września 11, 2020

"Wielbiciel" Max Czornyj

"Wielbiciel" Max Czornyj

Autor: Max Czornyj
Tytuł: Wielbiciel
Data premiery: 17.06.2020
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 400
Gatunek: thriller / kryminał

Maxa Czornyja chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. To autor, który ostatnio wydaje książki w tempie podobnym do Remigiusza Mroza, a może nawet szybciej. W samym roku 2020 na polskim rynku ukazało się już 5 jego powieści! Czornyj najczęściej sięga po taki gatunek jak kryminał i thriller, a „Wielbiciel” jest zgrabnym połączeniem obydwu.

W trakcie kampanii politycznej na prezydenta Warszawy jedna z kandydatów umiera. Z początku wszystko wskazuje na samobójstwo, jednak policja drąży sprawę. W tym czasie córka Bernarda Szajera zostaje porwana. Sprawca szybko odzywa się do rodziny, rozkazuje, by Bernard robił to co mówi, inaczej córka umrze. Jeśli jednak polityk zrobi wszystko, czego porywacz żąda, mała wróci bezpiecznie do domu. Szkopuł w tym, że żądania porywacza są coraz śmielsze, coraz dziwniejsze i kontrowersyjne… Co zrobi Bernard i jego żona Maria by odzyskać córeczkę? Jak wpłynie to na ich przyszłość polityczną? Do czego posunie się psychopata by zaspokoić swój chory plan?

Książka podzielona jest na prolog, cztery części i epilog. Każda z trzech części podzielona jest na dni, wszystkie cztery składają się z krótkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, każda z pierwszych trzech części dotyczy innego bohatera, dopiero w czwartej rozdziały prowadzone są naprzemiennie. Styl jest dobry, przyjemny, książka ciekawi i mocno wciąga.

Część pierwsza powieści zaczyna się mocno. Z początku skojarzyła mi się z książkami typu political fiction jak cykl Mroza „W kręgu władzy”. Później przeszła w raczej przerażający thriller, który wzbudził moje skojarzenia z filmem Hanekego „Funny games” – to trochę odległe skojarzenie, ale główny punkt założenia ten sam – rodzina jest szantażowana bezpieczeństwem dzieci dla uciechy psychopaty, który wymyśla szantażowanym coraz to nowe, brutalniejsze zadania do wykonania. Na ile może sobie pozwolić? Co rodzice zrobią by ochronić swoje dziecko? Czy będą walczyć, sprzeciwiać się, czy poddają się woli prześladowcy? Ta część była naprawdę świetna, moje zainteresowanie, ciekawość sięgały zenitu.

W drugiej części akcja nabiera innego tempa – przechodzimy do śledztwa policyjnego w sprawie zamordowanej kandydatki. Bo tak, policja po cichu od razu stwierdza, że ktoś kobiecie pomógł zejść z tego świata. Główną postacią jest tu policjant Glazur, stary wyga, alkoholik. Ta postać może nie jest specjalnie oryginalna, ale jest całkiem dobrze oddana pod względem psychologicznym. Policjant z problemami, po przejściach, który za punkt honoru stawia sobie rozwiązanie zagadki, nawet wbrew przełożonym.

Trzecia część to znowu całkiem co innego – śledztwo dziennikarskie prowadzone przez Dianę Elert. To młoda dziewczyna bez stałego zatrudnienia, tak zwana freelancerka. Niedawno napisała cykl artykułów o przekrętach gospodarczych w polityce miasta, teraz szuka nowego tematu. I szybko znajduje – śmierć polityczki. Szybko jednak docierają do niej pogróżki – powinna dla swojego dobra porzucić to śledztwo. Jak łatwo można się domyśleć Diana jednak nie daje się zastraszyć. Co odkryje? Czy dotrze do prawdy przed policją?

Podział na trzy z pozoru osobne sprawy to naprawdę dobry zabieg. Po pierwsze nie spodziewałam się takiego przeskoku na początku, myślałam, że całość dotyczyć będzie Bernarda, więc gdy zaczęła się część druga byłam faktycznie zaskoczona. I od razu w głowie powstało pytanie, który nie odpuszczało do końca: jak te trzy sprawy się łączą? Przecież są tak od siebie różne! I muszę przyznać, że nigdy bym na to nie wpadła, zaskoczenie naprawdę zaskakuje. Każda z części toczy się w innym tempie, każda jest inna, ale zgodna z gatunkiem literackim jaki przedstawia. Może każda z osobna nie zrobiłaby takiego wrażenia, jednak połączone w całość naprawdę fascynują i dają powiew świeżości. Jestem zaskoczona, to naprawdę wciągająca i zajmująca lektura!

Książki Maxa Czornyja traktuje głównie jako czystą rozrywkę. I to też tutaj dostałam. Pierwsza część wzbudziła we mnie wiele emocji, dwie kolejne to rzetelne i ciekawe śledztwa. Pomysł na powieść jest złożony z kilku znanych motywów, ale połączony w całość daje całkiem zaskakujący rezultat. Podoba mi się ten eksperyment!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia Mroczna Strona!



 Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 10, 2020

"Upadek gigantów" Ken Follett - audiobook

"Upadek gigantów" Ken Follett - audiobook

Autor: Ken Follett
Tytuł: Upadek gigantów
Cykl: Stulecie, tom 1
Tłumaczenie: Grzegorz Kołodziejczyk, Zbigniew A. Królicki
Data premiery: 05.09.2018
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 1072
Gatunek: powieść historyczna
Audiobook zrealizowany przez Audiotekę i Wydawnictwo Albatros

Dzisiaj recenzja będzie nieco inna, gdyż dotyczy nie tylko książki, ale i niesamowitego słuchowiska, jakie powstało na jej podstawie w ramach współpracy Wydawnictwa Albatros i Audioteki. Podstawą do jego stworzenia była powieść Kena Folletta pt. „Upadek gigantów”, monumentalne dzieło liczące ponad tysiąc stron, które rozpoczyna cykl „Stulecie”. Jest to powieść historyczna obejmująca okres ponad dziesięciu lat od 1911 roku przez całą I wojnę światową, aż do światowego kryzysu. Słuchowiska słuchałam od kwietnia do sierpnia w formie serialu – co piątek w aplikacji pojawiał się nowy odcinek liczący średnio 2-3 godziny. Odcinków finalne było szesnaście, a cały audiobook został też wydany w tradycyjnej wersji trzyczęściowej, który można zakupić na stronie Audioteki (link na końcu recenzji).

Ken Follett to brytyjski autor thrillerów I powieści historycznych, które wydawane są w ponad 80 krajach i tłumaczone na 33 języki. Napisał ponad 30 powieści, które sprzedały się w zawrotnej liczbie 165 milionów egzemplarzy! Już teraz we wrześniu polską premierę będzie miała jego kolejna powieść, prequel „Filarów ziemi” pt. „Niech stanie się światłość”.

Fabuła powieści „Upadek gigantów” rozpoczyna się w roku 1911 w Walii, w małej górniczej wiosce. Tam nastoletni Billy rozpoczyna swój pierwszy dzień pracy w kopalni węgla. Jego starsza siostra Ethel pracuje jako służąca u arystokratycznej rodziny Fitzherbert, gdzie nawiązuje romans z hrabią. W Niemczech zaczyna się już odczuwać niepokoje, Walter von Urlich bardzo dyplomatycznie próbuje wpłynąć na bieg historii i decyzje rządzących. Po drugiej stronie kuli ziemskiej, w rodzinnej miejscowości księżniczki Bei, żony hrabii Fitzherberta, Lew i Grigorij Peszkowie pracują w fabryce i próbują jakoś poukładać sobie życie. Grigorij marzy o wyjeździe do Ameryki, jednak gdy w końcu udaje mu się nazbierać pieniądze na bilet, jego brat wplątuje się w pewną aferę, przez co to on ucieka z kraju…. A to wszystko toczy się na tle coraz mocniej szalejących nastrojów politycznych, gdy początek wojny wisi na włosku…

Książka podzielona jest na prolog i trzy części – wydarzenia sprzed wojny, w czasie wojny i po jej zakończeniu. Całość składa się z 42 rozdziałów i w tytule określa okres, w którym każdy z nich się toczy. Przed tekstem głównym dostajemy też spis postaci z rozdzieleniem na kraje i postacie fikcyjne i historyczne. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, rozłożona jest na wszystkich głównych bohaterów powieści.

„Upadek gigantów” zalicza się do tych powieści, o których nie da się opowiedzieć krótko. Jednak, jako że ja mam do opisania nie tylko książkę, ale i audiobook, który powstał na jej podstawie, postaram się to zrobić możliwie jak najsprawniej. Będzie więc może trochę po łebkach, tylko tak, by zarysować Wam część tego, co w tej historii znajdziemy.

A znajdziemy ogromnie dużo! Po pierwsze tło historyczne – poznajemy historię z punktu widzenia czterech krajów – Anglii, Niemiec, Rosji i Ameryki. Jako że część z bohaterów uwikłana jest w wysokie polityczne partie możemy szczegółowo obserwować decyzje jakie zostały w ciągu tych 13 lat podjęte. Przyglądamy się angielskiemu parlamentowi, prezydentowi Stanów, rodzinie carów w Rosji. Bierzemy udział w rewolucji rosyjskiej, w walce o równe prawa kobiece w Anglii – ruch sufrażystek i działania wojenne na skalę światową. Poprzez bohaterów z rodzin robotniczych widzimy jak wyglądała wojna od ich strony, jak arystokraci stawali na czele armii tylko dlatego, że mieli wysoki tytuł szlachecki, mimo że nie mieli umiejętności wojskowych czy przywódczych. Widzimy jak arystokraci poczynając od Rosji zostają pozbawiani władzy i tytułów, jak wpływy państw, nastroje polityczne się ścierają. To naprawdę fascynująca lektura, przedstawiona tak, jak żadna z polskich szkół was nie nauczy.

Warto też zwrócić uwagę na bohaterów – każda z postaci jest bogato przedstawiona, losy każdej z nich wciągają czytelnika ogromnie. Ja najmocniej kibicowałam tym z nizin – Ethel, która sama w Londynie wychowuje dziecko, pracuje i aktywnie walczy o prawa kobiet, udowadniając, że nie liczy się pochodzenie, a inteligencja i wiedza. Jej bratu Billiemu, którego znamy od czasów nastoletnich – widzimy jego rozwój, jak z dziecka staje się mężczyzną, ciężko doświadczonym najpierw przez tragedie w kopalni, później przez wojnę – jednak nigdy nie traci woli walki i własnej uczciwości. Grigorij, starszy brat Lewa bierze na siebie jego rodzinne obowiązki, cierpi tez z powodu niespełnionej miłości. To naprawdę świetne postacie z krwi i kości, najchętniej opowiedziałabym Wam o każdym z nich! Niemniej jednak nie mamy na to miejsca, więc podkreślę, że postacie, historia i świetna fabuła dotycząca życia wszystkich tych rodzin jest przedstawiona naprawdę rzetelnie i w sposób ciekawy.

Przejdźmy teraz do audiobooka, który określany jest jako superprodukcja. I prawidłowo – ogólnie przypomina stare słuchowiska radiowe, gdzie był podział na role, jednak jest to zrobione na poziomie XXI wieku. Nie dosyć, że aktorzy naprawdę świetnie oddali swoje postacie, podkład muzyczny w wykonaniu Wojciecha Błażejczyka jest bardzo klimatyczny, to jeszcze wszystko to, co się w powieści dzieje, ma swoje tło dźwiękowe. Więc jeśli bohaterowie znajdują się na rynku w mieście, to w tle w słuchawkach słuchać głosy życia miasta. Na proszonej kolacji w tle ciche rozmowy. Wiecie o co chodzi? Nie ma ciszy, aktorzy nie mówią w próżnię. Wszystko to zrobione jest z ogromnym wyczuciem, naprawdę robi ogromne wrażenie! Nigdy niczego takiego jeszcze nie słuchałam!

Cały audiobook przygotowywany był przez ponad 7 miesięcy, to ponad 40 godzin gotowego słuchowiska. W jego przygotowaniu wzięło udział ponad 120 polskich aktorów. Usłyszymy tu głosy należące do między innymi Krzysztofa Gosztyły, Agnieszki Więdłochy, Roberta Więckiewicza, Marty Seweryn czy Antoniego Pawlickiego – wszyscy z nich dają tej produkcji to, co najlepsze. Reżyserem tej produkcji jest Waldemar Raźniak. W wersji serialowej, która dostępna była dla Klubowiczów Audioteki, audiobook liczył 16 odcinków – każdy jeden otwierało przypomnienie z poprzednich odcinków, zakończone było zwiastunem kolejnego. Muszę przyznać, że przez te 4 miesiące słuchania naprawdę przyzwyczaiłam się do tych piątkowych sesji, więc gdy serial się skończył mocno nad tym ubolewałam. Mam nadzieję, że Albatros i Audioteka zdecydują się na szybkie jego powtórzenie przy drugiej części trylogii Stulecie.

Podsumowując, słuchanie tej superprodukcji to było dla mnie niezwykłe przeżycie. Nie dosyć, że sama książka Kena Folletta zasługuje na uwagę – to z jaką skrupulatnością oddał wszystkie niuanse społeczno-polityczne, jak realnie przedstawił i walki pracowników, i kobiet i samą wojnę, zasługuje na pewno na pochwałę. Audiobook wszystkie te plusy książki podkreśla, a podział na role i świetne tło dźwiękowe robią z lektury coś, od czego nie sposób się oderwać. Czekam na tom drugi w takim samym wykonaniu!

Moja ocena:
Książka 8/10
Audiobook 10/10

Za możliwość wysłuchania całego audiobooka w odcinkach dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Audiobook można kupić tu - klik!

Książka

 Dostępna jest też w abonamencie 

września 09, 2020

"Tajemnica mordercy" Rachel Caine

"Tajemnica mordercy" Rachel Caine

Autor: Rachel Caine
Tytuł: Tajemnica mordercy
Cykl: Stillhouse Lake, tom 4
Tłumaczenie: Adrian Napieralski
Data premiery: 11.03.2020
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 432
Gatunek: thriller psychologiczny

Rachel Caine to amerykańska pisarka, która na swoim koncie ma już ponad 50 książek. Część z nich ukazała się w Polsce. Autorka pisze pod różnymi pseudonimami - tego co udało mi się znaleźć, ma ich aż pięć! Co więcej jej rozrzut gatunkowy też jest całkiem spory – od książek dla nastolatek, przez young adult, urban fanatasy aż po thriller. Seria Stillhouse Lake to jej pierwsza próba w tym gatunku. Za pierwszą część pt. „Żona mordercy”, która w Stanach ukazała się w 2017 roku, a w Polsce rok później, była nominowana do kilku nagród literackich. Do tej pory seria składa się z czterech części, na rok przyszły planowana jest amerykańska premiera tomu piątego. Mam szczerą nadzieję, że i nam nasz polski wydawca nie da długo na nią czekać, co więcej, jako że „Tajemnica mordercy” była moim pierwszym zetknięciem się z tą serią, zamierzam do tego czasu nadrobić wcześniejsze trzy tomy! Chyba już oczywiste jest, że książka bardzo mi się spodobała? 😊

Gwen Proctor była kiedyś żoną seryjnego mordercy. Kobieta żyła w nieświadomości, póki przez przypadek świat nie dokonał makabrycznego odkrycia. To już na szczęście jej przeszłość. Teraz z dwójką nastoletnich dzieci i z nowym partnerem starają się wieść normalne życie na południu Stanów. Niestety po ich doświadczeniach, a i wiedzy ludzi o ich przeszłości jest to naprawdę trudne. Gwen pracuje w firmie detektywistycznej – właśnie dostała zlecenie rozwikłania sprawy zaginięcia studenta. Co dziwne, nie zleciła tego rodzina chłopaka, a jakaś dziwna organizacja, a do samego zaginięcia doszło już trzy lata temu… W sprawie nie ma praktycznie żadnych tropów, więc Gwen postanawia rozpocząć od rozmowy z rodzicami chłopaka. Może akurat podsuną jej jakiś pomysł, w którą stronę dalej się udać? W międzyczasie życie rodziny Proctor mocno się komplikuje – zarówno córka jak i syn pakują się w kłopoty, a ich sąsiad – boss narkotykowy domaga się, by wyprowadzili się z tej okolicy…

Książka składa się z prologu i 29 rozdziałów. Rozdzielone są one na cztery postacie: Gwen, jej partnera Sama, 16letnią córkę Lenny i 13letniego syna Connora. Każdy z nich prowadzony jest w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego, do każdego bohatera styl jest delikatnie dopasowany. Może rozdziały Connora mogą się czasem wydać za dorosłe, ale z drugiej strony chłopiec w swoim życiu przeszedł już naprawdę sporo, więc na pewno jest bardziej dojrzały niż jego rówieśnicy. Ogólnie styl powieści jest przyjemny, przez narrację pierwszoosobową mocno skupia się na przeżyciach postaci. Nie znaczy to, że w powieści mało się dzieje – o nie, akcja toczy się w naprawdę zawrotnym tempie!

Tym razem zacznijmy tradycyjnie – od bohaterów, gdyż przez ich doświadczenia z przeszłości są to postacie niezwykle ciekawe. Nie znam tomów poprzednich, ale już w tym udało mi się poznać całkiem nieźle całą rodzinę Proctor. Gwen to kobieta, która już w miarę pogodziła się z przeszłością – nie ukrywa, że wiele ją to kosztowało, że cały czas chodzi na terapię, ale zwyczajne funkcjonowanie już nie jest tak trudne jak kiedyś. Jednak przede wszystkim Gwen to matka – zrobi wszystko, by jej dzieci były bezpieczne. Przez to ile przeżyła, wie też, że stać ją na wiele, nie ma dla niej rzeczy niemożliwych, a swoje doświadczenia jako ofiary potrafi dobrze wykorzystać w swoje aktualnej pracy. To naprawdę twarda babka.

Warto też wspomnieć o Connorze i Lenny. Wygląda na to, że dziewczyna radzi sobie całkiem nieźle. Jasne, dokuczają jej w szkole, ale Lenny już się na to uodporniła, nie bierze tego specjalnie do siebie. Inaczej jest z Connorem – on jest w szkole dręczony, jest cichy i nieśmiały, jednak nosi w sobie głęboką traumę, jakiej nabawił się przez ojca – mordercę. Jest w powieści pewien fragment, który wstrząsnął mną mocniej niż inne – gdy w szkole Connora odbywają się ćwiczenia ze strzelcem, na wypadek, gdyby kiedyś ktoś taki się tam pojawił. Nigdy o tym specjalnie nie myślałam, chociaż jest to temat, który w ostatnich latach często przewija się przez całą popkulturę. Dopiero jednak ta scena uświadomiła mi jak okropne jest to przeżycie, co te dzieciaki wtedy mogą czuć, jak coś, co powinno ich przygotować na straszną sytuację, już samo w sobie jest przeżyciem mocno traumatycznym. Naprawdę ten fragment mocno daje do myślenia – zwróćcie na niego uwagę.

W powieści pojawia się sporo postaci znanych z tomów poprzednich, jednak nie sprawia to najmniejszego problemu dla tych, którzy zaczynają właśnie od tej części – każda postać przedstawiona jest tak, że nie sposób się pogubić.

Podobało mi się osadzenia akcji na południu Ameryki. Teksas, Tennessee i tym podobne stany są całkiem inne niż te największe znany amerykańskie miasta, w których toczy się większość powieści. Tu tożsamość, mentalność ludzi jest inna, gdyż żyje się tu w całkiem inny sposób – jest sucho i gorąco, a ogromne obszary są niezamieszkane. Sąsiad do sąsiada czasami ma naprawdę daleko. Specyfika ludzi też jest nieco inna, są bardziej porywczy, głośni, co autorka rewelacyjnie w swojej powieści przedstawia.

Nie zdradzę chyba za wiele, gdy powiem, że sprawa zaginięcia powiązana jest z pewną sektą. To temat, który mocno mnie interesuje, zastanawia co popycha ludzi do ślepego podążania za innym człowiekiem. Tu sekta przedstawiona jest bardzo szczegółowo jak na thriller pełen akcji. Zgłębiamy się w strukturę jej funkcjonowania i obserwujemy z boku jej członków.

Kilka razy wspomniałam już, że w książce sporo się dzieje. Autorka nie daje czytelnikowi wytchnienia, tu ktoś strzela, to ktoś kogoś śledzi, goni, grozi… Naprawdę jestem zaskoczona jak sprawnie autorce udało się połączyć dobre i dosyć szczegółowe przedstawienie postaci pod względem psychologicznym z tą ciągle pędzącą akcją. Naprawdę jest to kawał dobrej roboty, tym bardziej, że ciągle trzyma czytelnika w napięciu, ciągle czujemy tą potrzebę dowiedzenia się co się wydarzy dalej. Czy od thrillera powinno się wymagać czegoś więcej? Wydaje mi się, że nie. Dostajemy tu wszystko to, czego do tego gatunku można wymagać, a nawet więcej.

Podsumowując, sięgając po tę książkę naprawdę nie spodziewałam się aż tak intensywnego thrillera. Nie mam się tu do czego przyczepić, jestem w pełni usatysfakcjonowana z tej lektury i na pewno muszę jak najszybciej poznać wcześniejsze losy rodziny Proctor. Jestem zafascynowana tą historią!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia Mroczna Strona!



 Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 08, 2020

"Zastraszeni" Joanna Dulewicz

"Zastraszeni" Joanna Dulewicz

Autor: Joanna Dulewicz
Tytuł: Zastraszeni
Cykl: Eryka Olbracht, tom 2
Data premiery: 29.07.2020
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 504
Gatunek: kryminał

Joanna Dulewicz na polskim rynku książki pojawiła się wiosną tego roku. Jej debiut literacki otwierający cykl o Eryce Olbracht pt. „Zakłamani” wygrał Konkurs Kryminalny organizowany przez Wydawnictwo Czwarta Strona. Pokonał około dwustu kandydatów, na okładkę dostał polecajkę od tak znanych pisarzy jak Robert Małecki, Magda Stachula i Marta Guzowska. Ja jednak miałam do niego trochę uwag. Widziałam też potencjał, ale nie ukrywam, że gdybym książkę czytała od razu po jej premierze, to raczej po tom drugi bym nie sięgnęła. Stało się jednak inaczej – przy okazji premiery tomu drugiego pt. „Zastraszeni” dostałam obydwa tytuły, więc automatycznie dałam autorce drugą szansę. Recenzję tomu pierwszego znajdziecie tu – klik! 

Od wydarzeń z tomu pierwszego minęło kilka miesięcy. Mąż Eryki, Marcin, mimo nakazu aresztowania, nie został jeszcze złapany. Matka Eryki ciągle uważa go za wzorowego męża, chce mu pomóc, więc wybiera się w podróż do Niemiec, gdzie pozostawił po sobie jakiś ślad. Szybko okazuje się, że kobieta wpada w ręce przestępców, którzy współpracują z Marcinem, przez co Eryka pada ofiarą szantażu – ma przyjechać do Niemiec i spełnić żądania przestępców, by zapewnić matce bezpieczeństwo. Nikomu nic nie mówić, kobieta rusza w drogę.
W tym samym czasie Patryk Wroński, młody policjant zostaje przydzielony do dziwnej sprawy z małej wioski pod Kielcami. Jakiś czas temu na polu znalezione zostały noga i ręka, teraz, bodajże dwa miesiące później, w lesie została porzucona druga dłoń. W stanie całkiem dobrym, więc ewidentnie nie leżała tam dwóch miesięcy… DNA jedynie potwierdza, że części ciała należą do tej samej osoby, niestety nie da się na tej podstawie jej zidentyfikować. Co dziwne, podobna sprawa miała już miejsce w tamtych rejonach – w 1989 roku brat inspektor Leny Chmiel popełnił samobójstwo, a jego ciało zostało potraktowane w taki sam sposób… Tamta sprawa została wyciszona, a Lena nigdy nie zdołała odkryć prawdy…. Czy uda się to Patrykowi? Czy powtórka wydarzeń sprzed 30 lat naprowadzi go na nowe tropy?

Książka składa się z prologu i trzech części. Każda z nich podzielona jest na kilka rozdziałów i kilka podrozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, rozdzielona jest pomiędzy trzech bohaterów: Patryka, Erykę i Sylwię Doll, młodą dziewczynę, córkę komendanta posterunku policji z wioski, w której doszło do zbrodni. Styl powieści jest lepszy niż w tomie pierwszym, powtórzeń wyrazów w sąsiadujących zdaniach jest zdecydowanie dużo mniej, przez co książkę czyta się płynniej.

Jeśli chodzi o watek kryminalny, to muszę przyznać, że jest całkiem ciekawy. Małe miasteczko, chatka w środku lasu, okoliczna poetka z obsesją na punkt modrzewiu i młoda uparta dziewczyna, która jest zdeterminowana, by odkryć sprawców i powód pobicia jej chłopaka, to zdecydowanie elementy, które wzbudzają mój czytelniczy entuzjazm. Do tego dochodzą jakieś prawdopodobne machlojki w okolicznej fundacji i firmie budowlanej oraz powiązanie sprawy ze zbrodnią sprzed 30 lat. Tym ciekawszą, że prywatnie łączy się z Leną Chmiel, przełożoną Patryka. Ten wątek zdecydowanie mocniej mnie zaciekawił niż ten dotyczący handlu ludźmi w tomie pierwszym.

Jeśli chodzi o drugi wątek, szantaż, któremu poddawana jest Eryka, to jeśli wykluczyć głupotę jej matki, która wydaje się wręcz nieprawdopodobna, to i on jest całkiem ciekawy. Eryka zostaje przegoniona przez wiele niemieckich miast, a to co po drodze odkrywa jest dosyć zaskakujące. Kobieta zostaje zagoniona w przysłowiowy róg, jest posłuszna szantażystom i spełnia ich życzenia. Jak jest ich plan? Do czego ma im się przydać Eryka?

Akcja tym razem też została lepiej rozłożona i na szczęście wątek romansowy odszedł na dalszy plan, co na pewno przyczyniło się do mojego lepszego odbioru tej powieści. Niemniej jednak dalej mam kilka ‘ale’. Nadal nie przekonały mnie do siebie postacie, Eryka dalej jest naiwna i głupiutka, a Patryk z kolei jest kreowany na najmądrzejszego detektywa w całej kieleckiej policji, który, gdy tylko się uśmiechnie, u swoich stóp ma wszystkie kobiety. Odbiór postaci ratuje nieco Sylwia Doll, która przez większą część powieści przedstawiona jest bez dziwnych skrajności, jest postacią wyważoną, może nie całkiem oryginalną, ale przyjemną.
Poza tym denerwowały mnie też dosyć naiwne zachowania, które ewidentnie były naciągane po to, by fabuła mogła zastać popchnięta naprzód, jak np. Eryka wchodząca po raz drugi do tego samego ciemnego pomieszczenia, w którym została wcześniej napadnięta czy Sylwia, która zamiast uciekać w las, wspina się na stos drewnianych belek (!!!). Dziwne, że jej się spod nóg usunęły, prawda? Trochę takich sytuacji w powieści było.

Autorka w posłowiu zwraca uwagę na temat, który chciała w tej historii przedstawić – jest nim strach. Zarówno Eryka jak i kilka postaci żyje pod jego wpływem, co mocno odbija się na ich poczynaniach. Aż chciałoby się napisać więcej, ale nie mogę, by nie zdradzić Wam częściowego rozwiązania zagadki. Zwróćcie na to uwagę podczas lektury, bo dla mnie temat był nieco w tle historii przez co zaczęłam go analizować dopiero po tym, gdy autorka zwróciła mi na niego uwagę.

Warto też przywołać ważny temat, który w tym tomie jest kontynuowany – nielegalne przewożenie ludzi za granicę, handel żywym towarem i wyzysk nielegalnych pracowników. Nie zajmują one może specjalnie dużo miejsca, są gdzieś tam cały czas na dalszym planie, ale widać, że autorka chciała o nich opowiedzieć.

Ogólnie na pewno „Zastraszeni” są lepsi od „Zakłamanych”. Wydaje mi się jednak, że styl autorki nie jest moim stylem – po prostu do mnie nie przemawia. Wiem, że książka na pewno jest w stanie zadowolić, widziałam, że wzbudziła wiele pozytywnych opinii, dla mnie jednak było tu za dużo sytuacji, w których bohaterowie zachowują się głupio czy naiwne, bym mogła książkę potraktować jako poważny kryminał. Postacie i ich zachowania mnie w większości nie przekonały, a to na nich opiera się ciężar powieści. Na ten moment nie wiem czy sięgnę po kolejną książkę autorki – nie jestem w pełni zadowolona, ale widzę postęp jaki Dulewicz zrobiła w ciągu jedynie czterech miesięcy, więc jakaś cicha nadzieja, że może być jeszcze lepiej, ciągle gdzieś tam we mnie tkwi 😊

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona Kryminału!


 Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 07, 2020

"Fabryka lalek" Elizabeth Macneal

"Fabryka lalek" Elizabeth Macneal

Autor: Elizabeth Macneal
Tytuł: Fabryka lalek
Tłumaczenie: Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik
Data premiery: 12.02.2020
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 400
Gatunek: literatura piękna / obyczajowa / historyczna

„Fabryka lalek” to debiut literacki brytyjskiej autorki Elizabeth Macneal. Powstała zainspirowana historią bractwa malarzy, tak zwanych prerafealitów i kobiet w niego zaangażowanych. Główna bohaterka powieści wzorowana jest na postaci modelki tego ruchu Lizzie Siddal. Książka zyskała spory entuzjazm czytelników i recenzentów, zdobyła nagrodę Caledonia Novel Award 2018. Przetłumaczona została na 28 języków, a prawa do jej ekranizacji są już wykupione.

Londyn 1850 rok. Iris Whittle, razem ze swoją siostrą bliźniaczką pracują w sklepie z porcelanowymi lalkami – całymi dniami malują im uśmiechy i ubierają się w miniaturowe sukienki. Iris jednak to do życia nie wystarcza – jej pasją jest malowanie, zafascynowana jest obrazami, sama chciałaby zostać malarką i w ten sposób zarabiać na życie.
Tajemną miłością darzy ją Silas, nieco dziwny mężczyzna, właściciel sklepu z różnościami, zajmującymi się głównie wypychaniem i obrabianiem martwych zwierząt. Pewnego razu, gdy przychodzi do niego jeden z malarzy nurtu prerafaelitów, podsuwa mu pomysł poproszenia Iris, by pełniła funkcję modelki – artysta właśnie szuka kogoś, kto mógłby zostać królową Minewrą jego obrazu – Iris nadaje się do tego doskonale. Dziewczyna, mimo groźby odrzucenia ze strony rodziców, ofertę przyjmuje pod warunkiem, że malarz nauczy ją malować. I tak rozpoczyna się przygoda życia Iris, w tle której czai się ogarnięty obsesją i chorą miłością Silas… Czy jest szansa na szczęśliwe zakończenie, gdy w głowie Silasa pojawia się coraz bardziej urojony obraz jego relacji z dziewczyną?

Książka podzielona jest na trzy części – każdą z nich otwiera kilka cytatów. Całość podzielona jest na krótkie, nienumerowane, za to tytułowane rozdziały okazyjnie poprzetykane fragmentami listów czy artykułami z gazet. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego, obserwuje Iris, Silasa i Albiego, kilkuletniego chłopca, sierotę, który łączy dwie wcześniejsze postacie. Styl jest przyjemny, lekko stylizowany na dawny. Ciekawe jest tu podejście do piękna i brzydoty – stąd podejrzewam częste porównywanie „Fabryki lalek” z „Pachnidłem” Suskinda – Silas zafascynowany jest śmiercią i cielesnością, stąd opisy zwłok zwierząt, ich preparowanie są dosyć dokładnie opisane – wyłania się z nich fascynacja bohatera, co budzi tym większy niepokój, gdyż czytelnik odczuwa obrzydzenie. Szczególnie dużo jest tego z początku lektury, później szczegółowe opisy dotyczą raczej łapania chwil na obrazach podczas pracy malarzy.

Jak zwróciłam uwagę już na wstępie, autorka zafascynowana jest rolą kobiety w tamtych czasach. Tu główna bohaterka, Iris, to nieco buntowniczka – sprzeciwia się społecznie przyjętej, akceptowanej roli, że kobieta ma się wstydzić swojego ciała, zakrywać je, znaleźć dobrego, poczciwego męża, z którym nie muszą ją łączyć szczególne uczucia. Iris chce od życia więcej. Chce się spełniać jako artystka, chce poczuć ogromne uczucie jakim jest miłość, chce odkrywać uroki cielesności i dostrzegać jego piękno. Za takie podejście spotyka ją kara – rodzina nie chce jej znać, uważa ją za kurtyzanę. Jej siostra ma do niej za to żal szczególny, gdyż ona nie ma możliwości normalnego życia, a skażona reputacja siostry pozbawia ją już całkowicie jakichkolwiek szans na lepszą przyszłość.

Równie ciekawie przedstawiony jest sam XIXwieczny Londyn. Jest to czas, gdy w Hyde Parku powstaje Wielka Wystawa – to wielki plac budowy, gdzie codziennie zbiera się masa ludzi. To też czas podziału miasta na te dosyć bogate rejony i biedne, brudne uliczki. To też kontrast w społeczności – wielu z nich żyje na ulicach, szczególnie mocno dotyczy to dzieci – Albie ze swoją siostrą mieszkają w jakiejś małej, brudnej, mokrej norze i to tylko dzięki temu, że jego siostra oddaje swoje ciało za pieniądze. Obraz tych dzieci jest naprawdę wstrząsający, Albie, biedny chłopiec wychowany na ulicy, jako swoje największe pragnienie przedstawia komplet sztucznych zębów, na które przy takim sposobie życia naprawdę nigdy go nie będzie stać. To chyba najbardziej poruszająca postać w całej tej historii.

Powieść ta, prócz miłości do sztuki i ciekawego tła historycznego, to też opowieść o obsesji, psychozie, manii, która powoduje, że wytwór wyobraźni zlewa się z rzeczywistością. Im dalej w fabułę, tym Silas bardziej odrywa się od tego co realne, coraz mocniej żyje w swojej głowie, a to co mu się roi, przenosi na zewnątrz. To fatalna historia człowieka owładniętego chorą obsesją. To także historia siły i determinacji w dążeniu do celu kobiety – Iris.

Ogólnie książka mi się podobała. Zrobiła na mnie wrażenie, podobało mi się połączenie malarstwa, brudnego dawnego Londynu z chorymi wizjami psychopaty. Chętnie pogłębiłabym rysy psychologiczne dotyczące głównych postaci, miałam trochę wrażenie, że nie są one specjalnie wielowymiarowe, jednak na tyle satysfakcjonujące, że z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że była to dobra lektura. Jestem ciekawa co autorka zaserwuje nam w przyszłości.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!


września 06, 2020

"Topiel" Jakub Ćwiek

"Topiel" Jakub Ćwiek

Autor: Jakub Ćwiek
Tytuł: Topiel
Data premiery: 03.06.2020
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller obyczajowy

Jakub Ćwiek to znane nazwisko wśród polskich pisarzy, głównie kojarzone z literaturą fantastyczną. Autor debiutował w 2005 roku powieścią „Kłamca”, która otworzyła wielotomowy cykl o tym samym tytule. Ja z jego twórczością spotkałam się dopiero rok temu, gdy autor pokusił się o inny gatunek. Mówię tu o „Szwindlu”, kryminale o mistrzach przekrętu, który uznałam za jedną z najlepszych książek roku poprzedniego. Jej recenzję znajdziecie tu – klik! 
Rok później, w czerwcu tego roku ukazała się kolejna powieść w innym gatunku niż fantastyka – tym razem autor postawił na thriller obyczajowy o powodzi z 1997 pt. „Topiel”.

Jest to historia opowiadająca o pamiętnym lecie czwórki 13- i 14-letnich chłopców, lecie, które zmieniło ich życie na zawsze. Kacper, Grzesiek, Darek i Józek wiodą życie typowych na koniec lat 90. XX wieku nastolatków – przeżywają pierwsze miłości, grają w gry, czytają komiksy i powoli się buntują. W lipcu tamtego roku zmienia się wszystko - do Głuchołaz wpadła powódź, która spustoszyła dużą część Polski. Powódź, woda o ogromnej niszczycielskiej mocy, zabrała ludziom cały dobytek, ale przyniosła też coś niebezpiecznego, niespodziewanego, co wpłynie nieodwracalnie na chłopców. To lato, w którym dzieci stają się dorosłymi, lato przemian, wydarzeń, które wpiszą się już na zawsze w ich życie. Co będzie tym momentem zwrotnym? Jakie następstwa dla czwórki przyjaciół przyniesie ze sobą Powódź Stulecia?
„Niczym ofiary gwałtu, gdy uświadomią sobie, że to, co jeszcze kilka godzin temu było najgorsze na świecie – sam akt, stanowiło tak naprawdę tylko preludium, bo najgorsza jest utrata wiary. W domu, w bezpieczne miejsce. Zdarzyło się raz, może zdarzyć się znowu. Zdarzyło się raz i nie ma już normalności.”
Książka składa się z pięciu tytułowanych części, epilogu i posłowia, które moim zdaniem jest dosyć ważne, bo tłumaczy podejście autora do tej powieści. Każda z części podzielona jest na krótkie rozdziały rozdzielone pomiędzy czwórkę bohaterów oraz przeplatana od czasu do czasu tak zwanymi ‘luźnymi kartkami’ – wydarzeniami, w których chłopcy nie uczestniczą bezpośrednio, jednak które mają wpływ na ich losy i są uzasadnieniem tego co się z nimi ostatecznie stało – to takie dopełnienie historii, które z początku jest dosyć niezrozumiałe – dopiero później nabiera sensu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl przyjemny, spokojny, uważny, skupiony na przeżyciach nastoletnich bohaterów.

„Topiel” to książka, w którą trzeba się wgryźć. Dosyć długo trwało u mnie zanim faktycznie mnie zainteresowała, chyba dopiero gdzieś tak w połowie zaczęłam się w historię wczuwać. Ostatecznie, po lekturze nie uważam tego za minus, autor po prostu powoli, z uwagą, cierpliwie buduje całe tło do swojej opowieści. W końcu kiedy książka zaczęła mnie wciągać, to zrobiła to na tyle, że nie chciałam już jej odkładać, póki nie dotrę do końca.

Myślę, że jest to książka, o której można napisać wielostronicowy elaborat. Autor na kartach powieści zawarł naprawdę sporo kwestii, które aż proszą się o omówienie. Postaram się to zrobić skrótowo, tak by dać Wam tylko przedsmak tego, co można w powieści znaleźć.

Po pierwsze – bohaterowie. Autor powieści sam wychował się w Głuchołazach, przeżył tę samą powódź, co oni. No, w ogólnym sensie, bez następstw, które spotkały bohaterów. Był też w tym samym wieku co powieściowi chłopcy, więc był w stanie oddać bardzo dobrze ich tamtejsze realia i spojrzenie na świat. Każdy z bohaterów jest zbudowany z dużą uwagę – jest buntownik, którego ojciec ciągle pracuje za granicą, przez co chłopiec zaczyna go nienawidzić. Jest chłopiec, który przyjechał na lato z matką do dziadków – jego rodzina też skrywa wstydliwą tajemnicę. Jego kuzyn z kolei akurat tego lata ma młodzieńczą obsesję na punkcie jeden z dziewczyn. Jest też syn mężczyzny, który jakiś czas temu w wypadku stracił wzrok, po czym jego żona ich zostawiła. Życie chłopców pozornie proste, tak naprawdę jest mocno skomplikowane, każdy z nich targany jest emocjami, których do końca nie rozumie, pełni są gniewu i frustracji. To równocześnie dobre chłopaki, nie sposób ich nie polubić, gdy już się ich trochę lepiej pozna.

Po drugie – świetnie oddane tło społeczne i kulturowe końcówki lat 90tych XX wieku. Mam wrażenie, że nikt tak jak Ćwiek, nie potrafi wpleść w fabułę tylu nawiązań do popkultury co on. I tutaj stworzył sobie specjalną scenę pod właśnie taki powrót do końcówki XX wieku. Gry, komiksy, książki, filmy – tego książka jest pełna. Nie wiem jak podejdzie do tego młodsze pokolenie, ale dla mnie, osoby niewiele młodszej od autora, to była niesamowita przygoda.

Po trzecie – powódź. Autor w posłowiu zaznacza, że zmienił kilka rzeczy na potrzeby fabuły, jednak nie zmienia to ogólnego sensu – autor to przeżył i na własnej skórze doświadczył, jakim żywiołem jest woda, jak bardzo jest to niepohamowana, niszczycielska moc. Bardzo skrzętnie dostajemy tu opis zachowań ludzi, jak reagowali na wieść o zagrożeniu, jak sobie z nim radzili. Sporo jest tu o pomocy z Caritasu, o działaniach wojska. Mnie mocno poruszyła scena, w której mały sklepikarz własnym transportem chciał pomóc tym najbardziej poszkodowanym, a został prawie że przez nich rozszarpany. Tu dobroć zderzyła się z podejściem ‘bo przecież mi się należy’. Ludzie są różni, charaktery są różne, a najmocniej te różnice wychodzą w kryzysowych sytuacjach.

Jest to thriller, bo jest trup. Już na samym początku dowiadujemy się, że jeden z chłopców zaginął, a dwa tygodnie po powodzi zostało znalezione ciało. Czyje ono jest? Jak się tam znalazł? Kto zaginął? Dlaczego? Napięcia związanego z zagadką nie ma tu za wiele, raczej jest przyćmione przez te wątki obyczajowe, jednak ma kluczowe znaczenie dla finalnych wydarzeń.

Myślę, że na tym zakończę, choć jak pisałam wcześniej mogłabym jeszcze o książce naprawdę dużo opowiadać. Zachęcam jednak do tego, by po lekturę sięgnąć samodzielnie, to naprawdę świetnie napisana, dobrze przemyślana powieść, która szczególnie dla osób pamiętających tamte czasy, będzie niesamowitym powrotem do przeszłości.
Na końcu wspomnę jeszcze o świetnym wydaniu książki, każda część ma swoje oznaczenia, okładka również zachęca, przez co lektura jest jeszcze przyjemniejsza niż normalnie.
To książka warta przeczytania, polecam!

Moja ocena: 8/10

Książkę odebrałam za punkty w portalu czytampierwszy.pl
Numer akredytacji 04/05/2020


 Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 05, 2020

"Malarz dusz" Ildefonso Falcones

"Malarz dusz" Ildefonso Falcones

Autor: Ildefonso Falcones
Tytuł: Malarz dusz
Tłumaczenie: Joanna Ostrowska, Elżbieta Rzewuska
Data premiery: 17.06.2020
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 640
Gatunek: powieść historyczna

Ildefonso Falcones to jeden z najlepszych, najgłośniejszych hiszpańskich pisarzy ostatnich lat. Z zawodu prawnik, na rynku książki debiutował w 2006 roku powieścią „Katedra w Barcelonie”, którą pisał około 5 lat! Książka szybko zebrała należne jej laury, została bogato nagrodzona hiszpańskimi literackimi statuetkami, przez wiele miesięcy zajmowała pierwsze miejsce na liście bestsellerów. Została wydana w 40 krajach i osiągnęła nakład 9 milionów egzemplarzy. Niedawno w 2018 roku powstał na jej podstawie serial o tym samym tytule – jest dostępny na Netflixie.
Od swojego debiutu do teraz autor wydał jeszcze 4 powieści, każda z nich została przyjęta bardzo entuzjastycznie. Jego ostatnie dzieło to „Malarz dusz” i ja właśnie od tego tytułu zaczęłam poznawać się z piórem autora.

Barcelona rok 1901. Młody malarz i ceramik Dalmau pracuje w fabryce ceramiki jednego z najbogatszych mieszkańców miasta – jest jego głównym projektantem wzorów na płytki a także jego podopiecznym – don Manuel chce promować jego talent. Jednak jest to człowiek staroświecki, dążący do powiększania swojego majątku, ślepo oddany katolickiej wierze, która w tym czasie mocno wyzyskuje biedotę miasta. Jak zatem oddać się sztuce, kiedy wokół tyle niepokoi polityczno-społecznych? Kiedy biedota miasta walczy z możnymi o lepsze warunki życia, lepsze traktowanie? Kiedy jego własna siostra z narzeczoną biorą udział w strajkach i demonstracjach? Co jest ważniejsze, sztuka czy ideały? A może uda się obydwie te sprawy pogodzić, może nie trzeba decydować, wybierać?
„Mistrz długo oglądał rysunek. Wreszcie skinął głową. Ściągnął usta, po czym ponownie przytaknął.- Skradłeś duszę tej dziewczynce – stwierdził. – I mistrzowsko przeniosłeś ją na papier.”
Książka podzielona jest na dwie części, składa się z 21 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego naprzemiennie przez Dalmau i jego narzeczona Emmę. Styl powieści jest bardzo uważny, spokojny, szczegółowy. Autor zwraca dużą uwagę na detale otoczenia, nie zaniedbuje jednak też swoich bohaterów, poświęcając ich uczuciom i dylematom również sporo miejsca.

Jako że jest to powieść historyczna, to zacznijmy trochę inaczej – właśnie od tła historycznego. Początek XX wieku w Barcelonie był bardzo trudnym okresem, w którym granica pomiędzy robotnikami i biedotą a kościołem i możnymi była szokująco wielka. Jest to czas, w którym ci biedni postanowili zawalczyć o swoje – aktywny był ruch robotniczy i anarchistyczny, cały czas organizowano demonstracje i strajki, by wywalczyć lepsze warunki pracy, lepsze traktowanie. Była to walka ciężka i nierówna, ale ludzie walczący byli naprawdę zdeterminowani. Świetnym ich przykładem jest część bohaterów – po pierwsze ojciec Dalmau, który stracił życie w walce za ideały. Jego brat jest zagorzałym anarchistą, większą część powieści gdzieś się ukrywa, więc nie spotykamy go za często. Jest też siostra Dalmau, tragiczna postać, która za swoje ideały znosi tortury, jednak nie jest w stanie się ich wyrzec.
Z innej strony mamy Emmę, początkowo narzeczoną Dalmau, która swoją walkę na ulicach przerodziła w bardziej polityczny aspekt – została Nauczycielką, kobietą, którą wielu podziwiało, która swoim żarem przemów była w stanie podtrzymać ducha walki u innych. Niestety im Emma bardziej wikłała się w politykę, tym wyraźniej widziała, że nawet po jej stronie ludzie u władzy są dokładnie tacy sami, źli jak ci po przeciwnej. Zatem tło walki robotników jest tu naprawdę szczegółowo, bardzo uważnie opisane, i daje czytelnikowi bardzo szeroki obraz sytuacji w Barcelonie z początku XX wieku.

Skoro już wspomniałam o Emmie i jej politycznej walce, to warto zwrócić też uwagę na rolę kobiety w tamtych czasach. Nie miały takich samych praw jak mężczyźni w fabrykach, pracowały za mniejsze stawki, były wyzyskiwane. To jednak one wchodziły na te przysłowiowe barykady, walczyły u boku, a nawet przed mężczyznami. Były silne i odważne, były ostoją rodziny, mimo że ich status był niższy niż ich drugich połówek. Warto tu też zwrócić uwagę na matkę Dalmau, która całe swoje życie spędziła przy maszynie do szycia, wyszywając dla możnych kołnierzyki, z której pracy jednak nie było stać na przyzwoite życie.

To teraz przyjrzyjmy się Dalmau. To typowy artysta, który mocno zatraca się w swoim świecie, szuka inspiracji i dąży do artystycznej doskonałości. Poprzez niego dostajemy tu ogromną dawkę sztuki, spotykamy malarzy, architektów, poetów, krytyków tamtych czasów, obserwujemy artystyczne nurty, które w tamtych czasach powstają. Ze szczególną uwagą pochylamy się nad stylami architektury, przyglądamy się wszystkim tym szczegółowym dekoracjom, detalom, robimy to wręcz pod mikroskopem. Sporą dawkę detali dostajemy już na samym wstępie lektury, co trochę ochłodziło mój zapał, jednak zaznaczę, że tak jest tylko na początku – później nie jest to tak natarczywe, dobrze wpasowuje się w całość. Ale wróćmy jeszcze do samego Dalmau. On, w pogoni za artystyczną doskonałością, za rozwojem, zapomina o prawdziwym życiu, nie walczy o swoje, o swoich bliskich tak jak np. Emma. Przez to jego życie się sypie, praktycznie wszystko traci, co rzuca go w otchłań nałogów. To postać bogata, tragiczna, która przeszła w tej powieści sporo. W końcu jednak się odradza, znajduje balans, układa sobie życie na nowo. Niesamowicie skomplikowana postać!

Mam wrażenie, że o tej powieści mogłabym jeszcze pisać i pisać, ale nie chcę też specjalnie przedłużać i zdradzać Wam wszystkich tych ciekawych aspektów, które porusza powieść. Powiem już może tylko, że jest to książka wymagająca czasu i uwagi, mnie jej przeczytanie zajęło dwa tygodnie, ale nie żałuję – było warto. Co więcej, chciałabym też kiedyś zapoznać się z pozostałymi dziełami autora, podejrzewam, że będą podobnie szczegółowe, bogate, wielowątkowe i równie wciągające. „Malarz dusz” to książka z ciekawą fabułą, świetnymi bohaterami i z historią, o której nie uczycie się w szkole! Polecam!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros!


 Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 04, 2020

"Idealne dziecko" Lucinda Berry

"Idealne dziecko" Lucinda Berry

Autor: Lucinda Berry
Tytuł: Idealne dziecko
Tłumaczenie: Emilia Skowrońska
Data premiery: 26.02.2020
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 416
Gatunek: thriller psychologiczny

„Idealne dziecko” to pierwsza książka amerykańskiej pisarki Lucindy Berry, która ukazała się na polskim rynku książki. Na swoim rodzimym rynku autorka debiutowała w 2016 roku, do teraz wydała już 7 powieści. Przed rozpoczęciem kariery pisarskiej Berry pracowała jako psycholog kliniczny specjalizujący się w dziecięcych traumach. Wiedzę tą wykorzystuje w swoich powieściach, które skupiają się na zgłębianiu mrocznych zakątkach ludzkiego umysłu, czego doskonałym przykładem jest właśnie „Idealne dziecko”.

Hannah i Christopher Bauer to małżeństwo po 40stce. Obydwoje pracują w szpitalu – on jest chirurgiem ortopedą, ona pielęgniarką. Ich marzeniem jest zostać rodzicami, niestety szanse na poczęcie mają bardzo bliskie zera. Teraz zdecydowali się już o ubieganie się o adopcję, jednak proces cały czas jest na wstępnym etapie.
Podczas jednego z dyżurów Chrisa do szpitala trafia mała dziewczynka – na oko trzyletnia, została znaleziona zakrwawiona na parkingu przy osiedlu kempingowym. Jej stan jest fatalny – jest praktycznie zagłodzona, na ciele ma pełno siniaków, kości ewidentnie połamane nie zrosły się prawidłowo. Chris przejmuje nad nią medyczną opiekę i szybko się z nią zaprzyjaźnia. Janie powoli nabiera ciała, urazy zewnętrzne się goją, a podczas operacji wyszło, że jest w wieku lat sześciu. Christopher wpada na pomysł, by razem z Hannah zostać rodziną zastępczą dziewczynki, póki nie znajdzie się dla niej prawdziwy dom. Czy ich dobre zamiary i miłość wystarczą, by Janie z syndromem dziecka maltretowanego mogła nauczyć się funkcjonować normalnie i pokochać swoich zastępczych rodziców tak jak oni ją? Jak małżeństwo odnajdzie się w tej nowej roli? I jaka to tragedia wydarzy się na końcu?

Książka składa się z 61 krótkich rozdziałów rozdzielonych na Christophera i Hannah poprzetykanych sprawozdaniami z policyjnego przesłuchania Piper Goldstein, pracownicy społecznej przypisanej do sprawy Janie. Narracja prowadzona jest pierwszej osobie czasu przeszłego przez wspomniane trzy osoby. Styl powieści jest przyjemny, książkę czyta się szybko, a naprzemienna narracja i przeskok czasowy od opowieści Hannah i Chrisa do późniejszego przesłuchania Piper wzbudza w czytelniku dużo emocji.

Jako że gatunkowo jest to thriller, zajmijmy się na początku napięciem, niepokojem i ciekawością, jaką wzbudza w czytelniku, bo nie można książce odmówić tego, że historia faktycznie wzbudza zainteresowanie i mocno wciąga. Po pierwsze już na wstępie z przesłuchania Piper, czytelnik wie, że koniec tej historii jest tragiczny – doszło do morderstwa, nie wiadomo tylko kto zginął. Po drugie postać dziecka jest tu mocno niepokojąca – nikt nie wie co się z nią działo, a im więcej szczegółów odkrywają lekarze i policja, tym sytuacja wydaje się coraz mroczniejsza. Janie na początku aniołek, gdy trafia do domu Bauerów pokazuje swoje drugie oblicze. Im dalej w fabułę, tym napięcie się zagęszcza, dzieje się coraz więcej, coraz dziwniejszych rzeczy, które ciężko zwyczajnemu człowiekowi wytłumaczyć… O co w tym wszystkim chodzi? Co się w tej rodzinie stało?

Dla mnie jednak ciekawsza jest tutaj strona psychologiczna powieści. Historia daje czytelnikowi dużo do myślenia. Czy dziecko z natury może być złe? Czy można je skrzywdzić tak, że żadna pomoc już nic nie wskóra? Czy sama troska, cierpliwość i miłość wystarczą, by dziewczynka mogła poczuć się bezpiecznie? Jak dziecko skrzywdzone na samym początku jego życia może nauczyć się żyć w zgodzie z przyjętymi normami społecznymi? To tylko kilka z pytań jakie nasuwają się po lekturze tej powieści. Wydaje mi się, że można tu pokusić się o stwierdzenie, że tak, dzieci są bardzo podatne, można już na samym początku ich życia skrzywić je tak, że nikt ich później nie naprostuje. A już na pewno nie małżeństwo, które nigdy nie wychowywało nawet najnormalniejszego dziecka.

Prócz Janie ciekawą postacią jest tu też Hannah. Największym marzeniem tej kobiety jest ciąża, noworodek i wychowywanie dziecka od jego pierwszego dnia. Jej marzenie jednak zostaje roztrzaskane, więc kolejny i kolejny raz ustępuje, aż w końcu 6letnia skrzywdzona Janie trafia do jej domu. Czy faktycznie warto było pójść na te wszystkie ustępstwa? Czy Hannah może zaakceptować, pokochać i być szczęśliwa z tak trudnym dzieckiem jak Janie? W książce to ta bohaterka dostępuje największej przemiany, w pewnym momencie mocno nawet irytuje, tak że miałam ochotę dobrze nią potrząsnąć. Jednak ostatecznie każde jej zachowanie jest uzasadnione. Nie mogę powiedzieć więcej, żeby nie zdradzić za wiele z zaskakującej fabuły, ale w pełnym momencie dzieje się tu naprawdę sporo i jest to mocno poplątane.

Ogólnie, by nie zdradzić za wiele, na tym zakończę moją recenzję. „idealne dziecko” to lektura wciągająca, dosyć niewygodna pod względem pytań jakie wymusza na czytelniku, wciągająca, fascynująca, a momentami irytująca. Nie jest to jednak minus, po prostu nastawiona jest na wzbudzanie dużych i intensywnych emocji. Nie wiem czy jestem do końca usatysfakcjonowana z zakończenia, wydaje mi się trochę za bardzo otwarte, jednak jeśli macie ochotę na thriller psychologiczny z tematyki rodzinnej z dużym naciskiem na aspekt psychologiczny, to „Idealne dziecko” na pewno będzie dobrym wyborem.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia Mroczna Strona!




Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 03, 2020

"Zakłamani" Joanna Dulewicz

"Zakłamani" Joanna Dulewicz

Autor: Joanna Dulewicz
Tytuł: Zakłamani
Cykl: Eryka Olbracht, tom 1
Data premiery: 11.03.2020
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 544
Gatunek: kryminał

„Zakłamani” to debiut literacki Joanny Dulewicz. Do tej pory skupiała się głównie na pracy akademickiej, jest w trakcie pisanie pracy doktoranckiej z literaturoznawstwa na uczelni w Kielcach. Na co dzień mieszka w małej okolicznej wiosce, kiedyś pracowała też w szpitalu jako lektorka angielskiego i w administracji. Te doświadczenia wykorzystała w swojej powieści – część akcji dzieje się w szpitalu w Kielcach, część w małej, fikcyjnej wsi Zbijów. Warto też na wstępie zaznaczyć, że powieść powstała jako zgłoszenie do konkursu kryminalnego z Wydawnictwa Czwarta Strona. Książka Dulewicz pokonała prawie dwustu innych kandydatów. Czy faktycznie jest tak dobra jak mówią?

Eryka Olbracht od roku pracuje jako dyrektorka prywatnej kliniki w Kielcach. Wcześniej była nauczycielką polskiego w liceum, jednak jakiś czas temu porzuciła tę pracę – postanowiła kontynuować studia, później została rzucona na głęboką wodę, gdy musiała przejąć obowiązki męża w klinice – ten nagle, z dnia na dzień, w Nowy Rok zaginął. W tym samym czasie Milena, przyjaciółka Eryki i siostra księdza Pająka ze Zbijowa zmarła w wypadku samochodowym. Eryce i księdzu trudno uwierzyć, że kobieta targnęła się na swoje życie, jednak policyjne śledztwo nic nie wykazało.
Teraz, rok później, kobieta wraca do swojej rodzinnej wsi – Zbijowa. Tego samego wieczoru pod jej płotem znaleziona zostaje martwa Ukrainka – w majtkach miała ukryty paszport, prawdopodobnie zmarła na skutek pobicia. Sprawą ma zająć się policja z Kielc, między innymi Patryk Wroński, młody policjant, świeży detektyw, który ma dosyć skomplikowaną relację z przeszłości z Eryką… Sprawa komplikuje się bardziej, gdy okazuje się, że Ukrainka jakiś czas temu leczyła się w szpitalu Eryki i nie zapłaciła do tej pory swoich rachunków… Czy naprawdę Eryka może mieć coś wspólnego z tym zabójstwem? Gdzie jest jej mąż? Dlaczego Milena się zabiła? I ruszyć naprzód, gdy przeszłość każdego dnia dobija się do drzwi?

Książka składa się z prologu i trzech części. Te dzielą się na kilka numerowanych rozdziałów i podrozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, obserwuje naprzemiennie Patryka, księdza Pająka i Erykę. Styl powieści w przeważającej części jej poprawny, skupia się zarówno na wydarzeniach jak i uczuciach przedstawianych bohaterów. Momentami jednak trochę wybijały mnie z rytmu powtórzenia – główne tych samych słów w sąsiadujących zdaniach, co może nie jest specjalnie dużym błędem, jednak u mnie spowodowało to, że musiałam te fragmenty czytać jeszcze raz, by pozbyć się uczucia, że coś tu nie pasuje. Jest to jednak rzecz do wyrobienia, przy debiucie można przymknąć na to oko.

Jak wspomniałam, autorka rozdzieliła swoją powieść na kilku bohaterów. Z jednej strony to dobrze, dzięki temu każdego z nich możemy poznać nieco lepiej - to na pewno dodaje lekturze atrakcyjności. Z drugiej wydaje mi się, że nie wyszło to za dobrze. Żadna z głównych postaci mnie specjalnie do siebie nie przekonała – gdybym musiała wybrać, powiedziałabym, że najbardziej wiarygodny był ksiądz Pająk, choć też mam do niego kilka ‘ale’. Eryka jest dosyć nijaka, prócz mroku, demonów z dzieciństwa, o których co chwilę wspomina, niby w zawoalowany sposób, jednak tak, że od razu wiadomo o co chodzi, tak naprawdę niewiele jestem w stanie o niej powiedzieć. Patryk podobnie – jego główną cechą jest to, że dobiera sobie sporo starsze partnerki seksualne i miał romans z większością kobiet w książce. Erykę i Patryka łączy przeszłość, który nie zakończyła się szczęśliwie, obydwoje mają matki, z którymi nie potrafią się dogadać – ich relacje są toksyczne. Niestety jednak i to mnie nie przekonało – zabrakło mi tu głębi, lepszego zarysu psychologicznego, który przekonałby mnie do prawdopodobieństwa tych relacji. Niestety tego zabrakło, przez co postacie wyszły dosyć płaskie i sztuczne.

Wątek kryminalny na początku lektury zapowiada się bogato i ciekawie – śmierć Ukrainki, zaginięcie męża Eryki, wypadek Mileny, przetasowania w szpitalu – to wszystko ewidentnie musi się ze sobą łączyć, tylko jak? Do tego młody detektyw, który dopiero stawia pierwsze kroki w wydziale pod czujnym okiem uszczypliwej szefowej, a który jednak zdeterminowany jest by sprawę rozwiązać – może świeżak też ma swoje plusy, w końcu może na sprawę spojrzeć od innej strony niż wszyscy. Zapowiada się dobrze, prawda? Niestety później całość przyćmił mi romans Patryka z jedną z lekarek z podejrzanej kliniki, który był bardzo natarczywy i opisany raczej bez wyczucia – za dużo, za długo i za intensywnie. Jak wiecie, ja od zawsze mam uczulenie na takie wątki w kryminałach i o ile nie są subtelne i potraktowane nieszablonowo, to nie jestem w stanie ich zaakceptować.
Ponowną ciekawość książka obudziła we mnie na około 150 stron od końca, niestety tylko na małą chwilę, bo ostatnie 80 znowu jakoś mi nie grało – o ile wydarzenia w całej powieści są dosyć spokojnie poprowadzone, to na końcu buchnęło wszystko na raz i znowu niestety dosyć było to nieprawdopodobne, za bardzo namieszane i poplątane. Szkoda, bo potencjał był.

Warto też wspomnieć o miejscu akcji – dzielone jest pomiędzy miasto Kielce a wieś Zbijów. Kontrast między nimi, między podejściem mieszkańców, tempem życia jest tu mocno widoczny. Na wsi sporą rolę odgrywa kościół, a fakt, że sam proboszcz pośrednio połączony jest z kilkoma sprawami na pewno jest tu tym, co warto zaliczyć na plus. Nawet w pewnym momencie sam postanawia przeprowadzić własne śledztwo, co też, prócz jego rozwiązania, całkiem zgrabnie wyszło.

Niestety w tekst wkradł się też błąd merytoryczny, w moim zdaniem niepotrzebnym wątku z przeszłości Eryki i Patryka. Jakiś czas temu, gdy Patryk był w ostatniej klasie liceum, Eryka uczyła go polskiego i wdała się z nim w romans. Z tym, że podkreślone też jest, że różnica wieku między nimi była niewielka – Eryka była po trzecim roku studiów, czyli po licencjacie. Niestety, z tego co się orientuję, po licencjacie z polonistyki w Polsce nauczyć można tylko w podstawówce i gimnazjum, więc tak naprawdę Eryka nie mogła uczyć Patryka w liceum. Może się czepiam, ale w środowisku czytelniczym, więc w takim, gdzie i polonistów jest dużo, na takie błędy raczej trzeba uważać. Szkoda, że nie zostało to sprawdzone i poprawione przed wydaniem książki, w końcu czy 4 lata czy 6 lat różnicy to nie ma specjalnie znaczenia, a błąd w oczy kłuje.*

Podsumowując, książka wzbudziła we mnie mocno mieszane odczucia. Widzę w niej potencjał, jednak wydaje mi się, że autorka chciała za dużo napisać na raz – za wiele postaci, za wiele wątków, przez co wszystko potraktowane jest dosyć pobieżnie, a na tym książka traci. Może warto byłoby się skupić na jednym bohaterze i okroić zbędne wątki poboczne? Wtedy chcąc nie chcąc całość musiałaby być bardziej dopracowana. Warto byłoby też więcej popracować nad stylistyką i lepszym researchem. Nie była to książka zła, jednak też nie całkiem dobra. Oby tom drugi był lepszy!

Moja ocena: 5,5/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona Kryminału!



 Książka dostępna jest też w abonamencie 
Dodaj na półkę - klik!

* wklejam sprostowanie autorki dotyczące tego, co określiłam błędem merytorycznym:
dziesięć lat temu obowiązywały przepisy, zgodnie z którymi po otrzymaniu zgodny właściwego kuratorium oświaty nauczyciel, który przed ukończeniem studiów magisterskich mógł pracować w szkole ponadgimnazjalnej. Fakt, takie przypadki zdarzały się rzadko, ale osobiście znam osoby zatrudnione na takich zasadach. Co więcej, wzmiankowany okres czasu to ten, kiedy sama pracowałam jako nauczycielka, więc byłam na bieżąco jeśli idzie o rodzimy system edukacji ;-)

września 02, 2020

"Intruz" Marek Stelar

"Intruz" Marek Stelar

Autor: Marek Stelar
Tytuł: Intruz
Cykl: Adrian Wicha, tom 1
Data premiery: 11.03.2020
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller szpiegowski

Marek Stelar na polskiej scenie kryminalnej pojawił się w roku 2014. Do tej pory napisał dwa cykle kryminalne, kilka opowiadań, powieść „Blask” oraz thriller szpiegowski pt. „Intruz”, który otwiera nową serię. Dokładnie dzisiaj, 2 września, swoją premierę ma już jego kolejny kryminał pt. „Blizny” – już teraz zbiera mocno entuzjastyczne recenzje, polecają go cenieni polscy autorzy kryminałów, ale my dzisiaj wrócimy tę jedną książkę do tyłu i zajmiemy się „Intruzem”. Ja z książką zapoznałam się w formie audiobooka w rewelacyjnej interpretacji Krzysztofa Gosztyły.
Sam autor zafascynowany jest starym Szczecinem i uwielbia nasz polski Bałtyk. Z zawodu architekt, miłośnik kryminałów i literatury grozy.

Adrian Wicha to całkiem przeciętny facet. Mieszka w Szczecinie, pracuje jako radca prawny w urzędzie miejskim. Kilka dni temu z jego mieszkania wyprowadziła się żona, nie układa im się w małżeństwie. Adrian ma brata bliźniaka – Kamila, o którym nie słyszał od lat. Dlatego, gdy dostaje wezwanie z biblioteki z prośbą o zwrot książki, której nie wypożyczał, a która jednak znajduje się w jego mieszkaniu, a w zamian za jej oddanie dostaje inną, z liścikiem od brata, trochę trudno mu w to wszystko uwierzyć. Brat w liście przestrzega go przed polskimi służbami, które go ściągają – i faktycznie, kolejnego dnia właśnie oni pukają do jego drzwi. Okazuje się, że Kamil do dawna pracował w ABW, pilnował bezpieczeństwa produkcji grafenu – materiału przyszłości, którego tanie i łatwe wytwarzanie ciągle jest w fazie badań, ale to właśnie Polacy w nich przodują. Kiedy jednak zginął profesor nadzorujący proces, Kamil razem z dyskami z kluczowymi informacjami zniknął. Dlaczego? Czy chce te dane sprzedać? Czy może ochronić? Nie wiadomo, jednak mężczyzna zostawia po sobie ślady, które tylko Adrian potrafi odczytać…
W tym samym czasie Marius, płatny zabójca, dostaje zlecenie odnalezienia danych i pozbycia się Kamila, ze wskazówką, że najszybciej znajdzie go śledząc jego brata bliźniaka…

Książka składa się z 28 rozdziałów najczęściej opatrzonych miejscem, datą i godziną wydarzeń. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Adriana, wyjątkiem jest kilka momentów przedstawionych z punktu widzenia Mariusa w trzecioosobowej narracji. Styl przyjemny, książkę czyta się dobrze, bez problemów, nawet wątki polityczno-szpiegowskie nie są specjalnie zagmatwane, co często przeszkadza mi w tego typu powieściach.

Jako że narratorem jest Adrian, to całość widzimy jego oczami – oczami człowieka zwyczajnego, który nigdy w życiu nie miał do czynienia z tego typu organizacjami. No, w dorosłym życiu, bo jego ojciec pracował w podobnej organizacji i zginął podczas podróży samolotem, gdy chłopcy mieli po kilkanaście lat. Od tego momentu drogi braci zaczęły się rozchodzić… Adrian to introwertyk, który nie ma wielu przyjaciół. Lubi biegać, jest sprytny i inteligentny, ale i ostrożny, co przydaje mi się podczas misji. W niej towarzyszy mu pracownik ABW, major Arkadiusz Oleszczuk, który ma za zadanie podążać tropem Kamila i rozwiązać zagadkę jego zniknięcia. Z czasem mężczyźni się zaprzyjaźniają, jednak czy Adrian może mu w pełni ufać? Możliwe, że w ABW jest kret, wtyka, więc może to właśnie Oleszczuk? Adrian uwikłany w wir wydarzeń niespecjalnie się nad tym zastanawia, czytelnik jednak od początku na pewno ma swoje podejrzenia, które dodają lekturze atrakcyjności.
Ciekawą postacią jest też Marius, płatny zabójca. To Cień, jeden z najlepszych w swoich fachu, którego od lat służby kilku krajów nie są w stanie złapać. My o Mariusu od razu wiemy więcej niż oni – prywatnie do dentysta, prowadzi klinikę w Polsce i bardzo lubi swój zawód. Obydwa zawody. Więcej zdradzać nie będę, podkreślę tylko, że warto na niego zwrócić uwagę, bo to naprawdę pomysłowa postać!

Na służbach, szpiegach i nowinkach technologicznych, od których zależna jest przyszłość świata za wiele się nie znam, więc ciężko ocenić mi książkę pod tym względem. Jednak okiem całkowitego laika muszę przyznać, że książka jest ciekawa, więcej w niej thrillera niż sensacji, co bardzo przypadło mi do gustu. Akcja oczywiście ciągle pędzi na przód, ani na chwilę nie daje nam wytchnienia, autor przegania nas przed dobre kilka krajów – nie jest to jednak James Bond, nie ma gadżetów i nieograniczonego budżetu, więc i hotele i sposób podróżowania nie są specjalnie rozrzutne – to dobre osadzenia literatury szpiegowskiej w polskich warunkach 😊

Ogólnie książka zaskakująco mi się podobała – z napięciem śledziłam podróż bohaterów, ciekawa dalszych tropów jakie podrzucał im Kamil. Z uwagą zastanawiałam się kto tu faktycznie jest kretem i obserwowałam niebezpiecznie poczynania Marcusa. Nie wiedziałam tylko, że nie jest to osobna powieść, a początek serii, więc zawieszone zakończenie mocno mnie zaskoczyło. Z niecierpliwością czekam na tom drugi!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia Mroczna Strona!


 Książka dostępna jest też w abonamencie