maja 15, 2019

"Miałeś tam nie wracać" Wojciech Wójcik - zapowiedź

"Miałeś tam nie wracać" Wojciech Wójcik - zapowiedź

Wydawnictwo Zysk i S-ka rozpieszcza fanów kryminałów! 28 maja, razem ze "Znakiem kukułki" premierę będzie miała najnowsza powieść Wojciech Wójcika pt. "Miałeś tam nie wracać".Autor w swoim dorobku ma już 4 inne książki, ale dla mnie to będzie pierwsze spotkanie z jego twórczością. Jestem bardzo ciekawa lektury, bo z opisu brzmi bardzo w moim guście!


Młodość szybko przemija. A za nią czai się śmierć…
Hajnówką wstrząsa tragiczna śmierć Krzysztofa, młodego funkcjonariusza Straży Granicznej. Adam, mieszkający teraz w Warszawie, ze zdziwieniem odkrywa, że tuż przed śmiercią Krzysiek próbował się do niego dodzwonić, i to kilkanaście razy. Czego mógł chcieć? Czasy, gdy przyjaźnili się w liceum, dawno minęły. Po skończeniu szkoły Adam wyjechał z Hajnówki i przez trzynaście lat tam nie wracał. Aż do teraz… 
Przeglądając rzeczy po zmarłym, Adam trafia na zdjęcie Kasi. Dawnej miłości Krzyśka, która zaraz po maturze popełniła samobójstwo. Tylko że na fotografii Kasia wcale nie wygląda na licealistkę. Zdjęcie przedstawia kobietę po trzydziestce…
Z każdą godziną pojawiają się kolejne pytania. Kogo przed śmiercią chciał odnaleźć Krzysiek? Kim naprawdę była Kasia? I dlaczego najbliżsi Adama błagają go, by natychmiast wyjechał Z Hajnówki?



Zaintrygowani? Ja bardzo! 
Jak tylko książka do mnie dotrze, to biorę się za czytanie! Recenzja niedługo!




Autor: Wojciech Wójcik
Tytuł: Miałeś tam nie wracać
Data premiery: 28.05.2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 632



maja 13, 2019

"Morderstwo ma motyw" Francis Duncan - recenzja przedpremierowa

"Morderstwo ma motyw" Francis Duncan - recenzja przedpremierowa

Autor: Francis Duncan
Tytuł: Morderstwo ma motyw
Cykl: Mordecai Tremaine, tom 1
Tłumaczenie: Tomasz Bieroń
Data premiery: 21.05.2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 312

„Morderstwo ma motyw” to druga książka o detektywie amatorze Mordecai Tremaine, która ukazała się na polskim rynku, ale pierwsza w kolejności cyklu. Z nazwiskiem autora wiąże się dosyć ciekawa historia. Otóż w okresie świąt Bożego Narodzenia w 2015 roku w Anglii ukazała się reedycja powieści „Morderstwo na święta” tajemniczego autora Francisa Duncana, która bardzo spodobała się krytykom i czytelnikom. Wydawnictwo opublikowało powieść bez zgody właścicieli praw autorskich, jednak z adnotacją z prośbą o pomoc w ustaleniu kim był autor oraz oczywistą obietnicą pokrycia opłat licencyjnych. Wiedziano tylko, że autor publikował w lata 30-50 XX wieku i ile książek wydał. Do wydawnictwa szybko zgłosiła się córka pisarza, zdradzając że Francis Duncan to pseudonim Williama Underhilla, wykładowcy historii i ekonomii, który w wolnych chwilach pisał książki. Pomiędzy 1937 a 1953 roku wydał ok. 30 powieści, w tym 22 kryminały. Córka była zdziwiona i dosyć zaskoczona wydaniem, powiedziała, że w sumie nigdy dotąd nie czytała powieści ojca, więc tym bardziej znalezienie tej książki w księgarni to było dla niej dużym przeżyciem. Powieść autora cieszyła się dużym zainteresowaniem, więc wydawnictwo zdecydowało się na reedycję kolejnych książek. Do tej pory na rynku angielskim wznowiono 5 powieści autora. Oryginalna data publikacji powieści, o której dzisiaj będę Wam opowiadać, to rok 1947.

    Akcja powieści „Morderstwo ma motyw” toczy się na angielskiej prowincji, dokładnie w nadmorskim miasteczku Dalmering. Bohater powieści Mordecai Tremaine wybiera się w odwiedziny do zaprzyjaźnionego małżeństwa, bardzo cenionego we wspomnianej miejscowości. Po przyjeździe Mordecaia okazuje się, że w nocy miało miejsce morderstwo – ofiarą padła 35letnia kobieta Lidia Dare, która w najbliższym szykowała się do zamążpójścia. Małżeństwo Russelów prosi Mordecaia, by przyjrzał się tej zbrodni bliżej – wiedzą, że bohater pomagał już w dwóch innych śledztwach i bardzo dobrze sobie wtedy poradził. Bohater obiecuje pomoc, zastanawia się tylko jak dogada się z miejską policją... Ten problem szybko się rozwiązuje gdy Mordecai na miejscu zbrodni spotyka swojego przyjaciela Jonathana Boyce’a, funkcjonariusza Scotland Yardu. Obydwaj panowie decydują się na współpracę, chcąc jak najszybciej znaleźć sprawcę. W międzyczasie w miasteczku panuje coraz cięższa atmosfera, coraz więcej ludzi zaczyna mówić o czającym się w Damering złu...

Kompozycyjnie książka podzielona jest na 18 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w 3 osobie czasu przeszłego, w pierwszym rozdziale podąża za ofiarą Lidią, później głównie śledzi Mordecaia. Język powieści jest urzekający! Bardzo liryczny, czasami wręcz poetycki. Co za tym idzie nad lekturą powieści trzeba się skupić, książka potrzebuje uwagi i koncentracji czytelnika. W powieści często natykamy się na cytaty klasyków literatury, co świadczy o dużej erudycji i wiedzy pisarza. Styl powieści faktycznie przenosi czytelnika na początki XX wieku, sposób budowania zdań czy używane słowa często wyszły już z użytku. Tym samym muszę wspomnieć o tłumaczu – myślę, że wykonał kawał dobrej roboty! Mam nadzieję, że miał dużo frajdy przy tłumaczeniu tej powieści. Wspomnieć muszę też o okładce książki, którą możecie zobaczyć na zdjęciu – od razu wprowadza w tajemniczy, starodawny klimat...

Głównym bohaterem powieści jest wspomniany już Mordecai Tremaine. Jest to starszy, dosyć niski pan po 60tce, w binoklach, które nieustannie zsuwają mu się z nosa. Często można go spotkać z fajeczką, którą dopiero niedawno nauczył się palić – wcześniej powodowała dziwne dolegliwości żołądkowe, ale bohater chcąc wyglądać jak szanujący się detektyw amator uparcie pracował nad przyzwyczajeniem organizmu do fajki. Przez większą część życia bohater był właścicielem sklepu z tabaką, od zawsze zafascynowany zbrodniami. Często po nocach prowadził zażarte dyskusje z policyjnym lekarzem o najnowszych morderstwach. Na emeryturze mógł w pełni oddać się swojej pasji, do której ewidentnie ma spory talent – jest świetnym obserwatorem i myślicielem, potrafi posługiwać się dedukcją i łączeniem faktów jak nikt inny.
„Nie da się wejść w śledztwo i bez wahania położyć łapy na sprawcy. Najpierw trzeba się chwilę rozejrzeć, wszystko sobie poukładać i poszufladkować ludzi. Tym się właśnie zajmuję – chłonę atmosferę, próbuję wczuć się w tutejsze sprawy”.
Mordecai jest dobrym człowiekiem, dostrzega piękno świata, potrafi się nim cieszyć. Wierzy w miłość, jest zapalonym romantykiem, który dla relaksu oddaje się lekturze „Romantic Stories” ( tłum. „Romantyczne opowieści” – magazyn). Ogólnie jest to postać, której nie sposób nie polubić, ja osobiście od razu zakochałam się w tym detektywie amatorze!
Prócz Mordecaia w powieści znajdziemy sporo interesujących postaci. Po pierwsze jest policjant Boyce, też wiekowo w okolicach emerytury, który od zawsze bał się, że trafi mu się morderstwo bez motywu.
„Odkąd pamiętam, boję się, że napotkam na przestępstwo bez motywu, że wezwą mnie do rozwiązania sprawy zbrodni popełnionej bez powodu, do czegoś kompletnie bezsensownego, z czym sobie nie poradzę, bo nie będzie żadnego umysłu ani motywu, który mógłbym wytropić. I mam przeczucie (...) że właśnie się doczekałem czegoś takiego.”  
 Jest porywczy i silny Martin Vaughan, u którego w wieczór morderstwa Lidia jadła kolację. Bohater był zakochany w ofierze, która obiecała rękę innemu, więc Martin od razu staje się podejrzanym numer jeden... Jest przyjaciółka Lidii Sandra Borne, z którą Lidia dzieliła dom. Sandra jest starą panną, świetną organizatorką, bardzo uczynną i pomocną osobą. Ogólnie najbliższe towarzystwo, w którym obracamy się w książce, to postacie, które zdecydowały się na wystawienie sztuki w miasteczku, pt. „Morderstwo ma motyw”, w ten sposób chcąc zebrać pieniądze na okoliczny sierociniec. Sztuka miała zostać wystawiona za 2 tygodnie od morderstwa, aktorzy decydują się na realizację planu, mimo śmierci Lidii. Co za tym idzie razem z Mordecai czytelnik uczestniczy w próbach do przedstawienia. Towarzystwo wystawiające sztukę jest niesamowicie bogate, kobiety są piękne, ale i z charakterem, a panowie również są dosyć charakterystyczni. Ogólnie postacie w powieści są naprawdę dobrze zbudowane, każda ma swój własny rys i każda wzbudza sympatię lub fascynację.

Miasteczko Dalmering, w którym rozgrywa się akcja powieści, jest bardzo uroczą miejscowością. Klimat jest już dosyć morski, często czuć morską bryzę w powietrzu. Mieszkańców można podzielić na faktycznych stałych mieszkańców i na weekendowych przyjezdnych, którzy mają domy w okolicy. Jest wiejsko, zielono, spokojnie. Autor świetnie oddał klimat miejscowości, podczas lektury czułam się jakbym była tam razem z bohaterami. Czasami jednak ten spokój zostaje zastąpiony przez dziwny mrok czający się gdzieś niedaleko. Nikt nie wie co to i skąd się bierze, ale coraz więcej osób przekonanych jest, że pod powierzchnią spokoju czai się zło. W momentach, w których o tym mowa narracja faktycznie staje się tajemnicza i mroczna, niepokój udziela się również czytelnikowi. Ogólnie autor potrafi świetne budować napięcie, mimo że akcja powieści nie pędzi na łeb na szyję, to emocji przy czytaniu jest naprawdę dużo.

   Podsumowując, spędziłam naprawdę przyjemne chwile z tą powieścią. Mimo, że jest to kryminał, więc jest i trup, to lektura powieści wprowadza w bardzo pozytywny nastrój. Piękny klimat, liryczny styl autora, spokój małego miasteczka – to wszystko udzieliło mi się podczas lektury. Bohaterów polubiłam, uważam że postacie są świetnie zarysowane. To było bardzo przyjemne wytchnienie od współczesnych mrocznych kryminałów. Powieść, w której skupiamy się na zagadce, na wyciąganiu wniosków z obserwacji otoczenia, a nie na pościgach i strzelaninach. Jestem wręcz oczarowana i na pewno chcę więcej!

Moja ocena: 8/10

Serdecznie dziękuję za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki Wydawnictwu Zysk i S-ka!

maja 12, 2019

Ciasto bananowo-orzechowe (chlebek bananowy)

Ciasto bananowo-orzechowe (chlebek bananowy)

Składniki (mała keksówka, ew. można podwoić porcje i upiec w długiej 35cm keksówce):
  • 25g daktyli
  • 50g orzechów włoskich
  • 250g bananów (ok. 3-4 sztuki)
  • 100g masła
  • 80g białego cukru
  • 50g brązowego cukru
  • 2 małe jajka
  • 125g mąki pszennej tortowej
  • ½ łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli


Przygotowanie (10min, pieczenie 50min):
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni C (u mnie z termoobiegiem). Daktyle i orzechy siekamy, banany obieramy i rozgniatamy (robię to mikserem, jest najszybciej). Masło miksujemy z cukrami, aż będzie puszyste. Dodajemy pozostałe składniki, miksujemy do połączenia. Małą formę keksówkę wykładamy papierem do pieczenia, wylewamy do niej ciasta. Wkładamy do nagrzanego pieca na 45-50min (do suchego patyczka. Wyciągamy, studzimy w formie, dopiero po ostygnięciu wykładamy na talerz lub paterę. Smacznego!

Źródło przepisu: moje gotowanie poleca 2/2014, przepis zmodyfikowany


maja 11, 2019

"Lista Lucyfera" Krzysztof Bochus

"Lista Lucyfera" Krzysztof Bochus

Autor: Krzysztof Bochus
Tytuł: Lista Lucyfera
Data premiery: 3.04.2019
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 464
Audiobook wydany przez Pocisk / Storyside,  12h 51min, czyta Szymon Bobrowski

   „Lista Lucyfera” to pierwsza powieść Krzysztofa Bochusa dziejąca się w czasach współczesnych. Wcześniej autor zajmował się dziennikarstwem, w 2017 roku debiutował na rynku powieściowym pierwszym tomem cyklu kryminału retro. Aktualnie autor należy do Literackiej Grupy Kryminalnej TeamPOCISK, która od pewnego czasu nakładem Wydawnictwa Skarpa Warszawska promuje książki kryminalne polskich autorów. Za kilka dni będzie miała premierę kolejna książka wydana tym nakładem, mianowicie „Raz, dwa, trzy...giniesz Ty!” pióra Alka Rogozińskiego.

   „Lista Lucyfera” opowiada historię śledztwa policyjno-dziennikarskiego dotyczących brutalnych i mocno stylizowanych morderstw. Sprawę prowadzi podinspektor Suchy razem z dziennikarzem Adamem Bergiem. Po dwóch pierwszych zbrodniach Adam odbiera telefon od mordercy, nazywającego się Lucyferem, który wytypował go na swojego pośrednika  - chce by Adam publikował to co on mu powie. Bardzo dobrze się składa, bo Adam akurat dostał od szefa ultimatum, że albo znajdzie jakiś interesujący temat, albo zostanie zwolniony z pracy....

Ciężko mi dokładnie opisać jak książka wygląda od strony kompozycji, bo niestety nie miałam dostępu do książki czy ebooka, więc całą swoją recenzję opieram na audiobooku, którego wysłuchałam kilka dni temu. Książkę otwiera prolog opisujący wydarzenia z 1945 roku, kiedy to oficer SS uciekał z Trójmiasta, zostawiając za sobą kufry ze zrabowanymi polskimi dziełami sztuki. Od rozdziału pierwszego akcja powieści przenosi się w czasy współczesne, dokładnie rok 2018. Powieść podzielona jest na rozdziały (które zostały opatrzone tytułami), a te z kolei dzielą się na podrozdziały. Narracja jest trzecioosobowa i podąża głównie z bohaterem Adamem. Język prosty, książki słuchało się dobrze i bez większego wysiłku. Narrator jest mocno skupiony na otoczeniu, często raczy czytelnika dokładnymi opisami zastanej rzeczywistości.

Głównym bohaterem jest wspomniany już dziennikarz Adam Berg. Aktualnie pracuje w Kurierze, jego kariera stoi w miejscu. Nazwisko postaci stało się rozpoznawalne kilka lat temu, kiedy to odnalazł szkatułę Czartoryskiej – wielki skarb polskiej kultury. Sztuka jest jego pasją, wielką miłością, właśnie o niej chce pisać swoje artykuły. Adam jest bardzo inteligenty i uważny, ma bardzo duże poczucie sprawiedliwości. Szanuje sobie spokój, jakiś czas temu zainwestował w dom w Karkonoszach, swoją ostoję, do której teraz jeździ dosłownie w każdej wolnej chwili. Jedyne co mnie denerwowało w tej postaci to jego łatwość w rozkochiwaniu się. Bohatera poznajemy kiedy związany jest z Olą, później w tempie ekspresowym wiąże się z Mariką, która w ciągu miesiąca albo nawet mniej staje się jego wielką miłością, bez której nie wyobraża sobie życia... A na koniec wiąże się z jeszcze trzecią kobietą, koleżanką z pracy, bo jest dla niego miła i od dawna w nim zakochana... Dużo jak na jedną książkę.

Przeciwnikiem i złym charakterem powieści jest wspomniany już tytułowy Lucyfer. Jest sprytny, także piekielnie inteligentny, dokładny. Zabija w nawiązaniu do obrazów Beksińskiego, dba o każdy najmniejszy szczegół. Intryga z tym bohaterem jest skomplikowana, do końca nie wiadomo dlatego to robi i w jaki sposób dobiera swoje ofiary.

Prócz dwóch głównych bohaterów w tle przewija się sporo osób. Jest podinspektor Suchy, prokurator Zajdel, policjant Maziarz. Tak jak pisałam wcześniej jest tez kilka kobiecych postaci, Oli nie poznajemy bezpośrednio, ale Marika i ta druga dziewczyna z pracy, zostają też szczegółowo opisane.
Poza wątkiem mordercy inspirującego się obrazami Beksińskiego jest jeszcze drugi wątek – zaginionych dzieł sztuk, głównie z Bazyliki Mariackiej i Muzeum Gdańskiego. W pewnym momencie te dwa wątki się na chwilę się łączą, ale to właśnie ten o dziełach sztuki zamyka całą powieść. W tą aferę uwikłany jest tajemniczy Doktor i poważana kancelaria prawna, a także wiele innych osób... nie będę może zdradzać więcej, ale ten temat zarówno otwiera, jak i zamyka całą powieść, w taki sposób, że można przypuszczać, że historia będzie kontynuowana.

Tak jak pisałam, narrator jest bardzo uważnym obserwatorem rzeczywistości. Skupia się na rzeczach widocznych, otoczeniu, ale także na aktualnych tematach zajmujących opinię publiczną. Świetnym przykładem na to jest dialog pomiędzy prokuratorem a Adamem dotyczący polityki i ogólnie pojętej władzy. Mimo że jest to w sumie bardziej pijacki monolog niż dialog bardzo przypadł mi do gustu. W książce znajdziemy sporo takich komentarzy, które są dobrym urozmaiceniem fabuły.

Z ciekawostek muszę jeszcze wspomnieć, że u jednego z bohaterów na półce narrator zauważa książkę wydaną tym samym nakładem co „Lista Lucyfera” – „Zabójczyk pocisk” - może to szczegół, ale zwrócił moją uwagę i zrobił na mnie pozytywne wrażenie.

   Podsumowując, książka mi się podobała. Autor umiejętnie wplótł w fabułę prawdziwe fakty dotyczące zaginionych dzieł sztuki, podobał mi się także pomysł z mordercą wzorującym się na znanych obrazach. Adama polubiłam, był bogato i szczegółowo opisany. Jedyne moje zastrzeżenie o którym już wspomniałam, to te nieszczęsne romanse... Miałam wrażenie, że Marika i ten cały ekspresowy romans zostały wepchane trochę w fabułę na siłę, by później odegrać znaczącą, ale też bardzo przewidywalną rolę... Historia była zgrabnie opisana, podobał mi się nieśpieszny styl narracji. Ogólne wrażenia mam dobre i mam nadzieję, że pojawi się kontynuacja tej historii.

Moja ocena: 7,5/10


maja 10, 2019

Pasta z wędzonej makreli

Pasta z wędzonej makreli

Składniki:
  • 1 wędzona makrela
  • ½ cebuli
  • 2 jajka ugotowane na twardo
  • 2 ogórki kiszone
  • 1-2 łyżki majonezu
  • sól, pieprz


Przygotowanie (15min):
Mięso ryby dokładnie rozdrabiamy, najlepiej palcami, kawałek po kawałki, tak by pozbyć się wszystkich ości. Cebulę, ogórek i jajko kroimy w drobną kostkę, dodajmy majonez, delikatnie solimy, mocno pieprzymy i mieszamy. Przechowujemy do 3 dni w lodówce w szczelnie zamkniętym pojemniku.



maja 09, 2019

Ciaper kapusta z duszonym mięsem

Ciaper kapusta z duszonym mięsem


Składniki ( 4 porcje):
MIĘSO
  • ok. 600g szynki wieprzowej
  • 3 cebule
  • 5 łyżek mąki pszennej
  • 1 łyżeczka majeranku
  • ½ łyżeczki ziarenek pieprzu, ½ łyżeczki ziela angielskiego
  • 2-3 liście laurowe
  • esencja knorr do duszonych mięs
  • 600ml gorącej wody


CIAPER KAPUSTA
  • 8-10 średniej wielkości ziemniaków (tak jak na puree na 2 dni)
  • 400g kapusty kiszonej
  • 3 cebule
  • 2 łyżki smalcu
  • 100g boczku wędzonego (używam w plastrach)
  • sól, pieprz


Przygotowanie (1h 20min):
Zaczynamy od mięsa. Szynkę myjemy, kroimy na 6-8 plastrów. Rozbijamy lekko tłuczkiem, solimy, pieprzymy, obtaczamy w 2 łyżkach mąki. Na patelni rozgrzewamy oliwę, krótko smażymy mięso z obydwu stron (po 2 minuty z każdej strony). Mięso odkładamy, patelnię myjemy. Cebulę obieramy i kroimy w piórka. Na patelni rozgrzewamy oliwę, podsmażamy cebulę razem z przyprawami. Dodajemy pozostałe 3 łyżki mąki, zalewamy wodą, dodajemy esencję i wykładamy mięso tak by mniej więcej było przykryte sosem. Zostawiamy na małym ogniu pod przykryciem na około godzinę.
Ziemniaki obieramy, kroimy w średniej wielkości kostkę, wrzucamy do garnka z wodą. Przepłukujemy świeżą wodą, zagotowujemy w osolonej wodzie i gotujemy około 12-15min do miękkości. 2 cebule obieramy, kroimy w kostkę. W dużym garnku roztapiamy smalec, dodajemy cebulę i odcedzoną kapustę. Dodajemy kilka kropel wody, przykrywamy i gotujemy do miękkości ok. 10-15min, od czasu do czasu mieszając, pilnujemy żeby kapusta cały czas miała kilka kropel wody w garnku, by się nie przypaliła. Kroimy pozostałą cebulę i boczek w kostkę, przesmażamy na suchej patelni do ładnego zarumienienia. Ziemniaki odcedzamy, rozgniatamy na puree, dodajemy do miękkiej już kapusty, mieszamy. Dodajemy boczek z cebulą, mieszamy. Wykładamy ciaper kapustę na talerzu, obok nakładamy mięso i całość polewamy obficie sosem z mięsa. Smacznego!

maja 08, 2019

"Gambit" Maciej Siembieda

"Gambit" Maciej Siembieda

Autor: Maciej Siembieda
Tytuł: Gambit
Data premiery: 3.04.2019
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 424

   Gambit to trzecia powieść w dorobku autora Macieja Siembiedy. Pisarz od ponad trzydziestu lat zajmuje się dziennikarskimi śledztwami historycznymi. W 2017 roku debiutował na rynku powieści utworem „444” opowiadający o tajemnicy zawartej w obrazie Jana Matejki „Chrzest Władysława Warneńczyka”. Historia z „Gambitem” rozpoczęła się dla autora dawno temu. Trafił kiedyś na cmentarzu na bardzo interesujący i dziwny nagrobek, który go mocno zafrasował. Napisał wtedy reportaż prosząc czytelników gazety, w której ówcześnie pracował, o informacje, mając nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto wie coś o postaci z nagrobka. Przez długi czas nikt się nie odzywał, aż w końcu zgłosił się do autora brat zmarłego. Mężczyźni się spotkali, brat opowiedział mu nieprawdopodobną historię ich życia. Opierając się na tej opowieści autor napisał kolejny reportaż. Przeczytał go Ryszard Kapuściński, po czym poradził autorowi, by napisał o tym powieść. Autor wtedy jeszcze nie wyobrażał sobie, że mógłby napisać coś mającego objętość 400 stron... W końcu wiele lat później, „Gambit” trafił w ręce czytelników!

   Powieść opowiada historię dziejącą się od 1939 do 1990 roku, główną bohaterką powieści jest Wanda Kuryło. Czytelnik śledzi jej losy na przestrzeni lat, od czasów wojny, kiedy to jako młoda dziewczyna wstępuje do podziemia i otrzymuje do wyśledzenia tajną misję, od której powodzenia mogą zależeć dalsze losy kraju, poprzez jej pracę dla amerykańskiego kontrwywiadu, aż po emeryturę. Prócz Wandy ważną rolę w powieści odgrywa jeszcze dwójka bohaterów – braci Ostrowskich, z który jeden jest wielką miłością dziewczyny, a drugi jest wyśmienitym szachistą i konstruktorem samochodów. Losy tych trzech postaci raz mocno połączone, przecinają się później w najmniej spodziewanych momentach.

Kompozycyjnie książka składa się z prologu, części 1 (czarne – 16 rozdziałów) oraz części 2 (białe – 12 rozdziałów) i epilogu. Ważne też są słowa „od autora” zamykające całą powieść, gdzie przyznaje, że prócz postaci Wandy, reszta historii jest historią prawdziwą.  Narracja powieści prowadzona jest w 3 osobie czasu przeszłego i głównie skupia się na Wandzie. Styl autora jest bardzo filmowy, zwraca uwagę na wiele szczegółów, które jednak nie zakłócają odbioru, przez całą powieść czytelnik po prostu płynie.

Jak już wspomniałam, głównym bohaterem powieści jest Wanda. Po ojcu Łemka,  piękna i mądra dziewczyna. To właśnie ojciec zaraził ją swoja miłością do broni, nauczył ją strzelać, aż dziewczyna stała się strzelcem wyborowym. Wanda odsunęła od siebie całe swoje życie, by walczyć i służyć krajowi. Przede wszystkim jest szpiegiem, tajnym agentem, dopiero później kobietą. Podczas wojny przeżywa dwie miłości, które nie kończą się szczęśliwie. Dookoła cały czas krąży śmierć i zdrada. Wanda całe swoje życie przeżywa w pewnym zawieszeniu, niepewności, męczy ją przeszłość i niewyjaśniona historia. Jest ambitna, sprytna i wytrwała. A przede wszystkim samodzielna i zaradna. Świetna postać.

Drugim istotnym bohaterem powieści jest Włodzimierz Ostrowski – Dzidek. Ułan AK, którego losy podczas wojny splatają się z losami Wandy. Bohaterowie zakochują się w sobie, mimo trwającej wojny spędzają ze sobą cudowne, szczęśliwe chwile. Jednak nic nie trwa wiecznie, pewnej nocy ich losy się rozdzielają.. Dzidek jest dosyć tajemniczą postacią, ciężko mi o nim coś napisać... Na pewno jest wytrwały i pomysłowy. Uważny i sprytny. Silny i szybki, umie sobie radzić w każdej sytuacji.

Muszę jeszcze wspomnieć o Jerzym Ostrowskim. Od niego ta historia się rozpoczyna. W prologu, który dzieje się w 1966 roku, bohater pracuje w zakładach motoryzacyjnych. Jerzy żyje cały czas w strachu, boi się, że w końcu władza zwróci się do niego, ukarze go za coś, co kiedyś zrobił jego brat. Jest zdolnym pracownikiem, a jego pasją są szachy. Bierze udział w konkursach, jego poziom gry jest światowy. Jego losy też połączone są ściśle z Dzidkiem i Wandą.

W powieści jest wiele pobocznych postaci. Każda z nich ma jakąś rolę do spełnienia, sporo z nich istniało naprawdę. Czytelnik poznaje agentów, szpiegów, polityków, z których każdy osobno rozgrywa własną grę, można powiedzieć partię szachową... Jest dużo pionków i figur, dużo poświęceń i „zbijania”. Ale to głównie życie Wandy jest grą w szachy, dziewczyna naprawdę wiele musi poświęcić, by przeżyć, by zwyciężyć...

Muszę od razu powiedzieć, że ta powieść to według mnie mistrzostwo. Dialogi są świetne, cała historia poprowadzona wręcz filmowo, nie ma tu ani jednego zbędnego opisu, ani jednego zbędnego słowa! Ciężko mi o niej cokolwiek więcej powiedzieć, brak mi słów – jest tak dobra. Przez kilka dni dosłownie żyłam tą historią, a gdzie mi tam do powieści szpiegowskich. To jest historia życia, historia miłości, historia poświęceń. Mocna i wzruszająca. Idealna. Dalej nie mieści mi się w głowie, że większość tego wydarzyła się naprawdę.

Moja ocena: 9/10



maja 07, 2019

"Znak kukułki" Anna Bichalska - zapowiedź

"Znak kukułki" Anna Bichalska - zapowiedź

Maj jest niesamowicie obfity w interesujące premiery! Mam dla Was kolejną propozycję od Wydawnictwa Zysk i S-ka - "Znak kukułki" autorstwa Anny Bichalskiej, która premierę będzie miała 28 maja! Historia reklamowana jest jako opowieść o odmienności i poszukiwaniu własnej tożsamości. O wychodzeniu z traumy i samoakceptacji. I o opowieściach, które potrafią ocalać...

Dawno, dawno temu znaleziono mnie na skraju lasu. Nikt nie wiedział, skąd się tam wzięłam. Nikt nie wiedział, kim jestem…Alina od lat cierpi na zaburzenia snu. Jako dziecko została adoptowana, ale nie wie, kim była wcześniej. Przybrany ojciec Aliny, dawniej dziennikarz, przed śmiercią zostawia list i artykuły związane z jej odnalezieniem ponad dwadzieścia lat temu. Okazuje się, że przed laty zajmował się sprawą dziwnych zaginięć dzieci. W rozwikłaniu zagadki własnej przeszłości Alinie towarzyszy jej nowa lokatorka – tajemnicza Greta. Kim jest? Jakie skrywa tajemnice? I co łączy Alinę, Gretę, małą dziewczynkę o wielkiej wyobraźni, znanego współczesnego reżysera i pewną zapomnianą międzywojenną pisarkę?


Autorka do tej pory wydała dwie książki - debiutowała w 2015 roku powieścią fantasy "Czarci most", dwa lata później ukazało się "Wzgórze niezapominajek" - powieść kategoryzowana jako obyczajowa, o odkrywaniu tajemnic z przeszłości i poszukiwaniu własnego "ja". "Znak kukułki" brzmi dużo bardziej mrocznie i tajemniczo, dlatego jestem już bardzo ciekawa lektury! Szczególnie, że będzie to moje pierwsze spotkanie z prozą autorki! Recenzji wyparujcie w okolicach premiery!



Autor: Anna Bichalska
Tytuł: Znak kukułki
Data premiery: 28.05.2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 420




maja 06, 2019

"Powiększenie" Andrew Mayne

"Powiększenie" Andrew Mayne

Autor: Andrew Mayne
Tytuł: Powiększenie
Cykl: Theo Cray, tom 2
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Data premiery: 3.04.2019
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 350
Audiobook wydany przez Wydawnictwo W.A.B, 9h 11min, czyta Tomasz Sobczak

   „Powiększenie” jest drugim tomem cyklu o naukowcu i badaczu imieniem Theo Cray. Autor Andrew Mayne od czasów swojej młodości zajmuje się magią, ma także swój program telewizyjny. Jest osobą niepotrafiącą usiedzieć w miejscu, dużo rzeczy go ciekawi. Aktualnie współpracuje ze startupem zajmującym się technikami mikrograwitacji. Wygląda na człowieka inteligentnego z dużą naukową wiedzą. Cykl o Theo Cray w USA składa się już z trzech tomów, a autor nie wyklucza, że jeszcze się rozrośnie.
   W „Powiększeniu” od wydarzeń w pierwszego tomu minęło trochę czasu. Aktualnie Theo współpracuje ze służbami bezpieczeństwa, pomaga im w tropieniu terrorystów. Pewnego razu pod jego domem czeka mężczyzna i prosi go, by pomógł mu odnaleźć jego zaginionego syna. Theo po kłótni z szefem w pracy decyduje się na podjęcie śledztwa. Szybko okazuje się, że syn mężczyzny nie jest jedynym zaginionym chłopcem w okolicy, a dzieci opowiadają sobie legendę o tajemniczej postaci Zabaweczki. Co to wszystko znaczy? Kim jest Zabaweczka? Co się dzieje z dziećmi? Theo, jak to ma w zwyczaju, zaczyna swoje własne jednoosobowe dochodzenie, by wyjaśnić zagadkę tajemniczej postaci.
Od strony kompozycji książka składa się z prologu i 67 króciutkich rozdziałów. Każdy z nich opatrzony jest bardzo celnym, krótkim tytułem. Styl autora jest prosty, łatwo zrozumiały nawet podczas wywodów naukowych. Nie stroni od wulgaryzmów, używa ich sporo. Książka tak jak i poprzednia skupia się głownie na postaci Theo, który sprawnie tłumaczy czytnikowi swoje naukowe podejście do poszczególnych punktów śledztwa. Narracja w prologu prowadzona jest w 3 osobie czasu przeszłego, przez wszystkie rozdziały narratorem jest Theo w 1 osobie czasu teraźniejszego, co od razu powoduje, że bohater jest czytelnikowi dużo bliższy.
Theo, jak już wspominałam, pracuje przy ściganiu terrorystów. Dzięki swojemu analitycznemu umysłowi i spostrzegawczości odnosi spore sukcesy. W życiu prywatnym utrzymuje dalszy kontakt z Jullian, kobietą z którą wiele przeżył w „Naturaliście”. Mimo tego, że jak twierdzi nie umie normalnie odczuwać uczuć, to Jullian jest dla niego bardzo ważna i bohater liczy się z jej zdaniem. W tym tomie Theo posługuje się ulepszonym programem do tropienia morderców, którego „ojca” poznaliśmy w pierwszym tomie. Teraz jest to „Predox” i jest dużym wsparciem dla bohatera w prowadzonym śledztwie. Bohater nadal jest samotnym wilkiem, działa w pojedynkę, ale w tym tomie ma większy dostęp do danych dzięki swojej legitymacji z pracy ze służbami. Jest spostrzegawczy i inteligentny, chociaż jak na tak mądrego faceta, podejmuje sporo nieracjonalnych, a wręcz głupich decyzji.
Przeciwnikiem Theo jest Zabaweczka. Nie wiadomo kim jest, gdzie jest i w jaki sposób działa. Wśród lokalnych dzieci krąży jednak plotka o Zabaweczce, Afroamerykaninie w białym samochodzie, który rozdaje dzieciom zabawki. Taki Czarny Święty Mikołaj, jak opisuje go bohater. Zabaweczka jest bardzo sprytny i inteligentny, od wielu lat skutecznie zaciera ze sobą ślady.
W tym tomie miałam wrażenie, że jest mniej naukowej wiedzy niż w „Naturaliście”. Theo oczywiście wykorzystuje swoją wiedzę w śledztwie, wpada na wiele genialnych pomysłów, na które zwyczajny człowiek by nie wpadł. Bohater sporo dostrzega i na tej podstawie wyciąga wnioski, można powiedzieć, że w „powiększeniu” jest takim samozwańczym profilerem, świetnie wchodzi w umysł mordercy.
W książce spotykamy się też z magią, wierzeniami i kultami religijnymi. Temat jednak nie jest bardzo rozbudowany, odniosłam wrażenie, że autor chciał zawrzeć w książce swoją profesję, ale potraktował to bardzo symbolicznie. Wydaje mi się, że gdyby bardziej zagłębił się w te tematy, próbował w ten sposób wytłumaczyć wydarzenia, książka byłaby ciekawsza. A tak miałam wrażenie zmarnowanego potencjału.
Szczerze nie wiem co mam jeszcze napisać o tej książce. Akcja powieści toczy się szybko, sposób budowania świata przedstawionego jest dokładnie taki sam jak w tomie pierwszym. Theo postępuje też tak samo jak w „Naturaliście”, chociaż umocniony tamtym sukcesem, jest jeszcze bardziej pewny siebie, miałam czasami wrażenie, że w oczywistych sytuacjach bohater zapomina pomyśleć. Musze powiedzieć, że jestem rozczarowana tym tomem, może gdyby to było moje pierwsze spotkanie z cyklem, to byłabym bardziej zadowolona, a tak miałam wrażenie, że wszystko to jest wtórne. Nie wiem czy sięgnę po kolejny tom cyklu, aktualnie jestem raczej na nie.

Moja ocena: 5,5/10



maja 05, 2019

Kasza jaglana z kurkami i jajkiem sadzonym

Kasza jaglana z kurkami i jajkiem sadzonym



Składniki (2 duże porcje):
  • 2 woreczki kaszy jaglanej (200g)
  • ok. 200-250g kurek świeżych lub mrożonych
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 łyżki posiekanej natki pietruszki
  • oliwa, sól, pieprz
  • 4 jajka
  • 2 łyżki masła


Przygotowanie (15-20min):
Kaszę gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu (przeważnie 15min). Świeże kurki oczyszczamy, większe kroimy na kawałki. Cebulę obieramy, kroimy w kostkę, czosnek obieramy i rozgniatamy. Na patelni rozgrzewamy łyżkę masła, dodajemy cebulę i czosnek, przesmażamy. Po 2 minutach dodajemy kurki (mrożone rozmrożą się od razu na patelni), solimy, pieprzymy, podsmażamy. W tym czasie na drugiej patelni rozpuszczamy drugą łyżkę masła, wbijamy jajka, tak by żółtka pozostały nienaruszone, soli. Do kurek dodajemy ugotowaną kaszę, natkę pietruszki, polewamy lekko oliwą, mieszamy. Ewentualnie doprawiamy jeszcze solą i pieprzem. Kaszę wykładamy na talerze, na nią nakładamy jajka. Podajemy, smacznego!

Źródło przepisu: kwestiasmaku.com, przepis zmodyfikowany

maja 04, 2019

"Nie umieraj do jutra" Wacław Gluth-Nowowiejski

"Nie umieraj do jutra" Wacław Gluth-Nowowiejski

Autor: Wacław Gluth-Nowowiejski
Tytuł: Nie umieraj do jutra
Data premiery: 24.04.2019
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 164
Audiobook wydany przez Wydawnictwo Marginesy, 5h 28min, czyta Andrzej Ferenc

   Wacław Gluth-Nowowiejski jest pierwszym autorem, którego nazwisko podczas reaserchu do recenzji po wpisaniu w wyszukiwarce nie wyskakuje jako pisarz. Pierwsze pozycje dotyczą powstania warszawskiego i portali historycznych. Tak, autor był powstańcem, był robinsonem, przeżył to, o czym opowiada w tej niezwykłej książeczce. „Nie umieraj do jutra” to drugie wydanie zbioru 10 opowiadań autora. Pierwsze wydanie miało miejsce w roku 1982 i wyszło nakładem Krajowej Agencji Wydawniczej. Teraz, niecałe 40 lat później, za jego wznowienie odpowiada Wydawnictwo Marginesy.

  Książeczka, jak już wspomniałam, składa się z 10 opowiadań. 8 z nich jest opisem wydarzeń prawdziwych, 1 to legenda oraz 1 to autobiografia autora. Wydarzenia opisane w książce miały miejsce po powstaniu warszawskim a przed wyzwoleniem Warszawy, czyli opisują okres okołu stu dni. W tym czasie w pozornie wyludnionej Warszawie ukrywało się około tysiąca osób, wielu z nich nie przeżyło. Nazywa się ich Robinsonami Rzeczypospolitej Gruzów. Ich życie w tym czasie głownie polegało na przetrwaniu. Codziennie walczyli o wodę, jedzenie i ciepło. Ciągle skupieni, nasłuchujący odgłosów otoczenia. Szukający schronienia przez zimnem i nazistami, ukrywający się w rurach, piecach czy w ruinach budynków. 
Szansą na przetrwanie są tylko czapka niewidka, poruszanie się bezszelestnie, omijanie wielkim łukiem niemieckich ścieżek”.
Przeważnie ukrywali się w mniejszych lub większych grupach, ale byli też ci samotni, którzy w pojedynkę musieli stawić czoła wyzwaniom. Trwali pełni nadziei na ocalenie, przekonani, że taki stan rzeczy nie może trwać wiecznie. 
„Musisz wytrzymać jeszcze trochę. Nie zostawiaj mnie! Nie umieraj do jutra!” 
Kim byli Robinsonowie? Zwykłymi ludźmi, powstańcami, piekarzami, nastolatkami, kobietami, mężczyznami... To ludzie, którzy z różnych powodów zostali w swoim mieście, które wtedy nie należało już do nich. Ludzie doświadczeni wojną, okrucieństwem i niesprawiedliwością, którzy musieli być w stanie zrobić wszystko, by się obronić. 
„Uczniaki zamiast siedzieć w szkolnych ławkach, wypełniają narodową misję! Uczymy się życia na gwałcie. Poznajemy dwa rodzaje śmierci: dobrej i złej, dwa rodzaje przemocy: nikczemnej i sprawiedliwej. Zaledwie doświadczyliśmy życia, stajemy się sędziami...”
Każde z opowiadań ma swojego głównego bohatera. Narracja prowadzona jest różnie, raz w 1 raz w 3 osobie. Najmocniej trafiło we mnie opowiadanie o chłopcu, nastolatku, który został tak srogo doświadczony przez wojnę, który wyniósł z wojny tyle lekcji, żeby był w stanie chronić tych starszych od siebie. Równocześnie, patrząc literacko, narracja tego powiadania była poprowadzona dosyć dziwnie. Były wtrącenia chłopca, narrator zwracał się tez bezpośrednio do czytelnika, takie trochę pomieszanie. Ale poza tą jedną uwagą, to poza tym opowiadania były napisane naprawdę piękne, ale i niosły wiele smutnych emocji. Miałam okazję wysłuchać audiobooka, słuchałam na dwa razy, ale i tak myślę, że mogła go rozbić na więcej części, bo temat jest naprawdę ciężki. W aktualnych czasach, teraz, w tym życiu, naprawdę ciężko jest sobie wyobrazić co ówcześni ludzi musieli przeżywać. Dlaczego człowiek człowiekowi zrobił tyle krzywdy, dlaczego nikt temu nie zapobiegł... Straszne, chwytające za gardło emocje dopadały mnie w trakcie tej lektury. Ale aż głupio mówić o swoich odczuciach, wiedząc że to wszystko działo się naprawdę...

Ale wracając jeszcze do wydania książki. Każda z historii opatrzona została notkami biograficznymi bohaterów opowiadań i ich rodzin, więc czytelnik ma okazję dowiedzieć się jak potoczyły (czy w ogóle) się ich dalsze losy. Dodatkowo wydanie opatrzone zostało ilustracjami, zdjęciami, mapkami, kopiami dowodów osobistych – podczas pisania recenzji spojrzałam na wersję ebooka, niestety nie miałam dostępu do wersji papierowej, ale wygląda na to, że wydanie zostało przygotowane porządnie i z klasą. Książka na pewno warta jest zakupu, nie dosyć, że opowiada o prawdziwych wydarzeniach, to jest także piękna literacko i wizualnie.

   Podsumowując, o książkach poruszających prawdziwe wydarzenia z wojny pisze się naprawdę ciężko. Nigdy nie wiem jak je ocenić, bo jak ocenić historię i przeżycia osób w niej uczestniczących? Temat jest poważny i smutny, niesie wiele przytłaczających emocji. Książka na pewno warta jest przeczytania, nie wiem co na nią powiedzą historycy, ale dla mnie - laika to było duże przeżycie. Tak naprawdę dopiero teraz poznałam historię warszawskich Robinsonów.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała na potrzeby portalu czytampierwszy.pl