Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwonovaeres. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwonovaeres. Pokaż wszystkie posty

stycznia 11, 2020

"Zatrutka" Ewa Przydryga

"Zatrutka" Ewa Przydryga

Autor: Ewa Przydryga
Tytuł: Zatrutka
Data premiery: 20.09.2019
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 360

„Zatrutka” to druga powieść Ewy Przydrygi. Autorka debiutowała w roku 2016 książką „Motyle i Ćmy”. Prywatnie jest nauczycielką i tłumaczką języka angielskiego, lubi podróże. Jej książki określane są jako thrillery psychologiczne, a „Zatrutka” zbiera wiele pozytywnych opinii. Czy i mnie ten tytuł zadowolił?

Historia „Zatrutki” dotyczy Piotra i Ani, młodego małżeństwa, któremu kilka miesięcy temu powiększyła się rodzina – urodziła im się córeczka, Basia. Piotr i Ania znają się od trzech lat, obydwoje są mocno doświadczeni przez życie. Teraz też nie jest im łatwo. Ania cierpi na depresję poporodową. Pewnego ranka Piotr budzi się i nie zastaje jej w domu. Jest karteczka - Ania poszła nad morze. Jej powrót jednak mocno się opóźnia. W końcu Piotr nie wytrzymuje i dzwoni na jej komórkę. Odbiera obca osoba, Ania zniknęła. Po dotarciu na miejsce Piotr znajduje porzucone ubrania, a po jego żonie nie ma śladu. Policja jest przekonana, że kobieta popełniła samobójstwo, jednak Piotr nie dopuszcza do siebie takiej możliwości. Czy ma rację? A może ślepo łudzi się bojąc sprostać prawdzie? Piotr decyduje się na samodzielne podjęcie śledztwa – musi dowiedzieć się co się stało i gdzie jest jego żona.

Książka od strony kompozycji złożona jest z prologu, 24 rozdziałów i epilogu. Wydana została starannie, w środku okładki znajdziemy całkiem przyjemnie wyglądającą mapkę wydarzeń. Mnie okładka do gustu nie przypadła, ale za to grzbiet ma bardzo ładny.



Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównym bohaterem jest Piotr. Styl, w jakim napisana jest książka, niestety kompletnie nie przypadł mi do gustu. Jest częściowo przesadnie bogaty w epitety, bardzo rozwlekły i za bardzo szczegółowy, a częściowo, jak dla mnie, za bardzo potoczny. Czytając książkę miałam wrażenie, że autorka jest ode mnie sporo młodsza i bardzo chce przenieść swój codzienny potoczny język na karty powieści. Dla mnie to duży minus, przez całą powieść się męczyłam, bardzo ciężko mi się tę książkę czytało. Zderzenie potoczności i prób nadania językowi ‘poetyckości’ w efekcie spowodowało dosyć karykaturalny wydźwięk.

A jak wypadli bohaterowie? Według mnie niestety też niekorzystnie. Miałam wrażenie, że obydwie główne postacie zebrały wszystkie nieszczęścia świata – ojciec Piotra był hazardzistą i alkoholikiem po czym popełnił samobójstwo zostawiając żonę i dwójkę małych dzieci. Po kilku latach matka i siostra zginęły pod kołami tira na wspólnej wycieczce rowerowej. Z kolei Anię przez całe życie obwinął jej ojciec za śmierć matki, która podczas ciąży zachorowała na raka. Ojciec utonął w żałobie, Anią opiekowała się starsza siostra, ale ta też ją zostawiła, bo uznała Anię za winną innego wypadku... i tak dalej, i tak dalej. Dziwne, prawda? A w chwili gdy się poznali nagle wszystko się zmieniło, Anna stała się całkowicie inną osobą. Według mnie jest to mocno naciągane.
Zachowanie każdego z bohaterów w powieści było mocno przesadne. Cały czas szarpani są dużymi emocjami, które tak jak szybko i bezzasadnie wybuchają, tak szybko się kończą, czy przechodzą w skrajnie drugie. Osoby, który poznały się chwilę temu, już zachowują się jak najbliżsi przyjaciele. Nie będę się już może rozpisywać o ich naiwności...

Teraz akcja. Tutaj też rozczarowanie. Spowalniana przez rozwlekły styl jest w sumie od początku do przewidzenia. Każdego ‘zwrotu akcji’ domyśliłam się dużo wcześniej, nic mnie tu nie zaskoczyło, nic nie zaciekawiło. To po prostu bardzo przewidywalna historia.

Wychodzi na to, że to tyle. Mimo że się starałam, tłumaczyłam sobie, że może sama się źle nastawiam, nie umiałam z książki czerpać przyjemności, a wręcz przez większą część lektury byłam mocno poirytowana. Nie wiem też co w niej tak naprawdę może się podobać, a tym samym  nie rozumiem tych pozytywnych ocen, z którymi się zetknęłam. Dla mnie to była kompletna strata nerwów i czasu, przeczytałam do końca tylko dlatego, że dostałam tą książkę do recenzji, więc musiałam być w stanie coś konkretnego o niej powiedzieć.

Moja ocena: 2/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Novae Res!

listopada 25, 2019

"Miasteczko Anterrey. Znamię" Daniel Radziejewski

"Miasteczko Anterrey. Znamię" Daniel Radziejewski

Tytuł: Miasteczko Anterrey. Znamię
Data premiery: 21.08.2019
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 282

Daniel Rzadziejewski to polski autor, który na swoim koncie ma trzy wydane powieści. Debiutował około roku 2008 powieścią „Metodyk”, w której podejrzewam, że najmocniej korzystał z własnych doświadczeń – co prawda bohater książki ma wiele problemów natury osobistej i nie tylko, ale z autorem wiąże go zawód nauczyciela języka angielskiego. Cztery lata później ukazała się druga powieść pt. „Grzech ojca”, a w tym roku trzecia pt. „Miasteczko Anterrey. Znamię”, która jest połączeniem kryminału z literaturą grozy. Prywatnie autor lubi podróżować, pisać i oczywiście nauczać.  Ostatnia powieść autora to było moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Czy udane?

Akcja „Miasteczka Anterrey. Znamię” opiera się na historii zaginięć trzech osób – 2 tygodnie temu zaginął lubiany ksiądz, chwilę później młody 14letni chłopiec, teraz aptekarka Tatiana. Śledztwo prowadzi Richard Murray wraz z nowym partnerem Stevem Smithem. W tym samym czasie na obrzeżach miasteczka dochodzi do siebie po upadku z klifu znany pisarz grozy. Niestety szybko okazuje się że mężczyzna doznał amnezji, nic nie pamięta, a kobieta, która z nim mieszka zachowuje się podejrzanie oschle i tajemniczo... Czy pisarz wiedział coś, co pomogłoby rozwiązać zagadkę zaginięć? Co te dwie sprawy mają ze sobą wspólnego?

Kompozycyjnie książka podzielona jest na prolog, 17 rozdziałów oraz epilog. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, toczy się trójtorowo – narrator podąża za Richardem, Anthonym oraz Yakshitem, jest wszystkowiedzący, wie co w przyszłości spotka bohaterów.

W powieści najbardziej interesujące wydało mi się samo miasteczko. Leży w jakimś nieokreślonym miejscu na mapie, jest jakby miejscem przejściowym, coś jakby czyśćcem. Zawsze jest tam pochmurno, ludzie są ospali, ale jak już tam trafią, to zostają na stałe. Nikt nigdy nie wyjeżdża z Anterrey, nic złego też nigdy się tam nie dzieje. Aż do teraz, kiedy nieokreślone zło przekroczyło progi miasteczka i tylko Indianin Yakshit widzi to dokładnie.
„To miejsce na pograniczu wymiarów, gdzie moc z zaświatów przenika do naszego życia doczesnego. To miejsce, do którego wkraczają dusze, by zamknąć niedokończone sprawy z poprzedniego wcielenia. To miasto po drugiej stronie życia, ale jeszcze nie w objęciach śmierci.”
Ciekawy jest też temat, który porusza książka pod koniec – nie mogę o nim niestety napisać, bo mogłabym Was naprowadzić na zakończenie. Podkreślę tylko, że zaliczam go na plus.

Ogólnie książka balansuje na pograniczu gatunków – ma w sobie zarówno kryminał jak i elementy literatury grozy, jakieś paranormalne wątki. Autor miał ciekawy pomysł na zbrodnię, niestety z wykonaniem poszło już gorzej.

Teraz pora przejść do wątków, które raczej nie wzbudziły mojego entuzjazmu.
Zacznijmy od stylu pisarza. Coś z nim było nie tak, był chyba trochę nieskładny. Kompletnie nie umiałam się do niego przyzwyczaić, cały czas coś mi nie pasowało, coś nie grało, przez co nie umiałam za bardzo wczuć się w fabułę. Widać, że autor chciał książkę urozmaicić – w fabułę powplatał fragmenty książki Anthony’ego, czasami jakieś rymowane wierszyki. Niestety nie mogę tego zaliczyć na plus, bo nie było to wplecione umiejętnie – często raziły mnie w oczy przeskoki stylów, a wierszyki były raczej śmieszne – moim zdaniem całkowicie niepotrzebne.
Od razu wspomnę też o dialogach – są one dosyć sztuczne i  pełne wykrzykników. W rzeczywistości nikt tak przecież nie mówi. Szkoda, bo może wystarczyło zmienić lekko interpunkcję, a już odbiór mógłby być ciut inny.

Teraz trochę o bohaterach. Fabuła po części opiera się na postaci pisarza, który stracił pamięć. Podobno jest znany, mieszka na uboczu Anterrey w starej leśniczówce, utrzymuje się z pisania książek. Jednak jego zachowanie było dla mnie bardzo nieprawdopodobne już od samego początku powieści. Był za spokojny, za bardzo opanowany jak na człowieka, który budzi się i okazuje się, że nie pamięta niczego. Za mało naciskał na Barbarę, która podobno z nim mieszka, ale nic mu nie chce powiedzieć o nim i o przeszłości. Że nie wspomnę o tym, że co chwilę bez powodu płakał.
Równie dziwna postacią jest śledczy Murray. Kobietę, którą widział raz, już pokochał i nie wyobraża sobie bez niej życia, partnera, z którym rano zaczął pracować, już ochrania przed oskarżeniami i nie wierzy w jego winę. Trochę dziwne, prawda? Szczególnie, że narrator kreuje go na rozsądnego mężczyznę...
No i na końcu Yakshit, Indianin, który rozmawia z duchami, przepowiada przyszłość, widzi przeszłość. Poczynając od jego imienia, poprzez wierszyki, którymi czasami się wypowiada, po dziwne, fantastyczne zjawiska, dziejące się wokół niego. Nie wiem co miała na celu ta postać, może nadanie książce głębszego sensu? Jednak mnie nie przekonała.

Mam ogólnie jeszcze trochę uwag do fabuły, ale nie będę może tu wypisywać wszystkich potknięć autora... Po prostu nie była ona dobrze przemyślana, czasami nielogiczna i nieracjonalna, chwilami zamiast straszna – śmieszna.

Nie pomaga tu też niestety okładka książki – szkoda, że grafika, która jest z tyłu, nie jest z przodu. Jest ładna, może trochę oklepana, ale niesie jakiś przekaz, ma głębię. Ta z przodu jest według mnie po prostu brzydka. Gdyby środek był zadowalający, mogłabym na nią przymknąć oko – tak niestety tylko dokłada do negatywnego odbioru całości.



Ja naprawdę nie lubię krytykować powieści. Zawsze szukam pozytywów, czegoś co podniesie wartość lektury. Tu znalazłam dwa – ciekawy pomysł na miasteczko i na kryminalne śledztwo. I niestety to tyle. Nie przekonał mnie styl, nie przekonali bohaterowie, nie przekonał przebieg fabuły. Bardzo ciężko czytało mi się tę książkę i mimo że raczej staram się doczytywać książki do końca, to gdyby to nie był egzemplarz recenzencki, na pewno odłożyłabym ją niedokończoną. Szkoda, niestety bywa i tak.

Moja ocena: 3/10

Za egzemplarz książki dziękuję autorowi!

października 16, 2019

"Pasażer na gapę" Adrian Bednarek

"Pasażer na gapę" Adrian Bednarek

Tytuł: Pasażer na gapę
Data premiery: 24.04.2019
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 408

Adrian Bednarek to dosyć głośne nazwisko na polskim rynku kryminalnym. Autor duży rozgłos zdobył swoim cyklem o Kubie Sobańskim, prawniku i seryjnym mordercy. Jego książki cechuje brutalność w opisach zbrodni i dosadność oraz zawsze pojawiający się bohater-psychopata więc sięgając po książki tego autora trzeba nastawić się na mocną lekturę! Wcześniej miałam okazję sięgnąć po jedną książkę autora, która nie była częścią serii, tj. „Skazany na zło” (recenzja tutaj!) - nie całkiem trafiła w moje gusta, ale postanowiłam dać autorowi jeszcze jedną szansę i zdecydowałam się na dobrze ocenianego „Pasażera na gapę”. Czy faktycznie ta pozycja wypadła lepiej?

Akcja „Pasażera na gapę” rozpoczyna się w szpitalu psychiatrycznym. Maciek, młody chłopak, został uznany za niepoczytalnego przy napadzie, dzięki czemu zamiast do więzienia trafił do psychiatryka. Niestety lekarz przejrzał jego podstęp i nie chce go zwolnić, więc chłopak razem ze swoją dziewczyną Magdą planują ucieczkę. Dzień przed realizacją planu do pokoju Maćka zostaje przydzielony drugi pacjent – Nowy, czyli Konrad, około 40letni mężczyzna. Maciek nie chce rezygnować z ucieczki, więc nie pozostaje mu nic innego jak wziąć Konrada ze sobą... Jak potoczą się ich dalsze losy? Kim w ogóle jest Nowy? Czy przypadkiem nie zagraża im z jego strony śmiertelne niebezpieczeństwo?

Kompozycyjnie książka prezentuje się tak jak lubię – 47 krótkich rozdziałów i epilog. Akcja powieści jest wartka, książkę czyta się zadziwiająco szybko. Jedyna moja uwaga tyczy się języka – jest bardzo potoczny, wręcz uliczny, nie stroni od przekleństw. Na początku ciężko było mi się do niego przyzwyczaić, szczególnie, że przed tą lekturą czytałam książkę, w której dbałość o piękny poprawny język była mocno widoczna. A tutaj było dla mnie trochę za potocznie, jednak rozumiem, że autor właśnie w taki sposób chciał tą opowieść przekazać, co po części, ze względu na bohaterów, było uzasadnione.

Co do bohaterów, to jak to u Bednarka bywa, cała fabuła opiera się na postaci psychopaty – tutaj jest nim Nowy. Z początku nic o nim nie wiadomo, dlatego też nie chcę za wiele o nim pisać, jednak jego przeszłość, to za co trafił najpierw do więzienia, później do psychiatryka, była okropna i ekstremalnie brutalna. W czasie ich ucieczki dla Nowego liczy się tylko wyjście na wolność i dokończenie tego, czego nie udało mu się zrobić przed złapaniem... Nic innego się dla niego nie liczy, a Maciek i Magda są tylko jego środkiem do celu.

Maciek i Magda z kolei, to zakochana młoda para. Obydwoje z dosyć trudną przeszłością, pochodzą z patologicznych czy niepełnych rodzin. Ich losy połączyły się podczas kradzieży, później razem kontynuowali tą ścieżkę. Maciek to w sumie dobry chłopak, który bardziej przez towarzystwo i los stał się tym kim jest. Z Magdą jest trochę inna historia, dziewczyna jest mniej jednoznaczna. Niemniej jednak podczas ucieczki ich jedynym pragnieniem jest bycie wolnym i znalezienie własnego kąta, gdzieś na uboczu, by wieść spokojne życie i nikomu nie rzucać się w oczy.

Fajną postacią jest też policjant – komisarz, który pierwszy raz złapał Nowego. To taki policjant z krwi i kości, który poświęca wszystko, by łapać złoczyńców. Jego rodzina trochę to rozumie, a trochę ma mu za złe, co w książce jest ciekawie przedstawione.

Akcja powieści toczy się główne w czasach aktualnych, podczas ucieczki, poprzetykana jest jednak wspomnieniami z przeszłości, a co za tym idzie, razem z biegiem akcji, coraz więcej dowiadujemy się też o przeszłości bohaterów.

Ogólnie mam wrażenie, że ta książka to była dla mnie taka trochę grzeszna przyjemność. Akcja powieści mocno mnie wciągnęła, spędziłam z nią dobrych kilka wieczorów czystej rozrywki. Język jednak trochę kłuł mnie w oczy, było też trochę „nastolatkowych” scen seksu. Nie jest to na pewno literatura wysokich lotów, ale dla relaksu i odmóżdżenia jak najbardziej można sięgnąć 😉

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res!


września 18, 2019

"Niezależność" Maurycy Nowakowski

"Niezależność" Maurycy Nowakowski

Tytuł: Niezależność
Cykl: Marcin Faron, tom 4
Data premiery: 23.07.2019
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 382

Na „Niezależność” skusiły mnie pochwały wydawnictwa. Wcześniej nawet nie słyszałam o takim autorze jak Maurycy Nowakowski, dlatego też zdziwiłam się, gdy przeczytałam, iż jest on laureatem nagrody Kryminalnej Piły z 2016 roku. Autor debiutował w 2013 roku powieścią sensacyjną „Ostry przekręt” o korupcji w piłce nożnej. I już tutaj główną rolę odgrywał dziennikarz Marcin Faron, a i w dwóch kolejnych książkach – nagrodzony „Plagiat” oraz „Przypadek” był on postacią przewodnią, więc mimo, że nigdzie nie pisze się o cyklu, to postanowiłam to w notce zaznaczyć. Sama o tym wcześniej nie wiedziałam, więc wnioskuję, że każdą jedną książkę można czytać oddzielnie.
Co ciekawe, Nowakowski jest też autorem kilku biografii zespołów muzycznych.

Powieść „Niezależność” rozpoczyna się od gali, podczas której wręczane są nagrody dziennikarskie – główną nagrodę „Ostre pióro” otrzymuje dziennikarz Marcin Faron, na co dzień pracujący w dzienniku „Raport”, który jest dosyć znaną polską gazetą całkowicie niezależną – piszą jak jest, niezależnie od nastrojów politycznych. Po gali Marcina zaczepia właściciel agencji Continuitas Piotr Lenart i proponuje mu miejsce w agencji, jednak Marcin ma wątpliwości czy pozwoli mu to zachować jego niezależność. Postanawia dowiedzieć się czegoś więcej o Contunuitas. W międzyczasie jego kolega po fachu przeprowadza długie wywiady z jedną z gwiazd polskiego kina, by napisać o niej książkę, wywiad-rzekę. Kobieta stawia na szczerość, chce w ten sposób zamknąć swoje poprzednie życie i zacząć od nowa. Niezależnie od wszystkich. Darek, wspomniany dziennikarz, prosi Marcina o pomoc z książką i przekazuje mu wszystkie nagrania... Nagrania, które jak się okazuje są śmiertelnie niebezpieczne...

Kompozycyjnie powieść składa się z 4 części i epilogu. Każda z części podzielona jest na kilka rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównie podąża za Marcinem, ale nie tylko i wyłącznie. Styl powieści jest dosyć surowy, ostry, momentami nie stroni od mocniejszych słów, jednak wszystko z umiarem i wyczuciem. Widać też dużą dbałość o język i poprawność w jego zapisie.

Głównym bohaterem jest wspomniany już dziennikarz Marcin Faron. To mężczyzna po 30stce, samotny, który całe swoje życie poświęca pracy. Jest rzetelnym dziennikarzem, który ceni sobie prawdę i sprawiedliwość. Nie odpuszcza, nigdy.

Istotną postacią, wokół której toczy się cała akcja, jest aktorka Weronika Linetty. To kobieta doświadczona przez życie, która od 5 lat próbuje wyjść z depresji. Teraz, ta książka, ma być dla niej nowym początkiem. Wera chce się odciąć od wszystkiego, od śmierci męża, od matki w polityce, od Piotra z agencji, i zacząć wszystko od nowa. Niezależnie.

Ważna rolę w powieści odgrywa też polityka, w której pierwsze skrzypce gra matka Weroniki, Mirosława Linetty. Kobieta jest wiceministrem kultury, choć powoli szykuje się, by odgrywać w polityce jeszcze ważniejszą rolę. Mirosława należy do partii mocno konserwatywnej, która aktualnie rządzi krajem, więc i jej poglądy są radykalnie prawicowe. A gdzie w tym wszystkim jest jej córka? Rodzina?

Nie będę może wymieniać wszystkich postaci, bo trochę ich jest, jednak muszę tutaj mocno podkreślić, że każda z nich ma bardzo dobrze opisaną historię, przeszłość, więc czytelnik ma odczucie jakby dobrze te postacie znał.

Akcja powieści skupia się na śledztwie dziennikarskim. Marcin, pomiędzy odsłuchiwaniem nagrań z wywiadów, poszukuje odpowiedzi, pyta i szuka. Muszę przyznać, że bardzo lubię takie kryminały, więc i w ten dałam się mocno wciągnąć. Śledztwo było poprowadzone bardzo rzetelnie, mądrze i z głową.
„Ta sprawa jest jak rozległe jezioro pokryte cienką warstwą lodu. Lepiej przejechać po cichu hulajnogą, bo jak wkroczysz czołgiem, to się zapadniesz i utoniesz.”
W książce dużo miejsca poświęca się na politykę. Bodajże od roku (a w powieści jest rok 2016) władzę w Polsce sprawuje Polska Partia Narodowa, partia skrajnie prawicowa, która wprowadzając swoje rządy, pogrąża kraj w coraz większej niezgodzie i raczej cofa jego rozwój, niż działa na jego korzyść i poprawę sytuacji wszystkich jego obywateli. Ważne by nie przeklinać, nie emanować nagością, podkreślać patriotyzm i być wierzącym katolikiem. Brzmi znajomo? Myślę, że książka po względem politycznym kraju jest bardzo aktualna, wręcz wzorowana na faktycznej, realnej sytuacji naszego kraju.
„Zwracam się teraz z osobistym apelem: Mirosławo Linetty, pani minister Rzeczypospolitej, mamo, jeszcze nie jest za późno! Dopiero wzięliście nóż do ręki, ale nie wbiliście go jeszcze w serce polskiej kultury, z której jako rząd o silnym zabawieniu narodowościowym powinniście być szczególnie dumni. Niesiemy o Polsce dobrą nowinę w świat! Nie niszczcie tego!”
Poza polityką, wiele czasu spędzamy też wśród polskich artystów. Zawsze lubiłam powieści, gdzie akcja dzieje się w pobliżach teatru lub kina, więc i tutaj miałam wielką frajdę z czytania. Nie zmienia to jednak faktu, że sytuacja artystyczna w kraju też nie ma się dobrze, a życie większości artystów jest obarczone ryzykiem, stresem i wieloma trudnymi wyborami.

Śledztwo jest dziennikarskie, głównym bohaterem jest dziennikarz, więc powieść chcąc nie chcąc kreci się wokół mediów. Dużo jest tu o zdobywaniu informacji, o źródłach, publikacjach, artykułach. Książka przybliża nam wiele różnych podejść do tego tematu.
„Od kilku dni czuję się jakby oplotła mnie pajęczyna słów, jakbym był w gęstej sieci wspomnień, wrażeń i emocji. Kalejdoskop różnorodnych informacji, z których każda może mieć jakieś znaczenie, ale też wszystkie razem mogą być o kant dupy rozbić.”  
W powieści raz po raz przewija się tytułowe słowo – niezależność. „Raport” działa pod jej hasłem, Weronika na nią stawia, a sławny polski reżyser kręci film o tymże tytule. Niemniej jednak książka mówi wiele o zależności, o układach, władzy i pieniądzach, każe zastanowić się czy w Polsce (i pewnie nie tylko tu), takie pojęcie jak „niezależność” ma w ogóle swoje miejsce...

Podsumowując, książka mnie mocno zaskoczyła! Pozytywnie oczywiście! Pierwsze sto stron to takie bardziej political fiction, pozostałe 2/3 książki to już faktycznie kryminał opierający się na śledztwie dziennikarskim. Wszystko tu jest dobrze przemyślane, dobrze uzasadnione. Bohaterowie również rzetelnie i bogato przedstawieni. Historia naprawdę mocno mnie wciągnęła, na tyle, że nawet dosyć mały druk mi nie przeszkadzał 😊 Lubię dziennikarskie śledztwa, a to było jedne z lepszych!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res!


sierpnia 15, 2019

"Wszystko do nas wraca" Arkadiusz Lawrenc

"Wszystko do nas wraca" Arkadiusz Lawrenc

Tytuł: Wszystko do nas wraca
Data premiery: 05.06.2019
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 268

„Wszystko do nas wraca” to kolejny polski debiut literacki o autorze którego nic nie wiadomo. Wyszukując jego nazwisko w sieci można znaleźć kilka wpisów, jednak nie mam pewności czy jest to ta sama osoba, więc nie będę tutaj przytaczać tak niepotwierdzonych informacji. Jego debiut do powieść kryminalna, którego akcja toczy się w okolicach Gniezna.

Akcja historii zaczyna się od pożaru samochodu. Brajan, młody chłopak, wielki fan marihuany, przypadkiem dostrzega płonienie i zafascynowany podchodzi sprawdzić co się dzieje. Okazuje się, że obok płonącego auta leży dziewczyna, której ktoś wydłubał oczy. Na miejscu razem ze strażą zjawia się policja – podkomisarz Radosław Sokołowski i komisarz Zenon Wiśniewski przejmują dochodzenie. Okazuje się, że dziewczyna ma skomplikowaną przeszłość, ale nim śledztwo ma szanse ruszyć na przód, wybucha kolejny pożar. Tym razem ofiara nie kończy w szpitalu, a w prosektorium, a to co znajdują policjanci na miejscu przerasta najśmielsze ich wyobrażenia....
„Miał przed sobą przepiękny spektakl. W głównej roli wystąpiły wielbione przez niego płomienie. Tylko one potrafiły wzbudzić w nim prawdziwą radość. Kocham ich intensywną barwę, mnogość dźwięków, jakie niosły ze sobą oraz ciepło im towarzyszące. Najbardziej jednak fascynowała go moc żywiołu, który nawet z najmniejszej iskry potrafił przeobrazić się w destrukcyjne arcydzieło.”
Od strony kompozycji książka składa się z 36 rozdziałów i epilogu. Rozdziały są króciutkie, tekst przejrzysty, czyta się szybko i przyjemnie. Samo wydanie też jest ciekawe, tytuł na okładce jest jakby trochę rozmyty, tak samo jak i numeracja rozdziałów. Narracja jest trzecioosobowa czasu przeszłego, jednak są momenty zaznaczone w tekście kursywą, kiedy jeden z bohaterów ujawnia swoje myśli – wtedy narracja przechodzi na pierwszoosobową. Narrator podąża głownie za podkomisarzem Sokołowskim, ale nie tylko – często do głosu dochodzi też wspomniany fan marihuany, okazyjnie ofiary i morderca. Styl jest dopasowany do postaci prowadzącej, narrator jest bardzo spostrzegawczy w kwestii wyglądu spotykanych osób.

Śledztwo prowadzi dosyć młody podkomisarz Radosław Sokołowski, przez wszystkich nazywany Sokół. Ogolony na łyso, dosyć przystojny, samotny, w pełni oddany pracy. Ambitny i rzetelny, wytrwale dąży do celu, nie poddaje się.
Jego partnerem jest komisarz Zenon Wiśniewski „Wiśnia”. To pan w okolicach emerytury, mocno przy kości. W pełni ufa swojemu partnerowi, który, mimo że niższy rangą, przejmuje dochodzenie.
Oczywiście przez książkę przewija się sporo postaci. Pierwsza ofiara, Anna, dosyć imprezowa dziewczyna, która chyba wolałaby zapomnieć o swojej przeszłości. Jej rodzina też jest bardzo specyficzna. Dużą rolę odgrywa też wspomniany Brajan, bardzo szczupły chłopak, któremu do szczęścia nie potrzeba wiele. Ciekawą postacią jest też prokurator, bardzo niski mężczyzna, który niby jest, a jednak go w sumie cały czas nie ma.

Akcja powieści przez większą część książki jest bardzo ciekawie poprowadzona. Bohaterowie są ciekawi, dialogi dynamiczne i lekko uszczypliwe, morderstwa ciekawe, opisy chwilami brutalne. Policja wykonuje rzetelną robotę, Sokół jest mocno zmotywowany, by znaleźć sprawcę. Przeszłość ofiar wzbudza ciekawość, a morderca który gdzieś tam jest, ale jednak nie wiadomo kto to, mocno intryguje.
Niestety 60 stron od końca wszystko bierze w łeb. W sumie miałam wrażenie, że końcówkę napisała inna osoba. Postacie nagle zmieniają się nie do poznania, ich działania czy sposób myślenia nie ma żadnego uzasadnienia, a samego rozwiązania zagadki po prostu nie ma. Morderca, owszem, zostaje wyjawiony, ale jego motywy czy wizja, którą miał mordując, niestety do końca zostaje zagadką. Naprawdę jest mi przykro, że historia została zamknięta ( w teorii, bo jak mówić o zamknięciu, kiedy nic się nie wyjaśniło?!) w taki sposób, bo książka miała duży potencjał. Przez 200 stron myślałam, że to jest naprawdę dobry kryminał i zastanawiała mnie niska ocena. No cóż, po ostatnich 60 stronach w pełni ją rozumiem.

W książce przywołany zostaje jeden z polskich raperów, a nawet nie raper, a jego piosenki. Mimo że fanką nie jestem, ale znam niektóre teksty autora, a te przytoczone w książce chwilę temu sprawdziłam. Nie wiem dlaczego narrator zarzuca artyście, że rapuje niezrozumiale – to jeden z tych polskich artystów, którzy dykcję mają doskonałą. Może bym się do tego nie przyczepiła, gdyby zakończenie tak mnie nie rozczarowało, ale kiepskie zakończenie (a raczej jego brak!) i jeszcze taki niesłuszny zarzut wobec dobrego artysty to już naprawdę dla mnie za dużo.

Mam nadzieję, że, o ile będzie, kolejna książka autora będzie dokładniej przemyślana, z logiczną i dobrze rozpisaną intrygą, bo potencjał jest, naprawdę te 200 stron czytało mi się dobrze.

Moja ocena: 5/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res!



sierpnia 12, 2019

"Requiem dla analogowego świata" Rafał Cichowski

"Requiem dla analogowego świata" Rafał Cichowski

Tytuł: Requiem dla analogowego świata
Data premiery: 12.06.2019
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 342

„Requiem dla analogowego świata” to trzecia wydana na polskim rynku książka Rafała Cichowskiego, ale pierwsza, która nie jest zaliczana do gatunku fantasy. Autor debiutował w 2015 roku książką „2049”. Jest to wizja życia w przyszłości, a zarazem satyra na czasy współczesne. Druga również jest książką o przyszłości, z tym że jeszcze dalszej. Za to „Requiem...” przenosi czytelnika ponad 20 lat wstecz, w te ostatnie lato bez komputera, po którym już nic nie było takie samo.
Autor prywatnie jest bardzo artystyczną duszą, maluje obrazy, robi zdjęcia, gra na gitarze. Ze złośliwością rzeczy martwych radzi sobie humorem, a pisanie jest dla niego tak podstawową czynnością jak spanie czy oddychanie. Warto też wspomnieć, że autor urodził się w Kutnie w 1984 roku, co mocno uwiarygadnia całą powieść.

Akcja „Requiem...” dzieje się latem 1997 roku w Kutnie. Grupa przyjaciół z podwórka, czterech 13latków właśnie rozpoczyna wakacje. Nie byle jakie, bo ostatnie takie, analogowe, bez komputera, o czym chłopcy jeszcze nie wiedzą. Jest to historia o dojrzewaniu, o marzeniach i rozczarowaniach, ale też świetne przypomnienie czasów już dawno minionych, hołd dla tego co już nie wróci.


Kompozycyjnie książka złożona jest z 6 rozdziałów – każdy opatrzony jest tytułem i datą. Rozdziały są dosyć długie, oczywiście nie są pisane jednym ciągiem, są oddzielone gwiazdką, ale też nieczęsto. Książkę zdecydowanie lepiej czyta się jednym lub po prostu dłuższym ciągiem, raczej nie jest to lektura do częstego odkładania, bo wtedy dużo można stracić z klimatu i bardzo poetyckiego stylu autora. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, narratorem jest Chudy. Odstępstwem od tego jest tylko kilka stron, na których narrator przytacza historie ludzi dotkniętych wielką powodzią, która miała miejsce tamtego lata. Wtedy narracja zmienia się na trzecioosobową czasu teraźniejszego. Narrator jest typem gawędziarza, jego myśli często odpływają na podstawie drobnych skojarzeń, dużo tutaj czegoś w stylu marzeń sennych czy po prostu marzeń i wiary w lepsze jutro. Ma bardzo żywą i wybujałą (w dobrym tego słowa znaczeniu) wyobraźnię, tworzy wiele ciekawych opowieści czy równoległych wizji przyszłości.
„Nie wiem, po co mi te wszystkie zwroty, nawet ich nie używam podczas rozmów z kolegami, jedynie w myślach. Tam zawsze dzieje się dużo więcej niż na zewnątrz. Rodzą się i znikają marzenia, powstają alternatywne wersje wydarzeń, wizje, takie jak ta przed chwilą.”
 Język, jak pisałam, jest dosyć poetycki, dla mnie to był strzał w dziesiątkę. Styl zdań dostosowany jest do emocji panujących nad narratorem – czasami zdania są bardzo długie, czasami wręcz odwrotnie. Nie brak tutaj też okazjonalnych wulgaryzmów, jednak bardzo dobrze są wpisane w tekst, nie kują w oczy. Narrator jest świetny obserwatorem rzeczywistości, swoje spostrzeżenia bez skrępowania przenosi na karty powieści.

Jak już wspomniałam, w powieści mamy paczkę przyjaciół – Chudego, Berlina, Kukiego i Wojtalę. Każdy z nich ma 13 lat, chodzą do tej samej szkoły, mieszkają na tym samym osiedlu, są przyjaciółmi z podwórka. Każdy z nich jest jednak inny. Chudy to dobry chłopak, ma dobre oceny, świetnie maluje, ale i wiele i mocno przeżywa, a rodzice na każdym kroku podkreślają mu, że może wiele w życiu osiągnąć, tym samym wywierając na nim dużą presję co do przyszłości. Berlin to taki osiedlowy cwaniak – jego tata wyjechał do Stanów, więc chłopak nie narzeka na brak pieniędzy, wszystko ma, nosi się markowo. Z drugiej strony tata nie jest obecny, mama też pojawia się w domu rzadko... Kuki to znowu przeciwieństwo Berlina. W jego rodzinie aż piszczy bieda, tata alkoholik, brat wielki fan marihuany, a mama jakby niewidzialna. Chłopiec ma też duże problemy w szkole, właśnie nie otrzymał promocji do kolejnej klasy. No i w końcu jest też Wojtala – zagorzały fan metalu, przeciwnik kościoła, a wręcz wyznawca szatana. Bardzo specyficzna postać, jednak dla chłopców ewidentnie nie jest to żadną przeszkodą w przyjaźni. Sporo zamieszania w paczce powoduje pojawienie się na osiedlu Ryby, nowej starszej dziewczyny, dla której Chudy traci głowę. Jak to na osiedlu bywa mamy też grupę starszych chłopców, którzy zastraszają młodszych, nie wolno im wchodzić w drogę. Nie wiem czy Wy pamiętacie, jak było 20 lat temu, ale wtedy cały dzień spędzało się na podwórku i co chwilę natykało na jakieś osoby – i tak też jest w tej powieści.

Ogólnie muszę przyznać, że jestem zachwycona tą książką. Styl narracji mocno mi przypasował, a bardzo wierne oddanie codzienności tamtych czasów powoduje wręcz wzruszenie. Plakaty na ścianach, jojo, vibovit, kasety z muzyką, Bravo, guma Huba Buba, trzepaki i wieczne życie podwórkowe. Chłopcy w każdej wolnej chwili grają w nogę, dziewczynki skaczą w gumę, rysuje się kredą po chodnikach i organizuje wyprawy rowerowe. W domu jedyną rozrywką jest telewizor zaopatrzony tylko w 4 kanały, więc w sumie nuda. Za to w swoim pokoju można słuchać głośno muzyki z kaset i oddawać się takim zajęciom jak rysowanie. Nie wiem jak odbiorą to młodsi czytelnicy, ale ja naprawdę czytałam to wszystko z łezką w oku.
„W głowie cisza, w sercu spokój. Jestem dokładnie w tym miejscu, w którym powinienem być, otoczony przez przyjaciół, bezpieczny i szczęśliwy. Mogę stąd ruszyć wszędzie i zrobić wszystko.”
Dużo uroku dodaje tutaj też fakt, że rzeczywistość przedstawiona jest oczami 13 letniego chłopca. Jest lekko naiwna, ale też uroczo pozytywna, pełna wiary w lepsze jutro. Jednak jest to też okres dojrzewania chłopców, kiedy emocje nieraz biorą górę, a rzeczywistość zmuszą do refleksji i możliwych rozczarowań.
„...nie mam pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi. Wiem tylko tyle, że po trzynastu całkiem racjonalnych latach świat zaczął nagle mówić do mnie w obcym języku.”
 To wiek, w którym dziecko miesza się z dorosłym, z jeden strony dziecięce marzenia gdzieś tam ciągle tkwią, z drugiej strony rzeczywistość co chwilę rozczarowuje. To okres wkraczania w dorosłość, pierwsze kontakty z papierosami, alkoholem, eksperymenty z dorosłością. To pożegnanie nie tylko z erą analogową, ale też z dzieciństwem.
 „- Masz czasem ochotę przestać być sobą i gdzieś uciec, bo to wszystko jest kompletnie bez sensu?- To chyba jest to całe dorastanie. Czytałam o tym kiedyś.- Wcale mi się to nie podoba.- A będzie jeszcze gorzej.- Dzięki, ale nie pomagasz, wiesz? Jeśli chciałaś mi poprawić humor to idzie ci fatalnie.Sorry.- To co mnie czeka? – pytam po chwili. – Oprócz mutacji, syfów i wąsów.- Dowiesz się wiele o sobie. Spojrzysz na wszystko inaczej. Zaczniesz się zastanawiać, co chcesz robić w życiu. I tak dalej.- Chciałbym rysować komiksy, kopać zawodowo piłę albo mieć zespół i grać grunge – wyrzucam z siebie jednym tchem.
- Super!- Tylko wszyscy mi mówią, żebym przestał zajmować się pierdołami i wziął się za prawdziwą robotę.- Może ci zazdroszczą? Masz jeszcze czas i możesz zrobić wszystko, jak trzeba. Oni już nie.”
Na koniec muszę tylko podkreślić kilka scen, które mnie oczarowały jeszcze mocniej niż cała książka. Scena otwierająca książkę - mecz piłki nożnej na boisku przed blokiem, to po prostu mistrzostwo! Akcja miesza się z marzeniami, a wszystko to połączone jest w bardzo obrazowy sposób. Podobna scena też zamyka powieść, co tworzy bardzo ładną klamrę, w której zamknięta jest powieść. Równie mocne wrażenie zrobiła na mnie scena odkrycia zespołu Nirvana. Tyle emocji, tyle fascynacji, tylko zrozumienia. Przeczytacie, to zrozumiecie nad czym się tak zachwycam!

Podsumowując, książka mnie oczarowała. Co prawda ciężko było mi zacząć, druk jest dosyć drobny, przez co w chwilach kiedy musiałam książkę często odkładać, miałam wrażenie, że w ogóle nie posuwam się do przodu. Jednak kiedy do książki przysiadłam na dłużej to wrażenie zniknęło, a książka mnie wręcz połknęła. Nie wiem czy to przez fakt, że jestem zbliżona wiekiem do bohatera, przez co moje dzieciństwo wyglądało całkiem podobnie, pamiętam tamte czasy i móc wrócić do nich to była dla mnie sama przyjemność. Do tego ten świetny styl opowieści i rewelacyjnie wybrany narrator tworzą z powieści naprawdę książkę wartą uwagi. Bardzo polecam ją osobom pamiętającym czasy sprzed komputera, a i jestem bardzo ciekawa, jak odbiorą ją młodsi czytelnicy. Tak myślę, że zdecyduję się na lekturę „2049”, bo po tej książce mam zdecydowanie ochotę na więcej i jestem mocno ciekawa, jaką wizję przyszłości autor przedstawił w swoim debiucie.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz powieście serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res!



sierpnia 07, 2019

"Kot psuje się od ogona" Katarzyna Zawojska - recenzja przedpremierowa

"Kot psuje się od ogona" Katarzyna Zawojska - recenzja przedpremierowa

Tytuł: Kot psuje się od ogona
Data premiery: 14.08.2019
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 296

Komedia kryminalna, wbrew pozorom, zalicza się do tych trudniejszych gatunków literackich. Intryga kryminalna musi być przemyślana, dopracowana, zaskakująca, ale nie za mocno zagmatwana. Bohaterowie śmieszni, ale pozytywni i nie naiwni. Do tego jeszcze dochodzi humor – sytuacyjny, postaci i ten zawarty w stylu – według mnie naprawdę ciężko jest trafić akurat w ten punkt, gdzie jest zabawnie, ale i inteligentnie. W końcu każdy z nas ma własne poczucie humoru, prawda? Jak napisać książkę, która będzie bawić duże grono czytelników?
Katarzyna Zawojska postawiła właśnie na ten gatunek. „Kot psuje się od ogona” jest jej debiutem literackim. Czy faktycznie dobrze bawiłam się przy jej książce? O tym za chwilę 😉

Historia książki zaczyna się pewnym rankiem. Danka, kobieta przed 30stką dwa tygodnie temu została zdradzona przez swojego przyszłego męża dokładnie w dniu ślubu. Od tej pory zabunkrowała się w mieszkaniu i oddaje się depresji. Ale tego ranka jest inaczej. Danka otwiera oczy i widzi przed sobą białego kota. Skąd się wziął? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że Danka jest jego obecnością zachwycona i kot właśnie znalazł nowy dom. Sytuacja w powieści rozkręca się, kiedy bohaterka zdradza swojej przyjaciółce Basi, że znajduje na wycieraczce zdjęcia ‘dup’. Basia szybko kojarzy, że są to części ciała należące do niedawnych ofiar morderstwa – 4 kobiety w krótkim czasie zostały otrute. Dziać zaczyna się tym bardziej, że Basia, psycholog, szybko kojarzy, że każda z ofiar była jej pacjentką... a Danka to znany i utalentowany toksykolog... Co łączy przyjaciółki ze zbrodniami? I co do tego wszystkiego ma kot?!

Od strony kompozycji książka składa się z 23 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w dwójnasób: w pierwszej osobie czasu przeszłego z punktu widzenia Danki, z punktu widzenia wszystkich innych bohaterów – w trzeciej osobie czasu przeszłego. Rozdziały mają dużo podrozdziałów, które oddzielane są zamiast zwyczajową gwiazdką, to grafiką kota – bardzo przyjemny akcent jeśli chodzi o wydanie. A skoro już jesteśmy w tym temacie, to od razu zaznaczę, że książka ma rozmiar minimalnie mniejszy od zwyczajowo przyjętego, więc tym bardziej czyta ją się szybko.
W treść książki wplecione są też rozmowy na komunikatorze oraz teksty piosenek (bohaterowie są bardzo rozśpiewani). Styl jest lekki, znajdziemy sporo nawiązań czy w ogóle cytatów ze starych polskich filmów i seriali. Co do samego humoru, to jako takiego niestety się nie dopatrzyłam. Książka ma lekki styl, ale mnie nie śmieszyła.

Cała sprawa kręci się wokół postaci Danki. Kobieta jest wielką wielbicielką herbaty, koniecznie z cukrem i cytrynką. Lubi porządek, a od zawsze, od kiedy tylko pamięta interesowały ją trucizny. Aktualnie jest dobrym specjalistą w tej dziedzinie, zna się na niej jak mało kto. Psychicznie Danka jest podłamana po zdradzie Rafała, ale do porządku pomaga jej się doprowadzić nie tylko przyjaciółka Basia, ale i kot Ptyś. Danka jest wielbicielką porządku, wolny czas spędza z książką, filmem lub na zakupach.

Basia jest przeciwieństwem Danki pod względem porządku. Jednak to ona trzyma Dankę w ryzach, jest jej wielką podporą. Zawodowo psycholog, sama na dosyć zwichrowane życie uczuciowe.

Oczywiście w komedii kryminalnej nie może zabraknąć policjanta. Tutaj mamy do czynienia z Mordeczką – dawnym znajomym dziewczyn ze szkoły, który od zawsze podkochiwał się w Basi. Teraz wyrósł na całkiem przystojnego stróża prawa, który ma potencjał na dużą karierę.

Moimi ulubionymi postaciami w książce są jednak Pani Hela i Pani Leokadia. Pani Hela mieszka w leśniczówce, ma mały domek, fajny ogródek i radzi sobie jak może. Za to Pani Leokadia jest sąsiadką Danki i uwielbia robić przetwory a potem nimi wszystkich obdarowywać 😊

Postaci oczywiście jest więcej, każda barwna, odróżniająca się na tle innych.

Co do samej intrygi to jest całkiem w porządku. Wyrywkowo czytelnik znajduje w książce jakieś rozmowy osób zamieszanych w morderstwa, ale do końca w sumie nie wiadomo kim one są. Zaciekawienie utrzymuje się przez całą lekturę, rozwiązanie jest logiczne i zaskakujące. Całość jest oparta na klasycznych szkielecie komedii kryminalnej, co na pewno trzeba zaliczyć na duży plus.

Jednak szczerze muszę przyznać, że ilość ‘dup’ w powieści raczej nie wywarła na mnie dobrego wrażenia. Nie było to dla mnie śmieszne, tak samo jak ilość piosenek i treści z nimi powiązane. Rozmowy smsowe lub na komunikatorze też jakoś nietrafione, kompletnie mnie nie śmieszyły, pozostawiały raczej niesmak. Były trochę za trywialne i chwilami obraźliwe – rozumiem, że każda przyjaźń ma swój styl, ale czytelnik jako osoba postronna, raczej nie uzna tego za śmieszne.

Ogólnie jest to lekka lektura na jeden czy dwa wieczory. Nie zachwyciła mnie, ale samą bazę miała dobrą. Po prostu nie trafiła w moje poczucie humoru.

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res!


sierpnia 02, 2019

"Rzeczy, które robisz we Lwowie, będąc martwym" Tomasz Nowakowski

"Rzeczy, które robisz we Lwowie, będąc martwym" Tomasz Nowakowski

Tytuł: Rzeczy, które robisz we Lwowie, będąc martwym.
Data premiery: 05.07.2019
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 286

Kolejny kryminał, kolejny debiut, kolejny autor, o którym nic nie znalazłam! „Rzeczy, które robisz we Lwowie, będąc martwym” swoją premierę miało na początku lipca. Książka od razu mocno intryguje tytułem, a jej niewielki rozmiar zachęca do spędzenia z nią kilku chwil czasu.

Akcja powieści, jak to bywa w kryminałach, rozpoczyna się od trupa. Zamordowany został Polak na Ukrainie, pod Lwowem, jego ciało rozszarpano, a na czole wycięto tryzub, herb Ukrainy. Jako że sprawa jest międzynarodowa, to na miejsce zdarzenia wezwany zostaje konsul Polski na Ukrainie Jan Cukierski. Sprawa zostaje utajniona przed mediami, policja nie kwapi się z szukaniem mordercy. W tym czasie w Polsce Jerzy Kawalec, nauczyciel historii w liceum oraz ksiądz Stanisław, nauczający religii w tej samej szkole, wybierają się na wakacje na Ukrainę. Jeszcze przed wyjazdem okazuje się, że zamordowany jest synem dawnego przyjaciela Jerzego, więc historyk postanawia się przyjrzeć sprawie na miejscu. Ksiądz również podchodzi do śledztwa bardzo entuzjastycznie. Co Polacy znajdą na Ukrainie? Czy było to morderstwo w imię patriotyzmu?

Kompozycyjnie książka złożona jest z 34 rozdziałów i epilogu. Rozdziały są krótkie, czyta się szybko, tym bardziej, że książka jest minimalnie mniejsza od większości książek. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, większa część akcji przedstawiona jest z perspektywy Kawalca. Styl jest bogaty, często nawiązuje do historii Polski oraz szeroko pojętej kultury – kina, literatury itp. Humor powieści jest mocno uszczypliwy, prześmiewczy i ironiczny.

Głównym bohaterem powieści jest wspomniany już kilka razy Jerzy Kawalec. Mężczyzna około 40stki, brodacz, fan średniowiecza. Dosyć nieśmiały typ, szczególnie jeśli chodzi o kobiety. Trochę wycofany z rzeczywistości, za to inteligentny, uważny i z dobrą intuicją.

Jego „Watsonem” jest ksiądz Stanisław, przez uczniów nazywany Satanisławem. To bardzo barwna i ciekawa postać. Na urlop został odesłany, po tym jak do przełożonych dotarło pomówienie o romans z gosposią. Ksiądz jest niesamowicie dobrym aktorem, lubi się stylizować na znane postacie – aktualnie jego wzorem jest ojciec Mateusz. Swoim uczniom powtarza, że mają brać przykład z tego co mówi, a nie robi, a sam twierdzi, że Bóg stworzył i oczy i piękne kobiety, więc nie ma nic złego  tym by sobie popatrzeć. Ubiera się modnie, ciężko wypatrzeć w nim księdza na urlopie.

Zamordowanym jest Bartek Leszczyński, młody chłopak, który miał rozpocząć studia medyczne na Ukrainie – jak twierdzi narrator, na tamtejsze studia zdecydowanie łatwiej się dostać, a lekarz to lekarz, dlatego też dużo Polaków wybiera właśnie ten kraj na dalszą edukację.

Co do akcji powieści, to nie jest ona jakoś specjalnie mocno rozbudowana, ale jest dobrze poprowadzona. Jednak myślę, że książka powinna mieć zdecydowanie inny tytuł, bo ten już na wstępie sugeruje rozwiązanie zagadki.

Przy omawianiu tej książki zdecydowanie więcej trzeba powiedzieć o stylu. Jak pisałam wcześniej, narrator jest uważny, zauważa dużo rzeczy, część jego spostrzeżeń dotyczących polskiej rzeczywistości jest bardzo trafna. Jednak muszę przyznać, że mimo iż lubię taki ironiczny styl opowieści, to tutaj dla mnie było to trochę za bardzo. Miałam wrażenie, że narrator widzi tylko złe rzeczy, skupia się na tym jak jest źle i brzydko i w kółko to powtarza. Ja z kolei wolę szukać pozytywów, nie lubię aż tak negatywnego podejścia, więc po jakimś czasie taka narracja zaczęła mnie po prostu irytować. Dodatkowo miałam wrażenie, że część uwag jest dosyć rasistowska, nie podobały mi się wypowiedzi o Ukraińcach czy Niemcach. Pewnie było to ironiczne podejście, jednak do mnie kompletnie nie trafiło.
„Jeśli chodzi o ogólny poziom rozpierduchy w przestrzeni publicznej, Ukraina jest właściwie jak Polska, tylko pod każdym względem trochę bardziej.”
Ogólnie historia ma potencjał, sposób przedstawienia akcji wzbudza ciekawość. Postacie również są niczego sobie, a niektóre sceny bardzo sprawnie przedstawione – mnie akurat bardzo spodobała się jedna z początkowych scen odnośnie powstania styczniowego. Jednak styl poprowadzenia narracji nie przypadł mi do gustu, jest trochę za mocno ironiczny, prześmiewczy i negatywny. Myślę, że książka na szansę znaleźć fanów wśród uważnych obserwatorów z ironicznym podejściem do życia – tacy czytelnicy na pewno będą się przy niej dobrze bawić.

Moja ocena: 5/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res!



lipca 29, 2019

"Sen winowajcy" Gustaw Strukowski - recenzja przedpremierowa

"Sen winowajcy" Gustaw Strukowski - recenzja przedpremierowa

Autor: Gustaw Strukowski
Tytuł: Sen winowajcy
Data premiery: połowa sierpnia
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 184

„Sen winowajcy” to debiut literacki Gustawa Strukowskiego. Niestety nie udało mi się dotrzeć do żadnej informacji o autorze, więc na wstępie powiem tylko tyle, że ostatnio w ręce bardzo często wpadają mi właśnie polskie debiuty kryminalne i są to spotkania przeważnie bardzo udane. Czy tak było i tym razem?

„Sen winowajcy” swoją akcję opiera na zagadce kryminalnej. W jednym z bolesławskim mieszkań znalezione zostają zwłoki kobiety w wannie. Na pierwszy rzut oka ciężko powiedzieć czy był to po prostu nieszczęśliwy wypadek i kobieta uderzyła głową w kran, czy została zamordowana. Szybko wątpliwości zostają rozwiane, kiedy w szafie znaleziony zostaje klucz francuski w połowie owinięty bandażem, a na stoliku w salonie puszka z obcymi odciskami palców. Sprawa zostaje przydzielona podkomisarzowi Nikodemowi Czerniakowi oraz aspirantowi Adamowi Smoleń. Jak szybko uda im się znaleźć sprawcę? O co chodzi w tej sprawie? Czy jest tak prosta na jaką wygląda?

Od strony kompozycji książka podzielona jest na kilka rozdziałów. Nie są numerowane, za to każdy z nich jest opatrzony tytułem. Rozdziałów (policzyłam 😉) jest 19 plus notka od autora, którą spokojnie można uznać za epilog historii. Wydarzenia opisywane są z trzeciej osobie czasu przeszłego, jednak narrator jest jakby osobną postacią, opowiada całą historię ze swojego punktu widzenia, często zwraca się bezpośrednio do czytelnika.

Styl powieści jest bardzo specyficzny. Zagadka kryminalna jest jakby tylko pretekstem do wynurzeń narratora. Humor powieści jest bardzo uszczypliwy i mocno ironiczny w stosunku do polskiej rzeczywistości. Narrator co chwilę odnosi się do rosyjskiej literatury klasycznej jak Tołstoj czy Bułhakow ale też nie brakuje wzmianek o polskich autorach jak Witkacy czy Fredro. Bohaterowie są nad wyraz wykształceni, co chwilę dzielą się z czytelnikiem swoimi filozoficznymi przemyśleniami, a nawet cytują wiersze. Nie będę czepiać się realności tego faktu 😊 Narrator też dużą uwagę przywiązuje do samego słowa, często bawi się ich ułożeniem, znaczeniem i skojarzeniem.

Historia opiera się na postaci Nikodema Czerniaka. Jest to mężczyzna przed 30stką, który miał ambicje wstąpić do służb bezpieczeństwa. Niestety dostał odpowiedź odmowną i z tego powodu mocno się rozpił. Nikodem jest samotny, jego jedynym towarzyszem prócz partnera policyjnego jest pies, dog niemiecki Viggen. Nikodem nie szanuje własnego ciała, prócz litrów alkoholu, truje się ciągle papierosami, a w łazience jego szafka wygląda jak dobrze zaopatrzona apteka. Pominę już fakt, że jada same gotowce podgrzewane w mikrofalówce... Czego trzeba Nikodemowi by przestał się wyniszczać?

Oczywiście kobiety! W zasięgu wzroku pojawia się ponętna pani prokurator, która o dziwo wykazuje zainteresowanie Nikodemem. Jak potoczą się ich losy? Czy w końcu Nikodem dozna nawrócenia?

Partnerem w pracy dla Nikodema jest Adam Smoleń. Mimo że niższy stopniem to starszy o jakieś 10 lat wiekiem. Adam jest szczęśliwym mężem i ojcem, ale sam kiedyś przechodził przez podobną fazę co Nikodem, dlatego jest wyrozumiały i stara się mu pomóc. Jest wielkim miłośnikiem horoskopów.

Akcja powieści, jak już pisałam, jest raczej tłem historii. Nie jest jakoś specjalnie rozbudowana, ale książka też nie jest za dużych rozmiarów, więc nie ma się co dziwić. Jednak jej rozwiązanie wydaje mi się trochę po części oderwane od reszty a z drugiej strony trochę banalne. Nie wiem jak to określić, po prostu mnie nie do końca usatysfakcjonowało.

Co do samego stylu prowadzenia narracji, to z początku autor szedł w dobrą stronę, ale później trochę według mojego gustu za mocno popłynął w rozważania filozoficzno-polityczne. Trochę było tego za dużo w stosunku do akcji powieści, przez co czułam się momentami trochę znużona. Jednak widzę duży potencjał w styl pisania autora, jest bardzo oryginalny i nieoczywisty, więc jeśli uda mu się w przyszłych powieściach znaleźć ten balans, by było inaczej, ale tak by nie przesadzić, to może to być naprawdę dobra lektura. Uwagi dotyczące polskiej rzeczywistości, sposobu życia, religii są naprawdę interesujące, a wnioskując po nawiązaniach i rozważaniach, autor na pewno musi być inteligentną i dobrze wykształconą osobą.

Podsumowując, książka ma potencjał. Jeśli w przyszłości autor popracuje nad kilkami punktami, to ma szansę zostać naprawdę ciekawym i oryginalnym pisarzem. Co do samej książki, to czytało się ją bardzo szybko i ciekawie, ze względu na swój niewielki rozmiar to lektura na dosłownie kilka chwil. Na pewno było to coś innego i za to biję autorowi brawo. Kolejną książkę, jeśli się ukaże, to na pewno przeczytam, choćby po to, by dowiedzieć się w którą stronę poszedł talent autora.

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res!


lipca 01, 2019

"Cztery pory śmierci" Olga Warykowska

"Cztery pory śmierci" Olga Warykowska

Tytuł: Cztery pory śmierci
Data premiery: 03.06.2019
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 196

„Cztery pory śmierci” to debiut kryminalny Olgi Warykowskiej. Wrocławianka, mocno zaangażowana w sztukę i kulturę, miała do czynienia zarówno z teatrem jak i muzyką. W wolnym czasie pisze piosenki i krótkie formy sceniczne, pasjonują ją musicale i uwielbia jeździć na rowerze. Książka „cztery pory roku” była już wydane rok temu przez wydawnictwo internetowe, teraz ukazała się w nakładzie wydawnictwa Novae Res w pełnej formie.

Akcja powieści dzieje się w Filharmonii Wrocławskiej (chociaż miasto tak naprawdę nigdzie w treści nie zostało ujawnione). Orkiestra tej instytucji właśnie odbywa ostatnie próby do koncertu „Cztery pory roku” Vivaldiego. Koncertmistrz Grzegorz Krzyżczak, zarozumiały skrzypek, z dnia na dzień wygląda coraz gorzej. W końcu podczas koncertu na żywo w czasie własnej solówki pada martwy. Policja szybko łapie podejrzanego, jednak flecista, grubasek Amadeusz Wagner, wie, że mają niewinnego człowieka. Z dobrego serca postanawia na własną rękę znaleźć prawdziwego mordercę. Amadeusz, by poprawnie funkcjonować, musi być najedzony, więc tak przeplata się przez całą historię śledztwo, muzyka i jedzenie.

Kompozycyjnie książka podzielona jest na 9 rozdziałów. W środku książki, po wewnętrznej stronie okładki, znajdziemy też bardzo humorystycznie przedstawioną mapkę.


Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator podąża śladami samozwańczego detektywa. Styl jest lekki, przyjemny, bardzo łatwy w odbiorze, z wieloma wstawkami humorystycznymi, chociaż chyba nie nazwałabym książki komedią kryminalną. Ot, lekki kryminał z przymrużeniem oka. Taki na jeden raz, króciutki, do przeczytania w jedno popołudnie. Koniecznie z pełnym brzuchem! Ewentualnie całym stołem jedzenia pod ręką 😉

Głównym bohaterem jest wspomniany już Amadeusz Wagner. Jest to młody chłopak, którego myśli cały czas uciekają w kierunku jedzenia. Wielki fan pizzy i pączków, ale nie tych z marmoladą morelową. Pół roku temu przybył do Wrocławia z Suwałk, by rozpocząć pracę w Filharmonii. Amadeusz lubi być niewidoczny, co z jego tuszą jest dosyć problematyczną kwestią. Nie pomaga też wrodzona niezdarność. Jednak jak się szybko okazuje chłopak ma dar do dedukcji, a każde kolejne odkrycia dodają mu odwagi i pewności siebie.

Ogólnie wszyscy bohaterowie powieści są bardzo ciekawymi indywidualnościami. Co, o czym szybko czytelnik się dowiaduje, całkowicie nie pasuje do orkiestry jako jedności. Każdy z uczestników uważa się za cudownego artystę i chce być za wszelką cenę słyszany. Jest dyrygent, który z Jana Kowalskiego zmienił imię na Rubin Diament, wielbiciel różowych okularów i ekstrawaganckich ubrań. Jest wspomniany już koncertmistrz Grzegorz Krzyżczak, który jest zakochanym w sobie bufonem. Mamy też Karolinę, flecistkę, podstarzałą fankę szkolnych mundurków i wstążek w warkoczykach.
„Gdy pracuje się z artystami, trzeba się przyzwyczaić, że pracuje się z dziećmi. Niektórzy nigdy nie dorastają. Nie warto się nawet denerwować”.
Prócz orkiestry w Filharmonii pracuje także wiele innych osób. Najzabawniejszą postacią jest chyba dyrektor całego przybytku, nazywany przez wszystkich Imbecylem (od nazwiska Becyl). Jest to człowiek widmo, który przed wszystkimi się chowa. Cała orkiestra śmieje się, że kto zobaczy dyrektora, to będzie miał przez cały tydzień szczęście. Jest też Marta, asystentka dyrektora, która Amadeuszowi kojarzy się z kremówką i w której po cichu się podkochuje. Mamy też Annę Serce, dyrektora finansowego, największą harpię w całej Filharmonii, której wszyscy się boją.

Na koniec wymienię jeszcze równie ciekawe postacie z policji, mianowicie inspektor Ryszard Ryszard, prowadzący śledztwo, który wizualnie jest całkowitym przeciwieństwo Amadeusza, oraz posterunkowy Popik, niezdara, ciamajda i ogólnie siedem nieszczęść.

Sporo bohaterów, prawda? A wymieniłam tylko tych najciekawszych!

Ciężko powiedzieć, czy kondycja powieściowej Filharmonii ma swoje odwzorowanie w rzeczywistości. Mam szczerą nadzieję, że nie, ale na pewno zawiera mocno podkoloryzowane, przedstawione w krzywym zwierciadle postacie artystów. To nie są zwykli ludzie, żyją według innych zasad, a może po prostu ich braku. Każdy pragnie być zauważony, szuka inspiracji, nie patrzy na innych. Na szczęście główny bohater wyłamuje się ze schematu, jest bardzo niewinny i po prostu dobry, ale też ma swoje wady (jak np. obżarstwo czy uwielbienie mamusi).

Muzyka cały czas przewija się przez powieść, w końcu nawet tytuł jest zaczerpnięty z dzieła Vivaldiego. Jednak prócz krótkiego wywodu na temat właśnie tego dzieła, nie znajdziemy tutaj wielu zachwytów nad samą muzyką. Nacisk w książce położony jest na postacie muzyków i funkcjonowanie (lub jego brak) samej Filharmonii. Wspomniane jest też, że popularność takiego ośrodka bardzo się obniżyła, niewiele osób chodzi do Filharmonii, po prostu, by się ukulturalnić. Muzyka klasyczna nie ma się aktualnie za dobrze, co raczej nie napawa radością. Tłumy do Filharmonii ściągnęły tylko po morderstwie skrzypka, w poszukiwaniu sensacji, a nie doznań zmysłowych.

Trzeba też tutaj wspomnieć o jedzeniu. Amadeusz myśli brzuchem, u niego intuicja objawia się poprzez burczenie. Bohater ciągle coś je, jak nie pączki, słodkie bułki, to pizzę, naleśniki czy nawet w McDonald’s. Ja, jako miłośnik jedzenia (jednak trochę mniejszych gabarytów nich bohater) czytałam fragmenty zachwytów nad jedzenie z przyjemnością.
„Dlaczego ludzie zabijają się nawzajem? Nie  można wszystkiego rozwiązać za pomocą słów? Albo jedzenia? Zauważył, że chudzi ludzie byli zawsze niezadowoleni. On też byłby niezadowolony, gdyby cały czas chodził głodny”.
Ogólnie książka mi się podobała. Jest lekka, zabawna, czyta się szybko i przyjemnie. Bohaterowie są ciekawi, bardzo oryginalni, a akcja zwięzła i ciekawie poprowadzona. Zakończenie minimalnie nawiązuje do klasyki kryminałów, a sam koniec chyba sugeruje możliwość kontynuacji historii. Jeśli faktycznie druga część się ukaże, to na pewno ją chętnie przeczytam.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwo Novae Res!

kwietnia 08, 2019

"Skazany na zło" Adrian Bednarek

"Skazany na zło" Adrian Bednarek

Autor: Adrian Bednarek
Tytuł: Skazany na zło
Data premiery: 3.10.2018
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 319

   „Skazany na zło” jest czwartą wydaną książką w dorobku autora Adriana Bednarka, ale, jak sam przyznaje w posłowiu, napisał ją dużo wcześniej, jako jedną z pierwszych swoich powieści, która potem przez 5 lat leżała w szufladzie. Jest to na razie jedyna osobna powieści Bednarka, poza nią na rynku dostępny jest cykl (4 tomy) o diable Kubie Sobańskim. Autor fascynuje się seryjnymi mordercami oraz II wojną światową, czemu daje upływ właśnie w „Skazanym na zło”.
Powieść opowiada historię Wiktora Hauke, 27letniego przedsiębiorcy, współwłaściciela firmy sprzedającej kolekcjonerskie przedmioty, prywatnie męża Igi, pięknej rudowłosej kobiety. Wiktor od kilku miesięcy walczy z własnymi ciągotkami alkoholowymi, co dzięki nowej kochance nie jest aż tak trudne. Pewnego popołudnia Wiktor z Moniką - kochanką wybierają się na piknik w lesie, gdzie nagle dziewczyna zaczyna się dziwnie dusić i wciągu kilku minut umiera. Wiktor nie wie co robić, spanikowany, że te wydarzenie zburzy jego dotychczasowe życie, postanawia zakopać dziewczynę w lesie. Dzień później ktoś podrzuca mu telefon z profesjonalnymi zdjęciami uwieczniającymi jego przestępstwo. Zaczyna się gra pomiędzy Wiktorem a tajemniczym szantażystą, gra o najwyższe stawki. Kto zwycięży?
Kompozycyjnie książka składa się z prologu, 24 rozdziałów i epilogu. Rozdziały nie są długie, czyta się szybko, książka w sumie wciąga od pierwszej strony. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego, gdy śledzimy losy Wiktora, w trzeciej osobie z kolei, gdy podążamy za Reżyserem (bo tak każe się nazywać wspomniany szantażysta). Co do stylu prowadzenia historii muszę przyznać, że bardzo mi się spodobał, jest bogaty w wiele nietuzinkowych porównań, które pomimo powagi sytuacji, wywołują lekki uśmiech na twarzy, a czasem i chwilową zadumę.
Głównych bohaterów powieści mamy dwóch – Wiktora i Reżysera. Wiktor prowadzi dosyć normalne życie przeciętnego człowieka, ma żonę, firmę i kredyt na głowie. Z początku powieści bohater jest w lekkim dołku finansowym, firma nie przynosi takich dochodów jak oczekiwał, a wydatki, jak to w życiu bywa, ciągle się mnożą. Bohater kocha swoją żonę, jest dla niej w stanie zrobić wszystko, na nikim innym tak mu nie zależy, a jednak w chwili słabości zamienia alkohol na młodą kochankę. Po wydarzeniach w lesie Wiktora męczą wyrzuty sumienia, ale chęć prowadzenia dotychczasowego życia z nimi wygrywa. Nie chcąc tracić tego co ma, nie zgłasza się na policję, tylko zgadza się na warunki Reżysera. Czytelnik wraz z biegiem akcji obserwuje coraz większą zmianę, która zachodzi w Wiktorze, widzi jak przesuwa się granica czynów, na które pozwala sobie bohater.
Drugą główną postacią jest Reżyser. Jest to człowiek ekstremalnie zorganizowany, niezwykle inteligenty, planujący i przygotowujący się na wiele różnych okoliczności. Psychopata i morderca, dla którego zaspokajanie swoich żądz jest jedynym życiowym celem. Im dalej w fabułę, tym czytelnik lepiej poznaje bohatera, coraz mocniej zagłębia się w jego myśli i odczucia. Reżyser tworzy Dzieła Sztuki, a żeby je stworzyć, wybiera Aktorów do swoich Dzieł, którzy po części improwizują, po części odgrywają przypisane role. Reżyser to wszystko obserwuje i nagrywa, a po wszystkim tworzy z tego ostateczne Dzieło, które dostarcza mu seksualnego spełniania. Jest to mroczna, ale i niesamowicie realistyczna postać.
Poza tą dwójką bohaterów jest tylko kilka postaci pobocznych, tj. Ida, żona Wiktora, Marek – jego wspólnik oraz Nazista – szwagier, który jest obsesyjnym zbieraczem przedmiotów z III Rzeszy i II wojny światowej.
Marek, Nazista, a w pewnym stopniu także Wiktor, są postaciami chciwymi, które dla spełnienia własnych celów są w stanie zrobić bardzo wiele. Ogólnie temat chciwości jest jednym z istotniejszych tematów poruszanych w powieści, na nim opiera się spora część powieści. „Wszyscy jesteśmy chciwi, tylko trzeba znaleźć punkt, w którym chciwość bierze górę nad rozsądkiem” (s. 201) Ten cytat jest bardzo dobrym podsumowaniem tego zagadnienia.
Akcja powieści toczy się w Krakowie i okolicach. Opis miejsc i sposób poruszania się bohaterów jest dokładnie opisany, miałam wręcz wrażenie, że razem z bohaterami poruszam się po mieście. Sporą wagę narrator także przywiązuje do szczegółowego opisu wyglądu bohaterów, pomieszczeń i przestrzeni, co daje czytelnikowi bardzo jasny obraz wszystkiego co się dzieje.
Książka, jak sam tytuł wskazuje, jest o złu, które drzemie w każdym z nas, w mniejszej lub większej części. O tym co człowiek jest w stanie zrobić, by jego życie nie uległo zmianie, jak daleko jest się w stanie posunąć i co te przesunięcie oznacza. Uczy też doceniania tego co się ma, Wiktor wiele razu podkreśla, że po tym co go spotkało, rzeczy którymi kiedyś by się przejmował są teraz błahostką. „...teraz wiele bym dał za powrót do życia mieniącego się paletą brudnej szarości. Jeśli spojrzy się z pewnej perspektywy, szara paleta może wydać się różowa”.
   W podsumowaniu, książka jest dobrym, trzymającym w napięciu thrillerem. Tak do połowy powieści czytało mi się bardzo dobrze, później niestety nie do końca umiałam się utożsamić z decyzją podjętą prze bohatera, a co za tym idzie, nie do końca rozumiałam jego postępowanie. Druga część powieści jest też niesamowicie brutalna, w niektórych momentach, przy niektórych opisach robiło mi się aż niedobrze. Także książka jest dobra, ale tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Ja, jak się okazuje, aż tak mocnych nerwów nie mam, więc nie do końca mi się ta druga część podobała. Było to dla mnie za brutalne, za mocne. Autor na pewno ma talent, ale nie do końca trafia w moje gusta czytelnicze, więc też nie wiem czy sięgnę jeszcze po jego książki.

Moja ocena: 6/10