Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwosqn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwosqn. Pokaż wszystkie posty

stycznia 23, 2026

"Kat Gaudiego" Aro Sáinz de la Maza

"Kat Gaudiego" Aro Sáinz de la Maza

Autor: Aro Sáinz de la Maza
Tytuł: Kat Gaudiego
Cykl: Morderstwa w Barcelonie, tom 1
Tłumaczenie: Robert Kędzierski, Anna Krochmal
Data premiery: 14.01.2026
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 656
Gatunek: kryminał
 
Aro Sáinz de la Maza to hiszpański dziennikarz i autor powieści kryminalnych, który debiutował już w latach 90-tych XX wieku, a jednak dopiero teraz pojawił się na rynku polskim. Stało się to za sprawą serii Morderstwa w Barcelonie z inspektorem Milo Malartem, która na rodzimym rynku autora liczy aktualnie cztery tomy, jednak tam ukazywały się one w kilkuletnich odstępach - tom pierwszy to premiera z 2012 roku, tom czwarty zaledwie z 2023. To ona przyniosła mu wiele gatunkowych nagród, tłumaczenia na inne języki, a nawet ekranizację - od miesiąca na Netflixie dostępny jest pierwszy sezon serialu “Miasto cieni”, który oparty został o tom pierwszy pt. “Kat Gaudiego”. Polski czytelnik może i musiał długo czekać na to, by seria ukazała się i u nas, jest jednak i plus takiej sytuacji - na pewno kolejne tomy ukażą się u nas w krótszym odstępie czasowym niż miało to miejsce w oryginale!
 
Przełom czerwca i lipca 2010 roku, Barcelona. Inspektor Milo Malart od dwóch miesięcy jest zawieszony w swoich obowiązkach - czeka na rozprawę w sprawie użycia jego służbowej broni przez 15-letniego bratanka, który za jej pomocą odebrał sobie życie. Teraz jednak w mieście dochodzi do zbrodni, którą rozwiązać może tylko on - nikt inny nie potrafi tak dobrze wczuć się w umysł mordercy jak Malart… Kilka dni temu na bocznym balkonie Casa Milà, jednym z najbardziej reprezentacyjnych budynków Barcelony, spłonął człowiek, jeden z kandydatów na burmistrza, a jego śmierć zobaczyli wszyscy dzięki nagraniu wykonanemu przez samego mordercę, które zostało wrzucone do sieci. Niestety śledczy stoją w miejscu, nie ma świadków, nie ma śladów, nie ma nic. W sezonie turystycznym, z miastem przygotowującym się do wizyty papieża taka sytuacja jest niedopuszczalna. dlatego Milo odzyskuje odznakę i broń. Pora, by dostrzegł to, czego inni dostrzec nie potrafią.
“Wszyscy mamy próg bólu emocjonalnego, a pan już go przekroczył.”
Książka rozpisana jest na prolog i 29 rozdziałów, które w większości dzielone są na krótsze scenki. Historia pisana jest przede wszystkim z perspektywy Malarta, jednak od czasu do czasu pojawiają się też inni - osób, które mają styczność z mordercą, jak i dziennikarza, który nieustannie goni za sensacją. Rozdziały często zaczynają się tak, że czytelnik nie wie, kogo obserwuje, dopiero po kilku zdaniach pada imię lub coś, co postać charakteryzuje. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego w stylu spokojnym, bogatym w detale otoczenia i nazwy własne miejsc i budynków, a dialogi prowadzone są całkiem sprawnie, często z nutką ironii i cytatów, którymi ma w zwyczaju przerzucać się Milo z medykiem sądowym. Warto też zaznaczyć, że polskie wydanie uwzględnia feminatywy, choć nie robi tego całkiem konsekwentnie. Innowacją w narracji są fragmenty, w których Milo wciela się w rolę sprawcy - wtedy granica między fantazją i realnością mocno się zacierają, a zdania, które wyrażają tok myślenia sprawcy, a nie Malarta pisane są kursywą. Książkę czyta się dobrze, choć nie całkiem równo - czasami dłuższe opisy miejsc z dużą ilością hiszpańskich nazw własnych mogą przytłoczyć, by za chwilę sceny dynamicznej akcji porwały tak, że brakuje czasu na oddech.
“Nie lubił tej roboty ani tego, co musiał w niej wciąż na nowo przeżywać - cieni, strachu, że przekroczy cienką granicę obłędu.”
Cała historia utrzymana jest w znajomych ramach kryminalnych, toczy się znajomym rytmem. Główny bohater boryka się z prywatnymi problemami - poczuciem winy w sprawie swojego bratanka, uzasadnioną obawą o własne zdrowie psychiczne - niemniej jednak jako policjant jest zdeterminowany, czujny i spostrzegawczy, choć również konfliktowy i okropnie spóźnialski. Wydaje się funkcjonować na innym poziomie niż wszyscy, inne rzeczy są dla niego ważne, i może właśnie dlatego na miejscach zbrodni dostrzega coś, czego inni dostrzec nie mogą.
“Chodzi o to, by skończyć pracę, a nie pozwolić, by praca nas wykończyła. Pasja jest dobra, ale nie wtedy, gdy przeradza się w obsesję. Kluczem jest, by nigdy nie tracić kontroli.”
Jego kreacja psychologiczna nie jest może bardzo dopracowana, ale wystarczająca dla pierwszego tomu cyklu, w którym poznawać będziemy go lepiej. Oczywiście u jego boku pojawia się partnerka kobieca, podinspektor Rebeca Mercader i bystry młody policjant specjalizujący się w wyszukiwaniu danych, prywatnie miłośnik historii, który jako jedyny tutaj bezsprzecznie wzbudził moją sympatię - choć odgrywa rolę drugoplanową, to jednak istotną dla fabuły.
“- I dokąd nas to prowadzi?
- Do przeszłości, która zwykle jest źródłem wszelkich problemów.”
Intryga kryminalna powieści jest rozbudowana, wielowątkowa, ma bogate tło społeczno-historyczne, w którym ważną rolę odgrywają miejsca uznawane za chlubę Barcelony - te, które wyszły spod ręki architekta i artysty Antoniego Gaudiego. Tempo jej prowadzenia nie jest jednostajne - kiedy inspektor wpada na kolejny trop akcja przyspiesza, by za chwilę zwolnić skupiając się na opisach otoczenia i historii miasta czy na kolejnych załamaniach Malarta, kiedy uważa, że swojego zadaniu nie podoła. Są też momenty, w których oczami innych oglądamy do czego dopuszcza się sam morderca - te fragmenty są wyraźnie brutalne, pełne przemocy, chwilami wręcz trudne do zniesienia. Mimo tego zagadka nie należy do tych, które czytelnik może rozwiązać sam - tutaj musimy poczekać, by narrator podsunął nam brakujące elementy układanki. Nie wpływa to jednak na finalne wrażenie - po dynamicznym, dobrze trzymającym w napięciu finale, czytelnik czuje się usatysfakcjonowany, zagadka jest pełna, logiczna, dobrze wyjaśniona i dobrze umotywowana.
“Czasy się zmieniają, ale wszystko zostaje po staremu.”
W notce biograficznej autora zamieszczonej na okładce polskiego wydania „Kata Gaudiego” podkreślone zostało, że miasto w jego powieściach, jak i komentarz społeczny, odgrywają ważną rolę. I nie inaczej jest w tym tytule - czytelnik może przyjrzeć się samej Barcelonie, temu, jak wygląda tam życie, jakie podziały i problemy pojawiają się wśród jego mieszkańców. Wyraźnie podkreśla rozróżnienie społeczności na biedną i bogatą, wyraźny jest problem własności ziem, który znamy też i z polskich historii. Zresztą elementy polskie też się subtelnie przez fabułę przewijają! Barcelona jest więc tu osobnym tworem, osobną postacią, która jest częścią fabuły. A w niej i Gaudi, a dokładniej jego dzieła i ciekawostki z jego twórczością, ale i niejasnościami życia związane. To nadaje historii przyjemne ukierunkowanie na sztukę, a zarazem działa aktywizująco - po powieściowych opisach od razu wszystkie te miejsca chce zobaczyć się na żywo.
“Barcelona to centrum handlowe (...). Wszystko podporządkowane zyskowi. Liczą się klienci, stąd czy z zagranicy, reszta to tylko tło. Miasto wykorzystuje swoich mieszkańców, zamiast im służyć. Zapomniało o nich.”
“Kat Gaudiego” to ciekawy początek kryminalnej serii utrzymanej w nurcie noir, w którym zbrodnie są brutalne, miasto mroczne, a śledczy stają w szranki z morderczymi geniuszami. Autor nie szczędzi czytelnikowi solidnego osadzenia w miejscu, historii Barcelony, problemów, z jakimi boryka się miasto, ale i jego dumy - dzieł sztuki, miejsc, które odwiedzają ogromne rzesze turystów niezależnie od pory roku. Fikcyjna historia jest więc dobrze osadzona w prawdziwej historii miasta, w punktach, które miały duże znaczenie dla jego rozwoju i wizerunku. Autor nie szczędzi też słów krytyki społeczeństwa, które pozwala na duże podziały i własne egoistyczne intencje. Wszystko to zawarte jest w rozbudowanej intrydze kryminalnej, prowadzonej znajomą, a mimo wszystko ciekawą ścieżką - czasami może tylko niepotrzebnie aż tak brutalną. Niemniej jednak czuję się zachęcona, by kontynuować przygodę z tą serią, zatem kiedy ukaże się u nas drugi tom? :)
“Cały czas chodzi z obitymi głowami, zderzając się z rzeczywistością.”
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem SQN.



Dostępna jest też w abonamencie 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 18, 2025

"Cienie nad stawem" Hanna S. Białys - recenzja premierowa

"Cienie nad stawem" Hanna S. Białys - recenzja premierowa

Autorka: Hanna S. Białys
Tytuł: Cienie nad stawem
Cykl: komisarz Bondys, tom 4
Data premiery: 18.06.2025
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał
 
Hanna S. Białys na polskim rynku książki gości od marca roku 2024. Wtedy to debiutowała książką “Robaki w ścianie” (recenzja -klik!), pierwszym tomem bydgoskiej serii z komisarzem Bondysem, której akcja osadzona jest w drugiej połowie lat 90-tych XX wieku. Debiut ten wywołał niemałe poruszenie wśród fanów literatury kryminalnej i sprawił, że każda kolejna książka autorki była mocno wyczekiwana. I dobrze, bo niewiele ponad rok później na jej koncie jest już pięć pozycji - cztery tomy serii z Bondysem (“Męczennicyna płótnie” - recenzja!) i jeden osobny thriller “Oćma” (recenzja - klik!), którego akcja toczy się współcześnie w małym miasteczku Żnin.
 
Bydgoszcz, wrzesień 1997. W nowym mieszkaniu Olgierda i Emilii Koźlackich panuje chaos - tyle co się wprowadzili, a muszą szybko doprowadzić miejsce do porządku, bo już wkrótce pojawi się na świecie nowy członek rodziny. Podczas wyburzania jednej ze ścianek odkrywają jednak coś, co zmieni plany całej trójki - w ich własnej ścianie ktoś zamurował… człowieka. Z którego niewiele już zostało, jednak nie brakuje mu dokumentów - to zaginiona przed kilkunastu laty żona prokuratora, Irmina Gaura. Oczywiście śledztwo zyskuje priorytet, komisarz Bondys zostaje wezwany przez szefa z urlopu. Przecież odmówić nie może - z prokuratorem przyjaźnią się od dawna.
W tym samym czasie Danuta i Piotr Konieczni martwią się stanem psychicznym swojej 18-letniej córki, która jeszcze niedawno była znana w całej Polsce jako obiecująca gwiazda show-biznesu, niestety jedno potknięcie podczas występu na żywo, zmieniło wszystko… Prasa rozkręciła z tego aferę, przyjaciółka dziewczyny wypowiedziała się niekorzystnie na jej łamach, Marcelina jest więc kompletnie załamana. Co zrobić, by udało się jej się podnieść? I co z jej przyszłością, jej marzeniami?
 
Książka rozpisana jest na prolog i 63 krótkie, kilkustronicowe rozdziały, których akcja toczy się naprzemiennie - raz pod koniec roku 1997, a raz w latach 80-tych. Rozdziałów toczących się w 1997 roku, od września do grudnia jest zdecydowanie więcej, a każda zmiana daty jest w tekście zaznaczona. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który pokazuje nam różne perspektywy - oczywiście tą podstawową jest perspektywa Bondysa, nie zaniedbujemy jednak też jego współpracowników, jak np. Basię, inne postacie drugoplanowe czy samą ofiarę. Narrator nie skupia się tylko na zdarzeniach, ale równie skrupulatnie opisuje co postacie czują, widzą, przeżywają. Styl powieści jest prosty, ale całkiem przyjemny, autorka zrezygnowała już na stałe z udziwnień, jakie lekko zakłócany mi odbiór tomu pierwszego serii - sztucznie wplecione w fabułę wzmianki nawiązujące do tytułu książki. Tego tutaj nie ma, co mocno doceniam! Dialogi prowadzone są sprawnie, przyjemnie, realistycznie.
“Żadna zbrodnia, nawet wyjaśniona i z ukaranym sprawcą, nie przynosi ukojenia. Zbrodnia to zawsze porażka ludzkości.”
Serię z Bondysem nie trzeba czytać w kolejności chronologicznej, każdy tom to osobna zagadka kryminalna, w każdym autorka przypomina podstawy relacji postaci występujących w całej serii. Oczywiście oznacza to, że w każdym tomie są przypomniane kluczowe elementy poprzednich tomów - zgrabnie, niewymuszenie, jednak dla tych, co sięgają tylko po jeden tom, będą niewielkim spoilerem. To w żadnym wypadku nie jest jednak minus powieści, dzięki temu autorka sprawia, że nawet sięgając po “Cienie nad stawem” bez znajomości poprzednich trzech tomów, czytelnik ma zagwarantowane, że zrozumie, co przeżywają postacie.
 
Bo sporą siłą tej powieści są właśnie one - postacie, przede wszystkim postacie całej serii. Komisarz Bondys, choć ciągle prowadzący dość samotniczy tryb życia, wydaje się trochę bardziej czytelnikowi przystępny, jego trudne rysy zostały nieco wygładzone. Nadal kocha ciężkie brzmienia i puzzle, nadal najbliższy jest mu jego pies Kodeks, ale natręctwa czy spostrzeżenia nieco kontrowersyjne odłożone zostały na dalszy plan, już się tak w tej postaci nie wybijają, a co za tym idzie - Bondysa łatwiej jest lubić.
W tym tomie towarzyszyć mu będzie nowy zespół, ale to nie znaczy, że tracimy z oczu stary. Basia, młoda policjantka właśnie przebywa na zwolnieniu i podejrzewam, że mogła to być kreacja najtrudniejsza do stworzenia - Basia cierpi, nie potrafi pogodzić się ze stratą, pozbyć wyrzutów sumienia odnośnie swojego postępowania, swojej naiwności, która doprowadziła do śmierci bliskiej jej osoby. Dziewczyna coraz mocniej zatraca się w poczuciu winy, w żalu, jej kreacja jest bardzo bolesna. Autorka poprzez nią świetnie obrazuje utratę chęci do życia, mocną depresję, a nawet poważniejsze zaburzenia.
Łatwego życia zresztą nie mają też pozostałe postacie. 18-letnia Marcelina boryka się ze zdradą i wyszydzaniem, prawdopodobnie utratą własnych marzeń. Jej zachowanie jednak kieruje się w drugą stronę, która również jest bardzo destrukcyjna. Niełatwo ma też prokurator Gaura, który po kilkunastu latach w końcu ma pewność - jego żona nie żyje i to nie żyje od dawna. Mimo tego, że śledztwo trwa, nie wygląda też by złapanie jej mordercy było w ogóle wykonalne, to mężczyzna czuje ulgę - w końcu wie, w końcu może pozbyć się niepewności. Poprzez tego bohatera możemy skupić się na zagadnieniu - czy lepsza jest niewiedza i nadzieja, czy jednak najgorsza prawda i pewność.
“(..) często tak się dzieje, że nawet w sytuacjach, na które nie mamy wpływu, wolimy działać, czuć sprawczość, mieć nad czymś kontrolę albo chociaż jej namiastkę.”
Poza postaciami, ich wzajemnymi relacjami, ważna jest też Bydgoszcz, miasto, w którym akcja się rozgrywa. Z początku lektury zaskakująco pozostaje w tle, co przyznam, że trochę mnie zdziwiło, gdyż właśnie jego rola, te doskonałe oddanie tego, jak wyglądała Polska niecałą dekadę po wyjściu z PRL-u, było jedną z charakterystycznych cech tomów poprzednich. Na szczęście te wrażenia szybko zostały rozmyte, rola Bydgoszczy wróciła na swoje miejsce, dzięki żeby znowu możemy się przyjrzeć temu jak wyglądało miasto 25 lat temu i jak wyglądała rzeczywistość mieszkających w nich ludzi.
“Obydwa pojęcia - piękno i brzydota - przenikały się na Gdańskiej i mieszały ze sobą. Piękna kamienica, brzydki kosz na śmierci. Piękny płaszcz wytwornej kobiety, brzydka stara kurtka starca. Piękny nowoczesny billboard reklamowy, brzydki odrapany słup ogłoszeniowy. Ulica kontrastów.
Miasto różnic.
Jego miasto.”
Tym razem jednak nie tylko lata 90-te zaprzątają naszą uwagę, bo pojawiają się również przebłyski z lat 80-tych. Nie ma ich wiele, nie dominują w powieści, zresztą pisane są tak, że czytelnik ma problem, by zorientować się o co w nich chodzi - to zabieg specjalny, ostatecznie wszystko zostaje wyjaśnione.
“Nieraz mamy wrażenie, że nie jesteśmy panami czasu, którym dysponujemy i który staramy się maksymalnie wykorzystać. Wszystko kręci się bez naszej zgody, każda czynność, każdy ruch okazują się brzemienne w skutki.”
Intryga kryminalna wydała mi się z wszystkich elementów świata przedstawionego najmniej istotna - oczywiście to ona spina wszystko w całość, to ona jest tym kręgosłupem, a jednak wydaje się raczej tylko pretekstem, by pogadać o naturze ludzkiej, o żałobie, o próbie pogodzenia się z odejściem, jak i życiu w niepewności, zakłamaniu, a także zasłoną blokującą innym ujrzenia człowieka, takim jakim jest naprawdę. Zagadka toczy się dość dynamicznie - mamy przeskoki w czasie, różne postacie, ich przeżycia wydają się kompletnie niezależne od reszty, więc trudno dojść do tego, jak wszystko łączy się w całość. Choć autorka od początku zostawia tropy, to są one bardzo nieznaczne, nie jestem przekonana, by ktoś był w stanie wpaść na rozwiązanie zagadki samodzielnie. Nie wpływa to oczywiście na jakość zagadki, która sama w sobie jest ciekawa, a jeden z twistów naprawdę zaskakujący. Żałuję tylko nieco, że wątek nastoletniej gwiazdy gdzieś z czasem zszedł na drugi plan, w momencie gdy wykonał swoje zadanie w intrydze. Jako że autorka lubi przyglądać się postaciom, ich psychice i zachowaniu, śledzenie tego, co dalej działo się z dziewczyną na pewno byłoby ciekawe.
“Łatwo było zbudować wokół siebie skorupę i zamknąć pod nią szczelinie wszystkie emocje i uczucia, skrywając je przed bliskimi. (...) Ten mechanizm miał jednak jedną potężną wadę - jeżeli ukryje się prawdziwe uczucia i myśli pod płaszczem ironii, ignorancji czy czegokolwiek innego, to nikt z zewnątrz ich nie zauważy i nie będzie miał szansy ich prawidłowo odczytać.”
“Cienie nad stawem” to bolesny kryminał - bolesny pod kątem emocjonalnym, gdyż dźwiga ciężar wielu trudnych emocji. Emocji, które sami z życia znamy, pytań, które sami sobie nieraz zadajemy. Nie umniejsza to pozostałym elementom historii - zarówno postacie, jak i intryga pozostają na satysfakcjonującym poziomie. Myślę, że wiele zagadek kryminalnych Bondysa jest jeszcze przed nami, z przyjemnością po raz kolejny będę wypatrywać okazji do odwiedzenia Bydgoszczy lat 90-tych.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem SQN.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 28, 2025

"Oćma" Hanna S. Białys

"Oćma" Hanna S. Białys

Autorka: Hanna S. Białys
Tytuł: Oćma
Data premiery: 26.02.2025
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 432
Gatunek: thriller psychologiczny / kryminalny
 
Hanna Szczukowska-Białys na polskim rynku książki debiutowała niecały rok temu, a już na koncie ma cztery powieści! Pierwsza z nich “Robaki w ścianie” (recenzja – klik!) ukazała się w marcu roku 2024 i zapoczątkowała serię z komisarzem Bondysem toczącą się w Bydgoszczy w drugiej połowie lat 90-tych XX wieku. Kolejne dwa tomy ukazały się zaledwie w przeciągu pół roku od debiutu! Teraz autorka powraca do czytelników z czymś nowym, czymś innym. Książką, której bliżej do thrillera niż kryminału, choć i jego elementy się w niej pojawiają. Książką, której akcja toczy się w Żninie, nie w Bydgoszczy, a czas fabularny to lata współczesne. To właśnie “Oćma”, pierwsze wyjście autorki ze strefy komfortu, jaką okazała się seria z Bondysem. Czy wypadło pozytywnie?
 
Listopad 2023 rok, mała podbydgoska wioska Żnin. Jak na późną jesień przystało, noc za oknem zapada bardzo wcześnie, pogoda też nie rozpieszcza. Wichura, pada deszcz, a pięćdziesięciosiedmioletni Bolesław Sauter właśnie walczy z anteną satelitarną, w którą uderzyło ciężkie pudło z dachu jego bloku. Mimo zimna mężczyzna wyciąga telefon i robi zdjęcia szkody, by później móc ją zgłosić, jednak przy tej czynności zauważa coś dziwnego naprzeciw - w jednym z apartamentów na wynajem widzi dwie osoby, jedna… wiesza drugą. Czy właśnie jest świadkiem zbrodni? Przekonany, że tak, wybiega z domu i szybko zgłasza sprawę na policję, jednak po dwójce i samej zbrodni nie ma śladu…
W tym czasie Róża czuje się w swoim życiu coraz bardziej osaczona - jej mąż poślubiony z rozsądku przejawia bardzo patriarchalne poglądy, a ona już nie daje rady w opiece nad niespełna roczną córką i całym domem. Ciągle sama, ciągle zmęczona, ma dość. Nie jest jednak w sytuacji, w której mogłaby po prostu odejść. Co więc zrobi?
 
Książka rozpisana jest na prolog i 70 kilkustronicowych rozdziałów, w których zaznaczony jest czas akcji (przy jego zmianie). Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z czterech różnych perspektyw: trzech kobiet i jednego mężczyzny. Styl powieści jest spokojny, skupiony nie tylko na wydarzeniach, ale i przemyśleniach, obawach postaci, dzięki czemu książka nabiera cech thrillera psychologicznego, mimo innej formy narracji. Dialogów jest sporo, są prowadzone wiarygodnie, całość czyta się w spokojnym rytmie, bez językowych zakłóceń.
“(...) staropolszczyzna należy do najpiękniejszych języków świata, a tak bezwstydnie o niej zapominamy i depczemy ją na rzecz anglicyzmów, germanizmów, galicyzmów lub innych wyrazów pochodzących z obcych języków. A przez to taka przepiękna “oćma” odchodzi w zapomnienie.”
Wspomniałam o czterech perspektywach, przyjrzyjmy się zatem bohaterom za nimi stojącym. Już w prologu rozpoczynamy od kobiety, która sześć lat temu tj. w roku 2017 została uwięziona w mieszkaniu na wynajem. To najbardziej tajemnicza bohaterka, bo nie wiemy kim jest ani jak potoczyły się jej dalsze losy, jednak ziarno niepokoju zostało zasiane. Pierwsze rozdziały skupione są wokół pozostałej trójki: Bolesława, Róży i nastoletniej Aliny. Każdy z nich to postać od pozostałych różna, ale każda jest bardzo dobrze oddana pod względem skomplikowania psychologicznego. Bolesław to dziennikarz Żnina na rencie, który teraz głównie siedzi w domu i zdaje się tęsknić za swoją pracą. Od czasu do czasu coś tam napisze, prowadzi też swój blog z ciekawostkami o miasteczku, jednak ewidentnie natura dziennikarska w nim nie wygasła - kiedy policja lekceważy jego zgłoszenie o możliwym przestępstwie, sam postanawia zbadać sprawę. Poza tym jednak przyglądamy mu się też z innych perspektyw, jak choćby jego lekko toksycznej relacji z matką, której sam jest bardzo świadomy, nie czuje jednak potrzeby zmiany.
“I dlaczego? Nie dlatego, że nie masz wyjścia. Masz, i to nie jedno. Ale ty wolisz wybrać wygodę i spokój niż zaryzykować jakąkolwiek zmianę w życiu. Jesteś tchórzliwą egoistką! Umiesz tylko biadolić.”
Drugą bohaterką jest Róża. To kobieta głęboko nieszczęśliwa, która przed poznaniem swojego męża niewiele miała, więc skusiła się na perspektywę bezpiecznego domu i dziecka. A jednak teraz okazuje się, że to nie wystarcza - co z tego, że ma bezpieczny dom, jak tak naprawdę pełni rolę służącej męża? Czytelnik czuje jej rozpacz, jej bezsilność, rozumie ją, a co za tym idzie - jej późniejsze wybory. Choć i ona ma swoje tajemnice…
Ostatnią bohaterką opowiadającą nam swoją historię jest nastoletnia Alina, która właśnie uciekła z domu pełnego alkoholizmu i przemocy. Jej pragnienia i potrzeby są całkiem inne niż normalnych nastolatków, gdyż nie wychowała się w normalnej, pełnej miłości rodzinie, a w relacjach mocno toksycznych, przemocowych. Ale nie znalazł się nikt, kto faktycznie chciałby jej pomóc. Co stanie się z nią teraz, kiedy nie ma dokąd wrócić i nie ma pieniędzy, by znaleźć dla siebie schronienie? W porównaniu do poprzedniej dwójki, o Alinie nie wiemy wiele, obserwujemy tylko jej coraz dramatyczniejszą sytuację.
“Nie chciał przywyknąć, cholernie nie chciał, (...) ale był bezsilny wobec mechanizmów obronnych człowieka - w końcu adaptujemy się do nawet najgorszych warunków, aby przetrwać.”
Fabuła jest więc oparta na intrydze, która zdaje się składać z kilku części: typowo kryminalnej skupionej na prywatnym, dziennikarskim śledztwie oraz tej opartej na założeniach thrillera domestic noir: przyglądamy się przecież relacji Róży z mężem, jej zmaganiom z codziennością. W tle pojawiają się postacie, które obydwie intrygi wybrzuszają, naginają bieg ich zdarzeń, a czytelnik z ciekawością obserwuje jak kolejne wydarzenia wpływają na ich dalsze losy. Żadna z linii intrygi nie toczy się tempem szybkim, autorka skupia się raczej na spokojnym tworzeniu uczucia niepokoju, podejrzliwości i niepewności. Całość zbudowana jest solidnie, początek może się wydawać nieco trudny przez ciągłą zmianę czasu i postaci, ale to odczucie po pewnym czasie znika, a czytelnik nie musi już wysilać się, by wiedzieć, w którym miejscu fabuły się teraz znajduje. Jej koniec za to skręca w stronę wyraźnie kryminalną. Podejrzewam, że niektórych elementów intrygi fani gatunku będą się w stanie domyśleć, jednak na pewno finalne rozplątanie akcji zaskoczy wszystkich.
 
Autorka w serii z Bondysem przyzwyczaiła nas, że miejsce wydarzeń jest dla niej bardzo ważne. Tutaj Żnin też pełni swoją rolę, jednak nie jest ona aż tak wyraźna. Po prostu daje poczucie małomiasteczkowości, czasami pomaga dostrzec to, co warte docenienia, a co w codziennym biegu nam umyka… Autorka sprytnie wykorzystała relacje, jakie w małej miejscowości łączą ludzi - zarazem wścibstwo, jak i przymykanie oka na to, co niewygodne.
“- (...) a nie boi się pani tak podróżować sama z obcym facetem? (...)
- A powinnam? A czy pan się nie boi podróżować z obcą kobietą, która ma żelazny sen? Wie pan, co mówią o takich? (...)
- Nie, co takiego?
- Że tylko zło śpi spokojnie.”
Tak naprawdę o przymykaniu oczu na problemy autorka pisze nie tylko w kontekście mieszkańców małej wioski na poczynania sąsiadów, ale i w innych aspektach - jak choćby w relacji z najbliższymi. Bo czy w pędzie codzienności nie łatwiej jest przyjąć jakieś nie do końca wiarygodne wyjaśnienie, zrzucić winę na zły humor czy zmęczenie niż faktycznie znaleźć dla drugiej osoby czas, wysłuchać ją i jej potrzeb? Autorka w wielu aspektach fabuły podkreśla naszą ślepotę, tę tytułową oćmę na innego człowieka, na problemy, jakie niesie samo życie, a których zwyczajnie wolimy nie widzieć. Sporo uwagi zwraca też na kwestie ról społecznych, tendencję do patriarchalnych zachowań społeczeństwa, które przez to, że są nam wtłaczane od najmłodszych lat, wydają się całkowicie normalne, a które sprawiają, że w codziennym życiu czujemy się po prostu źle. Bardzo trafnie ujęte spostrzeżenia, bardzo dobrze przedstawione i w historię wplecione.
“Ludzie się nie zmieniają. Mój mąż odziedziczył trudne cechy po swoim ojcu, został wychowany w duchu męskiej despocji. Nawet jeśli nie traktuje mnie przedmiotowo jak teść teściową, to i tak sam sposób myślenia i podejście są nie do wykorzenienia.”
Podsumowując, Hanna Szczukowska-Białys w “Oćmie” prezentuje się czytelnikom od innej strony niż dotychczas - nieco spokojniejszej, nieco bardziej psychologicznej i skupionej na mocno aktualnych problemach społeczeństwa. Nie traci na tym intryga - zagadka zbrodni trzyma w przyjemnym napięciu, choć nie tylko samo potencjalne morderstwo wzbudza ciekawość czytelnika: jest jeszcze tajemnica losów trzech postaci kobiecych, a wszystkie te nici, elementy składowe intrygi dobrze się ze sobą przeplatają. Cała intryga jest dobrze przemyślana, pod koniec skręca w stronę kryminalną, choć myślę, że nie było to absolutnie konieczne - mogła utrzymać spokojne tempo całej opowieści. Ta uwaga jednak wynika z całkowicie prywatnych preferencji, bo z pewnością nie mogę powiedzieć, że książce czegoś brakuje. Podoba mi się taka odsłona autorki, mam nadzieję, że na tym tytule w gatunku thrillera nie poprzestanie!
 
Moja ocena: 7,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem SQN.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 28, 2024

Book tour z "Blizną" zakończony!

Book tour z "Blizną" zakończony!

"Blizna" Juana Gomeza-Jurado to pierwszy prequel serii Reina Roja, która w 2023 w przeciągu jednego półrocza została wydana przez Wydawnictwo SQN, i która bardzo szybko zyskała sporą rzeszę fanów. Równocześnie dla wielu z czytelników było to pierwsze spotkanie z hiszpańskim kryminałem, który przecież ma nam tyle do zaoferowania! "Blizna" jest bardzo luźno z serią z Antonią Scott związana, to praktycznie oddzielna historia. Na rynku rodzimym autora ukazała się jeszcze przed trylogią z Antonią Scott, u nas w odwrotnej kolejności - już po wydaniu trylogii z początkiem roku 2024, a Kryminał na talerzu miał tę przyjemność objąć ją swoją opieką ambasadorską. Więcej o książce znajdziecie tu - klik!

"Blizna", jak wynika z moich obserwacji, została odebrana przez czytelników bardzo różnie - i nie ma w tym nic dziwnego, bo jest całkiem inna od serii z Antonią Scott. Sama zauważyłam też pewną prawidłowość - tym czytelnikom, którym bardzo podobała się seria, "Blizna" spodobała się nieco mniej, odwrotnie w sytuacji, gdy seria nie zdołała przekonać, to "Blizna" zmieniła zdanie o piórze autora. Sprawdźmy czy opinie uczestniczek book toura to potwierdzą!

"Blizna" w booktourową trasę ruszyła 20 marca 2024 (booktourowy post - klik!), przeszła przez 14 par rąk i w tym czasie zwiedziła praktycznie każdy zakątek Polski:

W moje ręce wróciła 11 grudnia tego roku, czyli w drodze była 266 dni, to jest 8 miesięcy i 22 dni. Jej stan po tej podróży oceniam na bardzo dobry - największa skaza na ten moment to odklejająca się z okładki folia i lekkie przetarcia rogów. Nawet grzbiet nie został złamany! Widać, że uczestniczki o książkę dbały. 

Z 14 uczestniczek 11 pokusiło się o zostawienie po sobie śladu z początku książki, w miejscu do tego specjalnie przeznaczonym:

Na samym końcu książki znalazłam jeszcze jeden ślad:

Muszę też zaznaczyć, że aż trzy uczestniczki dodatkowo zostawiły w książce od siebie pocztówki na pamiątkę lektury, co jest naprawdę miłym akcentem!

Po książce widać, że w czasie lektury musiała wywoływać emocje, spora część uczestniczek pokusiła się o komentarze na gorąco (poniżej kilka przykładowych):






Jak widać było też sporo zaznaczeń tekstu, podkreślania wybranych cytatów. Uczestniczki chętnie skorzystały również z karteczek indeksujących, w które wyposażyłam książkę już na start:

Pełną wizualną prezentację książki po przejściu przez 14 par rąk

Po lekturze książki uczestniczki zobowiązane były również do wystawienia książce opinii w miejscach, w których same piszą o przeczytanych przez siebie książkach - może to być profil w mediach społecznościowych, albo opinia na portalu czytelniczym. Z 14 uczestniczek jedna nie wywiązała się z tego zadania, jedna uczestniczka opublikowała opinię w dwóch miejscach - na swoim profilu na Instagramie oraz na portalu lubimyczytac.pl, dziesięć uczestniczek pisało o książce na Instagramie, jedna na Facebooku i jedna na lubimyczytac.pl. Wrażenia z lektury przeważają pozytywne - jedna z uczestniczek z lektury zadowolona nie była, bodajże dwie nie w pełni, reszta stwierdziła, że jest to thriller warty uwagi. Jak wygląda znajomość uniwersum Reina Roja uczestniczek book touru? Różnie. Kilka z nich deklarowało, że po lekturze "Blizny" musi zapoznać się z resztą, chyba tylko jedna uczestniczka przyznała się do lektury trylogii i stwierdziła, że "Blizna" podobała jej się bardziej. Nie znajdziemy więc tutaj chyba potwierdzenia mojej teorii 😊 Poniżej kilka cytatów z wybranych opinii:

"(...) książka zawiera wszystko to czego potrzebowałam by się dobrze przy niej bawić." @books.injuly

"Z chęcią wynalazłabym jej stałe miejsce w mojej prywatnej biblioteczce, bo jest to książka, o której trochę się myśli po przeczytaniu, i do której można wracać (...)" @sylwiaaa

"Dziać się zaczęło dopiero gdy pojawiła się Irina. Zafascynowała mnie jej osoba, a szczególnie jej przeszłość. Okrutna, smutna, ale jednocześnie pokazująca jak z ofiary stać się kimś kogo należy się bać." @_za.czytana.bella_

"Była to moja pierwsza książka od tego autora, ale powiem szczerze takie to ja mogę brać nawet w ciemno. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie." @zafascynowana.ksiazkami_

"Z racji, że jest to prequel, to opowiada tylko o jednej bohaterce trylogii, przez co mam wrażenie, że historia jest dużo prostsza i przyjemniejsza w odbiorze. Wszystkie wątki są bardzo jasne i proste, czego wydaje mi się, że nie ma w trylogii, bo tam dzieje się bardzo dużo." @just_to_books

Poniżej pełny spis uczestniczek wraz z linkami do ich opinii:
1. @books.injuly opinia - klik!
2. @czytajzkasia brak opinii
3. @po_prostu_o_ksiazkach (19.04-12.05) opinia - klik!
5. @mirkowo3 opinia - klik!
6. @oczytane_skrzaty opinia - klik!
7. @zaczytanaksiegowa opinia - klik!
8. @marza.czyta (18.07-09.08) opinia - klik!
9. @_za.czytana.bella_ opinia - klik!
10. @zafascynowana.ksiazkami_ (30.08-21.09) opinia - klik!
11. @just_to_books opinia - klik!
12. @annula_93 (10.10-05.11) opinia - klik!
13. @natka_tom  opinia - klik!
14. @izabelawatola opinia - klik!

Ostatni punkt programu: statystki. Książka była w trasie przez 266 dni, w tym czasie przeszła przez 14 par rąk, co średnio daje wynik 19 dni na osobę. Nie jest to wynik zły, w końcu każda z uczestniczek miała na lekturę dwa tygodnie, tj. 14 dni plus kilka dni trzeba liczyć na podróż książki do kolejnej osoby. A jednak spośród 14 uczestniczek aż cztery nie wysłały książki do kolejnej osoby w wyznaczonym terminie, co wydać w powyższym spisie. Po odjęciu tych spóźnień wychodzi jeszcze ładniejsza liczba 17,5 dnia na osobę. 


Kiedy już podsumowanie mamy pełne, pora na podziękowania. Dziękuję wszystkim uczestniczkom za wspólną zabawę, poszanowanie książki i przesyłanie jej dalej. Dziękuję za wystawione opinie, dziękuję za terminowość i wywiązanie się ze swoich zobowiązań. Mam nadzieję, że tę naszą zabawę będziecie dobrze wspominać, a jak sięgniecie po inne tytuły z uniwersum Reina Roja, do czego oczywiście gorąco zachęcam, to nie wahajcie się - dajcie znać! 

Book tour organizowany był w ramach współpracy ambasadorskiej z Wydawnictwem SQN.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 15, 2024

"Pacjent" i "Sekretna historia pana White'a" Juan Gómez-Jurado

"Pacjent" i "Sekretna historia pana White'a" Juan Gómez-Jurado

Autor: Juan Gómez-Jurado
Tytuł: Pacjent
Cykl: uniwersum Reina Roja, tom 0,75
Tłumaczenie: Jerzy Wołk-Łaniewski
Data premiery: 14.08.2024
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 528
Gatunek: thriller
 
Mimo że o Juanie Gómezie-Jurado na polskim rynku zrobiło się głośno dopiero ostatnio, w roku 2023, to jednak jest to autor, który tworzy już ponad 20 lat! Debiutował w latach 90tych na swoim rodzimym, hiszpańskim rynku, niedługo później zaczął pojawiać się też za granicą - trafił nawet do Polski, w latach 2006-2016 wydawany był pod szyldem wydawnictwa Sonia Draga, którego nakładem ukazało się pięć jego powieści. I już wtedy był autorem nagradzanym na hiszpańskim rynku książki, jednak tymi tytułami, które wzbudziły prawdziwą pasję w czytelnikach, przyniosły mu międzynarodową sławę, były te, które zaczął wydawać w 2014 roku - wtedy ukazała się pierwsza książka z uniwersum Reina Roja. I był to właśnie “Pacjent”, książka, w której poznajemy głównego antagonistę tego uniwersum. Ten tytuł ukazał się niedługo później też u nas, w 2016 roku i był ostatnim, jaki wydała Sonia Draga. Polski czytelnik musiał czekać siedem kolejnych lat, by w końcu ten autor na nasze półki powrócił. Stało się to za sprawą wydawnictwa SQN, które w 2023 roku, w krótkim odstępie czasu wydało trylogię Reina Roja (recenzje - klik!), tym samym mocno przyciągając uwagę czytelników. W tym roku, w 2024, uzupełniamy sobie serię, a raczej uniwersum, bo książki związane z Reina Roja wydane w 2024, to wszystko prequele bardzo luźno powiązane z trylogią. Zimą mieliśmy okazję czytać książkę “Bliznę” (recenzja – klik!), teraz dostaliśmy dwa kolejne pozycje: “Pacjenta” i króciutki dodatek “Sekretna historia pana White'a”.
 
Historia “Pacjenta” rozgrywa się w dużym prywatnym szpitalu w Waszyngtonie. David Evans pracuje tam jako neurochirurg, który nieraz podejmuje się niemożliwego. Uznawany jest za czołowego lekarza tej specjalizacji w kraju, jednak jego zdolności w dziedzinie medycyny nie ustrzegły go przez trudami zwyczajnego życia - rok temu zmarła jego żona, David został sam z 7letnią córeczką Julią, którą kocha nad życie, jednak proza codzienności nie pozwala mu spędzać z nią wiele czasu. Pewnego dnia, gdy znowu musiał zostać dłużej w szpitalu, po powrocie do domu zostaje tam tylko i wyłącznie ciszę. Nie ma opiekunki, nie ma jego córeczki. Przekonany, że zabrali ją jego teściowe, gna na złamanie karku do ich domu, jednak i tam jej nie ma. Gdzie jest? Chwilę później dostaje wiadomość. Julia wpadła w ręce naprawdę złych ludzi… I staje się kartą przetargową w rozgrywce dorosłych - David dostaje wybór: albo zabije pacjenta na stole operacyjnym, którego ma operować za niecałe trzy dni i Julia wyjdzie z tego cało, albo ocali pacjenta, ale już nigdy nie zobaczy swojej jedynej córki… Brzmi bezlitośnie? A przecież jeszcze nie wiecie, kto ma położyć się na jego stole operacyjnym… Pozostały 63 godzin, czas - start!
“Emocje to zmiany, które przygotowują jednostkę do działania (...). Jeśli wywołamy u osobnika odpowiednie emocje, możemy kierować jego działaniami z zewnątrz. Jak gdyby za pomocą pilota na odległość.”
Książka rozpisana jest na prolog, kilka części odliczających godzin do operacji oraz epilog. Prolog i epilog są wpisami z pamiętnika Davida, zresztą cała historia pisana jest z jego perspektywy, to on jest narratorem, którym opowiada o wszystkim czytelnikowi nieraz zwracając się bezpośrednio do niego. Części podzielone są na rozdziały - te pisane z perspektywy Davida w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego są numerowane, jednak przeplatane są fragmentami z dwóch innych perspektyw: pana White'a i Kate. Te fragmenty pisane są w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl powieści dla tych, co czytali już pozostałe książki z tego uniwersum, określiłabym jako połączenie trylogii Reina Roja z “Blizną”. David jako narrator ma dosyć uszczypliwy charakter, kusi się o spostrzeżenia czy komentarze, które wydają się trafnym odwzorowaniem naszej rzeczywistości, ale czuć w nich sarkastyczną nutę.
“Jeśli ten chłopak miał skończone szesnaście lat, to ja jestem polskim komiwojażerem.”
Pojawiają się też w jego narracji ciekawe porównania i sformułowania. Rozdziały z panem White'em i Kate są nieco bardziej zwyczajne - u Kate jest przede wszystkim dynamicznie, u pana White'a odwrotnie - akcja jest spokojna, skupiamy się na jego podejściu psychologicznym. Całość pod względem kompozycji i użytego języka wypada naprawdę ciekawie, co wpływa na odbiór całości lektury.
“Wielu pacjentów dziękuje Jezusowi za uratowanie ich na stole operacyjnym, gdy jednak coś pójdzie nie tak, to na ciebie nasyłają adwokatów. Jako lekarze moglibyśmy się obyć bez podziękowań, ale pod warunkiem, że pozwy sądowe również byłyby kierowane do Jezusa.”
Juan Gómez-Jurado już nam dobrze udowodnił, że jedną z jego cech charakterystycznych są ciekawe, stojące do siebie w opozycji kreacje postaci. I nie inaczej jest w przypadku “Pacjenta”. David staje naprzeciw pana White'a. Dobry ze złym, ten, który służy ludzkości i ten, który manipuluje nią do osiągnięcia swoich celów. David to naprawdę dobry lekarz, a fragmenty, w których opowiada o leczeniu pacjentów i pracy w szpitalu nadają lekturze ciekawego, medycznego wątku, który z pewnością zachwyci wszystkich fanów thrillerów medycznych.
“My, lekarze, tacy już jesteśmy, Racjonalizujemy. Podejmujemy trudne decyzje na podstawie dostępnych informacji i zasobów. Mamy tylko jedną nerkę? Damy ją młodszemu pacjentowi, nawet jeśli na liście oczekujących jest kilka osób przed nim."
Jednak David to więcej niż lekarz. Bo przede wszystkim to ojciec i wdowiec, który ciągle okropnie tęskni za żoną, a ta emocja podwaja w nim chęć ratowania swojej córki - w końcu to jedyne, co po żonie mu pozostało. David to też kreacja człowieka postawionego pod przysłowiową ścianą. Obserwujemy czy i jeśli tak to jak bardzo ugnie się pod żądaniami pana White'a, co jest w stanie zrobić, gdy ma odpowiednią motywację. Czy każdy w pewnej sytuacji jest w stanie z premedytacją zabić? Te pytanie ostatnio dosyć często przewija nam się przez lekturę, tutaj również oddane jest solidnie, warte zastanowienia.
“Nie jestem potworem - jestem istotą ludzką, taką jak ty. Tak dużo czasu spędzam jednak, patrząc na przypadkowe cierpienie poczciwych ludzi, że kiedy trafię na kogoś “z uzasadnieniem”, przyjmuję, że sam jest sobie winien.”
A co z panem White'em? Poznajemy go dużo lepiej niż w trylogii, gdzie pozostał raczej cieniem. Jednak nadal nie wiemy o nim prawie nic, może poza tym, że jest zdolny do najgorszych podłości. Jednak w imię czego? O tym więcej opowie “Sekretna historia pana White'a”.
“Na świecie istnieją miliony utalentowanych osób, które żyją w cichej rozpaczy, tkwiąc na gównianych posadach. Dlaczego jedni dojeżdżają metrem, inni zaś latają prywatnym odrzutowcem? To kwestia charakteru. Kwestia tego, żeby naprawdę chcieć spełniać swoje zamierzenia.”
Intryga powieści zbudowana jest na dynamicznym szkielecie, który zawiera znajome elementy: są szybkie, zaskakujące akcje, w których dochodzi do starć fizycznych, jest potajemna obserwacja, uczucie zagrożenia i trochę miłości. Jednak to ten dylemat głównego bohatera, te 63 godziny, w których w sumie wszystko może się zdarzyć, trzymają nas w ciągłym napięciu, powodują, że z uwagą obserwujemy co na kartach powieści się rozgrywa. Historia mknie, często zaskakuje i uparcie trzyma w napięciu. Naprawdę dobrze zbudowana historia!
Wbrew powszechnej opinii dorosłych dzieci to nie idioci. Od wczesnego etapu rozwoju są w stanie odbierać złożone uczucia. Nie inaczej było w wypadku tak ogromnej przepaści rozczarowania, którą musiała pokonać miłość Kate do ojca.”
Poza głównym dylematem, który przypomina jedną z wersji dylematu wagonika, sporo znajdziemy tutaj pobocznych tematów, czy tych czysto medycznych, czy też odnoszących się do jednostki rodziny. Jest o stracie, o żałobie, o próbie życia dalej, gdy wydaje się to niemożliwe. Jest o miłości i przywiązaniu, ale i wartościach, jakie się wyznaje, motywacjach, jakie życiem kierują. Zatem mimo dynamizmu, mimo akcji pędzącej w sumie ciągle do przodu, jest też nad czym się tutaj zastanawiać. A dodatkowo poprzez dwie kontrastowe kreacje postaci obserwujemy ile tak naprawdę warte jest ludzkie życie, jak różne podejścia w życiu można przyjąć.
“Zastanawiające, że czyste, niczym niezmącone szczęście nie pozostawia śladu w naszych sercach, podczas gdy wzburzone wody smutku plamią wszystko dokoła.”
“Pacjent” to naprawdę udany thriller. Jest akcja, która wciąga od samego początku, problem, który wydaje się niemożliwy do rozwiązania. Są kontrastowe kreacje postaci, które dają całkiem różne spojrzenia na życie, są wartości, nad którymi warto się zastanowić. Akcja jest szybka, dużo się dzieje, a czytelnik z przejęciem obserwuje do czego to wszystko doprowadzi… Przyznam, że jestem pod wrażeniem, że to ten tytuł otworzył uniwersum Reina Roja, jednak też cieszę się, że polski wydawca zdecydował się właśnie na taką kolejność wydania: najpierw trylogia, “Blizna”, a dopiero teraz “Pacjent” i “Sekretna historia pana White'a”. Dlaczego? Bo w trylogii bardzo podobało mi się to, że antagonista jest kimś w rodzaju ducha i nie wiemy o nim dosłownie nic, nawet czy istnieje naprawdę. “Pacjent” czytany przed trylogią pozbawiłby czytelnika tych emocji i wątpliwości.
“Nieskończenie trudniej jest się podnieść, niż upaść.”
Moja ocena: 8/10


Dostępna jest też w abonamencie 
 
Autor: Juan Gómez-Jurado
Tytuł: Sekretna historia pana White'a
Cykl: uniwersum Reina Roja, tom 0,8
Tłumaczenie: Barbara Bardadyn
Data premiery: 14.08.2024
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 112
Gatunek: dodatek / thriller / opowiadanie kryminalne
 
“Sekretna historia pana White'a” to krótki utwór literacki, który wydany był na rynku hiszpańskim tak samo jak u nas wraz z “Pacjentem”, jak jego uzupełnienie. Skupia się na tytułowej postaci, tym, który w “Pacjencie” jest antagonistą, przeciwnikiem Davida Evansa, tym, który zmusza go do złych rzeczy. Opowiada historię pana White'a, a raczej przywołuje jej kluczowe elementy, które sprawiły, że stał się tym, kim był w “Pacjencie” i dalszych powieściach z tego uniwersum. Poznajemy więc wycinki z jego dzieciństwa i młodości, w których data roczna i miejsce są określone. Każda zmiana miejsca zaczyna numerację rozdziałów od początku, a każdy jeden jest naprawdę krótki i skąpy w szczegóły - tu ewidentnie skupiamy się na wydarzeniach i motywacjach głównego bohatera, które te wydarzenia wywołują. Przyglądamy się bohaterowi ewidentnie psychopatycznemu, który ma w życiu jeden cel… Historia raz czy dwa zaskakuje, jednak nie mogę powiedzieć, bym czuła w czasie jej lektury jakieś mocniejsze emocje - raczej jest to po prostu ciekawostka dla fanów tego uniwersum nieco rozszerzająca to, co o panie White'cie po lekturze “Pacjenta” wiemy. Jest to więc według mnie ostatni z sześciu dostępnych u nas tytułów tego uniwersum, po który warto sięgnąć - nie dlatego, że nie jest dobry, a dlatego, że jeszcze bardziej odsłania postać pana White'a, którego jedną z główną cech według mnie powinna zostać tajemniczość.
“Wyładowanie gniewu zupełnie bez powodu nie byłoby dla niego dobre. Doskonale wiedział, że to może być pierwszy krok na śliskim zboczu, z którego inni, tacy jak on, nigdy nie wrócili. “Skup się na zadaniu. Masz w życiu cel, dlatego jesteś inny”, powtarzał sobie.”
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem SQN.