Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoletra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoletra. Pokaż wszystkie posty

sierpnia 08, 2025

"Mroczne wersety" Jan B. Bełkowski

"Mroczne wersety" Jan B. Bełkowski
Autor: Jan B. Bełkowski
Tytuł: Mroczne wersety
Cykl: komisarz Laskowski, tom 2
Data premiery: 23.07.2025
Wydawnictwo: LeTra
Liczba stron: 344
Gatunek: kryminał / komedia kryminalna
 
Jan B. Bełkowski na rynku książki pojawił się zaledwie kilka miesięcy temu - pod koniec listopada 2024 debiutował mocno oryginalną komedią kryminalną “Krew pod kamieniem” (recenzja - klik!), którą zapoczątkował serię z policjantami Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji - z komisarzem Jakubem Laskowskim i podkomisarz Aleksandrą Bereszyn. Teraz wracamy do tych postaci w tomie drugim pt. “Mroczne wersety” - nas dzieli od debiutu osiem miesięcy, postacie jakiś rok od wydarzeń w nim opisanych.
Sam autor aktualnie pracuje w public relations, choć historia to jego prawdziwa pasja - czemu dał wyraz w debiucie. W tomie drugim na warsztat bierze rynek wydawniczy i literacki, choć robi to w sposób inny niż w tomie pierwszym - tam wątki historyczne były pisane na poważnie, tutaj wątki dotyczące wydawnictw i kryminałów są mocno satyryczne.
 
Listopad, Warszawa tętni życiem, wszyscy gdzieś się spieszą, wszyscy wydają się mieć milion spraw do załatwienia. Tylko nie Bereszyn i Laskowski - wygląda na to, że mają czas pomiędzy śledztwami, by po prostu sobie posiedzieć, ona rozwiązuje krzyżówki, on wcina ciasteczka… Ich nowy szef Charko jednak nie zamierza pozwalać na taką bezczynność - to się nie kalkuluje na wyniki i efekty! Prosi więc ich po cichu o przyjrzenie się pewnej sprawie nieoficjalnie. Mianowicie chodzi o córkę jego znajomych, Helenę Filipkowską, autorkę serii kryminałów wypuszczonych na rynek przez małe wydawnictwo, która pół roku temu zaginęła. A przynajmniej w to wierzą jej rodzice i siostra, gdyż policja uznała, że kobieta najprawdopodobniej popełniła samobójstwo - jej auto zostało znalezione w rzece. Tak też wydaje się Laskowskiemu i Bereszyn, ale skoro o sprawdzenie sprawy poprosił ich nowy szef, to trzeba się zastosować, tak na dobry start ich współpracy. Gdzie ich to zaprowadzi?
“Ktoś to kiedyś zgrabnie opisze w jakiejś powieści. A Netflix czy HBO z pewnością nakręcą na jej podstawie serial.”
Książka rozpisana jest na 39 nienumerowanych, ale tytułowanych kilku bądź kilkunastostronicowych rozdziałów. Większość z nich toczy się w czasach aktualnych, w listopadzie, dosłownie kilka przyjmuje formę retrospekcji - to zdarzenia sprzed sześciu miesięcy, chwilę przed zaginięciem Heleny. Gdzieś od okolicy 150 strony dostajemy też książkę w książce - jest to fragment zarówno tego, co pisze sam Laskowski, jak i powieść kryminalna innego autora - ta druga towarzyszy nam już do końca w postaci fragmentów otwierających każdy kolejny rozdział. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a wszechwiedzący narrator podąża głównie tropem dwójki policjantów. W czasie sprzed pół roku obserwujemy samą Helenę, jak i jej wydawcę. Styl powieści jest humorystyczny, autor nie boi się stwarzać sytuacji czy dialogów absurdalnych - ale robi to w dobrym, kojarzącym się z Monty Pythonem klimacie. Ogólnie sposób wypowiedzi postaci, budowania zdań, bawienie się stylem w przytaczanych fragmentach fikcyjnych powieści dają poczucie, że autor doskonale wyczuwa słowo pisane, doskonale odnajduje się w języku polskim, nie boi się nim bawić i przekształcać tak, by oddać dokładnie to, co chce - to nie jest często spotykana umiejętność.
“Jestem przecież twoją partnerką, co nie? Na dobre i na złe. Czasami ratujemy sobie tyłki, a czasami podkładamy sobie pod tyłki ogień. Życie.”
A z niej najmocniej korzysta główny bohater, Jakub Laskowski, który jest postacią jedyną w swoim rodzaju. Trochę zadufany w sobie, trochę za mocno przekonany o swojej nieomylności i uroku osobistym, kiedy zderza swoje wyobrażenie z rzeczywistością przeważnie dochodzi do sytuacji komicznych. W tym tomie swojemu bajkopisarstwu daje wyraz inaczej niż w pierwszym - zasiada do tworzenia kryminału, co ewidentnie traktuje całkiem serio, ale my nie - dla czytelnika jest to kolejny temat do żartów.
“- Kuba, nie wiem, jak to powiedzieć… Jesteś super kolegą… Może zapominalskim, ale niesamowicie umiesz łączyć fakty. Masz kosmiczne skojarzenia, które ku zaskoczeniu wszystkich prowadzą nas do celu. I fantastyczne poczucie humoru… Jak trzeba, to nawet potrafisz szybko biec i uratować mi życie. Ale.. Potrafisz być tak oderwany od rzeczywistości. Robisz coś sobie, fantazjujesz,,, A potem jesteś rozczarowany.
- Może mam Absber… Apser… Apsperburgera?
- Nie na tym polega Asperger, którego zresztą nie masz. Nieważne, nie będę cię zdiagnozować.”
Charakter Laskowskiego równoważy Bereszyn, która jest kobietą twardo stąpającą po ziemi. Choć dopasowuje się do narracji Laskowskiego, sama tak naprawdę trzyma całą sprawę w ryzach, to ona dyryguje umiejętnościami partnera - wie, kiedy się przyda, a kiedy będzie tylko przeszkadzał. Z drugiej strony zaglądamy też nieco do jej życia prywatnego, trochę jej niepewności, co do szansy na pogodzenie pracy jako policjantki wydziału zabójstw a potencjalnego założenia rodziny. Pół żartem, pół serio Bereszyn zadaje sobie pytanie czy w ogóle ma szansę znaleźć kiedyś partnera, któremu jej zawód, jej hardość przeszkadzać nie będzie.
“ - A co do ciebie, Bereszyn… Słowo porady. Dorobek Laskowskiego może imponować, ale uważaj, żeby jego ciężar nie pociągnąć cię na dno.
- Ciężar dorobku czy ciężar Laskowskiego, szefie?”
Poza tą dwójką są postacie drugoplanowe, które skrzą się od satyry i humoru. Poczynając od policyjnego eksperta od wizerunku, poprzez wydawcę i magnata majonezowego aż po happiness manager. Autor wyciąga na wierzch stereotypy, cechy dziwne, wyróżniające, przez co sami możemy przyjrzeć się kondycji naszego społeczeństwa i trochę się z jej absurdów pośmiać.
“- (...) życie akademickie potrafi być takie nudne. Tymczasem moją pasją są kryminały! Zbrodnia, przemoc, pasja, życie na krawędzi. (...) Czyli wszystko to, czego mi brakuje podczas sprawdzania kolokwiów napisanych przez osoby studenckie.
- Przez kogo? - odczytała Bereszyn z ledwie zauważalnego ruchu warg Laskowskiego.”
Intryga kryminalna mocno oparta jest o wątek literacki, wątek wydawniczy, który zawiera kolejną satyrę - satyrę kryminału. Kryminału, który w aktualnych czasach rozszedł się w kilku kierunkach, choć tu szczególnie mocno skupiamy się na tym dość schematycznym, w którym krew leje się gęsto, a główny bohater to w sumie James Bond. Poza tym obrywa się też rynkowi wydawniczemu, który zamiast promować, szukać czegoś nowego, idzie w schemat, który przecież ciągle tak dobrze się sprawdza. Sam Laskowski biorąc się za pisanie powieści dodatkowo to ubarwia - bo czy naprawdę każdy może pisać powieści? Czasami mam wrażenie, że aktualnie tak, a rynek zalewają nie tylko wartościowe tytuły, ale też zwyczajne grafomaństwo.
Sama zagadka zbudowana jest na bazie częściowo znanych motywów, których nie kopiuje, a się nimi bawi. Jest zaskakująco rozbudowana, choć z początku wydaje się mocno dygresyjna. Fabuła nie toczy się w stałym rytmie, ale dzięki specyficznemu, humorystycznemu stylowi czytelnik się nie nudzi.
“- (...) Ludzie chcą się przy lekturze zrelaksować, wyluzować. Więc wybierają, jak wybierają.
- I jak wybierają? (...)
- Chcą poczytać o kimś pozbawionym sumienia i zdolnym do najgorszych czynów.
- Nie wiedziałem, że wydaje pan biografie polityków (...).”
Oczywiście “Mroczne wersety” można czytać niezależnie od “Krwi pod kamieniem”, to całkowicie oddzielna zagadka kryminalna, jednak, jako że sama z debiutem się zapoznałam, to mogę pokusić się o małe porównanie. Poza stałym wyczuciem stylu i absurdalnym kierunkiem humoru, te dwie powieści mocno się od siebie różnią. Brak wątku historycznego, a zatem retrospekcji na poważnie w tomie drugim sprawił, że książka trochę straciła ten fabularny balans, nie ma nic, co ciągły by ten absurdalny humor równoważyło - tego trochę mi brakowało. Sam Laskowski poprzez skupienie na powieści, zamiast na swobodnym uskutecznianym w rozmowach bajkopisarstwie też trochę na humorze stracił. To jednak detale, sama powieść pozostaje świeża i dobra, a wątek literacki, jak i książka w książce zapewniają miłośnikom literatury naprawdę dobrą zabawę. Jeśli więc szukacie powieści nieszablonowej, nie boicie się też solidnej dawki absurdu, to “Mroczne wersety” będą dobrą lekturą dla Was!
“Los bohatera powieści potrafi być okrutny. Ktoś wymyślił cię tylko po to, aby potem porzucić, jak stare, zużyte pepegi…”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem LeTra.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 17, 2024

"Krew pod kamieniem" Jan B. Bełkowski

"Krew pod kamieniem" Jan B. Bełkowski

Autor: Jan B. Bełkowski
Tytuł: Krew pod kamieniem
Data premiery: 20.11.2024
Wydawnictwo: LeTra
Liczba stron: 392
Gatunek: komedia kryminalna
 
“Krew pod kamieniem” jest zarówno debiutem literackim Jana B. Bełkowskiego, jak i przyjemnym powiewem świeżości na rynku komedii kryminalnej. Sam autor w notce biograficznej zdradza swoje zamiłowania do historii i Monty Pythona, co faktycznie ma odzwierciedlenie w jego powieści. Ponadto widać, że z polskim rynkiem kryminalnym jest za pan brat - kiedy tylko jest ku temu okazja, w tekście przewijają się znane polskie powieści kryminalne i ich autorzy, co jest naprawdę miłym akcentem.
Poza debiutowaniem na rynku książki, autor tak na co dzień pracuje w branży public relations, choć z wykształcenia jest socjologiem. Mieszka w Warszawie, ale Toruń, w którym toczy się akcja powieści, też swego czasu odgrywał w jego życiu ważną rolę…
 
Lato, Warszawa. Komisarz Jakub Laskowski z dwudziestoletnim policyjnym stażem, podwójny rozwodnik i fan słodkości zostaje wezwany do swojego przełożonego. Ten informuje go, że już dnia kolejnego jedzie na delegację do Torunia, by przyjrzeć się tam pewnej sprawie - rok temu został zamordowany dyrektor Gotyckiego Muzeum Regionalnego, jednak do teraz zagadka jego śmierci nie została rozwiązana, a żona zamordowanego nie ustaje w wysiłkach i nęka policję o przeprowadzenie rzetelnego śledztwa… Jednak to nie koniec niespodzianek - będzie mu towarzyszyć nowa krew komendy - Aleksandra Bereszyn, która jest naprawdę dobrze zapowiadającą się śledczą, jednak brakuje jej doświadczenia. Co zrobić, polecenie przełożonego trzeba wykonać… Na miejscu śledczy szybko odnajdują pewne zdjęcie, które naprowadza ich na trop wykopalisk archeologicznych sprzed trzydziestu lat. Czy to możliwe, by po takim czasie przeszłość zebrała żniwo?
 
Książka rozpisana jest na 46 nienumerowanych, ale za to tytułowanych rozdziałów liczących kilka-kilkanaście stron każdy. Akcja toczy się głównie w czasach współczesnych podczas śledztwa, choć trafia się też kilka rozdziałów-retrospekcji: z początku cofamy się aż do końcówki wojny, później przenosimy się w końcówkę lat 80-tych, by ostatecznie dojść też do wydarzeń sprzed roku. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator jest wszechwiedzący i głównie podąża za komisarzem Laskowskim, choć i od tego są wyjątki. Styl powieści jest naprawdę dobry, dopracowany. Dialogi płyną gładko, opisy podobnie, nie ma się tak naprawdę do czego doczepić. Język jest codzienny, raczej bez przekleństw, a jeśli już coś się pojawia, to w humorystycznym tonie. No właśnie, bo humor to jeden z największych plusów tej powieści. Jest on mocno widoczny w warstwie współczesnej, retrospekcje pisane są raczej na poważnie. Nie bez powodu we wstępie wspomniałam o Monty Pythonie - mam wrażenie, że humor w tej powieści jest podobny. Zawarty jest on w sumie we wszystkim: w postaciach, warstwie językowej, w sytuacjach, często bywa on na granicy śmieszności - po jej przekroczeniu żarty mogłyby okazać się niesmaczne, jednak granica nigdy nie zostaje przekroczona, przez co książka zapewnia salwy śmiechu i zero zniesmaczenia. To naprawdę duży wyczyn tym bardziej w sytuacji, gdy mówimy o debiucie - humor ten nie jest bezpieczny, jest odważny, wyśmiewa wiele cech, historyjek, afer, które faktycznie znamy z życia prawdziwego.
“- Coś jest w środku.
- Tyle już mieliśmy niespodzianek, że nie zdziwię się, jeśli jest tak sporządzona przez Judasza lista zakupów na Ostatnią Wieczerzę.”
We wstępie wspomniałam też o wątku historycznym, który zarazem dodaje powieści nuty sensacyjne i to na nim oparta jest intryga kryminalna. Przede wszystkim muszę podkreślić, że jest to odważny zabieg pod względem fabularnym - w komediach kryminalnych nieczęsto pojawiają się tego typu wątki, miks historyczno-sensacyjny dużo częściej pisany jest na poważnie. Może dzięki temu w tym wypadku tak się to sprawdza - przez to, że to coś innego, od tego do czego jesteśmy przyzwyczajeni? Historyczne niuanse, oczywiście prócz retrospekcji, przekazywane są poprzez dialogi, które choć momentami dają wrażenie dłuższych wywodów, to jednak prowadzone są ciekawie, nie tracą uwagi i zaciekawienia czytelnika. Sama intryga kryminalna prowadzona jest tempem umiarkowanym, jeśli tak się zastanowić to trochę się w tej książce faktycznie dzieje, ale humor dość ten dynamizm łagodzi, co w żadnym wypadku nie stanowi minusa powieści - w końcu jest miejsce i na kryminał, i na komedię. Co do budowy zagadki ma ona jeden słaby, nie do końca realny punkt, a związany jest z samym tytułem powieści… To jednak tylko jeden minus w całej tej historii, która jak na debiut usnuta jest naprawdę bardzo skrupulatnie, solidnie przyciąga uwagę czytelnika.
“- Jakoś nie miałam wrażenia, że atmosfera była napięta. Właśnie się zażerałeś ciastem i popijałeś domowym sokiem.
- To się nazywa robota operacyjna. Nie uczyli cię tego?”
Najlepsze zostawiłam na koniec - postacie powieści, a szczególnie kreacja Jakuba Laskowskiego zwanego Laską! Z jednej strony introwertyk mocno przywiązany do swojej rutyny, z drugiej bajkopisarz, którzy każdą napotkaną osobę “wkręca”. Jego pomysły na zagajenie, na poprowadzenie rozmowy, sposoby na wyciągnięcie od świadków tego, co chce, wywołują salwy śmiechu kończące się bólem brzucha! Miłość do jedzenia, a szczególnie słodkości tylko pogłębiła moją sympatię - jakże ją rozumiem! Jest to kreacja przemyślana, komediowa, ale wiarygodna, przez co czytelnik szybko się do niej przywiązuje.
“- Zawsze taki byłeś?
- Jestem taki, odkąd koledzy mnie lekko poddusili na koloniach w czwartej klasie podstawówki.”
Oczywiście Laska nie działa solo - towarzyszy mu Aleksandra Bereszyn. Nie jest ona tak wyrazista jak jej towarzysz, ale jak na potrzeby powieści wystarczająca. Dosyć tajemnicza, z niejasną przeszłością, którą dopiero musimy odkryć, odważna i równocześnie wierząca w doświadczenie Laska, a z drugiej strony nie bojąca się z nim dyskutować. Razem tworzą naprawdę zgrany duet.
“(...) zdążyła się już przyzwyczaić do tego, że praca z komisarzem regulowana jest rytmem jego potrzeb metabolicznych.”
Komedie kryminalne to naprawdę trudny gatunek - trzeba zbudować nie tylko solidną, poważną intrygę kryminalną, ale i przedstawić ją w sposób komediowym, ze smakiem, bez przekraczania jego granic, dlatego też moje grono autorów, których twórczość w tym gatunku lubię i cenię nie jest za szerokie. A jednak - wygląda na to, że Jan B. Bełkowski się do niego przebił! Zarówno poczucie humoru lekko ironiczne, lekko sarkastyczne, ale co najważniejsze - odważne!, jak i ta świeża sensacyjno-historyczna nutka naprawdę wzbudziły mój entuzjazm. W tej książce po prostu czuć, że autor ma doświadczenie w posługiwaniu się słowem pisanym, czuć, że bardzo dobrze zna rynek polskich powieści, szczególnie tych kryminalnych oraz po prostu - ma świetne poczucie humoru. Oczywiście książka to debiut i w pewnych momentach to widać, ale błędy są naprawdę minimalne, przez co ogólne wrażenie z lektury jest naprawdę mocno pozytywne. Z niecierpliwością czekam na drugą książkę autora!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem LeTra.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 13, 2024

"Grzebielec" Fredrik P. Winter

"Grzebielec" Fredrik P. Winter

Autor: Fredrik P. Winter
Tytuł: Grzebielec
Tłumaczenie: Monika Walczak
Data premiery: 06.11.2024
Wydawnictwo: LeTra
Liczba stron: 380
Gatunek: thriller / kryminał / groza
 
Fredrick P. Winter na co dzień jest prawnikiem, partnerem w kancelarii prawnej. Czasami jednak lubi zasięgnąć relaksu poprzez tworzenie prozy - i tak w latach 2012-2013 na szwedzkim rynku ukazały się jego dwie powieści skierowane do nastoletnich czytelników, niecałą dekadę później zwrócił się w stronę dorosłego odbiorcy - “Grzebielec” to jego pierwsza próba w tym gatunku, która na chwilę po premierze szwedzkiej, zaczęła wzbudzać zainteresowanie międzynarodowe. Obydwa jego thrillery osadzone są w branży wydawniczej.
 
6 listopada to od kilku lat data znacząca - to tej nocy atakuje seryjny morderca, który porywa swoje ofiary poprzez piwnice ich domów. Opinia publiczna tego nie wie, ale policja ma świadomość, że musi poruszać się kopanymi prawdopodobnie przez siebie tunelami. Niestety nie zostawia na miejscu zdarzenia nic prócz krwi ofiary oraz grudek ziemi, więc policja nie ma żadnego tropu, którego mogłaby się uchwycić… a tylko liczba ofiar z roku na rok się powiększa.
W tym samym czasie w jednym z mniejszych szwedzkich wydawnictw nie dzieje się dobrze - personel właśnie dostał informację, że są na skraju bankructwa. Muszą więc pilnie wyszukać coś, co ma szansę stać się bestsellerem, to jedyna szansa na uratowanie swojej pracy. Annika jest zmotywowana dodatkowo, gdyż właśnie z mężem są w trakcie szukania domu, starają się też o powiększenie rodziny... I dziwnym trafem to ona pod drzwiami wydawnictwa znajduje stos kartek, które wyglądają na maszynopis. Książka nosi tytuł “Ja jestem Grzebielec”, a podpisana jest nazwiskiem Jana Apelgrena, który sześć lat temu zapadł się pod ziemię… Czy mogą wydać książkę, której autor jest nieuchwytny?
 
Powieść rozpisana jest na prolog i trzy akty: maszynopis, dom i Grzebielec, które w sumie składają się na 89 krótkich rozdziałów. Każdy z nich otwiera zdanie bądź dwa z autobiografii Grzebielca, później historia toczy się naprzemiennie z perspektywy Anniki bądź Cecilii (policjantki prowadzącej sprawę Grzebielca). Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator oddaje zarówno to, co widzi, jak i to, co bohaterki czują. Styl powieści jest prosty, płynny, książkę czyta się dobrze.
“Wiem przecież, że ty też je słyszysz, nawet jeśli nie chcesz się do tego przyznać. Czy przed chwilą w piwnicy nie słyszałeś jakiegoś drapania?”
Kreacje obydwu głównych bohaterek są ciekawe, choć to Annika wydaje się bardziej dopracowana - Cecilia to po prostu samotna, odmawiająca bliskości policjantka, która bezskutecznie od dobrych kilku lat poświęca się jednemu śledztwu. Nie dziwi więc jej pogłębiająca się frustracja, a powody, dla których w pełni oddaje się pracy nie szukając z nikim związku czy po prostu bliskości, dosyć długo pozostają tajemnicą. Za to Annika jest dużo bardziej wyrazista. Zawodowo zajmuje się redakcją w wydawnictwie, to ona współpracowała z autorem, który sześć lat temu zaginął. Teraz poznajemy ją, kiedy jest bardzo zdeterminowana, by osiągnąć swoje cele - przede wszystkim kupić dom, bo z tym wiąże swoje dalsze powodzenia: zajście w ciążę, jak i dalszy rozwój w pracy. Determinacja jest duża, widać, że Annika nie ma problemów z wątpliwymi moralnie uczynkami, kiedy na szali leży jej interes. Dodatkowo z Anniką wiąże się pewien lęk znany pewnie wielu osobom z dzieciństwa - lęk przed wilgotnymi, ciemnymi piwnicami…
 
Jej lek jest zbieżny z miejscem ataków mordercy. Autor sprytnie gra na znanych lękach, na motywach zaczerpniętych rodem z filmowych horrorów - fabuła osadzona jest gdzieś na granicy realności, a wytworami i iluzjami wyobraźni, czytelnik tak naprawdę nie wie, czy Grzebielec to jakiś dziwny, fantastyczny stwór czy może jednak człowiek. Możemy mieć podejrzenie, że to drugie, w końcu książka to thriller, choć kto wie czy na pewno? Motywów znanych z obszarów filmowych jest więcej, dosyć wyraźne stają się one gdzieś od drugiego aktu zatytułowanego „dom”.
“W swoim wnętrzu nosiłem, tak samo jak każdy, ziarenko nienawiści, które tylko czekało, by zapuścić korzenie.”
Poza bazowaniem na nieco pierwotnym strachu, w książce podobało mi się też osadzenie akcji w środowisku wydawniczym - możemy więc nieco uszczknąć z relacji pomiędzy wydawcami a autorami (kilka rozdziałów to retrospekcje z perspektywy zaginionego autora), przyjrzeć się, jak nad książkami się pracuje. W tej powieści oczywiście dochodzą też dylematy moralne - do czego wydawca się posunie, by wydać książkę? Czy wydawanie książek kryminalnych opartych na zbrodniach prawdziwych jest w porządku w stosunku do ofiar mordercy? Czy to po prostu czerpanie zysków z cierpienia? Znane, acz bardzo ciekawe i chyba ostatnio popularne zagadnienia.
 
W mojej ocenie książka dobrze sprawdzi się jako zajmujący, odprężający thriller. Były w nim momenty, który były dla mnie za bardzo wydumane, za którymi nie do końca wiem, jaka intencja się kryła. Ale to pojedyncze przypadki, całościowo przyznaję, że bawiłam się przy niej dobrze - zderzenie ze światem wydawniczym dla mnie samej zawsze jest plusem w powieści.
“Najwyższy czas, żeby został uznany za zmarłego. Żywi nie czują się najlepiej, kiedy martwi nie chcą spoczywać w grobie.”
“Grzebielec” to spokojnie prowadzony thriller, w którym równocześnie przyglądamy się postępom (lub ich brakowi) w śledztwie i życiu redaktorki, która we własnym interesie wplątuje się w wątpliwe moralnie wybory. Ale to właśnie ona jest tą postacią najciekawszą, gwiazdą powieści, która sprawia, że czytelnik ma ciągłe wątpliwości czy to, czego doświadcza z jej perspektywy to na pewno wydarzenia prawdziwe, a może po prostu jej podejrzliwość, domysły i lęki wyniesione z dzieciństwa. Sama intryga oparta jest na kilku znanych motywach sprytnie sklejonych razem, a retrospekcje z życia autora, który teraz uznany jest za zaginionego, dobrze podbijają ciekawość czytelnika. Czy może mieć coś z tą sprawą wspólnego? Dobry thriller, przy którym bardzo łatwo można się odprężyć.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem LeTra.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!