czerwca 19, 2024

"Męczennicy na płótnie" Hanna S. Białys - recenzja premierowa

"Męczennicy na płótnie" Hanna S. Białys - recenzja premierowa
 
Autor: Hanna S. Białys
Tytuł: Męczennicy na płótnie
Cykl: komisarz Marek Bondys, tom 2
Data premiery: 19.06.2024
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 512
Gatunek: kryminał
 
Hanna S. Białys to tegoroczna debiutantka na polskim rynku powieści kryminalnej. Pierwszy raz usłyszeliśmy o niej w marcu, podczas premiery “Robaków w ścianie” (recenzja - klik!), które okazały się ciekawym, spokojnym kryminałem - jak to w debiucie, było jeszcze kilka elementów, które można by nieco bardziej dopracować, jednak sama przyznałam, że autorka przejawia cechy warte uwagi. Dlatego też z niecierpliwością czekałam na jej drugą książkę - na szczęście ani autorka, ani wydawnictwo, w którym wydaje, nie kazali czekać długo, zaledwie po trzech miesiącach mamy już w rękach tom drugi. I potwierdza on, to co przewidywałam przy pierwszym - widać w nim rozwój, poprawę i umiejętności, które mogą nam dostarczać rozrywki literackiej przez kolejne lata!
Zawodowo autorka pracuje w branży IT, z wykształcenia jednak jest doktorem nauk rolniczych ze specjalnością w zoologii - mogę się pokusić o stwierdzenie, że to te małe stworzonka, robaki najmocniej ją interesują, czemu daje wyraz w swoich książkach. Od zawsze mieszka w Bydgoszczy i ewidentnie darzy te miasto ogromną miłością, która wypływa ona na karty jej powieści. “Męczennicy na płótnie” to tom drugi serii z komisarzem Bondysem, historia jednak tyczy się osobnej zagadki kryminalnej, a więc można też czytać ją niezależnie od tomu pierwszego.
 
Bydgoszcz, koniec lutego 1997 roku. Wczesnym rankiem ktoś napada na starszą kobietę, wciąga ją do samochodu. Świadkiem tego jest młoda dziewczyna, która właśnie ucieka z domu, spieszy się na autobus, by dołączyć do chłopaka i wyjechać z nim do Niemiec. Czas ją goni, a to, co się właśnie stało, budzi w niej dylemat - czy wracać, powiadomić rodziców i policję, a tym samym zrezygnować z ucieczki i wyjazdu czy mieć nadzieję, że o porwaniu i tak zaraz się wszyscy dowiedzą i realizować swoje plany?
Kilka dni później policja dostaje zgłoszenie o odnalezieniu ciała w Brdzie. To starsza pani, której wnuczka niedawno zgłosiła zaginięcie. Kobieta ewidentnie się utopiła, jednak nie mógł to być przypadek - ma ranę po nożu na brzuchu oraz związane niebieską linką ręce. Bondys swoim nosem wytrawnego śledczego wyczuwa, że po raz drugi w przeciągu kilku miesięcy przyjdzie im się mierzyć z seryjnym mordercą… Czy ma rację? Po co ktoś zamordował starszą panią, która przecież wkrótce umarłaby sama, po prostu ze starości?
“(...) wyrzuć płótno do kosza, jeśli obraz nie będzie wystarczająco dobry.”
Książka rozpisana jest na prolog, 76 krótkich rozdziałów i epilog. Historia toczy się od końcu lutego do początku kwietnia, przy zmianie dnia akcji informacja zamieszczona jest na początku rozdziału, jednak trzeba zaznaczyć, że nie toczy się ona każdego dnia miesiąca - mamy małe przeskoki, co nadaje lekturze realności - w końcu śledczy nie każdego jednego dnia odkrywają coś nowego, mają w śledztwie przełomy. Dodatkowo w tekście pojawiają się też retrospekcje - od czasu do czasu cofamy się o około 20-30 lat poznając fragmenty historii osób, które w jakiś sposób się z tą fabułą łączą. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, uważnie obserwuje kilka postaci - narrator opowiada nam więc historię niejako z perspektywy komisarza Bondysa, współpracującej z nim młodej aspirantki Beaty, a także mordercy, artysty sfrustrowanego, który chce stworzyć dzieło doskonale. Pojedyncze fragmenty oddane są też przez osoby postronne, które mają w fabule tylko jedną funkcję. Styl powieści jest spokojny, uważny, narrator przygląda się życiu zawodowemu i prywatnemu postaci. W tomie pierwszym lekko uwierały mnie wymuszone wtrącenia o robakach wychodzących ze ściany, w tym tomie już nic takiego nie było - jasne, pojawiają się dalej porównania, są i te robaki, ale wszystko to wypada dużo naturalniej, nie ma wrażenia sztuczności. Gdzieś jeszcze pojawiają się okazyjne powtórzenia, ale ogólnie książkę czyta się naprawdę płynnie i naprawdę dobrze.
 
W “Męczennikach na płótnie” zdaje się, że każdy element świata przedstawionego jest ważny na równi, co wszystkie pozostałe. Bohaterów tej historii poznajemy bardzo dokładnie, przedstawieni są jako pełni, realni ludzie - nie tylko zaprząta ich śledztwo, ale i mają poza tym jakieś życie, jakieś rozterki. I tak ważną rolę w tym tomie dla Marka Bondysa pełni sąsiadka, Estera, której Bondys codziennie pomaga, a z którą ewidentnie łączy go jakaś tajemnica z przeszłości. Bondys to w ogóle świetnie wykreowana postać - z delikatnie burzliwą przeszłością, teraz poświęca się tylko pracy i swojemu psu, w wolnej chwili oddając się przyjemności układania puzzli. Dla niego śledztwo, dojście do prawdy jest tym, co naprawdę się liczy, nie skupia się raczej na niczym innym, przez co czasem wydaje się niespecjalnie uprzejmy w stosunku do świadków.
Jest i Beata, młoda dziewczyna, która bardzo chce na stałe pracować w kryminalnych. Beata w tym tomie dostarcza nam lekkich dylematów miłosnych i w tym jest bardzo ludzka, a co za tym idzie - czasem robi też głupoty…
Ale tą postacią, która fascynuje najbardziej jest oczywiście morderca. Tak naprawdę nie wiemy o nim prawie nic, ale coraz głębiej wchodzimy w jego psychikę, obserwujemy jak obsesja na punkcie dzieła perfekcyjnego, pragnienie sławy i docenienia w środowisku artystycznym budzi w nim zabójcze potrzeby. Równocześnie poznajemy historię jego rodziny, dzieciństwa, tak że z każdym kolejnym rozdziałem jesteśmy wstrząśnięci coraz mocniej tym, jak sam był traktowany, a także tym, jakie efekty to dało… To naprawdę dobrze poprowadzona postać - z jednej strony wsiąkamy w jego psychikę, tak by trochę rozjaśnić obraz jego zafiksowania, z drugiej praktycznie do samego końca zostaje dla nas tajemnicą. To naprawdę sztuka wykreować tak dobrze tak skomplikowaną postać!
“Swoje własne, najbardziej znaczące dzieło w dorobku artysty miał właśnie przed sobą. Ale nie zamierzał na tym poprzestać, pragnął czegoś więcej. Jak każdy geniusz, który miał zapisać się na kartach historii, charakteryzował się ogromną ambicją.”
Intryga kryminalna toczy się rytmem spokojnym, ale poprzez zmianę osoby obserwowanej, zmiany czasu i zaangażowanie czytelnika również w wątki personalne postaci, od samego początku jesteśmy tą historią zaciekawieni, ciężko jest książkę odłożyć, bo tak bardzo chce się wiedzieć co dalej. I faktycznie warto, bo poza gdzieś tam okazyjnymi przestojami i mimo spokojnego tempa, prowadzona jest tak, że raz po raz coś nas zaskakuje, sprawia, że rozumiemy lepiej pojedyncze części układanki, choć złożyć ją w jedną całość jest naprawdę trudno. Podobało mi się też bardzo tempo, w jakim autorka prowadzi historię - chodzi o to, że faktycznie do wszystkiego śledczy dochodzą mrówczą pracą i godzinami poświęconymi na grzebanie w dowodach i zeznaniach. Tu nic nie dzieje się ot tak, nic nie wybija z rytmu - historia toczy się stałym, uważnym tempem aż do samego końca, co znowu zasługuje na podkreślenie - w prozie kryminalnej często zdarza się, że finał dzieje się w dziwnie szybkim tempie - nie było nic wiadomo, a nagle wiadomo wszystko. Białys uniknęła tej pułapki, co ogromnie mnie cieszy!
“(...) największym wrogiem dla śledztwa bywają założenia, bo ludzki mózg zastawia pułapkę - chętnie przyjmuje wygodne i najprostsze wyjście.”
No i trzeci element świata przedstawionego - miejsce i czas, czyli Bydgoszcz końcówki lat 90tych. Dokładność w oddaniu tego elementu jest nad wyraz dopracowana, Bydgoszcz wręcz jest dodatkowym bohaterem powieści. Przyglądamy się ulicom, sklepom, wystrojom wnętrz i innym elementom codzienności, które przez różnice czasowe mocno się od naszych współczesnych różnią. Widać, że autorka bardzo zadbała o realność i tego elementu, pojawiają się tutaj newsy z tamtych lat, zespoły, filmy - wszystko, to co zawsze nam towarzyszy gdzieś w tle. Momentami może podkreślanie tej inności lat, tego jak wtedy wyglądała codzienność jest trochę aż za mocne - tak jak i w debiucie, tak i tutaj było kilka scen, które były przydługie, niepotrzebne, bo to co miały oddać, zmieściło się w pierwszej ich połowie (np. gdy Bondys rozgląda się po ulicy). Jednak to dosłownie kilka takich przypadków.
“Można przetrwać, żyć i funkcjonować bez wiary, przyjaźni, miłości, szczęścia, uśmiechu, radości, marzeń, rodziny, ale nie bez nadziei. Po utracie nadziei na człowieka czeka już tylko śmierć.”
Oczywiście na wspomnienie zasługują też motywy i tematy, jakie przez tę lekturę się przewijają - i one są tu ważne, bo historia zwrócona jest właśnie ku zrozumieniu motywacji, dobremu umotywowaniu psychologicznemu, a nie fizycznej brutalności zbrodni, choć morderstwa wcale i do przyjemnych nie należą - te jednak dzieją się głównie poza kadrem, a my przyglądamy się temu co przed i temu co po. Przede wszystkim w tym tomie dominuje motyw sztuki, który sama bardzo lubię. Sztuka jednak jest tutaj wypaczona, traktowana jest wręcz obsesyjnie, jako skrzywienie, zboczenie, które dominuje nad wszystkim innym. Obrazuje to jak łatwo z potrzeby doskonałości, wysokich ambicji, popaść w przesadę, może nawet i w paranoję. Jednak jest też ta bardziej zwyczajna strona powieści - po raz kolejny skupiamy się na rodzinach, w których relacje są wypaczone, w których traumy i niespełnione nadzieje przenoszone są z pokolenia na pokolenie.
“(...) wprawiał w ruch koło nadziei, która przepływała przez niego, pozostawiając w nim pokłady natchnienia, inspiracji i weny w czystej postaci.”
Podsumowując, “Męczennicy na płótnie” to kryminał naprawdę dobrze dopracowany. Skupiony na tu i teraz oddaje nam codzienność bohaterów, ich bolączki i emocje niekoniecznie związane tylko i wyłącznie z pracą. Dobra intryga kryminalna, która trzyma czytelnika w ciekawości i unika pułapek fabularnych, które się po drodze pojawiają. Niepowtarzalnego klimatu historii dodaje miasto, Bydgoszcz, która wpływa na tę codzienność postaci, na to co robią, jak robią i jak wszystko odbierają. To naprawdę dobry kryminał, w którym wszystko ma swoją rolę w historii, który przywiązuje czytelnika do postaci na tyle, że raczej ten nie będzie się wahał czy sięgać po kolejny tom. Który, ma nadzieję, będzie jeszcze lepszy!
 
Moja ocena 7,5/10

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem SQN.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 18, 2024

"Eksponat" Katarzyna Puzyńska - recenzja premierowa

"Eksponat" Katarzyna Puzyńska - recenzja premierowa
 Autor: Katarzyna Puzyńska
Tytuł: Eksponat
Cykl: Klementyna Kopp, tom 1
Data premiery: 18.06.2024
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 528
Gatunek: kryminał / sensacja
 
Katarzyna Puzyńska to jedna z najpopularniejszych polskich pisarek kryminalnych ostatniej dekady. I dokładnie dekadę temu, w 2014 na rynku polskim wystartowała z debiutem “Motylek”, który był pierwszym tomem serii Lipowo. Teraz, po 10 latach, seria liczy 15 tomów, autorka na koncie ma również trzy książki non-fiction, dwa tomy serii Grodzisko, która gatunkowo zaliczana jest do fantasy, oraz powieść grozy “Bezgłos”. Pierwszy tom Lipowa doczekał się adaptacji filmowej, a prawa do serii sprzedano w dwudziestu krajach, z czego książki ukazały się już w Hiszpanii i Ameryce Łacińskiej oraz w Czechach. W roku poprzednim, 15. tom Lipowa zakończył serię w dokładnie takiej formie, jaką znamy - nie jest to chyba koniec ostateczny, a raczej koniec pewnego etapu. Etapu, który również zrobił miejsce na nowe - właśnie dzisiaj premierę ma pierwszy tom nowej serii, swoistego spin-offu Lipowa, w którym główną rolę odgrywać będzie emerytowana policjantka Klementyna Kopp, do tej pory postać, choć charakterna, to ciągle jednak drugoplanowa, teraz dostała pełną uwagę. Oczywiście nie trzeba znać serii Lipowo, by sięgnąć po serię z Klementyną Kopp, poza tę jedną postacią, która jest i odpowiednio w “Eksponacie” przedstawiona, książka prezentuje całkowicie inny rodzaj kryminału niż te, które do tej pory Puzyńska nam serwowała.
 
Klementyna Kopp, emerytowana, siedemdziesięcioletnia policjantka została sama - bez partnerki, przyjaciół, nawet kot ją opuścił. Nic jej więc już w Brodnicy nie trzyma, może ruszyć z miejsca. Wybiera się zatem w podróż - byle gdzie, byle najdalej. I tak trafia do Stanów Zjednoczonych, na Florydę, do małej turystycznej miejscowości Last Stop. Od razu też wplątuje się w aferę kryminalną - chce pomóc młodej dziewczynie obronić się przed dwoma atakującymi ją mężczyznami, a kończy odkrywając ciało na plaży i ładując się na jacht, który ma zawieść ją wraz z kilkoma innymi osobami na Wyspę Zaginionych, która należy do pewnego popularnego pisarza, a na której właśnie tej nocy mężczyzna organizuje wyścig biegowy. Od początku jednak podświadomie czujemy, że coś tej nocy pójdzie bardzo nie tak… tylko co? Czy trup na plaży ma z tym coś wspólnego? I czy Klementyna, zważając na jej wiek, nadal na pewno jest sobie w stanie z zagadką kryminalną poradzić?
 
Książka rozpisana jest na prolog i 61 rozdziałów, które pogrupowane są w 11 części i epilog. W każdym rozdziale określony jest czas (teraz albo wcześniej), miejsce zdarzeń i postać, za którą w danym rozdziale narrator podąża. Części pisane są naprzemiennie jeśli chodzi o czas - rozpoczynamy ‘teraz’, by już w kolejnym przenieść się ‘wcześniej’. Przy określeniach części dostajemy też adnotację dotyczącą miejsca, w którym będzie się ten fragment historii rozgrywać. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który bardzo łatwo wciela się w kolejne postacie i z ich perspektywy nam opowieść przedstawia - mamy zatem wgląd nie tylko w wydarzenia, ale i emocje i wspomnienia postaci, co jest elementem kluczowym do tego, by móc rozwiązać zagadkę kryminalną. Styl powieści lekko zmienia się w zależności od opisywanej postaci - przede wszystkim widoczne jest to, gdy do głosu dochodzi Klementyna, która mówi i myśli w charakterystyczny sposób - mamy tu i słowa łączone myślnikiem, i rozdzielone, i pisane kursywą, co jest ciekawym sposobem na zaznaczenie charakterystycznego stylu wypowiedzi bohaterki. Jest to taka anomalia, coś, co czyta się może nieco dziwnie, ale też coś, co przy całej nieszablonowej postaci Klementyny trzeba po prostu zaakceptować. Całość czyta się płynnie, bez potknięć, styl jest codzienny, raczej pozbawiony przekleństw.
 
Katarzyna Puzyńska to autorka, która lubi skomplikowane fabuły, sporą liczbę postaci i wątków. I tak też jest w tej książce. Już w samej historii z teraz dostajemy pakiet ciekawych osobowości. Oczywiście jest Klementyna, kobieta twarda, pewna siebie, niespecjalnie towarzyska, która jednak, choć dąży do sprawiedliwości dziwnymi drogami, ma ją w sobie głęboko zakorzenioną. Już sam jej wygląd jest charakterystyczny - ogolona na jeża, z rękami pokrytymi wyblakłymi tatuażami, wiecznie ubrana w swoją ulubioną skórzaną kurtkę. Tak naprawdę sam wygląd dobrze oddaje jej charakter. Obok niej pojawiają się inne postacie: jest trójka biegaczy, którzy startują w nocnym biegu: jedna kobieta stawiająca na swobodę i dwóch mężczyzn - jeden to zawodowy biegacz, drugi początkujący amator, który również jest początkującym autorem. W drodze na wyspę, na maraton, towarzyszy im też pewien sportowy influencer, postać bardzo tajemnicza, gdyż ukrywająca się za... maską. To jego element rozpoznawczy, nadający mu tajemniczości wśród milionów ludzi go obserwujących. No i jest też pisarz, który zaraz ma ich ugościć - autor grozy, znany na cały świat, który ewidentnie jest introwertykiem - siedzi na swojej wyspie i pisze. Czasami tylko pozwala sobie na rozrywkę i tworzy tam Park Grozy, w którym pojawiają się strachy z jego własnej twórczości. Mieszanka postaci wybuchowa? A to dopiero początek!
“Problem z uciekaniem we własny świat jest taki, że w pewnym momencie granica pomiędzy urojeniami a jawą niebezpiecznie się zaciera.”
Tak samo jest z fabułą - początkowo czujemy przyjemne napięcie, lekki klimat może i grozy, może nawet lekko wiktoriański - jest grono postaci, które zostaje przewiezione na odciętą od świata wyspę. Lekki klasyk, dobry start do powieści pełnej napięcia, które jednak chwilę później trochę się rozmywa, by na jego miejsce pojawiała się historia nieco bardziej sensacyjna. Bo już przenosimy się wstecz, poznajemy kawałki historii, które się już stały, które doprowadziły postacie do miejsca, w którym poznaliśmy ich na początku. Sam czytelnik bardzo długo będzie miał poczucie, że nie da rady złożyć tych tak różnych od siebie elementów układanki w jedną całość - bo jest tu i groza, i sensacja, i powieść detektywistyczna, gangsterska, i coś z thrillera, a może nawet i dramatu? Tak różne historie, więc w jaki sposób można je wszystkie połączyć w jedno? Autorka długo trzyma nas w tej zagadce, długo nie pozwala odkryć nam wszystkich kart.
 
W historii tej pojawia się wiele dosyć dziwnych elementów i tematów wymuszających dosyć specyficzne przemyślenia. Najważniejszy, taki, który i mnie od pewnego czasu mocno frapuje, jest poruszany na samym końcu, jednak to z nim wiąże się całe wyjaśnienie zagadki, więc zwyczajnie nie mogę napisać o nim wprost. Nie czytajcie też przypadkiem przez rozpoczęciem lektury posłowia od autorki, bo i nim możecie sobie tę powieść zaspoilerować. Poza tym tematem, wyłapałam sporo przemyśleń na temat rodziny, więzów krwi i traum, jakie powstają u dzieci za sprawą ich własnych rodziców. To opowieść o ambicji, o lęku, o bliznach i zemście, a także o wyrzutach sumienia i wykorzystywaniu tych, którzy są od nas słabsi. Tak jak postaci i wątków, tak i tematów jest tu bardzo dużo, każda z postaci zdaje się nieść sobą coś innego, inne zagadnienie do zastanowienia.
“Wielki świat, wielkie sprawy, a jednak wszędzie w gruncie rzeczy jest tak samo (...). Ludzie kochają, zazdroszczą i pod każdą szerokością geograficzną kulka w głowę tak samo zabija.”
“Eksponat” Puzyńskiej to takie trochę misz-masz. Klimat historii wraz z jej rozwojem cały czas się zmienia, tematów i postaci jest tak dużo, że trudno wskazać tę jedną przewodnią, najistotniejszą. Momentami miałam wrażenie, że jest tego trochę za dużo, tym bardziej, że nie było tego łącznika jak w serii Lipowo, gdzie nad wszystkim cały czas panował jeden klimat. Tutaj jest bardzo zmiennie, więc czytelnikom może być trudno się w historię wczuć. A jednak jest w niej coś, co sprawia, że ogólnie lektura jest ciekawa i po prostu dobra. Czy to te przeróżne tematy zmuszające do refleksji? Mnie na pewno bardzo podobały się początkowe fragmenty toczące się teraz, na wyspie, bo dały moją ulubioną atmosferę klasyki, lekkiej powieści grozy, motywów wiktoriańskich. Jednak później zaczyna królować to, co autorce przyświecało, gdy tworzyła tę powieść - klimat rodem z amerykańskim powieści kryminalnych, powieści grozy. Sama w posłowiu przyznała, że to jej hołd dla ulubionych pisarzy z tego regionu świata i faktycznie to w powieści czuć. Tak samo jak miłość autorki do biegów - nie bez kozery pojawia się tutaj ten maraton. Pierwszy tom nowej serii prezentuje nam więc inną odsłonę Puzyńskiej - nie będę oceniać czy lepszą czy gorszą, zostańmy na tym, że po prostu inną. Ciągle bogatą w wątki i poplątaną, ale z dużo wyraźniejszą sensacyjną nutą.
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 17, 2024

"Nie pytaj" Maria Biernacka-Drabik

"Nie pytaj" Maria Biernacka-Drabik
 
Autor: Maria Biernacka-Drabik
Tytuł: Nie pytaj
Data premiery: 12.06.2024
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 320
Gatunek: powieść obyczajowa / thriller obyczajowy
 
Maria Biernacka-Drabik na rynku książki po raz pierwszy pojawiła się na początku roku 2023 z książką “Za żywopłotem”, która okazała się świetnie przyjętym przez czytelników thrillerem. Teraz, ponad rok później, wraca z powieścią całkowicie inną - bardziej refleksyjną, mocniej skupioną na warstwie obyczajowej, w której zbrodnia i tajemnica przez większą część historii są tylko pretekstem do rozmyślań na temat szeroko pojętej rodziny. “Nie pytaj” więc jest książką trudną do skategoryzowania, a jednak odpowiednie jej określenie jest konieczne, by trafiła do właściwych odbiorców. Sama najchętniej posłużę się określeniem gatunkowym z dziedziny filmu - dla mnie jest to dramat rodzinny.
Maria Biernacka-Drabik pisze swoje książki po godzinach, na co dzień jest nauczycielką języka polskiego wspierającą tę kreatywną stronę swoich uczniów - tworzy scenariusze i reżyseruje sztuki dla amatorskich młodzieżowych grup teatralnych. Żyje w Lubartowie z mężem i córką, ceni sobie zarówno spokój bieszczadzkich szlaków, jak i mazurskiej wsi.
 
Historia “Nie pytaj” rozpoczyna się pod koniec maja 2023. Od tragicznej śmierci matki Ingi minęły już ponad cztery miesiące, jednak kobieta nadal nie potrafi się z tą stratą pogodzić - męczą ją wyrzuty sumienia, w końcu jej ostatnia rozmowa z matką tyczyła tego, że Inga niestety nie ma czasu się z nią spotkać. Matka nie naciskała, pojechała gdzieś na jeden dzień nie mówiąc nic nikomu i zginęła po drodze… Czy gdyby Inga wtedy znalazła dla mamy czas, to historia potoczyłaby się inaczej? Tego nikt nie jest w stanie stwierdzić, ale by przywrócić sobie spokój ducha, Inga musi przynajmniej dowiedzieć się, gdzie wtedy matka jechała. A skoro nikomu o wyjeździe nie powiedziała, to czy przypadkiem nie wróciła do tematu swojej przeszłości? Dzieciństwa, które spędziła w domu dziecka z wpisem o nieznanych rodzicach w swojej karcie? To jedyny temat, który przez całe życie nie dawał jej spokoju, nie pozwalał czerpać radości z życia, tak w pełni. To też temat tabu, a zatem Inga nawet nie za bardzo wie od czego teraz zacząć swoje małe śledzwo… Czy uda jej się dojść do tego, czego matce całe życie się nie udało? A może lepiej byłoby dla niej, gdyby nie zadawała żadnych pytań?
“- Tylko teraz zaczynam się zastanawiać, czy na pewno chcę poznać tę historię.
- To tylko historia. Nie teraźniejszość.”
Książka rozpisana jest na prolog, krótkie nienumerowane rozdziały z określeniem czasu i miejsca i epilog. Historia toczy się w dwóch czasach pisanych naprzemiennie: teraz i w tamtym czasie (czyli w roku 1970), a także w kilku różnych miejscach i perspektywach - jest Lublin, Osada i Orzysz, a nawet przez chwilę Wiedeń, jest Inga, Wanda i Jan, choć to te dwie pierwsze kobiety mocniej zaprzątają uwagę narratora. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego w historii współczesnej oraz w trzeciej osobie czasu teraźniejszego w historii z przeszłości, określanym jako ‘tamten czas'. Styl opowieści jest w dużej mierze opisowy, refleksyjny, skupiony na przemyśleniach i odczuciach postaci. Język momentami wydaje się lekko liryczny, ogólnie historia oddaje wrażenie spokojnego smutku. Mnie samej czytało się już dobrze od momentu, w którym zaakceptowałam, że to refleksyjno-obyczajowa proza - zatem przy tym tytule nastawienie faktycznie jest ważne.
“Żeby wyjść z żałoby, trzeba oswoić się z pustką, a nie od niej uciekać.”
 Na pierwszych stronach powieści dostajemy obraz żałoby - zarówno od strony samej Ingi, jak i jej oczami żałoby jej ojca. Sporo refleksji jest na temat przemijania i niespodziewanego zakończenia życia oraz nieumiejętności pogodzenia się ze stratą. To te uczucia gnają Ingę, by nie odpuszczać, by drążyć temat, który był skazą na całym życiu jej matki. Skazą, bo przecież korzenie, to skąd pochodzimy i jak wyglądało nasze dzieciństwo ma znaczenie, to wpływa na całe dorosłe życie. Inga podważa przez to swoje własne wspomnienia z dzieciństwa, zastanawia się czy mama faktycznie była szczęśliwa tak jak ona to pamięta czy jednak zawsze czaił się za nią ten cień tajemniczej przeszłości. Im dalej w lekturę, tym dostajemy coraz więcej bodźców - nie tylko w postaci Ingi i Wandy, ale są też np. wymiany mailowej czy fragment pamiętnika, które te przemyślenia nad wagą swoich korzeni dopełniają. Tematycznie jest to historia bardzo smutna, przejmująca, opowiadająca o dysfunkcyjnych rodzinach i dzieciach, które próbują sobie z takim życiem radzić. Życiem nie tylko w czasach dziecięcych, ale ogólnie, bo przecież nie da się wymazać wspomnień tego, co przeżyło się w latach najmłodszych - to siedzi w człowieku głęboko, mocno wpływając na jego własne postrzeganie siebie samego. To opowieść pełna krzywd, tragedii i zniszczonych żyć, bardzo mocno skupiona na rodzinie i życiu w małej wiosce, jaką reprezentuje tutaj Osada.
“(...) rozłąka, choćby krótka, pozwala zauważyć, co można stracić.”
Sama intryga kryminalna długo pozostaje w tle - jasne, Inga rusza w podróż, rusza po odpowiedzi na pytania, które dręczyły jej matkę, odkrywa coraz smutniejsze tajemnice, które usprawiedliwiają to, że jej matka nigdy nie chciała mówić o swojej młodości, ale to jednak przyglądanie się ludziom i ich relacjom gra pierwsze skrzypce. Dopiero pod koniec akcja zaczyna się zagęszczać, a sama historia nabiera nieco bardziej kryminalnego wydźwięku, jednak nadal książce jest bliżej do powieści obyczajowej z elementem zagadki niż do faktycznego thrillera czy kryminału. A jako że zagadka raczej pozostaje w tle, to z początku nie wzbudza w czytelniku specjalnego napięcia – dopiero, gdy na jaw wychodzą coraz mroczniej fakty, które lekko podważają to, co Inga o matce myślała, czytelnik zaczyna odczuwać zaciekawienie rozwiązaniem zagadki. A te pozostaje w zgodzie z całą atmosferą powieści - jest spokojne i przepełniające smutkiem.
“W jej psychice też cały czas były rany, lecz w przeciwieństwie do tych na drzewie, jej okaleczenia się nie zabliźniły. Nadal sączyły się z nich wyrzuty sumienia na przemian z poczuciem nieodwracalnej straty.”
W tej historii mamy dwie główne bohaterki - jest Iga i jest Wanda, starsza pani, pianistka. Obydwie mierzą się ze swoimi demonami - Inga z wyrzutami sumienia po śmierci matki, ale w momencie, gdy zaczyna się zajmować tą sprawą, to wtedy wyrzuty sumienia, ten niepokój dotyczą jej własnej rodziny, córki i męża. Wanda też zamierza zamknąć jakiś rozdział, ona jednak długo pozostaje dla nas tajemnicą, nie za bardzo wiadomo o co w jej fragmentach chodzi - można tylko odczuć, że są melancholijne. Ogólnie jednak mam wrażenie, że nie na postaciach się tutaj skupiamy, one są po to, by nieść historię, by zmuszać do refleksji.
“Myślę, że pani nie rozumie. (...) Żeby zrozumieć, trzeba przejść przez to samo.”
Wspomniałam też, że historia toczy się w dwóch czasach, zatem poza współczesnym, jest też ta opowieść z roku 1970. I tu skupiamy się na tej małomiasteczkowości, jest jakiś chłopczyk, ale i tutaj jak w przypadku Wandy, nie wiadomo co ta historia ma przynieść prawie że do samego końca. Ale przecież jakoś z czasami współczesnymi wiązać się musi?
“Ta opowieść ją poraziła. Jak wiele z tych, których ostatnio przyszło jej wysłuchać.”
“Nie pytaj” to obyczajowa, refleksyjna proza, która z każdą kolejną stroną powieści nasuwa czytelnikowi pytania natury filozoficznej - zadaje pytania o wagę więzi rodzinnych, o wpływ dzieciństwa na dorosłe życie, na związki i zaufanie. Historia toczy się tempem spokojnym, skupiony na wnętrzu postaci, choć zdarzają się też i ciekawe miejsca, na które warto zwrócić uwagę, jak choćby Park Tradycji. I tu znowu pojawia się te nieustannie gnębiące pytanie - jaki wpływ na teraźniejszość ma przeszłość? Narracja prowadzona jest spokojnie, wywołuje w czytelniku lekkie zainteresowanie, na tyle, by był ciekawy zakończenia, jednak to ani nie intryga, ani nie postacie są tu najważniejsze - te miejsce zarezerwowane jest dla tematów społecznych, które przepełniają smutkiem.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 16, 2024

Book tour z "Nie zawiedź mnie, tato. cz.I"!

Book tour z "Nie zawiedź mnie, tato. cz.I"!
"Nie zawiedź mnie, tato" Stefana Dardy to książka doskonale nadająca się na całoroczną lekturę - jej akcja toczy się od zimy do późnej jesieni, a każda z pór roku, choć w tle, oddana jest bardzo obrazowo i przyjemnie. Więc czy jest lepszy tytuł nadający się na book tour, w czasie którego książka przez dobrych kilka miesięcy podróżuje od jednego czytelnika do drugiego? Chyba nie! Gorąco zatem zachęcam do udziału w tej akcji, o ile tylko lubicie powieści kryminalne spokojne, z mocnym wątkiem obyczajowym, zmuszające do własnych refleksji. Na pewno zachwyci Was też podróż głównego bohatera, Zdzisława Mokryny - traktowana i dosłownie, gdyż bohater krąży pomiędzy Bieszczadami a Podlasie, i metaforycznie, w aspekcie psychologicznym. Mokrynę można już było spotkać też wcześniej, w pierwszym tomie serii pt. "Zabij mnie, tato", ale jego znajomość nie jest konieczna, by docenić tom drugi. Podkreślam jednak, że ten tom drugi, to na razie tylko jego pierwsza część - część druga ukaże się jeszcze w tym roku, tym samym w pełni rozwiązując zagadkę kryminalną. 

Więcej o książce możecie poczytać w mojej recenzji - klik!, zapraszam też na rozmowę ze Stefanem Dardą, którą miałam przyjemność przeprowadzić pod koniec maja - klik!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autora oraz profil Wydawnictwa Czarna Owca w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż w czwartek rano, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa, autora i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @zaczytanaksiegowa 
2. @mirkowo3  (10.07-31.07)
3. @statek_z_papieru 
4. @milosniczka.kavy 
5. @natka_tom 
6. @magdulka03wojcik 
7. @jpryczek 
8. @cricieta (08.10-31.10)
9. @sylwiaaa 
10. @allbooksinmylife 
11. @monikaormanin 
12. @cherish_the_book 
13. @marza.czyta 
14. @z_ksiazka_mi_po_drodze 
15. @allbooksismylife (19.02-25.03)
16. @ahywka_p 
17. @po_prostu_o_ksiazkach
18. Anna Mucha (FB)  
19. @rrramona 
20. @danutabobrowicz
21. @annadyczko_mczas  
22. @czytanie_noca 
23. @zafascynowana.ksiazkami_ (książka jest tutaj od 04.07)
24. @agnieszka_ines83
25. @oczytane_skrzaty
26. @books.injuly

czerwca 14, 2024

"Nieobliczalna" Magda Stachula - książka a film

"Nieobliczalna" Magda Stachula - książka a film
“Nieobliczalna” to thriller psychologiczny Magdy Stachuli, który na rynku pojawił się w październiku 2022 roku (recenzja -klik!). Zaliczany jest do nurtu powieści domestic noir, które wkradają się w domowe zacisza i odsłaniają czające się w nich, niewidoczne dla świata demony. Historia, którą przedstawia ta książka skupia się na trzech kobiecych bohaterkach - Martynie, Alicji i Adelinie. Ta pierwsza wiedzie pozornie wygodne życie u boku bogatego i znanego męża, choć tak naprawdę jest ofiarą przemocy domowej. Alicja z kolei samotnie wychowuje syna - tyle, że syn ma już 22 lata, a Alicja zdaje się tego nie zauważać, choć panicznie boi się rozstania. Adelina z kolei to dziewczyna dużo młodsza od pozostałych dwóch, która jednak też nie ma w domu łatwo - opiekuje się matką, która cierpi na silną depresję. Mimo poważnych, istotnych dla świadomości społecznej tematów, autorka wpisała je w fabułę tak sprawnie, że temat nas nie odrzuca, a bardzo ciekawi, kibicujemy bohaterkom, by udało im się zmienić swoje życie na szczęśliwsze, choć od początku wiemy, że dla którejś kobiety zakończy się to tragicznie. Ogólnie historia daje poczucie zajmującej rozrywki - są tu i wątki romansowe, i poważniejsze, jest i dobrze utrzymane napięcie.
 
I ten potencjał dostrzeżono w branży filmowej. “Nieobliczalna” 17 maja 2024 ukazała się na dużym ekranie i jest pierwszym tytułem Magdy Stachuli, który został zekranizowany. Film stworzony został na zlecenie platformy Amazon Prime, a za jego reżyserię odpowiedzialny jest Piotr Trzaskalski, choć z pewnością uwagę czytelników przyciągną przede wszystkim nazwiska gwiazd, które wcieliły się w role postaci tej historii: Agnieszka Grochowska zagrała Martynę, Magdalena Cielecka Alicję, Julia Wieniawa-Narkiewicz Adelinę, Paweł Małaszyński przemocowego męża Martyny, Andrzej Seweryn jego ojca, a Daniel Ptak syna Alicji. Na chwilę pojawia się też Grzegorz Damięcki! Seans ten trwa godzinę i 41 minut.
 
Oczywiście przy ekranizacji filmowej, nie serialowej, konieczne są zmiany, tak by historia zmieściła się w odpowiednim czasie. I faktycznie część wątków została pominięta, twórcy filmowi przede wszystkim skupili się na historii Martyny i Adeliny, historia Alicji została odsunięta nieco na bok. Dobrze też wybrnęli z wątków, które w książce łatwo było przekazać przez narrację pierwszoosobową - w filmie został wprowadzony wątek policji i przesłuchania, które ładnie te wewnętrzne wyjaśnienia powieściowe obrazuje. Ogólnie film jako film, nie ekranizacja, jest naprawdę dobry. Gra aktorska - przede wszystkim tych starszych aktorów, jest niesamowita. Grochowska dobrze oddała emocje zastraszonej żony, a Małaszyński, jak sam podkreśla, w końcu przełamał swój stereotyp amanta i faktycznie wiarygodnie wcielił się w rolę tego złego. Ich kreacje naprawdę zachwycają, zresztą nie tylko ich, Andrzej Seweryn też bez wątpliwości mnie do swojej roli przekonał. Ich kreacje, jak i pozostałych aktorów, są na najwyższym poziomie, nie miałam tutaj chyba ani razu odczucia, że coś wyszło nienaturalnie, co jest wręcz niespotykane w polskich produkcjach. Historia dobrze trzyma w napięciu i wszystko faktycznie do siebie pasuje - no, może z 2-3 niewielkie scenki nie do końca przekonały mnie czy mają zasadność w fabule, jednak to niewielkie niuanse. Jak to w polskim kinie bywa, jest trochę przekleństw, momentami sporo nagości (kobiecej oczywiście), ale całościowo historia jest naprawdę spójna i dobrze złożona.
 
Tyle że mocno odstaje od książki. Twórcy filmowi na szkielecie intrygi kryminalnej z powieści zbudowali nieco inną fabułę, jest zatem naprawdę dużo zmian. Jasne, część z nich wynika z tego, że historię trzeba było skrócić, część jednak jest dla mnie bezzasadna. Różnice są w sumie we wszystkim - zawodach postaci, historii poznania, nawet ojciec zmienił ojcostwo - w książce jest ojcem Martyny, w filmie jej męża. Start historii jest inny, koniec również. Nie ma co wymieniać dalej różnic - zgadzają się tylko kluczowe elementy fabuły. Zatem na pewno nie możemy w tym wypadku mówić o ekranizacji, może adaptacji bądź po prostu inspiracji.
 
Zatem “Nieobliczalna” jest dobrą propozycją rozrywkową zarówno jako książka, jak i film. Obydwie formy dobrze trzymają w napięciu, w zaciekawieniu, tak że czytelnik może na chwilę oderwać się od rzeczywistości i przenieść do świata bohaterów - który nie jest pozbawiony problemów, co jest dla nas korzyścią podwójną - to nie tylko rozrywka, ale i historia uwrażliwiająca społecznie. Polecam jednak między tymi dwoma mediami zachować spory odstęp, tak by w pamięci szczegóły historii się zatarły, by móc cieszyć się każdą jej formą, bo kiedy od razu po lekturze książki zobaczymy film, to na pewno nie da się uniknąć porównań, a wtedy wrażenia z seansu mogą okazać się zepsute, gdyż nie są spójne z historią oryginalną. A może kolejność odwrotną od tej, co większość z czytelników stosuje? Najpierw film, później książka? W moim wypadku się to sprawdza - gdy film uznam za dobry, to zdania już o nim nie zmienię, a gdy zaraz później czytam oryginał, to różnice mnie nie drażnią - w końcu film ma już ocenę, a na pierwowzór przecież denerwować się nie mogę 😊 Chyba że jesteście w stanie oddzielić emocje i w drugą stronę?
 
Moja ocena książki: 7/10
Moja ocena filmu: 7/10
 

Film znajdziecie na platformie Amazon Prime - klik!
(nowi użytkownicy mogę za darmo testować aplikację przez 30 dni, późniejszy koszt to 49zł rocznie bądź 10,99zł miesięcznie).

 
Post powstał w ramach współpracy z Wydawnictwem Luna.
Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


czerwca 13, 2024

"Piąty gość" Jenny Knight

"Piąty gość" Jenny Knight
 Autor: Jenny Knight
Tytuł: Piąty gość
Tłumaczenie: Agata Pryciak
Data premiery: 05.06.2024
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Jenny Knight to brytyjska autorka thrillera psychologicznego “Piąty gość”, który na rynku angielskim ukazał się w 2023 roku. Jest to jej debiut w tym gatunku, ale nie debiut literacki, gdyż na swoim koncie ma kilka lekkich powieści skierowanych do kobiet, które pisała jako Jenny Oliver. Jednak nie tylko od strony autorki zna branżę literacką – ma również doświadczenie pracy w wydawnictwie oraz w dziennikarstwie. Pomysł na stworzenie „Piątego gościa” zaczerpnęła z pewnych własnych doświadczeń - swego czasu trenowała wioślarstwo, sport, który ma istotne znaczenie dla kilku bohaterów tej historii.
 
Anglia, lato. Piątka dawnych znajomych ze studiów dostaje pocztą zaproszenie na odsłonięcie pomnika upamiętniającego jednego z ich starej paczki. Żaden z nich niespecjalnie chce iść, Caro wpada jednak na pomysł, by dodać sobie wspólne otuchy na dzień przed wydarzeniem i zaprasza wszystkich do swojego pięknego domu na przedmieściach Londynu na kolację. To znaczy nie wszystkich - zaproszenie dostaje Lilly -autorka bestsellerowego thrillera, Travis - trener personalny i George - pracownik biurowy średniego szczebla. Elle zaproszona na kolację nie została, jednak kompletnie jej to nie przeszkadza - po prostu zjawia się w drzwiach. I tak po 20 latach od ostatniego spotkania znajdują się w swoim starym gronie, w gronie współlokatorów z czasów drugiego roku na Oksfordzie. Od początku czuć, że w każdym z gości emocje buzują, a gdy już zasiadają do stołu i zaczynają rozmawiać, raz po raz na jaw wychodzą coraz mroczniejsze sekrety… Kto z nich posunął się w swoich występnach najdalej? Komu udało się najwięcej zataić? I jak wpłynęło to na to, kim są teraz? Jedno jest pewne - te spotkanie na pewno nie zakończy się bez ofiar.
 
Książka rozpisana jest na 49 rozdziałów podzielonych na pięciu bohaterów oraz dwa czasy - teraz, w czasie kolacji i 20 lat temu, podczas drugiego roku ich studiów. Historie toczą się naprzemiennie, każda zmiana czasu i postaci jest zaznaczona w tekście. Całość otwiera wycinek z gazety, który lekko sugeruje krwawe zakończenie historii, a pomiędzy rozdziałami, które otwierają jakby nowy rozdział tego jednego wieczoru, dostajemy spis menu, jakie Caro gościom zaserwowała. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który z łatwością wchodzi w głowy bohaterów, z perspektywy których akurat opowiada historię. Styl powieści jest płynny, ciekawy, raczej nie ma w nim przekleństw, jest za to płynne przechodzenie z czasów aktualnych do wspomnień postaci, dzięki czemu czytelnik z każdą stroną odkrywa kolejne fragmenty układanki, kolejne zatajone tajemnice. Dzięki temu, że narrator ukazuje nam naprzemiennie historię z punktu widzenia każdej z postaci, możemy poznać od razu też ich odbiór tego, co się dzieje, jak kolejne wydarzenia wpływają na ich zachowanie. Całość czyta się naprawdę dobrze, bardzo łatwo, jakby intuicyjnie, styl jest lekki i poprawny, przez co czytelnik może w całości skupić się na opisywanej historii.
“Czy było coś gorszego od przepowiedni przeciętności? Od ludzi, którzy nie dają ci nawet cienia szansy, że wybijesz się ponad normę?”
A ta jest bardzo pokręcona i napisana tak, by co chwilę zaskakiwać. Z początku fabuła zaczyna się dosyć spokojnie, ot piątka starych znajomych odświeża tę znajomość po latach, a w międzyczasie poznajemy historię ich poznania. I zdawałby się, że nic tutaj specjalnego w tym nie ma, sytuacja przecież całkowicie zwyczajna, ale przez różnice charakterów postaci, od samego początku czuć pomiędzy nimi napięcie. Czuć, że emocje buzują, coś się dzieje i na pewno zaraz coś się stanie - zarówno teraz, jak i w historii z czasów studenckich. Zatem mimo iż do wspomnienia o choćby potencjalnej zbrodni dochodzi dopiero, gdy fabuła już jest dosyć zaawansowana, to od początku cała ta opowieść dziwnie wciąga, dziwnie ciekawi…. A gdy już pojawia się możliwość zbrodni, to emocje zaczynają sięgać zenitu! Historia prowadzona jest bardzo sprawie, w odpowiednich momentach pojawiają się kolejne zaskoczenia, przez co czytelnik cały czas utrzymany jest w wysokim stopniu zaciekawienia.
“(...) nie miał najmniejszego zamiaru pozwolić, by życie upłynęło mu na drugim miejscu, w cieniu najlepszych.”
Wspomniałam już o charakterach postaci - mamy piątkę postaci plus szóstego chłopaka, którego teraz mają upamiętniać. A my poznajemy ich w dwóch czasach, tym jednak, w którym wszystko się zaczyna, jest ten wcześniejszy, w czasach studenckich. I tak przyglądamy się tutaj zderzeniu bogatych, rozpieszczonych i nieco zdemoralizowanych dzieciaków z tymi, którzy na miejsce na tej prestiżowej uczelni musieli sami zapracować. Każdy z nich jest jednak ambitny, każdy chce być najlepszy, a przynajmniej chce się utrzymać na powierzchni. Ta presja dla wszystkich jest wyniszczająca, a gdy dochodzą do tego jeszcze emocje młodych, nastawionych na korzystanie z życia ludzi, mieszanka robi się wybuchowa. I tak mamy w tym towarzystwie cichą, szarą myszkę, mamy dziewczynę, która wychodzi poza schematy oraz taką, która uparcie chce się w nie wcisnąć. Są też chłopcy - z trudnymi relacjami z ojcami, goniący za ich aprobatą, którzy dla prestiżu, dla poklasku mogą zrobić wszystko. I tak obserwujemy jakie tworzą się relacje pomiędzy nimi, jak zacierają granice tego, co jest zdrowe, a tego, co mocno toksyczne… Jedni się podpuszczają, inni manipulują, każdy ma ukryte motywy. Czy to zawsze te bogate dzieci są takie zdeprawowane? A może to przez te podsycanie przez osoby z zewnątrz właśnie takie się wydają, na takie się kreują?
“To właśnie jego arogancka wiara w to, że wszyscy go pożądają, sprawiała, że był jednocześnie niebezpieczny i skrajnie naiwny.”
No i jest też teraz. 20 lat później, każdy z nich jest już kimś, prowadzi jako tako uporządkowane życie. Czy jednak te cechy, które poznaliśmy w ich młodszych wersjach nadal w nich siedzą? Jak się zmienili? Czy da się wyprzeć złe nawyki? Te zderzenie pomiędzy tym co było, a tym co jest, doskonale widać gdy wszyscy razem się spotykają - właśnie wtedy odżywają ich stare ‘’ja’, ich dawne marzenia, pragnienia i emocje. Ciekawie jest obserwować, jak sam dobór towarzystwa wpływa na zachowanie postaci…
“(...) odzyskała swoją historię. Odnalazła ją na samym dnie piekła.”
“Piąty gość” to opowieść buzująca od emocji - tych skrywanych głęboko, przez lata, wspomnień, które choć przysypywane od dawna, potrzebują tylko niewielkiej iskry, by ponownie ożyć. To opowieść o toksycznych relacjach, manipulacji, egoizmie, zależności pomiędzy spokojniejszymi a bardziej dominującymi charakterami. A także o krzywdach, uzależnieniach, pragnieniach i próbie sprostania oczekiwaniom - swoich i otoczenia, sprostania tak bardzo, że można zatracić perspektywę. Nagromadzenie tych wszystkich tematów sprawia, że jest to thriller mocno psychologiczny, który fascynuje tym co dzieje się wewnątrz postaci - nawet nie potrzeba wzmianki o zbrodni, by dać się porwać tej historii. A w momencie, gdy to się dzieje, od książki zwyczajnie nie można się oderwać. To thriller zdecydowanie w moim guście! Czekam na więcej powieści tej autorki!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskim.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!