Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwomediarodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwomediarodzina. Pokaż wszystkie posty

października 27, 2025

"Prąd wsteczny" Dariusz Gizak

"Prąd wsteczny" Dariusz Gizak

Autor: Dariusz Gizak
Tytuł; Prąd wsteczny
Cykl: Jacek Kowalik, tom 2
Data premiery: 15.10.2025
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 344
Gatunek: powieść kryminalna
 
Dariusz Gizak na polskim rynku książki kryminalnej pojawił się wiosną tego roku z tytułem “Wolta” (recenzja - klik!), pierwszym tomem serii z prywatnym detektywem Jackiem Kowalikiem, którego akcja rozgrywała się w Warszawie, a spora jej część wokół Dworca Centralnego, gdzie sam autor swego czasu był szefem ochrony. Tom drugi pt. “Prąd wsteczny” przenosi czytelnika w inne miejsce - do Krynicy Morskiej - jednak i tu można znaleźć zagadnienia dla autora ważne, jak choćby temat lasów i tematów przyrodniczych z nimi związanych, w których sam stawał nieraz w obronie wspierając projekty swoich piórem i działalnością. Dariusz Gizak swoje opowieści opiera na własnym bogatym doświadczeniu - pracował m.in. w policji, jako szef ochrony ważnych warszawskich obiektów czy w firmach windykacyjnych. Piórem posługuje się od lat, w latach 90-tych wydał jedną książkę non-fiction, stale zaangażowany jest również publicystycznie w magazynach związanych z historiami kryminalnymi i ochroną przyrody.
 
Krynica Morska, styczeń. To tam wylądował Jacek Kowalik po przyjęciu nowego zlecenia - ma zbadać sprawę śmierci młodej dziewczyny, Dominiki, która półtora roku temu w Krynicy spędziła wakacje, z których już nigdy do domu nie wróciła. Oficjalnie policja uznała, że dziewczyna zginęła przypadkowo, wciągnął ją w głąb morza prąd wsteczny. Ale dlaczego zatem medyk sądowy w jej płucach znalazł słodką wodę? Tego nikt im nie wyjaśnił, a teraz dostali anonim, że śmierć ich córki jednak przypadkowa nie była. Dlaczego po tak długim czasie ktoś sobie o tej sprawie przypomniał? Kowalik musi dyskretnie temat wybadać, co w niewielkiej turystycznej miejscowości po sezonie wcale do łatwych zadań nie należy…
 
Książka rozpisana jest na 41 rozdziałów pisanych z perspektywy Jacka w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Akcja powieści toczy się linearnie, śledztwo prowadzone jest klasycznie, w oparciu o rozmowy z potencjalnymi świadkami, a więc dialogów jest w powieści sporo. Styl historii jest spokojny, czuć w nim doskonale klimat tej nadmorskiej miejscowości po sezonie, gdzie życie toczy się tempem niespiesznym. Język dopasowany jest do rozmówców, autor dba o realizm w dialogach, świetnie wychodzi mu naśladowanie np. osoby jąkającej się. Przekleństw w powieści nie ma za wiele, jest za to dobre poczucie humoru, w tekście czuć, że sposób wypowiedzi jest dla autora ważny. To się po prostu dobrze czyta!
“Jacek uznał, że w snuciu podejrzeń jest świetny. Może dać sobie szóstkę. Ale z dowodami na poparcie tych teorii już było słabiej. W szkole usłyszałby: “Jedynka i jutro przyjdź z rodzicami”.”
Tym, co bardzo mi się w tym tomie spodobało, to niespieszne tempo, w jakim autor snuje swoją opowieść, dzięki któremu mamy czas, by przyjrzeć się temu, co wokół. A to sprawia, że powieść staje się uważna - na przyrodę wokół i ludzi, których kreacje pod kątem psychologicznym oddane są z dokładnością. A jako że całą opowieść poznajemy oczami Jacka, to dzięki temu i sam bohater na tym zyskuje. Jacek przemierza plaże szukając tropów, choć po czasie to nie tropy go zaprzątają, a bursztyny. Snuje się po lasach, gdzie leśniczy stara się uporać z problemem dzików i ich odstrzałów, a mieszkańcy Krynicy nielegalnie wypłukują z ziemi bursztyn. Autor bardzo wiarygodnie oddaje te warunki otoczenia, a równocześnie porusza ciekawe tematy społeczne tego miejsca.
“(...) stwierdził, że tak nieruchoma cisza Krynicy Morskiej jest pełna nieprawdy. Kto by pomyślał, że w uśpionym kurorcie dzieją się takie rzeczy?”
Sam Jacek to bohater prawy, człowiek o dobrym kompasie moralnym. Miłośnik storczyków i przyrody ogólnie, facet “starego typu”, który gdzieś tam choć trochę zna się na wszystkim i żadnej pracy się nie boi. W Krynicy nie tylko węszy wokół ośrodka, w którym zatrzymała się Dominika, ale nawet zatrudnia się tuż obok, tworząc sobie przykrywkę do działań właściwych. Korzysta z dawno nabytych umiejętności detektywistycznych, policyjnych, ale robi wszystko z głową, niespieszne, woli poświęcić sprawie więcej czasu, byle by zbadać ją tak dokładnie jak tylko się da. Choć czasami może wydawać się, że jego przykrywka trochę pochłania go za mocno… ale z drugiej strony kto mógłby się oprzeć urokom nadmorskiej, spokojnej miejscowości?
“Doświadczony policjant to taki, który wiele się nauczył, również od złodziei…”
Jacek dla swojej przykrywki wkręca się w personel jednego z pensjonatów. I to tam dostaje kalejdoskop postaci, z których jedna jest bardziej podejrzana od drugiej. A my równocześnie możemy przyjrzeć się temu jak działa taki biznes, jak zachowują się ludzie od dawna w Krynicy mieszkający, jak wygląda ich roczny rytm trwania -wszyscy podkreślają szaleństwo, jakie ogarnia miejsce w sezonie, i doceniają spokój okresu zimowego. Wśród towarzystwa są kobiety i mężczyźni, o wszystkich krążą pewne plotki. Autor poprzez te towarzystwo oddaje różnorodność ludzi zjeżdżających się do pracy nad morzem, ale też ukazuje sposób funkcjonowania zamkniętej społeczności, w której wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich, ale obcym dostępu do tych informacji nie udzielają… Jak to zmienić? Udowodnić, że jest się jednym z nich.
“Ta zbieranina dziwnych typów spod ciemnej gwiazdy zastanawiająco dobrze pełniła funkcję rodziny. Jacek pojawił się tu w jednym celu: wyciągnąć z nich tyle informacji, ile tylko się da, a tymczasem złapał się na tym, że ma z nimi wspólne sprawy, jedzą razem swojskie, domowe posiłki, zaczynają się poznawać, akceptować i doceniać. Zastanawiał się, czy tak działają wszystkie małe, odizolowane od świata społeczności, czy może po prostu jego samotność dała się mu już we znaki i chętnie zajął miejsce wśród nich.”
Intryga kryminalna, jak w tomie pierwszym, wydaje się zostawiona na planie drugim - na pierwszym jest sam Jacek, jego wrażenia, jego przeżycia i nowe znajomości. Znaczy to, że nawet kiedy jego zleceniem jest odkrycie prawdy o Dominice, to nie zamyka oczu na wszystko inne - interesuje się tym, co dzieje się wokół, gdy widzi krzywdę innych, łamanie prawa nie waha się ingerować mimo tego, że przecież nie po to tam przyjechał. Sama zagadka śmierci Dominiki zostaje rozwiązana sprawnie, ładnie spina wszystko w całość, choć przez to, że przez większą część lektury po prostu obserwujemy codzienność Jacka działającego pod przykrywką, nie można powiedzieć, by poświęcone było jej wiele miejsca, a książka była typowym kryminałem.
“Tu, w Krynicy, każdego wcześniej czy później w coś zaplączą. Tu za duże pieniądze chodzą, żeby się uchował czysty. Takie miejsce. Należałoby karuzelę kadrową robić i co roku ludzi wymieniać.”
Przyznam, że podoba mi się kierunek, w którym idzie seria z Jackiem Kowalikiem. “Prąd wsteczny”, choć akcja toczy się spokojnie z naciskiem na obyczajowo-społeczne sprawy, jest spójny, równy i ciekawy - doskonale sprawdzi się wśród miłośników kryminałów spokojnych, w których czuć i małomiasteczkowość, i nadmorski powiew bryzy. Jacek to postać ciekawa, która budzi w czytelniku sympatię, a równocześnie podziw za kompleksowe i spokojne podejście. To on jest tym, co charakteryzuje serię, to on zawsze gra pierwsze skrzypce, ale mimo to tomy serii da się czytać niezależnie od siebie. Przyznam, że tom drugi przekonał mnie do tej serii, bardzo wczułam się w ten nadmorski klimat, zbieranie bursztynów i obserwowania życia dzików. Fascynujące tematy, jak i problemy społeczne, które autor opisuje z prawdziwą pasją, co przekłada się na to, jak odbiera je sam czytelnik.  Mnie “Prąd wsteczny” przekonał, że przygody z serią kończyć nie chcę - już czekam na tom trzeci, którego zapowiedź dostajemy na ostatnich stronach „Prądu wstecznego”!
 
Moja ocena: 7,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Media Rodzina.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 24, 2025

"Nie całkiem martwa" Holly Jackson

"Nie całkiem martwa" Holly Jackson

Autorka: Holly Jackson
Tytuł: Nie całkiem martwa
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Piotr Budkiewicz
Data premiery: 15.10.2025
Wydawnictwo: Must Read
Liczba stron: 456
Gatunek: thriller kryminalny / obyczajowy
 
Holly Jackson to brytyjska autorka powieści kryminalnych, która do tej pory znana była z książek skierowanych do nastoletniego czytelnika, tak zwanych YA (young adult, czyli po polsku: młody dorosły). Debiutowała w 2019 pierwszym tomem serii Przewodnika po zbrodni według grzecznej dziewczynki, który szybko stał się światowym bestsellerem i doczekał się kolejnych trzech tomów - jednego prequela i dwóch kontynuacji. Książka szybko została też dostrzeżona przez twórców seriali, z czego powstał kilkusezonowy serial na Netflixie o tym samym tytule. W rok 2022 Jackson jednak zdecydowała się na coś innego, napisałam swoją pierwszą osobną powieść, która również skierowana była do czytelników YA. Trzecią jej osobną książką jest tegoroczna nowość “Nie całkiem martwa”, ten tytuł jednak jest dla autorki wyjątkowo ważny - to jej debiut dla dorosłego czytelnika, choć w polskim tłumaczeniu jakoś ta informacja zaginęła, a sama książka została wydana przez wydawnictwo Must Read, które specjalizuje się w powieściach YA.
 
Halloween, 31 października 2025 roku. Jet, a dokładniej Margaret Mason właśnie dotarła na jarmark halloweenowy urządzany w jej rodzinnym miasteczku Woodstock. Obiecała pomóc rodzicom na ich stoisku, choć tak naprawdę wcale nie chce tego robić, nie chce tu być, nie chce mieszkać z rodzicami w wieku 27 lat. Niestety, życie, a raczej jej choroba nerek utrudniająca normalne funkcjonowanie nie za bardzo dała jej inny wybór. I tak jest tutaj, spędza dnie na myśleniu co zrobić, bo stanąć na nogi. Na jarmarku spotyka starych znajomych, ale i to niespecjalnie ją cieszy - w końcu olewa obowiązki rodzinne, przecież jej matka i tak jest z niej wiecznie niezadowolona, i wraca do domu. A tam ktoś na nią czeka… Jet dostaje w głowę, po czym budzi się dwa dni później w szpitalu. To tam dowiaduje się, że nie zostało jej wiele życia - bez operacji może pożyć z jakiś tydzień, a sama operacja nie daje nawet dziesięciu procent szans na przeżycie… Lepiej zatem podjąć próbę skazaną na porażkę i umrzeć już teraz, czy zostawić sobie siedem dni na zrobienie czegoś, co w końcu doprowadzi do końca - znalezienie własnego mordercy? Jet wybiera to drugie.
“- Wybieram siedem dni. Chcę czasu. Potrzebuję go.
- Na co, Jet? - warknęła mama.
To nie słowa zabolały, ale kontekst, ich prawdziwe znaczenie. Mama uważała, że w ciągu dwudziestu siedmiu lat Jet nie zrobiła nic ważnego, więc kolejny tydzień nie miał żadnego znaczenie.
A przecież miał, i to olbrzymie.
- Wreszcie zamierzam coś zrobić, mamo, coś ważnego. I doprowadzę sprawę do końca. Tym razem będzie inaczej. Musi być inaczej, bo to moja ostatnia szansa.”
Książka podzielona jest na dni akcji, główna oś fabularna zostaje zamknięta w ośmiu dniach życia Jet (każdą część otwiera grafika z okładki, co daje bardzo fajny efekt wizualny). Części rozpisane są na rozdziały, w sumie jest ich trzydzieści trzy, każdy dzielony jest także na krótsze fragmenty, scenki. Główna oś fabularna przedstawiona jest z perspektywy Jet w narracji trzecioosobowej, historię zamyka jednak ktoś inny. W stylu, w jakim książka jest pisana, czuć, że dotychczas autorka tworzyła książki skierowane do nieco młodszych czytelników - stawia na barwne postacie i ich skraje emocje, realność stawiając raczej na dalszym miejscu. Język, jakim historia jest oddana, jest lekki, codzienny, główna bohaterka nie unika, a wręcz czasami nadużywa wulgaryzmów, co przyznam, że przeszkadzało mi na początku lektury - później i Jet trochę stopuje, i czytelnik już do jej formy wyrażania się przywyka. Warto też zaznaczyć, że dialogi i same spostrzeżenia głównej bohaterki często ubarwione są dość czarnym, chwilami nawet gorzkim humorem (bo jaki inny pozostaje, gdy ma się świadomość, że właśnie się umiera?). Dialogów jest bardzo dużo, to głównie one posuwają akcję do przodu.
“Jet właściwie nie zamierzała żartować. Dopóki nie zaczęła umierać, nie dostrzegała, że język jest pełen śmierci.”
Dorosłego czytelnika z początku może uwierać nie tylko język, jakim posługuje się Jet, ale też sama jej forma bycia, warto jednak dać jej chwilę, bo pod dość nastolatkową pozą, kryje się dobra i uwiarygadniająca wszystko warstwa psychologiczna. Z pozoru Jet to postać bardzo beztroska, o tak zwanym słomianym zapale - szybko zapala się do różnych projektów, jednak żadnego z nich nie kończy. Nie skończyła studiów, nie podołała pracy w banku, nie uskuteczniła pomysłów na biznes. Jet nie cierpi, gdy wytyka się jej własną nieudolność, reaguje w bardzo sarkastyczny, dziecięcy sposób. Ale im głębiej w historię wchodzimy, tym lepiej rozumiemy, dlaczego bohaterka reaguje w ten sposób, dlaczego jej pomysły na życie nigdy nie zostają zrealizowane, dlaczego mając lat 27 żyje na garnuszku rodziców i jest za to obrażona na cały świat. Zresztą podczas tego tygodnia, w którym jej towarzyszymy, ona sama zaczyna rozumieć się lepiej, odkrywa, co ją przez całe życie stopowało, co kazało jej żyć w niejakim zawieszeniu, dając poczucie, że marnuje życie. Bo to wiadomość o perspektywie bliskiej śmierci staje się dla niej powodem do zmiany - z początku przekornie upiera się, że znalezienie swojego mordercy będzie tym, co w życiu dokona, a co z czasem staje się zdecydowanie czymś więcej niż tylko przekorą.
“(...) w tym tygodniu tak naprawdę nie umierałam, myślę, że wręcz przeciwnie. W końcu zaczęłam żyć (...).”
Obok Jet występuje kilka postaci: jej rodzice, brat, jego żona, a także przyjaciel Jet z dzieciństwa - Billy. To on staje się jej towarzyszem pomagającym rozwikłać zagadkę śmierci, to ta postać wprowadza cieplejsze nuty - to on Jet się opiekuje, po cichu dba o jej bezpieczeństwo. To dość szablonowa, ale urocza postać.
“Myślałam o nas, o tobie i o mnie, o naszym dorastaniu. Czy na pewno rozumiemy, jak powinno wyglądać szczęście. Chodzi mi o Emily, o to, co się stało. Zawsze nas do niej porównywano, mówiono nam o tym, co zamierzała. To się działo tak często, że być może naszym zdaniem życie polega na nieustannym porównywaniu. Do Emily, do siebie nawzajem, do innych.”
Bazą powieści jest intryga kryminalna, która już z założenia brzmi nieco nieprawdopodobnie, więc od początku jasne jest, że mamy do czynienia z powieścią, w której nie chodzi o realizm śledztwa kryminalnego. Powiedzmy sobie szczerze - osoba po takim wypadku jak Jet, raczej nie biegałaby po mieście, piła alkoholu i robiła połowy rzeczy, które robi bohaterka. Do książki zatem warto podejść inaczej - kryminalna intryga jest tutaj tym, co akcję napędza, ale nie ona sama w sobie jest ważna: liczy się dobra zabawa czytelnika i dobre przesłanie, dobre refleksje, jakie ta historia niesie. Śledztwo Jet prowadzi jak laik (bo przecież laikiem jest), ale nieustępliwie, co mimo wszystko wywołuje w czytelniku zaciekawienie, a i tropy, do których ją to prowadzi okazują się zaskakujące.
“(...) nie znosiła, kiedy mama żądała, żeby był z niej jakiś pożytek. Wtedy nie czuła się pożyteczna, tylko bardzo mała.”
Ale skoro nie chodzi o intrygę, to o co? O życie. O to, by go nie przespać, by nie pozwolić, by oczekiwania innych odebrały nam umiejętność cieszenia się małymi rzeczami. By słuchać swojego wnętrza, by próbować podążać za głosem serca i się tego nie bać - bo kiedy coś robi się z miłością, sama droga do celu staje się tym, co ważne. Autorka skupia się przede wszystkim na relacjach z najbliższymi, na tym, że coś, z czym jesteśmy od zawsze, wydaje się nam naturalne, nawet kiedy w gruncie rzeczy jest toksyczne. To przede wszystkim brak szczerej rozmowy jest temu winny, brak odwagi, by zamiast wykręcania się i sarkazmu obnażyć swoje prawdziwe odczucia przed drugim człowiekiem. Mimo smutnego wydźwięku powieść ma pozytywne, umacniające przesłanie, pozwala czytelnikowi uwierzyć w sobie, dać siłę i odwagę, by nie marnować żadnego dnia swojego życia, by nie odkładać tego, co chce się zrobić, na później…
“Myślę, że za dużo czasu spędziłam na czekaniu, żeby wszystko się zaczęło, i umknęło mi to, o co naprawdę chodzi. (...) Chodzi o te wszystkie chwile, które przegapiłam, czekając.”
“Nie całkiem martwa” mimo niełatwego początku okazała się lekturą taką, jakiej się po niej spodziewałam - szybkim, dobrym do relaksu thrillerkiem, w którym nie muszę przejmować się wpatrywaniem realności detali i sytuacji, a po prostu się dobrze bawić. Fabuła jest przyjemnie zajmująca, główna bohaterka, a raczej jej przemiana, jaką można zaobserwować na przestrzeni jednego tygodnia, inspirująca, przypomina co tak naprawdę jest w życiu ważne, ale też nieco oswaja z tematem niewygodnym, jakim jest własna śmiertelność. Bo choć w przeciwieństwie do Jet nie znamy daty swojej śmierci, to warto pamiętać o tym, by życia nie marnować, by cieszyć się nim, by wykorzystać w pełni to, co nam daje, co sami sobie w nim tworzymy. To ważne przypomnienie, niezależnie od wieku czytelnika.
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Must Read.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 07, 2025

"Cztery pory zbrodni. Wiosna" Michał Ritter

"Cztery pory zbrodni. Wiosna" Michał Ritter

Autor: Michał Ritter
Tytuł: Wiosna
Cykl: Cztery pory zbrodni, tom 1
Data premiery: 24.09.2025
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 560
Gatunek: kryminał / sensacja
 
„Cztery pory zbrodni. Wiosna” to pierwsza książka autorstwa Michała Rittera. Można ją zatem traktować jak debiut, a jednak nie do końca byłoby to właściwe - jak można wyczytać w notce wydawcy, Michał Ritter to pseudonim autora, który ma już kilkadziesiąt książek na koncie, był wielokrotnie nagradzany i wyróżniany. Jest znawcą Dalekiego Wschodu i ekspertem w dziedzinie terroryzmu i sekt religijnych. Kto zatem skrywa się pod tym pseudonimem? I czy notka jest prawdziwa? Na razie te pytania pozostają bez odpowiedzi, pewne jest jedno - autor sporo wie o działaniu tajnych służb i przebiegu tajnych misji oficerów GROM-u.
Seria Cztery pory zbrodni zapowiedziana jest na cztery tomy: „Wiosna” to tom pierwszy, w którym na ostatnich stronach można przeczytać już fragment tomu drugiego pt. “Lato”. Można więc chyba śmiało wysunąć przypuszczenie, że pozostałe dwa nosić będą tytuły “Jesień” i “Zima”.
 
Czasy współczesne, Warszawa, kwiecień. Były oficer GROM-u po roku wyrwanym z życia, zaczyna starać się na nowo - właśnie zatrudnił się jako konsjerż w jednym z ekskluzywnych apartamentowców. Jednak szczęście ewidentnie mu nie sprzyja - po zaledwie kilka dniach pracy wplątuje się w aferę, która sprawia, że ląduje na policji. A ram dostaje wybór - albo pomoże im w pewnej sprawie, albo usłyszy zarzuty.
Po drugiej stronie tego stołu stoi komisarz Anna Zaspa. Kobieta zbliżająca się do czterdziestki, samotna matka, której wieloletni policyjny partner właśnie przeszedł na emeryturę. Anna prowadzi sprawę o kryptonimie Wiosna - od ponad miesiąca z ulic Warszawy znikają nastolatki z patologicznych bądź niepełnych domów, a ostatnio doszły ją słuchy, że w środowisku bezdomnych mogą o tych zaginięciach wiedzieć coś więcej. Anna, która sama jest matką nastolatki, nie waha się nagiąć zasady, by w końcu zrobić jakiś postęp w śledztwie. Jednak czy przymuszenie Rajchera to właściwy krok?
 
Książka rozpisana jest na 59 kilku i kilkunastostronicowych rozdziałów, które w przewadze dzielone są na krótsze scenki - przez to książkę czyta się wygodnie. Raz czy dwa pojawia się perspektywa pewnego wizjonera, jednak narrator przede wszystkim zajmuje się dwójką głównych bohaterów: Anną i Rajcherem. Ich historie poznajemy naprzemiennie, jednak nie w systemie jeden rozdział na jeden, a raczej kilka pisanych jest z perspektywy Anny, by znowu kilka relacjonowało poczynania Rajchera. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora, który dobrze postacie przewodnie zna, zagląda w ich głowy, emocje i odczucia, choć przede wszystkim to akcja jest tutaj na planie pierwszym. Książka pisana jest językiem przystępnym, nawet wtedy, gdy Hubert Rajcher wspomina swoje tajne, wojskowe misje. Sporo w niej dialogów, które w dużej mierze wypadają naturalnie, a czasem nawet i podszyte są delikatnym, uszczypliwym humorem, a jednak czasami, gdy postacie nieustannie zwracały się do siebie na ‘pan/pani’ miałam wrażenie sztuczności, te samo też odczucie towarzyszyło mi na samym końcu powieści, szczególnie w kwestiach wypowiadanych przez bohaterkę kobiecą. To jednak detale, przez większą część lektury czytało mi się ją przyjemnie i płynnie, a wstawki Huberta, która zarzucał czytelnika ciekawostki na temat wojskowych sprzętów czy technologii nadają lekturze ciekawego charakteru.
“- Więc proszę mi uprzejmie powiedzieć, pani komisarz, jakim cudem to coś - zawiesił palec nad artykułem - znalazło się w gazecie?
Wzruszyła ramionami.
- Ktoś to napisał, ktoś inny wydrukował. Tak to się chyba zazwyczaj odbywa.”
Rozpisanie powieści na dwie postacie główne jest udanym zabiegiem. Hubert nadaje lekturze wątku sensacyjnego, Anna, przynajmniej na początku, kryminalnego. Bohater męski ma przeciwwagę w bohaterce kobiecej, nie jesteśmy osadzeni tylko i wyłącznie w męskim, brutalnym świecie, jak to często w powieściach sensacyjnych bywa. Niemniej jednak to Hubert wydaje mi się postacią bardziej dopracowaną - z dużym wojskowym doświadczeniem, z czasów, kiedy nieraz zdarzało mi się przekraczać granice tego, co społeczeństwo uważa za dopuszczalne. Po prywatnej tragedii, który wywróciła jego priorytety do góry nogami, teraz tak naprawdę nie ma nic, na niczym mu specjalnie nie zależy, choć kompas moralny wydaje się mieć ustawiony prawidłowo. Do sprawy, w którą zmuszony jest się zaangażować, podchodzi z czystą głową, bardzo profesjonalnie analizuje wszystkie fakty i wyciąga wnioski bazując na tym, czego nauczył się podczas służby. W chwilach zagrożenia potrafi być jednak też bardzo bezwzględny, co czytelnikowi może utrudniać poczucie do niego sympatii.
“Wiadomo było, że opór prędzej czy później zostanie złamany, gra sprowadzała się do tego, by przetrwać, jak długo się da.”
Anna to bohaterka od niego około dekady młodsza, silna kobieta, która wychowuje córkę samodzielnie, a równocześnie robi karierę w policji. I jej przeszłość ma w sobie mroczne zakamarki, choć w przeciwieństwie do Huberta, sama chyba nie ma sobie nic do zarzucenia. Jest bystra, inteligentna i lojalna, a jednak wraz z biegiem akcji jej reakcje stają się nieco schematyczne, a przez to wkrada się w tę kreację nieco sztuczności.
“Ta kobieta go niepokoiła. Otaczał ją jakiś mrok, który napawał nieokreślonym lękiem, a zarazem intrygował. A jednocześnie była w niej kruchość, która czyniła ją bezbronną.”
Intryga powieści rozpoczyna się kilkoma wątkami - przede wszystkim sprawą zaginionych nastolatek, ale również i wątkiem właśnie emerytowanego policjanta, wokół którego zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Trzecim znakiem zapytania jest przeszłość Anny i Huberta, która nie tylko wpływa na to, jak postacie zachowują się teraz, ale też dodatkowo pobudza ciekawość czytelnika.
“Jeśli pozwolisz duchom przeszłości cię osaczyć, bądź pewny, że pociągną cię za sobą.”
Poprzez te trzy zagadki, autor porusza ciekawe tematy - przede wszystkim przyglądamy się środowisku bezdomnych. To obraz Warszawy, z jakim w literaturze nie spotykamy się często - tu obok ekskluzywnych biurowców znajdują się opuszczone, brudne, śmierdzące budynki, w których koczują bezdomni. A my poznajemy ich z dwóch stron - są i ci, którzy na ulicy wylądowali jako ofiary, którzy jednak cały czas zachowują właściwy kompas moralny, oraz ci, którzy w zwyczajnych mieszkańcach Warszawy wzbudzają niechęć i lęk - i jest ku temu faktycznie powód.
Drugim ciekawym zagadnieniem jest bezpieczeństwo nastolatków, w tym przypadku nastolatek, pochodzących z rozbitych rodzin. To dzieci, którym nie poświęca się wiele czasu, których zniknięcie na dzień czy dwa nikogo tak naprawdę się nie interesuje. A to sprawia, że dziewczynki są bardzo podatne - wystarczy jeden przejaw zainteresowania ich osobą, by wpadły w sidła drapieżników… Choć nie tylko one przejawiają naiwność - córka Anny mimo całkiem innego wychowania też nie zawsze podejmuje dobre decyzje. A jednak w głowie kołacze się ciągle pytanie dotyczące tych pierwszych: dlaczego są same, dlaczego nikt o te dzieci nie dba?
Automatycznie wraz z córką Anny pojawia się wątek rodzicielstwa, macierzyństwa, rodziny. Tego, że czasami pochłonięci pracą zawodową, zapominamy o tym, że relacje są ważne. Anna stara się być dobrą matką, jednak jej zawód momentami mono to utrudnia. Autor tym wątkiem przypomina o tym, że warto pamiętać o priorytetach.
“Rajcher zapomniał o rozmowie z chwilą odłożenia słuchawki. Nie zwykł tracić czasu na dęte historie. Życie dostarczało zbyt wiele prawdziwych problemów, by skupiać uwagę na dyrdymałach.”
Intryga powieści zawiązuje się tempem spokojnym. Akcja nawet tak do połowy historii jest ciekawa, ale niespecjalnie dynamiczna - raczej przyglądamy się otoczeniu, próbujemy coś z zagadek wydedukować. Tę część czytało mi się bardzo przyjemnie, zaskoczona byłam uważnością i dbałością w oddaniu otoczenia. Później jednak akcja znacząco przyspiesza, historia robi się typowo sensacyjna, opiera o znane schematy, sceny i zachowania. Sama zagadka zaginionych nastolatek, choć z dużym potencjałem, rozwiązana zostaje mało satysfakcjonująco, pozostałe wątki raczej też trudne do przewidzenia nie są, jeśli ma się już jakieś doświadczenie w tym gatunku literackim. Niemniej jednak nie można powiedzieć, że są złe - ot, po prostu trzymają się ram i oczekiwań, jakie czytelnik ma przy powieści sensacyjnej.
“Dopóki żyjesz, stanowisz dla porywaczy potencjalne źródło informacji, a kiedy zaczniesz sypać, twoja wartość spada do zera.”
W mojej ocenie “Cztery pory zbrodni. Wiosna” ma swoje plusy i minusy. Przyjemnie, nieoczywiste spokojne tempo akcji z pierwszej połowy powieści wprowadza w ciekawy klimat brudnej, nie do końca bezpiecznej, ale też smutnej Warszawy. Wątek bezdomności i naiwności, wątek relacji i rodzicielstwa są dobrym dodatkiem do intrygi, sprawiają, że lektura nie jest tylko i wyłącznie czystą rozrywką. Przyjemne kreacje postaci jednak z czasem dają się wepchnąć w schemat gatunkowy, tak samo jak bieg fabuły, która mocno przyspiesza, robi się typowo sensacyjna. Jest to coś, czego fan sensacji oczekuje, ale z drugiej strony ścieżka, która już tyle razy była powtarzana... Trochę na tym historia cierpi, jednak nie na tyle, bym była całościowo rozczarowana. Myślę nawet, że teraz, gdy wiem, że autor raczej celuje w typową sensację, przy tomie drugim mogę bawić się lepiej - tutaj zmylił mnie początek, który sugerował coś nie całkiem typowego.
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Media Rodzina.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 13, 2025

"Wolta" Dariusz Gizak

"Wolta" Dariusz Gizak

Autor: Dariusz Gizak
Tytuł: Wolta
Cykl: detektyw Jacek Kowalik, tom 1
Data premiery: 23.04.2025
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 392
Gatunek: kryminał sensacyjny
 
“Wolta” to debiut beletrystyczny Dariusza Gizaka, który w swoim życiorysie ma już przeróżne doświadczenia. Był oficerem policji, był szefem ochrony takich przybytków jak Prokuratura Okręgowa w Warszawie czy Dworzec Centralny. Od końca lat 90-tych XX wieku pisze teksty dla magazynów zarówno kryminalnych, jak i związanych z przyrodą, której dobro leży mu na sercu i w ochronę której żywo się angażuje. Brał udział w konkursach literackich, w 1998 roku wydał też książkę, reportaż „By(i)łem w ZOMO”, jednak dopiero teraz zdecydował się zebrać swoje wszystkie doświadczenia i wykorzystać jest w powieści, która choć jest fikcją literacką, to zainspirowana została prawdziwymi wydarzeniami. Równocześnie jest to tom pierwszy nowego cyklu kryminalnego, w którym postacią przewodnią jest Jacek Kowalik.
 
Warszawa, wczesna wiosna. Do detektywa Jacka Kowalika dzwoni dawny znajomy z policji - ma do niego sprawę. A raczej jego córka, która tyle co została niesłusznie zwolniona z pewnej firmy zajmującej się deweloperką. Choć nikt nie powiedział jej tego wprost, została oskarżona o kradzież, choć to nie ona zawiniła. Teraz prosi Kowalika, by znalazł prawdziwego złodzieja. Mężczyzna zatem zaczyna węszyć wokół firmy, próbuje zdobyć informacje o jej pracownikach. Dziwnym trafem ktoś w tym samym czasie podkłada mu pod samochód bombę…. Czy może to mieć coś wspólnego z nową sprawą, czy może odzywa się jakiś stary konflikt z przeszłości? Jacek był nadkomisarzem i komandosem, w swoim życiu wpakował całkiem sporo groźnych przestępców do więzienia… Czy to może ktoś z nich teraz sobie o nim przypominał?
 
Książka rozpisana jest na 44 rozdziały, narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Jacka, któremu przyglądamy się bardzo uważnie. Styl powieści jest poprawny, zdania raczej krótkie, przyjemnie złożone - autor nie ucieka się do przekleństw, a opowieść oddaje z dokładnością i dbałością o detale. W tekście zdarzyło się kilka literówek, nie jest to jednak ilość, która miałaby wpłynąć na ocenę. Całość czyta się sprawnie.
“Policjanci mają stały kontakt z marginesem społecznym, ale to wcale nie znaczy, że mają się do niego upodabniać. I uwierz mi, że bandyci bardziej szanowali takiego policjanta, który mówił do nich literackim językiem, a nie rynsztokowym slangiem. Tak to działa. A telewizyjni policjanci? Ja w ogóle nie mogę tego oglądać, bo czasem są tam takie bzdury, że ręce opadają.”
Cała historia powieści mocno oparta jest o postać Jacka, to tak naprawdę opowieść o nim, dopiero w dalszej perspektywie jest historia kryminalna, która z czasem nabiera elementów sensacyjnych. I Jacek jest w sumie bohaterem, które dobrze w gatunek kryminału sensacyjnego się wpisuje - jest odważny i bohaterski, kiedy widzi, że dzieje się coś złego - reaguje. Jest zapobiegliwy, dba o własne bezpieczeństwo - kiedy trzeba to wciąga na siebie kamizelkę kuloodporną, nosi żel obezwładniający (a nie gaz pieprzowy, bo twierdzi, że żel jest skuteczniejszy!). Jest doświadczony i pomysłowy, nie boi się czasem lekko nagiąć prawa, by uzyskać efekt, na którym mu zależy. To taki przyjazny cwaniak, działający zgodnie z pożądanym przez czytelnika kodeksem moralnym. Autor jednak nadał mu też cechy łagodzące, cechy, które będą go odróżniać od innych byłych komandosów - dba o swój dom, kocha kwiaty, pilnuje, by zawsze jeść kulturalnie na ładnej zastawie, zawsze przy stole. To nadaje mu indywidualne cechy, przez które czytelnik jest w stanie poczuć do niego sympatię. To dobra kreacja - może lekko superbohaterska, ale przyjemna, taka, do której będzie się chciało w przyszłości wracać.
“Czekanie denerwuje każdego, ale nie dawnego policyjnego komandosa. Większość ludzi jest przekonana, że prawa w wydziale realizacyjnym to brawurowe akcje, a w rzeczywistości jest to w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach czekanie.”
Intryga kryminalna rozwija się powoli, tempem bardzo spokojnym, długo poznajemy samego Jacka, skupiamy się na nim i jego codzienności. Momentem, w którym historia zaczyna delikatnie przyspieszać, jest chwila odkrycia bomby pod samochodem, choć i później akcja toczy się raczej tempem umiarkowanym - ale już wtedy zaczynają się te sensacyjne naleciałości, Jacek jest przez kogoś śledzony, sam kogoś goni czy obserwuje. Dość długo tak naprawdę nie wiemy, w którym kierunku pójdzie cała historia, i to przyznam, że mi się podobało - autor nie wskakuje od razu w utarte tory, spokojnie buduje swoją narrację. Później kierunek zaczyna się krystalizować, sensacja wyprzedzać klimatyczny kryminał, pojawiają się znajome tory, choć finalny twist związany ze sprawą faktycznie mnie zaskoczył. Dobra wolta. W historii pojawia się też niewielki wątek romantyczny, który ma swoje uzasadnienie w fabule i pasuje do tej sensacyjnej strony opowieści, choć prywatnie uważam, że jednak poprowadzony jest za bardzo znajomym i szybkim tempem.
 
W tyle historii jest Warszawa, Praga, Dworzec Centralny, prywatne osiedla. Autor odsłania przed nami miejsca znajome w inny sposób, aż korci, żeby z książką w ręce poszukać tych tajnych przejść choćby na Dworcu Centralnym. Podejrzewam, że dla mieszkańców tego miasta miejsce akcji będzie dodatkową atrakcją, dla mnie było po prostu fajną ciekawostką.
“Wiesz dobrze, że nastolatki czasami sobie coś takiego wbiją do głowy, tak się zaplączą, że nie widzą potem wyjścia i trwają w takiej sytuacji kompletnie bez sensu.”
Myślę, że “Woltę” mogę uznać za przyzwoity debiut - oczywiście na start trzeba przyjąć założenie, że jest to kryminał wpisujący się charakterem w wątki sensacyjne, a więc będzie w nim trochę uproszczeń, trochę znajomych rozwiązań fabularnych. Kiedy jednak to już się zaakceptuje i przymknie oko na kilka detali z wątków mocno pobocznych, historia zapewni czytelnikowi dobrą rozrywkę. Akcja toczy się swoim rytmem, zaczyna bardzo spokojnie, by zakończyć się mocno sensacyjnym akcentem, prowadzona jest jednak sprawnie i z lekkością, z dobrymi, lekko zadziornymi dialogami. Główny bohater choć nadzwyczajnie sprawny (w końcu były komandos!) jest w stanie wzbudzić sympatię, warto będzie więc sprawdzić jak potoczą się jego dalsze losy.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Media Rodzina.



Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!