Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoskarpawarszawska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoskarpawarszawska. Pokaż wszystkie posty

lipca 11, 2023

"Wszystkie mroczne miejsca" Terri Parlato

"Wszystkie mroczne miejsca" Terri Parlato

Autor: Terri Parlato
Tytuł: Wszystkie mroczne miejsca
Tłumaczenie: Magda Witkowska
Data premiery: 31.05.2023
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 448
Gatunek: thriller psychologiczny / kryminał
 
„Wszystkie mroczne miejsca” to debiut literacki Terri Parlato, amerykańskiej autorki, która jest pośrednio spokrewniona z naszym krajem – jej mąż ma polskie korzenie. Aktualnie razem mieszkają w małej miejscowości w północnej Georgii i chętnie zwiedzają browary rzemieślnicze. Jej debiut na rodzimym rynku ukazał się rok wcześniej i spotkał się z ciepłym przyjęciem Na ten rok planowana jest już premiera jej drugiej książki, również utrzymanej w konwencji thrillera.
 
Historia „Wszystkich mrocznych miejsc” toczy się zimą, w styczniu, chwilę po rozpoczęciu nowego roku. W weekend Jay i Molly razem z grupką przyjaciół świętują jego 40ste urodziny. Siedzą, piją i dobrze się bawią, choć Molly ewidentnie coś dręczy, przez co szybko się upija. Kolejnego dnia o poranku jest zdziwiona, że jej męża nie ma obok niej i że nie budzi jej zapach świeżo parzonej kawy. Schodzi rozespana na dół mieszkania i zauważa, że w przybudówce, w której Jay ma gabinet, pali się światło. Nagle zauważa jego ciało – ktoś go zamordował, poderżnął mu gardło. Na miejscu szybko zjawia się policja, sprawę przejmuje detektyw Rita, a Molly zostaje zabrana przez siostrę do jej mieszkania. Kto mógł zabić jej męża? Czy to coś powiązane z jego pracą psychologa? Przypadek? A może sprawa personalna? I czy Molly na pewno nie jest w to zamieszana? Od początku wydaje się, że ukrywa przed czytelnikiem coś naprawdę istotnego...
 
Książka składa się z 78 rozdziałów przedstawionych naprzemiennie z perspektywy Molly i Rity w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego. Styl powieści jest przyjemny, niewymuszony, spokojny, raczej pozbawiony wulgaryzmów. Zgodnie z założeniami gatunku thrillera psychologicznego skupia się na przeżyciach wewnętrznych, oddaniu myśli postaci. Rozdziały są krótkie, czyta się je szybko, a naprzemienna narracja dodaje książce dynamizmu.
„To jest właśnie najgorsze w śmierci: że już nie można opowiadać tej bliskiej osobie o różnych ważnych i nieważnych rzeczach. Człowiek zaczyna sobie wyobrażać, co mógłby powiedzieć, i przewidywać reakcje drugiej strony. Czuje już nawet ciepło, które się w tej relacji pojawi. Tymczasem śmierć pozbawia go tej najbardziej podstawowej więzi. Zostaje po niej dziura największa chyba ze wszystkich.”
Mimo tego, że historię poznajemy oczami dwóch bohaterek, to w sprawę zamieszane jest większe grono. Zacznijmy jednak od Molly, tej, która od początku zachowuje się nieco podejrzanie. Z jej relacji wynika, że mąż traktował ją w sposób bardzo opiekuńczy, mocno się o nią troszczył, nie do końca jednak wiadomo z czego to wynikało. A może to po prostu był bardzo empatyczny mężczyzna? Wszyscy w ich otoczeniu przedstawiają go jako osobę wyrozumiałą i spokojną. Jednak i siostra Molly traktuje ją z nadmierną opiekuńczością, coś więc z samą Molly też musi być coś nie tak, prawda? W noc poprzedzającą morderstwo jednak nie byli sami, Rita więc decyduje, że muszą się przyjrzeć całej grupie przyjaciół, czterem rodzinom, które znają się od dawna. Szybko okazuje się, że chyba i oni skrywają jakieś sekrety, które ukrywają przed pozostałą częścią grupy. Czy któryś z tych sekretów mógł przyczynić się do morderstwa? A może to całkowicie osobne sprawy? Im dalej w lekturę, tym czytelnik robi się coraz czujniejszy, choć autorka i tak sprytnie wyprowadza go w pole...
„Tak to już w moim życiu jest, że ciągle kogoś zawodzę.”
Akcja powieści toczy się przez większą część tempem umiarkowanym, dopiero pod koniec dosyć dynamicznie przyspiesza, jednak dzieje się to w momencie, gdy sprawa powoli zaczyna się wyjaśniać. Wcześniej autorka kluczy, podsuwając nam tropy, które trudno jednoznacznie zinterpretować. Jest kilka dobrych twistów fabularnych, kilka szokujących informacji, które wraz z biegiem lektury wypływają na światło dzienne i sprawiają, że lektura staje się coraz bardziej kryminalna...
„Teraz już wszyscy wiedzą. Teraz już nie mam się gdzie schować.”
No właśnie, bo gatunkowo to nie jest typowy thriller, a raczej połączenie thrillera psychologicznego z kryminałem. Z tego pierwszego mamy subiektywny styl narracji i skupienie na emocjach postaci, tajemnice, które zdają się wokoło narastać. Z drugiego to oczywiście morderstwo i śledztwo, które szybko wchodzi na nieoczekiwane tory... Historię obserwujemy po części z perspektywy policjantki, więc mamy stały dostęp do postępów w prowadzonym śledztwa i nowych, zaskakujących tropów.
„(...) ludzie nie zawsze są tacy, jacy się wydają. Jak to się mawia, czasami zło czai się w zupełnie nieoczekiwanych miejscach.”
Ogólnie, „Wszystkie mroczne miejsca” mogę uznać za udany debiut w literaturze kryminalnej. Parlato wie, jak przyciągnąć uwagę czytelnika, potrafi budować intrygę zaskakującą i zmierzającą w nieoczywiste rejony. Kreacje postaci są przyjemnie, czytelnik z przyjemnością poznaje historię z puntu widzenie dwóch bohaterek. To dobra literatura gatunkowa i wygląda, że nazwisko autorki może być warte obserwowania. Mam nadzieję, że i w Polsce szybko doczekamy się premiery jej drugiej książki!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 13, 2023

"Poradnik prawdziwej damy. Przewodnik po plotkach i zbrodni" Dianne Freeman

"Poradnik prawdziwej damy. Przewodnik po plotkach i zbrodni" Dianne Freeman

Autor: Dianne Freeman
Tytuł: Przewodnik po plotkach i zbrodni
Cykl: Poradnik prawdziwej damy, tom 2
Tłumaczenie: Magdalena Witkowska
Data premiery: 26.04.2023
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 384
Gatunek: powieść kryminalna / cozy crime
 
Ostatnio mam szczęście do autorów, którzy debiutują w dosyć późnym wieku. Dianne Freeman należy do jednych z nich! Przez trzydzieści lat zatrudniona była w korporacji, dopiero w wieku średnim zdecydowała się zadebiutować jako autorka przyjemnych retro kryminałów, które u nas zostały objęte wspólną nazwą „Poradnik prawdziwej damy”. Tom pierwszy na amerykańskim, rodzimym rynku autorki ukazał się w roku 2018 i od tego czasu każdy kolejny premierę miał rok później – czyli tego lata na rynku amerykańskim ukaże się już tom szósty. U nas seria zaczęła pojawiać się dopiero w tym roku, zimą premierę miał tom pierwszy „Dobre maniery a morderstwo” (opinia – klik!), trzy miesiące później ukazał się tom drugi „Przewodnik po plotkach i zbrodni”. Mam nadzieję, że oznacza to, że i kolejnego tomu możemy spodziewać się już wkrótce!
Dianne Freeman za swoją serię jest solidnie nagradzana, zdobyła już Agatha Award, Lefty Award, jak i była finalistką Mary Higgins Clark Award przyznawanej przez Mystery Writers of America.
 
Historia „Przewodnika po plotkach i zbrodni” zaczyna się chwilę po wydarzeniach z tomu pierwszego. Jest sierpień 1899 roku, Anglia, rozpoczyna się sezon myśliwski, a to oznacza, że spora część brytyjskiej arystokracji wybiera się na wieś na polowania. W Londynie zostaje jednak Frances, hrabina Harleigh, która na wsi żyła kilka ostatnich lat, więc teraz zdecydowanie nie ma ochoty tam wracać. Tym bardziej, że teraz gości u siebie młodszą siostrę szykującą się do zamążpójścia, jej koleżankę, która niedawno do nich przypłynęła z Ameryki, by tak jak Lily, zadebiutować i szukać męża na angielskich salonach. Jest również ciotka, która przyjechała w roli przyzwoitki Lily. No i Rose, kilkuletnia córka Frances. W jej świeżo wynajętym domku jest więc trochę tłoczno, tym bardziej, że często zagląda do nich i zalotnik Lily, i ich sąsiad George, który ma się ku Frances... Już wkrótce będzie u nich bywać jeszcze częściej, gdyż zaangażuje Frances do pomocy przy śledztwie dotyczącym śmierci ich znajomej – Mary Archer, którą wstępnie swatała ze swoim kuzynem Charlesem... Charles jednak na chwilę przed zdarzeniem, zakomunikował Frances, że z Mary chyba nic nie wyjdzie, bo coś przestało mu w niej pasować. Czy chodziło mi o spis przewinień angielskiej socjety, który znajomy policjant znalazł w domu Mary? W jakim celu kobieta zbierała brudy na innych? Frances wraz z George’m i policjantem Delaney zamierzają jak najszybciej wytropić mordercę i odkryć jego motywy.
 
Książka składa się z 24 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Frances, która jest niesamowicie dobrym narratorem – jest spostrzegawcza w mocno uszczypliwy sposób, często w swoich komentarzach i uwagach krytykuje panujące obyczaje. Język jest delikatnie stylizowany na dawny, odpowiedni do czasów w książce przedstawionych. Dialogów jest sporo, są napisane sprawnie i opatrzone sporą dawką humoru. To właśnie w tej warstwie wątek humorystyczny jest najmocniejszy, choć oczywiście zdarza się też kilka gagów sytuacyjnych.
 
Postać Frances, jak na czasy, w których przyszło jej żyć, jest kobietą bardzo nowoczesną, wyzwoloną. Oczywiście z zewnątrz cały czas trzyma się ścisłych zasad etykiety, jednak nie przeszkadza jej to w tym, by samodzielnie się utrzymywać, być kobietą samowystarczalną. Co więcej chętnie angażującą się w zagadki kryminalne, po cichu i w tajemnicy. Frances sprytnie wykorzystuje angielskiej herbatki i inne spędy towarzyskie, by dowiedzieć się co w trawie piszczy, poznać sekrety, które mogą się przydać w śledztwie. To jednak nie wszystko co robi – nie boi się nawet przeszukania domu denatki... A mimo tak męskiego na te czasy zajęcia jakim jest prowadzenie śledztwa, Frances nie traci nic na swojej kobiecości, a wręcz przeciwnie – chyba powoli zaczyna rozkwitać uczucie pomiędzy nią a sąsiadem...
 
Poza Frances mamy tu całą plejadę świetnych postaci, które choć zepchnięte na drugi plan, dobrze dają sobie radę. Przede wszystkim trochę tajemniczy George, zajmujący się czymś tajnym, nie całkiem wiadomo czym... Inspektor Delaney to równie ciekawa postać, powoli o jego życiu dowiadujemy się nieco więcej. Oczywiście jest też młodziutka Lily, przeżywająca pierwszą miłość i, która wbrew zaleceniom siostry, chce wychodzić za mąż już, natychmiast. Jest też fajna ciotka, która nie ma problemów, by wychylić kieliszek na nerwy nawet przed południem i służba, która po raz kolejny okazuje się bardzo przydatna... Każda postać jest przyjemnie dopieszczona.
 
Intryga kryminalna wydaje się wyraźniejsza niż w tomie pierwszym. Tu bohaterka prowadzi już pełnoprawne śledztwo. Historia jest zaskakująca, zgrabnie złożona w całość, ładnie łączy kilka ciekawych tematów dawnych lat, przede wszystkim skupiając się na roli kobiety w tym arystokratycznym środowisku. Historia jest zajmująca, ale równocześnie lekka – dokładnie taka, jak w klasycznych kryminałach, bo nie skupia się na śmierci i makabrze, a na dobrej zagadce, dedukcji i lekkim humorze.
 
Muszę przyznać, że bardzo spodobała mi się ta seria – to lekkie i przyjemne kryminaliki, do poczytania czy posłuchania kiedy trzeba sobie odpocząć i przenieść się w całkiem inny świat. Jakieś to dziwnie kojące. Frances jako narratorka sprawdza się znakomicie, jej uszczypliwe komentarze i uważne obserwacje nie tylko ukazują nam jak różne było życie te sto dwadzieścia lat temu, ale i zapewniają dobry dodatek humorystyczny. Zagadka jest fajna, zaskakująca i prowadząca w ciekawe tematy, które tym, kochającym słowa, pisanie i czytanie na pewno przypadną do gustu! Już czekam na tom kolejny przygód hrabiny Harleigh!

Moja ocena: 7,5/10

PS. Tomy serii można czytać niezależnie od siebie.
 
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 12, 2023

"Burza" Mieczysław Gorzka

"Burza" Mieczysław Gorzka

Autor: Mieczysław Gorzka
Tytuł: Burza
Data premiery: 26.04.2023
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 384
Gatunek: sci-fi / thriller
 
Mieczysław Gorzka to kolejny autor, który na debiut literacki zdecydował się w już dojrzałym wieku. Jego debiutancki „Martwy sad” (recenzja - klik!), pierwszy tom serii Cienie przeszłości ukazał się w tym roku, w którym powstał ten blog – w 2019, choć jak sam Gorzka przyznaje, próby pisarskie podejmował od dawna, rozpoczynając zmagania od gatunku fantastyki. Jego debiut to jednak kryminał i do tej pory autor starał się trzymać właśnie tych ram gatunkowych – na swoim koncie ma już osiem książek, z czego część to serie kryminalne. Zmianę w wyborze gatunku przyniosła „Burza”, w której wątek kryminalny oczywiście jest, jednak przede wszystkim książkę należy zaliczyć do gatunku powieści sci-fi.
 
Historia zaczyna się, gdy do drzwi mieszkania Justyny Lewickiej puka Karol, prywatnie jej były mąż, zawodowo pracownik ABW. Justyna od miesięcy jest w kiepskiej formie, od dnia, kiedy na służbie straciła swojego partnera – od tego czasu głównie pije i imprezuje. Karol przychodzi do niej z propozycją: chce, by wróciła do pracy jako szefowa specjalnego oddziału do sprawy śmierci małego chłopca. Sprawa jest dziwna, bo w środku lata ciało chłopca było ubrane w zimową kurtkę... Karol nie zdradza nic więcej, póki Justyna nie zjawia się na komendzie, by przyjąć oferowaną posadę. Okazuje się, że ciało jest nie jedno, a dwanaście. Dokładnie takich samych, w takich samych ubraniach, z takim samym kodem genetycznym...
W tym samym czasie Oskar Zamecki wybiera się do supermarketu. Już w czasie drogi czuje się niespokojny, słyszy jakieś wołanie, jednak dopiero w sklepie dzieje się coś naprawdę niepokojącego. Pomiędzy alejkami objawia mu się wizja chłopca wydającego te znajome wołanie, brzmiące teraz jak krzyk przerażenia... Oskar ucieka ze sklepu, a gdy słyszy zbliżającą się burzę – panikuje. Jest pewien, że zaraz napadną go Oni. Szybko dociera do własnego domu, obwarowanego jak najpilniej strzeżona twierdza, gdzie i tam objawia mu się chłopiec proszący go o pomoc, o ratunek. Chłopiec nie jako jedna osoba, a wiele dokładnie tych samych...
 
Książka składa się z krótkich nienumerowanych tytułowanych rozdziałów, pierwszy stanowi coś jak prolog, ostatni epilog. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego naprzemiennie podążając za Justyną i Oskarem. Styl powieści jest dynamiczny, dialogi żwawe, a język potoczny, zdaje się, że odpowiedni dla kreacji postaci – twarda policjantka i doświadczony przez życie, ukrywający się mężczyzna nie boją się dosadnych słów i wykrzyknień. W związku z tym, że książka zawiera w sobie kilka teorii znanych z gatunku sci-fi, to i musi być trochę miejsca na ich tłumaczenie – szczególnie pod koniec, jednak wszystko odbywa się w dialogach, więc prawdopodobnie w najbardziej przystępnej dla czytelnika formie. Całość czyta się dobrze, prosto i dynamicznie.
 
Zacznijmy od klimatu, jaki autor zbudował w powieści, bo myślę, że to jest jeden z jej największych atutów. Przez większą część fabuły czytelnik czuje, że pozostaje w niewiedzy, ciężko mu samodzielnie złożyć puzzle, których dostarcza narrator. Atmosfera jest gęsta, niepewna i niepokojąca – chłopczyk objawiający się całkiem fizycznie w wielu ciałach naraz? Ciało zamordowanego znalezione aż dwanaście razy? Od samego początku miałam mocno skojarzenia z dwoma serialami – Stranger Things i Dark, to dokładnie ten sam rodzaj niepokoju fabularnego.
 
Szkieletem powieści jest coś, co można nazwać intrygą kryminalną – w końcu jest morderstwo i śledztwo w tej sprawie. Co z tego, że z wieloma wątkami fantastycznymi? Intryga zbudowana jest solidnie, na kilku dobrze znanych już nam fizycznych teoriach, nad którymi głowią się naukowcy, a które od dawna pojawiają się w literaturze i filmie z gatunku sci-fi. I autor się tego nie wstydzi, nawet w pewnym momencie same postacie zauważają, że to już przecież było....
„- To już było w filmach. – Pokręciła głową z powątpiewaniem.
- To nie znaczy, że nie może być naprawdę.”
Jednak mimo znanych motywów, to właśnie zaskoczenia fabularne są drugim dużym plusem tej historii. Intryga jest zagmatwana, ale ostatecznie okazuje się w pełni logiczna, choć z ingerencją motywów fantastycznych.
 
Z kolei jeśli chodzi o postacie, to akurat te są dosyć szablonowe, co oczywiście nie szkodzi temu rodzajowi literatury – wiemy czego możemy się po postaciach spodziewać, a i tak zapewniają nam dobrą rozrywkę. Justyna to babka, która po stracie partnera pogrąża się w poczuciu winy i rozpaczy, to dosyć typowy gatunek śledczego – smutki zapija alkoholem, odseparowuje się od ludzi, choć tak naprawdę w głębi duszy chce poczuć jakieś cieplejsze emocje do drugiego człowieka. Z kolei Oskar to facet, który w pojedynkę sam dobrze sobie daje radę, wypracował metodę zachowań i się jej trzyma. Oczywiście wydarzenia, których doświadcza w powieści tę jego stałą metodę zaburzają, przez co musi się dostosować. I robi to na tyle dobrze, ile potrafi. Typowość postaci objawia się również rolą, jaką będą pełnić względem siebie – Oskar wchodzi w rolę obrońcy i przewodnika, Justyna jest zapleczem, wsparciem i boją ratunkową w kryzysowych sytuacjach.
 
Czy książka jednak niesie sobą tylko i wyłącznie czystą rozrywkę? Nie całkiem, bo skłania również do kilku ciekawych refleksji na temat ścieżek życia jakie obieramy, naszych wyborów i lęku co do zmiany, wyjścia ze strefy komfortu i spojrzenia szerzej. Sporo można też pozastanawiać się nad istotną lęku, poczuciem zagrożenia – skąd się bierze? Czy na pewno nie mamy nad nim kontroli?
„Zapamiętaj jedno: w każdej chwili życie można zacząć od początku. Zawsze jest czas na dobro, które zastąpi zło i naprawi krzywdy.”
Myślę, że na koniec istotne jest, by jeszcze raz podkreślić, że „Burza” trafi w gusta czytelników, którzy nie mają obiekcji, by sięgać po powieści fantastyczne, w końcu to ten gatunek jest tutaj tym całkowicie bazowym. Historia zapewnia dobrą, zajmującą rozrywkę, a mroczny klimat niewiadomej mocno przyciąga i przywodzi na myśl skojarzenia z naprawdę dobrymi filmowymi produkcjami. Bawiłam się przy niej dobrze, choć sama nie nastawiałam się na aż tak dużą dawkę sci-fi, stąd też wiele razy podkreśliłam to w jej recenzji – wiedząc jakich proporcji gatunkowych można się spodziewać, myślę, że lektura może okazać się jeszcze bardziej satysfakcjonująca.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 09, 2023

"Seks, książki i pieniążki" Iwona Banach

"Seks, książki i pieniążki" Iwona Banach

Autor: Iwona Banach
Tytuł: Seks, książki i pieniążki
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 320
Gatunek: komedia kryminalna
 
Iwona Banach to polska autorka znana przede wszystkim z szalonych komedii kryminalnych. Na naszym rynku pojawiała się dobrych kilkanaście lat temu, jednak dopiero w 2019 jej książki zaczęły być wydawane we w miarę krótkich odcinkach czasu, po kilka na rok. Ja z jej twórczością zapoznałam się rok później przy okazji pierwszego tomu tak zwanej serii z trupkiem, czyli komedii kryminalnych o prepperce Emilii Gałązce. Aktualnie autorka na swoim koncie ma kilka serii, jak i pojedyncze powieści, a także kilka skierowanych do młodszego czytelnika. Poza pisaniem, zajmuje się też tłumaczeniami, jak i nauczaniem. Prowadzi też swój blog, gdzie pisze o książkach i nie tylko.
 
 Historia książki o jakże intrygującym tytule „Seks, książki i pieniążki” zaczyna się od przygotowań do spotkania literackiego w bibliotece w Zastroniu. Podczas tego zdarzenia zamierzają się ujawnić trzy autorki jednej powieści erotycznej, którą napisały wspólnymi siłami, a która zyskała na rynku sporą popularność. Teraz chcą pisać na własny rachunek, jednak wszystkie chcą, by nie były brane za debiutantki. Zatem trzeba wyjawić swoją tożsamość, a gdzie zrobić to lepiej, jak nie w mieście rodzinnym? Dlatego też ukrywają się za parawanami, a ich ujawnienie ma być wielkim zaskoczeniem dla widowni. Jednak coś idzie nie tak, bo gdy w końcu nadchodzi moment ujawnienia, okazuje się, że jedna z pisarek została zamordowana! I to ta, która siedziała pośrodku, więc jak to możliwe, że pozostałe dwie nie widziały mordercy? Jak to się stało, że morderca nie dosyć, że wiedział, gdzie znajduje się dana autorka, to jeszcze pozostał niezauważony w bibliotece pełnej ludzi?! W śledztwo angażuje się policjantka Luśka, była nauczycielka Eleonora, która jest jej ciotką, jak i jej sąsiad i pozostałe autorki. Bo kto wie czy i na nie nie przyjdzie kolej?
„O ile bowiem pieniądze podzielić się da, to sławy niestety nie można. A każda z nich sławy chciała. Zresztą, kto by nie chciał?!”
Książka składa się z nienumerowanych krótkich scenek, które naprzemiennie przedstawiają losy kilkorga postaci. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który równie chętnie opisuje wydarzenia, co same myśli postaci. Styl powieści, jak na komedię przystało, jest naładowany humorystycznie i to w opisie osób, ich zachowań, jak i spostrzeżeń natury ogólnej. Język jest codzienny, niepozbawiony wulgaryzmów, które jednak użyte są dla podkreślenia emocji postaci, przede wszystkim w dialogach bądź cytowanych fragmentach książek, co ma swoje wytłumaczenie. Spostrzeżenia, które przekazuje nam narrator są napakowane dosyć kąśliwym, ironicznym humorem. Całość czyta się lekko, dobrze.
 
Iwona Banach kreując swoje postacie występujące w komediach zawsze sięga po grube kreski, które mocno przerysowują znane nam z codziennego życia cechy charakterów, osiągając efekt parodii, ale takie, w której czuć sens, gdzie dostrzega się dokładnie to, co ma zostać wyśmiewane. Więc na przykład – ta, która nienawidzi erotyków, wyraża swoją niechęć przez niszczenie książek z biblioteki w sposób spektakularny. Dziewczyny piszące erotyki nie grzeszą inteligencją, a starsza pani Eleonora skłonna jest do oceniania innych już po pierwszym wejrzeniu i uprzykrzaniu sąsiadom życia. Jednak są postacie również niosące dobre wartości, jak na przykład sąsiad Eleonory, który, mimo że wygląda jak tępy osiłek, to okazuje się inteligentnym facetem, który do tego lubi czytać. Jest i policjantka Luśka, która zachwyca swoją niezależnością i walką o samą siebie, nawet w sytuacjach, gdy inni jej nie akceptują. Przykłady można mnożyć, a postacie z biegiem lektury przekonują czytelnika, że wcale nie są tak jednostronne jak z początku może się wydawać. To solidne kreacje komediowe, ale i zaskakująco życiowe!
„Luśka rodziców kochała, ale siebie też uważała za osobę wartościową. I lubiła siebie samą, nie uważała, że powinna się umartwiać albo rezygnować z własnego życia dla spokoju innych. Wielu nazwałoby ją samolubną, ale ona uważała, że jest po prostu asertywna.”
Intryga kryminalna, jak to u Banach bywa, jest ekstremalnie zakręcona. W książce bardzo dużo się dzieje, napakowana jest wręcz gagami, które przede wszystkim mają odsłaniać ludzkie słabości i wady, a równocześnie wprowadzać mocny wątek komediowy. I to się sprawdza, przyznam, że kilka razy śmiałam się w czasie lektury w głos. Co do zagadki, to przez pierwszą połowę, a może i nawet więcej, bardzo mnie ciekawiła, śledztwo Luśki i Eleonory wpadało na ciekawe tropy, które jakby wydawały się osobnymi historiami, więc dochodziła zagadka jak to wszystko złożyć w całość. Pod koniec trochę już tych różności wydało mi się za wiele, jednak i tak doceniam skrupulatność i złożoność intrygi, której siłą na pewno jest dużo mnogość pozornie niezwiązanych ze sobą tropów, a która powoduje, że w sumie wszyscy zdają się podejrzani.
 
Historia toczy się w małym miasteczku, które odsłania wady i zalety takiego miejsca zamieszkania. No cóż, jako że tu wyśmiewamy się z ludzkich przywar, to przede wszystkim wady, jak wścibstwo i szybkość roznoszenia się plotek. Ale są i dobre strony, np. sporo rąk do pomocy.
 
Dla mnie jednym z największym plusów tej historii był fakt, że toczy się ona wokół książek. Przede wszystkim mamy mocno wyśmiany gatunek erotyków – w książce padają fragmenty książki, którą wspólnymi siłami napisały wspominane na wstępie trzy dziewczyny, i są to fragmenty, z których nie śmiać się nie da. No, przynajmniej gdy podchodzi się do tego z dystansem, nie jestem pewna, jak na tego typu podkoloryzowanie zareagują fani takiego gatunku 😉 Poza wyśmiewaniem się z erotyków, książki i tak są tu cały czas obecne – Eleonora to była nauczycielka, a Makary to fan literatury. Jest też Marianna, która niszczy książki, no i biblioteka, która jest centrum zdarzeń, a która budzi w różnych postaciach różne emocje. Często padają też uwagi co do rynku wydawniczego, co jest uzasadnione ambicjami trzech autorek. Wszystkie spostrzeżenia zawierają w sobie przynajmniej ziarenko prawdy, ale pisane są tak, że przede wszystkim wzbudzają głośne wybuchy śmiechu.
„- (…) O… Książki masz? (…) I jeszcze mi powiesz, że umiesz czytać?!
- Nie, no co pani! Na kilogramy kupowałem – odburknął wściekły. – Panią to ktoś powinien przetrącić – dodał z krzywą miną – ale przykro mi bardzo, umiem czytać. Jakoś tak się złożyło, że umiem i nawet lubię.”
Przyznam, że sięgając po książki tej autorki nigdy nie wiem czego się spodziewać, gdyż nie zawsze pasuje mi to, co akurat chce w nich wyśmiać. Ta jednak wpasowała się w mój gust naprawdę dobrze – książki są mi bliskie, lubię kiedy historie toczą się w małych miejscowościach, a i gatunek erotyków raczej mnie nie bawi, więc podkoloryzowanie i wyśmiewanie się z tego, co cechuje te książki, zgodziło się z moimi własnymi preferencjami czytelniczymi. Nie ukrywam też, że polubiłam się z Luśką i Eleonorą, które mimo iż różne wiekiem i zawodem, to jednak są kobietami, które walczą o swoje. Dobry humor, może ciut za bardzo pokręcona intryga, ale nic to – w końcu u Banach zawsze jest nutka szaleństwa, w pozytywnym sensie oczywiście! 😊
 
Moja ocena: 7,5/10 

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska.

Dostępna jest też w abonamencie 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 13, 2023

"Ucichły ptaki, przyszła śmierć" Michał Śmielak

"Ucichły ptaki, przyszła śmierć" Michał Śmielak

Autor: Michał Śmielak
Tytuł: Ucichły ptaki, przyszła śmierć
Data premiery: 08.03.2023
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 320
Gatunek: thriller / powieść grozy
 
Michał Śmielak na naszym rynku książki pojawił się całkiem niedawno, zaledwie dwa lata temu debiutował „Znachorem”. Od tego czasu pokusił się już o pięć kolejnych powieści, a każda z nich zbiera naprawdę pozytywne oceny czytelników, jak i osiąga statusy bestsellerów. Sama miałam przyjemność sięgnąć po jego pióro w poprzednim roku przy okazji premiery „Postrachu” (recenzja – klik!), który zrobił na mnie naprawdę pozytywne wrażenie, zatem chętnie sięgnęłam również po jego kolejną książkę pt. „Ucichły ptaki, przyszła śmierć”. Tytuł dosyć dziwny, ale lektura okazała się naprawdę mocno klimatyczna!
 
Fabuła „Ucichły ptaki, przyszła śmierć” opowiada o kilkudniowej wycieczce w Beskid Niski, której finał okazał się tragiczny… W sierpniu wyruszyła na nią czwórka przyjaciół, którzy mieli świętować wieczór kawalerski Michała – w weekend chłopak się żeni, więc jego drużba Artur zorganizował dla najbliższych przyjaciół coś oryginalnego – wycieczkę górską, o której niewiele można znaleźć w internecie… Przebiega ona z dala od utartych szlaków, uczestnicy dostają od organizatorów GPS i awaryjny telefon, a swoje muszą oddać, więc łączność ze światem jest mocno ograniczona. Mężczyźni są zaopatrzeni w alkohol, ale i dosyć intensywny plan wędrówki, a że poruszają się na odludnych terenach, to wydaje się jakby byli sami na świecie… No, prawie, bo na jednym z postojów trafiają na wędrującą dziewczynę, która przestrzega ich przed chodzeniem w tych rejonach po zmroku. Brzmi groźnie? Dopiero będzie, kiedy jeden z uczestników słyszy warczenie wilka, ale wilka nigdy nie widać, a drugi widzi dziwną postać w oddali i słyszy szept… Co to ma znaczyć? Czy ktoś ich śledzi? A może to tylko omamy spowodowane oderwaniem od życia w mieście? Albo podświadomość nasłuchała się strasznych historii i teraz sama je wytwarza? A może jednak coś groźniejszego, bardziej realnego? Czytelnik wie, że ta wycieczka nie skończy się dobrze, Michał wyląduje w szpitalu z objawami szaleństwa, a reszta… no właśnie, co z nimi?
“(…) co się stało w Beskidzie Niskim? (…) Śmierć zajęła się wszystkim!”
Książka składa się z prologu i 42 krótkich rozdziałów, które toczą się naprzemiennie to w górach, to w szpitalu. Rozdziały opisujące wyprawę w góry opatrzone są datą, godziną i miejscem zdarzeń, szpital nie został w żaden sposób skonkretyzowany. Narracja prowadzona jest przez Michała w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, zdarza się, że odnosi się bezpośrednio do czytelników, więc można powiedzieć, że opowiada właśnie nam coś na kształt swojej historii. Styl powieści jest dopasowany do miejsca akcji – fragmenty opisujące pobyt w szpitalu są nieco chaotyczne, zdania, wątki się powtarzają, jednak da się odczuć, że jest to zabieg zamierzony, mający nadać lekturze znamiona psychozy, zagmatwania psychicznego narratora. Fragmenty przedstawiające zdarzenia z wycieczki górskiej są inne, bardziej swobodne, pisane językiem potocznym, ale bardzo przyjemnym, rytmicznym, codziennym, tak że czytelnik ma wrażenie, że bohaterowie to zwyczajni faceci, którzy znają siebie nawzajem bardzo dobrze – w ich wymianie zdań czuć bliskość i zaufanie. A jednak powoli w te fragmenty wkrada się uczucie grozy, narrator dobrze buduje napięcie poprzez opis otoczenia, wyrazy dźwiękonaśladowcze i urywane zdania, wyrazy. Wszystko to świetnie oddaje klimat tajemniczego lasu, w którym legendy i straszne historie mieszają się z rzeczywistością…
„Jakie to piękne słowo: ‘szept’. Zaczyna się miękko, delikatnie, a kończy tak twardo i nieubłaganie. Dokładnie jak nasza wyprawa.”
Przyznam, że autor bardzo sprytnie osadził swoich bohaterów w sytuacji, która jest dla nich obca. Czwórka mężczyzn żyjących na co dzień w mieście, przyzwyczajonych, że wszystko mają na wyciągnięcie ręki, nagle zostaje pozbawiona szumu miasta, telefonów i dostępności. Zostają odcięci od reszty i wrzuceni w dosyć dzikie obszary, których nie znają. Jak zachować się, gdy na ścieżce pojawi się wilk? Jak odnaleźć w gęstym lesie bez mapy w telefonie? Jak obronić, kiedy pod ręką nie ma nic, a pomocy nie da się wezwać? Brzmi groźnie, ale to przecież tylko kilkudniowa, dobrze zaplanowana wycieczka w góry. Przecież ludzie robią to cały czas, prawda? A jednak autor postanowił swoje postacie poddać wielu trudnym próbom… Próbom mogącym pokazać oblicza, których do tej pory sami w sobie nie znali. Jak zachowa się człowiek postawiony w sytuacji zagrożenia równocześnie świadomy, że nie może liczyć na pomoc z zewnątrz? Czy postawi się w roli ofiary, a może obudzi w sobie bestię?
„- Wiecie, ludzie w izolacji często wariują. Widzą pewne rzeczy, słyszą głosy, rozmawiają z wytworami swojej wyobraźni.
- Nie jesteśmy przecież w izolacji. (…)
- Nie? To zastanów się, co masz przy sobie z tego, co stanowiło twoją codzienność jeszcze dwa dni temu. Jesteś w obcym miejscu, bez dostępu do internetu i swojego kochanego smartfonu, ściany mieszkania nie zapewniają ci bezpieczeństwa, policja nie przyjedzie w kilka minut, jeśli poczujesz się zagrożony, jakbyś dostał zawału, to pozamiatane, bo pomoc zjawiłaby się może po godzinie. Nie masz kostki brukowej pod stopami, brudnego powietrza w płucach, ekranu przed oczami i hałasu w uszach. Nie masz nic, co jeszcze dwa dni temu było elementem twojego życia. Tylko las.”
A przecież miał to być po prostu wieczór kawalerski, wyprawa pełna alkoholu i męskiego towarzystwa. I tak bohaterowie starają się zachowywać, z początku piją i żartują, ale kiedy te żarty przemienią się w grozę? Bohaterowie sami nie wiedzą, czy to wyobraźnia miesza im w głowie, doznają zbiorowych halucynacji czy może faktycznie coś się dzieje? Ale przecież wycieczka jest polecana, trasa dobrze opracowana, mają telefon awaryjny… Co więc tak naprawdę może się tam stać? Dobrze jest tu pokazana próba kontrolowania sytuacji, racjonalnego tłumaczenia dziwnych wydarzeń i reakcji grupy – czy będą się nawzajem uspokajać, a może odwrotnie, tylko mocniej się nakręcą? A może będą chojraczyć jedni przed drugimi, ukrywając głęboko prawdziwy strach?
„To jest znany proces (…). Podchodzi to pod psychologię tłumu; jeśli lider stada, a we czterech takowe tworzyliście, zacznie przejawiać jakieś zachowania, pójdzie w jego ślady większa część, to uczucia rozkładają się na wszystkich członków. Nawet jeśli będą to zachowania nieracjonalne.”
Zatem kreacje czwórki postaci są naprawdę dobrze oddane pod względem psychologicznym. Intryga kryminalna zbudowana jest na wysokim poziomie, czytelnik sam nie wie, co się dzieje, czy to, co narrator opisuje, to wytwory jego wyobraźni czy prawdziwe zdarzenia… Pod względem intrygi książkę można podzielić na dwie części, pierwsza świetnie buduje nastrój grozy opierając się na legendach i historii tego rejonu, druga to już dosyć przerażający thriller – nie zdradzę pod jakim względem, powiem tylko, że to dosyć brutalna i mroczna historia. Sama tylko ciągle nie wiem jak ustosunkować się do jej zakończenia, choć przyznam, że jest ono zaskakujące i spójne z całością. Ogólnie cała historia zbudowana jest w sposób zaskakujący i naprawdę dobry, wszystko tu wydaje się mocno przemyślane, a groza atmosfery zbudowana jest z dużym wyczuciem.
„Odkryliśmy zatem, jak doprowadzić człowieka do szaleństwa. Dać mu niepewność. Coś słyszysz, ale co tak naprawdę? Coś widzisz, ale potem się okazuje, że tego nie było.”
Samo miejsce zdarzeń też odgrywa w tej historii niesamowicie ważną rolę. Beskid Niski, obszar opuszczony przez Łemków po II wojnie światowej, pełen starych i od dawna niezamieszkałych domów, które położone są w oddaleniu od reszty cywilizacji. Tu historia i legendy tego terenu dobrze splatają się z fabułą, a czytelnik może poznać je poprzez rozmowy bohaterów pomiędzy sobą lub z osobami, które spotykają na swojej drodze. Ponadto istotne jest tu te odseparowanie od reszty świata, kontrast pomiędzy życiem w mieście, a życiem z bliskości natury. To coś, co teraz znane jest coraz mniejszej liczbie ludzi, przez co czytelnik dobrze może się wczuć w emocje postaci.
 
Podsumowując, Michał Śmielak zaskoczył mnie po raz drugi! Już z opisu wydawcy książki spodziewałam się, że będzie to dosyć klaustrofobiczna lektura, ale przyznam, że atmosfera, jaką udało się autorowi zbudować, przeszła moje oczekiwania. Fabuła i opis wydarzeń pokierowane są tak dobrze, że sama nie wiedziałam czy mam się tu jednak spodziewać jakichś elementów nadprzyrodzonych czy nie, a fragmenty pisane ze szpitala tylko te poczucie psychozy zwiększały. Książka, mimo dosyć drastycznych momentów, jest dobrze wyważona, a przede wszystkim do samego końca utrzymuje czytelnika w tak pożądanym w tym gatunku napięciu. Autor świetnie wykorzystał miejsce akcji i legendy z nim związane, dając czytelnikowi coś pomiędzy mięsistym thrillerem a literaturą grozy. Jestem zadowolona!
„Mamy się za normalnych, niezdolnych do czynienia zła, a chociażby eksperyment stanfordzki pokazał, że wystarczą odpowiednie warunki, by zwyczajnych ludzi zamienić w bestie.”
PS. Informacja dla strachliwców – lepiej nie czytajcie jej po zmroku… 😉
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 22, 2023

"Nasza prywatna gra" Magdalena Zimniak

"Nasza prywatna gra" Magdalena Zimniak
Autor: Magdalena Zimniak
Tytuł: Nasza prywatna gra
Data premiery: 08.02.2023
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 432
Gatunek: thriller
 
Z twórczością Magdaleny Zimniak po raz pierwszy zetknęłam się pod koniec roku 2022 przy jej trzynastej powieści pt. „Piwnica”. Było to coś z pogranicza trzech gatunków – powieści obyczajowej, kryminału i fantasy (recenzja – klik!). I faktycznie są to gatunki, w których autorka się lubuje. Teraz, w 2023 roku, wydała jednak historię, którą można określić jednym słowem – jest to thriller, choć raczej z gatunku tych skupionych na zagadce historii z przeszłości niż na nieustannym trzymaniu w napięciu.
 
Fabuła skupia się na postaci Bianki. To kobieta 30letnia, lektorka w szkole językowej, która właśnie przechodzi kryzys w małżeństwie. Z tego też powodu wraca myślami do przeszłości, do jej dzieciństwa i lat nastoletnich, do czasu, gdy jej matka popełniła samobójstwo. Orientuje się, że nigdy nie zgłębiła tego tematu, nie poznała powodów, więc wraca do rodzinnej miejscowości i próbuje wypytać starych znajomych… Niewiele jednak się dowiaduje. Kilka godzin później zostaje porwana. Czy te wydarzenia mają związek? Kto i dlaczego ją porwał, kto i gdzie ją więzi? Jaki ma cel? Jej mąż wraz z ojcem próbują się czegoś dowiedzieć, odtworzyć jej ślady, jednak historia jest tak skomplikowana i podejrzana, że tak naprawdę nie wiadomo jakiego tropu powinni się chwycić…
 
Książka składa się z nienumerowanych krótkich rozdziałów rozpisanych na kilka postaci, które uwikłane są w tę historię. Rozdziały z perspektywy Bianki pisane są w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego, wszystkie pozostałe – w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl powieści jest prosty, zdania krótkie, książkę czyta się płynnie.
 
Pomiędzy Bianką a jej porywaczem toczy się tytułowa gra. O tym drugim nic nie wiemy, nie wiadomo nawet jakiej jest płci – Biance pokazuje się w stroju ptaka Dodo, mówi przez modulator głosowy, jest więc całkowitą niewiadomą. Za to Biankę poznajemy całkiem dobrze. To kobieta skomplikowana, której dzieciństwo upłynęło pod znakiem matki z niezdiagnozowaną chorobą psychiczną. Bianka w wieku 15 lat uciekła z domu, choć sama nawet tego nie pamięta. Później jej matka się zabiła, a to spowodowało u dziewczyny uraz – trafiła do szpitala psychiatrycznego, później walczyła z bulimią. Teraz, gdy siedzi w zamknięciu, nie pozostaje jej nic innego, jak wrócić myślami do tamtych dni… co się wydarzyło 15 lat temu? Dręczą ją podobne sny o zaginięciu w podobnej piwnicy… Czy to jednak na pewno tylko sny?
„Wiem jedno. Nie chcę być bierna. Nie chcę być ofiarą. Znowu jestem żałosna. Przed chwilą robiłam dokładnie to, czego Dodo ode mnie oczekiwał, bałam się go rozwścieczyć. Od dawna tak postępuję. Od dawna schodzę ludziom z drogi z obawy przed ich gniewem. Od piętnastu lat. Od kiedy mama mnie zaatakowała.”
O jej mężu i ojcu wiemy stosunkowo niewiele, jej ojciec to były policjant, który dosyć chorobliwie kocha swoje dziecko. Za to pojawiają się szybko inne postacie, które mocno związane są z ich przeszłością – pierwsza miłość dziewczyny, jego aktualna rodzina, a także przyjaciółka matki wraz z synem. Jest młoda matka, żona dawnej miłości Bianki, która jest dziwnie do niej podobna. Tyle że ona właśnie urodziła dziecko, a Bianka od lat nie mogła… Co te wszystkie postacie mają wspólnego z tą historią?
 
Książka mocno opiera się na zagadce z przeszłości. Porusza tematy trudne, takie jak życie z osobą niezrównoważoną, które równocześnie wymuszają pytania o to, co tak naprawdę matka jest zdolna zrobić własnemu dziecku. Przecież tyle mówi się o miłości matczynej, prawda? Ale czy Bianka naprawdę jej doświadczyła? Tematy psychopatii, depresji poporodowej, tajemnic pamięci, która wymazuje ogromne traumy również znalazły tu swoje miejsce.
 
Intryga kryminalna toczy się w umiarkowanym tempie, czytelnik do początku wie, że to, co dzieje się teraz, musi mieć związek z przeszłością. Jednak i tak historia kilka razy porządnie zaskakuje, a poczucie podejrzliwości co do większości postaci nie odpuszcza praktycznie do samego końca.
 
Sama jednak mam delikatny problem z oceną tej książki, gdyż zabrakło mi w postaci głębi psychologicznej. Jasne, to co się dzieje, jest wytłumaczone, a jednak nie czułam tu emocji. Nie wiem do końca co jest za to odpowiedzialne, ale podejrzewam, że przede wszystkim chodzi o skupienie fabuły na przedstawieniu wydarzeń, zamiast na dokładnym oddaniu stanów emocjonalnych postaci – np. sama w ogóle nie odczułam, że Bianka w zamknięciu się boi, czy że chce się uwolnić. Myślę, że dla czytelników, dla których ważne są realistyczne i dokładne portrety psychologiczne, książka pod tym względem może okazać się małym rozczarowaniem.
 
Podsumowując, „Nasza prywatna gra” to thriller mocno skupiony na historii, przedstawieniu wydarzeń aktualnych oraz tych z przeszłości, które w pewien sposób muszą być ze sobą związane. Książkę czyta się wygodnie, krótkie rozdziały i naprzemienna narracja dobrze ze sobą współgrają, a tematy, które są zasygnalizowane, są całkiem ciekawe. Dla mnie jednak zabrakło skupienia na emocjach postaci, przez co książka wydała mi się trochę płaska. Myślę, że czytelnicy, który lubią dobre historie, mające swoje początki w zdarzeniach przeszłych, powinni być z lektury usatysfakcjonowani.
 
Moja ocena: 6/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska.
Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 14, 2022

"Piwnica" Magdalena Zimniak

"Piwnica" Magdalena Zimniak

Autor: Magdalena Zimniak
Tytuł: Piwnica
Data premiery: 09.11.2022
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 400
Gatunek: powieść obyczajowa / kryminalna
 
Kiedy w moje ręce trafiła książka Magdaleny Zimniak pt. „Piwnica” zdziwiła mnie przede wszystkim informacja w notce biograficznej autorki, w której wyczytałam, że jest już jej trzynasta powieść! I faktycznie – na naszym rynku pojawiła się już w 2008 roku ze „Szlakiem”, a od początku 2022 dołączyła do grona autorów wydających swoje książki w Wydawnictwie Skarpa Warszawska. Poza „Piwnicą” pod ich skrzydłami na początku roku ukazał się „Protest”. Autorka pisze książki z pogranicza powieści obyczajowych, thrillera i kryminału, a na co dzień prowadzi szkołę językową.
 
Fabuła „Piwnicy” rozpoczyna się w lipcu 2020 roku. Dwójka ochraniarzy, młody studenta prawa Rafał i podróżniczka Aneta, który ewidentnie mają się ku sobie, w czasie nocnego dyżuru w Spółdzielni Mieszkaniowej doświadczają dziwnych zdarzeń – coś woła, stuka, winda przemieszcza się między piętrami, mimo że w budynku nie ma nikogo prócz nich. Wszystkie ślady prowadzą ich do piwnicy, gdzie w jednym z pokoi przechowywane są stare akta. W nich natrafiają na nazwisko Zosi, ciotecznej prababki Rafała, która w marcu 1946 roku zaginęła i do tej pory nie wiadomo co się z nią stało. Czy to jej duch stara się im coś przekazać? Rafał i Aneta postanawiają przyjrzeć się sprawie, a by tego dokonać musimy cofnąć się do 1944 roku…
 
Książka składa się z prologu i krótkich nienumerowanych rozdziałów, które rozpoczynają się określeniem miesiąca i roku zdarzeń. Fabuła toczy się dwutorowo – w roku 2020 opowiada o śledztwie Anety i Rafała oraz w latach 1944-2004 przedstawiając historię Zosi i jej siostry Ireny. Rozdziały poświęcone współczesności i czasom okołowojennym rozpisane są naprzemiennie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Anety, Rafała i Ireny oraz w pierwszej osobie czasu przeszłego z perspektywy Zosi. Stylistycznie historia napisana jest poprawnie, zdania raczej proste, sporo dialogów. Język zwyczajny, codzienny, bez przekleństw.
 
Bazą tej historii jest zagadka z przeszłości i właśnie fragmenty jej poświęcone ciekawiły mnie najmocniej. Jest to opowieść dwóch sióstr, starszej Ireny, która w momencie poznania z czytelnikiem jest w ciąży, oraz Zosi, która chwilę temu, mimo młodego wieku, się zaręczyła. Nie dziwi to jednak, rok 1944, Warszawa, to czas II wojny światowej i walk o miasto, kiedy nikt nie wiedział, kiedy przyjdzie mu zginąć i liczyło się tylko to, co jest teraz. Obydwie siostry zostają odesłane przez swoich ukochanych na wieś, by walczące za nie mężczyźni mogli mieć pewność, że przynajmniej one przeżyją. I tak czytelnik wraz z każdą kolejna kartą powieści dowiaduje się o ich dalszych losach, ich powrocie do Warszawy i w końcu wydarzeniach, które doprowadziły do zniknięcia kobiety. Opowieść ta poprowadzona jest typowo dla historii obyczajowych z czasów wojennych – dostajemy obraz wycinku życia w tamtym okresie oraz trochę emocjonalnych rozterek skupionych głównie na tematach jak żyć w czasach, kiedy normalne życie dalekie jest od normalności, nikt nie czuje się bezpieczny i każdy został dotknięty brutalną utratą bliskich.  Historia jest spójna, skupiona na oddaniu codzienności i emocji się z nią wiążących.
 
Zosia jest tą postacią, która łączy przeszłość ze współczesnością. Rafał i Aneta chcą rozwiązać zagadkę jej zniknięcia, stąd starają się jak najwięcej o kobiecie dowiedzieć. Szybko się okazuje, że i rodzina Anety jest z tą postacią jakoś związana. Młodzi zatem wypytują swoich bliskich, podróżują po kraju szukając nowych tropów, w międzyczasie się w sobie zakochując. Ta historia jednak wydawała mi się trochę mniej płynna, miałam w niej kilka zgrzytów, momentami gubiłam się w koligacjach rodzinnych, połapanie się z kim (szczególnie pod koniec) teraz bohaterowie rozmawiają, wymagało skupienia i zastanowienia. Relacja pomiędzy dwójką bohaterów z kolei wydała mi się poprowadzona trochę za szybko – tu jednak dopuszczam możliwość, że jest to wynik założenia, że znali się już oni chwilę wcześniej oraz to, że są po prostu bardzo młodzi. Jednak patrząc na fragmenty z przeszłości, które jasno mogę skategoryzować jako po prostu historię obyczajową z zagadką w finale, to w tej współczesnej mam lekki mętlik – mamy tu elementy kryminału, thrillera, delikatnego romansu i literatury grozy (która grozy specjalnie nie budzi). Zatem każdy gatunek, na który składa się ta część, jest potraktowany bardzo pobieżnie, a na tym książka zdaje się tracić.  Mimo to i ta historia nie jest zła – mamy tu nie tylko próby rozwiązania zagadki, co zawsze jest ciekawe, ale i kilka tematów wzbudzających poczucie tajemnicy – i Rafał, i Aneta coś ukrywają, coś związanego ze swoimi rodzinami, a nawet sami nie wiedzą, że i ich rodziny jeszcze też coś przed nimi ukrywają. Nie można więc i tu odmówić autorce ciekawych pomysłów.
 
Ogólnie „Piwnica” to spory miks gatunkowy, w którym najbardziej spójny jest wątek z przeszłości, z czasów II wojny światowej, który ma mocne zabarwienie obyczajowe. To, w mojej ocenie, jest największy atut powieści. Poza tym znajdziemy tu też niewielkie elementy thrillera, powieści grozy, kryminału i romansu, które może były konieczne, by historię skleić w całość, ja jednak miałam tu wrażenie nadmiaru. Może to być jednak spowodowane tym, że przede wszystkim oczekiwałam tu powieści psychologicznej, której tak naprawdę tu nie znalazłam, stąd moje lekkie skołowanie. Mimo to przyznaję, że autorka miała oryginalny i ciekawy pomysł na całość, ale przede wszystkim polecałabym ją tym, którzy lubią historie ludzkie toczące się na tle burzliwych wydarzeń wojennych.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

listopada 07, 2022

"Lilie" Mieczysław Gorzka

"Lilie" Mieczysław Gorzka

Autor: Mieczysław Gorzka
Tytuł: Lilie
Data premiery: 26.10.2022
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 480
Gatunek: kryminał
 
Mieczysław Gorzka na rynku kryminalnym książki pojawił się zaledwie trzy lata temu, w czerwcu 2019 roku ze swoją debiutancką powieścią „Martwy sad” (recenzja – klik!), otwierającą cykl Cienie Przeszłości. Sama zapoznałam się z nią jeszcze przed jej oficjalną premierą i choć uznałam ją za obiecujący debiut, to później już zabrakło mi czasu, by sięgnąć po kolejne powieści autora. A te były naprawdę ochoczo przez czytelników chwalone! Autor ma szerokie grono fanów, aktualnie na rynku mamy już siedem jego książek, w tym dwa cykle o nadkomisarzu Zakrzewskim i jedną powieść z nim niezwiązaną. „Lilie” to tytuł najnowszy i choć i tu pojawia się nadkomisarz Zakrzewski, to historia nie została przypisana do żadnego z tych dwóch cykli, więc spokojnie mogłam po nią sięgnąć bez konieczności nadrabiania moich sporych zaległości w jego twórczości.
 
Fabuła „Lilii” rozpoczyna się, gdy w małej wiosce pod Wrocławiem o nazwie Kamienna dochodzi do zaginięcia – mieszkający na obrzeżach lasu doktor Bernatowicz podobno w jakimś dziwnym szale po kłótni z żoną pobiegł na okoliczne bagna. Mieszkańcy wioski powiadomieni o tym przez Izabelę, żonę Bernatowicza, zebrali się, by razem przeszukać ten bagnisty teren, poinformowany został też ich dzielnicowy, komisarz Wiktorowski. Niestety na bagnach nic nie znajdują…
Kilka miesięcy później nadkomisarz Zakrzewski ze swoją zawodową partnerką Kariną Buczko urządzają obławę na byłego wojskowego, który podejrzewany jest o uprowadzenie własnej narzeczonej. Obława nie idzie dobrze, policjanci zostają narażeni na ostrzał, a sam podejrzany po szybkim i niespodziewanym napadzie na Karinę, popełnia samobójstwo. W domku w środku lasu, w którym się ukrywał, policjanci odnajdują trzy rozkładające się ciała młodych kobiet, wśród nich jednak nie ma tej poszukiwanej…
O co w tym wszystkim chodzi? Czy i jeśli tak, to jak te dwie sprawy się łączą?
„Ludzie stworzyli dobry świat, chcą szczęścia, pokoju, miłości i dobra. Tylko czasem zdarzają się zakłócenia. To tak, jakby w taflę wody spokojnego jeziora ktoś wrzucił kamień. Jest plus, a potem we wszystkie strony rozchodzą się fale. Ale one po pewnym czasie znikają. Tak właśnie wygląda zło w naszym życiu. Każde nieszczęście wywołuje takie fale na naszym życiu. Najpierw nam się wydaje, że nie wytrzymamy tego bujania, ono nigdy nie zniknie, zostanie z nami na zawsze, lecz w miarę upływu czasu fale ustają, zapominamy i żyjemy jak dawniej.”
Książka rozpisana jest na trzy części: Zabójstwo, Ofiary i Zabójca. Składa się z 38 rozdziałów, a każdy z nich podzielony jest na kilka nienumerowanych podrozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy kilku osób: Izabeli, Zakrzewskiego, Buczko i Wiktorowskiego. Fabuła toczy się linearnie, choć w pierwszej części znajdzie się też kilka retrospekcji, a i wszystkie wydarzenia nie są przedstawione na bieżąco – o niektórych czytelnik dowiaduje się po fakcie, z rozmów czy wspomnień bohaterów. Styl jest prosty, surowy, bez specjalnych ozdobników czy dygresji. Momentami zdawał mi się też nie całkiem płynny, kilka zdań stylistycznie ułożyłabym inaczej, a i rozdziały, jak na moje potrzeby, były trochę za długie. Jednak ogólnie wrażenia z lektury pod względem językowym mam całkiem pozytywne.
 
Książkę otwiera cytat z ballady Mickiewicza pt. „Lilie”, który z początku zdaje się spoilerować finał historii. Nic bardziej mylnego, to, co możemy z niego wywnioskować, to tak naprawdę dopiero początek… Podoba mi się to nawiązanie do naszego wieszcza, przeniesienie jego pomysłu do współczesności i wplecenie go w rozbudowaną historię kryminalną.
 
Bo tak, intryga w tej powieści jest naprawdę zagmatwana. Mamy jedną, dwie, a nawet trzy zagadki, które zdają się w ogóle ze sobą nie łączyć. Ale przecież jednak muszą, prawda? Takie są założenia kryminału. Tylko jak? Autor trzyma nas do końca w niepewności i muszę przyznać, że zdołał mnie zaskoczyć tym, jak szczegółowo i dokładnie przemyślał tę intrygę – tu każdy detal ma swoje znaczenie.
„Na co dzień żyjemy w iluzji, którą sami sobie tworzymy, żeby przykryć prawdę. Udajemy szczęśliwych, kiedy coś nas boli, uśmiechamy się, kiedy kłamiemy, snujemy plany na przyszłość, gdy dopada nas śmiertelna choroba. Taka jest prawda o świecie.”
Muszę przyznać, że z trzech zagadek kryminalnych, do gustu przypadły mi dwie. Zagadka otwierająca, ta związana z zaginięciem lekarza i nie całkiem jasną rolą jego żony jest naprawdę klimatyczna. Mamy tu małą wioskę położoną na skraju lasu, mroczne, duszne bagna zaraz obok i zaledwie kilkoro mieszkańców, którzy skrywają swoje tajemnice i waśnie. W lekkim oddaleniu od pozostałych, w ładnym dużym domu mieszkali sobie Bernatowiczowie – on ginekolog ze własną praktyką we Wrocławiu, ona pani domu, była architektka. Im dłużej przyglądamy się zachowaniu Izabeli, tym ta postać wydaje się coraz bardziej niejednostronna, ciężko ocenić czy to, co nam przedstawia, to faktycznie prawda, bo jej każde kolejne zachowanie wydaje się coraz dziwniejsze… Co z nią jest nie tak, jak skończy się jej historia?
„Skąd, do cholery, u ludzi bierze się taka ślepota, że nie potrafią dostrzec wokoło siebie zła i ludzkiego cierpienia? Pewnie robią to dla własnej wygody.”
Druga zagadka lekko powiązana jest z pierwszą – chodzi o ojca chrzestnego Izabeli, który lata temu odsiedział w więzieniu wyrok za gwałt i zabicie swojej narzeczonej. Teraz komisarz Wiktorowski zaczyna badać tę sprawę na własną rękę i dochodzi do mocno niepokojących wniosków… Mężczyzna najprawdopodobniej był niewinny, więc dlaczego cała wioska sprzysięgła się przeciwko niemu?
„(…) jak tu nie pić na tym popierdolonym świecie, gdzie nic nie jest takim, jakie się wydaje, gdzie nic nie jest takie, jakie być powinno. Gdzie wygrywa kłamstwo, rządzi podłość, gdzie sprawiedliwość nie ma szans w starciu z układami i manipulacją, gdzie wszyscy są ofiarami.”
Trzecia zagadka tyczy się mordercy kobiet i ta nosi w sobie znamiona lekkiej sensacji, która zbudowana jest dobrze i logicznie, jednak z jakiegoś niejasnego dla mnie powodu nie wzbudziła większych emocji. Może po prostu jestem już lekko zmęczona postaciami psychopatycznych, zabijających z jakichś urojonych powodów morderców. Nie mogę jednak i tym fragmentom odmówić skrupulatnej, dobrze przemyślanej budowy.
„(…) wyszkoliłem go na bestię. Bardzo niebezpieczną bestię. Potrafi wtopić się w tłum, działać z zaskoczenia, robić dywersje, a do tego jest twardy, doskonale wyszkolony i nie zawaha się zabić.”
Kreacji postaci mamy w książce sporo i z różnych środowisk – są policjanci, mieszkańcy Kamiennej, współpracownicy doktora, wojskowi. Każde te grono oddane jest z dużą dokładnością, co nadaje lekturze realności. To samo tyczy się miejsc – jest Środa Śląska, Wrocław i wszystkie małe okoliczne, klimatyczne wioski. Każde miejsce jest inne, jednak oddane z uwagą, a w szczególności, kiedy fabuła przenosi się do wspomnianej już Kamiennej. To bardzo klimatyczne miejsce.
 
„Lilie” to przede wszystkim i po prostu kryminał. Nie ma tu miejsca na górnolotne hasła, nie ma czasu na dłuższe rozważania, choć kilka ciekawych spostrzeżeń na temat zagadnień zła zdołało się tu przewinąć. Ogólnie historia poprowadzona jest sprawnie, jest dobrze przemyślana i momentami budząca nawet skojarzenia z powieścią grozy, ja jednak nie umiałam tak całkiem w pełni zaangażować się w lekturę i nie całkiem potrafię uzasadnić dlaczego. Za dużo szczegółów, za mało psychologii? Delikatne potknięcia w płynności lektury? Za długie rozdziały? Może kumulacja wszystkich tych malutkich, nieznacznych niuansów? Niemniej jednak uważam, że jest to dobry, solidnie zbudowany kryminał i ci, których interesuje wątek tropienia inteligentnego, brutalnego mordercy z pewnością będą bardzo usatysfakcjonowani.
„Jeśli zło zostaje zapomniane, szansa na to, że kiedyś wróci, jest bardzo duża. Dlatego trzeba pamiętać.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!