Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki2019. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki2019. Pokaż wszystkie posty

października 12, 2023

"Odwet" Vincent V. Severski

"Odwet" Vincent V. Severski

Autor: Vincent V. Severski
Tytuł: Odwet
Cykl: Sekcja, tom 2
Data premiery: 19.06.2019
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 640
Gatunek: powieść szpiegowska
 
Czy warto wychodzić ze swojej czytelniczej strefy komfortu? Zdecydowanie tak! Sama od dawna do gatunku powieści szpiegowskiej miałam nie do końca entuzjastyczne podejście, coś raz na jakiś czas czytałam, ale zawsze było mi w tym za dużo polityki i dynamicznej akcji, która zostawiała bohaterów w tyle. Do czasu! Vincent V. Severski udowodnił mi, że nawet powieść szpiegowską da się napisać tak jak lubię – ze skupieniem na postaciach, dobrą historią i zagmatwaną intrygą, która zahacza o politykę tylko tyle, ile absolutnie musi. Do tego wszystko ubrane jest w świetny, bardzo płynny styl. Za mną dopiero dwie książki tego autora, ale myślę, że będzie to dłuższa znajomość!
Vincent V. Severski na polskim rynku zagościł ponad dekadę temu, kilka lat po tym, jak odszedł z polskiego wywiadu, w którym przepracował 26 lat, z czego połowę poza granicami kraju. Aktualnie na koncie ma dwa cykle powieściowe i dwie osobne książki, a już za chwilę pod koniec października na naszym rynku ukaże się tom czwarty serii Sekcja pt. „Dystopia”. Z tej okazji zorganizowałam #miesiączamętu, w czasie którego nadrabiamy lekturę tomów poprzednich. O pierwszym możecie poczytać tu – klik!, dzisiaj pora na tom drugi.
 
Historia „Odwetu” toczy się około rok po wydarzeniach z tomu pierwszego. Na najwyższych szczeblach Agencji Wywiadowczej zaszły zmiany, teraz za sterami siedzi marionetka premiera. Tajna grupa wywiadowcza Sekcja raczej nie lubi mieszać się w to, co dzieje się na polskiej scenie politycznej, dlatego też jej członkowie nie są specjalnie zadowoleni, gdy góra zleca im sporządzenie raportu o mężczyźnie, o którym ostatnio jest głośno – to były wojskowy, który został kiedyś bohatersko odbity z rąk afgańskich porywaczy. Teraz jest cywilem, ale bardzo popularnym, bardzo udziela się na scenie polskiej komentując tematy wszelakie. Czego z jego strony boją się politycy? Sekcja, wraz z nowym nabytkiem Luckiem, prowadzi więc tajną obserwację, choć nie są tym specjalnie uszczęśliwieni. W tym samym czasie w Baku dochodzi do dziwnych wydarzeń – w przeciągu kilku dni umiera dwoje członków polskiego wywiadu, którzy działali tam pod przykrywką. Jeden został zamordowany, drugi prawdopodobnie zmarł na zawał, choć i wokół jego śmierci pojawia się dziwna mgiełka tajemnicy... Czy dzieje się tam coś, czym polskie służby powinny się martwić? Na pewno część wywiadu jest zaniepokojona, niektórych łączyły ze zmarłymi związki bliższe niż powinny...
 
Książka rozpisana jest na 121 króciutkich rozdziałów oraz trzy rozdziały końcowe: półfinał, finał i epilog. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, wszechwiedzący narrator podąża za postaciami zaangażowanymi w sprawę naprzemiennie: przede wszystkim historia przedstawiona jest z perspektywy członków sekcji: Romana, Moniki i Dimy, ale nie tylko, są też postacie poboczne. Styl powieści, mimo że to moje drugie spotkanie z piórem autora, nadal mnie zaskakuje, robi spore wrażenie. Język jest prosty, ale uwaga narratora skupia się na takich nieoczywistych detalach i jest opisana tak uważnie, tak płynnie i z taką lekkością pióra, że czyta się to po prostu doskonale. Przez tekst się przepływa smakując każdy kolejny nieoczywisty opis. Dzięki temu w ogóle nie czuć objętości książki, wręcz szkoda, kiedy się już kończy!
„Dotąd chciał tylko obnażyć przestępców, powiedzieć prawdę i usunąć ich z życia politycznego. Ale teraz powtarzał w myślach jak mantrę tylko jedno słowo – odwet – i nawet nie zastanawiał się nad jego znaczeniem. Po raz pierwszy w życiu chciał się tylko zemścić, zadać ból.”
„Odwet” to tom drugi serii, ale intryga nie jest związana z tomem poprzednim, więc da się książkę czytać oddzielnie. Ja jednak czytając cykl po kolei teraz już czułam się z postaciami związana, przede wszystkim z tą trójką z Sekcji, którą tak bacznie i w tym tomie obserwujemy. Przede wszystkim zachwycił mnie Roman – to starszy pan kierujący Sekcją, może i lekko flegmatyczny, ze swoimi dziwactwami, ale niesamowicie inteligentny. W tym tomie poznajemy go jako wiernego przyjaciela i człowieka, który stara się zmienić swoje nawyki, wyjść trochę ze strefy komfortu, spróbować czegoś nowego. Zresztą każda obserwowana postać przechodzi tu pewną przemianę, a ja już nie mogę się doczekać, by poznać ich dalsze losy! W końcu narrator opisuje nie tylko ich działania zawodowe, szpiegowskie, ale ujmuje ich w całości, jako ludzi pełnych, z emocjami, lękami, obawami. Bardzo podoba mi się tak szerokie ujęcie, dzięki temu postacie są nam bliskie.
 
Akcja, jak na powieść szpiegowską przystało, jest dosyć dynamiczna, ale dzięki postaciom i świetnym dialogom, patrzymy na nią przez pryzmat człowieka, emocji, które porywają czasem najtwardszych z nich. Intryga jest zagmatwana, bardzo rozbudowana i dobrze poprowadzona – ciężko samodzielnie domyśleć się, o co w tym wszystkim chodzi. Autor nieraz nas zaskakuje, a dzięki temu, że rozdziały naprzemiennie przedstawiają kilka punktów widzenia, może łatwo stosować cliffhangery, przez co ciężko jest się od historii oderwać. Podobała mi się ta zmiana w budowie zakończenia powieści, ale to co przyniósł finał mocno mnie zaskoczyło! Aż żałuję, że nie mogę powiedzieć nic więcej, bo emocje we mnie buzują.
„Czas wyciągnąć konsekwencje wobec tych, którzy przez lata z głupoty, czy też w złej wierze, wciągali nasz kraj do szarej strefy. Patriotyzm, Polska, ojczyzna to nie puste frazesy, którymi z taką łatwością żonglują ludzie bez cienia uczciwości i odpowiedzialności. Ale najgorsi są głupcy, których namnożyła dotychczasowa polityka. Kilku głupców potrafi doprowadzić do katastrofy cały naród.”
W tym tomie dopatrzyłam się też bardzo krytycznego spojrzenia na politykę, na tych, którzy rządzą naszym krajem. Rządza władzy, bogacenia się i piastowania najwyższych stanowisk u wielu z nich sprawia, że nie liczy się nic innego, żadne wyższe cele, żadna moralność. To spostrzeżenia ogólnie, ale są też i takie, które można odnieść do partii rządzącej – kilka przezwisk, które bardzo łatwo można rozszyfrować. Taka zadziorność tekstu, bunt, podobało mi się!
„Ja bym to pod jakimś pozorem olała. To wszystko zaczyna cuchnąć niemytymi politykami. Tylko się upaprzemy.”
Na pierwszy rzut oka „Odwet” może przestraszyć – liczy potężną liczbę stron i jest to powieść szpiegowska. Ale to tylko pierwsze wrażenie! Mnie ta historia dosłownie od pierwszych stron porwała, wciągnęła w wir wydarzeń i zaciekawiła losami postaci tak, że uporałam się z nią w tempie ekspresowym. I trochę tego żałuję, bo mogłam się nią dłużej delektować, dłużej przebywać z jej postaciami, na szczęście pod ręką mam dwa kolejne tomy, którymi zaraz będę się pocieszać. A dla tych, co nie są pewni czy powieść szpiegowska to ich gatunek: sięgnijcie po „Odwet” i całą serię Sekcja Severskiego! Ja jestem zachwycona stylem i sposobem budowy świata przedstawionego, tym, w jakim nieoczywisty sposób autor przyciąga uwagę czytelnika.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca w ramach #miesiączamętu.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 03, 2022

"Purpurowe rzeki" Jean-Christophe Grangé

"Purpurowe rzeki" Jean-Christophe Grangé

Autor: Jean-Christophe Grangé
Tytuł: Purpurowe rzeki
Cykl: Pierre Niémans, tom 1
Tłumaczenie: Wiktoria Melech
Data premiery: 19.06.2019
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 416
Gatunek: kryminał
 
Na książki francuskiego pisarza Jeana Christophe’a Grangé zwróciłam uwagę już kilka lat temu, kiedy to Wydawnictwo Sonia Draga wzięło je pod swoje skrzydła. Jednak dopiero teraz, latem 2022 roku miałam okazję sięgnąć po jego twórczość i to w dodatku w mocno niechronologicznej kolejności – zaczęłam od „Dnia popiołów” (zapowiedź – klik!), którego polska oficjalna premiera zbliża się wielkimi krokami, a ja mam tę przyjemność książce patronować. Jest to trzeci tom serii o komisarzu Pierre Niémans, więc przed jej premierą postanowiłam zapoznać się z dwoma wcześniejszymi. Oczywiście nie jest to koniecznie, by zrozumieć fabułę któregokolwiek z tomu, jednak wiem, że część z Was lubi czytać serie po kolei, dlatego też i tę część moich czytelników chciałam zadowolić zamieszczając tu recenzje wszystkich trzech tomów. Nie ukrywam, że sama też byłam ciekawa jak wyglądały wcześniejsze losy Pierre’a i jej późniejszej towarzyszki Ivany.
„Purpurowe rzeki” na rynku francuskim ukazały się w 1998 roku i były drugą książką Jeana Christophe’a Grangé, jednak pierwszą, którą odniosła sukces. I to na miarę światową, bo już dwa lata później ukazała się jej filmowa ekranizacja z Jeanem Reno i Vincentem Casselem w rolach głównych. U nas książka po raz pierwszy wydana została w 2003 roku i do teraz doczekała się kilku nowych wydań, a w 2019 pierwszy raz została wydana przez Wydawnictwo Sonia Draga. Książka doczekała się jeszcze jednej ekranizacji, tym razem w formie serialowej, która swoją premierę miała w 2018 roku. W Polsce można na platformie player.pl.
 
Fabuła powieści rozpoczyna się mocną sceną – komisarz Niémans podczas zamieszek po meczu piłkarskim prawie zabija podejrzanego. Mężczyzna trafia do szpitala, a Niémans zostaje odesłany do Guernon, małego uniwersyteckiego miasteczka w pobliżu Grenoble w Alpach. Doszło tam do brutalnego morderstwa – bibliotekarz był torturowany, a później jego ciało zostało wyeksponowane na skalnej ścianie… Niémans nie za bardzo ma wyjście, więc jeszcze tego samego dnia rusza w drogę. Co znajdzie w Guernon?
W tym samym czasie młody policjant Karim Abdouf z innego okolicznej malutkiej wioski bada sprawę rozkopanego grobu kilkuletniego chłopca, który zginął kilkanaście lat temu. Kto i po co dokonał takiego aktu wandalizmu? I przede wszystkim – co te dwie, tak różne sprawy mają ze sobą wspólnego?
 
Książka rozpisana jest na 12 części, które naprzemiennie opowiadają o losach Niémans i Abdoufa. Całość składa się z 60 dosyć krótkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, naprzemiennie obserwuje obydwu bohaterów tej powieści. Styk jest prosty, bez zbędnych komentarzy, dygresji czy ozdobników. To rasowy, mocny kryminał, niepozbawiony dosyć makabrycznych opisów zbrodni.
 
Kreacje obydwu policjantów na pewno zasługują na uwagę. Pierre Niémans jest gdzieś w okolicach 40stki. To mężczyzna twardy, który jako nastolatek zamierzał zostać wojskowym – niestety z przyczyn zdrowotnych nie został zakwalifikowany, jednak nie poddał się i wybrał podobną drogę – został policjantem, który najchętniej pracuje w pojedynkę. To dosyć porywczy typ, ale inteligencji nie można mu odmówić. Jest samotnikiem, ale łasym na uroki kobiet, co jest ważnym elementem jego osobowości – zawsze przy spotkaniu ze świadkiem, który akurat jest kobietą, czytelnik dostaje dosyć obrazowe opisy ich urody, którym podatny jest ten bohater.
Karim to francuski Arab, sierota, który wychował się w środowisku mocno przestępczym, jednak nigdy nie brakowało mu ambicji – skończył szkołę, potem studia, aż w końcu doszedł do wniosku, że swoje umiejętności najlepiej wykorzysta w policji. Po pewnej samodzielnej, nieuprawnionej akcji i odrzuceniu pracy w tajniakach, Karim został zesłany do małej francuskiej wioski. Nie zaprzestał jednak dalszej nauki, dokształcając się po godzinach z książek i magazynów. Od pierwszych lat nauczony, że nikt inny o niego nie zadba, od zawsze działający w pojedynkę, na tyle sprytny, by przeżyć i wydostać się z tak zwanej ulicy. Czuły na krzywdę słabszych, bo i on nieraz doświadczył podobnego napiętnowania. To tak solidnie zbudowana postać, że aż szkoda, że pojawia się tylko w tym jednym tomie!
 
Poza postaciami warta uwagi na pewno jest lokalizacja. Alpy, lodowce, surowy, brutalny, nieprzyjazny człowiekowi klimat. Małe miasteczko akademickie, które żyje w swoistym zamknięciu. Ludzie, mieszkający obok siebie, a jednak mający swoje własne, mroczne tajemnice. Życie w tej społeczności to całkiem inny świat, fascynujący, ale mroczny, i to nie tylko ze względu na położenie geograficzne…
 
Intryga kryminalna poprowadzona jest bardzo sprawnie. Czytelnik obserwuje dwie sprawy kryminalne – jakże różne od siebie. Dzięki naprzemiennej narracji cały czas postawiony jest w stan najwyższej gotowości, wyczulony na każdy jeden szczegół śledztw. Bo tu nie tylko musimy rozwiązać zagadkę obydwu z nich, ale jeszcze odkryć w jaki sposób się ze sobą łączą! Ja miałam kilka mocnych hipotez, jednak Grangé skutecznie mnie wyprowadził w pole 😉
 
Myślę, że „Purpurowe rzeki” to kryminał, w którym każdy fan gatunku znajdzie coś dla siebie. Mamy szybką akcję, ciekawe kreacje postaci, dobrą zagadkę, która w sposób logiczny zostaje wytłumaczona na końcu historii i naprawdę ciekawe tło tych wydarzeń. Historia jest zajmująca i dobrze wyważona – mimo mroku, momentami również i makabry, czytelnik nie ma wrażenia przesytu, co ostatnio jest zjawiskiem dosyć częstym na naszym rynku. Dodatkowo trzeba wziąć pod uwagę, że książka powstała ponad 20 lat temu i ciągle nadal jest naprawdę ciekawa! Oczywiście czytając ją trzeba pamiętać o roku jej powstania, ale to raczej uwaga skierowana do kilku malutkich szczegółów fabuły, o których więcej zdradzić Wam nie mogę. Tak czy siak, to solidny, rasowy kryminał! Polecam!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga!

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 28, 2022

"Róża Północy" Lucinda Riley

"Róża Północy" Lucinda Riley
 
Autor: Lucinda Riley
Tytuł: Róża Północy
Tłumaczenie: Marzenna Rączkowska
Data premiery: 27.03.2019, wydanie II
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 576
Gatunek: powieść obyczajowa
 
Lucinda Riley to brytyjska pisarka irlandzkiego pochodzenia, która podbiła świat serią „Siedem Sióstr”. Ja, tak jak spora część jej aktualnych fanów, swoja przygodę z jej piórem rozpoczęłam właśnie do tych magicznych historii opowiadających losy i poszukiwania swoich korzeni tytułowych siedmiu adopcyjnych sióstr. Lucinda niestety zmarła w roku 2021 nie kończąc serii – został ostatni, ósmy, wyjaśniający wszystko tom, który ukaże się w przyszłym roku (2023) dzięki staraniom jej syna. W międzyczasie sama sięgam po jej wcześniejsze powieści, osobne historie i cieszę się, że mam ich jeszcze kilka nieprzeczytanych – nie wiem co zrobię, jak przeczytam wszystkie, bo pióro Lucindy jest niepowtarzalne! Na pewno będę wracać po prostu do tych, co już czytałam, bo wiem, że będę tęsknić za jej cudownymi historiami.
 
„Róża Północy” to opowieść Anahity, hinduski. Fabuła rozpoczyna się w dniu jej setnych urodzin w Indiach, podczas których przekazuje swojemu prawnukowi Ariemu swoje ostatnie życzenie –chce, by Ari odnalazł jej dawno zaginionego syna. By mógł to uczynić przekazuje mu manuskrypt, w którym spisała swoją historię. Problem polega na tym, że cała rodzina jest przekonana, że wspomniany zaginiony syn zmarł w wieku dziecięcym, widzieli nawet jego akt zgonu. Dlaczego więc Anahita uparcie wierzy, w to, że chłopak żyje?
Rok później Rebecca Bradley, amerykańska gwiazda kina, by udowodnić swój talent leci do Anglii, gdzie w rezydencji Astbury w hrabstwie Devon ma zagrać główną rolę w filmie kostiumowym. Wyjazd dobrze się składa, bo dziewczyna przechodzi mocno burzliwy czas w swoim życiu prywatnym, więc może w miejscu tak odludnym, gdzie nawet nie ma zasięgu, będzie mogła przemyśleć co zrobić dalej?
Tylko co te dwie historie mają ze sobą wspólnego?
„Czasy są dla wszystkich trudne i niespokojne. Ale trzeba czerpać z życia, co się da.”
Książka składa się z prologu, 49 rozdziałów i epilogu. Rozdziały złożone zostały w kilka części – naprzemiennie opisują czasy współczesne, z czasami dawnymi. Te drugie toczą się od roku 1911 w Indiach do roku 1922 w Anglii w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego z perspektywy Anahity, Indiry i Donalda. Czasy współczesne przedstawiają przede wszystkim historię z lipca 2011 z rezydencji Astbury w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z perspektywy Rebecci i Ariego. Styl, jak to zawsze u Lucindy, jest genialny! Mocno opisowy, z niesamowitym wyczuciem postaci, które rozmawiają ze sobą w bardzo przyjemnie rozpisanych dialogach. Tu wszystko do siebie pasuje, widać, że autorka miała niesamowite zrozumienie dla zachowania i psychiki ludzkiej. Wszystko utrzymane jest w stylu trochę kojarzącym się z dawnymi powieściami, stylem uroczym i powabnym, a jednak niosącym wiele emocji uniwersalnych, takich, które zrozumie każdy z nas. Nie znam innego współczesnego autora, który potrafiłby pisać tak pięknie jak Lucinda.
„W ciągu ostatnich kilku lat wiele rozmyślałam nad tym, dlaczego młodzi źle czują się w towarzystwie starych; przecież tyle ważnych rzeczy mogliby się od nas nauczyć. Doszłam do wniosku, że powodem ich dyskomfortu jest nasza krucha fizyczność, którą uświadamiamy im, co czeka ich w przyszłości. W pełnej chwale swojej siły i piękna widzą tylko, że i oni pewnego dnia się skurczą. Nie wiedzą, jak wiele zyskają w zamian.”
Historia, jaką przedstawiła w tej powieści, jest mocno złożona i porusza morze ciekawych tematów. Zacznijmy od wydarzeń najdawniejszych, z 1911 roku, w którym autorka bardzo obrazowo opisuje role w środowisku hinduskim, jakie wtedy pełniły osoby w zależności od płci, wieku i zamożności. W tym czasie los złączył Anahitę z Indirą, stały się sobie towarzyszkami, co umożliwiło Anahiti wyjazd z Indii – razem z Indirą pojechały uczyć się do Anglii. Autorka świetnie oddała różnice w kulturach zarówno w tamtych dawnych czasach, jak i w tych, aktualnych, zderzając ze sobą historię Rebecci z historią Ariego. Wszystko to opisane jest z niesamowitą dokładnością, jednak nieprzytłaczającą informacjami – całość przedstawiona jest z wyczuciem.
„- Z czasem jakoś się z tym pogodzą. Tyle razy już ci mówiłam, Indy, musimy robić, co się da, żeby żyć szczęśliwie.
- Nawet jeśli przez to ranimy ludzi, których kochamy?
- Czasami tak. Ale miejmy nadzieję, że to nie potrwa długo. Twoi rodzice za bardzo cię kochają, żeby cię opuścić (…)”
Sama nie wiem, nie umiem zdecydować czy bardziej czekałam na kontynuację historii aktorki Rebecci, którą obserwujemy zarówno na planie zdjęciowym, jak i po pracy, gdy próbuje zrozumieć samą siebie i to, co powinna ze swoim życiem zrobić. Czy może jednak Anahity, tę z dawnych czasów, która przedstawia trudy życia Hinduski w Anglii w czasie I wojny światowej. Bez obaw, wojna nie jest tu tym, co wychodzi na plan pierwszy, w tej historii też liczy się przede wszystkim odnajdowanie własnej drogi.
„Jedną z rzeczy, jakich dowiedziałam się, kiedy pracowałam we Francji jako pielęgniarka, jest to, że życie jest zbyt krótkie. I chcąc robić to, co uznajemy za dobre dla siebie, musimy być gotowi na poświęcenia.”
Anahita jest postacią niesamowitą. Mądra, spokojna, z dosyć stoickim podejściem do życia. Dzięki tej postaci możemy się wiele nauczyć – przede wszystkim akceptacji i poczucia, że tylko i wyłącznie my sami odpowiadamy za swoje szczęście.
„Nie jestem mądra, Indy, tylko mam w sobie akceptację. Nie możemy zmienić tego, co jest, żebyśmy nie wiem jak się starali.”
Oczywiście historia, którą poznajemy, przedstawia Anahitę jako młodą dziewczynę, która mimo swojej rozważności, jednak też momentami daje się porwać namiętnościom tego wieku. Jakie będą tego konsekwencje? Nie jest to bohaterka, która jest tylko i wyłącznie wzorem do naśladowania. Nie, Anahita przy całej swojej mądrości, jest też bardzo uparta i nigdy nie prosi o pomoc. Ale czy da się tak iść przez życie?
„W upale i kurzu krzyczałam o swojej głupocie. Wiedziałam od wielu tygodni. Dlaczego, och, dlaczego nie chciałam wcześniej zmierzyć się z faktami? Byłam pielęgniarką, znachorką, znakomicie potrafiłam pomóc w życiu innym, za to swoje życie udało mi się zniszczyć.”
Rebecca z kolei to młoda dziewczyna, która doszła do wielkiej sławy swoją ciężką pracą. I nie oszukujmy się, urodą, przez co część ze spotkanych na jej drodze osób, chce jej wmówić, że tylko dzięki temu dotarła na szczyt. Ale czy w ogóle chciała się tam znaleźć? Wygląda na to, że sława przyszła za szybko, teraz jej życie w całości jest publiczne. Jak żyć pod ciągłym ostrzałem dziennikarzy i świateł reflektorów?
„Nie obchodzi mnie ludzkie gadanie. Najważniejsze, że sama wiem, jak było.”
Opisane historie są niesamowicie zbudowane, są przepiękne i mądre, a osnuwa je urok rezydencji Astbury. Wielkie przestrzenie, piękny ogród i odludzie – łąki, strumyk, miejsce, gdzie nie można spotkać żywego ducha. Napawa spokojem, choć i ono kryje w sobie niejedną tajemnicę…
„(…) mama wpoiła mi, że ingerując w czyjś los, zawsze muszę być ostrożna.
- Uważaj, maleńka – ostrzegła mnie kiedyś. – Gdy pomagasz ludziom, sama stajesz się częścią ich przeznaczenia.”
Książki Lucindy zawsze napełniają mnie spokojem, dają poczucie komfortu, ale i mocno angażują – mimo że nie są to thrillery czy kryminały, to jednak autorka tak snuje historię, że ciężko się od niej oderwać – po prostu trzeba się dowiedzieć jak potoczą się dalsze losy jej bohaterów. Losy nieraz tragiczne, ale jednak pełne mądrości i uroku miejsc i samych kreacji postaci. „Róża Północy” doskonale wpisuje się w ten opis. To przejmujący obraz dwóch kobiet z całkiem różnych czasów, a jednak borykających się z podobnymi emocjami. Do tego niesamowity obraz dawnych Indii i urokliwych angielskich starych rezydencji sprawiają, że historia jest po prostu pełna. Niczego jej nie brakuje. Niesamowity talent, naprawdę. Już tęsknię za jej piórem!
 
Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała na życzenie mojej Patronki Jadwigi Chmiel
Chcesz dołączyć do grona moich Patronów? Zapraszam na patronite.pl/kryminalnatalerzu!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

lipca 19, 2022

"Krwawa pomarańcza" Harriet Tyce

"Krwawa pomarańcza" Harriet Tyce

Autor: Harriet Tyce
Tytuł: Krwawa pomarańcza
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Data premiery: 27.02.2019
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 288
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Harriet Tyce jest autorką trzech thrillerów psychologicznych pt. „Krwawa pomarańcza”, „Wszystkie twoje kłamstwa” oraz „It ends at midnight” (pol. ‘to kończy się o północy’), z czego pierwsze dwa zostały wydane w Polsce. Pochodzi z Edynburga, na chwilę przed swoim debiutem skończyła studia z kreatywnego pisania. Wcześniej zajmowała się tym, czym główna bohaterka „Krwawej pomarańczy” – była adwokatką, która zajmowała się obroną w sprawach kryminalnych.
 
Fabuła „Krwawej pomarańczy” kręci się wokół Alison. To kobieta w okolicy 40stki, mężatka, matka kilkuletniej Matyldy, ale przede wszystkim adwokatka. Która właśnie dostaje swoją pierwszą sprawę dotyczącą morderstwa, co jest dla niej zarówno wyzwaniem, ale i powodem do dumy – w końcu tyle lat na to pracowała! Sprawę prowadzi razem z Patrickiem, kolegą z pracy, zwierzchnikiem, z którym ma potajemny romans. Jej klientka została oskarżona o zamordowanie męża, sama twierdzi, że nic z tej nocy nie pamięta, ale jest pewna, że to ona zabiła. Dowody też na to wskazują, kobieta była cała we krwi. Alison stara się znaleźć najlepszą linę obrony w tej sprawie, musi więc dokładnie przyjrzeć się wspomnieniom klientki. Trudno to jednak robić, kiedy jej małżeństwo się sypie, dręczą ją wyrzuty sumienia, że nie poświęca swojej rodzinie wystarczająco czasu, a także wyrzuty męża, że co chwilę się upija… Kiedy do tego zaczyna dostawać anonimowe groźby na telefon, sytuacja zaczyna ją przerastać… Jak się z tego wszystkiego wyplątać?
 
Książka składa się z prologu, 25 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego z perspektywy Alison. Styl pozornie typowy dla tego gatunku literackiego, jednak odpowiednio dostosowany do charakteru narratorki – jest prosty, surowy, oszczędny, choć mimo to i tak poznajemy odczucia bohaterki. Czyta się naprawdę dobrze.
 
Muszę przyznać, że książka naprawdę mnie zaskoczyła, to mocno oryginalny thriller. Już choćby ze względu na główną bohaterkę, która na pewno nie jest postacią pozytywną – raczej mocno skomplikowaną, rozdartą pomiędzy tym, co powinna, a tym, co faktycznie robi. Bo Alison chce być dobrą żoną, dobrą matką, dobrą adwokatką. Wygląda na to, że jednak udaje jej się tylko z tym ostatnim – jej małżeństwo ciężko nazwać jakąkolwiek relacją, Carl, jej mąż praktycznie z nią nie rozmawia, tylko ciągle obarcza kolejnymi pretensjami. Alison zgadza się z nim, czuje, że Carl ma do tego prawo. Jednak czy faktycznie tak jest? Czytelnik nie wie co działo się przed rozpoczęciem fabuły, więc może jej mąż ma faktycznie powód by tak ją traktować? A może nie, może jest po prostu okropnym facetem, a Alison, przygnieciona wyrzutami sumienia tego nie widzi? Bo, umówmy się, Alison nie jest idealna, daleko jej do tego, ma się o co obwiniać – często nie wraca do domu, spędza czas ze znajomymi z pracy w knajpie upijając się winem, zamiast od razu wracać do swojej córeczki. O ciągłej zdradzie małżeńskiej już nawet nie wspominając… Alison to osoba trudna, skomplikowana, więc i ocena sytuacja, w jakiej się znajduje, wcale do łatwych nie należy.
Wszystkim innych bohaterów widzimy oczami Alison. Jej mąż, Carl, jest terapeutą, który nie pracuje na pełny etat – to on zajmuje się głównie ich córką. Alison go kocha, nie wyobraża sobie, by ich małżeństwo miało się skończyć, jednak Carl ewidentnie ma już tego wszystkiego dosyć… Patrick, jej współpracownik i kochanek też ma swoje za uszami – wydaje się dosyć brutalnie traktować kobiety na stopie prywatnej, w tym też Alison. Dlaczego ona na to pozwala? Nie wydaje się, by specjalnie to lubiła…
Jest jeszcze postać Madeleine, oskarżonej, którą Alison ma bronić. I tu chyba nie zdradzę za wiele, kiedy napiszę, że kobieta jest ofiarą przemocy domowej, zarówno psychicznej, jak i fizycznej. Powoli poznajemy kolejne, coraz mocniej szokujące wspomnienia Madeleine i przyglądamy się jak Alison szuka odpowiedniej furki prawnej, by jak najlepiej wybronić swoją klientkę.
 
Bo tak, manipulacja, przemoc, zastraszanie to tematy, które w tej powieści królują. Świat w niej przedstawiony jest brudny i zły, trudny do zniesienia na trzeźwo. Prócz promyczka słońca, jakim jest mała Matylda, ciężko znaleźć to coś pozytywnego, coś, czego warto się trzymać. A z każdą kartą powieści odkrywamy kolejne oblicza tego zła… Jak się od niego uwolnić?
 
Intryga kryminalna toczy się tu dosyć leniwie, bo rozproszona jest na dwa tematy – ten zawodowy i ten prywatny w życiu Alison. Tak naprawdę to temu drugiemu przyglądamy się dokładniej, poświęcamy na niego więcej czasu, bo i wygląda na to, że to właśnie ten aspekt jej życia jest dużo mocniej skomplikowany. Czy jednak kryje się tam coś, czemu powinien przyglądać się thriller?
 
Jak już wspomniałam, „Krwawa pomarańcza” mocno mnie zaskoczyła. Autorka na celownik wzięła postać mocno niejednoznaczną, pozornie godną potępienia i to ją uczyniła gwiazdą swojego debiutu. I tak, to był strzał w dziesiątkę! Dzięki takiej bohaterce jak Alison książka stała się ciekawym studium psychologicznym osoby mocno w życiu zagubionej, która wie, jak powinna się zachowywać, jednak z jakiegoś powodu robi wszystko na odwrót. Intryga kryminalna zbudowana jest z dużą wprawą, nie jest może dynamiczna, ale autorka od czasu do czasu podrzuca nam małe okruszki, które wbijają się w mózg i powodują ciągłe wątpliwości czy to, o czym czytamy jest faktycznie tym, co się dzieje. Naprawdę udany, oryginalny debiut! Zaraz biorę się za drugą książkę autorki 😊
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Świat Książki!

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

listopada 17, 2021

"Sprzątaczka" Stephanie Land

"Sprzątaczka" Stephanie Land

 

Autor: Stephanie Land
Tytuł: Sprzątaczka. Jak przeżyć w Ameryce, będąc samotną matką pracującą za grosze
Tłumaczenie: Barbara Gadomska
Data premiery: 20.11.2019
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 312
Gatunek: non-fiction, autobiografia
 
Pierwszego października na platformie Netflix pojawił się dziesięcioodcinkowy serial „Sprzątaczka”. Inspiracją do jego powstania były wspomnienia Stephanie Land spisane w książce „Sprzątaczka. Jak przeżyć w Ameryce, będąc samotną matką pracującą za grosze”, która na rynku pokazała się dwa lata temu. Jednak to właśnie serial zachwycił mnie tak mocno, że po oryginał sięgnęłam od razu, bez najmniejszego zawahania i oglądania się na książki czekające w kolejce recenzenckiej! I mimo iż faktycznie przy serialu można tylko mówić o inspiracji książką, to obydwie te historie mnie poruszyły – serial ze względu na przedstawienie problemu psychicznej przemocy i prób ucieczki od takiego związku, książka za determinację autorki, by godnie żyć mimo braku jakiejkolwiek pomocy i obezwładniającej biedy.
„Sprzątaczka. Jak przeżyć…” to debiut literacki Stephanie Land, na który składają się jej wspomnienia sprzed kilku lat. Po wyjściu z biedy, jaką opisała w tej książce, autorka skończyła studia filologii angielskiej i kreatywnego pisania, a także dzięki pomocy życzliwych osób publikowała artykuły w znanych czasopismach amerykańskich. Teraz szykuje się do wydania drugiej powieści, której roboczy tytuł brzmi „Class” (pol. Klasyfikacja, podział na klasy).
 
Historia opowiedziana w tym debiucie to opowieść samotnej matki, która dla macierzyństwa zrezygnowała z pójścia na studia, a zarazem ze sposobu na ucieczkę z mało perspektywicznego miasta jakim było Port Townsend. Podjęła decyzję by zostać, zająć się małą Mią, gdy na ich utrzymanie pracował jej partner. Jednak to życie nie było dobre – partner miał duże problemy z gniewem, więc nim Mia ukończyła roczek, Steph opuściła Travisa. Dziewczyna jednak nie miała żadnej pomocy od rodziny czy znajomych, nie miała też żadnych pieniędzy, więc jej możliwości były mocno ograniczone. Sięgnęła po pomoc państwa, dostała chwilowe zakwaterowanie w schronisku dla bezdomnych, później w domu przejściowym. Chwytała się wszystkich możliwych prac, które nie dosyć, że miejsce zamieszkania mocno ograniczało, to jeszcze samotna opieka nad małym dzieckiem mocno utrudniała. W końcu zatrudniła się w jednej z małych firemek zajmujących się sprzątaniem domów. Jej książka opowiada historię jej drogi, opisuje próby stanięcia na nogi, a momentami wręcz po prostu przeżycia. Podejmuje też kilka trudnych tematów podejścia społeczeństwa do osób korzystających z pomocy państwa czy wykonujących tego typu prace, co autorka książki.
 
Książka złożona jest z przedmowy Barbary Ehrenreich oraz trzech części podzielonych na 27 tytułowanych rozdziałów. Land opisuje wszystkie wydarzenia oczywiście z własnej perspektywy w czasie przeszłym. Historia toczy się mniej więcej chronologicznie, choć nie jest może całkiem pod tym względem uporządkowana, co jednak zdecydowanie nie należy traktować jako minus książki. Język, jakiego autorka używa, jest prosty, zwyczajny, pozbawiony przesadnego nacechowania emocjonalnego, choć to, co Land musiała przejść, na pewno emocje w pełni by uzasadniało. Styl określiłabym jako coś pomiędzy suchym reporterskim a prywatnymi wspomnieniami.
„Udowadnianie, że jest się biednym, to ciężka i deprymująca praca.”
Z jednej strony historia jaka została tu opisana jest niezwykle smutna i trudna. Autorka przedstawia obraz małego miasteczka w USA w dosyć biednym zakątku państwa, które prócz prac dorywczych i tych w turystyce, nie ma za wiele do zaoferowania. W takim miejscu trudno żyć nie mając pracy w korporacji w oddalonym dużym mieście czy własnego dobrze prosperującego biznesu, a tym bardziej tyczy się to samotnych rodziców, którzy pracę muszą dzielić pomiędzy czas na nią a tak naprawdę ciągłą opiekę nad dzieckiem. Robiąc to całkiem samotnie, bez wsparcia rodziny czy przyjaciół, bez jakiejkolwiek pomocnej dłoni, która mogłaby czasem poratować choćby kilkoma godzinami własnego czasu, zadanie te momentami wręcz wydaje się niemożliwe. Autorka często przyznaje, że czuła się niedostatecznie dobrą matką, kiedy to chore dziecko musiała posłać do przedszkola, kiedy nie była w stanie zapewnić mu warunków mieszkaniowych takie jak powinna. To ciągła walka o przetrwanie, o godność, o możliwość życia w ludzkich warunkach.
 
Drugim trudnym tematem na pewno jest podejście społeczeństwa do osób biednych, tych korzystających z pomocy państwa. Autorka dużo razy podkreśla w książce, że traktowana była jako osoba leniwa, niewykształcona i żerująca na innych. To smutne, że ludzie są tak skorzy do oceniania innych, kiedy kompletnie nic o nich nie wiedzą. Nie wykluczam, że w Ameryce, tak samo jak w Polsce, są ludzie, którym życie na zasiłku, stołowanie się w jadłodajniach dla ubogich nie przeszkadza, jednak takie uogólnienie jest naprawdę krzywdzące. Przecież nie wiemy, co doprowadziło tych ludzi, do miejsca w którym są. Może to nie ich lenistwo, a po prostu zrządzenie losu? Jedna kiepska decyzja podjęta w niekoniecznie złej wierze? Wpływ innych ludzi? Wykorzystanie? Przemoc? Możliwości jest wiele, a założę się, że tylko niewielka garstka ludzi sprawiła, że w społeczeństwie panuje tak krzywdzący stereotyp. Land unaocznia, że nie można wydawać takich osądów, nie można oceniać całej grupy na podstawie jednej osoby. Szkoda tylko, że ci, którzy mają takie podejście, raczej po taką książkę nie sięgną. Mimo wszystko to właśnie takie tytuły podwyższają wrażliwość społeczną.
 
Land nie szczędzi też opisów własnych odczuć. Brak oparcia w kimkolwiek, trudne traktowanie przypadkowych osób czy traktowanie sprzątaczki jak powietrze, mocno obniżyły jej pewność siebie. Na pewno i związek z Travisem się do tego przyczynił, a kolejne niepowodzenia na tym tle, tylko tą niepewność powiększyły. Land w tym czasie borykała się z naprawdę niską samooceną, nie uważała się za osobę, która może w ogóle poprosić o pomoc, co tłumaczyła sama przed sobą, że na pewno są osoby potrzebujące mocniej niż ona. Na pewno należą jej się brawa za odwagę, że tak mocno odsłoniła się przed czytelnikiem, nie ukrywała swoich emocji, choć przecież mogła. Widać po niej, że wiele w życiu przeszła i nigdy na nikogo tak naprawdę nie mogła liczyć, co finalnie doprowadziło ją na samo dno życia w biedzie, ale i jej determinacja i siła ją z tego wyciągnęły.
 
Mimo wszystkich tych trudnych tematów i przejść, książka ma też pozytywny akcent. Daje wiarę, że z każdej sytuacji jest wyjście, że zawsze da się odbić od dna. Czasami jest naprawdę trudno, czasami wydaje się to niewykonalne, jednak nie można przestać dążyć w tym jaśniejszym kierunku. Land miała przy sobie Mię, nad którą opieka na pewno mocno wyjście z biedy utrudniała, jednak to właśnie dzięki córce z tej biedy wyszła. Dzięki miłości matczynej zmieniła swoje życie, miała motywację by walczyć. I udało jej się, co na pewno doda wiary osobom w podobnej sytuacji. I nie tylko – świadomość, że nigdy nie jest na tyle źle, by nie dało się z tego wyjść jest naprawdę podnosząca na duchu.
„Być może na tym polegała nauka płynąca z obecnej sytuacji: doceniaj to, co masz, życie, jakie masz, wykorzystaj przestrzeń, jaką otrzymałaś.”
Na koniec jeszcze jedno zagadnienie. Przed lekturą doszły do mnie takie głosy, że autorka obarcza „system” za swoją sytuacją. Nie wydaje mi się, by była to prawda. Oczywiście Land wspomniała w książce, że ograniczenia dotyczące zarobków i tym podobne progi, by móc korzystać z pomocy państwa, mocno utrudniają życie osobom na granicy, jednak tak raczej jest w większości państw, to po prostu polityka – jakieś zasady, jakieś granice korzystania z zapomóg muszą istnieć. Poza tym Land nie mówi nic złego na temat tych wspomagających programów – wręcz odwrotnie, wymienia ich naprawdę dużo, więc osoby, które znalazły się w podobnej sytuacji mogą dowiedzieć się o źródłach pomocy, o których wcześniej nie wiedziały. Land otrzymała od państwa pomoc w najgorszym momencie, dostała dach nad głową, więc obarczania go winą naprawdę tutaj nie widzę.
 
Podsumowując, książka Stephanie Land to nie tylko historia o tym, jak ludzie postrzegają osoby sprzątające w ich domach. To szeroki obraz walki młodej matki o godne życie dla niej i jej córki. Historia momentami bardzo trudna, jednak dająca nadzieję, motywację i zapewnienie, że się da. To też spojrzenie na osoby biedne od środka, które może zmienić postrzeganie tej grupy przez resztę społeczeństwa. Biję autorce brawo za odwagę napisania tej książki.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Czarne!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

lutego 16, 2021

Book tour z "Nigdzie indziej" zakończony!

Book tour z "Nigdzie indziej" zakończony!
W końcu nadszedł dzień, kiedy wróciła do mnie pierwsza książka, którą wysłałam w świat w ramach akcji book tour! "Nigdzie indziej" było w trasie od końca czerwca 2019 roku - wróciło do mnie po 586 dniach podróży, przeszła przez ręce 21 uczestników. Podejrzewam, że zjeździło Polskę wzdłuż i wszerz, choć tym razem nie mam mapki na jej potwierdzenie - to był w końcu mój pierwszy organizowany BT, więc nie był jeszcze do końca zorganizowany. Niemniej jednak uczestnicy i tak zostawili w książce po sobie ślad, zarówno na stronach początkowych jak i końcowych, co bardzo mnie cieszy!




Książka wróciła w bardzo dobrym stanie - na pewno po części odpowiada za to twarda oprawa, ale i na pewno szacunek uczestników do książki, za co dziękuję. Jedyny ubytek jakiego książka się w trasie doczekała to lekko naderwana jedna strona, reszta jest w stanie idealnym!

Bardzo cieszy mnie też to, że kilku uczestników pokusiło się o pozostawienie komentarzy na bieżąco w tekście. 




Książka doczekała się też kilku zaznaczeń, co doceniam tym bardziej, gdyż tym razem nie przygotowałam do tego specjalnych znaczników, jak robiłam to w późniejszych BT.


Każdy z uczestników zobowiązany był do wystawienia książce opinii i szło nam to całkiem sprawnie aż gdzieś tak do połowy BT - od tego momentu niestety większość uczestników nie wywiązała się z zadania, przez co na 21 osób finalnie dostałam 15 opinii. Jedna z nich niestety w międzyczasie nam uciekła, gdyż konto użytkownika na IG zostało skasowane, pozostałe opinie najczęściej pojawiały się na IG i LC, a czterech uczestników napisało o książce nieco więcej na swoim blogu. Oceny jej wystawiane były dosyć różne, część podzieliła mój zachwyt nad tym debiutem, inni pisali, że dosyć się wymęczyli. Główny zarzut jaki jest jej stawiany to chaotyczność, wyrywkowość fabuły i duże przeskoki między postaciami. Poniżej znajdziecie kilka fajnych cytatów z opinii:
Nie mogę się pogodzić z tą książką. Tommy Orange! Tak się nie robi! Krzyczysz tą książką, a czytelnikowi ciężko wstać z kolan po lekturze.. Raczej nie napiszę nic więcej. Doskonały debiut. 🔆 @książka.dobra.na.wszystko

Jego powieść jest realna, prawdziwa i na przemian pełna niepohamowanej wściekłości i żalu, a momentami poruszająca aż do głębi serca. Nie chowa się za żadnym tabu, nie przemilcza mniej komfortowych spraw. @recenzowniaksiazkowa

To nie jest lektura przyjemna, ale bardzo wartościowa, która powinna znaleźć się w Waszym ręku jeśli choć trochę interesuje Was historia, Ameryka i los drugiego człowieka. @neavecreations

Z pewnością nie jest to lektura łatwa ani też przyjemna. Skłania do refleksji. Nie każdemu będzie się podobać, bo nie ma tu wartkiej akcji, a zamiast tego sporo jest opisów przemyśleń bohaterów, oraz ich wspomnień. Dla etnologa jednakże, zainteresowanego tematem tożsamości kulturowej, to lektura jak znalazł, zwłaszcza że nie znajdziemy na rynku innych pozycji przedstawiających sytuację współcześnie żyjących India Ameryki Północnej. @poczytaj_my

A tu pełna lista uczestników i ich opinii na temat powieści:
1. @ksiazka.dobra.na.wszystko (IG)  opinia klik!
2. @efemerycznosc_chwil (IG)  opinia klik!
3. @napisane_slowa (IG) opinia klik! - konto usunięte
4. @recenzownia_ksiazkowa (IG) opinia na IG klik! recenzja na blogu klik!
5. @neavecreations (IG) recenzja na blogu klik!
6. @pogadanki_ksiazkowe (IG)  opinia klik!
7. @w_moich_kregach (IG) opinia klik!
8. @poczytaj_my (IG) opinia klik!
9. @do.bookowej.deski (IG) opinia klik!
10. @ewa.zeler.9 (FB) opinia klik!
11. @magdalena.moruś (FB) opinia klik!
12. @ewelina.kwiatkowska.359 (FB) brak opinii
13. @izabela.watola (FB) opinia klik!
14. @anna.dyczko (FB) recenzja na blogu klik!
15. @figoowa (IG) brak opinii
16. @agnieszka.dabska.3 (FB) opinia na blogu - klik!
17. @berenika.drab (FB) brak opinii
18. @czubajaniarczyk (FB) brak opinii
19. @trampwithbooks (IG) brak opinii
20. @katie.czyta (IG) opinia klik!
21. @zaczytana.paula (IG) brak opinii

Jak napisałam na początku, to był najdłużej trwający book tour, po części dlatego, że uczestnicy mieli aż trzy tygodnie na lekturę. Niemniej jednak, kiedy przestały do mnie napływać opinie uczestników, to wtedy też książka zaczęła być mocno przetrzymywana, a raz nawet istniało prawdopodobieństwo, że się zgubiła. Na szczęście najgorsze się nie stało, przesyłka się znalazła! Jednak nie będę ukrywać, że przy tym BT pod koniec uczestnicy wystawiali moją cierpliwość na próbę. Przez to jednak mocniej doceniam tych, którzy z zadania wywiązali się terminowo i u których widać, że w swoje opinie włożyli sporo pracy i czasu - dziękuję!
Mimo problemów organizacyjnych cieszę się, że tyle osób mogło zapoznać się z tym tytułem - dalej uważam, że książka nie zyskała takiego rozgłosu na jaki zasługuje, więc przynajmniej dzięki temu BT kilka osób mogło się nią zachwycić razem ze mną. Dziękuję wszystkim uczestnikom za udział i wystawione opinie!

Book tour organizowałam z własnym egzemplarzem książki.

stycznia 23, 2021

Dania: mały kraj - wielka literatura. Kampania czytelnicza

Dania: mały kraj - wielka literatura. Kampania czytelnicza

Zwracacie uwagę na to z jakiego kraju pochodzą książki, które czytacie? Założę się, że w Waszej biblioteczce (tak jak i w mojej) najwięcej jest literatury polskiej i tej pochodzenia anglojęzycznego. Warto jednak również poszukać czegoś innego - ja w poprzednim roku otworzyłam się również na literaturę hiszpańską, włoską, turecką i bułgarską, a również - także dzięki pięknej Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich Wydawnictwa Poznańskiego - skandynawską. Największą popularnością z tych rejonów cieszą się oczywiście skandynawskie kryminały, ale nie wolno zapominać, że i w innych gatunkach te kraje również są świetne. W poprzednim roku, w grudniu, ruszyła kampania czytelnicza nakłaniająca do przyjrzenia się literaturze duńskiej. Prowadzona jest ona pod hasłem "Dania: mały kraj - wielka literatura". I faktycznie Dania jest naprawdę malutkim krajem - jest 6 razy mniejsza od Polski! Jednak literacko (i nie tylko! warto też przyjrzeć się np. duńskim serialom) ma nam wiele do zaoferowania i to w wielu różnych gatunkach. Chciałam Wam przedstawić bliżej kilka wybranych duńskich tytułów, na które ja sama zwróciłam uwagę.

1. "Pożegnanie z Afryką" Karen Blixen
Zacznijmy od literatury pięknej i wspomnianej już Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich, a dokładniej od klasyki, o której wszyscy słyszeli, ale chyba nie wszyscy (w tym ja!) czytali 😊 Mam na myśli tutaj oczywiście Karen Blixen i jej "Pożegnanie z Afryką". Książka oryginalnie wydana została w 1937 roku i jest autobiograficzną opowieścią o życiu pisarki w Kenii, gdzie spędziła razem ze swoim mężem kilkanaście lat na plantacji kawy. Książka podobno zachwyca pięknym językiem i zmysłowym stylem, a i obnaża wiele różnic kulturowych. W Polsce wydana po raz pierwszy w 1962 roku, w 1985 została zekranizowana przez Sydneya Pollacka z rewelacyjnymi kreacjami Maryl Streep i Roberta Redforda, za którą zdobyła aż 7 Oscarów! Ja w swoich planach mam zarówno książkę, jak i film, więc na pewno niedługo znajdziecie tu na blogu dłuższy tekst na ten temat.

Niezapomniana opowieść o prawdziwej Afryce.
„Biały człowiek, chcąc komuś powiedzieć coś miłego, napisałby: »Nigdy cię nie zapomnę«. Mieszkaniec Afryki mówi: »Nie wyobrażamy sobie, abyś mógł o nas kiedykolwiek zapomnieć«”.
„Pożegnanie z Afryką” to autobiograficzna i najbardziej znana powieść duńskiej pisarki. Napisana w pięknym, zmysłowym stylu, z jednej strony ukazuje niepowtarzalne piękno Czarnego Lądu, z drugiej obnaża różnice między kulturą a naturą. Jest pełna współczucia, zrozumienia i szacunku dla drugiego człowieka. Blixen utrwaliła portret Afryki, której już nie ma. Afryki czasów kolonialnych, tworzonej przez przenikające się kultury miejscowych i przyjezdnych próbujących narzucić swoje reguły, często związane z brakiem poszanowania dla lokalnej społeczności.

2. "Życie Sus" Jonas T. Bengtsson
Drugim tytułem z Serii Skandynawskiej, który chcę Wam przedstawić jest zeszłoroczna premiera autorstwa Jonasa T. Bengtssona pt. "Życie Sus". To współczesna powieść, która swoją oryginalną premierę miała zaledwie kilka lat temu. Opowiada historię tytułowej Sus, której miłością są noże. Podobno jest to proza, surowa, twarda i inna od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Ja na pewno chcę to sprawdzić, więc i lekturę tej powieści mam w swoich czytelniczych planach!


Współczesna opowieść o rodzinie i zemście, współczuciu i pięknie.
Dziewiętnastoletnia Sus jest już w zasadzie dorosła i sama radzi sobie w życiu, ale wiele osób nadal bierze ją za dziecko. Prawie jakby czas zatrzymał się dla niej i dla jej rodziny – zwłaszcza że brat leży w szpitalu z kawałkiem szrapnela przesuwającego się w mózgu, a ojciec przebywa w więzieniu za zamordowanie ich matki.
Wkrótce jednak życie zacznie się na nowo i gdy bramy więzienia się otworzą, Sus będzie gotowa do starcia z potworem. 
3. "Chłopiec z tamtych lat" Janina Katz
Z literatury pięknej chciałam Wam też wspomnieć o "Chłopcu z tamtych lat" Janiny Katz, która w grudniu ukazała się nakładem Wydawnictwa Driada. Jest to polska pisarka, która wyjechała do Danii po roku 1969. Podczas swojego życia wydała pięć powieści, dwa tomy opowiadań, trzynaście tomików poezji i książkę dla dzieci. Była również tłumaczką i ambasadorką literatury polskiej. Została nagrodzona wieloma ważnymi skandynawskimi i polskimi literackimi nagrodami. Wstyd więc się przyznać, że ja o jej twórczości wiem niewiele. Chcę to jednak zmienić i mam nadzieję, że właśnie ten tytuł mi w tym pomoże. To niewielka książeczka, wyglądająca dosyć niepozornie, która podobno zachwyca spokojnym stylem. Jest to też ciekawe spojrzenie na polskich Żydów, którzy przeżyli wojnę, a po kolejnych antysemickich nagonkach (jak autorka) w końcu zdecydowali się ją opuścić.

Narratorka Ania spędziła dzieciństwo w Krakowie w nieświadomości tego, co wydarzyło się w czasie wojny. Wychowująca ją ciotka nie chce mówić o losie rodziny ani o tym, jak obie jako Żydówki przeżyły wojnę.
1969 roku Ania osiada w Kopenhadze, dokąd zaprasza ją Joachim, tytułowy przyjaciel z młodzieńczych lat. Joachim też jest sierotą. Ożenił się z Dunką, radykalnie odcina się od swoich kulturowych korzeni i na siłę próbuje stać się Duńczykiem. Ania - przeciwnie, świadomie pozostaje outsiderką, niejako przez szybę obserwując duńską rzeczywistość, a doświadczenie fiaska życiowego Joachima utwierdza ją w poczuciu, że będąc emigrantem, zawsze pozostaje się outsiderem.
W miarę upływu czasu Ania odczuwa coraz intensywniejszą potrzebę znalezienia odpowiedzi na dręczące ją pytania o przeszłość własną i jej wymordowanej podczas Zagłady rodziny.
4. "Żywica" Ane Riel
Kończąc pisać o powieściach z literatury pięknej i przechodząc do bardziej kryminalnego stylu nie mogłabym nie wspomnieć o "Żywicy" Ane Riel. Oryginalnie została wydana w 2015 roku, u nas ukazała się zimą 2020. Jest to jedna z trzech powieści tej autorki, ale to ta zdecydowanie najgłośniejsza. Została przetłumaczona na 26 języków, zebrała wiele ważnych literackich nagród skandynawskich, a nawet została zekranizowana! Ja czytałam ją kilka miesięcy po jej premierze i pamiętam, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie, więc mogę z czystym sumieniem poświadczyć, że książka nie tylko okładkę ma zachwycającą! To bardzo pokręcona, mroczna proza, zakwalifikowana jako thriller, ja tam jednak widzę też wiele z literatury pięknej. Moja recenzja - klik!
Co się dzieje, jeśli kochasz kogoś tak bardzo, że chcesz go zatrzymać przy sobie za wszelką cenę, w bezpiecznym miejscu? 
Rodzina Haarder mieszka na odosobnionej, porośniętej świerkami małej wysepce i z rzadka kontaktuje się z obcymi. Mieszkańcy sąsiedniej wyspy uważają ich za dziwnych, ale nie wtrącają się w ich życie. Gdy ojciec zgłasza śmierć 9-letniej córki, szanują ich żałobę i coraz mniej się interesują tym, co się dzieje w odosobnionym domostwie.
Żywica to wstrząsająca i zarazem wzruszająca kronika stopniowego upadku i szaleństwa, do którego może doprowadzić ludzi lęk przez kolejną utratą i traumą.
5. Cykl kryminalny o detektywie Jeppe Kørner autorstwa Katrine Engberg

Oczywiście w literaturze duńskiej warto też zwrócić uwagę na te osławione kryminały. Najpopularniejszym duńskim cyklem jest chyba seria o Departamencie Q pióra Jussi Adler-Olsen. Ja jednak chcę Waszą uwagę zwrócić na cykl o detektywie Jeppe Kørner pióra Katrine Engberg. Seria w oryginalne na ten moment liczy cztery tomy, u nas jak na razie ukazały się dwa: "Stróż krokodyla" i "Szklane skrzydła motyla". Na blogu możecie znaleźć recenzję tego drugiego tytułu (klik!), a ja w tegorocznych planach na pewno mam nadrobienie tomu poprzedniego. Są to dosyć mroczne, deszczowe kryminały, których akcja toczy się spokojnym rytmem. Postacie przedstawione są naprawdę dobrze pod względem psychologicznym, a i zagadka kryminalna jest na wysokim poziomie. 
Przesycony atmosferą starej Kopenhagi, pełen zaskakujących zwrotów akcji thriller o skutkach pomieszania fikcji z rzeczywistością.
Pewnego dnia wczesnym rankiem starszy pan, Gregers Hermansen, idzie wyrzucić śmieci w nieco zaniedbanej kamienicy w centrum starej Kopenhagi. Na jednym z pięter zauważa uchylone drzwi. Zaniepokojony zagląda ostrożnie do środka, nagle potyka się i upada. Kiedy dochodzi do siebie, dociera do niego, że leży na zakrwawionym ciele młodej dziewczyny, która wynajmowała jedno z mieszkań wspólnie z współlokatorką.
Tak zaczyna się koszmar mieszkańców kamienicy. Śledztwo w sprawie tajemniczego i z pozoru pozbawionego motywów mordu prowadzi dwoje policjantów z kopenhaskiego wydziału zabójstw, inspektorzy Jeppe Korner i Anette Werner. Wkrótce okazuje się, że mieszkająca w tej samej kamienicy właścicielka domu, Esther de Laurenti, pisze kryminał, w którym ofiara dziwnie przypomina zamordowaną dziewczynę. Policjanci stają przed nie lada zagadką do rozwikłania, tym bardziej, że tropy mnożą się i prowadzą w nieoczekiwanych kierunkach. Czy klucz do rozwiązania tajemnicy tkwi w przeszłości właścicielki domu? Dlaczego napisana przez nią powieść tak inspiruje mordercę?
Pasjonujący thriller o misternej zemście, w którym prawdziwy sprawca, niczym tytułowy motyl szklanoskrzydły, do samego niemal końca pozostaje „niewidoczny” dla tropiących go detektywów…
Pewnego jesiennego poranka roznosiciel gazet dokonuje makabrycznego odkrycia: w fontannie na Strøget, głównym deptaku Kopenhagi, znajduje ciało nagiej kobiety. Policja ze zdziwieniem odkrywa brak jakichkolwiek śladów krwi, na ciele ofiary są natomiast liczne nacięcia. Wszystko wskazuje na to, że ofierze upuszczono krew. W ciągu następnych dwóch dni pojawiają się dwa kolejne ciała, jedno w fontannie przed Szpitalem Krajowym, drugie w jednym ze stawów w centrum miasta. Wszystkie ofiary zginęły w ten sam sposób: upuszczono im krew, używając do tego rzadkiego rodzaju skalpela – skaryfikatora. Poza tym okazuje się, że wszystkie trzy ofiary coś wiąże: wszystkie pracowały w ośrodku terapeutycznym Dom Motyl dla młodzieży z problemami psychicznymi. Ośrodek został rozwiązany kilka lat wcześniej po samobójstwie jednej z młodych pacjentek. Teraz zaczynają ginąć osoby z nim związane.
Kto będzie następną ofiarą? Kto zabija i dlaczego? Rozpoczyna się wyścig z czasem…
6. "Czaszka z Katynia. Opowieść o zbrodni" Anna Elisabeth Jessen
Na koniec mam jeszcze jedną propozycję od Wydawnictwa Driada, tym razem z literatury non-fiction pt. "Czaszka z Katynia. Opowieść o zbrodni" pióra Anny Elisabeth Jessen, dziennikarki i reżyserki filmów dokumentalnych. W oryginale ukazała się w 2008 roku, na nasz rynek trafiła w 2019. Jest to reportaż o śledztwie dziennikarskim dotyczącym Zbrodni Katyńskiej, który ma trzymać w napięciu od pierwszych stron lektury. W książce przeplatają się wątki polskie i duńskie, a całość polecana jest dla fanów powieści historycznych i detektywistycznych. Z tego co słyszałam to naprawdę mocna i warta uwagi pozycja. 
Reportaż duńskiej pisarki i reżyserki filmów dokumentalnych, m.in. znanego w Polsce filmu Czaszka z Katynia. To iście detektywistyczna i trzymająca w napięciu opowieść o przypadkowym odkryciu przez autorkę w kopenhaskim Instytucie Medycyny Sądowej czaszki polskiego oficera zamordowanego w Katyniu, o pełnym nieporozumień poszukiwaniu jego rodziny, a także o losach duńskiego lekarza uwikłanego przez Niemców w sprawę katyńską. Wątki polskie przeplatają się w tym fascynującym reportażu z wątkami duńskimi i z opowieścią o wieloletnim zakłamywaniu przez świat prawdy o mordzie katyńskim.
Autorka przekładu jest laureatką Nagrody Literackiej GDYNIA 2019.

Te siedem tytułów przyciągnęło moją uwagę, ale oczywiście literatura duńska to wiele, wiele więcej. Zachęcam Was do samodzielnego jej odkrywania, na pewno znajdziecie tam też  inne gatunki literackie, które mogą Was interesować, jak np. książki dla dzieci i młodzieży, a także poradniki i poezję.  Wszystkie tytuły biorące udział w tej kampanii znajdziecie w http://www.ksiegarniadunska.pl/. Znajdziecie też tam odnośniki do miejsc, w których możecie kupić te książki przez Internet.