Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwozwierciadło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwozwierciadło. Pokaż wszystkie posty

marca 02, 2026

"Nieudane doręczenie" Żaneta Górecka

"Nieudane doręczenie" Żaneta Górecka

Autorka: Żaneta Górecka
Tytuł: Nieudane doręczenie
Cykl: Maja Lewandowska, tom 1
Data premiery: 25.02.2026
Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 336
Gatunek: kryminał
 
Żaneta Górecka to nowe nazwisko na rynku polskiej literatury kryminalnej. Na co dzień księgowa w firmie prawniczej i studentka ostatniego roku prawa, miłośniczka literatury kryminalnej i górskich wędrówek, teraz już również autorka, na razie jednej powieści pt. “Nieudane doręczenie”, która jednak jasno sugeruje, że to nie koniec przygód komisarz Mai Lewandowskiej!
 
Początek wiosny, mała miejscowość Malanów. Do drzwi jednego z mieszkańców puka dwójka pracowników kancelarii prawniczej, przyjechali doręczyć pozew. Jednak nikt im nie otwiera, a że drzwi nie są zamknięte na klucz, wchodzą do środka. I tam odkrywają makabryczne znalezisko - zwłoki mężczyzny, który na miejscu głowy ma miazgę… Zanim zdążą jakkolwiek zareagować, na podwórku domu zjawia się policja - ktoś musiał ich chwilę temu wezwać. Wkrótce po pierwszym patrolu na miejsce przyjeżdża komisarz Maja Lewandowska i Antek Szymański - to oni będą prowadzić śledztwo w tej sprawie. Czy to będzie najgorsza z wszystkich, jakie do tej pory prowadzili? Na pewno nie pozostawi ich życia prywatnego bez zmian - po niej już nic nie będzie takie samo.
“Śmierć daje nam większą ważność niż życie (...). Dopiero wtedy nagle ludzie przypominają sobie, że istnieliśmy.”
Książka rozpisana jest na prolog, 43 rozdziały i epilog. Rozdziały dzielone są często na krótsze fragmenty, większość z nich toczy się w porządku chronologicznym - to te bez żadnych dodatkowych oznaczeń. Pojawiają się jednak też od czasu do czasu retrospekcje, krótkie wpisy z wydarzeniami z przeszłości zarówno na dzień czy dwa przed odnalezieniem ciała, jak i sprzed kilkunastu lat - te zawsze są podpisane określeniem czasowym w stosunku do chwili aktualnej. Natężenie retrospekcji odczuwalne jest na samym początku powieści, gdzie czytelnik jeszcze nie do końca wie do czego określenie czasu się odnosi, a każdy fragment opisuje inną postać - to może wprowadzić wrażenie chaosu, wzbudzić dyskomfort. Na szczęście to tylko pierwsze wrażenia, później akcja toczy się już przede wszystkim w czasach współczesnych, a kiedy okazyjnie dochodzi do retrospekcji, odniesienia w czasie wydają się już bardziej zrozumiałe.
“‘Dokąd my wszyscy tak biegniemy?’ - pomyślała, czując, jak w sercu ściska ją żal pomieszany z rezygnacją. Wszyscy w ciągłym pośpiechu, jakby każda sekunda była walką o przetrwanie, jakby pędząc naprzód, dało się uciec przed nieuchronnym końcem. Lęk ludzi przed życiem wydawał się jej paradoksalny - tak bardzo boją się nie zdążyć, że zapominają żyć naprawdę.”
Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy kilku postaci - najczęściej są to postacie zaangażowane w sprawę: Maja, Antoni, lekarka medycyny sądowej Katarzyna i Aurelia. Styl, w jakim pisana jest powieść, w przeważającej mierze jest refleksyjny, czuć, że autorka chce nadać jej lekkiej poetyckości, kusi się o porównania i metafory, w których można dopatrzeć się stałych tendencji, stałego sposobu budowania zdań - bardzo często określenia przychodzą dwójkami (coś jak takie, a zarazem takie, coś nie jest takie, a takie). Ta powtarzalność z czasem daje wrażenie sztuczności, jednak mimo to warto styl narracji zaznaczyć - widać w nim, że autorka nie chce powielać tego, czego na rynku mamy już tak dużo, próbuje znaleźć coś dla siebie, środek wyrazu, który będzie dla niej charakterystyczny. To godne pochwały starania, choć pod kątem poprawności gramatycznej wymagające jeszcze udoskonalenia. Warto też zaznaczyć, że kiedy w drugiej połowie powieści akcja dochodzi do głosu, refleksyjność na chwilę znika, by czytelnik mógł w pełni odczuć dynamizm sytuacji. Dialogi w powieści budowane są w większości przyjemnie, choć i tu bywają momenty, gdy wkrada się poczucie sztuczności (jak np. rozmowa medyków sądowych podczas sekcji zwłok usiana filozoficznymi refleksjami).
“Byli młodzi, naiwni, jeszcze nie zbrukani przez świat. Wierzyli, że można uciec przed przeznaczeniem, że życie to coś, co się wybiera, a nie coś, co się dźwiga jak przeklęty krzyż.”
Sama intryga zawiązywana jest powoli - najpierw skupiamy się na zapoznaniu z postaciami, które w historii będą kluczowe, dopiero później pojawia się miejsce na posuwanie do przodu sprawy kryminalnej, która i tak nie znajduje się w centrum - to miejsce cały czas zarezerwowane dla Mai i Antka, jest to więc powieść, w której przewodzą postacie, nie sama zagadka. Ta, kiedy już akcja zaczyna się rozkręcać, jest prowadzona z dużym obeznaniem w sposobie budowania intryg kryminalnych, które można podpatrzeć u innych autorów - raz po raz serwowane są czytelnikowi twisty (żeby nie pozbawić się frajdy z ich odkrywania nie polecam zapoznania z opisem proponowanym przez wydawcę przed samą lekturą) i rozwiązania fabularne, które akcję odpowiednio zagęszczają. Sama intryga, choć do skomplikowanych nie należy, zbudowana jest z fajnym pomysłem, jednak i ona budzi uczucia dwojakie: choć można ją przewidzieć, to jednak motywacje, detale fabularne są w stanie zaskoczyć, z drugiej jednak strony w pogoni za próbą zaskoczenia czytelnika pod sam koniec autorka traci balans w tym, jak bardzo intrygę może naciągnąć, by dało się w nią uwierzyć. Manipulacja czytelnikiem to więc kolejny punkt, którego autorka musi się jeszcze nieco nauczyć.
“- Znał ksiądz denata? (...)
- Każdy, kto przychodzi do kościoła, jest mi znany. (...)
- Nie jest księdzu z tym dziwnie? (...)
- Śmierć nigdy nie jest dziwna - odparł poważnie. - Jest nieunikniona.”
A co z postaciami? Każdy należący do ekipy śledczych ma tutaj swoją historię, jednak tą, która ostatecznie zdaje się przewodzić, jest Maja. To kobieta uparta i wybuchowa, która do każdej nowo poznanej osoby podchodzi z negatywnym nastawieniem, jednak dość szybko zmienia zdanie. Kobieta, która jak już się do kogoś przywiąże, jest w stanie wskoczyć za tym kimś w ogień. Z cieniami przeszłości, nieudanym związkiem z mężczyzną, więc teraz szuka wśród płci żeńskiej. Z charakterem, który potrafi blokować to, o czym myśleć nie chce. I z kotem, który z początkiem historii przypadkiem zjawia się w jej życiu.
“Zastanawiała się nad czymś, co powracało do niej nieustannie (...): ile razy mogła minąć na ulicy mordercę, gwałciciela, przestępcę, potwora o twarzy zwykłego przechodnia, który wciąż pozostawał nieuchwytny? Ile razy zło mogło przemknąć tuż obok niej, a na nawet by tego nie zauważyła? Może stał kiedyś obok niej w kolejce w sklepie, może mijała go na zatłoczonym chodniku, pochłonięta codziennymi sprawami, nieświadoma, że tuż obok przechodzi ktoś, na czyich rękach dawno zastygła krew niewinnych.”
Obok Mai występuje Antek, jej partner w pracy i prywatnie przyjaciel, bez którego nie wyobraża sobie egzystencji. On z kolei kilka lat temu doświadczył okropnej tragedii, stracił żonę i nienarodzoną córkę, teraz powoli buduje swój świat na nowo. Ich życiorysy autorka ma dokładnie przemyślane, czasami to one przejmują dowodzenie nad fabułą powieści. Same kreacje postaci też nadal wymagają dopracowania - czasami ich zachowania wydają się przesadzone, niespójne z tym, do czego jako funkcjonariusze policji powinni być już po latach pracy nauczeni i przyzwyczajeni.
“Każda prowadzona przez nią sprawa zostawiała w niej ślad. Każda ofiara odbierała kawałek jej duszy. Ile jeszcze takich kawałków jej zostało?”
Podsumowując, “Nieudane doręczenie” to powieść, w której widać dobre chęci autorki, widać, że chce zrobić dla siebie miejsce na polskiej scenie kryminalnej i chce, by było to miejsce charakterystyczne. Pomysł na fabułę powieści jest ciekawy, przemyślany i całkiem dobrze umotywowany, jednak zabrakło w nim wyczucia granicy pomiędzy tym, co w gatunku kryminalnym pozostaje realistyczne, a co naciągane i podchodzące pod banał. Podoba mi się, że autorka szuka w kryminale miejsca na refleksje, chce, by książka nie tylko dawała rozrywkę, ale i skłaniała do przemyśleń, choć sposób ich podania wymaga jeszcze pracy. Pozytywny odbiór lektury zakłócają detale - poczucie chaosu na początku historii, małe nieścisłości fabularne, chronologiczne i charakterologiczne. Szkoda, że to nie zostało wypracowane już przy debiucie, ale nie powinno też przekreślić przyszłości autorki w tym gatunku literackim. Przy odpowiedniej ilości pracy i dobrej redakcyjnej pomocy autorka może faktycznie znaleźć własne miejsce na polskim rynku książki.
 
Moja ocena: 6/10
 

Już w najbliższą środę będę miała przyjemność poprowadzić 
SPOTKANIE ONLINE z autorką tej powieści, z Żanetą Górecką! 
Zapraszam na mój profil na Facebooku 4 marca o godzinie 19:00. 


We współpracy z Wydawnictwem Zwierciadło.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 02, 2026

"Gen zła" Katarzyna Wolwowicz

"Gen zła" Katarzyna Wolwowicz

Autorka: Katarzyna Wolwowicz
Tytuł: Gen zła
Cykl: Olga Balicka, tom 11
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 352
Gatunek: kryminał
 
Seria z Olgą Balicką towarzyszy Katarzynie Wolwowicz od początku jej kariery w literaturze kryminalnej - to właśnie pierwszym jej tomem “Niewinne ofiary” debiutowała na rynku gatunkowym jesienią 2022 roku. Od tego czasu seria rozrosła się do 11 tomów, a to ciągle nie koniec! Przyniosła też autorce wielu fanów literatury typowo rozrywkowej.
Katarzyna Wolwowicz jednak debiutowała na rynku literackim wcześniej - w 2020 roku wydała romans, teraz już niedostępny. Jeszcze wcześniej praktykowała wiele różnych zawodów m.in. była stewardessą, przedstawicielką medyczną i psycholożką. Czy to w pisaniu powieści kryminalnych odnalazła prawdziwe spełnienie? Na pewno idzie jej to sprawnie - wydaje kilka tytułów rocznie, a na koncie, poza serią z Olgą Balicką, ma jeszcze trzy inne, jak i powieści oddzielne.
 
Jelenia Góra, maj. Olga odzyskuje świadomość w ciemnym pomieszczeniu. Mimo początkowej dezorientacji szybko sobie przypomina, że to w mieszkaniu lekarki sądowej Marii, ktoś ją napadł - musiał to być Pomorski, gangster, z którym weszła w konflikt podczas swojego pobytu w Fali (historia z “Fali” - klik!). Zanim ktoś do niej wróci, udaje jej się wyskoczyć przez okno, co skutkuje tym, że na miejscu zjawia się policja z psem, który szybko wyczuwa ciała dwóch ofiar płytko w ziemi pogrzebanych… Kim są? I w jaki sposób historia wiąże się z Tobiaszem, który kiedyś doświadczył ogromnej przemocy podczas swojego pobytu w domu dziecka?
 
Książka rozpisana jest na nienumerowane rozdziały podzielone najczęściej według miejsca bądź czasu zdarzenia. Akcja powieści toczy się w dwóch liniach czasowych: aktualnie, gdy rusza śledztwo związane z odnalezionymi ciałami oraz w przeszłości, w której wyrywkowo oddana jest historia Tobiasza i tych, którzy byli mu najbliżsi. Rozdziały są krótkie, kilkustronicowe, perspektywa naprzemienna - w czasach aktualnych obserwujemy nie tylko poczynania Olgi, ale całego jej policyjnego zespołu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator ma wgląd nie tylko w wydarzenia, ale i emocje postaci. Styl powieści jest codzienny, płynny, swobodny, książkę czyta się bez większych potknięć, a dialogi, których jest sporo, wypadają bardzo “swojsko” - od razu czuć w nich relacje, jakie zachodzą pomiędzy rozmawiającymi postaciami.
“(...) bardzo chciała mu odpowiedzieć tak, żeby poszło mu w pięty. Tylko czy ktoś taki w ogóle by się tym przejął?”
W “Genia zła” autorka zadaje pytanie o pochodzenie zła, odwieczny dylemat natury psychologicznej, czy o tym, kim jesteśmy, decydują geny, czy wychowanie, życiowe doświadczenie. Czy dziecko mordercy żyjąc w normalnej rodzinie ma szansę na normalne życie? Czy ktoś, kto doświadczył w dzieciństwie niewyobrażalnej przemocy, jest skazany, by samemu są stosować w życiu dorosłym? To nie są pytania łatwe, nie mają jednoznacznej odpowiedzi, choć Wolwowicz zdaje się stawiać tutaj pewną tezę, tym samym dostarczając czytelnikowi kilka mocno brutalnych scen pełnych ciosów i seksualnej przemocy - choć ta druga nigdy nie jest opisywana wprost, to jednak nie pozostawia za wiele miejsca na wyobraźnię.

Intryga powieści zatacza duże kręgi - mamy temat kontynuowany z “Fali”, jest historia Tobiasza i ciał z ogrodu domu, w którym Olga została uwięziona. To nadal nie wszystko, bo już za chwilę policja dostaje kolejne zgłoszenie o morderstwie, kompletnie innym, a jednak w jakiś sposób powiązanym. Mimo tej rozległości intrygi, mam wrażenie, że nie jest ona mocno rozbudowana, nie ona wydaje się stać w centrum, a postacie, które z serii znamy. I może przez to, że zagadka pozostaje gdzieś na drugim planie, nie wzbudziła we mnie większych emocji?
 “Pewien procent ludzi jest uważany za margines społeczeństwa, który zasługuje na swój los, ale na pomoc już nie może liczyć.”
W kreacji postaci czuć ich staż znajomości - dialogi pomiędzy zespołem policyjnym Olgi pełne są zażyłości, przyjaznych gestów, żartów nawiązujących do ich dawnych spraw. Mimo przyjaznej atmosfery, część postaci boryka się z trudnymi emocjami - poruszany jest wątek depresji czy traumy, zespołu stresu pourazowego. Ciekawie przedstawiony jest też motyw dziecka, które nagle pozbawione zostaje kochającego rodzica - tego, jak radzi sobie z otoczeniem, z kontaktami z dorosłymi.
 
A jednak, mimo ciekawych zagadnień powieści, nie poczułam zainteresowania tą historią tak, jak miałam to przy kilku innych czytanych tomach. Przede wszystkim może odpowiadać za to motyw, na którym autorka oparła swoją powieść - dylemat skąd bierze się zło został już solidnie przez lata w kryminałach omówiony, a w “Genie zła” schematy są raczej powielane - sceny przemocy są po prostu trudne do lektury, a mimo to nie wnoszą w opowieść znaczącej treści. Na pewno wpływ na odbiór miał też fakt, że nie jestem fanką serii, a czytam ją na wyrywki, zatem postacie, ich wspominki przeszłych wydarzeń nie powodują u mnie sentymentalizmu. Same postacie są przedstawione dość ogólnie, może nawet nieco niejasno. Kreacje tych złych też wydają się potraktowane bardzo pobieżnie, raczej w skupieniu na zdarzeniach niż ich psychologii. W temacie zagadnień z kryminologii panuje dość duża swoboda literacka, co dla tych szukających osadzenia w realności może być problemem. Muszę też podkreślić, że choć na okładce tego tomu jest informacja, że książkę można czytać oddzielnie od serii, to jednak wydarzenia z “Fali” nie są właściwie zarysowane, a co za tym idzie, czytelnik może nie rozumieć całej sprawy z Marią i Pomorskim.
“(...) każdy człowiek ma jakieś tajemnice, które palą mu wnętrzności, gdy nie ma nikogo, komu może zaufać i je powierzyć.”
“Gen zła” to kryminał, który przede wszystkim dostarczy rozrywki fanom serii - dla nich powrót do postaci serii będzie powrotem do domu. Dialogi, w których czuć zażyłość postaci, będą jak rozmowy z przyjaciółmi - pełne żartów, przyjaznych uszczypliwości i wspomnień. Jednak dla tych, co nie czują tej bliskości, tej więzi, historia “Genu zła” może okazać się nie do końca wystarczająca - choć zagadka jest logiczna i możliwa do odgadnięcia (choć mnie to się nie udało, ale też nie starałam się jej finał przewidzieć), to nie poświęca się jej tyle uwagi, by czytelnik mógł poczuć się w nią w pełni zaangażowany, a sam temat, na którym intryga się opiera, jest już w polskim kryminale mocno wyeksploatowany. Niech nie zabrzmi to nieczule, krzywda dzieci, przemoc wobec niewinnych zawsze boli, a jednak tutaj uwaga ukierunkowana jest przede wszystkim na sam czyn, nie psychologię, co trochę odziera temat z tego, co mogłoby być dla czytelnika wartościowe. Może czytelnicy, którzy nie są tak mocno rozczytani w tym gatunku mieliby większe szanse poczuć się tą historią zainteresowani?
 
Moja ocena: 6/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Zwierciadło.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

listopada 05, 2025

"Fala" Katarzyna Wolwowicz

"Fala" Katarzyna Wolwowicz

Autorka: Katarzyna Wolwowicz
Tytuł: Fala
Cykl: Olga Balicka, tom 10
Data premiery: 15.10.2025
Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 320
Gatunek: kryminał
 
Katarzyna Wolwowicz należy do grona polskich twórców literatury kryminalnej ukierunkowanej przede wszystkim na rozrywkę, książek wydaje sporo, stawia na sprawdzone, ale ciągle satysfakcjonujące rozwiązania fabularne. Na rynku po raz pierwszy pojawiła się w 2022 roku z kryminałem “Niewinne ofiary”, który rozpoczął cykl z komisarz Olgą Balicką. Teraz, w październiku 2025, seria rozrosła się już dziesięć tomów, a choć autorka poza nim stworzyła jeszcze dziewięć innych powieści, to żadna z nich nie prezentuje się tak typowo kryminalnie jak ta.
Pozostałe dziewięć to dwa osobne thrillery psychologiczne, seria z Tymoteuszem Hunterem, która, jeśli mogę wnioskować po jednym tomie (recenzja - klik!), jest serią kryminalną dynamiczną, sensacyjną, seria z Rupertem Ogrodnikiem (recenzje - klik!), która z kolei jest nieco bardziej refleksyjna. Jest jeszcze seria z Carmen Rodriguez, jedyna, z którą nie miałam okazji się zapoznać.
 
Maj, Mrzeżyno. Olga Balicka ze swoją przyjaciółką Katarzyną Sarnecką spędzają miesiąc nad morzem - to zalecenie lekarza, przymus odpoczynku i regeneracji po ostatnich mocno dla nich obciążających przeżyciach. Czas spędzają w ośrodku Fala, położonym tuż nad samym morzem… A jednak Olga zadowolona nie jest, nudzi się, dręczą ją złe myśli, chce wracać do domu, do pracy. Kasia też bije się z myślami, choć jej obawy skierowane są na los dziecka, które rośnie w jej brzuchu… Zarówno jako kobieta, jak i psycholożka, wyczulona jest na krzywdę innych, więc kiedy na plaży spotyka kobietę w ewidentnej rozpaczy, chce pomóc. Ta jednak na wspomnienie Fali ucieka. Dlaczego?
W tym samym czasie w Jeleniej Górze partner Olgi, Kornel dostaje nową sprawę - w pustostanie znaleziono zwłoki w zaawansowanym stadium rozkładu. Wydaje się, że ofiara została potraktowana w podobny sposób, co ofiary seryjnego mordercy Hannibala… Tylko jak to możliwe, skoro on od roku siedzi w więzieniu? I co do tej całej historii ma Dorota, wychowawczyni szczecińskiego więzienia?
 
Książka rozpisana jest na krótkie, nienumerowane rozdziały podzielone według miejsca akcji i osoby. Perspektywy, z jakich poznajemy historię, są trzy: Olgi, która siedzi nad morzem, Kornela w Jeleniej Górze oraz Doroty - tylko ta ostatnia wyróżniania jest na początku rozdziału imieniem i określeniem czasu, perspektywy Olgi i Kornela określane są miejscem zdarzeń. Jest to jasny podział, Olga i Kornel to postacie serii, Doris tylko tego tomu, a jej historia rozpoczyna się na rok przed majem, który Olga spędza nad morzem - stąd logiczne zaznaczenie czasu w jej rozdziałach. Bez względu na perspektywę, narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator jest wszechwiedzący, na równi opisuje zdarzenia, jak i emocje postaci. Styl powieści jest codzienny, zdania raczej krótkie, język potoczny, ale pozbawiony przekleństw. Jest prosto, ale przyjemnie - powieść nie wymaga od czytelnika wiele, a można się przy niej dobrze bawić.
 
Tyle, ile perspektyw, tylko wątków intrygi kryminalnej. Najbardziej klasyczny jest ten przedstawiony z perspektywy Kornela - jest brutalne morderstwo, śledczy muszą więc przeprowadzić normalne dochodzenie. Ze względu jednak na zaawansowany rozkład mają zadanie utrudnione, a ja zalecam nie jeść przy tych fragmentach - opisy miejsca zbrodni czy samego ciała do najprzyjemniejszych nie należą. Wątek z Olgą jest ciekawym połączeniem kryminału z thrillerem - Olga i Kasia wpadają na pewien trop, a choć z ich perspektywy wydaje się realny, to dla czytelnika nie jest przesądzone, czy na pewno mają rację, a może jednak to ich wyobraźnia tworzy obrazy, by kobiety nie umarły tam z nudów. W końcu to za prowadzeniem śledztw Olga tęskni najmocniej, prawda? Wątek Doris to przede wszystkim thriller psychologiczny, w którym kreacja postaci odgrywa pierwsze skrzypce.
“Każda z nas ma swoje lęki, z którymi musi się mierzyć, lecz dobrze jest móc się do tego przyznać, wygadać, a może i wypłakać. To pomaga, nawet jeśli całkowicie ich nie usunie.”
A Dorota to kobieta w okolicy 50-tki, której nigdy w życiu prywatnym się nie układało. Każdy jednak potrzebuje bliskości drugiej osoby, prawda? Dorota więc większą część czas spędza w pracy, a gdy pojawia się tam nowy więzień, dzieje się z nią coś dziwnego, coś, czego jeszcze nie czuła… To kreacja z jednej strony nieco naiwna, z drugiej jednak niepozbawiona realizmu - jej samotność jest wyraźnie odczuwalna, nie dziwi więc, że kobieta dostaje pewnego rodzaj obsesji na punkcie więźnia… przemawia przez nią samotność i desperacja, potrzeba bycia dla kogoś ważną.
“Trudno cieszyć się własnym szczęściem, jeżeli u innych wszystko się sypie.”
Olga, jako postać przewodnia serii, też jest oczywiście istotna, choć przedstawiona tak, że czytelnik nie ma problemów, by zrozumieć jej doświadczenia, jej emocje - to ważne przy dłuższej serii, by czytelnik mógł do niej dołączyć w każdym momencie. I tutaj jak najbardziej się da. Olga prywatnie boryka się z lękiem, strachem przed śmiercią, który ma swoje uzasadnienie - bo choć w pracy przecież nieraz zdarzało jej się narażać życie, to nigdy nie wątpiła w swój stan zdrowia, w swoje własne ciało, które teraz ją zawiodło. A to wydaje się bardziej dla niej realne, dużo bardziej straszniejsze. Jej niepokój oddany jest dobrze, bohaterka stawia sobie ważne, a zarazem uniwersalne dla każdego człowieka pytania.
“Olgę trzymało permanentne przerażenie. Nawet teraz, kiedy już wiedziała, że nic jej nie grozi, cały czas czuła ten przeszywający lęk. A co, jeżeli lekarze się pomylili?”
Sama nie czytam tej serii w kolejności chronologicznej, więc nie wiem, jak jest w innych tomach, w tym jednak w centrum stoją kobiety, ich lęki i strach przed samotnością, który tak często wpędza nas w rolę ofiary, która po prostu podporządkowuje się swojemu losowi. Dlaczego to robimy? Dlaczego boimy się po prostu polegać na sobie? Może dlatego, że z czasem staje się to po prostu męczące? W tej historii poznajemy kilka kobiet, a każda ten wątek przedstawia w nieco innym świetle.
“Dlaczego kobiety to sobie robią? Dlaczego uzależniają się od swojego oprawcy? Dlaczego uważają, że same nie poradzą sobie w życiu i wolą być z mężczyzną, który nimi poniewiera, niż stanąć na własne nogi i powiedzieć sobie: “Dam radę, jestem silna, jestem wystarczająca i nie potrzebuję nikogo do życia”?”
A co z intrygą kryminalną? Złożona jest z kilku wątków, a każdy w nieco inny sposób pobudza ciekawość czytelnika, dzięki czemu czytelnik jest nieustannie w lekturę zaangażowany. Spokojna narracja z początku coraz mocniej wciąga, by gdzieś za połową powieści zacząć czytelnika coraz bardziej zaskakiwać. Oczywiście należy pamiętać, że to trzy wątki w powieści liczącej trzysta stron, więc nie są one nadmiernie rozbudowane, ale być nie muszą - są wystarczająco dobrze opracowane, by w kryminale ukierunkowanym na rozrywkę, czytelnika usatysfakcjonować.
“(...) dla członków palestry nie liczyła się prawda, a jedynie dowody, które mogą przekonać sędziego do skazania lub uniewinnienia człowieka. A dowodami, jak Kornel dobrze wiedział, można łatwo manipulować.”
Decydując się na lekturę “Fali” zakładałam, że będzie to książka, która dostarczy mi dobrej, kryminalnej rozrywki. I właśnie tak było. Jest to kryminał prowadzony w umiarkowanym tempie, z podziałem na trzy perspektywy dotyczące trzech różnych wątków, a dzięki temu, że rozpisane są naprzemiennie, czytelnik cały czas jest zaangażowany, nie ma czas na nudę. Nie skupiamy się tu na makabrze czy wulgarności zbrodni, a po prostu na zagadce, jak i psychologii postaci - sama kreacja Doris, choć może wydać się naiwna, przy bliższym przyjrzeniu okazuje się oddana naprawdę solidnie i wiarygodnie. Autorka nie boi się zatem tego, do czego jesteśmy w stanie się posunąć, by nie czuć się samotnie, nie robi tego jednak nachalnie czy umoralniająco – jest to po prostu dodatek do dobrej dawki rozrywki.  A zakończenie? Przynosi już zawiązanie akcji z tomu kolejnego.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Zwierciadło.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 18, 2025

"Uśpienie" Joanna Szpak

"Uśpienie" Joanna Szpak

Autorka: Joanna Szpak
Tytuł: Uśpienie
Data premiery: 10.09.2025
Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 304
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Joanna Szpak to młoda autorka właśnie debiutująca w literaturze skierowanej do dorosłego czytelnika. Cztery lata temu ukazała się już jej jedna powieść, było to “Nie bez powodu” zaliczane do młodzieżówki, w której główna rolę odgrywał niepełnosprawny chłopak. Teraz w “Uśpieniu” zmienia się nie tylko wiek czytelnika, do którego historia jest kierowana, ale również tematyka - jest mroczniejsza, skupia się na zbrodni i predyspozycji do niej. Autorka właśnie jest w trakcie zdobywania wiedzy do tego typu refleksji pomocnej – kończy studia psychologiczne w Krakowie.
 
Czasy współczesne, okolice Poznania. Młoda Natasza Zamel to dziewczyna mocno stroniąca od ludzi - już jako dziecko zauważyła, że w jej głowie pojawiają się mocno niepokojące myśli, wbrew niej samej nachodzą ją pragnienia, by kogoś skrzywdzić… Dobrze czuje się tylko w towarzystwie zwierząt, zatrudniła się więc w schronisku przy klinice weterynaryjnej, a tam zaprzyjaźniła z Emilią - jedną dziewczyną, która nie budzi w niej sadystycznych pragnień. Poza nią blisko jest tylko ze swoją babcią, jednak teraz ich kontakt jest utrudniony przez pogłębiające się objawy Alzheimera. I tak pewnego dnia w poszukiwaniu okularów babci, Natasza wędruje na strych, gdzie jej uwagę przyciąga stary, ale elegancki brulion - jest datowany, zaczyna się w roku 1984. Zaintrygowana bierze go ze sobą, by go przejrzeć, a kiedy to robi, zaczyna żałować swojej decyzji - to tekst opisujący zbrodnie. Czy to pamiętnik? Ale czyj? Skoro był na strychu babci, to chyba powinna zakładać, że jego właścicielem jest ktoś z jej rodziny? Ale kto? I czy to faktycznie oznacza, że w rodzinie ma mordercę?!
 
Książka rozpisana jest na prolog, 46 rozdziałów i epilog. Rozdziały są krótkie, narracja pierwszoosobowa czasu przeszłego z perspektywy Nataszy przeplatana jest wpisami z pamiętnika, którego autorem musi być mężczyzna - forma odmiany czasowników nadaje autorowi płeć. Fragmenty pamiętnika są podpisywane datą i oddzielone od perspektywy Nataszy formą zapisu - są pisane kursywą.  Opisy zbrodni zawarte w pamiętniku nie są makabryczne, czy nadmiernie brutalne pod kątem fizycznym, a niepokojące z perspektywy psychologicznej. Styl powieści jest charakterystyczny dla thrillera psychologicznego, sporą część czasu spędzamy w głowie narratorki analizując jej emocje i zachowanie. Językowo książka jest prosta, zdania krótkie, czuć jeszcze tę debiutancką powierzchowność, może trochę mało odwagi, by sięgnąć w powieść głębiej, ale to powinno przyjść z czasem - jak na młody wiek autorki i pierwsze literackie dokonania książka pod kątem stylistyki jest odpowiednia, raczej nic z rytmu lektury nie wybija.
 
W thrillerze psychologicznym duży ciężar fabularny położony jest na głównego bohatera, w tym wypadku bohaterkę. Jest nią Natasza, młoda dziewczyna, która tak naprawdę dopiero wkracza w życie dorosłe i choć jej młody wiek charakteryzuje się pewną naiwnością i ekspresyjnością działań, to jednak autorka nie popadła w przesadę, o co przy takich kreacjach łatwo. Natasza to bohaterka o ciekawej cesze szczególnej - to te myśli, mroczne, brutalne, myśli namawiające do złego. Bez pomocy rodziny dziewczyna nauczyła się z nimi radzić w jedyny sobie znany sposób - odcięła się od świata i do tej pory to skutkowało. Jednak znalezisko na strychu z tego bezpiecznego azylu ją wypycha, sprawia, że na nowo musi się zastanowić nad swoją cechą i nad chęcią czynienia zła w pojęciu ogólnym. Natasza to postać nieoczywista, czytelnik nie jest pewny czy może ją ocenić jako dobrą, czy złą, a autorka skutecznie tę wątpliwość podsyca.
“Codziennie podejmujemy niezliczone decyzje, które wydają się nieistotne. Ale to złudzenie - każdy nasz wybór wpływa na dalszy bieg wydarzeń. Każdy kolejny krok w teraźniejszości kształtuje przyszłość - naszą, ludzi wokół, a nawet tych, których nie znamy. A my rzadko to dostrzegamy.”
Obok niej wyraźne role odgrywają Emilia i babcia. Emilia to postać dynamiczna, która często mówi zanim pomyśli, ale to znowu cecha charakterystyczna dla wieku bohaterki. Za to postać babci przynosi drugi ważny temat powieści - chorobę Alzheimera. Autorka oddaje ją wiernie, rozpisuje czas akcji na dobrych kilka miesięcy, przez co czytelnik może obserwować jakie zmiany zachodzą w chorej. A są one naprawdę przerażające, szczególnie, gdy opiekuje się nią tylko jedna osoba - jej wnuczka.
 
Relacje rodzinne, klasyczne dla tego gatunku pytanie „jak dobrze znasz osobę, z którą żyjesz?” i tu mają swoje odzwierciedlenie, w pełnym momencie fabuły wybijają się na czoło wątpliwości, jakie ma główna bohaterka i jakie my z nią analizujemy. Choć jest to wątek, który zawsze pojawia się w tym rodzaju thrillera, to jednak autorka ujmuje go nieco inaczej, nie powiela tego, co wymyślili już inni. To bardzo ciekawe spostrzeżenie, gdyż sama z początkiem tektury zakładałam, że mam do czynienia ot, z thrillerkiem rozrywkowym podobnym do całego morza tego typu thrillerków, jakie już na rynku mamy. A jednak nie, to coś więcej, coś w czym widzę ciekawe podejście, ciekawe pytania nie tylko te klasyczne dla gatunku, ale również te kierujące nas trochę w stronę kryminału - w końcu poprzez pamiętnik zaglądamy do głowy mordercy, zastanawiamy się na potrzebą czynienia zła i próbom sprzeciwienia się takim pragnieniom. Poprzez tę historię pytamy czy zło zawsze w człowieku zwycięża? Czy człowiek jest tylko marionetką swoich pragnień?
“Nie mogłam znów dopuścić do siebie tych chorych fantazji. Wiedziałam, że nie były ani normalne, ani dobre. Ze mną naprawdę jest coś nie tak. Ile osób skrywało w sobie taki mrok? Ile marzyło o tym, by szarpnąć kogoś za włosy i uderzyć jego głową o ścianę, aż rozlegnie się głuchy trzask?”
Intryga powieści nie jest bardzo rozbudowana, ale rozpisana jest z pomysłem. Jest kilka zaskoczeń, kilka twistów fabularnych, historia ciekawi na tyle, że czytelnik z przyjemnością śledzi dalsze poczynania głównej bohaterki, a wręcz zaczyna odczuwać jej niepewność, brak zaufania do siebie samej. Akcja prowadzona jest tempem umiarkowanym, przede wszystkim skupiamy się na wnętrzu postaci, zdarzenia są punktem do przemiany wewnętrznej.
 
“Uśpienie” to obiecujący start Joanny Szpak w powieści kryminalne skierowane do dorosłego czytelnika. Czuć, że autorka zadaje ciekawe, właściwe pytania, czuć, że chce sięgać w głąb psychiki ludzkiej, tej mrocznej, tej niepokojącej, tej z której rodzi się zbrodnia. Na razie robi to w sposób dość nieśmiały, a może po prostu jeszcze nie rozwinęła swojego warsztatu na tyle mocno, by móc sięgać głębiej. Ale mam przeczucie, że to zrobi, a “Uśpienie” jest dobrym początkiem. To thriller krótki, przyjemnie zajmujący, nieobciążający makabrą, a skupiający się na psychologicznych zagadnieniach, na analizie predyspozycji do zbrodni. Dobry debiut gatunkowy, który obiecuje wiele na przyszłość - czekam zatem na kolejne powieści i trzymam kciuki, by autorka swój potencjał w pełni wykorzystała!

Moja ocena: 7/10

Zapraszam na live z Joanną Szpak!
Odbędzie się 24 września o 19:00 na instagram.com/kryminalnatalerzu

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zwierciadło.

Dostępna jest też w abonamencie 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 03, 2025

"Śladami zatartych wspomnień" Katarzyna Wolwowicz

"Śladami zatartych wspomnień" Katarzyna Wolwowicz

Autorka: Katarzyna Wolwowicz
Tytuł: Śladami zatartych wspomnień
Cykl: Rupert Ogrodnik, tom 2
Data premiery: 27.08.2025
Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 320
Gatunek: thriller obyczajowy
 
Rok 2025 Katarzyna Wolwowicz rozpoczęła książką “Śladami twojej krwi” (recenzja - klik!), pierwszym tomem serii thrillerów psychologicznych z Rupertem Ogrodnikiem. To był dobry start płodnego roku, bo teraz w sierpniu, cztery książki później doczekaliśmy się już kontynuacji przygód tego bohatera. “Śladami zatartych wspomnień” dobrze czytać już po lekturze tomu pierwszego, choć autorka na tyle jasno wyjaśnia zdarzenia, jakich w nim Rupert doświadczył, że i bez tego czytelnik nie powinien czuć się pogubiony. Może jednak dylematy głównego bohatera rozumieć trochę mniej, a to one stanowią esencję tomu drugiego.
Poza serią z Rupertem, Katarzyna Wolwowicz jest też autorką trzech innych serii kryminalnych: z Olgą Balicką, z Tymonem Hunterem i Carmen Rodrigez. Poza tym na koncie na też dwa osobne thrillery, a przed karierą w gatunku kryminalnym wydała też jeden romans (tylko w wersji cyfrowej).
 
Szklarska Poręba, od wydarzeń ze “Śladami twojej krwi” minęło kilka miesięcy. Rupert w tym czasie odbył terapię i doszedł do siebie, pogodził się ze śmiercią żony i dziadka, dopuścił też do siebie w końcu myśl, że jego córka Roksana posiada osobowość psychopatyczną. Te otwarte na własne emocje, własne przeżycia pozwoliły mu na powrót do życia, zaczął wychodzić z domu, ponownie spotykać się z przyjaciółmi, choć nostalgia nadal zdaje się mu czasem towarzyszyć. I pewnego dnia, gdy siedzi w domu dziadka przypadkiem znajduje tajną skrytkę, a w niej start list, w którym jakiś mężczyzna przyznaje się do zabicia jego rodziców. Czy to może być prawda, a on całe życie żył w kłamstwie przekonany, że zginęli w wypadku samochodowym?
„Nie przypominam sobie naszych wspólnych zabaw ani tego, jak wyglądała nasza codzienność. Przechowuję jedynie kilka zatartych wspomnień.”
Książka rozpisana jest na nienumerowane rozdziały podzielone na trzy perspektywy i epilog. Rozdziały pisane oczami Ruperta w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego są najdłuższe, często dzielone są na krótsze scenki. Pozostałe dwie postacie, którym autorka oddaje głos w rozdziałach, to Monika, matka Ruperta, której narracja trzecioosobowa osadzona jest w przeszłości oraz Roksana również w trzeciej osobie czasu przeszłego, która opowiada o wydarzeniach toczących się równolegle z narracją Ruperta. Styl powieści jest lekko nostalgiczny, skupiony na refleksjach dotyczących życia, na wspomnieniach, bardziej opisowy niż tom pierwszy. Język subtelnie dopasowany jest do każdej z perspektyw - np. Roksana używa dosadniejszego słownictwa niż Rupert czy Monika. Całość czyta się płynnie, acz bardzo spokojnie.
“To nie znaczy, że ich nie doceniam ani że ich nie kocham. Kocham, doceniam, podziwiam. Od zawsze. Po prostu kiedy człowiek żyje w pięknym miejscu, to traktuje je jak normę. Ale tak naprawdę nigdy nie chciałbym mieszkać gdzie indziej.”
W tomie pierwszym Rupert był bohaterem, który nie dopuszczał do siebie emocji, żył w swojej bańce wyobrażeń i nagle musiał zmierzyć z rzeczywistością. W tomie drugim przeszedł radykalną przemianę - teraz skupia się tylko na emocjach, uczuciach, cały czas tłumaczy sobie swoje relacje tak, jak robił to z terapeutką. Przez to książka zdaje się napakowana złotymi myślami na temat stoickiego, spokojnego życia pełnego zrozumienia dla świata, ale przede wszystkim dla siebie. Nie zdarza mu się już raczej (są wyjątki 😉) reagować impulsywnie, stara się przyjmować zdarzenia racjonalnie i po prostu żyć. Przez te mocno analityczne podejście do codzienności Rupert jest bohaterem męskim raczej niespotykanym, choć równocześnie może wydawać się czasami wręcz nierealne.
Bohaterki kobiece wypadają ciekawiej. Na pewno Roksana bez wątpliwości stoi po stronie czarnych charakterów – to ona dodaje książce tego zabarwienia typowego dla thrillera, to ona cały czas coś knuje, cały czas realizuje jakiś niecny plan. Dodaje pikanterii, tego przeciwieństwa, z którym trzeba walczyć, podoba mi się zresztą też sposób, w jaki autorka podchodzi do zamknięcia jej wątku w tym tomie – z przyjemną nutą nieszablonowości. A czy jej kreacja zgadza się z prawdziwym rysem psychopatycznym? Wystarczająco jak na potrzeby thrillera rozrywkowego.
Monika z kolei przenosi nas w czasie, do życia wcześniejszego pokolenia. Choć nie jest to postać rozwinięta, to oddana na tyle dokładnie, by czytelnik wyczuł jej emocje, jej niepokój, to ona tłumaczy nam co faktycznie z rodzicami Ruperta się stało.
 
Intryga powieści oparta jest o dwa pytania: co się stało z rodzicami Ruperta? i co knuje Roksana?, nie ona jednak zajmuje najwięcej miejsca w powieści - przewodzi Rupert, który swoim nostalgiczno-terapeutycznym podejściem nadaje lekturze spokojnego, obyczajowego tempa. Intryga zdaje się tu tylko dodatkiem, ciekawym, ale nie dominującym, wyraźniejsza jest w drugiej połowie książki, wtedy tempo zostaje lekko podkręcone, jednak nadal nie jest typowe dla thrillera psychologicznego - w tej powieści przede wszystkim czuć nostalgię i pytania o wagę przeszłości a nie typowe dla thrillera napięcie.
“Jakaś część mnie zaczyna się zastanawiać, czy jeśli ruszę naprzód, nie zatrę pielęgnowanych dotąd wspomnień.”
No właśnie, waga przeszłości. Rupert żył ponad czterdzieści lat przekonany, że jego rodzice zmarli w wypadku samochodowym, teraz odnajduje list, który sugeruje inaczej. Co to zmienia w jego teraźniejszości? Czy warto grzebać w tematach, które są już przez prawo przedawnione, których wyjaśnienie tak naprawdę nic nie zmieni? Ludzie mają tendencje do zamartwiania się, do szukania odpowiedzi na pytania za wszelką cenę, ale czy czasem nie lepiej jest po prostu odpuścić?
 
Katarzyna Wolwowicz bez wątpliwości tworzy powieści rozrywkowe, a zatem oparte o znajome rozwiązania. Tu wygląda na to, że chciała pójść w inną stronę i dobrze, choć równocześnie wydaje się, że momentami straciła balans, straciła z oczu oś fabularną, która pod ciągłymi złotymi myślami Ruperta nieco się rozmywa. I tego żałuję, bo początkowo jego spokojne usposobienie w tym tomie bardzo mi odpowiadało, jednak aż tak duży nacisk na nie w całej powieści spowodował przesyt, a to zaburzyło mój całościowy odbiór lektury. Nikt w powieściach rozrywkowych nie lubi być pouczany, a analizy Ruperta ostatecznie dają takie wrażenie i niestety nie łagodzi tego ciekawie poprowadzona jego relacja z córką. Nie znaczy to oczywiście, że serię już skreślam (dalej ma potencjał!), ale bez wątpliwości mogę przyznać, że tom pierwszy przypadł mi do gustu bardziej.
“Skoro jesteśmy razem, powinniśmy się sobie z nich zwierzać. A może ona chciała mówić mi o wszystkim, tylko ja wtedy nie potrafiłem słuchać? Cholerka, jaki mądry zrobiłem się po przejściu terapii!”
“Śladami zatartych wspomnień” jest lekturą całkowicie inną od “Śladami twojej krwi” – skupia się na tych tytułowych wspomnienia, które czasami lepiej właśnie lekko zatrzeć, by móc normalnie żyć. Książka jest mocno nostalgiczna, mocno obyczajowa, a jej główny bohater przedstawia mocno analityczno-terapeutyczne podejście, przez co sama intryga zajmuje w tej powieści niewiele miejsca - jest co prawda utrzymana w przyjemnym rozrywkowym rytmie charakterystycznych dla tej autorki, jednak warstwa obyczajowa mocno ją rozmywa. Myślę więc, że lepiej podejść do książki jako historii obyczajowej z dodatkiem thrillera, jako do historii o wspomnieniach i relacjach, niż jak do typowego thrillera psychologicznego, którego zwyczajnie nie ma tu za wiele. To powinna zagwarantować, że lektura okaże się przyjemną rozrywką.
 
Moja ocena: 6,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Zwierciadło.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 26, 2025

"Śladami twojej krwi" Katarzyna Wolwowicz

"Śladami twojej krwi" Katarzyna Wolwowicz

Autorka: Katarzyna Wolwowicz
Tytuł: Śladami twojej krwi
Cykl: Rupert Ogrodnik, tom 1
Data premiery: 29.01.2025
Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 336
Gatunek: thriller psychologiczny / kryminalny
 
Katarzyna Wolwowicz na polskim rynku literatury kryminalnej pojawiła się całkiem niedawno, bo dopiero w roku 2022. W tym gatunku debiutowała książką “Niewinne ofiary”, pierwszym tomem cyklu kryminalnego z policjantką Olgą Balicką, który na ten moment rozrósł się już do 9 tomów. W międzyczasie na naszym rynku ukazało się jeszcze 9 książek z serią niezwiązanych: trzy nowe serie, z których dwie liczą liczy po dwa tomy, a jednak trzy, oraz dwa osobne thrillery. Seria z Rupertem Ogrodnikiem jest najnowsza, to nią autorka otworzyła rok 2025 - w styczniu na naszym rynku ukazał się tom pierwszy pt. “Śladami twojej krwi”, a już jutro premierę będzie miał tom drugi “Śladami zatartych wspomnień”. Jest to cykl, w którym kolejność chronologiczna lektury jest wskazana.
Katarzyna Wolwowicz zanim złapała za pióro, zajmowała się przeróżnymi zawodami: była stewardessą, instruktorką fitness, przedstawicielką medyczną i psycholożką, co na pewno teraz przydaje jej się w kreowaniu postaci i ich światów. Warto też zaznaczyć, że autorka pochodzi ze Szklarskiej Poręby, gdyż właśnie seria z Rupertem toczy się w tych dobrze znanych jej okolicach…
“(...) kto chciałby spać w domu w środku lasu, w którym kilka dni temu doszło do morderstwa?”
Początek stycznia, Szklarska Poręba. Rupert Ogrodnik budzi się w szpitalu - jest zdezorientowany, nie pamięta dlaczego w takim miejscu miałby się znaleźć, choć bandaż na głowie wskazuje, że jednak stało się coś złego. Tylko co? Niedługo do jego sali wkracza policja - komisarz Tomasz Wafel i podkomisarz Justyna Jasińska, którzy informują go, że poprzedniej nocy jego żona została brutalnie zamordowana, a on ranny został przewieziony właśnie tutaj. Jego chwilowa amnezja jest zatem normalna - oberwał w głowę, a przeżycia nocy na pewno wprowadziły go w szok. Trudno to mu pojąć - jego dobra, radosna żona zamordowana? Kto mógł zrobić coś takiego? Wkrótce po wyjściu ze szpitala będzie sam próbował odpowiedzieć na to pytanie, bo przecież to on ją znał najlepiej… A może jednak nie? Może osoba, z którą dzielił życie, wcale nie była prawdziwa?
 
Książka rozpisana jest na nienumerowane rozdziały i epilog. Historia toczy się naprzemiennie - z perspektywy Ruperta w czasach aktualnych, gdy towarzyszymy postaci w próbie odkrycia zagadki śmierci jego żony, jak i jej faktycznej tożsamości oraz Kaliny i Roksany, czyli żony i córki Ruperta w czasach przeszłych. Rupert swoją część opowieści przedstawia w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego, a Kalina i Roksana oddane są w trzeciej osobie czasu przeszłego. Język powieści jest codzienny, potoczny, przekleństwa czy bardziej dosadne sformułowania pojawiają się, ale w odpowiednich momentach, nie są nadmiernie wykorzystywane. Dialogi prowadzone są dynamiczne, przyjemnie, a uwaga narratora dzielona jest równo pomiędzy zdarzenia, jak i przemyślenia wewnętrzne postaci.
 
Pierwszoosobowa narracja i te podstawowe pytanie: czy na pewno znasz osobę, z którą dzielisz życie, jasno wskazują, że do czynienia mamy z thrillerem psychologicznym. Thrillerem w wersji rozrywkowej, więc nie należy spodziewać się nadmiernego skupienia na psychologii, ale wystarczającego, by określenie gatunkowe pasowało. Jak to w thrillerach bywa, tak i tu nie jesteśmy żadnej z postaci pewni, ale ostatecznie poznajemy motywacje każdej z nich. No, prawie, bo jako że jest to początek serii, to autorka zostawiła sobie kilka furtek otwartych, kilka pytań bez odpowiedzi, których szukać będzie trzeba w kolejnych tomach. Najbardziej dopracowany jest bohater przewodni serii, czyli Rupert. To mężczyzna w okolicy pięćdziesiątki, właściciel firmy IT, który mimo utraty rodziców w wieku lat kilku, został wychowany na porządnego faceta przez swoich dziadków. A jednak w życiu miłosnym m się nie układało - jego córka Roksana to owoc jego pierwszego małżeństwa, po którym ciężko mu było zbudować kolejny związek, do chwili aż w jego życiu nie pojawiła się Kalina. Rupert uważa sam siebie za całkiem porządnego i rozumnego człowieka, a jednak gdy jego rzeczywistość doznaje kilku solidnych wstrząsów, zaczyna poddawać mniemanie o sobie w wątpliwość. Bo skoro Kalina nie była tą kobietą, na którą się kreowała, to kim on jest, że ją przyciągnął i przez dwa lata dawał się na to wszystko nabierać?
“Praca, rodzina, całe życie prywatne, wszystko runęło jak domek z kart. Nie jestem ani dobrym przedsiębiorcą, za którego zawsze się uważałem, ani dobrym ojcem, ani nawet nie byłem mężem. Kim, do cholery, jestem?”
I tu dochodzimy do clue psychologicznego tej powieści. Najważniejszym pytaniem jest te o własne zakłamanie i to nie te, którego dopuszczamy się świadomie, a te, za które odpowiedzialna jest nasza podświadomość, która automatycznie chroni nas przed bólem - bólem zderzenia faktycznych uczuć z tymi, które chcielibyśmy budzić. Rupert jest doskonałym tego przykładem i nie chodzi tu tylko o Kalinę - sięgamy głębiej, do jego pozostałych relacji, jak choćby z córką, bardzo trudną osobą, którą on woli tłumaczyć zespołem Aspergera, choć nawet znajoma psycholożka mówi mu, że to raczej nie to. Ale to przecież wygodne tłumaczenie, prawda? Jak często sami przyjmujemy takie łatwe, choć nieprawdziwe wytłumaczenia, zamiast brutalnie zmierzyć się z rzeczywistością?
“(...) człowiek powinien tworzyć związek dopiero wówczas, kiedy może wytrzymać sam ze sobą, a nie wchodzić w niego, bo nie potrafi żyć samotnie.”
Pozostałe postacie są już trochę mniej głębokie psychologicznie, choć nadal na potrzeby tej powieści wystarczające. Jest Kalina, której przeszłość krok po kroku poznajemy - zbudowana na dość ogranych już motywach, ale też przy thrillerze typowo rozrywkowym sama specjalnych innowacji nie wymagam. Jest Roksana, bardzo ciekawa postać, która będzie nam dalej towarzyszyć i to jej wątek na ten moment ciekawi mnie w drugim tomie najmocniej. Jest przyjaciel z dzieciństwa, były policjant, który teraz do emerytury dorabia w Niemczech, ale jak tylko dowiedział się o śmierci żony Ruperta, przyjechał wspomóc go psychicznie, jak i swoją własną wiedzą. Jest jeszcze dziadek, człowiek, który go wychował, teraz jednak coraz mocniej pogrąża się w demencji… Każda z tych postaci pełni w powieści jakąś funkcję i dobrze się z niej wywiązuje.
“(...) czy motywacje mają aż takie duże znaczenie w ocenie złych czynów? Czy jakkolwiek wpływają na to, że sam czyn staje się mniej potworny?”
Sama intryga jak na thriller psychologiczny toczy się tempem żwawym, jest w niej też kilka twistów, które choć sugerowane, mimo wszystko całkiem nieźle zaskakują. Perspektywa Ruperta wprowadza dodatkowy niepokój - oglądamy przecież świat oczami bohatera w relacjach naiwnego, więc ile przez to omijamy? Napięciem jest dawkowane odpowiednio tak, że opowieść cały czas utrzymuje czytelnika w przyjemnym zaciekawieniu - może nie takim, że nie da się powieści odłożyć, ale tak by po prostu czerpać z niej dobrą rozrywkę.
 
Seria z Rupertem to trzecia seria Katarzyny Wolwowicz, którą mam okazję sprawdzić i przyznaję, że rozpoczyna się naprawdę nieźle - mamy głównego bohatera, który by odkryć prawdę, musi przejść własną wewnętrzną przemianę, mamy jego córkę, której zachowanie, a i w końcu odkryte fakty, coraz mocniej niepokoją i obiecują wiele na później. Jest zagadka z przeszłości, może i sięgająca do już ogranych motywów, ale spójna i satysfakcjonująca w gatunku czysto rozrywkowym. Dobrze spędziłam z tym tytułem czas, kilka razy poczułam dreszczyk zaskoczenia, a interpretacja pytania, na którym opierają się wszystkie thrillery psychologiczne domestic noir, dodała do powieści ciekawego smaczku. Jestem ciekawa co przyniesie tom drugi!
“Już wiem, że nie mogę zawsze udawać, że układa się dobrze. Czasem trzeba zmierzyć się z bolesną prawdą i spojrzeć jej w oczy.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Zwierciadło.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!