Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoinitium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoinitium. Pokaż wszystkie posty

lipca 16, 2024

Wilki" Grzegorz Wielgus

Wilki" Grzegorz Wielgus

Autor: Grzegorz Wielgus
Tytuł: Wilki
Data premiery: 21.06.2024
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 384
Gatunek: kryminał
 
“Wilki” to drugi kryminalny skok w bok Grzegorza Wielgusa, autora kojarzonego głównie z fantastyką osadzoną w czasach średniowiecznych. Na rynku książki obecny od 2016 roku, do tego roku tworzył raczej oszczędnie - jedna książka na rok czy dwa. W tym czasie debiutował “Krzyżowcem”, napisał dwie serie fantastyczne liczące każda po dwa tomy oraz w 2021 roku powieść kryminalną “Saal”. Teraz do jego dorobku dołączyły “Wilki”, książka trzymająca się wątków racjonalnych choć osnuta nutką tajemnicy starych regionalnych legend…
 
Historia toczy się w Dolinie Kłodzkiej zimą, w tym najgorszym, najbardziej depresyjnym miesiącu roku - w lutym. Komisarz Orłowiec i aspirant Kępski znajdują się w domu prawnika, który hobbystycznie zajmował się myślistwem. Teraz leży martwy, a to, co zrobiono z ciałem sugeruje morderstwo rytualne. Pierwsze poszlaki wskazują na to, że mężczyzna zginął za to, co robił po godzinach… W tym samym czasie na górskim szlaku turystka skręca kostkę i musi wezwać na pomoc GOPRowców. Jest tym nieco zawstydzona, bo ani szlak nie był trudny, ale droga do schroniska daleka, jednak ekipa, która chwilę później się przy nie zjawia, jest bardzo przyjazna i uprzejma. Tyle że przypadkiem jeden z nich znajduje rękawiczkę. A w niej rękę. Odgryzioną. Gdzie reszta ciała? Czy to atak dzikich zwierząt na martwe już zwłoki czy jednak coś więcej? Oczywiście zaraz policja dostaje zgłoszenie o tym znalezisku, a to powoduje pytania - czy dwie śmierci, jedna po drugiej na tak niewielkim obszarze, jakim jest wioska Wilki, mogą być przypadkowe?
 
Książka składa się z 18 rozdziałów i epilogu. Każdy rozdział opatrzony jest cytatem z kroniki jezuitów kłodzkich “Summula chronicae Glociumae” i najczęściej składa się z krótszych scenek, liczących przyjemne kilka stron. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a narrator skupia się na oddaniu relacji naprzemiennie ze śledztwa Orłowca, jak i nieco rzadziej historii GOPRowców, którzy przez swoje znalezisko nieco angażują się w sprawę. Styl powieści jest spokojny, autor nie spieszy się w opisach miejsc, jakie postacie odwiedzają, to co na zewnątrz jest tutaj istotne. Opisy miejsc zbrodni nie są łagodne, ale mimo to książki nie czyta się źle - brutalne morderstwa zdają się być tutaj środkiem do celu. Dodatkowo warto też wspomnieć o dialogach, które często wzbogacone są o czarny humor, co dobrze rozładowuje napięcie, wprowadza w historię zdrowy balans - może właśnie przez to brutalność morderstw nie jest aż tak mocno odczuwalna? W samych opisach czuć też tę fantastyczno-średniowieczną fascynację autora, co daje duży kontrast do bardzo nowoczesnych dialogów. Sama korekta tekstu mogłaby być nieco dokładniejsza, jednak nie ma w niej aż tyle błędów, by miało to wpłynąć na ocenę książki. Całość czyta się płynnie.
 
Pierwszym atutem tej powieści jest jej klimat. Mamy małe miasteczko z typową dla wioski mentalnością - albo jesteś nasz, albo nie masz tu czego szukać - głęboką zimę, która zniechęca bohaterów do wychodzenia na zewnątrz i legendy. Przede wszystkim o Bestii, groźnym wilku, który setki lat temu nawiedzał te ziemie i terroryzował mieszkańców. Opowiadają o tym częściowo GOPRowcy, ale prawdziwą atmosferą zła i strachu raczą nas kroniki jezuitów, które opisują to, co działo się na tych terenach, jak ludność walczyła z nawiedzających ich złem. Bestia, mroźna zima i nawracające morderstwa, które trudno skategoryzować czy na pewno popełniane są przez człowieka budują mroczny, tajemniczy, jakby osnuty mgłą klimat.
“Ale to właśnie legendy czyniły z rzeczywistością. Wypaczały ją, rozdmuchiwały żar w gorejący płomień, którego nie dało się ugasić przez pokolenia. W tym świetle łatwo było przeoczyć, że ziarnem prawy w każdej opowieści był człowiek, a ten, niezależnie od majątku i urodzenia, zabijał zawsze z tych samych powodów.”
Sama postać śledczego też przyciąga uwagę. Pozornie postać jakich w kryminałach wiele, ma cechy, które jednak go z tego tłumu wyróżniają - i te fizyczne, jak zamiłowanie do tabaki, i te odnoszące się do zachowań - bardzo często zdarza mi się bezczynnie siedzieć w aucie. Prywatnie nie wiemy o nim za wiele, gdzieś po drodze poznajemy jakieś strzępki jego przeszłości, jak to dlaczego dostał w te rejony przeniesienie, jednak do samego końca tak naprawdę nie znamy jego prywatnych relacji z otoczeniem. To kreacja finalnie nieszablonowa, która może przez całą lekturę nie przyciąga specjalnie dogłębną psychologią, ale już po jej zakończeniu daje do myślenia.
 
Orłowiec jako przyjezdny nie ma w Wilkach łatwo, odkrywanie tajemnic tej zamkniętej społeczności trwa długo. Ale mężczyzna się nie poddaje, drąży, a jak wiadomo kropla drąży skałę… czy ostatecznie ktoś z mieszkańców się jednak przed nim otworzy czy na zawsze zachowają swoje sekrety dla siebie?
“Dla większości osób dom jest bezpieczną przystanią. Miejscem, w którym można odpocząć, odciąć się od całego świata, a ten potrafił być przerażający. Kilka godzin przed telewizorem, komputerem czy z książką w ręce stanowił nieoceniony luksus, na który nie wszyscy mogli sobie pozwolić. Jednak dla niektórych dom był miejscem pełnym strachu i napięcia, dźwiękoszczelną klatką, z której nie dało się uciec. Tacy ludzie zawsze wyglądali na starszych, niż byli w rzeczywistości. Świadomość, że w każdej chwili mogą zostać zaatakowani, sprawiała, że nie potrafili odpoczywać. Łamali się. Stawali się zakładnikami w ręku tych, którzy powinni ich wspierać i bronić, zamiast dusić łańcuchem.”
Intryga kryminalna budowana jest dosyć spokojnie, mimo krwawych opisów ciał ofiar, całość nie jest makabryczna, a skupiona na detalach śledztwa, przepytywaniu świadków, szukaniu dowodów i powiązań. Od początku przewija się motyw historii tego miejsca osadzony w dalekiej przeszłości, więc poznawanie legend przez śledczych jest uzasadnione. Śledztwo prowadzi w ciekawe rejony, jednak dopiero finał daje poczucie, że autor pokusił się o nieco inną ścieżkę kryminalną od powieści od dawna na rynku obecnych.
 
Sam tytuł tej historii można rozpatrywać wielorako. Przede wszystkim Wilki to wioska, w której toczy się akcja. Temat wilków - zwierząt grasujących w okolicznych lasach pada też w związku z motywem myślistwa, co jest dobrze w tekście zaznaczone - zabicie wilka to dla myśliwego powód do dumy. Jest też ten wilk z legend, ta groźna Bestia, przed którą strach nadal widoczny jest w lokalnej społeczności. No i potencjalny wilk zjawiający się na miejscu przestępstw, szarpiący zwłoki - nigdzie nie jest to powiedziane wprost, ale po opisach obrażeń ofiar nasuwa się wręcz samo… Na koniec jeszcze wspomnę o wilku jako o zachowaniu - są wilki trzymające się w watasze, czego nie da się nie odnieść metaforycznie do mieszkańców miasteczka, którzy zachowują się w bardzo podobny sposób...
“Zadziwiające jak szybko wstyd podnosił swoją paskudną głowę, gdy tylko strach znikał z pola widzenia.”
Podsumowując, “Wilki” to kryminał rozrywkowy - napisany językiem prostym, usiany czarnym humorem, który nieraz wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika mimo makabry zbrodni. To bardzo znajomy motyw w tego typu kryminałach - szokować przez obrzydzenie i humor, mocne kontrasty. A jednak są elementy, które tę historię spośród innych wyróżniają, które może objawiają się dopiero pod koniec lektury, a jednak zmuszają do spojrzenia na całą powieść inaczej. Klimatyczna lektura na upalne dni - górska zima i mglista tajemnica związana ze starymi legendami latem będą przynosić ochłodę, a zimą potęgować klimat tej powieści.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Initium.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 10, 2024

"Szklarz" Daniel Komorowski

"Szklarz" Daniel Komorowski

Autor: Daniel Komorowski
Tytuł: Szklarz
Cykl: dziennikarz Adam Lebuda, tom 1
Data premiery: 22.04.2024
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 504
Gatunek: kryminał
 
“Szklarz” to debiut Daniela Komorowskiego w gatunku kryminału, jednak sam autor na polskim rynku książki obecny jest już od czterech lat - wydał ośmiotomową serię i jedną powieść osobną, tyle że do tej pory pisał o czasach nieco zamierzchłych - seria opowiada o wikingach, a książka pojedyncza o Księstwie Piastów. Nic więc dziwnego, że przenosząc historię w czasy współczesne zastosował też kilka znanych ze średniowiecznych czasów trików… 😉 “Szklarz” to początek jego nowej, kryminalnej serii.
 
Łódź, wrzesień, czasy współczesne. Adam Lebuda to dziennikarz, który ostatnio przeszedł przez dosyć trudne momenty w swoim życiu - za nim ciężki rozwód, walka o prawa do opieki nad synem. Teraz powoli zaczyna wracać do żywych, trzeba więc i ponownie zatroszczyć się o powrót do formy zawodowej - motywacją jest nagroda pieniężna zaoferowana przez pracodawcę, nowego właściciela gazety. By to ją zdobyć, musiałby przyciągnąć jak najwięcej czytelników, zdobyć największą liczbę odsłon spośród wszystkich pracowników gazety, a na razie idzie mu średnio. Inspiracji też brak. Wybierając się z domu na spotkanie z informatorem, który obiecuje ciekawy materiał, Adam na swojej wycieraczce dostrzega białą kopertę. W niej kartka z dziwnym ciągiem znaków, jednak teraz nie zaprząta nią sobie głowy. Po bezowocnych kilku godzinach wraca do domu i przypomina sobie o znalezisku - to chyba jakaś łamigłówka? Rozwiązanie jej zajmuje mu sporo czasu, ale gdy w końcu się udaje, dostaje adres. A pod nim znajduje trupa. Zmasakrowanego, pełnego połamanych odłamków szkła… Kto ofiarę tak urządził? I dlaczego to Adama przyprowadził na to miejsce? Wiedział, że nie będzie mógł sobie odmówić tak łakomego kąska na materiał do nowego artykułu?
 
Książka składa się z prologu i nienumerowanych rozdziałów naprzemiennie przedstawiających historię z punktu widzenia Adama i mordercy. Rozdziały skupione na Adamie opatrzone są datą miesiąca i dniem tygodnia, rozdziały mordercy są krótsze i one są numerowane - jest ich dziewięć. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego (przeważnie, bo historia nie toczy się w pełni chronologicznie, bywa, że bohaterowie opowiadają o tym, co wydarzyło się kilka godzin wcześniej i wtedy użyty jest oczywiście czas przeszły) zarówno przez Adama, jak i mordercę. Styl powieści jest bardzo lekki, dosyć mocno kontrastuje z makabrą zbrodni - bohaterowie, szczególnie Adam, mają dosyć zgryźliwe, ironiczne spojrzenie na świat, którego nie szczędzą czytelnikowi w komentarzach - są więc momenty, pewne sformułowania, które powodują uniesienie się kącików ust czytelnika. Rozdziały pisane z perspektywy mordercy są dosyć makabryczne, szczególnie w momencie, gdy opisuje swoje poczynania z ofiarą - i tu wkradają się te średniowieczne zamiłowania autora, bo to, co tutaj opisuje, przypomina naprawdę przeraźliwe tortury, opisane w sposób lekko obrzydliwy dla normalnego, niewykazującego skłonności psychopatycznych czytelnika. To jednak tylko fragmenty, bo cała książka zaskakuje naprawdę przyjemnie lekkim stylem. Język jest codzienny, ale raczej nieskory do stosowania przekleństw.
“Bardziej możliwe, że prędzej zostałbym papieżem niż mordercą.”
Historia pisana w narracji pierwszoosobowej wymusza solidne kreacje postaci, z perspektywy których cały świat w niej zawarty jest nam przedstawiony. I tutaj faktycznie tak jest - morderca jest tajemniczy i psychopatyczny, budzi w czytelniku niesmak, wstręt i oburzenie. Adam stoi do niego w kontrze - to mężczyzna racjonalny, nieskory do przemocy, sam raczej nie brużdżący bliźnim, nawet gdy ci zachowują się w stosunku do niego inaczej. Oczywiście myśli swoje i to te myśli są dla niego wyrzuceniem złości czy frustracji, jednak na zewnątrz pozostaje człowiekiem racjonalnym. Oczywiście jego zachowania nie zawsze są pochlebne, ale rozumiemy w pełni jego motywację do działania, w przeciwieństwie do mordercy. Jednak jest coś, co Adama z mordercą łączy - są tu łamigłówki, zagadki logiczne, rebusy, poprzez które morderca kontaktuje się z Adamem. I znowu - skąd się wzięło zamiłowania Adama wiemy, morderca pozostaje tajemnicą.
“Czy cisza jest dźwiękiem? Słyszę ją, czyż nie?”
Autor budując intrygę kryminalną oparł się o znajomy szkielet kryminalny - mamy tu i momenty trzymające w napięciu, z dosyć dynamiczną akcją, i komentarze, które rozładowują napięcie, obrzydliwe opisy i trochę wstawek o życiu i miłości. Nawet w kilku momentach Adam sam odnosi się do znanej budowy fabuły (to akurat tyczy się komedii romantycznych), jak i porównuje swoją opowieść do “fikcji literackiej”. To tworzy fajną grę z konwencją, takie trochę oczko puszczone do czytelnika zaznajomionego z popkulturą.
Gdyby to był film czy książka, mógłbym być spokojny o (...) ratunek. Skończyłoby się może na lekkim postrzale, może kilku siniakach, lecz koniec końców mielibyśmy happy end. Ale tak jest właśnie w fikcyjnych dziełach.”
Sama intryga prowadzona jest z rozwagą, czytelnik daje się wciągnąć w fałszywe tropy i zaskoczyć pomniejszym twistom fabularnym. Rozwiązanie jest przemyślane i solidne, jak donoszą inni czytelnicy - bywa również dużym zaskoczeniem. Według mnie to zależy od tego jak dużo książek kryminalnych i filmów się widziało, jak wiele się z tego pamięta, bo przecież jest to cały czas ten znany szkielet, a więc i znana zagrywka fabularna - sama spotkałam się z nią dobrych kilka razy, tutaj więc domyśliłam jej się przed finałem – niewiele wcześniej, ale na tyle, by moment jej wyjaśnienia nie był dla mnie zaskoczeniem. To jednak nie zmienia mojego zdania ogólnego o książce - to solidnie zbudowana kryminalna rozrywka.
“Co wiem na pewno, to że w wielu ludziach, nawet tych na pierwszy rzut oka spokojnych i godnych zaufania, kryje się potwór, który tylko czeka, by przejąć kontrolę.”
W opisie wydawcy tej powieści jest też wspomniana książka, która potencjalnie może być powiązana z mordercą - sama nic z tego nie zdradzę, zaznaczę tylko, że wprowadza to ciekawy wątek popularności literatury kryminalnej, tego jak wszelakie łamigłówki wciągają czytelnika, jak trudno jest się od nich oderwać - my tej powieści nie poznajemy, ale Adam ją czyta opowiadając nam o swoich emocjach towarzyszących lekturze. Dodatkowo warto jeszcze wspomnieć, że przez swój zawód Adam obrazuje nam rolę mediów w społeczeństwie, tego, co jest najbardziej klikalne - niestety dobrze o tym już wiemy: to sensacja i makabra, na czym Adam teraz korzysta, przyciągając uwagę czytelników i nabijając sobie ładną liczbę odsłon. Ale znowu - działa on w granicach rozsądku, nie pędzi za materiałów po tak zwanych trupach.
“Niestety śmierć jest jednym z najbardziej sprzedających się towarów. Gdyby były nim pieluchy do dzieci to chętnie pisałbym o nich. Jednak jest, jak jest, a ja się tylko dostosowuje do świata, w którym przyszło mi żyć (...).”
Ogólnie myślę, że sięgając po “Szklarza” możecie oczekiwać od niego solidnej porcji kryminalnej, dynamicznej i lekko makabrycznej (ale mieszczącej się w granicach znośności) rozrywki. Czyta się szybko, historia wciąga i ciekawi, czytelnik szybko odczuwa sympatię do głównego bohatera i chętnie śledzi jego dalsze losy. Intryga zbudowana jest na sprawdzonym szkielecie, ale nie znaczy to, że jest nudno - napięcie zostaje utrzymane do samego końca bądź prawie końca dla tych, którzy rozwiązania się domyślą. Jak wspomniałam jednak nie jest to nawet specjalny minus powieści, sama nadal mam chęć poznać dalsze losy bohatera, które autor zapowiada w posłowiu tej powieści. Jakkolwiek to dziwnie zabrzmi, przy książce, w której dostajemy dosyć makabryczne i naznaczone skrzywieniem psychicznym bohatera opisy zbrodni - to dobra, zajmująca rozrywka.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Initium.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 04, 2024

"Czarny żałobnik" Maja Opiłka

"Czarny żałobnik" Maja Opiłka

Autor: Maja Opiłka
Tytuł: Czarny żałobnik
Cykl: Kruger i Ostrowska, tom 1
Data premiery: 22.02.2024
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 456
Gatunek: kryminał
 
“Czarny żałobnik” to kolejny polski debiut, jaki pojawił się na rynku książki na początku roku 2024! Jego autorką jest Maja Opiłka, trzydziestolatka, która od prawie roku pracuje w częstochowskiej prokuratorze. Od dawna interesuje ją prawo, medycyna sądowa i literatura, nic więc dziwnego, że w końcu i sama postanowiła stworzyć jakąś kryminalną historię…
 
Lato, Warszawa. Komisarz Adam Kruger z samego rana zostaje wezwany na miejsce zdarzenia. W Ogrodzie Krasińskich na placu zabaw ktoś zostawił worek pełen … ludzkich części. Tak, ofiara została rozczłonkowana w sposób prawdziwie makabryczny. Morderca jednak zostawił na miejscu dwie ważne wskazówki: dowód ofiary, zatem identyfikacja zwłok, mimo ich stanu, przebiegła ekspresowo oraz zakonserwowanego motyla… Czy to jego podpis? Śledczy szybko biorą się do pracy, choć przeczuwają, że to dopiero początek fali zbrodni, jaka tego lata nawiedzi Warszawę…
 
Książka składa się z prologu, 55 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego i naprzemiennie przedstawia losy głównych bohaterów, przede wszystkim czwórki śledczych, ale są też wyjątki - np. dla terapeutki Anny Bogusz. Bohaterowie nie są skorzy do dzielenia się swoimi przeżyciami, raczej skupiają się na tym, co dzieje się na zewnątrz. Styl powieści jest prosty, dialogi prowadzone pomiędzy śledczymi są dosyć agresywne, często pojawiają się w nich przekleństwa. Poza akcją i dialogami narrator skupia się również na opisywaniu fizyczności bohaterów, podkreślając często ich atrakcyjność.
 
Historia “Czarnego żałobnika” opiera się na kilku postaciach kobiecych i kilku męskich, choć w tych drugich to Kruger wybija się mocno na prowadzenie. Zarówno on, jak i Ostrowska mają za sobą skomplikowaną przeszłość, która wpłynęła na to, kim są teraz. Kruger dosyć mocno się z nią kryje, ogólnie jest to człowiek zamknięty w sobie, choć, jak nieraz narrator podkreśla - kobiety mają problem, by mu się oprzeć.
Z kolei Ostrowska ma znaczące przezwisko - nazywają ją Ostrą i faktycznie taka jest. Zjawiskowo piękna zawsze wywołuje żywe emocje w siedzących na posterunku policjantach, zachowuje dystans i odseparowuje się za pomocą agresywnego słownictwa i sugestii, którym odmówić nie można. Alicja dodatkowo prócz tej sprawy prowadzi jeszcze jedną, która równie mocno zaprząta jej głowę. To kobieta nieustraszona, uparcie dążąca do celu.
Z postaci śledczych do gustu najmocniej przypadła mi jednak podwładna Krugera, Paula - może nie sam fakt, że kocha się w Krugerze, ale to, że jest postacią, na którą nie jest nałożony taki ładunek seksualny jak przy głównej dwójce, ona przede wszystkim jest i działa, grzebie w sprawie, całkowicie się jej poświęcając i nie rozpraszając się emocjami czy losem innych.
Ciekawa jest również terapeutka, choć o niej dowiadujemy się w sumie niewiele. Jednak jest to postać znacząca dla fabuły, uwikłana w sprawę prawdopodobnie przez samego mordercę…
Ogólnie patrząc na postacie tej książki, miałam trochę wrażenie, że jest to jeden z tych kryminałów, gdzie mężczyźni są męscy, nieraz uciekają się do siły mięśni, przekleństwa i alkohol to ich chleb powszedni, a kobiety, mimo że starają się działać w pojedynkę, to jednak brakuje im czasem tego męskiego ramienia. Możliwe, że jest to zabieg specjalny, to taka cecha charakterystyczna tego typu kryminałów, bo przecież skupiamy się tu na akcji i samej intrydze, nie na psychologii postaci, więc ich kreacje są nieco schematyczne, ja jednak wolałabym by skupienie pomiędzy cielesnością a psychologią było odwrotne.
“Podrzuca ciało w miejscu łatwo dostępnym, tak by było można je z łatwością znaleźć. Chcąc tym samym dać znać o sobie, że jest, istnieje i mamy się go bać. To jak rozpoczęcie gry w chowanego. Zostawia po sobie ślad, a potem znika, zaczynając odliczanie.”
Intryga kryminalna zaczyna się mocno dynamicznie i mocno makabrycznie, choć raczej z samych opisów makabry nie czerpiemy przyjemności - jest, bo koniecznie jest do opisu losu ofiar, który był prawdziwie straszny. Z samego początku pojawiają się dwa trupy i wtedy historia nieco zwalnia. Wtedy jest czas, by przyjrzeć się drugiemu śledztwu Alicji, jak i w tym aktualnym szukać nowych tropów. I tu zaczyna się ta część kryminału, którą lubię - skupienie na śledztwie, na przepytywaniu świadków, dedukcji. Jest to kryminał współczesny, nowoczesny, a zatem raczej o motywach z klasyki nie ma co mówić, ale sposób prowadzenia historii, kiedy trochę dynamika spada, był dla mnie satysfakcjonujący. Oczywiście i wtedy zdarzają się dynamiczne sceny, tu nie ma czasu na nudę, cały czas coś się dzieje, przez co historia zajmuje i czas z nią mija naprawdę szybko. Autorka sprytnie meandruje pomiędzy dowodami, zwodzi i kluczy, aż do samego końca… I choć rozwiązania w pewnym momencie się domyśliłam, to myślę, że jak na debiut, to całkiem przyzwoita intryga.
“- Żałobnik… - wyszeptała Ostra, przykuwając na siebie wzrok pozostałych. - Ciekawy wybór.
- Na pewno nie przypadek - wtórował Bereś. - Tak czytam o tym motylu - powiedział znad telefonu - i przez niektórych nazywany jest płaszczem żałobnym, w sensie umaszczenie tego motyla. Niby brązowe, granatowe, ale jak dla mnie to skrzydełka ma czarne, ale ja się nie znam na kolorach. - Podrapał się po głowie. - W każdym razie mnie osobiście płaszcz żałobny kojarzy się z czernią.
- Czarny żałobnik - spuentował Lis.”
Jak wspomniałam, jest to raczej kryminał stawiający na akcję, zatem wiele tematów do rozmyślań nie porusza - w końcu dostarczać ma przede wszystkim rozrywki. Ale oczywiście i pomiędzy tym wyłapałam kilka ciekawych zagadnień, jak życie z poczuciem winy, ślepe dążenie do celu, samotność czy zdrada. Część bohaterów zdaje się karać samych siebie, część szuka spełnienia nie tam, gdzie powinna.
 
Podsumowując, “Czarny żałobnik” ma w sobie elementy warte uwagi - przede wszystkim intryga, choć osadzona na dużej brutalności, zbudowana jest solidnie i tak, że czytelnik długo nie jest pewny, w którą hipotezę wierzyć. Podobało mi się też, że autorka zdecydowała się wzbogacić postać Alicji o tę drugą sprawę, oraz wątek z terapią małżeńską, którą prowadziła Anna. Fani kryminałów dynamicznych, tych, w których obraz świata jest nieco uproszczony, a cielesność postaci podkreślona z pewnością dobrze odnajdą się w tej lekturze. Ja daję na razie autorce kredyt zaufania i jestem ciekawa co przyniesie tom drugi - w końcu sam epilog tej historii daje nam zapowiedź historii, którą dostaniemy w jej kontynuacji.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Initium.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 29, 2024

"Ręce Boga" Maciej Torebko

"Ręce Boga" Maciej Torebko

Autor: Maciej Torebko
Tytuł: Ręce Boga
Data premiery: 22.01.2024
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał
 
Wydawnictwo Initium ten rok w gatunku powieści kryminalnej otworzyło odważnie, bo od nowego nazwiska i debiutu literackiego. To “Ręce Boga” Macieja Torebki, białostoczanina zakochanego w swoim rejonie, który kiedyś spełniał się w branży muzycznej, a teraz postanowił spróbować swoich sił w literaturze. Mimo iż od premiery minął dopiero tydzień, to mogę już powiedzieć, że książka została ciepło przyjęta przez fanów gatunku, a swoje polecenia dali jej znani polscy autorzy: Joanna Opiat-Bojarska, Igor Brejdygant, Kinga Wójcik, Maciej Kazimierczak i Max Czornyj. Już same te nazwiska sugerują czego możemy się po lekturze spodziewać - sprawnie prowadzonej zagadki kryminalnej, dobrych postaci, ale i od czasu do czasu solidnej dawki brutalności…
 
Białystok, maj. Ariel Janicki, podkomisarz, solidny glina, to równocześnie były chuligan i alkoholik. W pracy jednak można na niego liczyć, to służbę stawia na pierwszym miejscu - to dlatego odeszła od niego partnerka, dlatego teraz swoją córkę widuje raz na kilka dni. Teraz, mimo kaca, cieszy się z wolnego i dnia spędzonego z córką, jednak ich rodzinna wycieczka na plac zabaw zostaje zakłócona – Bury, jego partner, na krok przed emeryturą, dzwoni, by poinformować go o grubej sprawie: w lesie znaleziono szczątki kilku osób, prawdopodobnie młodych kobiet. Sprawa trafia jednak w ręce innego śledczego, z czego Ariel nie jest zadowolony. Tym bardziej, że to on znajduje kolejną młodą, tym razem żywą dziewczynę w lesie, choć nie wiadomo czy można jej obecność z pogrzebanymi ciałami wiązać. Arial dostaje od przełożonego inne zadanie, pomoc w innym śledztwie i wprowadzenie w dział kryminalny nowego nabytku - sierżantkę Monikę Dydek, która ma zastąpić Burego. Razem mają do rozwiązania sprawę, która już za chwilę stanie się medialna, a która ewidentnie w jakiś dziwny, pokręcony sposób nawiązuje do religii chrześcijańskiej….
 
Książka składa się z prologu, 50 krótkich rozdziałów oraz dwóch epilogów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator obserwuje przede wszystkim Ariela, ale czasami przenosi też swoją uwagę na mordercę - już na wstępie, w prologu zaczyna bardzo mocnym uderzeniem i bardzo brutalną sceną. Narrator jest wszechwiedzący, uważny, momentami nieco sarkastyczny, a jego porównania bywają mocno dosadne, czasami wręcz wulgarne. Patrząc jednak całościowo, książka pisana jest plastycznym językiem, a pióro autora jest lekkie, swobodne, widać, że pisanie sprawia mu przyjemność. Dzięki temu, niezależnie od okazjonalnej brutalności i nieco wulgarnym zwrotom, sama bawiłam się przy tej lekturze naprawdę dobrze.
 
Postacie, które autor wykreował są dosyć trudne do oceny na pierwszy rzut oka. Oczywiście to, że morderca, to człowiek zaburzony, jest wiadome od początku, jednak już sam Ariel to postać mniej oczywista - z jednej strony ciężko nie polubić jego bezpośredniości, z drugiej jego uciekanie w alkohol czy nie całkiem odpowiedzialne rodzicielstwo sprawiają, że czytelnik nie potrafi jednoznacznie przyznać, że jest to postać sympatyczna. Może to i dobrze, to dużo bardziej ludzkie. Na pewno jest to postać z ciekawą przeszłością, z trudnym doświadczeniami, które sprawiły, że teraz jest tak dobrym śledczym.
Monika, jego nowa partnerka, pozostaje raczej w tle, nie wychyla się, choć i nie jest całkowicie bezczynna - widać, że cały czas działa, cały czas fakty mielą się w jej głowie, a ona potrafi patrzeć na wydarzenia w sposób świeży.
Z drugorzędnych postaci nie mogę nie wspomnieć o córce Ariela, Lenie, która jak na swoje 9 lat jest bardzo spostrzegawcza. Dziewczynka jest odważna, bezpośrednia i sprytna, już od początku zaznacza, że i dla niej w tym kryminale znajdzie się miejsce. Jej matka z kolei w dalszej części dostarcza historii wątek mocno poboczny, ale i całkiem zaskakująco komediowy.
W mojej ocenie postać mordercy wypada najsłabiej – poza tym że jego fragmenty charakteryzuje nieco przesadna brutalność, to nie ma w nim w sumie nic, co spośród innych kryminałów, by go wyróżniało. Jest fanatyzm religijny, jest finalnie i jego uzasadnienie, ale nie ma specjalnej głębi. Budzi głównie zniesmaczenie swoją bestialskością.
 
Intryga kryminalna osnuta jest na wątku religijnym, ciężko więc mówić tu o świeżym podejściu do sprawy. Zbrodnie są brutalne, ich opisy nie szczędzą czytelnikowi makabry, to jedne z mocniejszych, makabryczniejszych fragmentów powieści, na szczęście jednak trup nie ściele się nieustannie, więc jest to coś do przełknięcia nawet dla tych, co niespecjalnie przepadają za brutalnością. Fabuła prowadzona jest sprawnie, akcja toczy się tempem przyjemnie dynamicznym, a rozwiązania intrygi mocno sugeruje, że doczekamy się tomu dalszego. Całość jest dobrze złożona, nieźle przemyślana.
 
“Ręce Boga” to kryminał osadzony na znanych w tym gatunku motywach, nie jest to więc coś, co zaskoczy czytelnika nowością, ale mimo to, jest to przyjemna i zajmująca lektura. Lekkie pióro, ciekawe postacie i sprawnie prowadzone dialogi to coś, co sprawia, że mimo fragmentarycznej brutalności, historia toczy się płynnie, a czytelnik czerpie z niej przyjemność, jak i odczuwa przez całą książkę zainteresowanie. Jak na debiut, to dobra książka, zapewniająca czytelnikowi sporo rozrywki i podejrzewam, że właśnie w tym kierunku autor będzie się rozwijał, gdyż jego siłą jest to fajne, lekkie pióro, które sprawia, że nawet o okropnych sprawach może pisać tak, by czytelnika przyciągnąć i zabawić. Choć przyznam, że ucieszyłabym się, gdyby w przyszłości autor tę tu zaprezentowaną makabrę nieco stonował, tak by pozbyć się nieuzasadnionej brutalności. Pierwsze wrażenia ze spotkania z jego twórczością finalnie jednak wypadają obiecująco, więc czekam na kolejne, na rozwinięcie wątków, które zostały nam zasygnalizowane w końcówce tej powieści.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Initium.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 10, 2023

"Łucznik" Artur Żurek

"Łucznik" Artur Żurek

Autor: Artur Żurek
Tytuł: Łucznik
Cykl: pisarz Henryk Zamroz, tom 2
Data premiery: 29.11.2023
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 408
Gatunek: kryminał / thriller
 
Artur Żurek w mojej biblioteczce pojawił się dopiero w tym roku z powieścią kryminalną “Strzygoń” - ta lektura okazała się niezwykle zaskakująca (recenzja - klik!), więc gdy tylko okazało się, że “Łucznik”, czyli kolejna książka autora, połączona jest postacią głównego bohatera pisarza Henryka Zamroza, to tym chętniej i pośpieszniej po nią sięgnęłam! I choć nowa powieść okazała się całkiem inna od poprzedniej (a zatem i spokojnie można po nią sięgnąć bez znajomości “Strzygonia”), to po raz kolejny dałam się zaskoczyć! Wynik więc wygląda tak: dwie książki Żurka - dwa razy na tak!
Autor na rynku książki pojawił się kilka lat temu, debiutował “Buntem zranionych” wydanym tylko w formie ebooka. Od 2022 publikuje pod skrzydłami Wydawnictwa Initium, poza dwoma książkami z Henrykiem Zamrozem, ukazała się wcześniej jedna osobna historia - “Powrotny z Wrocławia”.
 
Historia “Łucznika” toczy się w czasach nam aktualnych, mroźną zimą. Warszawa została właśnie przykryta śniegiem, ale tym razem to nie on spowodował paraliż mieszkańców - przyczyną jest Łucznik, tajemnicza postać mordująca przypadkowych ludzi w przypadkowych miejscach. Na koncie ma już kilka ofiar, właśnie zastrzelił kolejną… Jedna strzała, jedna ofiara, nigdy nie pudłuje, zawsze niewidoczny. Policja, a nawet więcej - rząd, zastanawiają się nad wprowadzeniem zaostrzeń w imię bezpieczeństwa społeczeństwa, a ludzie boją się wychodzić z domu… ale przecież jakoś trzeba żyć? Pracować, chodzić na zakupy, funkcjonować przynajmniej na tym podstawowym poziomie?
W tym czasie Henryk Zamroz siedzi w swoim domu w Warszawie i czas poświęca głównie na lenistwie, na spacery, popijanie wyskokowych trunków i grę w szachy ze znajomym psychologiem. W jaki sposób on zostanie wplątany w tę intrygę?
 
Książka składa się z 46 krótkich, kilkustronicowych rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który chętnie zagląda w głowy opisywanych postaci, tych z perspektywy których przedstawia całą historię. Jest ich kilka i przyglądamy się im naprzemiennie, co nadaje lekturze dynamizmu i daje czytelnikowi wrażenie, że ma bardzo szeroki obraz sytuacji. Narrator obserwuje Henryka, policję, ale i przypadkowych ludzi, a może i od czasu do czasu samego Łucznika? Styl powieści jest naprawdę przyjemny, dialogi prowadzone sprawnie z nutką uszczypliwości, kąśliwości, która daje nam do myślenia, poprzez ironię zmusza do przyznania racji, a równocześnie dzięki niej dostajemy poczucie lekkości stylu. Dialogów jest sporo, są mocno realistyczne. Całość czyta się wyśmienicie!
“Nie zamierzał wracać do przekuwania swoich pomysłów na literacką fikcję, która nawet nie nadążała za tym, co rozgrywało się na wyciągnięcie ręki. 'Gdybym opisał takiego Łucznika, nie tylko trzymającego w szachu mieszkańców dwumilionowego miasta, ale nawet zagrażającego rządowi prawie czterdziestomilionowego kraju, to każdy wydawca powiedziałby, że jest to zbyt wydumane. Już słyszę kpiącą opinię: Strzela do przypadkowych ludzi? Z łuku? Bez powodu? A kto w to uwierzy?’, myślał Zamroz, wychodząc z domu.”
Nie zaprzeczę, że książki w których pojawia się postać pisarza czy psychologa zawsze są dla mnie mocno atrakcyjne. Pierwsza wiadomo - uwielbiam książki, więc fascynuje mnie to, jak powstają, druga dlatego, że zawsze najmocniej w książkach ciekawi mnie strona psychologiczna, a zatem każde ludzkie, odbiegające od normy zachowanie jest dla mnie zagwozdką, lubię, kiedy autor daje mi szansę je zrozumieć. W tej książce nie dosyć, że dostajemy te dwie postacie razem, to jeszcze mamy wgląd w poczynania policji, obserwujemy postępy śledztwa i reakcję góry na to co dzieje się na posterunku. Mam więc wrażenie, że autor dobrał funkcje postaci pod mój gust, choć przyznam, że nie obraziłabym się, gdyby było to więcej postaci kobiecych. Bo faktycznie, w tym tytule dominują mężczyźni, ale nie jest to coś, co przeszkadza. Każda z postaci jest mocno dopracowana, a zarazem pozostawia pewne pole tajemniczości, przez co czytelnik nie jest pewien, czy to, o czym czyta, jest tym w co może wierzyć - bo przecież każda z tych postaci może pokazywać się w takiej formie, jakiej chce, a ukrywać to, co nie powinno ujrzeć światła dziennego.
 
Tym, co mnie jednak najmocniej w tej historii zachwyciło, była niesamowicie szeroko opisana reakcja społeczeństwa na nieznane, nieuzasadnione i przypadkowe zagrożenie. Autor świetnie oddał narastającą panikę, to, co w takiej sytuacji ludzie robią - jedni uciekają, inni ignorują, trzeci przesadzają, czwarci wykorzystują sytuację do zarobku, a jeszcze piąci biorą to za zabawę i naśladują. Do tego spoglądamy też na działania władzy, która zdaje się nie mieć pojęcia co robić, a równocześnie udaje przed społeczeństwem, że działa, że jest blisko ujmania sprawcy. Policjanci, detektywi jednak nie mają punktu zaczepienia - sprawca zdaje się działać całkowicie przypadkowo, w miejscach, w których raczej nie występuje monitoring. Na tematach strachu, obwiniana innych, wykorzystywania władzy i sytuacji dla zysku oparta jest mocno pierwsza j1/3 powieści, później już uwaga przeniesiona jest w pełni na intrygę kryminalną.
 
A ta zbudowana jest równie dobrze. Mamy sprawcę otoczonego tajemnicą, który raz po raz zabija - zatem jest presja czasu, trzeba go znaleźć zanim zginie kolejna osoba. Ewidentnie sprawca jest inteligentny, bardzo sprawny - strzela z łuku i nie ma żadnych świadków zbrodni. Tylko gdzie tu klucz, gdzie wyjaśnienie, motyw zbrodni, jakiś plan, według którego działa? Wygląda na to, że nie ma, wszystko jest takie przypadkowe. A jednak to gra - autor raz po raz podsuwa tropy, sprawia, że zaczynamy wątpić, albo podejrzewać i bardzo długo sprytnie nas rozgrywa. Rozwiązanie zagadki mnie zaskoczyło, początkowo pomyślałam, że część czytelników może się na nie burzyć, jednak po zastanowieniu zmieniam zdanie - intryga jest bardzo dobrze przemyślana, wszystko ma tu swój cel - więcej nie zdradzę, choć bardzo mnie kusi!
 
Przyznam, że z początku, kiedy zeszło na temat władzy, analizy tego, jak ta sytuacja na nią wpływa, trochę się wystraszyłam - nie chciałam, żeby historia okazała się uwikłana w politykę. Na szczęście autor poszedł w inną stronę, w stronę psychologicznej gry, w której liczy się czas i spostrzegawczość. Mamy tu napięcie, mamy zaciekawienie momentami sięgające zenitu, historia wręcz porywa. Przyglądamy się rozwojowi uczucia strachu, paniki ogarniającej całe miasto, a jednocześnie Zamrozowi, który zdaje się częściowo żyć własnym życiem, choć aktualnie żadnej książki nie pisze… Nie powiem, że jest to rasowy kryminał, bo widzę w nim też dużo emocji, natężenia akcji rodem z thrillera, jak i sporo dobrej psychologii, zatem najbezpieczniej będzie książkę określić jako połączenie tych dwóch gatunków. Tak czy siak po raz drugi przy prozie Żurka bawiłam się doskonale, dała mi do myślenia i mocno zajęła intrygą kryminalną. Już teraz czekam na więcej!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Initium.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 05, 2023

"Bielma" Michał Śmielak

"Bielma" Michał Śmielak

Autor: Michał Śmielak
Tytuł: Bielma
Cykl: Kosma Ejcherst, tom 2
Data premiery: 26.09.2023
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 352
Gatunek:  thriller / kryminał
 
Michał Śmielak na polskim rynku książki rozgościł się zaledwie dwa lata temu, w 2021 roku, a już na koncie ma osiem powieści, dziewiątą zapowiedzianą na listopad. Jest autorem trzech cyklów kryminalnych i trzech powieści osobnych, a każda z nich podobno charakteryzuje się mrocznymi kryminalnymi tematami równoważonymi dobrym humorem i lekkością pióra. Ja czytałam cztery z nich i potwierdzam – przy każdej bawiłam się znakomicie. „Bielma” to tom drugi serii z Kosmą, pierwszy tom „Wnyki” z 2021 roku (druga książka autora!), ale spokojnie można je czytać niezależnie od siebie.
 
W okolicach malutkiej bieszczadzkiej wioski Bielma od pewnego czasu dochodzi do dziwnych zdarzeń – jakaś pseudozakonnica głosi, że rozmawia z Bogiem, że Jezusek z Maryją wychodzą do niej z lasu. Figurka Matki Boskiej płacze krwią, a były kościelny w momencie próby samobójczej doznał objawienia - teraz rozmawia z Bogiem i naucza, jest prorokiem spod Świętej Lipy. W związku z tym Kościół wysłał już dwóch księży na miejsce w celu zbadania tych wszystkich cudów – jeden ksiądz zrzucił sutannę, drugi zginął śmiercią podejrzaną. Mówią przypadkową, ale czy na pewno? Biskup Kawędzki, prywatnie wuj Kosmy, wysyła go do zbadania tej tajemniczej śmierci i przyjrzeniu się temu, co rozgrywa się  Bielmach. Kosma niechętnie, ciągle jeszcze obolały po zdarzeniach z Wnyk, które pozostały mi na czole głęboką bliznę, ale jedzie. Może w Bieszczadach, na Podlasiu znajdzie nie tylko rozwiązanie zagadki, ale i spokój ducha?
„(...) w Bielmach zło wcale nie czeka, aż zapadnie zmrok, żeby wziąć się do roboty.”
Książka składa się z 17 rozdziałów i epilogu. Rozdziały toczą się naprzemiennie – współcześnie i w czasach po zakończeniu II wojny światowej, te współczesne są dłuższe. Każde rozpisane są na króciutkie podrozdziały, dzięki czemu książkę czyta się wygodnie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, w czasach współczesnych podąża za Kosmą, przedstawia historię z jego punktu widzenia. Styl powieści jest bardzo charakterystyczny dla autora – bogaty w spostrzeżenia natury społecznej oraz humor, lekko uszczypliwy, szczególnie zamieszczony w dialogach.
„- Brak mi do pana słów.
- Mało się czyta, to i słownictwo ubogie.”
Język jest codzienny, potoczny, ale niespecjalnie bogaty w przekleństwa, jest ładnie, poprawnie gramatycznie i po prostu przyjemnie.
„Przekleństwo w jej ustach zabrzmiało jakoś nienaturalnie, jakby z ust pluszowego misia wypadł kamień.”
Mimo tego, że Kosma jest postacią serii, to nie odczułam tutaj braku znajomości tomu pierwszego. No, oczywiście jest to postać na tyle sympatyczna i do tego charakterna, że chciałoby się jednak poznać jego wcześniejsze przygody, może tam było coś więcej o jego przeszłości?, ale rozważam to w kwestii ciekawostek, nie braku. W tym tomie Kosma przedstawia nam się jako człowiek prawy, który nie musi wierzyć w Kościół i Boga, by być po prostu dobry, przedstawiać dobre wartości. Jest skupiony na swojej pracy, jest śledczym z wysłannictwa Kościoła, dokładny, lubi drążyć. Tym jednak, co zapada najbardziej w pamięć, jest nie sam Kosma, a Kosma w przyjaźni z księdzem Kacprem. To jego przyjaciel z czasów seminarium, który choć teraz jest już po święceniach, ma swoją parafię, to nie zrobił się wcale świętoszkowaty, a wręcz odwrotnie – ma bardzo zdrowe podejście do życia i swojej posługi. Pod płaszczykiem ciągłego humoru w rozmowach z Kosmą przemyca istotne tematy dotyczące wiary i kondycji Kościoła w Polsce i nie tylko. Ich dialogi to prawdziwe mistrzostwo, nie da się na nich nie śmiać, nie da się nie kiwać głową na znak zgody z przedstawianymi argumentami.
„- Będę się za ciebie modlił – powiedział.
- Modlitwa – westchnął Kosma. – Najlepszy sposób, aby nie robiąc kompletnie nic, sprawiać wrażenie, że się pomaga.”
No właśnie, bo książka to thriller / kryminał, ale tak trochę na wesoło, a przed wszystkim, mam wrażenie, że jest to książka po to, by pogadać o kwestiach wiary. O tym jak mocno Kościół stał się instytucją, w której liczą się pieniądze, o tym, jak ludzie ślepo wierzą w to, co im się mówi. Wierzyć można, na pewno są osoby, którym to pomaga czuć się lepiej, ale czemu od razu muszą wierzyć ślepo? Autor trochę się tu z tym tematem rozprawia biorąc na tapet przekręty związane z cudami i objawieniami. Solidnie wszystkie te procesy psychologiczne tam zachodzące tłumaczy, więc nie jest to po prostu krytyka, a coś, co powinno zmusić do zastanowienia nad tematem.
„Czy komukolwiek zależy na prawdzie? Katolicy, jak to oni: wierzą. Kościół tradycyjnie: dystansuje się od sprawy. Niewierzący oczywiście śmieją się z zabobonu. Jeśli wykryję oszustwo, to katolicy i tak to zignorują, bo im dowody niepotrzebne, liczy się wiara, choć szukają dowodów nieustannie. Jeśli potwierdzę brak oszustwa, to niewierzący tego nie uznają, bo i tak wiedzą swoje. Błędne koło wzajemnej ignorancji i zapatrzenia w siebie.”
Historia toczy się w bardzo pięknym, klimatycznym miejscu. Mała społeczność, zamknięta na obcych, która we wspomnieniach ma bardzo traumatyczne przeżycia – po II wojnie światowej właśnie na tych terenach dochodziło do wielkich przesiedleń, do akcji Wisła. Autor po to w historię współczesną wplata tą z czasów powojennych, by uświadomić czytelnikom, jak skomplikowaną historię mają tamte rejony, jak mocno tamte wydarzenia siedzą w mentalności tamtejszych mieszkańców. Góry, lasy, cisza i spokój, ale pod tą sielskością ukrywają się historie tragiczne.
„- (...) Z tego, co wiem, to mieszkańcy Bielm umieją trzymać język za zębami. Zmowa milczenia potrafi być naprawdę potężna. Proszę mi uwierzyć.
- Wiara. Nadzieja.
- Tylko miłości brak.
- Jest za to śmierć.”
Oczywiście te historie z dawnych czasów są też istotne dla intrygi kryminalnej. Ta zaczyna się spokojnie, Kosma niby przyjeżdża zbadać sprawę śmierci księdza, ale najpierw przygląda się temu prorokowi spod Lipy, rozmawia, a przynajmniej próbuje rozmawiać z mieszkańcami. Dopiero gdzieś tak w 1/3 książki akcja zaczyna nabierać tempa, pewne wydarzenie sprawia, że Kosma zaczyna dynamiczniej prowadzić śledztwo. Historia, intryga jest dobrze wymyślona, w sumie poprowadzona tak, że myślę, że nie ma szans, by ktoś domyślił się rozwiązania samodzielnie. To dobra, zajmująca historia kryminalna.
„Ludzie nigdy nie chcieli wierzyć w to, że ich sąsiad, znajmy czy członek rodziny mógł kogoś zabić albo samem stać się ofiarą. Przestępstwa były gdzieś daleko, miały swoje miejsce w kronikach kryminalnych lokalnych gazet, czasem w telewizyjnych wiadomościach, ale nie w rodzinnym domu czy nawet miasteczku. Zabił? Niemożliwe, był uśmiechnięty, miły, zawsze ‘dzień dobry’ mówił, pomógł odśnieżyć podjazd, przyniósł pomidory z działki, tak lubił dzieci. Jakby setki drobnych wydarzeń wpisanym w bycie człowiekiem negowały to jedno zdarzenie czyniące kogoś potworem.”
Zastanawiam się jak krótko określić „Bielma”, by oddać ich charakter. To ciężkie, bo książka bogata jest w ciekawe elementy, które mocno do lektury przyciągają. Jest klimatyczne miejsce z zamkniętą społecznością, jest zbrodnia kontra sielska natura. Jest sympatyczny główny bohater, śledczy, któremu czytelnik kibicuje i którego rozmowy nasycone są dobrym, acz uszczypliwym humorem. Jest zagadka kryminalna, może przez część historii w tle, ale książka porusza tyle ciekawych tematów, że to kompletnie nie przeszkadza. Tematów jest w niej tyle, że można by rozmawiać o nich przez długie godziny. A mimo to historia jest lekka, przyjemna, daje uczucie odprężenia. Niesamowicie dobrze się przy niej bawiłam i liczę, że Kosma wkrótce do nas powróci – ostatnie zdania tej historii sugerują, że tak będzie. Ja już czekam!
„Musimy jeść, dlaczego więc z tego największego przymusu nie uczynić sztuki? Dlaczego mamy dać się zamknąć w kulinarnym więzieniu tygodniowego rytmu rosołu, pomidorowej mielonych i schabowych?”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Initium.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 25, 2023

"Wróżda" Agata Kunderman

"Wróżda" Agata Kunderman

Autor: Agata Kunderman
Tytuł: Wróżda
Data premiery: 15.09.2023
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 392
Gatunek: thriller psychologiczny / sensacyjny
 
Agata Kunderman na polski rynek książki wkracza książką zatytułowaną „Wróżda”. Od premiery minęło dokładnie 10 dni, a ja nie widziałam jeszcze o niej negatywnej opinii – nie dziwi mnie to, to debiut solidny, który poruszy każdego czytelnika, mam wrażenie jednak, że matki w szczególności. Sama autorka na co dzień jest matką dwójki dzieci, o swoich perypetiach z macierzyństwem w lekko humorystycznym tonie pisze na blogu Konkret Babka. Pisanie jest dla niej bardzo ważne, choć nie była pewna, czy „Wróżda” przypadkiem nie będzie powieścią do tak zwanej szuflady... Myślę, że czytelnicy zgodnie przyznają, że dobrze, że została wydana!
 
Lata współczesne, Wrocław. Joanna Oprostowicz to kobieta po trzydziestce, której trzy lata temu zawalił się cały świat. Jej pięcioletnia córka zginęła, jej śmierć uznano za wypadek. Strata dziecka to coś niewyobrażalnego, nic więc dziwnego, że kobieta wpadła w głęboką depresję i odcięła się od wszystkich – rodziny, przyjaciół, męża. Teraz, już po rozwodzie i dwóch latach terapii, stanęła na nogi na tyle, że próbuje ruszyć na przód. Właśnie spędza ostatnią noc w swoim mieszkaniu we Wrocławiu, jej rzeczy zostały już przewiezione do Poznania, gdy ma zacząć nowe życie. Jednak tej nocy coś się wydarza, co burzy ten plan – ktoś do niej dzwoni, z obcego numeru, zna jej imię i twierdzi, że jej córka żyje. Joanna reaguje mocno impulsywnie, a gdy chwilę później dostaje mms ze zdjęciem 7letniej dziewczynki, która łudząco przypomina jej Tosię, nadchodzi atak paniki. Chwilę później dzwoni do Marcina, swojego dawnego przyjaciela, z którym nie rozmawiała od trzech lat. Mimo to Marcin przyjeżdża i zabiera ją do jej byłego męża, który jednak podchodzi do sprawy logicznie – sam widział ciało Tosi, więc ktoś robi sobie głupi żart korzystając z możliwości techniki... Pewnie tak, ale w Joannie ziarno zostało zasiane i zaczyna przygląda się tej sprawie – wcześniej, gdy policja prowadziła śledztwo, ona leżała w szpitalu, więc była oddalona od zdarzeń, nawet sama nie mogła pożegnać się z córeczką. A skoro nie widziała jej ciała, to może jednak jest jakaś niewielka szansa, że dziewczynka faktycznie żyje?
„Nie planowałam tego, ale dzisiejsze wydarzenia obudziły coś, co jakiś czas temu już we mnie usnęło. Usnęło, ale nie umarło. I było niebezpieczne, tak samo jak uśpiony wulkan.”
Książka składa się z 26 średniej długości rozdziałów przetykanych 5 rozdziałami nazwanymi „powrót”, które są retrospekcjami i opowiadają historie z przeszłości kluczowe do zrozumienia zdarzeń aktualnych, całość zamyka epilog. Narracja prowadzona jest głównie z perspektywy pierwszoosobowej czasu teraźniejszego przez Joannę, jednak czasami zdarzają się fragmenty przedstawione przez inne zamieszane w sprawę postacie w narracji trzecioosobowej czasu teraźniejszego. W tej samej narracji prowadzone są retrospekcje. Styl powieści jest codzienny, łatwy w odbiorze, skupiony zarówno na wydarzeniach, jak i emocjach postaci. Język prosty, w chwilach wyjątkowego wzburzenia w dialogach postaciom zdarza się używać wulgaryzmów, jednak nie jest to notoryczne, a odpowiednio dopasowane do sytuacji. Historię czyta się szybko, z łatwością.
 
Joanna to postać centralna. To ją poznajemy najlepiej, to w końcu ona w większości opowiada nam o tym, co ją spotkało. To postać matki, bogata emocjonalnie, dzięki czemu czytelnik w pełni może ją zrozumieć – jej cierpienie, jej złość, jej uśpioną rozpacz, a teraz i cichą nadzieję. Joanna opowiada o tym, jak ciężko jest po stracie, jak różny jest proces żałoby i jak wiele trzeba włożyć energii w to, by jako tako stanąć na nogi. Joanna nie wybiela, mówi dosadnie o tej rozpaczy, niemożności pogodzenia się ze śmiercią własnego dziecka, o depresji jako poważniej i ciągnie nierozumianej przez społeczeństwo chorobie.
„O depresji wciąż mówi się za mało i wciąż mówi się, że aby ją wyleczyć, wystarczy wstać z kanapy. Tymczasem o tym, jak wygląda ten potwór, mogą wiedzieć tylko ci, którzy stanęli z nim oko w oko. Ja stoczyłam zwycięską bitwę, ale boję się, że kiedyś potwór powróci.”
To fragmenty dosadne, emocjonalne, które z pewnością poruszą mocno każdego czytelnika. W momencie, gdy Joanna decyduje się zbadać samodzielnie sprawę, nabiera pewności siebie, ma jasno określony cel, a możliwość, że jej córka jednak żyje jest tym, co ją napędza, sprawia, że jest niepowstrzymana. Jej determinacja w odkryciu prawdy o tamtym dniu, w którym utraciła Tosię, jest wyrazem ogromu matczynej miłości, ale czy na pewno jest racjonalna? Czy to szósty zmysł mówi jej, że warto drążyć, czy zaczyna czepiać się mrzonek, fałszywych nadziei, które tylko przyniosą rozczarowanie i wymarzą postępy jakie poczyniła przy godzeniu się ze stratą?
W tym małym śledztwie pomaga jej Marcin, przyjaciel, zawodowo dziennikarz poważanej gazety. Postać ta kluczowa jest nie tylko na potrzeby śledztwa, ale i do ukazania siły przyjaźni – nawet trzy lata milczenia nie zmieniły ich relacji, gdy tylko zaczęli na nowo rozmawiać, okazało się, że przerwy w relacji praktycznie nie zauważają. Marcin wydaje się szczerze martwić o Joannę, tak naprawdę pomaga jej, by mieć ją na oku. Czy jednak po upływie trzech lat można zakładać, że nadal jest tym samym człowiekiem? Czy na pewno przyświecają mu chwalebne cele?
„W tej chwili jednak czuję, że muszę z kimś porozmawiać. Większość osób z depresją ma z tym problem. Choroba sprawia, że gniją od środka, niszczeni przez wszystkie emocje, których nie potrafią wyrzucić. Lata terapii uczyły mnie na nowo rozmawiać z ludźmi.”
Postać byłego męża Joanny jest dosyć marginalna, choć i on przedstawia inny obraz rozpaczy. Pisząc jednak o istotnych postaciach z pewnością trzeba też wspomnieć o policjancie, który trzy lata temu prowadził poszukiwania Tosi – teraz w prywatnym śledztwie dosyć mocno skupia uwagę Joanny. Zatem po której stronie stoi ta postać: dobra czy zła?
 
Intryga kryminalna z początku powieści nasuwa na myśl thriller psychologiczny – bohaterka, a zarazem narratorka poddaje w wątpliwość to, o czym od lat była przekonana, podstawę jej egzystencji. Akcja toczy się umiarkowanym tempem, bo skupiamy się przede wszystkim na emocjach, myślach i odczuciach narratorki. Gdzieś tak za połową powieści historia przeradza się w thriller sensacyjny, akcja rusza z kopyta, dzieje się dużo, jest dynamicznie. Mówiąc jednak o zwrotach akcji możemy mówić w kategorii całej powieści – w historii jest kilka solidnych twistów, które z pewnością zaskoczą niejednego czytelnika. Hipotezy z biegiem lektury się mnożą, ja jednak wykluczałam każdą po kolei – ostatecznie finał historii okazał się czymś, na co sama nigdy bym nie wpadła, choć przesłanki do rozwiązania faktycznie były – to przyznaję już po zakończeniu lektury. Zatem intryga zbudowana jest naprawdę solidnie, wyprowadza czytelnika kilkukrotnie w pole.
 
Miejscem akcji jest przede wszystkim Wrocław, na chwilę postacie przenoszą się też na Podlasie, gdzie skupiają się na małej wiosce – dzięki temu w historię wprowadzony zostaje fajny klimat zamkniętej społeczności, który nasuwa czytelnikowi na myśl niejedną tajemnicę. Sam Wrocław jest tłem dla historii, ale oddanym całkiem ciekawie – autorka wykorzystuje historię, by opisać wygląd niektórych dzielnic, różnych mieszkańców zamieszkujących to jedno miasto.
„Kiedy człowiek traci coś tak cennego, kiedy odchodzi jego własny cud, sens jego życia, nawet najbrudniejsze pomyje wylewane przez anonimowych ludzi nie są w stanie go dotknąć. To po prostu niemożliwe.”
Tematycznie przede wszystkim jest to opowieść o macierzyństwie, rodzicielstwie i stracie. Sporo w niej mądrych spostrzeżeń co do natury żałoby i depresji, co myślę, że ciągle w naszej literaturze jest tematem potrzebnym. Pojawiają się w niej również dwa inne interesujące tematy – o nich jednak już pisać nie powinnam, by nie zdradzić kluczowych elementów fabuły. Opowiada jednak o emocjach, tematach uniwersalnych, z którymi w różnym stopniu z pewnością w ciągu życia przyjdzie mierzyć się każdemu.
 
„Wróżda” to powieść o kobiecie, która swoją siłę czerpie z nadziei, matczynej determinacji, która z uporem brnie do przodu gnana tą nadzieją, tą wiarą, że jednak nie wszystko stracone. Historia rozpisana jest sprawnie, jest zajmująca i kilka razy solidnie zaskakująca, a postacie oddane szeroko, dzięki czemu czytelnik z powodzeniem może wczuć się w ich skórę. Wątek sensacyjny nadaje historii dużo dynamizmu – dla mnie może trochę za dużo, ja wolałabym zostać po prostu przy stronie psychologicznej, jednak nie da się ukryć, że i to zrobione jest naprawdę dobrze. Myślę, że „Wróżdę” jak najbardziej można uznać za udany kryminalny debiut - ja na pewno będę czekać na to, co autorka zaprezentuje nam w swojej drugiej powieści!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Initium.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!