czerwca 12, 2019

"Podejrzany na wieki wieków" Jacek Getner

"Podejrzany na wieki wieków" Jacek Getner

Autor: Jacek Getner
Tytuł: Podejrzany na wieki wieków
Cykl: Basia Kotula, tom 1
Data premiery: 15.03.2019
Wydawnictwo: Zakładka
Liczba stron: 246

„Podejrzany na wieki wieków” to najnowsza komedia kryminalna autorstwa Jacka Getnera. Autor ma na swoim koncie już kilkanaście pozycji literackich, najbardziej znany jest jednak z serii o Panie Przypadku, która w ty momencie liczy już 7 tomów! Jak dla mnie to było jednak pierwsze spotkanie z twórczością Pana Getnera, i szczerze muszę powiedzieć, że wcześniej o autorze nie słyszałam...
Jacek Getner, gdy nie pisze książek, to pisze dialogi do polskich seriali i gier komputerowych. Na swoim koncie ma już np. Daleko od noszy, Klan czy Wiedźmin 2. Kiedyś jego głównym źródłem utrzymania była praca na stanowisku copywritera, i takim też zawodem obdarował bohatera „Podejrzanego na wieki wieków” Bazylego Jacaka.

Akcja „Podejrzanego na wieki wieków” rozpoczyna się od rozmowy wspomnianego już Bazylego z jego aktualnym zleceniodawcą, prezesem Dropesztu – firmy produkującej pasztety. Rozmowy to za dużo powiedziane, Bazyli wygłasza wściekły monolog, po czym odkrywa, że odwrócony do niego tyłem prezes jest martwy. Bohater panikuje i ucieka z miejsca wydarzeń. Policja tego samego dnia zaczyna go szukać, a Bazyli zasięga pomocy u swojej partnerki Barbary. Kobieta daje mu schronienie i obiecuje, po jego usilnych namowach, że sama znajdzie prawdziwego mordercę. Co nie jest takie łatwe, podejrzanych jest dużo, a Barbara, jako że jest dyrektorem w bardzo poważnej firmie, to notorycznie cierpi na brak czasu. Do tego policja, w osobie przystojnego podkomisarza Martusia,  ciągle depcze jej po piętach...

Kompozycyjnie książka podzielona jest na 40 krótkich rozdziałów. Każdy z nich opatrzony jest własnym tytułem. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża za kilkoma bohaterami powieści. Książkę czyta się w tempie ekspresowym, miałam ją tylko zacząć, a przeczytałam całą na raz 😊 Styl narracji jest bardzo lekki, zabawny, można się przy nim całkowicie zrelaksować.

Głównym bohaterem powieści jest wspomniany już Bazyli Jacak. Freelancer, copywriter, mężczyzna po 30tce, którzy ciągle mieszka z matką i buja w obłokach. To właśnie on jest tytułowym podejrzanym. Przez całe życie jest podejrzany, mimo że nigdy nie zawini, jakimś dziwnym zrządzeniem losu zawsze pierwsze dowody wskazują na niego. Wszyscy w jego otoczeniu są już przyzwyczajeni do takiego obrotu sprawy, także nawet podejrzenia o morderstwo nikogo z nich nie dziwią – wiedzą od razu, że bohater jest niewinny. Bazyli jest człowiekiem bardzo kreatywnym, niestety kompletnie oderwanym od rzeczywistości. Ot, artysta.
„A który z wielkich pisarzy był odpowiedzialnym mężczyzną? Jeśli się chce tworzyć wielkie rzeczy, trzeba zapomnieć o byciu odpowiedzialnym. Trzeba wszystko burzyć, dekonstruować, zaczynać od nowa, przerywać na nice, nie liczyć się z otoczeniem, tylko tworzyć!”
Jego partnerką jest Barbara Kotula. Poważna kobieta, która całe życie miała problem ze znalezieniem partnera, więc z braku laku zostaje przy Bazylim, chociaż powoli zaczyna tracić nadzieję, że mężczyzna w końcu wydorośleje i się jej oświadczy. Basia nigdy nie życiu nie przeczytała żadnego kryminału, za to z uwielbieniem czytuje romanse, co po części chyba wpływa na jej postrzeganie świata.

Zamordowanym jest prezes Brzózka, bardzo ciekawa postać. Człowiek, który mocno skąpi na reklamę, na złość żonie koniecznie chce udowodnić, że właśnie reklama nie ma wpływu na sprzedaż. Dlatego też aktualnie firma zaczyna borykać się ze spadkiem zainteresowania nabywców ich produktem. Z natury Brzózka czyje się sarmatą, uwielbia broń białą, szermierkę, nawet w jego gabinecie nad biurkiem wiszą dwie szable, którymi chwali się każdemu, kto się u niego zjawia i z równie wielką chęcią wpycha je wszystkim do ręki.

Równie ciekawą postacią jest matka Bazylego. Pojawia się tylko raz czy dwa, ale jest to naprawdę świetna kreacja. Malarka, amatorka jasnowidzenia, która bez przeszkód potrafi wyczuć aurę człowieka. Jej rozmowa z policją jest jedną z najzabawniejszych scen w całej powieści!
„Zycie jest takie szare, czasem warto je trochę ubarwić”.
Przez książkę przewija się jeszcze wiele bohaterów i każdy z nich jest wart uwagi. Ja jednak odsyłam Was do książki, a tutaj tylko zaznaczę, że autor potrafi naprawdę dobrze uchwycić charaktery ludzkie – wiadomo, jak to w komedii, są one trochę przerysowane i podkoloryzowane, ale jak na tak mało rozbudowaną książkę, są naprawdę świetnie zarysowane. W dialogach możemy też zaobserwować, że autor dobrze zna się na relacjach damsko-męskich – potrafi uchwycić wszystkie te małe niuanse, które nieraz doprowadzają do szału w związku – to co kobiety sugerują, a mężczyźni nie potrafią uchwycić i tym podobne szczegóły. Bardzo to wszystko jest życiowe.

Co do samego stylu prowadzenia narracji – książka składa się głównie z dialogów lub monologów wewnętrznych bohaterów. Na początku trochę to było dziwne, ale szybko się przyzwyczaiłam i myślę, że to właśnie taki styl nadaje tempa i dynamizmu powieści.

Prócz sporej dawki humoru, w książce znajdziemy sporo ciekawostek z życia copywritera. Autor dokładnie opisuje jak wygląda praca w agencji reklamowej, jak to wszystko wygląda od podszewki i oczywiście nie skąpi sarkazmu i krytyki. Muszę przyznać, że czytałam te fragmenty z bardzo dużym zainteresowaniem.

Na koniec jeszcze powiem o kilku ciekawostkach z książki – dużo jest dziwnych, śmiesznych nazwisk np. Smyk, Całus, Martuś. W powieści kilka razy przewijają się inne tytuły autora, co jest bardzo fajnym zabiegiem, bo tworzy całość z dorobku autora. No i na końcu, co ważne dla książkoholików, przez powieść często przewija się właśnie czytanie książek. Bohaterowie czytają, mówią o nich, nawiązują do książek w swoich rozmowach. Miłośnicy książek na pewno to docenią.

Jedyne co mnie rozczarowało w powieści to zakończenie. Tutaj autor trochę przeczy swoim świetnie zbudowanym charakterom postaci, jak dla mnie ich działania były dziwne i nieuzasadnione, kompletnie nie zgrały się z wcześniejszym przedstawieniem bohaterów. Ale to tylko taka mała uwaga, ogólnie książkę czyta się bardzo lekko i szybko, jest idealną rozrywką na wieczór lub dwa.

Moja ocena: 6,5/10

Książkę zyskałam dzięki portalowi czytampierwszy.pl

www.czytampierwszy.pl







czerwca 12, 2019

"Dziennik kata" John Ellis

"Dziennik kata" John Ellis

Autor: John Ellis
Tytuł: Dziennik kata
Cykl: Rozmowy z katem, tom 2
Tłumaczenie: Grzegorz Kołodziejczyk
Data premiery: 30.04.2019
Wydawnictwo: Aktywa
Liczba stron: 290

„Dziennik kata” to drugi tom z cyklu „Rozmowy z katem”. O pierwszym „Spowiedź polskiego kata” pisałam niedawno (tutaj!). „Dziennik kata” jest jednak całkowicie różny od pierwszego. Nie znajdziemy tutaj suchych faktów i obszernej wiedzy na tematy pokrewne, a wspomnienia pierwszego kata Wielkiej Brytanii. Dziennik John Ellis spisał (czy bardziej podyktował) już na emeryturze, bo jak sam mówi, podczas pełnienia swojego urzędu gdy tylko raz udzielił wywiadu do gazety, to przysporzyło mi to wiele nieprzyjemności. Ellis funkcję kata sprawował 23 lata (1901-1924) podczas których wykonał wyroki na 203 skazańcach.

Książka podzielona jest na przedmowę, 11 rozdziałów i epilog. W każdym z rozdziałów Ellis opisuje 2-3 zbrodniarzy, czyli dokładnie relacjonuje przebieg zbrodni i zatrzymania, po czym przechodzi do opisu swoich spostrzeżeń i relacji z egzekucji. Często też autor wtrąca swoje zdanie na ten temat, nie stroni od wyrażania swoich opinii. Prócz opowieści w książce zamieszczone też są czarno-białe fotografie skazańców oraz kilka przytoczonych listów do kata. Ogólnie, pomijając fakt, że jest to opis zbrodni i śmierci wielu skazańców, to książkę czyta się bardzo lekko – jak stare, angielskie klasyczne opowiadania. Sam Ellis jest człowiekiem bardzo spokojnym i na kartach powieści to naprawdę czuć. Jakby tego było mało to książka opisuje czasy mojej ukochanej Anglii z początku XX wieku, więc nie mogę powiedzieć nic innego, jak to, że czytałam ją naprawdę z dużą przyjemnością. W końcu pomiędzy tymi wszystkim zbrodniami, wyrokami i egzekucjami, przewijają się też elementy życia codziennego.

Co wiemy o samym kacie? John Ellis wywodził się z bogatszej rodziny robotniczej – jego ojciec prowadził swój własny zakład fryzjerski. John miał go kiedyś przejąć, jednak nie był to tego skory...
„... przerażony perspektywą,  że zawodowy trud mojego życia odmierzany będzie liczbą strzyżeń i goleń, postanowiłem uciec.”
W tym czasie trochę tułał się po świecie, pracował w fabrykach, poznał swoją przyszłą żonę. I zgłosił swoją kandydaturę na kata. Miał wtedy 22 lata i jak sam przyznaje pomyślał, że jest to
„robota w sam raz dla mnie”
jednak nie potrafił powiedzieć dlaczego. W końcu wrócił do rodzinnej miejscowości i otworzył swój własny zakład fryzjerski. Tak więc pierwszy angielski kat był na co dzień fryzjerem. Często przyjmował klientów, którzy byli bardziej zainteresowani egzekucjami niż strzyżeniem. Jednak John niechętnie odpowiadał na pytania z tym związane, uważał, że nie jest to temat do nagłaśniania.

Ogólnie John Ellis był niesamowicie opanowanym, współczującym i humanitarnym katem. Zwracał uwagę na każdą jedną drobnostkę, by ta nie zakłóciła przebiegu egzekucji. Bardzo zależało mu na czasie, zawsze dążył do tego, żeby wyrok wykonać jak najszybciej. Czasami zajmowało to naprawdę kilka sekund mierzonych od wyjścia skazańca z celi do zawiśnięcia.
„W całym moim życiu nikogo nie sponiewierałem. Moja koncepcja tej roboty polega na tym, żeby załatwić rzeczy najprędzej jak się da, bo tak jest najlepiej dla wszystkich zainteresowanych”.
Ellis przedstawia czytelnikowi cały przebieg egzekucji – od dnia poprzedniego, bo zawsze dzień wcześniej popołudniu zjawiał się w zakładzie karnym i omawiał całe wydarzenie z naczelnikami i lekarzami. Zdradza czytelnikowi co wtedy się działo, co robił i po co. Tak samo dokładnie opisuje wszystkie swoje czynności, które wykonywał rano w dniu egzekucji i sam jej przebieg. Wszystko miało u niego swoją kolejność, każde działanie było szybkie i uzasadnione. Chwilami nawet dziwiła mnie jego empatia i współczucie do skazańców – mimo tego, że w większości uważał ich za winnych popełnionych morderstw, to jednak traktował ich bardzo po ludzku.
„Nawet najokrutniejszy morderca zasługuje na współczucie rano w dniu egzekucji.”
Sama nie wiem czy byłabym w stanie mieć tyle wyrozumiałości dla morderców. A John Ellis miał. Więc mimo swojej funkcji, ciężkiego i dosyć mrocznego zawodu ( w końcu pozbawiał ludzi życia) z kart książki powstaje obraz człowieka dobrego, bardzo empatycznego i spokojnego.
„...choć nigdy nie wstydziłem się tego, że jestem katem, nie pragnąłem też osobistych hołdów za to, że kogoś powiesiłem. Zawsze uważałem siebie za skromne narzędzie prawa.”
Prócz podejścia Ellisa do sprawy, czytelnik może też sporo dowiedzieć się o przebiegu procesu i traktowaniu skazańca przez pracowników więzienia. Szokiem dla mnie było to, jak szybko przebiegał cały proces, w kilka dni, a czasami nawet godzin sąd z ławą skazywał lub uniewinniał oskarżonego. Tak samo apelacje były rozpatrywane w tempie ekspresowym, dosłownie kilku dni. W aktualnych czasach ciężko to sobie wyobrazić, teraz procesy i odwołania mogą ciągnąć się latami.
Skazaniec, po ogłoszeniu wyroku śmierci, był traktowany bardzo opiekuńczo i łagodnie. Miał przy sobie cały czas dwóch strażników, którzy, prócz pilnowania skazańca, mieli za zadanie zabawiać go rozmową, by nie myślał za dużo o wyroku. Jego cela była zawsze położona bardzo blisko miejsca egzekucji, tak by skazaniec miał jak najkrótszą drogę do szubienicy. Dosłownie kilka kroków. Wszyscy zarządzający więzieniem jak i lekarz mieli na uwadze dobro skazańca, traktowali go z dobrocią. Bardzo to wszystko humanitarne, ciężko sobie wyobrazić, że nie pałali nienawiścią do skazańców – w końcu przecież, by dostać wyrok skazujący na śmierć, musieli pozbawić życia innego człowieka, czasami w sposób naprawdę makabryczny. Więc ten spokój i równowaga, wzgląd na dobro skazańca są bardzo ciekawym i teraz chyba nieczęsto spotykanym podejściem.

Podsumowując, „Dziennik kata” jest całkowicie inną lekturą niż „Spowiedź polskiego kata”. Książkę, mimo tematu, czyta się bardzo lekko, szybko i z zaciekawieniem. John Ellis tak jak do samych egzekucji, tak do swojego dziennika bardzo się przyłożył, widać, że zadbał o każdy szczegół opowieści. Nie znajdziemy tutaj brutalnych opisów, wszystko jest spokojne, stonowane i mocno humanitarne. No i dla mnie świetnym dodatkiem były szczegóły z życia codziennego w Anglii początku XX wieku. Nie mogę nic książce zarzucić, a autora podziwiam za jego ludzkie podejście do skazańców. Naprawdę nie wiem czy ja byłaby w stanie okazać tyle spokoju i zrozumienia co on.
„Zawsze byłem przekonany, że za wykonanie egzekucji na skazańcu nie ponoszę większej odpowiedzialności niż sędzia, który odczytał wyrok śmierci” 
Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Aktywa!

czerwca 12, 2019

"Martwy sad" Mieczysław Gorzka - zapowiedź

"Martwy sad" Mieczysław Gorzka - zapowiedź

Dokładnie za tydzień swoją premierę będzie miała debiutancka powieść Mieczysława Gorzki pt. "Martwy sad". Jest to klimatyczny kryminał, podczas czytania którego poczujecie dreszcze na plecach! 

Jakie tajemnice kryje przykościelny sad?Komisarz Marcin Zakrzewski zostaje w środku nocy wezwany do brutalnego morderstwa na jednym z osiedli na obrzeżach Wrocławia. Podczas pościgu za zabójcą słyszy od niego tajemniczy przekaz: „Widziałem, jak diabeł chodzi tam na palcach”. Te same niepokojące słowa usłyszał trzydzieści lat wcześniej z ust brata bliźniaka, który zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Zakrzewski postanawia wrócić do sprawy z przeszłości. Szybko odkrywa, że spokojna podwrocławska wieś, z której pochodzi, od wojny jest milczącym świadkiem zaginięć także innych dzieci. Te tragiczne zdarzenia łączą się z kolei z morderstwami popełnionymi obecnie. Czy to możliwe, żeby ten sam sprawca działał nieprzerwanie od siedemdziesięciu lat? Powrót do wspomnień z dzieciństwa okazuje się dla policjanta prawdziwym koszmarem, rozgrywającym się tu i teraz. Wkrótce musi walczyć o życie nie tylko swoje, ale i bliskich mu osób. Morderca staje się jego cieniem i zdaje się wiedzieć o nim wszystko...



Autor na co dzień jest właścicielem firmy zajmującej się księgowością i podatkami, ale pisanie zawsze było jego największą pasją. Do tej pory pisał do szuflady, teraz w końcu nadszedł czas na jego pierwszą wydaną powieść! "Martwy sad" jest pierwszym tomem cyklu "Cienie przeszłości" więc jest na co czekać!




Autor: Mieczysław Gorzka
Tytuł: Martwy sad
Cykl: Cienie przeszłości, tom 1
Data premiery: 19.06.2019
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 416




czerwca 08, 2019

"Trauma" Max Czornyj

"Trauma" Max Czornyj

Autor: Max Czornyj
Tytuł: Trauma
Cykl: komisarz Eryk Deryło, tom 4
Data premiery: 24.04.2019
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 400
Audiobook wydany przez Wydawnictwo Filia i Storyside, 8h 17min, czyta Robert Jarociński

   „Trauma” to 4 tom przygód komisarza Eryka Deryły autorstwa Maxa Czornyja. Autor debiutował w 2017 roku pierwszym tomem cyklu pt. „Grzech” i od razu jego powieść została ciepło przyjęta przez czytelników. Ciepło to może nie do końca dobre słowo jeśli mowa o autorze, bo znany jest raczej z tego, że lubuje się w bardzo dosadnych i mocno realistycznych opisach zbrodni i trupów. Autor urodził się i studiował prawo w Lublinie i właśnie w tym mieście umieszcza akcje swoich powieści. Jak twierdzi, pisze tak by samemu przy pisaniu odczuwać emocje, uważa że jeśli jego coś będzie obrzydzać czy wzbudzać dreszcze, to tak samo będzie z czytelnikiem.

   Akcja „Traumy” rozpoczyna się od dziwnego maila, który zostaje wysłany do redakcji lubelskiej gazety. List został wysłany z maila nieżyjącego już pracownika redakcji, mówi coś o Grze w szczęście, w której będą ginąć ludzie. Sprawa ta trafia w ręce komisarza Eryka Deryły i nowej pracownicy lubelskiej policji Tamary Haler. Szybko zaczynają pojawiać się ofiary gry, a morderca wymyśla nowe sposoby na przyciągnięcie uczestników...

Kompozycyjnie powieść składa się z 96 krótkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest w 3 osobie czasu przeszłego, głównie podąża za komisarzem Deryło, ale nie tylko – śledzimy też mordercę, dziennikarkę do której dociera mail, jak i przyszłe ofiary. Język jest prosty, styl szybki, chociaż mimo pędzącej akcji autor zdołał zawrzeć w powieście sporo różnych ciekawostek, które świadczą o ogólnym zasobie wiedzy autora.

Głównym bohaterem jest dobrze już znany czytelnikowi komisarz Eryk Deryło. Bystry, inteligenty, ale i porywczy starszy pan, chociaż nie zachowuje się jak taki. Mógłby już pójść na emeryturę, ale ciągle jest pełny werwy i energii do pracy. Po niedawnej tragedii jaka go spotkała, w sumie tylko to mu zostało. Nałogowo składa origami, teraz już nie znajduje ukojenia w kiedyś tak kochanej muzyce.

Nową postacią jest Tamara Haler. Przeniesiona niedawno do Lublina, mogłaby być córką Deryło i czasami tak ją bohater właśnie traktuje. Jest bystra, spostrzegawcza, specjalizuje się w psychologii, to ona kreśli profil mordercy. Nałogowo zjada draże, które zastępują jej papierosy. Jeździ na motorze, co bardzo nie podoba się Deryle.

Znaną postacią z wcześniejszych tomów jest też Brzeski, który również pomaga w śledztwie. Młody, ambitny, ma dziecko w drodze.
Szczerze w powieści się tyle działo, że nie zwracałam aż takiej uwagi na bohaterów, co zawsze, nie wiem, może to tylko moje niedopatrzenie, ale nic więcej ciekawego nie umiem na ich temat powiedzieć...

Styl prowadzenia narracji bardzo przypomina mi prozę Mroza. Jest dużo ciekawostek wplecionych w rozmowy, książka porusza ważny i aktualny temat, humor jest trochę uszczypliwy i ironiczny. Co Czornyja jednak wyróżnia to bardzo szczegółowe, obrazowe opisy otoczenia. Jego sposób przedstawienia bardzo kojarzy mi się z turpizmem, uwielbieniem brzydoty, każdy taki opis wywołuje ciarki.

Początkowe działania mordercy, film na żywo, skojarzyły mi się z „Behawiorystą” Mroza. Ale autor poszedł dalej, morderca do swojego planu wykorzystuje też stworzoną przez siebie aplikację. Tym samym powieść porusza temat rzeczywistości wirtualnej, to jak ludzie się w niej zachowują, to że dla dużej grupy osób to, co jest w komputerze jest tylko wirtualne, nie potrafią tego przenieść na życie rzeczywiste. W powieści narrator często przytacza komentarze zamieszczane pod filmami czy artykułami, które jednoznacznie świadczą o tym, że dla ludzi siedzących po drugiej stronie monitora to tylko zabawa, nie rzeczywistość.

Drugim ważnym tematem powieści jest dawstwo narządów. Nawet w posłowiu autor przybliża ten temat, zaznaczając jak istotna jest to kwestia. Przedstawia nam poglądy kościoła na przekazywanie narządów, krytykując podejście katolików, którzy chowają się za pozornie chrześcijańskimi wartościami. Mówi o tym jak mało ludzi wciąż decyduje się na oddawanie organów, naświetla i dobrze przedstawia problem. Jestem ciekawa czy ktoś czytając tą książkę zmienił na ten temat zdanie.

Jako że list mordercy przychodzi do redakcji gazety, to tym samym autor zapewnia sobie kolejny ciekawy temat. Mówi kilka słów o aktualnej kondycji prasy polskiej.

   Ogólnie książka mi się podobała. Prócz wartkiej i wciągającej akcji, autor zdołał też przemycić zarówno mało znaczące ciekawostki z życia wzięte, jak i te całkiem poważne tematy. Dla mnie to była głównie dobra rozrywka, stęskniłam się już za komisarzem Deryło, więc dobrze było znowu posłuchać o jego przygodach. Lektura łatwa, szybka i niewymagająca.

Moja ocena: 7/10


czerwca 06, 2019

Makaron ze szpinakiem i wędzonym łososiem

Makaron ze szpinakiem i wędzonym łososiem

Składniki (2 porcje):
  • 2 porcje pełnoziarnistego makaronu tagliatelle (ok. 200g)
  • 150-200g szpinaku (może być mrożony)
  • 2 ząbki czosnku
  • 150g wędzonego łososia (ja używam wędzonego na gorąco, w jednym kawałku)
  • 3 łyżki śmietany 30% lub 36%
  • 1 łyżka masła
  • cytryna do skropienia

Przygotowanie (15min):
Makaron gotujemy al dente w osolonej wodzie zgodnie z instrukcją na opakowaniu (przeważnie 8 minut). Jeśli używamy mrożonego szpinaku to rozmrażamy go na patelni. Łososia pozbawiamy skóry i kroimy na średniej wielkości kawałki. Czosnek obieramy i rozgniatamy. Na patelni rozgrzewamy masło, dodajemy czosnek, chwilkę podsmażamy, dodajemy łososia i znowu chwilkę smażymy. Dodajemy szpinak i odcedzony makaron, polewamy śmietaną i dokładnie mieszamy. Wykładamy na talerze, skrapiamy cytryną i podajemy, smacznego!

Źródło przepisu: kwestiasmaku.com, przepis zmodyfikowany



czerwca 05, 2019

"Miałeś tam nie wracać" Wojciech Wójcik

"Miałeś tam nie wracać" Wojciech Wójcik

Tytuł: Miałeś tam nie wracać
Data premiery: 28.05.2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 632

„Miałeś tam nie wracać” to czwarta powieść w dorobku autora Wojciecha Wójcika. Dla mnie jednak to było pierwsze spotkanie z jego prozą, szczerze - wcześniej nawet o autorze nie słyszałam. Nie wiem do końca jak mogło mi umknąć te nazwisko, autor ewidentnie ma talent do tworzenia rozbudowanych fabularnie kryminałów. I jest to kryminał czysty, ale spokojny, więc dokładnie to co lubię! Autor debiutował w 2016 roku książką „Nikomu nie ufaj”. Wszystkie jego powieści dzieją się w spokojnych i naturalnych otoczeniach przyrody, Podlasie i Mazury to są jego tereny. Pisarz, co prawda, żyje w Warszawie, ale często podróżuje rowerem po Podlasiu i lubuje się w turystyce górskiej oraz żeglarstwie, więc dobrze zna tereny, w których umieszcza akcje swoich powieści.

Akcja powieści „Miałeś tam nie wracać” dzieje się na Podlasiu, gównie w Hajnówce i okolicach Puszczy Białowieskiej. Adam, główny bohater, a zarazem narrator powieści, po 13 latach nieobecności wraca do Hajnówki na pogrzeb dawnego licealnego przyjaciela Krzysia. Krzysiek utopił się w jeziorze, co jest o tyle dziwne, że mężczyzna zawsze zachowywał się bardzo racjonalnie, a do tego panicznie bał się wody. Policja bada sprawę, śmierć jest podejrzana, a Adam zostaje wezwany na przesłuchanie, bo Krzysztof przed śmiercią dzwonił do niego 14 razy. Dla Adama sprawa też dziwnie wygląda, tym bardziej, że w czasie wizyty na swojej działce, gdzie Krzyś czasem przebywał, Adam znajduje zdjęcie Kasi – pierwszej miłości Krzysia, która od razu po LO popełniła samobójstwo. Sprawa jest o tyle dziwna, że Kasia na zdjęciu jest dużo starsza, ma ok. 30 lat... Czy dziewczyna naprawdę żyje? Jak wiąże się to ze śmiercią Krzysia? I dlaczego rodzina Adama, gdy tylko dowiaduje się, że bohater jest w Hajnówce, koniecznie chce by jak najszybciej stamtąd wyjechał?

Od strony kompozycji książka wygląda inaczej niż większość powieści 😊 Nie ma podziału na stricte rozdziały – jednak w ogóle nie przeszkadza to w czytaniu, sceny są oddzielone odstępami i gwiazdkami (nie wiem jak fachowo się to nazywa, wiecie o co chodzi😉). Sceny są dosyć krótkie, czyta się szybko, mimo że książka liczy ponad 600 stron i pisana jest dosyć małym drukiem. Narracja prowadzona jest w 1 osobie czasu przeszłego, jak już pisałam - narratorem jest Adam. Styl powieści, mimo poruszanego tematu, jest bardzo lekki, narrator często ucieka się do humoru, jego uwagi nieraz są całkiem zabawne, nawet w mocno poważnych sytuacjach – podobało mi się to przez większą część powieści, nie do końca pasowało mi to przy końcu, kiedy akcja mocno się zagęściła. Autor stosuje też ciekawe porównania, wydaje mi się, że są to naleciałości z tamtejszej gwary i powiedzeń – bardzo ciekawie się to czytało.

Głównym bohaterem jest wspomniany już Adam. Jest to mężczyzna po 30stce, aktualnie mieszka ze swoją żoną i rodzicami w Warszawie (żona jest jego miłością z liceum), ma dobrą pracę, sporo zarabia. W młodości jego życie wyglądało jednak całkiem inaczej – ojciec pracował w straży przygranicznej i często dostawał przydział do innych miejscowości, więc cała rodzina bardzo często zmieniała miejsce zamieszkania. W Hajnówce mieszkali 4 lata, które przypadły na okres liceum Adama, a co za tym idzie, cała paczka znajomych i przyjaciół z LO została właśnie w tym miejscu. Adam od 13 lat nie odwiedzał Hajnówki, teraz po powrocie cieszy się, że przyjechał, podoba mu się wiejski spokojny klimat. Może to też trochę ucieczka od problemów, bo ostatnio w małżeństwie nie układa mu się najlepiej. Adam jest człowiekiem porządnym, mimo wszystko mocno kocha swoją żonę, wręcz świata poza nią nie widzi. Jest zaradny i nie potrzebuje wiele do szczęścia – nawet brak bieżącej wody i elektryki na działce nie przeszkadza mu, by spać tam kilka nocy. Poza tym Adam jest uparty i dociekliwy, czuje że jest Krzysiowi winny wyjaśnienia okoliczności jego śmierci.

Ważna rolę w powieści odgrywa cała rodzina Adama. Nikt nigdy nie wrócił już do Hajnówki i na wieść, że Adam tam jest wszyscy reagują bardzo dziwnie. Żona, która aktualnie jest w Kanadzie w odwiedzinach u siostry Adama, decyduje się na natychmiastowy powrót do Polski, rodzice mają tajemnice i nic nie chcą wyjaśnić. Kiedyś ojciec Adama pełnił wysoką funkcję w straży przygranicznej, mimo to, w porównaniu z innymi komendantami, żyje bardzo biednie. Żona Adama jeszcze w czasach LO straciła matkę, ojciec nigdy się nią nie interesował, mimo, że też żyje w Hajnówce. Siostra Adama mieszka teraz w Kanadzie, w Hajnówce spędziła 2 buntownicze lata, potem wyjechała na studia – również nie wspomina dobrze czasu w Hajnówce. Adam wie, że oni wszyscy coś wiedzą, ale mu nie mówią, ale sam jest za bardzo dumny, żeby domagać się wyjaśnień.

W Hajnówce z kolei pozostali wszyscy, którzy byli tam w czasach liceum. Jest pierwsza miłość Adama – Agata, przyjaciele Marcin i Alek. Spotkanie z nimi zmusza bohatera do wielu wspomnień, widać, że czasu liceum to były dla niego czasy szczęśliwe. Przyjazd do Hajnówki powoduje też porównywanie życia w mieście, a życia na wsi, tutaj czas toczy się całkiem innym tempem, co innego się w życiu liczy. Jest spokojnie, blisko natury i to zarówno bohaterowi jak i mnie bardzo się podoba. Te lasy, pola, spokój i cisza mnie urzekły, do tego niespieszne tempo, w jakim rozgrywa się akcja powieści, bardzo dobrze pasuje do całości.

Ciekawą postacią też jest Tomek – też kiedyś mieszkał w tych okolicach, teraz wrócił w celach zdrowotnych. Pomiędzy tymi okresami Tomek był w służbach specjalnych, był komandosem i ogólnie miał bardzo burzliwą nie tylko karierę ale i całe życie. Z Adamem zna się poprzez jego żonę, teraz, kiedy przypadkowo się spotykają Tomek postanawia mu trochę pomóc w śledztwie, co Adama bardzo cieszy, bo w końcu Tomek na najwięcej doświadczenia w tego typu sprawach.

Oprócz ciekawych bohaterów i cudownego otoczenia przyrody, w powieści autor porusza sporo poważnych tematów. Dużo miejsca poświęca sytuacji na granicy, przemytowi towarów i ludzi, a także wywozem kobiet do wymuszanej prostytucji. Pomiędzy tym mamy jeszcze kilka słów o warunkach w domach dzieci i o patologicznych wiejskich pijackich rodzinach. Tak więc mimo pięknej przyrody i spokoju, nawet w takich miejscach nie dzieje się dobrze.

Ogólnie książkę czytało mi się dobrze, podobało mi się to, że akcja toczy się nieśpiesznie i można wręcz poczuć spokój panujący w miasteczku, powąchać łąki i lasy... Intryga w większości była całkiem sprawnie zbudowana, dopiero zakończenie niestety trochę mnie rozczarowało, bardzo odstawało od reszty, mimo że ostatecznie wszystko się zgadza, to jednak coś mi tam nie gra. Mimo to podziwiam autora, że stworzył tak rozbudowaną powieść i dał radę przyciągnąć moją uwagę przez większą część powieści. Myślę, że dam jeszcze kiedyś autorowi szansę, kto wie, może ta wpadka z zakończeniem już się nie powtórzy 😊

Moja ocena: 6,5/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!




czerwca 03, 2019

"Idealne małżeństwo" Kimberly Belle

"Idealne małżeństwo" Kimberly Belle

Autor: Kimberly Belle
Tytuł: Idealne małżeństwo
Tłumaczenie: Emilia Skowrońska
Data premiery: 13.03.2019
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 362
Audiobook wydany przez Wydawnictwo Filia i Storyside, 11h 59min, czyta Małgorzata Lewińska

„Idealne małżeństwo” jest trzecią w dorobku autorki Kimberly Belle powieści wydaną na rynku amerykańskim. W szybkim tempie osiągnęła status bestsellera, dodatkowo uzyskała status półfinalistki do nagrody Goodreads Choice Awards w kategorii Mistery & Thriller. Została przetłumaczona na dwanaście języków, w tym na polskim rynku jest pierwszą opublikowaną książką autorki.

„Idealne małżeństwo” opowiada historię Willa i Iris. Ich związek jest idealny, są małżeństwem od 7 lat, a ich miłość jest ciągle żywa i niezaspokojona. Właśnie decydują się na powiększenie swojej rodziny. Dzień po rocznicy Will wylatuje do innego miasta na konferencję dla informatyków. Inny samolot tego dnia ma awarię, ginie ponad sto osób. Nagle Iris dowiaduje się, że nazwisko Willa było na liście pasażerów - jej mąż zostaje uznany za zmarłego. Jak to możliwe? Przecież leciał w przeciwnym kierunku! Dlaczego więc miał wsiąść do samolotu do Seattle? Iris mimo szoku i przeżywanej żałoby musi znaleźć odpowiedź na te i inne pytania dotyczące jej męża. Szybko okazuje się, że to nie była jedyna tajemnica Willa... Kobieta podąża za przeszłością męża, odkrywając coraz więcej niepokojących faktów.

Od strony kompozycji książka składa się z 32 rozdziałów. Narracja prowadzone jest w 1 osobie czasu teraźniejszego, narratorem jest Iris. Taki sposób narracji powoduje, że powieść głównie skupia się na odczuciach i emocjach głównej bohaterki, mniej na wydarzeniach. Śledzimy jej myśli, wspomnienia i aktualne wydarzenia, od razu zabarwione przez jej odczucia.

Główną bohaterką jest wspomniana Iris. Kobieta w okolicach trzydziestki, psycholog w liceum dla bogatych uczniów. Przedstawia się jako osoba otwarta i pomocna. Iris jest szczęśliwa, uwielbia swojego męża, razem tworzą zgrany zespół. Ma kilka bliższych przyjaciółek, rodziców i brata bliźniaka. Przez sposób prowadzenia narracji niestety nie sposób oddzielić bohaterki od uczuć jakie wzbudza w czytelniku. Ja jej kompletnie nie umiałam zrozumieć. Wiem, że bohaterka przechodziła ciężkie chwile, żałobę i szok po niespodziewanej stracie, ale mimo to, wydała mi się nad wyraz irytująca. Obwinia wszystkich dookoła, widzi tylko to co chce, jest niegrzeczna i opryskliwa. W dodatku bardzo często się powtarza. Nie mogę powiedzieć, żebym zapałała do niej sympatią.

Drugim istotnym bohaterem jest Will – mąż idealny. Informatyk, programista. Świetny w swoim fachu. Człowiek uporządkowany i dobry, z planem na przyszłość. Przynajmniej tak o nim myśli Iris. Bo nagle okazuje się, że Will był kompletnie innym człowiekiem, całkowitym przeciwieństwem tego, co widziała jego żona.

W powieści pojawia się jeszcze kilka postaci. Jest brat Iris, bliźniak, który towarzyszy jej w podróży w przeszłość Willa, pomocny i wyrozumiały. Są jej rodzice, którzy rzucają wszystko, by zaopiekować się córką w potrzebie. Jest szef Iris, również pomocny i wyrozumiały, przyjaciel Willa, który niespodziewanie pojawia się w jej życiu, mimo, że wcześniej nic o nim nie wiedziała... Jest uczennica ze szkoły, która okazuje dziwnie mocne zainteresowanie główną bohaterką... mogłabym wymieniać dalej, ale szczerze wszystkie te postacie były dla mnie dosyć papierowe, lekko zarysowane i przedstawione jednoznacznie jako złe lub dobre.

Według mnie powieść jest w dużej części historią o żałobie, o tym jak bohaterka nie może siebie poradzić ze stratą.
„Oto co potrafi zrobić śmierć. Wymusza intymność, a jednocześnie ją zabiera”.
Na szczęście bohaterka ma wsparcie wśród najbliższych, nie jest sama, każdy chce ją wesprzeć i pomóc. Mimo żałoby i rozpaczy w niektórych momentach jakby całkiem o tym zapomina i zachowuje się jak gdyby nigdy nic...

W powieści można się też dopatrywać głębszej refleksji odnośnie tego jak dobrze znamy drugiego człowieka. Czy po 7 latach faktycznie wiem kim jest ta druga osoba? A co jeśli cały czas umiejętnie kłamie? Czy tak naprawdę można komuś ostatecznie zaufać?

Podsumowując, książka niestety nie zrobiła na mnie wrażenia. Nie polubiłam się z główną bohaterką, a że książka opiera się właśnie głównie na jej postaci, to nie miałam szansy polubić i książki. Początek historii jest ciekawy, jednak kontynuacja tematu wydaje mi się wtórna i raczej dosyć nudna. Narratorka często się powtarza i wydaje się nie do końca racjonalna. Wysłuchałam książki do końca, bo chciałam poznać zakończenie historii, ale nawet nie chciało mi się zgadywać jak faktycznie może się ona skończyć. Raczej nie sięgnę po inne książki (o ile ukażą się w Polsce) autorki.

Moja ocena: 4/10



czerwca 01, 2019

Paluszki rybne z frytkami z pieca

Paluszki rybne z frytkami z pieca


Składniki  (2 porcje):
  • 2 filety białej ryby (u mnie morszczuk) może być mrożona, tylko trzeba ją wcześniej rozmrozić 😊
  • sól i pieprz
  • olej roślinny do smażenia
  • panierka: mąka, bułka tarta, jajko
  • ziemniaki ok. 700g
  • oregano
  • oliwa


Przygotowanie (ok. 30min):
Piekarnik nagrzewamy do 220 stopni C. Ziemniaki obieramy i wrzucamy do garnka z zimną wodą.Kroimy je na podłużne kawałki, wysypujemy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, konkretnie posypujemy solą, pieprzem i suszonym oregano. Polewy oliwą i dokładnie mieszamy. Wkładamy do pieca na 20 minut, w połowie czasu mieszamy.
Filety z ryby myjemy i osuszamy papierowym ręcznikiem. Każdą stronę posypujemy solą, pieprzem. Rybę kroimy na kawałki o szerokości ok. 1,5cm, obtaczamy w mące. W międzyczasie rozgrzewamy olej na głębokiej patelni, tak by ryba była zanurzona w nim mniej więcej do połowy wysokości.
Filety kolejno zanurzamy w roztrzepanym z solą i pieprzem jajku, następnie obtaczamy w bułce tartej. Smażymy z każdej strony przez około 2 - 3 minuty, aż będą miały chrupiącą i złotą skórkę. Podajemy z frytkami, smacznego!


maja 31, 2019

"Znak kukułki" Anna Bichalska

"Znak kukułki" Anna Bichalska

Autor: Anna Bichalska
Tytuł: Znak kukułki
Data premiery: 28.05.2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 452

„Znak kukułki” to trzecia wydana powieść w dorobku autorki Anny Bichalskiej. Pisarka debiutowała w 2015 roku książką „Czarci Most”, później było „Wzgórze niezapominajek”, a teraz w ręce czytelników trafił „Znak kukułki”. I ta właśnie powieść była moją pierwszą stycznością z jej twórczością. Muszę powiedzieć, że spotkanie było niesamowicie czarujące! Autorka wyjawiła czytelnikom, że pomysł na książkę pojawił się już jakieś 5 lat temu. Wtedy to w jej wyobraźni pojawiła się dziwna, niewyraźna dziewczynka i tekst
„Dawno, dawno temu znaleziono mnie na skraju lasu. Nikt nie wiedział, skąd się tam wzięłam. Nikt nie wiedział, czym jestem...”
Zaczątek tej powieści jakiś czas odleżał w głowie autorki, później trochę przelała na papier, by znowu na parę lat ją odłożyć. W końcu teraz nabrała konkretnych kształtów, opowieść dała się zamknąć w ramach na kartach powieści, i tak w końcu trafiła w ręce czytelników! Nie czytałam poprzednich powieści autorki, ale muszę od razu przyznać, że ta faktycznie jest bardzo porządnie przemyślana.

O czym jest „Znak kukułki”? Ciężko opisać. Są to trzy historie, które na zmianę odsłaniają się przed czytelnikiem. Swoją opowieść snuje Alina – dziewczyna, a nawet bardziej kobieta, która po części jest ‘odmieńcem’. Cierpi na pewne zaburzenia neurologiczne, czasami zlewa jej się jawa ze snem – powstaje taki półsen, kiedy w świecie realnym widzi senne zjawy. Kobieta nie pamięta nic co było przed 7-8 urodzinami, kiedy to znaleziono ją na skraju lasu. Adoptował ją mężczyzna, który ją znalazł, i tak Alina znalazła dom. Teraz, kiedy jej przybrani rodzice już umarli, dziewczyna postanawia w końcu odkryć swoją przeszłość, dowiedzieć się skąd pochodzi, skąd się wzięła.

Równocześnie z Aliną swoją opowieść snuje także Maria – stara kobieta, pisarka, spisująca historię swojego życia oraz Mysza – szara dziewczynka, z bardzo bujną wyobraźnią.
Jak te historie się łączą? Skąd się wzięła Alina?  Co oznacza znak kukułki, który dziewczynka miała na twarzy?

Od strony kompozycji książka składa się z prologu, 83 rozdziałów dzielonych na Alinę, Marię, Myszę, a przy końcu i na Zjawę, oraz z epilogu. Rozdziały są bardzo różnej długości, ale kompletnie nie przeszkadza to w czytaniu – z tych dłuższych nie sposób oderwać się w połowie, a te bardzo krótkie czyta się już z rozpędu. One z kolei wzbudzają ciekawość, więc trzeba czytać dalej... I tak w kółko 😊 Narracja prowadzona jest naprzemiennie w 3 i 1 osobie czasu teraźniejszego. W 1 osobie wypowiada się Alina i Maria, a Mysza i Zjawa w 3. Język powieści jest czarodziejski. To taka bajka dla dorosłych. Może nie bajka, a bardziej baśń. Ciężko mi dokładnie określić na czym polega dokładnie baśniowy styl powieści, może to zasługa tych półsnów Aliny? Dużo w książce jest dziwnych stworów jak pchopijawki, kotostrachy, puści, mgliste. Stwory jednak mają swoje uzasadnienie, to po prostu animizacja uczuć bohaterki. Alina spisuje swoje sny i przytacza je w powieści, co tym mocniej nadaje jej baśniowy, senny wymiar. Ogólnie książkę czyta się niesamowicie lekko, wręcz płynie się przez karty powieści.
„To, że coś nie zdarzyło się naprawdę, nie znaczy, że nie było w tym nic z prawdy. Czasami w czymś wymyślonym może być więcej prawdy niż w czymś rzeczywistym. To tak jak ze snami. Czasem bełkoczą jak pijane, ale często mówią więcej i są bardziej szczere niż trzeźwa rzeczywistość.”
Główną postacią jest Alina. To od niej zaczyna się cała opowieść. W prologu bohaterka układa swoje wspomnienia, sny i przeżycia, zamierza zebrać je w całość, w całą spójną opowieść. I tak razem z Aliną towarzyszymy jej w chwilach po śmierci ojca, Mateusza i dalej razem z nią i jej przyjaciółką Gretą podążamy wskazówkami w poszukiwaniu przeszłości. Alina jest niepowtarzalną osobą, bardzo oryginalna postać. Przez swoją przeszłość (a bardziej jej brak) i chorobę jest raczej wycofana ze społeczeństwa, ale ewidentnie jej to nie przeszkadza. Pracuje u przyjaciela rodzina, Jana, w sklepie ze starociami, uwielbia czytać i pisać, a jeszcze bardziej słuchać przeróżnych opowieści. Ma bardzo bujną wyobraźnię, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu, jej sny są niesamowite! Niektóre przyjemne, zabawne, pozytywne, inne mroczne, wręcz przerażające...
„Czasami pytania są ważniejsze od odpowiedzi, bo nie ma jednej właściwej. Dla każdego odpowiedź może brzmieć inaczej. Prawda może mieć wiele obliczy ukrytych pod różnymi kostiumami, maskami i przebraniami.”
Bardzo podobały mi się także rozdziały poświęcone Myszy. To dziewczynka młoda, ale w nie do końca określonym wieku, chodzi do szkoły, na tyle duża, że Mama pozwala jej popołudniami znikać samotnie na rowerze. Mysza ma Mamę, siostrę Jasną, Taty niestety nie. Jej Mama ubiera ją na szaro, mimo że Mysza w środku jest pełna barw! Mama jednak karze jej to ukrywać. Mysza nie czuje się z tym dobrze, ale kocha Mamę i się o nią mocno troszczy, więc jest posłuszna. Nie ma za wiele przyjaciół (tak naprawdę nie ma ich w ogóle), woli uciekać do lasu, gdzie ma swoje Tajemnicze Miejsce. Autorka świetnie oddała myśli i uczucia małej dziewczynki, Mysza mnie oczarowała.
„Czasami dobrze posiedzieć sobie pod drzewem zupełnie bez powodu. Jeśli przysłuchasz się uważnie i będziesz cicho, możesz usłyszeć, jak rośnie, a nawet jak szepcze. Drzewa mogą wiele nauczyć, jeśli uważnie się ich słucha.”
Trzecią bohaterką, która dzieli się z czytelnikami swoją opowieścią jest Maria. Jak pisałam to stara kobieta, po 80tce, przeżyła dwie wojny. Całe życie tworzyła historie, jest pisarką. Teraz spisuje swoją ostatnią i najważniejszą opowieść, ta jedyna jest prawdą o jej życiu. Historia zaczyna się w czasie międzywojennym i przenosi nas do ogromnego, bogatego dworu, stojącego pośrodku lasu, gdzie ilość pokoi i korytarzy jest ciężka do zliczenia....
„Czasem wydaje mi się, że ludzie przypominają ślimaki. (...) Mimo że nie noszą swojego domu na plecach, to dom staje się ich częścią, tak jakby był kawałkiem ciała, przyrasta do nich. Zapełniają go rzeczami. Tworzą dom na swój obraz i podobieństwo. Swoje odbicie. Wpuścić kogoś do domu to trochę jak wpuścić kogoś w siebie. Pozwolić zajrzeć pod skórę.”
Postacie drugoplanowe też są równie ciekawe. Jest Greta, przyjaciółka i współlokatorka Aliny, która w nocy w sobotę zawsze piecze jabłecznik, jest Rudolfina, Pani Przedsionków, ciepła i mądra, ale czy prawdziwa? Dużo w powieści jest niewiadomych, pozornie fantastycznych czy baśniowych zjawisk, postaci czy historii, ale wszystko to ma swoje uzasadnienie, nie istnieje nic bez powodu. Dlatego właśnie tak mną to powieść poruszyła, pod warstwą fantastyczną kryje się prawda, a opowieść jest wielowarstwowa i bardzo głęboka.
„... siwy włos ciągle jeszcze potrafi mi się zjeżyć na głowie, do czego zdolny potrafi być człowiek. To chyba jedyna istota, która umie być zarazem niewyobrażalnie dobra i niewyobrażalnie okrutna.”
W powieści prócz postaci cudowne są też miejsca. Wspomniany już Dworek w lesie zrobił na mnie ogromne wrażenie, kojarzy mi się z klasycznymi powieściami. Jest cudowny sklep ze starociami, gdzie mogłabym się schować na bardzo długi czas! Jest też Skraj Świata i Chata Pomiędzy. Czarodziejskie miejsca, gdzie wszystko wygląda inaczej, a czas można wyciskać z budzika... Są też mroczne miejsca za snów, długie niekończące się korytarze, pomieszczenia wyłożone w całości lustrami itp. Ach, ależ bogaty jest ten świat powieści! To trochę taki osobny wszechświat...

A skoro mowa a światach, to koniecznie muszę powiedzieć o tym, że powieść porusza temat mnogości światów równoległych. Trochę kojarzy mi się z serialem Dark, albo nawet Strager Things czy z Legionem. Światów jest dużo, przenikają się, nie wiadomo o co chodzi, co jest prawdziwe, a co tylko wymyślone i czy w ogóle cokolwiek jest wymyślone, czy to po prostu świat równoległy... Niesamowite! Swojego czasu fascynowała mnie teoria o mnogości światów i świat jako symulacji, więc temat powieści mocno przypadł mi do gustu!

Na końcu muszę jeszcze wspomnieć o wydaniu książki. Prócz świetnej grafiki, która wzbudza od razu niepokój, ale też sugeruje tajemnicę, pierwszym co rzuciło mi się w oczy to numeracja stron. Jest pisana inną czcionką, naśladującą stare pismo, czasami nie całkiem czytelną na pierwszy rzut oka. Ale to zdecydowanie na plus! Takimi smaczkami zostaje podkreślona bajkowość, oniryczność powieści. Bardzo mi się to podoba, od razu widać, że książka została wydana starannie, jest przemyślaną całością.

Podsumowując, ta książka mnie uwiodła. Od pierwszej strony, jak tylko dotknęłam tego baśniowego świata, zatraciłam się w nim w pełni. Zostałam oczarowana przez każdą z bohaterek, opowieść każdej z nich mocno zaciekawia i fascynuje. Do tego wszystko w tej historii ma znaczenie, głębię. No i ilość pięknych zdań, mądrych słów zawarta w książce! Wydaje mi się, że tak z połowę mogłabym przepisać jako cytaty!  Te słowa poruszają i zapadają mocno w pamięć. Nie często to mówię, ale bardzo chciałabym poznać osobę, która napisała tak bogatą, głęboką powieść! Jestem pod wielkim wrażeniem. Ukłony!
„Jeśli czytasz tak dużo, słowa są jak pożywienie, wchłaniasz je i stajesz się nimi. Słowa cię tworzą i przeobrażają”.
Moja ocena: 8,5/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka, a autorce za naprawdę poruszające i baśniowe przeżycie!






maja 30, 2019

Zupa kurkowa

Zupa kurkowa


Składniki  (4 porcje):
  • 2 łyżki masła
  • 1 cebula
  • 350-400g kurek (świeżych lub mrożonych)
  • 1 ząbek czosnku
  • 350g ziemniaków
  • 1 marchewka
  • 1 litr bulionu warzywnego
  • szczypta kurkumy
  • 1 łyżka posiekanego koperku
  • 2 łyżki posiekanego szczypiorku
  • 150g gęstej śmietany 18%

Przygotowanie:
W garnku na maśle przyrumieniamy pokrojoną w kosteczkę cebulę, dodajemy umyte kurki (większe najlepiej pokroić, a jeśli używamy mrożonych to nie rozmrażamy ich wcześniej!) oraz obrany i rozgnieciony czosnek. Smażymy co chwilę mieszając przez ok. 7 - 10 minut.Dodajemy obrane i pokrojone w kosteczkę ziemniaki oraz startą na tarce obraną marchewkę. Wlewamy gorący bulion, dodajemy kurkumę i całość zagotowujemy.
Zmniejszamy ogień, przykrywamy i gotujemy przez około 15 - 20 minut, do czasu aż ziemniaki będą miękkie. Na koniec dodajemy koperek i szczypiorek, doprawiamy świeżo zmielonym pieprzem.
Zahartowaną śmietanę dodajemy do garnka z zupą, mieszamy i odstawiamy z  ognia. Przelewamy do miseczek, podajemy, smacznego!

 Źródło przepisu: kwestiasmaku.com, przepis zmodyfikowany


maja 29, 2019

"Spowiedź polskiego kata" Jerzy Andrzejczak

"Spowiedź polskiego kata" Jerzy Andrzejczak

Tytuł: Spowiedź polskiego kata
Cykl: Rozmowy z katem, tom 1
Data premiery: 27.08.2018
Wydawnictwo: Aktywa
Liczba stron: 272

„Spowiedź polskiego kata” pierwszy raz wydana została w 1995 roku. Aktualne wznowienie zostało rozszerzone o około 100 stron (jeśli źródła w internecie nie kłamią😉) i stało się pierwszą książką z cyklu „Rozmowy z katem”. Na rynku dostępna jest już druga książka z serii pt. „Dziennik kata” Johna Ellis. Autor „Spowiedzi...” w latach 90tych wydał jeszcze dwie inne tego typu książki – „Spowiedź polskiej zakonnicy” i „Spowiedź polskiej prostytutki” – obydwa brzmią bardzo ciekawie! Później Andrzejczak zajął się głównie pisaniem autobiografii jako ghostwriter, ale ostatnio napisał też książkę o Smoleńsku. Nie znalazłam więcej informacji o autorze, ale z książki wnioskuję, że w czasach PRLu i od razu po był dziennikarzem-reporterem i pisał pisał wiele artykułów w różnych czasopismach.

„Spowiedź polskiego kata” tak naprawdę ze spowiedzią ma mało wspólnego. Tytuł raczej wziął się z marzenia autora, o tym, żeby ostatni polski kat, z którym przeprowadzał serię wywiadów, całkowicie się przed nim otworzył, wyspowiadał. Jednak nigdy do tego nie doszło. Ostatni polski kat (jego nazwisko będzie utajnione prawie do 2050 roku), mimo tego że zgodził się na rozmowy, nigdy nie był za wylewny. Na wszystkie pytania odpowiadał bardzo skąpo i krótko, niewiele znajdziemy w książce dłuższych wypowiedzi. Te rozmowy są punktem wyjścia do bardzo szeroko omówionego tematu kary śmierci i wszystkim co się z nią wiąże. W książce znajdziemy historię kary  śmierci wręcz od początku ludzkości, dowiemy się jakie kary za przewinienia stosowano na przestrzeni wieków. Najwięcej informacji znajdziemy oczywiście o Polsce, gdzie karę więzienia wprowadzono dopiero w XVIII wieku – wcześniej kary były tylko i wyłącznie cielesne, czyli prosto mówiąc – tortury i okaleczenia. Dużo dowiemy się o polskim prawie karnym, np. że kara śmierci w Polsce zawieszona została w 1989 roku, ale wyroki śmierci dalej były wydawane. Ostatni taki wyrok padł w 1996 roku, w 1998 nastąpiła zmiana kodeksu karnego i wyrok śmierci został zastąpiony dożywociem. Szacuje się też, że po zawieszeniu kary śmierci przestępczość w Polsce wzrosła. W książce znajdziemy bardzo dużo wiedzy i informacji, jest to świetne kompendium na temat kary śmierci i przyległych. Mimo poważnego tematu w książce znajdziemy też kilka ciekawostek – dla mnie wytchnieniem była wzmianka o procesach „zwierzęcych”. Wiem że to nie jest śmieszne, ale jak czyta się o wydanym wyroku śmierci przez uduszenie dla pszczół, które niestety nie zastosowały się i zwiały, to musicie przyznać, że nie sposób nie parsknąć śmiechem. A tak poza tym to książka jest poważna 😉

Oprócz informacji o polskim wymiarze sprawiedliwości, gdzie głównie śmierć następowała przez powieszenie, znajdziemy też informacje o innych krajach. Sporo miejsca poświęcone jest takim wynalazkom jak gilotyna czy krzesło elektryczne.

Ewidentnie autor książki przyłożył się do jej napisania. Prócz suchej wiedzy, znajdziemy tu wiele rozmów z osobami obracających się w kręgach karnych. Po pierwsze, prócz rozmowy z katem, autor w latach 90tych przeprowadził wywiady ze wszystkimi skazanymi na karę śmierci. Znajdziemy tu krótkie opisy najgłośniejszych polskich zbrodni i wyznania tych właśnie zbrodniarzy. Wszyscy jednoznacznie twierdzą, że to nie wyrok śmierci jest najgorszy, a oczekiwanie na jego wykonanie, kiedy każdy szelest czy odgłos kroków powoduje paniczny lęk, że to już.
Prócz morderców, autor rozmawiał z wieloma innymi osobami. Znajdziemy tu wypowiedzi historyków, naczelników więzień, księży, którzy byli odpowiedzialni za towarzyszenie skazańcom w ostatnich chwilach życia, a nawet i z kucharzem, który przygotowywał dla zbrodniarzy ich ostatnie posiłki.

Jeśli jednak chodzi o tytułową rozmowę, to autor z katem spotkali się kilka razy. Często ich rozmowy były dosyć nieskładne, autor podkreśla, że kat jest alkoholikiem, raz pijącym raz nie, podczas rozmów, przy których, jak twierdzi autor, kat był pijany, za wiele czytelnik nie wynosi. Jest jednak kilka ciekawych fragmentów, kiedy kat (na trzeźwo) wypowiada się trochę obszerniej. Z tych rozmów można wywnioskować, że kat naprawdę dużo wie na temat swojego zawodu i tematów powiązanych. Jest człowiekiem inteligentnym, z ugruntowanym zdaniem. Jego przemyślenia są logiczne i spójne, przytacza naprawdę dużo dowodów na poparcie swoich tez.
„Sędzia podpisujący się pod wyrokiem, czy kat zakładający skazanemu pętlę na szyję, są reprezentantami społeczeństwa i robią to w naszym imieniu. Ja, jako kat, byłem tylko wykonawcą. Zabijałem jako przedstawiciel społeczeństwa.”
 Jedyne co jest dla niego tematem tabu to on sam. Nie chce ujawnić swojego nazwiska, przez całe życie ukrywał przed światem swój zawód, nawet jego własna żona o tym nie wiedziała. Kat boi się napiętnowania, zna historie katów, którzy przyznali się w Polsce do swojego zawodu i ich życie legło w gruzach. W przeciwieństwie do francuskich i angielskich katów, gdzie zawód kata był traktowany jako szlachecki. Szczerze nie dziwię się mężczyźnie, że nie chce ujawniać swojej tożsamości, bo już sam sposób w jakim rozmawia z nim autor jest mocno zniechęcający. Autor, nie wiem czy chciał po prostu wywołać szok i sprowokować, czy naprawdę sam ma takie przekonania, ale do kata odnosił się bardzo agresywnie. Zarzucał mu dużo rzeczy, sugerował, że to on jest większym potworem niż ci, których uśmiercał. Nie wiem dlaczego dziennikarz wykazywał takie oskarżające podejście, może winę należy zrzucić na czasy, w których książka powstała? PRL i chwilę po nim to nie były lekkie czasy, wtedy bardzo mocno osądzało się wszystkich, którzy byli powiązani z władzą...
„Kat jest złym człowiekiem. Zabija z pełną premedytacją. I bierze za to zapłatę. Nie chciałbym znać osoby o takim charakterze. Kat jest zabójcą! Groźniejszym od zwykłego zabójcy, bo zawsze zostaje usprawiedliwiony” (słowa jednego ze skazańców)
Na koniec wspomnę jeszcze jak książka wygląda od strony kompozycji. Podzielona jest na przedmowę, od autora, 8 rozdziałów i bibliografię. Każdy rozdział opatrzony jest własnym mottem, a ważniejsze (zdaniem autora?) wyrażenia są wyraźnie zaznaczone w tekście. Każdy rozdział mówi trochę o czym innym, jeden poświęcony jest torturom, inny polskiemu prawy karnemu itp.

Książkę czyta się zadziwiająco szybko i lekko (o ile można w ogóle mówić o lekkości przy tak poważnym temacie) – chcę przez to powiedzieć, że spodziewałam się, że będzie mi się ją czytało dużo gorzej. Temat oczywiście jest ciężki, ale fakty napisane są ciekawie i interesująco. Język przystępny dla laika. Ogólnie jestem zadowolona, że sięgnęłam po tą pozycję. Teraz na pewno potrzebuję trochę oddechu, zanim zabiorę się za kolejną książkę z cyklu, ale przeczytam ją na pewno!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Aktywa!