marca 16, 2020

"Stażystka" Alicja Sinicka

"Stażystka" Alicja Sinicka

Autor: Alicja Sinicka
Tytuł: Stażystka
Data premiery: 29.01.2020
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 432
Gatunek: thriller psychologiczny

Alicja Sinicka to polska autorka, która na swoim koncie ma już cztery powieści. Na maj zapowiadana jest kolejna pt. „Obserwatorka” określana przez wydawcę jako powieść domestic noir. Ja wcześniej z książkami autorki nie miałam do czynienia, zakategoryzowałam je jako powieści romansowe, a do tych klimatów jest mi dosyć daleko. „Stażystka” była jednak reklamowana jako thriller o namiętności, tajemnicy i zbrodni, a i opis brzmiał bardzo zachęcająco. Postanowiłam spróbować – czy podobało mi się tak bardzo jak innym czytelnikom?

Klaudia to młoda dziewczyna, świeżo po licencjacie. Chce razem z koleżanką otworzyć własną siłownię, jednak musi zdobyć wkład własny. Ma na to tylko pół roku, a kwota jest dosyć wysoka, więc gdy tylko natrafia na ogłoszenie firmy Skalski, którzy za naprawdę wysokim wynagrodzeniem poszukują stażystki w swojej firmie, dziewczyna nie waha się ani chwili. Mimo spóźnienia i dosyć dziwnej rozmowy kwalifikacyjnej zostaje zatrudniona. Szybko przeprowadza się z Wrocławia do Oławy i zaczyna pracę. Niedługo jednak dowiaduje się, że dwie poprzednie dziewczyny, które pracowały na jej miejscu, wyglądały bardzo podobnie do niej i obie w przeciągu roku zginęły w podejrzanych okolicznościach. Czy Klaudia jest bezpieczna? Kiedy zaczynają się głuche telefony, a szef i jego żona zachowują jest nie całkiem na miejscu, dziewczyna zaczyna powoli tracić głowę... Czy to tylko jej wyobraźnia czy faktycznie coś jest na rzeczy? Czy coś jej może grozić? W co grają Skalscy?

Książka składa się z krótkich rozdziałów przedstawianych naprzemiennie w narracji Klaudii i Ewy, żony Marka Skalskiego. Obydwie kobiety wypowiadają się w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, przedstawiają nam wydarzenia i własne odczucia z nimi związane. Styl jest lekki i przyjemny, książkę czyta się szybko.

Co do bohaterek, to na pewno dobrym zabiegiem jest podział na dwie kobiece narratorki – obydwie opowiadają nam o Marku, jednak poznajemy tylko odczucia bohaterek z nim związane, widzimy go ich oczami, więc tak naprawdę nie wiemy o nim nic na pewno. To wzbudza spore zainteresowanie, zaciekawienie jego tajemniczą postacią i motywacjami nim kierującymi.
Co do samych kobiet, to Klaudia jest dosyć specyficzna. Ojca nigdy nie znała, matka była ekskluzywną prostytutką. Szybko umarła, przez co dziewczyna musiała zacząć wcześnie troszczyć się sama o siebie. Poszła trochę w ślady matki, do tej pory utrzymywali ją jej kochankowie, starsi mężczyźni, którym układ opłacanej co miesiąc dziewczyny na każde ich skinienie odpowiadał. Teraz Klaudia postanawia zacząć zwyczajne życie, do czego przyczyniły się ostatnie dosyć traumatyczne wydarzenia. Jej światopogląd odbiega trochę od przyjętych norm, dziewczyna nie ma skrupułów by nie wiązać się z żonatym mężczyzną. To trochę mi w niej przeszkadzało, była, że tak powiem, trochę za bardzo zwierzęca, za bardzo ulegała swoim cielesnym pragnieniom.
Co do żony Marka, Ewy, to z nią też jest coś nie tak – ewidentnie tkwi w patologicznym związku, znosi zdrady i poniżanie przez męża. Cały czas tylko czeka, aż mąż skończy romans i ich życie wróci do normy. Sama też popada w trochę niezdrową obsesję na punkcie Klaudii.

Wątek z zabójstwami dwóch poprzednich stażystek nie jest bardzo eksponowany – Klaudia cały czas się martwi co się stało z dziewczynami, ale tak naprawdę nic się w tej sprawie nie dzieje. Od początku mamy dwóch podejrzanych, ale żadna z kobiet nie podejmuje specjalnie śledztwa, czego w sumie się po lekturze spodziewałam. Niemniej jednak zakończenie kompletnie mnie zaskoczyło, nie przewidziałam takiego obrotu spraw. Ciekawym wątkiem jest też temat symetrii, którą owładnięty jest Marek.

Ogólnie mam trochę problem z oceną tej książki. Czytało się ją przyjemnie, przez całą lekturę byłam miło zaciekawiona rozwiązaniem zagadki morderstw oraz tajemnicy małżeństwa Skalskich. Jednak jak dla mnie w książce za dużo było miłosnych gierek, co w sumie jak teraz myślę, patrząc po poprzednich książkach autorki, można się było domyśleć. Na ten moment nie wiem czy faktycznie sięgnę po zapowiadaną „Obserwatorkę”, może nie będę sama się o nią starać, ale jako gdzieś tam przypadkiem wpadnie w moje ręce to sprawdzę... Zobaczymy. A „Stażystkę” polecam tym czytelnikom, którzy lubią nie tylko thrillery, ale i romanse.

Moja ocena: 6,5/10

Książka trafiła do mojej biblioteczki dzięki portalowi czytampierwszy.pl

marca 13, 2020

"Stacja końcowa Auschwitz" Eddy de Wind

"Stacja końcowa Auschwitz" Eddy de Wind

Autor: Eddy de Wind
Tytuł: Stacja końcowa Auschwitz. Moja historia z obozu
Tłumaczenie: Iwona Mączka
Data premiery: 15.01.2020
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 288
Gatunek: literatura faktu / wspomnienia

„Stacja końcowa Auschwitz” nie tylko zaliczana jest do literatury faktu spisanej przez więźnia obozu, ale również to jedyna znana książka napisana w całości w obozie. Spisał ją Eddy de Wind przed wyzwoleniem zimą w 1945 roku od razu po odejściu Niemców z obozu. Jest to jego historia, z tym że on występuje tu w postaci swojego alter ego – Hansa.
Eddy de Wind to holenderski lekarz, psychiatra i psychoanalityk. Był ostatnim żydowskim lekarzem, który ukończył Uniwersytet Leiden w Holandii podczas II wojny światowej. W 1942 roku, kiedy jego matka (ojciec umarł gdy Eddy był jeszcze dzieckiem) została przewieziona do obozu w Westerborku, Eddy zgłosił się sam na ochotnika jako tamtejszy lekarz. W tym obozie poślubił też swoją pierwszą żonę Friedel, dzięki której miłości przetrwał późniejsze piekło. W 1943 roku razem zostali przewiezieni do Auschwitz, gdzie Eddy większość czasu spędził jako pielęgniarz i lekarz. Po wyzwoleniu wrócił do Holandii i w 1946 roku opublikował artykuł „Konfrontacja ze śmiercią”, w którym jako pierwszy rozpoznał i zdefiniował syndrom poobozowy. Resztę życia spędził jako specjalista od traum wojennych a także jako seksuolog. Sam do końca życia walczył z własną traumą, która w końcu w 1987 roku, po zawale serca doszła w pełni do głosu. Eddy ostatnie swoje dni spędził owładnięty okropnymi lękami.

Książka „Stacja końcowa Auschwitz” po raz pierwszy wydana została w 1946 roku, jednak wydawnictwo, które ją wydało szybko zbankrutowało, przez co publikacja szybko stała się niedostępna. Eddy po wielu wysiłkach w 1980 roku wydał ją po raz kolejny, jednak i tym przez finansowe problemy wydawnictwa szybko została wycofana. Dopiero teraz, po 75 latach od wyzwolenia obozu, książka została przetłumaczona na kilka języków i pojawiła się w ponad 30 krajach, w tym w Polsce. To hołd dla osób, które padły ofiarą terroru i politycznej przemocy. W końcu jest to też spełnienie życzenia samego autora, które wyraził w tej historii: 
„Muszę pozostać przy życiu, żeby o tym opowiedzieć, wszystkim o tym opowiedzieć, żeby przekonać innych, że to prawda.” 
Eddy w swoim eseju „Konfrontacja ze śmiercią” wspomina, że mimo tego, że po wojnie ukazało się wiele książek na ten temat, jego publikacja jest ważna, ponieważ w Holandii niewiele wiedziano o tym, co działo się z Żydami podczas wojny. Eddy chciał nieść prawdę o tym co się działo, co sam przeżył i wyszedł z tego piekła po to, by nieść innym te świadectwo.

Książka składa się z wspomnień Eddiego zatytułowanych „Stacja końcowa Auschwitz. Moja historia z obozu”. Po nich umieszczony został wspomniany już esej „Konfrontacja ze śmiercią”, w którym Eddy opisuje doświadczenie obozu pod względem czysto psychologicznym. Wydawca zdecydował się także zamieścić kilka słów ‘o autorze i tekście’, w którym pokrótce opisuje całe życie Eddiego. W książce znajdziemy też słowniczek, kilka zdjęć autora i mapkę obozu.

Co do samych wspomnień, to przedstawione są w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego i opowiadają o losach Hansa Van Dama – alter ego Eddiego. Rozdziały są krótkie i nienumerowane. Styl jest prosty, to raczej relacja z tamtego życia, niż rozprawa filozoficzna. Autor opisuje wszystko tak jak widział, daje świadectwo. Życie obozowe Eddiego głównie toczyło się w okolicy szpitala, dzięki czemu jego porcje żywieniowe były trochę większe, a praca nie tak wykańczająca. Dodatkowo jego szpitalny barak znajdował się w sąsiedztwie baraku, w którym przebywała jego żona, przez co czasami mógł się z nią widywać. Sporo miejsca Eddy poświęca na opis życia szpitalnego, a także opowiada o eksperymentach, jakie były przeprowadzone na sąsiadujących kobietach. Na ten moment książka może nie wnosi nic nowego do naszej wiedzy o tamtych czasach, jednak podejrzewam, że w roku wydania, tym bardziej w Holandii, było całkiem inaczej. Książkę czyta się szybko, nie sprawia trudności. Najbardziej wstrząsająca dla mnie była opowieść o krematoriach, którą opowiedział bohaterowi jeden z więźniów, którzy tam pracowali, już po wyjściu Niemców z obozu.

Ogólnie nie wiem jak oceniać tego typu literaturę. Jak ocenić wspomnienia takiego piekła? Traktuję ją jako kolejne świadectwo tyranii, ogromu przemocy, jaką ludzie zgotowali dla innych, tylko dlatego, że nie wyznawali tej religii co powinni, nie wyglądali tak jak powinni. To ważny głos, o którym należy pamiętać, by nigdy więcej coś takiego się nie wydarzyło. Jednocześnie świadomość, że autor przeżył i zaczął pomagać innym, którzy przeżyli coś podobnego, napawa mnie nadzieją w to, że dobro istnieje. Że nie da się go zniszczyć. Eddy, który sam przeżył piekło, wykorzystał je by w przyszłości lepiej rozumieć psychikę człowieka, by móc pomóc. Powiedzieć, że go podziwiam, to jak nic nie powiedzieć.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!


marca 12, 2020

"Poryw" Kinga Wójcik

"Poryw" Kinga Wójcik

Autor: Kinga Wójcik
Tytuł: Poryw
Cykl: Lena Rudnicka, tom 1
Data premiery: 21.01.2020
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 496
Gatunek: kryminał

„Poryw” to debiut literacki Kingi Wójcik, młodej autorki z Tomaszowa Mazowieckiego. Z wykształcenia jest politologiem, jednak pochodzi z rodziny policyjnej, więc te środowisko zna od podszewki. Jej pierwsza powieść otwiera nowy cykl kryminalny o bardzo specyficznej komisarz Lenie Rudnickiej. W przygotowaniu jest już tom drugi pt. „Spektakl”.

Akcja powieści rozpoczyna się od zgłoszenia zaginięcia syna Klemensa Chmielnego przez jego starszych rodziców. W ramach przysługi sprawę tę przyjmuje Lena Rudnicka, komisarz łódzkiej policji, która ciężką pracą i mocnym charakterem zapracowała na określenie najlepszego śledczego w mieście. Zaginiony całkiem szybko się odnajduje, jednak nie w stanie z którego ktokolwiek mógłby się cieszyć. Klemens został zamordowany, jego ciało znaleziono w mało dostępnym miejscu w okolicznym parku. Mężczyzna był księgowym, prowadził hotel razem z żoną, rodzice mówią o nim jako o dobrym i spokojnym człowieku. Kto miałby powód by go zabić? Lena, dzięki swojemu instynktowi psa śledczego, powoli dąży do rozwiązania tej zagadki... Pomaga jej nowy partner, młody sierżant Marcel Wolski, z którym znajomość rozpoczęła się zdecydowanie nie tak jak powinna...

Książka składa się z 5 rozdziałów. Każdy z nich odpowiada jednemu dniu śledztwa i dzieli się na kilka numerowanych podrozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża za Leną, ale również członkami rodziny i innymi postaciami zamieszanymi w sprawę morderstwa Klemensa. Styl powieści ogólnie jest całkiem przyjemny, choć momentami miałam wrażenie, że jest minimalnie za rozwlekły. Niektóre dygresje, powtórzenia czy przemyślenia bohaterów raczej wydawały się zbędne. Jednak biorąc pod uwagę, że jest to debiut, to myślę, że te niewielkie potknięcia można wybaczyć i mieć nadzieję, że autorka się jeszcze trochę w stylu wyrobi 😊

Fabuła historii mocno osadzona jest na głównej bohaterce Lenie Rudnickiej. Myślę, że spokojnie mogę powiedzieć, że prywatne życie Leny zajmuje tu równie dużo miejsca co samo śledztwo. Nie jest to wada, chociaż miałam wrażenie, że autorka chciała za dużo zawrzeć w jednej postaci. Pół roku temu Lena przeszła przez pewną traumatyczną sytuację, która odcisnęła się na niej nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Gra twardą babkę, dogaduje i przeklina, zdecydowanie nie jest miła. Zrozumiałe – w końcu jest rodzynkiem w gronie policjantów, jakoś musiała sobie zasłużyć na respekt wśród mężczyzn. Jest jednak jedna rysa na charakterze bohaterki, która kompletnie nie zgrywa mi się w jedną całość, nie pasuje do reszty. Nie mogę tu zdradzić o co chodzi, by nie psuć Wam lektury, powiem tylko, że wygląda na to, że autorka chciała na siłę poruszyć ważny społecznie temat, który nijak nie pasuje do całościowego obrazu bohaterki. Przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. Kto wie, może jak uda poznać mi się Lenę jeszcze lepiej w drugim tomie, to coś tu się może poprawić... Na razie jednak czuję zgrzyt.

Jeśli chodzi o samą intrygę kryminalną, to muszę przyznać, że jest całkiem ciekawa. Co prawda dosyć szybko domyśliłam się, kto stoi za morderstwem, jednak cała otoczka motywów i okoliczności, była zgrabnie przedstawiona. Na pewno na plus trzeba też tu zapisać rozłożenie narracji na kilka osób, spojrzenie na sprawę ich oczyma. To dodaje książce smaczku i wzbudza zainteresowanie.

Podsumowując, książka ma zarówno swoje plusy, jak i wady. Widzę, że autorka ma potencjał, ma coś ciekawego do powiedzenia, ale jednak musi jeszcze trochę popracować nad stylem i spójną psychologią głównych postaci. W większości książkę czytało mi się dobrze, jednak kilka tych minusów, o których wspomniałam, dosyć mnie uwierało. Mam więc trochę mieszane odczucia co do tej powieści. Niemniej jednak nie skreślam autorki, spróbuję jeszcze z drugim tomem cyklu, może uda się autorce pozytywnie mnie zaskoczyć 😊

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

marca 11, 2020

"Póki żyjemy" Vera Eikon - zapowiedź patronacka

"Póki żyjemy" Vera Eikon - zapowiedź patronacka
31 marca swoją premierę będzie miała książka pt. "Póki żyjemy" autorstwa Very Eikon, którą mam ogromną przyjemność objąć swoim patronatem! To czwarty i zarazem ostatni tom cyklu pt. "Między prawami", który autorka wydaje własnym nakładem od 2016 roku. 

Z więzienia ucieka seryjny morderca - Wilk. Zamierza rozliczyć się z komisarzem Bergiem, który go złapał i swoimi wrogami. W tym samym czasie do Warszawy powraca szef najpotężniejszej grupy przestępczej w kraju, który również ma Berga na celowniku. Sytuacja przestaje być oczywista, kiedy Wilk porywa syna niebezpiecznego bossa. Rozpoczyna się potrójne emocjonujące polowanie, w którym przestaje być jasne, kto jest drapieżnikiem, a kto potencjalną ofiarą. Osaczony ze wszystkich stron komisarz musi zawrzeć rozejm ze swoim śmiertelnym wrogiem. Zostaje wciągnięty w batalię, której wyniku nikt nie jest w stanie przewidzieć.

Książkę teoretycznie da się czytać bez znajomości poprzednich części, jednak ja szczerze zachęcam do zapoznania się z całym cyklem. To naprawdę kawał świetnego kryminału, napisany bardzo przyjemnym, lekkim stylem. Czyta się ekspresowo i wciąga tak, że naprawdę jest problem z odłożeniem książki :) Ja poprzednie tomy poznałam w formie audiobooka, które dostępne są na storytel.pl w rewelacyjnej interpretacji Przemysława Bluszcza. Ten tom dostępny będzie również w takiej formie.
Więcej o książce "Póki żyjemy" opowiem Wam niedługo w przedpremierowej recenzji, teraz tylko zaznaczę, że jest to dobrze przemyślane i mądre zamknięcie serii. Jeśli nie macie czasu, by sięgnąć po cały cykl przed premierą, to zachęcam przynajmniej do zapoznania się z tomem pierwszym - ta historia jest najmocniej powiązana z wydarzeniami ostatniego tomu.


Autor: Vera Eikon
Tytuł: Póki żyjemy
Cykl: Między prawami, tom 4
Data premiery: 31.03.2020
Wydawnictwo: Hologram
Liczba stron: 456
Gatunek: kryminał

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży na stronie https://veraeikon.shoplo.com/
Niedługo będzie też dostępna w kilku księgarniach internetowych.


marca 10, 2020

"Dylemat" B. A. Paris - recenzja przedpremierowa

"Dylemat" B. A. Paris - recenzja przedpremierowa

Autor: B. A. Paris
Tytuł: Dylemat
Tłumaczenie: Magdalena Słysz
Data premiery: 11.03.2020
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller psychologiczny

B. A. Paris to jedna z moich ulubionych brytyjskich autorek piszących w gatunku thriller psychologiczny. Debiutowała powieścią „Za zamkniętymi drzwiami” w roku 2016 (w Polsce 2017) w dosyć dojrzałym wieku, już po wyprowadzce dzieci z domu. Jej nazwisko szybko stało się znane, w Anglii sam debiut sprzedał się w ponad milionowym nakładzie i długo utrzymywał się na listach bestsellerów. Historia powtarzała się przy każdym jej kolejnym tytule. „Dylemat” to czwarta powieść w dorobku autorki i jest trochę inna niż jej poprzednie trzy tytuły. Tutaj większy nacisk położony jest na drugi człon określenia gatunkowego – ważniejsza jest tu psychologia bohaterów, niż ciągłe napięcie.

Akcja powieści toczy się głównie w ciągu jednego czerwcowego dnia. Livia i Adam to szczęśliwe małżeństwo z wieloletnim stażem. Ich dzieci są już dorosłe, Josh studiuje na miejscu, Marnie wyjechała na rok na wymianę studencką do Hongkongu. Z tego też powodu nie może się zjawić na urodzinach matki, 40stych urodzinach, które Livia planuje już prawie od 20 lat. W planach ma ogromne przyjęcie w ogrodzie z ponad setką gości. To jej wielkie marzenie. Gdy jednak nadchodzi ten dzień nic nie idzie tak jak powinno, każdy z tej czwórki skrywa jakiś sekret, który przynajmniej na czas trwania przyjęcia chce zachować dla siebie. Jak wpłynie to na innych? Czy kilka godzin więcej szczęścia warte jest piekła przez, które przechodzą ci przechowujący tajemnicę?

Książka składa się z krótkich rozdziałów przedstawionych z punktu widzenia dwóch bohaterów – Livii i Adama. Rozdziały są podzielone na godziny, a całość, jak wspomniałam, zamyka się w większości w ciągu jednego dnia. Narracja prowadzona jest w trzeciej sobie czasu teraźniejszego, każdy z dwóch narratorów zdaje nam swoja relację z wydarzeń przeplataną ze wspomnieniami z przeszłości. Bardzo lubię taki styl narracji, nadaje to historii szerszego spojrzenia. Styl powieści jest płynny, utrzymuje czytelnika cały czas w lekkim napięciu. Tak jak wszystkie pozostałe książki Paris tą też czyta się ekspresowo, ja przeczytałam ją w zaledwie jedno popołudnie. Historia wciąga na tyle, że nie wyobrażam sobie, by można było ją odłożyć przed poznaniem zakończenia.

Jak pisałam, „Dylemat” jest trochę inny niż poprzednie książki autorki. Tutaj Paris postawiła na emocje, uczucia i odczucia, które szarpią bohaterami. To zdecydowanie najbardziej emocjonująca książka autorki, ostatnie sto stron wstrząsnęło mną do głębi i bardzo mocno wzruszyło. Dawno nie wylałam tylu łez nad książką, co tylko świadczy o tym jak świetnie Paris przedstawia emocje bohaterów. Autorka zdecydowanie rozumie psychikę człowieka, zarówno ze strony kobiety, jak i mężczyzny. Wszystko jest tu bardzo przekonywujące.

Jeśli chodzi o bohaterów, to tak jak Livię mogłam zrozumieć, tak przez większą część historii miałam ochotę potrząsnąć Adamem. Nie jest to mężczyzna idealny, chociaż ewidentnie kocha swoją żonę i stara się dać jej to czego pragnie. Mężczyzna chce postąpić słusznie, chce też spełnić największe marzenie Livii, więc to co dzieje się w jego głowie, to dosłownie istny huragan. Chwilami nie umiałam utożsamić się z jego myślami i zachowaniem, jednak na chłodno podchodząc, jestem w stanie je zrozumieć. Wszystko tu ma swoje uzasadnienie i psychologiczne wytłumaczenie.

Co do historii to jest ona poprowadzona tak, że wraz z biegiem lektury dopiero odkrywamy te problematyczne sekrety. Długo nie wiadomo o co chodzi, a jak już coś się wyjaśnia, to z kolei ciekawość wzbudza dalsze zachowanie i decyzje podejmowane przez bohaterów. Ja przez całą powieść odczuwałam lekkie napięcie i ogromną ciekawość. Jedyne do czego mam uwagę, to opis powieści jaki znajdziemy na tylej okładce książki – radziłabym Wam go nie czytać, bo według mnie zdradza jedną kluczową informację, której ja podczas lektury nie znałam i myślę, że dzięki temu czerpałam z powieści większą przyjemność.

Podsumowując, „Dylemat” wyróżnia się na tle pozostałych książek autorki. Znajdziemy tu to co lubimy u Paris, czyli historię przedstawioną z dwóch punktów widzenia, krótkie rozdziały i intrygującą historię. Ale jest tu też dużo, dużo więcej. Jest ogrom emocji oraz bardzo ciekawe spojrzenie na psychologię postaci. Paris zna się na ludziach i ich emocjach. To mocna lektura i na pewno na długo zapamiętam emocje, jakich mi dostarczyła.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros!

marca 09, 2020

"Oddaj albo giń!" Olga Rudnicka - recenzja przedpremierowa

"Oddaj albo giń!" Olga Rudnicka - recenzja przedpremierowa

Autor: Olga Rudnicka
Tytuł: Oddaj albo giń!
Cykl: Matylda Dominiczak, tom 0,5
Data premiery: 10.03.2020
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 412
Gatunek: komedia kryminalna

Olga Rudnicka to zdecydowanie moja ulubiona (żyjąca!) autorka komedii kryminalnych. Na swoim koncie ma już 18 (!) powieści, a jej debiut ukazał się 12 lat temu w 2008 roku. Pierwszą wydaną powieścią było „Martwe jezioro”, historia o dwóch zwariowanych przyjaciółkach Beacie i Uli, których dalsze losy mogliśmy śledzić w „Czy ten rudy kot to pies?”. Najdłuższą serią pisarki jest cykl o Nataliach liczący 4 tomy, a najnowsze „Oddaj albo giń!” również zalicza się do serii, tym razem o detektyw Matyldzie, z którą pierwszy raz spotkaliśmy się w 2018 roku w powieści „Byle do przodu”. „Oddaj albo giń!” to prequel powieści, tu poznajemy historię o tym jak to się stało, że Matylda została prywatnym detektywem.
Prywatnie autorka od ponad dwóch lat poświęca się tylko i wyłącznie pisaniu powieści. Swój wolny czas najczęściej spędza na jeździe konnej. Nie lubi kawy, zaczytuje się w Kingu, Puzyńskiej i Chmielewskiej.

Akcja powieści „Oddaj albo giń!” toczy się latem 2009 roku. Matylda, kobieta lekko po 30stce, żona Romana i matka 10letniej Moniki na co dzień pracuje w bibliotece. Niedawno jednak zaczęła odczuwać pewne niedopasowanie, czuje, że powinna robić w życiu coś więcej niż tylko znosić okropnego szefa i wypożyczać ludziom książki. Niedawno natknęła się na ulotkę o kursie na prywatnego detektywa, i to zasiało w jej głowie pewien pomysł... Pomysł, który ma okazję przetestować jeszcze prze zmianą kwalifikacji, gdyż w bibliotece w pewien poniedziałkowy poranek znajduje trupa! A nawet prawie dwa! Niedoszłym nieboszczykiem jest dyrektor Pawlicki, ten, który na co dzień zachodził jej mocno za skórę... Kto w weekend zabił jednego z czytelników? Dlaczego? I dlaczego policja nic w tej sprawie nie robi?! Matylda musi wziąć sprawy w swoje ręce!

Książka składa się z różnej długości nienumerowanych rozdziałów. Podział jest czasowy, na dni i godziny. Każdy z tych rozdziałów jest jeszcze podzielony na scenki, więc czytanie nie nastręcza problemów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża za kilkoma bohaterami. Styl autorki jest niepowtarzalny! Lekki, pełen humoru, bardzo pozytywny i mimo złoczyńców i okazjonalnych (bardzo okazjonalnych!) przekleństw, po prostu dobry. Ze współczesnych pisarzy naprawdę nikt nie pisze już tak jak Rudnicka, jej pozytywne naładowanie kojarzy mi się z Joanną Chmielewską, ale sposób prowadzenia narracji i humor jednak jest inny. Rudnicka, w przeciwieństwie do innych autorów, nie atakuje współczesnej rzeczywistości, humor zawarty jest głównie w rewelacyjnych oryginalnych postaciach i komizmie sytuacyjnym, nie w sarkastycznych komentarzach. Każda z jej książek jest po prostu przyjemna i pozytywna, ta pod tym względem na pewno nie odbiega od normy 😊

Rudnicka ma naprawdę ogromny dar do tworzenia świetnych, pozytywnych i  mocno oryginalnych postaci. Naprawdę nie sposób ich nie polubić. Tutaj pierwsze skrzypce gra oczywiście Matylda. Ekscentryczna pani domu, całkowite przeciwieństwo swojego nudnego męża, geeka komputerowego, bardzo nowoczesna i racjonalnie podchodząca do wychowania dziecka matka. Od dawien dawna ma w sobie pokłady detektywistycznego zacięcia, a że teraz, kiedy w końcu nadarza się okazja na pierwsze w życiu prawdziwe śledztwo, postanawia z niej skorzystać. Nie całkiem uradowany jest z tego komisarz Marecki, który początkowo prowadzi to śledztwo, jednak z biegiem czasu chyba powoli zaczyna akceptować zaangażowanie Matyldy. Świetna postacią jest też komisarz Tomczyk, policjant pamiętający, a nawet z rozrzewnieniem wspominający czasy PRL-u, który przejmuje po Mareckim te śledztwo. Nie mam zamiaru opisywać tu każdej z postaci, ale zaznaczę tylko, że każdy, nawet trzecioplanowy bohater powieści, jest naprawdę świetną postacią. Uwielbiam ich wszystkich!

Jako że jest to gatunek pochodny od kryminału, to oczywiście znajdziemy tu też dobrą intrygę. Sama nigdy nie wpadłabym na takie rozwiązanie zagadki, a sposób prowadzenia śledztwa przez Matyldę jest bardzo nieszablonowy i oryginalny 😊 Nie sposób się nudzić!

Ogólnie muszę przyznać, że jest to komedia kryminalna na wysokim poziomie. Może nie jest najśmieszniejsza z całego dorobku autorki, ale na pewno warta polecenia. Jest świetna intryga, rewelacyjni, pozytywni bohaterowie, przyjemny humor i co, dla bibliofilów najważniejsze, akcja toczy się w otoczeniu książek, zamiłowaniu do nich i nienawiści do przestępców książkowych! Po tej lekturze spojrzenie na panie bibliotekarki już nigdy nie będzie takie samo 😊 Mam nadzieję, że autorka będzie kontynuować cykl o Matyldzie, bo stworzyła postać z naprawdę ogromnym potencjałem na wiele tomów serii 😊

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

marca 04, 2020

"Irma" Marcin Gryglik

"Irma" Marcin Gryglik

Autor: Marcin Gryglik
Tytuł: Irma
Data premiery: 28.01.2020
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 464
Gatunek: kryminał

„Irma” to druga wydana książka w dorobku Marcina Gryglika. Autor debiutował w 2016 roku powieścią grozy pt. „Chwile ostateczne”, prze którą przeplatały się wątki kryminalne. Przy „Imie” autor postawił kryminał na pierwszym miejscu – jak mu się to udało?

Historia „Irmy” toczy się na początku lat 60tych XX wieku w środowisku filmowców. Po zamknięciu ostatniego dnia zdjęć do najnowszego filmu, kolejnej dumy polskiego PRL-u, tylko razem o życiu narodowego wieszcza Mickiewicza, zamordowany zostaje reżyser – Zygmunt Weber, najbardziej ceniony i wielbiony przez władzę polski filmowiec. Morderstwo było czyste, ewidentna egzekucja. Policja twierdzi, że podąża kilkoma tropami, jednak szybko orientują się, że nikt z przesłuchiwanych nie mówi im całej prawdy... Co prawda policjanci dostali rozkaz, by aresztować kogoś, kto mógłby zostać uznany mordercą, a niekoniecznie prawdziwego sprawcę, ale by poznać nastroje w tym specyficznym, artystycznym środowisku policjanci potrzebują wtyki. Zostaje nią Irma Rawska, aktorka, a zarazem morfinistka. Dziewczyna zostaje zmuszona do współpracy, w innym wypadku zostanie aresztowana za używanie narkotyków. Czy Irma znajdzie prawdziwego sprawcę? Kto odważył się podnieść rękę na dumę polskiej kinematografii?

Książka składa się z 4 tytułowanych części, 12 rozdziałów i epilogu. Każdy z rozdziałów podzielony jest jeszcze na kilka podrozdziałów, książka składa się z krótkich scen, czyta ją się szybko. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, główną bohaterką jest tytułowa Irma.

Irma to dziwna postać. Nie mogę powiedzieć, żebym ją polubiła. To młoda aktorka, która łapie się każdej fuchy – pracuje trochę w teatrze, trochę w radiu, a trochę w krótkich propagandowych filmach. Ewidentnie męczą ją jakieś demony z przeszłości – by się od nich uwolnić co tydzień uczestniczy w seansach morfinicznych. Prócz tego kobieta lubi się zabawić, często bywa w klubach jazzowych i często wplątuje się w romanse.

Ciekawą postacią jest za to zamordowany Zygmunt Weber. Już pierwsza scena z jego udziałem jest intrygująca. Mężczyzna nosi się modne, wie że dużo osiągnął i teraz może wszystko. Jest porywczy i wybuchowy, trzęsie całym polskim światem filmowym – jeśli ktoś mu podpadnie może pożegnać się z karierą. Zygmunt w czasie wojny mieszkał w Anglii, gdzie zdobył światową wręcz sławę. Niedawno wrócił do Polski, gdzie traktowany jest przez władzę jak świętość. Kto odważył się zabić taką postać?

Podobały mi się też postacie dwóch policjantów, którzy zajmują się śledztwem. Inspektor Witold Szalota to doświadczony śledczy. Już jego wygląd jest bardzo charakterystyczny – jest bardzo wysoki, łysy, jedynie boki głowy ma okolone długimi ciemnymi włosami. Szalota zna swój fach, jest spokojny i zdystansowany. Ma rodzinę, jednak nie jest szczęśliwy, praca jest jego ucieczką.
Towarzyszy mu porucznik Damian Rzepa. To młody chłopak o dziecięcej twarzy. Jest bardzo entuzjastyczny, ale zna już sposób działania partnera – ich współpraca wygląda na owocną.

Na plus muszę też na pewno zaliczyć kilka tematów, które autor porusza. Znajdziemy tu kontrasty pomiędzy tym co mówi się oficjalnie, a tym co tylko w gronie zaufanych przyjaciół – w końcu komunizm oficjalnie jest najlepszym systemem na świecie, prawda? Czytelnik jednak może dostrzec ten kontrast, w zwyczajnym życiu jednak okazuje się, że nie wszystko jest takie kolorowe, a system to tylko bańka mydlana.
Podobało mi się też osadzenie akcji w środowisku artystycznym – lubię historie powiązane z filmem, teatrem czy inną formą sztuki, tutaj miałam mały wgląd w te środowisko w czasach PRL-u.
Bardzo na czasie jest też wątek molestowania seksualnego przez mężczyzn, którzy są u władzy. Dostajemy tu takie #metoo, ale w drugiej połowie XX wieku.

Teraz trochę o tym, co mi się nie podobało. Po pierwsze uważam, że książka jest bardzo nierówna. Raz dialogi są zgrabne i nawet zabawne, napisane z wyczuciem, raz kulawe i okropnie sztuczne. Akcja to rusza z kopyta, by zaraz stanąć w miejscu na kolejne sto stron. Sama zagadka kryminalna rozwiązana jest na kilkunastu stronach powieści – pomiędzy tym czytelnik zagłębia się w życie Irmy, prywatki i jej romanse. Trochę mnie to denerwowało – skoro książka określana jest jako kryminał, to akcja powinna kręcić się wokół kryminalnej intrygi, prawda? A tu niestety trochę to było niepełne. Szkoda, że potencjał tematu i w ogóle książki nie został wykorzystany, gdyby autor nie chciał złapać tyle wątków, tematów, pomysłów na raz, to mogłoby z tego wyjść coś naprawdę dobrego.
Były też w książce momenty, gdzie wulgaryzm poganiał wulgaryzm – kilka osób co drugie słowo wplata przekleństwo, co według mnie było całkowicie zbędne i nieuzasadnione. To też bardzo kłuło mnie w oczy.

Ogólnie ciężko mi ocenić tę książkę. Chwilami mi się podobała, chwilami się nudziłam, a chwilami irytowałam. Potencjał jest, ciekawe tematy są, tło społeczne tym bardziej, ale jakoś styl i sposób przedstawienia nie trafiły w mój gust. Szkoda, bo zapowiadało się naprawdę dobrze.

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!

marca 03, 2020

"Dzieci Sendlerowej" Tilar J. Mazzeo - zapowiedź

"Dzieci Sendlerowej" Tilar J. Mazzeo - zapowiedź
11 marca nakładem wydawnictwa Bez Fikcji ukaże się powieść historyczna włoskiej historyczki Tilar J. Mazzeo pt. "Dzieci Sendlerowej". Autorka ma na swoim koncie już kilka książek, w większości historyczne, z czego 2 ukazały się też w Polsce - jedna o Coco Chanel, druga o Hotelu Ritz.

Ta książka opisuje niezwykłe losy Ireny Sendlerowej. To opowieść o kobiecie, która dzięki niewiarygodnej odwadze, determinacji i nadziei, podejmując ogromne ryzyko, uratowała przed śmiercią lub deportacją do obozów zagłady 2500 żydowskich dzieci.Irena Sendlerowa ukryła ich nazwiska w butelce i schowała ją pod starą jabłonią na działce swojego przyjaciela. Miała nadzieję, że po wojnie dzieci zostaną odnalezione przez swoich bliskich. Nie mogła jednak przewidzieć, że 90% krewnych uratowanych przez nią dzieci zginie.

Nazywana Aniołem z warszawskiego getta. Do dzisiaj jest symbolem walki o godność człowieka, szukania nadziei, tam, gdzie już jej nie ma, a także słuchania głosu, który mówi, że trzeba pomagać tym, którym dzieje się krzywda.W 1942 roku Irena, jako pracownik opieki zdrowotnej, uzyskała zgodę na wchodzenie do warszawskiego getta. Tam, chodząc od drzwi do drzwi, prosiła rodziców i krewnych, aby pozwolili jej wydostać ich dzieci za mury. Namawiała swoich przyjaciół i sąsiadów, żeby pomogli jej je ukryć. Wraz ze współpracownikami opieki społecznej oraz ruchu oporu stworzyła całą siatkę przerzutową. Dzieci były transportowane kanałami, tajnymi przejściami w opuszczonych budynkach, schowane w trumnach lub pod ubraniami.

Ta książka to opowieść o odwadze, miłości i człowieczeństwie, które bardzo jasno świecą nawet w chwilach, kiedy wszystko gaśnie.

Dla mnie będzie to pierwsze zetknięcie z piórem Pani Mazzeo. Postać Ireny Sendlerowej od dawna mnie fascynowała, ale nigdy nie miałam okazji dokładniej jej sobie przybliżyć, więc jak tylko zobaczyłam jej zapowiedź, wiedziałam, że jest to tytuł, z którym muszę się zapoznać. Mam nadzieję na dobrze przedstawioną dawkę historii! 


Autor: Tilar J. Mazzeo
Tytuł: Dzieci Sendlerowej
Tłumaczenie:
Data premiery: 11.03.2020
Wydawnictwo: Bez Fikcji
Liczba stron:
Gatunek: powieść historyczna

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.



marca 03, 2020

"Afrykański klucz" Iga Karst - zapowiedź

"Afrykański klucz" Iga Karst - zapowiedź


5 marca nakładem wydawnictwa Szara Godzina ukaże się drugi tom cyklu  Pensjonat Biały Dwór autorstwa Igi Karst pt. "Afrykański klucz". Pierwszy pt. "Zapach prawdy" ukazał się w roku 2018 i był nominowany do Nagrody Wielkiego Kalibru. Ja jeszcze nie miałam przyjemności czytać książek autorki, więc teraz, przy okazji tej premiery, mam w planach nadrobić obydwa tomy!

Znana lekarka specjalizująca się w medycynie tropikalnej, zaangażowana w projekt badawczy nad jadem węży, umiera w swoim mieszkaniu. Wszystkich zaskakuje informacja, że powodem jej śmierci wcale nie był rak, na którego chorowała. Podejrzenia o zabójstwo padają na jej córkę. Sprawę rozpracowuje komisarz Michał Orski.W obliczu oskarżeń, Magdalena prosi o pomoc koleżankę – mecenas Anitę Herbst. Obie wpadają na zaskakujący trop. Okazuje się, że przed śmiercią doktor Elżbieta Budzanowska interesowała się okolicznościami tragicznego wypadku, w którym przed trzydziestu laty zginął jej mąż. Niebawem wypływają nowe, sensacyjne fakty…Czy śmierć lekarki ma coś wspólnego z jej wyjazdami do Afryki?


Brzmi intrygująco, prawda?
Iga Karst debiutowała na rynku wydawniczym w 2005 roku w wieku zaledwie 19 lat. Razem z tą premierą, na swoim koncie ma już 10 powieści ( w tym 3 o przygodach Pana Samochodzika!). Ja z tym nazwiskiem zetknęłam się dopiero niedawno, gdy w oko wpadł mi właśnie "Zapach prawdy", nie miałam jednak kiedy sięgnąć po nią prywatnie. Teraz będę nadrabiać i już nie mogę się doczekać lektury!



Autor: Iga Karst
Tytuł: Afrykański klucz
Cykl: Pensjonat Biały Dwór, tom 2
Data premiery: 05.03.2020
Wydawnictwo: Szara Godzina
Liczba stron: 288
Gatunek: kryminał

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.



marca 02, 2020

"Wypocznij i zgiń" Marta Matyszczak

"Wypocznij i zgiń" Marta Matyszczak

Autor: Marta Matyszczak
Tytuł: Wypocznij i zgiń
Cykl: Kryminał pod psem, tom 7
Data premiery: 12.02.2020
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 304

Komedia kryminalna to jeden z moich ulubionych gatunków literackich. Mam w nim kilku autorów, po których sięgam bez zastanowienia, wiem, że nigdy mnie nie zawiodą, a zawsze dostarczą nie tylko inteligentną zagadkę kryminalną, ale i masę śmiechu. Marta Matyszczak zalicza się do tego grona, cykl „Kryminał pod psem” znam od samego początku i zawsze się przy nim dobrze bawię. Bohaterów cyklu: Różę, Szymona i kundelka Gucia znam już wręcz na wylot, to tacy moi książkowi przyjaciele 😊 Tym razem mogłam spędzić z nimi trochę więcej czasu, bo naraz czytałam dwa tomy – „Trupa w sanatorium” (recenzja klik!) oraz najnowsze „Wypocznij i zgiń”. I przyznam się, że nadal mi mało!

W „Wypocznij i zgiń” Szymon dostaje zlecenie na wytropienie mordercy w Szczawnicy. Po szybkim namyśle uznaje, że to świetny pomysł, w końcu od dawna chciał zaprosić Różę na narty! Tak więc zlecenie przyjmuje i całą trójką ruszają w polskie góry. Śnieg, śliczny pensjonat opłacony przez zleceniodawcę, narzeczona i ukochany pies przy boku – czego chcieć więcej? Teraz trzeba tylko zlecenie zrealizować... Zamordowany został jeden z okolicznych biznesmenów Mateusz Słowik. Jego ciało znaleziono pod wyciągiem narciarskim i właśnie z tego powodu właściciel wyciągu zatrudnił Szymona – w końcu to znany detektyw, a sprawę trzeba szybko rozwiązać, żeby nie odstraszyć turystów! Na policję Solański znowu nie ma co liczyć – sprawą zajmuje się komisarz Salamon, który daje Szymonowi wolną rękę – niech on znajdzie zabójcę, a komisarz po prostu dokona aresztowania... Czy Szymon i tym razem odnajdzie złoczyńcę? Razem z bezpośrednią i dosyć wścibską Różą i najlepszym na świecie psim detektywem Guciem na pewno się uda!

Książka składa się z prologu, 10 rozdziałów i epilogu. Każdy rozdział opatrzony jest cytatem z utworów Tuwima. Akcja powieści, podobnie jak w poprzednim tomie, toczy się dwutorowo – aktualnie oraz w 1927 roku. Narratorów również mamy czterech – w trzeciej osobie czasu przeszłego czytamy o Róży i Solańskim, w pierwszej osobie o Guciu oraz Jagodzie z 1927 roku. Dodatkowo każda wstawka z 1927 roku poprzedzana jest trzypunktowym kalendarium wydarzeń  z Polski. Styl narracji jest ciekawy, bogaty we wstawki humorystyczne, których głównym źródłem jest obserwacja otoczenia. Oczywiście humor znajdziemy też w dialogach, postaciach i sytuacjach.

Tak jak poprzedni tom okrzyknęłam najlepszym tomem serii (jak na razie!), tak przy tym tomie muszę ogłosić najlepszą okładkę serii! Każda książka z cyklu wydana jest bardzo starannie, zdobią je grafiki Ilony Gostyńskiej – Rymkiewicz, jednak tak bije pozostałe na głowę! Aż chciałoby się w okładkowej willi zamieszkać 😊

Ale wróćmy do treści książki. Jak wspomniałam narracja prowadzona jest dwutorowo, część historii toczy się w Szczawnicy w 1927 roku. Willa Martyna, w której aktualnie mieszkają nasi detektywi, była w tym czasie ostoją dla polskich artystów, tu przyjeżdżali na wypoczynek i naładowanie baterii. Odbywały się tam huczne wieczorki, a podczas jednego wydarzyło się coś bardzo niepokojącego... Całość tej dawnej historii przedstawiona jest z punktu widzenia dziewczyny, Jagody, która była służbą w tym pensjonacie. To dziewczyna z ambicjami, którą fascynuje literatura (w tym kryminały!), która chce się rozwijać i uciec ze Szczawnicy do Krakowa, by zdobyć edukację. Poprzez jej oczy obserwujemy życie w tej przyjemnej górskiej miejscowości, to jak się rozwija (pijalnie wód i turystyka), a także zachowanie tamtejszych bywalców (poczynania bogatych panów względem służek, szastanie pieniędzmi ze spadku itp.). Całość przedstawiona jest nie tylko przyjemnie, ale również bardzo ciekawie.

Jeśli chodzi o wątek z czasów współczesnych, to oczywiście prym wiodą tu nasi znani bohaterowie. Róża ogarnięta jest obsesją na punkcie ślubu, Szymon z kolei coś się do niego nie garnie... Oczywiście to powoduje nie mało stresów, nieporozumień i zabawnych sytuacji. Pomiędzy własnymi prywatnymi sprawami bohaterowie muszą rozwiązać zagadkę morderstwa, co do łatwych nie należy, bo tropów mają niewiele... Zagadka jest ciekawa, powiązana z dawnymi czasami, oczywiście sama na jej rozwiązanie nie wpadłam.

Książka ma bardzo przyjemny klimat, góry, śnieg, góralskie knajpki, grzańce, serniczki, narty itp. Czytało się to trochę jak opowieść o odległych krajach lub dawnych czasach – w końcu my w tym roku prawdziwej zimy nie doświadczyliśmy... Przynajmniej w ten sposób dostałam swoją dawkę śniegu 😉

Ogólnie, mimo że nadal poprzedni tom uważam za najlepszy, ten również czytało się bardzo przyjemne. Tak jak pisałam w poprzedniej recenzji, lubię kiedy akcja toczy się dwutorowo, gdy motywów zagadki trzeba szukać w dawnych czasach. Bohaterowie jak zawsze nie zawodzą, są pełni niespodzianek i świetnego humoru. Styl zabawny i uszczypliwy. No i piękna cudowna górska okolica i ta współczesna i tak z czasów międzywojennych. Jestem zadowolona i chcę więcej! Będę tęsknić za Różą, Szymonem i oczywiście cudownym Guciem!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu!

marca 01, 2020

"Trup w sanatorium" Marta Matyszczak

"Trup w sanatorium" Marta Matyszczak

Autor: Marta Matyszczak
Tytuł: Trup w sanatorium
Cykl: Kryminał pod psem, tom 6
Data premiery: 03.07.2019
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 320

Marta Matyszczak debiutowała w czerwcu 2017 roku pierwszym tomem serii „Kryminału pod psem” pt. „Tajemnicza śmierć Marianny Biel”. Do tej pory zdążyła już wydać kolejne 6 tomów, napisała też kilka opowiadań do polskich antologii, a także zajmuje się pisaniem scenariuszy fars teatralnych i gier typu Virtual Reality. Z zawodu dziennikarka, z pochodzenia Chorzowianka, kocha wszystkie czworonogi. Książkowy Gucio miał swój pierwowzór w rzeczywistości, którego co jakiś czas mogliśmy podglądać na profilu instagramowym autorki. Niestety właśnie w roku 2019 Gucio odszedł z naszego świata, jednak na zawsze pozostanie uwieczniony na kartach powieści.

W „Trupie w sanatorium” agencja detektywistyczna Solan, czyli Szymon, Róża i Gucio wybierają się na wakacje do Świnoujścia. Według Szymona mają spędzać czas aktywnie (biorą ze sobą rowery), według Róży i Gucia leżeć na plaży 😊 Jednak żaden z tych planów nie zostaje w całości zrealizowany, gdyż w pensjonacie – sanatorium Krecik, w którym zatrzymują się bohaterowie dochodzi do morderstwa! Starsza pani została otruta strychniną, po czym dla pewności utopiona w basenie solankowym. Kto zaczaił się na jej życie? Dlaczego? Dyrektor pensjonatu zatrudnia Szymona do rozwiązania zagadki. Równocześnie z nim sprawą zajmuje się policja... Może to za duże słowo – do śledztwa, przez braki w kadrach i okres urlopowy, zostaje oddelegowany nie kto inny jak ciapowaty aspirant Barański! Który z nich pierwszy znajdzie mordercę? 😊

Książka składa się z prologu, 10 rozdziałów i epilogu. Każdy z rozdziałów tytułowany jest cytatem z starych, polskich, PRL-owych piosenek. Akcja powieści toczy się dwutorowo – w czasach aktualnych oraz w 1977 roku. Narratorów jest czterech – Szymon i Róża przedstawieni są w narracji trzecioosobowej, a Gucio i Alicja (postać z 1977 roku) wypowiadają się w pierwszej osobie czasu przeszłego. Czasy aktualne i dawne przedstawione są naprzemiennie.

Styl powieści jest niepowtarzalny – nie znam żadnego innego autora piszącego podobnie jak Marta Matyszczak. Jej książki wpisują się w gatunek komedii kryminalnej, więc oczywiście humor musi być. I jest go faktycznie tutaj naprawdę sporo! Znajdziemy go w dialogach, w sytuacjach, w postaciach i w samych komentarzach narratora odnoście zastanej rzeczywistości. To humor taki trochę czarny, kąśliwy, naśmiewający się z naszej polskiej codzienności, oczywiście, jak to w komediach, jest dosyć przerysowany, ale nie sposób odmówić mu racji. Tu np. już na wstępie obrywa się Polskim Kolejom Państwowym, radiowym reklamom czy nadmorskim, polskim drożyzną w sezonie turystycznym, a nawet kapryśnej pogodzie! Znajdziemy tu też trochę o polskim czytelnictwie...
„Po prostu gdy nie było już w żadnej księgarni ani na Allegro pozycji, którą sobie umarzył, wypożyczał ją z najbliższej biblioteki. I nigdy nie oddawał. Sam się dziwię, że jeszcze nie siedzi za kratkami. Choć pewnie władze uznałyby, że czyn ma niską szkodliwość społeczną, bo kto w tym narodzie czyta? Chyba tylko ci nawiedzeńcy okupujący dwa razu do roku tragi książki w Krakowie i Warszawie. Reszta, jakby jej pokazać książkę, próbowałaby ją podłożyć pod nogę od stołu, żeby się nie kolebał. Przynajmniej takie wnioski płynęły ze sporządzanych raz na dwanaście miesięcy statystyk.”
Na szczęście autorka wie gdzie kończy się granica dobrego humoru, a zaczyna nieśmieszna przesada, i ewidentnie mocno się jej trzyma. Jest zabawnie, czytelnik razem z bohaterami może pośmiać się z przywar naszej codziennej polskiej rzeczywistości.

A co z bohaterami? Oczywiście prym wiodą tu Szymon Solański, Róża Kwiatkowska i Gucio – dobrze znamy ich z poprzednich tomów. Szymon to były policjant, teraz prywatny detektyw, wysoki, szczupły i gapowaty. Róża to dziennikarka (aktualnie w stanie spoczynku), konkretna baba, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Ta dwójka w końcu w tym tomie decyduje się na związek, stąd wspólne pierwsze wakacje, jednak jak to z nimi zawsze bywa, nic nie idzie tak jak powinno, a oni mają ciężko z dogadaniem się nawzajem. Gucio za to kocha ich obydwoje, obserwuje ich zachowania swoim psim okiem i nie szczędzi komentarzy. To też najmądrzejszy pies świata, świetny detektyw!
Jak wspomniałam przy opisie, zjawia się tutaj też znany aspirant Barański, z którego raczej kiepski policjant, nie mówiąc już o detektywie... Jego postać wnosi wiele humoru w fabułę.
Jest też kilku bohaterów, którzy pojawiają się tylko w tym tomie – najważniejsza z nich jest Alicja, która opowiada o swoim pobycie w Świnoujściu w 1977 roku, kiedy również doszło tam do morderstwa... A może po prostu nieszczęśliwego wypadku? Tak twierdziła milicja.

Jeśli chodzi o samą kryminalną zagadkę, to na pewno jest zaskakująca. Podobało mi się, że autorka splotła ze sobą dwa czasy, że umieściła historię nad morzem w czasie trwania festiwalu FAMA, przez co na pewno książka zyskała na atrakcyjności. Dodatkowo przewija się tu też temat komunistycznej inwigilacji, który, jak na wstępie podkreśla autorka, oparty jest na faktycznych aktach sprawy inwigilacyjnej o kryptonimie KABARETON.

Ogólnie, jestem z lektury bardzo zadowolona. Muszę przyznać, że zdążyłam się już stęsknić za bohaterami serii, więc miło było znowu się z nimi spotkać i pochylić nad ciekawą sprawą kryminalną. Autorka jest w naprawdę dobrej pisarskiej formie, nie mam się tu za bardzo do czego przyczepić, humor był naprawdę trafiony w punkt! Zabawnie, zgryźliwie, ale bez przesady. Bardzo lubię wszystkie tomy serii, które są, że tak powiem, wyjazdowe (nie dzieją się w Chorzowie, na Śląsku), a ten myślę, że w mojej pamięci zapisze się szczególnie. Lubię książki, które dzieją się nad morzem, lubię dwutorową akcję, przedstawioną z punktu widzenia kilku bohaterów z inteligentną i wciągającą zagadką kryminalną i lubię się śmiać! Czego chcieć więcej? Poprawa humoru gwarantowana!

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu!