Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytampierwszy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytampierwszy. Pokaż wszystkie posty

września 20, 2021

"Instynkt mordercy" Rachel Caine

"Instynkt mordercy" Rachel Caine

 

Autor: Rachel Caine
Tytuł: Instynkt mordercy
Cykl: Stillhouse Lake, tom 5
Tłumaczenie: Adrian Napieralski
Data premiery: 28.07.2021
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 440
Gatunek: thriller / kryminał
 
Rachel Caine to niezwykle płodna amerykańska pisarka. Jej książki na rodzimym rynku ukazywały się od 90tych lat XX wieku i były to przeważne powieści fantasy, grozy i romanse. W ostatnich latach autorka rozpoczęła też cyklu thrillerów o rodzinie seryjnego mordercy noszący tytuł „Stillhouse Lake”. I ja właśnie wtedy zwróciłam na nią uwagę – lekturę zaczęłam od tomu czwartego (recenzja – klik!) i od razu ogłosiłam, że i poprzednie trzy koniecznie chcę nadrobić. Niestety ciągle mi się to nie udało, jednak z przyjemnością sięgnęłam po tom piąty, ostatni, bo choć bohaterowie mają nadal potencjał na kolejne przygody, to ich autorka w listopadzie 2020 roku zmarła na dosyć rzadką odmianę raka, z którą ciężko i zażarcie walczyła przez ostatnie lata.
 
Fabuła „Instynktu mordercy” rozpoczyna się pewnej nocy przed świtem. Do Gwen, prywatnej detektywa, byłej żony seryjnego mordercy, dzwoni przyjaciółka, a zarazem policjantka Kezia z prośbą o pomoc – właśnie nad okolicznym jeziorem znaleziony został zatopiony samochód, z dwoma malutkimi bliźniaczkami w środku. Po kierowcy, prawdopodobnie ich matce, nie ma śladu, została tylko torebka. Czy kobieta została porwana czy sama dopuściła się tak przerażającej zbrodni? Kezia wie, że niedługo śledztwo zostanie przejęte przez stanowych detektywów, jednak sama nie chce odpuścić, czuje, że to właśnie ona musi tę zagadkę rozwiązać. Gwen z zasobami udostępnionymi przez biuro detektywistyczne ma jej w tym pomóc. Szybko jednak okazuje się, że dla niej nie będzie to spokojny czas – po raz kolejny ona i jej dzieci zostali rozpoznani jako rodzina seryjnego mordercy, ich prześladowanie więc zaczyna się ponownie w kolejnym nowym miejscu. Tylko czy tym razem prześladowca faktycznie jest w miarę nieszkodliwy? Czy Gwen znowu będzie musiała uciekać?
„W grę wchodziło coś innego. Coś mrocznego, pokręconego i bardzo, bardzo niebezpiecznego.”
Książka składa się z prologu, 29 rozdziałów oraz epilogu. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez trzech bohaterów – naprzemiennie poznajemy zdarzenia z punktu widzenia Gwen, jej partnera Sama i policjantki Kezi. Wydarzenia od razu opatrzone są odczuciami postaci, więc fabuła powieści poprowadzona jest uważnie, a rysy psychologiczne postaci są bogate. Całość czyta się dobrze, mimo że rozdziały nie należą do najkrótszych, to jednak naprzemienna narracja i dynamiczna akcja, sprawiają, że w ogóle się tego nie odczuwa.
 
Wspomniałam o psychologii postaci – największy nacisk położony jest na postacie pojawiające się w całej serii, czyli właśnie na rodzinę Gwen oraz Kezię. Życie tej drugiej właśnie nabiera innych priorytetów, przez co sprawa zabójstwa dziewczynek mocno nią wstrząsa. Kazia to jednak twarda babka, więc nie rozsypuje się, a wręcz przeciwnie – jest mocno zdeterminowana, by jakkolwiek wysokim kosztem, znaleźć jej rozwiązanie.
Rodzina Gwen za to wydaje się w być w końcu w miarę bezpiecznym miejscu. Kobieta ma kochającego partnera oraz dwójkę nastoletnich dzieci, które przez mroczne doświadczenia, jakie je już w życiu spotkały, są nad wyraz dorosłe, choć czasami wydają się równie nierozważne, co każdy nastolatek. Gwen, mimo wszystko, nadal walczy o siebie, o poczucie bezpieczeństwa dla siebie i rodziny. Jej umysł, mimo spokojnej sytuacji, nadal nie chce odpuścić, nadal podsyła jej obrazy z przeszłości, przez co kobieta nie umie w pełni nikomu zaufać – w końcu przez wiele lat żyła z seryjnym mordercą, nie podejrzewając go o cokolwiek, prócz psychicznego znęcania się nad nią samą. Gwen to postać skomplikowana, ale równie silna co Kezia – obydwie są kobietami, które nie boją się brać sprawy w swoje ręce, mimo niepewności, wątpliwości i strachu. Dbają o swoje rodziny, o najbliższych, których nikomu nie pozwolą skrzywdzić.
„(…) to jest właśnie piekło bycia człowiekiem: nigdy tak naprawdę nie wie się wszystkiego na pewno. Nigdy.
Nigdy nie wiesz, co może zrobić osoba, którą kochasz. Albo do czego jest zdolna.
Czasami nawet dotyczy to ciebie samego.”
Mimo naprawdę dobrej psychologii postaci, sama raczej w tej książce dopatruję się więcej z kryminału niż thrillera. Mamy tu porządne śledztwo prowadzone zarówno przez policję, jak i Gwen, której w pewnym stopniu pomaga cała rodzina. Mamy mroczną zbrodnię i przestępcę, a może nawet dwóch? W końcu zarówno prześladowanie rodziny Gwen, jak i sprawa zabójstwa bliźniaczek muszą mieć jakiś sprawców, których należy wytropić i złapać. Intryga kryminalna poprowadzona jest zgrabnie, sama dosyć szybko domyśliłam się rozwiązania, a przynajmniej jego części, jednak nie odebrało mi to przyjemności z lektury.
 
Warto też wspomnieć o ciekawym miejscu akcji – wydarzenia toczą się w południowych Stanach Zjednoczonych, na terenie takich stanów jak Kentucky, Tennessee, Wirginia i Karolina Północna. To tereny teksańskie, gdzie każdy nosi broń, dosyć odludne, trochę dzikie, noszące pozostałości społeczne z poprzednich wieków jak np. dziedzictwo Ku Klux Klan, przez co ciemnoskóra Kezia często napotyka problemy w wykonywaniu swojej pracy.
„Kobiety, które żyją na takim odludziu, albo znajdują się pod opresyjną kontrolą partnera, albo są cholernie niezależne. Nie ma nic pomiędzy.”
Prócz tematów rasowych, warto też przyjrzeć się funkcjonowaniu społeczności, w której przyszło żyć bohaterom, a która dobrze odzwierciedla społeczeństwo w ogóle. Przede wszystko to, jak szybko ludzie oceniają po pozorach, jak szybko kategoryzują i jak chętnie podążają za tłumem nie do końca wracając uwagę na fakty, które im nie pasują. Warto te aspekty przeanalizować, zastanowić się nad nimi, by wzbudzić w sobie większą wrażliwość i tolerancję na innych.
 
Ogólnie, „Instynkt mordercy” jest thrillerem / kryminałem, który powinien zadowolić szerokie grono – mamy tu i ciekawą zagadkę kryminalną, i dobre rysy psychologiczne postaci i wartką akcję, która nie pozwala się nudzić. Dla mnie jednak nadal najciekawszy jest temat niczego nieświadomej rodziny seryjnego mordercy, która przez jego poczynania i podporządkowanie sobie członków rodziny pod względem psychologicznym, teraz, gdy go już nie ma, nadal musi mocno i ciężko pracować, by móc normalnie żyć. Dzięki pomocy, wsparciu i wewnętrznej sile, którą Gwen czerpie z bycia matką i chronienia swoich dzieci, jest to jednak możliwe.
Mam nadzieję, że w końcu uda mi się dotrzeć do trzech pierwszym tomów serii, gdyż wtedy na pewno rozwój, zmiana psychologiczna postaci będzie dużo bardziej widoczna. Czytając jednak nie po kolei, udowadniam, że tak też się da i można z każdej książki serii czerpać osobną, sporą przyjemność.
 
Moja ocena: 7/10

Książkę odebrałam za punkty w portalu czytampierwszy.pl
Numer akredytacji 04/05/2020

 Książka dostępna jest też w abonamencie 

sierpnia 30, 2021

"Kąkol" Zośka Papużanka

"Kąkol" Zośka Papużanka

 

Autor: Zośka Papużanka
Tytuł: Kąkol
Data premiery: 19.05.2021
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura piękna
 
Z piórem Zośki Papużanki jak na razie spotkałam się raz, rok temu przy okazji premiery jej trzeciej powieści pt. „Przez” (recenzja – klik!). Książka zachwyciła mnie swoim oryginalnym stylem i głębią przemyśleń na temat uczuć, związków i relacji z drugim, dorosłym człowiekiem. Teraz, w „Kąkolu”, autorka na celownik bierze dzieciństwo, wakacje i relacje rodzinne obserwowane okiem dziecka. Robi to w podobnym stylu co w poprzedniej powieści, a jednak inaczej.
 
„Kąkol” to taki zbiór anegdot, skojarzeń, wspomnień z dzieciństwa, które łączą się w jedno przez miejsce. Dziewczynka kilkuletnia każdego lata, chwilę po zakończeniu szkoły, wyjeżdża z miasta na wieś, gdzie zbiera się cała rodzina – ciotki, wujkowie, dziadkowie w jednym małym domku. I tak z tą sielskością i beztroską lata i lat dziecinnych zderzają się rodzinne niesnaski, dziadek tyran, mama wyklęta, mrukliwy ojciec i przewrażliwiona ciotka. Dziewczynka patrzy, obserwuje, przeżywa i wszystko to opisuje.
„Związywały nas konwenanse, przysięgi kościelne i urzędowe oraz pępowiny. W sznurach zależności walczyliśmy o niezależność. Poza dzień dobry odzywaliśmy się do siebie właściwie wyłącznie w sytuacjach bezpośrednio zagrożenia życia i zdrowie. Każdy pragnął tylko, żeby wszyscy inny zniknęli. Każdy szukał choć centymetra prywatności w tym ciasnym, duszonym ulu.”
Książka złożona jest z krótkich fragmentów historii i spisanych wspomnień z punktu widzenia wspomnianej dziewczynki w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego. Styl powieści jest charakterystyczny dla tej autorki, teraz lekko dopasowany do małoletniej narratorki. Zdania są długie, słowa często się ze sobą łączą, autorka się nimi bawi, tworząc coś w stylu przepływu myśli, strumienia świadomości, zapisując słowa tak, jak się mówi, nie zawsze zważając na gramatykę czy pisownię. I to jest dużo plus tej opowieści, która zachwyca właśnie sposobem narracji, tym oryginalnym, wyrazotwórczym językiem. Zdania są rytmiczne, książkę najlepiej czytać w jej oryginalnej formie, zachowując rozłożenie zdań tak, jak zostały wydrukowane. Tak przyjemność z lektury jest największa.
„Chociaż pouczono nas, byśmy nie zabierali wiele, zabieraliśmy wszystko, bo świat, do którego nas zabierano, zbudowany był z nie naszych rzeczy. Nie zawierał w sobie naszych sandałów, ręczników, naszych kredek i foremek na ciastka. Ktoś inny go zbudował, inny Pan Bóg, który łaskawie zapraszał nas na chwilę i pozwalał ułożyć na swoich półkach nasze rzeczy.”
Oprócz jednak przyjemności czysto językowej, sama przedstawiona historia, czy raczej wiele historii, już tak przyjemne nie są. W ładnych słowach opowiedziana jest historia trudna, trudnych relacji rodzinnych, tym trudniejszych, że sięgających jeszcze czasów PRLu, kiedy to jednak na życie patrzyło się inaczej.
„Samochód nie służył do jeżdżenia po zakupy czy odwożenia Trutni do szkoły. Trutnie miały zdrowe odnóża, mama miała siatki i dwie ręce, a samochód był stworzony do wyższych celów. I miał go ojciec. I chodził po niego i do niego jak do najładniejszej dziewczyny w okolicy. Starania i zabiegi, którymi ojciec obdarzał samochód, były z pewnością większe od zabiegów, które musiał niegdyś przedsięwziąć w celu zdobycia mojej mamy. Zresztą z nią było mniej ceregieli niż z samochodem.”
Życie, w czasie którego każde jedne wakacje spędzało się w domku na wsi, w otoczeniu rodziny, która nie akceptuje matki dzieci, a co za tym idzie i po części ich samych. Rodziny, w której dziadek rządzi wszystkim, każąc nieposłusznych milczeniem, a ojciec cicho na to przyzwala udając, że wcale nic złego w tym nie widzi. Dziadek to bóg, a reszta rodziny to jego poddani. I tak to zło, te rodzinne kąkole, chwasty, przeplatają się z sielskością bliskości przyrody, spacerów na rzekę i dziecięcych zabaw. Jednak to jakoś nie koi tego bólu, przez co cała historia wydaje się mocno gorzka, jak kąkol zaplątany w mące...
„Dziadek był monoteistą, wierzył tylko w siebie. Zbudował sobie kościół i pozwolił w nim mieszkać wyznawcom, których sam stworzył. Na odpust w mieście ani do wiejskiego kościoła z niebieskimi ścianami nie chodził, nie widział potrzeby dotowania konkurencji. Cały czas mógł sobie święcić dzień święty, jeden dzień święty za drugim.”
W książce mocno połączone jest ze sobą sacrum i profanum, tu gorzkie, surowe życie miesza się z baśniami i nawiązaniami do religii, czasem historii.  Wydaje mi się też, że książka może być alegorią życia, te lato – lipiec, sierpień – to młodość, naiwność, na samy końcu mamy kilka słów o jesieni, która wydaje się być obrazem życiem dojrzałego. Tego jednak pewna nie jestem, to luźne skojarzenie, które nasunęło mi się pod koniec lektury.
„Po nim mi zostały dwie córki i Antoś. Pomocny, dobry, tylko chmurny taki. Jak się w sobie zawziął, nie było jak go odemknąć, jak kłódka zardzewiała, zamknięty i koniec. Jego ojciec też był taki, nie odzywał się za wiele, jak mu się coś nie podobało, nie powiedział, tylko nosił w sobie jak wiadro wodę, aż go nieraz brzuch bolał od tego noszenia.
Ja to się zaraz wydarłam, ścierką trzasnęłam, wypłakałam się do świętego obrazu, aż mi się lepiej zrobiło, a tamten tylko nosił i nosił, aż umarł.”
Tak naprawdę trudno jest mi coś więcej o tej książce powiedzieć. Może dlatego, że znałam już oryginalny styl autorki, ten tytuł nie zrobił na mnie aż tak dużego wrażenia jak „Przez”. A może dlatego, że dzieciństwo chcę wspominać dobrze, a tu wszystkie, nawet te pozytywne historie wydają się naznaczone gorzkimi rodzinnymi relacjami. Mimo pięknej otaczającej wszystko przyrody, sielskości wakacji i dzieciństwa, nie jest tu książka wesoła. Oczywiście jest tu masa trafnych spostrzeżeń i obserwacji, jednak nie zachwyciłam się tym tytułem tak mocno jak się spodziewałam. Mimo wszystko na pewno jest to książka warta przeczytania, już ze względu na sam styl, w jakim jest napisana, jest pozycją na polskim rynku bardzo oryginalną.
„(…) wszyscy pod tym smołowanym dachem byli słabi z logiki, za to wspaniałe mieli osiągnięcia w dziedzinie zaimków upowszechniających, wszyscy, wszystko, każdy, wszędzie i zawsze.”
Moja ocena: 7/10

Książkę odebrałam za punkty w portalu czytampierwszy.pl
Numer akredytacji 04/05/2020

Książka dostępna jest też w abonamencie 

sierpnia 30, 2021

"Wilkołak" Wojciech Chmielarz

"Wilkołak" Wojciech Chmielarz

 

Autor: Wojciech Chmielarz
Tytuł: Wilkołak
Cykl: gliwicki (detektyw Dawid Wolski), tom 3
Data premiery: 19.05.2021
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 472
Gatunek: kryminał
 
Wojciech Chmielarz to jedno z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych nazwisk ze współczesnej polskiej literatury kryminalnej. Z jego twórczością sama zapoznawałam się dobrych kilka lat temu, z tego co pamiętam, to był jeden z pierwszych polskich autorów – mężczyzn piszących kryminały, których książki namiętnie czytałam. Od tamtego momentu zaliczam go też do grona moich ulubionych pisarzy.
Cykl gliwicki pierwszy raz pojawił się na rynku w 2015 roku. Tom pierwszy nosi tytuł „Wampir” i dosyć zaskoczył czytelników autora. Wcześniej znany był tylko z cyklu o komisarzu Mortce, który rozwiązywał typowo policyjne sprawy. Detektyw Dawid Wolski, który jest przewodnim bohaterem cyklu gliwickiego, jest zdecydowanie innych bohaterem. To postać pełna konfliktów, dosyć trudna do polubienia. Postać ryzykowna, ale zbudowana z dużym rozmysłem, naprawdę dobrze uformowana psychologicznie. Właśnie dlatego cykl gliwicki zbierał różne opinie, dla mnie jednak, po pierwszym szoku wywołanym zmianą, był powiewem świeżości, czymś całkiem innych od pozostałych kryminałów dostępnych na rynku. Drugi tom swoją premierę miał w roku 2017 i nosi tytuł „Zombie”, po czym nastąpiła aż 4letnia przerwa. Dopiero teraz w maju w końcu doczekaliśmy się tomu trzeciego, ostatniego pt. „Wilkołak”, a mnie naprawdę ciężko jest się pogodzić z tym, że była to ostatnia książka o Dawidzie Wolskim. Choć oczywiście obiektywnie rzecz biorąc, ten tom jest naprawdę świetnym dopełnieniem cyklu.
Ja dwa wcześniejsze tomy czytałam w roku 2018, więc czytając ten, tak naprawdę niewiele pamiętałam z poprzednich. Tym samym udowodniłam, że na pewno książkę da się czytać jako osobną całość, choć oczywiście od razu zachęcam do zapoznania się z całym cyklem we właściwej kolejności – wtedy na pewno postać Dawida i bohaterów mu towarzyszących będą na pewno jeszcze głębsze, spójniejsze niż prezentują się tylko w tym ostatnim tomie.
 
Fabuła „Wilkołaka” zaczyna się od pogrzebu ojca Dawida. Stojąc nad jego grobem, detektyw nagle dostrzega w oddali, w ostatnim rzędzie żałobników Igę – swoją dawną wielką miłość, powód, dla którego pokłócił się z ojcem i wybrał zawód prywatnego detektywa. Iga osiem lat temu znaleziona została martwa, z roztrzaskaną twarzą, w okolicy klubu, w którym tej nocy się bawiła. Jak to więc możliwe, że teraz pojawiła się na cmentarzu? Dawid nie dopuszcza do myśli, że mogło to być przewidzenie, więc od razu decyduje się na ryzykowny plan – zamierza rozkopać ośmioletni grób i sprawdzić czy ciało tam złożone faktycznie należy do Igi. To wszystko wciąga prokuratora Adama Górnika, który aktualnie walczy z własnymi problemami – po ostatniej sprawie z „Zombie” został zawieszony w swoich obowiązkach, a jego żona Hania, razem z dziećmi wyprowadziła się do jej rodziców… Adam, trochę z nudów, a trochę w trosce o Dawida, decyduje się mu towarzyszyć. Co mężczyźni znajdą w grobie? Czy faktycznie może tam leżeć ktoś inny? Jeśli tak, to co w tym czasie działo się z Igą?!
„Człowiek (…) upadla się bardzo szybko.”
Książka składa się z 76 krótkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy kilku bohaterów, przede wszystkim Dawida i Górnika, ale też np. młodej studentki Kasi czy Eweliny znanej z poprzednich tomów. Są tu również tajemnicze fragmenty dotyczące tytułowego wilkołaka i pewnej anonimowej kobiety. Styl powieści jest prosty, dosyć surowy, nie stroniący od mocnych akcentów, co świetnie współgra z całych charakterem powieści. Jest mrocznie, jest dziwnie i dosyć smutno, bohaterowie ciągle walczą z własnym losem, który nie jest dla nich łaskawy. Książka pod względem językowym jest naprawdę dopracowana, przez co całość czyta się naprawdę dobrze – nic nie zgrzyta, przez lekturę przepływa się bez zakłóceń.
 
Oczywiście dopracowany jest tu nie tylko sam styl. Na mnie największe wrażenie zrobiły kreacje bohaterów i to, jak książka świetnie zamyka cały cykl. Zacznijmy od tego pierwszego. Główny bohater, Dawid Wolski, został prywatnym detektywem osiem lat temu. Porzucił studia prawnicze, swoją karierę i kancelarię, którą prowadził jego ojciec. Odciął się od rodziny, gdyż po morderstwie Igi, to jego ojciec został obrońcą mężczyzny podejrzanego o tę zbrodnię. Dawid nigdy się z tym nie pogodził, uparł się, że znajdzie dowody, które bezsprzecznie wskażą winę podejrzanego. I tak upłynęło osiem lat. Teraz po śmierci ojca nagle okazuje się, że może Dawid wcale nie miał racji, niepotrzebnie był cały czas tak okropnie uparty. Do tego męczą go wyrzuty sumienia po sprawie z wcześniejszego tomu, nie może sobie znaleźć miejsca we własnym domu. To postać, która w tym tomie zmienia się niesamowicie mocno, w końcu widzimy przemianę tego zbuntowanego na cały świat dzieciaka. Oczywiście nie pozbywa się swoich wszystkich charakterystycznych cech, dalej jest impulsywny i nie podejmuje całkiem rozważnych decyzji, dalej jego poziom moralny jest bardzo umowny, ale już nie jest tą postacią co w tomie pierwszym. Po wszystkim co przeszedł, na co sam się naraził w czasie tych trzech tomów, jego aktualna przemiana jest naprawdę świetnym dopełnieniem całego cyklu.
 
Oczywiście prócz Dawida mamy tu wiele postaci wartych uwagi. Moją sympatię wzbudziła szczególnie Kasia, młoda dziewczyna, studentka architektury, siostra Hani. W ważnym dla niej momencie, kiedy kończy naprawdę trudną pracę magisterską, na jej głowę, a raczej do mieszkania rodziców, wraca Hania z dwójką małych rozwrzeszczanych dzieci. I tak nagle dziewczyna nie jest w stanie pracować w domu, bo ciągły hałas, zamieszanie i kłótnie to po prostu uniemożliwiają. I do tego jeszcze dochodzi matka, cały czas powtarzająca, że powinna Hanię zrozumieć, wykazać cierpliwość i wyrozumiałość. Tylko dlaczego to Hanię wszyscy mają rozumieć, a tego, że Kasia jest właśnie w momencie decydującym o jej całej dalszej przyszłości, już nie rozumie nikt?! Naprawdę świetnie oddana pod względem psychologicznym postać.
 
Jak wspomniałam wiele jest tu też bohaterów znanym z tomów wcześniejszych, jak Ewelina i jej mąż, z którym właśnie się rozwodzi, siostra Dawida i prokurator Górnik. Każda z tych postaci jest inna, każda świetnie zbudowana i mimo że część z nich pojawia się tylko na chwilę, a moje wspomnienie o nich z tomów poprzednich jest naprawdę bardzo mgliste, to ponownie spotkanie z nimi, tymi dopracowanymi drugoplanowymi charakterami, było naprawdę czystą przyjemnością.
 
Koniec jednak o bohaterach, teraz pomówmy krótko o intrydze kryminalnej. Oczywiście Dawid i Górnik badają sprawę Igi, a w międzyczasie dostajemy trochę przebłysków, fragmentów o kimś, kto nie ma dobrych zamiarów względem innych… Ktoś, kto interesuje się kolejnymi odnalezionymi ciałami, ktoś kto poluje na kolejne… Kim jest ten mężczyzna, który twierdzi, że ma naturę wilka? Do czego się posunie? I jak związany jest z całą fabułą? Z początku rozsypane fragmenty całej historii, które nie wydają się do siebie pasować, z czasem zmieniają charakter i dopasowują do siebie swoje ostre brzegi. Jak to wszystko złoży się w całość? Muszę przyznać, że fabuła jest naprawdę dobrze przemyślana, wydaje się, że autor od pierwszego tomu już wiedział, jak to wszystko się skończy. Intryga trzyma w napięciu, najpierw właśnie przez tą ciekawość jak to wszystko ma do siebie pasować, później już wydarzenia, choć może nie jakoś mocno dynamiczne (choć nie można zaprzeczyć, że sporo się w książce dzieje) wciągają tak, że nawet czytelnik nie zastanawia się dlaczego.
 
Wszystko to – przemiana Dawida, tajemnicze postaci, zagmatwanie wątków fabularnych, jak i dopracowany styl powieści gwarantują lekturę zajmującą, wciągającą czytelnika w swój własny świat. Świat smutny, trudny i brutalny, pełen zła, w którym ludzie próbują żyć godnie. Jedni bardziej, drudzy mnie, jednak wszyscy chcą po prostu spokoju i szczęścia. Spokoju ducha, który trudno osiągnąć, gdy cały czas z tyłu głowy ma się własne wyrzuty sumienia i nierozwiązane sprawy. Żeby zacząć układać sobie życie, każdy z bohaterów musi zamknąć w nim jakiś rozdział. Dla jednych zakończenie może być szczęśliwe, dla innych nie całkiem, jednak dzięki temu będę mogli ruszyć dalej. Szkoda tylko, że my w tych dalszych rozdziałach ich życia nie będziemy im towarzyszyć. Choć kto wie? Może Chmielarz kiedyś zmieni zdanie i napisze dalsze przygody Dawida Wolskiego? Pozostaje mieć nadzieję 😊
 
Moja ocena: 8/10

Książkę odebrałam za punkty w portalu czytampierwszy.pl
Numer akredytacji 04/05/2020

 Książka dostępna jest też w abonamencie 

sierpnia 09, 2021

"Dama z blizną" Izabela Szylko

"Dama z blizną" Izabela Szylko

 

Autor: Izabela Szylko
Tytuł: Dama z blizną
Data premiery: 10.06.2021
Wydawnictwo: Studio O’Rety
Liczba stron: 314
Gatunek: thriller psychologiczny / kryminał
 
Izabela Szylko to nie tylko autorka powieści, ale dziennikarka i producentka. Swoje teksty publikowała w takich magazynach jak „Film” i „Kino”, pisze scenariusze i organizuje wykłady podstaw pisania. Literacko debiutowała w 2007 roku książką „Madonna z hiacyntem”, a ja znam ją z jej trzeciej powieści, komedii kryminalnej pt. „Szpilki za milion”. Teraz, przy okazji premiery jej czwartej książki pt. „Damy z blizną”, właśnie ze względu na dobre wspomnienia jej poprzedniego tytułu, zdecydowałam się dać nowej książce szansę, mimo opisu, który sugerował powieść osadzoną mocno w środowisku polityczny.
„Dama z blizną” wydana została prze Studio O’Rety, które jest własnością pisarki.
 
Fabuła powieści toczy się w Warszawie, w czasie gdy grasuje tam seryjny morderca zwany Ogrodnikiem. Komisarz Hardy z świeżo przydzieloną mu profilerką zjawiają się na miejscu znalezienia trzeciej ofiary. To młoda dziewczyna, śliczna blondynka, której ciało ułożone zostało na mchu w lesie i obsypane biało-czerwonymi płatkami róż. Morderca przed śmiercią dręczy swoje ofiary, tnie i gwałci, by finalnie zakończyć ich żywot podcięciem gardła. Z tą ofiarą nie było inaczej. Tym razem jednak moment podrzucenia ciała ktoś widział – ornitolog, który obserwował nocne życie sów. Czy dzięki niemu uda się zlokalizować mordercę?
W tym samym czasie morderca przygląda się swojej czwartej ofierze – to Adela Dobosz, żona Marka Dobosza, który właśnie startuje w kampanii prezydenckiej. Ogrodnik ma wprawę w tropieniu ofiar, nikt nie wie, że już zastawił swoje sidła. Czy policji uda się go złapać zanim skrzywdzi Adelę? Jak jego poczynania wpłyną na dalsze życie Adeli i jej męża?
 
Książka podzielona jest na trzy części, w całości składa się z 85 rozdziałów. Narracja prowadzona jest trzeciej osobie czasu przeszłego w pierwszych dwóch częściach, obserwuje głównie Adelę, jej męża i komisarza Hardego. W części trzeciej narratorką jest już tylko Adela, która przedstawia wydarzenia z własnego punktu widzenia w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego. Styl powieści jest bardzo przyjemny, czasami trochę potoczny, ale to dodaje lekturze tylko i wyłącznie lekkości. Dialogi są żywe, dynamiczne, postaciom zdarza się przekląć, ale wszystko z umiarem – nic tu w oczy nie razi.
 
Muszę przyznać, że tytuł ten mocno mnie zaskoczył. Czytelnik głównie obserwuje małżeństwo Doboszów, jak cała sytuacja z Ogrodnikiem na nich wpływa. Marek to dobry mężczyzna o mocno konserwatywnych poglądach, jednak na tyle charyzmatyczny, że szybko zjednuje sobie polskie społeczeństwo. Adela z kolei ma stać w jego cieniu, wspierać go i pomagać mu w karierze. Sama opiekuje się domem, gotuje i pracuje we własnej kancelarii notarialnej. Teraz ich życie przewraca się do góry nogami. Czy uda im się w tym zamieszaniu dotrzeć do celu? Czy próba okaże się za trudna? A może to sam cel w takiej sytuacji powinien się zmienić?
 
„Dama z blizną” to kolejna z tych książek, o których fabule im mniej się opowiada, tym lepiej. Intryga kryminalna jest naprawdę zaskakująca, wymyka się schematom i tym, co dobrze znamy. Jest tu kilka dobrze przemyślanych zwrotów akcji – każdy jeden był dla mnie niespodziewany. Co prawda samego zakończenia po jakimś czasie się domyśliłam, ale kompletnie nie pozbawiło mnie to przyjemności czytania. To naprawdę zaskakująca powieść, dawno nic tak mocno mnie nie zainteresowało!
 
Co do wspomnianej na samym początku polityki – jako że Marek startuje w wyborach prezydenckich, to automatycznie jego życie mocno się w tym czasie zmienia. Codzienne wizyty w sztabie wyborczym, planowanie spotkań ze społeczeństwem, zdobywanie głosów, rozgłos w mediach – to wszystko w książce jest, ale nie jest to natarczywe, a wręcz toczy się w tle, jako podkład pod historię samego małżeństwa. Nie ma tu więc przetłaczającej polityki, której można by się spodziewać po opisie książki, a raczej spojrzenie na życie dwójki bohaterów, których życie nagle zmienia się na publiczne i nic już nie może być całkiem prywatne. To ciekawy obraz pełen fajnych spostrzeżeń, co nadaje lekturze naprawdę fajnego klimatu.
 
Podsumowując, „Dama z blizną” to mocno zaskakujący thriller psychologiczny z wątkami kryminalnymi, którego akcja toczy się podczas kampanii prezydenckiej. Fabuła skupia się na małżeństwie jednego z kandydatów, a szczególnie na żonie, która w tym czasie przechodzi mocno traumatyczne chwile. Czytelnik obserwuje jak ich życie z prywatnego zmienia się na w pełni publiczne i jak zmieniają się ich relacje i charaktery. Fabuła nieraz zaskakuje, toczy się mocno nieszablonowo, a styl jest tak przyjemny, że książkę czyta się lekko i z ogromną przyjemnością. Bardzo się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać i żałuję, że nie miała szerokiej akcji promocyjnej, bo jest to tytuł, który na pewno wielu fanów tego gatunku na pewno by zadowolił!
 
Moja ocena: 8/10

Książkę odebrałam za punkty w portalu czytampierwszy.pl
Numer akredytacji 04/05/2020

 Książka dostępna jest też w abonamencie 

lipca 27, 2021

"Wiosna zaginionych" Anna Kańtoch

"Wiosna zaginionych" Anna Kańtoch

 

Autor: Anna Kańtoch
Tytuł: Wiosna zaginionych
Cykl: komisarz Krystyna Lesińska, tom 1
Data premiery: 30.09.2020
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał
 
Anna Kańtoch to polska autorka książek z gatunku fantastyki i kryminału. Na scenie literackiej zaistniała w 2004 roku, a w 2016 wydała swoją pierwszą powieść kryminalną pt. „Łaska”. Kańtoch jest pisarką wielokrotnie nagradzaną, a i sama „Wiosna zaginionych” zdobyła Nagrodę Wielkiego Kalibru. Tytuł ten jest pierwszym tomem nowej trylogii kryminalnej autorki o komisarz Krystynie Lesińskiej.
 
Fabuła „Wiosny zaginionych” toczy się współczesną wiosną. Krystyna, ponad 70letnia emerytowana policjantka toczy w miarę spokojne życie – krąży pomiędzy mieszkaniem w Katowicach a działką, czyta książki, ogląda seriale i spotyka się z wnukami. Jej spokój zostaje zaburzony, kiedy pewnego dnia w sklepie wpada na Jacka – mężczyznę, którego nie widziała przez pół wieku. Te spotkanie wzbudza w niej dawno pogrzebane uczucia – to właśnie w czasie wycieczki w góry 50 lat temu jej starszy brat zniknął, trójka jego towarzyszy zmarła, a żywy powrócił tylko Jacek. Krystyna jest pewna, że to on odpowiada za śmierć całej czwórki, teraz więc w końcu może odważyć się na ryzykowny plan… Jednak jego realizacja nie dochodzi do skutku – gdy kobieta wchodzi do domu Jacka, znajduje go martwego w salonie. Kto ją uprzedził? Szybko na miejscu zjawia się policja, a śledztwo przypada jej dawnemu współpracownikowi, który chętnie dzieli się z nią swoją wiedzą i domysłami. Jak szybko uda im się znaleźć mordercę? Czego dowiedzą się o Jacku? I czy Krystyna może mieć nadzieję, że ta śmierć wyjaśni największą zagadkę z jej przeszłości? I co do tego wszystkiego mają okoliczne zaginięcia psów?!
„Nie czułam się staruszką, ale tak wyglądałam i cieszyłam się z tego, ponieważ staruszki nie są groźne, staruszek nikt nie podejrzewa, a ja wiedziałam już, że zamierzam popełnić przestępstwo.”
Książka składa się z prologu, 32 rozdziałów oraz epilogu. Narracja prowadzona jest przez Krystynę w pierwszej osobie czasu przeszłego oraz przez kilka innych postaci (policjantów, operatora numeru alarmowego 112 itp.) w trzeciej osobie czasu przeszłego. Od czasu do czasu rozdziały przetykane są też kilkoma wpisami z bloga tajemniczego Kuby. Styl powieści jest naprawdę bardzo dobry, widać, że książka pod względem językowym jest naprawdę dopracowana – nie dziwi mnie to, gdyż tę autorkę uważam, za jedną z najlepszych w gatunku kryminału, a i w stopce redakcyjnej znalazłam nazwisko Karoliny Macios, co dla mnie jest zawsze gwarancją dobrej pod względem językowym (i nie tylko!) lektury. Język jest dosyć prosty, ale użyty z takim wyczuciem, że czytanie tej książki to sama przyjemność.
 
Krystyna Lesińska jest bardzo wdzięczną bohaterką – to twarda pani komisarz, która przez całe swoje czynne zawodowo życie właśnie pracę stawiała na pierwszym miejscu. Teraz może już trochę zmiękła, odnalazła się w normalnym życiu emerytki, z którego wyciska co najlepsze. Będąc w tym wieku, gdy patrzy wstecz, to żałuje, że nie poświęcała swojej rodzinie więcej czasu, czuje ciągłe wyrzuty sumienia, że nie było jej wtedy, kiedy jej dzieci najmocniej ją potrzebowały. Dla niej jednak to śledztwa były tym, dlaczego żyła, choć zadra z tej największej, najtrudniejszego i nierozwiązanej do tej pory zagadki dotyczącej zaginięcia jej brata ciągle w niej tkwi. Teraz więc Krystyna na nowo wtapia się w świat policjantów i przestępców, na nowo pobudza swoje szare komórki do działania na miarę ich pełnych możliwości. To postać mocno charakterna, pełna wigoru i jakiegoś takiego humoru w spojrzeniu na świat, potrafiąca trudne doświadczenia wykorzystać na swoją korzyść.
 
Akcja powieści toczy się tu spokojnym rytmem, dopasowanym do samego życia Krystyny. Intryga jest ciekawa i rozbudowana, choć mam wrażenie, że dzieli tu swoje miejsce z wątkami obyczajowymi tej historii, skupiającymi się na rodzinie Krystyny oraz życiu towarzyszących jej w tej sprawie policjantów. Myślę więc, że w tym przypadku możemy mówić o lżejszej odmianie kryminału, choć mimo wszystko same morderstwo i zagadka go dotycząca są dosyć mroczne.
 
W książce poruszonych jest też kilka ciekawych tematów, o których koniecznie musze wspomnieć. Dosyć mgliście, bo o tym najważniejszych zagadnieniu psychologicznym mówić nie mogę 😉 Ogólnie jednak książka po części poświęcona jest wspomnieniom, pamięci i przeszłości, a także ciekawym spojrzeniem na rolę matki, a zarazem policjantki. To na pewno tematy warte uwagi!
 
Ogólnie książkę czytało mi się naprawdę dobrze, od pierwszej strony lektury czuje się, że autorka miała na nią pomysł, wszystko jest tu naprawdę przemyślane i dopracowane. Bohaterowie są bardzo sympatyczni, a zagadka, choć niespieszna, jest rozbudowana z rozmysłem i naprawdę ciekawi. Nie wszystko jest tu do końca wyjaśnione, ale autorka już na samym końcu wyjaśniła, że pozostałe wątki zepną się w kolejnych tomach tej serii. Nie pozostaje nic innego jak ich wyczekiwać!
 
Moja ocena: 7,5/10

Książka dostępna jest też w abonamencie 

lipca 01, 2021

"Zapłacisz mi za to" Teresa Driscoll

"Zapłacisz mi za to" Teresa Driscoll

 

Autor: Teresa Driscoll
Tytuł: Zapłacisz mi za to
Tłumaczenie: Monika Nowak
Data premiery: 14.04.2021
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 392
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Teresa Driscoll to brytyjska autorka thrillerów psychologicznych i powieści obyczajowych. Swoją karierę pisarską zaczynała od tych drugich – debiutowała w roku 2015. Dwa lata później przerzuciła się na thrillery, a jej debiutem w tym gatunku była książka „Obserwuję cię”, która rok później pojawiła się w Polsce. Teraz autorka na swoim koncie ma już cztery thrillery, na naszym rynku ukazały się dwa z nich – wspomniany debiut i jej aktualnie najświeższa powieść pt. „Zapłacisz mi za to”. Mam jednak szczerą nadzieję, że wydawnictwo zdecyduje się na wydanie również dwóch środkowych książek autorki, bo szczerze – bardzo lubię jej pióro!
 
Bohaterką thrillera „Zapłacisz mi za to” jest Alice, dziennikarka prasowa żyjąca w małej nadmorskiej miejscowości Devon. Na co dzień pisze dosyć osobiste felietony i artykuły poświęcone sprawom lokalnej społeczności. Pewnej zwyczajnej środy w redakcji odbiera telefon – słyszy w słuchawce mężczyznę, który poprzez modulator głosowy grozi jej, że skrzywdzi ją żyłką do sera… Alice i jej współpracownicy stwierdzają, że to na pewno głupi żart, jednak zgłaszają sprawę naczelnemu. Kiedy jednak chwilę później w kawiarni właściciel już na wstępie podaje jej gotowy napój z jej imieniem na kubku i mówi, że ktoś telefonicznie go o zamówieniu uprzedził, Alice wręcz paraliżuje strach. Zgłasza to na policję, a jej chłopak upiera się, by wynająć detektywa. Niewiele później okazuje się, że Alice ma stalkera, który atakuje tylko w środy… Bo, jak przypomina sobie kobieta, w poprzednie środy też działy się dziwne, niepokojące rzeczy… Czy te prześladowanie będzie narastać? Czego ten ktoś od niej chce? I jak sobie z tym poradzić, kiedy policja ma mocno ograniczone środki na tego typu działania?
 
Książka składa się z 63 rozdziałów i epilogu, które rozdzielone są na cztery postacie: Alice, Alice – wtedy, On – wtedy i Matthew. Tych dwóch ostatnich opisuje wydarzenia w trzeciej osobie czasu teraźniejszego, rozdziały poświęcone Alice przedstawione są w pierwszoosobowej narracji, ‘wtedy’ w czasie przeszłym, wydarzenia aktualne w czasie teraźniejszym. Styl powieści jest bardzo przyjemny, są ciekawe przemyślania i komentarze bohaterów, dobrze poprowadzone, dynamiczne dialogi, a atmosfera strachu i paranoi jest oddana naprawdę klimatycznie. Całość czyta się szybko i bez problemów.
 
Postacie wykreowane przez Driscoll są przemyślane i wiarygodne. Główną bohaterką jest wspomniana Alice, dziennikarka, dla której odwaga jest cechą niezwykle wartościową. Swoje artykuły poświęca ludziom, którzy odważyli się coś zmienić, coś zadziałać dla dobra społeczności. Teraz jej najważniejszym tematem jest wyburzenie bardzo starego budynku podlegającemu prawu miasta, a który wpływa szkodliwie na społeczeństwo i zdrowie mieszkańców. Miasto nie chciało nic zmieniać, jednak grupa mieszkańców wzięła sprawy w swoje ręce, a Alice opisała to na łamach gazety, przez co sprawa stała się głośna. Alice właśnie takich ludzi podziwia. Kiedy więc, jak ona sama to postrzega, spotyka ją sytuacja, w której i ona powinna wykazać się odwagą, nie dać się zastraszyć, to główny temat, o którym myśli. Jest złą na siebie, bo się boi, bo daje się zastraszyć i podporządkowuje swoje życie pod poczynania stalkera. Autorka rewelacyjnie oddaje ten mętlik w głowie jaki ma nasza główna bohaterka, dokładnie wyraża jej odczucia i myśli, przez co czytelnik z łatwością rozumie jej zagubienie.
„Jeśli mam być szczera, to uważam się za największego pechowca na tej planecie. Skoro ten łysy facet nie jest moim stalkerem, to czemu, u licha, wybrał właśnie mnie, spośród wszystkich jadących tamtym pociągiem kobiet? Czy wysyłam jakieś paranoiczne sygnały, który przyciągają rozmaite szumowiny? Mam coś napisane na czole? ‘Idealna ofiara – zapraszam’.”
Ogólnie temat stalkingu jest trudny. Oczywiście w odniesieniu do prawdziwego życia, gdyż na thrillery, moim zdaniem, nadaje się naprawdę świetnie. Jednak poprzez takie książki, czytelnik może się przekonać, jak niewiele pomocy mają takie osoby, które padły ofiarą tego prześladowania, jak niewiele policja jest w stanie zrobić, jak mocno odbija się to na psychice ofiary i jak słabo społeczeństwo to rozumie. Driscoll ten obraz oddała rewelacyjnie.
 
Ale wróćmy jeszcze na chwilę do pozostałych bohaterów powieści. Prócz Alice wydarzenia aktualne poznajemy z punktu widzenia Matthew, byłego policjanta, prywatnego detektywa, którego zatrudnia chłopak Alice. Matthew jest dobrym człowiekiem znającym się na swoim fachu, a poprzez pokazanie go również od strony prywatnej, postać nabiera pełności, a i zdaje się trochę rozładowywać gęstą atmosferę niepokoju. Jest też postać okryta pod określeniem „On” – wydarzenia opowiadają historię jakiegoś małego chłopca, którego wychowuje babcia. Nie wiemy jak ta postać łączy się z aktualnymi wydarzeniami, ale przecież musi, prawda? Te fragmenty wzbudzają w czytelniku największy zamęt, największą ciekawość jak to wszystko złoży się w całość. Oczywiście prócz tych postaci mamy tu też szerokie grono postaci drugoplanowych, jak policjantka zajmująca się sprawą Alice, jej chłopak, siostra, matka itp. Wszystkie te postacie, choć w tle, mają coś, co sprawia, że robią się wiarygodne, autorka w kilku słowach potrafi stworzyć pełną postać. To naprawdę godna podziwu umiejętność.
„Czasem, kiedy czyta książkę, tak jakby wkleja się w kartki i zupełnie zapomina, gdzie się znajduje.”
Intryga kryminalna książki rozpisana jest z dużym wyczuciem. Autorka co chwilę zbija nas z tropu, co chwilę akcja kieruje się w inną, zaskakującą stronę. Razem z Alice w strachu wyczekujemy na kolejną środę, zastanawiamy się co jej stalker tym razem wymyśli. Autorka sprytnie buduje napięcie, aż do wielkiego, zaskakującego finału. Nie nudziłam się przy tej lekturze ani przez moment!
 
Warto też wspomnieć, że stalking to nie jedyny istotny i trudny temat poruszany w tej powieści. Część z nich wiąże się z tajemniczym chłopczykiem, część z samą Alice – nie są one dominujące, jednak znacząco wpłynęły na życie bohaterów, sprawiły, że teraz są tacy jacy są. To nie tylko przedstawienie trudnych tematów, ale i dobre uzasadnienie psychologiczne aktualnych decyzji podejmowanych przez postacie jak i ich zachowań.
 
Podsumowując, „Zapłacisz mi za to” to świetny thriller psychologiczny. Postacie wykreowane są naprawdę przekonująco, warstwa psychologiczna jest dopracowana i dobrze przemyślana. Intryga kryminalna dynamiczna i zaskakująca, przez co książki ani na moment nie chce się odkładać. Krótkie rozdziały rozłożone naprzemiennie na cztery postacie dodają tylko książce dynamizmu. Przy „Obserwuję cię” pisałam, że był to udany debiut i że czekam na kolejną książkę autorki. Przeczucia mnie nie myliły, „Zapłacisz mi za to” jest jeszcze lepsze! Czekam na więcej!
 
Moja ocena: 8/10

Książkę odebrałam za punkty w portalu czytampierwszy.pl
Numer akredytacji 04/05/2020

Książka dostępna jest też w abonamencie 

grudnia 02, 2020

"Uczniowie Hippokratesa. Doktor Bogumił" Ałbena Grabowska

"Uczniowie Hippokratesa. Doktor Bogumił" Ałbena Grabowska

 

Autor: Ałbena Grabowska
Tytuł: Uczniowie Hippokratesa. Doktor Bogumił
Cykl: Uczniowie Hippokratesa, tom 1
Data premiery: 01.08.2020
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 512
Gatunek: powieść historyczna / obyczajowa
 
Zachwyty nad powieściami Ałbeny Grabowskiej docierały do mnie od kilku dobrych lat. Autorka ma na swoim koncie kryminał i thriller – obydwa oczywiście ciągle czekają na swoją kolej na moim czytniku. Popatrywałam też nieśmiało na jej inne powieści, szczególnie „Matki i córki”, ale oczywiście i by po nie sięgnąć nie było okazji. Sytuacja zmieniła się tego lata, kiedy na rynku ukazał się pierwszy tom trylogii pt. „Uczniowie Hippokratesa. Doktor Bogumił”. To powieść tocząca się w połowie XIX wieku w środowisku medycznym, czyli coś co mocno mnie fascynuje. Dodatkowo, prócz fikcyjnej historii polskiego lekarza pracującego w warszawskim szpitalu całość przeplatana jest fabularyzowanymi historiami dotyczącymi faktycznych medycznych pionierów – to zdecydowanie podwyższa wartość całej powieści. Więc gdy tylko okazało się, że egzemplarze tej książki dostępne są na portalu czytampierwszy.pl, nie wahałam się ani chwili i tak książka trafiła na moją półkę.
A skąd w ogóle taki temat u pisarki? Ałbena, zanim jeszcze rozpoczęła swoją karierę pisarską, sama pracowała w szpitalu. Autorka ma tytuł doktora w specjalizacji neurologii i epileptologii, co też ewidentnie trochę wykorzystuje w tej powieści. Teraz kariera medyczna zeszła u niej trochę na dalszy plan, jednak nie zrezygnowała z niej całkowicie – nadal pracuje w przychodni w niewielkim miasteczku pod Warszawą. Jak sama autorka przyznała w jednym z wywiadów – cykl „Uczniowie Hippokratesa” to dla niej zamknięcie klamrą etapu drogi życiowej, ukłon dla jej mentorów i wielkich naukowców, z którymi miała okazję pracować.
 
Tom pierwszy „Uczniów Hipppokratesa” opowiada historię doktora Bogumiła Korzyńskiego, który w roku 1850 rozpoczął pracę w warszawskim Szpitalu Dzieciątka Jezus. W tamtych czasach szpital wyglądał jednak inaczej niż teraz – medycyna była ciągle w powijakach, znieczulenie czy usypianie przy zabiegu uważane był za herezję, nie widziano też związków między brudem a chorobami. Lekarze w szpitalu nie myli rąk, poruszali się po salach pełnych brudu, krwi, ropy i innych cuchnących wydzielin. Bogumił jednak od początku był zdecydowany by pomagać, by się uczyć i dążyć na nowych odkryć. Powodowany obawami o żonę, która bardzo ciężko znosiła porody, zainteresował się eterem i postanowił zostać lekarzem od spraw kobiecych. Dołączył do jednego z najlepszych polskich zespołów lekarzy, którzy nastawieni byli pozytywnie do wszelkich medycznych nowinek. Pracę w szpitalu, badania nad nowymi metodami leczenia musiał też połączyć z życiem rodzinnym – kilka lat temu wżenił się w arystokratyczną rodzinę, która podwyższyła jego własny, raczej niski status społeczny. Bogumił ma też pewną tajemnicę z przeszłości, której ujawnienie groziłoby ogromnym społecznym skandalem…
 
Książka składa się z wstępu (kilku słów od autorki) i 7 rozdziałów przeplatanych 7 historiami o prawdziwych pionierach w dziedzinie medycyny. Te fabularyzowane historie liczą najczęściej kilka stron i skrótowo, w kilku scenkach przybliżają czytelnikowi postacie znanych lekarzy. Rozdziały dotyczące zaś fikcyjnej historii Bogumiła są dosyć długie, jednak nie są pisane jednym ciągiem – są rozdzielone na scenki poprzetykane fragmentami listów, którymi wymieniają się bohaterowie. Co ciekawe, każdy rozdział otwiera zapowiedź tego co w nim znajdziemy – to stylizacja na starodawną powieść.
Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża za głównym bohaterem. Styl jest przyjemny, spokojny i dokładny, dialogi stylizowane na język, w którym mówiło się w tamtych czasach – i muszę przyznać, że jest to bardzo udany zabieg.
 
W książce znajdziemy wiele ciekawych tematów, jednak nie da się ukryć, że przoduje tu medycyna. To ona odgrywa pierwsze skrzypce, widok szpitali, podejście lekarzy, zaawansowanie medycyny (a raczej jej brak), sposób rozprzestrzeniania się nowinek, to wszystko dominuje na kartach powieści. Opisy zabiegów czy sal szpitalnych są oddane bardzo realistycznie, nie będę oszukiwać – nieraz podczas lektury czułam mocne obrzydzenie. Jednak w ten sposób autorka uświadamia nam jak wiele w ciągu tych 170 lat zostało zrobione, jak wiele w tym czasie się dowiedzieliśmy. Połowa XIX wieku wygląda na okres medycyny raczkującej, a największe odkrycia medyczne ciągle były sprawą przyszłości. To naprawdę fascynujące obserwować w jaki sposób lekarze, naukowcy dochodzili do przełomowych odkryć.
 
Oczywiście oprócz dominujących wątków medycznych w książce znajdziemy wiele uwagi poświęconej na życie społeczne, głównie w obszarach arystokratycznych w tamtym czasie. Przyglądamy się życiu rodziny Bogusława, miejscu kobiety i służby w hierarchii społecznej. Warto też wspomnieć, że autorka poświęca dużą uwagę na miejsce kobiet w medycynie – a raczej jego brak.
 
W powieści znajdziemy też trochę dodających klimatu tajemnic – Bogumił nie do końca jest tym za kogo się podaje, skrywa duży sekret, którzy dzieli z dwoma, a nawet trzema osobami – przez jedną z nich cały jego domek z kart zaczyna się sypać. Tajemnic jest jednak więcej – jedna z sióstr żony Bogumiła, dosyć ekscentryczna, bardzo ambitna kobieta robi coś, co jest sprzeczne całkowicie z ówczesnymi konwenansami – to też zdecydowanie nie może wyjść na jaw. Żona Bogumiła też ciągnie za sobą dosyć kontrowersyjną przeszłość. Te zagadki dodają lekturze smaczku, powodują, że z ciekawością obserwujemy losy całej rodziny.
 
Podsumowując, „Uczniowie Hippokartesa. Doktor Bogumił” mocno mnie zaskoczyli. Pozytywnie oczywiście. Książka dopracowana jest pod każdym względem zarówno na płaszczyźnie medycznej, jak i społecznej XIX wieku. Całość oddana jest bardzo realistycznie, autorka niesamowicie zgrabnie łączy fakty z medycyny z opowieścią beletrystyczną. To książka, z której można wynieść nową ciekawą wiedzę, a i przy okazji świetną rozrywkę. Na pewno jest to lektura, dla osób, które choć trochę fascynują się medycyną – jednak ten wątek dominuje nad innymi, a i dosyć szczegółowe opisy zabiegów i szpitala będą gratką tylko dla tych, którzy są ciekawi jak medyczna sytuacja wyglądała w tamtym czasie. Mnie te tematy mocno ciekawią, a do tego dostałam jeszcze fajne tło społeczne, trochę tajemnic i przyjemnie stylizowany język. Nie wymagam nic więcej, książkę czytało mi się naprawdę bardzo dobrze. Już teraz czekam na tom drugi, który podobno ma bardziej skupiać się na postaciach kobiecych w medycynie.
 
Moja ocena: 8/10

Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 06, 2020

"Topiel" Jakub Ćwiek

"Topiel" Jakub Ćwiek

Autor: Jakub Ćwiek
Tytuł: Topiel
Data premiery: 03.06.2020
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller obyczajowy

Jakub Ćwiek to znane nazwisko wśród polskich pisarzy, głównie kojarzone z literaturą fantastyczną. Autor debiutował w 2005 roku powieścią „Kłamca”, która otworzyła wielotomowy cykl o tym samym tytule. Ja z jego twórczością spotkałam się dopiero rok temu, gdy autor pokusił się o inny gatunek. Mówię tu o „Szwindlu”, kryminale o mistrzach przekrętu, który uznałam za jedną z najlepszych książek roku poprzedniego. Jej recenzję znajdziecie tu – klik! 
Rok później, w czerwcu tego roku ukazała się kolejna powieść w innym gatunku niż fantastyka – tym razem autor postawił na thriller obyczajowy o powodzi z 1997 pt. „Topiel”.

Jest to historia opowiadająca o pamiętnym lecie czwórki 13- i 14-letnich chłopców, lecie, które zmieniło ich życie na zawsze. Kacper, Grzesiek, Darek i Józek wiodą życie typowych na koniec lat 90. XX wieku nastolatków – przeżywają pierwsze miłości, grają w gry, czytają komiksy i powoli się buntują. W lipcu tamtego roku zmienia się wszystko - do Głuchołaz wpadła powódź, która spustoszyła dużą część Polski. Powódź, woda o ogromnej niszczycielskiej mocy, zabrała ludziom cały dobytek, ale przyniosła też coś niebezpiecznego, niespodziewanego, co wpłynie nieodwracalnie na chłopców. To lato, w którym dzieci stają się dorosłymi, lato przemian, wydarzeń, które wpiszą się już na zawsze w ich życie. Co będzie tym momentem zwrotnym? Jakie następstwa dla czwórki przyjaciół przyniesie ze sobą Powódź Stulecia?
„Niczym ofiary gwałtu, gdy uświadomią sobie, że to, co jeszcze kilka godzin temu było najgorsze na świecie – sam akt, stanowiło tak naprawdę tylko preludium, bo najgorsza jest utrata wiary. W domu, w bezpieczne miejsce. Zdarzyło się raz, może zdarzyć się znowu. Zdarzyło się raz i nie ma już normalności.”
Książka składa się z pięciu tytułowanych części, epilogu i posłowia, które moim zdaniem jest dosyć ważne, bo tłumaczy podejście autora do tej powieści. Każda z części podzielona jest na krótkie rozdziały rozdzielone pomiędzy czwórkę bohaterów oraz przeplatana od czasu do czasu tak zwanymi ‘luźnymi kartkami’ – wydarzeniami, w których chłopcy nie uczestniczą bezpośrednio, jednak które mają wpływ na ich losy i są uzasadnieniem tego co się z nimi ostatecznie stało – to takie dopełnienie historii, które z początku jest dosyć niezrozumiałe – dopiero później nabiera sensu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl przyjemny, spokojny, uważny, skupiony na przeżyciach nastoletnich bohaterów.

„Topiel” to książka, w którą trzeba się wgryźć. Dosyć długo trwało u mnie zanim faktycznie mnie zainteresowała, chyba dopiero gdzieś tak w połowie zaczęłam się w historię wczuwać. Ostatecznie, po lekturze nie uważam tego za minus, autor po prostu powoli, z uwagą, cierpliwie buduje całe tło do swojej opowieści. W końcu kiedy książka zaczęła mnie wciągać, to zrobiła to na tyle, że nie chciałam już jej odkładać, póki nie dotrę do końca.

Myślę, że jest to książka, o której można napisać wielostronicowy elaborat. Autor na kartach powieści zawarł naprawdę sporo kwestii, które aż proszą się o omówienie. Postaram się to zrobić skrótowo, tak by dać Wam tylko przedsmak tego, co można w powieści znaleźć.

Po pierwsze – bohaterowie. Autor powieści sam wychował się w Głuchołazach, przeżył tę samą powódź, co oni. No, w ogólnym sensie, bez następstw, które spotkały bohaterów. Był też w tym samym wieku co powieściowi chłopcy, więc był w stanie oddać bardzo dobrze ich tamtejsze realia i spojrzenie na świat. Każdy z bohaterów jest zbudowany z dużą uwagę – jest buntownik, którego ojciec ciągle pracuje za granicą, przez co chłopiec zaczyna go nienawidzić. Jest chłopiec, który przyjechał na lato z matką do dziadków – jego rodzina też skrywa wstydliwą tajemnicę. Jego kuzyn z kolei akurat tego lata ma młodzieńczą obsesję na punkcie jeden z dziewczyn. Jest też syn mężczyzny, który jakiś czas temu w wypadku stracił wzrok, po czym jego żona ich zostawiła. Życie chłopców pozornie proste, tak naprawdę jest mocno skomplikowane, każdy z nich targany jest emocjami, których do końca nie rozumie, pełni są gniewu i frustracji. To równocześnie dobre chłopaki, nie sposób ich nie polubić, gdy już się ich trochę lepiej pozna.

Po drugie – świetnie oddane tło społeczne i kulturowe końcówki lat 90tych XX wieku. Mam wrażenie, że nikt tak jak Ćwiek, nie potrafi wpleść w fabułę tylu nawiązań do popkultury co on. I tutaj stworzył sobie specjalną scenę pod właśnie taki powrót do końcówki XX wieku. Gry, komiksy, książki, filmy – tego książka jest pełna. Nie wiem jak podejdzie do tego młodsze pokolenie, ale dla mnie, osoby niewiele młodszej od autora, to była niesamowita przygoda.

Po trzecie – powódź. Autor w posłowiu zaznacza, że zmienił kilka rzeczy na potrzeby fabuły, jednak nie zmienia to ogólnego sensu – autor to przeżył i na własnej skórze doświadczył, jakim żywiołem jest woda, jak bardzo jest to niepohamowana, niszczycielska moc. Bardzo skrzętnie dostajemy tu opis zachowań ludzi, jak reagowali na wieść o zagrożeniu, jak sobie z nim radzili. Sporo jest tu o pomocy z Caritasu, o działaniach wojska. Mnie mocno poruszyła scena, w której mały sklepikarz własnym transportem chciał pomóc tym najbardziej poszkodowanym, a został prawie że przez nich rozszarpany. Tu dobroć zderzyła się z podejściem ‘bo przecież mi się należy’. Ludzie są różni, charaktery są różne, a najmocniej te różnice wychodzą w kryzysowych sytuacjach.

Jest to thriller, bo jest trup. Już na samym początku dowiadujemy się, że jeden z chłopców zaginął, a dwa tygodnie po powodzi zostało znalezione ciało. Czyje ono jest? Jak się tam znalazł? Kto zaginął? Dlaczego? Napięcia związanego z zagadką nie ma tu za wiele, raczej jest przyćmione przez te wątki obyczajowe, jednak ma kluczowe znaczenie dla finalnych wydarzeń.

Myślę, że na tym zakończę, choć jak pisałam wcześniej mogłabym jeszcze o książce naprawdę dużo opowiadać. Zachęcam jednak do tego, by po lekturę sięgnąć samodzielnie, to naprawdę świetnie napisana, dobrze przemyślana powieść, która szczególnie dla osób pamiętających tamte czasy, będzie niesamowitym powrotem do przeszłości.
Na końcu wspomnę jeszcze o świetnym wydaniu książki, każda część ma swoje oznaczenia, okładka również zachęca, przez co lektura jest jeszcze przyjemniejsza niż normalnie.
To książka warta przeczytania, polecam!

Moja ocena: 8/10

Książkę odebrałam za punkty w portalu czytampierwszy.pl
Numer akredytacji 04/05/2020


 Książka dostępna jest też w abonamencie 

czerwca 01, 2020

"Opowieść podręcznej" Margaret Atwood

"Opowieść podręcznej" Margaret Atwood

Autor: Margaret Atwood
Tytuł: Opowieść podręcznej
Cykl: Opowieść podręcznej, tom 1
Tłumaczenie: Zofia Uhrynowska - Hanasz
Data premiery: 17.04.2017
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 368
Gatunek: literatura piękna - antyutopia

Wszyscy dobrze wiemy, że Margaret Atwood wielką pisarką jest. Pochodzi z Kanady, często sięga po tematykę feministyczną. Jest również poetką, krytyczką literacką oraz aktywistką ekologiczną i społeczną. Bez dwóch zdań jej najbardziej znaną powieścią jest „Opowieść podręcznej”. Oryginalnie wydana została w 1985, rok później została jej przyznana nagroda Bookera. W 1990 roku książka została zekranizowana, a dwa lata później po raz pierwszy ukazała się w Polsce. Wznawiana kilka razy, ostatnio zrobiło się o niej głośno ponownie w 2017 roku przy okazji premiery serialu powstałego na jej podstawie. Teraz w 2020 roku książka została wznowiona ponownie przy okazji premiery drugiego tomu opowieści pt. „Testamenty”.
Ja „Opowieść podręcznej” poznałam 3 lata temu właśnie dzięki serialowi. Od razu wskoczył na listę moich ulubionych ekranizacji na małym ekranie, uważam go za jeden z najlepiej zrealizowanych seriali ostatnich lat. W sumie od końca pierwszego sezonu chciałam zapoznać się również z książką – w końcu to oryginał historii. Jednak dopiero teraz, gdy przez pandemię premiera kolejnego sezonu została przesunięta, moja tęsknota za tym światem była tak duża, że zmusiła mnie do nadrobienia czytelniczych zaległości. Cieszę się, że w końcu udało mi się z książką zapoznać, chociaż od razu muszę przyznać, że podczas lektury czułam naprawdę ogromny smutek – ponurość tego świata stworzonego przez Marwood w serialu jakoś mniej jest odczuwalna. To jednak świadczy o tym, jak bardzo jest to dobra literatura, jak świetnie, ale i przerażająco zbudowana wizja świata.

„Opowieść podręcznej” to antyutopia. Rzecz dzieje się chyba gdzieś w latach 90tych XX wieku, może trochę później, nie jest to dokładnie określone, na terenie USA – teraz, po krwawym przewrocie władzy, powstała tam Republika Gileadu – miejsce, w którym opacznie rozumie się Biblię, miejsce fanatyków religijnych, gdzie pozycja życiowa kobiety została zdegradowana – teraz kobiety nie mają żadnej władzy, są podległe mężczyznom, mężom. Nie mogą czytać, nie mogą pisać, nie mogą działać społecznie czy pracować zawodowo – ich funkcja ogranicza się do utrzymywaniu domu, wspieraniu męża i wychowywaniu potomstwa. Dla tych, którzy nie są w stanie tego zrobić, a mają wysoką pozycję społeczną, powstał osobny gatunek człowieka – Podręczna – kobieta, która nie zasłużyła na miano kobiety, jej jedynym zadaniem jest rozmnażanie. Pozbawiona wszelkich praw, co miesiąc gwałcona przez swojego właściciela, co jest oczywiście zgodne z prawem – w końcu Podręczna ma urodzić dziecko dla Komendanta i jego Żony. Są to kobiety, które w dawnym życiu żyły bez ślubu, lub w drugim małżeństwie, które miały już dzieci, więc są zdolne do poczęcia i utrzymania ciąży. Najpierw są szkolone w Czerwonym Centrum, później trafiają na dwa lata do domu któregoś z Komendantów, by później znowu przenieść się do kolejnego. Pozbawione wszystkiego, nawet własnego imienia. Jedyne co im pozostało to wspomnienia i nadzieja, że kiedyś rządy tych fanatyków zostaną obalone… Jednak czy wydarzy się to za ich życia? Czy to w ogóle jeszcze możliwe?
„Już teraz nie istnieje nic takiego jak bezpłodny mężczyzna, w każdym razie oficjalnie. Płodne i bezpłodne mogą być tylko kobiety, tak stanowią przepisy.”
Książka podzielona jest na kilka tytułowanych części. W całości składa się z 46 rozdziałów. Całość zamyka ‘komentarz historyczny do Opowieści podręcznej’ toczący się w 2195 roku podczas sympozjum zjazdu historycznego. Historia przedstawiona jest z punktu widzenia Podręcznej, Fredy (imię powstałe od imienia jej ówczesnego Komendanta).  Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, aktualne wydarzenia jej życia przeplatają się ze wspomnieniami z życia przed powstaniem Gileadu oraz z czasów szkolenia w Czerwonym Centrum. Poznajemy dokładnie myśli kobiety, to bardzo osobisty pamiętnik.

Ogromne wrażenie zrobił na mnie świat wymyślony przez pisarkę. Jest pełny, kompletny, każda dziedzina życia została nim objęta, każda kwestia dokładnie przemyślana. Każdy człowiek w tym świecie ma nową funkcję, granice w których może się poruszać. Ich funkcjonowanie zostało dokładnie określone i każde ma swoje uzasadnienie i skądś pochodzi. Już sam pomysł, by pozycję kobiet wyróżniać kolorem stroju jest niby prosty, ale jednak oryginalny - a to dopiero sam początek.
„… będziemy to robić powoli, ostrożnie.
Gdybym sobie pomyślałam, że to się już nigdy nie powtórzy, tobym chyba umarła.Ale to właściwie bez sensu, nikt nie umiera z braku seksu. Umiera się z braku miłości. Tu nie ma nikogo, kogo mogłabym kochać – wszyscy albo nie żyją, albo są gdzieś daleko. Kto wie, gdzie są albo jak się teraz nazywają? Mogą być równie dobrze nigdzie, tak jak ja dla nich. I ja należę do osób zaginionych.”
Wizja świata przedstawionego w książce jest przerażająca. To świat stworzony przez fanatyków religijnych, którzy nastawieni tylko na jeden cel dążą do niego po przysłowiowych trupach. Każdy fanatyzm nieprzystopowany w porę prowadzi do tragedii, mamy tego przykłady w historii. Tu sprawa poszła o wiele dalej, jednak jeśli dłużej się nad tym zastanowić, nie jest to takie nieprawdopodobne. Są społeczności, sekty żyjące w taki czy inny sposób, więc dlaczego nie rozciągnąć tego na całe państwo? Szczególnie jeśli warstwa militarna i policyjna jest dobrze, solidnie zbudowana.
„Powrót do wartości tradycyjnych. Nie marnotraw, nie pożądaj. Ja się nie marnuję; dlaczego jeszcze czegoś pożądam?”
To co najbardziej uderzyło mnie w tej książce, to przestroga jaką ze sobą niesie – trzeba reagować w porę, nie można być obojętnym, myśleć, że to co dzieje się na świecie nas nie dotyczy. Każde słowo, wypowiedziane w odpowiednio wczesnym momencie coś znaczy, nie wolno godzić się na niesprawiedliwość i akceptować czy przymykać oko na chore argumenty. Te przesłanie uderza we mnie teraz tym mocniej, że w naszym państwie aktualnie też nie dzieje się dobrze, rząd, partia rządząca pozwala sobie na coraz więcej i więcej, momentami łamiąc konstytucję. Jak długo mamy to znosić? Czy nie jest już za późno na reakcję? Tylko komu się chce? Nie lepiej poczekać, przecież to nie dotyczy nas bezpośrednio? Może samo przejdzie? No cóż, w Gileadzie nie przeszło. Może warto wyciągnąć wnioski?

Jak wspomniałam, w książce panuje poczucie przeogromnego smutku. Narratorka, Freda pamięta swoje życie przed Gilead, ma porównanie. Teraz jej dzień polega na istnieniu, największa atrakcja to spacer na zakupy. Wszystko, prócz możliwości istnienia zostało je odebrane. Jak żyć w takiej formie? Część kobiet nie wytrzymuje, popełnia samobójstwo. Fredę utrzymują przy życiu wspomnienia, nadzieja, że jej rodzina gdzieś jednak żyje i że przecież takie pogwałcenia praw ludzkich musi się kiedyś skończyć.
„Zdarzają mi się te nawroty przeszłości, jak omdlenia, jak fala przelewająca się przez moją głowę. Czasem jest to trudne do zniesienia. Co robić, co robić – zastanawiałam się. Nic się nie do zrobić. Czekać i stać, przecie to też służba.”
Sama jednak boi się dokonać istotnych zmian, woli się dostosować, przeczekać. Przecież może samo kiedyś coś się zmieni, lepiej nie ryzykować. Swoja drogą Freda miała dużo przykładów jak ryzyko się kończy, więc to też nie jest jednoznacznie tchórzliwe zachowanie. Ciężko oceniać, ale jeszcze ciężej obserwować jej egzystowanie, życie sprowadzone do jednej funkcji.
„Nie wszystko, w co wierzę, może być prawdą, choć z pewnością jedna z tych rzeczy musi. Ale ja wierzę we wszystkie trzy wersje losu Łukasza jednocześnie. Ta metoda wierzenia w wykluczające się nawzajem możliwości wydaje mi się, właśnie teraz, jedynym sposobem na to, żeby uwierzyć w cokolwiek. Obojętne, jaka okaże się prawda jestem na nią przygotowana.To też jedno z tych moich wierzeń. Ale i ono może się nie potwierdzić.”
Ogólnie książka robi naprawdę duże wrażenie. Podziwiam autorkę za ogrom pracy jaki musiała włożyć w wymyślenie całego świata. Wszystko jest tu dokładnie przemyślane, wszystko ma swoje miejsce, funkcję i uzasadnienie. Przemyślenia Fredy są wstrząsające, przepełnione przeogromnym smutkiem. Przesłanie książki jest mocne, dające do myślenia, budzi chęć i motywację do działania, do niezgadzania się na najmniejsze przejawy ograniczeń wolności. Co zadziwiające, książka powstała w 80 latach XX wieku, a nadal jest przerażająco aktualna.

Moja ocena: 8,5/10

Książkę odebrałam za punkty w portalu czytampierwszy.pl
Numer akredytacji 04/05/2020