Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoamber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoamber. Pokaż wszystkie posty

lipca 05, 2021

"Milczenie lodu" Ragnar Jònasson

"Milczenie lodu" Ragnar Jònasson

 

Autor: Ragnar Jònasson
Tytuł: Milczenie lodu
Cykl: Mroczna Wyspa Lodu, tom 1
Tłumaczenie: Radosław Januszewski
Data premiery: 24.02.2021
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał
 
„Milczenie lodu” to debiut literacki islandzkiego autora kryminałów Ragnara Jònassona z 2015 roku, który chwilę po oficjalnej premierze ukazał się i u nas. Książka w Polsce wznawiana była trzy razy, ostatni teraz w roku 2021 przy okazji publikacji szóstego tomu całej serii „Mrocznej Wyspy Lodu”. Cykl ten szybko zdobył popularność, sięgnął list bestsellerów wyprzedzając nawet samego Larssona i został wydany w 32 krajach. Prawa do jego ekranizacji zostały sprzedane dużej firmie producenckiej.
Prócz serii „Mroczna Wyspa Lodu” na naszym rynku dostępna jest też druga z komisarzem Huldą, na ten moment licząca trzy tomy. Sam autor prócz pisania kryminałów zajmuje się też wykładaniem prawa w Reykjaviku. Wcześniej, przed karierą pisarską, zajmował się tłumaczeniem powieści Agathy Christie z angielskiego na islandzki.
 
Fabuła książki kręci się wokół postaci młodego policjanta Ariego Thóra, który świeżo po szkole policyjnej zostaje zatrudniony w komisariacie w najbardziej wysuniętym na północ Islandii malutkim mieście Siglufjödur. Do tej pory mieszkał w Reykjaviku, więc przeprowadzka to dla niego duża zmiana, tym bardziej, że w mieście zostawia swoją dziewczynę Kirstín. Podczas jednej ze swoich pierwszych służb, w czasie nocnego dyżuru podczas Świąt Bożego Narodzenia odbiera dziwny telefon – wydaje się, że ktoś prosi o pomoc i szybko się rozłącza. Po konsultacji z przełożonym dochodzą do wniosku, że to jednak głupi wybryk małolatów nudzących się w czasie świąt i szybko o tym zapominają. Kilka dni później w czasie próby tutejszego amatorskiego teatru jeden z jego członków w podejrzanych okolicznościach spada ze schodów, Ari Thór wyczuwa, że nie był to po prostu wypadek… Wbrew zaleceniom przełożonego zaczyna węszyć wokół tej sprawy. Nie wie jeszcze, że o wcześniejszym telefonie też nie powinien zapominać, a śmierć Hrólfura to dopiero początek… Początek tym mroczniejszy, że całe miasteczko pogrąża się w mroźnej, śnieżnej zimie, która odcina ich od reszty wyspy. Kim jest morderca? Jak Ari Thór poradzi sobie ze swoją pierwszą poważną sprawą?
 
Książka składa się z prologu, 46 krótkich rozdziałów i epilogu. Każdy z rozdziałów ma określone miejsce akcji i opatrzony jest datą, wyjątkiem są fragmenty z relacji kobiety, która została napadnięta we własnym domu – nie wiemy gdzie i kiedy te wydarzenia mają miejsce. Narracja prowadzona jest przez wiele postaci, zarówno z policji, jak i członków grupy teatralnej oraz wspomnianej tajemniczej kobiety w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl jest prosty, surowy, pozbawiony ozdobników, oszczędny w wyrażaniu uczuć bohaterów. Czegoś mi tu w nim brakowało, może właśnie tej głębi, a może po prostu jest to znak debiutu – czasami miałam wrażenie, że jest po prostu trochę kulawy, gdzieś gubi się rytm lektury. Nie jestem pewna czy jest to wina samego autora czy tłumaczenia, jednak liczę, że przy kolejnym tomach styl stanie się płynniejszy, bardziej wypracowany. To w końcu debiut, więc tego typu małe potknięcia można wybaczyć, gdyż całościowo książkę czytało się w porządku.
Ciężko mi jednak wybaczyć błędy interpunkcyjne i ortograficzne w tekście. Tu gdzieś brakowało kropki, tu przecinka, a tu literki. I nie były to pojedyncze sytuacje, bo o takich najczęściej nie wspominam – każdemu może przecież umknąć kilka literówek, tu jednak było tego po prostu za dużo, co tym bardziej jest dziwne, skoro przecież jest to już trzecie polskie wydanie w tym samym wydawnictwie, więc tekst powinien być już idealnie skorygowany.
 
Zostawmy jednak błędy wydania, skupmy się z powrotem na samej książce. Na pewno dużym jej atutem jest miejsce akcji – mała miejscowość, która kiedyś utrzymywała się z połowy ryb, teraz jej gospodarka kuleje, a młodzi ludzie wyjeżdżają do miejsc, w których mają większą szansę rozwoju. Na miejscu ludność jest więc coraz starsza, choć oczywiście nie brak wyjątków jakimi na przykład są wspomniany Ari Thór czy Ugla, młoda dziewczyna, która udziela się w grupie teatralnej oraz prowadzi lekcje gry na fortepianie. Do tego akcja powieści otoczy się mroźną zimą, kiedy to warunki pogodowe praktycznie odcinają możliwość wydostania się z miasteczka. To wszystko tworzy groźny, klaustrofobiczny klimat surowego miasteczka, w którym żyje się w zawieszeniu, w oderwaniu od reszty świata.
 
Warto wspomnieć też oczywiście o postaciach, a szczególnie o tej głównej – młodym policjancie Arim Thórze, który ciągle szuka swojej życiowej ścieżki. Wcześniej studiował filozofię, ale jej nie skończył. Studiował też teologię, ale tu też nie dotrwał do końca. Teraz udało mi się wyszkolić na policjanta. Czy to właśnie jest jego przeznaczenie? Szukać sprawiedliwości w miasteczku praktycznie zapomnianym przez resztę kraju? Ari Thór nie jest postacią łatwą, nie jest kimś kogo lubi się od razu – już jego pierwsze decyzja jest mocno dyskusyjna – bez konsultacji z własną partnerką, z którą wydawałoby się, że wiąże przyszłość, przyjmuje pracę w odległym islandzkim miasteczku, mimo iż wie, że kobieta z nim przeprowadzić się nie może. Tego typu sytuacji Ari Thór zapewnia nam więcej, jednak też równocześnie wydaje się być naprawdę dobrym materiałem na śledczego. Jest to więc postać skomplikowana, niejednoznaczna i mająca duży potencjał na dobrego bohatera całej serii.
 
Postaci w powieści jest sporo, tak samo i wątków, te prywatne mieszają się ze sprawami zabójstwa. Część z nich jest na razie tylko zarysowana, więc prawdopodobnie powstały już z myślą o tomach kolejnych. Tu dają poczucie lekkiego chaosu, zagubienia, jest ich po prostu trochę za dużo, za mało rozwiniętych, jednak mając na uwadze, że jest to tom pierwszy serii, to prawdopodobnie w kolejnych będą miały one znaczenie. Nie zmienia to jednak faktu, że w tym tomie trochę rozpraszają uwagę czytelnika.
 
Intryga kryminalna jest rozrzucona tak, że naprawdę trudno samodzielnie ją rozwiązać. Największe emocje na pewno wzbudzają fragmenty dotyczące napadniętej kobiety, nadają lekturze tajemniczości i wzbudzają niepokój. Ja tak naprawdę głównie ze względu na chęć poznania rozwiązania tej zagadki kontynuowałam lekturę.
 
Podsumowując, widać, że „Milczenie lodu” to debiut autora i pierwszy tom serii. Styl nie jest jeszcze w pełni płynny, a ilość wątków i postaci może lekko przytłaczać. Jednak widzę tu też duży potencjał – autor na pewno ma dobry pomysł na głównego bohatera, jak i tych mu towarzyszących, a i miejsce akcji jest niesamowicie klimatyczne. Intryga kryminalna jest ciekawa, choć nad sposobem budowania napięcia też na pewno trzeba jeszcze popracować. Tak więc nie jest to książka zła, ale też nie jest to debiut wybitny. Zobaczymy co autor pokaże przy kolejnych swoim powieściach.
 
Moja ocena: 6,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Amber!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

kwietnia 13, 2021

"Nocny powrót" Sebastian Fitzek

"Nocny powrót" Sebastian Fitzek

 

Autor: Sebastian Fitzek
Tytuł: Nocny powrót
Tłumaczenie: Rafał Sarna
Data premiery: 18.02.2021
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 368
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Sebastian Fitzek to jeden z najpopularniejszych współczesnych niemieckich pisarzy. Pisze w gatunku thriller psychologiczny, którego został okrzyknięty mistrzem. Debiutował w 2006 roku książką pt. „Terapia” i od tego czasu każdy jego tytuł wskakuje na listy bestsellerów. Teraz na swoim koncie ma około dwudziestu powieści, w samych Niemczech jego książki sprzedały się już w ponad 10 milionach egzemplarzy. Tłumaczony jest na ponad 20 języków, kilka tytułów doczekało się też ekranizacji. Autor został niedawno nagrodzony Ripper Award, a sam ufundował nagrodę Victor Crime Award, która co dwa lata ma być przyznawana nowym głosom w niemieckiej literaturze kryminalnej i sensacyjnej.
 
Historia „Nocnego powrotu” toczy się w ciągu jednej nocy. Jules w zastępstwie swojego przyjaciela pełni dyżur w tytułowym telefonie Nocny Powrót, który ma za zadanie zapewnienie towarzystwa i poczucia bezpieczeństwa osobom wracającym w nocy do domu. Tej nocy rozmawia z Klarą, wydaje się, że kobieta zadzwoniła na linię przez przypadek, choć Jules od razu wyczuwa, że mogło to być raczej zrządzenie losu – Klara ewidentnie jest w jakimś niebezpieczeństwie. Jules, który jeszcze niedawno pracował w 112, ma doświadczenie w rozmowach z ludźmi w wielkim stresie, więc i z Klarą, która ewidentnie nie chce rozmawiać, jakoś sobie radzi. Kobieta wie, że zaraz zginie i ostrzega Julesa, że sama rozmowa z nią nie jest bezpieczna – bardzo prawdopodobne, że przez samą rozmowę i mężczyzna stawia się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Czy naprawdę Julesowi coś grozi czy może kobieta jest tak zastraszona, że wszędzie widzi niebezpieczeństwo? Kim jest i co jej grozi? Przed czym, a może kim ucieka?
 
Książka składa się z prologu i 69 rozdziałów, których narratorami naprzemienne są Jules i Klara. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, skupia się nie tylko na wydarzeniach, ale i odczuciach postaci. Akcja toczy się w ciągu jednej jesiennej nocy, w większości jest rozmową pomiędzy dwójką bohaterów, którzy opowiadają trochę o swojej przeszłości, przez co od czasu do czasu lektura sięga kilka miesięcy wstecz. Styl powieści jest prosty, skupiony na tu i teraz, przedstawiający wszystko tak jak jest, bez żadnych ozdobników, przez co uwaga czytelnika nie rozprasza się, cały czas skupiona jest na wydarzeniach, które składają się na rewelacyjną zagadkę kryminalną. Książkę czyta się dobrze, to, że w większości jest to niejako zapis jednej telefonicznej rozmowy, fascynuje, dodaje smaczku, przez co ciężko się od książki oderwać.
„Ile już razy przechodziła przez to wszystko w myślach i za każdym razem dochodziła do wniosku, że jej życie minęło już dawno temu i nie ma niczego, co by mogła ‘odzyskać’.”
Fitzek jest mistrzem w tworzeniu bardzo mieszających w głowach fabuł, i tak też jest teraz. Z początku wydaje się, że sytuacja jest jasna – Jules jest wolontariuszem Nocnego Powrotu, a Klara potrzebuje rozmowy, pomocy, gdyż od lat jest ofiarą przemocy domowej. Jednak im dalej w lekturę, tym sytuacja coraz mocniej się gmatwa, a w głowie czytelnika powstaje spore zamieszanie, bo jak to wszystko poskładać do kupy? Wiemy, że Fitzek zaskakuje, ale co wymyślił tym razem? Ja nie dałam rady sama rozwiązać zagadki, podczas lektury czułam się dosyć skołowana, ale w pozytywnym sensie tego słowa, tylko fitzkowa pokręcona fabuła może tak w głowie namieszać 😊
„Wiele osób ma skłonność do wyrzekania się samych siebie, byle tylko dogodzić wszystkim wokoło.”
Bohaterowie powieści to dwie tajemnicze postacie – od początku wiemy, że Jules ma za sobą kilka ciężkich miesięcy, nie wiemy jednak co takiego złego w jego życiu się wydarzyło. O Klarze wiemy tyle, że jest ofiarą przemocy domowej i coś jej grozi, nic więcej. Powoli jednak bohaterowie opowiadają nam o swoich życiach, lecz robią to w sposób pokrętny, tak że długo nie wiemy co tak naprawdę mamy o nich myśleć.
„Jeśli Bóg nie był psychopatą, który stworzył tę dziwną orgię przemocy o nazwie Wszechświat, by służyła mu jako reality show, które mógłby dla odprężenia i perwersyjnej przyjemności oglądać sobie z daleka, musiał ich tu wszystkich już dawno temu opuścić. Klara była tego pewna.”
Nie mogę przed Wami ukryć tego, że książka momentami jest bardzo brutalna. Klara opowiada o swoich przeżyciach, o krzywdach, jakie wyrządził jej własny mąż. To po prostu morze przemocy, poniżania i miażdżenia pewności siebie. Dla mnie chwilami było za brutalnie, opisy budziły mój stanowczy sprzeciw. Wiem jednak, że temat, który autor w ten sposób porusza, jest ważny, i nawet kiedy jego opis jest gdzieś tam wyolbrzymiony czy przedstawia skrajny przypadek, to jednak problem jest prawdziwy. Tyle kobiet na świecie jest ofiarą własnych mężów, partnerów, a autor całą psychologię takiej relacji, takiego uzależniania przedstawia naprawdę znakomicie. Zwraca też uwagę na to, że dzieci wychowywane w takich rodzinach, nawet kiedy rodzicom wydaje się, że są dyskretni, są dużo bardziej podatne na to, żeby tę przemoc przyswoić i w przyszłości stać się albo ofiarą albo katem.
„A gdy ją bił, tłumaczyła nam, dzieciom, że to jej własna wina. (…) Wielu jest ludzi takich jak moja matka. Naginają się do innych tak bardzo, że na koniec gotowi są raczej zaakceptować własną śmierć niż podjąć aktywne działanie.”
Jestem pod wrażeniem psychologicznej warstwy tej książki, przedstawia nie tylko mechanizmy jak taka zależność przemocowa działa, ale i niesie wiele ważnych słów, istotnych porad, które może nawet są w stanie coś zmienić? Coś komuś uświadomić? Może dać siłę?
 
Podsumowując, „Nocny powrót” to kawał dobrego thrillera psychologicznego. Fabuła zbudowana jest tak, że od początku trzyma w napięciu i nie puszcza do samego końca. Zwroty akcji tak mieszają w fabule, że im dalej w lekturę, tym większy zawrót głowy. No i temat ważny, o którym trzeba mówić, tłumaczyć i uświadamiać jak najwięcej. Jestem całkowicie lekturą usatysfakcjonowana i na pewno sięgnę po więcej książek tego autora.
 
PS. A podziękowania autora, zamieszczone na samym końcu książki, rozbawiły mnie do łez! Dlaczego Fitzek jeszcze nie napisał jakiejś komedii kryminalnej? 😉
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Amber!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

maja 27, 2019

"Pacjent" Sebastian Fitzek

"Pacjent" Sebastian Fitzek

Autor: Sebastian Fitzek
Tytuł: Pacjent
Tłumaczenie: Krzysztof Żak
Data premiery: 22.05.2019
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 320


„Pacjent” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Sebastiana Fitzek. Autor niemieckiego pochodzenia został okrzyknięty mistrzem thrillerów psychologicznych. Każda jego książka osiąga status bestsellera i wydawana jest w milionowych nakładach, tłumaczy się je na ponad 30 języków, a kilka z nich zostało już nawet zekranizowanych. Najnowsza książka „Pacjent” utrzymywała się aż 20 tygodni na szczycie listy bestsellerów „Der Spiegel”. U mnie książki autora były od dawna w kolejce do czytania, ale jakoś nie miałam kiedy po nie sięgnąć. Dopiero teraz zdopingował mnie konkurs na recenzję ogłoszony przez wydawnictwo. I szczerze nie żałuję. Już wiem dlaczego mówi się o autorze nr 1 niemieckiego thrillera psychologicznego! W Polsce, mimo że po sąsiedzku, jakoś mało o nim słychać, co prawda muszę sprawdzić jego inne książki, ale jeśli są tak dobre jak ta, to naprawdę bardzo mnie dziwi, że jego książki nie są bardziej nagłaśniane i chwalone. Ale od początku!

Główna akcja powieści rozpoczyna się rok po porwaniu Maksa, syna Tilla i Ricardy Berhoff. Ich małżeństwo się rozpadło, Till pogrążył się w apatii i smutku. Porwanie ich syna przypisywane jest mordercy Tramitzowi, który przyznał się do uprowadzenia i zamordowania dwójki dzieci i jednej kobiety, ale o Maksie milczy. Odbywa on wyrok w szpitalu psychiatrycznym, klinice Stein. Kiedy Till słyszy w wiadomościach, że morderca przeniesiony został do skrzydła szpitalnego i chodzą pogłoski o tym, że znaleziono na jego stoliku figurkę Lego, taką jaką miał Maks oraz, że Tramitz prowadzi pamiętnik, w którym spisuje swoje zbrodnie, Till w końcu postanawia działać. Namawia swojego szwagra Olivera Skanię, by pomógł mu dostać się do kliniki pod fałszywą tożsamością – chce znaleźć dziennik i może zmusić mordercę do zwierzeń, musi dowiedzieć się, co faktycznie stało się z jego synem i gdzie jest jego ciało. Mężczyzna trafia do kliniki, gdzie nikt nie zna jego prawdziwej tożsamości, a jego jedynym połączeniem ze światem zewnętrznym jest ukryty w bibliotece telefon. Czy Till znajdzie pamiętnik? Czy dowie się co się stało z Maksem? Co wydarzy się w szpitalu? Na te i milion innych pytań odpowiedzi trzeba szukać w książce!

Kompozycyjnie książka podzielona jest na 77 króciutkich rozdziałów, przez co czyta się ją w tempie ekspresowym. Druga sprawa to to, że większość rozdziałów kończy się tak, że od razu trzeba czytać kolejny! Bardzo ciężko tę książkę odłożyć, autor na pewno wie jak przyciągnąć uwagę czytelnika. Narracja prowadzona jest w 3 osobie czasu przeszłego, głównie podąża za Tillem, ale nie tylko – czytelnik ma okazje też śledzić losy Ricardy, Tramitza, wcześniejsze losy Patricka Wintera, pod którego podszywa się Till. Jest też trochę wspomnieć Maksa i relacje pracowników szpitalu. Narrator jest świetnym obserwatorem otoczenia, szczególnie ludzi, zwraca dużą uwagę na ich wygląd i zachowanie. W treści książki przytaczane są też wpisy z dziennika mordercy.

Głównym bohaterem powieści jest wspomniany już Till Berkhoff. Jego życie dzieli się na te przed zaginięciem syna i te po. Przed Till był strażakiem, później ratownikiem medycznym, człowiekiem z rodziną, którą kochał. Był co prawda bardzo temperamentny i wybuchowy, jego porywczość przysporzyła mu trochę problemów, ale ogólnie był szczęśliwy. Po zaginięciu syna przestało się dla niego liczyć dosłownie wszystko. Całe dnie spędzał w domu na kanapie, żona go zostawiła, a Till nie widział sensu w robieniu czegokolwiek. Został przytłoczony przez niewiedzę, domysły co się stało z jego synem. Ta niewiedza nie pozwala mu ruszyć dalej, jedyne co się dla niego liczy, to dowiedzieć się co się stało z jego synem, zobaczyć jego ciało i może wtedy uda się zamknąć ten rozdział życia i ruszyć dalej. Dlatego kiedy wpada mu do głowy pomysł ze szpitalem psychiatrycznym nie widzi żadnych minusów takiego przedsięwzięcia, musi to koniecznie zrobić. Till, prócz swojej porywczości, jest człowiekiem pomysłowym i zadaniowym. Nie można mu odmówić inteligencji i wytrwałego dążenia do celu. Mimo wydarzeń, zachowanie Tilla jest zrozumiałe i uzasadnione.

Przeciwnikiem Tilla jest Tramitz. Jest to dosyć młody człowiek, ładny blondyn z błękitnymi oczami, modnie ubrany, wygląda jak model. Niestety wygląd zewnętrzny jest mocno mylący. Tramitz jest psychopatą, nic go nie cieszy tak jak cierpienie innych. I tak jak każdy psychopata Tramitz jest nad wyraz inteligentny. Dorzućmy do tego jeszcze jego skrzywienie z dzieciństwa, które ofiarował mu ojciec i powstaje obraz psychopatycznego, manipulującego ludźmi mordercy.

W powieści jest sporo pobocznych postaci. Nie będę ich wszystkich wymieniać, chcę tylko podkreślić, że przez to, że nie znamy ich motywacji, wszyscy są dziwni i podejrzani. Ogólnie w całej powieści panuje niepokój. Nic nie jest jasne, czasami zastanawiałam się czy czytam o jawie czy śnie. Nic nie jest prawdopodobne, wszystko jest możliwe. Autor potrafi mistrzowsko zbudować napięcie, szasta uczuciami czytelnika, a twisty które stosuje w fabule są tak świetne skonstruowane, że nie sposób się ich wcześniej domyślić. Cały czas zaskakuje i utrzymuje te dziwne uczucie z pogranicza jawy i snu.

Już pierwsza scena otwierająca powieść jest niesamowita. Narrator podąża za Miriam, matką zaginionej Laury, która ogląda miejsce zbrodni razem z policjantem. Niby nic, ale narracja jest tak poprowadzona, że od razu wzbudza zainteresowanie w czytelniku! Już tutaj zastanawiałam się o co chodzi, czy to sen? Autor potrafi mocno zamieszać w głowie czytelnika. A przez to, że nie wiadomo co się dzieje i o co chodzi każdy szczegół w powieści wydaje się mieć znaczenie, więc czyta się książkę z pełną uwagą, bezwarunkowo oddając jej 100% koncentracji.

Uczucie dziwności i niepokoju potęguje też sam szpital psychiatryczny. Kiedyś ten budynek został zaprojektowany jako hotel dla bogaczy. Wielki, efektowny, z wysokimi sufitami i pięknymi ozdobnymi filarami. Wszystko tam jest przestronne i ogromne, trochę tak jak w starym zamku. Chociaż chwilami miałam też skojarzenia z hotelem z filmu Kubricka „Lśnienie” – tam też są jakieś dziwne podłogi, wielka przestrzeń. Hotel w końcu nie powstał w związku z bliskością lotniska – przelatujące samoloty za bardzo hałasują. Budynek został ostatecznie przeznaczony na klinikę Stein, jedną z najlepszych i najbardziej zaawansowanych szpitali psychiatrycznych, gdzie trafiają ekstremalne przypadki. Mroczny i niepokojący efekt potęguje jeszcze pogoda panująca na zewnątrz. Cały czas deszcze leje nieprzerwanie, w parku na zewnątrz wiatr ciągle chwieje drzewami, jest ciemno, zimno i ponuro.

Ogólnie książka zrobiła na mnie duże wrażenie. Myślę, że gdybym mogła ją przeczytać jednym ciągiem, wrażenie byłoby jeszcze większe! Autor świetnie utrzymuje napięcie, ten mroczny niepokojący klimat powieści wciąga czytelnika tak, że ciężko się uwolnić. Naprawdę sztuką jest książkę odłożyć, tutaj zdecydowanie sprawdza się powiedzenie „jeszcze tylko jeden rozdział!” i w ostateczności zamiast jednego jest dziesięć. Tak więc po książkę sięgajcie jak będziecie mieli kilka godzin na czytanie😊 A tak na poważnie, to na pewno muszę nadrobić wcześniejsze powieści autora, bo tą jestem ... chciałam powiedzieć „zachwycona”, ale dla tego klimatu z książki takie słowo nie pasuje ... to po prostu powiem, że nie dziwię się tej ilości sprzedanych książek i statusów bestsellerów!
A na koniec muszę jeszcze wspomnieć o podziękowaniach autora! Nie są to zwykłe podziękowania, tylko takie w formie opowiadania! Zastanawiam się tylko co one zwiastują, mam nadzieję, że nie przerwę w powieściach, bo ja dopiero zaczynam przygodę z autorem! Nie może tak być, że ja zaczynam, a on kończy!

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała na potrzeby konkursu organizowanego przez Wydawnictwo Amber. Dziękuję za elektroniczny egzemplarz książki!