Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoopener. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoopener. Pokaż wszystkie posty

listopada 24, 2023

"Uznanie" W.&W. Gregory

"Uznanie" W.&W. Gregory

Autor: W.&W. Gregory
Tytuł: Uznanie
Data premiery: 16.08.2023
Wydawnictwo: Opener
Liczba stron: 240
Gatunek: literatura obyczajowo-psychologiczna / literatura piękna
 
Pod pseudonimem W.&W. Gregory kryje się polski autor, który nie daje się skategoryzować, podpiąć do jednego gatunku literackiego. Ja po raz pierwszy spotkałam się z jego piórem miesiąc temu przy książce, która zawierała w sobie elementy thrillera pt. “Pętla” (recenzja -klik!). Ten tytuł zrobił na mnie tak ogromne wrażenie, że zadeklarowałam, że zamierzam nadrobić pozostałe tytuły autora. I zaczęłam to robić od jednej książki wstecz, od “Uznania”, pierwszej powieści, która wyszła z ram gatunku fantastyki… Wcześniej, w latach 2020-2023 autor wydał trzy tomy cyklu fantastycznego Dwuświat, o którym sam mówi, że jest to raczej baśń dla dorosłych. Czy za fantastykę się wezmę, jeszcze sama nie wiem, ale te dwie książki autora, które teraz czytałam przekonały mnie, że to nazwisko warte uwagi!
 
Historia “Uznania” toczy się współcześnie, wiosną. Jan i Michał Sikora, choć mieszkają pod jednym dachem, to raczej żyją obok siebie, nie wspólnie. Jan to ojciec, instruktor judo, kiedyś sam z szansą na karierę, teraz czerpiący satysfakcję z nauczania tej sztuki walki nastolatków, którzy go lubią i szanują. Niestety Jan nie może tak powiedzieć o swoim synu, Michale, który kompletnie go ignoruje, nie słucha poleceń i nieustannie robi mu na złość. Michał ma 16 lat, objada się mocno śmieciowym jedzeniem i jest po prostu gruby. Nie reaguje na próby ojca, który przecież chce tylko mu pomóc zmienić swoje życie na lepsze. Ale czy na pewno tak jest? Im dalej zagłębiamy się w tę opowieść, tym szerszy obraz nam się pojawia, który uświadamia, że to, co zobaczyliśmy na początku niekoniecznie jest tym, co dzieje się naprawdę… Czy Jan i Michał mają jeszcze szansę nawiązać ze sobą przyjazną, szczerą, rodzinną relację?
 
Książka złożona jest z nienumerowanych rozdziałów składających się na kilka, kilkanaście fragmentów - rozdziały zawsze zaczynają się od nowej strony i oznaczone są trzema trójkątami, fragmenty oddzielone są jednym. Narracja powieści prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez dwóch narratorów - Jana i Michała, którzy zwracają się do siebie bezpośrednio w formie monologu - coś na kształt jakby w swoich głowach pisali do siebie nawzajem pamiętnik. To bardzo ciekawy zabieg, dzięki któremu czytelnik może wejść do głów bohaterów całkowicie, poznać dokładnie ich myśli, emocje, przemyślenia, jakie się z poszczególnymi wydarzeniami wierzą, a tym samym może zrozumieć ich postępowanie. Dialogów jest niewiele, dominuje monolog, ale prowadzony jest w bardzo zajmującym, angażującym stylu, tak że czytelnik się nie nudzi, a z uwagą śledzi niuanse, które pozwolą mu zrozumieć, dostrzec źródło problemu.
 
Pierwszy rzut oka na okładkę, tak jak na nazwisko na książce, może mylić. Przywodzi na myśl fantastykę, może Gwiezdne Wojny? Skojarzenie jest tylko częściowo właściwe - książka nie jest fantastyką, ale już Gwiezdne Wojny mają gdzieś tam swoje miejsce w fabule, odnoszą się do postaci Michała. Tym, co faktycznie jest na okładce, to strój, a raczej hełm samuraja, który nierozerwalnie wiąże się z tym, co ważne dla Jana - dla jego zawodu, jego pasji - judo. Ten sport, a może raczej sposób życia zajmują w historii wiele miejsca, gdyż bohater nie tylko uczy nastolatków chwytów, tego jak walczyć na macie z przeciwnikiem, ale i całej filozofii tego sportu, która przekłada się na filozofię życia. Według której on żyje, do której od dawna się stosuje. Jego życie jest ułożone, pedantyczne, nie rozproszone przez używki czy inne ogłupiające rozrywki. Ważny jest spokój, pokojowe nastawienie i stoickie podejście. I właśnie tym kieruje się Jan, to uchroniło go w dzieciństwie, pozwoliło mu przetrwać, teraz po stracie żony ratuje go znowu. Chyba, bo akurat jego syn zachowanie opanowania mu utrudnia, ciągle robiąc mu na złość - a tu przestawiając kwiatki, a to bałaganiąc, a to puszczając głośno muzykę. Największą bolączką Jana jest właśnie niemożność dogadania się z własnym synem, którego kompletnie nie rozumie, który przejawia całkiem inne podejście do życia niż on i nie chce nic w tym temacie zmienić. W jego oczach, jego narracji, Michała widzimy jako lenia i złośliwca, ale czy tak jest naprawdę?
 
Większa część tej historii skupia się właśnie na relacji ojciec-syn, na tym, jak obydwoje się w niej czują. Im dalej w lekturę, tym mocniej rozumiemy obydwa stanowiska, a może nawet zaczynamy bardziej rozumieć Michała, a coraz mocniej dostrzegać błędy Jana, który długo nie zdaje sobie z nich sprawy. Co zawiniło, co spowodowało taką sytuację kompletnego niezrozumienia? Na pewno brak rozmowy, brak bliskości, która budowana jest właśnie dzięki szczerej rozmowie, poczuciu, że jedna strona może wesprzeć się na drugiej w chwili, gdy tego potrzebuje. W tej relacji nigdy nie było bliskości psychicznej i fizycznej, nigdy żaden z nich o nią nie zadbał - to nie było widoczne dopóki w ich relacji pojawiała się ona - matka i żona - a której teraz, dwa lata temu zabrakło… Nie ma bufora, nie ma taśmy, która sklejała ich w jedno, zatem ich pozorna relacja bez zaangażowania żadnego z nich ulega coraz mocniejszemu rozluźnieniu, rozkładowi… Czy nie wystarczyłoby po prostu siąść i ze sobą szczerze porozmawiać? Tak by obydwie strony zrozumiały, co robią nie tak? A może to po prostu taka cecha okresu nastoletniego, który teraz przechodzi Michał, jak i żałoby, którą obydwoje przechodzą na swój własny sposób?
 
W zwierzeniach Jana ciągle też pojawiają się jego wspomnienia z dzieciństwa, czasów nastoletnich. Jan wychował się w podkrakowskiej wsi, jego życie kręciło się wokół gospodarstwa, było pełne ciężkiej pracy i trudnej relacji z ojcem, który był w sumie tylko od strofowania i bicia. Jan nieustannie wraca do tych wspomnień, ciągle porównując różnice pomiędzy swoim dzieciństwem, a dzieciństwem syna, który przecież żyje nieskrępowany w mieście, nie ma w sumie żadnych obowiązków, może robić co chce. Czy zatem Michał nie ma się sto razy lepiej niż on? To kolejny aspekt, który psuje ich relacje, Jan nie potrafi odpuścić, nie potrafi zapomnieć krzywd z przeszłości, jest pełen żalu, a judo i żona wydają się po prostu jego ucieczką.
 
A gdzie w tym wszystkim syn, który nie ma relacji z ojcem, a któremu zmarła osoba, z którą dogadywał się doskonale, która go rozumiała i chroniła? Opiekowała się nim, troszczyła? Czy ten jego bunt to po prostu żałoba, tęsknota za matką?
 
Ważnym punktem tej historii jest różnica pokoleń, tego, że jeszcze są pokolenia w kwiecie wieku, które czasy nastoletnie spędziły poza mediami społecznościowymi, poza internetem. Teraz życie nastolatków wygląda inaczej, liczy się co innego, a podział życia na te w realu i te w sieci jest koniecznością - w końcu każdy dzieciak ma dostęp do internetu, każdy tworzy tam siebie na nowo. Ci, którzy nie gonią za nowinkami technicznymi, którzy wychowywali się te 40 lat wstecz, nie do końca rozumieją to, co teraz się dzieje, jak wygląda życie ich dzieci. Zatem nie tylko różnica w wychowaniu, ale i w kondycji życia jest tu kolejnym aspektem, który dzieli obydwu bohaterów.
 
Historia powieści toczy się w otoczeniu wspomnień i emocji, zatem sama akcja toczy się raczej niespiesznie, jest nielinearna. A jednak ta relacja nas ciekawi, czytelnik nieustannie ma zajętą głowę, nieustannie kotłują mu się pytania o prawdę, o obiektywne spojrzenie i o to, jak ta historia może się skończyć. Czy nastąpi całkowity rozpad tej relacji? Co się z obydwoma bohaterami stanie w takiej sytuacji? A może jednak jest jeszcze szansa, by tę relację naprawić, coś zmienić? Czy do satysfakcji z lektury wystarczy nam po prostu zrozumienie obydwu postaci, ich punktów widzenia, czy potrzebujemy czegoś więcej, jakiegoś zamknięcia, przesłania?
 
Jako że “Uznanie” to historia, która toczy się w głowie bohaterów, to najważniejszy jest tu aspekt psychologiczny, wejrzenie w podejście obydwu postaci, tak by zrozumieć ich postępowanie. I autor robi to znakomicie - nie tylko solidnie, z dużym zrozumieniem dla obydwu, ale w taki sposób, że nieraz zwodzi nas w pole - wydaje nam się, że już, już wiemy gdzie tkwi problem, by nagle dostrzec drugą stronę i jednak zmienić zdanie. To dobra książka o trudnych tematach, relacjach rodzicielskich, relacjach międzypokoleniowych, które, by móc faktycznie zaistnieć potrzeba chęci i otwartości. To książka, która pozwala zrozumieć, że nie zawsze to, co sami uważamy, o czym jesteśmy przekonani, że jest dobre i prawe, faktycznie takie jest. I choć nadal sama nie wiem do jakiego gatunku tę powieść przypisać, to jedno jest pewne - zrobiła na mnie wrażenie, zmusiła mnie do własnych refleksji. I to sobie w niej mocno cenię.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Opener.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 31, 2023

"Pętla" W.&W. Gregory

"Pętla" W.&W. Gregory

 

Autor: W.&W. Gregory
Tytuł: Pętla
Data premiery: 13.10.2023
Wydawnictwo: Opener
Liczba stron: 294
Gatunek: thriller psychologiczny / proza współczesna
 
Pod pseudonimem W.&W. Gregory kryje się polski autor, który na swoim koncie ma już pięć powieści, z czego aż trzy ukazały się w tym roku. Zaczynał w 2020 powieścią rozpoczynającą serię fantasy Dwuświat, która na ten moment liczy trzy tomy. Poza tym wydał również dwie powieści, które są trudne do kategoryzacji: „Uznanie” i „Pętlę”. Mimo tych pięciu tytułów nie jest to autor znany szerszej publiczności, choć po lekturze „Pętli” bardzo chciałabym, by to się zmieniło!
Sam przyznaje, że to co go interesuje, to człowiek i daje temu wyraz w swoich powieściach skupiając się nie na wpisaniu w ramy gatunkowe, a na tematach psychologiczno-społecznych, tych, które zaprzątają duszę jego i całego społeczeństwa. Zatem choć „Pętli” blisko jest do thrillera psychologicznego, to też nie całkiem się w ten gatunek wpisuje, może najprościej książkę będzie określić po prostu jako prozę współczesną.
 
Piotr Kowalski to mężczyzna czterdziestoletni, który uważa się za dobrego katolika, oddanego partnera i przyjaciela. Jak co roku, tak i w tym, w marcu 2019 wybiera się ze swoimi znajomymi: przyjacielem Mateuszem i dwójką dobrych kolegów jeszcze z czasów szkolnych na męski weekend, w czasie którego odwiedzają ciekawe miejsca, piją i ogólnie się resetują. W tym wyjątkowo to Mateusz wybierał miejsce ich destynacji – jadą na Łotwę, nad Jezioro Czarcie. Tyle, że dzień przed wyjazdem Piotr odkrywa, że jego żona, jego partnerka, jego wielka miłość, Anielica go zdradza. Z kim? Z jego najlepszym przyjacielem. Szybko orientuje się, że faktycznie, obydwoje już od roku zachowywali się podejrzanie! Tak długo trwa ta zdrada! Piotr jest w szoku, nie wie co robić, ostatecznie pod fałszywym pretekstem umawia się z kolegami, że przyjedzie na Łotwę osobno, ale przed wyjściem mocno kłóci się z Anielicą, uderza ją i blokuje telefon… Po ośmiu godzinach jazdy zjawia się na miejscu, dosyć odludnym, po krótkiej rozmowie z właścicielem domków, w których mają nocować, ruszają na wyprawę dookoła jeziora… I tam dochodzi do konfrontacji z Mateuszem, która całkowicie zmieni bieg życia Piotra.
 
Książka składa się z prologu, 12 rozdziałów i epilogu. Ostatnie sześć rozdziałów numerowane jest podwójnie – odliczane zarówno od początku, ale i liczone osobno. Zatem książkę można podzielić na dwie części, ale tak naprawdę podzielona jest na trzy. Zakręcone? A to dopiero początek! Każdy rozdział podzielony jest na krótkie scenki, zatem nie ma problemów z łatwym, wygodnym przyswojeniem lektury. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez Piotra, który przedstawia nam wydarzenia z własnej perspektywy i mocno okrasza je komentarzem, jak i własnymi przemyśleniami. Styl powieści jest ciekawy, bo mocno dopasowany, świetnie oddający tę skomplikowaną postać. Język jest przyjemny, plastyczny, gnie się jak plastelina pod naciskiem emocji postaci – zatem raz jest mocny, agresywny, raz uroczy, wyrażający miłość, a później znowu nieco melancholijny, lekko filozoficzny, zastanawiający się na istotą człowieczeństwa. Poprzez język, poprzez styl wszystkie emocje postaci, narratora oddane zostają doskonale, przez co i czytelnik w czasie lektury doświadcza ich dużo – współczucie, irytację, szok i niedowierzanie to pierwsze co przychodzi mi do głowy.
„Nigdy nie uważałem, że mam nerwy ze stali, ale że są przynajmniej z aluminium. Teraz sądzę, że to raczej folia plastikowa, którą obwija się cukierki.”
Postać Piotra jest bardzo rozbudowana. Przedstawia nam się niepozornie, jako człowiek dobry, zakochany, wierny i wierzący – to, jak sam ciągle podkreśla, mocno wpisuje się w jego naturę. Tyle że już od początku czytelnik czuje, że coś jest z tą postacią nie tak… mówi, że kocha, że szanuje, ale uderza? Blokuje telefon? Zdradę odbiera jako coś, co dwójka bliskich mu ludzi zrobiła po to, by to jego zranić? Ewidentnie zatem od początku przejawia cechy nie tylko egoistyczne, ale i narcystyczne. To on jest w centrum, to wokół niego wszystko się kręci. I tak samo z wiarą – twierdzi, że jest dobrym katolikiem, ale już zaraz wychodzi na to, że nie do końca zachowuje się miłosiernie, raczej wiarą zasłania się w momentach, gdy jest mu to wygodne. Nie jest to zatem bohater, którego da się polubić, ale jest tak świetnie wykreowany, tak dobrze przemyślany, jego emocje tak dokładnie oddane, że czytelnik może przyjrzeć się dokładnie motywacjom i tłumaczeniom, ogólnie zachowaniu i psychice ludzi takich jak on, którzy siebie stawiają w centrum wszechświata. Jestem pod wrażeniem tej kreacji, choć w czasie lektury nie umiałam wręcz momentami uwierzyć, jak sam sobą manipuluje, jak dopasowuje wydarzenia i własne zachowanie do swojego obrazu, który tylko on ma w głowie, do własnego mniemania o sobie.
 
Intryga kryminalna, ścieżka fabularna jaką autor wymyślił, to już istny rollercoaster, usiana jest takimi twistami, że w sumie nie powinnam pisać nic, by nie zepsuć żadnej z tych niespodzianek. Tu nic nie jest takim, jakim się wydaje, niby jest to thriller, ale są wątki jakby fantastyczne, które jednak są tylko pretekstem, dla ukazania szerszego obrazu historii. Momentami to powieść, której nie należy traktować dosłownie, a raczej alegorycznie, poprzez krótkie scenki obrazuje coś, co dotyczy życia większości z nas. Akcja nie toczy się bardzo szybko, ale prowadzona jest tak, że naprawdę trudno się do niej oderwać, ciągle ten element niepewności, nieufności co do narratora nam towarzyszy, przez co bardzo chcemy odkryć o co mu tak naprawdę chodzi, co tak naprawdę się tam wydarzyło. Ale możecie próbować, możecie się domyślać – nie zgadniecie! I w tym elemencie powieści, tym dotyczącym budowy osi fabularnej, jestem pod wrażeniem.
 
A teraz pora na najważniejszą część tej historii – tematy, jakie sobą porusza. A jest ich tak wiele i opisane są tak szeroko, że nawet nie wiem od czego zacząć, które z nich tu wymienić. Wydaje się, że powieść jest obnażeniem dla hipokrytów wszelkiej maści, na każdym poletku. Po pierwsze: religia. Wiera chrześcijańska jest w tej powieści mocno obecna, ale spokojnie, nie ma na celu nawrócenia czytelnika, a analizę wartości i tego, jak wierzący postępują. Odsłania tych, którzy tylko kryją się za wiarą, dopasowując do tego, co jest im wygodne, przede wszystkim do ocenienia postępowania innych, bo gdy sami stają w sytuacji niejednoznacznej, przeważnie kierują się własnym dobrem, a nie wartościami, jakie niesie tak przecież „głęboko” wyznawana wiara. Z drugiej strony powieść zadaje ważne pytanie – czy mamy wolną wolę, czy możemy kierować swoim życiem, czy jednak nie, czy nasz los ustalony jest z góry, a my co byśmy nie zrobili i tak zawsze skończymy w tym samym miejscu? To nie jest zagadnienie stricte chrześcijańskie, to raczej pytanie filozoficzne, na które od wieków uczeni nie są w stanie odpowiedzieć. Ale w co my, w co Ty wierzysz?
Poprzez głównego bohatera przyglądamy się również związkom z bliskim, tego jak z biegiem lat, z biegiem czasu sami niszczymy własne relacje, jak zaniedbujemy osoby, które są nam przecież najbliższe. Chodzi tu o przyjaźń, chodzi o miłość partnerską, rodzicielską, którą im dłużej mamy, tym uznajemy coraz mocniej za pewnik, za coś, o co dbać nie trzeba, bo po prostu jest. Ale czy na pewno?
Myślę, że książkę można też odbierać jako krytykę ludzkości, człowieka współczesnego, który w momencie, gdy dostaje wybór – ratować siebie czy świat – zawsze wybierze siebie. Czy naprawdę wszyscy jesteśmy tak egoistyczni? Gdzie jest granica pomiędzy zwyczajnym pragnieniem, dążeniem do prowadzenia dobrego i wygodnego życia a egoizmem?
„Męczy mnie już ten bieg, ale nie mogę przestać.”
Wygląda na to, że o „Pętli” mogłabym jeszcze pisać długo. Co za umiejętność – na niecałych trzystu stronach zawrzeć tyle tematów, zagadnień, analiz i po prostu porywającej fabuły! Jestem pod wrażeniem umiejętności autora i choć przyznam, że miałam w trakcie lektury momenty zwątpienia, bohater coraz mocniej mnie denerwował, a historia wydawała się, że idzie w stronę fantastyki, to ostatecznie niczego nie żałuję i bardzo się cieszę, że mogłam tej prozy doświadczyć. To coś nieszablonowego, wymykającego się schematom, ale coś bardzo głębokiego, mocnego, zaskakującego, coś co zachwyci każdego, kto lubi powieści zmuszające do myślenia, do czujności, do refleksji. Zatem pewnie po raz dziesiąty, ale już ostatni w tej recenzji powtórzę: jestem pod wrażeniem! Bardzo chciałabym, żeby o tym autorze zrobiło się głośniej, a ja już mam chęć sięgnąć po jego poprzednie powieści. Choć wiem, że tę będę jeszcze długo trawić, „Pętla” to nie jest książka, która szybko wywietrzeje z głowy.
 
Moja ocena: 8,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Opener.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!