sierpnia 11, 2019

Zapiekana cukinia caprese

Zapiekana cukinia caprese


Składniki (2 porcje):
  • 2 spore cukinie
  • 2 ząbki czosnku
  • oregano, sól, pieprz, oliwa
  • 2 pomidory
  • 1 kulka mozzarelli
  • kilka listków bazylii


Przygotowanie (10min + 32 min pieczenia):
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni C. Cukinie myjemy, rozcinamy wzdłuż na pół, środek delikatnie wydrążamy łyżeczką, tak by nie uszkodzić boków. (Z wydrążonej cukinii można zrobić np. zupę krem, przepis wkrótce!) Blachę wykładamy papierem do pieczenia, wykładamy cukinię, każdą z połówek nacieramy rozgniecionym czosnkiem, skrapiamy oliwą, posypujemy oregano, solą i pieprzem. Delikatnie nakłuwamy widelcem i wkładamy do pieca na 20 minut. W tym czasie myjemy pomidory i razem z mozzarellą kroimy na plasterki. Gdy cukinia się upiecze to wykładamy jej środek na zmianę plasterkami pomidora i mozzarelli, solimy, pieprzymy, posypujemy oregano i wstawiamy do pieca na kolejne 12 minut, tak by ser się ładnie rozpuścił. Po tym czasie wyciągamy z pieca, nakładamy na talerze, na każdą z nich nakładamy kilka listków bazylii i skrapiamy oliwą. Podajemy, smacznego!

Źródło przepisu: kwestiasmaku.com, przepis zmodyfikowany


sierpnia 09, 2019

"Cecylio, obudź się!" Dorota Wójcik

"Cecylio, obudź się!" Dorota Wójcik

Tytuł: Cecylio, obudź się!
Data premiery: 31.07.2019
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 288

„Cecylio, obudź się!” to, jak głosi okładka, rewelacyjna komedia obyczajowa. Zarazem jest to także debiut literacki Doroty Wójcik – matki, żony, kobiety bardzo optymistycznie nastawionej do świata.Autorka w wolnych chwilach lubi malować oraz wymyślać historie z dużą dawką czarnego humoru. Jak przyznaje w jednym z wywiadów, podróż do Chin to jej wielkie marzenie, a cała kultura wschodu budzi w niej ogromną fascynację – stąd też naturalna była dla niej postać Minga i zapożyczenia kultury chińskiej do tradycji polskich, które odkrywamy w jej powieści 😉

Historia „Cecylio, obudź się!” rozpoczyna się z przytupem – tytułowa Cecylia, kobieta po 40stce odkrywa nagle, że jej mąż ma romans. Rozsierdzona i wściekła wyrzuca go z domu, a sama, w chwili gdy tylko otrzymuje list o śmierci i pogrzebie wujka Leopolda, wsiada do swojego zdezelowanego auta i wyrusza do rodzinnej miejscowości, byle dalej od domu i męża- zdrajcy. Jej podróż obfituje w wiele niespodzianek i dziwnych zdarzeń, a już to co zastaje w Płotach Małych po przyjeździe do wujowskiej posiadłości przechodzi wszelkie pojęcie! Cecylia postanawia jednak zostać trochę dłużej w sielskich klimatach polskiej wsi, by przemyśleć wszystko i poukładać swoje życie na nowo. Czy kobieta podejmie właściwe decyzje? Czy w końcu znajdzie szczęście?

Od strony kompozycji książka składa się z 32 krótkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego, narratorem jest oczywiście Cecylia. Styl powieści jest bardzo lekki, przyjemny do czytania. Humoru jest dużo, zarówno w dialogach, samych postaciach, jak i w wielu absurdalnych sytuacjach.

Pierwsze skrzypce w powieści odgrywa oczywiście tytułowa Cecylia. Swoje znielubione imię zawdzięcza babce, która była harpią i nigdy się nie uśmiechała. Wizualnie kobiety podobne są do siebie jak dwie krople wody, co też wszyscy znający babkę na każdym kroku powtarzają.
„Cecylia wróciła i teraz będzie jak dawniej.”
Nasza Cecylia jednak w przeciwieństwie do babki uśmiechać się bardzo lubi. To kobieta dojrzała, która całe swoje dorosłe życie poświęciła życiu rodzinnemu. Nie ma nic swojego, nigdy nie pracowała, w swojego męża była wpatrzona jak w obrazek.
„Wyciskałam z siebie siódme poty, żeby dziecko i mąż poczuci ciepło ogniska domowego. Podsycanie ognia zajęło mi dwadzieścia lat. Przez ten czas zapomniałam nie tylko o studiach, ale także o sobie...”
A tu nagle zdrada. Na szczęście charakter Cecylii do uległych nie należy, jest dosyć wybuchowa, z dużym poczuciem własnej wartości. W sytuacjach zagrożenia reaguje szybko, ale też ma niesamowite szczęście do przyciągania pechowych zdarzeń. A wiadomo – jak się sypie, to wszystko na raz. Cecylia jednak nie traci głowy, pora zawalczyć o swoje.

Powieść naszpikowana jest ciekawymi i zabawnymi postaciami. Każdy z rodziny Cecylii jest indywidualistą, z bardzo oryginalnymi pomysłami. Prócz nich jest jeszcze oczywiście niewierny mąż z kochanką czarodziejką, która lubuje się w odprawianiu ceremoniałów, oraz oczywiście przystojny mężczyzna, którego bohaterka spotyka na swojej drodze do szczęścia. Najzabawniejszymi postaciami dla mnie były jednak dzieci w tej historii – przy scenkach z ich udziałem śmiałam się najmocniej 😊 Oczywiście nie wolno zapomnieć też o zwierzakach, które też swoje wnoszą do powieści 😊

Jako że jest to książka zaliczana do lekkiej literatury obyczajowej, to w szkielecie fabuły nie mamy wielu zaskoczeń, wszyscy dobrze wiemy jak historia się skończy 😊 Myślę, że to jednak nie jest takie istotne dla odbioru książki. Ważne jest, że jest to historia lekka i zabawna, którą czyta się w mgnieniu oka i humor czytelnika podczas lektury z każdą stroną jest coraz lepszy. Bohaterowie powieści są żywi i niosą dużą dawkę humoru, a i jeśli chcemy się dopatrywać przesłania, to również je znajdziemy. Nigdy nie jest za późno i trzeba w końcu też w życiu myśleć o sobie! Cecylio, obudź się i zacznij dostrzegać to co jest prawdziwe i ważne w życiu!
„A więc tak wygląda szczęście? Gonimy za czymś ulotnym, choć potrzebujemy tak niewiele.”
W dodatku sceneria historii jest bajeczna – duża posiadłość w małej wsi, życie wśród natury, w otoczeniu przyrody i zwierząt. Czego chcieć więcej?

Podsumowując, bawiłam się przy książce faktycznie dobrze. Mimo że nie lubuję się w obyczajówkach, to historia jest tak zgrabnie i z humorem opowiedziana, że już po kilku stronach lektury mój nastrój się zdecydowanie poprawił. Cecylia to dobre lekarstwo na chandrę! Pomoże Ci spojrzeć na świat przez różowe okulary 😉

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Lira!




sierpnia 08, 2019

"Przeciwko bratu" Marcin Dudziński

"Przeciwko bratu" Marcin Dudziński

Tytuł: Przeciwko bratu
Cykl: Profanum, tom 1
Data premiery: 17.07.2019
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 400

Książka „Przeciwko bratu” otwierająca trylogię „Profanum” jest debiutem literackim autora Marcina Dudzińskiego. Jak możemy przeczytać na skrzydełku okładki to z wykształcenia prawnik, z zawodu manager, z a zamiłowania pisarz. Pochodzi z Częstochowy, gdzie umieścił akcję swojej pierwszej powieści. Jest fanem sportu, szczególnie koszykówki, żużla i kolarstwa. To drugie także znalazło swoje miejsce w powieści. Co jeszcze znajdziemy w debiucie autora?

Częstochowa jest w rękach braci Walterów. Starszy, Stanisław jest biskupem pomocniczym archidiecezji częstochowskiej, bez jego wiedzy w kurii nie dzieje się nic. Młodszy to Jerzy, komendant Komisariatu Policji. Stanisław używając swoich wpływów, stara się pozyskać dla kościoła kilka działek w środku miasta, którymi interesuje się biznesmen, tak zwany król plastiku - chce tam wybudować fabrykę tworzyw sztucznych. Sytuacja lekko się komplikuje, gdy nagle pojawia się spadkobierca jednej z obiecanych ziem. W sprawę wplątuje się Alicja, prawniczka oddelegowana do zajmowania się obsługą prawną kurii, co będzie miało dla kobiety bardzo nieprzyjemne konsekwencje... W tym samym czasie Jerzy dostaje donosy o haniebnych czynach brata względem kobiet. Czy to prawda? Czy biskup Stanisław naprawdę mógł się czegoś takiego dopuścić? I co teraz ma z tym zrobić jego własny brat? Co jest ważniejsze – prawo czy rodzina?

Od strony kompozycji książka podzielona jest na prolog, dwie części: Wcześniej i Teraz oraz epilog. Każda z części składa się z rozdziałów przedstawionych oczami kilku bohaterów. Narracja jest bardzo płynna, wydarzenia aktualne przestawione są w trzeciej osobie czasu przeszłego, prócz jednej z bohaterek, która wypowiada się w pierwszej osobie. Z kolei kiedy do głosu dochodzą dawne wydarzenia, narracja zmienia się na tą prowadzoną w czasie teraźniejszym. Trochę zastanawia mnie ten zabieg, sugeruje że wydarzenia sprzed lat są jakby bliższe niż te aktualne... Może chodzi o to, że to co działo się wtedy doprowadziło bohaterów właśnie do tego tutaj aktualnego punktu? Coś musi być na rzeczy.
Każdy z rozdziałów opatrzony jest datą i imieniem postaci, o której będzie opowiadać. Rozdziały dziejące się w aktualnych latach przeplatają się z przeszłością, co daje czytelnikowi bardzo szeroki obraz postaci i ich przeżyć.
Styl powieści często skupia się na kreowaniu atmosfery – Częstochowa jest zlewana deszczem, pada od bitych trzech tygodni, nieustanne. Miasto cały czas pogrążone jest w szarościach i ciemnościach, dokładnie tak samo jak nasi bohaterowie.
„Patrząc na gęste, smoliste chmury i słabe światło ulicznych latarni doświetlających jedynie skrawki przestrzeni, pomyślał, że panuje to złowrogi klimat rodem z horrorów.”
Narracja często skupia się na oddawaniu tej mroczności. Warto jeszcze zaznaczyć, że narrator jest wszystkowiedzący – bardzo często podkreśla, że on wie, co się wydarzy, w przeciwieństwie do postaci.

Co do samych bohaterów to jest ich kilku. Może zacznę od tego co najmocniej zaskakuje – sama Częstochowa jest tutaj traktowana jak bohater powieści. Miasto płacze, wie, czuje, widzi co się dzieje, obserwuje i przeczuwa co ma nadejść. Każdy z bohaterów też przejawia własne uczucia do Częstochowy – jedni jej nienawidzą, drudzy uważają ją za miłość swojego życia.
„To była jego Częstochowa. Niezmienna. Wierna. Jego jedyna partnerka. To z nią spędzał życie. W niej zasypiał i tylko jej się zwierzał.”
Miasto odgrywa istotną, ważną rolę w życiu bohaterów jak i w całej historii. Dawno nie spotkałam się z taką personifikacją, muszę przyznać, że ten element dodał trochę oryginalności i świeżości powieści.

Co do zwykłych ludzkich bohaterów, to oczywiście główne skrzypce odgrywają bracia. Ich dzieciństwo nie było szczęśliwe, co mocno odbiło się na ich osobowościach i przyszłości. Stanisław, jako starszy zawsze chronił młodszego brata, sam nie mając w nikim pomocy, co skłoniło go w ucieczkę do Boga. Teraz, rządząc miastem, ma poczucie nieśmiertelności, władzy, czuje się bezkarny.
„No to ja się nie dziwię, czemu tak nam się leje z nieba ostatnio, skoro my tu mamy takich duchownych. (...) Najwyższa pora zacząć budować arkę.”
Jerzy z kolei jest inny. Kiedy brat był w seminarium Jerzy zakochał się bez pamięci w pewnej dziewczynie ze szkoły. Miłość prysła kilka lat później, gdy dziewczyna wyjechała na studia, a dzieciństwo Jerzego doszło do głosu i zakłóciło jego aktualne szczęście. Już nigdy więcej z nikim się nie związał, cały czas wytykając sobie ten błąd przeszłości.

Historia bardzo mocno obiera się także na młodej prawniczce Alicji, która wiedzie dosyć poukładane życie, ma świetnego, wymarzonego wręcz partnera, zaczyna myśleć o założeniu rodziny. Jednak i Alicja ma w przeszłości ciężkie przeżycia, które dają o sobie znać...
Najciekawszą jednak postacią, dosyć tragiczną powiedziałabym, jest Julian, chłopak na usługach Stanisława, który jest lekko upośledzony. Jego historia też jest istotnym elementem całej układanki.

Skoro już tak rozpisałam się o bohaterach to jeszcze wspomnę o Henriku, partnerze Alicji – to szwedzki pisarz, a postać pisarza w powieści zawsze wzbudza moją wielką sympatię!

Co do samej akcji powieści, to w prologu otrzymujemy zapowiedź przyszłych wydarzeń – scena jest niesamowicie filmowa! Widziałam ją dokładnie w głowie, naprawdę dobrze oddaje klimat. Ogólnie w sumie cała powieść jest dosyć filmowo potraktowana, jest naprawdę dużo scen, które wyglądałyby świetnie na ekranie.

Intryga przedstawiona w powieści jest poprowadzona tak jak lubię. Powoli odkrywa przed czytelnikiem poszczególne karty, które dopiero po czasie zaczynają układać się w całość. Nie powiem, że jest nieprzewidywalna, bo jednak to wbrew pozorom dosyć prosta historia, ale czyta się ją naprawdę z dużym zainteresowaniem. Autor dobrze oddał klimat powieści i uczucia bohaterów.

Wydarzenia, na których bazuje historia, są naprawdę wstrząsające. Chwilami przychodziła mi na myśl niedawno przeczytana „Zemsta kobiet” – tam też działo się dużo złego. Bohaterowie nie mają lekko, wystawiani byli i są na bardzo ciężkie, traumatyczne przeżycia.

Podsumowując, książka „Przeciwko bratu” to dobry debiut literacki. Ogólnie czyta się dobrze, chwilami tylko, gdy narracja mocno skupiała się na odczuciach bohaterów, trochę mi myśli uciekały w innym kierunku. Klimat powieści jest mroczny, Częstochowa płacze nad losem bohaterów, a oni ogrywają swoje role, które z góry zostają im przypisane, chociaż oni sami o tym nie wiedzą. Historia jest ciekawa, a końcówka powieści otwiera już wątek, który prawdopodobnie będzie kontynuowany w drugiej części, po którą na pewno chętnie sięgnę.

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca!



sierpnia 07, 2019

"Kot psuje się od ogona" Katarzyna Zawojska - recenzja przedpremierowa

"Kot psuje się od ogona" Katarzyna Zawojska - recenzja przedpremierowa

Tytuł: Kot psuje się od ogona
Data premiery: 14.08.2019
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 296

Komedia kryminalna, wbrew pozorom, zalicza się do tych trudniejszych gatunków literackich. Intryga kryminalna musi być przemyślana, dopracowana, zaskakująca, ale nie za mocno zagmatwana. Bohaterowie śmieszni, ale pozytywni i nie naiwni. Do tego jeszcze dochodzi humor – sytuacyjny, postaci i ten zawarty w stylu – według mnie naprawdę ciężko jest trafić akurat w ten punkt, gdzie jest zabawnie, ale i inteligentnie. W końcu każdy z nas ma własne poczucie humoru, prawda? Jak napisać książkę, która będzie bawić duże grono czytelników?
Katarzyna Zawojska postawiła właśnie na ten gatunek. „Kot psuje się od ogona” jest jej debiutem literackim. Czy faktycznie dobrze bawiłam się przy jej książce? O tym za chwilę 😉

Historia książki zaczyna się pewnym rankiem. Danka, kobieta przed 30stką dwa tygodnie temu została zdradzona przez swojego przyszłego męża dokładnie w dniu ślubu. Od tej pory zabunkrowała się w mieszkaniu i oddaje się depresji. Ale tego ranka jest inaczej. Danka otwiera oczy i widzi przed sobą białego kota. Skąd się wziął? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że Danka jest jego obecnością zachwycona i kot właśnie znalazł nowy dom. Sytuacja w powieści rozkręca się, kiedy bohaterka zdradza swojej przyjaciółce Basi, że znajduje na wycieraczce zdjęcia ‘dup’. Basia szybko kojarzy, że są to części ciała należące do niedawnych ofiar morderstwa – 4 kobiety w krótkim czasie zostały otrute. Dziać zaczyna się tym bardziej, że Basia, psycholog, szybko kojarzy, że każda z ofiar była jej pacjentką... a Danka to znany i utalentowany toksykolog... Co łączy przyjaciółki ze zbrodniami? I co do tego wszystkiego ma kot?!

Od strony kompozycji książka składa się z 23 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w dwójnasób: w pierwszej osobie czasu przeszłego z punktu widzenia Danki, z punktu widzenia wszystkich innych bohaterów – w trzeciej osobie czasu przeszłego. Rozdziały mają dużo podrozdziałów, które oddzielane są zamiast zwyczajową gwiazdką, to grafiką kota – bardzo przyjemny akcent jeśli chodzi o wydanie. A skoro już jesteśmy w tym temacie, to od razu zaznaczę, że książka ma rozmiar minimalnie mniejszy od zwyczajowo przyjętego, więc tym bardziej czyta ją się szybko.
W treść książki wplecione są też rozmowy na komunikatorze oraz teksty piosenek (bohaterowie są bardzo rozśpiewani). Styl jest lekki, znajdziemy sporo nawiązań czy w ogóle cytatów ze starych polskich filmów i seriali. Co do samego humoru, to jako takiego niestety się nie dopatrzyłam. Książka ma lekki styl, ale mnie nie śmieszyła.

Cała sprawa kręci się wokół postaci Danki. Kobieta jest wielką wielbicielką herbaty, koniecznie z cukrem i cytrynką. Lubi porządek, a od zawsze, od kiedy tylko pamięta interesowały ją trucizny. Aktualnie jest dobrym specjalistą w tej dziedzinie, zna się na niej jak mało kto. Psychicznie Danka jest podłamana po zdradzie Rafała, ale do porządku pomaga jej się doprowadzić nie tylko przyjaciółka Basia, ale i kot Ptyś. Danka jest wielbicielką porządku, wolny czas spędza z książką, filmem lub na zakupach.

Basia jest przeciwieństwem Danki pod względem porządku. Jednak to ona trzyma Dankę w ryzach, jest jej wielką podporą. Zawodowo psycholog, sama na dosyć zwichrowane życie uczuciowe.

Oczywiście w komedii kryminalnej nie może zabraknąć policjanta. Tutaj mamy do czynienia z Mordeczką – dawnym znajomym dziewczyn ze szkoły, który od zawsze podkochiwał się w Basi. Teraz wyrósł na całkiem przystojnego stróża prawa, który ma potencjał na dużą karierę.

Moimi ulubionymi postaciami w książce są jednak Pani Hela i Pani Leokadia. Pani Hela mieszka w leśniczówce, ma mały domek, fajny ogródek i radzi sobie jak może. Za to Pani Leokadia jest sąsiadką Danki i uwielbia robić przetwory a potem nimi wszystkich obdarowywać 😊

Postaci oczywiście jest więcej, każda barwna, odróżniająca się na tle innych.

Co do samej intrygi to jest całkiem w porządku. Wyrywkowo czytelnik znajduje w książce jakieś rozmowy osób zamieszanych w morderstwa, ale do końca w sumie nie wiadomo kim one są. Zaciekawienie utrzymuje się przez całą lekturę, rozwiązanie jest logiczne i zaskakujące. Całość jest oparta na klasycznych szkielecie komedii kryminalnej, co na pewno trzeba zaliczyć na duży plus.

Jednak szczerze muszę przyznać, że ilość ‘dup’ w powieści raczej nie wywarła na mnie dobrego wrażenia. Nie było to dla mnie śmieszne, tak samo jak ilość piosenek i treści z nimi powiązane. Rozmowy smsowe lub na komunikatorze też jakoś nietrafione, kompletnie mnie nie śmieszyły, pozostawiały raczej niesmak. Były trochę za trywialne i chwilami obraźliwe – rozumiem, że każda przyjaźń ma swój styl, ale czytelnik jako osoba postronna, raczej nie uzna tego za śmieszne.

Ogólnie jest to lekka lektura na jeden czy dwa wieczory. Nie zachwyciła mnie, ale samą bazę miała dobrą. Po prostu nie trafiła w moje poczucie humoru.

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res!


sierpnia 06, 2019

"Szwindel" Jakub Ćwiek

"Szwindel" Jakub Ćwiek

Tytuł: Szwindel
Data premiery: 15.05.2019
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 400

Jakub Ćwiek znany jest głównie z książek szeroko wpisujących się w gatunek fantastyki. Jego najgłośniejszy cykl to „Kłamca”, od którego autor zaczął swoją przygodę z pisaniem. „Szwindel” to pierwsze samodzielne wyjście z tego gatunku. W książce autor skupia się na przestępstwie, na grupie con-artists (artystów przekrętu), która swoja swoją historię zaczerpnęła z prawdziwych zdarzeń mających miejsce w Wielkiej Brytanii. Jak sam autor przyznaje, od zawsze jest fanem tego gatunku w kulturze, i od zawsze chciał taką książkę napisać. Teraz w końcu poczuł się na nią gotowy. Jak wyszło? Zaraz Wam opowiem!

Historię „Szwindla” otwiera śmierć starszego pana Ferdynanda Górskiego. Nie jest to tajemnicza śmierć, mężczyzna w dosyć starszawym wieku umiera na chorobę płuc. Jedna z pielęgniarek, z którą się zaprzyjaźnił obiecała zamieść paczkę po jego śmierci do jego syna. Mikołaj, syn, przez całe życie wychowywał się bez ojca, praktycznie go nie znał, więc paczka zawierająca dwa listy, pieniądze i dziennik bardzo go szokuje. Tym bardziej, gdy szybko odkrywa, że jego ojciec był artystą przekrętu, od 50 lat nieuchwytnym. Działał w zespole pod pseudonimem Bosco&Houdin. Ojciec w liście obiecał mu duży spadek, jedyne co musi zrobić to skontaktować się z jego byłym partnerem Bosco. Jak się szybko okazuje Houdin w ramach spadku rozpisał fabułę kolejnego przekrętu, tak wielkiego, że przyćmi on wszystkie wcześniejsze ich dokonania....

Już od strony kompozycji książka wygląda bardzo ciekawie. Na otwarciu czytelnik dostaje dwa cytaty, później prolog, 6 części i epilog. Akcja powieści dzieje się dwutorowo – aktualnie lipiec-sierpień, kiedy to trwają przygotowania do przekrętu i sam przekręt, oraz w czasie po przekręcie, we wrześniu, w rozdziałach nazwanych jako „skutki”. Każda z części powieści to wycinek z przekrętu. Przygrywka, Legenda, Profil Gapa, W grze, Szwindel i Łup – to są ich tytuły. Bardzo podoba mi się też ich przedstawienie graficzne – jest to łańcuszek z rybką, która go zjada – im dalej w grze, tym łańcuszek krótszy. Kojarzy mi się ta grafika z grą, ale nie umiem sobie teraz przypomnieć jaką... 😉 Ogólnie wydanie książki jest bardzo ładne, przyciąga wzrok i ma różne faktury, bardzo ciekawe w dotyku.
Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, przedstawiona jest z punktu widzenia kilku bohaterów. Język powieści jest bardzo uważny, wrażliwy na każdą zmianę otoczenia, nie stroni od potoczności czy okazyjnych wulgaryzmów, ale styl pisania jest naprawdę bardzo dobry. Chwilami kojarzył mi się z Chmielarzem, mimo że dzieje się dużo, to czytając ma się wrażenie spokoju i uwagi. Taki styl naprawdę robi duże wrażenie, bardzo mi się podoba. Jest mądry, ale zakorzeniony w aktualnej rzeczywistości.
A jeśli już jesteśmy przy aktualnej rzeczywistości, to w powieści znajdziemy dużo nawiązań do kultury, polskiej, ale nie tylko. Książki, seriale, filmy – co chwilę można trafić na jakieś nawiązanie czy wspomnienie.

Jak już pisałam, bohaterów jest dużo. Chwilami, muszę przyznać, musiałam wrócić kilka stron wstecz, żeby przypomnieć sobie kto jest kim. Nie uznaję tego jednak za minus, po prostu warto o tym wiedzieć, żeby od początku zwrócić większą uwagę na imiona.
Historia kręci się oczywiście wokół Mikołaja, spadkobiercy Houdiniego. To zwyczajny chłopak, mieszka razem z dziewczyną Kasią, obydwoje pracują, i mimo że mają ładne mieszkanie i jedzenie w lodówce, to na nadmiar gotówki nie narzekają.
Całkiem inaczej mają się członkowie Kręgu – osoby, które razem z Bosco dokonują przekrętów. Ania, Bartek, Marcin to najbardziej zaufane osoby. Poznajemy ich zarówno w ‘pracy’ jak i ich życie osobiste. Mimo, jakby nie patrzeć, dynamicznej i ciekawej pracy, ich życie też nie wygląda tak kolorowo, jak można by przypuszczać. Każdy z nich boryka się z pewnymi życiowymi problemami.
„Narastającego powoli smutku czy rezygnacji nie da się łatwo dostrzec, obcując z kimś na co dzień, orientujesz się dopiero po jakimś czasie, gdy nastąpiła większa zmiana.”
Ogólnie bohaterowie są bardzo ciekawi, dobrze zbudowani i niejednoznaczni. W końcu mimo tego, że większa ich część to oszuści, to jednak nie sposób ich nie polubić. Są inteligentni, uważni, dobrze wiedzą, że każdy najmniejszy szczegół w otoczeniu i zachowaniu ma znaczenie.

Co do samej akcji, to tak jak pisałam, niby dużo się dzieje, a jednak ma się wrażenie spokoju i uważności. Sama intryga jest oczywiście świetnie poprowadzona, nie brakuje ciekawych zwrotów akcji. W książce znajdziemy specjalistyczne nazwy z kręgu oszustów, ja np. pierwszy raz słyszałam określenie ‘gap’ – czyli ofiara oszustów lub ‘legenda’ jako bajeczka uwierzytelniająca oszusta.
„Gap to gracz mimowolny. Ktoś, kto tak bardzo pragnie odmienić swój los, że gotów walczyć o szczęście znaczonymi kartami. Bohater, choć tragikomiczny.” 
Dodatkowo przez wprowadzenie w każdej części rozdziału ‘skutki’ ciekawość czytelnika wzrasta, naprawdę ciężko z nich z początku wywnioskować o co chodzi.  

A czy można z książki wynieść coś więcej niż tylko dobrą rozrywkę? Tak, oczywiście. Poprzez przedstawienie czytelnikowi jak działają tacy oszuści, bardziej uwrażliwia nas na zwracanie uwagi na to co się dzieje wokoło, na, że tak powiem, większą nieufność do otoczenia. Coś co wydaje się za piękne by było prawdziwe, przeważnie prawdziwe nie jest. Warto też pilnować swojej aktywności w sieci czy w pobieraniu aplikacji na urządzenia mobilne, bo to są aktualnie podstawowe pola działania mniejszych czy większych oszustów.
„...czy nie jest tak, że dajemy się oszukiwać każdego dnia? Politycy, sprzedawcy w sklepach z fałszywymi wyprzedażami, dostarczyciele usług. Gdyby pan tylko zliczył te wszystkie małe przekręty i naciągnięcia, zdziwiłby się, o jakich kwotach mówimy.”
Podsumowując, „Szwindel” to naprawdę dobra robota. Powieść wciąga, jest świetnie rozpisana, a i niesie ze sobą dużo więcej niż samą ciekawą historię. Ja jestem nią zachwycona, przez całą lekturę kojarzyła mi się jako coś pomiędzy Iluzją (Now you see me) a Fight Clubem, a może też trochę z Mentalistą. W każdym razie lubię powieści gdzie każdy szczegół ma znaczenie, gdzie trzeba dbać o każdy jeden najmniejszy detal i zwracać dużą uwagę na to, co dzieje się dookoła.
Bardzo cieszą mnie wieści, że autor pracuje już nad kolejnym kryminałem - już czekam!

Moja ocena: 8,5/10

Książka dołączyła do mojej biblioteczki dzięki portalowi czytampierwszy.pl





sierpnia 04, 2019

Lasagne ze szpinakiem i kurczakiem

Lasagne ze szpinakiem i kurczakiem


Składniki (6 porcji):
  • 2 pojedyncze filety z kurczaka
  • 1 mała cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 por
  • ok. 500g szpinaku (świeży lub mrożony)
  • 2 łyżeczki suszonego estragonu
  • 9 płatów makaronu lasagne
  • 600ml mleka
  • 60g masła
  • 4 łyżki mąki
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz, mąka oliwa, masło


Przygotowanie (ok. 1 godzina + 20min pieczenia):
Filety z kurczaka myjemy, odcinamy błonki. Kurczaka rozkrajamy na cieńsze płaty (u mnie każdy filet na 3 części), solimy i pieprzymy z każdej strony, obtaczamy w mące. Rozgrzewamy oliwę na patelni, dodajmy kurczaka, obsmażamy z każdej strony, tak by był lekko zarumieniony. Ściągamy z patelni, odstawiamy do lekkiego przestudzenia.
Jeśli używamy mrożonego szpinaku, to rozmrażamy go na patelni. Jeśli świeżego – opłukujemy go w sitku pod bieżącą wodą. Czosnek obieramy i rozgniatamy, cebulę i por obieramy, myjemy i kroimy w kostkę. Na patelni rozgrzewamy trochę oliwy i 1 łyżkę masła, wrzucamy cebulę, czosnek i por. Dodajemy estragon, podsmażamy ok. 3 min do ładnego zezłocenia. Dodajemy szpinak, solimy, pieprzymy, dokładnie mieszamy i podsmażamy jeszcze ok 5min. Odkładamy.
Zagotowujemy w dużym garnku wodę, lekko ją solimy. Wrzucamy płaty lasagne, najlepiej każdy osobno, tak by się nie posklejały. Gotujemy je 2 min, po czym wyciągamy każdy osobno na ręcznik papierowy.
Piec nagrzewamy do 180 stopni C. Do średniej wielkości garnka dodajemy 60g masła, roztapiamy. Dodajemy 4 łyżki mąki i mieszając podsmażamy ok 2-3 minuty. Dolewamy partiami mleko, cały czas mieszając, tak by nie zrobiły się grudki. Doprowadzamy do wrzenia i chwilę jeszcze mieszamy, bo sos zrobił się gęściejszy. Ściągamy z palnika, solimy, pieprzymy i doprawiamy do smaku gałką muszkatołową.
Duże naczynie żaroodporne smarujemy oliwą. Na spód wykładamy 3 łyżki sosu beszamelowego, wykładamy 3 płaty lasagne, na niego znowu ok. 4-5 łyżek sosu. Na górę połowę masy szpinakowej, połowę kurczaka. Znowu polewamy 4-5 łyżkami sosu, w miarę możliwości go rozsmarowujemy. Na górę znowu 3 płaty makaronu, sos, szpinak, kurczak, sos, makaron i reszta sosu. Wkładamy bez przykrycia do pieca na 20 minut. Po tym czasie wyciągamy z pieca, zostawiamy na 2 minuty, po tym czasie kroimy i podajemy – smacznego!
Kolejnego dnia wystarczy włożyć znowu na 15-20min do pieca, do ciut niższej temperatury i danie gotowe 😊


źródło przepisu: kwestiasmaku.com, przepis zmodyfikowany

sierpnia 02, 2019

"Rzeczy, które robisz we Lwowie, będąc martwym" Tomasz Nowakowski

"Rzeczy, które robisz we Lwowie, będąc martwym" Tomasz Nowakowski

Tytuł: Rzeczy, które robisz we Lwowie, będąc martwym.
Data premiery: 05.07.2019
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 286

Kolejny kryminał, kolejny debiut, kolejny autor, o którym nic nie znalazłam! „Rzeczy, które robisz we Lwowie, będąc martwym” swoją premierę miało na początku lipca. Książka od razu mocno intryguje tytułem, a jej niewielki rozmiar zachęca do spędzenia z nią kilku chwil czasu.

Akcja powieści, jak to bywa w kryminałach, rozpoczyna się od trupa. Zamordowany został Polak na Ukrainie, pod Lwowem, jego ciało rozszarpano, a na czole wycięto tryzub, herb Ukrainy. Jako że sprawa jest międzynarodowa, to na miejsce zdarzenia wezwany zostaje konsul Polski na Ukrainie Jan Cukierski. Sprawa zostaje utajniona przed mediami, policja nie kwapi się z szukaniem mordercy. W tym czasie w Polsce Jerzy Kawalec, nauczyciel historii w liceum oraz ksiądz Stanisław, nauczający religii w tej samej szkole, wybierają się na wakacje na Ukrainę. Jeszcze przed wyjazdem okazuje się, że zamordowany jest synem dawnego przyjaciela Jerzego, więc historyk postanawia się przyjrzeć sprawie na miejscu. Ksiądz również podchodzi do śledztwa bardzo entuzjastycznie. Co Polacy znajdą na Ukrainie? Czy było to morderstwo w imię patriotyzmu?

Kompozycyjnie książka złożona jest z 34 rozdziałów i epilogu. Rozdziały są krótkie, czyta się szybko, tym bardziej, że książka jest minimalnie mniejsza od większości książek. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, większa część akcji przedstawiona jest z perspektywy Kawalca. Styl jest bogaty, często nawiązuje do historii Polski oraz szeroko pojętej kultury – kina, literatury itp. Humor powieści jest mocno uszczypliwy, prześmiewczy i ironiczny.

Głównym bohaterem powieści jest wspomniany już kilka razy Jerzy Kawalec. Mężczyzna około 40stki, brodacz, fan średniowiecza. Dosyć nieśmiały typ, szczególnie jeśli chodzi o kobiety. Trochę wycofany z rzeczywistości, za to inteligentny, uważny i z dobrą intuicją.

Jego „Watsonem” jest ksiądz Stanisław, przez uczniów nazywany Satanisławem. To bardzo barwna i ciekawa postać. Na urlop został odesłany, po tym jak do przełożonych dotarło pomówienie o romans z gosposią. Ksiądz jest niesamowicie dobrym aktorem, lubi się stylizować na znane postacie – aktualnie jego wzorem jest ojciec Mateusz. Swoim uczniom powtarza, że mają brać przykład z tego co mówi, a nie robi, a sam twierdzi, że Bóg stworzył i oczy i piękne kobiety, więc nie ma nic złego  tym by sobie popatrzeć. Ubiera się modnie, ciężko wypatrzeć w nim księdza na urlopie.

Zamordowanym jest Bartek Leszczyński, młody chłopak, który miał rozpocząć studia medyczne na Ukrainie – jak twierdzi narrator, na tamtejsze studia zdecydowanie łatwiej się dostać, a lekarz to lekarz, dlatego też dużo Polaków wybiera właśnie ten kraj na dalszą edukację.

Co do akcji powieści, to nie jest ona jakoś specjalnie mocno rozbudowana, ale jest dobrze poprowadzona. Jednak myślę, że książka powinna mieć zdecydowanie inny tytuł, bo ten już na wstępie sugeruje rozwiązanie zagadki.

Przy omawianiu tej książki zdecydowanie więcej trzeba powiedzieć o stylu. Jak pisałam wcześniej, narrator jest uważny, zauważa dużo rzeczy, część jego spostrzeżeń dotyczących polskiej rzeczywistości jest bardzo trafna. Jednak muszę przyznać, że mimo iż lubię taki ironiczny styl opowieści, to tutaj dla mnie było to trochę za bardzo. Miałam wrażenie, że narrator widzi tylko złe rzeczy, skupia się na tym jak jest źle i brzydko i w kółko to powtarza. Ja z kolei wolę szukać pozytywów, nie lubię aż tak negatywnego podejścia, więc po jakimś czasie taka narracja zaczęła mnie po prostu irytować. Dodatkowo miałam wrażenie, że część uwag jest dosyć rasistowska, nie podobały mi się wypowiedzi o Ukraińcach czy Niemcach. Pewnie było to ironiczne podejście, jednak do mnie kompletnie nie trafiło.
„Jeśli chodzi o ogólny poziom rozpierduchy w przestrzeni publicznej, Ukraina jest właściwie jak Polska, tylko pod każdym względem trochę bardziej.”
Ogólnie historia ma potencjał, sposób przedstawienia akcji wzbudza ciekawość. Postacie również są niczego sobie, a niektóre sceny bardzo sprawnie przedstawione – mnie akurat bardzo spodobała się jedna z początkowych scen odnośnie powstania styczniowego. Jednak styl poprowadzenia narracji nie przypadł mi do gustu, jest trochę za mocno ironiczny, prześmiewczy i negatywny. Myślę, że książka na szansę znaleźć fanów wśród uważnych obserwatorów z ironicznym podejściem do życia – tacy czytelnicy na pewno będą się przy niej dobrze bawić.

Moja ocena: 5/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res!



sierpnia 01, 2019

"Opowiedz mi o nim" Carin Gerhardsen - recenzja przedpremierowa

"Opowiedz mi o nim" Carin Gerhardsen - recenzja przedpremierowa

Tytuł: Opowiedz mi o nim
Tłumaczenie: Justyna Högström
Data premiery: 14.08.2019
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 392

„Opowiedz mi o nim” to czwarta powieści pisarki Carin Gerhardsen, która ukazała się w Polsce. Pozostałe trzy to cykl kryminalny o komisarzu Connym Sjöbergu i jego zespole, zajmującym się najbrutalniejszymi morderstwami w Sztokholmie. Jest to dosyć popularny cykl, został przetłumaczony na ponad dwadzieścia języków. „Opowiedz mi o nim” już teraz podbija serca czytelników, zostało też nominowane do prestiżowej nagrody Szwedzkiej Akademii Pisarzy Kryminałów. Sama autorka z wykształcenia jest matematyczką, co jak jest podkreślane, skutkuje bardzo logicznym rozwinięciem intryg w jej powieściach. Przed pisarstwem pracowała w branży IT, lubi podróżować, rozwiązywać łamigłówki i grać w golfa.

Akcja powieści „Opowiedz mi o nim” rozpoczyna się od wypadku samochodowego w styczniu 2014. Ginie człowiek, jednak świadkowie nie powiadamiają policji. Jednym z nich jest Sandra, młoda kobieta, którą starszy od niej mężczyzna podwozi do domu. Druga to Jeanette, mężatka, która wplątała się w potajemny romans. Cztery lata później życie kobiet wygląda już zupełnie inaczej. Sandra została mamą, pracuje w lokalnej gazecie, a po pracy, wieczorami gdy syn już śpi, jest wolontariuszką w telefonie zaufania. Jeanette z kolei się stoczyła, jej dzień polega teraz głównie na piciu i siedzeniu na ławce w parku. Sytuacja obydwu kobiet szybko się zmienia, kiedy Sandra pewnej nocy odbiera tajemniczy telefon... Co naprawdę wydarzyło się w dniu wypadku? I czy po tylu latach sprawa może w końcu ujrzeć światło dzienne?

Od strony kompozycji książka wygląda bardzo ciekawie. Wydarzenia toczą się dwutorowo – zimą w 2014 roku oraz latem 2018 roku. Powieść liczy sobie 78 rozdziałów przedstawianych z punktu widzenia kilku postaci. Rozdziały są bardzo krótkie, czyta się je ekspresowo. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, styl powieści jest dosyć surowy, narrator skupia się tylko na tym, co jest istotne dla wyjaśnienia intrygi. Jak na thriller skandynawski, to dosyć niewielka uwaga poświęcona jest krajobrazowi, dla fabuły raczej nie jest istotne jest miejsce, historia mogłaby się wydarzyć w każdym mniejszym miasteczku,w którym występują cztery pory roku.

Tak jak już wspomniałam postaci w powieści jest kilka, ja tylko bardzo ogólnie powiem o dwóch już wymienionych, by nie zdradzić za wiele – w końcu fabuła opiera się na odkrywaniu tego co się wydarzyło 4 lata temu, więc im mniej będziecie o książce wiedzieć przed jej przeczytaniem, tym lepiej 😊

Pierwszą wspomnianą kobietą jest Sandra. To młoda kobieta, w okolicy 30stki, dosyć niepewna siebie, co jest w dużej mierze spowodowane jej niezadowoleniem z własnego wyglądu. Dziewczyna należy do tych pulchniejszych, ale na co dzień robi wszystko, bo wyglądać jak najszczuplej. Mieszka sama w domku oddalonym od miasta, ma kochających i pomocnych rodziców. Wolontariat w telefonie zaufanie jest dla niej formą terapii, pewnym rozgrzeszeniem tego, co wydarzyło się 4 lata temu.

Drugą bohaterką jest Jeanette. Wiekowo bardziej w okolicach 40tki, ma niewymagającą pracę w mieście, dzięki której poznała swojego kochanka. Tamtej zimy kobieta była zakochana do szaleństwa, gotowa poświęcić całe wcześniejsze życie dla nowej miłości. Po 4 latach znajdujemy ją w głębokiej depresji, kompletnie niezdolną poradzić sobie z nastałą rzeczywistością. Kobieta całkiem się załamała, teraz po prostu egzystuje, nic nie wymaga ani od siebie ani od życia.

Głównym plusem książki jest tajemnica. Fabuła zbudowana jest tak, że coś się dzieje, ale w sumie nie wiadomo co i jak to się odnosi do całości. Z każdą kolejną stroną wydarzenia są coraz bardziej niepokojące, coraz bardziej pochłaniające uwagę czytelnika. Przez większą część lektury w głowie cały czas miałam pytanie „ale co się naprawdę wtedy stało?!”. Brzmi wciągająco, prawda? I jest, gwarantuję!

Sama intryga jest dobrze zbudowana, chociaż muszę przyznać, że domyśliłam się zakończenia tak w 2/3 lektury. W końcu było to jedyne logiczne wyjaśnienie. Nie umniejszyło mi to jednak przyjemności z lektury.

Ciężko o książce napisać coś więcej. Myślę, że przy tak skonstruowanej powieści im mniej wiadomo na początku tylko lepiej. To jest po prostu dobry thriller, przez całą lekturę trzyma w napięciu i zmusza czytelnika do zastanawiania się nad rozwiązaniem intrygi. Cieszę się, że książka trafiła w moje ręce, przeczytałam ją bardzo szybko i z dużą przyjemnością!

Na koniec wspomnę tylko o jeszcze o wydaniu książki. Okładka jest w stonowanych kolorach, tylko tytuł i grzbiet są w odcieniu jaskrawej czerwieni. Dodatkowo grzbiet jest błyszczący, co książkę mocno odróżnia na półce. O wydaniu mówię jednak dlatego, bo chcę zwrócić na opis z tyłu książki. To jest naprawdę dobry opis! Ostatnio często spotykałam się z opisem mocno spoilerującym wydarzenia, co jednak psuje odbiór lektury. Tutaj nic takiego nie ma miejsca, opis jest krótki, zachęcający, ale nie zdradza nic, prócz samego delikatnego rysu początku powieści. Nie wiem do końca kto się tym w wydawnictwie zajmuje, ale dobra robota!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte!




lipca 31, 2019

"Denar dla szczurołapa" Aleksander R. Michalak

"Denar dla szczurołapa" Aleksander R. Michalak

Tytuł: Denar dla szczurołapa
Cykl: Gabor Horthy, tom 1
Data premiery: 04.09.2018
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 432

Kto z nas nie zna legendy o Fleciście z Hameln? Historię tą opowiedzieli w swoich „Baśniach” Bracia Grimm, ale przewija się ona dosyć często w literaturze. Najwięcej oczywiście w książkach badawczych, ale raz na jakiś czas znajdziemy też o niej wzmianki w literaturze i ogólnie kulturze bardziej przystępnej dla zwyczajnego człowieczka 😊 Po tą historię sięgnął również Aleksander R. Michalak, chociaż jak przyznaje w jednym z wywiadów, legenda ta doszła do książki dopiero po jakimś czasie, autor zaczął pisanie od innych wątków powieści. „Denar dla szczurołapa” to debiut autora w beletrystyce, wcześniej publikował książki typowo naukowe. Pisarz jest dobrze wykształcony, studiował historię i teologię, fascynuje go religia Bliskiego Wschodu – judaizm i wczesne chrześcijaństwo. Zna też kilka języków, i ciągle uczy się kolejnych 😊 Wszystko to znajdziemy w jego debiutanckiej powieści, określanej jako thriller z historią w tle, chociaż ja określiłabym go jako thriller religijny – nie odnośni się oczywiście stricte do chrześcijaństwa, a właśnie do dawnych wierzeń, nadprzyrodzonych mocy i demonów. Już po tym wstępie nasuwa się skojarzenie z Danem Brown, prawda?

Główna akcja powieści toczy się na przestrzeni dwóch lat. Gabor Horthy, Węgier, wykładowca studiów orientalnych i demonolog podczas swojego pobytu w Tybindze zaczyna fascynować się postacią Augusta Erdmanna, badacza, teologa, orientalisty, który w późniejszych latach życia bardzo interesował się legendą o szczurołapie. Bohater czuje jakieś dziwne, nadprzyrodzone powiązanie z tą historią i z naukowcem, ma przebłyski wspomnień, które nie są jego. Postanawia zgłębić badania orientalisty oraz dowiedzieć się coś więcej o naukowym podejściu do wspomnianej legendy. Bohater podąża śladami pism i dawnych kultur, wskazówek i dalszych informacji szuka w bibliotekach, odkryciach archeologicznych oraz dawnych wierzeniach. Gdzie go ta historia zaprowadzi? Czy dawna legenda ma swoje odbicie w aktualnej rzeczywistości? Kim jest Flecista z Hameln i co tak naprawdę kryje się za tą postacią? I dlaczego Horthy jest w to wszystko osobiście wmieszany?
„... o ile patrząc na świat, mogę sobie łatwo wyobrazić, że ktoś nie wierzy w Boga, to czy uważnie obserwując to, co się na nim dzieje, można wątpić w istnienie diabła?”
Kompozycyjnie książka składa się z prologu i czterech części. Nie ma podziału na rozdziały, ale oczywiście powieść nie jest pisana jednym ciągiem, każda ze scen ma wyraźne oznaczenie. Każda z części dzieje się w innym mieście, pierwsza i ostatnia w Tybindze, druga w Jerozolimie, a trzecia w Oksfordzie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównie podąża za Gaborem, ale zdarzają się wyjątki. Styl prowadzenia narracji jest bardzo uważny, narrator sporo miejsca poświęca na szczegóły otoczenia, głównie te architektoniczne. Na początku wydawało mi się to trochę rozwlekłe, ale później już przestałam to zauważać. Myślę, że częściowo też za początkowe wrażenia mogę obwiniać fakt, że musiałam książkę sporo razy odkładać, więc nie do końca mogłam się wczuć w akcję. Myślę że, by zostać z początku skutecznie wciągniętym, to trzeba jednym ciągiem przeczytać z jakieś 150 stron. Później akcja już tak nabiera tempa, że już nie będzie z tym problemu 😊 Co ciekawe, to fakt, że czas w powieści liczony jest w latach „po wyjściu dzieci” – jest to bezpośrednie nawiązanie do legendy o Fleciście, której wydarzenia miały mieć miejsce w Hameln w 1284 roku.

Główną postacią powieści jest oczywiści Gabor Horthy. Pierwsza scena z jego udziałem dokładnie opisuje z kim mamy do czynienia wizualnie. Gabor jest dosyć młodym mężczyzną, obeznanym w sztukach walki, który nie do końca wygląda na profesora i specjalistę od demonów 😊 Lubi alkohol i kobiety, jest skory do bójek. Dosyć zamknięty w sobie, ma wielu znajomych, ale chyba żadnych przyjaciół. Jest typowym naukowcem pod tym względem, że gdy już zdecyduje się na jakiś temat, to drąży go do końca, nie wycofuje się, choćby dalsze odkrycia wiązały się z zagrożeniem życia...

Jako że Gabor jest samotnikiem to pozostałe postacie w powieści są bardzo poboczne. Mamy oczywiście piękną kobietę, która w pewnym momencie pomaga bohaterowi i zostaje z nim na dłużej. Ważną, choć niewielką rolę odgrywa też dziennikarz Kowalewicz, który pisze artykuł o sierocińcu w Jerozolimie sponsorowanym przez pewnego bogacza. Jest też stary naukowiec, u którego rady szuka Gabor. Na koniec muszę też wspomnieć o bardzo ciekawej kreacji jednego z naukowców, Victor bodajże mu było na imię. Przezabawna postać! Taki trochę inteligentny, uczony burak 😊

Najważniejsza w historii jest tajemnica związana z Flecistą, to na dążeniu do jej odkrycia opiera się cała fabuła. Co ciekawe to to, że większość tej historii ma odbicie w rzeczywistości, wszystkie te pisma i odkrycia archeologiczne istnieją naprawdę. Autor ma naprawdę dużą wiedzę na ten temat, co bardzo sprytnie wykorzystuje w historii.

Największe wrażenie robi jednak klimat powieści. Wizje, dziwne wspomnienia, flecista kojarzony z samym diabłem, dawne wierzenia, paranormalne moce – wszystko to autor przedstawia w taki sposób, że momentami faktycznie się bałam! Jest mroczno i tajemniczo, dzieją się dziwne, niewytłumaczalne rzeczy... Książka budzi niepokój, trzyma w napięciu, emocje wzrastają. Zakończenie jednak trochę mnie rozczarowało, chociaż było chyba dosyć typowe dla tego typu literatury. W każdym razie tak jak przez środek książki często czułam grozę, tak samo rozwiązanie trochę zaszło za daleko, żebym mogła uwierzyć w jego realność.

Ogólnie jestem zadowolona z lektury. Kilkanaście lat temu zaczytywałam się w Danie Brown, teraz miałam taki mały powrót do tamtych czasów. Co prawda z początku było mi się ciężko wgryźć w historię (chociaż prolog jest bardzo interesujący!) i końcówka jak dla mnie tez pozostawia trochę do życzenia, ale większa część powieści mocno mnie wciągnęła i wywołała ciarki na plecach. Nie spodziewała się tego, więc tym bardziej zrobiło to na mnie wrażenie. Na pewno sięgnę po zbliżająca się kolejną powieść o przygodach Gabora, która premierę będzie miała już 3 września!

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika!

lipca 29, 2019

"Sen winowajcy" Gustaw Strukowski - recenzja przedpremierowa

"Sen winowajcy" Gustaw Strukowski - recenzja przedpremierowa

Autor: Gustaw Strukowski
Tytuł: Sen winowajcy
Data premiery: połowa sierpnia
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 184

„Sen winowajcy” to debiut literacki Gustawa Strukowskiego. Niestety nie udało mi się dotrzeć do żadnej informacji o autorze, więc na wstępie powiem tylko tyle, że ostatnio w ręce bardzo często wpadają mi właśnie polskie debiuty kryminalne i są to spotkania przeważnie bardzo udane. Czy tak było i tym razem?

„Sen winowajcy” swoją akcję opiera na zagadce kryminalnej. W jednym z bolesławskim mieszkań znalezione zostają zwłoki kobiety w wannie. Na pierwszy rzut oka ciężko powiedzieć czy był to po prostu nieszczęśliwy wypadek i kobieta uderzyła głową w kran, czy została zamordowana. Szybko wątpliwości zostają rozwiane, kiedy w szafie znaleziony zostaje klucz francuski w połowie owinięty bandażem, a na stoliku w salonie puszka z obcymi odciskami palców. Sprawa zostaje przydzielona podkomisarzowi Nikodemowi Czerniakowi oraz aspirantowi Adamowi Smoleń. Jak szybko uda im się znaleźć sprawcę? O co chodzi w tej sprawie? Czy jest tak prosta na jaką wygląda?

Od strony kompozycji książka podzielona jest na kilka rozdziałów. Nie są numerowane, za to każdy z nich jest opatrzony tytułem. Rozdziałów (policzyłam 😉) jest 19 plus notka od autora, którą spokojnie można uznać za epilog historii. Wydarzenia opisywane są z trzeciej osobie czasu przeszłego, jednak narrator jest jakby osobną postacią, opowiada całą historię ze swojego punktu widzenia, często zwraca się bezpośrednio do czytelnika.

Styl powieści jest bardzo specyficzny. Zagadka kryminalna jest jakby tylko pretekstem do wynurzeń narratora. Humor powieści jest bardzo uszczypliwy i mocno ironiczny w stosunku do polskiej rzeczywistości. Narrator co chwilę odnosi się do rosyjskiej literatury klasycznej jak Tołstoj czy Bułhakow ale też nie brakuje wzmianek o polskich autorach jak Witkacy czy Fredro. Bohaterowie są nad wyraz wykształceni, co chwilę dzielą się z czytelnikiem swoimi filozoficznymi przemyśleniami, a nawet cytują wiersze. Nie będę czepiać się realności tego faktu 😊 Narrator też dużą uwagę przywiązuje do samego słowa, często bawi się ich ułożeniem, znaczeniem i skojarzeniem.

Historia opiera się na postaci Nikodema Czerniaka. Jest to mężczyzna przed 30stką, który miał ambicje wstąpić do służb bezpieczeństwa. Niestety dostał odpowiedź odmowną i z tego powodu mocno się rozpił. Nikodem jest samotny, jego jedynym towarzyszem prócz partnera policyjnego jest pies, dog niemiecki Viggen. Nikodem nie szanuje własnego ciała, prócz litrów alkoholu, truje się ciągle papierosami, a w łazience jego szafka wygląda jak dobrze zaopatrzona apteka. Pominę już fakt, że jada same gotowce podgrzewane w mikrofalówce... Czego trzeba Nikodemowi by przestał się wyniszczać?

Oczywiście kobiety! W zasięgu wzroku pojawia się ponętna pani prokurator, która o dziwo wykazuje zainteresowanie Nikodemem. Jak potoczą się ich losy? Czy w końcu Nikodem dozna nawrócenia?

Partnerem w pracy dla Nikodema jest Adam Smoleń. Mimo że niższy stopniem to starszy o jakieś 10 lat wiekiem. Adam jest szczęśliwym mężem i ojcem, ale sam kiedyś przechodził przez podobną fazę co Nikodem, dlatego jest wyrozumiały i stara się mu pomóc. Jest wielkim miłośnikiem horoskopów.

Akcja powieści, jak już pisałam, jest raczej tłem historii. Nie jest jakoś specjalnie rozbudowana, ale książka też nie jest za dużych rozmiarów, więc nie ma się co dziwić. Jednak jej rozwiązanie wydaje mi się trochę po części oderwane od reszty a z drugiej strony trochę banalne. Nie wiem jak to określić, po prostu mnie nie do końca usatysfakcjonowało.

Co do samego stylu prowadzenia narracji, to z początku autor szedł w dobrą stronę, ale później trochę według mojego gustu za mocno popłynął w rozważania filozoficzno-polityczne. Trochę było tego za dużo w stosunku do akcji powieści, przez co czułam się momentami trochę znużona. Jednak widzę duży potencjał w styl pisania autora, jest bardzo oryginalny i nieoczywisty, więc jeśli uda mu się w przyszłych powieściach znaleźć ten balans, by było inaczej, ale tak by nie przesadzić, to może to być naprawdę dobra lektura. Uwagi dotyczące polskiej rzeczywistości, sposobu życia, religii są naprawdę interesujące, a wnioskując po nawiązaniach i rozważaniach, autor na pewno musi być inteligentną i dobrze wykształconą osobą.

Podsumowując, książka ma potencjał. Jeśli w przyszłości autor popracuje nad kilkami punktami, to ma szansę zostać naprawdę ciekawym i oryginalnym pisarzem. Co do samej książki, to czytało się ją bardzo szybko i ciekawie, ze względu na swój niewielki rozmiar to lektura na dosłownie kilka chwil. Na pewno było to coś innego i za to biję autorowi brawo. Kolejną książkę, jeśli się ukaże, to na pewno przeczytam, choćby po to, by dowiedzieć się w którą stronę poszedł talent autora.

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res!


lipca 28, 2019

"Raz, dwa, trzy...giniesz Ty!" Alek Rogoziński

"Raz, dwa, trzy...giniesz Ty!" Alek Rogoziński

Tytuł: Raz, dwa, trzy...giniesz Ty!
Data premiery: 15.05.2019
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 328
Audiobook wydany przez Pocisk i Storyside, 6h 6min, czyta Maciej Radel

„Raz, dwa trzy... giniesz Ty!” to druga wydana w tym roku książka księcia komedii kryminalnej Alka Rogozińskiego. Równocześnie jest to jego pierwsza wydana nakładem wydawnictwa Skarpa Warszawska pod patronatem grupy teamPocisk –pisarzy kryminałów, których celem naczelnym jest szerzenie czytelnictwa, jakby nie patrzeć, tego konkretnego gatunku literackiego. Samego autora nikomu chyba przedstawiać nie trzeba – jest to jeden z bardziej znanych polskich autorów komedii kryminalnej, ma swoim koncie ma już całkiem pokaźną listę książek, a muszę przyznać, że każda kolejna jest coraz lepsza!

„Raz, dwa trzy...giniesz Ty!” opowiada historię Agnieszki Wiśniewskiej, która po zmianie pracy dostaje zlecenie na napisanie artykułu z planu filmowego „Jak Cię zabić kochanie 4”. Razem ze swoją przyjaciółką Oliwką udają się na plan, gdzie główny aktor, z którym dziewczyny miały porozmawiać, zostaje znaleziony martwy. Zamordowany siekierą, dokładnie tak, ja jego postać w filmie. Szybko okazuje się, że na tej jednej ofierze się nie skończy, a dziewczyny razem z aktorem Bartkiem przypadkowo zostają wplątane w śledztwo....

Od strony kompozycji książka składa się z prologu, 18 czy 19 rozdziałów (słuchałam audiobooka, nie miałam dostępu do książki, więc nie jestem w stanie powiedzieć całkiem dokładnie) oraz epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, najczęściej podąża za Agnieszką, trochę rzadziej za pozostałymi bohaterami. Styl autora jest lekki, zabawny, powieść głównie składa się z dialogów i monologów, co nadaje powieści dynamizmu.

Głównym bohaterem jest wspomniana już Agnieszka. Poznajemy ją w momencie kiedy jest kompletnie rozczarowana pracą w redakcji gazety Showbiz, gdzie przełożony totalnie tnie po kosztach i zrzuca coraz więcej pracy na dziennikarzy. Bohaterka decyduje się na zmianę, zmotywowana tym, że w redakcji Koktajlu, gdzie pracuje jej przyjaciółka Oliwia, zwolniło się miejsce. Teraz bohaterka ma wieźć raj na ziemi, jedyne co musi zrobić to napisać wspomniany już artykuł o planie filmowym, by ostatecznie przyklepać swoją nową posadę. Niestety nie będzie to tak łatwe jak się wydaje, szczególnie że akurat z tym planem zdjęciowym bohaterka ma bardzo nieciekawe wspomnienia.

Fajną postacią jest przyjaciółka Agnieszki Oliwka, bardzo wesoła i pozytywnie postrzelona bohaterka. Trochę takie przeciwieństwo wyważonej i spokojnej Agnieszki.
Główną postacią męską jest Bartek. To młody aktor, który swoją aktualną rolę załatwił sobie przez łóżko. Nie znaczy to że nie jest przystojny czy utalentowany. Bartek też trochę niezdrowo interesuje się wypadkiem z planu sprzed 17 lat, który możliwe że jakoś wiąże się z aktualnymi wydarzeniami....

Oczywiście, jak zawsze u Alka, postaci jest sporo i wszystkie są zabawne i bardzo barwne. Jednak żeby się nie rozwodzić, wspomnę tylko, że w powieści czytelnicy spotkają dobrze znanych już bohaterów tj. Pepe, Darski, Betti czy Róża – to bardzo miły akcent, słuchało mi się tego z przyjemnością 😊 Dodatkowo jest też mała wzmianka o pewnej parze polskich pisarzy, co też uważam za plus.

Pod płaszczykiem humoru czytelnik ma okazję poznać się trochę zarówno na pracy w redakcji jak i na planie filmowym. Tutaj autor nie szczędzi krytyki i sarkazmu, lekko wyśmiewając się z polskiego artyzmu, a zarazem szmir przygotowanych pod publikę. Autor zawsze w swoich powieściach przemyca takie smaczki, myślę, że częściowo przez to lubię czytać jego powieści.

Na koniec wspomnę jeszcze o czymś co niesamowicie mnie rozbawiło – w pewnym momencie któryś z aktorów, albo może to reżyser czy ktoś z obsługi planu filmowego opowiada bohaterom o cyklu filmów „jak cię zabić kochanie”. Mówi, że pierwsza część powstała na bazie książki pewnego autora, który jak przyszedł na plan to zaczął się szarogęsić i nic mu nie pasowało, bo on w głowie podczas pisania, miał co innego niż oni mają na planie. Dla niewtajemniczonych „jak cię zabić kochanie?” to powieść Alka, więc sam bardzo humorystycznie podszedł do swojej postaci. Jeden z najzabawniejszych momentów książki!

Podsumowując, jak zawsze dobrze bawiłam się przy książce autora. Jest ciekawa, dobrze skonstruowana intryga, zabawni bohaterowie, dużo humoru i ironiczne uwagi odnośnie polskich realiów showbiznesu. Do tego lektor, który czytał książkę, to był jak najbardziej na plus! Nie mogę nic książce zarzucić, to po prostu zabawna, lekko komedia kryminalna. I jak zawsze czekam na więcej, przeczytam na pewno!

Moja ocena: 7/10