Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwolira. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwolira. Pokaż wszystkie posty

lipca 29, 2021

"Czynności wyjaśniające" Sebastian Bachniak

"Czynności wyjaśniające" Sebastian Bachniak

 

Autor: Sebastian Bachniak
Tytuł: Czynności wyjaśniające
Data premiery: 09.06.2021
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 416
Gatunek: kryminał
 
„Czynności wyjaśniające” to debiut literacki Sebastiana Bachniaka, częstochowianina, który na co dzień pracuje w policji. Książka ta tak naprawdę powstała za namową żony autora, a sama sięgnęłam po nią właśnie dlatego, że wspomnianą żonę znam z jej instagramowego profilu od samych początków istnienia Kryminału na talerzu. Przekonana byłam więc, że debiut musi być udany, w końcu już na początku miał styczność z wymagającą recenzentką 😊
 
Fabuła powieści skupia się na postaci policjanta Szymona Hołysza, któremu rok temu zmarła żona. Mężczyzna został sam z dwójką małych dzieci i przez cały rok próbował się pozbierać po tak ogromnym ciosie. Teraz jednak przyszła pora wrócić do pracy. Okazuje się, że w tym czasie w wydziale doszło do wielu zmian i jego aktualny zwierzchnik chce się go jak najszybciej pozbyć. Szymon, po wielu bojach, zostaje więc przeniesiony do małej wioski godzinę drogi od Częstochowy, gdzie od teraz ma być koordynatorem lokalnego Zespołu do Spraw Wykroczeń. Pierwszą jego poważną sprawą jest wykrycie sprawcy wypadku – potrącenia rowerzysty i podejrzanego o spowodowanie wypadku śmiertelnego czteroosobowej rodziny. Problem w tym, że tej samej nocy Szymon wracał do domu dokładnie tą samą trasą, a rano jego auto miało na sobie ślady jakiejś stłuczki… Czy więc mężczyzna ściga samego siebie?
 
Książka składa się z prologu i 25 rozdziałów oraz epilogu, który tak naprawdę jest krótkim wyjaśnieniem od autora. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównie obserwuje Szymona, jednak nie całkiem mogę powiedzieć, że przedstawiona jest z jego perspektywy, choć przez większą część lektury tak się wydaje. Jednak od czasu do czasu nagle w tekście są wtrącenia o odczuciach czy myślach innych osób (głównie Olgi, o której za chwilę), co moim zdaniem wprowadzało lekki chaos i wytrącało z rytmu. Na szczęście nie działo się tak często. Co do samego stylu powieści, to jest prosty, dynamiczny, sporo tu dialogów, które wydawały mi się nieco sztuczne, co jest pewnie następstwem tego, że zabrakło tu dobrej psychologii postaci. Słownictwo jest raczej niespecjalnie wyszukane, szczególnie jeśli mowa o dialogach.
 
Postać Szymona z początku zapowiada się ciekawie. Zmarła żona, obowiązek utrzymania rodziny i zachowania dawnej perfekcji w pracy miały potencjał stworzyć postać skomplikowaną i nieszablonową. Im dalej jednak, tym wszystko to się rozmywało, Szymon okazał się bucem przekonanym o własnej wyższości. Jego wybory, decyzje i działania robiły się dla mnie coraz bardziej niezrozumiałe, przez co czułam coraz większą irytację.
Drugą postacią odgrywającą pierwsze skrzypce powieści jest Olga, muzyczka, wokalistka, która marzy o wydaniu płyty z nową aranżacją starych piosenek. Z Szymonem poznaje się na zamkniętej imprezie po jednym z koncertów i od razu się w nim zakochuje. Podczas tego jednego wieczoru, jednej rozmowy powstaje jej obsesja na punkcie Szymona. Od tego czasu próbuje go uwieść, poderwać, rozkochać i zaciągnąć do łóżka. Szczerze, jej zachowanie wypadło bardzo psychopatycznie, choć wydaje mi się, że miała to być po prostu kobieta mocno pragnąca rodziny…
Wszystkie postacie, razem z wymienioną dwójka, bardzo szybo zmieniały swoje emocje. Tu nagle ktoś krzyczy, to ktoś się bez powodu denerwuje. Większość reakcji wydaje się przesadzona i nienaturalna, a przynajmniej niewytłumaczona – tu znowu zarzut w stosunku do braku dobrego umotywowania postaci.
 
Książka miała być kryminałem, okazała się jednak romansem z małym wątkiem kryminalnym. Perypetie miłosne Szymona i Olgi zajęły znaczącą część powieści, a przez brak głębszego rysu psychologicznego ich przepychanki były po prostu żałosne i śmieszne.
Wspomniany marginalny wątek kryminalny dotyczy poszukiwanego sprawcy wypadku i wątpliwości czy przypadkiem Szymon nie szuka samego siebie. Nie jest on jednak znowu specjalnie skomplikowany, chwilę po samym zdarzeniu domyśliłam się, jaki zabieg autor zastosował i od razu miałam wytypowanego sprawcę. Na końcu nie było żadnych zaskoczeń. Nawet więc intryga kryminalna nie wzbudziła we mnie żadnych pożądanych emocji.
 
Czy mamy tu jakiś plusy? Na pewno do nich chętnie zaliczę miejsce, w którym toczy się akcja powieści. Jej większość osadzona jest w podczęstochowskich malutkich miejscowościach, wśród lasów i rzek, więc otoczenie jest naprawdę przyjemne. Podobały mi się też nazwiska, jakie autor wymyślił dla członków nowego zespołu Szymona.
 
Podsumowując, „Czynności wyjaśniające” ciężko jest mi uznać w ogóle za kryminał. Owszem – głównym bohaterem jest policjant, jest zbrodnia i gdzieś tam jakieś śledztwo. Wszystko to jednak zostało zdominowane przez wątek romansowy pomiędzy głównymi bohaterami, który okropnie działał mi na nerwy. Naprawdę dawno żadna książka nie wzbudziła we mnie tak złych emocji. Na pewno gdybym sięgnęła po nią prywatnie, to porzuciłabym ją po jakichś 120 stronach, czyli od razu po wypadku i pojawieniu się Olgi. Może osoby lubujące się w wątkach romansowych i nieprzywiązujące dużej wagi do psychologii postaci nie będą aż tak w stosunku do niej surowe.
 
Moja ocena: 3/10

lipca 15, 2021

"Czarny Bałtyk" Maciej Paterczyk

"Czarny Bałtyk" Maciej Paterczyk

 

Autor: Maciej Paterczyk
Tytuł: Czarny Bałtyk
Data premiery: 10.02.2021
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał retro
 
„Czarny Bałtyk” to pierwsza książka Macieja Paterczyka osadzona w alternatywnej powojennej rzeczywistości. Z wcześniejszymi jego trzema powieściami (debiut w 2014 roku) łączy ją miejsce akcji (Pomorze), czas akcji (czasy po wojnie) i gatunek (kryminał). Aktualnie autor pracuje nad swoją kolejną powieścią, z tego co udało mi się znaleźć, będzie to coś nowego – i gatunkowo i miejscowo.
 
Fabuła „Czarnego Bałtyku” rozgrywa się w Kołobrzegu w 1949 roku. Polska nie została po wojnie odcięta przez Rosję od Zachodu, a Żydzi szykują się do stworzenia swojego państwa w Polsce. Za kilka dni ma odbyć się rozstrzygające referendum. W tak gorącym okresie w hotelu Czarny Bałtyk położonym na skarpie tuż nad samym morzem dochodzi do pierwszego morderstwa w historii tego budynku. Zamordowana została młoda kobieta, która tej samej nocy się zameldowała. A raczej nie, bo prosiła o odłożenie formalności na kolejny poranek, tłumacząc się zmęczeniem po podróży. Do sprawy morderstwa przydzielony zostaje aspirant Konstanty Majski razem z nową partnerką, Żydówką, aspirant Walerią Singer. Na miejscu szybko okazuje się, że ofiarą prawdopodobnie jest córka znanego, bogatego żydowskiego biznesmena, który niedawno przeprowadził się na te tereny. Dlaczego więc dziewczyna pojawiła się w hotelu? I kto ją zamordował? Przecież jej pokój był od środka zamknięty…
 
Książka składa się ze wstępu, czterech rozdziałów i zakończenia. Trzy pierwsze rozdziały z kolei dzielą się na kilka numerowanych podrozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, w większości skupia się na postaci Majskiego. Styl powieści jest spokojny, utrzymany w tonie klasycznego kryminału – obserwujemy toczące się śledztwo, przepytywanie świadków i wczuwamy w atmosferę panującą w hotelu, jak w ogólnie w mieście. Całość czyta się naprawdę dobrze.
 
A wspomniana atmosfera panująca w mieście jest ogromnie napięta. Polacy boją się, że zaraz zostaną wygonieni z tego miasta, że nagle ich stałe, wygodne posady i miejsca zamieszkania będę musieli zamienić na nieznane. Zaczynają się protesty, ludzie wychodzą na ulice. Sam Majski wydaje się przy tym dziwnie spokojny, nie wygląda, żeby martwił się swoją przyszłością, choć przecież i dla niego to wielka niewiadoma. Tym bardziej, że niedawno został wplątany w coś nie całkiem zgodnego z prawem i sam jeszcze nie wie, po której stronie się opowie. Bohater czy zdrajca? Te myśli nachodzą go za każdym razem, gdy wraca do swojego wygodnego mieszkania.
 
Na pewno w książce warto docenić wykreowaną przez autora rzeczywistość. Ciekawy pomysł na tło historyczno-społeczne został naprawdę dobrze realizowany – wątek ten nie dominuje nad głównym tematem czyli dochodzeniem, a został naprawdę umiejętnie wpleciony w całość, tak że tło cały czas gdzieś tam jest, cały czas przewija się przez bieżące wydarzenia, jednak nie przytłacza, nie daje wrażenie, że jest to historia polityczna. Jestem tym naprawdę pozytywnie zaskoczona.
 
A co do samego śledztwo to jest ono osadzone na klasyce. Tu nie ma miejsca na brutalność, przesadę czy makabrę. Tu liczą się dobre, tajemnicze kreacje bohaterów, dziwne miejsce i śledczy walczący z własnymi demonami. Bohaterowie, a szczególnie mieszkańcy hotelu, są naprawdę fajnie wykreowani – starsza pani utrzymująca się z niewielkiej renty, trzymająca w pokoju bibeloty, które dają jej wrażenie, że żyje w czasach, gdy wszystko było dla niej łatwiejsze, nadużywająca alkoholu, by jeszcze łatwiej w te czasy się przenieść. Jest też stary kamerdyner, który chwilę temu stracił pracę po śmierci właściciela ziemskiego, u którego służył całe życie. Są robotnicy, sprzątaczki z mroczną przeszłością i ekscentryczni recepcjoniści hotelu. W sumie towarzystwo jest dosyć przygnębiające, mające czasy świetności za sobą. Ten hotel to właśnie takie miejsce – schronienie dla dusz zagubionych. Naprawdę świetna kreacja!
 
Co do intrygi kryminalnej, to też nie mam jej nic do zarzucenia. Historia jest ciekawa, pełna tajemnic i ciemnych miejsc, sięga do wydarzeń z przeszłości. Akcja też jest rozłożona w sposób klasyczny dla kryminału, wszystkie poszlaki prowadzą aż do wielkiego finału, w czasie którego dzieje się naprawdę sporo.
 
Ogólnie, „Czarny Bałtyk” to historia oryginalna, dająca poczucie świeżości poprzez osadzenie akcji w nowej, alternatywnej, zaskakującej rzeczywistości powojennej, a jednak opierająca się na ramach klasyki gatunku, w które rewelacyjnie się wpisuje. Im więcej o książce myślę, tym bardziej mi się podoba. Kreacje bohaterów są ciekawe i skrupulatnie zbudowane, nad wszystkimi wisi aura tajemniczości. Autor miał naprawdę ciekawy pomysł i świetnie go zrealizował!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Lira!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

lipca 09, 2021

"Podejrzany jak diabli" Jacek Getner

"Podejrzany jak diabli" Jacek Getner

 

Autor: Jacek Getner
Tytuł: Podejrzany jak diabli
Cykl: Basia Kotula, tom 2
Data premiery: 17.02.2021
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 336
Gatunek: komedia kryminalna
 
Jacek Getner na rynku książki istnieje już od dobrych kilkunastu lat! Dziwne jest więc to, że jego nazwisko nie jest znane szerokiej publiczności, ja sama o autorze usłyszałam przypadkiem dwa lata temu, kiedy w moje ręce wpadła jego komedia kryminalna pt. „Podejrzany na wieki wieków” (recenzja – klik!). Liczba wydanych książek tego autora zbliża się już powoli do dwudziestki, spora część z nich zalicza się do jednego cyklu komedii kryminalnych o detektywie Jacku Przypadku. Jeszcze w tym roku mają się pojawić dwie kolejne. Od początku roku 2021 autor zaczął wydawać swoje książki pod skrzydłami Wydawnictwa Lira, w luty ukazał się drugi tom przygód Basi Kotuli i podkomisarza Rafała Martusia pt. „Podejrzany jak diabli”, kontynuacja „Podejrzanego na wieki wieków”, który w maju zostaw wydany ponownie w nowej szacie graficznej. Oczywiście książki są ze sobą luźno powiązane, więc można je bez problemów czytać oddzielnie.
Poza twórczością literacką, autor udziela się w branży reklamowej i telewizyjnej, był współscenarzystą takich seriali jak np. „Daleko od noszy”. Jest też pomysłodawcą i fundatorem nagrody „Zbrodnia z przymrużeniem oka”.
 
Fabuła „Podejrzanego jak diabli” rozpoczyna się w momencie, gdy Basia Kotula razem ze swoim nowym chłopakiem podkomisarzem Rafałem Martusiem przyjeżdżają do pensjonatu Lodowiec w miejscowości Grywity na Suwalszczyźnie. Miejsce to jest niejakim kompromisem dla obydw – Martuś zawsze przyjeżdża tu pod namiot łowić ryby, a Basia wolałaby pięciogwiazdkowy hotel. Pensjonat więc jest ich wyborem pośrodku. Basia i tak nie jest zadowolona, gdyż Martuś w sumie aktywności zapewnił tylko dla siebie – planuje po prostu prawie cały czas łowić ryby, więc tak naprawdę ‘wspólne wakacje’ to będą tylko z nazwy… Chwilę po tym jak właściciel ośrodka zostawia ich w pokoju, by mogli się spokojnie rozpakować, ponownie pojawia się w ich drzwiach – przerażony informuje, że w pokoju nad nimi jest trup. Ktoś zamordował nowoprzybyłego gościa nożem do grzybów… Po tej informacji Basia zamierza jak najszybciej wynieść się z Lodowca, kiedy jednak na miejscu zbrodni pojawia się piękna pani prokurator, która równocześnie jest byłą dziewczyną Martusia, Basia zmienia zdanie. Ba! To ona udowodni, że jest lepsza i przed panią prokurator odkryje kto jest mordercą! Bo przecież kryminał to taki romans, tylko z trupem w tle… A Basia jak nikt zna się na romansach!
 
Książka składa się z 37 krótkich tytułowanych rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z punktu widzenia wielu postaci, zarówno tych prowadzących śledztwo, jak i gości pensjonatu. Jest to zrobione jednak na tyle sprawnie, że postacie w ogóle się nie mieszają. Styl powieści jest lekki i przyjemny, choć nie ukrywam, że częste powtarzanie zwrotów, że ktoś jest ‘podejrzany jak diabli’, czy wspomniany już ‘kryminał to taki romans, tylko z trupem w tle’ trochę mnie irytowało, czuć było, że jest wymuszone. Poza tym jednak całość opisana została całkiem sprawnie, zarówno jeśli chodzi o opis wydarzeń, przemyśleń bohaterów i dialogi.
Wspomnę tu od razu też o wydaniu książki – lubię jak Lira wydaje swoje komedie kryminalne. Zawsze mają ciekawą okładkę, fajnie rozmieszczenie tekstu, które nie męczy oka, a i znajdzie się też gdzieś jakaś mała grafika (to na końcu szkielet ryby) dodający lekturze zabawnego, lekkiego charakteru.
 
Jak wspomniałam, bohaterów w powieści jest sporo, ale każdy ma jakąś cechę wyróżniającą go na tle innych, tak że ich rozpoznanie jest naprawdę łatwe. Mamy tu parę graczy, która przyjechała do Lodowca tylko po to, by cały czas grać w grę w okularach VR, grzybiarzy, oczywiście też rybiarzy i jakieś dwie dziewczyny, które w sumie nie określiły swojego celu pobytu. Moimi ulubionymi postaciami są jednak państwo Mrówczyńscy razem ze swoją trójką rozwrzeszczanych dzieci – może i powodują największy hałas, jednak po czasie okazuje się, że widzą więcej niż się dorosłym zdaje. Ich rodzice też wyszli całkiem zabawnie, więc czytałam o nich z przyjemnością. Choć oczywiście i reszta bohaterów też wykreowana jest naprawdę fajnie.
 
Intryga kryminalna też była satysfakcjonująca, długo nie wiadomo kto i w sumie kogo zabił, bo szybko okazuje się, że zamordowany nie był tym za kogo się podawał. W książce dużo się dzieje, akcja jest dynamiczna, a wszystko to podszyte jest lekkim humorem – nie na tyle zabawnie, żebym jakoś śmiała się mocno w głos, jednak wystarczająco, bym poczuła się zrelaksowana i uśmiechnięta 😊
 
Ogólnie więc jestem z lektury zadowolona, spędziłam z nią miło czas. Fabuła mnie wciągnęła, bohaterów polubiłam, zakończenia nie przywidziałam, więc i był też element zaskoczenia. To dobra lekturka na rozluźnienie, do poczytania w wakacje idealna.
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Lira!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

maja 02, 2021

"Czas Wagi" Aleksander Sowa

"Czas Wagi" Aleksander Sowa

 

Autor: Aleksander Sowa
Tytuł: Czas Wagi
Cykl: Seria Astronomiczna, tom 4
Data premiery: 25.03.2020
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 416
Gatunek: kryminał
 
Aleksander Sowa był jednym z pierwszym polskich autorów, którzy zdecydowali się na selfpublishing. W taki sposób na rynku książki zaistniał już w roku 2006, a 4 lata później ukazał się pierwszy tom serii kryminalnej o Emilu Stomporze, tak zwanej serii astronomicznej pt. „Ewa Wodnika”. Na kolejny tom czytelnicy musieli czekać aż 7 lat, a chwilę później autor zdecydował się na współpracę z Wydawnictwem Lira, pod skrzydłami którego do tej pory ukazały się trzy kolejne części. Ja z serią spotkałam się właśnie przy pierwszej publikacji z Lirą pt. „Gwiazdy Oriona” (recenzja – klik!), która naprawdę mi się podobała. „Czas Wagi” sporo naczekał się na lekturę i szczerze to nie wiem czy ta książka aż tak różni się od poprzedniej, czy aż tak w ciągu półtora roku zmienił się mój gust literacki…
 
 Jest rok 1997. W piątkową noc sprzed jednego z warszawskich klubów porwana zostaje córka milionera, właściciela fabryk mięsnych Włodzimierza Wagniewskiego. Porywacze szybko żądają za nią okupu, mężczyzna płaci, córka jednak nie wraca. W sprawę zaangażowany jest prywatny detektyw, kiedy jednak okup nie przynosi skutku o wszystkim dowiadują się media i policja. Zostaje utworzona specjalna grupa śledcza, do której dołącza Emil Stompor i jego partner Kosar. Czy uda im się znaleźć dziewczynę? Od porwania minęło już dobrych kilka dni, więc i śladów przestępstwa trudno szukać. Kto za tym stoi i dlaczego to zrobił?
 
Książka składa się z 112 krótkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest trzeciej osobie czasu teraźniejszego, głównie skupia się na postaci Stompora, jednak nie tylko – sytuacja przedstawiona jest też z punktu widzenia Sary, jej rodziny i detektywa. Styl powieści jest surowy, jest to bardziej relacja niż głęboka analiza psychologiczna z uzasadnieniem motywacji, przez co przypomina trochę reportaż. Narracja prowadzona jest żywo, dialogów jest to naprawdę dużo, co dodaje książce dynamizmu. Dialogi jednak są prowadzone w sposób bardzo agresywny, wszystkie postacie wydają się na siebie krzyczeć, warczeć i sarkać, przez co podczas lektury czułam duży dyskomfort i zdenerwowanie. Książka po prostu naładowywała mnie agresywnie.
 
Nie można odmówić autorowi dobrego pomysłu na fabułę. Oparł go na faktycznych wydarzeniach, dwóch głośnych porwaniach, swoją drogą do tej pory niewyjaśnionych, do których doszło kilka lat później niż w książce. I tutaj samo porwanie, jak i otoczka dotycząca bogatej rodziny i prywatnego detektywa udzielającego się w prasie są mocno oparte na faktach, jednak już dalsza część śledztwa to fikcja literacka.
„(…) w dziewięćdziesiątym piątym Waga stał się właścicielem czterech z dziesięciu największych zakładów.”
- Ktoś wie, dlaczego nazywamy go Wagą? – pyta Emil, wyjmując papierosa z ust.
- Podobno jego zwyczajem było niedowarzenie mięsa, więc ksywka przylgnęła. Nazywają go tak od lat siedemdziesiątych.”
Fabuła poprowadzona jest ciekawie, czytelnik czuje trudy śledztwa. Do tego rodzina, zależności i podejrzenia się tam kotłujące też są dobrze przedstawione. Warto też oczywiście podkreślić rzetelne oddanie realiów tamtych czasów, złotego czasu do biznesu w Polsce. Sporo przyglądamy się tu więc imperium ojca dziewczyny, który właśnie w taki sposób zdobył bogactwo.
 
Ogólnie jednak musze przyznać, że po dwóch miesiącach od lektury tak naprawdę najbardziej pamiętam tą agresję, którą książka we mnie wzbudzała. Rozumiem, że jest to kryminał, i wcale nie musi być komfortowy, jednak przy oddawaniu realności chyba jednak trochę za bardzo autor popłynął – nie wierzę w to, że wszyscy ludzie zwracają się do siebie w tak chamski, bezczelny i arogancki sposób, jak bohaterowie tej książki. Nie mogę jednak odmówić autorowi dobrego pomysłu na połączenie wydarzeń prawdziwych z fikcją literacką, gdyby tylko było to napisane w mniej agresywny sposób, to na pewno byłabym lekturą usatysfakcjonowana.
 
Moja ocena: 5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Lira!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

kwietnia 23, 2021

"Wiwisekcja zbrodni" Andrzej Janikowski

"Wiwisekcja zbrodni" Andrzej Janikowski

 

Autor: Andrzej Janikowski
Tytuł: Wiwisekcja zbrodni
Data premiery: 24.06.2020
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 576
Gatunek: kryminał
 
„Wiwisekcja zbrodni” to debiut literacki Andrzeja Janikowskiego. Jak czytamy na okładce książki, autor od lat związany jest z rynkiem wydawniczym, a jego inspiracją jest historia, szczególnie chrześcijańska i powszechna. W czasie wolny gra w szachy, co na pewno znajduje odzwierciedlenie w książce w relacji pomiędzy śledczym a mordercą.
 
Fabuła powieści rozpoczyna się brutalnym morderstwem – na terenie parku we Wrocławiu znalezione zostaje ciało mężczyzny, które wygląda na krzyżowane. Do sprawy przydzielony zostaje podkomisarz Roman Sadowski razem z jego nowym partnerem – starszym sierżantem Jerzym Madrygałkiewiczem. Śledczy podejrzewają obsesję mordercy na tle religijnym – w końcu cała sceneria zbrodni przywodzi na myśl drogę krzyżową i ukrzyżowanie. Dlaczego więc ofiara umarła? Czy za własne grzechy czy może odkupywała innych? Kiedy chwilę później odkryte zostaje kolejne ciało – tym razem znajduje się na ogródkach działkowych i jest to starszy mężczyzn przybity na pal. Czy w takim razie policja ma do czynienia z seryjnym mordercą, który swoje zbrodnie inscenizuje na sceny zaczerpnięte z Biblii? Dlaczego zabija, kim jest i czy uda się śledczym rozwiązać zagadkę zanim padną kolejne ofiary?
 
Książka składa się z 76 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez Sadowskiego i mordercę nazywanego Wodami Eufratu. Styl powieści jest bardzo uważny, skupiony na szczegółach otoczenia, opisów każdej czynności i przemyśleń bohaterów. Wielu czytelników zarzucało książce, że jej słownictwo jest mocno oderwane od policyjnej rzeczywistości, jest za mocno wyszukane i ugrzecznione. Ja nie zwróciłam na to szczególnej uwagi, język, którym napisana jest książka mi nie przeszkadzał, jednak chyba muszę podkreślić, że książki słuchałam w formie audiobooka, a to zawsze wyklucza szczególne skupienie na warstwie językowej.
 
Głównym bohaterem jest tutaj podkomisarz Sadowski. To mężczyzna w okolicy 40stki, niedoszły ksiądz, który ostatecznie zdecydował się na inną służbę niż kapłańska. Nigdy nie założył rodziny, to praca była cały czas dla niego na pierwszy miejscu, teraz jednak czuje się już zmęczony i wypalony. W takim to momencie trafia do niego najważniejsza sprawa w całej jego karierze. Czy sobie poradzi?
 
Akcja powieści toczy się dosyć szybko, morderca atakuje praktycznie z dnia na dzień, śledczy tak naprawdę nie mają wytchnienia. Czytelnik jednak tego tak nie odczuwa, gdyż szczegółowe opisy mocno całą akcję spowalniają. Fabuła jest dosyć skomplikowana. Z początku wszystko wskazuje na to, że morderca mocno inspiruje się historią chrześcijańską, później jednak śledztwo zmienia kilka razy swój tok. Odnosiłam przez to wrażenie, że historia jest komplikowana na siłę, za dużo razy zmieniał się kierunek śledztwa, przez co w pełnym momencie zaczęłam odczuwać przesyt tematów. Bo mamy tu tak naprawdę wszystko, co w polskiej historii odegrało znaczącą rolę – poczynając właśnie od wiary, poprzez historię obozów koncentracyjnych, aż po katastrofę w Smoleńsku. Trochę za dużo tu tej męczącej polskości, męczennictwa i innych niekoniecznie pozytywnie kojarzących się motywów.
 
Przez wielość tropów, które po kolei omawiane są w powieści, trochę gdzieś mi się zagubiła esencja tej książki. Wydaje się, że gdyby zrezygnować z połowy tych wątków, skrócić opisy i podkręcić trochę charakter bohatera, by nie był on taki jęczący, wyszedłby z tego naprawdę dobry kryminał. A tak niestety gdzieś w połowie miałam już dosyć i reszty słuchałam raczej na siłę. Szkoda, bo pomysł był fajny, a gdyby jeszcze trochę konkretniej popracować nad wykonaniem, to mogłoby z tego wyjść coś naprawdę fajnego. Nie wiem czy w przyszłości dam jeszcze szansę autorowi, może, o ile książka będzie o połowę chudsza 😉
 
Moja ocena: 5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Lira!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

stycznia 25, 2021

"Szczęście rodziny Marsdenów" Karolina Stępień

"Szczęście rodziny Marsdenów" Karolina Stępień

 

Autor: Karolina Stępień
Tytuł: Szczęście rodziny Marsdenów
Data premiery: 26.08.2020
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 368
Gatunek: thriller / kryminał
 
„Szczęście rodziny Marsdenów” to druga książka Karoliny Stępień, która debiutowała w roku 2017 powieścią zaliczaną do gatunku fantastyki pt. „Ktoś całkiem obcy”. Teraz, po trzech latach, autorka znalazła się pod skrzydłami Wydawnictwa Lira, a jej książka została skategoryzowana jako thriller / kryminał.
 
Jest to historia rodziny Marsdenów, tocząca się na tle małego sennego miasteczka Cobetoe. Bohaterkami powieści są trzy nastoletnie siostry, które podczas wakacji włóczą się po okolicznym lesie i miasteczku. Ich rodzina składa się z ojca, ciotki, jej męża i babki. Ich mama odeszła od nich kilka lat temu, a ojciec stracił brata jeszcze przed narodzeniem dziewczynek. Tego lata ciało zaginionego brata zostaje znalezione w okolicznym torfowisku. Dziewczyny zszokowane odkryciem muszą nie tylko same ustosunkować swoje odczucia do tej nowej sytuacji, ale i zmierzyć się z problemami rodzinnymi – alkoholizmem ojca, który po tak drastycznym odkryciu z powrotem daje o sobie znać, a i coraz mocniej pogłębiającą się demencją babci, która widzi i goni duchy…  
 
Książka składa się z prologu, 50 rozdziałów i epilogu. Rozdziały składają się na sześć tytułowanych ksiąg. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża za trzema głównymi bohaterkami. Styl powieści w większości jej poprawny, choć nie ukrywam, że rzuciły mi się w oczy zbędne powtórzenia – praktycznie całych zdań, tak że podczas słuchania audiobooka nieraz zastanawiałam się czy nie został źle złożony – ale nie, powtarzało się tylko jedno – dwa zdania po kilku stronach, więc ewidentnie nie był to błąd aplikacji. Uwaga narratora skupiona jest na głównych bohaterkach i otaczającej je przyrodzie – w opisach natury miałam wrażenie, że autorka chciała nadać im głębi, większej poetyckości. Poza tym odniosłam wrażenie, że cała książka miała mieć senny, oniryczny klimat, gdzieś na granicy jawy i snu – jeśli faktycznie taki był zamiar, to niestety nie w pełni się on udał. Widziałam miejsca, w których miał zachodzić ten zabieg, jednak w ogóle nie podział na moją wyobraźnię, nie czułam żadnych emocji podczas lektury, no, poza pogłębiającą się irytacją.
 
Na plus książki bezsprzecznie zaliczam jej okładkę. To ona przyciągnęła mój wzrok i po części przez nią zdecydowałam się na lekturę. Jest klimatyczna, intrygująca, na pewno mogę zaliczyć ją do jednych z lepszych okładek Liry.
 
Co do samej książki mam jednak sporo uwag. Po pierwsze była bardzo nierówna. Na początku starałam się nie nastawiać do niej źle, przy większym skupieniu nawet wydawało mi się, że może udałoby mi się wczuć w klimat. Niestety wtedy nadszedł pierwszy wielki spadek, otwarło się za dużo wątków, które nic do powieści nie wnosiły, przez co początkowy zarys klimatu kompletnie się rozmył. Pod koniec znowu coś się zmieniło, było znowu trochę lepiej, tak że miałam nadzieję na przynajmniej pozytywne odczucia na koniec. Niestety i sam koniec znowu mocno mnie rozczarował, przez co wcześniejszy wzrost zainteresowania lekturą znowu stracił na znaczeniu.
 
Dlaczego tak się stało? Wydaje się, że autorka nie wiedziała na co się przy tej powieści zdecydować. Naprawdę nie potrafię powiedzieć co książka tak faktycznie miała na celu – wątków było po prostu za dużo i zdecydowanie za skrótowo zostały potraktowane. Bo co tutaj mamy? Są wątki kryminalne – jest trup, śledztwo policji i podejrzenie morderstwa. Dziewczyny kilka razy podkreślają, że chcą się dowiedzieć i nawet zaczynają same szukać informacji na temat swojego wujka i jego potencjalnej morderczyni. Są też wątki młodzieżowe, nasuwające na myśl amerykańskie seriale dla nastolatków o latach 80tych czy 90tych. Jest jakiś wątek fantastyczny, o pewnym mitycznym leśnym stworzeniu, które objawia się w okolicznym lesie. Jest też wątek problemów rodzinnych – i to nie jednego, ale wielu – problem porzucenia dzieci, matki, która prawdopodobnie popadła w depresję, a może i szaleństwo. Alkoholizm ojca, z którym ten sobie nie radzi, demencja babci, która myli ludzi, widzi duchy i ucieka do lasu. Nadopiekuńczość ciotki, która mimo że z babcią sobie nie radzi, nie chce jej oddać do domu opieki. Bezpłodność ciotki, która ostatecznie poświęciła się wychowaniu dziewczynek. A, zapomniałabym jeszcze o nastolatku, koledze dziewczyn, Dirku, pozornie wzorowym uczniu, którego tak naprawdę nikt nie zna, bo w głębi chłopiec jest żądny przygód i miłosnych uniesień. Tak, to by były najważniejsze wątki, które wychwyciłam w tej powieści. Przy około 300 stronicowej powieści, gdzie jeszcze ewidentnie dużo uwagi poświęca się przyrodzie, nie sposób było o wszystkim opowiedzieć tak, by miało to głębszy sens. Nie wiem dlaczego autorka rozpoczęła tyle wątków, czy nie miała pomysłu na ich rozszerzenie czy może był w tym jakiś sens, którego ja nie dostrzegam – naprawdę nie wiem, nie zmienia to jednak faktu, że nic w mój świat tak książka nie wniosła, a co za tym idzie mocno mnie rozczarowała.
 
Poza powtórzeniami i ogromną ilością wątków, muszę jeszcze też wspomnieć o dziwnym zachowaniu postaci. Tu ktoś się bije, to ktoś nagle wyskakuje, tarza się po ziemi, śmieje, tam ktoś nagle uderza ręką w auto, a jeszcze zaraz ktoś kogoś w teoretycznie romantycznym momencie boksuje w rękę czy tors, a jeszcze tu ktoś w czasie rozmowy zaczyna się kręcić – naprawdę nie wiem skąd się wzięły takie zachowania postaci, chwilami miałam wrażenie, że każdy jest tam trochę, że się tak wyrażę, nienormalny. W każdym razie te zachowania były bardzo nieprzewidywalne, zaskakujące, jednak że nie miały żadnego uzasadnienia, a już na pewno nic podpartego psychologią postaci, której tu w ogóle nie było, to nie można mówić o ich pozytywnym odbiorze.
 
Szczerze strasznie mi przykro, że pod tak piękną okładką ukryło się coś takiego. Dalej nie wiem ją tę książkę określić, nie widzę żadnego powodu, dla którego powstała ona w takiej formie. Nie wyniosłam z niej żadnej głębszej myśli, nie przyniosła mi też ona żadnej rozrywki. Nie wiem, może gdyby autorka skupiała się na budowaniu klimatu i jednym wątku, to może byłoby inaczej. Tak niestety potwierdziła się znowu moja teoria, że gdy polski autor całkowicie bez uzasadnienia przenosi swoją akcję powieści gdzieś w amerykańskie czy inne dalekie nam rejony, zamiast skorzystać z uroków Polski, to po prostu znak, że nie powinnam po tę książkę sięgać. Jako że jednak dałam radę doczytać książkę do końca i gdzieś tam widzę jej lepsze momenty, to oczywiście i to uwzględniam w swojej ocenie.
 
Moja ocena: 4/10
 
Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Lira!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

grudnia 21, 2020

"Okrutnie piękny" Wojciech Nerkowski

"Okrutnie piękny" Wojciech Nerkowski

 

Autor: Wojciech Nerkowski
Tytuł: Okrutnie piękny
Data premiery: 21.10.2020
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 416
Gatunek: thriller

Z prozą Wojciecha Nerkowskiego spotkałam się po raz pierwszy niecałe dwa lata temu. Jako fanka komedii kryminalnych z ochotą sięgnęłam po jego trylogię o scenarzystach - wspominam ją lekko i przyjemnie. Recenzje wszystkich tomów oczywiście znajdziecie tutaj na blogu. („Spisek scenarzystów” - klik, „Zdrada scenarzystów” - klik, „Koniec scenarzystów” - klik). Te trzy tytuły zostały wydały pod skrzydłami Wydawnictwa Czwarta Strona Kryminału, później w roku 2019 autor przeszedł do Wydawnictwa Filia, gdzie wydał kolejną książkę pt. „Przecięcie”. Po nią nie zdążyłam jeszcze sięgnąć, ale cały czas mam ten tytuł zapisany. W tym roku autor znowu zmienił wydawnictwo, teraz swoje książki będzie publikować pod szyldem Wydawnictwa Lira. Pierwszym tytułem, który ukazał się nakładem tego wydawcy jest właśnie „Okrutnie piękny”.
Autor, prócz pisania powieści, zajmuje się również, a może przede wszystkim, pisaniem scenariuszy filmowych i telewizyjnych m.in. tak znanych seriali jak „BrzydUla” czy „M jak miłość”. Jest też tłumaczem literatury anglosaskiej i amerykańskiej, a także wykłada scenopisarstwo w StoryLab.

„Okrutnie piękny” to historia Tomasza, nauczyciela biologii, który kilka miesięcy temu rozpoczął nowy związek z Martą, sąsiadką z piętra wyżej. Marta jest lekarzem i od czasów swoich studiów ma ścisłą paczkę przyjaciół – sami siebie nazywają Plutonem. Zaliczają się do niej cztery dziewczyny i dwóch facetów – każdy z nich jest inny, jednak najmocniej z towarzystwa wyróżnia się Konrad – to naprawdę piękny mężczyzna, który na każdym robi ogromne wrażenie. Konrad ma równie piękną żonę, jest bogaty i przyciąga do siebie każdego jak światło ćmę. Tomasz jednak od początku ma dziwne podejrzenia co do niego, które tylko w nim utwierdza podsłuchana rozmowa telefoniczna Marty i Konrada. Czy ta dwójka ma romans? Wydaje się, że każda dziewczyna z Plutonu zakochana jest w tym mężczyźnie... A może chodzi jeszcze o coś innego? Tomasz powoli coraz mocniej zaprzyjaźnia się z grupą, coraz dokładniej przygląda się Konradowi. Kiedy zainteresowanie przeradza się w obsesję? Czy niepokoje Tomasza są uzasadnione? Czytelnik od samego początku wie, że ta historia nie skończy się dobrze....

Książka składa się z prologu, 51 rozdziałów i epilogu. Rozdziały podzielone są na 5 części, każda z nich nosi dosyć znaczący tytuł. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego, całość przedstawiona jest oczami Tomasza. Styl powieści jest świetny! Jako że narrator jest biologiem, to na wszystkie wydarzenia patrzy właśnie pod takim kontem – biologii i genów. Zwraca uwagę zarówno na cechy zewnętrzne (np. co dzieci dziedziczą w wyglądzie po rodzicach, jakie geny są w każdym pokoleniu muszą się ujawnić, a które nie), jak i te wewnętrzne – często porównuje ludzi do zwierząt, na podstawie zachowania jest w stanie naprawdę dużo o człowieku powiedzieć. Jest świetnym obserwatorem, a nutka humorystyczna, którą narrator przejawia, nadaje całej lekturze lekkości. Książkę czyta się naprawdę rewelacyjnie!

Na pewno za takie pozytywne odczucia odpowiada też masa zwrotów akcji i zaskakujących wydarzeń. Każdy rozdział (a przynajmniej ich zdecydowana większość) kończy się tak, że czytelnik nie ma wyjścia – musi czytać dalej. Wychodzi na to, że i nić fabularna, rozpisanie całej akcji wydarzeń wyszła tym razem pisarzowi naprawdę genialnie! Dawno nie czytałam książki, która wciągnęłaby mnie tak bardzo!

Co jeszcze odpowiada za sukces tej powieści? Na pewno właśnie te biologiczne, genetyczne spojrzenie na człowieka. Co prawda nie wiem czy dla wszystkich będzie to tak ekscytujące, jak było dla mnie – nie będę ukrywać, zresztą o tym też już tu nieraz pisałam – zachowanie człowieka, działanie mózgu, organizmu i ogólnie wszystko to co wiąże się z człowiekiem jako wytworem natury, mocno mnie fascynuje. A że narrator tutaj naprawdę świetnie wszystko z tej biologicznej strony przedstawia, jego przemyślenia są mądre i całkiem błyskotliwe, to nie mogłam się książką nie zachwycić.

Obsesja, czy może wzmożone zainteresowanie Tomasza Konradem zmusza czytelnika nie tylko do szczegółowej obserwacji tego bohatera, ale i zastanowienia się nad tym, o czym uznaje się, że nie wypada mówić – o tym, jak piękny wygląd ułatwia człowiekowi życie. Na przykładzie Konrada analizujemy jak taki człowiek jest wychowany, jak reagują na jego towarzystwo inni, jak on sam postrzega życie. Postać Konrada dowodzi, że chcąc nie chcąc większość z nas zwraca uwagę na wygląd, a już na pewno gdy chodzi o pierwsze wrażenie. Czy jednak na dłuższą metę jest to dar czy przekleństwo? Jak piękno wpływa na człowieka wewnętrznie? Czy człowiek, którym każdy się zachwyca, każdy zabiega o jego względy, może być dobry i uczciwy? Na pewno nie będę Wam na te pytania odpowiadać, zdecydowanie lepiej zrobi to narrator powieści 😊

Tym razem nie będę przedłużać – myślę, że ciekawa, nieczęsto spotykana narracja przedstawiona niejako z biologicznego punktu widzenia (nie bójcie się, ja to tak podkreślam, ale nie jest ona przesadnie nachalna), intrygujący bohaterowie i świetnie utrzymane przez całą powieść napięcie, zachęcą Wam na tyle, by samemu po książkę sięgnąć. Ja z czystym sumieniem mogę przyznać, że naprawdę jestem mocno zaskoczona wysokim poziomem powieści, dawno nie czytałam tak wciągającego thrillera jak ten!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Lira!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

grudnia 18, 2020

"Czarne Miasto" Marta Knopik

"Czarne Miasto" Marta Knopik

 

Autor: Marta Knopik
Tytuł: Czarne Miasto
Cykl: Czarne Miasto, tom 1
Data premiery: 19.02.2020
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura piękna

Po lekturę „Czarnego Miasta” sięgnęłam z niemałym opóźnieniem. Tak naprawdę chyba nawet bym się na nią nie zdecydowała, gdyby nie wiele zgodnych głosów, że jest to lektura na wysokim poziomie, warta uwagi, inna, baśniowa, piękna i zachwycająca. Więc chyba to jedna z tych publikacji, gdzie za piękną okładką idzie równie piękne wnętrze? Tak, to na pewno. Zdecydowanie trzeba też podkreślić, że jest to debiut literacki Mart Knopik, która do tej pory była autorką scenariuszy dla Teatroteki Szkolnej prowadzonej przez Instytut Teatralny w Warszawie. Teraz „Czarnym Miastem” rozpoczyna cykl opowieści z tytułowego miasta.

Czarne Miasto położone jest gdzieś na Śląsku. To miasto pełne tuneli, ciemne, brudne, pełne sadzy i smogu, miasto kopalni już dawno nieczynnych. Wiele lat temu Wanda Bóbr razem z mężem Zdziśkiem przeprowadzili się tu z Kamiennego Miasta, by rozpocząć swoje dorosłe życie. Teraz, wiele lat później, po Roku Zaćmienia, który zmienił w ich życiu wszystko, Belinda i Bianka, ich córki, opuszczają dom rodzinny – przenoszą się do Białego Miasta, gdzie życie upływa całkiem inaczej, toczy się innym rytmem, według kompletnie odmiennych zasad. Żyjąc tam pozornie zapominają o domu – pozornie, bo ich podświadomość pamięta i wysyła sygnały nakłaniające by to miejsce ponownie odwiedzić…

Książka składa się z 15 tytułowanych rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, skupia się na historiach wielu bohaterów – zarówno sióstr BeBe (Bianki i Belindy), jak i ich mamy Wandy oraz sąsiadki, przyszywanej cioci Gieni. Całość stylem i językiem nasuwa skojarzenia z baśnią i magią, język jest prosty, zdania długie, w swojej prostocie poetyckie.
Istnieje jedna ludzkość o jednej duszy, mówiącej uniwersalnym językiem symboli, starszym niż nasza ludzka mowa. Dusza ta znajduje ujście w mitach, baśniach i legendach, które poruszają w nas tę pradawną energię, budzą i uskrzydlają ducha.”
I tak jak można wyczytać w powyższym cytacie, język jest tutaj mocno symboliczny, magiczny, tu realne miesza się z nierealnym, znajdziemy tu tyle alegorii, metafor i symboli, że na jeden raz na pewno trudno odkryć pełny ich sens. I ja mam takie wrażenie – że może nie do końca odczytałam to, co autorka chciała tą powieścią przekazać. Mam wrażenie, że jest to zbiór opowieści, zbiór baśni, które łączy jedna nitka – to może jakby wstęp do dalszej historii? Jako że książka zapowiedziana jest jako tom rozpoczynający serię, to myślę, że to całkiem realna opcja.
W Czarnym Mieście trudno żyć i raczej nie będzie już lepiej.
Czarne Miasto z wolna znika z powierzchni ziemi.”
Na pewno jednak mocno zauważalny jest kontrast pomiędzy Czarnym Miastem a Białym Miastem. Te pierwsze teraz jest już raczej w połowie wymarłe, mieszkają tam głównie dawni mieszkańcy, a młodzi wylatują w świat. To miasta dawne, zamieniające się w ruinę, gdzie życie toczy, a może bardziej toczyło się inaczej. Tu nie przywiązuje się wagi do wyglądu, do ubrań, a raczej dba o człowieka. Ludzie może nie sięgają po pomoc psychologów, ale sami dla siebie są pomocą, dużo rozmawiają, wspierają się. Białe Miasto jest całkiem inne – tu najważniejsza jest powierzchowność, ładny wygląd, bogactwo, kariera. Tu nie mówi się otwarcie co się myśli i czuje, tu chowa się za maską makijażu i schludnych nowych ubrań znanych projektantów. Warto zwrócić uwagę na opisy obydwu miast, są bardzo dopracowane i dają do myślenia. Myślę, że Czarne Miasto symbolizuje dawny styl życia, styl w jakim żyli nasi rodzice, dziadkowie. Białe Miasto to miasto nowoczesne, miasto przyszłości, odzwierciedlające zasady, które coraz mocniej panują w naszym świecie.
Gdyby miała wymienić jedną rzecz, za którą tęskni najbardziej, byłyby to tradycyjne dialogi, jakie toczyły się na ulicach Czarnego Miasta, gdzie ludzie z troską wypytywali o stan zdrowia, o dzieci, o kłopoty. Nie przechwalali się, wręcz przeciwnie – umniejszali sobie, troszcząc się o samopoczucie rozmówcy. Opowiadali o emocjach i obawach. Białomieszczanie nigdy takich rozmów nie prowadzą, nie narzekają na nic, a ich uczucia, choroby i nieszczęścia są wielką tajemnicą. Są tabu.”
I w związku z tą interpretacją nie do końca rozumiem dlaczego autorka osadziła obydwa miasta w fizycznie istniejących miejscach, trochę to psuje mój odbiór tego przesłania. Miasta są symbolem, alegorią, więc nie powinny być fizycznie dostępne do wskazania na mapie, nie powinny mieć jednego konkretnego miejsca w świecie rzeczywistym. Moim zdaniem gdy otacza się je znanymi nam nazwami, jak Śląsk czy Singapur czy inne znane państwa i miasta trochę tracą na swoim znaczeniu. Ciężko jest mi to wyjaśnić, jednak to osadzenie na mapie wzbudza we mnie na tyle mieszane odczucia, że nie mogę tego nie zaznaczyć w tej recenzji.

Pomijając już miasta i ich symbolikę, w książce ogromną ilość miejsca zajmują baśnie, opowieści ciotki Gieni, która jako znachorka i potomek rodu od stuleci mieszającego w Czarnym Mieście zna jego całą historię – zarówno tą aktualną, prawdziwą, doświadczoną osobiście, jak i tą z dawnych czasów, opowiadaną z pokolenia na pokolenia. Ciocia Gienia siada więc z dziewczynkami (tu wracamy do ich dzieciństwa) i przy herbatce i domowym cieście roztacza przed nimi dawny, baśniowy świat wierzeń i legend. I tak zaczynają się przeplatać ich losy realne, z tym co magiczne.
Podświadomość wsącza w nas wielokolorową miksturę baśniowych, symbolicznych obrazów, które potem podczas snów lub marzeń na jawie, znajdują ujście. Nasza świadomość zna podświadomość tylko w malutkim kawałku, w tym drobnym odprysku, który zostaje uświadomiony. A nawet wtedy, gdy coś z nieświadomego bezkresu wewnętrznego kosmosu przeniknie do naszej świadomości, nie zawsze potrafimy to nazwać i zrozumieć. Czasem zostajemy z uczuciem niepokoju i zagubienia. Myślę, że każdy z nas ma w sobie podziemny labirynt.”
Pod warstwą przypowieści i magii trzeba jednak podkreślić, że książka opowiada też o wielu trudnych emocjach. Znajdziemy tu dużo o depresji, o żałobie, o tęsknocie tak ogromnej, że nie pozwala normalnie funkcjonować. O nadziei, o szukaniu własnej drogi, o poczuciu jedności i samotności.
Może czas odwiedzić dom?
Jak to się właściwie stało, że przez ostatnie lata ani razu tego nie zrobiła? Trudno to wytłumaczyć. Może w żartobliwej teorii Belindy o czarze rzucanym przez Białe Miasto na mieszkańców jest ziarnko prawdy? Człowiek miota się pomiędzy obowiązkami i terminami, zapominając o tym, co naprawdę jest w życiu ważne.”
Co jak co, ale na pewno nie można odmówić powieści tego, że ma w sobie głębię. Ma wiele warstw, które powoli odsłaniają się przed czytelnikiem, które nawet już po lekturze stają się dopiero zrozumiałe. Jestem pewna, że gdybym w tym momencie sięgnęła po lekturę raz jeszcze, odkryłabym w niej wiele innych opowieści, wiele innych znaczeń. Mimo kilku wątpliwości na pewno muszę podkreślić, że jest to lektura wyjątkowa, baśniowa, coś gdzie fantastyka miesza się z realnością. Coś oryginalnego i innego od wszystkich tegorocznych debiutów. Jestem ciekawa co przyniesie tom kolejny.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Lira!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

listopada 05, 2020

"Liliowe opium" Julia Gambrot

"Liliowe opium" Julia Gambrot


Autor: Julia Gambrot
Tytuł: Liliowe opium
Cykl: Różany eter, tom 2
Data premiery: 03.06.2020
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 640
Gatunek: opowieść obyczajowa / romantyczna / historyczna / kryminalna
 
Julia Gambrot rok temu oczarowała mnie swoim debiutem pt. „Różany eter”, który z powodzeniem łączył wątki wyjęte rodem z książek Jane Austen, zagadkę kryminalną i początkujący świat odkryć medycznych. Już wtedy, przy jego recenzowaniu (klik!) wyraziłam chęć przeczytania kontynuacji tej historii. Dlatego też gdy dowiedziałam się o tegorocznej premierze pt. „Liliowe opium” bez zastanowienia zdecydowałam się na lekturę. Jednak chyba może oczekiwania okazały się za wysokie – już na wstępie muszę zaznaczyć, że kontynuacja nie spodobała mi się tak mocno jak debiut autorki. Zaraz postaram się uzasadnić swoją ocenę.
 
Od wydarzeń z „Różanego eteru” minęło kilkanaście lat. Świat stoi na progu Wielkiej Wojny, nastroje społeczne i polityczne są bardzo burzliwe. W takich czasach Lilia von Schiller, przyjaciółka Róży, pracuje w przychodni, w której pewnego wieczoru zjawia się dziewczyna twierdząca, że jest osieroconą córką jej dawno zmarłego brata. Dziewczyna ma jego zdjęcie, dużo wie o ich rodzinie, więc Lilia nie ma wątpliwości, że to prawda. Postanawia przygarnąć swoją siostrzenicę i zapewnić jej odpowiednie wykształcenie. W ich drodze powrotnej dorożkarz nie chce przejeżdżać przez park, więc kobiety postanawiają przejść ten kawałek pieszo. Po drodze mają dziwne wrażenie, że ktoś je obserwuje, znajdują też porzucony kobiecy kapelusz. Niedługo później dowiadują się, że jedna ze znajomych pokojówek uznana została za zaginioną, a jakiś czas później zostaje znalezione jej ciało… Czy to tamtej nocy została zabita? Czy Lilia i jej siostrzenica były o krok od mordercy? I czy siostrzenica naprawdę jest tym za kogo się podaje oraz jaki miała cel w ujawnieniu się właśnie w tym momencie?
 
Książka podzielona jest na 32 rozdziały. Narracja prowadzona jest przez Lilię w pierwszej osobie czasu przeszłego, przez co automatycznie bardzo dobrze poznajemy myśli i odczucia bohaterki, a i tylko jej oczami oglądamy zastany świat. Styl powieści jest poprawny, lektura nie nastręcza problemów.
 
Problemem jednak była dla mnie główna bohaterka, co jakby od razu negatywnie wpływa na mój odbiór lektury. Lilia do tej pory nie wyszła za mąż – jej miłość życia zginęła na Titanicu, więc dziewczyna, a raczej dorosła kobieta, poświęca się w większości swojej pracy, co dosyć mocno jest widoczne w powieści – bohaterka podchodzi do wszystkiego bardzo akademicko, podczas rozmowy czy rozmyślań na tematach medyczne rzuca wręcz definicjami haseł z podręcznika. Poza tym jak na swój wiek jest dosyć mocno naiwna i rozpieszczona – to co chce to musi mieć i musi mieć to już. Każdy pomysł, na który wpadnie musi zrealizować, nie myśląc kompletnie o konsekwencjach i tym jak to może wpłynąć na innych ludzi. W tomie poprzednim takie zachowanie jeszcze mogło być zrozumiałe – dziewczyny były młode i dopiero pierwszy raz zderzały się z dorosłym światem. Teraz było to po prostu irytujące, a jako że całość przedstawiona była oczami właśnie takiej postaci, to ciężko rozdzielić ją z całą resztą historii.
 
Niemniej jednak chcę tu znaleźć jakieś plusy. Na pewno warto wspomnieć o tle historycznym powieści – tu historia jest, ale odgrywa rolę poboczną – autorka nie zasypuje nas zagmatwaną polityką, ale zgrabnie wplata prawdziwe wydarzenia w rozmowy postaci, przez co wiemy jakie klimaty i niepokoje panują wśród naszych bohaterów.
 
Na plus na pewno trzeba też zaznaczyć wątek z osieroconą córką zmarłego brata Lilii. Ta dziewczyna od początku niepokoi, zachowuje się dziwnie, przez co wzbudza w czytelniku podejrzenia i nerwowość (tu w pozytywnym sensie 😉). Ciężko zgadnąć dlaczego postępuje tak a nie inaczej, i cały czas gdzieś nad czytelnikiem wisi pytanie czy możliwe jest by dziewczyna miała coś wspólnego ze zbrodniami. To na pewno całkiem udany wątek.
 
Co do samych morderstw, to raczej przyćmiła je postać Lilii, a szczególnie jej rozterki uczuciowe i bardzo nachalne romanse. W tomie poprzednim udało się autorce ładnie wywarzyć wszystkie tematy, tak że nie przyćmiewały się nawzajem, a tworzyły bardzo zgrabną całość. Tutaj tego mi zabrakło, więcej było naiwnego romansu niż czegokolwiek innego, co mocno zmieniło klimat całej historii.
 
Na koniec poruszmy jeszcze wątek medyczny, który również zachwycił mnie w tomie pierwszym. Tutaj, jak już wspomniałam, jest potraktowany bardzo podręcznikowo i wyrywkowo. Bohaterka przyjmuje chorych i ich odwiedza i wtedy zarzuca nas swoją wiedzą kreując się na wielką lekarkę. Nie ma to jednak już dawnego uroku nauczania medycyny, zdobywania wiedzy na studiach, odkrywania nowych praktyk, jest zwyczajna, niezbyt ciekawa praca w klinice bohaterki uważającej się za lepszą od innych.
 
Jak widać, książka wzbudziła we mnie dosyć skrajne uczucia. Liczyłam na świetny klimat i połączenie wątków historycznych, medycznych, kryminalnych i obyczajowych, a dostałam jakby trzy powieści na siłę sklejone w całość.  Ogromnie żałuję, że historia nie była przedstawiona przez Różę tak jak to miało miejsce w „Różanym eterze” – to była dużo sympatyczniejsza postać, a jako że powieść prowadzona jest w narracji pierwszoosobowej, to właśnie od głosu tej głównej postaci zależy ogólny odbiór powieści. Mnie Lilia denerwowała, więc nie było szans, bym mogła się zachwycić całością. Podobał mi się rys historyczny i wątek z siostrzenicą, przebłyski intrygi kryminalnej i sekcji zwłok ofiar. Nie tracę więc nadziei, że autorka wróci do formy ze swojego debiutu – naprawdę bardzo bym chciała przeczytać jej książkę z podobnym wyważeniem poruszanych tematów co w „Różanym eterze”.
 
Moja ocena: 6/10
 
Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Lira!

Książka dostępna jest też w abonamencie