Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoecha. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoecha. Pokaż wszystkie posty

marca 24, 2023

"Pani March" Virginia Feito

"Pani March" Virginia Feito

Autor: Virginia Feito
Tytuł: Pani March
Tłumaczenie: Tomasz Wyżyński
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Echa
Liczba stron: 312
Gatunek: thriller psychologiczny / literatura piękna
 
Kilka lat temu Virginia Feito zamiast przyjąć awans w firmie zajmującej się reklamą, w której dotychczas pracowała, zdecydowała się tę pracę porzucić, by napisać swoją debiutancką powieść. Tak powstała „Pani March”, książka, która jest dosyć trudna do dookreślenia, to coś pomiędzy thrillerem psychologicznym, literaturą piękną, a może i satyrą? Na pewno jest to powieść nietuzinkowa! Doceniona została przez czytelników, jak i recenzentów literackich, zachwyciła się nią też aktorka Elizabeth Moss, która nawet stwierdziła, że chciałaby ją sfilmować. Oj tak, to świetny materiał na film, sama bardzo obrazowo widziałam go w mojej głowie!
 
Historia toczy się w niedookreślonym czasie, w Nowym Jorku. Pani March to kobieta w okolicach czterdziestki, żona znanego pisarza, który właśnie wydał kolejną powieść – mówi się, że będzie to jego opus magnum. Ich życie toczy się stałym, spokojnym rytmem ludzi, którzy nie muszą sobie niczego odmawiać, mają pieniądze, duże mieszkanie w samym centrum, pomoc domową. Pani March nie pracuje, przede wszystkim zajmuje się organizacją kolejnych przyjęć. Na chwilę przed jednym z nich (na część premiery książki!), Pani March w piekarni wdaje się w rozmowę ze znajomą sprzedawczynią – ta chwali książkę męża, ale równocześnie sugeruje, że główna bohaterka jest wzorowana na Pani March. Kobieta jest zszokowana, choć nie czytała książki, to wie, że bohaterka to obrzydliwa prostytutka, której lubić nie można, można tylko jej współczuć… I to ma być postać zbudowana na jej podobieństwo?! Pani March po powrocie do domu wpada do gabinetu męża, by wziąć egzemplarz książki i sprawdzić, czy faktycznie to na niej zbudowana jest ta postać. Przy okazji odnajduje na biurku wycinek z gazety, w którym media donoszą o zaginięciu jakiejś młodej dziewczyny… Po co mąż zadał sobie trud, by wyciąć ten artykuł? I czy naprawdę, po tylu latach małżeństwa, mógł wystawić ją samą na pośmiewisko? Jaki mógł mieć w tym cel i jak Pani March ma sobie z tym wszystkim poradzić, kiedy przecież zaraz trzeba wyjść do ludzi i gratulować mężowi kolejnego sukcesu literackiego?
 
Książka składa się z 40 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Pani March, dzięki czemu czytelnik ma okazję do wsiąknięcia w umysł postaci, która chętnie dzieli się wszystkim, co wytwarza jej własny mózg. Styl powieści jest ciekawy. Pozornie zwyczajny, skupiony na detalach otoczenia, a jednak co chwilę pojawia się coś, co z tej zwyczajności, normalności wybija – przeważnie są to dosyć dokładne, a przez co trochę obrzydliwe opisy rzeczy nieprzyjemnych dla oka – strupy, wągry, karaluchy czy inne tego typu zjawiska. Są to jakby krótkie przebłyski, by już od razu wrócić do opisów tej wydawałoby się normalnej codzienności. Dialogów jest mało, przede wszystkim narrator skupia się na opisach myśli, emocji, doświadczeń i wspomnień Pani March.
„Coś tak odrażającego opisanego tak pięknie. Pomyślała, że zastawił na nią pułapkę, że chce, by przeczytała książkę i stopniowo utożsamiała się z odrażającą bohaterką.”
Bo Pani March to postać dosyć niesamowita. Po pierwsze, raczej nie jest to bohaterka, którą da się polubić – już w jej postawie zawarta jest satyra osób mających się za lepszych od innych, tych, dla których zachowanie pozorów jest celem najwyższym. Mimo to, czytelnik z ciekawością śledzi jej losy – dlaczego? Chyba dlatego, że jest to postać bardzo zagadkowa, pod tym względem, że ciężko zdecydować, czy to. co nam przedstawia, to dzieje się naprawdę, czy może jednak są to wytwory jej wyobraźni. Czy karaluchy, które pojawiają się w łazience są prawdziwe, czy może zwiastują wyjście z mroku tej brzydkiej, groźnej strony? Czy wszyscy śmieją się za jej plecami, bo wiedzą, że ta obrzydliwa bohaterka z książki jej męża to ona czy może jednak sama w ten sposób chce się od męża, jak i całego swojego otoczenia zdystansować? Im dalej w lekturę, tym Pani March jawi nam się jako postać coraz bardziej skomplikowana, wielowarstwowa i warta odkrycia, a meandry jej umysłu warte wyprostowania. Co ciekawe – do samego końca nie pada imię tej postaci, co jest kolejnym frapującym czytelnika elementem… Dlaczego Pani March pozbawiona jest imienia, nawet kiedy opowiada nam o swoim dzieciństwie?
 
Warta uwagi na pewno jest też relacja Pani March z jej mężem. Teraz wydają się żyć raczej obok siebie, George jak nie skupia się na pisaniu powieści, to zajmuje się jej promowaniem, jeżdżeniem po świecie, a Pani March w tym już nie uczestniczy. Kiedyś jednak tak nie było, dawno temu byli zakochani, a ona pomagała mu przy tworzeniu, słuchała jego pomysłów i była cały czas obecna, to jej dedykował swoje książki. Kiedy więc urosła pomiędzy nimi taka przepaść? Jak i dlaczego?
„Gdyby Gabriellę sportretowano w powieści, niewątpliwie byłaby pierwowzorem pięknej, bezbronnej, pełnej charakteru kobiety – mężczyźni toczyliby o nią pojedynki i ginęli. Jako postać byłaby mniej głęboka, mniej ‘realistyczna’ (co ludzie naprawdę widzą w realizmie, że tak się nim zachwycają?), lecz znacznie bardziej sympatyczna.”
Kolejnym ciekawym aspektem powieści jest sposób budowania napięcia. Z początku nie ma go wcale, historia zaczyna się bardzo zwyczajnie, ot znudzona bogata babka wymyśla sobie problemy, by rozwiać nudę. Jednak już za moment okazuje się, że dajemy się wciągnąć w jej zafiksowanie, atmosfera zaczyna się robić duszna, momentami nawet psychodeliczna. Kiedy to się stało? Trudno powiedzieć, bo książka płynnie przechodzi przez różne stany emocjonalne postaci, które ciągną za sobą czytelnika… Momentami czułam się jakbym oglądała któryś z filmów Hitchcocka – sposób zatarcia granicy pomiędzy tym, co realne, a tym, co wymyślone jest tu bardzo podobny.
 
A skąd ten thriller? Jest zagadka, są podejrzenia Pani March w stosunku do męża nie tylko dotyczące intrygi, że jego książkowa bohaterka jest żywym obrazem Pani March, ale i te dotyczące zaginięcia dziewczyny, o którym głośno jest w prasie. Czy jego ciekawość sprawą to coś zwyczajnego dla pisarza czy może jednak jest w tym coś więcej? Bohaterka zaczyna się na tym temacie fiksować, w końcu postanawia tę zagadkę rozwiązać. Zatem wątki thrillera, czy nawet niewielkie elementu kryminału są tu dosyć widoczne.
 
Na koniec wspomnę jeszcze o miejscu akcji, czyli Nowy Jork i Upper East Side. Książka zabiera nas w kręgi społeczne wyższych sfer, które większość z nas zna raczej tylko z filmów i książek. Razem z bohaterką odwiedzamy eleganckie restauracje, butiki i apartamenty pełne dzieł sztuki. Każde kolejne przyjęcie zasługuje na nową kreację, każde organizowane jest z pełną oprawą kelnerów, cateringu, najsławniejszych kucharzy. To takie trochę zderzenie naszych codziennych przyziemnych problemów, z problemami bogaczy. To w tych aspektach powieści najmocniej czuć satyrę, która uwypukla absurdy takiego pozoranckiego, nowobogackiego życia.
 
„Pani March” to książka, która zaczyna się bardzo spokojnie, bardzo zwyczajnie, by niepostrzeżenie przejść w zajmujący thriller, w którym ciężko odróżnić prawdę od wymysłów psychiki głównej bohaterki. Sposób w jaki autorka wykreowała ten świat przypomina mi nieco thrillery Liz Nugent, która również lubi przyglądać się skomplikowanym pod względem psychologicznym postaciom kobiecym. Sposób budowy napięcia, zacierania granic realności sięgają klasyki – Hitchocka i du Maurier, której swoją drogą jedna książka przemyka na obrzeżach tej historii. Jest tu też coś z „American Psycho” – pozoranctwo, zafiksowanie, które prowadzi do mocno niepokojących skutków. Na pewno jest to powieść nieszablonowa, oryginalna, która zachwyca lekko psychodelicznym nastrojem. Takie debiuty lubię! Z pewnością z uwagą będę wypatrywać wieści o kolejnej książce tej autorki, jak i o ekranizacji tej.
„Sztuka musi nas poruszać. W różny sposób, pozytywny albo negatywny. Doceniamy sztukę, gdy rozumiemy, co artysta chciał wyrazić.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Echa.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

listopada 21, 2022

"A gdy obejrzysz się za siebie" Juan Gabriel Vásquez

"A gdy obejrzysz się za siebie" Juan Gabriel Vásquez

Autor: Juan Gabriel Vásquez
Tytuł: A gdy obejrzysz się za siebie
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko
Data premiery: 28.09.2022
Wydawnictwo: Echa
Liczba stron: 464
Gatunek: literatura piękna / powieść historyczna
 
Juan Gabriel Vásquez uznawany jest za jednego z najważniejszych współcześnie żyjących pisarzy literatury latynoamerykańskiej. Na swoim koncie ma osiem powieści, za które był nominowany, a także nagradzany w naprawdę imponującej liczbie konkursów literackich – jednym z najświeższych osiągnięć jest ścisły finał w Nagrodzie Bookera 2019 za „Kształt ruin”. Tłumaczony na dwadzieścia osiem języków, wydawany w czterdziestu krajach. Mieszka w Kolumbii w Bogocie, wcześniej przez ponad dziesięć lat mieszkał w Barcelonie. Poza pisaniem powieści zajmuje się też dziennikarstwem i tłumaczeniami.
U mnie w biblioteczce Vásquez zagościł kilka lat temu, kiedy w jakiejś przecenie ze względu na ciekawy opis okładkowy skusiłam się na „Reputacje”. Nie wzięłam się jednak za lekturę od razu, tak naprawdę do teraz sobie stoi i czeka. W międzyczasie, dwa lata temu dołączył do niej „Kształt ruin”, by w końcu to „A gdy obejrzysz się za siebie” było tą pierwszą książką, z którą się z autorem zapoznałam. I przyznam, że początek naszej znajomości wypadł naprawdę rewelacyjnie, choć na początku lektury miałam co do tego pewne wątpliwości… Po skończeniu jednak z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że lektura była wyśmienita!
 
„A gdy obejrzysz się za siebie” jest powieścią, która musiała poczekać na pandemię, by powstać. Co ciekawe, książka opowiada historię prawdziwą scenarzysty i reżysera Sergia Cabrery i jego rodziny, która w latach 30tych XX wieku z powodów politycznych musiała emigrować z Hiszpanii do Kolumbii. Sergio urodził się już w Ameryce, jednak i jego losy były jeszcze bardziej burzliwe – on i jego rodzina zaangażowali się w rewolucję komunistyczną, co przegoniło ich po świecie i przyniosło wiele naprawdę traumatycznych przeżyć. Wiele lat później, w Barcelonie, gdy za moment ma się rozpocząć festiwal, retrospekcja jego twórczości, a jego 18letni syn, który wychowuje się z matką, ma przyjechać i mu w tym towarzyszyć, Sergio dowiaduje się o śmierci swojego ojca. Decyduje się zrealizować zobowiązania i zostać w Barcelonie na czas trwania retrospekcji, jednak śmierć osoby tak ważnej w jego życiu, jest powodem, dla którego zaczyna własne retrospekcje. I tak czytelnik może przenieść się 80 lat wstecz i towarzyszyć jego rodzinie we wszystkich znaczących nie tylko dla nich, ale i dla świata zdarzeniach, a jednocześnie zastanowić się na wartościami uniwersalnymi, które sobą ta historia niesie.
„’W końcu okaże się, że to będzie prawdziwa retrospektywa’, powiedział Sergio do dyrektora Filmoteki. Ale nie wyobrażał sobie jeszcze intensywności, z jaką jego pamięć zacznie wspominać tych nieobecnych ludzi, ich historie, ich słowa.”
Książka rozpisana jest na trzy części składające się na 21 rozdziałów, z czego ostatni to epilog. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, podąża przede wszystkim z Sergio, przedstawiając wydarzenia z jego punktu widzenia, choć zdarzają się od tego niewielkie odstępstwa, a wcześniej przed jego urodzeniem, za jego ojcem. Styl powieści jest bardzo ciekawy. Z jednej strony zdaje się mocno reporterski – narrator historię rodziny Cabrerów opisuje na szerokim tle politycznym kraju i całego świata, szczególnie tego ukierunkowanego na komunizm. Z drugiej, zdania są długie, zawierają ciekawe metafory i spostrzeżenia, co nadaje lekturze delikatnej poetyckości. Często w ogóle pojawiają się jakieś wiersze, fragmenty listów, kilka zdjęć.


Styl, w jakim pisana jest powieść, jest więc oryginalny, dosyć łatwo przyswajalny, zdania są bardzo rytmiczne, dzięki czemu książkę czyta się zaskakująco dobrze, a jednak cały czas na się poczucie, że jest to literatura wysokich lotów, która ma sobą do przekazania coś więcej.
„Milczał, bo uświadomił sobie, że nie dysponuje narzędziami, żeby przekonać rozmówcę. Były to jego słowa przeciw słowu Facebooka; jego ubogie argumenty anonimowego pasażera przeciwko autorytetowi Twittera.”
Głównego bohatera Sergia poznajemy w wieku dojrzałym, po 60tce, kiedy jego dorobek filmowy jest już naprawdę pokaźny, jednak jego aktualna kariera lekko zmienia kierunek – czy będzie jeszcze tworzył? Wydaje się, że to właśnie filmem zajmował się całe życie, życie dorosłe, jednak co z tym, co przeżył jako dziecko?
„(…) rozmowa o kinie to jedna z najtrudniejszych rzeczy na świecie, bo słowa wszystko komplikują i prowadzą wyłącznie do nieporozumień.”
Teraz, kiedy sam ma już dużą część życia za sobą, a jego ojciec, jego guru, jego mentor a zarazem ten, którego oczekiwaniom nigdy nie dało się sprostać, zmarł, odszedł z tego świata. I mimo że Sergio ma problemy, które trzeba rozwiązać natychmiast, to jednak poświęca czas, ten czas, który ma teraz z własnym synem, do spojrzenia wstecz. Do czasów dzieciństwa, do odszukania powodów dlaczego jest kim teraz jest i dlaczego jego relacja z ojcem należała do tak mocno skomplikowanych…
„Zakończył zdecydowaną konkluzją: ‘Brudy należy prać we własnym domu”. Sergio słyszał to zdanie już wiele razy wcześniej, kilka razy sam je wypowiedział. Teraz jednak coś się w nim zagotowało i musiał zapytać: ‘A co, jeśli w domu nie ma umywalki’?”
I tak czytelnik przenosi się do pierwszej połowy XX wieku do Hiszpani pogrążonej w wewnętrznych walkach. Rodzina Cabrera od zawsze angażowała się politycznie, walcząc w imię ludu. Jego wuj, przez swoje zdecydowane działania musiał uciekać z kraju i tak całą rodziną zaczęli życie w innym państwie – tym, które mówi ich językiem, a jednak reprezentuje sobą coś innego. Ale czy na pewno? Kolumbia ostatecznie też pogrążyła się w trwającej wiele, wiele lat wojnie domowej.
„Taka była Bogota: człowiek chodził po niej beztrosko, zajęty swoimi sprawami, ale na każdym rogu czyhała historia przemocy tego kraju.”
Ojciec Sergia, tak jak jego brat, też chciał robić rewolucję. Zanim jednak do tego doszło zaangażował się w tworzenie kolumbijskiej telewizji. I to było to, co połączyło na zawsze Sergia z jego ojcem, chłopiec od młodości przejawiał chęci, ale nie od początku umiejętności, by swoje życie ukierunkować właśnie w tę stronę. Jednak walka o lud mocno ten kierunek wykrzywiła. Kiedy on i jego siostra byli dziećmi, razem z rodzicami wyjechali do Chin, by uczyć się tamtejszej rewolucji, która działała pod przewodnictwem Mao. Pod czujnym okiem ojca jego dzieci też zaangażowały się w tą walkę, bo to przecież było dla ich ojca najważniejsze. Tak ważne, że w końcu zostawił tę dwójkę tam samych na kilka lat, kiedy on z żoną wrócili do kraju przewodzić rewolucji, a dzieci zostały by nadal się jej uczyć. I tak ich rodzinna historia mocno wplotła się w historię świata – na tle ich żyć czytelnik dokładnie przygląda się temu okresowi, kiedy na świecie szalały rewolucje komunistyczne. Przyglądamy się walce o ideały, tego jak ideały zderzają się z rzeczywistością. I choć nie widać tego z początku, to zderzenie jednak okazuje się brutalne. Bo w tym pojęciu walka musi się wiązać z przemocą. Ale gdzie przemoc, to i nadużycia, prawda?
„Sergio uświadomił sobie, że nigdy w swoim szesnastoletnim życiu nie zaznał głodu. (…) Czy nie trzeba doświadczyć tego na własnej skórze, żeby być prawdziwym rewolucjonistą? Inaczej, czy można było zostać prawdziwym rewolucjonistą, nie znając go?”
Historia jest więc trudna i brutalna. Oczywiście również bardzo ciekawa, bo przecież opowiada o tym, co faktycznie działo się na świecie. Polska przecież też w czasach PRL-u żyła w ustroju, o który walczyli Cabrerowie. Sama o historii lat powojennych mam niewielką widzę, dlatego z ciekawością, a i czasem lekkim niedowierzaniem przyglądałam się, jak kształtowały się te kraje, do tego, co reprezentują sobą teraz.
„W centrum konfliktu znalazły się światła drogowe. Zmieniono je; (…). Chodziło o to, by uznać, że kolor czerwony, symbol gwardzistów i rewolucji, nie może nadal pokazywać ludziom, by się zatrzymywali, bo dla wszystkich był kolorem postępu. Od tamtej pory czerwone światło miało oznaczać, żeby iść dalej, zielone natomiast, by się zatrzymać.”
W pojęciu jednostki jednak, Sergia i jego rodziny, jest to historia mocno tragiczna, naznaczona ciągłą walką, ciągłym zagrożeniem życia. Przyglądamy się jak młode umysły są kształtowane, jak ich ojciec ukierunkowuje ich na cel jakim jest dobro społeczeństwa, nie ich własne. I przede wszystkim tym zajmował się ojciec – niby był, niby służył radą, a jednak nie widział swoich dzieci jako ich samych, jako całości, a jako trybik w społeczeństwie.
„Przyszło mu żyć w czasach, kiedy wszyscy, wszędzie i za wszelką cenę mają tylko jeden cel: robić rewolucję. Życie było piękne!”
Mimo to więź Sergia z ojcem zdaje się być tą najważniejszą, tą wpływającą na całe jego życie i relacje z innymi. To dla niego i o nim tworzył filmy, zatrudniał go przy produkcji, ale przede wszystkim w fabułę zawsze wplatał coś, co było rozliczeniem z przeszłością. Film stał się środkiem przekazu, tym, który ostatecznie okazał się skuteczniejszy niż walka wręcz.
„(…) nie zakończył filmu, nie zastanowiwszy się najpierw, czy spodobałby się on ojcu, nigdy nie zastanawiał się też, jak to będzie oglądać jego filmy w tym nowym, osieroconym świecie ani czy filmy mogą się zmienić, gdy świat zewnętrzny, ten świat niesfilmowany, zmienił się w tak gwałtowny sposób; czy ujęcia i dialogi stają się inne, kiedy znika osoba, bez której na wiele sposobów nie mogłyby powstać.”
Historia opisana w „A gdy obejrzysz się za siebie” jest tak napakowana zdarzeniami, że trudno uwierzyć w to, że są to przeżycia jednej rodziny. A jednak. Tak kiedyś wyglądało życie, a może i wygląda tak teraz? Dla niektórych? I choć sama historia jest niezwykle ciekawa, pełna faktów historycznych, to jednak nie sposób nie zastanowić się po co było im to wszystko? Sergio i jego siostra przeszli naprawdę wiele jako dzieci, choć ich start powinien był łatwy – urodzili się w tak zwanej burżuazyjnej rodzinie.
„Czy z twarzy młodego człowieka można wyczytać rewolucję? Czy w jego rysach widać chęć zmiany świata?”
Wszystkie te zderzenia z pewnością przyniosły im dużo okazji do wyciągnięcia wniosków, do wyrobienia własnego zdania, jednak czy faktycznie musieli to osiągnąć takim kosztem? To książka, którą można rozpatrywać na wielu poziomach –tym podstawowym, historycznym, jak i tym wznioślejszym, uniwersalnym, emocjonalnym. O wspomnieniach, życiu, kształtowaniu jednostki, potrzebie sprostania ideałom i oczekiwaniom, aż do po prostu walki o siebie. Powieść bogata i zaskakująca, niesamowicie dobra, która spodoba się nie tylko fanom historii prawdziwej.
„(…) wspomnienia są niewidzialne jak światło, i tak jak dym sprawia, że światło staje się widoczne, powinien istnieć sposób, żeby uwidocznić wspomnienia, jakiś dym, który sprawiłby, że wspomnienia wyjdą ze swojej kryjówki, żeby móc je ułożyć i utrwalić na zawsze. Być może właśnie to działo się podczas dni spędzonych w Barcelonie. Być może, pomyślał Sergio, tym właśnie był on sam: człowiekiem, który rozpyla dym na swoje wspomnienia.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Echa.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!