Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzemplarzrecenzencki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzemplarzrecenzencki. Pokaż wszystkie posty

czerwca 11, 2023

"Katharsis" Maciej Siembieda

"Katharsis" Maciej Siembieda

Autor: Maciej Siembieda
Tytuł: Katharsis
Cykl: saga historyczna, tom 1
Data premiery: 18.05.2022
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 576
Gatunek: powieść historyczna / sensacyjna
 
O książkach Macieja Siembiedy od kilka lat mówi się nieustannie. To aktualnie jeden z naszych polskich najbardziej cenionych twórców literatury kryminalnej, sensacyjnej. Debiutował w roku 2017 książką „444”, która otworzyła cykl kryminalny z prokuratorem IPN-u Jakubem Kanią. To była jego pierwsza książka beletrystyczna, jednak wspomnieć trzeba, że autor od lat pracował opowiadając historie – tyle, że prawdziwe, przez wiele lat praktykował dziennikarstwo, pisał reportaże, za które był wielokrotnie nagradzany. W wieku, w którym mógłby przejść na zasłużoną emeryturę, swoje doświadczenie dziennikarskie postanowił wykorzystać w powieściach, w których jak nikt inny łączy prawdę historyczną z fikcją literacką. „Katharsis” jest jego szóstą powieścią, otwierającą cykl sagi historycznej, której stworzenie było jego wielkim marzeniem... I Siembieda oczywiście spełnia je w wielkim stylu!
 
Historia „Katharsis” rozpoczyna się w 1941 roku w Grecji, od walk prowadzonych podczas II wojny światowej i wojny domowej. Młody Grek Kostas Tosidos, w odwecie za śmierć swojego ojca, chce wysadzić butelką z koktajlem Mołotowa samochód z tym wojskowym, który był odpowiedzialny za tę śmierć. Zostaje jednak przyłapany przez grecką partyzantkę, która dostrzega jego upór, determinację i inteligencję i wciela go w swoje szeregi w roli sapera. Kostas walczy, wysadza mosty, jest najlepszy w tym, co robi. Kiedyś jednak trzeba zaprzestać walki, więc mężczyzna wraz ze swoją świeżo poślubioną żoną i małymi dziećmi uciekają przez morze do Polski. Kraju, który ma im zapewnić bezpieczeństwo i godne, nowe życie... Jak potoczą się losy tej greckiej rodziny w nowej, komunistycznej Polsce? W jaki sposób przetną się ze ścieżkami kilku innych poznanych w tej historii postaci?
 
Książka rozpisana jest na prolog, pięć części i epilog. Każda z części zatytułowana jest imieniem postaci, której losy opisuje, składa się w sumie z 47 rozdziałów, które opatrzone są informacją co do miejsca opisywanych w nich wydarzeń, jak i czasu akcji. Rozdziały podzielone są na w miarę krótkie scenki, więc książkę czyta się wygodnie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, w przeważającej mierze podąża za postaciami, które dana część opisuje. Styl powieści, jak zawsze u Macieja Siembiedy, jest czystą przyjemnością. Co prawda w tej sadze autor trochę wyciszył humor, którym ostatnio chętnie operuje w serii z Jakubem Kanią, jednak wynika to po prostu z charakteru tej powieści, który wydaje się bardziej podniosły, w którym nacisk położony jest na historię jednostki na the historii światowej. Opisy i dialogi prowadzone są świetnie, te pierwsze są uważne i spokojne, bardzo dokładne, drugie żywe i bardzo realistyczne. Język dopracowany doskonale, jak w każdej jego książce, tak i tej czuć miłość i poszanowanie języka polskiego. Autor pisze bardzo płynnie, z ogromnym wyczuciem, nic tu nie zgrzyta, wszystko jest spójne i po prostu płynie...
 
Historia opowiedziana w „Katharsis” rozgrywa się na przestrzeni 60 lat i opowiada o dwóch pokoleniach dwóch rodzin: Kostasa oraz przemytnika z Gdyni zwanego Sacharyną. Ci pierwsi to ofiary historii, którzy nie doznali spełniania przez wybory polityczne ludzi u władzy. Mimo chęci, mimo inteligencji i szczerych intencji zdają się skazani na porażkę... Ci drudzy, to ludzie, którzy dopasowują rzeczywistość do swoich celów nie bacząc na to, co faktycznie jest legalne. Są sprytni, chytrzy, a jednak i tak nie udaje im się uniknąć sytuacji rozczarowujących. Czy każdy z bohaterów skazany jest na los wyjęty rodem z dramatu greckiego? Narrator z dokładnością przygląda się ich wiarom, nadziejom, z czułością opisując ich kolejne doświadczenia. Ich relacje, ich działania są w pełni ludzkie, napakowane prawdziwymi emocjami.
 
Poprzez swoje postacie Maciej Siembieda opowiada historię dwóch krajów. Grecji i Polski, które w czasie powojennym, jak się okazuje, dosyć się do siebie zbliżyły. Dla mnie to był nowy zakątek historii, kolejny wątek, o którym nie mówi się (lub nie mówiło się) w szkołach. Z ciekawością śledziłam losy rodziny Kostasa, poczynając od przepraw górskich jeszcze w Grecji, aż po ich podróże po Polsce, wyspę Wolin, na której działy się utajnione sprawy i okolice Lądka-Zdroju, gdzie znajdowała się kopalnia... uranu. W losach tej rodziny zawierają się losy wielu prawdziwych, które po wojnie przybyły do naszego kraju. A przynajmniej tą częścią historii zachwycał się Dionisios Sturis, Grek, reportażysta blisko związany z Polską.
 
Historia Sacharyny z kolei obrazuje nam życie w Trójmieście w okresie międzywojennym i wojennym, przede wszystko te szemrane, cwaniarskie, choć może te określenia nie do końca są sprawiedliwe? W końcu tacy ludzie jak Sacharyna wykorzystywali to, na co nie pozwalała polska władza, a co dostępne było już od razu za granicą. Jak np. cukier. A że przemyt przyniósł im bogactwa, to już druga sprawa...
 
Losy obydwu rodzin spotykają się w czasach PRL-u, który również oddany został z niesamowitą dokładnością historyczną, którą autor w sposób bardzo subtelny przekazuje w tle opowieści (zwróciłam na to uwagę przede wszystkim w momencie, gdy gdzieś tam przez losy postaci wspomina się o epidemii ospy, która w latach 60tych rozprzestrzeniała się we Wrocławiu – detal, ale uświadamiający jak dużo pracy autor oddał już w samo tło tej historii). Tu postacie pierwszoplanowe, fikcyjne spotykają te prawdziwe, historyczne (jak choćby lekarz z wyspy Wolin). A wszystko to świetnie zgrywa się w jedną całość, o tyle zaskakującą, że tak naprawdę do samego końca ciężko przewidzieć, gdzie losy tych dwóch rodzin mają punkt wspólny. Niesamowicie dokładna, koronkowa robota!
 
Cały czas głowiłam się skąd tytuł tej powieści, dlaczego autor uciekł się do greckiego słowa oznaczającego oczyszczenie? Myślę, że swoiste katharsis mają przynieść poczynania drugiego pokolenia obydwu rodzin, oczyścić to, co zostało zbrukane w czasach ich ojców, w czasach, w których to historia świata wtrąciła się w ich prywatną historię. Czy uda im się przywrócić właściwy bieg losów, odkupić to, co boli ich rodziny?
 
Historia, którą opowiedział Maciej Siembieda w „Katharsis” skupia się na losie jednostki uwikłanej z nieswojej winy w bieg historii światowej. To opowieść wielowątkowa, zaskakująca, bogata w tło historyczne i detale, które dostrzega się z czasem. Powieść historyczna, która ciekawi losami swoich postaci tak, że ciężko jest się od niej oderwać. Która wzrusza zrozumieniem dla ludzkich emocji, ich tragedii, ich z góry wyznaczonym losem i walką o to, by jednak pójść swoją drogą. Świetna podróż w czasie, doskonała uczta literacka.
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu Agora.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 13, 2023

"Fenomen z Warszawy" Tomasz Duszyński

"Fenomen z Warszawy" Tomasz Duszyński

Autor: Tomasz Duszyński
Tytuł: Fenomen z Warszawy
Cykl: komisarz Antoni Wróbel, tom 1
Data premiery: 09.02.2022
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 368
Gatunek: kryminał retro
 
Jeśli mnie pamięć nie myli, to właśnie Tomaszowi Duszyńskiemu zawdzięczam to, że udało mi się polubić z gatunkiem kryminałów retro. W roku 2019 (czyli w roku wydania) sięgnęłam po pierwszy tom serii „Glatz” i pamiętam, że książka zrobiła na mnie spore wrażenie (recenzja – klik!). Od tego czasu twórczość autora śledzę dosyć uważnie, ale przyznam, że nie wiedziałam, że rok wcześniej, w 2018 powstał serial audio dla Storytel pt. „Fenomen z Warszawy”. O tym tytule usłyszałam dopiero w 2022, gdy serial został przerobiony na powieść i wydany przez Wydawnictwo SQN, a o samym fakcie, że przed książką był serial, dowiedziałam się dopiero w tym roku, gdy zdecydowałam się tom drugi tej serii pt. „Człowiek z Celuloidu” objąć swoim patronatem medialnym. Jestem pewna, że słuchowisko wypada świetnie, gdyż można go posłuchać w wykonaniu doskonałego lektora, jakim jest Adam Ferency, ja jednak już teraz mogę Was zapewnić, że cykl jako powieść również spisuje się rewelacyjnie!
 
„Fenomen z Warszawy” toczy się w Warszawie listopadem 1930 roku. W mieście od kilku miesięcy grasuje morderca, który poluje na młode dziewczyny, okalecza je poprzez dekapitację, tym samym uniemożliwiając identyfikację ciała bez głowy. Prowadzący sprawę komisarz Antoni Wróbel czuje się dosyć bezradny, nie za bardzo widać trop, jakiego można by się uczepić. W końcu dochodzi do kolejnego, czwartego już morderstwa. Te jest nieco inne, gdyż morderca zostawił na palcu dziewczyny pierścionek, po którym szybko udało się ją zidentyfikować – to nastoletnia córka warszawskiego poważanego biznesmena. Ten szybko stawia policji warunek – w śledztwo ma zostać zaangażowany Fenomen z Warszawy – jest nim inżynier Stefan Ossowiecki, najlepszy jasnowidz, medium w mieście. Wróbel jako osoba mocno stąpająca po ziemi nie wierzy, by Ossowiecki był w stanie naprawdę pomóc, ale co mu szkodzi złożyć wizytę i zadowolić zwierzchników? Tym bardziej, że przecież ciągle nie ma żadnego tropu, którego można by się chwycić…
 
Książka składa się z 10 rozdziałów opatrzonych w datę, miasto i dzień tygodnia. Każdy rozdział podzielony jest na krótkie scenki, przez co książkę czyta się wygodnie i dynamicznie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który naprzemiennie podąża za Ossowieckim, Wróblem, a i okazyjnie za samym mordercą… Styl powieści jest bardzo przyjemny, uwaga narratora często skupia się na opisywaniu ubioru postaci czy wyglądu miejsc, co przy powieściach osadzonych w czasach historycznych jest bardzo cennym i wartościowym dodatkiem. Mimo to akcja toczy się sprawnie i dynamicznie, a język został delikatnie dostosowany do dawnych czasów, przede wszystkim ma to miejsce w dialogach, które są bogate w różne gwary. Czyta się naprawdę doskonale!
 
Tomasz Duszyński swój kryminał mocno osadził w realiach epoki, a co ciekawsze, w swoją powieść wprowadził również wiele postaci historycznych. Sam Ossowiecki żył naprawdę, sporo przewija się tu też postaci związanych z kulturą i sztuką – jest np. Witkacy malujący w ciągu narkotycznym czy Słonimski, który gdzieś tam przemyka na obrzeżach odwiedzanych knajp czy teatrów. Antoni Wróbel to postać fikcyjna, ale jakże świetnie wpisuje się w tamte czasy i w opowiadaną historię. To policjant w okolicy 40stki, który do tej pory nie ułożył sobie życia prywatnego, w pełni skupiając się na pracy śledczego, co oczywiście przyniosło mu status najlepszego w wydziale. Jego miłością poza pracą jest aktorka Helena Winiarska, jednak krąży wokół niej dosyć nieumiejętnie, więc i skutki z tego marne… Na szczęście na stopie zawodowej Wróbel jest bardziej zdecydowany, jest sprytny, inteligentny, cierpliwy i dąży do celu wszelkimi metodami – zarówno rozmową, jak i pięściami. Lubi dobrze zjeść, okazyjnie się napić, pali jak smok. To postać barwna i szybko budząca sympatię czytelnika.
„Komisarz zdawał sobie sprawę ze swoich wad. Był niecierpliwy i porywczy, do tego słynął z niewyparzonego języka, co często odbijało mu się czkawką. Kiedyś miał ambicje, by nad sobą pracować, zdał sobie jednak sprawę, że jego szorstka osobowość jest najlepszym pancerzem ochronnym. Nie szukał akceptacji innych ludzi, bo jej nie potrzebował. Nie musiał grać i udawać przed nikim, dzięki czemu nie miał przynajmniej wrzodów na żołądku.”
Ossowiecki za to jest bardziej enigmatyczny, co w sumie dobrze wpisuje się w jego zawód. To światowiec, który chętnie pomaga bliźnim, przez co w jego gabinecie cały czas jest kolejka chętnych, chcących skorzystać z jego mocy. Mocy, która nie jest stała i którą trudno ukierunkować czy przewidzieć…
„Posiadasz dar, który badam i staram się w tobie wzmacniać i ukierunkowywać. Niektórzy z badanych mają dar nadnaturalny, inni posiłkują się jedynie ogromną intuicją i empatią, która także pozwala im przechodzić testy pomyślnie.”
Autor świetnie kreuje swoje postacie, mamy tu i grono skupione na kulturze, i trochę gangsterki, są naukowcy i przestępcy. To solidny kawałek życia tamtych czasów, mimo iż skupiony na historii fikcyjnej.
„Może się okazać, że pod naszym nosem dochodzi do jakichś gangsterskich porachunków. Ala Capone nam jeszcze tu, do jasnej cholery, brakuje…”
Historia może i jest fikcyjna, ale realność z jaką autor oddał tamte czasy jest jak najbardziej prawdziwa i godna pochwały! Fabuła toczy się w bardzo ciekawym czasie, kiedy to świat fascynował się tym, co niematerialne, a seanse spirytualistyczne czy spotkania, na których zbiorowo sięgano po nielegalne teraz substancje były na porządku dziennym. Przynajmniej w tych bogatszych, wyższych kręgach kulturowych, w których po części i my się w powieści obracamy. Dlatego też wybór, by w powieści umieścić postać jasnowidza nie jest tak dziwny, jak aktualnie by się wydawało. Autor bardzo sprytnie wykorzystał ten wątek, choć pod koniec muszę przyznać, że już wizji Ossowieckiego było mi trochę za dużo. Ale to naprawdę niewielki minus tej świetnej powieści, a i bardzo osobiste odczucia, gdyż sama po prostu wątków paranormalnych nie lubię. A przynajmniej nie w kryminałach. Tu przez większą część powieści pozostaje on w sferze dosyć marginalnej, tak by dodaje charakteru i smaczku.
„Ossowiecki miał wrażenie, że dostrzegł coś, czego nie powinien był dostrzec. Zajrzał za jakąś kurtynę, za którą przygotowywano coś, co miało zmienić los ich wszystkich. Czuł, że tamten czas, który nadejdzie, dotknie ich wszystkich po równo i odciśnie na nich swoje piętno.”
Mamy postacie, mamy środowisko i miejsce, pora zatem omówić intrygę kryminalną. Poprowadzona jest sprawnie, dzieje się sporo i impulsywność głównego śledczego często wpływa na zaskakujące zwroty akcji. Autor często stosuje twisty i cliffhangery, co dobrze wpływa na poziom napięcia odczuwanego w czasie lektury. Tempo akcji jest dynamiczne, choć rozwija się stopniowo – oczywiście aż do wielkiego finału. Ciekawość, jak i przyjemność lektury cały czas jest na naprawdę zadowalającym poziomie.
 
Podsumowując, „Fenomen z Warszawy” to nie tylko mroczna historia kryminalna, ale i rewelacyjnie oddane realia Warszawy międzywojennej i świetnie połączenie postaci fikcyjnych z historycznymi. Książka nosi cechy charakterystyczne dla opisywanych w niej czasów, takie jak seanse spirytualistyczne czy nielegalne bójki w dzielnicach przejętych przez szemrane towarzystwo. Bardzo podobało mi się wplecenie w fabułę wątków związanych ze środowiskiem kultury, czy poprzez wizyty Ossowskiego w teatrze, czy przez samą postać ukochanej Wróbla. Kreacje postaci są żywe, różnorodne i zajmujące, a fabuła wciągająca! Mnie może minimalnie pod koniec zmęczyły wizje jasnowidza, ale myślę, że czytelnik, który od początku będzie świadomy małego wątku paranormalnego, powinien być w pełni usatysfakcjonowany.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu SQN!



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 12, 2023

"Nic tu po was" Kevin Wilson

"Nic tu po was" Kevin Wilson

Autor: Kevin Wilson
Tytuł: Nic tu po was
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Data premiery: 25.08.2021
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 328
Gatunek: literatura piękna
 
Książka „Nic tu po was” z początku przyciągnęła mój wzrok – ziarnista, jakby rysunkowa grafika, minimalizm i twarda oprawa, to coś obok czego nie mogłam przejść obojętnie. Opis książki, w którym wspomniane są dzieci stające w płomieniach oraz okładkowe polecajki obiecujące cudowną, zabawną i surrealistyczną powieść sprawiły, że nie miałam wątpliwości – to musi być dobre. I tak, naprawdę było!
Kevin Wilson to amerykański nagradzany autor z czterema powieściami na koncie i dwoma zbiorami opowiadań. U nas na polskim rynku na razie ukazały się dwie jego książki: „Rodzina na pokaz” w 2012 roku oraz „Nic tu po was” w 2021.
 
Ameryka 1995 roku. Dwudziestoośmioletnia Lillian dostaje od swojej przyjaciółki z czasów szkolnych propozycję – może się wyrwać ze swojego biednego życia, pracy na dwa etaty za najniższą z możliwych stawek i mieszkania razem z problematyczną matką, czego szczerze nienawidzi i zamieszkać w luksusach z nią, tak by niczego jej nie brakowało, w zamian za opiekę na dwójką jej pasierbów. Madison to piękna, bardzo zajęta kobieta, która wyszła za mąż za starszego od niej mężczyznę, gubernatora, który miał pod opieką dzieci z poprzedniego małżeństwa. Madison niedawno sama stała się matką, jednak z pasierbami się nie dogaduje. Lillian ma w tym pomóc, nie wie jednak, że dzieci są niezwykłe – w przypływie silnych emocji ich ciała stają w płomieniach. Cóż, przypadłość bardzo problematyczna dla tych, którzy przede wszystkim dbają o swój nieskazitelny publiczny wizerunek… Czy Lillian zdoła zapanować nad dwójką ognistych dzieci?
 
Książka składa się z 12 rozdziałów podzielonych na króciutkie podrozdziały. Dodatkowo rozłożenie tekstu na stronie jest szerokie, przez całość czyta się naprawdę wygodnie. Ogólnie książka wydana jest naprawdę ładnie, okładkowa grafika, wklejki – wszystko dobrze przemyślane, tworzy jedną spójną, bardzo przyjemną dla oka całość.
Historia prowadzona jest w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego przez Lillian w bardzo oryginalnym stylu – prostym, ale ironiczno-zabawnym, momentami sarkastycznym.  Język prosty nadaje poczucie normalności tak niezwykłej historii, humor sprawia, że do tematów podchodzimy z lekkością, mimo że wcale lekkie nie są.
„(…) żyłam życiem, w którym ciągle miałam mniej, niż chciałam. Więc zamiast chcieć więcej, zmuszałam się do tego, żeby chcieć jeszcze mniej, i z czasem nie chciałam już niczego, nawet jedzenia czy powietrza. Pragnęłam jedynie być duchem, bo wtedy wszystko by się skończyło.”
W książce spodobała mi się kreacja Lillian – prostej dziewczyny, która w pewnym momencie życia chciała od niego więcej, a jednak dostała mniej. Nie udało jej się wyrwać z życia narzuconego przez matkę, która ciągle była nią rozczarowana. Lillian, mimo że nigdy dziećmi się nie opiekowała, dobrze więc wie czego dzieciakom trzeba – uczucia, zainteresowania i miłości, co daje im od razu, gdy na to pozwalają.
Jej relacja z Madison jest dosyć dziwna, łączy się skomplikowana przeszłość. Lillian zdaje się zafascynowana swoją przyjaciółką, zabiega o jej uwagę, a każdy jej przejaw traktuje z namaszczeniem, co zdaje się trochę toksyczne. A przynajmniej tak jest na początku.
„- (…) Znasz kogoś, kto idealnie wychował dzieci? Wymień mi nazwisko chociaż jednego rodzica, który w jakiś sposób nie zepsuł swojego dziecka.
- Nie wiem, nikt nie przychodzi mi do głowy.
- Bo nikogo takiego nie ma.”
Nie da się ukryć, że jednak to dzieci stające w płomieniach są najbardziej oryginalnymi postaciami tej książki. Dzieci, które przez to jakie są, są odrzucane nawet przez swoich rodziców. Dzieci z trudną przeszłością, które nigdy nie mogły być po prostu sobą, które dla otoczenia są utrapieniem. Dopiero Lillian patrzy na nie tak naprawdę, stara się dowiedzieć czego one potrzebują. To coś, czego do tej pory nikt dla nich nie zrobił.
 
Fabuła toczy się niespiesznie, czytelnik zgłębia się w opowieści, wspomnienia i relacje z opieki nad dziećmi, w pełni oddając się jej uważnemu, prostemu komentarzowi narratorki. Wielu czytelników określa książkę jako statyczną, dla mnie jednak to nie jest minus – przecież nie musi się wiele dziać, żeby książka była interesująca, prawda? Dla mnie ważna jest głębia i tematy, o których opowiada, i to mnie w niej w pełni usatysfakcjonowało.
„Bycie bogatym ma mnóstwo plusów, ale najlepsze jest to, że możesz powiedzieć niemal wszystko i jeśli tylko powiesz to z przekonaniem, bez mrugnięcia okiem, ludzie nie spoczną, dopóki ci nie uwierzą.”
Bo tematów jest tu naprawdę dużo i każdy warty rozważenia. Poczynając od wychowania swoich i nieswoich dzieci, przez nierówne relacje przyjacielskie aż po pogoń za karierą i sztucznym obrazem samych siebie. A co z tymi płomieniami? No właśnie, jakie znaczenie za nimi stoi? Nie da się ukryć, że chodzi o dzieci pokrzywdzone, które w momencie, gdy nie spełniły oczekiwań rodziców, zostały odstawione na plan drugi…
 
Podsumowując, „Nic tu po was” w pełni spełniła moje oczekiwania – to zaskakująca proza niosąca powiew świeżości, mimo że tematy jakie porusza nie są ani nowe, ani łatwe. Ale to, w jak oryginalny sposób są tu przedstawione, z jaką czułością opisane, jest naprawdę zaskakująco dobre. Gorąco polecam lekturę tym czytelnikom, którzy szukają lekko surrealistyczno-zabawnych, ale i do bólu prawdziwych historii!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu Agora!

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 11, 2023

"Pierwszy dzień wiosny" Nancy Tucker

"Pierwszy dzień wiosny" Nancy Tucker

Autor: Nancy Tucker
Tytuł: Pierwszy dzień wiosny
Tłumaczenie: Łukasz Witczak
Data premiery: 23.03.2022
Wydawnictwo: Książnica
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Nancy Tucker wiosną 2022 roku podbiła polski rynek książki swoją debiutancką powieścią „Pierwszy dzień wiosny”, który, choć skategoryzowany jako thriller psychologiczny, trochę się temu określeniu wymyka. Autorka z zawodu jest psychologiem, dużo pracowała z dziećmi, a nawet sama w wieku dziecięcym, nastoletnim borykała się z problemami, o których pisała w swojej pierwszej książce non-fiction - o doświadczeniach z zaburzeniem odżywiania. Później zajęła się tematem chorób psychicznych wśród młodych kobiet, o którym pisała w swojej drugiej książce non-fiction (te nie ukazały się w Polsce). Wygląda na to, że swoje doświadczenia i przygotowanie do zawodu bardzo umiejętnie wykorzystała w powieściowym debiucie, który trafił na wiele czytelniczych list najlepszych książek 2022 roku.
 
Historia przedstawiona jest w dwóch planach czasowych. Chrissie to ośmiolatka, która w pierwszych słowach kierowanych do czytelnika przyznaje się do zabicia dwuletniego chłopczyka. Dlaczego do tego doszło? Czy jest to przejaw psychopatii czy raczej testowanie granic dziecka, którego czyny nikogo nie obchodzą?
Julia z kolei to dorosła kobieta, młodziutka matka Molly, która żyje w ciągłym strachu przed tym, że dziecko zostanie jej odebrane. Jest przekonana, że na nie nie zasługuje, że jest złą matką, a opieka społeczna tylko czeka na jedno jej potknięcie. W tym przekonaniu nie ma nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że Julia to tak naprawdę dorosła Chrissie…
„To coś więcej niż śmierć małego chłopca. To koniec pewnej epoki. Tyle razy pozwalaliśmy dzieciom bawić się na dworze i wydawało nam się, że są bezpieczne. Nikomu by do głowy nie przyszło, że coś takiego może się tu wydarzyć. Oto co tak naprawdę straciliśmy: niewinność. Śmierć Stevena… to tylko sposób, w jaki do tego doszło.”
Książka składa się z krótkich nienumerowanych rozdziałów przedstawionych naprzemiennie z perspektywy Chrissie i Julii w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, niejako epilogiem jest rozdział napisany z perspektywy Molly. Styl powieści jest prosty zarówno pod względem języka, jak i przekazywanych emocji, nawet te najmroczniejsze traktowane są jako zwyczajne. Całość czyta się dobrze, książka jest dziwnie wciągająca.
„ – (…) Chciałam tylko, żebyś ją poznała. To wokół niej kręciło się moje życie przez cały ten czas. Molly jest chyba jedyną rzeczą, która mi w życiu dobrze wyszła.
- Aha. No to tylko pozazdrościć. Dziecka, którego nie trzeba się wstydzić.
Starła moją zewnętrzną powłokę pokazem własnej bezsilności, a gdy już byłam odsłonięta jak obrane ze skórki winogrono, wbiła szpilkę prosto w miękkie, galaretowate wnętrze. Zapiekło.”
Przede wszystkim jednak jest niesamowicie smutna. Czytelnik przygląda się małej Chrissie, która jest całkowicie zaniedbywana przez sobą matkę, sama troszczy się o siebie, żyje praktycznie na ulicy wpraszając się do koleżanek w porze posiłków, by sama mogła coś zjeść. To przejmujący obraz przedstawiony z perspektywy dziecka o matce, która w ogóle matką zostać nie powinna. Która nie przejmuje się swoim dzieckiem, nawet tym, czy nie chodzi głodne i brudne. A jednak nikt dziewczynki matce nie odebrał, nikt z sąsiedztwa nie interweniował. Jak to możliwe? No cóż, Chrissie raczej nikomu nie przyznawała się do jakich nadużyć dochodzi w jej domu… Dlaczego?
„Tyle że w przypadku mamy było odwrotnie. Ja wzięłam się za siebie, bo w moim życiu pojawiła się Molly. Mama zrobiła to po tym, jak zniknęłam z jej życia.”
 Kiedy więc dziecko nie jest w żaden sposób wychowywane, nie czuje z żadnej strony troski, zainteresowania, czy że ma jakiegokolwiek znaczenie, to czy faktycznie tak dziwne jest to, że zaczyna testować granice, uciekając się do przemocy? W ten sposób chce pokazać, że jednak tu jest, że coś może, coś, co faktycznie wpłynie w jakiś sposób na innych? Czy dziwne jest to, że marzy, by żyć w innej rodzinie, by zastąpić dziecko u innych rodziców, którzy dbają o swoją pociechę w każdym momencie?
„Pomyślałam, że mama Stevena pewnie życzyłaby śmierci jakiemuś innemu dziecku, zwłaszcza gdyby miało umrzeć zamiast Stevena. Zwykle gdy ktoś mówił, że nie życzyłby czegoś najgorszemu wrogowi, to znaczyło, że właśnie tego by mu życzył i jeszcze chętnie by sobie popatrzył.”
Z jednej strony brak emocji, refleksji Chrissie co do morderstwa jest przerażający, z drugiej… czy faktycznie była w stanie ocenić prawidłowo sytuację? Im dalej w lekturę, tym czytelnik widzi inną stronę całej sytuacji i zaczyna się zastanawiać: czy za ten czyn faktycznie odpowiada dziecko? Nie wiem czy moje odczucia są słuszne, wiem tylko, że sytuacja, w której autorka postawiła Chrissie jest mocno skomplikowana na gruncie etycznym. Szokująca, wstrząsająca, budząca sprzeciw, a przede wszystkim niedowierzanie. A jednak zdaje się, że bardzo realna w naszym świecie.
„Były takie rzeczy, za które przestawało się być dzieckiem.”
Chrissie jako dorosła osoba sama została matką w bardzo młodym wieku. W rozdziałach poświęconych Julii przyglądamy się jej historii, dowiadujemy jak trafiła w to miejsce, w którym jest teraz. Z jednej strony jej aktualne poczynania napawają nadzieją – ma pracę, dba o córkę, z drugiej wydaje się, że wszystko co robi, to z książek i telewizji wie, że tak trzeba, a nie że sama to czuje. Bohaterka wydaje się jakby pozbawiona uczuć. Czy faktycznie ma rysy psychopatyczne czy znowu jest to kolejny wynik jej dzieciństwa? I czy faktycznie nic nie czuje? Nie, coś czuje na pewno – strach. O to, że zrobi coś źle i władze odbiorą jej córkę, o to, że ktoś dowie się, kim Julia jest naprawdę. Czy jej strach jest uzasadniony?
„Teraz jako dorosła żyłam z kamieniem u szyi, tak ciężkim, że nieraz bałam się, że mój kręgosłup tego nie wytrzyma, lecz od czasu do czasu, w chwilach głębokiego skupienia na Molly, zapominałam, kim jestem, i bezwiednie zrzucałam ten ciężar na ziemię. Nie mogłabym tego zrobić, gdyby moje dziecko leżało w grobie.”
„Pierwszy dzień wiosny” to książka przejmująca i smutna. Opowiada o losie zaniedbanego dziecka, które uciekło się do morderstwa, by wzbudzić w świecie jakieś emocje. Nie jest to typowy thriller, to raczej powieść psychologiczna, która zmusza czytelnika do głębokich refleksji na temat wpływu wychowania, poczucia moralności i sprawiedliwości. Mimo to da się tu odczuć napięcie – czytelnik z uwagą i w niejakim szoku przygląda się kolejnym reakcjom Chrissie, czekając na to, co faktycznie stanie się z nią po tak ostatecznym czynie jakiego się dopuściła. A co z Julią, jak ona sobie poradzi? Czy z taką przeszłością da się normalnie żyć? I czy się powinno? Jestem pod wrażeniem tego debiutu, niesamowicie wstrząsające, wyraźne, wielowymiarowe i realne portrety psychologiczne!
„Oto co spotkało takie dzieci jak Steven: zastygły w idealnej postaci, wiecznie czyste, wiecznie wspaniałe, wiecznie dwuletnie. Nie zdążyły popełnić błędów, sprawić nikomu zawodu ani wyrządzić krzywdy jak inne dzieci, które żyły dłużej i dlatego nie były idealne. Dzieci takie jak Steven żyły krótko, ale za to nie miały żadnej skazy.”
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu Książnica!
Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 06, 2023

"As" Dagmara Andryka

"As" Dagmara Andryka
Autor: Dagmara Andryka
Tytuł: As
Cykl: detektyw Anna Maria Kier, tom 2
Data premiery: 09.08.2022
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 376
Gatunek: kryminał
 
Dagmara Andryka nie jest specjalnie znaną autorką kryminałów, o jej książkach nie mówi się dużo – a szkoda, bo po lekturze trzech mogę przyznać, że pisze bardzo przyjemnie z gracją łącząc wątki kryminalne z obyczajowymi. Na rynku pojawiała się w 2015 z „Tysiącem”, pierwszy tomem serii o dziennikarce Marcie Witeckiej, trylogii, którą ukończyła w 2018 roku. Za to teraz, bo kilkuletniej nieobecności, w 2022 roku powróciła z tetralogią o Annie Marii Kier i w jednym roku ukazały się aż trzy jej tomy! Na czwartą pt. „Walet” jeszcze czekamy, dostępne są już „Król” (recenzja – klik!), „As” i „Dama”. I jest to jedna z tych serii, którą lepiej czytać po kolei – wątek z życia prywatnego bohaterki jest tu dosyć istotny, nie mówię jednak, że książek nie da się czytać osobno – bo da się, każdy tom opowiada o innej zagadce kryminalnej, a prywatne wątki są szybciutko i pokrótce streszczone. Myślę jednak, by w pełni docenić serię i kreację głównych postaci warto zachować kolejność chronologiczną, tym bardziej, że każdy tom czyta się naprawdę szybko.
 
Fabuła „Asa” rozpoczyna się na przełomie 2018 /2019 roku. Anna z Wandą zdecydowały się założyć agencję detektywistyczną, Anna zdobyła już licencję detektywa, więc sprawy może przyjmować już oficjalnie. I od razu zgłasza się Lukrecja Woźniak-Bąk, którą skierował do nich instruktor z kursu Ireneusz Piasecki. Zleceniodawczyni to autorka bardzo znanych i popularnych powieści erotycznych, które publikuje pod pseudonimem Looka Wood i dzięki temu pozostaje anonimowa – nikt z jej otoczenie nie wie, że to ona jest tą autorką. By w pełni zachować tę anonimowość, do promocji w mediach zatrudniła dublerkę, Kasię Wieczorek, która prowadzi jej profil na Instagramie wrzucając ponętne zdjęcia własnej figury, za to nigdy nie pokazując twarzy. Niestety Kasia pada ofiarą stalkingu – ktoś wysyła jej dosyć niepokojące maile. Lukrecja nie zamierza zgłaszać tego na policję, nie chce by jej mały przekręt dla fanów wyszedł na jaw, dlatego to Annie i Wandzie zleca sprawdzenie i odnalezienie stalkera. Sprawa wygląda na prostą, jednak kiedy z Kasią urywa się kontakt, a chwilę później policja znajduje jej ciało, okazuje się, że śledztwo będzie dużo mocniej skomplikowane niż się zapowiadało…
 
Książka składa się z trzech części rozpisanych na 41 rozdziałów, w których określony jest czas i miejsce. Rozdziały opisujące zdarzenia aktualne, toczące się w 2019 roku, od czasu do czasu rozdzielone są krótkimi rozdziałami z przeszłości, odkrywającymi historię Lukrecji. Narracja prowadzona jest w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego i z perspektywy kilku postaci opisuje bieżące wydarzenia od razu opatrzone ich komentarzami i myślami.  Oczywiście pierwsze skrzypce gra tu Anna, jednak sytuację poznajemy też z perspektywy Lukrecji, Piaseckiego, Wandy, a także potencjalnego sprawcy. Styl powieści jest prosty, przyjemny, momentami kolokwialny, co jednak nie jest wadą powieści – przez to książka zdaje się bliższa codzienności. Nie mogłam jednak nie zwrócić uwagi na nadmiernie powtarzane zwroty, w szczególności jeden, który nie przypadł mi do gustu – mianowicie określenie Anny jak „piczka-zasadniczka”. Dla mnie to sformułowanie nacechowane jest negatywnie i j obraźliwie, więc każde jego pojawienie wybijało mnie z rytmu. To jednak znowu moje skrzywienie na punkcie języka, a może po prostu nieznajomość takowego zwrotu wpłynęła na minimalnie gorszy odbiór tego tomu w porównaniu do „Króla”.
„Małe miasteczka mnie przerażają.”
Może też moje oczekiwania tutaj trochę zawiniły, gdyż nastawiając się na lekturę książki, w której bohaterką jest pisarka, liczyłam na fabułę kręcącą się wokół książek. Oczywiście po części właśnie tak tutaj jest, jednak w dużej mierze uwaga skupiona jest na seksualności – nic dziwnego, Lukrecja to w końcu autorka erotyków, więc czytelnik na pewno chciałby wiedzieć, skąd wzięło się to, co bohaterka opisuje… Ja jednak fanką wątków erotycznych nie jestem, więc i to nie całkiem mi podpasowało.
 
Wygląda na to, że recenzję zaczęłam od wyliczania minusów, więc wspomnę o jeszcze jednym szczególe – momentami dziwiła mnie relacja Anny z ojcem, który teraz siedzi w więzieniu i ma zostać oskarżony o hm… oszustwa i przekupstwa to najlżejsze z zarzutów. Ojciec nie dopuszcza myśli, że Anna mogłaby w niego przestać wierzyć, więc uparcie chce ją zmusić do pomocy, a bohaterka nie umie się temu oprzeć – możliwe, że to, że wychowywał ją sam ojciec, wpływa na jej aktualne decyzje odnośnie tej sytuacji, mnie jednak momentami trudno było uwierzyć w to, jak Anna daje mu się traktować. Jej uległość budziła mój sprzeciw (tu dokładała też ta ‘piczka-zasadniczka’) jednak dopuszczam do siebie myśl, że odebrałam tę wątek właśnie w ten sposób, dlatego, że sama teraz stawiam na dbanie o własne dobro i częstsze mówienie ‘nie’, więc gdy bohaterka tak bardzo daje sobą pomiatać, to sama miałam jej ochotę wyłożyć trochę racji psychologicznych o self-care 😉
„Janusz, jej eksmąż, lubił rozmawiać właściwie tylko o dwóch rzeczach w życiu, o książkach i o jedzeniu. Czasem też o synu, ale nigdy z takim entuzjazmem jak o barszczyku i pasztecikach.”
To o czym teraz pisałam, to tak naprawdę małe niuanse, które gdzieś tam podświadomie podczas lektury mi się odzywały, nie znaczy to jednak, że książka jest zła – to przyzwoity kryminał, z ciekawą intrygą, fajnymi postaciami i ważnymi aktualnie tematami, nad którymi warto się pochylić. Przede wszystkim mowa tu o życiu w Sieci, o tym jak łatwo teraz podejrzeć drugiego człowieka, bo każdy tak chętnie sam opowiada o sobie w mediach społecznościowych. Dla chcącego więc znalezienie wielu informacji na temat drugiego człowieka, wcale nie jest takie trudne. Nie pomaga nam w tym technika i bardzo świadomości, jak mocno człowiek jest teraz na każdym kroku inwigilowany. Ja po lekturze np. od razu wyłączyłam oś czasu w google…
„(…) dziś zgadzamy się na wszelkie nowoczesne rozwiązania na ślepo, bez sekundy zastanowienia. W imię bezpieczeństwa, wygody, luksusu. W zamian za ciągłą inwigilację.”
Wspomniałam już o wątku pisarskim, o tworzeniu powieści. Lukrecja odkrywa przed nami tajniki, dzięki niej możemy przyjrzeć się jak wygląda praca pisarza, a dla książkoholika to zawsze jest sporą atrakcją. Bohaterka właśnie przygotowuje się do premiery kolejnej, długo wyczekiwanej przez fanów książki, goni z terminami i przygotowuje się do promocji we współpracy z żyjącą jeszcze wtedy Kasią. Na podstawie tych dwóch bohaterek możemy też prześledzić jak autor w dobie Internetu musi sam starać się o promocję i obecność w mediach – to kolejne ciekawe zagadnienie.
„Premierę każdej książki okupowała niewyobrażalnym stresem i lękiem. Bała się hejtu, niezrozumienia, wyśmiewania. Bała się ostrych jak brzytwa słów zdegustowanych czytelniczek, które kilkoma zdaniami obracały wniwecz jej wielomiesięczną pracę.”
W tym tomie, prócz trochę bliższemu przyjrzeniu się Annie i Wandzie, czytelnik zapoznaje się z Piaseckim, który dołącza do ich zespołu. Ta postać nadaje firmie lekkości i takiej swojskości, Piasecki mało czym się przejmuje, działa spontanicznie i instynktownie, nie musi się spinać, by osiągnąć jakiś efekt. To trochę rozluźnia napięte wątki z życia prywatnego Anny i jest naprawdę dobry zabiegiem.
 
Jak widać, „As” wzbudził we mnie dużo różnych emocji i choć uważam, że jest on ciut gorszy od tomu pierwszego, to nie powstrzymało mnie to ani na moment przed sięgnięciem po tom trzeci. I tu już mogę Wam powiedzieć, że tom trzeci wynagradza wszystko 😉 „As” to ciekawy kryminał z mocno rozbudowanym wątkiem obyczajowym, który ze względu na motyw bohaterki-pisarki, doceni każdy książkoholik. Podobało mi się zgrabne omówienie tematów łatwości śledzenia w Sieci, unaoczniające, że potrzeba chronienia prywatności powinna być w naszym społeczeństwie podkreślana dużo mocniej niż faktycznie jest. To książka łatwa, szybka i przyjemna, a czytając ją warto pod ręką mieć już kolejny tom.
 
Moja ocena: 6,5/10
 
Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!
Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 03, 2023

"Uczniowie Hippokratesa. Doktor Anna" Ałbena Grabowska

"Uczniowie Hippokratesa. Doktor Anna" Ałbena Grabowska
Autor: Ałbena Grabowska
Tytuł: Doktor Anna
Cykl: Uczniowie Hippokratesa, tom 2
Data premiery: 11.09.2021
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 496
Gatunek: powieść historyczna / obyczajowa
 
Ałbena Grabowska to jedna z polskich autorek, której książki doczekały się serialowych ekranizacji. Ogólnopolską sławę przyniósł jej cykl „Stuleci Winnych” o jednej z podwarszawskich rodzin, których losy obserwujemy od okresu I wojny światowej po czasy współczesne. I to właśnie te tytuły doczekały się ekranizacji, która przed ekrany przyciągnęła miliony. Poza tą serią autorka na swoim koncie ma kilka innych osobnych powieści, książki dla dzieci, a także dwie inne serie: Alicję w krainie czasów oraz Uczniów Hippokratesa – wszystkie zdają się utrzymane w konwencji historyczno-obyczajowej, jednak ta ostatnia to zdecydowanie coś więcej – to również bogato przedstawiona historia medycyny. Dwa pierwsze tomy osadzone zostały w XIX wieku, „Doktor Bogumił” to część otwierająca (recenzja – klik!) osadzona w połowie wieku, „Doktor Anna” to tom drugi toczący się jakieś dwadzieścia lat później. Tom trzeci, ostatni pt. „Doktor Zosia” toczy się już w XX wieku, przed i w czasie II wojny światowej. Jak sam autorka podkreśla, ten cykl to jej hołd dla medycyny w pojęciu ogólnym, jak i jej mentorów, z którymi miała przyjemność współpracować w czasie swojej kariery medycznej.
 
Fabuła tomu drugiego skupia się na postaci tytułowej doktor Anny Tomaszewicz-Dobrskiej, którą czytelnik poznaje w momencie przyjazdu do Warszawy, w tamtym czasie znajdującej się pod zaborem rosyjskim. Anna jest młodą lekarką, która dyplom z medycyny zdobyła w Zurychu, jednak leczyć chciała w Polsce. Niestety nie było to łatwe, gdyż Towarzystwo Lekarskie sprawujące nadzór nad lekarzami w Warszawie nie jest skłonne pozwolić jej praktykować, a już z pewnością nie chce pozwolić na pracę w szpitalu. Anna jednak jest zdeterminowana by leczyć, by wydeptać nową ścieżkę w konwenansach społecznych, którą będą mogły podążać za nią inne kobiety i udowodnić, że kobieta to nie płeć głupsza, tak samo nadaje się na lekarza jak tak absorbujący sobie to prawo mężczyźni. Annie przyjdzie zmierzyć się z niesprawiedliwym postrzeganiem społecznym, z szowinizmem i biurokracją, jednak to ona jako pierwsza zostanie polską, praktykującą lekarką. Jak uda jej się tego dokonać?
 
Książka składa się ze wstępu do autorki, w którym króciutko wprowadza czytelników w rolę kobiet w medycynie w XIX i XX wieku i tłumaczy co w powieści jest prawdą, a co fikcją literacką, z siedmiu rozdziałów i epilogu przedstawiających fabularyzowana historię Anny, a każdy rozdział poprzedzony jest historią prawdziwych naukowych odkryć, również w liczbie siedmiu. W tym tomie autorka przybliża nam sylwetki dwóch kobiet: Elizabeth Blackwell i Florence Nightngale oraz pięciu naukowców: Charlesa Darwina, Louisa Pasteura, Josepha Listera, Feliksa Hoffmanna i Wilhelma Röntgena. Od razu warto też zaznaczyć, że Anna również istniała naprawdę i była pierwszą dyplomowaną lekarką na ziemiach polskich.
Wróćmy jednak do budowy powieści. Każdy rozdział przedstawiający historię Anny otwiera skrót wydarzeń, które w rozdziale zostały opisane (sama taki sposób przedstawienia znam z klasycznych kryminałów, zakładam jednak, że był to popularny zabieg w literaturze dawnej). Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego zarówno podczas przedstawienia historii Anny, jak i fragmentów o medycznych odkryciach, narrator podąża za opisywanymi postaciami, jest wszechwiedzący. Styl powieści jest niesamowicie przyjemny, delikatnie stylizowany na opisywane czasy, dialogi poprowadzone są perfekcyjnie, a opisy miejsc i zdarzeń dokładne i urokliwe. W powieści czuć lekkość pióra autorki, jest rytmicznie i bardzo płynnie.
 
Już w tomie pierwszym zachwycałam się nad tym, jak autorka świetnie oddała tło historyczno-społeczne opisywanych czasów, tu nie jest inaczej. Po pierwsze, szokujące jest to, jak zaledwie 150 lat temu wyglądała medycyna – brak wiedzy o zarazkach, odkażaniu, sprawiały, że tak naprawdę nigdzie nie zachowywano odpowiedniej czystości, a pacjenci umierali w wysokiej gorączce nawet po przeprowadzeniu udanej operacji. Dlatego też w tym tomie tak ważne jest opisane odkrycie Listera, który postulował, by narzędzia chirurgiczne wygotowywać, a wszystko wkoło odkażać kwasem karbolowym. Po drugie, świetnie i bardzo dokładnie opisane jest postrzeganie kobiet w kręgach naukowych – jak było im ciężko, jak na każdym kroku spotykały się z wyśmiewaniem, lekceważeniem, a nawet molestowaniem seksualnym, kiedy już udało im się choć trochę udowodnić swoją inteligencję. Po trzecie, możemy tu zaobserwować podziały społeczne – mamy uczonych, mamy kręgi arystokratyczne, mamy tych pracujących oraz całkowitych nędzarzy. Co ważniejsze, każda warstwa ma tu swojego przedstawiciela, każdej przyglądamy się na tyle dokładnie, by w pełni zrozumieć zależności drabiny społecznej tamtych czasów.
 
Z wszystkim tym: brudem, nierównym traktowaniem kobiet, postrzeganiem biednych jako niższego gatunku, walczy nasza główna bohaterka Anna. To postać niesamowicie odważna, przebojowa i uparta, a równocześnie pełna empatii i kobieca, choć sama tej kobiecości w sobie długo nie dostrzega. To postać wybitna wśród kobiet tamtych czasów, która sprawiła, że na tę płeć zaczęli inaczej patrzeć nie tylko lekarze, ale i społeczeństwo, które wtedy też raczej wolało wybierać lekarzy-mężczyzn, jako tych bardziej godnych zaufania. Anna zmieniła nie tylko to, ale co może i ważniejsze, sama wyszkoliła wiele lekarek, ginekolożek, które przejęły jej wiedzę i dalej przyczyniały się do zmiany świadomości społeczeństwa. Autorka całą biografię tej historycznej postaci ładnie przekuła w powieść fabularną okraszając ją emocjami i małymi acz znaczącymi niuansami, które nadają postaci realności, wielowymiarowości.
Jej życie przedstawione jest tu bardzo szeroko – poznajemy ją jako upartą i dążącą do celu lekarkę, ale i kobietę, a także pracodawczynię, później nawet żonę i matkę starającą się pogodzić pracę z życiem prywatnym i opieką nad dzieckiem. Dzięki temu czytelnik nie tylko może ogromnie Annę polubić, ale i poznać wszystkie aspekty życia kobiety chcącej czegoś więcej w tamtych czasach. To niesamowite doświadczenie.
 
Jednym z fragmentów książki, które zapamiętam na długo, jest podróż Anny do Rosji, by zdobyć pozwolenie na praktykowanie zawodu. Anna wtedy nie tylko wpada na innego polskiego lekarza Napoleona Cybulskiego, z którym nawiązuje przyjaźń na całe życie, ale i tymczasowo zostaje lekarką haremu sułtana Omanu, co jest najbardziej egzotycznym wątkiem w tym tomie. Czytelnik razem z Anną przenosi się do jakże innego świata, w którym mężczyźni nie mogą nawet na kobietę spojrzeć, a lekarz nie może dotknąć niewolnicy sułtana. W którym czuć bogactwo, a najpopularniejszym poczęstunkiem są figi i daktyle. To dla Anny niesamowite przeżycie, a czytelnik doświadcza tego razem z nią.
 
Książka jest tak bogata w wątki, że z przyjemnością pisałabym o niej jeszcze dobrych kilka stron, ale myślę, że jednak powinnam pozwolić Wam samodzielnie odkryć uroki tej powieści. Wspomnę jeszcze tylko o świetnej kreacji postaci służącej Anny, Kasi, która zatrudniła się u niej jako niedoświadczona pomoc w zamian za wikt i opierunek, a ostatecznie została jej uczennicą i dobrą przyjaciółką. Na podstawie tej postaci możemy przyjrzeć się jak wyglądało wtedy życie biednej dziewczyny, czego mogła się od życia spodziewać i jakie miała perspektywy. Kasia jest postacią przeuroczą, która rozkwita na kartach powieści. Każda scena z tą postacią była dla mnie ogromną przyjemnością!
 
Teraz już naprawdę na sam koniec zasygnalizuję mały wątek, który zachwyci każdego fana literatury polskiej – Henryk Sienkiewicz pojawia się na kartach tej powieści, jako postać poboczna, który jednak odgrywająca pewną rolę w życiu głównego bohaterki!
 
Podsumowując, „Doktor Anna” to książka niesamowita, tak bogata w szczegóły życia w Polsce w pod koniec XIX wieku, tak napakowana wiedzą na temat ówczesnej medycyny, a i tak zajmująca i urocza, że po prostu nie da się od niej oderwać, a później jej zapomnieć. Kreacje postaci są wielowymiarowe, opisane świetnie pod względem psychologicznym, co jednak jest zawarte pomiędzy wierszami, bo przecież nie na psychice postaci się tu skupiamy, a przede wszystkim na medycynie i postrzeganiu społecznym. To książka o walce o równe traktowanie w zawodzie medycznym, o odwadze, by powiedzieć ‘nie’ niesprawiedliwości, nawet w sytuacji, kiedy może to nie wzbudzić poklasku społeczeństwa. Świetna, mocno pozycja dla tych, których interesuje historia postrzegana przez pryzmat jednostki człowieka, przede wszystkim kobiety, ale nie tylko. Oczywiście zaciekawienie wątkami medycznymi też nie zaszkodzi 😊 Ja jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem, a cała seria wpada na listę moich tych naprawdę ulubionych!
 
PS. Tomy serii Uczniowie Hippokratesa da się czytać oddzielnie, każdy stanowi pełną, osobną powieść.
 
Moja ocena: 8,5/10
 
Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu Marginesy. 



Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 08, 2022

"Szwedzki kryminał" Beata i Eugeniusz Dębscy

"Szwedzki kryminał" Beata i Eugeniusz Dębscy

Autor: Beata i Eugeniusz Dębscy
Tytuł: Szwedzki kryminał
Cykl: detektyw Tomasz Winkler, tom 3
Data premiery: 27.10.2021
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 376
Gatunek: kryminał
 
Mam wrażenie, że o kryminałach Dębskich ciągle nie jest wystarczająco głośno. Sama popatrywałam na ich cykl od poprzedniego roku 2021, ale dopiero premiera tomu czwartego i możliwość zapisania polecajki dla książki, zmotywowała mnie, by nadrobić całość. I nie żałuję, a może żałuję, że zrobiłam to dopiero teraz, a nie rok wcześniej, kiedy na rynku pojawiły się aż trzy tomy. Każdy z nich jest warto uwagi, każdy to inny podgatunek kryminału, ale ciągle trzymający się ram gatunkowych. Podoba mi się to, że autorzy testują sobie ten gatunek, z każdym tomem patrzą na niego inaczej, sięgają do tego, co znane i przekładają na swoje pomysły, swoje genialne postacie. Tom trzeci (poza czwartym) przypadł mi do gustu najmocniej, bo zagadkę kryminalną skupia wokół rodziny, czyli jednostki społecznej, która ciekawi mnie najmocniej.
O wszystkich pozostałych tomach serii możecie poczytać tu: „Dwudziesta trzecia” – klik, „Zimny trop” – klik i „Śmierć druga” – klik!. Tomy można czytać oddzielnie, bez zachowania kolejności chronologicznej.
 
Fabuła „Szwedzkiego kryminału” zaczyna się, gdy w galerii handlowej zaczepia Winklera drobny złodziejaszek, którego ten lata temu wsadził do więzienia. Rabek od jakiego czasu czuje się obserwowany, chyba boi się o swoje życie, więc nie wiedząc, że Tomasz nie jest już policjantem, chce od niego pomocy. Detektyw wypytuje go trochę o co chodzi, ten zdradza, że w więzieniu siedział w celi z niebezpiecznym typem, na którego mówili Psychoza, a ten pod wpływem narkotyków kiedyś powiedział coś niepokojącego o zabitych dzieciach. Kiedy Rabek wyszedł z więzienia, Psychoza trafił do szpitala psychiatrycznego, jednak niedawno z niego uciekł. Rabek jest przekonany, że Psychoza chce go dopaść ze względu na tamto narkotyczne wyznanie… Tomasz raczej zbywa chłopaka, daje mu jednak swoją wizytówkę, przez którą po kilku dniach zjawia się u niego policja. Chłopaka zamordowano, a Winkler zostaje poproszony o powrót do policji – jest skuteczny, a tego im trzeba. By uniknąć papierologii i skomplikowanych procedur przywracania do służby, na razie jednak będzie po prostu audytorem. Pierwsza sprawa za jaką się bierze, to śmierć Rabka… Kim jest Psychoza i czy faktycznie to on zamordował chłopaka? Co tak strasznego miał do ukrycia, że z powodu jednego niejasnego wyznania zabił?
 
Książka składa się z 22 rozdziałów, wydarzenia toczą się w przeważającej części linearnie – odstępstwem są dwa lub trzy rozdziały-retrospekcje z dzieciństwa Psychozy. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża przede wszystkim za Winklerem. Styl powieści, jak i całego cyklu, to coś, co wyróżnia go na naszym rynku książki – Dębscy znają i kochają język polski, bawią się nim, co jest widoczne przede wszystkim w dialogach pomiędzy Winklerem a jego babcią oraz w komentarzach narratora. Gry słowne, ciągła dbałość po poprawność wypowiedzi i delikatna uszczypliwość w relacjach pomiędzy głównymi postaciami nadają książce oryginalności, niepowtarzalnego charakteru i inteligentnego humoru. Pod względem stylu to jedne z najlepszych kryminałów dostępnych na polskim rynku książki!
 
Jak już wspomniałam na wstępie, fabuła tego tomu, jak i w dużej mierze intryga kryminalna, kręcą się wokół jednostki rodziny, w której wychowywał się Psychoza. Rodziny skomplikowanej, w której rządziły dziwne zasady wyniesione z sekty, do której należeli rodzice chłopaka i jego rodzeństwa. Czytelnik ma więc okazję przyjrzeć się funkcjonowaniu i zależnościom w tej dysfunkcyjnej rodzinie, z uwagą prześledzić wydarzenia i zachowania, które doprowadziły do wykreowania takiego człowieka, jakim jest Psychoza. Bo w końcu czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci, prawda? Charakter, zachowanie, system wartości utrwalają się w człowieku przede wszystkim w wieku dziecięcym i nastoletnim, to, co wtedy się przeżyło, podświadomie wpływa na to, jakim jest się dorosłym.
 
Winkler podążając śladem Psychozy, przygląda się też zbrodni jaką popełnił, za jaką został skazany. Chodziło tam o porwanie i prawdopodobnie zamordowanie dziecka, choć ciała nigdy nie odnaleziono. Winkler próbuje odkryć zagadkę tego, co naprawdę tam się stało, bo od początku coś mu w tej zbrodni nie pasuje. Intryga kryminalna więc opiera się na zbrodni sprzed lat, zatem skupia się przede wszystkim na badaniu śladów, grzebaniu w dokumentach, przepytywaniu świadków i oczywiście dedukcji. W finalnych scenach jednak nie zabraknie też dosyć dynamicznej akcji, jak na rasowy, współczesny kryminał przystało.
 
A co z bohaterami serii? Winkler musi w końcu zdecydować jakiego rodzaju znajomość interesuje go z Iwą – są przyjaciółmi? Coś więcej? A może mniej? Po wydarzeniach z poprzedniego tomu ich relacja chyba trochę się skomplikowała. Do tego dochodzi kwestia powrotu do policji – czy po tym jak został potraktowany wcześniej, niesłusznie oskarżony i zwolniony faktycznie jeszcze chce mieć z tą instytucją do czynienia?
Roma, babcia Winklera, jak zawsze służy mu pomocą, choć wydaje się, że w tym tomie odgrywa dosyć poboczną rolę – jednak to rozmowy z nią powodują, że Winkler najczęściej dochodzi do właściwych wniosków zarówno jeśli chodzi o strefę prywatną, jak i zawodową.
 
Podsumowując – „Szwedzki kryminał” ma wszystko to, za co cenię sobie ten gatunek. Ciekawą, zbudowaną na dedukcji intrygę kryminalną, świetne kreacje postaci, dobre uzasadnienie psychologiczne wydarzeń, które sięga lata wstecz oraz dopracowaną warstwę językową, która nadaje książce lekkości, momentami humoru. Bawiłam się doskonale i jestem pod wielkim wrażeniem umiejętności pisarskich Dębskich. Czekam na więcej!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu Agora!

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 04, 2022

"Król" Dagmara Andryka

"Król" Dagmara Andryka
Tytuł: Król
Cykl: detektyw Anna Maria Kier, tom 1
Data premiery: 12.04.2022
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 376
Gatunek: kryminał
 
Dagmara Andryka na polskim rynku książki pojawiała się siedem lat temu debiutując „Tysiącem”, pierwszym tomem trylogii o dziennikarce Marcie Witeckiej i miasteczku Mille. Cykl ukazał się w całości na przestrzeni czterech lat i zbierał całkiem pozytywne opinie – dzięki temu sama się nim zainteresowałam. Ostatni tom cyklu zdobył nominację do Grand Prix Festiwalu Kryminalna Warszawa. Później przyszły prawie cztery lata przerwy, ale ewidentnie nie były one bezczynne pod względem pisarskim – autorka powróciła w 2022 roku z tetralogią kryminalną o Annie Marii Kier, z której aktualnie ukazały się już trzy tomy.
Każdy tom opowiada o innej zagadce kryminalnej, jednak spoiwem serii jest historia prywatna głównej bohaterki, która odgrywa w każdym tomie ważną rolę, więc teoretycznie można czytać je oddzielnie, ale myślę, że tu akurat straci się dużo, więc sama zalecam kolejność chronologiczną.
 
Fabuła tomu pierwszego pt. „Król” toczy się w 2018 roku. Anna Maria Kier właśnie przechodzi na emeryturę po 25 latach służby w policji. Na szczęście nie napawa ją to lękiem, a wręcz odwrotnie – cieszy się, że w końcu będzie miała czas dla siebie, dla rodziny, swojego dwudziestoletniego syna i ojca chorującego na Alzheimera, planuje generalny remont mieszkania i dużo odpoczynku. Jednak nie jest Annie dane długo cieszyć się jako takim spokojem – jej syn trafia do szpitala, okazuje się, że w jego mózgu rozrósł się guz, który jest nieoperowalny ze względu na jego niefortunne położenie. Anna zatem po raz kolejny bierze na swoje barki zadbanie o rodzinę finansowo, zapewnia, że zrobi wszystko, by jej syn dostał najlepsze leczenie z możliwych. Szczęśliwie się składa, że w domu opieki, w którym jest jej ojciec, właściciel ośrodka podsuwa jej zlecenie – właściciel firmy farmaceutycznej podejrzewa, że ma w swoich szeregach kreta. Prosi Annę, jako byłą policjantkę, o zbadanie sprawy od środka – z zewnątrz będzie nową pracownicą w zastępstwie dziewczyny, która niedawno uległa poważnemu wypadkowi i leży w szpitalu… Anna sprawę przyjmuje, ale prosi byłych współpracowników o poleceniem kogoś, kto dobrze zna się na technologiach – policjanci polecają jej Wandę. Kobiety zaczynają współpracę nad sprawą, która wydaje się głębsza niż z początku wszystkim się wydawało… Co znajdą na jej końcu?
 
Książka rozpisana jest na trzy części, składa się z 31 rozdziałów. W części pierwszej skupiamy się na postaci Anny – jej przejściu na emeryturę, relacjach rodzinnych, ale i przeszłości – część rozdziałów opowiada o starych sprawach, które otwierają wycinki z prasy, a które pokazują czytelnikowi, jak solidną policjantką i wierną swojej pracy była. W części drugiej Anna skupia się na śledztwie w sprawie kreta w firmie, w trzeciej na śmierci z tym powiązanej. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy przede wszystkim Anny, lecz nie tylko – jest też tajemniczy mężczyzna, do którego zwracają się biznesmeni z problemami, a on za pomocą szantażu lub morderstwa na zlecenie te problemy rozwiązuje. Wyjątkiem w narracji trzecioosobowej są rozdziały z części pierwszej poświęcone dawnym sprawom Anny – te przedstawia czytelnikowi z perspektywy pierwszej osoby czasu przeszłego. Styl powieści jest prosty, zdania krótkie, dialogi sprawne, całość czyta się szybko i dobrze.
„(…) jej przyjaźnie z koleżankami ze szkoły policyjnej czy potem ze studiów nie przetrwały próby czasu, ale to chyba normalne – jeśli nie dba się o ludzi, na których ci zależy, to oni też nie zadbają o ciebie. Przyjaźń wymaga altruizmu, takiego jednak, który nie jest ciężarem. Wymaga także zaangażowania, czegoś w rodzaju inwestycji, bo każdy człowiek lubi być czasem adorowany (…).”
Zgodnie z tym co pisałam na wstępie, seria mocno skupiona jest na postaci głównej bohaterki, więc już w tomie pierwszym poznajemy są dosyć dobrze, poczynając od tego, jak została wychowana, kończąc na tym, jak radzi sobie w życiu teraz. Wychowywana była przez ojca prokuratora, który raczej nie był ciepłym rodzicem. Jej matka zmarła, gdy dziewczynka miała roczek. Ojciec był surowy, wymagał od Anny wiele, ale nigdy specjalnie się nią samą nie interesował. W dorosłym życiu to praca była dla niej całym światem, choć z początku marzyła, by stworzyć własny ciepły dom. Niestety nie udało się, jej syn ciągle był rozczarowany tym, że dla niej praca jest ważniejsza, a z mężem w końcu się rozwiodła nie mogąc sprostać własnym wyrzutom sumienia, że nie radzi sobie w roli żony. Anna jest więc pełna poczucia winy w stosunku do byłego męża, syna, ale i ojca, który od niedawna ze względu na pogarszający się stan zdrowia przebywa w specjalnym ośrodku opieki. Robi co może, stara się być obecna dla swojej rodziny, ale jednak to jej śledztwa zawsze są dla niej najważniejsze – tu po prostu wie co robić, to świat, który rozumie, w którym może przynieść jakąś zmianę. To dobrze wykreowana bohaterka, pełna sprzeczności, rozdarta pomiędzy tym co chce, a tym co powinna.
Wanda, jej współpracowniczka, w tym tomie jest mocno skryta, nie dowiadujemy się o niej za wiele. Tak samo jak o tajemniczym mężczyźnie, który ewidentnie musi być z jakiś sposób powiązany ze sprawą, nie wiadomo jednak jak. Przez większą część lektury oczywiście, bo finałowe rozwiązanie mocno zaskakuje.
 
Intryga powieści zbudowana jest sprawnie, choć jej waga w fabule jest równa problemom prywatnym bohaterki. Od początku sprawa kryminalna wygląda dosyć niejasno, bohaterka niby dostaje zlecenie, ale na za bardzo mi się czego chwycić – o co w tej sprawie chodzi? Dużą rolę odgrywają tu media społecznościowego i udostępnianie swoich danych w Sieci. Historia może nie wbija w fotel i nie powoduje obgryzania paznokcie z nerwów, jednak jest interesująca i na tyle zajmująca, że czytelnik chętnie kontynuuje lekturę.
„To następna obowiązkowa apka do informowania świata o tym, co zjadłaś na śniadanie, jaka pyszna i idealna wyszła ci kawa z ekspresu, a przy okazji – co masz w domu i oczywiście gdzie wyjechałaś i jak tam było pięknie, choć tak naprawdę jesz stare, twarde płatki czekoladowe, pijesz kawę rozpuszczalną, w domu masz syf, a na spacerze nad Wisłą zmarzłaś i totalnie się wynudziłaś. Mas zwykłe życie, ale na Instagramie jesteś kimś lepszym. Przede wszystkim od samej siebie.”
W tym tomie przyglądamy się funkcjonowaniu niewielkiej korporacji, jej pracownikom, z których każdy wydaje się chcieć czego innego. Dla jednych praca jest całym światem, dla innych po prostu źródłem zarobku. Małe społeczności zawsze są ciekawe do obserwacji, nie inaczej jest w tym przypadku. Czytelnik z uwagą przygląda się zależnością pomiędzy pracownikami wyższego szczebla, których szef wskazał Annie jako podejrzanych.
 
Książka, jak na początek serii, wypada całkiem dobrze. Zagadka jest ciekawa, główna bohaterka dobrze wykreowana i od początku wiadomo, że to jej sprawy rodzinne będą spajać wszystkie cztery tomy w całość. Historia poprowadzona jest sprawnie, jest kilka zaskoczeń, sporo niedopowiedzeń i niejasności, które wzbudzają w czytelniku ciekawość wielkiego finału, który tak - faktycznie robi wrażenie. Całość czyta się przyjemnie, można się przy niej odprężyć. Coś dla tych, którzy lubią silne postacie kobiece i lekkie kryminały.
„(…) to pewnie ze zmęczenia, mało spałem, jest tyle książek do przeczytania na tym świecie…”
Moja ocena: 7/10

Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!
Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!