Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwootwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwootwarte. Pokaż wszystkie posty

lutego 01, 2021

"W błogiej nieświadomości" JP Delaney

"W błogiej nieświadomości" JP Delaney

 

Autor: JP Delaney
Tytuł: W błogiej nieświadomości
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Data premiery: 27.01.2021
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 432
Gatunek: thriller
 
JP Denaley to pseudonim literacki Anthony’ego Capelli, brytyjskiego pisarza pochodzenia afrykańskiego. Pod nazwiskiem Delaney od roku 2017 publikuje thrillery z mocnym aspektem psychologicznym postaci – moim zdaniem są naprawdę bardzo dobre, chociaż nie udało mi się przeczytać jeszcze ich wszystkich (co na pewno w najbliższej przyszłości chcę zmienić!). „W błogiej nieświadomości” to jego czwarty tytuł, tym razem chyba możemy mówić o thrillerze obyczajowym, gdyż główny nacisk fabularny jest położony na problemy rodzinno-społeczne, a znane z thrillerów napięcie schodzi tu raczej gdzieś na dalszy plan. Niemniej jednak nie zmienia to faktu, że to jak na razie jedna z fajniejszych książek, jakie w tym roku czytałam!
 
Fabuła powieści skupia się na rodzinie Pete’a i Maddie Riley, która dwa lata temu powiększyła się o nowego członka – Theo. Chłopczyk na świat przyszedł przedwcześnie, więc pierwsze jego miesiące cała trójka spędziła w szpitalu. Te wydarzenia mocno się na nich odcisnęły, jednak teraz wygląda na to, że sytuację mają ustabilizowaną – Pete pracuje jako wolny strzelec z domu, gdzie równocześnie opiekuje się Theo, a Maddie wróciła do pracy. Ich codzienna rutyna jednak zostaje mocno zaburzona dnia, gdy w ich drzwiach zjawia się Miles Lambert z detektywem. Mężczyzna twierdzi, że jest biologicznym ojcem ich syna, a tym samym, że ich biologiczny syn od dwóch lat jest wychowywany przez niego i jego żonę Lucy. Jak to możliwe? Czy faktycznie mogło dojść do zamiany niemowlaków? Jak to się stało, kiedy? W szpitalu? No i najważniejsze – co teraz?!
 
Książka składa się ze 112 krótkich rozdziałów. Wydarzenia przedstawione są przez dwójkę bohaterów: Pete’a i Maddie w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego, które od czasu do czasu przerywane są dowodami rzeczowymi w sprawie sądowej. Styl powieści jest bardzo przyjemny, skupiony na odczuciach bohaterów – dzięki narracji pierwszoosobowej mamy świetny wgląd w ich myśli, które autor oddał bardzo realnie i solidnie. Całość czyta się bez najmniejszych problemów, za to z największą przyjemnością.
„Osobiście nienawidzę wyrażenia „ojciec zajmujący się domem”. To negatywna, pasywna konstrukcja, której czegoś brakuje. Nikt nie nazywa kobiet w mojej sytuacji „matkami zajmującymi się domem”, prawda? To „mamy na pełny etat”, co od razu ma bardziej pozytywny wydźwięk. Matki totalne, bezkompromisowe. „Ojciec zajmujący się domem” brzmi, jakbyś był za bardzo leniwy albo zbyt przerażony przebywaniem w otwartej przestrzeni, żeby wyjść z domu i poszukać porządnej pracy. Wiele osób skrycie tak myśli.”
Już na wstępie muszę zaznaczyć, że w powieści poruszane są naprawdę ciekawe tematy i jest ich faktycznie sporo, więc tutaj skupię się na tych najważniejszych. Po pierwsze ten, który wynika z opisu powieści, czyli zamiana dzieci w szpitalu i konsekwencje z jakimi muszą się teraz mierzyć rodzice, a co za tym idzie pytanie, nad którym od dawna zastanawiają się zarówno filozofowie jak i psycholodzy, czyli co jest ważniejsze – geny czy środowisko? Rodziny Riley i Lambertów mocno się od siebie różnią – Pete jest bardzo czułym ojcem i partnerem, razem z Maddie obstają przy twierdzeniu, że nie ma takich problemów, jakich nie można by rozwiązać za pomocą przyjaznego nastawienia i dialogu. Lambertowie z kolei, a szczególnie Miles, podchodzą do życia w sposób bardzo arogancki, biorą to, co ich zdaniem im się należy, nie patrząc na innych. I tu już od początku wychodzi inne zachowanie Theo – chłopczyk bije kolegów, odbiera im zabawki i tym podobne sytuacje. Czy to zwyczajne zachowanie dwulatka czy może już przejaw genów, które odziedziczył po ojcu? I jeśli tak, czy faktycznie chłopczyk jest skazany na życie przepełnione egoizmem czy może wpływ otoczenia, a zatem wychowanie przez współczującego ojca, może zmienić jego uwarunkowania genetyczne i zrobić z niego empatycznego człowieka?
 
Drugi najważniejszy poruszany w książce temat jest oddany chyba jeszcze lepiej niż pierwszy, jednak by niczego tutaj Wam nie zaspoilerować, powiem tylko, że przedstawione są tutaj też przy okazji dwa zaburzenia psychiczne – jedno epizodyczne, krótkotrwałe, drugie stałe. Temu pierwszemu autor poświęcił mniej miejsca, jednak cieszę się, że o nim wspomniał, bo to temat, o którym mówi się ciągle za mało. Takie uświadamianie społeczności o problemach w pełni popieram. Drugie zaburzenie oddane jest za to w pełni – całe spektrum zachowań, po którym można je rozpoznać i jak wpływa ono na otaczających go ludzi. Może psychologiem nie jestem, ale od dawna psychologiczne aspekty budzą moje wielkie zainteresowanie, i myślę, że pod tym względem na książkę naprawdę warto zwrócić uwagę. Autor zaburzenia opisał naprawdę solidnie i szeroko, ale tak, że bardzo zgrabnie wpisuje się to wszystko w fabułę. Dla mnie rewelacja!
 
W książce przedstawione są próby dogadania się obydwu rodzin w tej skomplikowanej sytuacji i to właśnie temu poświęcone jest najwięcej miejsca w fabule. Nie zdradzę chyba za wiele (wnioskując po tym, że już od początku lektury w tekście pojawiają się dowody w sprawie), gdy napiszę, że w końcu problem trafia na salę sądową – oczywiście trzeba mieć na uwadze, że na pewno niektóre sytuacje autor nagiął do fabuły, jednak również aspekt prawniczy w tej książce naprawdę mi się podobał. Czytelnik dowiaduje się jakie podejście do takiej sytuacji ma prawo, jak taki problem może zostać rozwiązany prawnie i dlaczego. Poza psychologią aspekty prawnicze to także mój konik, więc autor z takim osadzeniem akcji nie mógł trafić lepiej.
 
Na koniec wspomnijmy o tym lekkim napięciu, o którym wspomniałam na początku, a które sprawia, że książkę określona jest jako thriller. Po pierwsze, czytelnik przez całą lekturę zastanawia się jak ta sprawa faktycznie się rozwiąże, jaki będzie jej finał – przez różne zaskakujące wydarzenia dosyć ciężko zdecydować się na jedną wersję. Po drugie, z jednej strony Pete przedstawia nam się jako czuły i wyrozumiały ojciec, z drugiej dowody w sprawie sądowej wzbudzają pewne wątpliwości – sytuacje które opisuje Pete, w dowodach opisane są całkiem inaczej. Więc co z tego jest prawdziwe? Czy dowody przedstawione są dla niego niekorzystnie czy może to on przedstawia sytuacje inaczej niż było faktycznie? Oczywiście do tego dochodzi jeszcze kwestia dochodzenia w sprawie zamiany chłopców – jak to się faktycznie stało? Czy to była zwyczajna pomyłka czy może coś więcej? To wszystko powoduje, że lektura nie tylko budzi zainteresowanie poprzez ciekawe tematy, które porusza, ale i trzyma czytelnika w fajnym, lekkim napięciu, przez co książki nie chce się odkładać, póki nie pozna się zakończenia historii.
 
Podsumowując, „W błogiej nieświadomości” to thriller z gatunku tych moich ulubionych – mocny nacisk nałożony jest tu na rodzinę i psychologię postaci, wydarzenia są mało dynamiczne, ale naprawdę zajmujące. Tematy ważne i aktualne, przedstawiają problemy, o których powinno się dużo i głośno mówić. Do tego dochodzi jeszcze aspekt prawny całej sytuacji, co dla mnie jest idealnym dopełnieniem całości. Od tej książki oczekiwałam wiele i dokładnie tyle dostałam, co tylko umacnia pozycję JP Delaney wśród moich ulubionych pisarzy tego gatunku. Jeśli i Wy lubicie tego typu powieści, to gorąco zachęcam Was do zapoznania się z tym tytułem!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Otwarte!



października 30, 2020

"Coraz większy mrok" Colleen Hoover

"Coraz większy mrok" Colleen Hoover

Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Coraz większy mrok
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Data premiery: 19.06.2019
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 318
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Amerykańska pisarka Colleen Hoover od kilku lat podbija listy bestsellerów. Do tej pory jej gatunkami literackimi były romanse i powieści young adult, teraz zdecydowała się na coś innego – thriller. Książka „Coraz większy mrok” oryginalnie ukazała się w 2018 roku najpierw jako sam ebook – Hoover wydała go pod swoją marką, chciała w ten sposób odróżnić ten tytuł od innych swoich powieści. U nas w Polsce książka ukazała się pod szyldem Wydawnictwa Otwarte, więc niejako odwrotnie – nie znajdziecie jej na Legimi – największej platformie z ebookami i audiobookami.
Mnie to nazwisko jest od dawna znane, ale tylko z opowieści. Widziałam wiele czytelniczek zachwycających się prozą Hoover. W związku z tym, kiedy tylko dowiedziałam się, że autorka pokusiła się o thriller na naszym rynku reklamowany z dopiskiem ‘psychologiczny’ wiedziałam, że to w końcu dobry moment, żeby zapoznać się z jej piórem. A skoro książka nie jest dostępna na Legimi, to zgłosiłam swój udział w Book tourze u @wroclawianka.czyta (IG).
 
„Coraz większy mrok” to historia Lowen, 30letniej mało popularnej pisarki. Właśnie zmarła jej matka, więc po roku przerwy kobieta w końcu chce wrócić do pracy – wręcz musi, bo jej finanse są w fatalnym stanie, grozi jej eksmisja z mieszkania. Na szczęście razem ze swoim agentem zostają zaproszeni na spotkanie do dużego wydawnictwa – okazuje się, że jedna z ich najpopularniejszych pisarek thrillerów miała wypadek samochodowy i ktoś za nią musi dokończyć serię, z której zasłynęła. Tym zastępstwem ma być Lowen, której książki podobno bardzo podobały się Verity. Lowen nie jest przekonana do tego pomysłu, jednak gdy mąż pisarki Jeremy, z którym kobieta od razu czuje dziwne wibracje, oferuje jej większą gażę, kobieta w końcu się zgadza. Kilka dni po spotkaniu wybiera się do okazałego domu pisarki, by przeprowadzić research w jej notatkach. Od początku czuje, że coś w tej rodzinie jest nie tak, a gdy w jednej z szuflad znajduje kopię autobiografii Verity, ciekawość zwycięża i Lowen powoli zaczyna odkrywać ich sekrety… Co się stało w tym domu? Jaki mrok kryje się w tych ścianach?
 
Książka składa się z 25 rozdziałów poprzetykanych kilkoma rozdziałami z autobiografii Verity. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez Lowen, a w autobiografii w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Verity. Styl jest prosty, niewymagający, niemniej jednak te rozdziały z autobiografii są dosyć wulgarne, bardzo często pojawiają się mało wyszukane przekleństwa. Książkę czyta się szybko, nie potrzeba do niej specjalnego skupienia.
 
Niestety okazuje się, że wydawnictwo Otwarte wprowadziło czytelników w błąd – książka, która u nas reklamowana była jako mroczny thriller psychologiczny, okazała się w głównej mierze romansem. Z elementami thrillera. Po krótkim researchu odkryłam, że właśnie tak była reklamowana na rynku amerykańskim – jako ‘romantic thriller’. Gdybym o tym wiedziała, to albo w ogóle nie sięgnęłabym po ten tytuł, albo czytałabym go z innym nastawieniem. Kierując się jednak okładkowym polskim określeniem liczyłam na thriller psychologiczny i srogo się zawiodłam. Dlaczego?
 
Książka tak naprawdę kojarzy mi się z pierwszym powieściami Tess Gerritsen – tam też na pierwszy plan wysuwał się banalny wątek romansowy, zastawiając ten kryminalny w tyle. Tutaj Lowen zakochuje się w mężu Verity, pod jej dachem, na parterze, gdy Verity leży sparaliżowana na piętrze, Lowen bezwstydnie podrywa jej męża. Jako że narracja przedstawiona jest z punktu widzenia młodej pisarki, to dobrze znamy jej myśli. Niestety kobietą raczej nie szarpią wyrzuty sumienia, więc nie jest to bohaterka, którą da się polubić. Jest mocno egoistyczna, a momentami wręcz głupia – przejawia się to na przykład w momencie, kiedy jedzie do domu Verity szukać jej zarysów kolejnych tomów serii bez znajomości tomów wcześniejszych. Czy to jest profesjonalne podejście pisarki, która serio traktuje tak poważne zadania? Niestety raczej nie. Takich sytuacji jest dużo więcej.
 
Niestety autobiografia Verity wypada jeszcze gorzej. Nie dosyć, że jest mocno wulgarna, to jeszcze przesycona seksem i jego opisami. Nie chciałam czytać romansu czy erotyku, więc już od pierwszych stron lektura mnie zniesmaczyła.
 
Jak wspomniałam, wątek zagadki, mrocznej tajemnicy trzyma się raczej z boku. Jako że fabuła toczy się niejako na dwóch planach czasowych – aktualnie, gdy w domu jest Lowen i w przeszłości, dzięki autobiografii Verity, to mamy dwa źródła wzbudzające, przynajmniej teoretycznie, niepokój. Podczas wizyty Lowen, Verity jest sparaliżowana, jej aktywność mózgu, jak wynika z badań, jest bardzo niska. Lowen jednak zauważa dziwne sytuacje, z których można by wyciągnąć wnioski, że Verity jest jednak bardziej świadoma. Czy Lowen się to wszystko zdaje? Czy tak przejawiają się jej głęboko ukryte wyrzuty sumienia?
W autobiografii wątek mający wzbudzać niepokój dotyczy również Verity, jednak tylko razem niepokoi nas jej psychika. Od początku kobieta przejawia dziwną obsesję na punkcie Jeremy’ego, chce jego miłości i uwagi tylko dla siebie. Widać w niej rysy socjopatyczne, a może wręcz psychopatyczne, co tylko z każdym kolejnym rozdziałem się pogłębia. Co się stanie gdy ich rodzina się powiększy? Czy Verity będzie w stanie podzielić się miłością Jeremy’ego czy, tak jak Lowen od początku podejrzewa, prowadzi to wszystko do fatalnej katastrofy?
 
Ogólnie niestety nie mogę powiedzieć, że książka mi się podobała. Szkoda, że jej kategoryzacja nie była lepiej dopasowana, gdyż przeświadczenie, że mam w rękach thriller psychologiczny, wpłynęło na odbiór tej lektury. Jak dla mnie było w niej za dużo wątków romansowych, wulgaryzmów i seksu, za mało tajemnicy i niepokoju. To co miało mnie niepokoić wywołało raczej pobłażliwy uśmiech, zagadka dla takich wyjadaczy kryminalnych jak ja jest na tyle łatwa, że można ją rozwiązać wręcz na samym początku książki, gdy Lowen odkrywa autobiografię. Bohaterowie są bardzo banalni, płascy, przez co wzbudzili we mnie niechęć – ich życie toczy się tylko wokół romansów. To po prostu nie była książka przeznaczona dla mnie, kompletnie w żaden sposób nie wpisuje się w mój gust czytelniczy. Fani romansów i erotyków powinni być zadowoleni.
 
Moja ocena: 4/10
 
Za możliwość wzięcia udziału w book torze oraz zapoznania się z lekturą dziękuję @wroclawianka.czyta!

lutego 06, 2020

"I żyli długo i szczęśliwie" C.C. MacDonald - recenzja przedpremierowa

"I żyli długo i szczęśliwie" C.C. MacDonald - recenzja przedpremierowa

Autor: C. C. MacDonald
Tytuł: I żyli długo i szczęśliwie
Tłumaczenie: Monika Bukowska
Data premiery: 12.02.2020
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 406

„I żyli długo i szczęśliwie” to debiut C. C. MacDonald, brytyjskiego aktora, scenarzysty i dramaturga. Książka zaliczana jest do takiego gatunku jak thriller obyczajowy. Czego możemy się po nim spodziewać? Lekkiego dreszczyku tajemnicy i bogato zarysowanej warstwy obyczajowej, a przede wszystkim po prostu dobrej rozrywki, kilku godzin przyjemnego relaksu.

Historia zawarta w książce opowiada o małżeństwie Naomi i Chrisa, którzy razem ze swoją dwuletnią córeczką Prue wiodą na pierwszy rzut oka całkiem przyjemne życie. Naomi pracuje na pół etatu, Chris prowadzi własną firmę, mieszkają w pięknym domu przy plaży. Jednak jeśli spojrzeć głębiej zobaczymy ich ciągle nieprzynoszące skutku starania o drugie dziecko, jej niecierpliwość i jego depresję. Obydwoje każdego dnia oddalają się od siebie, szukają zrozumienia gdzie indziej. I w chwili, gdy Naomi na swojej drodze spotyka Seana, popełnia jeden fatalny błąd. Szybko się jednak reflektuje, zrywa znajomość, a Sean obiecuje, że nie będzie robił problemów. Jednak ta jedna nieprzemyślana decyzja wpłynie na ich życie dużo bardziej niż Naomi mogła przypuszczać... Kobieta zachodzi w ciążę, a na jaw zaczyna wychodzi pewna tajemnica z przeszłości...

Książka kompozycyjnie podzielona jest na 5 części: poczęcie, trzy trymestry i narodziny. Pierwszy i ostatni są krótsze, coś jak prolog i epilog, to te trzy trymestry stanowią główny trzon historii. Każda z części podzielona jest na krótkie rozdziały, przeplatane notatkami Naomi i Chrisa i wycinkami artykułów. Dzięki krótkim rozdziałom książkę czyta się szybko i łatwo.
Narracja książki prowadzona jest trzeciej osobie czasu teraźniejszego, w większości podąża za Naomi, kilka razy za Chrisem, a z biegiem lektury pojawia się jeszcze ktoś trzeci. Styl powieści na początku wydaje się dosyć toporny, jednak zachęcam by szybko przegryźć się przez pierwsze kilkadziesiąt stron, ja gdzieś tak około 60 strony już zdążyłam się do niego przyzwyczaić i od tego momentu książkę czytało mi się całkiem przyjemnie. Narrator pomiędzy bieżące wydarzenia wpłata historię małżeństwa z przeszłości, zna ich myśli i odczucia, przez co z biegiem lektury poznajemy ich bardzo dokładnie.

Jeśli chodzi o bohaterów historii to według mnie są oni dosyć nieoczywiści i nie można im zarzucić, że są płascy psychologicznie. Chris walczy z własnym zniechęceniem, mimo dobrych chęci, nie zawsze potrafi się w aktualnym życiu odnaleźć. Naomi z kolei jest po prostu wściekła. Miała świetny plan na życie, który po części z winy męża, po części po prostu przez zrządzenie losu, kompletnie nie wypalił. Mąż nie pomaga, zamknął się w swoim świecie, więc Naomi została sama z męczącą dwulatką, utrzymaniem domu i zapewnieniu rodzinie finansów do życia. Ja jestem w stanie zrozumieć obydwu bohaterów, rozumiem ich emocje, co na pewno wpłynęło na pozytywny odbiór lektury.
Prócz warstwy psychologiczno-obyczajowej mamy też tajemnicę, zagadkę. Nie chcę na jej temat za wiele zdradzać, żeby nie popsuć Wam frajdy samodzielnego odkrywania, powiem tylko, że jak dla mnie zagadka była bardzo zaskakująca, mimo że z początku wydawała się łatwa. Dzięki niej cała lektura trzyma w przyjemnym zaciekawieniu.

Ogólnie, myślę że żeby być zadowolonym, to do tej lektury trzeba podejść odpowiednio. Ja nie miałam dla niej szczególnych oczekiwań czy wymogów, podeszłam do niej jak do innych thrillerów opartych na temacie rodzinnym – chciałam po prostu dobrej rozrywki, przyjemnej, niezobowiązującej lektury na kilka wieczorów. I właśnie to dostałam. Po trudnym początku udało mi się wgryźć w styl, zagadka zaciekawiła, a bohaterowie przyciągnęli uwagę. Jestem zadowolona i gwarantuję, że jeśli podejdziecie do książki tak jak ja, to też będziecie!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte!


stycznia 10, 2020

"I żyli długo i szczęśliwie" C. C. MacDonald - zapowiedź

"I żyli długo i szczęśliwie" C. C. MacDonald - zapowiedź

Pora na pierwszą zapowiedź w tym roku! 12 lutego nakładem Wydawnictwa Otwarte ukaże się thriller obyczajowy autorstwa C.C. MacDonald pt. "I żyli długo i szczęśliwie". Jest to debiut autora, który do tej pory zajmował się aktorstwem i scenografią. Jak poradzi sobie w roli pisarza?

Sobota 09:19 Tamto wczoraj nie powinno się wydarzyć.To była pomyłka. Przepraszam.
Sobota 23:14 Dostałeś moją wiadomość?
Niedziela 03:47 Rozumiem. Nie będę Ci utrudniał życia. Nie bój się xx  

Naomi to nie do końca szczęśliwa mężatka: ma ukochaną córeczkę Prue, ale jej mąż Chris stał się ostatnio irytujący i nieobecny, a do tego od dłuższego czasu nie mogą począć drugiego dziecka, którego Naomi pragnie. Gdy kobieta poznaje Seana, ojca innego dziecka ze żłobka Prue, zaczyna z nim niewinny flirt. Nie umie jednak oprzeć się urokowi mężczyzny, kiedy słyszy: „Powiedz mi, żebym sobie poszedł…”Natychmiast żałuje swojej decyzji.Wyrzuty sumienia męczą ją jeszcze bardziej, gdy odkrywa, że jest w ciąży. Nie wie, kto jest ojcem dziecka, ale zrobi wszystko, by chwila słabości nie zrujnowała jej dotychczasowego życia.Naomi nie przeczuwa jednak, że stała się pionkiem w grze, w której stawką jest szczęście jej rodziny. Czy mimo to uda jej się zapobiec tragedii?


Brzmi ciekawie? Dla mnie tak! Ja już tak naprawdę jestem po lekturze i mogę Wam powiedzieć, że faktycznie jest interesująco. To dobra i przyjemna lektura na kilka relaksujących wieczorów. Więcej o niej napiszę Wam bliżej premiery. Dajcie znać czy jesteście zainteresowani!


Autor: C.C. MacDonald
Tytuł: I żyli długo i szczęśliwie
Tłumaczenie: Monika Bukowska
Data premiery: 12.02.2020
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 406

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.



października 22, 2019

"Farma" Joanne Ramos

"Farma" Joanne Ramos

Tytuł: Farma
Tłumaczenie: Grażyna Woźniak
Data premiery: 14.08.2019
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 392

„Farma” to debiut literacki Joanne Ramos. Autorka jest Filipinką, w wieku 6 lat przeniosła się z rodziną do USA. Jako osoba dorosła pracowała w sektorze bankowym, później zajęła się dziennikarstwem. Pomysł na tę książkę chodził jej po głowie dosyć długo, a zaczęło się od momentu, kiedy pomiędzy pracą w banku a dziennikarstwem poświęciła się rodzinie i dzieciom – uświadomiła wtedy sobie, że jedyne Filipinki jakie zna to pomoc domowa i opiekunki do dzieci, ba! Nawet sama miała jedną! Od tego czasu zaczęła nawiązywać z nimi znajomości słuchając ich historii. I tak narodził się pomysł na tę książkę.

Historia „Farmy” kręci się wokół pewnego ośrodka – Farmy Złociste Dęby, w którym kobiety o niższym statusie ekonomicznym (czyli główne imigrantki) zostają zatrudnione jako surogatki – zachodzą w ciążę dla bogatych klientów Farmy. Farma znajduje się w oddaleniu od Nowego Jorku, w pięknym otoczeniu przyrody, to duży obszar, z wygodami o jakimi średnia klasa może tylko pomarzyć. Brzmi wygodnie, prawda? Jednak jak szybko wychodzi na jaw, nic nie jest tak proste jak się wydaje, a ludzi napędza głównie chęć zarobienia jak największych pieniędzy.

Kompozycyjnie książka składa się z w miarę krótkich rozdziałów podzielonych na cztery osoby: Jane, Mea, Ate i Reagan. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego, a narrator mimo że trzecioosobowy, przedstawia sytuacje z punktu widzenia wypowiadającej się postaci. Każda z nich ma inną motywację do działania. Styl książki jest przyjemny, książkę czyta się szybko i łatwo, narracja przedstawiona jest z dbałością o szczegóły. Trochę gorzej wypada korekta książki – dziwnie dużo błędów się przez nią przedarło, co mnie dosyć zdziwiło, bo w innych książkach wydawnictwa nie zauważyłam tylu wpadek.

Tak jak zaznaczyłam, bohaterek powieści jest czwórka. Jane to młoda Filipinka, która całkiem niedawno odeszła od swojego zdradliwego męża razem z malutką miesięczną córeczką. Jane jest trochę nijaka – ostrożna, nie ma swojego zdania, daje innym sobą sterować, miałam wrażenie, że woli sama o sobie nie decydować, a zastawia to innym. Do odejścia od męża skłoniła ją Ate, stara kobieta, jej kuzynka, która jest drugą bohaterką powieści. Ate, też imigrantka z Filipin, od ponad 20 lat pracuje w Stanach, a każdy grosz wysyła dzieciom i inwestuje w nieruchomości na Filipinach. Ate całkiem inaczej postrzega świat niż Jane, wie co zrobić by zarobić, dużo pracuje, nie zwracając uwagi na samą siebie. W każdej sytuacji widzi pieniądz. Niemniej jednak jej marzeniem jest, by zebrać tyle pieniędzy, by mogła w końcu wrócić do swoich dzieci i zamieszkać w jednym z wybudowanych przez siebie domów.
Trzecią bohaterką książki jest Mea – dyrektorka Farmy, która odpowiada za całe te przedsięwzięcie. Mea chce w życiu osiągnąć sukces, wręcz jest kobietą sukcesu – nie wyobraża sobie nie pracować, a każdego dnia chce piąć się w górę. To kobieta ambitna, która chce być ważną i zauważaną. Wie do czego dąży, czasami czytelnik może mieć wrażenie, że nic poza tym się dla niej nie liczy.
Ostatnią bohaterką jest Reagan – młoda dziewczyna, amerykanka, która jest w swoim życiu mocno zagubiona. Nie wie czego chce, nie ma na siebie pomysłu, po prostu chce zrobić coś znaczącego. Dlatego też decyduje się na surogactwo na Farmie, gdzie zaprzyjaźnia się z Jane.

Książka porusza wiele istotnych tematów, tak wiele, że na pewno nie uda mi się wspomnieć o wszystkich, a i pewnie każdy czytelnik znajdzie w książce coś innego. Ogólnie powieść jest o kobietach, o podziałach ekonomicznych i o różnych celach i ścieżkach życiowych.

Zacznijmy może od tego najbardziej oczywistego, od Farmy. Wizja życia przedstawionego w książce jest dosyć niepokojąca, ale ciężko oprzeć się wrażeniu, że to już się dzieje. Przecież w Stanach surogactwo jest legalne, prawda? To czemu nie założyć ośrodka, w którym o takie kobiety będzie się dbać? Gdzie będą mogły przez 9 miesięcy żyć w jak najlepszych standardach? To nie jest jednak takie proste. Pierwsze pytanie – co jest ważniejsze – matka (surogatka) czy dziecko? W sytuacji takiej jak w książce ewidentnie to drugie. Bo kim są te kobiety decydujące się na świadczenie takiej usługi? Przeważnie kobiety biedne, które zrobią wszystko, by zarobić, a jednocześnie raczej nie mają przy sobie kogoś, kto będzie mógł wnieść głośny sprzeciw, kiedy dzieje im się krzywda. W takiej sytuacji kobieta traci w ogóle prawo decydowania o sobie, o swoim ciele, zostaje potraktowana jak rzecz, jak inkubator dla dziecka. To temat ciężki, aktualny i mocno problematyczny, który wzbudza kontrowersje.

Drugi główny temat to sytuacja imigrantek w USA. U nas w Polsce ten problem nie jest aż tak widoczny problem, ale w Stanach jest ogromnie dużo różnych narodowości, które przyjechały tam tylko po to, by zarobić, by ziścić swój amerykański sen. Kobiety, te z Filipin, bo o nich głównie jest tak książka, zostawiają swoje dzieci i jadą do USA wykonywać najczarniejszą pracę, w najbardziej upokarzających warunkach, by tylko coś zarobić. Jeden z problemów w takiej sytuacji to właśnie te fatalne warunki pracy i mieszkaniowe,to tak jakby znowu te kobiety nie były postrzegane jako ludzie, a istoty niższego sortu, coś gorszego, coś do usługiwania. Po drugie pomyślcie jakie to musi być ciężkie, zostawić swoje dzieci, i ruszyć do obcego kraju. Czy faktycznie jest to konieczne? Czy nie ważniejsze jest bycie razem? Po co pieniądze w sytuacji, kiedy matka nie może zobaczyć od 20 lat swoich dzieci? Czy faktycznie wykształcenie jest ważniejsze od wychowania? Przeogromna ilość pytań, na które nie jest łatwo znaleźć odpowiedź.

Książka porusza też kwestie podejścia białych, bogatych pań do swoich pracowników. To też ciężki temat, na który w sumie nie chcę wypowiadać się konkretnie, bo nie mam do tego wystarczających danych. W książce bogacze przedstawieni są raczej jednoznacznie – źle. Nie zależy im na swoich pracownikach, o nikogo się nie troszczą, wykorzystują innych i dbają tylko o siebie. Takie podejście wydaje mi się trochę za bardzo generalizujące, ale ja jednak nie żyję w takim świecie, więc pozostawię to bez oceny.

Ostatni temat, o którym chcę wspomnieć, to kobiety sukcesu. Mea jest dobrym przykładem, chociaż może trzeba by się bardziej skupić na jej klientkach, które w pogodni za sławą i pieniądzem zapomniały o stworzeniu rodziny. Może nie zapomniały, ale wybrały jedne kosztem drugiego. Chcąc coś znaczyć w świecie musiały odrzucić swoją kobiecość, pragnienie założenia rodziny. To ciężkie wybory, które z czasem mogą okazać się jednak niewłaściwe.

By już więcej nie przedłużać powiem tylko, że „Farma” to książka aktualna, zadająca wiele ważnych pytań, zmuszająca do myślenia. Przez większą jej część przynajmniej. Cały finał powieści trochę mnie rozczarował, zamiast czegoś znaczącego dostaliśmy trochę sensacji. Same zamknięcie książki, epilog, według mnie też był za bardzo wygłaskany, za miły – liczyłam na coś mocnego, takiego że skończyłabym książkę i nie mogłabym się ruszyć z wrażenia, a tutaj dostałam laurkę. Jak na taką książkę, to było to zdecydowanie za bezpieczne. Niemniej jednak cieszę się, że książkę przeczytałam, nawet po długości recenzji widać, jak wiele pytań, przemyśleń i emocji we mnie wzbudziła.

Moja ocena: 7,5/10

Książkę mogłam przeczytać w ramach book toura zorganizowanego przez @ksiazka.w.pigulce (IG) – dziękuję!

września 02, 2019

"One płoną jaśniej" Shobha Rao - recenzja przedpremierowa

"One płoną jaśniej" Shobha Rao - recenzja przedpremierowa

Tytuł: One płoną jaśniej
Tłumaczenie: Joanna Jurewicz
Data premiery: 04.09.2019
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 384

Książka „One płoną jaśniej” jest promowana jako ważny głos odnośnie feminizmu. O autorce Shobha Rao mówi się, że jest jedną z najbardziej obiecujących pisarek współczesnych. Urodziła się w Indiach, gdzie spędziła pierwsze 7 lat swojego życia, po czym przeniosła się do Stanów Zjednoczonych. Przed swoją debiutancką powieścią wydała jeden zbiór opowiadań.
O swojej książce „One płoną jaśniej” mówi, że jej celem nie było udzielenie odpowiedzi na pytania o los i współczesne życie kobiet, a właśnie samo to zadanie pytań, które prowokują, zmuszają do większej refleksji, zastanowienia się, do rozszerzenia swojej świadomości. Dobra powieść według autorki to taka, która porusza czytelnika, narusza jego równowagę. Czy o „One płoną jaśniej” możemy tak powiedzieć?

Historia przedstawiona w powieści skupia się na dwóch postaciach, młodych indyjskich dziewczynach – Sawithy i Purnimy, które żyją w głębokiej biedzie. Purnima, młodsza, jest córka tkacza, jej matka zmarła kilka miesięcy temu i od tego czasu Purnima cały dzień zajmuje się domem (chatą wręcz), rodzeństwem i ojcem. Sawitha jest niewiele starsza, jej rodzina jest jeszcze biedniejsza. Zatrudnia się u ojca Purnimy do pomocy przy krosnach i produkcji sari. Tak dziewczyny się poznają, łączą swoje życia i światła, rozpoczynają nierozerwalną przyjaźń i głębokie uczucie. Niestety los szybko je rozdziela, rzuca im coraz cięższe przeżycia, ogromne przeszkody pod nogi. Każdego dnia dziewczyny stają przed pytaniem – walczyć dalej? Czy nadal brnąć w to wszystko? Czy się poddać? Na szczęście nasze bohaterki są silne, nie ustają w walce, mimo że nie jest to łatwa i prosta droga. Przemierzają kraje, domy i wiele dróg, by z powrotem połączyć swoje losy.

Kompozycyjnie książka podzielona jest na obydwie bohaterki – raz poznajemy losy jednej, raz drugiej dziewczyny, naprzemiennie. Każdy z tych działów podzielony jest na krótkie rozdziały. Książkę zamyka trzy stronicowy słowniczek indyjskich słów – muszę przyznać, że podczas lektury nieraz się do niego uciekałam, był bardzo pomocny. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator jest wszystkowiedzący, ale też surowy dla czytelnika. Pozwala nam spojrzeć przez dziurkę od klucza do innego świata, niczego przy tym nie tłumacząc – czytelnik po prostu ma prawo obserwowania zastałych sytuacji. Styl narracji jest spokojny, narrator często zwraca uwagę na przeżycia i odczucia bohaterek, które nieraz są mocno porywające. Język powieści jest zarazem łatwo przyswajalny i trochę poetycki, bogaty i skory do rozważań.

Jak już wspomniałam bohaterki mamy dwie. To dziewczyny, nastolatki, które urodziły się w świecie zdominowanym przez mężczyzn, gdzie dla rodziny najważniejsi są chłopcy, dziewczyny to tylko i wyłącznie problem, wręcz zniewaga. Dobrze tę sytuacje obrazuje fakt, że narodzin dziewczyn nawet się nie rejestruje, a w chwili, gdy Punima jako dziewczynka weszła do rzeki – ojciec nie zamierzał jej ratować. Pracy kobiet w tym kraju nikt nie szanuje, samych kobiet nikt nie szanuje. Kobieta to rzecz należąca do męża, z którą może robić co chce.
„Mężczyźni trzymający zapałki przy twoich tęczówkach z benzyny. Płomienie, wokół ciebie wszędzie płomienie, liżące twoje świeżo rozkwitłe piersi, twoje pierwszomiesięczne ciało. I czeluście piekieł. Piekieł rozległych jak świat. Czekających, by cię obedrzeć, by zmienić cię w popiół i nawet wiatr, nawet wiatr... Nawet wiatr, moja miła, pomyślała, patrzy, jak płoniesz, chce tego, przelatuje nad tobą i przez ciebie. Rozsypując cię, bo jesteś dziewczyną i jesteś popiołem.”
 Książka przedstawia naprawdę przerażający obraz indyjskiej kobiety. Naprawdę ciężko mi uwierzyć, że takie rzeczy faktycznie jeszcze ciągle w naszym współczesnym świecie mają miejsce. Niewyobrażalne, naprawdę.
„tym zostanie zawsze w oczach mężczyzn – rzeczą do otworzenia, do zamieszkania na chwilę, by zaraz potem ją opuścić.”
Mimo ciężkiego losu, obydwie dziewczyny mają w sobie wewnątrz światło, płomień, który nie gaśnie. Już nawet same ich imiona są ze światłem nierozerwalnie złączone – jedno oznacza słońce, drugie księżyc. Ma to bardzo metaforyczne znaczenie nie tylko odnośnie wspomnianego światła ale i nierozerwalności dziewczyn, jedno przecież nie może istnieć bez drugiego, mimo całkowicie innych charakterów.
„Czy wiesz, że są na świecie miejsca, gdzie ludzkie imiona nie mają znaczenia? Naprawdę tak jest. Możesz to sobie wyobrazić? Cóż to mogą być z miejsca? Puste, ot co. Puste i smutne. Imię bez znaczenia jest jak noc bez dnia. Są takie miejsca, sam słyszałem.”
 Ogólnie cała powieść pełna jest światła, a co nierozerwalne, również mroku, czerni. Dużą uwagę narrator zwraca na kolory, właśnie tę grę światła z cieniem.
„Chata się wypełniła, ale nie ciałem, nie zapachem czy obecnością: tym wypełniał ją jej ojciec, siedzący prze drugim krośnie. Nie, dziewczyna wypełniła ja nagłą świadomą jasnością, poczuciem przebudzenia, choć słońce przecież wzeszło już dawno temu.”
O czym to nam mówi? Że znowu – jedno nie może istnieć bez drugiego, jest dzień i noc, światło i cień, dobro i zło. To tylko od nas, naszych wyborów zależy co wybierzemy.
„...gdybym tylko umiała brać rzeczy, które nie są dla mnie przeznaczone. Gdybym tylko miała odwagę.”
Książka porusza ogrom ważnych tematów. Los kobiet w Indiach, handel żywym towarem, prostytucja, gwałty – to wszystko w powieści jest na porządku dziennym. Straszne, ciężkie tematy, jednak ważne, trzeba o nich mówić i uświadamiać świat, bo tylko w taki sposób można liczyć na poprawę. Ciężko o tym pisać, to naprawdę wstrząsające, a kontrast jest tym większy, że narrator przedstawia to jako normę, życie codzienne.
„Szklanka z mlekiem, którą trzymała w dłoniach, ostygła. Spojrzała w dół i zobaczyła kożuch na jego powierzchni. Pojawił się znikąd: cienki, pomarszczony, lekki. Przebiegłe. Jak mleko to zrobiło, skąd wiedziało, jak to zrobić, zastanawiała się. Żeby się ochronić? Skąd umie być tak silne?”
Oprócz tego w książce zwróciłam też dużą uwagę na ten ‘inny’ świat. Inne obyczaje, inna kultura, inne jedzenie – wszystko to bogato (jak na ten sposób narracji) opisywane znajdziemy w powieści. Byłam wręcz zafascynowana tymi kolorami, zapachami – niesamowite jak w te doznania jest tam bogato. I tutaj właśnie najbardziej przydał się słowniczek – mogłam sobie sprawdzić co znaczą nazwy potraw😊 Tak samo z fragmentami opisującymi kwestie tkackie – od bawełny do nici, od nici do krosna, od krosna do sari. Niesamowite opisy, uświadamiające co mamy, co możemy. Bardzo poruszające.
„Zapomnij, co mówiłem o kobiecie, które nie jest posłuszna. Najgorsza rzecz to kobieta, która wie, czego chce.”
Podsumowując, „One płoną jaśniej” to ważna książka, już choćby przez sam fakt nagłaśniania sytuacji kobiet żyjących w Indiach. Porusza ważne, istotne i ciężkie tematy, o których trzeba głośno mówić. To też historia dająca nadzieję, mimo przeciwności losu, mimo zależności kobiet od mężczyzn, bohaterki nie tracą swojej mocy, dalej prą do przodu. Książka wzruszająca i wstrząsająca. Cieszę się, że mogłam ją przeczytać i mam nadzieję, że będzie takich książek więcej.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte!



sierpnia 01, 2019

"Opowiedz mi o nim" Carin Gerhardsen - recenzja przedpremierowa

"Opowiedz mi o nim" Carin Gerhardsen - recenzja przedpremierowa

Tytuł: Opowiedz mi o nim
Tłumaczenie: Justyna Högström
Data premiery: 14.08.2019
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 392

„Opowiedz mi o nim” to czwarta powieści pisarki Carin Gerhardsen, która ukazała się w Polsce. Pozostałe trzy to cykl kryminalny o komisarzu Connym Sjöbergu i jego zespole, zajmującym się najbrutalniejszymi morderstwami w Sztokholmie. Jest to dosyć popularny cykl, został przetłumaczony na ponad dwadzieścia języków. „Opowiedz mi o nim” już teraz podbija serca czytelników, zostało też nominowane do prestiżowej nagrody Szwedzkiej Akademii Pisarzy Kryminałów. Sama autorka z wykształcenia jest matematyczką, co jak jest podkreślane, skutkuje bardzo logicznym rozwinięciem intryg w jej powieściach. Przed pisarstwem pracowała w branży IT, lubi podróżować, rozwiązywać łamigłówki i grać w golfa.

Akcja powieści „Opowiedz mi o nim” rozpoczyna się od wypadku samochodowego w styczniu 2014. Ginie człowiek, jednak świadkowie nie powiadamiają policji. Jednym z nich jest Sandra, młoda kobieta, którą starszy od niej mężczyzna podwozi do domu. Druga to Jeanette, mężatka, która wplątała się w potajemny romans. Cztery lata później życie kobiet wygląda już zupełnie inaczej. Sandra została mamą, pracuje w lokalnej gazecie, a po pracy, wieczorami gdy syn już śpi, jest wolontariuszką w telefonie zaufania. Jeanette z kolei się stoczyła, jej dzień polega teraz głównie na piciu i siedzeniu na ławce w parku. Sytuacja obydwu kobiet szybko się zmienia, kiedy Sandra pewnej nocy odbiera tajemniczy telefon... Co naprawdę wydarzyło się w dniu wypadku? I czy po tylu latach sprawa może w końcu ujrzeć światło dzienne?

Od strony kompozycji książka wygląda bardzo ciekawie. Wydarzenia toczą się dwutorowo – zimą w 2014 roku oraz latem 2018 roku. Powieść liczy sobie 78 rozdziałów przedstawianych z punktu widzenia kilku postaci. Rozdziały są bardzo krótkie, czyta się je ekspresowo. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, styl powieści jest dosyć surowy, narrator skupia się tylko na tym, co jest istotne dla wyjaśnienia intrygi. Jak na thriller skandynawski, to dosyć niewielka uwaga poświęcona jest krajobrazowi, dla fabuły raczej nie jest istotne jest miejsce, historia mogłaby się wydarzyć w każdym mniejszym miasteczku,w którym występują cztery pory roku.

Tak jak już wspomniałam postaci w powieści jest kilka, ja tylko bardzo ogólnie powiem o dwóch już wymienionych, by nie zdradzić za wiele – w końcu fabuła opiera się na odkrywaniu tego co się wydarzyło 4 lata temu, więc im mniej będziecie o książce wiedzieć przed jej przeczytaniem, tym lepiej 😊

Pierwszą wspomnianą kobietą jest Sandra. To młoda kobieta, w okolicy 30stki, dosyć niepewna siebie, co jest w dużej mierze spowodowane jej niezadowoleniem z własnego wyglądu. Dziewczyna należy do tych pulchniejszych, ale na co dzień robi wszystko, bo wyglądać jak najszczuplej. Mieszka sama w domku oddalonym od miasta, ma kochających i pomocnych rodziców. Wolontariat w telefonie zaufanie jest dla niej formą terapii, pewnym rozgrzeszeniem tego, co wydarzyło się 4 lata temu.

Drugą bohaterką jest Jeanette. Wiekowo bardziej w okolicach 40tki, ma niewymagającą pracę w mieście, dzięki której poznała swojego kochanka. Tamtej zimy kobieta była zakochana do szaleństwa, gotowa poświęcić całe wcześniejsze życie dla nowej miłości. Po 4 latach znajdujemy ją w głębokiej depresji, kompletnie niezdolną poradzić sobie z nastałą rzeczywistością. Kobieta całkiem się załamała, teraz po prostu egzystuje, nic nie wymaga ani od siebie ani od życia.

Głównym plusem książki jest tajemnica. Fabuła zbudowana jest tak, że coś się dzieje, ale w sumie nie wiadomo co i jak to się odnosi do całości. Z każdą kolejną stroną wydarzenia są coraz bardziej niepokojące, coraz bardziej pochłaniające uwagę czytelnika. Przez większą część lektury w głowie cały czas miałam pytanie „ale co się naprawdę wtedy stało?!”. Brzmi wciągająco, prawda? I jest, gwarantuję!

Sama intryga jest dobrze zbudowana, chociaż muszę przyznać, że domyśliłam się zakończenia tak w 2/3 lektury. W końcu było to jedyne logiczne wyjaśnienie. Nie umniejszyło mi to jednak przyjemności z lektury.

Ciężko o książce napisać coś więcej. Myślę, że przy tak skonstruowanej powieści im mniej wiadomo na początku tylko lepiej. To jest po prostu dobry thriller, przez całą lekturę trzyma w napięciu i zmusza czytelnika do zastanawiania się nad rozwiązaniem intrygi. Cieszę się, że książka trafiła w moje ręce, przeczytałam ją bardzo szybko i z dużą przyjemnością!

Na koniec wspomnę tylko o jeszcze o wydaniu książki. Okładka jest w stonowanych kolorach, tylko tytuł i grzbiet są w odcieniu jaskrawej czerwieni. Dodatkowo grzbiet jest błyszczący, co książkę mocno odróżnia na półce. O wydaniu mówię jednak dlatego, bo chcę zwrócić na opis z tyłu książki. To jest naprawdę dobry opis! Ostatnio często spotykałam się z opisem mocno spoilerującym wydarzenia, co jednak psuje odbiór lektury. Tutaj nic takiego nie ma miejsca, opis jest krótki, zachęcający, ale nie zdradza nic, prócz samego delikatnego rysu początku powieści. Nie wiem do końca kto się tym w wydawnictwie zajmuje, ale dobra robota!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte!