maja 01, 2026

"Cztery pory zbrodni. Lato" Michał Ritter

"Cztery pory zbrodni. Lato" Michał Ritter

Autor: Michał Ritter
Tytuł: Cztery pory zbrodni. Lato
Cykl: Cztery pory zbrodni, tom 2
Data premiery: 22.04.2026
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 584
Gatunek: powieść sensacyjna / kryminalna
 
Michał Ritter to pseudonim, drugi już w karierze literackiej tego autora. Za tetralogię Cztery pory zbrodni wziął się w chwili, gdy zakończył trzyletnią pracę nad inną książką, która kosztowała go wiele energii. Przygody byłego oficera GROM-u Huberta Rajchera miały być chwilą oddechu, nowym etapem, stąd wynikła potrzeba przybrania nowego nazwiska. Zawodowo wiele lat przepracował w dyplomacji, jest znawcą Bliskiego Wschodu, ekspertem w dziedzinie terroryzmu i sekt religijnych. “Cztery pory zbrodni. Lato” to drugi tom serii sensacyjno-kryminalnej, która zaplanowana jest na cztery części.
 
Czerwiec, Warszawa. Od wydarzeń z “Cztery pory roku. Wiosna” (recenzja - klik!) minęło kilka tygodni, emocje związane z tamtymi wydarzeniami już opadły. W policji zaszły zmiany, pozycja Anny Zaspy jednak im nie uległa - nadal ma stopień komisarza, dalej pracuje w tej samej dzielnicy Warszawy, tylko teraz chwilowo nie ma partnera. Z Hubertem też kontakt się osłabił - zajęty jest Akademią Rajchera, w której prowadzi szkolenia z samoobrony dla kobiet. I to tam właśnie zaczepia go pewna dziennikarka, która wydaje się być dziwnie mocno w jego sytuacji zorientowana, a co więcej - sprawia wrażenie nieustępliwej i zdeterminowanej. Niedobrze. To ona też pojawia się na miejscu znalezienia zwłok znanego muzyka - ktoś zostawił go na ławce nieopodal Wisły, nagiego, z dziwnym znakiem wypalonym na klatce piersiowej… Przed Zaspą nowe kryminalne wyzwanie, tym razem jednak na ręce będzie patrzeć jej cała Polska - w końcu zginął ktoś sławny. Rajcher zamierza jej w tym śledztwie pomóc, nie wie jeszcze tylko, że zaraz sam może w swojej sprawie potrzebować pomocy. Zaraz okaże się, że duchy przeszłości wracają…
“Duchy wracają, bo w porę się ich nie pozbyliśmy.”
Książka rozpisana jest na pięćdziesiąt siedem rozdziałów (czasami dzielonych na krótsze fragmenty), otwiera ją słowo wstępu od autora, a zamyka dwudziestostronicowy fragment tomu kolejnego serii pt. „Jesień”. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy kilku postaci: podstawowe to Rajcher i Zaspa, ale są też perspektywy, które pojawiają się od czasu do czasu: kogoś, kto zwie się księciem, dziennikarki, czy z kogoś, kto w poprzednim tomie został zatrzymany. Narracja prowadzona jest spokojnie, w sposób wyważony, w którym jest czas na uważność, dokładność w oddaniu detali, gestów, zachowań - dzięki temu mimo sensacyjnej otoczki, to relacje i podlegający im ludzie wydają się tutaj najważniejsi. Narrator jest wszechwiedzący, a przynajmniej wie więcej niż czytelnik - nieraz pozostawia nas w zawieszeniu, nie relacjonuje wszystkiego, czego dowiadują się postacie. Książka pisana jest dopracowanym językiem, w którym raczej nie ma za wiele miejsca na przekleństwa, na pewno nie na wulgarność. Momentami w niektórych fragmentach pojawia się mała niekonsekwencja w narracji, chwilami nieco sztucznie wypadają zwroty pan/pani, a zwroty angielskie nie są tłumaczone (a przecież nie każdy czytelnik musi ten język znać) - to detale, które wymagałyby poprawy, jednak nie są na tyle istotne, by wpłynęły znacząco na odbiór powieści, który w moim odczuciu jest bardzo pozytywny. Książkę czytało mi się lekko, sprawnie, a dialogi w większości wypadały przyjemnie naturalnie.
"- (…) Żart zamienił się w koszmar. Musieli być już mocno pijani. Ale z drugiej strony, czy alkohol cokolwiek tłumaczy? – Znowu opuściła wzrok. – Tak sobie myślę, że w niektórych ludziach drzemie zło i w pewnych sytuacjach dochodzi do głosu."
Podoba mi się dbałość, z jaką autor podchodzi do szczegółów. Tu gesty mają swoją interpretacje, wątki militarne dotyczące sztuk walki czy rodzaju broni, ale też i medyczne, czy jakiekolwiek inne przewijające się przez tę historię, są sprawnie tłumaczone, a co więcej, autor robi to w taki sposób, że czytelnik nie ma wrażenia sztuczności, a jego uwaga się nie rozmywa - to nie są nudne fragmenty, co samą mnie zdziwiło, bo przecież fanką wątków militarnych nie jestem. A jednak autor uwagę kieruje tak, że te wszystkie detale zdają się historię uzupełniać, sprawnie korzysta ze swojej wiedzy na ten tematy i umiejętnie przeplata prawdziwe informacje z fikcją literacką.
"Lubiła powtarzać, że dziennikarz jest w pewnym sensie jak saper: powinien umieć rozbrajać miny, a nie włazić bezmyślnie na pole minowe, czyli samemu pakować się w kłopoty."
Cała opowieść oparta jest o dwa wątki: kryminalny, któremu przewodzi Anna Zaspa oraz sensacyjny, który mocno opiera się na przeszłości Rajchera i to on wydaje się ważniejszy - w środkowej części powieści mocno dominuje, dopiero gdy już znajdzie swoje rozwiązanie, fabuła może powrócić do wątku kryminalnego. Przez to właśnie w pewnym momencie miałam wrażenie, że zagadka kryminalna gdzieś się rozmyła, straciła na swojej ważności, niemniej jednak nie zaważyło to na napięciu, jakie autor w czasie powieści zdołał zbudować, bo wątek sensacyjny poprowadzony je z dużą wprawą. Intryga kryminalna dowodzenie przejmuje pod koniec, kiedy to wszystkie jej elementy zostają odpowiednio domknięte. Mimo tej nierówności, połączenie wątków wydaje się udane, a przynajmniej, jeśli rozpatrywać mamy je pod kątem wzbudzenia ciekawości w czytelniku - przyznam, że w tym tomie nie było wątków, które by mnie nie ciekawiły, każdy (a jest ich kilka!) ma w sobie coś, na czym warto skupić uwagę. Tempo akcji raz przybiera na sile, raz spowalnia, to też jednak nie jest minus - przy powieści sensacyjnej stałe szybkie tempo bywa nużące i sztuczne, w tym wypadku autor doskonale to wypośrodkował.
“Czekanie samo w sobie nie było niczym złym, bo ostatecznie zawsze przybliżało do celu.”
Intryga głównych wątków prowadzona jest z rozmysłem, a choć obydwa są dobrze umotywowane, to, jak już wspomniałam, ten sensacyjny jest ważniejszy. Autor wraca w nim do przeszłości, dzięki czemu czytelnik może lepiej poznać historię Rajchera, czas, który spędził w służbach specjalnych. A jednak to nie techniczne detale dotyczące sztuk walki i sprzętów, jakimi się postacie posługują, odpowiadają za to, że całość wypada tak dobrze - bo choć są istotne, to pozostają w tle relacji postaci, na których bazuje ten wątek. Rywalizacja, ale też porozumienie, zaufanie czy jego zdradza są tym, co liczy się najbardziej, co angażuje i wzbudza emocje - czytelnik z uwagą obserwuje jak powstają więzi w warunkach ekstremalnych. I tu pojawia się motyw Bliskiego Wschodu, który autor wykorzystuje ze znawstwem, w sposób bardzo przekonujący. Poza typową sensacją (bo oczywiście są i elementy fabularne, które w tym gatunku być muszą), poszerza wiedzę czytelnika o Rajcherze, o tym, jakim jest człowiekiem i z czego wynika jego aktualnie introwertyczny sposób bycia.
“Nie wolno liczyć na szczęście. W GROM-ie szczęście nie istnieje. Powodzenie albo porażka zależą wyłącznie od błędów, których zdołasz uniknąć.”
Poza Hubertem oczywiście nie brakuje innych postaci, choć mam wrażenie, że w tym tomie Anna nie jest już tak istotna, jak w tomie pierwszym. Ich relacja nadal nie wypada do końca przekonująco, nadal w pewnym stopniu wpisuje się w gatunkowy schemat, a subtelna romantyczność trąci sztucznością. W tle przewijają się postacie drugoplanowe znane z tomu pierwszego, jak i nowe, autor jednak i tu mocno gra na emocjach czytelnika - raz budzi sympatię, by za chwilę z dużą bezwzględnością ją odebrać.
"Nie zawsze to, co słuszne, jest dobre (…)." 
Podobnie jak w tomie pierwszym, tak i w tym sporo uwagi przyciąga sama Warszawa. Mam wrażenie, że powieść można momentami traktować jak przewodnik - mijamy kolejne ulice, kolejne punkty na mapie tego miasta rozpoznawalne. Odniosłam wrażenie, że te miejsce jest autorowi bardzo bliskie, zna je jak własną kieszeń, rozumie jego koloryt i kontrasty, które sprawnie wpasowuje w intrygę powieści. Nie wiem co powiedzą na to mieszkańcy Warszawy, ale mnie wydaje się oddana bardzo realistycznie.
"Jeśli żyjesz przeszłością, to niespecjalnie zabiegasz o przyszłość."
Podsumowując, tom drugi serii Cztery pory zbrodni, choć liczy większą liczbę stron od pierwszego, to mam wrażenie, że angażuje bardziej. W pierwszym wyczuwalny był podział na spokojną, kryminalną pierwszą połowę i drugą mocno sensacyjną, typowo wpisującą się w znajome tory tego gatunku. W tomie drugim jest to dużo lepiej wyważone - wątki się ze sobą przeplatają, a choć uwaga nie jest im poświęcona w równy sposób, to jednak tym razem skupiając się bardziej na ludziach niż zdarzeniach, autor zdołał przynajmniej częściowo uniknąć wpisania w typowy gatunkowy schemat. Uwaga i dokładność, jaką przywiązuje, by oddać realizm scen, jak i wiedza, jaką może na tym polu wykorzystać, działają w powieści na plus, dobrze osadzają czytelnika w tym przecież fikcyjnym świecie. Postacie, choć ich charaktery odkrywamy powoli, nie są płaskie, wzbudzają emocje, a mimo że czasami ich gesty wydają się przesadzone, to jednak dobrze wpisują się w linię fabularną i gatunkową powieści. Jestem zaskoczona jak miło upłynęło mi te ponad pięćset stron i przez to tym mocniej ciekawa, co przyniesie tom trzeci pt. “Jesień’. Obyśmy doczekali się jej w tym roku!
 
Moja ocena: 7,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Media Rodzina.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!