Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #brunettinatalerzu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #brunettinatalerzu. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 09, 2026

"Kto sieje wiatr" Donna Leon

"Kto sieje wiatr" Donna Leon

Autorka: Donna Leon
Tytuł: Kto sieje wiatr
Cykl: komisarz Guido Brunetti, tom 32
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczarowska
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 298
Gatunek: powieść kryminalna
 
Donna Leon to autorka jedyna w swoim rodzaju. Na koncie ma ponad trzydziestotomową serię z kultowym już bohaterem komisarzem Brunettim, która nie tylko zdobyła liczne nagrody, ale też sprzedała się w 30 milionach egzemplarzy, a mimo to autorce udało się zachować skromność i prawo do prywatności. Choć urodziła się w Ameryce, od jakichś pięćdziesięciu lat tam nie mieszka - najpierw przemierzała świat ucząc angielskiego, by w latach 80. osiąść na trzy dekady w Wenecji. To tam powstał Brunetti, który po raz pierwszy (w języku angielskim, nie włoskim!) światło dzienne ujrzał w 1992 roku, a teraz kolekcja jego przygód sięga trzydziestu trzech tomów. Aktualnie Donna Leon prowadzi spokojne, ciche życie w Szwajcarii, choć co roku nadal odwiedza Wenecję - to ciągle jej miejsce na Ziemi, to ciągle dom dla komisarza Brunettiego.
 
Wenecja, listopad. Życie na lokalnym posterunku toczy się tempem spokojnym, jest czas na obowiązki służbowe, ale jest i czas na życie prywatne. I w związku z tym drugim komisarz Brunetti trafia pod Palazzo Zaffo dei Leoni, starą arystokratyczną rezydencję, zamieszkałą przez profesora Molina i jego żonę, która przypadkiem okazała się dawną znajomą Guida, jeszcze z czasów szkolnych. Na prośbę innych znajomych Brunetti obiecał dowiedzieć się, czy plotki o wystawieniu palazzo na sprzedaż są prawdziwe, jednak gdy puka do jego bram, otwiera mu Lankijczyk, który mieszka w domku ogrodnika i pomaga małżeństwu w pracach dookoła rezydencji. Odprawia on Brunettiego twierdzeniem, że plotki absolutnie nie są prawdziwe. Za jakiś czas spotykają się ponownie - niestety tym razem Lankijczyk jest martwy, został wyłowiony z jednego z kanałów, choć głębokie cięte rany na jego ciele jasno wskazują, że to nie był śmierć przypadkowa. Kto i dlaczego mu ją zadał?
“- Wiem, Dziękuję, Ettore, ale nie chcę, żeby był sam.
- On nie żyje, Guido - odparł lekarz, ale nie bez życzliwości w głosie.
- Wiem o tym. Wydaje mi się jednak, że zgodnie z wierzeniami buddystów dusza przez pewien czas pozostaje w pobliżu martwego ciała. Chciałbym, żeby nie czuła się samotna.”
Książka rozpisana jest na trzydzieści dwa rozdziały (często dzielone na krótsze scenki) pisane z perspektywy komisarza Brunettiego w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Tym jednak, co ją wyróżnia, co ją charakteryzuje, jest styl, w jakim jest pisana - opisy są barwne i subtelnie poetyckie, plastyczne i bardzo namacalne, dzięki czemu wszystko, co przedstawiają staje czytelnikowi wyraźnie przed oczami. Co więcej, Donna Leon chętnie korzysta z podszytego sarkazmem humoru, ale robi to w sposób niezwykle umiejętny, inteligentny, przez co nawet potencjalnie obraźliwe zwroty czy fragmenty są po prostu zabawą językową i kulturową. Nie do końca wiem, jak autorka to robi, ale w jej prozie czuć pokorę i uwielbienie do życia jednocześnie. Jej dialogi prowadzone są z klasą, z wyczuciem, dobrze dostosowane są do postaci, pomiędzy którymi toczy się rozmowa. Język, jakim cała powieść jest pisana, przyjemnie nawiązuje do klasyki literatury, do dawnych powieści detektywistycznych, przez co od razu jasne jest, że i fabuła stawiać będzie na inteligentną zabawę, zagadkę, a nie na krwawość, brutalność zbrodni. Tu liczy się styl, tu liczy się elegancja, która staje się nośnikiem bardzo gorzkich, ale i trafnych uwag na temat naszego współczesnego społeczeństwa.
“(...) Alvise miał spędzać czas na komisariacie przy San Marco, gdzie mierzono się głównie z zaginięciami: turystami, którzy zgubili drogę lub dzieci, zaginionymi portfelami (zwykle kradzionymi), zaginionymi paszportami, starszymi ludźmi, którzy pogubili się we własnych umysłach, a także z zaginioną cierpliwością będącą przyczyną kłótni lub bójek, zgubionymi plecakami, które równie dobrze mogły zawierać bombę jak i drugie śniadanie, oraz utraconym czasem, gdy całą zmianę trzeba było poświęcić na problemy, którymi powinna się zajmować raczej opieka społeczna niż policja.”
Akcja powieści toczy się tempem spokojnym, w którym jest miejsce na wszystko - na pracę, na rodzinę, na samotne spacery ulicami Wenecji, na kawę w ulubionej restauracji czy wizytę u znajomego antykwariusza. To Wenecja po sezonie turystycznym, leniwa, spokojna, w której nie trzeba się nigdzie i po nic spieszyć. Już samo to napawa ogromnym spokojem, pozwala odetchnąć od naszego codziennego, wyniszczającego pędu.
“Powiedział mi, że zastanawia go, jak ludzie, którzy mają tyle wolności co my i takie bogactwa, mogą myśleć w taki sposób i chcieć to wszystko zniszczyć.”
Ale choć tempo akcji wycisza, to tematy, które swoją intrygą książka porusza, nie są jałowe, a wręcz przeciwnie - mimo że sięgają do tematów z przeszłości, do lat 80., to przez krzywdy, jakich dotyczą, nadal burzą krew. Jednak mimo iż historycznie oparte są o zdarzenia, które wstrząsnęły włoską społecznością, to tak naprawdę nie angażują czytelnika w rozgrywki polityczne, a raczej przemieniają tę historię w zagadnienia uniwersalne - i tak historia zamiast mówić o wojujących komunistach, opowiada o młodzieńczych ideałach, które wtedy wydawały się tak ważne, tak istotne, że niejeden człowiek popełniał niejedną głupotę. Nawet sam Brunetti, który nigdy nie osiadł w żadnej z grup wojujących w pełni, przypomina sobie swoje błędy młodości i teraz zderza je z sobą aktualnym - mężczyzną w średnim wieku. Czy to, co wydawało mi się wtedy tak ważne, teraz ma jeszcze jakieś znaczenie? Ale czy nie każde młode pokolenie musi mieć coś, przeciwko czemu może się buntować? Tylko gdzie przebiega ta granica naturalnego buntu, a czegoś, od czego nie ma już później odwrotu?
“- Lata osiemdziesiąte - powtórzyła Gloria nieobecnym głosem - gdy nadal obchodziły nas takie rzeczy jak sprawiedliwość. - Ostatnie słowo wymówiła z czymś podobnym do pogardy. - Ale nikomu nie udało jej się znaleźć.”
To jednak nie jedyne zagadnienie, jakie można wyłuskać z tej opowieści. Ważnym tematem jest wątek inności odmienianej przez wszystkie przypadki. I tak znaleźć tu można fragmenty o imigrantach, ale i o różnicach płci, o różnych orientacjach i podziałach klasowych. Nie są to tematy przewodnie, pojawiają się dosłownie na chwilę, ale każdy ujęty jest w punkt, tak że czytelnik zwyczajnie musi się na każdym z nich na moment zatrzymać.
“Profesor złożył przed sobą dłonie na biurku, a widok jego sygnetu nasunął Brunettiemu skojarzenie z baśnią, w której bohaterka spotyka złego wilka. Miał ochotę zakrzyknąć: “Och, profesorze, jak masz wielki sygnet!”, “To dlatego, by przypominać niższym klasom, gdzie ich miejsce”.”
A co z intrygą kryminalną? Jest, choć, jak w każdej chyba książce tej autorki, raczej jako pretekst do pogadania o tym, co istotne. Zagadka śmierci Lankijczyka pojawia się dopiero gdzieś w jednej trzeciej powieści i nawet od tego momentu nie jest prowadzona tak, jak jesteśmy do tego we współczesnych kryminałach przyzwyczajeni. Przede wszystkim opiera się na klasycznych założeniach rozmowy i dedukcji, niewiele jest tu superwspółczesnych technik prowadzenia śledztwa, choć przecież informacji pozyskiwanych za pomocą sieci czy badań techników nie brakuje. One jednak nie wydają się tak ważne jak instynkt komisarza, jak to coś, co kieruje jego uwagę w odpowiednią stronę… Intryga zawiązywana jest w tempie zgodnym do całej powieści, a w jej centrum nie stoją nie wiadomo jacy sadyści, a po prostu zwyczajni ludzie.
“Wiele lat temu Paola przeczytała Brunettiemu fragment powieści Dickensa, w której czarny charakter przy każdej okazji zapewniał z przekonaniem, że jest “sługą uniżonym”. Ten głos i manierę komisarz przez lata dopracował do perfekcji. Nie istniała osoba tak “uniżona”, żeby Brunetti nie potrafił stać się bardziej “uniżony”. Albo, jak sam to w duchu nazywał prześmiewczo, “uniżeńszy”.”
Jednym z nich jest oczywiście komisarz Brunetti, ozdoba całej serii, detektyw, który jest niesamowicie taktowny i dobrze zna ludzi, ich charaktery, dzięki czemu wie, jak prowadzić rozmowę, by osiągać jak najwięcej. To człowiek spokojny, inteligentny, stoik, który ułożył sobie życiowe priorytety – najważniejsi są dla niego ludzie, przede wszystkim jego rodzina, żona, dzieci, dla których zawsze ma czas, dla których zawsze o stałej porze wraca do domu. Czy to nie piękna odmiana od tego, co serwuje nam większość współczesnych kryminałów?
“Czy to, że mówił o osobie, którą kochał, sprawiało, iż historia stawała się ważniejsza i łatwiejsza do zapamiętania?”
Mówiąc o książkach Donny Leon nie można nie wspomnieć też o Wenecji. To miejsce akcji, to ono równie mocno co styl autorki, co sposób budowania zagadki, wpływa na odbiór powieści. Wędrówki jej uliczkami, przeprawy promem nadają jej odpowiedni rytm. Pogoda i urok, jakie można znaleźć w starych zabytkach opisywane w poetyckim zacięciem sprawiają, że można wręcz zachłysnąć się pięknem. Nie bez znaczenia jest też styl życia, charakter Wenecjan, którzy do życia podchodzą nieco inaczej niż Włosi - te stwierdzenia nieraz padają w żartobliwym ujęciu w rozmowach postaci, ale równocześnie właśnie dlatego nadając powieści bardzo małomiasteczkowy charakter. Miejsce akcji oddane w całym swoim pięknie jest równocześnie kontrastem do ludzkich grzechów, egoizmu, brzydoty dusz, nad którymi się pochylamy.
“Brunetti popatrzył w tę samą stronę, na niebo, które mógłby malować Tiepolo: pulchne chmury i fragmenty błękitu intensywnego jak kolor szaty Najświętszej Panny. Brakowało tylko kilku aniołów rozprostowujących skrzydła, zanim wylądują bezpiecznie na jednym z obłoków. Uradował się na ten widok i podziwiał to niebo jako obraz chwały, a nie oznakę przybycia wiatrów, które trafiły do Wenecji prosto z Turynu, niosąc ze sobą najbardziej zanieczyszczone powietrze w Europie.”
Mimo tego, że “Kto sieje wiatr” to powieść napisana współcześnie, we współczesnym świecie osadzona, na bardzo realnych jego problemach, to jednak podana w takim stylu, który na myśl przywodzi powieści klasyczne. Autorka nie potrzebuje fabule nadawać szybkiego tempa czy zaskakujących zwrotów akcji - wystarczy solidna obserwacja człowieka, jego zachowania i relacji z otoczeniem ujęta w lekko zadziornym, ale równocześnie pięknym literacko stylu, by uwagę czytelnika przyciągnąć w pełni. Donna Leon wie, jak historię prowadzić, by zwrócić uwagę na to, co ważne, a równocześnie dostarczyć tego, po co czytelnik po beletrystykę sięga - jej książka daje wytchnienie, pozwala na chwilę oddechu, ale nie na chwilę bezmyślną, bo to, co niesie, zawsze ma dużą wartość. W “Kto sieje wiatr” bazuje na kontrastach, na zderzeniach: młodych, górnolotnych ideałów z priorytetami dorosłego życia człowieka w średnim wieku, przepięknego miejsca z brzydotą, jaka może kryć się w człowieku żyjącym tuż obok nas, a może nawet nas samych? Piękna, mądra, inteligentna proza. Mogłabym ją czytać bez końca!
“Nadszedł najwyższy czas, by Brunetti porzucił te daty i frazy, złamane rozejmy i spalone miasta, i powrócił do żony i dzieci, ciesząc się świadomością, że to właśnie, a nie podboje, jest sensem jego życia.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach maratonu czytelniczego #brunettinatalerzu2 we współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 28, 2025

"Wędrówka przez życie. Wspomnienia" Donna Leon

"Wędrówka przez życie. Wspomnienia" Donna Leon

Autorka: Donna Leon
Tytuł: Wędrówka przez życie. Wspomnienia
Tłumaczenie: Marek Fedyszak
Data premiery: 11.06.2025
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 160
Gatunek: autobiografia
 
O Donnie Leon mówi się, że dożyła czegoś niezwykłego - jeszcze za jej życia wykreowana przez nią postać detektywa, komisarza Brunettiego, stała się postacią ikoniczną. Sama pamiętam, jak lata temu po raz pierwszy usłyszałam o jej książkach, zafascynowało mnie nie tylko miejsce akcji, w którym autorka osadziła swoje powieści (Wenecja), ale i fakt, że pierwszy tom rozpoczyna się sprawą kryminalną toczącą się w operze. Z tych dwóch powodów byłam przez lata przekonana, że autorka jest Włoszką, dopiero teraz, kilka miesięcy temu, gdy pojawiała się możliwość zorganizowania maratonu czytelniczego #brunettinatalerzu (szczegóły IG – klik!FB – klik!), przyjrzałam się jej biografii i jakże się zdziwiłam, gdy okazało się, że Donna Leon to Amerykanka z korzeniami irlandzkimi i niemieckimi (nie włoskimi!), która nawet nie chce, by jej książki tłumaczone były na włoski! Nie wiem ile jest prawdy w tym ostatnim stwierdzeniu, czy faktycznie jest nadal aktualne, artykuły w sieci na ten temat jednak są całkiem świeże. Im głębiej wędrowałam po sieci w poszukiwaniu informacji o niej, tym na ciekawsze rzeczy trafiałam, dlatego też możliwość przeczytania o jej życiu z jej własnej perspektywy, bardzo mnie ucieszyła. Bo tak, Donna Leon napisała w 2022 roku autobiografię, która właśnie wydana została na rynku polskim i która jest trzecim tytułem, jaki czytamy w ramach #brunettinatalerzu!
“Przypuszczam, że to po niej mój brat i ja odziedziczyliśmy niemal całkowity brak ambicji; ona po prostu chciała mieć frajdę, iść przez życie, widząc nowe rzeczy, dowiadując się o tym, co ją interesowało, odwiedzając nowe miejsca. Z tego powodu przeszłam przez życie, nie mając prawdziwej posady ani planu emerytalnego.”
“Wędrówka przez życie” Donny Leon to tak naprawdę krótkie impresje z jej życia. Składa się ze wstępu i czterech części: Ameryka, W drodze, Italia, W górach. Każda z nich podzielona jest na króciutkie tytułowane rozdziały, w których autorka przytacza jakieś historie ze swojego życia - jest to albo ogólne wspomnienie jakiego okresu, człowieka czy zaprzątającego ją tematu. W kilku momentach autorka zwraca się bezpośrednio do czytelników, raz do Italii, głównie jednak po prostu snuje opowieść. A styl, w jakim to robi, ma znaczenie. Jej zdania są melodyjne, z pięknie dobranym słownictwem, czuć w tym tekście po prostu dużą klasę, ale i swobodę z jaką słowem pisanym się posługuje - a to raz pisze prosto z mostu, a to znowu ucieka się do pięknych metafor, wszystko ze sobą harmonizuje To prawdziwa przyjemność czytania.
“Sądzę, że wszystkie profesje prowadzą do skrzywienia zawodowego; moje dotyczy przestępczości. Odkąd zaczęłam pisać powieści kryminalne, mój umysł podąża pewną ścieżką niczym powój szukający światła bądź pnącze dyni porastające stertę kompostu. To znaczy moja wyobraźnia zwykle kryminalizuje nawet najbardziej niewinne sytuacje (...).”
A treść? Na pewno nie jest to typowa autobiografia - autorka zachowuje tylko jako taką chronologię, dzieląc życie na okresy: dzieciństwo w New Jersey, studia w Nowym Jorku, później okres podróży po świecie - Iran, Chiny, Arabia Saudyjska - i w końcu ona - Wenecja. Później Włochy, dom w górach, teraz Szwajcaria. Opis jej dzieciństwa jest najbardziej klasyczną formą autobiografii - pisze o pobycie na farmie u dziadków, o swojej matce, po której wraz z bratem odziedziczyli beztroskę i zwyczajną radość życia. Jednak już tu widać pewną nietypowość - na przykład o swoim ojcu pisze tylko jedno zdanie. Im dalej w tekst, tym wyrywki stają się coraz mocniej ukierunkowane na jedną sytuację czy jedną osobę, a tym samym, mimo iż opowiadają o życiu autorki, równocześnie ciągle zachowują jej prywatność. Bo czy tak naprawdę daty i suche fakty z biografii mają faktycznie jakieś znaczenie?
“Po dziewięciu miesiącach w Arabii Saudyjskiej szukałam spokoju ducha i piękna, tak więc przeprowadziłam się tam, gdzie te rzeczy można było znaleźć w największej obfitości: do Wenecji.”
Myślę, że ważniejszy jest obraz charakteru autorki, jaki się z tej książki wyłania. Od samego początku można doskonale wyczuć, jak bardzo jest otwarta na wszystko: na życie, na doświadczenia, na nowe. Nie boi się niewiadomego, przyznaje, że całe swoje życie spędziła nie planując, po prostu w danym momencie robiąc krok do przodu.
“Gdy próbowaliśmy to wyjaśnić siedzącym przy stole ludziom, dla których strzały z karabinów maszynowych nie były zwyczajnym tłem dźwiękowym przy kolacji, zdałam sobie sprawę, że chyba widziałam i robiłam rzeczy niezwykłe. Podejrzewam, że robiłam je, ponieważ jestem z natury nieodpowiedzialna i lekkomyślna i w żadnych swoich poczynaniach nigdy nie planowałam niczego poza pierwszym krokiem.”
Czuć, że w każdym miejscu, w którym się znalazła, miała oczy szeroko otwarte i chłonęła - atmosferę, otoczenie, ludzi, nie bała się odezwać, zapytać, nawiązać rozmowę. To człowiek, który tchnie pozytywną energią, który zachwyca i zaraża otwartością na nowe doświadczenia.
Dużo pisze o muzyce, chyba nawet więcej niż o własnym pisaniu. Aktualnie jest menadżerką orkiestry Il Complesso Barocco, z czego widać, że czerpie prawdziwą radość. A jej twórczości literackiej nie ma tu wiele - nie pisze jak to się stało, że powstał komisarz Brunetti, nie opisuje swojego procesu tworzenia i tego, jak bycie pisarką wpłynęło na jej życie. Za to obrazuje, jak pochłaniające są dla niej przygotowania do książki, do wątków natury niekryminalnej, które przewijają się przez jej powieści w teorii będąc tłem, ale w praktyce są równie ważne co intryga. Tu pokazuje to na przykładzie researchu o pszczołach, który wywarł na niej wrażenie mocniejsze niż wszystko inne, równocześnie podkreślając ich wartość dla naszego współczesnego świata.
“Inspiracji dostarczył mi znajomy, od którego dostałam słoik bardzo jasnego miodu. Powiedział, że to miele dalla barena, wytworzony przez pszczoły miodne na Lagunie Weneckiej. A potem… cóż, chyba mogłabym powiedzieć, że niebiosa się otworzyły i Muza zstąpiła z nich na chmurze z babiego lata, wskazała na mnie swą czarodziejską różdżką i powiedziała: “Donno, oto twoja książka”.”
“Wędrówka przez życie” to książka, która powstała z okazji 80-tych urodzin Donny Leon. Ona jednak o samym procesie wchodzenia w ten słuszny wiek nie pisze za wiele - to dosłownie ostatnie strony, na których pisze o tym, jak jej młody duch zdradzany jest przez słabe już ciało. Ale i ten fragment jest piękny i optymistyczny, a równocześnie skłania do refleksji nad tym, jak do ludzi starszych podchodzi społeczeństwo. Donna Leon zresztą w całej tej książce przemyca refleksje ogólne, które pozwalają się zastanawiać nad bardzo różnymi aspektami życia.
“Proces zapamiętywania jest osobliwy, prawda? Czy pamiętamy wszystko, bo byliśmy tam i to widzieliśmy, czy dlatego, że opowiadano nam o tym tak często, iż musiało się stać rzeczywistością?”
Donna Leon za każdym razem, kiedy biorę do ręki jej książkę (a zrobiłam to na razie tylko trzy razy!), pokazuje mi, jak wielką jest artystką, jak pięknym jest człowiekiem. I mimo że w “Wędrówce przez życie” nie wystawia sobie własnej laurki, nie pochlebia sama sobie, to jednak w każdym jej zdaniu, nawet tym w teorii negatywnym, czuć naprawdę pozytywne i otwarte nastawienie do życia. Podziwiam ją, jej odwagę, jej beztroskę, to, że słowo “problem” zdaje się w jej słowniku nie istnieć. I myślę, że tak jak po jej kryminały można sięgać bez zachowania kolejności chronologicznej, tak i po jej autobiografię można sięgnąć bez wcześniejszego poznania jej biografii czy pióra - książka sama w sobie daje doznania zarówno w warstwie językowej, jak i pozytywnym przesłaniu, które nie jest błahe, bo zawiera dużo tematów po prostu społecznie ważnych.
“Mam nadzieję, że ludzie wychowani w świecie, gdy muzyka klasyczna została niemal zbanalizowana przez sam jej nadmiar w nieodpowiednich miejscach, czasem przeżywają ją sami i znajdują w niej otuchę i uniesienie, jakie może przynieść Piękno. (...) Nie zmieni to świata; nie zmienia go muzyka ani słuchanie jej (...). Może jednak zmienić życie jednostki, wzmagając zarówno świadomość, jak i wyobraźnię słuchacza. Wydaje mi się, że są to rzeczy niebagatelne.”
Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach #brunettinatalerzu we współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.




Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 21, 2025

"Fundacja" Donna Leon

"Fundacja" Donna Leon

Autorka: Donna Leon
Tytuł: Fundacja
Cykl: komisarz Brunetti, tom 31
Tłumaczenie: Marek Fedyszak
Data premiery: 11.06.2025
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 320
Gatunek: powieść kryminalna
 
Nazwisko Donny Leon i jej już teraz ikonicznego komisarza Brunetti zna cały świat. Co ciekawe, weneckiego komisarza nie stworzyła Włoszka, a Amerykanka, która w od lat 80-tych mieszkała i wykładała na uczelni w Wenecji. I to właśnie ten czas stał się inspiracją do powstania cyklu, który po raz pierwszy ujrzał światło dzienne w 1992 roku. Trzydzieści trzy lata później autorka na koncie ma 33 tomy serii, która co ciekawe - cały czas trzeba wysoki poziom! Mogę to stwierdzić dlatego, że tydzień temu czytałam jeden z pierwszych tomów - 10. pt. “Morze nieszczęść” (recenzja – klik!), a dzisiaj sięgnęłam po ten na polskim rynku najnowszy - 31. pt. “Fundacja”. Obydwie książki czytamy w ramach maratonu #brunettinatalerzu (szczegóły IG – klik!FB – klik!), w którym na talerz bierzemy wszystkie trzy książki autorki, które na naszym rynku świętowały premierę 11 czerwca. O trzeciej - autobiografii autorki pt. “Wędrówka przez życie” - w przyszłym tygodniu!
 
Wenecja, czasy współczesne, świat powoli dochodzi do siebie po pandemii koronawirusa. Wenecja ciągle jeszcze świeci pustkami, turystów brak, a wenecjanie nie są pewni czy powinni nadal nosi maseczki czy nie. Wiele biznesów zostało w tym czasie zamkniętych, powstało też wiele firm, które wyłudzały odszkodowanie, zapomogę od państwa. Jak zawsze przekręty i korupcja mają się dobrze. W tym czasie życie na posterunku policji toczy się nad wyraz spokojnie, więc gdy do komisarza Brunettiego przychodzi stara znajoma - jeszcze z lat dziecięcych - ten ma czas, by zająć się jej problemem. Bo problem nie jest zgłoszony oficjalnie, kobieta chce, by Brunetti przyjrzał się mu bez zostawiania po sobie jakichkolwiek śladów. Dlaczego? To rozumie się samo przez się - to bogata rodzina, więc każde najmniejsze podejrzenie o nielegalne działania może przyczynić się do skandalu. Jednak jako dama nie mówi tego na głos. Problem jest jej zięć - ostatnio córka zwierzyła się, iż jej mąż nie jest sobą, późno wraca do domu, a kiedy dociekała, powiedział, że może im grozić niebezpieczeństwo. Czy faktycznie? Jak poważne niebezpieczeństwo? Enrico to przecież bardzo zdolny księgowy, który nawet niedawno pomógł ich rodzinie - mąż kobiety chciał założyć zagraniczną funkcję. Co więc Enrico mógł takiego zrobić?
 
Książka rozpisana jest na 31 rozdziałów - każdy liczy co najmniej kilka-kilkanaście stron, dłuższe dzielone są nie nieznacznie krótsze scenki. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator oddaje świat oczami Brunettiego i robi to w sposób bardzo skrupulatny, uważny, nie umyka mu nic z otoczenia, nic z zachowania rozmówców bohatera, jak i jego własnych przemyśleń. Styl powieści jest więc dokładnie taki - spokojny, uważny, jest w nim czas, by przyjrzeć się detalom otoczenia, jak i na chwilę refleksji. Język jakim powieść jest pisana, jest przyjemnie elokwentny - czuć, że warstwa językowa jest dla autorki ważna. Pojawiają się od czasu do czasu włoskie wtrącenia, jednak są na tyle oczywiste, że raczej nie potrzeba do nich tłumaczenia. Książkę czyta się bardzo gładko.
“Czytelnicy lubią wiedzieć, co czytają inni ludzie, więc Brunetti zapytał:
- Co pani czytała?”
Dzięki temu, że historię oglądamy oczami komisarza Brunettiego, to automatycznie możemy się o nim dowiedzieć wiele już na podstawie jednego tomu. To mężczyzna o prostych wartościach, ceni sobie szczęście rodzinne, choć w tym tomie nie jest to tak eksponowane. Tutaj prezentuje się nam jako doskonały, uważny rozmówca - jest spostrzegawczy, zna się na ludziach, równocześnie jest bardzo taktowny, dba o maniery. Myślę, że jest to warte podkreślenia we współczesnym świecie. A jednak i komisarz nie jest całkowicie odporny na ludzką manipulację, z czym przyjdzie mu się właśnie w “Fundacji” przekonać.
W pracy towarzyszą mu postacie znane z całej serii, jak sierżant Vianello i sekratarka Elettra - obydwoje świetnie wyszkoleni w “kopaniu”, choć to ta druga wyszkoliła tego pierwszego. Pojawia się też dla mnie nowa bohaterka - komisarz Griffoni, o której, poza tym, że jest młoda, ładna, bystra i dyskretna, nie dowiadujemy za wiele.
 
W tym tomie autorka zanurza nas w klasie wyższych sfer - kobieta, która zgłasza się do Brunettiego na brak luksusów w swoim życiu narzekać nie może. Brunetti zatem przechadza się w środowisku starej weneckiej arystokracji, wśród admirałów i innych wysokich stopniem emerytowanych panów i ich nadal pięknych żon. A jednak, mimo uroku, ich mieszkania tchną tęsknotą za tym, co było - pełne są wspomnień, pamiątek z już prawie przeżytego życia.
“Niewymuszony sposób bycia młodzieńca sprawił, że Brunetti zastanawiał się, czy pewien rodzaj towarzyskiej ogłady jest cechą dziedziczną, przekazywaną przez pokolenia, czy też przychodził wraz z posiadaniem obytych jedwabiem foteli w pokoju gościnnym?”
Warto podkreślić też powiązania Brunettiego z kobietą, która się do niego zgłasza, bo dzięki niemu poznajemy dzieciństwo komisarza. Które do łatwych nie należało, nie wywodzi się on z bogatej rodziny, a dzięki matce kobiety, która wynajdowała każdy możliwy pretekst, by przynieść im jedzenie, było im trochę lżej.
“- Nie miała prawa z panem rozmawiać (...).
- Nie jestem pewien, czy matki myślą w kategoriach praw (...).”
W powieści snujemy też refleksję nad przemijalnością i funkcją pamięci. Często autorka odwołuje się do zabawy w głuchy telefon - ktoś coś mówi, a trzecia z kolei osoba powtarza już coś innego. W kategorii wspomnień o te przeinaczenia zdecydowanie łatwiej - nie dość, że dawni my zawsze będą bardziej naiwni niż my teraz, to sama pamięć nieraz zaciera nam wspomnienia, a nawet i je nadpisuje… Oczywiście głuchy telefon odnosi się też do tego, co teraz - doskonale obrazuje jak działa plotka.
“- Co pani ma na myśli?
- To właśnie się dzieje, gdy mówi się coś ludziom. Przedstawia się im jedną wersję i gdy dwie lub więcej osób przekazuje ją dalej, jest już całkowicie inna.”
Przy okazji autorka porusza jeszcze temat ludzi starszych, a przede wszystkim tych najstraszniejszych bolączek - demencji i choroby Alzheimera. Jeden z bohaterów właśnie się z nią boryka, Brunetti też dobrze zna ten temat - chorowała na nią jego matka. Dzięki temu możemy przyjrzeć się jak wygląda rozwój choroby, jak reagują na nią chorzy i ich toczenie - szczególnie ci, którzy nie chcą zaakceptować, że z ich bliskimi dzieje się coś złego.
“Zdał sobie sprawę, że onieśmiela go milczenie mężczyzny i poczucie, że ten bez względu na swoją fizyczną obecność nie zawsze jest obecny mentalnie. Dokąd oni odchodzili? Czy w ogóle gdzieś odchodzili? Co słyszeli i co widzieli?”
Donna Leon sporo miejsca poświęca tutaj też na refleksję nad kondycją Wenecji po pandemii. Doskonale oddaje nam to, z czym miastu przyszło się mierzyć, jak mocno brak turystów wpłynął na jej funkcjonowanie. Wydaje się, że ten czas obudził w ludziach to, co najgorsze, nie tylko wymusił dystans, ale i stał się pretekstem do wielu niechwalebnych zachowań, które dodatkowo spotęgował obfity deszcz powodujący wystąpienie wód z kanałów - kiedy wszyscy zajęci byli powstrzymywaniem wody, tak zwane gangi dziecięce bawiły się w okradanie lokalnych biznesów. Wenecja jest smutna, jest wyludniona, pełna pozamykanych lokali i ludzi donoszących na siebie nawzajem. Czy ma szansę wrócić do tego, co było wcześniej? Jak odnieść biznes po miesiącach stagnacji, kiedy pieniądze z rządu, które miały pomóc, trafiły w inne, nie tak uczciwe ręce?
“Obeszli budynek Cassa di Risparmio, którego brzydotę zmniejszyła - lecz nie wymazała - ciemność, i szli wzdłuż budynków z lewej strony campo. Brunettiemu, choć nie powiedział tego Paoli, przypominało to udział w sekcji zwłok lub też, dokładnie, wejście do kostnicy przy Ospedale. Na Campo Manin ciała martwych sklepów leżały wzdłuż drogi do kanału. Był tam martwy lewantyński bar szybkiej obsługi, martwy sklep z artykułami sportowymi, martwy sklep odzieżowy z dwoma martwymi manekinami na wystawie, oraz, w końcu, martwe biuro podróży. Na szczęście sklepy nie miały stóp, bo wtedy każdy z nich miałby przywieszkę na paluchu z nazwiskiem, wiekiem i przypuszczalną przyczyną zgonu. Te tutaj, przy campo, wszystkie zmarły na covid.”
Bo i o pragnieniu władzy i pożądaniu pieniądza jest tutaj sporo. Przyglądamy się bliżej tej tytułowej fundacji, działaniom zięcia znajomej Brunettiego, jak i tego, jak postrzegają go ludzie. Brunetti robi szerokie rozpoznanie, a wraz z nim wychodzą na wierzch potencjalnie dziwne sytuacje, które mogą nie znaczyć nic, bądź znaczyć bardzo wiele…
Intryga więc prowadzona jest bardzo subtelnie, w spokojnym, klasycznym, detektywistycznym stylu. Autorka uważnie spogląda na ludzi i ich poczynania, nie boi się budować fabułę skrupulatnie, z miejscem na dygresje - bo robi to tak, że po prostu chce się to czytać! Podejrzewam, że spora w tym zasługa trafnych spostrzeżeń, zarówno co do miejsca, jak i ludzi, które wypadają bardzo uniwersalnie. Sprawę kryminalną badamy powoli, z miejscem na wszystko, co potrzeba, choć muszę przyznać, że w tym tomie zaskoczyło mnie, jak mało było wzmianek o jedzeniu! Choć może to też przejaw zmiany po pandemii? Autorka w intrydze skupia się na aspektach psychologicznych, nie ma w niej brutalności, a choć tempo jest spokojne do samego końca, to finalny twist mocno zaskakuje.
“Bywa czasami tak, że chodniki są popękane lub źle położone i stopa ląduje parę centymetrów niżej niż przy poprzednim kroku. Nie ma niebezpieczeństwa upadku, równica zawsze jest niewielka. Zawsze jednak pojawia się szok wywołany tym, co niespodziewane, nierówne. I potem człowiek zdaje sobie sprawę z tej nierówności.”
Mimo tego, że ‘Fundacja” okazała się delikatnie inną lekturą od „Morza nieszczęść” to jednak doskonale utrzymuje rytm cyklu - nada otacza czytelnika swoim spokojem, swoim weneckim klimatem. Teraz Wenecja stoi na skraju załamania, co niektórzy tak chętnie wykorzystują… ale na szczęście są i tacy jak komisarz Brunetti, którzy będą uparcie drążyć tylko na podstawie przeczuć, aż w końcu znajdą to, co faktycznie uwiera. Bardzo cenię sobie współczesne spokojnie, ale napisane tak dobrze, że nie można się od nich oderwać kryminały - i to był jeden z nich. Do lektury nie przyciąga jednak napięcie, czy pełna twistów fabuła, a po prostu przenikliwość spostrzeżeń i doskonały styl autorki. Zdecydowanie chcę Brunettiego więcej!
“Zwolnił kroku, by dostosować się do tempa hrabiny, i szli bez wahania, gdzie skręcić i który wybrać most - tylko albatros przewyższa przeciętnego wenecjanina umiejętnością odnajdywania drogi bez udziału świadomości.”
Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach #brunettinatalerzu we współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 14, 2025

"Morze nieszczęść" Donna Leon

"Morze nieszczęść" Donna Leon
Autorka: Donna Leon
Tytuł: Morze nieszczęść
Cykl: komisarz Brunetti, tom 10
Tłumaczenie: Anna Brzezińska
Data premiery: 11.06.2025
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 264
Gatunek: powieść kryminalna
 
O weneckich kryminałach Donny Leon po raz pierwszy doszły mnie słuchy dobrych kilka lat temu, seria jednak już wtedy była rozbudowana, więc zostawiłam ich lekturę na bardziej sprzyjający czas. I teraz w końcu nadszedł - wraz z Oficyną Literacką Noir sur Blanc z okazji czerwcowej premiery aż trzech jej książek, zorganizowaliśmy maraton czytelniczy #brunettinatalerzu (szczegóły IG – klik!, FB – klik!). I choć trochę w nim po serii skaczemy, to w niczym to nie przeszkadza - teraz, już po lekturze pierwszego tytułu, który w kolejności chronologicznej serii jest tomem dziesiątym, mogę zaświadczyć, że w czasie lektury w ogóle nie czułam, że jest to kryminał należący do większego cyklu.
A dlaczego od tak dawna chciałam serię poznać? Bo komisarz Brunetti już za życia jego twórczyni, stał się ikoniczną postacią literacką! Donna Leon zaczęła ją tworzyć w pierwszej połowie lat 90-tych XX wieku i kontynuuje ją do tej pory - od 11 czerwca seria na naszym rynku liczy 31 tomów, na rynku anglojęzycznym jeszcze o dwa więcej. Co ciekawe, sama Donna Leon to Amerykanka, która w latach 80-tych zamieszkała w Wenecji i wykładała tam literaturę, co porzuciła przed końcem wieku, by już w pełni oddać się pisaniu. Pierwszy tom tej serii ukazał się w 1992 roku (u nas w 1998) i była to “Śmierć w La Fenice”. Sześć lat później autorka zdecydowała się, by porzucić karierę akademicką i w całości poświęciła się pisaniu. Teraz mieszka w Szwajcarii, choć Wenecja to jej stały punkt podróży.
 
Początek drugiego tysiąclecia, pierwsze dni czerwca. Mieszkańców weneckiej Pellestriny budzi w środku nocy wybuch - to zbiorniki paliwa jednej z łodzi stojących w porcie, która zajęła się ogniem. Całe miasteczko od razu staje na nogi, trzeba szybko ugasić pożar, by nie przeniósł się na stojące tuż obok kutry. Ten, który płonie, należy do Bottinów, którzy co świt wypływali nim na połów małż. Niestety to już należy do przeszłości - nie tylko dlatego, że łódź spłonęła, ale dlatego, że ciała Giulia i jego syna spoczęły wraz z nią na dnie. A jednak nikt nie powiadamia o wypadku policji aż do rana - dopiero o godzinie ósmej jeden z właścicieli położonych obok spalonej łodzi kutrów dzwoni do ubezpieczyciela, a ten zszokowany tą informacją powiadamia policję. Na miejscu zjawia się współpracownik Brunettiego, sierżant Lorenzo Vianello, który zgłasza zapotrzebowanie na płetwonurków. W końcu ciała zostają wyciągnięte i wszystko staje się jasne - obydwu mężczyzn ktoś brutalnie zamordował. Mieszkańcy Pellestriny jednak milczą. Dlaczego?
 
Książka rozpisana jest na 27 rozdziałów, które dzielone są na krótsze fragmenty. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator poza pierwszymi rozdziałami poświęconymi mieszkańcom Pellestriny, skupia się na postaciach związanych z policją: Brunettim, Vianellim oraz sekretarce Patta (szefa) Elettrze. Narrator nie tylko podąża i obserwuje poczynania postaci, ale ma również wgląd w ich myśli i emocje. Styl powieści jest uważny, język elokwentny - czuć, że jest pisany przez osobę z ogromną literacką wiedzą, z zasobem pięknego słownictwa, ale nie daje to wrażenia sztuczności - po prostu zdania są ładnie złożone, a słownictwo bogate. Mam jednak małą uwagę - nie wszystkie włoskie sformułowania są tłumaczone np. nazwy dań (bo jedzenia tu sporo) czy powiedzonka, czego trochę mi brakowało, bo lubię wiedzieć o czym postacie rozmawiają, co jedzą. Choć ich brak jest raczej decyzją samej autorki, która przecież swoje książki pisze po angielsku, zatem i dla niej wtrącenia włoskie są obce. Bez względu na te detale, książkę od samego początku czyta się bardzo płynnie i spokojnie - rytm historii jest przyjemnie włoski.
“- Niech Bóg się zmiłuje nad jej duszą.
Komisarz odczekał, dając Panu Bogu trochę czasu na rozpatrzenie tej prośby, po czym spytał (...).”
Przez większą część lektury autorka utrzymuje spokojny, dość leniwy klimat - nasi policjanci nie biegają za sprawą od rana do wieczora, mają czas, by zachodzić do knajpek na bogaty lunch czy na rozprostowanie nóg przy kieliszku białego wina bądź kawie, wracają też do swoim domów o normalnych porach. To dla polskiego czytelnika coś niespotykanego, te uczucie luzu, niespieszności, czasu, by dobrze zjeść i uważnie przyjrzeć się postaciom…
“- Nigdy nie znamy ich dobrze, prawda? - odpowiedziała w końcu.
- Kogo?
- Prawdziwych ludzi.
- Prawdziwych ludzi?
- W odróżnieniu od postaci z książek - wyjaśniła. - W istocie tylko fikcyjnych bohaterów możemy dobrze poznać, czyli poznać naprawdę. (...) Może dlatego, że jedynie na ich temat otrzymujemy wiarygodne informacje.”
Bo gdzie lepiej obserwować ludzi jak nie przy jedzeniu? To we włoskich knajpach toczy się życie, to tam można spotkać najwięcej mieszkańców i może czegoś się dowiedzieć. Albo przynajmniej próbować, co starają się robić Brunetti i Vianello. Bo Pellestrina to miejscowość inna niż centralna Wenecja - tu życie ułożone jest pod rybołówstwo i połowy małż, rozpoczyna się przed świtem, kończy wraz z zachodem słońca, a choć rybacy często się ze sobą ścierają, to jednak wszyscy trzymają się razem, kiedy przychodzi do nich ktoś z zewnątrz. Autorka świetnie oddała tę atmosferę, wprowadza nas w życie tego miasteczka bardzo skrupulatnie, odsłania przed nami wszystkie aspekty życia w takim miejscu - zaznajamia z pracą rybaków, z zależnościami, jakie narosły przez lata wśród mieszkańców.
“Ale tu zawsze tak było. Z jednej strony trudno z nich cokolwiek wyciągnąć, jak gdyby kierowali się poczuciem lojalności lub wspólnej więzi, ponieważ wszyscy są rybakami, a z drugiej ma się wrażenie, że byliby gotowi usunąć z drogi każdego, kto próbowałby łowić tam, gdzie oni chcą lub uważają, że mają do tego prawo.”
My jednak dowiadujemy się o tym wszystkim jako osoby z zewnątrz, tak jak Brunetti i jego współpracownicy. Sama kreacja komisarza Brunettiego budzi sympatię, jego priorytety są bardzo proste - nie jest żądny władzy, dla niego po prostu praca w policji i jego własna rodzina to wszystko, czego potrzebuje. A nawet nie, bo ta praca choć jest i się do niej przykłada, to równocześnie przez myśl przemykają mu przebłyski o wcześniejszej emeryturze. To porządny człowiek, który woli korzystać ze swojej inteligencji niż z pięści.
Poza nim w tym tomie ważną rolę odgrywa sekretarka Elettra, która korzystając z tego, że właśnie na Pellestrinie ma rodzinę, postanawia wspomóc komisarza w śledztwie. To kobieta zaradna i wolna, która po wielu godzinach spędzonych w biurze, w końcu ma czas wybrać się na plażę. Ona też jest sprytna i bystra, ale czy na tyle, by utrzymać przez pellestrinczykami swój faktyczny powód pobytu w ich miasteczku?
“-Ach, ci pellestrińczycy, co? - powiedziała z intonacją, dzięki której pytanie przekształciło się w zdanie twierdzące.
-Właśnie. Sprawiają same kłopoty, prawda?”
Autorka uważnie przygląda się miejscu akcji pod wieloma kątami - ludzkim, prawnym, wizualnym, ekologicznym. Dzięki temu możemy zwiedzić Lagunę Wenecką, która jest miejscem fascynującym - bardzo klimatycznym, bardzo morskim, składającym się z małych wysepek, mierzei i półwyspów, gdzie ludzie poruszają się łódkami i rozpoznają wysepki - na tej jest rezerwat, na innej rosną dzikie jagody. To miejsce, które utrzymuje się z połowów, a tym samym możemy przyjrzeć się kondycji produktów - sporo miejsca poświęcone jest to na skażenie owoców morza, szczególnie małży, które wchłaniają wszystkie zanieczyszczenia z wody oraz na niszczenie ich lęgów, przez co ich populacja się zmniejsza i ostatecznie może grozić wyginięciem. Poza tym nie brakuje w takim miejscu korupcji i przekrętów, co również znajduje odzwierciedlenie w powieści.
“-Tankowiec - odparł Bonsuan z taką zawziętością, że równie dobrze mógłby powiedzieć “gwałciciel” albo “podpalacz”.”
Ale nie napisałam jeszcze o najważniejszym - intrydze kryminalnej! Bo choć to ona wszystko spaja w całość, to z początku nie wydaje się być najważniejsza - przyglądamy się przecież po prostu życiu mieszkańców Pellestriny. Ale zagadka nie znika i pod koniec się uaktywnia - akcja przyspiesza i tak absorbuje, tak podbija tempo, że trudno się od tego oderwać. Zagadka zatem nie jest może wyjątkowo mocno rozbudowana, ale jest satysfakcjonująca - ten klimat zmowy milczenia mieszkańców, tajemnice jakie kryją przed policją, a które poprzez spryt Brunettiego w końcu muszą wyjść na jaw… Choć dynamiczny finał mnie zaskoczył, to wcale nie czuję, by do historii nie pasował - zmiana tempa wyszła bardzo naturalnie.
- Powiedziałby pan, że jest człowiekiem skłonnym do przemocy? (...)
- To znaczy czy, moim zdaniem, byłby zdolny dopuścić się tych morderstw?
- Właśnie.
- Nie wiem. Myślę, że wielu ludzi jest zdolnych do takich rzeczy, choć nie zdają sobie z tego sprawy, dopóki nie znajdą się w sprzyjającej sytuacji. Czy raczej niesprzyjającej.”
“Morze nieszczęść” to doskonały wybór na sobotnie popołudnie - część historii toczy się tempem leniwym, daje nam dokładnie poczuć co to znaczy włoskie życie, zaraża tą ich niespiesznością, niefrasobliwością, brakiem stresu z powodów nieznacznych, czego my Polacy ciągle nie potrafimy robić. A kiedy w końcu historia nabiera tempa, to narracja prowadzona jest tak, że nie ma nawet kiedy zaczerpnąć tchu, bo napięcie wzrasta tak mocno. Świetnie wykreowany świat, bardzo szerokie przedstawienie życia mieszkańców tak małej miejscowości, tak różnej od tego, co znamy. Książka dostarczyła mi wielu emocji - z początku przyniosła świetne wyciszenie, by ostatecznie zaangażować w pełni. Bardzo się cieszę, że w końcu mogłam zapoznać się z piórem autorki i cieszę się, że już w najbliższych dniach sprawdzę jak seria się zmieniła sięgając po jej tom najnowszy.
 
Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach #brunettinatalerzu we współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.




Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!