Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoharpercollinspolska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoharpercollinspolska. Pokaż wszystkie posty

grudnia 04, 2024

"Kill Show" Daniel Sweren-Becker

"Kill Show" Daniel Sweren-Becker

Autor: Daniel Sweren-Becker
Tytuł: Kill Show
Tłumaczenie: Agnieszka Krasicka
Data premiery: 13.11.2024
Wydawnictwo: HarperCollins
Liczba stron: 304
Gatunek: powieść kryminalna
 
Daniel Sweren-Becker to pisarz i scenarzysta, a “Kill Show” to jego trzecia powieść, ale pierwsza w której nie pojawiają się wątki z fantastyki. Na rynku anglojęzycznym wydana została w roku poprzednim.
 
W 2013 roku w amerykańskim miasteczku Frederick doszło do zdarzenia, które wstrząsnęło nie tylko lokalną społecznością, ale i całym krajem. Pewnego kwietniowego poranka 16-letnia Sara Parcell zniknęła. Odłączyła się w szkole od koleżanek, wróciła się po zostawiony w szkolnym autobusie plecak i od tej pory nikt jej nie widział. Jej rodzice szybko zawiadomili policję, która na start aresztowała kierowcę autobusu, jednak nic to nie dało, a tylko poinformowało lokalne media. Ojciec oficjalnie przyznał się przed kamerami do kiepskiej sytuacji finansowej, ale i tak obiecał nagrodę za pomoc w znalezieniu córki, po czym wrócił do domu, do żony i syna, który niepostrzeżenie uchwycił intymny, smutny moment pomiędzy rodzicami i zamieścił nagranie w sieci. A te wpadło w oko producentce reality show, która wpadła na pomysł, by na żywo zrobić relację w odcinkach z poszukiwań Sary…
I tak dziesięć lat później zostają przeprowadzone wywiady z osobami w sprawę zamieszanymi, a my poznajemy po kolei ich wersje zdarzeń powoli dochodząc do samego sedna… Co się stało z Sarą?
“Ta dwójka mimowolnie uwypukliła stojącą za sukcesem gatunku true crime odwieczną prawdę, że przemoc nas podnieca. (...) W naszym kraju zawsze brakowało poważnej dyskusji na temat odwiecznej prawdy (...), czyli na temat przemocy jako czynnika pobudzającego fizycznie i emocjonalnie. Wręcz przeciwnie, znormalizowaliśmy przemoc do tego stopnia, że stała się naszą najpopularniejszą formą rozrywki.”
Książka stylizowana jest na true crime, czyli prawdziwą publikację o zdarzeniach, które naprawdę miały miejsce. Zatem rozpoczyna się stylizowaną notką redakcyjną, z której dowiadujemy się m.in. że upłynęła już dekada od tych zdarzeń, później dostajemy spis osób, z którymi rozmawiano przy tworzeniu tej publikacji oraz tych, które rozmowy odmówiły, aż w końcu przechodzimy do sedna - 17 tytułowanych rozdziałów i epilogu. Wszystkie spisane są w formie wywiadów, ale raczej odpowiedzi przepytywanych - każdy wypowiada się krótko, po kilka zdań, każdy fragment jest podpisany, dokładnie tak, jak możemy nieraz oglądać na ekranie w serialach czy reportażach o zbrodniach prawdziwych, tyle że tutaj mamy to wszystko na piśmie. Nie ma zatem żadnych opisów, żadnych didaskaliów, nic, co miałoby świadczyć, że mamy do czynienia z powieścią kryminalną. Oprócz samej historii oczywiście. Jest to bardzo ciekawe podejście, bardzo na czasie - w końcu seriale i podcasty true crime, są aktualnie bardzo popularne. Ciężko więc tutaj mówić o typowym stylu powieści, język, jakim postacie się posługują, jest dosyć reporterski, raczej nie ma w nim przekleństw, książkę czyta się szybko i płynnie.
“(...) przed kim odpowiadają twórcy treści opartych na prawdziwych zbrodniach, ci wszyscy producenci, podcasterzy i reżyserowie?”
Cała historia skupiona jest przede wszystkim na programie telewizyjnym, który powstawał na podstawie potencjalnej zbrodni, przez co śledzimy zarówno postępy w śledztwie, jak i równocześnie obserwujemy zachowanie telewizji, a co za tym idzie - telewidzów. „Szukając Sary” to program, który przyciągał przed ekrany ogromne rzesze społeczeństwa, zatem żył nim cały kraj. I tak poznajemy historię z perspektywy rodziców i brata zaginionej, jej znajomych, nauczycieli, sąsiadów, całej ekipy filmowej, śledczego, prokuratorki oraz zarządu stacji telewizyjnej. Są eksperci, są prywatne osoby obce dla rodziny zaginionej, które przez program zaangażowały się w aktywne poszukiwania Sary. Grupa rozmówców jest duża, ale każdy jest podpisany, więc czytelnik nie ma najmniejszych problemów z rozróżnieniem kto jest kim w tej opowieści.
“Trudno dokładnie określić moment, w którym “Szukając Sary” stało się nieodzowną częścią kultury naszych czasów.”
Tematycznie zatem nie jest to typowa historia kryminalna, a obraz tego, jak powstają i jakie oddziaływanie mają tego typu programy kręcące się wokół zbrodni prawdziwej. Poprzez szerokie grono rozmówców dostajemy dokładną analizę takich programów, szukamy odpowiedzi na pytanie o ich popularność, przyglądamy się jak wszystko (mimo że teoretycznie oparte na prawdzie) jest reżyserowane pod pewien klucz. Media rządzą się swoimi, mocno bezwzględnymi prawami, gdzie najważniejsza zdaje się po prostu oglądalność, a dopiero gdzieś w tle jest wszystko inne - dobro tych, którzy się w programie wypowiadają, nawet dobro osoby w tym wypadku poszukiwanej. Producentka skusiła rodziców Sary przede wszystkim argumentem, że dzięki programowi, będzie ich córki szukał cały kraj, a to dla ich wydało się najważniejsze.
“Program miał zapewniać widzom rzekomo prawdziwe spojrzenie na trwające śledztwo, a ona manipulowała wydarzeniami, wrabiała niewinnych ludzi i zrobiłaby wszystko dla oglądalności.”
I faktycznie, popularność programu zaangażowała masę ludzi, jak i w pewnych momentach ruszała śledztwo do przodu. Ale czy tak to powinno wyglądać? Śledczy powinni się dowiadywać o dowodach z telewizji? Pomijając kwestię tego, że sami do nich nie dotarli, to jednak czy to nie oni pierwsi powinni się o nich dowiedzieć, a dopiero później reszta społeczeństwa? Program telewizyjny przysporzył sprawie popularności, ale gdzie popularność, tam i teorie spiskowe, i przeróżnego rodzaju osoby niepoczytalne. Zatem czy na pewno rozgłos jest taki zero-jedynkowy?
“Im dłużej taki człowiek zagłębia się w teorie spiskowe, tym bardziej szalone się one stają i tym trudniej mu uświadomić, jak bardzo oderwany jest od rzeczywistości.”
Książka zadaje pytania o popularność seriali true crime, ale przecież my dostajemy ją w formie literatury. Czy zatem nie takie same pytania padają w stosunku do niej? To w końcu jedna i ta sama fascynacja, tylko forma podania inna. Skąd ta potrzeba podglądania śledztw kryminalnych? Można tłumaczyć sobie, że to w imię dobra i nauki, ale czy na pewno tak jest?
“Nie od dziś wiadomo, że przemoc fascynuje ludzi, a pokazanie jej w otoczce prawdy czyni ją jeszcze bardziej ekscytującą. Prawdziwe zbrodnie mają w sobie coś dużo straszniejszego od fikcyjnych. Mówią do widza: “Patrz! To mogło przydarzyć się tobie! Tak się nie stało, bo albo masz więcej szczęścia, albo jesteś mądrzejszy, albo bardziej na to zasługujesz. Gratulacje!”.
Oczywiście, nie zapominajmy, że “Kill Show” to fikcja literacka. Sama intryga kryminalna prowadzona jest sprawnie, jest zajmująca i raz po raz zaskakująca, przyznam, że choć jest dosyć prosta, to jednak poprzez pokazanie jej z tak wielu różnych punktów widzenia dostajemy bardzo bogaty obraz, z którego mnie samej trudno było domyślić się zakończenia. Pytania, które ono zadaje, zostawię już do prywatnej analizy każdego czytelnika, podkreślę tylko, że i one są istotne. Myślę, że forma podania ma tutaj bardzo duże znaczenie dla fabuły, sprawia, że historia wydaje się dynamiczna, a króciutkie fragmenty wypowiedzi sprawiają, że nie chce się od książki odrywać - w końcu jak można poznać jedną stronę powieści, a drugą zostawić na później?
“Miałem zabłocone opony. Na podłodze naszego garażu też było trochę zaschniętego błota. Ale sposób, w jaki to pokazali w programie, jeszcze z tą cholerną muzyką w tle… Wyglądało, jakbym miał te opony poplamione krwią, a nie błotem.”
Poza fascynacją true crime, wpływem telewizji i fikcyjną intrygą kryminalną, muszę też wspomnieć o miasteczku, tej niewielkiej społeczności, w której rozgrywa się akcja powieści - w końcu i oni się wypowiadają. Podobnie jak wszyscy widzowie, i oni chcą pomóc, jednak to oni są najbliżej, to oni Sarę znali. Czy więc nie staną się przypadkowymi ofiarami programu? W końcu producentka może kreować świat jak chce, z urywek zdań, z krótkich nagrywek, budować coś, całkowicie innego od realności. A my przyglądamy się jak subtelne insynuacje są w stanie zniszczyć życie - przecież nikt nie osądza szybciej, niż społeczeństwo.
“Byliśmy tacy naiwni, wręcz głupi. Nie rozumieliśmy jeszcze potęgi Internetu. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, co działo się w tym czasie tuż przed naszym domem. (...) Mój tata stał się głównym podejrzanym w najgłośniejszej sprawie w kraju. W oczach opinii publicznej właściwie został już oskarżony, osądzony i skazany, a to wszystko w czasie przerwy na reklamy.”
“Kill Show” to trochę takie szukanie odpowiedzi na fascynację zbrodnią, ale też i jej krytyka. Dlatego dosyć dziwnie jest mi pisać, że książka naprawdę mi się podobała, skoro to, czym jest, to właśnie po części krytykuje. Ale może właśnie dlatego zrobiła na mnie duże wrażenie - bo zadaje pytania o źródło fascynacji, a także pokazuje konsekwencji źle poprowadzonej narracji, w której budująca napięcie historia jest ważniejsza od prawdy. To opowieść o ambicjach, desperacji, o tym, że faktycznie czasami dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane… To odpowiedź krytyczna na popularność seriali i podcastów true crime, która zmusza do zastanowienia, co jest w takich sytuacjach ważniejsze. Patrząc też na nią ze strony czysto literackiej, to też powiew świeżości w literaturze kryminalnej, bo choć podcasty w powieściach coraz częściej się pojawiają, to jeszcze z taką czystą formą wywiadów, samych wypowiedzi przepytywanych, się nie spotkałam.
“Czy czerpanie zysków z prawdziwych tragedii jest moralnie akceptowalne? Czy to nadal rozrywka, czy już wykorzystywanie cudzego cierpienia?”
Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem HarperCollins.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z puntami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 03, 2024

"W obronie kłamstwa" Paulina Kosznik

"W obronie kłamstwa" Paulina Kosznik

Autor: Paulina Kosznik
Tytuł: W obronie kłamstwa
Data premiery: 13.11.2024
Wydawnictwo: HarperCollins
Liczba stron: 448
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Początek roku 2024 przyniósł wiele ciekawych nowych nazwisk na polskim rynku książki kryminalnej, wygląda też na to, że i jego końcówka będzie w takie obfitowała! Jednym z ostatnich tegorocznych debiutów jest “W obronie kłamstwa” Paulina Kosznik i jest to książka, która bezsprzecznie robi wrażenie!
O samej autorce na razie wiemy niewiele - lubi historie wzbudzające emocje, a przed wydaniem debiutu postarała się o rozwój swojego kunsztu pisarskiego biorąc udział w różnych warsztatach literackich i konsultacjach z literaturoznawcami.
 
Stany Zjednoczone, małe miasteczko Hanncom. Alison i Tracy to siostry, które dobrze się dogadują. Obydwie są w związkach, Tracy jest matką dwójki dzieci i właśnie zaczyna urlop, co postanowiły wraz z partnerami świętować przy grillu. Atmosfera była bardzo przyjazna, lekka, alkohol lał się strumieniami, bo przecież każdy z nich pracuje na własny rachunek, więc mogą sobie od czasu do czasu pozwolić na nieco lenistwa kolejnego ranka. Jednak ten ranek przynosi całkiem inne wrażenia niż lenistwo. Partner Alison wychodzi z domu z podbitym okiem twierdząc, że ktoś uderzył go podczas porannej wyprawy do sklepu. Chwilę później u Alison zjawia się Tracy i wygląda naprawdę fatalnie - zdecydowanie gorzej niż po prostu na kacu. Niewiele mówi, więc siostra ją zostawia, Tracy prosi o krótką drzemkę. Chwilę później do ich drzwi puka policja - Morgan, partner Tracy, został znaleziony w swojej pracowni martwy. Ewidentnie nie była to śmierć naturalna, ktoś musiał mu w niej pomóc. Tyle że winnych brak - Morgan to był filar społeczności, człowiek przez wszystkich poważany. A jednak jego sąsiadka rano słyszała jakąś kłótnię… Podejrzenie pada szybko na Tracy, której przeszłość wskazuje na to, że nie zawsze była uczciwa… Czy naprawdę to ona zabiła mężczyznę, z którym planowała resztę swojego życia? Spokojna, cicha, wycofana Tracy? Alison jest pewna, że to nie jej siostra zabiła, tylko jak to udowodnić?
“Napiętnować człowieka było bardzo łatwo, znacznie trudniej było to piętno z niego zmyć.”
Książka rozpisana jest na 47 krótkich, kilkustronicowych rozdziałów, narracja prowadzona jest z perspektywy Alison w pierwszej osobie czasu przeszłego. Styl powieści jest charakterystyczny dla thrillera psychologicznego, uwaga dzieli się równo pomiędzy tym, co dzieje się na zewnątrz, a tym co wewnątrz narratorki. Zdania budowane są przyjemnie, język nie jest wulgarny, nie ma w nim praktycznie wcale przekleństw. Całość czyta się płynnie i przyjemnie, raczej bez stylistycznych potknięć.
“Strach o przyszłość - własną, rodziców, dzieci i Tracy - paraliżował mnie do takiego stopnia, że nie mogłam się ruszyć. Łzy spływały mi po policzkach, moczyły poduszkę i dłonie, które skulona trzymałam przy twarzy, a w mojej głowie wciąż huczało jedno pytanie: dlaczego to przytrafiło się akurat nam?”
Thriller psychologiczny na dwa główne założenia - musi dobrze trzymać napięcie, a historię przedstawiać z perspektywy jednej postaci, której wchodzimy „z butami” w głowę. Ta książka spełnia obydwa założenia naprawdę świetnie. Intryga kryminalna jest niesamowicie skomplikowana (choć przecież już na starcie wydaje nam się, że wiemy, kto może być winny) i zbudowana tak, że co chwilę czytelnik zostaje z otwartą z wrażenia buzią - zaskoczeń jest naprawdę dużo i są to twisty fabularne naprawdę konkretne. Zaskakujące, ale logiczne, nie przeczące spójnej psychologii całej historii, co w thrillerze jest bardzo ważne, a co nie zawsze udaje się autorom osiągnąć. Ta historia jednak od początku do końca porywa i budzi podziw stopniem skomplikowania intrygi, gdy mimo iż co chwilę autorka wywraca historię o sto osiemdziesiąt stopni, to jednak wszystko się ze sobą zgadza.
“(...) przecież o takich rzeczach nie dało się zapomnieć. Ciągnęły się za człowiekiem niczym cień, na który jedynie czasami nie zwracało się uwagi. Nie zmieniało to jednak faktu, że cień wciąż tam był.”
Główna bohaterka, a zarazem narratorka, to kobieta szczęśliwa, oczywiście do czasu tragedii, która wstrząsa jej rodziną, jak i całym miasteczkiem. Alison jest w zdrowym związku, przyjaźni się ze swoją siostrą, relacje z rodzicami ma naprawdę dobre. Te szczęśliwe życie z dnia na dzień zaczyna się jej walić na głowę, a wychowana w ciągle powtarzanym stwierdzeniu, że rodzina jest najważniejsza, rzuca wszystko, by tylko udowodnić niewinność swojej siostry i pomóc jej wrócić do normalnego życia. Jak daleko w obronie rodziny będzie się w stanie posunąć? Czytelnik poznaje Alison jako całkiem normalną, logicznie podchodzącą do życia kobietę, jednak im mocniej wikła się ona w sieć kłamstw, tym jej zachowanie staje się coraz bardziej skrajne. Jej wybory nie zawsze będą zgadzać się z moralnością czytelnika, a jej emocje będą szukały każdego możliwego ujścia. Nie jest to więc bohaterka jednoznacznie dobra, momentami jej wybory mogą dziwić, a czasami i irytować. Wydaje się jednak, że każda jej reakcja, każde jej zachowanie ma uzasadnienie w intrydze kryminalnej.
“(...) w życiu nie ma nic ważniejszego niż rodzina (...). Swoich trzeba bronić. Za swoimi trzeba stawać. Swoich nigdy nie można zdradzić.”
Alison jest zaradna, z kolei jej siostra Tracy chyba nie do końca. Została matką w młodym wieku, teraz utrzymywał ją głównie partner. Po co miałaby zabijać taką kurę znoszącą złote jajka? Jednak szybko okazuje się, że to, co widać na zewnątrz, niekoniecznie jest takie same od środka…
“Sytuacja, w jakiej znaleźli się moi bliscy, oraz splot wydarzeń, które doprowadziły do tragedii, bezsprzecznie dowodziły, że kłamstwo potrafiło wszystko zniszczyć. Zburzyć spokój, podważyć zaufanie, zrujnować życie… (...) Kłamstwa doprowadziły niemal do całkowitego rozpadu naszej rodziny…”
Poza skupieniem na Alison i jej siostrze, w tle przewija się też całe miasteczko. Obserwujemy jak pod wpływem zbrodni, której nikt nie rozumie, nastroje społeczności się zmieniają, jak szybko osądza i jak łatwo okazuje swoją nienawiść. To smutny obraz społeczeństwa, ale nieraz przecież się mówi, że wyroku społeczności są najszybsze… My obserwujemy historię z perspektywy rodziny pokrzywdzonej, dziwiąc się zachowaniu mieszkańców Hanncom.
“Mrożące krew w żyłach wydarzenie zdawało się odcisnąć na miejscowych piętno i zamienić ich w wystraszone, spięte, ponure widma. Choć z pewnością większość z nich uznała za winną Tracy, i tak spoglądali na siebie podejrzliwie, jakby w obawia, że każdy, kogo mijali, mógł kryć w sobie zbrodniarza. Jakby czuli się zdradzeni, oszukani, dogłębnie dotknięci tym, że w mieście, które dotychczas uchodziło za bezpieczne, doszło do morderstwa.”
Oczywiście w książce możemy doszukiwać się warstw - myślę, że znajdzie się w niej kilka solidnym tematów wartych przemyśleń. Jak na przykład te, które już zadałam - jak wiele można zrobić w imię dobra rodziny? Co jest ważniejsze - rodzina czy prawo? Czy zbrodnia popełniona przez członka rodziny ma inny kaliber niż ta popełniona przez obcą osobę? Czy rodzice mogą wymagać od dzieci całkowitego oddania rodzinie? Jest też i temat podstawowy dla thrillerów psychologicznych - jak dobrze znasz bliską ci osobę? Czy w ogóle da się kogoś poznać tak na sto procent? Jak sam tytuł sugeruje, nawet najbardziej szczęśliwe życie pod powłoką może kryć kłamstwa…
“Nigdy nie poznamy człowieka takim, jakim jest naprawdę (...). Każdy ma swoje brudne sekrety, których pilnie strzeże (..).”
Bez względu jakie emocje (poza napięciem oczywiście!) będzie budził debiut Pauliny Kosznik pt. “W obronie kłamstwa”, jedno nie podlega wątpliwości - to naprawdę solidnie przemyślany, z dużą uwagą i logiką zbudowany thriller. Jestem pod wrażeniem intrygi kryminalną, jaką autorka wymyśliła, a w tym podgatunku thrillerów wydaje się to zadaniem naprawdę trudnym - w końcu wszystkie bazują na tym jednym podstawowym pytaniu o stopień poznania drugiego człowieka. Paulina Kosznik zdołała wymyślić historię tak, że co chwilę nas zaskakuje, co chwilę zmienia sposób patrzenia na zbrodnię, która została popełniona, a tym samym nieustannie trzyma w napięciu. Jak na thriller, książka liczy konkretną liczbę stron, jednak mimo to lektura się nie dłuży, ba! nawet nie zauważa się upływu czasu. Wszystko jest tutaj dobrze umotywowane psychologicznie, logicznie przedstawione – tak naprawdę tylko jeden wybór narratorki wzbudził we mnie mieszane odczucia. Przyznam, że teraz jestem ogromnie ciekawa, co autorka zaprezentuje nam dalej, bo zaczęła z wysokiego C! Dawno nie spotkałam się w thrillerze z tak nieoczywistą ścieżką fabularną. Czekam na jej drugą książkę!
 
Moja ocena: 7,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem HarperCollins.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z puntami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 17, 2020

"Chłopcy, których kochano za mocno" Kazimierz Kyrcz Jr.

"Chłopcy, których kochano za mocno" Kazimierz Kyrcz Jr.

Autor: Kazimierz Kyrcz Jr.
Tytuł: Chłopcy, których kochano za mocno
Cykl: Dziewczyny, które miał na myśli, tom 2
Data premiery: 20.01.2020
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 384
Gatunek: kryminał

O Kazimierzu Kyrczu Jr. przeczytałam po raz pierwszy na profilu facebookowym Wojciecha Chmielarza przy okazji premiery „Chłopców, których kochano za mocno”. Autor zachwalał książkę jako mroczną i brutalną, zmieniającą spojrzenie na polską policję. Napisał nawet swoje polecenie na jej okładkę. Jako że Chmielarza cenię, jest w końcu moim ulubionym polskim pisarzem z gatunku thriller/kryminał, to zdecydowałam się na lekturę polecanej książki przekonana, że skoro dostała takie polecenie, to musi być naprawdę dobra. O tym czy faktycznie tak było, napiszę za chwilę. Teraz szybkie spojrzenie na samego autora.
Kazimierz Kyrcz Jr. jest oficerem krakowskiej policji. Debiutował w wieku 34 lat zbiorem opowiadań „Piknik w piekle” napisanym we współpracy z Dawidem Kainem. Od tego czasu autor podjął się jeszcze kilku podobnych współprac, wydał wiele zbiorów i osobnych opowiadań. 9 lat później w 2013 roku autor wydał swoją pierwszą samodzielną powieść pt. „Podwójna pętla”. Oprócz tego debiutu i „Chłopców, których kochano za mocno” na rynku ukazała się jeszcze książka „Dziewczyny, które miał na myśli”, która jest początkiem historii kontynuowanej w „Chłopcach…” oraz dwa zbiory opowiadań. Pisze w gatunkach kryminał, fantastyka i horror, a jego książki tłumaczone są na 4 języki: angielski, rosyjski, czeski i słowacki. Jest też współzałożycielem zespołu rockowego Lusthaus.

Historia „Chłopców, których kochano za mocno” kręci się wokół Kuby Szpikulca, mordercy prostytutek. Policja właśnie dostała zgłoszenie do kolejnej jego ofiary znalezionej w okolicy kościoła w jednej z dzielnic Krakowa. Ekipa zajmująca się tropieniem Szpikulca pod przewodnictwem Edyty Fortuny ma bardzo trudne zadanie – jakiś czas temu do mediów dostał się przeciek o podpisie Kuby, jaki wykonuje na ciałach swoich ofiar, przez co teraz policja dostaje sporo mylnych zgłoszeń, w których przypadkowi zabójcy posługują się jego znakiem, by zmylić tropy. Czy tak jest w tym przypadku? Jak policjanci znoszą presję pościgu za tak brutalnym i nieuchwytnym mordercą? Czy w końcu im się to uda? Wyjdą z tego bez szwanku?

Książka składa się z 59 rozdziałów podzielonych na 6 tytułowanych części oraz epilogu. Rozdziały są krótkie, każdy opatrzony jest cytatem z jakiegoś znanego serialu telewizyjnego. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, skupia się na każdym z bohaterów mniej więcej po równo. Książkę czyta się szybko, niestety nie mogę powiedzieć, że łatwo, bo gdzieś 1/3 dialogów powieści nie zrozumiałam wcale. Wydaje mi się, że jest to styl, który trafi tylko w wąski krąg odbiorców, ludzi obracających się w podobnych kręgach co autor, posługujących się podobnymi zwrotami – zakładam, że to język policyjny, choć oczywiście mogę się mylić. W każdym razie bohaterowie powieści często posługiwali się jakby szyfrem, do którego nie znam klucza, przez co meritum mi umykało.
„Co niedzielę chodzili na dworzec. Tam ojciec dawał mu grosik. Tytus kładł go na torach i czekali, aż przejedzie po nim jakiś pociąg. Nic nie mogło się równać z frajdą, jaką sprawiało sprawdzanie, w co zamieni się moneta. Blaszki spod kolejowej pracy miały różne kształty i wielkości. Nie znalazłoby się dwóch identycznych.
Możliwe, że właśnie tamte zabawy wykształciły w Marchwicy przekonanie, że choć ludzie wyglądają podobnie, tak naprawdę nie pasują do siebie.”
Historia zaczyna się mocno i brutalnie. Pierwszy rozdział zastanawia i szokuje, zapowiada mocno pokręcona lekturę i wgląd z bardzo skrzywdzony, psychopatyczny umysł. Niestety na tym się kończy. W powieści jest ogromna liczba postaci, każda opowiada jakąś swoją historię, a jest ich tak dużo, że nie wiadomo kto jest kim i o co im chodzi. Czytałam książkę bez znajomości tomu poprzedniego, ba, wcześniej nawet nie wiedziałam, że jest to kontynuacja, ale nie wydaje mi się, żeby nawet znajomość „Dziewczyn...” Specjalnie zmieniła ten odbiór. Za dużo opowieści, za dużo historii, za dużo bohaterów w jednym, przez co każdy jest potraktowany wyrywkowo, na czym traci cała powieść.
„Marzył, by ktoś powiedział mu, że nie warto się martwić, bo wszystko się ułoży. Że będzie dobrze. Bzdura. Nie będzie. Już nigdy. Najchętniej wyszedłby ze swojej głowy, gdyby tylko miał dokąd pójść.”
Muszę też przyznać, że jest to jedna z najbardziej przygnębiających książek jakie ostatnio czytałam. Świat, który przedstawia nam narrator, jest zły do szpiku kości. Tu każdy jeden człowiek zdolny jest do zabójstwa bez wyrzutów sumienia (oprócz jeden policjantki), każdy dba tylko o siebie, brak tu jakiejkolwiek empatii i zrozumienia. Tu każdy jest po prostu zły. Niektórzy są psychopatami, niektórzy mordercami, niektórzy chyba po prostu szaleni. Zagęszczenie morderców i zbrodniarzy na tak małej przestrzeni jest po prostu przesadnie ogromne. Jedyną ostoją jako takiego człowieczeństwa jest tu policja, a przynajmniej jej część, która i tak radzi sobie średnio.
Książkę czyta się na pewno lepiej, gdy jest się w podłym nastroju – niestety po jej lekturze podły nastrój tylko się pogłębia.
„Nie znał wielu takich piosenek. Wiadomo, o wiele łatwiej nagrać jakiegoś smęta, nadającego się jako podkład do otwarcia sobie żył, niż pogodny numer, dający choćby odrobinę nadziei na pozytywny obrót spraw.”
Podsumowując, książka kompletnie nie trafiła w mój gust czytelniczy. Jak pisałam, myślę, że może ona trafić w bardzo wąskie grono odbiorców, policjantów, którzy posługują się podobnym językiem, mają podobne poczucie humoru. Dla mnie tu było za mrocznie, za dużo, za bardzo ironicznie i za duże pomieszanie wątków. Gdyby to nie była książka do recenzji, nie doczytałabym jej do końca.

Moja ocena: 3/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!

stycznia 27, 2020

"Osaczona" Tess Gerritsen

"Osaczona" Tess Gerritsen

Autor: Tess Gerritsen
Tytuł: Osaczona
Tłumaczenie: Elżbieta Smoleńska
Data premiery: 06.11.2019
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 240

„Osaczona” to kolejny tytuł z początkowej twórczości Tess Gerritsen zaliczanej do gatunku romansu kryminalnego. W kolejności wydawniczej ukazała się w 1993 roku jako piąta książka z tego cyklu. Nie jest to lektura wymagająca, ot, szybka i lekka rozrywka, jednak ten tytuł na tle pozostałych, które do tej pory czytałam, wypada najlepiej.

Miranda Wood pracuje w lokalnej gazecie, w Maine, jej rodzinnym mieście. Kilka miesięcy wcześniej pomiędzy nią a szefem rozwinął się romans. Richard Tremain pochodzi z bardzo wpływowej rodziny, ma żonę i dzieci, ale na punkcie Mirandy kompletnie stracił głowę. Nie okazał się jednak tak uczciwym człowiekiem jak kobieta myślała, więc po czasie postanowiła zerwać tę zażyłość. Richard jednak nie jest w stanie się z tym pogodzić, ciągle ją nachodzi. Tak też zdarza się feralnej nocy, ale Miranda nie chce się z nim widzieć – wychodzi więc na spacer. Po powrocie zostaje mężczyznę nagiego w sypialni – jest martwy, ktoś go zabił jej własnym kuchennym nożem. Kobieta od razu zostaje oskarżona o tą zbrodnię, mimo że naprawdę jest niewinna, ma przeciw sobie całe miasteczko. W tym samym czasie do rodzinnej posiadłości przyjeżdża brat Richarda, Chase, który nie do końca przekonany jest o winie kobiety...

Książka złożona jest z 15 rozdziałów. Co ciekawe i wyróżniające ją na tle pozostałych tytułów, to to, że przed pierwszym rozdziałem znajdziemy spis postaci powieści. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, najczęściej podąża za Mirandą. Styl pisarki jest lekki, książkę czyta się ekspresowo.

W tym wypadku chyba nie ma sensu skupianie się na dokładnej charakterystyce postaci, bo w tego typu książkach to akurat chyba nie jest najmocniejsza strona. Chociaż postać starszej pani, sąsiadki była rewelacyjna! Ogrodniczka, trochę dziwaczka, trochę samotniczka, skradła wręcz całe show 😉 Podobała mi się też nawet gra pomiędzy Mirandą i Chase’m, którzy mocno opierają się swoim uczuciom. To było dobre rozwiązanie, historia przez to nabierała trochę bardziej realnych kształtów.

Poza tym muszę to wspomnieć o lokalizacji miejsca akcji. To Maine w USA, małe przytulne miasteczko na wybrzeżu oceanu. Domek, którego zamordowany używał jako swojego schronienia, a który swoją drogą sąsiaduje z domem tej introwertycznej sąsiadki, jest bardzo przytulny, klimatyczny. Mogłabym tam zamieszkać. Jak na taką objętość książki to również reakcja społeczeństwa na domniemaną morderczynię jest dobrze opisana.

Oczywiście nie sposób nie wspomnieć o zawodzie, jaki większość bohaterów wykonuje. Tu akcja krąży wokół gazety, której właścicielem był zamordowany. Mamy korektorów, edytorów, naczelnych. Pracę nad artykułami, śledztwo dziennikarskie – dla mnie jeden z najlepszych tematów, jakie można znaleźć w książkach.

„Osaczona” to książka z gatunku romans kryminalny, więc oczywiście uczucie pomiędzy głównymi bohaterami też musi być, musi być trochę tych romantycznych scen. Jednak nie ma ich wiele i nie są natarczywe, więc nawet dla mnie (przeciwniczki wątków romansowych 😉) nie stanowiły za wielkiego problemu.

Myślę, że mając na uwadze gatunek, czas powstania i docelową grupę odbiorczą książki, to mogę powiedzieć, że jest to dobry przedstawiciel gatunku. Czyta się szybko i przyjemnie, zagadka jest ciekawa, otoczenie świetne. Prócz tych niewielu scen miłosnych, nie mam się do czego przyczepić, a wiadomo, że takie momenty w tym gatunku pojawić się muszą. Żeby podkreślić, że ta książka na tle trzech pozostałych wypada najlepiej, decyduję się na poniższą ocenę, ale przestrzegam, żeby sięgać po nią ze świadomością gatunku i roku powstania!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!

stycznia 25, 2020

"Bez odwrotu" Tess Gerritsen

"Bez odwrotu" Tess Gerritsen

Autor: Tess Gerritsen
Tytuł: Bez odwrotu
Tłumaczenie: Maria Świderska
Data premiery: 06.11.2019
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 240

Tess Gerritsen to jedna z najpoczytniejszych pisarek thrillerów medycznych na świecie. Jej książki sprzedawane są w ogromnych nakładach, większość trafia na listy bestsellerów. Niewielu jednak wie, że autorka swoją karierę pisarską rozpoczęła od takiego gatunku jak romans kryminalny. Debiutowała w 1987 roku książką „Telefon o północy” (recenzja tutaj– klik!) i trzymała się tego gatunku przez 8 powieści. „Bez odwrotu” zostało wydane trzecie w kolejności, w 1992 roku. Wydaje mi się, że w tej powieści aktorka trochę zmieniła koncepcję książki, co raczej nie przypadło mi do gustu – jak na razie z trzech romansów kryminalnych, które przeczytałam, ta wypada najsłabiej.

Cathy Weaver wybrała się w odwiedziny do swojej ciężarnej przyjaciółki Sarah. Jest ciemno, pada deszcz, dochodzi dwunasta w nocy. Cathy jedzie pustą drogą przeklinając w duchu, że tyle czasu zeszło jej na podróż. Jest już zmęczona, jest jej zimno, marzy o kominku i ciepłym  napoju. Nieoczekiwanie przed maską jej samochodu pokazuje się kształt, Cathy hamuje z całej siły, jednak uderza lekko w przeszkodę. Przerażona wyskakuje z auta – potrąciła mężczyznę. Victor jest przytomny, jednak mocno poszkodowany, Cathy chce go zawiedź do szpitala. Kiedy pomaga mu się podnieść, widzi, że mężczyzna mocno krwawi z ramienia. Okazuje się, że został postrzelony. Co robił o tej porze w lesie? Kto do niego strzelał? I czy pomagając mężczyźnie Cathy nie ściągnie na siebie kłopotów?

Książka złożona jest z prologu i 14 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, główną uwagę skupia na Cathy i Victorze. Styl powieści jest lekki, jednak nie mogę powiedzieć, że książkę czyta się szybko... Odkładałam ją naprawdę wiele razy, przez co czytałam ją trzy razy dłużej niż zakładałam...

W dwóch poprzednich (wcześniejszych) książkach podobało mi się to, że autorka większą uwagę przywiązywałam do wątku kryminalnego niż do romansowego, wszystko było opisane ze smakiem, wyważone. To mam wrażenie, że się trochę pogubiła lub chciała spróbować czegoś innego – według mnie kompletnie się to nie sprawdziło. Wątek romansowy wyskakuje tu cały czas na pierwszy plan, przez co jego banalność i naiwność mocno rzuca się w oczy.

Cathy to kobieta przed 40stką, po rozwodzie, bezdzietna, mimo iż bardzo chciałaby to zmienić. Jest charakteryzatorką filmową i ciągle pracuje razem z byłym mężem. Jej przyjaciółka Sarah też niedawno się rozwiodła, jednak wzięła sprawy w swoje ręce i zaszła w ciążę dzięki nasieniu dawcy z banku spermy. Cathy ją podziwia, ale sama nie odważyłaby się na taki krok. Obydwie kobiety mają obsesję na punkcie macierzyństwa i wielkiej miłości, jednak obie mocno się sparzyły na związkach, o czym cały czas wspominają.
Victor, po nocy w szpitalu, odnajmuje Cathy i od razu para się w sobie zakochuje, po trzech dniach już wyznają sobie wielką miłość. Trochę to naciągane i kompletnie nieżyciowe, nawet jak na ten gatunek literacki.

Co do wątków kryminalnych, to zdecydowanie ich bym tak nie nazwała. To raczej sensacja, para ciągle jest w ruchu, cały czas ucieka przez płatnym mordercą, są pościgi i strzelanki. Tutaj też jest sporo dziwnych, wręcz groteskowych sytuacji, które zdecydowanie nie poprawiają odbioru lektury.

Ogólnie mam wrażenie, że autorka z wszystkim to przesadziła. Jest za bardzo teatralnie, dzieje się za dużo i za szybko. Postacie są płaskie, ich zachowanie bardzo naiwne i na pokaz. Jedyne co mi się tu podobało, to pomysł na fabułę, szkoda tylko że zamiast bardziej rozwinąć ten wątek, autorka wolała się skupić na seksualnych i miłosnych uniesieniach postaci.

Moja ocena: 4/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!

stycznia 16, 2020

"Złe spojrzenia" Daria Orlicz

"Złe spojrzenia" Daria Orlicz

Autor: Daria Orlicz
Tytuł: Złe spojrzenia
Cykl: Stracone dusze, tom 5
Data premiery: 05.11.2019
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 304

Daria Orlicz to pseudonim kryminalny polskiej pisarki Katarzyny Misiołek, znanej autorki powieści obyczajowych. W przeciągu 13 miesięcy na polskim rynku wydawniczym ukazało się 5 tomów cyklu „Stracone dusze”, w którym autorka odkrywa swoje mroczniejsze oblicze. Każdy tom cyklu jest ze sobą powiązany, bohaterowie znani już od pierwszej książki pt. „Diabelski młyn”, pomimo niewielkich zmian, w każdym tomie odgrywają naprawdę dużą rolę, więc nie radzę akurat w tym przypadku zaczynać cyklu od środka. Na blogu opublikowałam recenzje dotyczące trzeciego tomu pt. „Drapieżcy” (klik!) oraz czwartego pt. „Cudze grzechy” (klik!). Autorka zapowiada, że teraz musi sobie zrobić przerwę od tego cyklu, nie wyklucza jednak, że kolejne tomy powstaną.
Ja, po przeczytaniu tego tomu, zgadzam się co do tego, że przerwa autorce się przyda 😊

W drugi dzień Bożego Narodzenia na cmentarzu zamordowany zostaje jedenastoletni chłopiec, ministrant. Ktoś poderżnął mu gardło. Okoliczni mieszkańcy oskarżają o to młodego księdza, wikarego, który od niedawna sprawuje posługę w ich kościele, a który, jak wszystkim wiadomo, był z chłopcem dosyć blisko. Policja jednak nie ma dowodów na winę księdza, w ogóle poszlak w tym temacie nie ma za wiele... Śledztwo praktycznie stoi w miejscu, kiedy dochodzi do kolejnego zdarzenia – szesnastoletni chłopiec ucieka z poprawczaka, a lekko upośledzona trzydziestoletnia dziewczyna pracująca w kuchni uznana zostaje za zaginioną... Czy sprawy się ze sobą łączą? Kto zabił chłopca? Czy okoliczna ludność ma rację?

Książka składa się z 33 krótkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, zawiera sporo zgrabnych dialogów. Książkę czyta się szybko, jest napisana w przejrzystym i przyjemnym stylu. Nie mogę się jednak nie przyczepić do kilku spraw: miałam wrażenie, że w tym tomie bohaterowie zdecydowanie za często sięgają po wulgaryzmy, co mocno kłuło mnie w oczy. Wiem, że od początku cyklu bohaterowie nie byli święci i używali rynsztokowego języka, jednak chyba nie w aż takim natężeniu. W tomie 5. bardzo rzuca się to w oczy. Druga sprawa, która trochę mnie irytowała, to jedno określenie na pogodę – ‘zadymka’. Szkoda, że autorka nie pokusiła się o jakieś synonimy, bo przy którymś już pojawieniu się tego słowa w tekście zaczyna się mieć na nie lekkie uczulenie...

Miło było spotkać znane postacie, w fabule pewną rolę odgrywają znowu Kiciuś, jego Gosia, Hanka, Ola i Jeremi oraz jak zawsze wspomnienie Bugaja. Pomiędzy postaciami nie dzieje się jednak dobrze i tutaj miałam wrażenie, że konflikty były stworzone trochę na siłę, a późniejsze ich rozwiązanie za błahe. Jednym słowem trochę takie nieżyciowe.
Oczywiście, jak w każdym cyklu, zagadka kryminalna opiera się na nowych postaciach, które na pewno mają potencjał. Niestety, wydaje mi się, że mocno niewykorzystany. Już w poprzednim tomie dostrzegłam, że autorka mnoży w jednej krótkiej książce wątki kryminalne, jednak tam jeszcze to było jakoś uzasadnione i poskładane w całość. Tutaj niestety miałam wrażenie, że autorka ma za dużo pomysłów, ale nie umie ich ciekawie rozwinąć. W jednym krótkim tomie mamy zagadkę z morderstwem chłopca, ucieczką z poprawczaka, morderczynią noworodków plus osobiste problemy przynajmniej dwóch par. Dużo jak na 300 stron, prawda? Szkoda, że autorka nie zdecydowała się po prostu na jeden temat, nie pociągnęła tak zajmującego tematu jak podejście ludzi do wiary, i kościoła, szybkie osądzanie, pozornie szczęśliwe rodziny. Myślę, że gdyby ten tom opierał się tylko na tym jednym temacie, ale bardziej rozwiniętym, plus wątki osobiste znanych bohaterów (też bardziej ograniczone), to historia tylko na tym by zyskała. Tu jednak na każdej stronie niby coś się działo, ale było to bardzo wymieszane i potraktowane po łebkach, na czym ucierpiała całość.

W każdym z tomów autorka poruszała jakiś ważny i aktualny temat. Tutaj podejrzewam, że właśnie tym tematem miał być stosunek do księży, to że teraz wszyscy postrzegani są za pedofilów i innych zwyrodnialców i zapowiadał się naprawdę dobrze i ciekawie. Szkoda, że nie został przeanalizowany głębiej, a problem, który ostatecznie stał za zabójstwem nie został zasygnalizowany wcześniej i nie opisany dokładniej.

Nie będę dzisiaj przedłużać, ze względu na sentyment do serii i jak zawsze przyjemny styl nie oceniam książki najniżej, jednak przez ilość tematów potraktowanych po łebkach, nagromadzenie nieuzasadnionych wulgaryzmów i duże epatowanie seksualnością (na co mam ogromne uczulenie w kryminałach!!!) nie mogę uznać tego tomu za udany. Mam nadzieję, że przerwę w tworzeniu kryminałów autorka poświęci na odpoczynek od mrocznych tematów, a po czasie wróci do nas z ciekawymi, dopracowanymi i przemyślanymi tematami. Cyklu na pewno jeszcze z listy nie skreślam i trzymam kciuki, by autorka wróciła do formy z pierwszych tomów.

Moja ocena: 5/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!

listopada 28, 2019

"Cudze grzechy" Daria Orlicz

"Cudze grzechy" Daria Orlicz

Autor: Daria Orlicz
Tytuł: Cudze grzechy
Cykl: Stracone dusze, tom 4
Data premiery: 05.08.2019
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 320

Daria Orlicz to pseudonim kryminalny polskiej autorki powieści obyczajowych Katarzyny Misołek. Pod nazwiskiem Orlicz autorka wydała już 5 powieści cyklu pt, „Stracone dusze”, ta w kolejności jest czwarta. Na rynku od 5 listopada dostępny jest już piąty tom pt. „Złe spojrzenia”. Każda z części ukazywała się w niewielkich odstępach czasowych, całość wydana została w przeciągu 13 miesięcy. Na kolejną część przyjdzie nam jednak dłużej poczekać, a ile w ogóle takowa powstanie.
Autorkę na tle innych wyróżnia uwaga zwrócona na bohaterów – są ludzcy, prawdziwi, podejmują często kontrowersyjne decyzje, czego przykładem jest właśnie ten cykl i jego główni bohaterowie.

Akcja „Cudzych grzechów” toczy się jesienią. Z domku letniskowego w środku nocy porwana zostaje kobieta w 8 miesiącu ciąży. Śledztwem w tej sprawie zajmuje się Wojtek Kiciński i Hanka Piasecka. W międzyczasie Jeremi Jaromirski zostaje poproszony przez dawną przyjaciółkę o pomoc w udowodnieniu niewinności jej brata, który został oskarżony o ciężkie pobicie. Bohater zgadza się, bierze urlop i jedzie do Trójmiasta, by przeprowadzić prywatne śledztwo.

Książka składa się z 38 rozdziałów. Podzielona jest na rozdziały dziejące się w czasach aktualnych oraz na te, dziejące się 15 lat temu (pisane kursywą). Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, główną uwagę skupiając na myślach i zachowaniach bohaterów. Książkę czyta się szybko i przyjemnie, styl pisarki jest lekki, spójny, język lekko potoczny.

Głównymi bohaterami w tym tomie są Hanka, Kiciuś, Jeremi i porwana kobieta. Prócz tej ostatniej wszyscy są już znani z poprzednich tomów, nie zabraknie tu też innych znanych postaci jak Gośka od Kiciusia, prokurator Smoczyca vel. Nina czy nawet Arek, syn Bugaja. Największą uwagę jednak zwracamy na Hankę, której osoby tyczą się też te rozdziały z przeszłości. Poznajemy dokładnie życie kobiety, jak wygląda teraz, jak wyglądało gdy była jeszcze nastolatką. Z kolei u Kiciusia coś chyba nie najlepiej dzieje się w związku, miałam wrażenie, że razem z Gosią przechodzą mały kryzys. Miłym akcentem było też pojawienie się Krzyśka Bugaja znanego z dwóch pierwszych tomów w historii Hanki z przeszłości.

Jak już wspomniałam historia skupia się na 3 liniach fabularnych. Pierwsza, porwanie jest ciekawa, zbudza zainteresowanie, ale zakończenie wydaje mi się trochę urwane. Może autorka doda coś jeszcze o tym w kolejnym tomie?
Sprawa Jeremiego z kolei mocno przyspiesza na końcu, jest dosyć tajemnicza z małym akcentem miłosnym. Historia Hanki z przeszłości głównie skupia się na jej osobie, ale też ma swój ukryty cel. Ciężko coś powiedzieć konkretniej o akcji bez zdradzania szczegółów. Powiem tylko, że to całkiem ciekawy, lekki kryminał.

Ogólnie jestem z lektury zadowolona, lubię historie gdzie jest wielu bohaterów oraz historia podzielona na czas przeszły i teraźniejszość. Po tomie trzecim, tym trochę słabszym, ale jak zgadłam w poprzedniej recenzji (klik!) uzasadnionym wcześniejszymi wydarzeniami, w tym tomie autorka znowu powróciła do dobrego poziomu. Mam nadzieję, że tom piąty szybko trafi w moje ręce, bo zakończenie „Cudzych grzechów” pozostawia czytelnika z dużym zawieszeniu.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!

września 05, 2019

"Telefon o północy" Tess Gerritsen

"Telefon o północy" Tess Gerritsen

Tytuł: Telefon o północy
Tłumaczenie: Elżbieta Smoleńska
Data premiery: 08.07.2019
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 256

Tess Gerritsen swoją karierę pisarską rozpoczęła cyklem ośmiu romansów kryminalnych. Początkiem tego cyklu a zarazem jej debiutem literackim była książka pt. „Telefon o północy”. Myślę, że ten fakt jest istotną informacją przed rozpoczęciem lektury oraz to, że książka została wydana po raz pierwsza na amerykańskim rynku w 1987 roku. Dzięki tej wiedzy książkę można czytać z innym nastawieniem, a co za tym idzie, odebrać ją bardziej pozytywnie.

Akcja książki rozpoczyna się od prologu, w którym jesteśmy świadkami jak pewien mężczyzna zastawia pułapkę na płatnego mordercę w berlińskim hotelu i wychodzi z tej bitwy zwycięsko skutecznie zacierając po sobie ślady. Kilka godzin później, chwilę po północy, Sarah odbiera telefon – dzwoni Nick z Departamentu Stanu, który oznajmia jej, że jej mąż Geoffrey zginął w pożarze hotelu w Berlinie. Kobieta nie może w to uwierzyć, tym bardziej, że Geoffrey miał być przecież na wyjeździe służbowym w Londynie... Niedługo po tym udaje jej się przekonać Nicka, że coś w tej sprawie nie pasuje i obydwoje zaczynają prywatne śledztwo, które przegoni ich po kilku krajach Europy oraz obudzi gorące uczucie....

Od strony kompozycji książka składa się z prologu i 16 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównie podąża za Sarah, ale nie tylko. Narrator dużą uwagę zwraca na otoczenie i wygląd postaci. Język narracji jest prosty, książkę czyta się szybko.

Główną bohaterką jest wspomniana już Sarah. To kobieta w wieku 32 lat, ruda, z brązowymi oczami, przeciętnej urody. Jest mikrobiologiem, pracuje na uniwersytecie i prowadzi ważne badania nad DNA, które są po części tajne. Swojego męża Geoffreya spotkała 6 miesięcy temu, a od 2 są małżeństwem. Sarah jest dosyć naiwna, obsesyjnie chce być kochana.

Jej mąż Geoffrey zatrudniony był w pewnym banku, który swoją filię ma w Londynie, stąd jego częste wyjazdy. Jak szybko się okazuje, Sarah niewiele wie o swoim mężu, nie zna nikogo z jego rodziny i przyjaciół, nagle orientuje się, że Geoffrey w sumie nigdy nic jej o sobie nie powiedział... Powiedzieć, że sytuacja wygląda na podejrzaną, to jak nie powiedzieć prawie nic....

Nick z kolei to dosyć prosty facet. Pracuje w Departamencie Stanu, ale ostatnio został zdegradowany i teraz zajmuje się powiadamianiem wdów o śmierci mężów i ściąganiem ich ciał do kraju. Na szczęście ma wiele kontaktów z przeszłości, które w razie potrzeby może wykorzystać...  Nick to idealista, dobry człowiek. Prywatnie rozwodnik,  od 4 lat samotny, stroni od kobiet. Do czasu poznania Sarah uważał, że nie potrzebuje miłości i kobiety, jednak po jej poznaniu szybko zmienia zdanie...

Akcja powieści oparta jest na szpiegowskich intrygach. Nie wiadomo kto jest kim, komu można ufać, kto jest dobry a kto zły. Akcja pędzi, dużo się dzieje, wciągając w to wszystko zwyczajną Sarah, która jeszcze niedawno o tym świecie nie miała pojęcia. Historia poprowadzona jest sprawie, wciąga.

Wątek miłosny, jak na romans, nie jest specjalnie mocno rozbudowany. Jasne - zachowanie pod tym względem Sarah i Nicka jest dosyć naiwne i dosyć zabawne, ale szczerze nie przywiązywałam do tych momentów większej wagi.

W tej książce, debiucie autorki, dziwi mnie jej dobór tematyki. Nazwisko autorki przyzwyczaiło nas do akcji osadzonej w środowisku medycznym, a tutaj mam całkowicie co innego. CIA, szpiedzy, płatni mordercy wyskakują z każdej strony książki. Akcja toczy się w kilku krajach, głównie w Europie. Muszę przyznać, że znając późniejsze książki autorki, ta tematyka mocno zaskakuje.

Podsumowując, książka jak na rok 1987, debiut oraz gatunek romans kryminalny jest całkiem w porządku. Lektura na jeden wieczór, na oderwanie się od rzeczywistości. Myślę, że warto o tym wiedzieć przed rozpoczęciem lektury, w innym wypadku książka może nie zadowolić. A posiadając te informacje można się przy książce zrelaksować i dać się ponieść akcji. Spędziłam z nią przyjemne, rozrywkowe kilka godzin.

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!

września 04, 2019

"Czarna loteria" Tess Gerritsen

"Czarna loteria" Tess Gerritsen

Tytuł: Czarna Loteria
Tłumaczenie: Monika Krasucka
Data premiery: 08.07.2019
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 288

Tess Gerritsen to aktualnie jedno z najgłośniejszych nazwisk w gatunku thrillera medycznego. Jej książki doczekały się wydań w 40 krajach, zostały przetłumaczone na ponad 30 języków, a nakład ich przekroczył 30 milionów. Na podstawie jej serii o Rizzoli i Isles powstał serial telewizyjny pt. „Partnerki”. Jednak nie wszyscy wiedzą, że autorka swoją przygodę zaczęła od serii ośmiu romansów kryminalnych, w skład której wchodzi właśnie „Czarna loteria”. W całym jej dorobku to była druga książka, która na rynku amerykańskim ukazała się w 1990 roku. Myślę, że dobrze o tym wiedzieć przed lekturą, bo wtedy spojrzy się na książkę nieco inaczej.
„Czy nie zastanowiło cię, że zabójca działa w sposób planowy? Zupełnie jakby miał listę ofiar. To taka czarna loteria, w której stawką jest śmierć.”
Akcja „Czarnej loterii” rozpoczyna się od brutalnego morderstwa lekarza ginekologa Henry’ego Tanaki, który na chwilę przed swoją śmiercią dostał list z kancelarii prawnej – po 5 latach nagle ktoś zaczyna interesować się śmiercią jednej z pacjentek. Mijają 2 tygodnie, śledztwo z braku jakichkolwiek dowodów zostaje zamknięte. Po tym czasie na stół operacyjny trafia jedna z pielęgniarek tego samego szpitala, podczas operacji, która przebiega pozornie wzorcowo, pacjentka niespodziewanie umiera. Winą zostaje obarczona lekarz anestezjolog Kate Chesne. Kobieta jest jednak pewna, że nie popełniła błędu. Rodzina zmarłej przygotowuje pozew sądowy, sprawą zajmuje się prawnik Dave. Kate próbuje przekonać Dave’a o swojej niewinności, jednak z powodu braku dowodów, prawnik jej nie wierzy, mimo że kobieta wzbudza w nim sporo namiętności. Sprawa zmienia się kiedy ofiarą morderstwa pada druga pielęgniarka, zamordowana dokładnie tak samo jak wcześniej lekarz...

Kompozycyjnie książka składa się z prologu, 16 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, najczęściej podąża za Kate. Narrator przywiązuje dużą wagę do wyglądu bohaterów, szczególną uwagę zwracając na oczy. Poza tym styl narracji jest płynny i wciągający.

Główną bohaterką jest doktor Kate Chesne. Kobieta około 30tki, samotna, do Honolulu przeprowadziła się dla mężczyzny, jednak z tego związku nic nie wyszło. Praca jest całym jej życiem i jest naprawdę dobra w tym co robi. Kobieta racjonalna, bardzo uparta, zaradna.

Dave Ransom to prawnik z własną kancelarią. Również samotny, w okolicach 40stki, przystojny. Jego życie nie zawsze był puste i wypełnione tylko pracą, kiedyś miał rodzinę i pracę w prokuraturze. Teraz mężczyzna jest zimny jak skała, od lat nie dopuszcza do siebie żadnych uczuć. Jednak Kate zaburza ten porządek i  jego schludny, pedantyczny świat.

Wątek kryminalny historii jest zaskakująco wciągający. Intryga dobrze przemyślana, mimo że nieskomplikowana. Muszę przyznać, że nie domyśliłam się jej rozwiązania.

Wątek romansowy z kolei, przyjmując, że z założenia książka to romans kryminalny, nie jest jakoś mocno eksponowany. Oczywiście było parę miłosnych momentów, bohaterów mocno do siebie ciągnie, ale nie było to bardzo nachalne. Zdecydowanie w książce przeważa motyw kryminalny, niż romansowy.
„Każdy nosi w sobie agresję. Ujawnia ją zwłaszcza wtedy, gdy musi bronić tych, których kocha. Miłość i nienawiść od zawsze idą w parze.”
Ogólnie muszę przyznać, że książkę czytało mi się dobrze. To była fajna odskocznia od moich codziennych mrocznych lektur, taki odmóżdżacz, czytadło na jeden wieczór.  Szczerze, spodziewałam się więcej romansu, więc zostałam pozytywnie zaskoczona.

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!

września 03, 2019

"Krewni" Piotr Górski

"Krewni" Piotr Górski

Autor: Piotr Górski
Tytuł: Krewni
Cykl: komisarz Sławomir Kruk, tom 3
Data premiery: 17.07.2019
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 432

„Krewni” to trzeci tom o komisarzu Sławomirze Kruku autorstwa Piotra Górskiego. Autor wywodzi się z rodziny polonistów, swoje dzieciństwo spędził na Mazurach. Debiutował w latach 90tych XX wieku, a prócz wspomnianej już kryminalnej serii, która swój początek miała w 2017 roku, trzyma się raczej gatunku fantasy. Dla mnie ten tom to było pierwsze spotkanie z twórczością autora, ale od razu mogę przyznać, że na pewno nie ostatnie!

Akcja powieści „Krewni” zaczyna się od oględzin zwłok młodej dziewczyny, którą ktoś brutalnie zamordował, a po jej śmierci ciało dokładnie ułożył. Szybko okazuje się, że zamordowana Basia, to bratanica mężczyzny, który rok temu zastrzelił jednego z trzech chłopaków, znajomych dziewczyny. którzy wtargnęli do jego mieszkania – od tej pory mężczyzna przebywa w więzieniu, dopiero za kilka dni szemrany adwokat ma go stamtąd wyciągać. Kruk, komisarz zajmujący się tą sprawą, od razu przeczuwa, że sprawy się w jakiś sposób łączą i wiedziony tym instynktem rozpoczyna obszerne i zagmatwane śledztwo. Czy faktycznie te dwie sprawy się łączą? Kto zamordował Basię? I jak skutecznie przeprowadzić śledztwo, kiedy rodzina zamordowanej nie wierzy w polski system sprawiedliwości i sama postanawia wziąć sprawy w swoje ręce?

Od strony kompozycji książka podzielona jest na 99 naprawdę krótkich rozdziałów – niektóre liczą stronę, inne kilka. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża przeważnie za Krukiem, ale nie tylko. Książkę czyta się wygodnie, wydanie jest bardzo przejrzyste.
Styl narracji bardzo przypasował mi do gustu – jest mrocznie, świat przedstawiony w książce jest raczej zły, nadziei brak, sprawiedliwości też. Jednak narracja poprowadzona jest dosyć sarkastycznie, dużo w niej czarnego humoru – muszę przyznać, że często podczas czytania przez moją twarz przemykał uśmiech. Ten zabieg możemy zaobserwować głównie w dialogach, których jest w książce sporo.
„Pomyślał, że powinien gdzieś zapisać, że dwudziestego siódmego czerwca o czwartej trzydzieści świat się zatrzymał bez powodu. Nie włączył radia w samochodzie. Bał się, że gdy naciśnie przycisk, z głośników nie dobędzie się dźwięk i wtedy zrozumie, że został sam na świecie.”
Głównym bohaterem powieści jest oczywiście wspomniany już komisarz Kruk. To inteligentny śledczy, jednak z pewnymi problemami. Pół roku temu wydarzył się pewien incydent (podejrzewam, że było to w tomie drugim), który sprawił iż koledzy i przełożeni z pracy nie są pewni czy jest w stanie zachować w pracy zimną krew. Mężczyzna jest samotny, ma problemy ze snem, w sumie praca to jego życie, nie ma nic poza nią. Przełożony kieruje go do psychologa, co Krukowi raczej nie odpowiada. Kruk to dobry facet, ale z dużym temperamentem, potrafi czasem dogryźć. Muszę przyznać, że bardzo go polubiłam i jestem bardzo ciekawa jego wcześniejszych losów.
„Do tej pory miałeś zadziwiająco dużo szczęścia. Ale jeśli to będzie trać, szczęście się skończy, bo szczęście zawsze się kończy, i pewnego dnia przekroczysz granicę.”
Fajną, chociaż mocno drugoplanową postacią jest też policjant towarzyszący Krukowi przy tej sprawie – Radek. To wielki facet, który myśli racjonalnie. Młody ojciec, dla niego rodzina jest równie ważna co praca. Z Krukiem się dogadują, Radek stoi za nim murem. To dobry i lojalny człowiek.

W książce spotykamy naprawdę sporo postaci – po stronie policji na pewno trzeba jeszcze wymienić przełożonego Marcina i psycholog Monikę. Wielką rolę w książce odgrywa też rodzina zamordowanej – jej matka Iwona i jej dwóch braci , a także dwóch młodych mężczyzn powiązanych z tamtym wtargnięciem. Poza tym koniecznie trzeba też wspomnieć o tym szemranym adwokacie, który jest dosyć intrygującą postacią – brodacz z niedowładem jeden strony twarzy, kompletnie bez kręgosłupa moralnego, który nie obawia się pokazywać własnego bogactwa. Muszę przyznać, że wszystkie te postacie są naprawdę ciekawe, każda z nich ma swój indywidualny rys.
„Błękitne niebo było w tej chwili jedynie marzeniem. Błękit policyjnych świateł musiał Krukowi wystarczyć.”
Intryga w powieści jest mocno rozbudowana i świetnie przemyślana. Wraz z biegiem powieści czytelnik odkrywa nowe fakty, z których może odtworzyć bieg wcześniejszych wydarzeń. Muszę przyznać, że akcja jest dobrze rozpisana, mocno wciąga, książkę naprawdę ciężko odłożyć. Pochwalić też muszę kilka pomysłów na wnętrza budynków, gdzie sztuka miesza się z codziennością – robi wrażenie!

Pisałam już wcześniej o mroczności świata przedstawionego, ale trzeba podkreślić, że chyba żadna z postaci nie wierzy w polski system sprawiedliwości. Wielu bohaterów czerpie z tego korzyści, a ci dobrzy wiedzą, że jeśli sami nie wymierzą sprawiedliwości, to nikt inny tego nie zrobi.
„Sądy są niezbędne – powiedział powoli. – Dzięki nim mamy złudzenie, że prawo jest czymś namacalnym, że w ogóle jest czymś istotnym, że jego złamanie jest złem i czeka za to kara. Tkwimy w tym złudzeniu, dopóki osobiście się nie przekonamy, czy sądy naprawdę są.”
 To brutalny, smutny świat, gdzie tych prawych można zliczyć na palcach jednej dłoni.

Podsumowując, „Krewni” to rasowy kryminał. Z wciągającą, ciekawą akcją, świetnymi bohaterami i dobrze przemyślaną zagadką, którą chyba faktycznie ciężko samodzielnie odgadnąć. Styl powieści zdecydowanie przypadł mi do gustu. Mam tylko jedno ‘ale’ – późniejszy wątek Moniki wydawał mi się niepotrzebny, nie pasował mi do całości, wprowadzał bardzo niepotrzebny dramatyzm, najchętniej bym go wycięła. Ale poza tym to nie mam zastrzeżeń i muszę teraz nadrobić pozostałe dwa tomy, bo jestem naprawdę ciekawa przeszłości bohatera!
A, ważna informacja – tom można czytać oddzielnie, autor tak sprytnie poprowadził narrację, że nie za wiele dowiadujemy się o przeszłości bohaterów, więc nawet zaczynając od środka, czytelnik nie odbiera sobie przyjemności poznania wcześniejszych tomów.

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!

kwietnia 24, 2019

"Drapieżcy" Daria Orlicz

"Drapieżcy" Daria Orlicz

Autor: Daria Orlicz
Tytuł: Drapieżcy
Cykl: Stracone dusze, 3 tom
Data premiery: 20.03.2019
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 301

    „Drapieżcy” to 3 tom cyklu nadmorskich kryminałów pt. „Stracone dusze” autorstwa Darii Orlicz. Jest to pseudonim znanej polskiej pisarki obyczajowej Katarzyny Misiołek. Jak sama autorka określa Daria Orlicz pisze mroczne kryminały z pogranicza thrillera psychologicznego. Fascynuje ją  złożoność ludzkiej psychiki i nieprzewidywalne konsekwencje wyborów. Jej postacie są zagmatwane, nikt nie jest po prostu dobry lub po prostu zły. Cykl kryminałów aktualnie będzie miał na pewno nie mniej niż 5 tomów, chociaż autorka nie wyklucza, że napisze więcej, jeśli do tej pory temat jej się nie wyczerpie. Można więc uznać, że tom „Drapieżcy” jest tomem środkowym i dokładnie takie miałam wrażenie podczas lektury.
„Drapieżcy” to historia kryminalna dotycząca brutalnego gwałtu i morderstwa dokonanego na młodej osamotnionej dziewczynie mieszkającej w lesie, w pewnym oddaleniu od miasteczka. Dziewczynie ze znamieniem na twarzy, przez okoliczną młodzież często określaną jako córkę czarownicy. Mimo, że czytelnik od pierwszego momentu wie co się stało z dziewczyną, policja dopiero po czasie odkrywa jej zwłoki. W międzyczasie zbrodniarze chodzą wolno, chociaż jednych ta zbrodnia zdecydowanie mocno prześladuje, a dla innych jest po prostu ciekawym, podniecającym wspomnieniem.
Książka kompozycyjnie podzielona jest na 40 króciutkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest w 3 osobie czasu przeszłego, a narratorów jest wielu. W powieści poruszanych jest dużo różnych wątków, ta ilość narratorów powoduje, że przeskakujemy od jednego do drugiego tematu, które pozornie nic nie łączy. Styl pisarki jest mocny, brutalny, a przedstawiona rzeczywistość smutna.
Wydarzenia tego tomu toczą się około 4 miesiące po wydarzeniach z poprzedniego. Możliwe, że książkę na siłę da się czytać jako osobną powieść, ale szczerze nie polecam. Wydarzenia z tego tomu ściśle wiążą się z tym, co działo się wcześniej, tamta historia ma bardzo duże oddziaływanie na tą opowieść.
Tak jak pisałam, bohaterów jest kilku. Są już znane postacie, tj. starszy aspirant Wojciech Kiciński „Kiciuś”, dobry przyjaciel Bugaja, człowiek uczciwy, mocno związany z życiową partnerką Gosią. Jest Anna i Jarek, żona i syn Bugaja, którzy w tym tomie zostają sami, próbują sobie poradzić ze stratą. Jest prokurator Nina i kilku innych policjantów znanych już czytelnikowi. Sporo miejsca w tym tomie zajmuje też Klara, młoda dziennikarka, która chce się w końcu wybić w zawodzie, ma nadzieję na zostanie poważną dziennikarką śledczą. Sporo jest też nowych bohaterów – Kacper i Konrad, rodzeństwo, zamieszane w sprawę morderstwa dziewczyny, nowy policjant Jeremi Jaromirski, który niedawno rozstał się z dziewczyną i dlatego też zmienił miejsce zamieszania, a jednak ma nadzieję, że tak naprawdę to nie jest koniec. Ciekawą postacią jest też Hassad, Senegalczyk, który jakiś czas temu spotykał się z ofiarą. To tylko część z bohaterów, którzy mają znaczenie dla historii, każdy jest ciekawy, ale miała wrażenie, że dlatego, że jest ich tak wielu, to nie są oni opisani na tyle szczegółowo, żeby wydawali się realnymi postaciami. Może to tylko takie chwilowe odczucie, może kolejny tom przybliży tych bohaterów bardziej. Miałam wrażenie, że ten tom jest takim tomem przejściowym, dwa poprzednie opowiadały głównie historię Bugaja, na nim skupiały sporą część uwagi, teraz gdy go już nie ma, uwaga została podzielona na wszystkich, bardziej skupiona na tym jak radzą sobie po stracie, niż na samych bohaterach.
Co do tematów poruszanych w powieści, to głównym tematem jest zachowanie psychopaty. Przyglądamy się mordercy, który dla własnej przyjemności kogoś skrzywdził i zabił, który jest na tyle inteligenty, żeby nikt z otoczenia nie miał nawet najmniejszych wątpliwości, co do jego czystości charakteru. Z biegiem historii bohater coraz mocniej odkrywa się przed czytnikiem, coraz bardziej poznajemy jego myśli, to co siedzi mu w głowie.
Sporo miejsca w tym tomie zajmuje też temat dopalaczy. Jest to dosyć aktualny problem, o którym ostatnio jest bardzo głośno w mediach. Podobnych tematów, poruszanych niby przypadkiem, gdzieś w rozmowach znajdziemy w powieści sporo. Autorka wpłata w treść sporo ekologicznych tematów jak zużycie plastiku czy nieludzkie warunki hodowli zwierząt do uboju. Wspomina także o zwierzętach hodowanych i zabijanych tylko dla futra. W powieści spotykamy się też z problemem rasizmu ogólnie i w kręgach policyjnych. Muszę przyznać, że bardzo zgrabnie autorka wplata te tematy, często w formie rozmowy bohaterów lub przemyśleń. Podoba mi się jej podejście, więc tym na pewno nie tyle zyskuje, bo moją sympatię zyskała już przy pierwszym tomie, co dalej utwierdza mnie w przekonaniu, że pisze dobrą faktycznie dobry kawał literatury.
    Podsumowując, seria „Stracone dusze” jest bardzo mrocznym kryminałem łagodzonym bliskością morza i szumem fal. Tak jak poprzednie tomy, tom „Drapieżcy” pochyla się nad skrzywieniem psychicznym, nad mroczną częścią ludzkości. Jest brutalnie, ale i bardzo smutno, powiedziałabym że 1/3 powieści jest faktycznie poświęcona zbrodni na młodej dziewczynie i śledztwu w tej sprawie, a 2/3 to zmagania bohaterów, którzy muszą pogodzić się ze stratą. Ich problemy i życie codzienne zajmują zdecydowanie większą część książki. Tak jak pisałam, mam wrażenie że to jest tom przejściowy, po tym co było, a przed tym co znowu będzie, taki środkowy, przeprowadzający zmianę w otoczeniu znanych już bohaterów. Myślę, że przez to tom podobał mi się trochę mniej niż pozostałe. Co oczywiście nie zmienia faktu, że po 4. tom na pewno sięgnę, choćby po to żeby się przekonać czy miałam rację i czy faktycznie w 4. tomie powróci forma z dwóch poprzednich.

Moja ocena: 6/10