Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoliterackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoliterackie. Pokaż wszystkie posty

marca 30, 2026

"Złoty spadochron" Katarzyna Gołda

"Złoty spadochron" Katarzyna Gołda

Autorka: Katarzyna Gołda
Tytuł: Złoty spadochron
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 328
Gatunek: thriller szpiegowski
 
Mimo że od ponad dekady jej opowiadania raz po raz pojawiały się na polskim rynku książki, to jednak dopiero teraz debiutuje pełnoprawną powieścią. Kiedyś była Katją Tomczyk, teraz dumnie podpisuje się swoim prawdziwym nazwiskiem - to Katarzyna Gołda i jej “Złoty spadochron”, powieść, w której czuć, że nie była pisana na szybko, a wręcz odwrotnie - że autorka przygotowywała się do takiego debiutu przez lata uczestnicząc w kolejnych kursach tworzenia literatury kryminalnej.
Jednak zanim ruszyła na ścieżkę literacką, wykonywała inny zawód, o którym wiedzę mogła w swojej powieści wykorzystać - przez prawie dwadzieścia lat służyła w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służbie Kontrwywiadu Wojskowego. Nie brakuje jej też zajęć na polu hobbystycznym - od kilku lat prowadzi na Facebooku profil z przepisami kulinarnymi Bez cukru, pasjonuje ją również teatr, co uzewnętrznia w swoich recenzjach spektakli.
 
Warszawa, czerwiec 2019. Niecały rok temu Ewa była szczęśliwą matką i żoną, ze stałą pracą, której życie toczyło się przyjemnie przewidywalnym torem. Teraz jej rzeczywistość wygląda całkowicie inaczej. Rozwiodła się z mężem, dwójka małych dzieci została przy niej, problemem jednak jest dla niej zarobić tyle, by starczyło im na jedzenie i opłacenie mieszkania. Dlaczego? Bo kilka miesięcy temu wyszła na jaw afera, która pogrzebała jej możliwość podjęcia poważnej pracy chyba już na zawsze. Teraz jedyne na co sobie może pozwolić to fuchy, które nie napawają jej dumą, nie waha się jednak przed ich podjęciem w imię zapewnienia podstawowych warunków do życia swoim dzieciom. Przez to też w każdy piątek zachodzi na tyłu sklepu, gdzie miły kasjer zostawia jej produkty dopiero co przeterminowane. Problem w tym, że tego piątku paczki tam nie ma, za to w kontenerze znajduje zwłoki mężczyzny, a tuż obok legitymację ABW z jego imieniem i nazwiskiem. Ewa zna tę twarz, dobrze ją zna, ale pod innym imieniem… Spanikowana i myśląca tylko o swoich dzieciach wraca do domu, jednak już za chwilę ktoś zaczyna ją szantażować.
W tym samym czasie do ABW dociera informacja o zaginięciu szefa, dyrektora Zalewskiego. Cały wydział zostaje postawiony na nogi, niewiele jednak można zrobić, gdy każdy członek zespołu skrywa przed innymi tajne informacje.
 
Książka rozpisana jest na prolog, jedenaście rozdziałów i epilog, a każdy z rozdziałów oznaczony jest datą opisywanych zdarzeń i podzielony oddzielnie na numerowane, najczęściej kilkustronicowe podrozdziały. Warto też zaznaczyć, że powieść otwiera oryginalny spis postaci stylizowany na raport służb wywiadowczych, z kolei zamyka ją słowniczek pojęć operacyjnych i wewnętrznych, dzięki którym czytelnik na pewno nie pogubi się podczas lektury. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy kilku postaci, z czego około pięciu-sześciu to postacie stałe, a kilka dochodzi bądź znika z czasem. Akcja toczy się linearnie w czasach współczesnych w przeciągu dwóch tygodni czerwca, od czasu do czasu pojawiają się jednak przerywniki w formie retrospekcji opisane jako “kiedyś” - najczęściej nie odnosi się to do bardzo odległego czasu, to w większości różnica kilku miesięcy. Styl powieści jest dopracowany, zdania proste, tak, by czytelnik nie czuł się dodatkowo obciążony w powieści, w której przecież mowa o spiskach i tajnych operacjach służb. Język zarówno ten w opisach, jak i dialogach, wypada naturalnie, mam jednak uwagę co do wyboru dwóch kobiecych imion - mimo że Bogna i Brygida na papierze oczywiście się od siebie różnią, to w formie audio podczas lektury przy fragmentach z tymi bohaterkami często odczuwałam momenty zawahania o której z bohaterek teraz mowa. Warto też zaznaczyć, że jak na obrany gatunek, słownik postaci wcale nie jest szczególnie mocno usiany wulgaryzmami, co mnie cieszy, bo częste przekleństwa są powodem stylistycznych zgrzytów. Tutaj wszystko przebiega płynnie.
"„Źli ludzie popełniają zbrodnie z nienawiści, dobrzy z bezsilności” — usprawiedliwił się przed sobą."
W thrillerach szpiegowskich często problemem jest duża ilość postaci, które się ze sobą zlewają. I tutaj postaci jest sporo, jednak ilość bazowa nie jest tak trudna do ogarnięcia - to może sześć osób? Wprowadzanie nowych, drugoplanowych bohaterów może powodować chwilową dezorientację, dlatego pomysł z pierwszą kartą powieści ze spisem postaci uważam za trafiony (niestety nie zadawałam sobie z niego sprawy słuchając audio). Z wszystkich jednak najbardziej wyrazista jest Ewa, jedna z niewielu postaci, które nie zaliczają się do grona pracowników ABW. Ewa to zwyczajna kobieta, której życie zwaliło się całe na głowę, która w wyniku jednej nietrafionej (ale czy mogła odmówić?) decyzji, teraz każdego dnia toczy walkę o dobrostan swoich dzieci i zachowanie resztek swojej godności. Z jednej strony jej poświęcenie jest ogromne, z drugiej jednak czy na pewno potrzebne? To postać budząca kontrastowe emocje, kreacja niejednoznaczna, a dzięki temu bardzo ludzka, która szybko staje się dla czytelnika kimś, kogo decyzje w jakiś sposób poruszają. Pozostałe postacie przez sporą część powieści wydają się mniej wyraziste, mimo to z czasem zyskujemy o nich więcej informacji, poznajemy ich nie jako funkcjonariuszy ABW, a jako mężów, żony, przyjaciół, rodziców. Bardzo mi się takie spojrzenie na postacie szpiegów podoba, to odziera ich z tej łatki super agentów, ukazuje jako zwyczajnych, borykających się ze zwyczajnymi problemami ludzi.
"(…) deklaracje warte są tyle, ile zawartość portfela."
Bo tych problemów jest tutaj sporo, a autorka szczególnie dwa ukazuje bardzo dosadnie: to temat dzieci przewlekle chorych, których schorzenia są tak rzadkie, że w żaden sposób nie są dofinansowane. To wątek boleśnie prawdziwy, w którym pada dużo istotnych pytań o potencjalne obowiązki państwa i służby zdrowia. Drugim poważnym i szeroko oddanym zagadnieniem jest problem chorobliwej otyłości - jedna z bohaterek przybrała rozmiary nie mieszczące się w drzwiach, a autorka jej przypadłość oddała z wyczuciem i zrozumieniem. Bardzo duże wrażenie pod kątem psychologicznym zrobił na mnie ten wątek!
"(…) od osądzania są sądy, a od pomagania — ludzie."
Kryminalną bazą powieści jest prawdziwa sprawa z czasów PRL-u, która tutaj staje się pretekstem do zagadki współczesnej. Początkowo historia wskakuje w subtelnie kryminalne tony, by za chwilę zwrócić się ku wewnętrznym zagrywkom wywiadowczym, jakie stosują wobec siebie pracownicy ABW. Korzystając ze swojej wiedzy, autorka charakter ich pracy oddaje bardzo realistycznie, ale to postać Ewy pomaga czytelnikowi w całej intrydze się nie pogubić. Autorka dobrze myli tropy i dobrze rozdziela narrację, przez co nawet, jeśli czytelnik w jakimś momencie poczuje się zagubiony, szybko dzięki Ewie zostaje zakotwiczony z powrotem. Podoba mi się też sposób, w jaki autorka bazuje na prawdziwej sprawie - dobrze wplata ją w tło, w odpowiednim momencie uzasadniając nią współczesne poczynania postaci.
"Praca w policji nauczyła go obojętności. Znieczulica gwarancją długoletniej służby."
Podsumowując, bez wątpliwości “Złoty spadochron” jest udanym debiutem powieściowym Katarzyny Gołdy, która dzięki własnemu doświadczeniu zawodowemu mogła zmierzyć się z gatunkiem niełatwym. W jej wydaniu thriller szpiegowski ma bardzo ludzkie oblicze, w którym liczą się nie tylko tajne operacje i wewnętrzne gierki wywiadu, ale też po prostu człowiek ze swoimi wadami i zaletami, problemami i zwyczajnym pechem. To powieść, w której jest miejsce na rodzinę, na relacje, które wychodzą poza te zawodowe, a które nieraz są tak poplątane, że sam człowiek gubi się w tym, co chce osiągnąć. Katarzyna Gołda dobrze rozumie psychologiczne zagadnienia, motywacje człowieka, które świetnie przeplata w fikcyjnej opowieści bazującej na dawnej aferze prawdziwej. Dobry pomysł, przemyślane wykonanie, w którym może i detale wymagają jeszcze niewielkiego dopracowania, ale całość i tak robi duże wrażenie. To naprawdę wysoki poziom!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 06, 2026

"Prostytutka" Maciej Klimarczyk

"Prostytutka" Maciej Klimarczyk

Autor: Maciej Klimarczyk
Tytuł: Prostytutka
Data premiery: 18.02.2026
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 296
Gatunek: powieść kryminalna
 
“Prostytutka” jest trzecią powieścią kryminalną wydaną na przestrzeni pięciu lat autorstwa Macieja Klimarczyka, na co dzień psychiatry, psychoterapeuty i seksuologa, który prowadzi swoją praktykę w Bydgoszczy i Mogilnie. Jeszcze przed pojawieniem się na rynku książki był postacią medialnie rozpoznawalną - nieraz występował (i nadal to robi) w telewizji i internecie jako ekspert, brał też udział w programach rozrywkowych, do których zaprowadziła go jego pasja do muzyki - sam hobbystycznie gra na fortepianie. Wśród jego talentów nie brakuje również zacięcia pisarskiego, które po raz pierwszy zaprezentował czytelnikom w roku 2021 w debiucie pt. “Śpiewaczka” (recenzja - klik!). Trzy lata później ukazała się “Prokuratorka”, kolejne dwa “Prostytutka”, a choć nie mówi się o tym książkach jako o serii, to jednak w pewien sposób są ze sobą powiązane - samym miejscem akcji, Bydgoszczą, ale też przewijającymi się w tle bohaterami np. w “Prostytutce” śledztwo prowadzi prokuratorka Alicja Zakliczyńska, która w “Prokuratorce” była jedną z prowadzących postaci.
 
Bydgoszcz, początek listopada. Dzień Doroty Dreckiej, psychiatry pracującej w przychodni swojego ojca, toczy się jak każdy inny - sesje, pacjenci, ich problemy. Jednak ta rutyna zostaje przerwana telefonem. Dzwoni jakaś kobieta, starsza pani, która wygraża się Dorocie - mówi, że jej syn odebrał sobie życie przez nią, przez jej terapię i leki. Lekarka jest w szoku - Patryk, ten wychodzący na prostą młody człowiek, odebrał sobie życie? Nie miał przecież myśli samobójczych, wszystko szło ku dobremu… Prawda? Z takimi wątpliwościami nie poradzi sobie sama, dzieli się więc nimi ze swoim ojcem, który jak zawsze ją zbywa umniejszając jej wiedzy, oraz z przyjaciółką, prokuratorką Alicją Zakliczyńską równocześnie prosząc ją, by tej sprawie się przyjrzała. Jest prawie pewna, że to nie mogło być samobójstwo. Zatem trzeba szukać winnego?
 
Książka rozpisana jest na 43 krótkie rozdziały i jednostronicowy epilog. Rozdziały bywają dzielone na krótsze fragmenty, przewijają się w nich też wiadomości internetowe, smsy, jakimi wymienia się Patryk z klientami. Akcja powieści prowadzona jest w dwóch liniach czasowych: współcześnie, po śmierci chłopaka z perspektywy Doroty i Alicji, oraz w przeszłości z perspektywy Patryka, przeszłości, którą poznajemy na kilka miesięcy przed jego śmiercią. Narracja we wszystkich trzech perspektywach prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora, który równie sprawnie oddaje myśli postaci, co same wydarzenia. Styl jest dopracowany, nawet, kiedy autor ucieka się do stylizacji rozmów, jakie wymieniają z Patrykiem klienci, nie jest w tym zbędnie wulgarny - tu język jest środkiem wyrazu emocji, nie celem samym w sobie, by czytelnika szokować. Jasne, nie brakuje tu przekleństw czy innych dosadnych słów, opisów, ale mają one na celu tylko dokładne oddanie realiów życia chłopaka, nie są używane bezpodstawnie, a z dużym wyczuciem (również w scenach zbliżeń). Dialogi wypadają naturalnie, a nawet, gdy sytuacja i relacja na to pozwala, pojawia się w nich subtelny humor. Pod kątem stylistycznym powieść przygotowana jest solidnie.
"Nie zmieni pan świata ani postrzegania ludzi. A pana reakcja na moje pytanie świadczy o tym, że to pan ma problem z postrzeganiem siebie i tego, co robi."
Nie inaczej jest z warstwą psychologiczną - nie może być inaczej, gdy autorem powieści jest psychiatra. Najważniejszą postacią jest Patryk, 23-letni mężczyzna, którego koniec znamy - to on skończył martwy na osiedlowym chodniku. Co jednak do tego doprowadziło? Kim był, jakie życie prowadził? Najlepiej oddają to retrospekcje, dzięki którym możemy doskonale poznać jego charakter, dostrzec problemy, z jakimi się mierzył, zajrzeć za kotarę jego życia. Kreacja, jaką Klimarczyk oddaje, jest perfekcyjnie dopracowana – młodziutki, śliczny chłopak, który swoje uzależnienie od seksu przeistoczył w biznes. Pozornie roztrzepany, impulsywny, może nawet i beztroski, powoli odsłania przed czytelnikiem drugie dno, powody, dla których jest, jaki jest. Zaglądamy głębiej, szukamy początku, szukamy emocji i potrzeb, które nie miały szansy zostać spełnione w normalny sposób, a teraz się powykrzywiały, wykoleiły. Na którym etapie można było mu pomóc? Na którym etapie życia miał jeszcze szansę na powrót do społeczeństwa? Tak naprawdę w każdym, jednak jego życie potoczyło się inaczej. A teraz zdaje się wyrzucać to sobie tylko jego psychiatra… ale czy na pewno tylko ona?
"Nigdy nie próbowała nikogo powstrzymywać przed realizacją żadnych, nawet najgłupszych pomysłów. Była lekarką, nie policjantką. Tak ją nauczono. Teraz to podejście wydało jej się niewłaściwe, nieodpowiedzialne. Teraz. A wtedy?"
Bez wątpliwości to Patryk jest postacią najważniejszą, ale pozostali są dopracowani równie dobrze. Sporo uwagi przyciąga psychiatra, Dorota Drecka, która w wyniku śmierci chłopaka staje przed dylematem, zaczyna walczyć z wątpliwościami - była przecież przekonana, że dobrze jego terapię prowadziła, ale co, jeśli to były tylko wrażenia? Czy może jednak przegapiła jakiś sygnał, znak, że chłopak może targnąć się na swoje życie? To dylematy, z jakimi muszą radzić sobie ludzie w tym zawodzie, ale jednak można też potraktować je bardziej ogólnie - bo czy nie każda tragedia wywołuje w ludziach empatycznych będących jej blisko pytań: czy można było zrobić coś, by temu zapobiec?
"(…) co to znaczy, że ktoś jest najlepszym lekarzem? Czym to zmierzyć? Liczbą wyleczeń? Właściwych diagnoz? Miłą aparycją? Sympatią pacjentów? Wielkością dochodu? Odsetkiem zgonów? Każdy lekarz ma swój prywatny cmentarz, wiedzą o tym wszyscy w tym fachu (…)."
Mimo głębi psychologicznej, w warstwie fabularnej autor się nie patyczkuje – opisuje najgorsze ludzkie zachowania, upodlenia, odbieranie godności. A choć są to tematy szokujące, to jednak opisuje je z dużym wyczuciem, nie czerpie z nich przyjemności, a w akcji umieszcza, by oddać zawiłość i podłość świata, w którym znalazł się Patryk. Autor nie przekracza tej cienkiej granicy, kiedy z mroku ludzkiej duszy robi się po prostu rozrywkę.
"Kiedyś na jakiejś imprezie ktoś z branży powiedział mu, że eskort musi być trochę jak kelner — wycofany, ale stanowczy. Jeśli klient przekracza granice, trzeba natychmiast reagować, inaczej prawie zawsze kończy się to źle. Gwiazdą można być tylko wtedy, gdy się idzie w show-biznes."
Ale nie da się ukryć, że przez postać Patryka zabiera nas w środowisko niewygodne - to ludzie, całkiem bogaci, którzy z jakichś powodów płacą za seks, zastępują potrzebę bliskości jej atrapą. Ale nawet atrapa, jeśli spojrzeć na nią pod właściwym kątem, da poczucie realności, a to prowadzi do skomplikowania pozornie bardzo prostych relacji - ktoś płaci, ktoś wykonuje usługę. Proste tylko w teorii, bo kiedy produkt wiąże się z bliskością drugiego człowieka, nawet tylko tą cielesną, uczucia zaczynają przejmować kontrolę. I to niezależnie od ich nacechowania - nie tylko miłość, ale również złość, odraza, wstyd. To emocje skomplikowane, z jakimi trudno poradzić sobie z nimi dorosłej osobie, a Patryka nie do końca można tak traktować - to ciągle niedojrzały nastolatek, który postrzeganie świata zmienia co kilka chwil. Jak więc on, osoba w żaden sposób nieprzygotowana do znoszenia takiego natężenia emocji, może sobie z nimi radzić tak, by prowadzić życie stabilnie? Choć stara się, wydaje się od początku skazany na niepowodzenie, co nie znaczy, że czytelnik podczas lektury nie trzyma kciuków za jego powodzenie - choć przecież od początku wiemy, że te historia nie skończy się dobrze.
"Monetyzował potrzeby — swoje i innych."
Mimo bogatego tła psychologicznego, obyczajowego, tym, co historię scala, jest wątek kryminalny, śledztwo w sprawie śmierci Patryka. W przeszłości szukamy motywów, w teraźniejszości sprawców, a choć nie jest to klasyczny kryminał, w którym czytelnik może postawić na dedukcję, to mimo wszystko jest satysfakcjonujący - autor ze spokojem odkrywa przed nami jedną kartę po drugiej powoli budując domek, który runie w momencie śmierci Patryka, a teraz śledczy muszą go odbudować bez danych, które dzięki retrospekcjom dostaje czytelnik. Intryga poprowadzona jest sprawnie, z dbałością o realizm w detalach, a kolejne etapy śledztwa przynoszą nie tylko specjalistyczną wiedzę, ale i pytania. I smutek, żal spowodowany ilością zniszczonych żyć, coś na kształt efektu motyla.
 
Podsumowując, Maciej Klimarczyk w “Prostytutce” zabiera czytelnika w mroczny świat ludzkich namiętności, potrzeb, które pogrzebane głęboko, wypełnione zostają nie tym, czego potrzeba naprawdę, a substytutami. We współczesnej codzienności przecież tak łatwo się pomylić, dać się oszukać złudzeniu bez dostrzegania tego, jak jest naprawdę. Kto może pomóc? Leki, psychiatra? Ale czy potrzeba zmiany, pomocy, nie musi wyjść od człowieka tej pomocy potrzebującego? Historia Patryka, jaką prezentuje w tej powieści autor, porusza, a zarazem wymyka się jednoznacznej ocenie - bo choć na pierwszy rzut oka Patryk to piękny lekkoduch, to pod spodem jest to człowiek niesamowicie mocno w życiu, emocjach i potrzebach pogubiony. Intryga kryminalna, w którą zostaje uwikłany, jest zaskakująca, jest smutna, jest nieprzewidywalna i gorzka, ale dla tej powieści odpowiednia - tak jak cała jej warstwa psychologiczna, nie zostawia czytelnika z łatwymi odpowiedziami.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 13, 2026

"Wyspa" Jędrzej Pasierski

"Wyspa" Jędrzej Pasierski

Autor: Jędrzej Pasierski
Tytuł: Wyspa
Cykl: Szczepan Turski, tom 2
Data premiery 28.01.2026
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 344
Gatunek: powieść kryminalna
 
Jędrzej Pasierski swoją karierę literacką rozpoczął kilka miesięcy przed powstaniem tego bloga, a jego debiut pt. “Dom bez klamek” był jedną z pierwszych powieści, które tutaj zrecenzowałam. Jego karierę śledziłam uważnie towarzysząc głównej bohaterce serii z Niną Warwiłow przez kilka pierwszym tomów (recenzje - klik!), z których tom drugi otrzymał Nagrodę Wielkiego Kalibru. Wtedy też pojawiła się jak na razie jedyna osobna powieść tego autora pt. “W imię natury” (recenzja - klik!). Później jednak nasze drogi na kilka lat się rozeszły - w tym czasie seria z Niną rozrosła się na 8 tomów, powstały też dwa tomy superprodukcji audio przygotowane dla Audioteki z psychologiem dziecięcym Szczepanem Turskim. Te historie doczekały się również wydania w papierze, pierwsza z nich to “Wodnik” wydany w 2023 jeszcze pod szyldem Wydawnictwa Czarnego, pierwszego z jakim Jędrzej Pasierski współpracował, druga to “Wyspa”, która ukazała się już pod opieką Wydawnictwa Literackiego, podobnie jak zeszłoroczny pierwszy tom nowej serii pt. “Bogowie małego morza” (recenzja- klik!) - i ten zeszłoroczny tytuł był dla mnie ponownym spotkaniem z piórem autora po kilkuletniej przerwie.
 
Historia “Wyspy” toczy się w grudniu 2022 roku, we Wrocławiu. Jest wieczór, kurier rozwożący przesyłki na Wielkiej Wyspie myśli już tylko o powrocie do domu, o hot-dogu, który kupi sobie po drodze. A jednak dzieje się coś, co odciąga od tych marzeń jego uwagę - w jednym z domów, do których ma dostarczyć paczki, jest wybita szybka w drzwiach, a same drzwi są uchylone. Zaraz orientuje się dlaczego - w salonie na podłodze leży zadźgana kobieta. Ale chyba nie jest sama? Po domu kręci się sprawca, czy może ktoś, kto potrzebuje pomocy? Idzie to sprawdzić - na piętrze w swoim pokoju ze słuchawkami na uszach siedzi nastolatek, gra w grę. Czy naprawdę robił to przez cały czas, gdy na dole jego matka była mordowana? To pierwsze pytanie, jakie zadaje sobie nadkomisarz Rafał Horecki zajmujący się tą sprawą. Może w uzyskaniu odpowiedzi pomoże mu jego przyjaciel, były psycholog dziecięcy Szczepan Turski, który przecież mieszka zaledwie kilka domów od miejsca, w którym doszło do zbrodni?
 
Książka rozpisana jest na 46 kilkustronicowych rozdziałów, które okazyjnie bywają dzielone jeszcze na mniejsze fragmenty. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Szczepana Turskiego oraz w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Rafała Horeckiego i Pauliny Gontarskiej (sąsiadki ofiary) przez narratora mającego dostęp nie tylko do zdarzeń, ale i emocji i myśli tych postaci. Akcja prowadzona jest spokojnie, w skupieniu na gestach i refleksjach, dość często powtarzając niewielkie fakty i informacje, które są już czytelnikowi znane (w kilku przypadkach powtarzane są w sprzeczności do tego, co wcześniej). Styl powieści jest specyficzny, ma inny rytm niż większość literatury. Jest sporo krótkich zdań, a dialogi prowadzone są tak, że nieraz miałam wrażenie, że w czasie powieściowych rozmów czas płynie szybciej niż w rzeczywistości - ot, padły cztery zdania, a już upłynęło dwadzieścia minut. Autor używa języka subtelnie literackiego, jednak niektóre sformułowania wypadają dziwnie, ułożone są w innym szyku zdania niż ten, który powszechnie uważa się za poprawny, co mnie samej zakłócało płynność lektury (np. “Przerażające było, gdy zobaczyłem, że gra.”, “Zamknęła gaz”). Zresztą bywały też i dialogi, nad którymi się zatrzymywałam, analizując co mi w nich nie pasuje - po prostu nie wypadały naturalnie (np. str 305). Autor nie stosuje wulgaryzmów, za to bardzo konsekwentnie korzysta z feminatywów.
“Podał mi kolejną wizytówkę.(...)
- Kojarzysz? - zapytał.
- Tak, Robercie. - Wróciłem do wołacza z przyczyn nieznanych nawet Jungowi. Odwoływałem się zaś tylko do wizytówki.”
Cała opowieść oparta jest o cztery rodziny: rodzinę ofiary, czyli Marczyńskich, Gontarskich, Turskich i Horeckich. Każda z nich boryka się z problemami wynikającymi z upływu czasu, z nabywania różnych doświadczeń, popełniania błędów, za które płaci się do teraz. Czy to właśnie w wyniku takiego błędu swoje życie straciła Róża Marczyńska? I to te relacje, te zniszczone życia, których nawet nie chce się już odbudowywać, są osią powieści, tym, co faktycznie tutaj ważne - bo choć zbrodnia jest punktem zapalnym, czymś, co wywołuje reakcję, to właśnie jej konsekwencje, te czyny dokonane po niej są tym, co faktycznie zaprząta w powieści uwagę. Każda z postaci, której perspektywę obserwujemy, przechodzi pewną przemianę, nie tylko zastanawia się, co z jej życiem jest nie tak, ale pod wpływem zdarzeń w jakiś sposób rusza do przodu.
“(...) zawsze stałem po stronie dzieci, to było dla mnie najważniejsze. Wobec jednego dziecka już kiedyś zawiniłem. I ten raz wystarczy.”
Zapalnikiem jednak jest zbrodnia. Zbrodnia, w sprawie której śledztwo prowadzone jest przez całą powieść dwutorowo - przez nadkomisarza oficjalnym torem i przez Szczepana, który na prośbę nadinspektora się w to angażuje, choć chyba nie robi tego, jak jego przyjaciel by sobie życzył. Punkty zaczepienia śledztwa są dwa: temat nad wyraz rozwiniętego pod kątem wiedzy i inteligencji Kostka, nastoletniego syna zamordowanej oraz nie do końca wyjaśniona sprawa z przeszłości - i to wokół nich kręci się cała intryga kryminalna, która, mimo że nie jest nadmiernie rozbudowana, to finalnie zaskakuje. Muszę przyznać, że rozwiązanie jest sprytnie przeprowadzone, sprawca nie wyskakuje jak królik z kapelusza, a równocześnie niełatwo na nie wpaść.
“Zawładnął mną niezrozumiały instynkt, silniejszy od woli. Może fakt, że ktoś ucieka, daje mózgowi wrażenie, że trzeba go gonić?”
Bardzo ważną rolę w powieści pełni też samo miejsce akcji. Wrocław, a już w szczególności jego wyspy, oddane są z dużą dokładnością i uwagą - podejrzewam, że książkę da się traktować jako mapę i przewodnik po ciekawostkach miejsca, w których dużą wagę przywiązuje się do przeszłości. Dodatkowo zbrodnia zamknięta na Wielkiej Wyspie jest sprytnym posunięciem - teoretycznie znajdujemy się w dużym mieście, w praktyce zwyczaje panują tam bardzo małomiasteczkowe.
“Jeśli w czymkolwiek okazałem się dobry w swoim marnym życiu, to w tym. Uważnym słuchaniu.”
Muszę jednak przyznać, że nie dałam rady się w tę historię zaangażować i cały czas szukam, jaki był tego powód. Na pewno częściowo odpowiedzialny jest za to sam styl powieści, gdyż czasami mocniej zastanawiałam się nad składnią zdań niż nad tym, co faktycznie mają przekazać. Co zaskakujące, mimo mocnego skupienia na problemach osobistych postaci, na ich codzienności, nie wczułam się też w ich psychologię, mam wrażenie, że cały czas stałam tylko obok nich, obserwując to, co chcą pokazać, a nie to, co dzieje się z nimi naprawdę. Tym razem więc skupienie na wątkach obyczajowych zamiast kryminalnych, nie okazało się korzystne dla finalnego efektu.  
“Westchnąłem - może zbyt głośno - na myśl o tych wszystkich destrukcyjnych procesach przechodzących z pokolenia na pokolenie. Jak choroby genetyczne. Jak coś, przed czym nie ma ucieczki, jak predestynacja.”
Podsumowując, “Wyspa” to powieść oparta na kanwie kryminału, w której sama zbrodnia staje się bazą do refleksji na temat relacji w dorosłym życiu, na temat zależności, jakich uczymy się jeszcze jako dzieci, a które dalej przenosimy nieświadomie na kolejne pokolenia. Powieść mocno osadzona w miejscu, które nie tylko jest bogatym nośnikiem własnej historii, ale też dzięki bliskości rzeki, dzięki wyspom, wprowadza małomiasteczkowy klimat zamkniętej społeczności. Powieść prowadzona rytmem, który się polubi lub nie - a ja bardzo żałuję, że tym razem znalazłam się w tej drugiej grupie, bo choć dostrzegam teoretycznie pozytywne punkty powieści, to po prostu nie poczułam niczego w warstwie emocjonalnej.
 
Moja ocena: 6/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 30, 2025

"Zmora. Czarna toń" Robert Małecki

"Zmora. Czarna toń" Robert Małecki

Autor: Robert Małecki
Tytuł: Zmora. Czarna toń
Cykl: Kama Kosowska, tom 2
Data premiery: 15.10.2025
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 416
Gatunek: powieść kryminalna / thriller kryminalny
 
Robert Małecki swoją karierę literacką rozpoczynał od serii kryminalnych - w 2016 debiutował pierwszym tomem trylogii kryminałów sensacyjnych z Markiem Benerem (recenzje – klik!), w 2018 rozpoczął cykl z komisarzem Grossem (recenzja – klik!). Ale musiały minąć jeszcze dwa kolejne lata, zanim przyszła pora na powieści oddzielnie - w przeciągu trzech lat ukazały się takie cztery tytuły, w tym “Zmora”, określona jako thriller kryminalny z Kamą Kosowską. Teraz cztery tytuły w kategorii osobnych powieści pozostają, mimo że autor w 2025 na koncie ma dwie kolejne nowości – a to dlatego, że „Rumor” (recenzja – klik!) jest powieścią osobną, ale „Zmora” z 2021 wskakuje do kategorii serii! “Zmora. Czarna toń” to jej tom drugi, który stanowi oddzielną zagadkę kryminalną, a więc można ją czytać od pierwszego niezależnie. Jest to już siedemnasta powieść tego autora.
 
Sylwester, Toruń. Kama Kosowska szykuje się na bal - właśnie siedzi na fotelu fryzjerskim, gdy dzwoni do niej nieznany numer. To matka zaginionej przed sześcioma laty Moniki Matczak, młodej dziewczyny pracującej w toruńskim urzędzie, która w Nowy Rok rozpłynęła się jak kamfora. Kama dość obcesowo obchodzi się z kobietą, jednak później okazuje się, że ze sprawą związany jest jej przyjaciel, Michał Bąk, który wtedy z Moniką się spotykał. Te powiązanie sprawia, że Kama zmienia nastawienie, postanawia przyjrzeć się sprawie, a o wgląd w materiały zgromadzone przez policję prosi zaprzyjaźnionego Lesława Korcza. To z nim miała dzisiaj wieczorem się spotkać, jednak policjant odwołuje wspólne wyjście - dostał w nos od zatrzymanego, podejrzanego w sprawie zaginięcia Justyny Brzózki, którą właśnie teraz prowadzi. To świeże śledztwo, w którym jeszcze sporo jest do odkrycia. Czy to jednak nie dziwne, że obydwoje w tym samym czasie badają bardzo podobne sprawy?
 
Książka podzielona jest na nienumerowane, kilkustronicowe rozdziały naprzemiennie pisane z perspektywy Kamy i Korcza. Kama narrację prowadzi w osobie pierwszej czasu teraźniejszego, Korcz w trzeciej osobie czasu przeszłego, niemniej jednak we wnętrza obydwu postaci czytelnik ma swobodny dostęp. Styl powieści jest spokojny, uważny, skupiony na detalach otoczenia i rozmówcach - przyglądamy się bacznie wyglądowi zewnętrznemu, gestom, zachowaniom. Równocześnie zdania układają się bardzo naturalnie, czuć tę swobodę stylu, umiejętność dopasowania odpowiedniej formy wypowiedzi do rozmówcy, co bardzo wyraźne jest w dialogach - inaczej prowadzone są te pomiędzy policjantami na komendzie, inaczej rozmawia się ze świadkami, a inaczej, gdy Korcz kontaktuje się z Kamą. Język jest codzienny, bez wulgarności, z potocznymi wstawkami, które dodają powieści realizmu. Historia rozgrywa się na przestrzeni dwóch miesięcy, jednak główna oś fabularna zawiera się w pierwszych dniach stycznia i prowadzona jest względnie linearnie - autor i tutaj stosuje charakterystyczny dla niego zabieg budujący napięcie - rozdziały często kończy cliffhangerami, a czytelnik o tym, co wydarzyło się w kluczowym momencie, dowiaduje się już ze wspomnień postaci, w chwili, gdy robi czy zajmuje się już czymś innym. To jednak jedyne odstępstwo od linearności zdarzeń.
 
Mimo że to Kama jest narratorką pierwszoosobową, to mam wrażenie, że w tym tomie Korcz dominuje. Kreacja Kamy jest stała, Korcz z kolei pod wpływem zdarzeń zewnętrznych musi przewartościować swoje życie, spróbować pogodzić się z czymś, co stało się lata temu, jednak dopiero teraz do niego dotarło. To powieść, w której przeszłość przejmuje ster, w której mocno chwieje, a nawet zaciemnia teraźniejszość. Jak jednak nie dać się przeszłości przytłoczyć, kiedy to nagle trzeba podjąć decyzję, która miała być podjęta lata temu? Zagubienie Korcza jest oddane bardzo naturalnie, bardzo ludzko, a to sprawia, że staje się człowiekiem takim jak my - takim, który czasami nie potrafi oddzielić życia osobistego od zawodowego, mimo że naprawdę mocno mu na tym zależy. To postać, w której dawne rozczarowania, dawne blizny pod wpływem zewnętrznej sytuacji na nowo odżywają, bo czy ze zdradą można się tak naprawdę pogodzić? Na poziomie emocjonalnym, a może i tym podświadomym, bo choć logicznie jesteśmy sobie w stanie swoje emocje poukładać, to jednak ta zadra, której nie jesteśmy w stanie kontrolować, zostaje…
“(...) częściej myślał o przeszłości. Pochłaniała go niczym głębina.”
A Kama, mimo że w tym tomie jest psychologicznie stała, to i tak narażona jest na dylematy tego, co powinna robić czy mówić. Czy prawda, a może jednak próba nieranienia innych jest ważniejsza? I ona zdaje się wchodzić coraz mocniej w mroczną toń kłamstw związanych ze sprawą, sama daje się w kłamstwa wikłać, sama jest tworzy. I choć robi to w dobrej wierze, to jednak jasność sytuacji zostaje zaburzona…
“(...) kiedy toniesz w jeziorze kłamstw, prawda zawsze pozostaje na brzegu. I jest za późno, by ją poznać, bo czarna toń wciąga i zatrzymuje mnie na samym dnie, aż ostatnie pęcherzyki powietrza ulecą ku górze. Ostatni ślad życia.”
Sprawa kryminalna tego tomu prowadzona jest tempem bardzo spokojnym - zgodnym ze stylem narracji, jak i porą roku, w jakiej toczy się akcja. Można nawet określić ją jako senną, choć zasnąć przy niej trudno - w końcu rozmawiamy z kolejnymi świadkami, tropimy nieścisłości zeznań i dowodów. To historia, w której nie samo tempo jest ważne, a człowiek, który stoi w centrum. Przyglądamy się matce zaginionej, która teraz sama umiera, znajomym zaginionej i tego, jak została zapisana w ich pamięci. Cała intryga jest bardzo spójna i przemyślana, te detale, które tak bacznie obserwujemy, mają znaczenie, są w tej historii po coś. Co ciekawe, po raz kolejny u Małeckiego przy finale lektury nie czułam się zaskoczona - nie dlatego, że spodziewałam się takiego rozwiązania, a dlatego, że to się po prostu wszystko układa z tak spójną, bardzo równą i pasującą do siebie, naturalną całość. Cała intryga jest bardzo bliska realności, doskonale naśladuje życie prawdziwe - stąd też u mnie pod koniec uczucie smutku, nie zaskoczenia. Tak historie kryminalne tworzy tylko Małecki.
 
Intryga i sposób opowieści mocno związane są z samym miejscem akcji - to Toruń, ale przede wszystkim okoliczne Kamionki, mała wioska z jeziorem, gdzie mieszka zaledwie kilka osób. Jest zima, więc zaledwie przez parę godzin jest jasno, krajobraz pozbawiony jest zieleni, a choć temperatur minusowych nie ma, to jednak czuć wokół ten chłód ogarniający nie tylko ciała, ale i umysły. Bo poza głównymi postaciami, te drugoplanowe spotykamy różne, ale niewiele z nich tak naprawdę przejmuje się losem drugiego człowieka…
“Szkoda, że nie mam czasu na marzenia.”
Robert Małecki po raz kolejny z powieści kryminalnej tworzy opowieść o człowieku, o jego skazach, wadach i zagubieniu, jakie nieraz każdy z nas w życiu czuje. Tu zagadka kryminalna, choć jest tym, co spaja opowieść w całość, nie wydaje się najważniejsza, jest raczej pretekstem do sprawdzenia, jak radzimy sobie w sytuacjach kryzysowych, czy jesteśmy gotowi zachować się tak, by niczego później nie żałować. Spokojna, bardzo klimatyczna, chłodna atmosfera doskonale współgra z fabuła powieści, a swobodny styl i bardzo ludzkie kreacje postaci sprawiają, że w dziwny sposób książka staje się czytelnikowi bliska. Coś dla tych, co lubią grzebać w zagadnieniach psychologicznych, przyglądać się ludzkim reakcjom i zachowaniom. Dla fanów spokojnych, nastrojowych kryminałów!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 22, 2025

"Ferment" Przemysław Żarski

"Ferment" Przemysław Żarski

Autor: Przemysław Żarski
Tytuł: Ferment
Cykl: Laura Halber, tom 1
Data premiery: 08.10.2025
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 360
Gatunek: powieść kryminalna
 
Przemysław Żarski od kilku lat obecny jest na polskiej literackiej scenie kryminalnej. Debiutował w roku 2018, sama usłyszałam o nim dwa lata później, gdy na rynku pojawiła się jego druga powieść pt. “Ślad” (recenzja – klik!) będąca równocześnie pierwszą częścią trylogii z komisarzem Kreftem (za tom drugi autor otrzymał Nagrodę Kryminalna Piła). Teraz na koncie ma już osiem tytułów, a “Ferment” jest swego rodzaju nowym początkiem - początkiem serii z policjantką Laurą Halber, jak i pierwszą książką autora wydaną w Wydawnictwem Literackim.
Aktualnie poza tworzeniem powieści Przemysław Żarski pracuje w biurze prasowym Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego, wcześniej był dziennikarzem, reporterem i specjalistą do spraw marketingu.
 
Rok 2024. Miłosz wraz z żoną i dwójką dzieci po latach życia za granicą Polski, wracają do kraju, do Sosnowca, ich rodzinnego miasta. Budują tam dom, zamierzają zacząć od nowa. A jednak przeszłość ich dopada, szybciej niż podejrzewali - i to nie w postaci starych, dawno zapomnianych znajomych czy rodziny Miłosza, która tu została i żyła swoim życiem. Przeszłość wraca w temacie, który ich stamtąd wygnał - zaginięcia, prawdopodobnego morderstwa brata Izy, za które ktoś został już dawno temu skazany, choć do teraz twierdzi, że niesłusznie… Śledztwo w sprawie znalezionych szczątków prowadzi młodsza siostra Miłosza, Laura, jednak zanim uda jej się zabrać porządnie za ten temat, już pojawia się kolejny - tym razem świeża sprawa, która ponownie wprowadza tragedię do ich świata. Dlaczego do niej doszło?
 
Książka rozpisana jest na nienumerowane, kilkustronicowe rozdziały, których wyznacznikiem jest czas - historia toczy się naprzemiennie w roku 2024 i w 1996/1997. W rozdziałach współczesnych narracja prowadzona jest trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Laury, jej brata i jej policyjnego partnera Adama Lindego, a rozdziałach z lat 90-tych w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego wypowiada się Miłosz. Wyjątkiem jest rozdział otwierający, z roku 1997, który w trzeciej osobie czasu przeszłego przedstawia wydarzenie dla postaci graniczne. Styl powieści jest uważny, skupiony na postaciach i ich emocjach, co oddają nie tylko same słowa, ale sposób ich użycia, długość zdań. Język dopasowany jest do czasów i postaci, jednak cały czas pozostaje elegancki, subtelnie literacki, chwilami liryczny. Czuć, że każde zdanie jest w tej powieści po coś, a język już sam w sobie ma znacznie.
 “Dla niej był w stanie podeptać każdą świętość i uwierzyć w każdą iluzję.”
Mimo tego, że powieść osadzona jest na kanwie kryminału, to jednak typowym kryminałem tak do końca nie jest. Oczywiście zagadka znajduje swoje miejsce w fabule, zresztą rozpisana jest na kilka niezwiązanych (choć może tylko pozornie) ze sobą wątków. A jednak są one wynikiem, finałem emocji i przeżyć, jakie dręczą uwikłane w historię postacie. Tym samym pierwszeństwo ważności oddane jest postaciom, człowiekowi, jego emocjom, decyzjom, które niezależnie od upływającego czasu, w końcu upomną się o swoje.
“Nie przypuszczałem, że jestem świadkiem historii. Tego nigdy nie widać wyraźnie z bliska.”
Dwie linie czasowe dają czytelnikowi dwa różne światy. Lata 90-te to czas buntu, czas młodych, którzy chcieliby już być dorośli, ale jeszcze nie wiedzą jak. Miłosz i jego przyjaciele w tym czasie mają po siedemnaście, osiemnaście lat, a ich głowy pełne są ideałów i sprzeciwu wobec szarej rzeczywistości. W końcu ich młodość to czas sprzed internetu, sprzed telefonów komórkowych, czasy, gdy wolne chwile spędzało się ze znajomymi włócząc się po okolicy, grając w zespołach i bawiąc się na koncertach, dając się porwać muzyce i pijaństwu. Klimat tych czasów oddany został doskonale, co dla czytelników pamiętających ten okres stanie się podróżą sentymentalną, a dla tych młodszych po prostu obrazem tego, jak faktycznie żyło się kiedyś.
“Nie pamiętała jego kumpli, była dzieckiem, gdy przesiadywali w jego pokoju, wyli pod oknami lub wystawali na klatce i jarali szlugi. Słuchali głośno muzyki, śmiali się i znikali na całe noce. Różniło ich zbyt wiele, by zdążyli nawiązać trwałą relację. Więzy krwi nie zastąpią czasu, który spędza się razem.”
Postać Miłosza i jego przyjaciół osadzona jest w subkulturze punków i choć przytaczanie kapel i piosenek z tego okresu to miły dodatek, to jednak tak naprawdę nie to jest tutaj ważne. Ważne jest poczucie należenia do czegoś większego, poczucie przynależności, które dla młodych ludzi niezależnie od czasów jest czymś naprawdę istotnym. Na tyle, że są w stanie uczestniczyć w bójkach, pakować się w kłopoty, by tej przynależności nie stracić. Czasy młodości to poczucie braku obowiązków i świata stojącego otworem, beztroski, która nie pozwala przejmować się konsekwencjami działań, ale to już te czasy, kiedy konsekwencje faktycznie mogą zaważyć na całym dalszym życiu. To ten najgłupszy, a może najtrudniejszy w życiu okres, kiedy chcąc nie chcąc ważne decyzje trzeba podjąć, a jednak przez brak doświadczenia nie jest się w stanie pojąć tego, jak bardzo faktycznie są ważne. Wydaje się, że autor ten kontrast uchwycił doskonale.
“(...) włączyłem walkmana z kasetą The Analogs. Zdawało się, że wokalista musiał być z nami wczoraj w klubie, bo śpiewał o ciężkich butach, chuligańskich wybrykach i wybitych zębach. A może całe pokolenie marnowało w ten sposób czas?”
Lata współczesne to życia dorosłe, to praca, to własna rodzina, dzieci, którymi trzeba się zajmować niezależnie od ich wieku. Zmiana perspektywy, która choć następuje, to jednak samemu jest sobie ją trudno uświadomić. Gdzieś tam w pędzie codzienności nie zauważa się coraz większego rozluźnienia więzów z czasów młodości, dojrzewania, które sprawia, że za jakiś czas na to, co robiliśmy kiedyś, spojrzymy całkiem inaczej. Perspektywa czasu jednak nie jest w stanie zmienić tego, co już się wydarzyło, co tylko kontrast młodości pogłębia.
“Nie zasługiwałem na nią. To smutne, że coś, co ma dla nas taką wartość, z czasem powszednieje. Zastanawiałem się, kiedy przestałem spoglądać na nią w ten sposób? A co, jeśli zauroczenie zaćmiewa nam oczy, zniekształca obraz, który znajduje się pod taflą złudzeń? Zmieniamy się jako ludzie, jednak wciąż tkwimy w związkach, które nie dojrzewają wraz z nami. Staramy się wbić w ciuchy, z których dawno wyrośliśmy, naiwnie wierząc, że leżą na nas jak ulał.”
Intryga, na której autor osadził całą opowieść, zawiązywana jest tempem spokojnym i przede wszystkim skupiona jest na czasach współczesnych, w których codzienność policjantów przedstawiona jest z dużą dozą realności - zajmują się kilkoma sprawami jednocześnie, każdy też ma swoje życie prywatne. Choć może Laura niewiele w swoim robi, to już Linde boryka się z konsekwencjami swojego rodzicielstwa.
Czasy lat 90-tych to przede wszystkim historia obyczajowa, która skończyła się źle - to żaden spoiler, wiemy to z rozdziału pierwszego. Szkopuł w tym, by odkryć jej powiązanie z przyszłością i skalę konsekwencji, jakie wtedy trzeba będzie ponieść.
“(...) oddalamy się od bliskich nie z powodu dzielącego nas dystansu, tylko zadawnionych krzywd i jątrzących się ran, które nie zdążyły przyschnąć. Obrastamy w skorupę z niedopowiedzeń i półprawd. Szlifujemy ją niczym drogocenny kamień.”
Miejsce akcji ma znaczenie przede wszystkim w latach 90-tych. Sosnowiec, Śląsk to przecież obszar, gdzie życie kręciło się wokół kopalni, gdzie praca była do pewnego czasu pewna, ale niebezpieczna. Może się wydawać, że autor przedstawiając te życie idzie w schematy, jednak nie posuwałabym się z tym stwierdzeniem tak daleko, gdyż tak naprawdę to nie schemat, a po prostu obraz przykładowej rodziny utrzymującej się za dniówki i nocki spędzone na pracy “głowy domu” w kopalni. Tak się po prostu kiedyś w tym miejscu żyło. Czasy współczesne tak naprawdę nie są już specjalnie do miejsca przywiązane, mogłyby się toczy w jakimkolwiek miejscu w Polsce.
“Nie obwiniaj innych o to, że przegrałeś życie.”
A postacie? Spoglądamy na nie ciekawie, bo tak naprawdę nie interesuje nas to, co na zewnątrz, a to co wewnątrz. Ich emocje, ich przeżycia, ich nadzieje i problemy to to, co pochłania, nie interesuje nas tak naprawdę gdzie byli, co robili, czy co jedli na kolacje. Choć takie detale momentami też się pojawiają, autor nie zaniedbuje różnych aspektów życia, dzięki czemu kreacje postaci wydają nam się ludźmi z krwi i kości.
“Od dziecka słyszał, że facet nie powinien okazywać emocji, bo to objaw słabości. Co za bzdura. Słabość to właśnie tłamszenie emocji, chowanie ich pod płaszczem kompleksów i szablonów albo ucieczka w nałogi i pudrowanie rzeczywistości. Zrozumiał to zbyt późno.”
“Ferment” to historia bardzo ludzka, która obrazuje życie człowieka w dwóch etapach - młodości, kiedy wydaje się, że człowiek może wszystko, i dorosłości, kiedy już młodzieńcze ideały zdają się przytarte przez stałą codzienność. Ferment, jaki czuło się w sobie w młodości, jednak nadal gdzieś w człowieku w środku pozostaje, czasami też przybiera fizyczne kształty konsekwencji, z jakimi prędzej czy później trzeba się zmierzyć. Warto też pamiętać, że książka to początek nowej serii, więc pewne szczegóły niektórych kreacji czy finalne zaskoczenia, będą miały swoją kontynuację w przyszłości, choć zagadka kryminalna tego tomu zostaje rozwiązana. “Ferment” to kryminał dla czytelników, którzy nie potrzebują szybkiej akcji czy ciągłych twistów, by przy książce się dobrze bawić - wystarczy im zwyczajny człowiek i skomplikowanie psychologiczne, jakie sobą niesie.
“Zagraliśmy nasz pierwszy kawałek. Ferment. To od niego wzięła się nazwa kapeli. Czułem, że to słowo najlepiej oddaje, co działo się w naszej muzyce i życiu. Niekończącą się plątaninę chaosu, beznadziei i złudzeń.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 22, 2025

"Mordercza pani Shim" Jiyoung Kang

"Mordercza pani Shim" Jiyoung Kang

Autorka: Jiyoung Kang
Tytuł: Mordercza pani Shim
Tłumaczenie: Klaudia Szary
Data premiery:10.09.2025
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 360
Gatunek: powieść kryminalna
 
Od dobrych kilku lat na polskim rynku książki coraz wyraźniej zaznacza się literatura azjatycka, a to otwiera przed polskim czytelnikiem nowe horyzonty, podsuwa nowe kultury i daje możliwość zbadania innego podejścia do gatunku powieści kryminalnych. I właśnie do istniejącego już zbioru dołączył kolejny ciekawy tytuł: “Mordercza pani Shim” koreańskiej autorki Jiyoung Kang. Na jej rynku rodzimym ma wysoką pozycję, jej powieści doczekały się wielu ekranizacji, które nawet polski odbiorca może zobaczyć - na Disney+ dostępny jest serial A shop for killers powstały na podstawie jej książki. Jednak to właśnie “Mordercza pani Shim” ruszyła w świat - została przetłumaczona na dwadzieścia języków, a w samej Korei sprzedała się w nakładzie ponad 200 tysięcy egzemplarzy. Co ciekawe, autorka zdecydowała się na jej wydanie dopiero teraz, dokładnie w 2022 roku, choć napisała ją dużo wcześniej - to była jej powieść przełomowa, a duch głównej bohaterki od tego momentu stale podbudowywał jej pewność siebie w momentach zwątpienia.
 
Historia pani Shim rozpoczyna się w chwili, gdy dociera do niej informacja, iż jej aktualna pracodawczyni, właścicielka masarni, trafiła za kratki za uprawianie hazardu. Pani Shim nie zamierza jednak rozpaczać, nie stać jej na to - sama ma już 51 lat i dwójkę dzieci na trzymaniu: syna, który powinien iść teraz na studia i córkę w ostatniej klasie gimnazjum, których utrzymanie od kilka lat, od kiedy jej mąż zmarł, jest tylko na jej głowie. Dlatego też od razu rozgląda się za nową pracą - kierując się względem zarobkowym dzwoni do agencji detektywistycznej Smile. Tam, gdy tylko zdradza, że od lat w pracy zawodowej posługuje się nożem, do razu dostaje zatrudnienie. Ale czy powinna je przyjąć? Po poznaniu kwoty wynagrodzenia i zapewnieniach pracodawcy, że w tematach ostatecznych biorą się tylko za tych, którzy naprawdę na to zasługują, postanawia usunąć swoją moralność w cień i przyjąć propozycję pracy. Czy teraz w końcu jej rodzinie będzie żyło się lepiej?
“Nie ma złych ludzi, są jedynie złe uczynki. W to przynajmniej chciałam wierzyć.”
Książka rozpisana jest na nienumerowane rozdziały różnej długości podzielone są według postaci, które w danym momencie wcielają się w narrację. Przeważa w nich pani Shim, to ona jest w centrum tej historii, choć jej przewaga nie jest znacząca. Narracja pisana jest w pierwszej osobie czasu przeszłego, język dopasowany jest nieznacznie do każdego z narratorów. Sama budowa powieści jest ciekawa - zaczynamy fragmentem akcji (ale prowadzonej w przyjemnym, spokojnym tempie), w którym pani Shim dostaje pracę i wykonuje pierwsze zlecenie. Później powieść przekształca się w coś na zasadzie zbioru opowiadań - każdy rozdział to inny człowiek z otoczenia pani Shim, który opowiada swoją historię tylko nieznacznie połączoną z główną bohaterką. Pod koniec wracamy do akcji, którą poznajemy z kilku perspektyw, a zatem nie toczy się ona w pełni linearnie - jedna osoba opisuje swój punkt widzenia, by zaraz kolejna zrobiła to samo, a czytelnik w ten sposób może poznać podejście do sprawy każdego z zainteresowanych.
Rozpatrując historię pod kątem stylu, jest on raczej opisowy, dialogów w porównaniu do snujących swoją opowieść postaci, nie ma za wiele, choć kiedy już się pojawiają, budowane są przyjemnie. Książkę czyta się dobrze, polski czytelnik pewnie będzie potrzebował chwili, by przywyknąć do obco brzmiących imion i nazwisk, jak i nazw potraw, które w powieści odgrywają ważną rolę. Wszystkie niezrozumiałe słowa tłumaczone są w słowniczku zamykającym książkę.
“Śmiałam się, kiedy popełniałam błędy, kiedy zacięłam się w rękę, nawet kiedy przyszło mi samodzielnie rozebrać mięso sześćsetkilowej krowy. Chyba całe życie śmiałam się w tych chwilach, w których inni by płakali.”
Historia kryminalna jest dość prosta pod kątem samej akcji, choć pod kątem ilości wątków spinających się w jedną historię - rozbudowana. I właśnie te pojedyncze wątki wydają się ważniejsze od samej akcji, która nabiera charakteru pretekstu do pogadania o różnych odcieniach rodziny. W warstwie dosłownej historia jest utrzymana w konwencji bajki dla dorosłych - przekoloryzowana, momentami dość daleka od realności, albo dzięki lekkiemu, podszytym humorem stylowi, w żadnych wypadku to nie przeszkadza.
“Jak moglibyśmy oczekiwać od pani popełnienia samobójstwa, skoro nie płacimy za panią żadnych składek ubezpieczeniowych?”
Książka składa się z wielu różnych historii - klientów pani Shim, jej dzieci, współpracowników, a nawet osób pozornie z nią niezwiązanych. Większość z nich utrzymana jest we wspomnianej konwencji, jedna tylko zdaje się mocno osadzona w dość makabrycznej grotesce, co powstrzymuje mnie, by książkę określić jako cosy crime. Poprzez tę mnogość historii sama akcja traci na znaczeniu, a zyskują je ludzie, których życiom się przyglądamy. Są bogaci i biedni, są dzieci i dorośli, są osoby wymyślające sobie problemy i takie, które udają, że problemów nie ma. Szeroki obraz społeczeństwa i charakterów, które dla polskiego czytelnika momentami mogą wydawać się odległe, bo i sama kultura azjatycka w porównaniu do naszej taka jest i to zarówno pod kątem wagi szacunku do wieku czy popularności operacji plastycznych. Z największą przyjemnością za to odkrywałam po raz kolejny wagę posiłków, jaką cieszą się w kulturze azjatyckiej. Książka wypełniona jest wspólnym jedzeniem, gotowaniem czy kupowaniem przekąsek na mieście. Tam, gdzie ludzie, tam i jedzenie, a dla polskiego czytelnika, a zarazem miłośnika kulinariów odkrywanie kolejnych ciekawych dań będzie nie lada przygodą!
“Uznawałem, że pełny żołądek to jeden z warunków koniecznych do tego, by człowiek mógł być dobry. Duży odsetek przestępców stanowią osoby głodne, w których zło wykiełkowało na gruncie poczucia życiowej porażki.”
Oczywiście mimo różnic kulturowych, w powieści można znaleźć też spostrzeżenia uniwersalne. Przede wszystkim autorka zwraca uwagę na niewidzialność osób starszych w społeczeństwie, w tym przypadku kobiet. Pani Shim, która przecież licząc sobie 51 lat,jeszcze specjalnie stara nie jest, widziana jest przez innych jako staruszka. A przez to z łatwością jest lekceważona, niedostrzegalna. To w jej nowym zawodzie spory atut, nikt nie podejrzewa starszej pani o doskonale posługiwanie się nożem na miarę wytrawnego mordercy.
“Zakładałem, że bez względu na wiek morderczyni miałaby bystre spojrzenie oraz silne, zwinne ciało, tak jak Hancheol czy Park. Tyle że kiedy wyobrażałem sobie kobietę po pięćdziesiątce, w głowie miałem mają mamę: niską i drobną, z setkami małych, podobnych do sprężyn, loków. (...) Wyobraziłem sobie mamę zakasującą spódnicę w kwieciste motywy i wyciągającą spod niej dwa pistolety. Zaśmiałem się.”
Jednak nie tylko to jest nam bliskie. Bliskie są też relacje rodzinne, poświęcenie, do jakiego zdolne są matki, by ich dzieciom nie stała się krzywda, by żyło im się dobrze. Obserwując panią Shim, obserwujemy też jej dzieci, to jak one postrzegają matkę i ich własne życie, jak chcą uczestniczyć w nim wraz z nią. To miły obraz, choć brak otwartości w komunikacji i u nich powoduje trochę problemów…
“- Wydaje ci się, że cały świat należy do ciebie, bo się uczysz? Otóż nie. Kobietą staniesz się dopiero wtedy, jak wyjdziesz za mąż, a człowiekiem, kiedy urodzisz dziecko. Więc nie przewracaj mi tu oczami! - Chciałam jej przekazać, że najważniejsze jest jej szczęście, czemu więc z moich ust padły tak staromodnie brzmiące słowa? Naprawdę nie wiem. Czy skoro wyszłam za mąż i urodziłam dzieci, sama mogła uchodzić za osobę dorosłą, za człowieka? Nie byłam tego pewna.”
“Mordercza pani Shim” to trochę taka bajka dla dorosłych. Utrzymana w lekkiej, podszytej humorem i absurdem konwencji, opowiada o tym, co dla człowieka ważne. O rodzinie, o miłości spełnionej i niespełnionej, o potrzebie bliskości, świadomości, że jest ktoś obok z kim można cieszyć się wspólnym posiłkiem. O poświęceniu, na które jesteśmy w stanie się zdobyć, kiedy w grę wchodzi dobro tych, którzy mają dla nas znaczenie. Czy to wartościowanie życia? Pewnie tak, choć zawsze za takimi wyborami kryje się jakaś głębsza historia - i tutaj właśnie ją dostajemy.
“(...) aby być dobrym mordercą, trzeba pracować w pojedynkę oraz nauczyć się szykowania wielu scenariuszy na jedną sytuację.”
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 21, 2025

"Stowarzyszenie Miłośników Zagadek" Samuel Burr

"Stowarzyszenie Miłośników Zagadek" Samuel Burr

Autor: Samuel Burr
Tytuł: Stowarzyszenie Miłośników Zagadek
Tłumaczenie: Maria Jaszczurowska
Data premiery: 13.08.2025
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 424
Gatunek: powieść obyczajowa / cosy mistery
 
Samuel Burr to brytyjski producent telewizyjny, który w czasie pandemii zajął się pisaniem - były lekcje, było zwyczajne pisanie, co zaowocowało uroczym debiutem, powieścią “Stowarzyszenie Miłośników Zagadek”. Historia, która toczy się w otoczeniu osób starszych nie jest przypadkiem - już jako osiemnastoletni chłopak interesował się losem seniorów, przygotował o nich swój debiutancki reportaż, opowiadając o wiosce zamieszkiwanej przez emerytów.  Choć później zajął się różnymi produkcjami, to temat z nim pozostał, a sam zaczął też udzielać się charytatywnie - jest osobą, do której mogą dzwonić osoby starsze, kiedy po prostu potrzebują z kimś pogadać.
“Stowarzyszenie Miłośników Zagadek” na rynku anglojęzycznym okazało się w 2024 roku i zostało ciepło przyjęte przez czytelników. Doczekało się tłumaczeń na 18 języków, a już teraz zapowiedziana jest druga książka tego autora - na razie jednak nie wiadomo o niej nic więcej, jak to, że ukazać ma się na rynku anglojęzycznym w 2027 roku.
 
Rok 2016, Anglia, główna siedziba Stowarzyszenia Miłośników Zagadek. Wszyscy członkowie zebrali się w jednym miejscu dla uczczenia osoby dla nich najważniejszej, założycielki - Pippy Allsbrook, która zmarła w wieku 85 lat. Dla Claytona Stumpera, najmłodszego, bo dwudziestopięcioletniego członka stowarzyszenia, była jednak zdecydowanie kimś więcej - była mu matką, od kiedy znalazła go na schodach ich siedziby dwadzieścia pięć lat temu. Clay za jej życia nigdy nie dociekał skąd tak naprawdę pochodzi, jej śmierć jednak to zmieniła - czuje, że nadszedł moment, by poszukać swoich korzeni. Ale Pippa, jako dobra matka, i to przewidziała - przygotowała dla Claya grę pełną tajnych listów, tropów i zagadek, która nie tylko ma odpowiedzieć na pytanie skąd pochodzi, ale też dać mu siłę i odwagę na przyszłość, by nie bał się szukać w życiu tego, co go uszczęśliwi. Czy uda mu się sprostać wyzwaniu? By się tego dowiedzieć, najpierw musi pokonać pierwszy lęk i w podróż wyruszyć.
 
Książka podzielona jest na prolog i dwie części rozpisane na numerowe rozdziały - jest ich 54. Książkę otwiera spis członków stowarzyszenia, a każda część i każdy rozdział, którego akcja toczy się współcześnie otwiera łamigłówka. Naprzemiennie z rozdziałami współczesnymi, w których śledzimy losy Claya, dostajemy też historię sprzed lat - poczynając od roku 1979, od chwili, gdy Pippa wpadła na pomysł założenia Stowarzyszenia Miłośników Zagadek. Te rozdziały są podpisane - zawsze jej data i coś, co dzień bądź miejsce dodatkowo określa, a pisane są z perspektywy Pippy. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora mającego wgląd również w emocje postaci, z perspektywy której historię oddaje. Styl powieści jest bardzo przyjemny, kojący, spokojny, doskonale pasuje do niego angielskie określenie “cosy”. W polskim tłumaczeniu jednak znalazło się kilka potknięć korekty - tu ogonek zapomniany, tam powtórzone słowo dwa razy - nic bardzo męczącego, ale od czasu do czasu uważny czytelnik coś wyłapie. Ciekawie podeszła też do tekstu tłumaczka, bo podejrzewam, że to jej przypadło za zadanie przetłumaczenie też samych zagadek - większość z nich faktycznie została na polski zaadaptowana, więc podczas lektury warto mieć ołówek pod ręką, by samemu spróbować swoich sił w zagadkach - a niektóre stanowią spore wyzwanie!
“(...) w zagadkach nie musi chodzić jedynie o znajdowanie połączeń, równie ważne jest bowiem także ich tworzenie. Mam na myśli więzi między ludźmi. (...) sama koncepcja nie podlegała dyskusji: zagadki łączą ludzi.”
No właśnie, zagadki, które czytelnik podczas lektury może spróbować samodzielnie rozwiązać, ale wcale nie musi - w końcu są przeznaczone dla Claya, więc nawet bez udziału czytelnika muszą zostać rozwiązane - są tym, co wyróżnia książkę spośród wszystkich innych, a przynajmniej sama nigdy się z taką powieścią jeszcze nie spotkałam. To zagadki są bazą całej powieści, a traktowane są dwojako - jako faktyczne łamigłówki, które trzeba rozwiązać, ale też metaforycznie - bo czy życie, każde decyzja jaką podejmujemy, nie stanowi swoistego rodzaju zagadki?
“(...) wszędzie widział zagadki w tej czy innej postaci. (...) widział kobietę zaglądającą na tył furgonetki do przeprowadzek. Zastanawiała się, jak ścisnąć pudła na pace, by zmieścić w środku ostatnie przedmioty, trochę jak w grze Tetris. Łamigłówki były częścią życia każdego człowieka, nie tylko jego.”
Historia prowadzona jest przez dwóch bohaterów: współcześnie przez Claya i w przeszłości przez Pippę. Obydwoje to postacie uczące się, obydwoje przechodzą w czasie tej powieści przemianę. Claya poznajemy jako nieśmiałego młodego mężczyznę, który chyba został przyćmiony przez wielkie umysły, z którymi się wychowywał - dba o nich bardziej niż o siebie, tak naprawdę dla samego siebie nic wielkiego nie robi, nie ma nawet specjalnego planu na życie, nigdy nigdzie nie wyjeżdżał sam. Tę nieśmiałość, lęk przed nowym zagadka pozostawiona przez Pippę ma pomóc mu przełamać.
“Teraz poczuł, że powinien przekazać dalej dobro, które dotychczas otrzymał, i sprawić radość komuś, kto miał w życiu mniej szczęścia.”
Pippę z kolei poznajemy w chwili, gdy od Claya jest już dwa razy starsza, w roku 1979, a dokładnie w przełomowym momencie pierwszego spotkania stowarzyszenia. Jak na tamte czasy żyła nieco na bakier ze społecznymi oczekiwaniami, nigdy nie założyła rodziny, parała się “męskim” zawodem - układała krzyżówki, które zostały uznane za najciekawsze w kraju. Jej podejście do życia stawia na równość, nie zgadza się na traktowanie kobiet inaczej i jest w tym konsekwentna i uparta. To silna postać, liderka, pomysłodawczyni, która mimo niełatwego charakteru ma w sobie wiele miłości dla świata - o ile ten nie będzie z góry zakładał, że jako kobieta jest od kogoś gorsza.
“Oczywiście tak naprawdę wcale nie chodziło o ukrywanie się za pseudonimem (...), ale o to, że jakaś kobieta bez trudu funkcjonowała w świecie zdominowanym przez mężczyzn, a nawet doskonale w nim sobie radziła. Nie przyciągając uwagi do swojej płci, dawała sobie szansę, którą dostałaby, gdyby urodziła się z jednym chromosomem X zamiast dwóch. To był męski świat. A ona po prostu zawalczyła o równy start.”
Samo stowarzyszenie nie tylko dostarcza nam dobrych zagadek, ale daje obraz tego, czym może być rodzina - ta wybrana, niekoniecznie ta połączona więzami krwi. To tak naprawdę opowieść o przyjaźni, o potrzebie miłości i o tym, jak z wiekiem robimy się dla świata niewidzialni. W pędzie życia osoby starsze zostają coraz bardziej pomijane, zapomniane, samotne. Przeciwdziałać temu miało właśnie stowarzyszenie, przeciwdziałać temu stara się sam Clay, który mimo własnej nieśmiałości, zauważa tych, których nie widzą inni, nie boi się obcowania ze starością, co podobnych mu wiekiem ludzi wprowadza w dyskomfort.  
“ - A widziałeś tego starszego gościa, co tu przed chwilą odliczał monety? ciągnęła kobieta. - Pewnie odkładał przez kilka tygodni.
To milioner - chciała powiedzieć Pippa. - A nawet multimilioner, bo swoim umysłem pomógł ocalić nasz kraj. Mały palec u jego nogi jest mądrzejszy niż wasza dwójka razem wzięta.”
Sama fabuła powieści, a przynajmniej część współczesna, jest bardzo prosta, może i momentami lekko naiwna, typowo obyczajowa z niewielkim wątkiem romantycznym. Bazą jest zagadka dotycząca pochodzenia Claya, to za nią przez całą historię podążamy, ale tak naprawdę jest ona tylko pretekstem - nie tylko do dobrej zabawy z łamigłówkami, ale i do pogadania o tym, co ważne. O odwadze do bycia sobą, o nierezygnowaniu z marzeń, bo konwenanse mówią inaczej. O tym, że nigdy nie jest za późno, póki się żyje. A zarazem o tym, jak te życie jest cenne, jak powinniśmy celebrować każdą możliwość do radości, do czerpania, ale i okazywania dobroci. Książka swoim klimatem, swoją dobrocią i przytulnością otula, pozwala odsapnąć, poczuć się po prostu dobrze.
  1. “(...) nigdy nie jest za późno, Clayton, by znaleźć brakujący kawałek i poczuć się kompletnym. Że nie ma w życiu niczego ważniejszego niż podążanie za tym, czego pragniemy, póki nie jest za późno. Póki nie przejdzie nam apetyt.”
Sięgając po “Stowarzyszenie Miłośników Zagadek” nie spodziewałam się, że dostanę powieść tak ciepłą, tak uroczą, emanującą dobrocią i zrozumieniem dla drugiego człowieka. W warstwie przekazu czy samej ścieżki fabularnej nie jest może niczym nowym, momentami może nawet wydawać się banalna, nie można jednak zaprzeczyć, że forma jej podania jest przyjemnie wyważona, naprawdę spójna i dopracowana - a jak na debiut to już sporo! Jednak tym, co historię wyróżnia są zagadki, możliwość uczestniczenia w ich rozwiązaniu, a i potraktowanie ich jako bazy, szkieletu powieści na kilku różnych poziomach. To odpowiada za świeżość, to daje poczucie oryginalności debiutu, to angażuje czytelnika bardziej niż po prostu zwyczajna opowieść. Autor świetnie połączył zagadki i fabułę, dając dobrą rozrywkę, ale i bardzo optymistyczne przesłanie - każdy z nas może znaleźć szczęście i ma prawo go szukać. Trzeba tylko znaleźć w sobie na to odwagę. Może nieporadny Clay jej nam doda?
“- Jeśli labirynty czegoś mnie nauczyły, Pipster, to tego, że w życiu do celu prowadzi więcej niż jedna droga - orzekł tajemniczo.
- Czyli nie ma wytyczonej drogi do szczęście?
- Oczywiście, że nie ma - odparł. - Po to właśnie są labirynty. (...) W prawdziwym życiu musisz iść do przodu, do tyłu, a nawet na boki. W zależności od sytuacji. Ale w końcu znajdziesz to, czego szukasz.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!