Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictworebis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictworebis. Pokaż wszystkie posty

marca 26, 2026

"Algorytm" W.P. Rdzanek

"Algorytm" W.P. Rdzanek

Autor: W.P. Rdzanek
Tytuł: Algorytm
Cykl: AI-gent. Mroczne kody, tom 1
Data premiery: 24.03.2026
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller szpiegowski
 
W.P. Rdzanek to jeden z tych autorów, którzy na rynku książki pojawiają się już z bogatym doświadczeniem zawodowym w innej dziedzinie. Trzydzieści lat spędzone w samym sercu międzynarodowego biznesu technologicznego dało mu nie tylko dobry wgląd w technologię, ale też w punkt, w którym styka się ona z wielką polityką, skomplikowaną, żądną władzy ludzką psychiką i sztuką. Z tych obserwacji powstała jego debiutancka trylogia AI-gent. Mroczne kody, dla której zapalnikiem była niedawna afera z szyfrowaniem danym w mediach społecznościowych. Jej pierwszy tom “Algorytm” zaledwie dwa dni temu miał swoją premierę, ale już teraz zapowiedziane są kolejne tomy: “Akord” premierę będzie miał w maju, “Artefakt” w sierpniu. Autor już teraz zaznacza, że trylogię można traktować jako jedną całość, jednak każdym z tomów skupiać się będzie na nieco innej intrydze kryminalnej. Przyznaje też, że już teraz pracuje nad nową serią, na ukończeniu jest tom drugi.
 
Czasy współczesne, Warszawa, połowa sierpnia. Do prawnika Tomasza Szczerca dzwoni zaniepokojony znajomy - pyta o kontakt z jego siostrzeńcem Karolem, cenionym naukowcem w dziedzinie sztucznej inteligencji, który trzy miesiące temu w ramach przyznanego grantu rozpoczął trzyletni kontrakt w Warszawie. Od tygodnia chłopak nie pokazuje się w pracy, nie ma z nim kontaktu, a program, który przed swoim zniknięciem uruchomił, zaczyna rozgrzewać serwery. Tomasz nie przeczuwając jeszcze nic złego udaje się do mieszkania, które Karolowi wynajął, jednak go tam nie zastaje. Zgłasza więc sprawę na policję oraz wysyła zgłoszenie do ambasady USA, ze względu na jego pracę zawodową i potrójne obywatelstwo. To szybko przyciąga uwagę służb zarówno polskich, jak i zagranicznych, które zaczynają łączyć te zniknięcie z dużym transferem tajnych danych, który właśnie w tym czasie został przesłany z Warszawy do Korei. Trzeba znaleźć Karola, dowiedzieć się, czy miał z tym coś wspólnego, a przede wszystkim zastopować program ZEUS, który na początkowym etapie testów, na jakim teraz się znajduje, może uczynić wiele szkód na państwowych serwerach… W poszukiwania angażuje się też Tomasz ze swoją pracownicą, a zarazem nową dziewczyną Karola, którzy jako jedyni zdają się traktować go po prostu jako zaginionego człowieka.
 
Książka rozpisana jest na prolog i 49 kilkustronicowych rozdziałów. Każdy z nich otwiera data i miejsce opisywanych zdarzeń, cała historia rozgrywa się na przestrzeni miesiąca z kilkoma retrospekcjami. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z kilku perspektyw - Tomasza, polskich i amerykańskich służb i tajnych agentów. Styl powieści jest przystępny, dialogi toczą się dynamicznie, a fragmenty opisowe dobrze balansują pomiędzy prostotą i subtelną poetyckością. Może momentami zdarza się autorowi popadać w lekki patos, nie jest to jednak na tyle częste czy wyraźne, by miało w lekturze przeszkadzać. Książkę czyta się sprawnie i przyjemnie.
 
Do swoich postaci Rdzanek podchodzi bardzo ludzko. Początkowo spodobała mi się kreacja Tomasza, zwracanie uwagi na detale, jak styl, w jakim się nosi, czy jego relacja z psicą Dianą. Niewiele później pojawia się postać Olgi, muzyczki, która jest równocześnie amerykańską tajną agentką. Postaci jest całkiem sporo, a po początkowym przedstawieniu punkt skupienia przenosi się na inne elementy fabularne, więc momentami ilość postaci może wprowadzać czytelnika w lekką dezorientację. Szczególnie, że niektóre pojawiają się tylko na chwilę, jak Leida poznana w retrospekcjach, która wprowadza w powieść lekko egzotyczny element, ale szybko okazuje się postacią mocno poboczną. Przyznam, że w takich momentach żałowałam, że autor nie poszedł w kreacje postaci głębiej. Może wtedy niektóre zachowania wyglądające na przesadzone nie raziłyby tak w oczy? Mocno widoczne jest to w wątkach romansowych, które zaznaczają się w drugiej połowie powieści, a które w tej formie dają wrażenie bardzo sztucznych, a wręcz momentami ujmują powagę już wykreowanym charakterom. Niemniej jednak całościowo kreacje postaci są wystarczające, by dobrze ponieść historię szpiegowską.
“Nie uważał się za złego ani też za dobrego. Po prostu rzeczywistość, w której operował, nie znała takich pojęć. Istniały tylko skuteczność, minimalizacja ryzyka i szczelność procedur, a dylemat, czy zło to realna kategoria ontologiczna, czy tylko problem pojęciowy, w ogóle go nie zajmował.”
Mimo nazwy trylogii sugerującej wyraźne ukierunkowanie na wątki cyfrowe, historia tomu pierwszego raczej oscyluje wokół znajomych ram thrillera szpiegowskiego. Pojawiają się ścierające się ze sobą wywiady, tajni agenci na sekretnych misjach, szpiegostwo, które z czasem wychodzi na jaw. Intryga oparta jest na kilku motywach, kilku perspektywach: agentów specjalnych, polskiej policji, ale i tej prywatnej, śledztwa, które w końcu zaczyna prowadzić sam Tomasz z Joanną. Wątek technologiczny pozostaje tylko zapalnikiem, a akcja toczy się już w rzeczywistości fizycznej, nie internetowej. Niemniej poprzez program ZEUS autor zwraca uwagę na ciekawe zagadnienia - ślady w sieci, jakie każdy z nas zostawia, niezależnie od tego, jak bardzo stara się je maskować. To na ich podstawie ma bazować ten program, który we współpracy ze sztuczną inteligencją ma być siecią wyłapującą przestępców seksualnych. To jednak już pozostaje w strefie własnych przemyśleń czytelnika, bo akcja powieści, przyjemnie dynamiczna, ale też nie do przesady, raczej skupia się po prostu na pogoni za władzą - motywem starym jak świat.
 
Mimo przyjemnie dynamicznej akcji, autor nie zapomina o tym, by osadzić ją w faktycznej rzeczywistości. Moją uwagę szczególnie mocno przyciągnęły wątki kulinarne i muzyczne - jedzenie w relacjach postaci odgrywa ważną rolę, a dzięki rozłożeniu akcji na kilka kontynentów, czytelnik może zasmakować potraw nie tylko brzmiących bardzo swojsko, ale i ten nieco bardziej egzotycznych. Muzyka z kolei przede wszystkim podkreślana jest przez postać Olgi, artystki światowej sławy grającej na instrumencie viola da gamba (wygląda jak mniejszy kontrabas), która w trakcie tej powieści stanie przed dylematem dotyczącym swojej własnej przyszłości.
“Przez całe życie używał tylko jednej waluty - lojalności - i liczył, że jej wartość zostanie wysoko wyceniona.”
Podsumowując, “Algorytm” mimo osadzenia historii w tematyce cyfrowej, przede wszystkim jest typowym thrillerem szpiegowskim - postacie agentów, tajnych operacji i podwójnych tożsamości są bazą tej powieści. Podoba mi się w tym przede wszystkim to, że autor, podobnie jak polecający na okładce go Severski, na swoje postacie patrzy bardzo ludzko - to nie są niezniszczalni agenci o nie wiadomo jakiej sprawności fizycznej, a po prostu ludzie popełniający błędy. Intryga prowadzona jest na tyle dynamicznie, że czytelnik nie ma kiedy poczuć się znudzony, może czasami kieruje się lekko w stronę banalnych rozwiązań, jednak nie na tyle, by miało to zmniejszyć przyjemność z lektury. Niemniej jednak w powieści czuć, że jest to debiut - niektóre wątki mogłyby być bardziej rozwinięte, inne wydają się zbędne, a niektóre reakcje postaci sztuczne. Jednak i to historii nie przekreśla, a daje nadzieję, że jeśli autor dopracuje to w przyszłości, to może zająć poważne miejsce wśród polskich twórców tego gatunku. Obiecujący początek!
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 12, 2026

"Morderstwa w Marble Hall" Anthony Horowitz

"Morderstwa w Marble Hall" Anthony Horowitz

Autor: Anthony Horowitz
Tytuł: Morderstwa w Marble Hall
Cykl: Susan Ryeland, tom 3
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Data premiery: 10.03.2026
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 592
Gatunek: powieść kryminalna
 
Anthony Horowitz to brytyjski autor, którego popularność w kraju porównywana jest do J.K. Rowling. Napisał ponad 50 książek, a sprzedaż egzemplarzy podpisanych jego nazwiskiem przekroczyła 21 milionów. To zaskakujące, że tak kochany na rynku angielskim autor, na polskim ukazuje się tylko do czasu do czasu i przechodzi bez większego echa. A niezasłusznie, bo sama jestem właśnie po pierwszym spotkaniu z jego piórem i muszę od razu powiedzieć: jakie to jest dobre!
Anthony Horowitz nie miał szczęśliwego dzieciństwa, więc to właśnie w literaturze szukał ucieczki od niesprzyjającej mu rzeczywistości - pierwszą swoją sztukę napisał w wieku lat dziesięciu, a dwanaście lat później debiutował na rynku prozy. Od tego czasu zyskał sobie sławę jako autor niezwykle poczytnego cyklu dla młodzieży, tworzył powieści ze znanych na cały świat cykli z Sherlockiem Holmesem i Jamesem Bondem. Oczywiście i jego autorskich historii dla dorosłych w dorobku nie brakuje, a seria z Susan Ryeland jest jedną najnowszych. Jej pierwszy tom pt. “Morderstwa w Somerset” pojawił się na rynku w 2016 roku (w Polsce rok później), drugi “Morderstwa w Suffolk” w 2020 (pol. 2022), trzeci, najnowszy pt. “Morderstwa w Marble Hall” w roku poprzednim (w Polsce teraz). Oczywiście każdy tom opisuje zamkniętą, oddzielną zagadkę kryminalną, więc można czytać je od siebie niezależnie.  Jak wiele książek tego autora, tak i ten doczekał się ekranizacji w formie serialu, a tom trzeci autor pisał równocześnie - jako książkę i scenariusz ekranizacji.
 
Redaktorka Susan Ryeland wraca do Londynu. Znudziło jej się życie na Krecie i zdalna praca redaktorki, a że związek, który był jednym z powodów jej wyjazdu, powoli się wypalał, to już nic jej tam tak naprawdę nie trzymało. Teraz pora zacząć życie na nowa - kupić nowe mieszkanie, rybki, kota, może w końcu zacząć na stałe pracę w jednym wydawnictwie. I może faktycznie ma na to szansę - jej aktualny pracodawca zaprasza ją na rozmowę. Jednak nie o stałym etacie chce mówić, a o projekcie specjalnym: ma powstać nowa książka o słynnym detektywie Atticusie Pündzie, przy których poprzednich tomach pracowała właśnie Susan. Problem w tym, że jej pierwotny autor nie żyje, a ostatni tom kosztował Susan wszystko… Czy na pewno powinna do tego wracać? Jednak wizja stałego etatu i zarobku zwyciężają i Susan zgadza się wziąć ze sobą pierwszą połowę powieści. Jej autorem jest mężczyzna, którego znała lata temu - wnuk znanej na cały świat autorki powieści dla dzieci, który od zawsze sprawiał rodzinie kłopoty, a jego pisarskie próby skończyły się na dwóch kompletnie niesprzedających się książkach. Czy zatem teraz jest szansa, że będzie inaczej? Gdy Susan zaczyna czytać, zdaje sobie sprawę, że tak… historia wciąga, a ona sama czuje się dokładnie tak, jak przy poprzednich tomach, jakby wraz z postaciami powieści znalazła się w Londynie roku 1955…
“Pisarze nie są podobni do innych ludzi. Wszystkie te godziny spędzone w samotności, obsesyjne dumanie nad każdym słowem - to sprawia, że stają się neurotyczni, nerwowi, kapryśni albo (...) zwyczajnie podli.”
Budowa powieści oparta jest na zasadzie książki w książce. Każda z nich składa się z kilkustronicowych, tytułowanych rozdziałów, a ich ułożenie jest narzucone przez fabułę historii współczesnej: po pierwszych kilku rozdziałach współczesnych, Susan siada do czytania powieści i wtedy na kilka kolejnych rozdziałów przenosimy się w powieść o Pündzie. Książki są jasno rozdzielone - rozdziały o Pündzie są numerowane, rozdziały współczesne noszą tytuły hasłowe. Początek książki o Pündzie otwiera spis postaci, początek powieści współczesnej drzewo genealogiczne rodziny Crace’ów, do których należy nowy autor, z którym Susan rozpoczyna pracę. Narracja powieści współczesnej prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Susan, powieści o Pündzie pisane są klasycznie w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl obydwu też oczywiście się od siebie różni, choć każdą czyta się równie dobrze - współczesny jest nieco bardziej podszyty ironią, która jest jedną z cech narratorki, a ten drugi jest stylizowany na klasyczny. W każdym można zauważyć dość długie wstawki, wypowiedzi, postacie mają tendencje do długich monologów czy snucia wewnętrznych przemyśleń, jednak w większości przypadków, o dziwo, to nie nuży - zaledwie kilka razy wyłapałam zbędne powtórzenia. Język, w jakim obydwie powieści są pisane, jest subtelnie literacki, uniwersalny, nie ma w nim wulgarności, przekleństw czy językowych zgrzytów - to się po prostu doskonale czyta!
“Największa zaletą prozy jest to, że bez względu na trudy przeprawy jej finał zawsze jest nieunikniony. Nawet gdy umiera główny bohater (...) to nietrudno zauważyć, że inne rozwiązanie nie istniało i w tym trzeba znaleźć pocieszenie.”
Tym, co zrobiło na mnie największe wrażenie, jest sam pomysł na intrygę - to w fikcyjnej powieści mamy szukać wskazówek do rozwiązania zagadki z historii współczesnej. Ta pierwsza pełna jest ukrytych nawiązań, łamigłówek, zabawy słowem, czyli zagadki doskonale dopasowanej do głównej bohaterki – w końcu redaktorka musi powieść prześwietlić z każdej strony. To doskonały zabieg, bo nie dosyć, że czytelnik w jednej książce dostaje dwie ciekawe historie, to dodatkowo musi szukać w nich ukrytych powiązań. Co więcej, powieść fikcyjna to nie urywki - to druga prawie że cała pełnoprawna powieść, która mogłaby bez problemu zostać wydana oddzielnie. To bardzo klasycznie osadzona historia - duża rezydencja, zamknięte grono podejrzanych, a każdy z nich skrywa jakieś potencjalne motywy zbrodni. To w tej powieści pojawiają się ciekawe wątki - wątek sztuki, malarstwa, a nawet historyczne konsekwencje II wojny światowej, której echa w tamtym czasie cały czas były słyszalne. Ta powieść jest tak samo dopracowana, przemyślana, jako historia tworząca wokół niej klamrę, a to daje przyjemność podwójną.
“Czy na tym polega uniwersalna wartość kryminalnych opowieści, że ujawniają nie tylko detale konkretnych zbrodni, ale i prawdę o całej ludzkości: cywilizacja i przyzwoitość to tylko cieniutka maska, pod którą drzemią potwory?”
Historia współczesna mocno osadzona jest w środowisku wydawniczym - w końcu Susan to redaktorka, więc czytelnik ma okazję zajrzeć jej przez ramię, zobaczyć jak taka praca wygląda. Oczywiście w wersji wygładzonej, bo i tekst książki, którą Susan redaguje, jest raczej pozbawiony błędów, jakie normalnie w pierwszym rękopisie można znaleźć. Niemniej jednak sam jej sposób patrzenia na powieść i uwagi, jakie przy okazji rzuca, mocno osadzają nas w tym świecie literackim, świecie twórczym i jego blaskach, ale też i cieniach.
“Wcześniej o tym nie myślałam, ale zbrodnie i kara - choć każda na swój sposób - idą ramię w ramię, jeśli chodzi o dehumanizowanie człowieka.”
Bo choć czytelnik doskonale bawi się przy tych obydwu dość klasycznych zagadkach, to wyłuskać może z nich też sporo ciekawych zagadnień. Przede wszystkim autor porusza temat wizerunku pisarza - tego, że niekoniecznie to, na kogo się w mediach kreuje, musi oddawać jakim faktycznie jest człowiekiem. W czasach współczesnych z jednej strony te dwie kreacje mocniej się ze sobą zlewają, z drugiej dużo łatwiej jest odkryć, jaki dany autor jest naprawdę - to znak naszych czasów, życie w sieci dwadzieścia cztery godziny na dobę, bycie pod ciągłą obserwacją. Czy zatem nasze postrzeganie książek, literatury też uległo zmianie w porównaniu do jej odbioru sprzed wieku?
“Nic nie wyrządziło współczesnej literaturze detektywistycznej większej krzywdy niż wynalezienie Internetu. Zapomnijcie o dedukcji Sherlocka Holmesa i małych szarych komórkach Herkulesa Poirota! Dziś pod opuszkami palców mamy całą wiedzę świata i niczego już nie musimy dedukować.”
Ważnym tematem jest również życie z osobą sławną. Tego, jak sława podporządkowuje sobie życie nie tylko samego autora, ale i wszystkich, którzy są wokół niego. Jak tworzy się z niej mit, który nawet po śmierci się utrzymuje - bo przecież twórczość żyje dalej. I tu znowu pojawiają się kolejne ciekawe wątki - autor umiera, ale nie jego postacie. Czy kontynuowanie serii przez innych jest właściwe? Tak przecież jest z Bondem, tak jest z Sherlockiem i jeszcze wieloma postaciami, z których stworzono całe uniwersum.
“Ale nie wiesz, jak to jest, gdy każą ci być cząstką czyjegoś literackiego dziedzictwa. Jak możesz nienawidzić kogoś, kto jest kochany przez wszystkich ludzi na świecie? Jak możesz wieść samodzielne życie, gdy nosisz nazwisko zdefiniowane przez jej geniusz i wiesz, że cokolwiek zrobisz, czeka cię porównywanie do jej osiągnięć?”
“Morderstwa w Marble Hall” to rozbudowana powieść ze skrzętnie stworzoną intrygą, która robi tym większe wrażenie, że przecież ma podwójne dno - motyw książki w książce dopracowany został do perfekcji, a każdy detal, choć początkowo wydaje się zbędny, ma znaczenie. To taka zabawa z główną bohaterką Susan, ale i czytelnikiem - naszym zadaniem jest dokładna obserwacja i szukanie powiązań, dedukcja, której umiejętność według narratora w czasach Internetu zwyczajnie zanika. Jednak sama intryga i przyjemny, acz spokojny styl autora, to nie wszystko - w tle pojawiają się ciekawe tematy związane z branżą literacką i wydawniczą, które z pewnością zainteresują każdego miłośnika literatury, a także zmuszą do refleksji na temat wizerunku pisarzy i tego, jak inaczej współcześnie na to wszystko spoglądamy. Bardzo ciekawa powieść, a choć i w niej wyłapałam kilka niewielkich potknięć, to i tak dawno nie bawiłam się tak dobrze, jak podczas jej lektury! I myślę, że niekoniecznie jest to wrażenie pierwszej książki, bo choć sama budowa powieści mnie zachwyciła, to jednak tym, co zrobiło największe wrażenie, była ta doskonale przemyślana intryga. Dlatego cieszę się, że na półce mam dwa poprzednie tomy z tej serii do nadrobienia!
“Być może na tym polega różnica między redaktorem a autorem. Autor żyje swoim dziełem, redaktor musi zerkać jednym okiem na świat zewnętrzny.”
Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 03, 2025

"W głębinie" Will Dean

"W głębinie" Will Dean

Autor: Will Dean
Tytuł: W głębinie
Tłumaczenie: Radosław Kot
Data premiery: 23.09.2025
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 340
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Will Dean jest brytyjskim autorem powieści kryminalnych, który w Polsce ciągle jest mało znany. Pojawił się u nas raz w 2018 roku ze swoim debiutem “Martwa cisza”, po czym z zniknął. Dopiero po siedmiu latach, w 2025 wrócił ze swoją dziewiątą z dziesięciu napisanych powieści pt. “W głębinie”. To jedna z czterech historii oddzielnych, jakie stworzył, pozostałe sześć należy do jednej serii z Tuvą Moodyson. Na rynku anglojęzycznym jego książki są doceniane, chwalone przez magazyny literackie, mają też sporą garść nominacji na koncie, a debiut ma w końcu zostać zekranizowany. Mam nadzieję, że tłumaczenie “W głębinie” okaże się jego wielkim powrotem na rynek polski, takim już na stałe, gdyż ewidentnie jest to autor, który szuka ciekawych, nieszablonowych tematów! Zresztą nawet tworzy jak nikt inny - w drewnianym domku pośrodku szwedzkiego lasu, który sam, własnymi rękoma wybudował...
 
Statek Deep Topaz właśnie odbija od portu w Aberdeen, wypływa na Morze Północne. To statek techniczny mający na celu opiekę nad szóstką nurków, którzy przez miesiąc zamknięci będą w komorze ciśnieniowej i raz po raz schodzić będą na dno morza, by pracować przy rurociągu, w którym płynie ropa. Pięciu mężczyzn i jedna kobieta będą zatem przebywać ze sobą bez ustanku na bardzo ciasnej przestrzeni całkowicie zależni do załogi statku - nie mogą przecież po prostu z komory wyjść, to grozi makabryczną śmiercią. Pracy też nie mają lekkiej - zmiany trwają po sześć godzin, a to znaczy sześć godzin w skafandrze pod wodą, w ciężkim kasku połączonym ze statkiem tylko jedną rurką, tak zwaną pępowiną. I już pierwszego dnia coś idzie nie tak - pępowina Brooke o coś się zahacza, co stwarza sytuację zagrażającą życiu. Jednak dopiero po powrocie do kabiny Brooke z asystującym jej nurkiem przeżywają szok - jeden z czwórki pozostałych mężczyzn w kabinie jest martwy, mimo prób reanimacji. Co się stało, na co umarł? Od razu kapitan statku ogłasza wynurzenie, ale to wcale nie znaczy, że zaraz komorę nurków można otworzyć - dekompresja potrwa cztery dni. Cztery dni z ciałem kolegi, cztery dni w niepewności na co umarł i czy na pewno to coś im nie zagraża… Bo przecież w takich warunkach, w takiej przestrzeni wystarczy jedna bakteria, by wszyscy podzielili jego los. Ale czy na pewno była to śmierć bez udziału osób trzecich? A może powinni zacząć się pilnować?
 
Książkę otwiera słowniczek pojęć związanych z nurkowaniem głebinowym oraz obrazek wyjaśniający jak wygląda statek z komorą, w której mieszkają i pracują nurkowie, a zamyka ją listy nurków i manifest załogi statku (czyli spis osób na nim pracujących). Historia rozpisana jest na 86 krótkich rozdziałów i epilog toczący się miesiąc później, a przedstawiona jest przez Brooke w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego. Język, jakim się posługuje, jest swobodny i zrozumiały (częściowo z pewnością dzięki słowniczkowi, choć sama narratorka też z początku wszystko czytelnikowi wyjaśnia). Jak na thriller psychologiczny przystało, historię poznajemy już przez pryzmat narratora, w tym wypadku narratorki, która relacjonuje co się dzieje w komorze, ale również od razu zdradza czytelnikowi swoje myśli i odczucia. Jest to narracja subiektywna, czytelnik poznaje tylko jedną wersję zdarzeń, tylko to, co narratorka chce mu przedstawić.
“Ludzie porównują nas do astronautów. Ale nasz świat jest znacznie bardziej tajemniczy i niepokojący niż przestrzeń kosmiczna.”
Cała ta opowieść przenosi czytelnika w niejako inny świat. Świat ekstremalny, świat, do którego dostęp ma tylko kilkanaście osób rocznie - osób u szczytu nurkowej kariery, z ogromną liczbą kosztownych szkoleń na koncie. To osoby lubiące ryzyko, żyjące szybko, często niebezpiecznie. Osoby, które zarabiają ogromną ilość pieniędzy, ale równocześnie z natury są rozrzutne i skłonne do uzależnień. Bo czy ta praca nie wymaga uzależnienia od adrenaliny? Narratorka dobrze oddaje czytelnikowi charakter ich pracy, te ciągłe ryzyko, balansowanie na granicy życia i śmierci - bo przecież dla takiego nurka wystarczy sekunda, by sprzęt zawiódł, a jego pochłonęła głębina… A jednak to nie tylko z grozą nieskończonej wody i wysokiego ciśnienia postaciom tej książki przychodzi się zmierzyć - ich życiu zagraża też ktoś prawdziwy, realny, ktoś, kto na tak małej przestrzeni może mieć nad nimi władzę absolutną, bo przecież zamknięci w komorze są zdani na łaskę innych. To dobrze buduje napięcie, to doskonały materiał na thriller.
“Nie ma żadnej roboty fizycznej, za którą tyle by płacono. Mimo to większość nurków głębinowych, czy “szczurów komorowych”, jak nas czasami nazywają, nigdy nie staje się bogata. Podobnie jak piraci, żeglarze i inny wyjęci spod prawa, mamy skłonność do przeżywania każdego dnia tak, jakby był naszym ostatnim. “
Autor jednak nie stawia w nim na grozę sytuacji, a przynajmniej nie bezpośrednio. Dla niego punktem pierwszym jest psychologia, wyobrażenie tego, co w takiej sytuacji może dziać się w głowie nurka. Dlatego historię poznajemy w narracji pierwszoosobowej i tylko z jednej perspektywy - dzięki temu czytelnik może poczuć dokładnie to, co Brooke. Narratorka poza tym, że ma mocno ekskluzywną pracę, to równocześnie ze względu na swoją płeć już w tak wąskiej grupie zawodowej stanowi mniejszość. Czuje się też najmniej komfortowo - miesiąc wśród pięciu mężczyzn bez żadnego prawa do prywatności. To warunki, na które niewiele kobiet by się zdecydowało…. Jednak Brooke, poza swoją słabością do ryzyka, jest całkiem normalnie żyjącą kobietą - ma męża i dzieci, za którymi w zamknięciu nieustannie tęskni. Dzięki temu czytelnik może zastanowić się również nad rolą kobiet w takim zawodzie, przyjrzeć się wszystkim zaletom, wadom i wątpliwościom, z jakimi się on wiąże.
“Gdy nurkuję, czuję, że żyję. Staję się wtedy częścią czegoś większego, rozleglejszego niż ja sama.”
Poza Brooke w komorze znajduje się pięciu mężczyzn, z czego czterech to osoby w zawodzie doświadczone, a jedna to nowicjusz. Poznajemy ich historie, ich nawyki, przyglądamy się relacjom w grupie, które szybko stają się relacjami w sytuacji potencjalnego zagrożenia życia. A równocześnie pytamy: czy to któryś z nich może stać za śmiercią jednego z nurków? W jaki sposób mężczyzna mógł zostać zabity i dlaczego? Choć te pytania kreują całą tę opowieść, to jednak nie skupiamy się wyłącznie na nich, a równocześnie obserwujemy sposoby nurków na zachowanie jasności myślenia. To niesie rozmowy, historie z przeszłości, które sobie opowiadają. Przez nie jednak fabularnie intryga traci trochę impet, napięcie nie sięga zenitu. Dopiero pod koniec, gdy dekompresja zbliża się do końca, napięcie systematycznie narasta w tempie wprost proporcjonalnym do malejącego czasu. Rozwiązanie zagadki jest dość szybkie, ale ciekawie, nieszablonowo przedstawione.
“Kim on właściwie jest? Kto kryje się za tą fasadą, którą wszyscy utrzymujemy podczas pracy? Każde z nas występuje w dwóch wersjach, lądowej i komorowej.”
Oczywiście opowieść zmusza też do refleksji ogólnych: nad wagą życia, nad priorytetami, nad tym czy stabilne życie, bycie cały czas tuż obok tych, których kochamy jest lepsze od swobody robienia tego, czego się chce, do czego popycha nas własny charakter. To też nieco metaforyczna opowieść o zamknięciu jakie sami sobie robimy w swoich własnych głowach...
Tutaj nie mamy żadnej swobody. Nie zrobimy sobie przerwy. Możemy jedynie uciekać do wewnątrz, stawiając czoło temu, co skrywamy w sobie. Te przestrzenie bywają niekiedy nader mroczne.”
“W głębinie” to dobrze skonstruowany thriller psychologiczny, który przenosi czytelnika w całkiem inny świat, świat pełen ekstremalnych sytuacji, rosnącej adrenaliny. Świat, w którym człowiek działa inaczej, a zatem i inaczej może postrzegać rzeczywistość. Choć czy już nie samo zamknięcie zmienia jej postrzeganie? Niemożność pozostania samemu choć na moment, zaczerpnięcia powietrza, zmieniania otoczenia? To doskonałe miejsce na intrygę kryminalną, a równocześnie miejsce temu niełatwe - jak zbudować fabułę, by była wiarygodna? Will Dean podjął wyzwanie i choć niektóre finalne kwestie potraktował trochę za szybko, trochę za ogólnie, to jednak liczy się pełny wydźwięk powieści - a jest nim dogłębne przyjrzenie się człowiekowi i temu jak funkcjonuje w tak ekstremalnej sytuacji. To udało mu się dobrze, realistycznie, a sama ilość wiedzy, którą musiał posiąść, by to wszystko się udało, budzi mój podziw. Mam nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli zapoznać się z kolejnymi jego powieściami!
 
Moja ocena: 7,5/10

 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 17, 2025

"Kości proroka" Ałbena Grabowska

"Kości proroka" Ałbena Grabowska

Autorka: Ałbena Grabowska
Tytuł: Kości proroka
Data premiery: 09.09.2025
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 488
Gatunek: powieść kryminalna / historyczna
 
“Kości proroka” to jedna z pierwszych powieści Ałbeny Grabowskiej osadzonych na szkielecie intrygi kryminalnej. Wydana została po raz pierwszy w 2018, teraz w jeszcze raz zredagowanej wersji pojawiła się na naszym rynku ponownie. I choć jej bazą faktycznie jest intryga kryminalna, to zawiera w sobie dużo więcej: to również opowieść historyczna (i to naprawdę bogata) i obyczajowa. Jak sama autorka przyznaje, jest to dla niej książka wyjątkowa - splecenie i zbudowanie trzech opowieści z kompletnie różnych czasach, które będą spajać się w jedno pod tym tytułem, stanowiło spore wyzwanie, ale jeszcze ważniejsze jest to, że w część współczesną, której akcja toczy się w Bułgarii, wplotła wiele swoich własnych wspomnień związanych ze swoich dzieciństwem w tym kraju.
I tak dochodzimy do korzeni samej autorki - z matki Bułgarka, z ojca Polka, wychowana i wykształcona w Polsce na lekarkę. Zdobyła doktorat z dwóch specjalizacji: neurologii i epileptologii. Po rozpoczęciu kariery pisarskiej przed kilkunastoma laty, zawodu praktykowanego nie porzuciła, dzieląc czas pomiędzy te dwa zajęcia i swoją rodzinę. Aktualnie na koncie ma 28 powieści.
 
Bułgaria, miasto Płowdiw, współcześnie. Margarita Nowak, 28-letnia psycholożka właśnie dotarła na miejsce tak dobrze jej znane - to tu się wychowała, tu spędziła swoje życie aż do wydarzeń sprzed ośmiu lat, które wygnały ją do Polski lizać rany i próbować ułożyć sobie życie na nowo. Teraz na prośbę swojego dawnego przyjaciela wróciła, przynajmniej na chwilę, by pomóc w policyjnym śledztwie - w płowdiwskim teatrze antycznym znaleziono zwłoki polskiego posła. Mężczyzna został ukrzyżowany, jego głowę odcięto, a na tułowiu wypisano dziwne, niezrozumiałe znaki… Margarita ma pomóc zarówno w komunikacji pomiędzy Bułgarią a Polską, ale i swoją znajomością kultury starożytnej - przed wyjazdem studiowała archeologię, dużo wie o dawnych zwyczajach i językach, co wydaje się przydatne przy tej sprawie. Tylko czy Margarita będzie faktycznie potrafiła się na niej skupić, kiedy wokół plącze się tyle wspomnień? I w jaki sposób z tą zbrodnią wiążą się wydarzenia sprzed wieków - z roku 33, który obserwujemy oczami jednego z pielgrzymów towarzyszących Nauczycielowi oraz z początku XII wieku oczami jednego z mnichów zakonu bogumiłów?
 
Książka rozpisana jest na nienumerowane rozdziały, których akcja toczy się naprzemiennie w trzech wiekach. Każdy rozdział opatrzony jest miejscem i czasem zdarzeń, i choć przedstawiane są naprzemiennie, to jednak wątek współczesny jest najbardziej obszerny. Rozdziały są różnej długości, dzielone są na mniejsze, kilku, kilkunastostronicowe fragmenty. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Margaritę, pielgrzyma Ariela i bogumiła Cyryla - każdy z nich ma swój sposób narracji. Najmocniej wyróżnią się Margarita, jedyna kobieca narratorka, która ma tendencję napominania i trochę też wyśmiewania siebie w myślach. Narracje męskie stylizowane jest na język dawny, ale cały czas dla współczesnego czytelnika zrozumiały. Wydają się też nieco mniej wylewne w emocjach niż Margarita, w podejściu bardziej stoiccy. Męskie narracje są spójne i uporządkowane, kobieca nieco mniej, za to współcześnie w dialogach pojawia się nieco humoru, który sprawia, że wątek kryminalny nie odbieramy jako trudny i mroczny, a bardziej jako przygodowy.
“Zastanawiałem się, czy nie zadzwonić do Dana Browna, tylko nie miałem jego numeru.”
Historia osadzona jest w trzech czasach, a każdy z nich oddany jest równie realistycznie. W I wieku towarzyszymy rybakowi w podróży do Jerozolimy, gdzie ich Nauczyciel ma się spotkać z Mesjaszem. Mimo iż opowieść osadzona jest na motywach biblijnych, to autorka przekonująco oddaje zakres wiedzy ówczesnych ludzi, szczególnie w dziedzinie medycyny naturalnej. Bazując na zdarzeniach przedstawionych w Biblii, buduje obok swoją opowieść, opartą na relacjach apokryficznych, własnej wiedzy i wyobrażeniach.
W XII wieku wcielamy się w mnicha zakonu bogumiłów, którzy podważali postać Jezusa jako Syna Bożego i Zbawiciela. Jednak nie tylko ich istnienie i założenia są prawdziwe - autorka przedstawia nam ówczesny sposób życia różnych klas społecznych, ponownie zaznajamia z wiedzą medyczną tamtych czasów bazującą na tym, co zwyczajnie w naturze dostępne. Co dla mnie wyjątkowo ciekawe, główny bohater przez pewien czas zajmuje się gotowaniem dla całego zakonu, a zatem możemy też przyjrzeć się co wtedy jedzono, jak przygotowywano. Ten wątek kulinarny ma też swoje miejsce we fragmentach współczesnych, gdzie znajdując się w Bułgarii, poznajemy kulturę tego kraju. Jest oczywiście i historia miasta, jednego z najstarszych miast świata, w którym współcześnie żyjącym przychodzi obcować z wykopaliskami, zabytkami pojawiającymi się co krok, a liczącymi wieki. Poznanie realiów tych trzech wieków (współcześnie nie tyle wieku, co samej Bułgarii) jest jednym z największych atutów tej powieści.
“Ludzie pragną wolności, lecz nie umieją o nią walczyć (...).”
Intryga bazująca na kryminale najwyraźniejsza jest w czasach współczesnych - to tam toczy się śledztwo, Margarita wraz z bułgarskim przyjacielem i jego zespołem śledczych próbują złapać trop w sprawie śmierci polskiego posła. Co robił w Bułgarii, z kim się widział? Kim był, czym zajmował się na co dzień? Intryga szybko się rozrasta, pojawia się wątek historii sprzed lat, tajemnic archeologów i popów. I choć ten wątek zaczyna się naprawdę dobrze, to mam wrażenie, że z czasem nieco się rozmywa przez prywatne zawirowania w życiu bohaterki. Rozwiązanie jest dość szybkie, ale dobrze przemyślane, logiczne.
Przyznam jednak, że to te czasy przeszłe interesowały mnie najbardziej - może dlatego, że nie są tak dosłowne? Może dlatego, że tak od współczesności odległe? Ich fragmenty wydają się bardziej obyczajowe, bardziej historyczno-baśniowe, a kreacje dwóch narratorów wydają się mniej schematyczne - nie są aż tak rozbudowane jak Margarita, ale to może właśnie ich plus, bo dzięki temu są mniej oczywiste, bardziej nieprzewidywalne. Margarita z kolei szybko wpada w znane tory, to bohaterka mimo wszystko dość naiwna - nie jest to jednak zarzut, bo wydaje się, że właśnie taki zamysł miała na nią autorka, już na wstępie sama Margarita przyznaje, że cały czas się w swoim życiu miota i głupio postępuje… tak więc jej zachowanie jest z tym założeniem spójne.
“(...) wylądowałam w Sofii, złapałam pociąg do Płowdiwu i oto jestem. Gotowa pomagać w śledztwie dotyczącym Polaka zamordowanego w Bułgarii przerażona bliskością miasta, które tak długo było moim domem, a potem wypluło mnie niczym wyżutą gumę.”
 Bez względu na różnice w portretach psychologicznych, każdy z tej trójki podczas lektury przechodzi proces przemiany. Na lepsze, na gorsze? To zależy od pragnień, od motywacji. Ale czy tak naprawdę ludzie niezależnie od wieku, w jakim żyją, w skrytości ducha nie pragną tego samego – uznania, może władzy? Pytanie tylko czy pozwolą swojej naturze dojść do głosu… Poprzez tę powieść autorka snuje rozważania nad uniwersalnością ludzkich pragnień i pokus, nad rolą przeszłości we współczesności.
“Ludzka natura jest bowiem zawsze taka sama. Człowiek pragnie spokoju i bogactwa. Skusi się, gdy zobaczy łatwy zysk. Nie trzeba mieszać w to ani Boga, ani Szatana.”
Poszczególne fragmenty “Kości proroka” z pewnością będą w czytelnikach budzić różne emocje. Jedno jest pewne - jest to powieść wielowątkowa, ciekawa i w szczegółach dopracowana, przyjemna pod kątem historycznym. Autorka bardzo pomysłowo połączyła tak odległe sobie czasy w jedną całość, wikła w swoją opowieść religię, rządzę władzy, miłość, pragnienia. Łączy medycynę z archeologią, religijne nakazy z prostą i niezmienną ludzką naturą. Tak naprawdę dla mnie wątek kryminalny miał tu najmniejsze znaczenie, ważne było to, co w tle - sposób życia w danym czasie, w danym miejscu. Pielgrzymka tuż obok historii Jezusa, intrygi i zależności pomiędzy mnichami, i sama Bułgaria - to w mojej ocenie elementy ciekawiące najmocniej.
 
Moja ocena: 7,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 01, 2025

"Oko za oko" Jeffrey Archer

"Oko za oko" Jeffrey Archer

Autor: Jeffrey Archer
Tytuł: Oko za oko
Cykl: William Warwick, tom 7
Tłumaczenie: Maja Justyna
Data premiery: 12.08.2025
Liczba stron: 360
Gatunek: powieść kryminalna / sensacyjna
 
Zanim Jeffrey Archer stał się pisarzem, był sportowcem i politykiem. To wtedy rozpoczął swoją kolekcję znajomości wszelakich, które teraz chętnie wykorzystuje do uatrakcyjniania fabuł swoich powieści. Debiutował w drugiej połowie lat 70-tych XX wieku powieścią „Co do grosza” teraz zbliżając się do pięćdziesięciolecia na rynku książki na koncie ma ponad trzydzieści książek oraz kilka zbiorów opowiadań. Jego książki sprzedawane są w 115 krajach, tłumaczone na prawie 50 języków, a nakład sprzedanych egzemplarzy przekroczył 300 milionów. Cykl z Williamem Warwickiem to jego najnowsze dzieło - rozpoczął je w 2019 roku książką “Nic bez ryzyka” (recenzja - klik!), a skończy dosłownie za klika tytułem „End game” (pol. Gra końcowa) czyli ósmym tomem serii, który zaraz będzie dostępny dla anglojęzycznego czytelnika. Polski na razie może cieszyć się siedmioma tomami (recenzje – klik!), których lektura zalecana jest w kolejności chronologicznej - postacie serii odgrywają w każdym tomie naprawdę istotną rolę, więc nie znając ich zależności straci się zwyczajnie za dużo.
 
Okolice roku 1999/2000. Do Arabii Saudyjskiej zjechały się delegacje biznesowe z kilku krajów, wśród nich jest angielski wysłannik - biznesmen nawykły do zawierania wielomilionowych kontraktów Simon Hartley. Takiej sytuacji jednak doświadcza po raz pierwszy - kuzyn księcia na jego oczach zabija włoskiego delegata, a wszyscy uciekają w popłochu. Niestety kilka chwil później okazuje się, że to Simon jest na tę śmierć oskarżany i trafia do saudyjskiego więzienia… Teraz nie tylko kontrakt wisi na włosku, ale i życie Simona, który jest członkiem ważnej rodziny arystokratycznej. Anglia zatem musi interweniować, a kto przygotuje lepszy plan uwolnienia mężczyzny jak nie zespół funkcjonariuszy Scotland Yardu z Williamem Warwickiem na czele?
William jednak musi się mieć teraz na baczności - już za chwilę więzienie ma opuścić jego zaciekły wróg, MIles Faulkner, który od trzech lat planował swoją zemstę…
 
Książka rozpisana jest na prolog i trzy części, które składają się razem na 33 rozdziały, a te dzielone są na krótkie naprzemienne scenki, w których obserwujemy poczynania Williama i jego współpracowników, jego żony Beth, kierowniczki muzeum, Faulknera wraz z jego prawnikiem i Simona. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a narrator skupia się przede wszystkim na dokładnym oddaniu poczynań postaci, choć nie ukrywa, że ma również wgląd w ich emocje. Styl powieści jest bardzo brytyjski, elegancki, już sam sposób wypowiedzi daje do zrozumienia, że mamy do czynienia z arystokracją, z osobami wykształconymi i inteligentnymi. Autor ma świetne wyczucie proporcji opisów do dialogów, a nawet jeśli pisze o wielkiej polityce to tak, by czytelnik bez problemu odnalazł się w powieści.
 
Choć przy pierwszych stronach powieści miałam wątpliwości czy w tym tomie odnajdę się równie dobrze co w poprzednich. Dlatego, że autor rozpoczyna powieść od skrótowego wprowadzenia nas w rodzinę Hartleyów, by zaraz przenieść do Arabii Saudyjskiej i rozmów biznesowych, których towarzystwo jednak dość mocno kojarzy się z mafijnym. To jednak tylko szybko podany wstęp, bo już za chwilę przenosimy się do Anglii i postaci z serii znanych, książka wskakuje w znajomy rytm dobrej intrygi bazującej na sprycie - tu ci źli nieustannie próbują ograć dobrych, ale ci im inteligencją nie urągają, a czytelnik bacznie śledzi akcję z ciekawością obserwując kto z nich przewidzi ruchy przeciwnika o krok dalej. Autor budując intrygę opiera się na ciekawostkach historycznych i tych z dziedziny sztuki - jak w każdym tomie, tak i tym, część akcji oscyluje wokół fałszerstw obrazów wielkich mistrzów, tym razem skupiamy się a Rembrandcie. Historycznie fabuła toczy się równie intrygująco - pojawia się wątek Deklaracji niepodległości Jeffersona. Akcja toczy się rytmem przyjemnie dynamicznym, a ze względu na to, że nie opiera się na jednym wątku kryminalnym, ale także na wątkach prywatnych postaci, tak naprawdę nie ma momentów przestoju, momentów, w których zaciekawienie czytelnika miałoby szansę się zmniejszyć. Sama zagadka kryminalna oparta o losy Simona i jego rodziny prowadzona jest z zaangażowaniem, a w ostatecznym rozrachunku okazuje się naprawdę solidnie przemyślaną całością, którą łącząc się z wątkami prywatnymi zapowiada już końcówkę serii…
 
Bo właśnie poza świetnie skonstruowanymi intrygami opartymi o dobrze przedstawione realia i ciekawostki z różnych dziedzin sztuki i polityki (ale pisanej tak, że nawet ci, którzy nie lubią takich wątków, będą zadowoleni), tym co nas w powieść angażuje, to losy postaci, które już dobrze znamy. Dzieci Williama dorastają, angażują się coraz mocniej w życie rodziców, współpracownik Ross powoli układa sobie życie, Cristina, była żona Falknera również. Tylko Faulkner tkwi tam, gdzie zawsze - szuka zemsty i okazji do szybkiego zarobku. Przez ilość postaci i tego, jak skomplikowane były ich wcześniejsze losy, szkoda byłoby zachęcać do lektury książki od serii niezależnie, bo choć psychologia postaci nie jest tu opisywana wprost, to jednak mocno oddziałuje na to, co się dzieje pomiędzy nimi teraz.
 
Wspomniałam też o realiach czasów, w których toczy się akcja - autor przenosi nas w świat sporych pieniędzy - w końcu kontrakty i przekręty idą tam w miliony – a zatem świat kompletnie inny od naszej codzienności, a mimo wszystko toczący się w znajomej rzeczywistości: nawiązania historyczne, wielka polityka w tle, nazwiska osób stojących w rządzie, sama Królowa, to wszystko jest nierozerwalnie związane ze sposobem przedstawiania zdarzeń, a co za tym idzie uwiarygadnia historię.
 
Jeffrey Archer pisze powieści jak nikt inny - w starym dobrym stylu, gdzie liczy się pomysł i inteligencja, a psychologiczny wątek, choć nie jest opisywany wprost, w relacjach postaci odgrywa naprawdę ważną rolę. W końcu tylko znając przeszłość Williama i Faulknera jesteśmy w stanie zrozumieć rozmiar nienawiści i zaciętości w zemście, jakiej szuka ten drugi. Intryga w “Oko za oko” oparta głównie o wątek niesłusznego oskarżenia w Arabii Saudyjskiej, wymusza na czytelniku pytania o to, co stoi wyżej - polityka i wpływy, czy jednak moralność. Dobra, błyskotliwa rozrywka, której brytyjskość da się wyczuć już na pierwszych stronach powieści. Polecam tym, którzy lubią historie bazujące na motywach przekrętów i inteligentnych postaci - zarówno tych dobrych, jak i złych. Nie mogę się już doczekać jakie będzie zamknięcie serii, a równocześnie wcale nie chcę, żeby się kończyła!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 15, 2025

"Szpital Bellevue" Robin Cook

"Szpital Bellevue" Robin Cook

Autor: Robin Cook
Tytuł: Szpital Bellevue
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Data premiery: 12.08.2025
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 368
Gatunek: thriller medyczny / powieść grozy
 
Robin Cook w tym roku obchodził swoje 85 urodziny! Kariery pisarskiej jednak nie rozpoczął od razu po wkroczeniu w dorosłość - szkolił się na lekarza i przez dobrych kilka lat praktykował ten zawód. Dopiero w latach 70-tych XX wieku debiutował, a zrobił to łącząc gatunek thrillera z własną wiedzą zawodową tworząc nowy współczesny podgatunek - thriller medyczny. Niewiele później jego pierwsze książki zostały zekranizowane, co przyniosło mu jeszcze większy rozgłos od tego, który zyskał dzięki samym powieściom. Teraz, niecałe pięćdziesiąt lat później, anglojęzyczni czytelnicy oczekują na premierę jego czterdziestej drugiej książki, która równocześnie będzie piętnastym tomem cyklu z Montgomery i Stapletonem, a polski czytelnik właśnie w swoje ręce dostał powieść poprzednią - “Szpital Bellevue”, która jest historią oddzielną napisaną w hołdzie dla prawdziwego nowojorskiego szpitala Bellevue.
 
Michael Fuller z dniem pierwszego lipca rozpoczyna swoją rezydenturę jako chirurg w nowojorskim szpitalu Bellevue. To dla niego ogromne przeżycie - nie dosyć, że miejsce pod kątem rezydentury jest ekskluzywne (wraz z nim przyjęta zostaje tylko jedna młoda kobieta!), ale i ma dla niego znaczenie prywatne - to tam swoją praktykę doskonalili jego przodkowie - nie tylko dziadek, ale jeszcze kilka pokoleń wstecz! To dzięki ich osiągnięciom, poprzez pamięć o nich, Mitt (bo tak Michael każe się nazywać) zdecydował się na zostanie chirurgiem i podejmie rezydenturę właśnie w tym miejscu. I choć teraz stres go zjada, a liczba obowiązków, jakie będzie miał do realizowania, przyprawia o zawrót głowy, to zdaje się do tego nieźle przygotowany, co szybko doceniają mający z nim styczność lekarze. Problem w tym, że mimo wiedzy, Mitt wydaje się przyciągać nieszczęście - podczas każdego zabiegu i operacji, w jakich asystuje, dzieje się coś nieprzewidywalnego… Czy to naprawdę głupi pech nowicjusza?
 
Książka rozpisana jest na prolog, 29 kilkustronicowych rozdziałów oraz epilog. Cała akcja powieści skumulowana w numerowanych rozdziałach to zaledwie 4 dni, od poniedziałku do czwartku. Każdy rozdział opatrzony jest nie tylko w datę, ale również w godzinę, o której rozpoczyna się akcja, dzięki czemu czytelnik może bacznie obserwować upływ czasu, jak i uważnie towarzyszyć w historii głównemu bohaterowi. Prolog opisuje wydarzenia z roku 1949, nieudany zabieg, który przeprowadził dziadek Mitta, a epilog to wydarzenia kolejnego poniedziałku. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który przez wszystkie numerowane rozdziały towarzyszy Mittowi, oddając historię z jego perspektywy, dzieląc się dokładnie tym, co sam widzi, czuje, doświadcza i myśli. Przez to cała powieść składa się przede wszystkim z opisów, a dialogi pomiędzy innymi pracownikami szpitala i rodzicami Mitta, choć prowadzone sprawnie, nie zajmują miejsca centralnego, są tylko dodatkiem, uzupełnieniem tego, czego Mitt sam doświadcza. Język, jakim powieść jest pisana, jest łatwy, codzienny - nawet kiedy skupiamy się na zagadnieniach medycznych wszystko jest jasno wyjaśnione. Autor nie ucieka się też do przekleństw czy wulgarności, emocje jest w stanie budzić inaczej.
“Ani trochę nie obawiam się fizycznych urazów, bardziej się martwię o stan pańskiego umysłu.”
Poprzez postać Mitta, czytelnik może przyjrzeć się dwóm podstawowym, bardzo realnym tematom. Zaglądamy za kulisy rezydentury, tego jak wygląda praca młodego lekarza - w jaki sposób się uczy, szkoli fachu, bo przecież studia dają teorię, a to w szpitalach przychodzi praktyka. Dzięki rozpisce godzinowej możemy uświadomić sobie jak bardzo wymagająca jest to praktyka, która, mimo że w teorii ma określone godziny pracy, w praktyce wygląda całkiem inaczej.
Drugi temat, który przywodzi sobą Mitt, jest związany z przeszłością - poprzez wspomnienia o jego przodkach, których nazwiska wszyscy pracownicy szpitala znają, czytelnik poznaje skomplikowaną historię medycyny - tu jednak nie uczymy się o przełomowych odkryciach, te osiągnięcia swoich przodków Mitt przecież dobrze zna, a poznajemy to, co dla niego do tej pory pozostało w cieniu - te opryski, straty uboczne i nietrafione decyzje, jakim ostatecznie towarzyszył postęp. Patrzymy na historię od strony ofiar, tego, jak wiele osób ją poniosło, jak wielu z nich cierpiało katusze przez ambicje i przekonania lekarzy. O tym przecież na co dzień się nie mówi, o ofiarach, jakie trzeba było złożyć, by w końcu nauka, jaką jest medycyna, mogła dokonać tak szybkiego postępu jak w ostatnim stuleciu.
“Zawsze pragnął wierzyć, że szpital to miejsce, w którym ludzi uwalnia się od cierpienia, a nie na odwrót.”
Sam Mitt jest bohaterem kontrastowym, to młodziutki lekarz, a zatem człowiek polegający na logice nauki, który ma pewne zdolności paranormalne - w niektórych momentach wyczuwa, co czują inni, na podstawie wrażeń jest również w stanie przewidzieć co wydarzy się w przyszłości. To on łączy tu więc thriller medyczny z powieścią grozy.
“(...) właśnie wkraczali w świat, z którego nic nie rozumiał i w którym nie liczyło się jego dotychczasowe doświadczenie życiowe.”
A groza pochodzi od zjawisk niewytłumaczalnych. Dziwnych przypadków na salach operacyjnych, dziwnych odczuciach głównego bohatera. Nie jest to jednak raczej rodzaj powieści, która przestraszy, a raczej buduje klimat niepewności - czy to, czego doświadcza Mitt, faktycznie może dziać się naprawdę? Czy jednak trzeba szukać dla zdarzeń innego wytłumaczenia?
“Oficjalnie był już lekarzem, bo taki tytuł przysługiwał mu po ukończeniu studiów, ale nie czuł się nim. W tym wielkim szpitalu, pośród tysiąca pacjentów, odczuwał jedynie samotność.”
Akcja powieści prowadzona jest spokojnie, choć oczywiście podczas interwencji medycznych zdarza się, że nabiera tempa. Sama zagadka jest bardzo prosta, już prolog zdaje się wiele ujawniać, więc można przypuszczać, że nie taki był cel powieści, a raczej skupienie na historii samego miejsca i kondycji medycyny - w przeszłości od strony jej ofiar, w teraźniejszości lekarzy, którzy mają w końcu trzymać w rękach czyjeś życie. Choć zagadkę można rozpatrywać też pod kątem tej wspomnianej już niepewności zdarzeń. Zakończenie historii również można rozpatrywać różnie - można je uznać i za zaskakujące, ale równie dobrze za nie do końca wystarczające w zależności od tego, na jaką lekturę nastawi się czytelnik.
 
Wspomniałam o historii miejsca, które jest równie ważne dla powieści jak postać samego głównego bohatera czy wątek medyczny. Szpital Bellevue istnieje już od prawie trzystu lat, to jeden z największych, a zarazem najlepszych nowojorskich szpitali. Przez lata pełnił bardzo różne funkcje, przez lata nazwa Bellevue była równoważna z nazwą szpitala psychiatrycznego. Wraz z Mittem jednak nie tylko poznajemy funkcje budynku na przełomie wieków, ale i poznajemy jego położenie, budowę, dekoracje architektoniczne.
“Ten gmach jest jakby parodią samego siebie albo, jak już powiedziałam, dekoracją z horroru.”
“Szpital Bellevue” to powieść, którą można odebrać bardzo różnie. Jeśli podejdzie się do niej jak do thrillera osadzonego na krawędzi horroru, może przynieść rozczarowanie - wątki paranormalne zdają się potraktowane po macoszemu (mówiąc kolokwialnie), nie są nawet specjalnie straszne. Wątek niepewności, co do realności zdarzeń, też nie usatysfakcjonował mnie w pełni - są momenty, w których autor przekroczył granicę w jedną lub drugą stronę przez co obraz spójnej niepewności został zachwiany, bo mimo iż wszystko ostatecznie da się wytłumaczyć, to jednak nie jest to w pełni przekonujące. Jeśli jednak do książki podejdzie się jak do thrillera medycznego napisanego w hołdzie dla historii medycyny, ofiar, jakie z wiekami rozwoju tej nauki zostały poniesione, jak i subtelny hołd dla samego budynku, będzie to lektura satysfakcjonująca - jest ciekawa, kładzie nacisk na tematy niepopularne. Sama taką interpretację przyjmuję, ale nie będę ukrywać – ubolewam, że autor nie popracował mocniej nad klimatem grozy, niepewności - wtedy mogłaby wyjść z tego, coś genialnego! Na szczęście już wiemy, że kolejna powieść autora to kolejny tom serii z Stapletonem, czyli tak naprawdę satysfakcjonujący pewniak!
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!