważony idealnie, tutaj niestety przeważył na nie tą stronę co powinien.
 
Niemniej jednak, mimo mojego wytykania minusów, nadal uważam książką za dobry kryminał. Bohaterowie są wyraziści, akcja ciekawa, niespieszna, tocząca się w przyjemnym tempie, intryga zagmatwana. Książka oczywiście jak zawsze przemawia też do mnie brytyjskim klimatem – tym razem wyższych sfer. Uważam jednak, że mogła być nieco krótsza – można by wyrzucić z niej trochę powtórzeń i trochę skrócić wewnętrze rozterki Strike’a 😉 W każdym cyklu jednak muszą być lepsze i gorsze tomy, ten jednak nie był na tyle zły, by zniechęcić mnie do poznawania dalszych losów bohaterów. Ba! Może i wzmógł moją ciekawość, gdyż autorka znowu postawiła bohaterów na rozdrożu… W każdym razie niecierpliwie czekam na tom piąty!
 
Moja ocena: 7/10
 
Za egzemplarz książki i audiobook do recenzji, a także za możliwość objęcia wyzwania czytelniczego patronatem dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiego!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 10, 2020

"Upadek gigantów" Ken Follett - audiobook

"Upadek gigantów" Ken Follett - audiobook

Autor: Ken Follett
Tytuł: Upadek gigantów
Cykl: Stulecie, tom 1
Tłumaczenie: Grzegorz Kołodziejczyk, Zbigniew A. Królicki
Data premiery: 05.09.2018
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 1072
Gatunek: powieść historyczna
Audiobook zrealizowany przez Audiotekę i Wydawnictwo Albatros

Dzisiaj recenzja będzie nieco inna, gdyż dotyczy nie tylko książki, ale i niesamowitego słuchowiska, jakie powstało na jej podstawie w ramach współpracy Wydawnictwa Albatros i Audioteki. Podstawą do jego stworzenia była powieść Kena Folletta pt. „Upadek gigantów”, monumentalne dzieło liczące ponad tysiąc stron, które rozpoczyna cykl „Stulecie”. Jest to powieść historyczna obejmująca okres ponad dziesięciu lat od 1911 roku przez całą I wojnę światową, aż do światowego kryzysu. Słuchowiska słuchałam od kwietnia do sierpnia w formie serialu – co piątek w aplikacji pojawiał się nowy odcinek liczący średnio 2-3 godziny. Odcinków finalne było szesnaście, a cały audiobook został też wydany w tradycyjnej wersji trzyczęściowej, który można zakupić na stronie Audioteki (link na końcu recenzji).

Ken Follett to brytyjski autor thrillerów I powieści historycznych, które wydawane są w ponad 80 krajach i tłumaczone na 33 języki. Napisał ponad 30 powieści, które sprzedały się w zawrotnej liczbie 165 milionów egzemplarzy! Już teraz we wrześniu polską premierę będzie miała jego kolejna powieść, prequel „Filarów ziemi” pt. „Niech stanie się światłość”.

Fabuła powieści „Upadek gigantów” rozpoczyna się w roku 1911 w Walii, w małej górniczej wiosce. Tam nastoletni Billy rozpoczyna swój pierwszy dzień pracy w kopalni węgla. Jego starsza siostra Ethel pracuje jako służąca u arystokratycznej rodziny Fitzherbert, gdzie nawiązuje romans z hrabią. W Niemczech zaczyna się już odczuwać niepokoje, Walter von Urlich bardzo dyplomatycznie próbuje wpłynąć na bieg historii i decyzje rządzących. Po drugiej stronie kuli ziemskiej, w rodzinnej miejscowości księżniczki Bei, żony hrabii Fitzherberta, Lew i Grigorij Peszkowie pracują w fabryce i próbują jakoś poukładać sobie życie. Grigorij marzy o wyjeździe do Ameryki, jednak gdy w końcu udaje mu się nazbierać pieniądze na bilet, jego brat wplątuje się w pewną aferę, przez co to on ucieka z kraju…. A to wszystko toczy się na tle coraz mocniej szalejących nastrojów politycznych, gdy początek wojny wisi na włosku…

Książka podzielona jest na prolog i trzy części – wydarzenia sprzed wojny, w czasie wojny i po jej zakończeniu. Całość składa się z 42 rozdziałów i w tytule określa okres, w którym każdy z nich się toczy. Przed tekstem głównym dostajemy też spis postaci z rozdzieleniem na kraje i postacie fikcyjne i historyczne. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, rozłożona jest na wszystkich głównych bohaterów powieści.

„Upadek gigantów” zalicza się do tych powieści, o których nie da się opowiedzieć krótko. Jednak, jako że ja mam do opisania nie tylko książkę, ale i audiobook, który powstał na jej podstawie, postaram się to zrobić możliwie jak najsprawniej. Będzie więc może trochę po łebkach, tylko tak, by zarysować Wam część tego, co w tej historii znajdziemy.

A znajdziemy ogromnie dużo! Po pierwsze tło historyczne – poznajemy historię z punktu widzenia czterech krajów – Anglii, Niemiec, Rosji i Ameryki. Jako że część z bohaterów uwikłana jest w wysokie polityczne partie możemy szczegółowo obserwować decyzje jakie zostały w ciągu tych 13 lat podjęte. Przyglądamy się angielskiemu parlamentowi, prezydentowi Stanów, rodzinie carów w Rosji. Bierzemy udział w rewolucji rosyjskiej, w walce o równe prawa kobiece w Anglii – ruch sufrażystek i działania wojenne na skalę światową. Poprzez bohaterów z rodzin robotniczych widzimy jak wyglądała wojna od ich strony, jak arystokraci stawali na czele armii tylko dlatego, że mieli wysoki tytuł szlachecki, mimo że nie mieli umiejętności wojskowych czy przywódczych. Widzimy jak arystokraci poczynając od Rosji zostają pozbawiani władzy i tytułów, jak wpływy państw, nastroje polityczne się ścierają. To naprawdę fascynująca lektura, przedstawiona tak, jak żadna z polskich szkół was nie nauczy.

Warto też zwrócić uwagę na bohaterów – każda z postaci jest bogato przedstawiona, losy każdej z nich wciągają czytelnika ogromnie. Ja najmocniej kibicowałam tym z nizin – Ethel, która sama w Londynie wychowuje dziecko, pracuje i aktywnie walczy o prawa kobiet, udowadniając, że nie liczy się pochodzenie, a inteligencja i wiedza. Jej bratu Billiemu, którego znamy od czasów nastoletnich – widzimy jego rozwój, jak z dziecka staje się mężczyzną, ciężko doświadczonym najpierw przez tragedie w kopalni, później przez wojnę – jednak nigdy nie traci woli walki i własnej uczciwości. Grigorij, starszy brat Lewa bierze na siebie jego rodzinne obowiązki, cierpi tez z powodu niespełnionej miłości. To naprawdę świetne postacie z krwi i kości, najchętniej opowiedziałabym Wam o każdym z nich! Niemniej jednak nie mamy na to miejsca, więc podkreślę, że postacie, historia i świetna fabuła dotycząca życia wszystkich tych rodzin jest przedstawiona naprawdę rzetelnie i w sposób ciekawy.

Przejdźmy teraz do audiobooka, który określany jest jako superprodukcja. I prawidłowo – ogólnie przypomina stare słuchowiska radiowe, gdzie był podział na role, jednak jest to zrobione na poziomie XXI wieku. Nie dosyć, że aktorzy naprawdę świetnie oddali swoje postacie, podkład muzyczny w wykonaniu Wojciecha Błażejczyka jest bardzo klimatyczny, to jeszcze wszystko to, co się w powieści dzieje, ma swoje tło dźwiękowe. Więc jeśli bohaterowie znajdują się na rynku w mieście, to w tle w słuchawkach słuchać głosy życia miasta. Na proszonej kolacji w tle ciche rozmowy. Wiecie o co chodzi? Nie ma ciszy, aktorzy nie mówią w próżnię. Wszystko to zrobione jest z ogromnym wyczuciem, naprawdę robi ogromne wrażenie! Nigdy niczego takiego jeszcze nie słuchałam!

Cały audiobook przygotowywany był przez ponad 7 miesięcy, to ponad 40 godzin gotowego słuchowiska. W jego przygotowaniu wzięło udział ponad 120 polskich aktorów. Usłyszymy tu głosy należące do między innymi Krzysztofa Gosztyły, Agnieszki Więdłochy, Roberta Więckiewicza, Marty Seweryn czy Antoniego Pawlickiego – wszyscy z nich dają tej produkcji to, co najlepsze. Reżyserem tej produkcji jest Waldemar Raźniak. W wersji serialowej, która dostępna była dla Klubowiczów Audioteki, audiobook liczył 16 odcinków – każdy jeden otwierało przypomnienie z poprzednich odcinków, zakończone było zwiastunem kolejnego. Muszę przyznać, że przez te 4 miesiące słuchania naprawdę przyzwyczaiłam się do tych piątkowych sesji, więc gdy serial się skończył mocno nad tym ubolewałam. Mam nadzieję, że Albatros i Audioteka zdecydują się na szybkie jego powtórzenie przy drugiej części trylogii Stulecie.

Podsumowując, słuchanie tej superprodukcji to było dla mnie niezwykłe przeżycie. Nie dosyć, że sama książka Kena Folletta zasługuje na uwagę – to z jaką skrupulatnością oddał wszystkie niuanse społeczno-polityczne, jak realnie przedstawił i walki pracowników, i kobiet i samą wojnę, zasługuje na pewno na pochwałę. Audiobook wszystkie te plusy książki podkreśla, a podział na role i świetne tło dźwiękowe robią z lektury coś, od czego nie sposób się oderwać. Czekam na tom drugi w takim samym wykonaniu!

Moja ocena:
Książka 8/10
Audiobook 10/10

Za możliwość wysłuchania całego audiobooka w odcinkach dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Audiobook można kupić tu - klik!

Książka

 Dostępna jest też w abonamencie 

lipca 25, 2020

"Zapach prawdy" Iga Karst

"Zapach prawdy" Iga Karst

Autor: Iga Karst
Tytuł: Zapach prawdy
Cykl: Pensjonat Biały Dwór, tom 1
Data premiery: 24.07.2018
Wydawnictwo: Szara godzina
Liczba stron: 384
Gatunek: kryminał

Od jakiegoś czasu bardzo dziwi mnie fakt, że o niektórych książkach prawie w ogóle w blogosferze nie słychać, mimo iż lektura jest naprawdę na dobrym poziomie. Wygląda na to, że przeważnie sięgamy po to, co ma głośną, szeroko zakrojoną akcję promocyjną, choć poziom jaki przedstawia sobą książka ostatecznie bywa wątpliwy… Sama często padam ofiarą takich promocji, jednak staram się sięgać też po książki te mniej znane. Tak też zrobiłam z serią kryminalną Igi Karst, której obydwa tomy trafiły do mnie przy okazji ostatniej jej premiery. O książkach autorki jakoś niewiele się mówi, a po lekturze pierwszego tomu naprawdę nie rozumiem dlaczego. To naprawdę dobry kryminał! Iga debiutowała w 2005 roku książką z cyklu o Panu Samochodziku, później napisała jeszcze takie dwie. Do tej pory poza tymi wydała jeszcze 7 powieści, z czego dwie ze wspomnianego cyklu o Pensjonacie Biały Dwór. „Zapach prawdy” premierę miał dwa lata temu.

Historia rozpoczyna się, gdy na komendzie w Sycowie, małej wiosce pod Wrocławiem, zjawia się Piotr Korczyński – mężczyzna chce zgłosić zaginięcie własnego ojca. Nikt nie miał z nim kontaktu od soboty – jest wtorek. Jego ojciec to poważanym profesor botaniki wykładający na Uniwersytecie Wrocławskim oraz właściciel firmy specjalizującej się w hodowli storczyków, człowiek zdrowy, miły i uprzejmy, więc jego zniknięcie wydaje się dziwne. Sprawą zajmuje się komisarz Michał Orski i aspirant Paulina Siedlecka. Chwilę później na komendę wpływa zawiadomienie o znalezienie zwłok w okolicznym lesie – to niestety prawdopodobnie ciało profesora... Kto chciał jego śmierci? Przecież nikt nie miał powodu by zabijać miłego starszego naukowca… Orski i Siedlecka mają przed sobą naprawdę trudne dochodzenie, a sprawy nie ułatwia fakt, że wnuk profesora i jego przyjaciółka z dzieciństwa, a zarazem kobieta, która zawiadomiła władze o zwłokach w lesie Anita Herbst postanawiają rozwiązać zagadkę na własną rękę… Kto z nich odkryje kim naprawdę jest morderca?

Książka składa się z prologu, 75 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównie obserwuje naprzemiennie Anitę i Michała. Styl powieści jest przyjemny i prosty, książkę czyta się bardzo dobrze. Jedyna moja uwaga tyczy się sposobu zapisu wypowiedzi bohaterów – w kilku miejscach zauważyłam, że nagromadziło się za dużo myślników (przykład: „- Jeżeli chodzi o żuchwę, to mam wiadomości od Romanowskiego – powiedział Michał. – Specjalnie zaczął od tego tematu. Miał wrażenie, że…” Tego ostatniego myślnika nie powinno tam być!), które wprowadzają czytelnika w błąd, co trochę utrudnia zrozumienie tekstu od razu. Na szczęście nie zdarzało się to bardzo często, więc jest to błąd, który da się przełknąć. Poza tym do stylu nie mam uwag, książkę czyta się dobrze i całkiem płynnie.

Co do postaci to zarówno Anita, jak i Michał przedstawiają sobą bardzo ciekawe historie. Michał kilka lat temu przeprowadził się do Sycowa z Wrocławia, a chwilę później zmarła jego żona, zostawiając go z małym synkiem. Teraz Michał musi dzielić opiekę nad dzieckiem z pracą, co przy jego fachu do łatwych nie należy. Mężczyzna jest dobrym śledczym, ma w sycowej komendzie spory autorytet.

Anita z kolei też jest po przejściach, choć nie do końca wiemy jakich… Na co dzień mieszka we Wrocławiu i pracuje w kancelarii ojca, teraz przyjechała w odwiedziny do swojej babci, do Pensjonatu Biały Dwór. Nie jest specjalnie rozrywkową kobietą, dla niej idealny wieczór to książka, wygodny fotel i kawa. Praca dla niej jest ważna, a gdy Sebastian, wnuk zamordowanego, prosi ją o pomoc w śledztwie, kobieta wie, że może tu wykorzystać swoje zawodowe umiejętności. Sama też jest ciekawa o co w tym wszystkim chodzi.

Prócz dwójki głównych bohaterów znajdziemy tu również grono ciekawych postaci pobocznych jak policjant Karol, pani prokurator czy asystentka profesora. Swoją drogą zarys postaci zamordowanego też jest bardzo interesujący – tu też kryje się ciekawa historia sięgająca wielu lat wstecz…

Muszę zaznaczyć, że w książce bardzo podobał mi się temat, wokół którego krąży cała historia. Profesor był zagorzałym botanikiem, fanem wszelakich orchidei – sporo na ten temat można się w książce dowiedzieć. Jako że również kocham rośliny i bardzo lubię ten gatunek kwiatów, to dla mnie lektura o ich hodowli, odmianach i innych ciekawostkach była naprawdę bardzo interesująca! Za ten pomysł naprawdę należą się brawa 😊

Podobało mi się też, że pewien wątek sięga wiele, wiele lat wstecz – jego rozwiązania należy szukać w czasach lekko powojennych, w całkiem innej rzeczywistości niż tej, w jakiej teraz żyjemy. To zdecydowanie nadaje lekturze smaczku i sprawia wręcz, że jest pełniejsza.

Co do samej akcji powieści, to jest w miarę spokojna, choć na ilość zaskoczeń nie można narzekać. Obydwa śledztwa toczą się niespiesznie, w sumie nie ma ich o co zaczepić. Razem z bohaterami próbujemy złapać zagadkę to z jednej, to z drugiej strony, jednak ciągle każda z nich wydaje się nietrafiona… Takie błądzenie po meandrach śledztwa również zyskało moją aprobatę.

Intryga powieści jest ciekawa, dobrze przemyślana. Na samym końcu miałam trochę wrażenie, że może za mocno nagle się gmatwa, ale możliwe, że to po prostu wynikało z mojego zmęczenia czytaniem – większą część książki czytałam naraz. Ogólnie jednak podobał mi się sposób jej poprowadzenia.

Podsumowując, „Zapach prawdy” zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Książkę czyta się dobrze i szybko, zagadka wciąga, a bohaterowie intrygują. Temat dla mnie był superciekawy, a na rozwiązanie na pewno nigdy sama bym nie wpadła. Bardzo się cieszę, że część drugą mam od razu pod ręką, już teraz zaczynam jego lekturę, więc kolejna recenzja tego cyklu pojawi się już niebawem!

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina!



Książka dostępna jest też w abonamencie 

stycznia 18, 2020

"Tatuażysta z Auschwitz" Heather Morris

"Tatuażysta z Auschwitz" Heather Morris

Autor: Heather Morris
Tytuł: Tatuażysta z Auschwitz
Cykl: Tatuażysta z Auschwitz, tom 1
Tłumaczenie: Kaj Gucio
Data premiery: 18.04.2018
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 336

„Tatuażysta z Auschwitz” to książka, o której swego czasu było naprawdę bardzo głośno. Napisana została przez Heather Morris, pochodzącą z Nowej Zelandii, zamieszkującą na stałe w Australii, która w 2003 roku poznała i wysłuchała historii Ludwiga Eisenberga (po wojnie przyjął nazwisko Sokołow), człowieka, który od 1942 roku pełnił rolę tatuażysty w obozie Auschwitz. Jak autorka podkreśla, jest to powieść oparta na prawdziwych wydarzeniach, jednak nie jest to literatura faktu, a raczej zbeletryzowana opowieść o miłości w najmroczniejszych czasach. Wiem, że książce zarzuca się dużo niezgodności i przekłamań historycznych i po części rozumiem te zarzuty – my Polacy historię wywózki Żydów i obozów koncentracyjnych znamy dosyć dobrze, więc mniej więcej wiemy w co wierzyć, a w co nie. Jednak tak książka została przetłumaczona na wiele różnych języków, ruszyła na cały świat, gdzie nie jest tak dobrze znana, przez co dla obcokrajowców może powstać fałszywy obraz tego miejsca. Z drugiej strony na samym początku książki, podkreślone jest, że to fikcja literacka powstała na podstawie relacji więźnia obozu i  myślę, że tak po prostu trzeba ją traktować. My Polacy cały czas do tematu obozów podchodzimy w ogromnym przeczuleniem i zastanawiam się czy nie wyszło tak też i w tym wypadku.

Książka oparta jest na wspomnieniach Lalego (tak mówiono na Ludwiga), Słowaka i Żyda, który w 1942 roku trafił do obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Tam po czasie przejął funkcję tatuażysty i zakochał się w jednej z więźniarek – Gicie. W głównej mierze to po prostu historia miłosna dwojga ludzi, który poznali się na najgorszym momencie życia, a mimo tak ogromnej ludzkiej tragedii, ostatecznie spędzili razem całe życie. Poznajemy jak wyglądała codzienność Lalego w obozie, jak pomagał innym dzięki swojej pozycji tatuażysty, jak pomógł Gicie przetrwać piekło.

Historia opowiedziana jest w narracji trzecioosobowej czasu teraźniejszego. Styl jest surowy, prosty. Ewidentnie widać, że książka powstała ze scenariusza, a że autorka zajmowała się wcześniej tym obszarem twórczym. Niestety moim zdaniem te przeobrażenie ze scenariusza w powieść nie wyszło najlepiej, tekst jest skupiony na tym, co miał przekazać film, jest mało literacki.

Książka wydana jest starannie w twardej oprawie, tekst jest przyjemnie rozmieszczony, czyta się łatwo i szybko. Całość składa się z prologu, 28 rozdziałów i epilogu. Przed prologiem znajdziemy kilka słów o tym, ja traktować tą powieść, a po epilogu, w którym poznajemy losy Lalego i Gity już po ich ponownym odnalezieniu aż do ich śmierci, zamieszczone zostało postscriptum (wrażenie autorki z pierwszego spotkania z Lalym), dodatkowe informacje o głównych bohaterach (krótkie notki biograficzne), posłowie napisane przez syna Lalego i Gity oraz podziękowania autorki. Całość zamyka mapka obozu w Auschwitz.

Historii takie jak ta, opartych na prawdziwych wydarzeniach, nie ocenia się łatwo. Ja przy takiej tematyce skupiam się na jej warstwie literackiej, na odczuciach, jakich doświadczyłam podczas lektury. Nie sposób tu oceniać historii, bo nie ja ją przeżyłam, nie ja ją zbadałam, więc nie mnie oceniać co tu jest faktem a co nie. Wierzę, że główny zarys oparty jest na prawdziwej historii i to mi wystarczy.

Jeśli chodzi jednak o warstwę literacką, to nie mogę powiedzieć, że książka mnie zadowoliła. Styl autorki nie przypadł mi do gustu, przez co powieść nie wywołała we mnie za wielu emocji, odczucia bohaterów były potraktowane bardzo wyrywkowo i miałam wrażenie dużego uproszczenia. Najwięcej emocji i łzy w oczach wywołało u mnie dopiero posłowie... „Tatuażysta z Auschwitz” to debiut literacki Morris i niestety bardzo to widać. Zabrakło mi tu głębi, połączenia z lekturą, miałam wrażenie, że narrator opisuje wyrywkowe fakty, który są mu obojętne i nie za bardzo go interesują. Możliwe też, że odzywa się tutaj moja niechęć do wątków romansowych w powieściach, jednak myślę, że głównie chodzi to o to, że zabrakło w książce wyczucia.

Jeśli chodzi o samą historię, to oczywiście jest to piękna opowieść o miłości, która nie tylko odnalazła się w najgorszych czasach, ale i te czasy przetrwała. To wzruszająca opowieść o sile uczucia i ludzkiej dobroci w czasach gdy każdy najmniejszy odruch człowieczeństwa był na wagę złota.

Przez napisaniem tej recenzji szukałam trochę informacji na temat prawdy w tej historii, jednak nigdzie nie znalazłam informacji o kosztownościach, które według powieści gromadził Lale i za które kupował żywność od pracujących w obozie ludzi z okolicznej wioski. W ogóle wydaje mi się, że w porównaniu do innych powieści z literatury obozowej tutaj bohaterowie mieli dużą swobodę poruszania się i interakcji. Nie jestem przekonana czy mogę w to wierzyć, przez co też pewnie książkę odebrałam trochę mniej entuzjastycznie niż inni.

Ogólnie mam mieszane odczucia co do tej powieści. Jasne, temat jest ciężki i poważny, historia piękna, jednak pod względem literackim czegoś mi tu zabrakło. Styl autorki do mnie nie przemówił, historię w większości odebrałam dosyć obojętnie, co przy takiej tematyce jest naprawdę dziwne. Dam autorce jeszcze szansę przy „Podróży Cilki”, kontynuacji „Tatuażysty...”, zobaczymy czy udało jej się poprawić styl i warsztat literacki.

Moja ocena: 6/10

Książka dołączyła do mojej biblioteczki dzięki portalowi czytampierwszy.pl



stycznia 06, 2020

"Morderstwo na święta" Francis Duncan

"Morderstwo na święta" Francis Duncan

Autor: Francis Duncan
Tytuł: Morderstwo na święta
Cykl: Mordecai Tremaine, tom 2
Tłumaczenie: Tomasz Bieroń
Data premiery: 26.11.2018
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 312

Z książką „Morderstwo na święta” wiąże się całkiem ciekawa historia, którą dokładniej opisałam już w maju 2019, przy premierze pierwszego tomu cyklu o detektywie Mordecai Tremaine pt. „Morderstwo ma motyw” – klik! Tutaj przypomnę tyle, iż książka pierwotnie ukazała się w 1949, a w 2015 została odkryta na nowo, jednak poszukiwania jej prawdziwego autora sprawiły wydawcom nie lada wyzwanie. Autor cyklu o Tremaine żył do 1988 roku, jednak pisał tylko do lat 50. Na swoim koncie ma ponad 20 tytułów, z czego w Wielkiej Brytanii wznowionych zostało jak na razie tylko 5. Mam nadzieję, że ta liczba szybko się powiększy oraz, że polski wydawca szybko przetłumaczy pozostałe 3 dostępne na ten moment tytuły. Mnie ten cykl oczarował już przy pierwszym tytule, teraz, podczas lektury drugiego, moja miłość się tylko utrwaliła 😊

Akcja „Morderstwa na święta” toczy się w starym szlacheckim dworku na odległej angielskiej prowincji. Właściciel, Benedict Grame niedawno odkupił posiadłość od prawowitego właściciela, który nie był w stanie odrestaurować posiadłości. Grame, starszy pan ze sporym majątkiem, nie miał z tym problemu i teraz zaprosił do swojej posiadłości kilku gości, by razem spędzić święta Bożego Narodzenia w ‘starym’ stylu. Jest duża choinka, gospodarz dba o aktywności dla gości, a sam w noc Wigilii przebiera się za świętego Mikołaja i rozwiesza na choince prezenty. Brzmi baśniowo, prawda? Jednak mieszkańcy dworku tak się nie czują. Sekretarz Grame’a Blaise jest przekonany, że Grame’owi grozi jakieś niebezpieczeństwo. Tak samo dziwny niepokój odczuwa mieszkanka dworku, wychowanka przyjaciela, piękna i młoda Denys Arden. Z tego powodu zaproszenie na święta dostaje Mordecai Tremaine. Blaise w tajemnicy prosi go o rozwiązania zagadki, zanim będzie za późno... Czy Mordecai zdąży zanim morderca wprowadzi w życie swój plan? Kto jest zagrożony, a kto grożącym?

Kompozycyjnie książka składa się z prologu i 18 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl powieści jest czarujący. Spokojny, klimatyczny, starodawny. Pierwsze kilka stron z tego powodu może czytać się trochę dziwnie, jednak szybko te wrażenie znika i czytelnik może się delektować cudowną atmosferą starego klasycznego brytyjskiego kryminału.

Akcja powieści toczy się w czasie świąt, więc i atmosfera jest bardzo świąteczna. Za oknami śnieg, w środku, w dużym reprezentacyjnym pokoju stoi ogromna choinka, a bohaterowie nastawieni są na świętowanie. Ta atmosfera oddana jest tak szczegółowo, że czytając czułam się jakbym tam była. Właściciel lubi przepych, lubi świętować hucznie i chce święta w, jak narrator to określa, ‘dickensowskim’ stylu.

Gości, a zarazem bohaterów mamy trzynastu. Główną postacią jest oczywiście detektyw amator Mordecai Tremaine. To starszy pan na emeryturze, który przez cały życie fascynował się kryminologią, a teraz w końcu może ze swojej wiedzy zrobić użytek. Jego nazwisko jest już trochę znane, w wakacje rozwiązał jedną sprawę morderstwa (z pierwszego tomu), o czym pisały gazety. To dobry, uczuciowy, wierzący w miłość i dobroć człowiek, który, mimo że sam nie założył rodziny, uważa, że największy dar, to miłość pomiędzy dwojgiem ludzi. Mordecai jest też wyśmienitym obserwatorem, dostrzega małe niuanse w zachowaniu innych, które dla pozostałych są niewidoczne. Jest mistrzem dedukcji, a ze swojej wiedzy potrafi zrobić pożytek.
Poza detektywem, świętować razem z Grame’m ma małżeństwo w średnim wieku, które na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżnia. Dwie piękne kobiety, o urodzie skrajnie odmiennej. Najbliższy przyjaciel Benedicta, a zarazem opiekun Denys. Jest też wspomniany już sekretarz, siostra Grame’a oraz pewien naukowiec, który ewidentnie świąt nie lubi. Znany polityk oraz samotny mężczyzna, który jak się szybko okazuje, również jest na utrzymaniu Grame’a. Do towarzystwa dołącza też młody człowiek, który w Danys jest szaleńczo zakochany. Wszyscy wymienieni są obecni w kluczową noc dla dalszych wydarzeń powieści, przez co z zagadka nosi znamiona tak zwanego ‘zamkniętego pokoju’.

Akcja powieści jest poprowadzona spokojnie ale ciekawie. Autor dokładnie wie, jak przyciągnąć uwagę czytelnika i utrzymać delikatne, przyjemne napięcie przez całą lekturę. Zakończenie jest mocno zaskakujące, sama nigdy bym na takie rozwiązanie nie wpadła.

Ogólnie jestem lekturą oczarowana. Świetny, dawny styl (ukłony dla tłumacza!), uroczy starszy detektyw i ciekawa, wciągająca zagadka gwarantują przyjemne kilka godzin lektury. Przyznam się, że podczas czytania było mi tak miło i przyjemnie, że cały czas się uśmiechałam 😊 Duncan zdecydowanie trafia na listę moich ulubionych autorów, a Tremaine bohaterów. Uwielbiam tego starszego pana! Mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać na kolejną część!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!

lipca 31, 2019

"Denar dla szczurołapa" Aleksander R. Michalak

"Denar dla szczurołapa" Aleksander R. Michalak

Tytuł: Denar dla szczurołapa
Cykl: Gabor Horthy, tom 1
Data premiery: 04.09.2018
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 432

Kto z nas nie zna legendy o Fleciście z Hameln? Historię tą opowiedzieli w swoich „Baśniach” Bracia Grimm, ale przewija się ona dosyć często w literaturze. Najwięcej oczywiście w książkach badawczych, ale raz na jakiś czas znajdziemy też o niej wzmianki w literaturze i ogólnie kulturze bardziej przystępnej dla zwyczajnego człowieczka 😊 Po tą historię sięgnął również Aleksander R. Michalak, chociaż jak przyznaje w jednym z wywiadów, legenda ta doszła do książki dopiero po jakimś czasie, autor zaczął pisanie od innych wątków powieści. „Denar dla szczurołapa” to debiut autora w beletrystyce, wcześniej publikował książki typowo naukowe. Pisarz jest dobrze wykształcony, studiował historię i teologię, fascynuje go religia Bliskiego Wschodu – judaizm i wczesne chrześcijaństwo. Zna też kilka języków, i ciągle uczy się kolejnych 😊 Wszystko to znajdziemy w jego debiutanckiej powieści, określanej jako thriller z historią w tle, chociaż ja określiłabym go jako thriller religijny – nie odnośni się oczywiście stricte do chrześcijaństwa, a właśnie do dawnych wierzeń, nadprzyrodzonych mocy i demonów. Już po tym wstępie nasuwa się skojarzenie z Danem Brown, prawda?

Główna akcja powieści toczy się na przestrzeni dwóch lat. Gabor Horthy, Węgier, wykładowca studiów orientalnych i demonolog podczas swojego pobytu w Tybindze zaczyna fascynować się postacią Augusta Erdmanna, badacza, teologa, orientalisty, który w późniejszych latach życia bardzo interesował się legendą o szczurołapie. Bohater czuje jakieś dziwne, nadprzyrodzone powiązanie z tą historią i z naukowcem, ma przebłyski wspomnień, które nie są jego. Postanawia zgłębić badania orientalisty oraz dowiedzieć się coś więcej o naukowym podejściu do wspomnianej legendy. Bohater podąża śladami pism i dawnych kultur, wskazówek i dalszych informacji szuka w bibliotekach, odkryciach archeologicznych oraz dawnych wierzeniach. Gdzie go ta historia zaprowadzi? Czy dawna legenda ma swoje odbicie w aktualnej rzeczywistości? Kim jest Flecista z Hameln i co tak naprawdę kryje się za tą postacią? I dlaczego Horthy jest w to wszystko osobiście wmieszany?
„... o ile patrząc na świat, mogę sobie łatwo wyobrazić, że ktoś nie wierzy w Boga, to czy uważnie obserwując to, co się na nim dzieje, można wątpić w istnienie diabła?”
Kompozycyjnie książka składa się z prologu i czterech części. Nie ma podziału na rozdziały, ale oczywiście powieść nie jest pisana jednym ciągiem, każda ze scen ma wyraźne oznaczenie. Każda z części dzieje się w innym mieście, pierwsza i ostatnia w Tybindze, druga w Jerozolimie, a trzecia w Oksfordzie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównie podąża za Gaborem, ale zdarzają się wyjątki. Styl prowadzenia narracji jest bardzo uważny, narrator sporo miejsca poświęca na szczegóły otoczenia, głównie te architektoniczne. Na początku wydawało mi się to trochę rozwlekłe, ale później już przestałam to zauważać. Myślę, że częściowo też za początkowe wrażenia mogę obwiniać fakt, że musiałam książkę sporo razy odkładać, więc nie do końca mogłam się wczuć w akcję. Myślę że, by zostać z początku skutecznie wciągniętym, to trzeba jednym ciągiem przeczytać z jakieś 150 stron. Później akcja już tak nabiera tempa, że już nie będzie z tym problemu 😊 Co ciekawe, to fakt, że czas w powieści liczony jest w latach „po wyjściu dzieci” – jest to bezpośrednie nawiązanie do legendy o Fleciście, której wydarzenia miały mieć miejsce w Hameln w 1284 roku.

Główną postacią powieści jest oczywiści Gabor Horthy. Pierwsza scena z jego udziałem dokładnie opisuje z kim mamy do czynienia wizualnie. Gabor jest dosyć młodym mężczyzną, obeznanym w sztukach walki, który nie do końca wygląda na profesora i specjalistę od demonów 😊 Lubi alkohol i kobiety, jest skory do bójek. Dosyć zamknięty w sobie, ma wielu znajomych, ale chyba żadnych przyjaciół. Jest typowym naukowcem pod tym względem, że gdy już zdecyduje się na jakiś temat, to drąży go do końca, nie wycofuje się, choćby dalsze odkrycia wiązały się z zagrożeniem życia...

Jako że Gabor jest samotnikiem to pozostałe postacie w powieści są bardzo poboczne. Mamy oczywiście piękną kobietę, która w pewnym momencie pomaga bohaterowi i zostaje z nim na dłużej. Ważną, choć niewielką rolę odgrywa też dziennikarz Kowalewicz, który pisze artykuł o sierocińcu w Jerozolimie sponsorowanym przez pewnego bogacza. Jest też stary naukowiec, u którego rady szuka Gabor. Na koniec muszę też wspomnieć o bardzo ciekawej kreacji jednego z naukowców, Victor bodajże mu było na imię. Przezabawna postać! Taki trochę inteligentny, uczony burak 😊

Najważniejsza w historii jest tajemnica związana z Flecistą, to na dążeniu do jej odkrycia opiera się cała fabuła. Co ciekawe to to, że większość tej historii ma odbicie w rzeczywistości, wszystkie te pisma i odkrycia archeologiczne istnieją naprawdę. Autor ma naprawdę dużą wiedzę na ten temat, co bardzo sprytnie wykorzystuje w historii.

Największe wrażenie robi jednak klimat powieści. Wizje, dziwne wspomnienia, flecista kojarzony z samym diabłem, dawne wierzenia, paranormalne moce – wszystko to autor przedstawia w taki sposób, że momentami faktycznie się bałam! Jest mroczno i tajemniczo, dzieją się dziwne, niewytłumaczalne rzeczy... Książka budzi niepokój, trzyma w napięciu, emocje wzrastają. Zakończenie jednak trochę mnie rozczarowało, chociaż było chyba dosyć typowe dla tego typu literatury. W każdym razie tak jak przez środek książki często czułam grozę, tak samo rozwiązanie trochę zaszło za daleko, żebym mogła uwierzyć w jego realność.

Ogólnie jestem zadowolona z lektury. Kilkanaście lat temu zaczytywałam się w Danie Brown, teraz miałam taki mały powrót do tamtych czasów. Co prawda z początku było mi się ciężko wgryźć w historię (chociaż prolog jest bardzo interesujący!) i końcówka jak dla mnie tez pozostawia trochę do życzenia, ale większa część powieści mocno mnie wciągnęła i wywołała ciarki na plecach. Nie spodziewała się tego, więc tym bardziej zrobiło to na mnie wrażenie. Na pewno sięgnę po zbliżająca się kolejną powieść o przygodach Gabora, która premierę będzie miała już 3 września!

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika!