sierpnia 22, 2025

"Morderstwo all inclusive" Iwona Banach

"Morderstwo all inclusive" Iwona Banach

Autorka: Iwona Banach
Tytuł: Morderstwo all inclusive
Data premiery: 13.08.2025
Wydawnictwo: Dragon
Liczba stron: 320
Gatunek: komedia kryminalna
 
Iwona Banach to polska autorka komedii kryminalnych i tłumaczka z języka włoskiego i francuskiego. W tej pierwszej roli debiutowała w pierwszych latach drugiego tysiąclecia, ale wtedy książki wydawała w sporych, kilkuletnich odstępach. Tak naprawdę i na poważnie (choć przecież z komedią) na rynku pojawiła się w 2019 roku i od tego czasu zdaje się z roku na rok przyspieszać. Teraz na koncie ma już około czterdziestu powieści dla dorosłych i kilka dla dzieci, jak i jej krótkie teksty ukazały się w kilku antologiach skierowanych do obydwu grup czytelników (np. w “Na tropie tajemnic”- klik!). W samym roku 2025 wydała już sześć pełnoprawnych powieści w kilku wydawnictwach, choć i na tym ciągle nie koniec. “Morderstwo all inclusive” to jedna z dwóch jej najnowszych powieści - obydwie miały premierę 13 sierpnia.
 
Historia powieści rozpoczyna się 23 grudnia, w chwili, gdy grupa Polaków przylatuje na jedną z mniejszych wysp Karaibów. Towarzystwo jest bardzo różne pod kątem wieku, preferencji i stanu, jak i powodów dla których się tam znaleźli - kilka osób wycieczkę wygrało, kilka zwyczajnie wykupiło. Mają obiecane polskie święta Bożego Narodzenia w tropikach, choć już po dotarciu na miejsce okazuje się, że niekoniecznie tropiki oznaczają raj, a święta w otoczeniu palm, kolorów i roześmianych, tańczących czarnoskórych ludzi o bujnych kształtach nie za bardzo im do tego znaczącego okresu kalendarzowego pasują… Wśród nich jest policjant na tajnej misji - ma przyjrzeć się jakiejś sprawie, jednak gdy w pierwszy dzień świąt jedna z turystek zostaje znaleziona martwa, a jakiś czas później pojawia się kolejny trup, jego punkt skupienia przenosi się na sprawę morderstwa. Choć może to wszystko jest jednak ze sobą powiązane?
“(...) o ile można wyjechać z Polski i zrezygnować z polskości świąt, o tyle ta świąteczna polskość z człowieka nie rezygnuje. Ona w nim tkwi i nim targa, a im dalej, tym gorzej.”
Książka nie ma typowego podziału na rozdziały, nie jest w żaden sposób numerowana czy tytułowana, składa się po prostu z krótkich scenek przedstawionych z kilku perspektyw w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Narrator jest wszechwiedzący, wie nie tylko więcej od postaci, ale również i więcej od czytelnika - kilka razy na początku powieści daje znać, że dobrze wie, co się stanie dalej. Styl powieści jest dość chaotyczny - wynika to z dużej ilości dygresji i przeróżnych skojarzeń i uogólnień, które wynikają z opisywanych sytuacji, ale z niepotrzebnych powtórzeń stwierdzeń, które już wcześniej w powieści były zaznaczane. Język jest codzienny, potoczny i momentami w oddaniu myśli, stanów czy dialogach postaci dość rynsztokowy, nie ma tu słów zakazanych, nie ma tematów tabu.
 
Ilość postaci w powieści jest spora, więc istnieje możliwość, że część z nich będzie się czytelnikowi mieszać. Poznajemy przede wszystkich przyjezdnych, ale i kilka osób na stałe zamieszkujących tę wyspę - jest właściciel hotelu, który jest Polakiem, jest jego żona i kochanka, jest szamanka i rezydentka. Miejscowe postacie kobiece są czarnoskóre, ale z różnych względów w większości znają język polski, więc dogadanie się z przyjezdnymi nie jest utrudnione. Przyjezdni z kolei to bardzo różnorodny zbiór, w którym między innymi znajdują się dwie emerytki, policjant, dziennikarka, sprzedawczyni i przyszłe teściowe ze swoimi mającymi się pobrać dziećmi. Najmocniej wyróżniającym się bohaterem jest jednak Ziutek - duch, który nie wie kim był za życia i czy w ogóle na pewno jest martwy, dlaczego znalazł się na tej wyspie i dlaczego chodzi nagi.
“Miał problemy językowe, bo nie wiedział, jak nazwać swój stan.
Uduchowiony nigdy nie był, chyba nawet obraziłby się, gdyby ktoś coś takiego zasugerował, duchowość go raczej nie dotyczyła, przynajmniej za życia, a uduszenie… Czyli tak jakby uczynienie duchem… Hmmm.”
Intryga kryminalna powieści toczy się w sumie dwoma torami - od samego początku Ziutek stanowi zagadkę, a gdzieś po setnej stronie pojawia się wątek morderstwa przyjezdnej, co rozpoczyna śledztwo oficjalne prowadzone przez tamtejszą policję, jak i te mniej oficjalne, choć usankcjonowane z góry śledztwo polskiego policjanta. Ilość postaci, ich prywatnych historii i dygresji ogólnych powodują jednak, że trudno powiedzieć, że kryminał jest tu na pierwszym planie - tak naprawdę sama zagadka nie zajmuje za wiele miejsca, jest finalnie zaskakująca, ale mimo wszystko dość prosta.
“Z trucizną jest pewien problem czasowy, może nie zawsze się pojawia, ale często tak, bo truciznę bezwiednie ofiara aplikuje sobie sama, a to znaczy, że to ona de facto (też bezwiednie) wybiera czas swojej śmierci.”
Bo tym, co zaprząta najmocniej uwagę, jest absurd, są stereotypy, które poprzez ilość ich nagromadzenia i stopień ich natężenia w jednym miejscu, są przez to wyśmiane. Nie oczekujcie więc, że postacie się tu pojawiające będą przyjemne - to nagromadzony w jednym miejscu najgorszy sort ludzi, którzy tak naprawdę niczego nie szanują, a w tropiki nie przyjeżdżają po to, by spędzić święta w innej scenerii (jak niektórzy twierdzą), ale by się schlać, pomarudzić, coś przelecieć, zrobić burdę, zasnąć i zacząć od nowa. Postacie tamtejsze z kolei są dynamiczne, bogato obdarowane przez naturę (wszystkie, bez wyjątku!) i radośnie wierzą w duchy. Nie można odmówić autorce spostrzegawczości - czuć, że bacznie obserwuje ludzkie zachowania i wyciąga z nich wnioski, jednak tym, co skupia jej uwagę, jest wszystko to, co najgorsze - wszystkie najgłupsze wierzenia i konwenanse, pragnienia, emocje i uczucia. 
“Starsze panie, które nie za bardzo wiedzą, co zrobić ze swoim życiem, z ochotą zabierają się do układania życia innym. I są w tym bardzo skuteczne, tyle że to obce życie, najczęściej należące do dzieci ich partnerów, urządzają na swoją modłę, czyli tak jakby one miało to życie przeżywać.”
I tak naprawdę właśnie to skupienie na największej głupocie, najgorszym sorcie człowieka, najmocniej mnie denerwowało - sama lubię bardziej zbalansowane powieści, w których jednak nie wszystko jest złe, a humor nie wynika z przeklinania, wymiotowania i innych niesmacznych sytuacji. Wolę się śmiać z tego, z czym mam do czynienia na co dzień, a na szczęście tego typu ludzi i tego typu sytuacje zostawiłam w poprzednim wieku. Sam sposób budowy zdań, ilość powtórzeń też nie jest tym, co mogłoby trafić w mój gust - wolę zdania krótsze, konkretniejsze, mniej tematycznie rozstrzelone, po prostu mniej chaotyczne. Wątek ducha w kryminale też nie do końca mi pasuje, szczególnie, że ten jest tu przez większą część fabuły po to, by wywoływać mało komfortowe sytuacje. Podobał mi się za to kontrast, jaki autorka ukazała w polskim i karaibskim podejściu - tam żyje się weselej, Polacy jednak mają tendencję do szukania tego, co złe, rzadziej na naszych ustach gości uśmiech.
“Tutaj to wszystko jest jakieś do niczego, normalnie zero tradycji, zero szacunku, w ogóle zero wszystkiego! Żeby nawet porządnych ofiar nie umieli składać? No, ludzkie pojęcie przechodzi!”
“Morderstwo all inclusive” to komedia osadzona na wątku kryminalnym, która jednak przede wszystkim skupia się na tym, by wyszydzać ludzkie charaktery, przekonania i stereotypy. Robi to w sposób dynamiczny, w sposób bardzo ekspresyjny - jest dużo postaci, każda jest w jakiś sposób konfliktotwórcza, goniąca za własnym wątkiem. Częsta ilość dygresji na tematy lekko powiązane z tycm, co się w historii dzieje, udowadnia, że autorka jest bacznym obserwatorem ludzkich charakterów i ma naprawdę dużo rzeczy do wyśmiania. Sama historia pod kątem fabuły jest dziwna, wręcz bajkowa, w końcu po wyspie gania duch, a szamanka, jak Kubuś Puchatek w drodze po miodek, utyka w wulkanie. Książka więc będzie odpowiednia dla czytelników, którzy chłoną ogromną ilość absurdu i nierealnych sytuacji, których śmieszy wszystko to, co w większości kręgów jest tematem tabu, a czasem po prostu powoduje niesmak. Dla mnie jednak to za duża kondensacja chaosu i absurdu, wolę bardziej poukładaną stronę autorki jak np. pierwsze tomy serii z trupem.
 
Moja ocena: naciągane 6/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Dragon.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 21, 2025

"Stowarzyszenie Miłośników Zagadek" Samuel Burr

"Stowarzyszenie Miłośników Zagadek" Samuel Burr

Autor: Samuel Burr
Tytuł: Stowarzyszenie Miłośników Zagadek
Tłumaczenie: Maria Jaszczurowska
Data premiery: 13.08.2025
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 424
Gatunek: powieść obyczajowa / cosy mistery
 
Samuel Burr to brytyjski producent telewizyjny, który w czasie pandemii zajął się pisaniem - były lekcje, było zwyczajne pisanie, co zaowocowało uroczym debiutem, powieścią “Stowarzyszenie Miłośników Zagadek”. Historia, która toczy się w otoczeniu osób starszych nie jest przypadkiem - już jako osiemnastoletni chłopak interesował się losem seniorów, przygotował o nich swój debiutancki reportaż, opowiadając o wiosce zamieszkiwanej przez emerytów.  Choć później zajął się różnymi produkcjami, to temat z nim pozostał, a sam zaczął też udzielać się charytatywnie - jest osobą, do której mogą dzwonić osoby starsze, kiedy po prostu potrzebują z kimś pogadać.
“Stowarzyszenie Miłośników Zagadek” na rynku anglojęzycznym okazało się w 2024 roku i zostało ciepło przyjęte przez czytelników. Doczekało się tłumaczeń na 18 języków, a już teraz zapowiedziana jest druga książka tego autora - na razie jednak nie wiadomo o niej nic więcej, jak to, że ukazać ma się na rynku anglojęzycznym w 2027 roku.
 
Rok 2016, Anglia, główna siedziba Stowarzyszenia Miłośników Zagadek. Wszyscy członkowie zebrali się w jednym miejscu dla uczczenia osoby dla nich najważniejszej, założycielki - Pippy Allsbrook, która zmarła w wieku 85 lat. Dla Claytona Stumpera, najmłodszego, bo dwudziestopięcioletniego członka stowarzyszenia, była jednak zdecydowanie kimś więcej - była mu matką, od kiedy znalazła go na schodach ich siedziby dwadzieścia pięć lat temu. Clay za jej życia nigdy nie dociekał skąd tak naprawdę pochodzi, jej śmierć jednak to zmieniła - czuje, że nadszedł moment, by poszukać swoich korzeni. Ale Pippa, jako dobra matka, i to przewidziała - przygotowała dla Claya grę pełną tajnych listów, tropów i zagadek, która nie tylko ma odpowiedzieć na pytanie skąd pochodzi, ale też dać mu siłę i odwagę na przyszłość, by nie bał się szukać w życiu tego, co go uszczęśliwi. Czy uda mu się sprostać wyzwaniu? By się tego dowiedzieć, najpierw musi pokonać pierwszy lęk i w podróż wyruszyć.
 
Książka podzielona jest na prolog i dwie części rozpisane na numerowe rozdziały - jest ich 54. Książkę otwiera spis członków stowarzyszenia, a każda część i każdy rozdział, którego akcja toczy się współcześnie otwiera łamigłówka. Naprzemiennie z rozdziałami współczesnymi, w których śledzimy losy Claya, dostajemy też historię sprzed lat - poczynając od roku 1979, od chwili, gdy Pippa wpadła na pomysł założenia Stowarzyszenia Miłośników Zagadek. Te rozdziały są podpisane - zawsze jej data i coś, co dzień bądź miejsce dodatkowo określa, a pisane są z perspektywy Pippy. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora mającego wgląd również w emocje postaci, z perspektywy której historię oddaje. Styl powieści jest bardzo przyjemny, kojący, spokojny, doskonale pasuje do niego angielskie określenie “cosy”. W polskim tłumaczeniu jednak znalazło się kilka potknięć korekty - tu ogonek zapomniany, tam powtórzone słowo dwa razy - nic bardzo męczącego, ale od czasu do czasu uważny czytelnik coś wyłapie. Ciekawie podeszła też do tekstu tłumaczka, bo podejrzewam, że to jej przypadło za zadanie przetłumaczenie też samych zagadek - większość z nich faktycznie została na polski zaadaptowana, więc podczas lektury warto mieć ołówek pod ręką, by samemu spróbować swoich sił w zagadkach - a niektóre stanowią spore wyzwanie!
“(...) w zagadkach nie musi chodzić jedynie o znajdowanie połączeń, równie ważne jest bowiem także ich tworzenie. Mam na myśli więzi między ludźmi. (...) sama koncepcja nie podlegała dyskusji: zagadki łączą ludzi.”
No właśnie, zagadki, które czytelnik podczas lektury może spróbować samodzielnie rozwiązać, ale wcale nie musi - w końcu są przeznaczone dla Claya, więc nawet bez udziału czytelnika muszą zostać rozwiązane - są tym, co wyróżnia książkę spośród wszystkich innych, a przynajmniej sama nigdy się z taką powieścią jeszcze nie spotkałam. To zagadki są bazą całej powieści, a traktowane są dwojako - jako faktyczne łamigłówki, które trzeba rozwiązać, ale też metaforycznie - bo czy życie, każde decyzja jaką podejmujemy, nie stanowi swoistego rodzaju zagadki?
“(...) wszędzie widział zagadki w tej czy innej postaci. (...) widział kobietę zaglądającą na tył furgonetki do przeprowadzek. Zastanawiała się, jak ścisnąć pudła na pace, by zmieścić w środku ostatnie przedmioty, trochę jak w grze Tetris. Łamigłówki były częścią życia każdego człowieka, nie tylko jego.”
Historia prowadzona jest przez dwóch bohaterów: współcześnie przez Claya i w przeszłości przez Pippę. Obydwoje to postacie uczące się, obydwoje przechodzą w czasie tej powieści przemianę. Claya poznajemy jako nieśmiałego młodego mężczyznę, który chyba został przyćmiony przez wielkie umysły, z którymi się wychowywał - dba o nich bardziej niż o siebie, tak naprawdę dla samego siebie nic wielkiego nie robi, nie ma nawet specjalnego planu na życie, nigdy nigdzie nie wyjeżdżał sam. Tę nieśmiałość, lęk przed nowym zagadka pozostawiona przez Pippę ma pomóc mu przełamać.
“Teraz poczuł, że powinien przekazać dalej dobro, które dotychczas otrzymał, i sprawić radość komuś, kto miał w życiu mniej szczęścia.”
Pippę z kolei poznajemy w chwili, gdy od Claya jest już dwa razy starsza, w roku 1979, a dokładnie w przełomowym momencie pierwszego spotkania stowarzyszenia. Jak na tamte czasy żyła nieco na bakier ze społecznymi oczekiwaniami, nigdy nie założyła rodziny, parała się “męskim” zawodem - układała krzyżówki, które zostały uznane za najciekawsze w kraju. Jej podejście do życia stawia na równość, nie zgadza się na traktowanie kobiet inaczej i jest w tym konsekwentna i uparta. To silna postać, liderka, pomysłodawczyni, która mimo niełatwego charakteru ma w sobie wiele miłości dla świata - o ile ten nie będzie z góry zakładał, że jako kobieta jest od kogoś gorsza.
“Oczywiście tak naprawdę wcale nie chodziło o ukrywanie się za pseudonimem (...), ale o to, że jakaś kobieta bez trudu funkcjonowała w świecie zdominowanym przez mężczyzn, a nawet doskonale w nim sobie radziła. Nie przyciągając uwagi do swojej płci, dawała sobie szansę, którą dostałaby, gdyby urodziła się z jednym chromosomem X zamiast dwóch. To był męski świat. A ona po prostu zawalczyła o równy start.”
Samo stowarzyszenie nie tylko dostarcza nam dobrych zagadek, ale daje obraz tego, czym może być rodzina - ta wybrana, niekoniecznie ta połączona więzami krwi. To tak naprawdę opowieść o przyjaźni, o potrzebie miłości i o tym, jak z wiekiem robimy się dla świata niewidzialni. W pędzie życia osoby starsze zostają coraz bardziej pomijane, zapomniane, samotne. Przeciwdziałać temu miało właśnie stowarzyszenie, przeciwdziałać temu stara się sam Clay, który mimo własnej nieśmiałości, zauważa tych, których nie widzą inni, nie boi się obcowania ze starością, co podobnych mu wiekiem ludzi wprowadza w dyskomfort.  
“ - A widziałeś tego starszego gościa, co tu przed chwilą odliczał monety? ciągnęła kobieta. - Pewnie odkładał przez kilka tygodni.
To milioner - chciała powiedzieć Pippa. - A nawet multimilioner, bo swoim umysłem pomógł ocalić nasz kraj. Mały palec u jego nogi jest mądrzejszy niż wasza dwójka razem wzięta.”
Sama fabuła powieści, a przynajmniej część współczesna, jest bardzo prosta, może i momentami lekko naiwna, typowo obyczajowa z niewielkim wątkiem romantycznym. Bazą jest zagadka dotycząca pochodzenia Claya, to za nią przez całą historię podążamy, ale tak naprawdę jest ona tylko pretekstem - nie tylko do dobrej zabawy z łamigłówkami, ale i do pogadania o tym, co ważne. O odwadze do bycia sobą, o nierezygnowaniu z marzeń, bo konwenanse mówią inaczej. O tym, że nigdy nie jest za późno, póki się żyje. A zarazem o tym, jak te życie jest cenne, jak powinniśmy celebrować każdą możliwość do radości, do czerpania, ale i okazywania dobroci. Książka swoim klimatem, swoją dobrocią i przytulnością otula, pozwala odsapnąć, poczuć się po prostu dobrze.
  1. “(...) nigdy nie jest za późno, Clayton, by znaleźć brakujący kawałek i poczuć się kompletnym. Że nie ma w życiu niczego ważniejszego niż podążanie za tym, czego pragniemy, póki nie jest za późno. Póki nie przejdzie nam apetyt.”
Sięgając po “Stowarzyszenie Miłośników Zagadek” nie spodziewałam się, że dostanę powieść tak ciepłą, tak uroczą, emanującą dobrocią i zrozumieniem dla drugiego człowieka. W warstwie przekazu czy samej ścieżki fabularnej nie jest może niczym nowym, momentami może nawet wydawać się banalna, nie można jednak zaprzeczyć, że forma jej podania jest przyjemnie wyważona, naprawdę spójna i dopracowana - a jak na debiut to już sporo! Jednak tym, co historię wyróżnia są zagadki, możliwość uczestniczenia w ich rozwiązaniu, a i potraktowanie ich jako bazy, szkieletu powieści na kilku różnych poziomach. To odpowiada za świeżość, to daje poczucie oryginalności debiutu, to angażuje czytelnika bardziej niż po prostu zwyczajna opowieść. Autor świetnie połączył zagadki i fabułę, dając dobrą rozrywkę, ale i bardzo optymistyczne przesłanie - każdy z nas może znaleźć szczęście i ma prawo go szukać. Trzeba tylko znaleźć w sobie na to odwagę. Może nieporadny Clay jej nam doda?
“- Jeśli labirynty czegoś mnie nauczyły, Pipster, to tego, że w życiu do celu prowadzi więcej niż jedna droga - orzekł tajemniczo.
- Czyli nie ma wytyczonej drogi do szczęście?
- Oczywiście, że nie ma - odparł. - Po to właśnie są labirynty. (...) W prawdziwym życiu musisz iść do przodu, do tyłu, a nawet na boki. W zależności od sytuacji. Ale w końcu znajdziesz to, czego szukasz.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 20, 2025

"Hipnotyzer" Lars Kepler

"Hipnotyzer" Lars Kepler

Autor: Lars Kepler
Tytuł: Hipnotyzer
Cykl: komisarz Joona Linna, tom 1
Tłumaczenie: Marta Rey-Radlińska
Data premiery: 02.07.2025
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 464
Gatunek: kryminał
 
“Hipnotyzer” to tom pierwszy serii z Jooną Linną dla której szwedzkie małżeństwo Alexander i Alexandra Coelho Ahndoril stworzyli wspólny pseudonim Lars Kepler - pierwszy jego człon to hołd dla Larssona, drugi dla niemieckiego naukowca. Swoją premierę na rynku rodzimym książka miała w roku 2009, a w polskim przekładzie ukazała się rok później pod szyldem Wydawnictwa Czarnego. I przez kolejne sześć lat właśnie w nim była wydawana - tak ukazało się pierwsze pięć tomów. W 2018 roku opiekę nad serią przejęło Wydawnictwo Dolnośląskie, które wydało trzy kolejne tytuły, jak i rozpoczęło serię wznowień tomów wcześniejszych, seria jednak nigdy nie była kompletna w jednej szacie graficznej - aż do lata 2025, kiedy to ponownie na rynku ukazało się pierwsze sześć tomów. To dobra okazja, by uzupełnić kolekcję, a także odświeżyć sobie lekturę przez premierą tomu najnowszego, dziesiątego, który zapowiedziany jest na jesień.
Seria z Linną zdobyła popularność nie tylko w Szwecji i Polsce, ale na całym świecie. Tłumaczona jest na 40 języków, sprzedała się w kilkunastu milionach egzemplarzy, przyniosła autorom nominacje do najważniejszych nagród, jak i ekranizację debiutu. Oczywiście każdy jej tom można czytać oddzielnie, sama zaczynałam przecież od tomu dziewiątego pt. “Pająk” (recenzja - klik!), ale nowe wydania zachęciły mnie, by ruszyć z lekturą od początku.
 
Sztokholm, grudniowa noc z siódmego na ósmego. Psychiatra Erik Maria Bark zostaje wyrwany ze snu przez dzwoniący telefon. To komisarz Joona Linna, który prosi go, by przyjechał do szpitala pomóc przy piętnastolatku, który jako jedyny ocalał z masakry swojej rodziny, ale pozostaje w stanie ciężkim. Komisarz chce, by Erik posłużył się hipnozą, by dowiedzieć się od chłopca, czy widział twarz sprawcy - jest przekonany, że morderca czyha teraz na starszą siostrę Josefa, trzeba więc zrobić wszystko, by do kolejnej zbrodni nie doszło. Problem w tym, że Erik od dziesięciu lat hipnozy nie praktykował i przyrzekł, że już nigdy tego nie zrobi. Czy potencjalne zagrożenie życia jest wystarczającym powodem, by obietnicę złamać? I czemu tak naprawdę została złożona? Ale przecież nie Erik jest tutaj ważny, tylko Josef i jego siostra, prawda? Trzeba zrobić wszystko, by zapewnić dzieciom bezpieczeństwo.
 
Książka rozpisana jest na prolog i 54 rozdziały różnej długości - nie są jednak pisane jednym ciągiem i z jednej perspektywy, więc tak naprawdę ich długość nie ma większego znaczenia. Każdy jednak opatrzony jest w dzień miesiąca i określenie pory dnia. Akcja toczy się od siódmego do dwudziestego czwartego grudnia, choć czas nie toczy się w pełni linearnie - dni tak, ale czytelnik nie dowiaduje się wszystkiego w tym samym czasie co postacie, czasami ich relacja jest urwana, a my dopiero później poznajemy pełny obraz zdarzeń. Historia przedstawiona jest głównie z trzech perspektyw: Joony, Erika i jego żony Simone. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego przez narratora wszechwiedzącego, który relacjonuje zdarzenia, ale także nie zapomina o emocjach i myślach postaci, z perspektywy której te zdarzenia oddaje. Z czasem następuje też zmiana narracji - pojawia się retrospekcja sprzed dziesięciu lat, w której narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego. Styl powieści jest uważny, dość szorstki, język codzienny, raczej pozbawiony przekleństw, choć czasami w dialogach pojawia się trochę wulgarności - jest to jednak konieczne do oddania emocji postaci i wynikłych sytuacji. Czytając książkę jednym ciągiem zauważa się niestety trochę powtórzeń (te najbardziej zbędne są te przypominające, że Joona mówi z fińskim zaśpiewem - jest to przecież rzecz na tyle charakterystyczna, że czytelnik jest w stanie zapamiętać to za pierwszym razem). Poza tego typu wpadkami, książkę czyta się płynnie, choć poprzez jej szczegółowość niespecjalnie szybko.
“Druga rzecz, której nienawidzi, chociaż w inny sposób, to sytuacje, kiedy nierozwiązane przypadki zostają wyjaśnione. Gdy znajduje się odpowiedź na stare zagadki, rzadko dzieje się to tak, jak by się chciało.”
Jak na tom pierwszy o Joonie Linnie, głównego bohatera nie poznajemy dokładnie, raczej po prostu obserwujemy go jako śledczego - jak prowadzi sprawę, jak docieka i nie odpuszcza. Poznajemy jego relacje ze współpracownikami, choć raczej ich brak - wygląda na to, że Linna lubi działać sam, a gdy trzeba pomocy, to dzwoni do znajomej policjantki, ekspertki w szukaniu wszelkiego typu śladów.
Na planie pierwszym tej historii jest więcej tytułowy hipnotyzer, Erik. Choć sam zajmuje się leczeniem traum i zaburzeń innych ludzi, to jakoś swojego życia od lat uporządkować nie potrafi. Kiedyś zdradził żonę, co nadal odbija się na jego małżeństwie, w którym komunikacja jest praktycznie na poziomie zerowym. Jest też ojcem syna z bardzo rzadką chorobą krwi, która wymaga, by chłopak był stale pod baczną opieką. Z tym wszystkim Erik radzi sobie po prostu łykając kolejne tabletki… w środowisku lekarskim jednak zdaje się być szanowany, a jego badania nad hipnozą, które prowadził lata temu, wniosły spory wkład w rozwój tej dziedziny.
Trzecią bohaterką jest żona Erika, Simone, postać jeszcze mocniej skomplikowana niż on sam. Simone na co dzień prowadzi galerię sztuki, w której wydaje się szukać ucieczki od codzienności - jej ciągłych wyrzutów, które robi sama sobie, o to, że po urodzeniu nie potrafiła się synem właściwie zająć, jej pretensji i podejrzliwości w stosunku męża. Złe e emocje narastają, a ją coraz łatwiej wyprowadzić z równowagi…
“- Okrucieństwo wynika z przemiany?
- Być może. (...)
- Katastrofy nas zmieniają.”
Zresztą relacje rodzinne to ważny punkt tej powieści. Małżeństwo, jak i rodzicielstwo, a nawet dynamika rodzeństwa przedstawione są tu szeroko, w przeróżnych odcieniach - od tych empatycznych, pełnych ciepłych, czystych uczuć, po naprawdę mroczne, zaburzone relacje, które, co najgorsze, z boku wcale nie są widoczne.
Tematem jednak najciekawszym, jest tutaj ta tytułowa hipnoza. Mimo tego, że nam kojarzy się ona raczej z magicznymi sztuczkami, to w powieści przedstawiona jest jako forma terapii, jako sposób na odgrzebanie tego, czego na jawie umysł ujawnić nie chce. Przyglądamy się jak przeprowadzenie przez stan hipnozy wygląda i jakie może mieć skutki, z czym wiąże się dla pacjenta i jak podchodzi do tego lekarz.
“(...) każda najmniejsza rzecz, która się w życiu wydarzy, ciągnie się za człowiekiem w teraźniejszość. Każde doświadczenie ma wpływ na każdy wybór, a w przypadku przeżyć traumatycznych przeszłość zajmuje całą przestrzeń w teraźniejszości.”
Sama intryga kryminalna jest bardzo mocno rozbudowana, a choć tempo do najszybszych nie należy (przynajmniej nie przez większą część powieści, bo koniec jest dość sensacyjny), to zaskoczenia i kilka solidnych twistów fabularnych trzymają czytelnika w zaciekawieniu - czasami jest ono wyraźniejsze, czasami mniej, ale jednak nie ma momentów, w których książka nie ciekawiłaby wcale. Ścieżka fabularna jest bardzo trudna do przewidzenia, ośrodek skupienia raz po raz zaskakuje. Sama zagadka jest ciekawa i na pewno przynajmniej częściowo zaskakująca, a finał pisany w stylu typowo skandynawskim - tempo, skupienie, wydarzenia przyniosły mi na myśl serię Jo Nesbo.
 
“Hipnotyzer” to kryminał bardzo rozbudowany, w którym uwaga czytelnika przerzucana jest na różne aspekty śledztwa. Te zmiany zaskakują, ale też czasami pozostawiają czytelnika z niedosytem spowodowanym tym, że niektóre aspekty, która wydają się bardzo ciekawe, schodzą na dalszy plan. Nie tylko zdarzenia, ale i sam sposób budowy opowieści jest dość nieprzewidywalny, a kreacje postaci, przede wszystkim Erika i jego żony, dopracowane. Tematycznie zgłębiamy tematykę zła, tego czy o kiedyś dokonanym złu można zapomnieć i mocno osadzamy się w tematyce rodzinnej. Obraz okrucieństwa, do którego są zdolni ludzie pozornie najbliżsi, mocno szokuje, każe zastanowić się nad pojęciem rodziny, tego, jak powinna ona wygląda, jakie relacje powinny w niej panować. Ciekawy temat hipnozy momentami może wydawać się nieprawdopodobny, a równocześnie wskazuje, że może być szybkim ratunkiem dla tego, kto swoje wspomnienia zamknął w niedostępnych częściach umysłu. Nie jest to kryminał idealny - zmiany tempa, uwagi czytelnika nie zawsze wypadają korzystnie, ale wystarczająco dobry, by chciało się już za chwilę sięgnąć po tom kolejny!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskim.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 20, 2025

"Detektywka w podróży. Powrót do Nowego Jorku" Nicki Greenberg - zapowiedź patronacka

"Detektywka w podróży. Powrót do Nowego Jorku" Nicki Greenberg - zapowiedź patronacka
Już za trzy tygodnie na polskim rynku pojawi się książka, na którą czekałam z ogromną niecierpliwością! Ba, ile bym dała, żeby móc po nią sięgnąć już zimą, kiedy tylko przeczytałam ostatnie strony tomu pierwszego... Trochę więc zazdroszczę tym, który jeszcze lekturę całej serii mają przed sobą 😉 A mowa oczywiście o serii Detektywka w podróży Nicki Greenberg, której tom drugi "Powrót do Nowego Jorku" swoją premierę będzie miał 10 września, a Kryminał na talerzu ma niesamowitą przyjemność objąć go swoim patronatem medialnym. Książka przeznaczona dla czytelnika 9+.

Pepper Stark jest podekscytowana powrotem do Nowego Jorku. Nie może się doczekać, aby jeszcze raz przemierzyć miasto z ojcem, Kapitanem, i znów spotkać się z przyjaciółmi: aspirującą gwiazdą Broadwayu Norą i początkującym cukiernikiem Solem. Nawet gdy Kapitan zaprasza w tę podróż swoją nową przyjaciółkę Emmę i jej syna Elliota, Pepper jest zdecydowana jak najlepiej wykorzystać czas w mieście, które nigdy nie śpi i które tak ukochała jej mama. Gdy jednak znany krytyk kulinarny Anthony Sharkey ląduje w szpitalu po przyjęciu w restauracji, w której pracuje Sol, Pepper rzuca się w wir kolejnej mrocznej tajemnicy. Wraz z Norą, Elliottem i Solem stają przed jeszcze większą sprawą niż afera z Wielkim Brylantem Szafran. Stawka nigdy nie była tak wysoka. Jeśli nie znajdą truciciela, kariera Sola skończyć się, zanim na dobre się zaczęła, a Nowy Jork stanie się miejscem, w którym wszystkie ich marzenia obrócą się w pył.

Mimo tego, że książka kierowana jest dla młodszych czytelników, to i niech ci starsi nie odmawiają sobie przyjemności - fani klasyki kryminałów, powieści rodem z Agathy Christie też będą nią zachwyceni! Autorka doskonale przenosi nas w czasie do poprzedniego wieku, odsłania przed nami niuanse życia sprzed stu lat. Główna bohaterka Pepper to dziewczynka z krwi i kości - przebojowa, ale i w jej krótkim życiu już nie brakuje cieni, dzięki czemu dzieci mogą podbudować swoją empatię, jak i wyciągać dobre lekcje dotyczące właściwych zachowań. Ale to w tle, bo tym co przewodzi, jest oczywiście zagadka kryminalna, która zabiera nas w rejony... kulinarne! Nie ukrywam, że ta intryga dostarczyła mi nie lada przyjemności. Polecam więc gorąco towarzyszenie w niej Pepper, bez względu na to, czy już wraz ze swoim potomstwem tę bohaterkę poznaliście, czy jeszcze nie. 


Autorka: Nicki Greenberg
Tytuł: Powrót do Nowego Jorku
Cykl: Detektywka w podróży, tom 2
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Ilustracje: Sylvia Morris
Data premiery: 10.09.2025
Wydawnictwo: Kropka
Liczba stron: 344
Gatunek: powieść detektywistyczna
Wiek: 9+


Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 

We współpracy z Wydawnictwem Kropka.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


sierpnia 19, 2025

"Bez tchu" Lisa Regan - zapowiedź patronacka

"Bez tchu" Lisa Regan - zapowiedź patronacka
 Sierpień, a wraz z nim wakacje, nieuchronnie zbliżają się do końca... Na szczęście czytelnicy mają dobre duszki dbające o nasz dobry humor - to wydawnictwa, które właśnie na początek września zapowiedziały świetne premiery! Jedną z nich jest ta mocno przez nas wyczekiwana - dziesiąty tom serii kryminalnej z Josie Quinn! Nosi tytuł "Bez tchu", na rynku pojawi się dokładnie 10 września, a Kryminał na talerzu ma tę przyjemność objąć ją patronatem medialnym! 

Doskonała pływaczka topi się w basenie. Zasłużony strażak podpala dom. Josie nie wierzy w przypadkowość tych tragedii.
Ciało młodej dziewczyny unoszące się na powierzchni wody uniwersyteckiego basenu to ostatnie, co detektywka Josie Quinn spodziewa się zobaczyć podczas odwiedzin u kształcącego się w Denton brata. Tragicznie zmarła Nysa Somers była wzorową studentką, ukochaną córką, dobrą przyjaciółką i… świetną pływaczką.
Gdy udaje się znaleźć porzucony plecak dziewczyny, uwagę śledczych przykuwa schowany w nim telefon zawierający tajemniczy wpis w kalendarzu. Zadanie „czas zostać syreną” ustawiono na poranek, w którym Nysa straciła życie.
Niedługo później dochodzi do kolejnej tragedii. Emerytowany strażak podpala dom, prawie zabijając swoje wnuczki. Ostatnie słowa, jakie wypowiedział mężczyzna, brzmiały: „czas zostać zapałką”.
W miarę jak rośnie liczba ofiar, do Josie dociera przerażająca prawda. Jeśli nie porzuci dochodzenia, życiu jej oraz jej bliskich zagrozi śmiertelne niebezpieczeństwo.
Tom dziesiąty, ale jak wszystkie z serii, tak i ten można traktować jak powieść oddzielną. Prywatne życie detektywki Josie jest odpowiednio przypominane, tak, by nowy czytelnik nie czuł się zagubiony, a zagadka kryminalna jest oczywiście osobna. W rodzaju tych, które pochłaniają już na samym początku - autorka stosuje spryty zabieg przedstawienia części wydarzeń oczami tajemniczej postaci, którą podejrzewamy od razu o bycie mordercą, możemy więc nie tylko uczestniczyć w śledztwie, ale również przyglądać się pokręconej psychice tej osoby, szukać z dwóch stron motywów. Akcja jest przyjemnie dynamiczna, trudno się od niej oderwać, a dobre kreacje psychologiczne dopełniają pełny obraz dobrego, rozrywkowego, ale niepozbawionego refleksji kryminału! Mam nadzieję, że świetnie spędzicie czas z tym tytułem, a kto wie? Może to właśnie ten dziesiąty stanie się nie niektórych tym pierwszym, od którego zacznie się przygoda z Josie Quinn? Bo jestem przekonana, że jeśli tylko sięgniecie po jeden tom, będziecie chcieli sięgnąć po resztę! Może nawet bardziej niż przekonana - mam na to potwierdzenia czytelników!

Autorka: Lisa Regan
Tytuł: Bez tchu
Cykl: Josie Quinn, tom 10
Tłumaczenie: Marta Czub
Data premiery: 10.09.2025
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 320
Gatunek: kryminał




Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 

We współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 18, 2025

"Obietnica" Agnieszka Peszek

"Obietnica" Agnieszka Peszek

Autorka: Agnieszka Peszek
Tytuł: Obietnica
Cykl: Renata Konieczna, tom 2
Data premiery: 13.08.2025
Wydawnictwo: 110 procent
Liczba stron: 390
Gatunek: thriller psychologiczny / kryminalny
 
Agnieszka Peszek na polskim rynku powieści kryminalnej jak autorką jedyną w swoim rodzaju - na koncie ma już szesnaście pozycji, każda kolejna zdobywa większą popularność niż poprzednia, jednak tym, co jest najbardziej znaczące, jest fakt, że na to wszystko zapracowała sama! Od swojego debiutu wydanego w 2021 roku samodzielnie (z pomocnym mężem tuż obok 😉) wydaje swoje książki, robi więc nie tylko to, co normalnie robią pisarze w naszym kraju, ale również to, co robi całe wydawnictwo! I to naprawdę jej wychodzi, o jej książkach w sieci jest naprawdę głośno. Jestem pełna podziwu dla jej umiejętności organizacyjnych, bo poza tym sama w sieci też jest mocno obecna, działa na największym platformach, kontakt pomiędzy nią a czytelnikiem jest częsty i stały.
W tym roku Agnieszka Peszek wydała już trzy książki, a “Obietnica” jest jej tytułem najnowszym (poprzednie to “Zabijesz mnie?” - klik!, “Krew na rękach” - klik!). To drugi tom serii thrillerów z policjantką Konieczną po zeszłorocznej “Narośli”, jednak Konieczna to tylko niewielki element całej układanki, więc nie trzeba znać jej poprzedniej historii, by sięgnąć po “Obietnicę”.
 
Warszawa, czasy współczesne. Weronika Wronkowska wraz ze swoim mężem Grzegorzem mieszka na skraju miasta, w swoim wymarzonym domku z tarasem, na którym może siadać i tworzyć kolejne powieści - od pięciu lat znana jest na rynku literatury kryminalnej, teraz jest to jej jedyny zawód. Jej nazwisko jest rozpoznawalne coraz szerzej, a Weronika coraz mocniej musi dbać o to, jak jest postrzegana. Ale czy jej życie jest na pewno tak idealne, na jakie z daleka wygląda? Na pewno nie w tym momencie - kobieta mimo silnych leków nasennych budzi się w nocy, wydaje jej się, że coś wyrwało ją ze snu, nie jest jednak w stanie sprecyzować co. Po szybkiej toalecie wraca do łóżka i wtedy to odkrywa - jej mąż leży obok niej martwy, ktoś za pomocą noża pozbawił go życia ulatniającego się wraz z krwią wsiąkającą w materac.. Policja od razu zakłada najłatwiejsze - sprawczynią musi być Weronika. Na szczęście media nie dowiadują się o tym od razu, a u jej boku stają jej przyjaciele: Aneta i Wojtek. Jak jednak zmusić policję, by nie opierała się o fabułę jej własnej książki i szukała sprawcy gdzie indziej?
“- Nigdy nikogo nie skrzywdziłam.
- Poza tymi ludźmi w książkach. Pani całkiem sporo wie o tym, jak nas, policjantów, zwodzić. (...)
- Pani tak serio? Wiedzieć a zrobić to całkiem co innego. Tym sposobem policjanci, technicy i patologowie usuwaliby swoich partnerów, kolegów, którzy ich wkurzyli, czy sąsiada, który stanął na ich miejscu parkingowym. Masa ludzi z nietypową wiedzą.”
 Książka rozpisana jest na prolog, 4 części i epilog. Części dzielone są na króciutkie (czasami kilkustronicowe, czasami nawet nie zajmujące pełnej strony) rozdziały, w każdej części osobno numerowane. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy pięciu postaci, z których wszystkie poza Renatą Konieczną poznajemy w wycinkach wspomnień sprzed kilku, a nawet kilkunastu lat, co sprawia, że portrety psychologiczne są bardzo dokładne. Mimo tego, że mocno skupiamy się na postaciach powieści, to książka bogata jest w dialogi, a język, w jakim jest pisana, jest codzienny - gdzieś tam w dialogach przewinie się mocniejsze słowo, gdzieś jakiś kolokwializm, ale wszystko ma odpowiednie proporcje, przez co książkę czyta się bardzo gładko i bez potknięć.
 
Postacią, z perspektywy której na samym początku poznajemy historię, jest Weronika, pisarka powieści kryminalnych. To ona wprowadza nas w świat tworzenia, świat pisarza od kuchni - w krótkich scenach poznajemy jej relacje z czytelnikami, z wydawnictwem, dowiadujemy się jak doszła do miejsca, w którym jest teraz, jak radzi sobie z popularnością. Weronika wydaje się otwarta, nie wygląda, by coś ukrywała - nawet o inspiracjach pobieranych z sieci nam przecież mówi, prawda? A jednak w jej relacji skupiamy się głównie na karierze, o jej relacjach z mężem i przyjaciółmi dowiadujemy się dopiero podczas przesłuchania w komisariacie - dlaczego? Czy za tymi wspomnieniami, które sama nam przytoczyła, może kryć się coś więcej?
“Ważne, żeby znaleźć swoją niszę i być w tym najlepszym.”
Weronika to jednak tylko jedna z piątki bohaterów, których relację poznajemy, a każda kolejna dopełnia z początku zarysowany obraz. Inaczej potraktowana jest Renata, która pełni tutaj funkcję stróża prawa - nie interesuje nas jej przeszłość, a śledztwo związane ze śmiercią Grzegorza, jakie prowadzi. Choć obserwujemy tę postać przez wiele rozdziałów, to tak naprawdę o niej samej nie dowiadujemy się za wiele, choć nie można powiedzieć, by jej życie prywatne było całkowicie ignorowane. Renata jednak jest tu odpowiedzialna za wątek rasowo kryminalny - to ona prowadzi śledztwo, a my jej poczynania obserwujemy.
 
Intryga powieści prowadzona jest z ogromnym wyczuciem, rodem z naprawdę dobrego thrillera. Autorka zaczyna mocnym akcentem, by za chwilę zapewnić wyciszenie, może uśpienie czujności? Im jednak dalej, tym napięcie coraz mocniej wzrasta, a już po kilkunastu stronach trudno się od książki oderwać - nieustannie szukamy jakiegoś detalu, który może naprowadzić nas na rozwiązanie zagadki… autorka jednak umiejętnie odciąga wagę, myli tropy, poddaje wszystko w wątpliwość, tak, że już sobie nie wiemy w co wierzyć. Cała historia mimo tego, że wydaje się zbiorem przypadkowych faktów, jest spójną jedną opowieścią, której tempo, choć napięcie ciągle wzrasta!, jest dawkowane w stałym niespiesznym rytmie. I tak też jest z rozwiązaniem zagadki - nie pojawia się na samym końcu powieści, spokojnie do niego dochodzimy i analizujemy wszystko to, co się stało, jednak mimo tego autorka i tak na sam koniec zaskakuje! Bardzo podoba mi się stały rytm, to, że sprawca nie wyskakuje na końcu nie wiadomo skąd i nie wiadomo dlaczego - tu wszystko ma sens, ma swoje logiczne uzasadnienie.
“(...) nic z tego nie było takie, jak wyglądało, a ona wiedziała, że prawda jej nie wyzwoli.”
Jak to w thrillerach psychologicznych bywa, książka skupia się na relacjach - tych z najbliższymi, z partnerem czy przyjaciółmi. Przyglądamy się pozorności zdarzeń, temu, jak wszystko można interpretować dwojako, jak bardzo te wszystkie relacje są złożone i jak różnie wyglądają z obydwu stron. Istotna jest też przeszłość, bo przecież ona wpływa na to, jakim jest się człowiekiem aktualnie. Oczywiście pojawia się pytanie klasyczne dla tego nurtu thrillerów: jak dobrze znasz bliską sobie osobę i czy na pewno to, jak odbierasz rzeczywistość, jest tym, co dzieje się naprawdę.
 
“Obietnica” to powieść dopracowana i złożona - na potrzeby recenzji jednak trudna, bo z gatunku tych, przy których im mniej się o niej mówi, tym lepiej. Sprawdzi się doskonale jako thriller psychologiczny, w którym bacznie obserwujemy zdarzenia, poprzez które wyłania się pełny portret psychologiczny postaci. Będzie też dobra jako kryminał, w końcu mamy wgląd w śledztwo, w przesłuchania, uczestniczymy w sekcji czy kontaktach z prokuratorem. Połączenie tych dwóch gatunków przebiega bardzo swobodnie i doskonale się ze sobą zazębia, dając czytelnikowi powieść, która pochłania - naprawdę trudno jest się od niej oderwać. Myślę, że jest to najmocniejszy z tegorocznych tytułów Agnieszki Peszek, wszystko świetnie się w nim zgrywa w jedną całość, wszystkie kawałki układanki pasują doskonale i mają odpowiednie proporcje, a dodatek w postaci wgląd w życie pisarki powieści kryminalnych (która jest bardzo dziwnie zbliżona do samej autorki) dodaje fabularnego podkręcenia.
“(...) przy pisaniu książek trudno jest wymyśleć coś świeżego. Każdy porusza jakieś kwestie, które wcześniej ktoś inny już opisał. Aby książka była dobra, to trzeba znaleźć taki układ tych klocków, żeby dla czytelnika był atrakcyjny.”
Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Agnieszką Peszek.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 15, 2025

"Szpital Bellevue" Robin Cook

"Szpital Bellevue" Robin Cook

Autor: Robin Cook
Tytuł: Szpital Bellevue
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Data premiery: 12.08.2025
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 368
Gatunek: thriller medyczny / powieść grozy
 
Robin Cook w tym roku obchodził swoje 85 urodziny! Kariery pisarskiej jednak nie rozpoczął od razu po wkroczeniu w dorosłość - szkolił się na lekarza i przez dobrych kilka lat praktykował ten zawód. Dopiero w latach 70-tych XX wieku debiutował, a zrobił to łącząc gatunek thrillera z własną wiedzą zawodową tworząc nowy współczesny podgatunek - thriller medyczny. Niewiele później jego pierwsze książki zostały zekranizowane, co przyniosło mu jeszcze większy rozgłos od tego, który zyskał dzięki samym powieściom. Teraz, niecałe pięćdziesiąt lat później, anglojęzyczni czytelnicy oczekują na premierę jego czterdziestej drugiej książki, która równocześnie będzie piętnastym tomem cyklu z Montgomery i Stapletonem, a polski czytelnik właśnie w swoje ręce dostał powieść poprzednią - “Szpital Bellevue”, która jest historią oddzielną napisaną w hołdzie dla prawdziwego nowojorskiego szpitala Bellevue.
 
Michael Fuller z dniem pierwszego lipca rozpoczyna swoją rezydenturę jako chirurg w nowojorskim szpitalu Bellevue. To dla niego ogromne przeżycie - nie dosyć, że miejsce pod kątem rezydentury jest ekskluzywne (wraz z nim przyjęta zostaje tylko jedna młoda kobieta!), ale i ma dla niego znaczenie prywatne - to tam swoją praktykę doskonalili jego przodkowie - nie tylko dziadek, ale jeszcze kilka pokoleń wstecz! To dzięki ich osiągnięciom, poprzez pamięć o nich, Mitt (bo tak Michael każe się nazywać) zdecydował się na zostanie chirurgiem i podejmie rezydenturę właśnie w tym miejscu. I choć teraz stres go zjada, a liczba obowiązków, jakie będzie miał do realizowania, przyprawia o zawrót głowy, to zdaje się do tego nieźle przygotowany, co szybko doceniają mający z nim styczność lekarze. Problem w tym, że mimo wiedzy, Mitt wydaje się przyciągać nieszczęście - podczas każdego zabiegu i operacji, w jakich asystuje, dzieje się coś nieprzewidywalnego… Czy to naprawdę głupi pech nowicjusza?
 
Książka rozpisana jest na prolog, 29 kilkustronicowych rozdziałów oraz epilog. Cała akcja powieści skumulowana w numerowanych rozdziałach to zaledwie 4 dni, od poniedziałku do czwartku. Każdy rozdział opatrzony jest nie tylko w datę, ale również w godzinę, o której rozpoczyna się akcja, dzięki czemu czytelnik może bacznie obserwować upływ czasu, jak i uważnie towarzyszyć w historii głównemu bohaterowi. Prolog opisuje wydarzenia z roku 1949, nieudany zabieg, który przeprowadził dziadek Mitta, a epilog to wydarzenia kolejnego poniedziałku. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który przez wszystkie numerowane rozdziały towarzyszy Mittowi, oddając historię z jego perspektywy, dzieląc się dokładnie tym, co sam widzi, czuje, doświadcza i myśli. Przez to cała powieść składa się przede wszystkim z opisów, a dialogi pomiędzy innymi pracownikami szpitala i rodzicami Mitta, choć prowadzone sprawnie, nie zajmują miejsca centralnego, są tylko dodatkiem, uzupełnieniem tego, czego Mitt sam doświadcza. Język, jakim powieść jest pisana, jest łatwy, codzienny - nawet kiedy skupiamy się na zagadnieniach medycznych wszystko jest jasno wyjaśnione. Autor nie ucieka się też do przekleństw czy wulgarności, emocje jest w stanie budzić inaczej.
“Ani trochę nie obawiam się fizycznych urazów, bardziej się martwię o stan pańskiego umysłu.”
Poprzez postać Mitta, czytelnik może przyjrzeć się dwóm podstawowym, bardzo realnym tematom. Zaglądamy za kulisy rezydentury, tego jak wygląda praca młodego lekarza - w jaki sposób się uczy, szkoli fachu, bo przecież studia dają teorię, a to w szpitalach przychodzi praktyka. Dzięki rozpisce godzinowej możemy uświadomić sobie jak bardzo wymagająca jest to praktyka, która, mimo że w teorii ma określone godziny pracy, w praktyce wygląda całkiem inaczej.
Drugi temat, który przywodzi sobą Mitt, jest związany z przeszłością - poprzez wspomnienia o jego przodkach, których nazwiska wszyscy pracownicy szpitala znają, czytelnik poznaje skomplikowaną historię medycyny - tu jednak nie uczymy się o przełomowych odkryciach, te osiągnięcia swoich przodków Mitt przecież dobrze zna, a poznajemy to, co dla niego do tej pory pozostało w cieniu - te opryski, straty uboczne i nietrafione decyzje, jakim ostatecznie towarzyszył postęp. Patrzymy na historię od strony ofiar, tego, jak wiele osób ją poniosło, jak wielu z nich cierpiało katusze przez ambicje i przekonania lekarzy. O tym przecież na co dzień się nie mówi, o ofiarach, jakie trzeba było złożyć, by w końcu nauka, jaką jest medycyna, mogła dokonać tak szybkiego postępu jak w ostatnim stuleciu.
“Zawsze pragnął wierzyć, że szpital to miejsce, w którym ludzi uwalnia się od cierpienia, a nie na odwrót.”
Sam Mitt jest bohaterem kontrastowym, to młodziutki lekarz, a zatem człowiek polegający na logice nauki, który ma pewne zdolności paranormalne - w niektórych momentach wyczuwa, co czują inni, na podstawie wrażeń jest również w stanie przewidzieć co wydarzy się w przyszłości. To on łączy tu więc thriller medyczny z powieścią grozy.
“(...) właśnie wkraczali w świat, z którego nic nie rozumiał i w którym nie liczyło się jego dotychczasowe doświadczenie życiowe.”
A groza pochodzi od zjawisk niewytłumaczalnych. Dziwnych przypadków na salach operacyjnych, dziwnych odczuciach głównego bohatera. Nie jest to jednak raczej rodzaj powieści, która przestraszy, a raczej buduje klimat niepewności - czy to, czego doświadcza Mitt, faktycznie może dziać się naprawdę? Czy jednak trzeba szukać dla zdarzeń innego wytłumaczenia?
“Oficjalnie był już lekarzem, bo taki tytuł przysługiwał mu po ukończeniu studiów, ale nie czuł się nim. W tym wielkim szpitalu, pośród tysiąca pacjentów, odczuwał jedynie samotność.”
Akcja powieści prowadzona jest spokojnie, choć oczywiście podczas interwencji medycznych zdarza się, że nabiera tempa. Sama zagadka jest bardzo prosta, już prolog zdaje się wiele ujawniać, więc można przypuszczać, że nie taki był cel powieści, a raczej skupienie na historii samego miejsca i kondycji medycyny - w przeszłości od strony jej ofiar, w teraźniejszości lekarzy, którzy mają w końcu trzymać w rękach czyjeś życie. Choć zagadkę można rozpatrywać też pod kątem tej wspomnianej już niepewności zdarzeń. Zakończenie historii również można rozpatrywać różnie - można je uznać i za zaskakujące, ale równie dobrze za nie do końca wystarczające w zależności od tego, na jaką lekturę nastawi się czytelnik.
 
Wspomniałam o historii miejsca, które jest równie ważne dla powieści jak postać samego głównego bohatera czy wątek medyczny. Szpital Bellevue istnieje już od prawie trzystu lat, to jeden z największych, a zarazem najlepszych nowojorskich szpitali. Przez lata pełnił bardzo różne funkcje, przez lata nazwa Bellevue była równoważna z nazwą szpitala psychiatrycznego. Wraz z Mittem jednak nie tylko poznajemy funkcje budynku na przełomie wieków, ale i poznajemy jego położenie, budowę, dekoracje architektoniczne.
“Ten gmach jest jakby parodią samego siebie albo, jak już powiedziałam, dekoracją z horroru.”
“Szpital Bellevue” to powieść, którą można odebrać bardzo różnie. Jeśli podejdzie się do niej jak do thrillera osadzonego na krawędzi horroru, może przynieść rozczarowanie - wątki paranormalne zdają się potraktowane po macoszemu (mówiąc kolokwialnie), nie są nawet specjalnie straszne. Wątek niepewności, co do realności zdarzeń, też nie usatysfakcjonował mnie w pełni - są momenty, w których autor przekroczył granicę w jedną lub drugą stronę przez co obraz spójnej niepewności został zachwiany, bo mimo iż wszystko ostatecznie da się wytłumaczyć, to jednak nie jest to w pełni przekonujące. Jeśli jednak do książki podejdzie się jak do thrillera medycznego napisanego w hołdzie dla historii medycyny, ofiar, jakie z wiekami rozwoju tej nauki zostały poniesione, jak i subtelny hołd dla samego budynku, będzie to lektura satysfakcjonująca - jest ciekawa, kładzie nacisk na tematy niepopularne. Sama taką interpretację przyjmuję, ale nie będę ukrywać – ubolewam, że autor nie popracował mocniej nad klimatem grozy, niepewności - wtedy mogłaby wyjść z tego, coś genialnego! Na szczęście już wiemy, że kolejna powieść autora to kolejny tom serii z Stapletonem, czyli tak naprawdę satysfakcjonujący pewniak!
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!