Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwowielkalitera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwowielkalitera. Pokaż wszystkie posty

sierpnia 01, 2022

"Lucja Słotka. Milioner, który napisał testamenty" Marta Guzowska, Leszek Talko

"Lucja Słotka. Milioner, który napisał testamenty" Marta Guzowska, Leszek Talko

Autor: Marta Guzowska, Leszek Talko
Tytuł: Milioner, który napisał testamenty
Cykl: Lucja Słotka, literacki serial kryminalny odcinek 2
Data premiery: 01.08.2022
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 144
Gatunek: komedia kryminalna
 
Zgodnie z tym, co obiecało nam Wydawnictwo Wielka Litera, drugi odcinek polskiego literackiego serialu kryminalnego ukazał się dokładnie miesiąc po premierze „Mężczyzny, który zjadł orzeszki” (recenzja – klik!), który mocno zaskoczył mnie swoim niewielkim formatem. Teraz już wiedziałam czego się spodziewać, więc od razu wzięłam się za lekturę! Tym razem nie miałam tyle czasu, żeby przeczytać całość na raz, ale przynajmniej dzięki temu dobrze się bawiłam przez dwa wieczory z rzędu!
Każdy kolejny odcinek literackiego serialu kryminalnego będzie ukazywał się co miesiąc w formie papierowej, ebooka i audiobooka w interpretacji Agnieszki Dygant. Każda forma do kupienia jest za 15zł na stronie wydawnictwa.
 
Tytułowym „Milionerem, który napisał testament” jest John Polend vel. Jan Koniecpolski, który po latach emigracji w Australii właśnie przyjeżdża do Polski, by przedstawić dawno niewidzianym krewnym swój testament. A do rozdysponowania ma kilka dobrych milionów! Lucja została wezwana by zakupić, wyremontować i zagospodarować mieszkanie dla milionera, który ewidentnie już w wystroju wnętrza musi podkreślić swoje bogactwo. Wszystko to, jak i organizację wieczoru, w czasie którego Jan spotka się z rodziną, ma zająć Lucji miesiąc. Jednak Jan zjawia się w progu mieszkania już trzy tygodnie później pewny, że mieszkanie jest gotowe. Lucja, lekko zdziwiona, jednak nadal pewna siebie, obiecuje, że to co miała zrobić w tydzień, zrobi w jedno popołudnie. Na szczęście ptak gwarek, który z łatwością uczy się nowych słów (jedno z żądań Koniecpolskiego) jest już na miejscu. Teraz trzeba tylko wykończyć remont, zebrać rodzinę i przygotować poczęstunek. Pestka! Jednak to dopiero preludium do wieczoru, który oczywiście zakończy się policyjnym śledztwem w sprawie morderstwa… kogo, przez kogo i z jakiego powodu? To się okaże, jednak pewne jest, że Lucja będzie miała w rozwiązaniu zagadki niemały udział!
 
Książeczka składa się z 21 rozdziałów przedstawionych w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego prze Lucję Słotkę, przez co wszystkie wydarzenia poznajemy oczami głównej bohaterki od razu wraz z jej lekko kąśliwymi komentarzami. Styl, w jakim napisana jest historia, jest przyjemny, zdania raczej krótkie, dialogi dynamiczne, a każdy rozdział rozpoczyna się jakimś ciekawym spostrzeżeniem narratorki. Fabuła zawiera kilka konkretnych twistów i zaskoczeń, a zabawne wtrącenia gwarka Maciusia w rozmowy dorosłych są całkiem zabawne. Humor w tym odcinku oczywiście też jest, jednak w porównaniu do poprzedniego, tym razem w głos śmiałam się mniej. Mimo to i tak muszę przyznać, że była to bardzo pozytywna lektura!
„ – Myślałem, że zejdę – westchnął trup. Zepchnął z siebie drugiego trupa, który spojrzał na niego z wyrzutem.
 - Ostrożnie, kark mi zdrętwiał – syknął drugi trup i powoli pozbierał się z ziemi.”
Lucja, czyli Home Disaster Manager po raz drugi udowadnia, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Najlepiej działa pod presją czasu, jest pewna siebie, bystra i inteligentna, a co więcej, jest tego w pełni świadoma, przez co często pozwala sobie na uszczypliwe komentarze względem swoim rozmówców (oczywiście najmocniej obrywa się prowadzącego śledztwo aspirant Konieczny). Jest również, a może przede wszystkim, bardzo spostrzegawcza, dzięki czemu nieraz już z samej obserwacji innych może wiele wywnioskować…
A w tym odcinku obserwować jest kogo! Do Jana Koniecpolskiego przyjeżdża skoro osób: są siostrzenice, siostra, jej syn, dawna narzeczona, jak i dawny przyjaciel, a i przyplątuje się też stryjeczny wnuk. Dużo tego jak na jeden testament! Każdy jest inny, a przede wszystkim każdy wyśmiewa inną ludzką przywarę. Youtuber, statysta, trenerka osobista, mocno nowoczesna, pedantyczna matka, pijaczek, stylistka, a przede wszystkim emigrant, który dorobił się zagranicą – to zdecydowanie mieszanka wybuchowa, która dostarczy nam dużo dobrej rozrywki!
 
Historia tego odcinka mocno opiera się na klasyce gatunku. Mamy zamknięte grono podejrzanych i zamknięty pokój z trupem. Ktoś z nich na pewno musi być mordercą, tylko kto? Okazuje się, że rozwiązanie wcale nie jest tak oczywiste, jak się z początku wydaje!
Śledztwo przede wszystkim opiera się na przesłuchaniach potencjalnych podejrzanych, w czym gwarek Maciuś zdecydowanie nie pomaga…  Oczywiście wszystko to okraszone jest humorem, który znajdziemy nie tylko w dialogach, ale też w samych postaciach i sytuacjach, w które się niechcąco (a może chcąco?) pakują 😉
 
Podsumowując, drugi odcinek serialu literackiego o Lucji dostarczy czytelnikom sporo dobrej rozrywki jak na tak niewielką książeczkę! Fabuła poprowadzona jest inteligentnie, żart lekko sarkastyczny, a historia ciekawa i nawiązująca do klasyki. Bawiłam się naprawdę dobrze, choć nie śmiałam się aż tak dużo jak przy odcinku pierwszym. Za to zapowiedź trzeciego, którą znajdziemy na ostatnich stronach „Milionera…” sugeruje, że ten może przebić humorem nawet pierwszy! Czekam z niecierpliwością!
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera!

Gdzie kupić? 

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 08, 2022

"Lucja Słotka. Mężczyzna, który zjadł orzeszki" Marta Guzowska, Leszek Talko

"Lucja Słotka. Mężczyzna, który zjadł orzeszki" Marta Guzowska, Leszek Talko

Autor: Marta Guzowska, Leszek Talko
Tytuł: Mężczyzna, który zjadł orzeszki
Cykl: Lucja Słotka, literacki serial kryminalny odcinek 1
Data premiery: 01.07.2022
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 144
Gatunek: komedia kryminalna
 
Czegoś takiego jeszcze nie było! A przynajmniej nie w takiej formie 😉 1 lipca 2022 na naszym rynku pojawił się pierwszy polski serial literacki, który jest luźnym nawiązaniem do powieści wydawanych w odcinkach na łamach gazet, w czasach, gdy o internecie można było co najwyżej pomarzyć 😊 Na razie dostępny jest jego pierwszy odcinek pt. „Mężczyzna, który zjadł orzeszki”, co miesiąc będzie ukazywał się kolejny. Wydanie książkowe jest malutkie, chyba nawet troszkę mniejsze niż zwyczajowe wydanie kieszonkowe powieści, liczy lekko ponad sto stron – jest to lektura na jeden raz. Może jej przeczytanie zajmuje ciut dłużej niż zobaczenie serialu telewizyjnego, ale jeden wieczór na pewno wystarczy, żeby zapoznać się z całością. Cena książeczki oczywiście też jest odpowiednia – to ledwie 15zł. Dostępna jest też w ebooku i audiobooku z czytającą Agnieszką Dygant. Serial opierać się będzie na postaci Lucji Słotki, Home Disaster Manager i detektywce-amatorce, która w każdym odcinku będzie rozwiązywać osobną zagadkę kryminalną.
 
W odcinku pierwszym Lucja przyjeżdża na Warmię. Została zatrudniona przez producenta telewizyjnego Tadeusza Walentego, który z okazji swoich sześćdziesiątych urodzin zaprosił całe grono ludzi z telewizji do swojej warmińskiej rezydencji. Towarzystwo jest bardzo różne, część wręcz się nie znosi. Lucja ma zająć się całą organizacją tego spędu po części dlatego, że gosposia Walentego niedawno wpadła pod samochód i nie wróciła jeszcze do zdrowia, ale przede wszystkim dlatego, że tylko ona jest w stanie zorganizować wszystko w tak krótkim czasie i sprawić, by nikt ze zgromadzonych się tam nie pozabijał… Jednak czy na pewno? W końcu to kryminał, więc trup i śledztwo musi być!
 
Książeczka składa się z 16 krótkich rozdziałów przedstawionych przez Lucję w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego. Styl jest lekki i przyjemny, narracja lekko uszczypliwa, co świetnie oddaje charakter głównej bohaterki. Przede wszystkim jednak książeczka jest niesamowicie zabawna! Lucja w tak pozytywnie-sarkastycznym stylu komentuje rzeczywistość, że sama praktycznie przez całą lekturę miała uśmiech na twarzy, a i nieraz zaśmiałam się w głos! Są fajne dialogi, jest trochę akcji, Lucja dzieli się z nami swoimi mądrościami życiowymi i jest też oczywiście śledztwo – krótkie, bo sama książeczka przecież nie jest za długa, ale naprawdę fajnie poprowadzone! Całość czyta się rewelacyjnie!
„(…) znalazłam się na podjeździe przed Dumą Warmii. Jakiś architekt nieźle poszalał. Rezydencja składała się z betonu i ze szkła, tak jakby autor nie mógł się zdecydować, czego ma być więcej. Wygrało chyba szkło. Zresztą nieskazitelnie czyste. Ciekawe, kto to wszystko myje.”
Wspomniałam już, że Lucja to Home Disaster Manager – to znaczy, że zatrudniana jest w sytuacjach kryzysowych związanych z szeroko pojętym tematem domu. Jest więc kobietą pomysłową i zaradną, nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Reputację ma świetną, wszyscy ją polecają, więc widocznie jej rozwiązania nie są tylko krótkoterminowe, jak wydawać by się mogło, w sytuacji z tego odcinka, w czasie którego każdemu naopowiadała co innego. Widocznie jednak zawsze udaje jej się wszystko tak rozwiązać, by każdy z zainteresowanych był zadowolony.
„Ludzie to niezwykłe stworzenia. Zawsze tak uważałam. Kiedy spróbujecie wytłumaczyć psu goniącemu kota, że ten kot bardzo go lubi – prawdopodobnie zignoruje wasze wynurzenia. Podobnie kiedy powiecie kotu, że pies to jego największy przyjaciel – raczej nie pomyśli, że to prawda.
Z ludźmi jest inaczej. Nie uwierzycie do czego są gotowi, kiedy powie im się, że zapiekły wróg układa na ich cześć poematy i sławi ich cnoty.”
Nie jestem pewna czy w tej historii został zdradzony wiek Lucji, ale zakładam, że przedziałowo można ją umieścić w widełkach 30-40. Lucja twardo stąpa po ziemi, jest sprytna i inteligentna, dlatego też chętnie angażuje się w śledztwo w sprawie morderstwa, do którego dochodzi w rezydencji…  
 
W tym odcinku Lucja występuje w towarzystwie śmietanki ludzi z telewizji – są producenci, prezesi, aktorki, inwestorzy, krytycy, scenarzyści i tym podobne osobistości. Towarzystwo z dużym mniemaniem o sobie, a każdy z nich myśli, że ma największy ze wszystkich talent. Nic dziwnego, że robi się zamieszanie i że ktoś w końcu pada trupem…
„ – Nie mógł pan po prostu kupić sobie biletu na seans? – zapytałam.
Maciąg spojrzał na mnie z przerażenie, jakbym zaproponowała, żeby, skoro jest głodny, złapał małe kociątko i je sobie ugotował.”
Intryga kryminalna, jak wspomniałam, jest dosyć krótka, ale taki urok serialu literackiego. Jest jednak bardzo fajnie poprowadzona – spokojnie, ale ciekawie, a zakończenie jest zaskakujące. Myślę, że spokojnie można powiedzieć, że widać tu nawiązania do klasyki gatunku, ale z aktualnymi nowinkami – np. policjant prowadzący śledztwo jest fanem amerykańskich seriali kryminalnych, co mocno podkreśla w rozmowie, a to powoduje kolejne zabawne dialogi.
 
No i w końcu pomówmy chwilę o humorze! Przede wszystkim zawarty jest w samej postaci Lucji, której oczami poznajemy świat. W tym odcinku jednak za humor odpowiada też telewizyjne środowisko, które potraktowane jest dosyć prześmiewczo, co utrzymuje uśmiech na twarzy czytelnika. Jest trochę zabawnych nawiązań do scen, które znamy z książek i telewizji, czy lekkiego szydzenia z ludzkich charakterów czy panującej mody na proste życie, które próbują z różnym skutkiem wdrażać ci zamożni 😉
„Proszę pani, ja ją kupiłem za sto tysięcy, a za trzy razy tyle wyremontowałem. Koło Przemyśla ją znalazłem, żeby pani prezes Jelonek mogła tu okowitę popijać i zachwycać się prostym życiem bez pieniędzy. A, proszę pani, proste życie to są ogromne koszty.”
 Humor nie jest chamski, nie jest grubiański, jest po prostu ironicznie przyjemny. Myślę, że wiele osób będzie się przy tej lekturze dobrze bawić.
„ – (…)Tylko kretyn wyszedłby się przewietrzyć przez okno. A inspektor Wąski mawia, że za głupotę powinno się wsadzać.
 - Niewątpliwie – zgodziłam się. Po głowie zaczęła chodzić mi myśl, czyby nie wydać książeczki z powiedzeniami inspektora Wąskiego. Ten facet dawno przebił Paula Coelha, a świat wciąż o nim nie słyszał.”
Podsumowując, pomysł na serial literacki zaskoczył mnie w pełni. Najpierw wizualnie – nie spodziewałam się, że wydanie tej książeczki będzie takie małe! Ale rozmiar jest bardzo przyjemny, z łatwością można czytać mając do dyspozycji tylko jedną rękę 😉 Środek okazał się równie zaskakujący – poczynając od zawodu głównej bohaterki, poprzez rewelacyjny humor, kończąc na zaskakującym finale zagadki kryminalnej. Bawiłam się prześwietnie i już teraz odliczam dni, do premiery odcinka drugiego – na pewno nie będzie czekał w kolejce na lekturę!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 22, 2021

Warszawskie Targi Książki 2021 - relacja

Warszawskie Targi Książki 2021 - relacja
Od 9 do 12 września w Warszawie odbywały się Targi Książki. Była to już 11. edycja tego międzynarodowego wydarzenia, tym razem jednak w innym miejscu - przed Pałacem Kultury i Nauki na Placu Defilad, i o innej porze roku - zawsze odbywały się w maju, teraz ze względu na pandemię zostały przełożone na wrzesień i to rok później, niż były planowane! Prawdopodobnie właśnie ze względu na te zmiany oraz ciągle jeszcze szalejące zagrożenie kolejnym lockdownem część wydawnictw, które zjawiały się zawsze, w tym roku się nie pojawiła, przez co wydarzenie było trochę bardziej kameralne. Dla mnie na pewno to był plus, gdyż te targi były moim pierwszym w życiu takim wydarzeniem, na którym miałam okazję się pojawić! I już teraz miałam pełne trzy dni biegania od stoiska do stoiska, więc nie wyobrażam sobie jak to miałoby wyglądać, gdyby tych spotkań autorskich i wywiadów było jeszcze więcej!

Na miejsce udałam się 10 września, w piątek, gdyż zwyczajowo dzień pierwszy targów przeznaczony jest głównie dla szkół, bibliotek i księgarzy. Z warszawskiego dworca odebrała mnie siostra - Słoneczna Strona Życia, dzięki której w ogóle moje pojawienie się na tych targach było możliwe. I tak ruszyłyśmy na pierwsze spotkania autorskie.
Przed godziną 17:00 udało nam się dobiec do Aleksandry Borowiec, autorki "Gwiazdy Szeryfa" (recenzja - klik!). Dla mnie te spotkanie było ważne przede wszystkim z dwóch powodów: po pierwsze, jej książka została objęta moją patronacką opieką, po drugie, to było moje pierwsze spotkanie autorskie w całym moim życiu! I było naprawdę miło, tym bardziej, że i Ola ucieszyła się na mój widok 😊 Chwilkę porozmawiałyśmy, pośmiałyśmy się, uwieczniłyśmy spotkanie na zdjęciu i trzeba było ruszać dalej!


Drugim punktem naszego piątkowe programu była rozmowa i spotkanie autorskie z Karoliną Macios, autorką  rewelacyjnego "Czarnego morza" (recenzja - klik!) i "Nadchodzącej fali". Na spotkanie nie zdążyłyśmy, ale autorka była na tyle miła, że podpisała nam książki po godzinnym wywiadzie, który przeprowadził z nią Piotr Dobrołęcki, redaktor naczelny magazynu KSIĄŻKI. Autorka okazała się bardzo miłą, zabawną i elokwentną osobą, a rozmowa była tym bardziej interesująca, gdyż mowa była nie tylko o książkach autorki, a również o jej pracy w wydawnictwie - z tym rynkiem związana jest od lat, zna wydawnictwa od kuchni, a teraz jest niezależną redaktorką współpracującymi z tak głośnymi nazwiskami jak np. Wojciech Chmielarz czy Maciej Siembieda. 


Na koniec zrobiłyśmy szybką rundkę po stoiskach wystawców, a ja odwiedziłam namiot czeski, w którym w końcu miałam przyjemność poznać się z paniami pracującymi w Wydawnictwie Afera. I na tym pierwszy dzień targów się dla nas zakończył.


Za to w sobotę plan napięty był od samego południa. Równo o 12:00 miała miejsce rozmowa z Ivą Procházkovą, autorką czeskich kryminałów, z których najnowszy pt. "Zagraj mi na drogę" (recenzja - klik!), zastał objęty moim patronatem medialnym. Rozmowa trwała godzinę i była niezwykle ciekawa! Dotyczyła głównie nowej książki autorki, ale i gdzieś tam pomiędzy, Procházková dzieliła się swoimi doświadczeniami życiowymi, a biorąca też udział w rozmowie Julia Różewicz, tłumaczka i właścicielka Wydawnictwa Afera, opowiadała też trochę o swoich wyborach w tłumaczeniu czeskiej literatury. 
Po rozmowie nadszedł czas na podpisywanie książek oraz pamiątkowe zdjęcia. Kolejka do autorki była spora i ze względu na barierę językową i lekkie zamieszanie w namiocie nie miałam za bardzo okazji z nią prywatnie porozmawiać, ale za to na zdjęciu upamiętnioną mam nie tylko autorkę, ale i Julię Różewicz i graficzkę Kasię Michałkiewicz-Hansen, która odpowiada za wszystkie trzy świetne polskie okładki tej serii. 


W tym samym czasie odbywała się rozmowa z Tomaszem Żakiem, debiutantem, autorem "Trzydziestki". Sama tę lekturę mam ciągle jeszcze przed sobą, ale po tak wesołym spotkaniu, jaki autor zapewnił nam przez tę godzinę, na pewno jestem do książki mocniej zachęcona! Dawno nie spotkałam tak pozytywnie zakręconego człowieka!


Popołudniu spotkałyśmy się z Małgorzatą Oliwią Sobczak, autorką cyklu Kolory Zła ("Czerwień" recenzja klik!, "Czerń" recenzja klik!) i krótko porozmawiałyśmy o jej pisarskich planach na przyszłość - nic oficjalnie nie zdradzam, powiem tylko, że zdecydowanie jest na co czekać!


Sobotni dzień zamknęłyśmy spotkaniem z Magdą Stachulą, autorką thrillerów psychologicznych domestic noir, której książki czytam od lat ("Odnaleziona" recenzja klik!). Było mi więc bardzo miło, kiedy i sama autorka mnie rozpoznała 😊 Znowu chwilkę miło porozmawiałyśmy, powypytywałam o plany na przyszłość - będzie coś na pewno w przyszłym roku! Już czekam!


W ciągu dnia, pomiędzy spotkaniami z autorami, w końcu udało się wypatrzeć w tłumie znajome twarze! W sobotę miałam przyjemność poznać na żywo Jolę z @czytanie.na.platanie, z którą odbyłam, jak na warunki, dosyć długą rozmowę, a z której cieszę się przeogromnie, bo Jola okazała się osobą naprawdę przesympatyczną! W niedzielę udało nam się spotkać na chwilę znowu, a nawet dzięki niej na jednej z rozmów razem z siostrą miałyśmy miejsca siedzące 😊 Drugą osobą, na którą natknęłyśmy się w biegu była Zuza z @zuzamaniek i faktycznie było to spotkanie w biegu - liczyłyśmy, że uda się w ciągu dnia spotkać jeszcze raz na chwilę rozmowy, ale niestety nie wyszło. Miło jednak, że udało się choć zrobić zdjęcie pamiątkowe 😊


Na koniec drugiego dnia targów zrobiłyśmy sobie również siostrzane zdjęcia zarówno z Pałacem Kultury w tle, jak i te upamiętniające nasze blogowe koszulki!



I tak nadeszła w końcu pora na dzień trzeci targów - ostatni. Tym razem książek do podpisów miałyśmy jeszcze więcej, a spotkania zaczynały się już od 11:00! Pierwszym, na które się udałyśmy tego dnia było z Anną Potyrą, autorką cyklu o komisarzu Lorenzie ("Pchła" recenzja klik!, "Potwory" recenzja klik!). Dla mnie to było naprawdę ważne spotkanie, bo sama autorka raczej w mediach się nie udziela (na spotkaniu pochwaliła mi się, że właśnie, po wielu namowach, założyła profil na fb, więc teraz możecie ją znaleźć tutaj - klik!), więc tak naprawdę nie wiedziałam, kto za książkami stoi, a jej cykl kryminalny jest dla mnie wyjątkowy - "Pchła" to był pierwszy mój patronat w ogóle, zaledwie po pół roku istnienia tego bloga, a zarazem był to też debiut autorki w gatunku kryminał. Autorka też od razu mnie rozpoznała, nasza rozmowa była niezwykle przyjemna. Dowiedziałam się trochę o pisarskich planach na przyszłość, a także skąd w ogóle takie ciągotki do tego gatunku literackiego. Było miło i wesoło!


Chwilę później, na tym samym stoisku dopadłyśmy Wojciecha Wójcika, autora książek kryminalnych, m.in. "Kursu na śmierć" (recenzja - klik!), któremu w tym roku miałam przyjemność patronować. Autor zdradził, że jest lekko zestresowany, bo były to jego pierwsze targi, na których pojawił się jako autor, ale i tak chwilkę miło o jego twórczości udało nam się porozmawiać. 


W tym samym czasie odbywało się spotkanie z Magdaleną Majcher, kolejka była spora i duże zamieszanie, ale kiedy już udało się nam dostać do pisarki, to i znalazła się nawet dłuższa chwila na rozmowę - i znowu usłyszałam takie plany pisarskie na przyszłość, że już teraz jestem przyszłorocznych książek naprawdę przeciekawa! Na razie jednak muszę ze wstydem nadrobić "Mocną więź"! Kusi mnie też najnowsza książka autorki pt. "Obca kobieta".


O tej samej porze, co dwa powyższe spotkania, miała miejsce rozmowa z Robertem Małeckim - udało nam się zdążyć na drugą połowę, w czasie której padały pytania od publiczności i chwilę autor opowiadał o serii z Grossem, a i krótko napomknął o najnowszej książce pt. "Najsłabsze ogniwo". Autor wydaje się być człowiekiem niezwykle spokojnym, ale i skorym do żartów, szkoda że nie udało się wysłuchać całej rozmowy, ale jako że to dosyć popularny autor, to na pewno będzie jeszcze okazja do kolejnego spotkania. 


Po rozmowie z Małeckim znowu na szybko trzeba było pędzić do kolejnych autorów. Pognałyśmy więc na stoisku Wydawnictwa Vesper i jako druga załapałam się do kolejki do Artura Urbanowicza, znanego polskiego pisarza powieści grozy, z których najbardziej podobała mi się jego ostatnia książka pt. "Paradoks" (recenzja - klik!). Nie jestem pewna czy autor skojarzył mój blog, ale udało nam się krótko porozmawiać o tej książce, ogólnie o jego twórczości i o tym, że warto testować nowe, a także znowu powypytywałam o najbliższe plany pisarskie. Było naprawdę miło!


W tym samym czasie swoje książki podpisywała Małgorzata Starosta, autorka komedii kryminalnych, której książki od dawna chciałam poznać, a dopiero teraz udało mi się zdobyć jej najnowszy tytuł pt. "Wina wina". Autorka od razu mnie rozpoznała, dała znać, że dobrze zna mój blog i rozumie czytelnicze zabieganie. Było miło, przyjaźnie i naprawdę wesoło! A ja obiecałam, że szybko ukaże się moja recenzja jej najnowszej książki, więc na pewno niedługo tę obietnicę spełnię! 


I znowu trzecie wydarzenie trwające dokładnie w tym samym czasie! Biegiem udałyśmy się na rozmowę z Igorem Brejdygantem, autorem kryminałów i scenarzystą, którego najnowszy tytuł "Wiatr" można było zdobyć przedpremierowo właśnie na tych targach. I książka cieszyła się taką popularnością, że chwilę później, podczas podpisywania książek, właśnie tego tytułu na stoisku zabrakło! Na szczęście autor w W.A.B. wydał więcej książek, więc i tak było co podpisywać 😊 Rozmowa z autorem była bardzo ciekawa, Brejdygant opowiadał o swoich doświadczeniach z gór oraz o trochę pracy scenarzysty filmowego. Naprawdę interesujące tematy!


Pomiędzy, lub w trakcie tych wszystkich spotkań znowu udało się wypatrzeć w tłumie kilka znajomych twarzy. O Joli już wcześniej wspominałam, a już z samego rana, przy stoisku z Anną Potyrą wpadła na nas Asia z bloga czytaska.pl, której wpisom przyglądam się od samego początku mojego bloga, śledzę uważnie jej rozwój, więc naprawdę przemiło było w końcu zobaczyć się na żywo! Już teraz liczę, że niedługo spotkamy się znowu 😊 Chwilę później, przy stoisku z Magdaleną Majcher wpadłam na Malwinę z @zakatek.czytelniczy. Zamieniłyśmy dosłownie trzy słowa, zrobiłyśmy pamiątkowe zdjęcie i okazało się, że grono bookstagramerek jest tu dużo większe! W kolejce do autorki stały też Marta z @misera_ble, Asia z @panda_zksiazka_ i Marta z @bookholiczka_poleca. Z tego szoku, że tyle dziewczyn poznałam w jednym miejscu, zapomniałam o zdjęciach pamiątkowych! Mam nadzieję, że nadrobimy to następnym razem 😉


Na sam koniec zrobiłyśmy sobie już ostatnie siostrzane pamiątkowe zdjęcie i nadeszła pora, by wracać do domu!


To były naprawdę intensywne, mocno zabiegane trzy dni! Mimo powoli rosnącego garbu od noszenia tych wszystkich książek i zmęczenia ścinającego z nóg, moja czytelniczo-społeczna strona jest naprawdę przeszczęśliwa, że w końcu udało mi się uczestniczyć w tak ważnym czytelniczo wydarzeniu! Cudownie było porozmawiać z autorami na żywo, poznać tych, którym książkom mam przyjemność patronować, a do tej pory nasze kontakty ograniczały się do wymiany maili poprzez wydawnictwo. Spędziłam cudowny czas z równie mocno zafiksowaną na punkcie książek siostrą i jej dwójką dzieciaków, które również podzielają naszą miłość do czytania! No i spotkałam w końcu dziewczyny, z którymi od prawie trzech lat znałam się tylko przez blogi i profile instagramowe, a teraz w końcu mogłyśmy ze sobą chwilę pogadać na żywo! Niesamowicie miły czas, mam nadzieję, że wkrótce uda nam się to powtórzyć! I spotkać też nowe osoby, by przecież nasza społeczność jest naprawdę duża!


Dziękuję za cudowne trzy dni!

lipca 11, 2021

"Obsesja Lydii" Liz Nugent

"Obsesja Lydii" Liz Nugent

 

Autor: Liz Nugent
Tytuł: Obsesja Lydii
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Data premiery: 10.02.2021
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 360
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Liz Nugent to irlandzka autorka czterech thrillerów psychologicznych. Każdy z nich w jej rodzimym kraju sięgnął list bestsellerów, każdy przyniósł jakieś krajowe nagrody. U nas na ten moment przetłumaczone zostały trzy jej książki, „Obsesja Lydii” jest druga w kolejności, po „Upadku Olivera”, którego jeszcze nie miałam okazji czytać, tak więc to właśnie drugi tytuł był moim pierwszym zetknięciem z piórem tej pisarki.
Liz poza pisaniem książek zajmuje się tworzeniem programów radiowych i telewizyjnych, wcześniej pracowała w teatrze uczestnicząc w produkcjach spektakli.
 
Fabuła „Obsesji Lydii” rozpoczyna się w listopadzie 1980 roku, kiedy Andrew morduje w afekcie młodą dziewczyną, Annie Boyle. Jego żona Lydia była świadoma tego spotkania, po wszystkim przekonała męża, że muszą pozbyć się ciała – zakopali je we własnym ogródku. Andrew nie jest jednak tak silną psychicznie osobą jak Lydia, wyrzuty sumienia zżerają go od środka, a kiedy siostra Annie zgłasza zaginięcie i policja puka do ich drzwi, okazuje się, że to dla jego serca za wiele… Temu wszystkiemu przygląda się ich nastoletni syn, Lawrence, na którego teraz spada obowiązek zajęcia się matką. Dlaczego Annie Doyle zginęła? Czy policja odkryje co się z nią stało? Czy jej rodzina zazna spokoju? I jakie skutki to wydarzenie przeniesie rodzinie Lydii?
 
Książka składa się z 28 rozdziałów rozdzielonych na trzy postacie – Lydię, Lawrence’a i Karen, siostrę zamordowanej. Całość rozdzielona jest na trzy części – pierwsza toczy się w 1980 roku, druga w 1985, a trzecia w 2016. Narracja przez każdą z tych trzech wymienionych osób prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego, przez co dokładnie poznajemy odczucia i myśli każdego z nich. Bo to one tutaj mają największe znaczenie – przyglądamy się wnętrzu każdej postaci, analizujemy i poznajemy motywy, które pchają ich do takich, a nie innych decyzji. Książka więc mocno skupiona jest na psychologii postaci, nie ma tu specjalnie wartkiej akcji, a raczej obserwowanie reakcji bohaterów na próby, jakim zastają poddani. Styl powieści jest spokojny, skupiony, każda z postaci snuje historie, opowiada nie tylko o aktualnych wydarzeniach, ale i o tym co spotkało ją w przeszłości.
 
 
W tej książce każdy z trójki głównych bohaterów tworzy spójną, acz mocno skomplikowaną i nieoczywistą kreację. Najbardziej normalna w społecznie przyjętych standardach jest chyba siostra Annie – Karen, gdyż do tej pory wiodła w miarę normalne życie klasy średniej. Jednak zniknięcie siostry mocno wpłynęło na jej rodzinę – rodzice, mimo wiary katolickiej, się rozeszli, a ona szybko uciekała z domu i wyszła za mąż. Los chciał, by pewnego dnia jej uroda została odkryta, więc od tego czasu jej życie wskakuje na inne tory. Te doświadczenia dają jej siłę, by zadbać o sobie, zatroszczyć się o swoje dobre samopoczucie i żyć, tak jak chce, gdyż nie wiadomo czy jej siostra miała taką możliwość. Karen nie poddaje się, przez kolejne lata nadal jej szuka, nadal nie traci nadziei na odnalezienie Annie.
Mocniej skomplikowaną postacią jest już na pewno Lawrence. To chłopiec przygnieciony matczyną miłością, który po śmierci ojca przejmuje na siebie jego odpowiedzialność za matkę. I tak poświęca jej życie, rezygnuje z własnych wyborów, na rzecz tego, czego chce Lydia. Czy jednak coś takiego może trwać wiecznie? Czy jeszcze jest szansa, by to wszystko zmienić?
Lydia to postać najbardziej pokręcona z całej trójki, to ona jest tu niejako czarnym charakterem, choć sama tak o sobie nie myśli. To kobieta ogarnięta obsesją na punkcie swojego dziecka, tak mocno, że nie widzi, że tą ‘miłością’ je krzywdzi.  Im mniej Lawrence się sprzeciwia, im więcej jej pozwala ingerować w swoje życie, tym Lydia bardziej to wykorzystuje. A przecież robi to wszystko, by im obydwóm żyło się razem dobrze, prawda? Tylko i wyłącznie we dwoje. Czy można kochać kogoś za mocno?
 
Intryga kryminalna snuje się powoli, jednak psychologiczne poplątanie, jakiego tu doświadczamy, wzbudza naprawdę duże emocje i nie pozwala książki odłożyć. Cały czas zastanawiamy się co się stanie, jak długo Lawrence jeszcze będzie pod urokiem matki i czy w ogóle kiedyś odkryje grzech jej i jego ojca? Jak ta historia się zakończy? Autorka niesamowicie przyciąga uwagę, bawi się z czytelnikiem, rozprasza, by za chwilę kompletnie zaskoczyć czymś całkowicie niespodziewanym. Mimo więc że nie ma tu szaleńczych zwrotów akcji i dynamizmu, to jednak poplątanie psychologiczne gwarantuje kawał dobrej lektury.
 
Podsumowując, „Obsesja Lydii” zdecydowanie jest książką wartą uwagi. To thriller nieoczywisty, który przenosi nas do Irlandii lat 80tych XX wieku i przedstawia pewną pokręconą psychologicznie rodzinę. To obraz relacji matka – dziecko, które wymykają się spod kontroli, gdzie granice zostają zatarte, a wręcz bezczelnie przekroczone. To też obraz młodej kobiety, próbującej ułożyć sobie życie w czasie niesprzyjającym, mimo wielu przeciwności losu. Czy jednak ten kapryśny los będzie w końcu na tyle łaskawy, że da jej żyć szczęśliwie? Szczerze jestem pod wielkim wrażeniem tej książki! Na pewno niedługo sięgnę po najnowszą książkę tej autorki, która została przetłumaczona na polski pt. „Pod skórą”.
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 01, 2020

"Gozo. Radosna siostra Malty" Piotr Ibrahim Kalwas

"Gozo. Radosna siostra Malty" Piotr Ibrahim Kalwas

Autor: Piotr Ibrahim Kalwas
Tytuł: Gozo. Radosna siostra Malty
Cykl: Podróż Nieoczywista
Data premiery: 17.06.2020
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 416
Gatunek: literatura faktu / przewodnik

Rok temu Wydawnictwo Wielka Litera rozpoczęło nową serię książek podróżniczych zatytułowaną „Podróż Nieoczywista”. Są to przewodniki po miejscach na świecie (na razie Europy) przedstawiane w sposób dosyć prywatny –opowiadają nam o nich bardziej lub mniej znani pisarze i dziennikarze, którzy znają je od podszewki, mieszkają tam na stałe bądź czasowo. Na ten moment seria liczy cztery tytuły, w połowie września ma ukazać się kolejny.
Ja swoją podróż nieoczywistą rozpoczęłam od trzeciego z kolei tytułu pt. „Gozo. Radosna siostra Malty” autorstwa Piotra Ibrahima Kalwasa. To pisarz, który był dwukrotnie nominowany do Nagrody Literackiej Nike, reportażysta, który współpracuje z kilkoma polskimi magazynami. W latach 2008 – 2016 mieszkał z żoną i synem w Egipcie, po czym przeniósł się właśnie na wyspę Gozo. Przez cztery lata zdążył ją poznać całkiem dokładnie, jak że wyspa jest dosyć mała – liczy 67 tysięcy kilometrów kwadratowych, zamieszkuje ją 35 tysięcy osób. Pisarz nie posiada samochodu (w przeciwieństwie do Gozończyków, którzy mają średnio 2-3 na rodzinę!) i uwielbia piesze wycieczki. Na które zresztą zaprasza swoich czytelników!

Gozo to druga co do wielkości wyspa na Archipelagu Wysp Maltańskich, położona jest na Morzu Śródziemnym pomiędzy Włochami a Tunezją. Przez niecałe 200 lat była kolonią brytyjską, teraz jest po prostu częścią niezależnej Malty. Malta należy do Unii Europejskiej, waluta to euro, a język angielski, razem z maltańskim jest tym podstawowym, który na wyspie każdy dobrze zna. Latem temperatury sięgają tam 40 stopni, zima jest przyjemna, choć na Gozo bardzo wietrzna. Za to właśnie wtedy cała wyspa jest zielona, pełno na niej traw, łąk i kwiatów. Mieszkańcy Gozo są bardzo religijni, religia to katolicyzm. Na tej malutkiej wyspie znajdziemy wiele kościołów, niektóre swoją wielkością przypominają bazyliki. To naród mocno wierzący, ale otwarty na ludzi, bez uprzedzeń, radosny i pogodny.

Ale wróćmy stricte do książki. Składa się ona z 7 rozdziałów, które autor określa jako 7 wyjść – po prostu zabiera nas na (głównie) piesze wycieczki po wyspie za punkt startu wybierając nadmorskie miasteczko, w którym mieszka – Marsalforn. Przed wycieczkami Kalwas skrótowo opowiada nam o języku, swojej historii przybycia na Gozo, a na zakończenie pozostawia kilka grzecznościowych próśb do przyszłych turystów. Całość opatrzona jest bogato w fotografie, okładka jest zintegrowana i kolorowa.

Czego dowiemy się z tej książki? Oprócz szczegółowych wskazówek dotyczących tras, którymi porusza się z nami autor, dostajemy również opis odwiedzanych miejsc. Kalwas robi to w sposób ciekawy i przyjemny, opowiada o historii miejsc oraz jakie mają znaczenie turystyczne. Zabiera nas nie tylko do popularnych atrakcji, ale i spogląda na wyspę okiem smakosza kulinarnego – bardzo często opowiada o dobrym jedzeniu, gdzie warto zajrzeć, co warto tam zjeść czy kupić na drogę, a także nie szczędzi nam częstego raczenia się dobrym maltańskim winem. Opisy napotkanych miejsc przeplata z historią Malty i Gozo w pigułce, co według mnie jest dosyć fajnym zabiegiem, bo czytelnik się nie nudzi, nawet ten, który za historią nie przepada. Są to jednak dosyć istotne informacje, gdy chce się wyspę poznać tak naprawdę – warto wiedzieć jakie wpływy i jak długo na wyspę oddziaływały. Autor sporo opowiada też o mieszkańcach, ich zwyczajach, wierzeniach i języku. To naprawdę niesamowicie ciekawe!

Prócz wskazówek, gdzie co zjeść, autor w swojej książce zamieszcza też kilka prostych przepisów kulinarnych na gozońskie dania a także swoje autorskie miksy egipsko-maltańskie. Wcześniej oczywiście zaprowadził nas do miejsc, gdzie najlepiej kupić do tych dań składniki! Część bez specjalnego szukania półproduktów można ugotować i w Polsce, do drugiej części jednak należałoby się wybrać do specjalistycznych sklepów, ale również się da! 😊

Każdy rozdział, każda wycieczka zakończona jest zbiorem przydatnych informacji dla turystów – gdzie wynająć nocleg i gdzie zjeść. Najczęściej każde z poleconych miejsc opatrzone jest numerem telefonu, adresem i ewentualnie stroną internetową, a także, co ważne, cenami! Na koniec dostajemy też wskazówki co do komunikacji miejskiej.

Podsumowując, „Gozo. Radosna siostra Malty” to rewelacyjny przewodnik po wyspie! Nikt nie oprowadzi Was po niej z takim humorem i tak ciekawie jak Piotr Kalwas. Ja książkę przeczytałam w jeden dzień, i – szczególnie przy pandemii – była to naprawdę niesamowicie przyjemna przygoda! Jest tu wszystko to co lubię – spokój, cisza, bliskość natury, dobre jedzenie i dobre wino. No i koty 😉 Ludzie mili, ale nie natrętni, żyjący własnym życiem. Pięknie! Zapraszam i Was do odbycia tej podróży – dobry relaks gwarantowany!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera!


 Książka dostępna jest też w abonamencie 

czerwca 01, 2020

"Opowieść podręcznej" Margaret Atwood

"Opowieść podręcznej" Margaret Atwood

Autor: Margaret Atwood
Tytuł: Opowieść podręcznej
Cykl: Opowieść podręcznej, tom 1
Tłumaczenie: Zofia Uhrynowska - Hanasz
Data premiery: 17.04.2017
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 368
Gatunek: literatura piękna - antyutopia

Wszyscy dobrze wiemy, że Margaret Atwood wielką pisarką jest. Pochodzi z Kanady, często sięga po tematykę feministyczną. Jest również poetką, krytyczką literacką oraz aktywistką ekologiczną i społeczną. Bez dwóch zdań jej najbardziej znaną powieścią jest „Opowieść podręcznej”. Oryginalnie wydana została w 1985, rok później została jej przyznana nagroda Bookera. W 1990 roku książka została zekranizowana, a dwa lata później po raz pierwszy ukazała się w Polsce. Wznawiana kilka razy, ostatnio zrobiło się o niej głośno ponownie w 2017 roku przy okazji premiery serialu powstałego na jej podstawie. Teraz w 2020 roku książka została wznowiona ponownie przy okazji premiery drugiego tomu opowieści pt. „Testamenty”.
Ja „Opowieść podręcznej” poznałam 3 lata temu właśnie dzięki serialowi. Od razu wskoczył na listę moich ulubionych ekranizacji na małym ekranie, uważam go za jeden z najlepiej zrealizowanych seriali ostatnich lat. W sumie od końca pierwszego sezonu chciałam zapoznać się również z książką – w końcu to oryginał historii. Jednak dopiero teraz, gdy przez pandemię premiera kolejnego sezonu została przesunięta, moja tęsknota za tym światem była tak duża, że zmusiła mnie do nadrobienia czytelniczych zaległości. Cieszę się, że w końcu udało mi się z książką zapoznać, chociaż od razu muszę przyznać, że podczas lektury czułam naprawdę ogromny smutek – ponurość tego świata stworzonego przez Marwood w serialu jakoś mniej jest odczuwalna. To jednak świadczy o tym, jak bardzo jest to dobra literatura, jak świetnie, ale i przerażająco zbudowana wizja świata.

„Opowieść podręcznej” to antyutopia. Rzecz dzieje się chyba gdzieś w latach 90tych XX wieku, może trochę później, nie jest to dokładnie określone, na terenie USA – teraz, po krwawym przewrocie władzy, powstała tam Republika Gileadu – miejsce, w którym opacznie rozumie się Biblię, miejsce fanatyków religijnych, gdzie pozycja życiowa kobiety została zdegradowana – teraz kobiety nie mają żadnej władzy, są podległe mężczyznom, mężom. Nie mogą czytać, nie mogą pisać, nie mogą działać społecznie czy pracować zawodowo – ich funkcja ogranicza się do utrzymywaniu domu, wspieraniu męża i wychowywaniu potomstwa. Dla tych, którzy nie są w stanie tego zrobić, a mają wysoką pozycję społeczną, powstał osobny gatunek człowieka – Podręczna – kobieta, która nie zasłużyła na miano kobiety, jej jedynym zadaniem jest rozmnażanie. Pozbawiona wszelkich praw, co miesiąc gwałcona przez swojego właściciela, co jest oczywiście zgodne z prawem – w końcu Podręczna ma urodzić dziecko dla Komendanta i jego Żony. Są to kobiety, które w dawnym życiu żyły bez ślubu, lub w drugim małżeństwie, które miały już dzieci, więc są zdolne do poczęcia i utrzymania ciąży. Najpierw są szkolone w Czerwonym Centrum, później trafiają na dwa lata do domu któregoś z Komendantów, by później znowu przenieść się do kolejnego. Pozbawione wszystkiego, nawet własnego imienia. Jedyne co im pozostało to wspomnienia i nadzieja, że kiedyś rządy tych fanatyków zostaną obalone… Jednak czy wydarzy się to za ich życia? Czy to w ogóle jeszcze możliwe?
„Już teraz nie istnieje nic takiego jak bezpłodny mężczyzna, w każdym razie oficjalnie. Płodne i bezpłodne mogą być tylko kobiety, tak stanowią przepisy.”
Książka podzielona jest na kilka tytułowanych części. W całości składa się z 46 rozdziałów. Całość zamyka ‘komentarz historyczny do Opowieści podręcznej’ toczący się w 2195 roku podczas sympozjum zjazdu historycznego. Historia przedstawiona jest z punktu widzenia Podręcznej, Fredy (imię powstałe od imienia jej ówczesnego Komendanta).  Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, aktualne wydarzenia jej życia przeplatają się ze wspomnieniami z życia przed powstaniem Gileadu oraz z czasów szkolenia w Czerwonym Centrum. Poznajemy dokładnie myśli kobiety, to bardzo osobisty pamiętnik.

Ogromne wrażenie zrobił na mnie świat wymyślony przez pisarkę. Jest pełny, kompletny, każda dziedzina życia została nim objęta, każda kwestia dokładnie przemyślana. Każdy człowiek w tym świecie ma nową funkcję, granice w których może się poruszać. Ich funkcjonowanie zostało dokładnie określone i każde ma swoje uzasadnienie i skądś pochodzi. Już sam pomysł, by pozycję kobiet wyróżniać kolorem stroju jest niby prosty, ale jednak oryginalny - a to dopiero sam początek.
„… będziemy to robić powoli, ostrożnie.
Gdybym sobie pomyślałam, że to się już nigdy nie powtórzy, tobym chyba umarła.Ale to właściwie bez sensu, nikt nie umiera z braku seksu. Umiera się z braku miłości. Tu nie ma nikogo, kogo mogłabym kochać – wszyscy albo nie żyją, albo są gdzieś daleko. Kto wie, gdzie są albo jak się teraz nazywają? Mogą być równie dobrze nigdzie, tak jak ja dla nich. I ja należę do osób zaginionych.”
Wizja świata przedstawionego w książce jest przerażająca. To świat stworzony przez fanatyków religijnych, którzy nastawieni tylko na jeden cel dążą do niego po przysłowiowych trupach. Każdy fanatyzm nieprzystopowany w porę prowadzi do tragedii, mamy tego przykłady w historii. Tu sprawa poszła o wiele dalej, jednak jeśli dłużej się nad tym zastanowić, nie jest to takie nieprawdopodobne. Są społeczności, sekty żyjące w taki czy inny sposób, więc dlaczego nie rozciągnąć tego na całe państwo? Szczególnie jeśli warstwa militarna i policyjna jest dobrze, solidnie zbudowana.
„Powrót do wartości tradycyjnych. Nie marnotraw, nie pożądaj. Ja się nie marnuję; dlaczego jeszcze czegoś pożądam?”
To co najbardziej uderzyło mnie w tej książce, to przestroga jaką ze sobą niesie – trzeba reagować w porę, nie można być obojętnym, myśleć, że to co dzieje się na świecie nas nie dotyczy. Każde słowo, wypowiedziane w odpowiednio wczesnym momencie coś znaczy, nie wolno godzić się na niesprawiedliwość i akceptować czy przymykać oko na chore argumenty. Te przesłanie uderza we mnie teraz tym mocniej, że w naszym państwie aktualnie też nie dzieje się dobrze, rząd, partia rządząca pozwala sobie na coraz więcej i więcej, momentami łamiąc konstytucję. Jak długo mamy to znosić? Czy nie jest już za późno na reakcję? Tylko komu się chce? Nie lepiej poczekać, przecież to nie dotyczy nas bezpośrednio? Może samo przejdzie? No cóż, w Gileadzie nie przeszło. Może warto wyciągnąć wnioski?

Jak wspomniałam, w książce panuje poczucie przeogromnego smutku. Narratorka, Freda pamięta swoje życie przed Gilead, ma porównanie. Teraz jej dzień polega na istnieniu, największa atrakcja to spacer na zakupy. Wszystko, prócz możliwości istnienia zostało je odebrane. Jak żyć w takiej formie? Część kobiet nie wytrzymuje, popełnia samobójstwo. Fredę utrzymują przy życiu wspomnienia, nadzieja, że jej rodzina gdzieś jednak żyje i że przecież takie pogwałcenia praw ludzkich musi się kiedyś skończyć.
„Zdarzają mi się te nawroty przeszłości, jak omdlenia, jak fala przelewająca się przez moją głowę. Czasem jest to trudne do zniesienia. Co robić, co robić – zastanawiałam się. Nic się nie do zrobić. Czekać i stać, przecie to też służba.”
Sama jednak boi się dokonać istotnych zmian, woli się dostosować, przeczekać. Przecież może samo kiedyś coś się zmieni, lepiej nie ryzykować. Swoja drogą Freda miała dużo przykładów jak ryzyko się kończy, więc to też nie jest jednoznacznie tchórzliwe zachowanie. Ciężko oceniać, ale jeszcze ciężej obserwować jej egzystowanie, życie sprowadzone do jednej funkcji.
„Nie wszystko, w co wierzę, może być prawdą, choć z pewnością jedna z tych rzeczy musi. Ale ja wierzę we wszystkie trzy wersje losu Łukasza jednocześnie. Ta metoda wierzenia w wykluczające się nawzajem możliwości wydaje mi się, właśnie teraz, jedynym sposobem na to, żeby uwierzyć w cokolwiek. Obojętne, jaka okaże się prawda jestem na nią przygotowana.To też jedno z tych moich wierzeń. Ale i ono może się nie potwierdzić.”
Ogólnie książka robi naprawdę duże wrażenie. Podziwiam autorkę za ogrom pracy jaki musiała włożyć w wymyślenie całego świata. Wszystko jest tu dokładnie przemyślane, wszystko ma swoje miejsce, funkcję i uzasadnienie. Przemyślenia Fredy są wstrząsające, przepełnione przeogromnym smutkiem. Przesłanie książki jest mocne, dające do myślenia, budzi chęć i motywację do działania, do niezgadzania się na najmniejsze przejawy ograniczeń wolności. Co zadziwiające, książka powstała w 80 latach XX wieku, a nadal jest przerażająco aktualna.

Moja ocena: 8,5/10

Książkę odebrałam za punkty w portalu czytampierwszy.pl
Numer akredytacji 04/05/2020


kwietnia 02, 2020

"Czarne morze" Karolina Macios

"Czarne morze" Karolina Macios

Autor: Karolina Macios
Tytuł: Czarne morze
Data premiery: 25.03.2020
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 304
Gatunek: thriller psychologiczny

Nie wiem jak to się stało, że nazwisko Karoliny Macios do tej pory jakoś mi umykało. Autorka na swoim koncie ma już kilka powieści, poczynając od przygód Bolka i Lolka, poprzez literaturę piękną, na literaturze faktu kończąc. Jest też bardzo dobrą polską redaktorką, współpracowała między innymi z Wojciechem Chmielarzem i Maciejem Siembiedą. Felietonistka, ghostwriterka i współautorka programów kursów kreatywnego pisania. „Czarne morze” to jej debiut w gatunku thriller psychologiczny, chociaż tak naprawdę sama nie wiem czy faktycznie wybrałabym dla książki takie określenie… Dla mnie bliżej było książce do literatury pięknej - ale o tym za chwilę.
Ten tytuł otwiera serię thrillerów psychologicznych autorki, prace nad drugim tytułem już trwają.

Joanna to dorosła, około 40letnia kobieta. Ma 5letnią córeczkę Milenę i kochającego troskliwego męża. Jest architektem wnętrz, ma piękne mieszkanie we Wrocławiu w okolicy zoo. Jej życie jednak nie zawsze układało się tak dobrze jak teraz. Od kiedy pamięta była inna niż wszyscy, jako dziecko posiadała pewien dar, a może przekleństwo, które zdefiniowało całe jej młode życie. W końcu w wieku nastoletnim ciotka, najbliższa jej osoba z rodziny, psychiatra, przepisała jej leki psychotropowe i ustabilizowała ją na tyle, by dziewczyna mogła prowadzić normalne życie. Zmienia się to teraz, kiedy wracając z Gdyni, gdzie odwiedzali jej matkę, mają wypadek samochodowy. Joanna trafia do szpitala, rzeczywistość zaczyna mieszać jej się z sennymi koszmarami, aktualność ze odległymi wspomnieniami… Jak to się stało, że wypadek spowodował aż taki daleko idące zmiany w organizmie kobiety? A może podświadomość próbuje jej coś powiedzieć? I gdzie tak naprawdę jest jej córka?!

Książka nie ma podziału na rozdziały, nie oznacza to jednak, że jest pisana jednym ciągiem. Podział na sceny, na oddzielne fragmenty jest w tekście zaznaczony. Nie stwarza to żadnym problemów z czytaniem, czyta się płynnie i spokojnie po każdej przerwie w lekturze można się odnaleźć.
Narracja prowadzona jest z punktu widzenia Joanny w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl pisarki jest bardzo ciekawy. Widać, że autorka szanuje słowo, dobiera każde z nich wyjątkowo trafnie. Całość brzmi naprawdę świetnie, ja delektowałam się każdym zdaniem. Dodatkowo fakt, że cała historia opiera się w większości na majakach głównej bohaterki oraz na powrocie do jej przeszłości, wydarzeń z dzieciństwa sprawia, że nie do końca jestem przekonana co do gatunku, do którego książka została  przypisana. Według mnie nie ma tu typowego napięcia dla thrillerów, jest raczej właśnie takie rozmycie wspomnień i rzeczywistości, a całość pisana jest naprawdę ładnym, przemyślanym językiem, co nasuwa mi skojarzenia z literaturą piękną.

Pomysł na główną bohaterkę jest ciekawy, chociaż chyba nie do końca nowy. Nie zmienia to faktu, że całą jej historię czyta się z dużym zainteresowaniem. W końcu co może być ciekawsze niż tajniki i meandry ludzkiej psychiki? Joanna od dziecka była inna, jak wspomniałam, miała w sobie dar. W przebłyskach wspomnień obserwujemy jej dawne życie, które wręcz nasuwa czasem fantastyczne skojarzenia. Wspomnienia są dziwne, trochę niepojęte, jednak całkiem jasne.
Mniej jasne są wizje bohaterki. Coś się z nią dzieje, coś ją męczy. Trwa to już tak długo, że sama bohaterka zaczyna odczuwać coraz większy niepokój, a czytelnik razem z nią. Gdzieś dopiero tak w połowie powieści, a może nawet jeszcze dalej, zaczęłam zauważać cechy, które można by przypisać do thrillera, coś się dzieje, nie wiadomo co, co powoduje pewne niepokoje.

Oczywiście, by w ogóle można mówić o thrillerze, musi być w powieści jakaś intryga. Tutaj też mamy, choć w czasie trwania fabuły gdzieś znika pod natłokiem wspomnień i wizji. Ostatecznie jednak całość na końcu zostaje wyjaśniona, rozwiązanie jest mocno zaskakujące, a wcześniej pozostawione wskazówki są praktycznie niewidoczne. Nie sądzę by ktokolwiek z czytelników mógłby wpaść na finał zagadki. Historia sięga zdecydowanie głębiej niż można by przypuszczać, ostatecznie wszystko, co pojawiło się w książce, ma swoje uzasadnienie.

Podsumowując, „Czarne morze” to jedna z lepszych książek jakie czytałam w tym roku. Napisana pięknym, uważnym językiem, zgłębiająca meandry ludzkiej psychiki i podświadomości, niepokojąca w wizjach i niejasnościach. Zaskakująca i nieoczywista. Przez cały czas trwania lektury miałam skojarzenia raz z „Zimowlą” Dominiki Słowik, raz ze „Znakiem kukułki” Anny Bichalskiej. Lubię takie lektury, w których rzeczywistość miesza się z wytworami ludzkiej psychiki, więc i w tym przypadku jestem bardzo zadowolona. Czy to thriller czy nie, nie ma dla mnie specjalnie znaczenia, to po prostu świetna polska literatura. Czekam na więcej!

Moja ocena: 8,5/10

Ze egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera!


marca 23, 2020

"Przejdź przez wodę, krocz przez ogień" Christian Unge

"Przejdź przez wodę, krocz przez ogień" Christian Unge

Autor: Christian Unge
Tytuł: Przejdź przez wodę, krocz przez ogień
Cykl: Tekla Berg, tom 1
Tłumaczenie: Agata Teperek
Data premiery: 12.02.2020
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 496
Gatunek: thriller

Christian Unge jest szwedzkim lekarzem i pisarzem. Na co dzień pracuje w jednym ze szpitali w Sztokholmie. W Polsce rok temu okazała się jego książka pt. „Jeżeli będę miał zły dzień, ktoś dziś umrze”, w której opisywał swoje doświadczenia w pracy lekarza w Szwecji i Afryce. „Przejdź przez wodę, krocz przez ogień” otwiera Czarną Trylogię o lekarce Tekli Berg i jej życiu w fikcyjnym szpitalu im. Alfreda Nobla, pełnym politycznych intryg i porachunków gangsterskich.
Gdybym przez zamówieniem książki wiedziała o tej drugiej części ostatniego zdania, to może bym się nad tym zastanowiła. Spodziewałam się historii tylko i wyłącznie o Tekli, coś na kształt thrillerów medycznych, które bardzo lubię. Ogólnie wszystkie tematy powiązane z medycyną bardzo mnie interesują. Porachunki gangsterskie już trochę mniej…

Początek czerwca, upały, wieczór. Tekla pełni dyżur w szpitalu, na jej stół równocześnie trafia nieoddychający trzylatek oraz młody mężczyzna pchnięty nożem. Dobry refleks Tekli, małe farmakologiczne wspomaganie i fotograficzna pamięć pozwalają jej na podjęcie ryzykownych, acz trafnych decyzji. Emocje jednak nie opadają – młoda lekarka zostaje natychmiast wezwana na miejsce pożaru. Zajmuje się rannymi, a gdy ostatni poparzony zostaje wyniesiony z budynku, kobieta stwierdza zgon. Po chwili jednak okazuje się, że mężczyzna żyje mimo poparzenia sięgającego prawie 85% ciała. Co dziwne, coś do niej mówi, coś o pływaniu… Ale przecież tylko jedna jedyna osoba na świecie wie, że Tekla nigdy nie nauczyła się pływać… Czyżby możliwe było, żeby poparzonym mężczyzną był jej brat?!

Książka składa się z prologu, 5 części i epilogu. Rozdziały są krótkie, nienumerowane, za to określone datą, porą dnia i miejscem. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, obserwuje kilku bohaterów powiązanych wydarzeń. Styl nie należy do najłatwiejszych – niby czyta się szybko, ale w rozdziałach dotyczących porachunków mafijnych niewiele rozumiałam. Jako tak to było dziwnie napisane, że naprawdę w większości nie umiałam połapać się o co tam chodzi, mimo pełnego skupienia i dobrych chęci.

Najciekawsze fragmenty książki było dla mnie te z Teklą i Monicą, dyrektorką szpitala. Jak pisałam, bardzo lubię wątki medyczne, uwielbiam Chirurgów i wszystkie podobne seriale, więc i tu się nie zawiodłam. Akcja dotycząca tych dwóch kobiet była bardzo ciekawa, pisarz trochę bawił się z czytelnikiem nie zdradzając motywów postępowania kobiet. W ogóle Tekla to ciekawa postać, myślę, że w kolejnych dwóch tomach trylogii może się naprawdę dobrze rozwinąć.

Problem sprawiły mi te fragmenty, w których opisywane były losy rosyjskiego bossa narkotykowego oraz umoczonych policjantów. Miałam wrażenie, że napisane są bez wyczucia, mimo że naprawdę się starałam, skupiałam, to jednak nie umiałam się w nich odnaleźć. Wygląda na to, że, by pisać o takich tematach w sposób interesujący, jasny i zrozumiały, trzeba faktycznie mieć dar. Tutaj daru nie zauważyłam.

Co do samej intrygi to też nie jestem całkiem usatysfakcjonowana. Długo w ogóle nie wiadomo o co chodzi, co oczywiście nie jest minusem. Rozwiązanie zagadki jednak jakoś mnie nie ruszyło, było mi w sumie obojętne, nic nowego, świeżego w nim nie dostrzegłam.

Ogólnie książka budzi we mnie mieszane odczucia. Wolałabym, żeby była o połowę krótsza, a mocniej skupiła się na Tekli, zamiast na szemranych mafijnych interesach. Mam nadzieję, że może tak będzie w drugim tomie, bo prawdopodobnie dam autorowi jeszcze jedną szansę. Może komuś, kto lubi poplątane, skomplikowane sensacyjne intrygi książka ma szansę się spodobać, dla mnie jednak to była trochę za bardzo niezrozumiałe.

Moja ocena: 6/10

Książka trafiła do mojej biblioteczki dzięki portalowi czytampierwszy.pl