Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoagora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoagora. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 16, 2026

"Dolina czarownic" Michał Zgajewski

"Dolina czarownic" Michał Zgajewski

Autor: Michał Zgajewski
Tytuł: Dolina czarownic
Cykl: Norbert Krzyż, tom 4
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 392
Gatunek: kryminał noir
 
Michał Zgajewski to autor, który z powodzeniem łączy czarny, duszny kryminał z lokalnym folklorem okolic Żywca. Debiutował w roku 2024 powieścią “Strażnik jeziora”, pierwszym tomem serii z prywatnym detektywem Norbertem Krzyżem (recenzje – klik!), a zarazem jej narratorem, który z czytelnikiem się nie patyczkuje, a sam nieustannie ładuje się w kolejne kłopoty. Teraz, od zaledwie tygodnia, seria liczy już cztery tomy, pomiędzy nimi ukazała się też powieść osobna - “Czarnobogi” (recenzja - klik!), która ma zapoczątkować drugą serię autora. Wszystkie te książki zostały dobrze przyjęte przez czytelników, a debiut otrzymał statuetką Kryminalnego Debiutu Roku 2024 przyznawaną na Gwiazdozbiorze Kryminalnym.
 
Październik, Dolina Zimnika. Prywatny detektyw Norbert Krzyż po telefonie podkomisarz Zuzy Madejskiej zjawia się na miejscu zbrodni - ofiarą jest młoda dziewczyna, studentka psychologii, która niedawno rozpoczęła z nim współpracę jako testerka wierności mężczyzny podejrzewanego o związki z Czarnym Domem, szemranym miejscem, w którym dochodzi do najgorszych zbrodni… Czy to przez ich współpracę Klaudia straciła życie? Naga, z podciętym gardłem, przywiązana do drzewa od razu wzbudza w Norbercie poczucie winy. Nic więc dziwnego, że detektyw angażuje się w tę sprawę, dobrze jednak idzie, bo nowy policjant aspirant Szczepan Bryś bardzo chętnie z nim współpracuje. Czy uda im się wspólnie dojść do prawdy: kto stoi za śmiercią dziewczyny i o co tak naprawdę chodzi z tym Czarnym Domem?
 
Książka rozpisana jest na trzy tytułowane części, które w sumie składają się na dwadzieścia pięć rozdziałów, a te dzielone są na jeszcze krótsze fragmenty - niektóre scenki to zaledwie pół strony, inne liczą ich dosłownie kilka, co potęguje wrażenie dynamizmu akcji. Warto też wspomnieć o wydaniu książki, grafikach, które podsycają mroczny klimat - każda część oznaczona jest dużą grafiką gołych konarów drzew, a numery stron malutkimi pochylającymi się do siebie bezlistnymi drzewami. Detale, które oddziałują na odbiór!
Narracja powieści prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Norberta Krzyża, a zatem świat, który czytelnik widzi, jest światem prezentowanym subiektywnie, nacechowany emocjami głównego bohatera. Styl powieści jest jednym z elementów budujących jego charakter, a równocześnie doskonale wpisuje się w podgatunek czarnego kryminału. Krzyż nie przebiera w słowach, przekleństw używa dla podkreślenia swoich gęstych emocji, nie nadużywa ich jednak na tyle, by miały tracić sens. Zdania są krótkie, konkretne, co dobrze wpisuje się w dynamiczną fabułę, a dialogi prowadzone sprawnie, momentami doprawione są nutą uszczypliwości. Kilka razy pojawiają się też fragmenty tekstu, który Krzyż znalazł w lokalnej bibliotece na temat zbrodni, jakie wieki temu popełniono na kobietach podejrzanych o czary…
“Jak jesteś w czymś dobry, ktoś zrobi z tego użytek.”
Bo jak sam tytuł wskazuje, czarownice mają solidne miejsce w tej fabule. Autor korzysta z historii miejsca - Skrzyczne uważane było za punkt, w którym odbywały się sabaty czarownic. Tam też w XVI wieku dochodziło do polowań, których zapisy wplecione są w fabułę powieści. W tym wątku jednak nie chodzi tylko o grzechy przeszłości - czarownice w nieco innej formie pojawiają się też we współczesności nadając powieści lekko oniryczny charakter. Nietoperze, eliksiry, zioła używane do własnych celów, ale też siła, jaka płynie z tych wierzeń, raz po raz wplatają się w fabułę.
“(...) religia i władza nigdy nie zaspokoją duchowych rozterek. Człowiek zawsze będzie szukał czegoś, z czym będzie mógł się podskórnie identyfikować. Dziś przecież też tak jest. Ludzie szukają autorytetów wśród oszołomów na YouTubie i innych kaznodziejów czy bioenergoterapeutów (...).”
A wraz z nimi tematy do refleksji, w których szukamy źródła lęku, ludzkiej niepewności i granic, których przekraczać się boimy - a ten strach czasami posuwa ludzi do okropnych czynów, czynów, które poparte są tylko i wyłącznie niezrozumieniem. Zresztą granice to przewodni temat tej powieści - te granice, które oddzielają zwyczajne, normalne życie, od tego, z którego trudno zawrócić. Czy to chodzi o nałogi, fanatyzm, brutalność, przestępstwa, odbieranie życia czy popadanie w szaleństwo - nie ma to znaczenia, po przekroczeniu tej jednej, czasami tak mocno zatartej granicy, powrót do normalności wydaje się już niemożliwy…
“Miałem wrażenie, że dziś ludzie wszystko robią na pokaz. Dbają wyłącznie o swój wizerunek w mediach. Reszta się nie liczy. A już na pewno nie liczy się sprawiedliwość. A może nigdy się nie liczyła?”
Już samo to zagadnienie wprowadza w powieść duszny, przytłaczający mrokiem kryjącym się w człowieku klimat. Ale autor idzie jeszcze dalej, potęguje go poprzez samą pogodę, miejsce, w którym zamknięte społeczności trzymają sekrety blisko i ten Czarny Dom, coś naprawdę złego, coś, co do tej pory jest dla Norberta nie do końca określone, mimo że z tym tematem spotyka się od pierwszego tomu swoich przygód… To wszystko doskonale wpisuje książkę w podgatunek czarnego kryminału, ten zaduch, mrok, beznadzieja wręcz wylewają się z kart powieści.
 
I Norbert w ten klimat doskonale się wpisuje - to bohater, któremu na drugie imię kłopoty. Ale w tym swoim pakowaniu się w problemy jest bardzo ludzki - on chce poprawy, próbuje od bodajże drugiego tomu, jednak zawsze pojawia się coś, przez co ze swojej ścieżki ku poprawie schodzi. Najczęściej jest to praca, dążenie do poznania prawdy w mocno zakłamanym świecie, któremu nie potrafi odmówić nawet, kiedy na szali staje dobro jego dziewięcioletniej córki. Bo tak, to nie tylko detektyw, ale i ojciec, który choć mocno nieudolnie, nieustannie pracuje nad relacjami z dziewczynką. Norbert, mimo pozytywnych cech swojego charakteru, jest też typowym samotnym wilkiem - w sytuacjach, w których powinien iść na policję, działa sam, co nieustannie kończy się dla niego źle. Och Norbert, czy ty się kiedyś nauczysz?
“- U mnie zawsze jest kiepsko. - Uśmiechnąłem się sztucznie. - Gorzej jest tylko, gdy to “kiepsko” się spotęguje. Wtedy nie ogarniam.”
Fabuła powieść prowadzona jest tempem przyjemnie dynamicznym, a przeplatają się w niej wątki solidnie gangsterskie z małomiasteczkowymi. Tu szemrane typy, które nie cofną się przed niczym krążą wokół zwyczajnych ludzi zamieszkujących odludne, górsko-leśne tereny - a pomiędzy nich ładuje się oczywiście Norbert. Autor sprawnie łączy brutalne wątki i tajemnicami małej społeczności, prywatność z organizacją przestępczą, której macki rozciągają się we wszystkie kierunki… Intryga powieści jest zatem wielowątkowa, wymaga od czytelnika skupienia - co chwilę pojawiają się nowe informacje, nowe zależności, wychodzą na wierzch fakty z przeszłości, które w chwili ujawnienia zdają się bez znaczenia, wkrótce jednak okazują się dla fabuły istotne. Warto zachować czujność, by móc samodzielnie złożyć historię w odpowiednim momencie w całość.
“Nieoczywiste skojarzenia plus niewyparzony język to moja specjalność.”
“Dolina czarownic” to ciekawy miks gatunkowy - małomiasteczkowy kryminał przeplata się z gangsterską sensacją, lokalne wierzenia z niechlubną historią miejsca. Bez wątpliwości jednak jest to kryminał noir - mroczny, duszny, brudny, w którym czasami trzeba zakląć, czasami trzeba sięgnąć po butelkę. Klasyka odtworzona sprawnie, ale wpisana w polską mentalność. Michał Zgajewski potrafi zaciekawić, potrafi poplątać fabułę tak, że na najłatwiejsze rozwiązanie czytelnik nie wpadnie. Historia, która wymaga skupienia, uwagi, a w zamian daje od siebie lekko gangsterką rozrywkę z dobrymi, uniwersalnymi tematami do refleksji.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 14, 2026

"Upiór" Maciej Siembieda

"Upiór" Maciej Siembieda

Autor: Maciej Siembieda
Tytuł: Upiór
Cykl: Jakub Kania, tom 8
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 336
Gatunek: powieść kryminalna / sensacyjna
 
Od kilku dobrych lat powieści Macieja Siembiedy cieszą się ogromną popularnością, co jego samego stawia w czołówce polskich autorów tworzących w gatunku powieści kryminalnych. Co ciekawe, na rynku beletrystycznym pojawił się zaledwie dziewięć lat temu - w 2017 debiutował powieścią “444” (recenzja - klik!), która rozpoczęła cykl z Jakubem Kanią, wtedy jeszcze przedstawianym jako prokurator IPN-u. Nie było to jednak jego pierwsze spotkanie z piórem i tajemnicami, które oddziałują na wyobraźnię - wcześniej przez ponad trzydzieści lat był dziennikarzem, prowadził śledztwa historyczne, za które był nagradzany i do teraz jest ceniony. I to w jego powieściach czuć - nie tylko pod względem literackim, który dopracowany jest do perfekcji, ale też pod kątem fabuły, która usiana jest ciekawostkami, na jakie w przeszłości się natknął. “Upiór” jest tego perfekcyjnym przykładem - opiera się o historie i ludzi, z jakimi jego ścieżka skrzyżowała się dwadzieścia lat temu. To trzynasta powieść w karierze beletrystycznej Macieja Siembiedy, ósma z cyklu z Jakubem Kanią - pisana jest jednak tak, że można czytać ją bez zachowania kolejności chronologicznej serii.
 
Grudzień 2018 roku dla Beaty Kopczyńskiej jest prawdziwym dopełnieniem klęsk, jakie spadły na nią w przeciągu ostatniej dekady. Do tej pory poważany w środowisku Dom Pogrzebowy Kopczyńskich w wyniku pomyłki pracownika zmuszony jest zamknąć swoją działalność - biznes przechodzi w ręce innego właściciela, by zarządzająca nim Beata mogła pokryć wysokie odszkodowanie, jakie musi zapłacić za przypadkową zamianę ciał… Kiedy więc okazuje się, że sama jest beneficjentką polisy na dwa miliony staje przed poważnym dylematem - co jest ważniejsze: prawda czy pieniądze? To jednak nie tylko od niej zależy. W sprawę ingeruje firma ubezpieczeniowa, która decyduje się przeprowadzić śledztwo, niepewna czy taka wypłata na pewno się należy. A żeby to zrobić, trzeba zgłębić się w historię ojca Beaty, Marka, który jeszcze jako nastolatek dziwnie mocno interesował się tematem śmierci… Jaka tajemnica kryje się w jego historii? I co jego opowieść ma wspólnego z Władysławem Reymontem? To zadanie dla Jakuba Kani, jednak czy na pewno będzie w stanie się go podjąć?
“W mojej branży nie można tracić człowieczeństwa, ale trzeba umieć wyłączyć emocje.”
Książka rozpisana jest na cztery części i epilog. Każda część dzielona jest kilkustronicowe rozdziały, które otwiera określenie czasu - akcja powieści rozpoczyna się w grudniu 2018 roku, kończy kilka miesięcy później, ale nie toczy się całkowicie linearnie, bo sięga aż trzydziestu lat wstecz. Umiejscowienie akcji dyktowane jest samą opowieścią - początkowo czas teraźniejszy przeplata się z przeszłością, później to w przeszłości zostajemy na dłużej, by ostatecznie wrócić i zostać już w szeroko pojmowanej teraźniejszości. Początkowe zmiany czasu i narracji mogą wymagać od czytelnika większego skupienia, konieczne jednak są, by oddać historię w pełni.
Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a narrator obserwuje naprzemiennie kilka postaci: jest oczywiście Kuba, ale i Beata Kopczyńska, a w przeszłości jej ojciec i kilka innych postaci w całą sprawę uwikłanych. Stylistycznie książka jest znakomita - lekkość pióra autora, jego swoboda w posługiwaniu się językiem literackim, który z jednej strony jest elegancki, z drugiej bardzo plastyczny, sprawia, że przez powieść się płynie, nie ma w niej żadnego zawahania, żadnego momentu, w którym ze względu na budowę zdania musiałabym wracać, by na pewno zrozumieć, co autor chciał przekazać, co zdarza mi się często u innych autorów - u Siembiedy nigdy. Ten autor z dużym wyczuciem prowadzi narrację, w odpowiednich miejscach przyspiesza, by za chwilę pokusić się o stwierdzenia uniwersalne, a czasami o lekką ironię, co sprawia, że powieść jest po prostu równa i pełna. Niewiele autorów dba o język tak, jak ten!
“Milczenie to najlepsze lekarstwo na wszystko, co nas prześladuje. Udawajmy, że czegoś nie ma, to może to coś rzeczywiście zniknie. Tuszujmy niewygodne tematy, ukrywajmy prawdę, zamiatajmy ją pod dywan. Albo lekceważmy. Wmawiajmy sobie, że to nic takiego. Aż dobierze się do nas tak, że nie będziemy mogli nad tym zapanować. A wtedy pozostaną już tylko leki, terapia, szpital psychiatryczny albo samobójstwo.”
Oczywiście nie umniejsza to dbałości o samą fabułę. W “Upiorze” przede wszystkim zaskakuje pomysł, w którym autor łączy biznes funeralny z ludzkim, znanym od wieków lękiem przed śmiercią, a w szczególności przed… pogrzebaniem za życia, co ma nawet specjalną nazwę - to tafefobia. To jeden z wręcz pierwotnych lęków ludzkości, którego historia jest makabryczna, acz ciekawa, z czego tutaj Siembieda korzysta w pełni. Nie byłby jednak sobą, gdyby intrygi nie rozbudował mocniej - poruszamy się więc w tematach dawnych legend, nowoczesnych wynalazków, a także wspomnianego i widocznego na okładce Władysława Reymonta, którego krótką biografię wraz z jednym w jego utworów w powieści poznajemy. Jak zawsze budując intrygę, autor opiera się częściowo na prawdzie historycznej, którą dzięki fikcji literackiej składa w jedną, skomplikowaną, wielowątkową i budzącą podziw całość.
 
Książka poprzez swoją tematykę osadza się na wąskiej granicy pomiędzy życiem a śmiercią - czy jest coś pomiędzy? Czy można żyć i nie żyć równocześnie? Jak doświadczenia śmierci czy śmierci pozornej wpływają na człowieka i jego bliskich? To ważne pytania, jakie fabularnie musimy sobie postawić.
“- Czy my od teraz jesteśmy na ty? (...)
- Zawsze byliśmy. Tylko brakowało nam emocji, żeby to wprowadzić w życie.”
Intryga prowadzona jest w tempie umiarkowanie spokojnym - początkowo częste zmiany czasu sprawiają, że historia daje wrażenie bardziej dramatu rodzinnego niż sensacji. Później proporcje się zmieniają, intryga się zagęszcza, jednak nadal nie jest prowadzona jak w typowej sensacji - bo tu nie rządzi gatunek, tu pierwszeństwo ma po prostu historia, która dobrze przemyślana, cały czas podsyca ciekawość czytelnika. Sama zagadka w pewnym punkcie fabuły nie jest trudna do rozwiązania, przynajmniej częściowo, mimo to autor i tak porządnie czytelnika zaskakuje.
“Podczas egzaminu przed wydaniem broni więcej uwagi poświęcano przepisom niż praktyce.
Przepisy. Potrafiły wykończyć więcej policjantów niż bandyci.”
A postacie? Jak zawsze u Siembiedy, są nośnikiem historii, a mimo to są dobrze dopracowane pod kątem psychologicznym. Każda z nich, niezależnie od stopnia uwikłania w fabułę, jest bardzo ludzka, ich zachowanie jest naturalnie, nie razi sztucznością. Czarne charaktery długo zachowują ziarno tajemniczości, nie brak też postaci dziwnych, zaskakujących, których pasje i fobie wychodzą poza to, z czym spotykamy się na co dzień. Stałe postacie serii są stabilne, sympatyczne, zachowują zgodność charakterów z tym, co już o nich z wcześniejszych tomów wiemy.
“Nie wolno przerywać ludziom, których coś trapi i chcą się zwierzyć.”
“Upiór” Macieja Siembiedy to powieść, w której historia prawdziwa przecina się z fikcją literacką, w której pobrzmiewają echa ludzkich dramatów, ale też i historii sensacyjnych, gangsterskich, a nawet szpiegowskich. Śledztwo prowadzi fabułę w ciekawe rejony, przez kilka różnych miejsc po Polsce, które związane są z główną tematyką powieści - upiorami, zmarłymi powracającymi z grobów, czy po prostu śmierci, które śmiercią nie były. Autor zaprasza nas do świata, w którym realizm zaciera się ze spirytualizmem, a znane historie ukazywane są w całkiem innym świetle. To powieść nasączona ciekawostkami podana w spójnej, doskonale dopracowanej językowo formie - czytanie jej to czysta przyjemność!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 18, 2026

"Uśmiech fortuny" Richard Osman

"Uśmiech fortuny" Richard Osman

Autor: Richard Osman
Tytuł: Uśmiech fortuny
Cykl: Czwartkowy Klub Zbrodni, tom 5
Tłumaczenie: Anna Rajca-Salata
Data premiery: 25.02.2026
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 440
Gatunek: kryminał cosy crime
 
Richard Osman od początku swojej kariery zawodowej związany był z brytyjską telewizją - najpierw zajmował się produkcją i zarządzaniem, później przeszedł na drugą stronę kamery i za sprawą teleturnieju The Pointless, którego prowadzącym był przez lata stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych osobistości telewizyjnych. Ostatnio jednak dał poznać się też od innej strony - w 2020 wydał swoją pierwszą powieść pt. “Czwartkowy Klub Zbrodni”, która przyczyniła się do rosnącej popularności kryminału cosy crime. Teraz zapoczątkowana tym tytułem seria liczy już pięć tomów i sprzedała się w ponad pięciomilionowym nakładzie, a w poprzednim roku doczekała się ekranizacji filmowej w gwiazdorskiej obsadzie z Helen Mirren, Pierce'em Brosnanem, Benem Kingsley’em i Celią Imrie. W roku poprzednim autor rozpoczął również nową serię Wyjaśniamy morderstwa, którą będzie rozwijał naprzemiennie z Czwartkowym Klubem Zbrodni.
W Polsce na ten moment dostępne są wszystkie jego powieści, choć Czwartkowy Klub Zbrodni zaliczył dwa początki - po raz pierwszy wydany był w 2020 roku pod tytułem “Morderców tropimy w czwartki” i wtedy na tym jednym tomie się skończyło. Dopiero w 2023 książka wydana została ponownie, już pod tytułem “Czwartkowy Klub Zbrodni”, a niewiele później ukazały się tłumaczenia trzech kolejnych tomów (recenzje – klik!). Na najnowszy, piąty pt. “Uśmiech fortuny” przyszło nam jednak poczekać dwa lata i prawdopodobnie kolejne tyle będziemy czekać na tom szósty - autor wydaje jedną książkę rocznie, a zatem teraz przy dwóch seriach kolejne tomy danej serii właśnie w takim dwuletnim, naprzemiennym odstępie będą się ukazywać.
 
Od wydarzeń z “Ostatni gasi światło” minął już rok. W tym czasie życie na osiedlu seniorów Coopers Chase toczyło się spokojnym, stałym rytmem, a choć Elizabeth na jakiś czas ze wspólnych aktywności się wycofała, to Czwartkowy Klub Zbrodni, jaki połączył i rozpoczął przyjaźń czwórkę emerytów, przetrwał. Jednak tego czwartku to nie w osiedlowej bibliotece będą się spotykać, a na weselu córki Joyce: Joanna wychodzi za mąż za Paula, wykładowcę, którego poznała pół roku temu. A kiedy wszyscy tańczą, do Elizabeth pozostałej przy stoliku podchodzi drużba pana młodego, Nick Silver, współwłaściciel dużej firmy zajmującej się przechowywaniem zimnych danych. Nick twierdzi, że ktoś dzisiaj rano chciał go zabić, a że Paul mówił mu, że Elizabeth jest byłą agentką specjalną, pomyślał, że mogłaby mu pomóc. Mężczyzna jest przekonany, że ktoś czyha na jego życie, a Elizabeth patrząc na zdjęcie bomby, jaką odkrył przyczepioną do swojego samochodu, jest w stanie się z nim zgodzić. Umawiają się zatem na dzień kolejny, jednak gdy dociekają wraz z Joyce do jego mieszkania, jego już tam nie ma. Jest bałagan, jakby ktoś czegoś szukał, i cienka teczka podpisana imieniem Elizabeth… W tym samym czasie Ron musi zmierzyć się z innym problemem, w którym zagrożone jest życie jego własnych dzieci. Czy po raz kolejny czwórka emerytów zdoła wyjść z tych tarapatów obronną ręką?
“Niektórzy ludzie zajmują się w życiu podkładaniem bomb, dlatego inni muszą je potem rozbrajać.”
Książka rozpisana jest na dziewięć części, z czego osiem toczy się w przeciągu ośmiu dni, według których są podzielone. Ostatnia część to zdarzenia już mocniej rozciągnięte w czasie, aż do półtora miesiąca później. Części dzielone są na rozdziały, których w sumie jest 76, a poprzedza je krótki prolog. Pisane są w narracji trzecioosobowej czasu teraźniejszego z perspektywy Elizabeth, Rona, Ibrahima i jeszcze kilku powiązanych z nimi postaci znanych w tej serii, okazyjnie przewijają się też krótkie rozdziały pisane z perspektywy osób występujących tylko w tym tomie. Wyjątek narracyjny stanowi Joyce, która pisze w narracji pierwszoosobowej w formie pamiętnika. Całość utrzymana jest w lekkim, subtelnie podszytym humorem tonie, w którym jest miejsce zarówno na zagadkę kryminalną, jak i refleksje na tematy przyjemnie uniwersalne, a język dobrze tę uniwersalność oddaje, dzięki czemu jest to powieść, która trafić może do szerokiego grona odbiorców w różnym wieku.
“A więc do tego już doszło? Każdy nowy dzień przynosi nowe poniżenia. Każdego dnia mężczyzna, który nigdy nie prosił o pomoc, nagle musi polegać na cudzej życzliwości.”
Richard Osman serię Czwartkowy Klub Zbrodni oparła na czwórce mocno kontrastowych postaci, które szybko odkrywają, że mimo dzielących ich różnic, tak naprawdę dzięki nim się uzupełniają. Jednak mimo rozwijającej się przyjaźni, każdy z nich w jakiś sposób nadal pozostaje samotny - dzieli ich życiowe doświadczenie, osobiste zmartwienia. W tomie piątym Elizabeth nie jest już tą samą osobą co kiedyś, po ostatnich zdarzeniach jest bardziej wyciszona, mniej aktywna. Ron z kolei zaczyna dostrzegać, że zawodzi go ciało, co dla mężczyzny żyjącego według stereotypów, jest naprawdę trudne do przyjęcia - bo jak taki macho może przyznać się do słabości? Ibrahim z kolei coraz mocniej odczuwa samotność, brak obok siebie drugiej osoby. Joyce poświęca uwagę swojej relacji z córką, z którą różni się jak ogień i woda, a przez to nigdy nie była w stanie jasno się porozumieć, żadna z nich nie umie wyrazić, co tak naprawdę dla siebie znaczą. I każdy osobisty problem każdej z tym postaci ma w tej powieści swoje miejsce – a przez to na pewno nie można powiedzieć, że jest to po prostu zagadka kryminalna.
“Życie to nie tylko szukanie morderców, chociaż jest z tym niezła zabawa. Czasem trzeba pomóc ludziom, którzy jeszcze żyją.”
Cała fabuła powieści jest wyraźnie wielowątkowa - poza główną zagadką, pojawia się też motyw rodzinnych problemów Rona, prywatne problemy każdego z nich, oraz dość świeżej relacji Ibrahima z przestępczynią Connie. Nie brakuje też i fragmentów z życia Bogdana (polski wątek!), który już w pierwszym tomie zaprzyjaźnił się z emerytami, są też i policjanci, a przede wszystkim Donna. I choć każdy z tych wątków nie jest bardzo rozbudowany, to jednak sprawia, że tempo powieści czasami się rozmywa, a czytelnicy, którzy nie znają wcześniejszym tomów serii, mogą mieć chwilowe problemy w połapaniu się kto jest kim. Mimo to jednak historię da się czytać od nich niezależnie, trzeba się jednak przygotować na małe poplątanie, jakie od czasu do czasu może dawać się we znaki.
“Z kłopotami jest trochę jak z miłością: kiedy nadejdzie właściwy moment, same cię znajdą.”
Sama zagadka kryminalna oparta jest na wątkach mocno współczesnych: w grę wchodzą komputerowe dane, ich bezpieczeństwo i bitcoiny, a dzięki przedstawieniu ich z perspektywy emerytów, czytelnik nie musi się obawiać, że coś w tych technologicznych zawiłościach okaże się niezrozumiałe - w końcu wszystko musi być tak wytłumaczone, by połapały się w tym osoby starsze, nieraz będące na bakier z technologią. Sama intryga przybiera momentami lekkie zabarwienie gangsterskie - emeryci balansują na krawędzi prawa, zawierają i korzystają ze znajomości, które wcale takie prawe nie są. W fabule pojawia się kilka wyraźnych twistów, a autor dobrze manipuluje uwagą, tak by rozwiązanie mogło czytelnika zaskoczyć.
„Znajduje kolejne fragmenty układanki, ale nikt nie chce mu pokazać obrazka na pudełku.”
Przede wszystkim jednak “Uśmiech fortuny” nie jest historią o zbrodni, a o miłości. Miłości, która przejawia się w różnych odcieniach, zarówno tych zdrowych, jak i toksycznych. Autor stawia na wartości, jakie są w życiu ważne, przypomina, że warto komunikować się z drugim człowiekiem, doceniać go, póki jeszcze nie jest na to za późno. Bo w serii, w której postaciami są osoby starsze, ta nieuchronność końca jest wyraźnie wyczuwalna - jest lęk przed tym, co dzieje się z ciałem, lęk przed zależnością, przed poczuciem bycia kulą u nogi czy po prostu nikomu niepotrzebnym. Jak sobie z tym radzić? Emeryci z Coopers Chase choć nieidealni, przybliżają te zagadnienia, w lekki, ale bardzo prawdziwy sposób.
“- Ach, czyli nie wiesz - domyśla się Donna. - Słuchaj, to nic złego przyznać się czasem do niewiedzy.
- Donna - mówi Elizabeth. - Ja to wiem. Tylko jeszcze nie w tej chwili.”
Podsumowując, “Uśmiech fortuny” to udana kontynuacja serii Czwartkowy Klub Zbrodni. Richard Osman bazuje na tym, co już dobrze sprawdziło się w poprzednim tomach: na zbrodni, w której łączy motywy współczesne z gangsterskimi, na relacjach rodzinnych i wadze przyjaźni, jak i emocjach i niepewnościach, jakie coraz wyraźniej odzywają się, gdy wiek staje się coraz bardziej zaawansowany. Pod płaszczykiem dobrej, kryminalnej rozrywki, mówi o tym, co faktycznie w życiu ważne, a choć brzmi to górnolotnie, to w formie kryminałów cosy crime sprawdza się całkiem przyjemnie - bo środkiem przekazu nie są wydumane słowa, a ciepłe uczucia i szczypta humoru. Miło było wrócić do ekipy Czwartkowego Klubu Zbrodni! Już czekam na więcej!
“(...) o tym, kim jesteśmy, nie decyduje to, co nam się przydarzyło, tylko to, co z tym potem zrobimy.”
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

listopada 18, 2025

"Krwi nie odmówi nikt" Ryszard Ćwirlej

"Krwi nie odmówi nikt" Ryszard Ćwirlej
 Autor: Ryszard Ćwirlej
Tytuł: Krwi nie odmówi nikt
Cykl: wojenny z Antonim Fischerem, tom 2
Data premiery: 29.10.2025
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 328
Gatunek: powieść kryminalna
 
Ryszard Ćwirlej zaczął pisać kryminały osiemnaście lat temu, wychodzi więc na to, że w tym roku świętujemy pełnoletność jego twórczości! Na koncie ma ponad trzydzieści powieści, z czego każda należy do jakiegoś cyklu, jednak każdą z nich można czytać od pozostałych niezależnie. To autor poważany i nagradzany, twórca podgatunku powieści neomilicyjnej, który równie dobrze czuje się w kryminałach retro. I jego bohater Antoni Fischer właśnie do tego drugiego podgatunku się zalicza - w 2015 ukazał się tom pierwszy serii międzywojennej z tym bohaterem, która na ten moment zakończyła się na ośmiu tomach, a w roku poprzednim autor rozpoczął nowy cykl mu dedykowany (recenzja tomu pierwszego!) - cykl wojenny, której “Krwi nie odmówi nikt” to tom drugi. I jak każdy, tak i ten można czytać od poprzedniego niezależnie.
 
20 grudnia 1939 rok, okolice Poznania, który teraz, za okupacji niemieckiej został przemianowany na Posen. Jest noc, obowiązuje zaciemnienie, a to znaczy, że nawet samochody i pociągi muszą jeździć z przysłoniętymi światłami. O ile w mieście nie jest to aż tak uciążliwe, to już na drogach wiejskich mocno utrudnia poruszanie. Ten problem mocno odczuwają Niemcy, którzy wiozą syna oficjela do domu jego ojca, by razem mogli spędzić święta. Niestety nigdy nie docierają na miejsce - wjeżdżają na tory kolejowe akurat na moment przed pojawieniem się na nich pociągu… Wypadek to jednak dobra okazja dla cwaniaków - Anatol Grubiński wyskakuje z pociągu i kradnie z samochodu piękną teczkę, taką, o której zawsze marzył… Nie wie jednak, że tym, co naprawdę cenne, są dokumenty, który się w niej znajdują, a których już wkrótce będą szukać nie tylko Niemcy… Śledztwo w sprawie potencjalnego zamachu na niemiecki samochód przypada Antoniemu Fischerowi, który oficjalnie piastuje urząd w niemieckiej policji, a tak naprawdę jednak działa na rzecz Polski. Czy uda mu się znaleźć teczkę zanim wielu niewinnych Polaków straci za nią życie?
 
Książka rozpisana jest na prolog, dziesięć rozdziałów i epilog, a zamyka ją słowniczek gwary poznańskiej, z której autor w powieści chętnie korzysta. Każdy z rozdziałów dzielony jest na krótsze fragmenty, które rodzielone są godziną i datą zdarzeń - akcja główna rozgrywa się w przeciągu czterech dni, a zarówno prolog, jak i epilog to zdarzenia o kilka dni późniejsze. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora, który oddaje zdarzenia z kilku perspektyw - Fischera, polskich działaczy podziemia, lokalnych cwaniaczków, ale i funkcjonariuszy niemieckich. I choć narrator nie ignoruje emocji postaci, to jednak tym, co go przyciąga najmocniej, są ich gesty i słowa. Styl powieści jest bardzo charakterystyczny dla autora. Dialogi usiane są gwarą poznańską i słowami, które w użytku codziennym były w czasach, w których toczy się akcja. Mimo wszystko stylizacja stworzona jest tak, że czytelnik nawet bez pomocy słowniczka nie będzie miał problemu ze zrozumieniem wymiany zdań pomiędzy postaciami. Co więcej, będzie się przy tym naprawdę dobrze bawił, gdyż autor posiada umiejętność tworzenia języka bardzo plastycznego, bardzo swobodnego, a momentami wręcz humorystycznego. Naśladowanie stylu wypowiedzi mówionych jest doskonałe, okrzyki, wykrzykniki - to wszystko zawarte jest w dialogach. To daje poczucie swobody stylu, a zarazem dużego realizmu w oddaniu codzienności postaci.
“- A komu żeście powiedzieli dzień dobry, jak żeście wyszli na pole.
- Ja nie wychodziłem na pole. Myśmy wyszli na dwór.”
Bo tak naprawdę tym, co w powieści wydaje się najważniejsze, jest właśnie ta codzienność poznaniaków na chwilę po rozpoczęciu II wojny światowej. Już za moment święta Bożego Narodzenia, a pod okupacją niemiecką niewiele, by godnie świętować dostać można. Ludzie martwią się o produkty spożywcze na Wigilię i święta, o to, jak zadbać o nastrój w tak trudnych czasach. A jednak trudnych tylko przez moment, bo ciągle wierzą w to, że wojna i okupacja zaraz się skończą, a Poznań znowu będzie polski.
Zresztą sama skomplikowana historia Poznania odgrywa tu ważną rolę. To miasto, które raz jest polskie, raz niemieckie, przez co jego mieszkańcy są mocno wymieszani. Wielu z nich uważa się za Polaków, ale przecież w ich żyłach też płynie i niemiecka krew. I Fischer też znajduje się na tym pograniczu - niemieckie nazwisko, żona Niemka, a on przecież służy Polsce. Ten rozdźwięk, ten problem z określeniem narodowości i stron konfliktu jest w powieści oddany bardzo wyraźnie, a równocześnie przypomina, że narodowość to tak naprawdę twór sztuczny, a przede wszystkim każdy z nas jest po prostu człowiekiem.
“- Niemieckie z ludźmi wew środku. Ponoć trzy trupy niemieckie na miejscu.
- A, jak Niemce, to bardzo dobrze im tak. Za naszą krzywdę ich Pan Bóg ukarał. Tyle ludzi te łobuzy wytrąciły, że aż strach. I za co to, panie Jabłoński, za co? Za to, że są Polakami? A bo to kto wybiera, kim się rodzi, Polakiem czy Niemcem? Kary na nich nie ma, to się Pan Bóg wziął za robotę i spuścił na nich polską lokomotywę.”
Jednak, choć to święta Bożego Narodzenia zaprzątają teraz głowę mieszkańców Poznania, to wśród przedstawionego towarzystwa znajdują się i ci, którzy na tym czasie planują skorzystać - to ci wspomniani cwaniacy, rzezimieszki czy uliczni złodzieje, ba! złodziejki nawet, wśród których zabawna kreacja Łucji wiedzie prym. Kombinatorstwo, pijaństwo, bójki w pubach - i tego w tej powieści nie brakuje, to nadaje jej stylu lekko awanturniczego, stylu, który sprawia, że groza wojny nie wydaje się aż tak mocno przytłaczająca, choć oczywiście przecież właśnie taka w swojej istocie jest.
“Najlepsza złodziejska robota bierze się ze strachu. Im bardziej się człowiek boi wpadki, tym lepiej wszystko planuje.”
Bo obok drobnych przestępstw, rozgrywa się historia wielka. Bezprawne działania gestapo, bezprawne więzienie, karanie, a nawet zabijanie Polaków jest tu na porządku dziennym. Brutalne przesłuchania, pobicia - to wszystko to norma dla tych, którzy wpadną w łapy niemieckich funkcjonariuszy. A wśród nich jest przecież Fischer, który musi udawać, że jest jednym z nich. Jak się nie wyróżniać, a równocześnie nie uczestniczyć w tak barbarzyńskich praktykach? Fischer cały czas zdaje się balansować na granicy, cały czas podejmuje ryzyko zdemaskowania, a jednak w próbach czynienia tego, co według niego właściwe, nie ustaje.
“Nie chciałem ich zabijać, ale w końcu była wojna, która podsuwała nam co dzień proste decyzje. Albo oni, albo ja. Wybrałem, rzecz jasna, siebie.”
Sama intryga kryminalna wydaje się być tylko tłem dla całej społeczno-awanturniczej opowieści. Jest wypadek na torach, jest śledztwo i poszukiwania dokumentów, później pojawia się też pewien plan faktycznego zamachu. Jednak mam wrażenie, że to nie zagadka zaprzątała głowę autora, przez co nacisk na nią jest bardzo subtelny, a stopień jej skomplikowania niewielki. Przyznam, że tym razem trochę żałuję, że intryga rozmyła się na tle codzienności poznaniaków, zabrakło jej tego ciekawego dynamizmu, który tak świetnie spinał książkę w całość i wzbudzał nieustanną ciekawość w tomie pierwszym.
„Jeśli nie masz ochoty czytać żydowskich książek, to po prostu ich nie kupuj. Niech sobie je czytają Żydzi. Niemcy mają swoją piękną literaturę, która jest sto razy lepsza od tej żydowskiej. Ludzie kulturalnie dokonują wyborów, a nie palą książki. To zabawa dla motłochu, a wiadomo, że motłoch pozyskuje się tanimi, kuglarskimi sztuczkami.”
Podsumowując, “Krwi nie odmówi nikt” to powieść, w której aspekt społeczny i historyczny podszyty sporą dawką żartu sytuacyjnego wysuwają się wyraźnie na plan pierwszy. Głównym bohaterem staje się więc codzienność poznaniaków na początku wojny, w czasie, kiedy nadzieja na szybką interwencję Francji i Anglii jest jeszcze żywa, która zapewnia, że okupacja niemiecka nie potrwa już długo. W takiej perspektywie jedne święta Bożego Narodzenia da się jakoś przeżyć, prawda? To budzi w czytelnik rezonans, to budzi smutek, bo przecież wiemy, że wcale tak nie będzie, a brutalność z jaką teraz mierzą się poznaniacy, to tylko początek tego, co wydarzy się już za chwilę. Na szczęście nawet w tych okolicznościach Ćwirlej nie traci humoru, pozwala czytelnikowi rozerwać się przy humorystycznie przedstawionych barowych awanturach i drobnych przestępstwach, którymi ofiarami padają najczęściej funkcjonariusze niemieccy. Mimo to nie tracimy z oczu tego, co ważne - bezsensu wojny, która stawia po dwóch stronach barykady ludzi, którzy jeszcze chwilę temu mieszkali w jednym mieście ramię w ramię.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 29, 2025

"Czarnobogi" Michał Zgajewski

"Czarnobogi" Michał Zgajewski

Autor: Michał Zgajewski
Tytuł: Czarnobogi
Data premiery: 27.08.2025
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 336
Gatunek: kryminał
 
Michał Zgajewski dzieciństwo spędził w Oleśnie, na studia wyjechał do Częstochowy, a po nich osiadł w Żywcu. I to te ostatnie miasto, a raczej cały rejon stał się ważnym elementem jego powieści. Kiedyś pisał do szuflady, zmieniło się to w końcu w roku 2024 zimą, kiedy po raz pierwszy mogliśmy sięgnąć po jego powieść - był to “Strażnik Jeziora”, pierwszy tom serii kryminałów noir z detektywem Norbertem Krzyżem, za który w tym roku autor otrzymał nagrodę Kryminalny Debiut Roku przyznawaną podczas Gwiazdozbioru Kryminalnego. Do tego czasu cykl rozrósł się do trzech tomów (recenzje - klik!), a po otrzymaniu nagrody przyszła pora na coś nowego - choć nie do końca nowego, bo tak naprawdę autor zaczął to pisać po skończeniu “Strażnika Jeziora”, a i w nurcie gatunkowym nadal pozostaje w czarnym kryminale - to “Czarnobogi”, powieść osobna, od serii niezależna.
 
Gorący lipiec 2023. Zyta Kafka zjawia się w Czarobogach, rodzinnej wsi położonej w Dolinie Koszarawy, z której uciekła przed laty. Mimo niechęci do miejsca, teraz nie miała wyjścia - zmarła jej matka, jej jedyna rodzina, musiała więc wrócić, by urządzić jej pogrzeb. Zaraz jednak wraca - tylko załatwi w urzędzie najpotrzebniejsze sprawy, wystawi dom na sprzedaż i już jej nie ma, już wraca do Wrocławia. A przynajmniej na to liczy, choć możliwe, że los zdecyduje inaczej… Tuż po pogrzebie jej przyjaciółka Gosia mówi jej o dziwnym zdarzeniu, do którego doszło miesiąc temu. Chwilę po śmierci Adama, nastoletniego chłopaka Zyty, który cały swój czas wolny spędzał na szukaniu nowych tropów w sprawie zaginięcia sprzed laty jej ojca, ktoś wykopał jego ciało z grobu i uciął mu głowę… To przesąd znany w tej wiosce od wieków, mający uchronić przemianę w strzygonia, jednak przecież przed I wojną światową zarzucony… Dlaczego zatem ktoś tak zbezcześcił ciało biednego Adama? Nikt tego nie wie, a zanim Zyta ma szansę wypytać przyjaciółkę o coś więcej, ta znika. Co się dzieje w Czarnobogach, dlaczego wszyscy wokół Zyty umierają lub znikają?
“Przyszło jej do głowy, że taką woń mają śmierć i szaleństwo. Akurat jednego i drugiego w Czarnobogach nie brakowało. Była jeszcze nuda, ale to jak na każdym zadupiu.”
Książka rozpisana jest na prolog osadzony w 1723 roku oraz trzy tytułowane części i epilog. Części dzielone są na rozdziały, w sumie jest ich dwadzieścia siedem, ale to ciągle nie najmniejsza część budowy powieści - rozdziały dzielone są na króciutkie fragmenty, które naprzemiennie oddają historię z perspektywy Zyty i Eryka Banasia, byłego policjanta, który przypadkowo w tę zagadkę się wplątuje. Narracja prowadzona jest trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora, który ma wgląd nie tylko w zdarzenia, ale i w głowę postaci, z perspektywy której przedstawia dany fragment, jednak jest to narrator nieco wredny  - lubi zostawiać nas w niepewności, daje do zrozumienia, że coś się stało, ktoś coś odkrył, by przejść do kolejnego fragmentu, a czytelnik zżerany przez ciekawość musi chwilę poczekać, by odkryć to, co odkryły postacie. A to znaczy, że choć zdarzenia (prócz kilku retrospekcji) toczą się chronologicznie, to jednak nie całkiem linearnie. Styl powieści jest charakterystyczny dla kryminałów noir, jak i już chyba dla samego Michała Zgajewskiego - postacie w dialogach nieraz w słowach nie przebierają, ale też porozumiewają się ze sobą z lekką ironią, co odpowiednio kontrastuje z mroczną zagadką. Dialogów jest sporo, tak naprawdę większości informacji potrzebnych do rozwiązania zagadki dostarczane się nam przez rozmowy postaci. Książkę czyta się dobrze, choć w porównaniu do serii z Krzyżem, ta wydaje się, że przeszła przez mniej uważną korektę - pojawiło się kilka literówek, kilka zbędnych powtórzeń. Poza tymi detalami lektura przebiega płynnie.
“- Gdyby coś się działo, to dzwoń na sto dwanaście.
- Ale co się ma dziać?
- Coś strasznego.”
Po raz pierwszy Michał Zgajewski główną bohaterką, a raczej jedną z pary głównych bohaterów, uczynił kobietę. Zyta zbliża się do czterdziestki i choć twierdzi inaczej, nigdy nie odcięła się tak naprawdę od tego, co stało się w Czarobogach, od dzieciństwa i zaginięcia swojego ojca. Jest odważna i uparta, a to cechy charakterystyczne dla kryminałów noir - bohater musi przez nie, przez tę nadmierną samodzielność pakować się w kłopoty. To głównie na tym u Zyty się skupiamy i dlatego też większe wrażenie robi Eryk. To postać, która boryka się z problemem wpadania w niekontrolowaną złość, co wpędziło go w kłopoty w policji, co teraz też przysparza mu jeszcze większych problemów w miasteczku - oprócz frustrującej pracy jako ochroniarz w sklepiku wykonuje dorywcze prace dla szemranych typów. Eryk to wielki facet, który potrafi używać siły, gdy traci kontrolę to nawet za bardzo, a jednak tak na co dzień wydaje się stłamszony - przez matkę, przez samego siebie, którego kontrolować nie potrafi. Dla czytelnika jego wybuchy to dobry zapalnik zaskakującej akcji, ale równocześnie obraz zmarnowanego życia.
“Małomiasteczkowa atmosfera przytłaczała ją coraz bardziej. Tak samo jak zbocza gór zasłaniające horyzont. “Góry potrafią być piękne, ale zasłaniają świat”. Takie zdania zapisała w swoim pamiętniku jako trzynastolatka. Uważała, że to było najlepsze zdanie, jakie do tej pory wymyśliła.”
Zresztą nie sam Eryk może poszczycić się marnotrawieniem życia - to częsty los młodych ludzi w Czarnobogach, miejscu, w którym nie ma za wiele do roboty, a przez to bardzo chłonnym na wszelakie używki. Tak naprawdę ma się wrażenie, że życie stanęło tam już jakiś czas temu w miejscu, gdzieś na przełomie tysiącleci, gdy mentalność była nieco inna - łatwiej wierzyło się w legendy i lokalne wierzenia. I na połączeniu ich ze współczesnością właśnie ta powieść się opiera - gdzieś po lasach krążą dawne legendy, dzieje się coś dziwnego, coś, co wydaje się przekraczać ludzkie pojęcie. Zresztą sam autor serwuje nam kilka ciekawych legend dotyczących powstania doliny, w których Król Węży odgrywa znaczącą rolę… To wprowadza w powieść element tajemnicy, element delikatnie magiczny, nadający dziwne mglisty klimat, choć oczywiście intryga jest logiczna i jak najbardziej realna.
“Mam taką teorię, że Czarnobogi stanowią swego rodzaju axis mundi, w którym skupiają się wszystkie najbardziej ekstremalne zachowania z ostatnich wieków. Tutaj po prostu szaleństwo wisi w powietrzu.”
No właśnie, intryga zawiązuje się bardzo ciekawie: dziwny rytuał, zaginięcie teraz i przed laty, śmierci, a nawet martwy wąż pod drzwiami. Początkowo mamy wrażenie, że dostajemy porozrzucane różne elementy układanki, które wraz z biegiem lektury składamy w całość. Cała fabuła zbudowana jest na zasadzie kuli śnieżnej - zaczyna się sennie, by z rozdziału na rozdział lekko przyspieszać, aż do wielkiego, dynamicznego, dość sensacyjnego punkt kulminacyjnego, po którym nagle wszystko się uspokaja, a wątki zostają domknięte. O samej zagadce ciężko coś powiedzieć więcej bez naprowadzania na kierunek, którym idzie rozwiązanie, więc mogę powiedzieć tyle, że jest spójna i przemyślana, choć dla mnie samej momentami niepotrzebnie brutalna (i nie chodzi tu stricte o wybuchy Eryka). Niektóre elementy (znowu nie mogę wskazać które) wprowadzają też raczej niepotrzebne skomplikowanie. To detale, które czytelnik odbierze w zależności od swoich preferencji czytelniczych, jak i doświadczenia w gatunku kryminalnym.
“Eryk z doświadczenia wiedział, że przestępcy idioci często należą do tych najniebezpieczniejszych. Idioci nie kalkulują. Jeśli są zaślepieni zemstą, zrobią wszystko bez względu na koszty.”
A czy są tu jakieś tematy warte własnych refleksji? Tu wracamy do miejsca, które, nawet kiedy tego nie chcemy, w jakiś sposób zawsze się w nas zakorzenia. Wszyscy nosimy w sobie wspomnienia miejsc, w których spędziliśmy dzieciństwo, miejsca, które podobnie jak ludzie, nas ukształtowały i próby wymazania tego z pamięci na niewiele tak naprawdę się zda. A tym samym pytamy o przeszłość - czy warto pozwalać dyktować teraźniejszość przez przeszłość? Ale co, kiedy przeszłość nie została zamknięta, a zamknąć się jej nie da? Jak wtedy żyć, jak realizować się, funkcjonować, jak być szczęśliwym? Czy to w ogóle możliwe?
“(...) żyjemy w miejscu, które zawsze było podatne na różnego rodzaju wierzenia i przesądy.”
W “Czarnobogach” Michał Zgajewski daje czytelnikom to, co już znane, ale w nieco innej wersji - mamy w końcu Beskid Żywiecki, ale samo miejsce, klimat, które wprowadza, jest jeszcze bardziej wyraźny, nadaje książce atmosfery mglistej, niepokojącej, lekko może i mistycznej. Na pograniczu szaleństwa... To miejsce dyktuje zachowanie postaci, zagadki, rytmu, tak naprawdę to jemu wszystko jest podporządkowane. Miejscu i podgatunkowi, bo jednak kryminał noir jest tym, co trzyma całą historię w znajomym tempie, w znajomych ryzach. To dlatego momentami powieść zyskuje charakter sensacyjnych, to dlatego postacie lubią pakować się w kłopoty, choć w przypadku bohatera męskiego te kłopoty są naprawdę ciekawie zaproponowane. To ciekawa przerwa od Norberta Krzyża, inne spojrzenie na Beskid Żywiecki.
 
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 13, 2025

"Wypadek? Nie sądzę" Katarzyna Gacek

"Wypadek? Nie sądzę" Katarzyna Gacek
Autorka: Katarzyna Gacek
Tytuł: Wypadek? Nie sądzę
Cykl: Pensjonat Jaśminowy Dwór, tom 1
Data premiery: 04.06.2025
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 408
Gatunek: kryminał cosy crime
 
“Wypadek? Nie sądzę” to książka Katarzyny Gacek, która rozpoczyna jej przygodę w Wydawnictwie Agora. To równocześnie pierwszy tom cyklu Pensjonat Jaśminowy Dwór, kryminałów cosy crime, których akcja toczy się w Nałęczowie i opowiada o przygodach rodziny byłej policjantki Gabrysi.
Oczywiście nie jest to pierwsza książka autorki, Katarzyna Gacek debiutowała już w roku 2008 - wtedy w duecie ze swoją przyjaciółką Agnieszką Szczepańską napisały „Zabójczy spadek uczuć”, pierwszą z pięciu wspólnych książek. W 2017 autorka pokusiła o jeszcze jeden duet, tylko razem z Markiem Kamińskim przy książce skierowanej do młodszego czytelnika, po czym zaczęła karierę solo - w 2018 ukazała się jej pierwsza książka podpisana tylko jej nazwiskiem “W jak morderstwo”, która już trzy lata później doczekała się ekranizacji z gwiazdorską obsadą. Teraz na koncie autorka ma dwa solowe cykle (trylogie) dla dorosłego czytelnika oraz kilka książek dla dzieci, a “Wypadek? Nie sądzę” rozpoczyna jej kolejną, nową literacką serię.
 
Nałęczów, niewielka miejscowość pod Lublinem. To właśnie tam kilka miesięcy temu rodzina Stolarskich kupiła pensjonat Jaśminowy Dwór. Jego prowadzeniem zajął się Wiktor, dorosły syn Stolarskich, jednak według rodziców nie radzi sobie za dobrze - dlatego ściągnęli w te miejsce Gabrysię, która ma funkcjonowanie pensjonatu szybko zreperować. Czy jednak na pewno taki był cel jej rodziców? Bo Gabi niedawno przeżyła wielką tragedię, z której nie za bardzo potrafi wyjść. Rzuciła pracę, a ukojenie znajduje w alkoholu - oczywiście bez przesady, na tyle, by móc normalnie zasnąć… Pomocy rodzicom co prawda odmówić nie potrafi, ale twardo określa czas - przyjeżdża na miesiąc i ani jednego dnia dłużej! A jednak już drugiego dnia jej pobytu wydarza się coś, co może nieco ją rozproszyć… W okolicznym hotelu gościni skacze z balkonu - lokalna policja nie ma wątpliwości, że było to samobójstwo, ale Gabi przypadkiem znajduje się na miejscu, gdzie spotyka swojego chrześniaka. Po rozmowie z nim zaczyna badać sprawę, bo uświadamia sobie, że zmarłą jest aktorka, która dzwoniła do niej jakiś czas temu, z prośbą o pomoc w uporaniu się z prześladowaniem, hejtem w sieci. Gabi odmówiła, ale coś jeśli właśnie przez to przyczyniła się do jej śmierci? Tego by już nie zniosła, musi się upewnić.
"(...) śmierć czyni człowieka bezbronnym (...)."
Książka rozpisana jest na 61 krótkich rozdziałów prowadzonych w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Narrator przede wszystkim historię opisuje z perspektywy Gabrysi, jednak nie tylko - pojawia się np. również kilka fragmentów z perspektywy jakiegoś chłopca czy mężczyzny, który przeżył pewną stratę. Nie jest jednak jasne, jak te rozdziały wiążą się z historią Gabrysi. Styl powieści jest lekki, autorce nie zależy na makabrycznych opisach, a raczej na opisie relacji międzyludzkich w lekkim tonie, podszytych nutką humoru. W fabułę wplecione są scenki humorystyczne, są i postacie, które mają nadać książce humoru, jednak nie są one na tyle dominujące, byśmy mogli mówić o komedii - są równoważone przez trudne psychicznie tematy, przez co książkę można łatwo określić po prostu jako cosy crime. Język powieści jest codzienny, nie jest całkowicie pozbawiony przekleństw, jednak jest ich niewiele i są użyte tak, że doskonale wpisują się w sytuację.
" Miała wrażenie, że miasto wylewało się ze swoich granic, zajmując coraz więcej miejsca."
Ale to przede wszystkim postacie są tutaj ważne. Gabi, kobieta w okolicy 40-tki, która po dwudziestu latach życia w Lublinie wraca do rodzinnej miejscowości. Powrót nie jest łatwy, ale łatwiejszy niż pozostanie w Lubinie - tam jej życie już praktycznie nie istnieje, a choć nadal lubi te miasto, to jednak właśnie tam ulokowanych ma wiele wspomnień, które teraz są dla niej bolesne. Jeszcze niedawno pracowała w policji i była naprawdę w tym dobra, teraz włóczy się trochę bez celu… Choć podreperowanie funkcjonowania pensjonatu brzmi jak jakieś zajęcie, prawda? A jednak to nie do tego została stworzona, to prawdziwy pies tropiący, więc kiedy na horyzoncie pojawia się sprawa, to Gabi łapie trop - cóż z tego, że nie jest już policjantką. To w końcu jakieś absorbujące zajęcie.
Wokół niej jest sporo ciekawych postaci. Choćby jej rodzina - matka-fryzjerka, która zna każdego w mieście, brat pantoflarz z żoną, która uważa się za wielką artystkę. Jest jej przyjaciółka, kierowniczka biblioteki, są goście pensjonatu, kucharz z doświadczeniem w pracy kuchni z gwiazdką Michelin i obsługa hotelu - przyjemne grono nałęczowian, z których z pewnością część spotkamy się w kolejnych tomach serii. Każdy z nich ma swoją historię, jednak poza tą, którą skrywa postać Gabi, nas najbardziej interesuje ta, która stoi za kobietą, która podobno odebrała sobie życie.
"Odkąd pamiętała, uwielbiała czytać. Połykała książki jedna za drugą, przyswajając sobie ich fabuły, zdania, słowa i emocje. W jej krwiobiegu oprócz krwinek białych i czerwonych krążyły również litery. I w pewnym momencie poczuła, że jest już tak nasycona treścią, że jeśli jej z siebie nie upuści, eksploduje."
To na niej opiera się intryga kryminalna. Mamy aktorkę, której romans z kolegą po fachu przysporzył wielu wrogów. Mamy też jej siostrę, która na wiadomość o śmierci siostry, reaguje dość osobliwie… Śledztwo, które rozpoczyna Gabriela, jest rozbudowane - w końcu hejterów w sieci aktorka miała wielu, a Gabi do zbadania tej sprawy jest sama, lokalna policja orzeka szybko samobójstwo. Zagadka prowadzona jest tempem klasycznym, skupionym na szukaniu, dedukowaniu i rozmowach, zbudowana jest solidnie, może nie od samego początku można wszystkie kropki połączyć, ale na pewno można to zrobić przed ujawnieniem rozwiązania przez postacie - można, ale czy komuś się to uda? Autorka sprawnie łączy motywy, dobrze balansuje pomiędzy humorem a tematami poważnymi.
"Facet oznacza kompromisy, a mnie zdolność do kompromisów się wyczerpała."
Smaczku dodaje historii pensjonat w tle - w końcu Gabi ma usprawnić jego funkcjonowanie, a więc przyglądamy się na czym prowadzenie pensjonatu polega. To główny element odpowiedzialny za określenie cosy, który nadaje lekturze lekkiego, swojskiego, domowego charakteru.
"– Charlie!
Wiktor napiął mięśnie, spodziewając się jakiegoś wściekłego bulteriera, ale w szparze pokazało się coś, co przypominało raczej pluszową zabawkę.
– To jest ten potwór? – spytał i ukucnął, żeby się psu lepiej przyjrzeć.
– Nie lekceważ go. Może ciałko niewielkie, ale ego rozbuchane (...)."
Oczywiście z historii można wynieść też wnioski, tematy do własnych refleksji. Nad pogodzeniem się ze stratą, nad tym, czy i w jaki sposób możliwe jest ruszenie naprzód. To kolejny tytuł, który przypomina, że każdy człowiek ma swoją własną historię, a to, co pokazuje światu, jest tego wynikiem. Więc czy na pewno mamy prawo kogoś oceniać?
 
“Wypadek? Nie sądzę” to lekka historia kryminalna, która dobrze balansuje pomiędzy wątkami humorystycznymi, a poważnymi. Skupia się na ludziach, na ich dramatach i interakcjach, prezentuje solidne kraje psychologiczne, które są zaskakująco dobrze rozbudowane na ten podgatunek literacki. Zagadka śmierci znanej aktorki ciekawi chyba na równo co koleje życie Gabrysi, a to wiąże nas nie tylko z tym tytułem, ale z serią, na której rozwinięcie już czekam. To dobra rozrywka, ale nie tylko - to też opowieść o stracie i dojrzewaniu do tego, by sobie z nią poradzić.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 02, 2025

"Ostatni krzyk mody" Beata i Eugeniusz Dębscy

"Ostatni krzyk mody" Beata i Eugeniusz Dębscy

Autorzy: Beata i Eugeniusz Dębscy
Tytuł: Ostatni krzyk mody
Cykl: Tomasz Winkler, tom 5
Data premiery: 21.05.2025
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 312
Gatunek: powieść kryminalna
 
Beata i Eugeniusz Dębscy na rynku książki jak duet autorski debiutowali w 2014 roku, kiedy to ukazał się ich kryminał napisany wspólnymi siłami pt. “Dwudziesta trzecia” (recenzja - klik!), nie znaczy to jednak, że ich nazwisko w świecie literackim było do tego czasu nieznane. Eugeniusz Dębski to autor powieści i opowiadań fantastycznych, który publikuje już od późnych lat 80-tych XX wieku. Jego żona Beata wcześniej doświadczenia literackiego nie miała, raczej siedziała w literkach prowadząc biuro podatkowe. Od ich wspólnego debiutu musiało minąć jednak aż siedem lat, by ponownie na rynek w duecie wrócili - wtedy to Wydawnictwo Agora w przeciągu jednego roku wydało ponownie debiut, jak i kolejne dwa tomy, które razem stworzyły niepowtarzalną serię kryminalną z duetem składającym się z detektywa Tomasza Winklera i jego siedemdziesięcioletnią babci Romy. W kolejnym roku tempo wydawnicze spadło, ukazał się po prostu tom czwarty pt. “Śmierć druga” (recenzja - klik!), a kolejnego autorzy zrobili sobie wspólny skok w bok - stworzyli komedię kryminalną “Siódmy koci żywot” (recenzja - klik!). Na powrót Tomasza i babci Romy musieliśmy czekać długo - dopiero teraz, po trzech latach przerwy, wrócili do nas w “Ostatnim krzyku mody”.
 
Wrocław, lato. Do Romy dzwoni dawna koleżanka z czasów ich młodości, gdy razem pracowały w Modzie Polskiej - Roma jako radczyni prawna, Antonina Danzer jako modelka. Teraz obydwie są już w mocno zaawansowanym wieku, Antonina żyje w Borku sama - ma córki, jednak obydwie żyją gdzie indziej i niespecjalnie się matką interesują. Do Romy dzwoni z problemem, ot, wyżalić się - ktoś w nocy wymalował czerwoną formą obraźliwe napisy na jej samochodzie, co napędziło jej strachu. Roma oczywiście od razu zaoferowała usługi Tomasza, a ten choć niechętnie, zgadza się posłużyć Antoninie za ochroniarza. Wraz ze swoją partnerką Iwą jadą do starszej pani, gdzie wita ich pogodnie, w sposób sugerujący, że jest to postać barwna i ekscentryczna. Wkrótce na jej poczcie telefonu stacjonarnego odkrywają wiadomość, która sprawia, że temat staje się poważny - ktoś ją szantażuje, żąda ponad stu tysięcy… Nagranie jednak samo w sobie brzmi dziwnie, jakby szantażysta czytał z kartki. O co w tym wszystkim chodzi? Czy starsza pani mogła komuś tak mocno nadepnąć na odcisk? A może to właśnie dawna przeszłość z czasów PRL-u zaczęła wypływać? Ale po takim czasie?
 
Książka rozpisana jest na 27 rozdziałów różnej długości, niektóre z nich toczą się w latach 60-tych XX wieku przybliżając nam przeszłość Romy i Antosi. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego w czasach współczesnych głównie z perspektywy Tomasza, w czasach PRL-u z perspektywy obydwu kobiet. Narrator nie tylko przedstawia wydarzenia, ale także emocje postaci. Styl powieści jest bardzo charakterystyczny dla duetu Dębskich – u nich zabawy słowem, warstwa językowa, jest równie ważna co sama intryga. Styl jest zatem bardzo swobodny, pojawiają się od czasu do czasu wtrącenia z języków obcych, głównie angielskiego. Pojawiają się neologizmy, słowne przepychanki, urocze zapasy językowe wśród postaci znanych i lubianych - Tomasza, Romy i Iwy. Czuć, że język jest dla autorów ważny, tworzą sobie swoim postaciom momenty, gdy mogą nas o języku czegoś nauczyć - jak choćby pogadanka Iwy o feminatywach, o których zresztą autorzy przez całą powieść bardzo dbają. Bardzo cenię w ich twórczości to, że język nie jest tylko środkiem do celu, ale są momenty, w których jest celem sam sobie.
“Wszystko zaczyna się od języka, a w języku polskim feminatywy istniały od dawna i potwierdzają to słowniki i literatura. I to, że za sprawą różnych czynników społecznych zostały wyparte, nie oznacza, że nie powinny wrócić.”
Kreacje postaci to kolejny bardzo mocny element powieści, zresztą całej prozy Dębskich, a może nawet nie chodzi o pojedyncze postacie, a ich wspólne interakcje. Zażyłość, jaka łączy Tomasza, Iwę i Romę to w kryminale coś mocno nieoczywistego, ich relacje są niesamowicie przyjazne, pełne ciepłych, niepodszytych żadnymi aluzjami czy własnymi ambicjami uczuć. Oni rozumieją się bez słów i mają na siebie wpływ - dobrze wiedzą, jakich reakcji mogą się spodziewać i jak sobie z nimi radzić, co zrobić, kiedy złe emocje biorą górę, jak przypomnieć, że to, co dzieje się w sprawie to przeminie, najważniejsza jest ta osoba tuż obok. W rodzinie Winklerów ważną rolę odgrywają też psy, choć mam wrażenie, że w tym tomie nie było ich tak wiele, jak w poprzednich.
A co z samą Antoniną, gwiazdą tego tomu? To bohaterka, którą trudno określić. Ewidentnie potrafi dopasować się do otoczenia, być taką, jakiej ono oczekuje. Jednocześnie nie przejmuje się kompletnie ludźmi postronnymi, nie interesuje jej co ktoś o niej pomyśli. Przy bliższym poznaniu są momenty, w których wydaje się po prostu bezbronną starszą panią, ale czy to znowu nie jest tylko poza? Antonina dzięki umiejętnościom aktorskim tak długo utrzymała się w branży modowej, w czasach, gdy było to naprawdę trudne…
 
No właśnie - czasy. Czasy współczesne dla nikogo zaskoczeniem nie będą, choć może znajomość autorów Wrocławia i jego historii już może budzić podziw. Doskonale poruszają się po tym mieście, wygrzebując ciekawe miejsca i ciekawe historie. Tym jednak, co wyróżnia książkę z serii, jest równocześnie przedstawienie historii w latach 60-tych. Przez to historia kieruje się na polityczne tory - to czasy, gdy każdy wyjazd zagranicę wiązał się z zagrożeniem szpiegowskim, z zagrożeniem wywiezienia tajnych informacji. Czytelnik dowiaduje się skąd się brały wtyki SB wśród normlanych obywateli, z jakimi obowiązkami, jak i benefitami się to wiązało.
 
Sama intryga kryminalna, tak jak i przeszłe czasy, lekko skręca w polityczną stronę, przynajmniej takie wrażenie miałam przez większą część lektury. Z początku długo nie wiadomo, w którą stronę tropy będą się kierować, jest ich kilka i dają wrażenie poplątanych. Czy właśnie przez te poplątanie, czy po prostu przez wątki gangstersko-polityczne nie umiałam się emocjonalnie w historię wczuć? Nie wiem, jednak wiem, że mimo iż teoretycznie dostrzegam, że intryga jest zbudowana sprawnie, jest spójna, to z jakichś powodów nie wywołała we mnie większych wrażeń. Może dlatego, że nie czuło się faktycznego zagrożenia? Od początku wszystko wydaje się raczej kamuflażem niż wydarzeniami, które mają kogoś nastraszyć.  Rozwiązanie intrygi jednak jest zaskakujące, a sam finisz brutalny - czuję się trochę obrażona na autorów za te zagranie, a przez to muszę to napisać, choć nie mogę wyjaśnić dlaczego 😉
“My zawsze, jak by to powiedzieć, uważaliśmy, że należy żyć tak, żeby nikt, nawet najgorsza kanalia, nie mógł nam zarzucić nic niegodziwego. Żeby się nie wstydzić własnej twarzy w lustrze i tak dalej.”
“Ostatni krzyk mody” to kryminał słodko-gorzki. Słodki ze względu na relacje tak barwnie oddane pomiędzy głównymi postaciami serii: Tomaszem, Iwą i Romą. Ich szacunek do siebie, ciepłe uczucia i zrozumienie są oddane tak, że czytelnikowi robi się ciepło na sercu. Gorzki ze względu na wydźwięk intrygi kryminalnej. Starsza pani, która prowadziła tak barwne życie, teraz dosłownie nie ma u kogo szukać pomocy. Książkę można oczywiście czytać niezależnie od serii, to oddzielna intryga kryminalna, zresztą po kilku latach przerwy sama też niewiele z wcześniejszych tomów pamiętałam poza głównymi relacjami postaci. W tym tomie miałam jednak wrażenie, że sama intryga potraktowana jest dość powierzchownie, nie było skupienia na człowieku samym w sobie, a raczej bardziej na wątkach polityczno-gangsterskich. Co na pewno znajdzie swoich fanów, ja jednak wolę tomy typu “Szwedzki kryminał” (recenzja – klik!), w którym to dramat pojedynczej jednostki jest bazą dla całej powieści. Zobaczymy w którą stronę autorzy pójdą przy kolejnym tomie i mam szczerą nadzieję, że dłużej niż rok nie będziemy na niego czekać! Bo kto wie, może to trzy lata przerwy też wpłynęły na mój odbiór tomu najnowszego?
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!