sierpnia 18, 2021

Kilka pytań do... Katarzyny Puzyńskiej, autorki cyklu "Lipowo"

Kilka pytań do... Katarzyny Puzyńskiej, autorki cyklu "Lipowo"
Czy według autorki można serię "Lipowo" czytać nie zachowując chronologicznej kolejności, kiedy powstaje tytuł książki, dlaczego do fikcyjnego Lipowa też zawitała pandemia, co Puzyńską łączy z Marią Podgórską i ile jest jej w nowej postaci pisarki Malwiny oraz jak wyglądają jej dalsze pisarskie plany?
Zapraszam na rozmowę z autorką!


Katarzyna Puzyńska notka biograficzna:
Z wykształcenia psycholog. Przez kilka lat pracowała jako nauczyciel akademicki na wydziale psychologii. Teraz całkowicie skupiła się na swojej największej pasji, czyli pisaniu. W wolnych chwilach biega i zajmuje się swoim czworonożnym stadem - psami, kotem i końmi. Uwielbia Skandynawię i Hiszpanię. Kocha muzykę rockową, zwłaszcza punk i metal. Mówi się, że jest najbardziej wytatuowaną polską pisarką. Od lat jest weganką.
Debiutowała doskonale przyjętą książką "Motylek", która rozpoczęła serię o policjantach ze wsi Lipowo. Puzyńska jest też autorką książek non-fiction "Policjanci. Ulica" i "Policjanci. Bez munduru", w których razem ze swoimi rozmówcami przedstawia służbę funkcjonariuszy Policji od zupełnie innej strony, niż miało to dotychczas miejsce w literaturze.
W 2019 roku wspólnie z Fundacją wydawnictwa Prószyński i S-ka przeprowadziła z sukcesem I charytatywną akcję #NIEBIESKIM, z której dochód został przekazany Fundacji Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach.


Kryminał na talerzu: Pięć tygodni temu na naszym rynku książki swoją premierę miał trzynasty tom serii „Lipowo”, która jest chyba jedną z najpopularniejszych serii kryminalnych w naszym kraju. Jaki uczucia towarzyszą Pani w tym momencie? Odczuwa Pani jeszcze ciągle jakiś stres związany z premierą czy jest Pani pewna, żeby fani na pewno zareagują na „Martwca” pozytywnie? Ja na przykład sięgając po lekturę tomu trzynastego, kiedy dwanaście już za mną, byłam pewna, że i ten mnie zadowoli 😊

Katarzyna Puzyńska: Nigdy nie wiem, czy książka się spodoba. Oczywiście zawsze mam taką nadzieję, ale zawsze czekam w niepokoju. Tę część polubiłam jeszcze w trakcie pisania (często dzieje się to dopiero po zakończeniu), więc tym bardziej zależało mi, żeby spodobała się Czytelnikom. Bardzo się cieszę z pozytywnych opinii. Książki są dla pisarzy, a przynajmniej dla mnie, jak dzieci. Jesteśmy z nimi emocjonalnie związani. W końcu nad tekstem siedzi się bardzo długo. Dlatego niepokój zawsze jest.


W poprzednim pytaniu czytelników serii określiłam jako fanów, ale sama niedawno stwierdziłam, że „Martwiec” da się czytać osobno, bez znajomości tomów poprzednich, czego przy niektórych z wcześniejszych raczej bym nie polecała. Jest więc taka możliwość, że ktoś skusi się na pierwszy kontakt z Lipowem właśnie od tego tomu. Zastanawiam się jak odbiera to autor – poleca Pani czytać Lipowo od początku, od samego „Motylka” (tom pierwszy) czy nieważne od którego tomu ktoś zacznie, ważne, żeby po książkę sięgnął? 😊

Zawsze staram się pisać te książki tak, żeby można było dołączyć w każdym momencie sagi. Tak więc tak naprawdę zależy to od Czytelnika. Jeśli ktoś lubi śledzić prywatne losy bohaterów - to warto czytać od początku (żeby samemu nie robić sobie spoilerów). Ale jeżeli ktoś jest raczej skupiony na historiach kryminalnych, to może sięgnąć po dowolny tom i od niego zacząć. Historie kryminalne zamykają się w pojedynczych książkach.


W Pani książkach zawsze fascynują mnie ich tytuły. Teraz „Martwiec”, wcześniej „Śreżoga”, „Pokrzyk” czy „Łaskun”. Skąd czerpie Pani inspiracje do tak wymyślnych nazw? I co jest pierwsze, pomysł na fabułę czy tytuł książki?

Lubię dziwne, mniej popularne słowa 😊 Być może dlatego zawsze zwracam na nie uwagę. Mogą stanowić inspirację do całej fabuły - trochę tak było z Martwcem. Mogą też pojawić się na samym końcu pracy. Nie ma tu reguły. Choć częściej chyba tytuł nadaję przy końcu, kiedy wiem już, jaki książka ma kształt.


„Martwiec” jest Pani najkrótszym tomem w tej serii (520 stron). Podczas 5. Zlotu w Lipowie zdradziła nam Pani, że chciała się Pani sprawdzić w krótszej wersji kryminału. Jak wrażenia? Pisało się łatwiej czy trudniej niż te bardziej rozbudowane tomy liczące po 800 stron?

Łatwiej 😊 Pisząc grubą książkę, naprawdę dużo jest do ogarnięcia. Tak naprawdę jednak wszystko zależy od historii. Musi mi się układać w całość, muszę być z niej zadowolona. Czasem dzieje się to na pięćsetnej stronie, czasem dopiero trzysta stron dalej. Kończę, kiedy czuję satysfakcję. 


To teraz pomówmy chwilę o postaciach. Od „Śreżogi” (tom 12.) w Lipowie zamieszkała nowa bohaterka – pisarka Malwina, która chyba większości czytelników od razu w jakiś sposób kojarzy się z Panią. Czy faktycznie to właśnie Malwina ma z Pani najwięcej? Czy może którąś z innych postaci została obdarowana większą ilością Pani cech?

Wiele z postaci dostało po trochu moich cech lub przeżyć. Czasem są to sprawy dość łatwe do zauważenia, czasem ukryte. Malwina puszcza trochę oko do Czytelnika, bo ciągle byłam porównywana do Weroniki. A Weronika to postać, którą niezbyt lubię 😉


Wraz z pojawieniem się Malwiny, bohaterki z Lipowa stworzyły nieformalną grupę detektywek. Czy możemy się spodziewać, że w kolejnych tomach też będą prowadzić własne prywatne śledztwa? Zostaną z nami w tej formie na dłużej?

Nic nie mogę zdradzić 😊 


W „Martwcu”, którego część fabuły toczy się pod koniec 2020 roku, zdecydowała się Pani ukazać rzeczywistość, taką jaką my wtedy przeżywaliśmy – zamknięcie, pandemia, ciągle maseczki na twarzach, strach w kontaktach z obcymi. Muszę przyznać, że jestem pełna podziwu, że się Pani na to zdecydowała, bo wiem, że wielu autorów unika wspominania pandemii w swoich powieściach, gdyż twierdzą, że czytelnicy nie chcą, by im o czymś takim przypominać. Skąd więc u Pani taka decyzja?

Powieści o Lipowie to fikcja literacka. Przedstawiają jednak naszą rzeczywistość. Jak mogłabym nie wspomnieć o czymś tak trudnym do przeoczenia, jak pandemia? 😉Wpłynęła ona przecież na funkcjonowanie nas wszystkich - moich bohaterów też.


To jeszcze jedno pytanie w związku z pandemią – fabuła „Martwca” toczy się w malutkiej miejscowości Rarogi, gdzie na co dzień żyje raptem pięć rodzin, jest to więc mocno zamknięte społeczeństwo. Czy pomysł na osadzenie akcji w tak odosobnionym i opuszczonym miejscu podyktowany był pandemią? W końcu w Rarogach mieszkańcy aż tak pandemicznych obostrzeń nie odczuli jak mieszkańcy dużego miasta.

Nie, to akurat moja miłość to opowieści kryminalnych (i innych gatunków) osadzonych w małej społeczności. Nie ma to związku z pandemią. Takie miejsca stwarzają wiele możliwości - teoretycznie wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich. Ale czy na pewno? Atmosfera aż buzuje od skrywanych sekretów. Czego chcieć więcej? (oczywiście jako autor kryminałów 😉)


Teraz pomówmy krótko o tematach ogólnych związanych z Pani pracą pisarza. Jak wygląda Pani typowy, zwyczajny dzień?

Mój typowy dzień pracy można - w nieco żartobliwej formie - obejrzeć na moim kanale na YouTube (nazwa kanału: puzynska). Generalnie większość dnia zajmuje mi praca 😊 Przerwy mam tylko na spacer z psami i bieganie. Dlatego teraz cieszę się z kilku chwil wolnego. Bardzo długo na nie czekałam.


Co w procesie powstawania książki i jej publikacji lubi Pani najbardziej, a co najmniej?

Uwielbiam moją pracę. Czasem oczywiście jestem zmęczona - pracuję po kilkanaście godzin dziennie, więc to zrozumiałe. Generalnie jednak nie ma, na co narzekać. Robię to, co kocham.


Jak długo mniej więcej zajmuje Pani stworzenie jednej powieści?

Nie ma reguły. Jeżeli miałabym szukać jakiegoś średniego przedziału czasowego, to jest to od pół roku do roku. Czasem więcej, czasem mniej. Czasem myślę już o kolejnej książce, kiedy pracuję jeszcze nad poprzednią, więc ciężko określić, kiedy ta praca się zaczyna. Granice są płynne. Dlatego też trudno określić, ile to zajmuje.


Czy przed rozpoczęciem pisania ma już Pani dokładnie wszystko zaplanowane czy część wątków pojawia się spontanicznie?

Zapraszam jeszcze raz na mojego YouTube 😊 Tam znajdują się również filmiki, pokazujące mój proces twórczy. W skrócie powiem, że ja zawsze pracuję z planem. Chyba większość autorów kryminałów tak robi, bo to specyficzny gatunek. Bardzo logiczny. Każda kolejna scena wynika z poprzedniej. Żeby to "ogarnąć", łatwiej najpierw stworzyć plan, a dopiero później zasiąść do zapisu.


Nie mogę też nie spytać o dalsze plany nad serią. Jak wyglądają? Ma już Pani pomysły na dalsze części? Czy prace nad tomem czternastym już trwają?

Nie mogę nic zdradzić. Na razie powiem tylko, że niedawno napisałam kolejną książkę. Nie będzie to Lipowo i nie będzie to... kryminał 😊 


To na koniec trochę bardziej prywatnych pytań. Jaki jest Pani ulubiony sposób na relaks?

Bieganie i spacery z psami 😊 Oprócz tego słuchanie muzyki.


Największe marzenie podróżnicze?

Skandynawia 😊 Uwielbiam tamtejszą przyrodę. Choć na podróże przyjdzie chyba czas dopiero na emeryturze.


Jak wygląda Pani biblioteczka? Czego, jakich gatunków, autorów znajdziemy tam najwięcej?

Najbardziej kocham kryminał i fantasy.


Pani gust muzyczny wszyscy dobrze znamy, ale czy ogląda Pani seriale, filmy? Coś dobrego może nam Pani polecić?

Jest dużo fantastycznych seriali i filmów. Ciężko byłoby wymienić wszystkie. Na pewno jednym z moich najbardziej ukochanych jest Stranger Things. Pełne odniesień do innych dzieł popkultury. Poza tym, jak tu nie lubić tych bohaterów? 😊 Niezbyt często oglądam seriale kryminalne (choć czasem mi się zdarza - True Detective, Sposób na morderstwo). Chyba mam przesyt tej tematyki w pracy.


I ostatnie, obowiązkowe pytanie na moim blogu. Co najbardziej lubi Pani jeść?

Jestem weganką - więc po pierwsze są to rzeczy bez produktów pochodzenia zwierzęcego 😊 Nie mam szczególnie ulubionego dania, jeżeli mam być szczera. Nie jestem smakoszem. Jedzenie ma dla mnie znaczenie drugorzędne. Choć lubię karmić innych - zwłaszcza robić dla nich ciasta. W tym przypominam Marię Podgórską. 😉


Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!

sierpnia 17, 2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" Piotr Borlik - zapowiedź

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" Piotr Borlik - zapowiedź
W sierpniu wydawnictwa tempa jednak nie obniżają i dalej zasypują nas ciekawymi premierami! Dokładnie za tydzień 24 sierpnia na rynku wydawniczym oficjalnie pojawi się nowa książka Piotra Borlika pt. "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Autor zapowiada, że tym razem jest to coś innego, coś, z czym nie sądził, że kiedyś się zmierzy. Zaintrygowani?

Tajemnicze wzgórze, na którym trzy wiekowe dęby nie pozwalają rosnąć innym drzewom. Tajemnicza rodzina, w której w każdym pokoleniu tylko najstarsi synowie płodzą męskich potomków, zawsze trzech.
Tajemnicze morderstwo, o którym nikt nie chce mówić.
Prywatny detektyw Hubert Czarny dostaje zlecenie wyjaśnienia zbrodni, do której doszło w rezydencji rodziny Potockich. Już po pierwszych rozmowach z mieszkańcami dochodzi do wniosku, że nikomu nie zależy na znalezieniu mordercy, w dodatku każdy miał motyw i sposobność, by zabić. Pozostawiony sam sobie, Czarny bada skomplikowane relacje w ekscentrycznej rodzinie, prowadzące go w stronę sięgającej dziesięć pokoleń wstecz klątwy.

Książka oparta jest na zasadach klasycznego kryminału, gdzie większość akcji rozgrywa się w jednym miejscu. Borlik zdradził już też, że główny bohater jest najsympatyczniejszą postacią jaką kiedykolwiek wykreował, a Wydawnictwo napisało mi po prostu, że książka mnie zaskoczy. Już się cieszę! Lubię, gdy Borlik próbuje czegoś nowego 😊 Na pewno to tytuł, któremu nie dam długo czekać w kolejce! 
A Wy?  😊 

Autor: Piotr Borlik
Tytuł: Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów
Data premiery: 24.08.2021
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 456
Gatunek: kryminał


Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.




sierpnia 12, 2021

"Zamach" Maciej Liziniewicz - zapowiedź patronacka

"Zamach" Maciej Liziniewicz - zapowiedź patronacka
 
1 września to w tym roku data nie tylko powrotu do szkoły - to środa premierowa. Już teraz wydawnictwa zasypują nas kolejnymi ciekawymi propozycjami na ten dzień, a jak chcę zwrócić Waszą uwagę szczególnie na jedną z nich. Mowa o "Zamachu" Macieja Liziniewicza, autora cyklu historyczno-fantastycznego o Żegocie Nadolskim, który jest wysoko oceniany przez fanów gatunku. "Zamach" jednak to coś innego - to debiut kryminalny autora, a dokładnie jest to thriller polityczny. Książka ukaże się pod patronatem mojego bloga.

W grudniowe przedpołudnie na rynku w Wadowicach dochodzi do zamachu terrorystycznego, w którym ginie kilkanaście osób. Gdyby nie przypadkowy bohater, ofiar mogłoby być dużo więcej. Dla polskich służb rozpoczyna się wyścig z czasem. Kto stoi za zamachem? Czy należy się spodziewać kolejnych ataków? Oficerowie ABW szukający odpowiedzi na te pytania muszą się zmierzyć z nieznanym wrogiem, ale też z zagmatwanym światem polityki i walki o władzę. Nie spodziewają się, że wydarzenia kilku przedświątecznych dni zdecydują o czymś więcej niż tylko o ich karierach.


Zdziwieni gatunkiem? Sama naprawdę rzadko sięgam po książki, w których są jakiekolwiek wątki polityczne, więc sama tym bardziej byłam zdziwiona, że ten tytuł zrobił na mnie takie wrażenie! Autor wie jak utrzymać w czytelniku napięcie, więc jeśli będziecie siadać do lektury, to na pewno zarezerwujcie kilka wolnych godzin. To książka, którą naprawdę ciężko odłożyć! Wątki polityczne oczywiście są, ale przedstawione na tyle prosto, że nie sposób się w nich pogubić czy czegoś nie zrozumieć, są napisane sprawnie i ciekawie. Kiedy Kryminał na talerzu patronuje thrillerowi politycznego, to znak, że jest to ciekawa książka! Mam nadzieję, że tyle wystarczy, byście wpisali ją na swoją czytelniczą listę  😊 


Autor: Maciej Liziniewicz
Tytuł: Zamach
Data premiery: 01.09.2021
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 304
Gatunek: thriller polityczny

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.

sierpnia 11, 2021

"Winni jesteśmy wszyscy" Bartosz Szczygielski

"Winni jesteśmy wszyscy" Bartosz Szczygielski

 

Autor: Bartosz Szczygielski
Tytuł: Winni jesteśmy wszyscy
Data premiery: 27.01.2021
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 392
Gatunek: thriller psychologiczny / kryminał
 
Bartosz Szczygielski na polskim rynku książki pojawił się pięć lat temu z pierwszym tomem trylogii kryminalnej o policjancie Gabrielu Bysiu pt. „Aorta”. Moja pierwsza styczność z jego piórem miała miejsce trzy lata później, gdy na rynku ukazał się tom kończący ten cykl, więc z całością mogłam zapoznać się od razu. (recenzja – klik!) Historia zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, więc i autor od razu wskoczył na listę tych, których kolejnych książek wypatruję z niecierpliwością. Od tego czasu na rynku pojawiły się kolejne jego trzy tytuły (dla dorosłego czytelnika), tym razem jednak gatunkowo są to thrillery. „Winni jesteśmy wszyscy” to środkowy z nich.
 
Jest to historia Konrada Łazara, trzydziestokilkulatka, który na co dzień zajmuje się wywiadem białym, czyli zdobywaniem informacji o klientach z ogólnodostępnych źródeł. Jeszcze pół roku temu jego życie toczyło się zwyczajnym rytmem. Zmienił to jeden piątkowy wieczór, podczas którego w jego pracy pojawił się zamachowiec i raniąc kilka osób ostatecznie zabił siebie. Dlaczego to zrobił? I dlaczego to właśnie do Konrada strzelał w pierwszej kolejności? Konrad od tego czasu walczy z poczuciem winy, a te uczucie zmusza go do zadośćuczyniania innym – matce jednej ze zranionych kobiet pomaga finansowo, a ojcu drugiej, która właśnie odebrała sobie życie, obiecuje pomóc w czym tylko będzie umiał. Ten prosi go, by odkrył zagadkę śmierci córki, bo jest pewny, że nie zrobiła tego sama. Mówi też coś, co i w Konradzie wzbudza wątpliwości, więc ostatecznie mężczyzna zgadza się pomóc. Co odkryje? Czy faktycznie Ewelina zginęła w inny sposób niż myśleli? Dlaczego, co odkryła przed swoją śmiercią? I czy jest to w jakiś sposób powiązane z wydarzeniami sprzed pół roku?
 
Książka składa się z wstępu opisującego wydarzenia sprzed pół roku i części właściwej. Ta podzielona jest na dni śledztwa, najpierw z punktu widzenia Konrada, później pomagającej mu policjantki oraz na rozdziały końcowe zatytułowane „zmierzch”, „świt” i „noc”. Każdy z tych rozdziałów określony jest dokładną godziną wydarzeń, przez co cały czas czuje się z jaką skrupulatnością każdy detal jest tu oddany. Narracja prowadzona jest trzeciej osobie czasu przeszłego z punktu widzenia Konrada i Agnieszki policjantki. Styl powieści jest naprawdę dobry i od razu czuć, że jest to pióro Szczygielskiego – jest duszno, mrocznie, uwagi bohaterów bywają ironiczne, podszyte czarnym humorem, a i też od czasu do czasu nawiązują do filmów, muzyki i literatury.
 
Początek książki jest naprawdę mocny. Autor opisuje wieczór, w którym doszło do tragedii w sposób przejmujący, szokujący i wstrząsający. Tak samo jest z uczuciami Konrada, które poznajemy już te wspomniane pół roku później. To jak autor wszedł z głowę takiej postaci, która choć nie powinna, to jednak cały czas się obwinia, czuje, że ta ogromna tragedia kilku rodzin, to jego wina i musi za nią odpokutować, robi naprawdę ogromne wrażenie. Ja czytając te fragmenty cały czas miałam ściśnięte gardło.
 
Później robi się już bardziej kryminalnie. Konrad, razem z plączącą się mu pod nogami policjantką, prowadzi śledztwo dotyczące śmierci Eweliny. Dużo jest to zwrotów akcji, twistów, których nie da się przewidzieć. Postać Konrada jednak cały czas pozostaje ludzka, pełna wad i skora do popełniania błędów. To naprawdę dobry zabieg, bo bohater nie wydaje się żadnym supermanem, a i nie jest naiwny na tyle, by jakoś raziło to w oczy. To naprawdę świetnie oddana, wyważona i inteligentnie opisana postać.
 
Intryga kryminalna poprowadzona jest równie dobrze i prowadzi do tematów mrocznych i trudnych. Odsłania grzechy świata, które są, ale niewidoczne w życiu codziennym. To historia o krzywdach, o których się nie mówi, o traumach, które zostają na całe życie. Zagadka kryminalna jest mocno poplątana i choć nie mogę odmówić jej naprawdę dobrego rozpisania, to jakoś końcówka nie zrobiła na mnie aż takiego dużego wrażenia, jak przypuszczałam, że zrobi, wnioskując po całej historii. Może jest to efekt mojego lekkiego przesytu gatunku, a może ilości nagromadzonych na końcu wątków.
 
Ogólnie jednak książkę czytałam z dużą przyjemnością. Kreacja głównego bohatera oddana jest rewelacyjnie, to człowiek z krwi i kości. Całość aż buzuje od emocji i gniewnych, pełnych winy uczuć. Akcja jest dobrze przemyślana, skrupulatnie i bardzo inteligentnie rozpisana, a częste twisty akcji cały czas zmieniają całościowe postrzeganie historii. Według mnie to sprytne połączenie thrillera z kryminałem, które czytałam z dużą przyjemnością.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona Kryminału!

 Książka dostępna jest też w abonamencie 

sierpnia 11, 2021

"Matnia" Przemysław Piotrowski - recenzja premierowa

"Matnia" Przemysław Piotrowski - recenzja premierowa

 

Autor: Przemysław Piotrowski
Tytuł: Matnia
Data premiery: 11.08.2021
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 400
Gatunek: thriller
 
Wygląda na to, że Przemysław Piotrowski jest jednym z tych autorów, którzy nie trzymają się jednego gatunku, a chętnie eksperymentują. Na swoim koncie ma już thriller historyczny, sensację, political fiction, kryminał i thriller psychologiczny. „Matni”, jego dziewiątej powieści, chyba najbliżej do tego ostatniego określenia, choć nie jest ono tak całkiem trafne, gdyż znalazłam w niej też elementy literatury grozy, a i małe ślady kryminału.
 
„Matnia” to historia trzydziestokilkuletniej Zuzy, którą poznajemy w sierpniu. Od kilku tygodniu tworzy szczęśliwy związek z Markiem, mężczyzną, który jest od niej około dziesięciu lat starszy. Marek wydaje się mężczyzną idealnym – dba o Zuzę, zarabia wystarczająco, by ona nie musiała pracować, właśnie odnawia domek na wsi, do którego mają się niedługo przeprowadzić. A co najważniejsze – zaakceptował to, że kobieta od czterech miesięcy jest w ciąży bliźniaczej i nawet wydaje się, że się z tego cieszy. Zuza wiele w życiu przeszła, całkiem niedawno przeżyła największe rozczarowanie życia, więc ciężko jest jej uwierzyć we własne szczęście. Czy to możliwe, że dane jej było w końcu spotkać księcia na białym koniu? Który zadba o nią i jej dzieci i stworzy razem z nimi naprawdę szczęśliwą rodzinę? Z początku na to wygląda, jednak sytuacja zmienia się, gdy przeprowadzają się do wioski Toporzyce nad jeziorem Wiedźmie, a Marek na kilka tygodniu musi wyjechać do pracy i zostawić Zuzę samą w głuszy… Czy kobieta na pewno jest tam bezpieczna?
 
Książka składa się z prologu, 38 rozdziałów i epilogu. Każdy z rozdziałów opatrzony jest datą, wydarzenia toczą się od sierpnia do grudnia. Narracja prowadzona jest przez Zuzę w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, przez co wydarzenia poznajemy tylko i wyłącznie z jej punktu widzenia, za to bogato okraszone jej odczuciami, przemyśleniami i emocjami. Styl powieści jest prosty i płynny, choć kilka razy wyłapałam kilka zbędnych powtórzeń informacji, o którym pisane było dosłownie kilka stron wcześniej. Na pewno warto też podkreślić, że przedstawienie narracji kobiecej, kiedy autorem jest mężczyzna, na pewno było wyzwaniem – ogólnie autor sprawdził się tu dobrze, choć kilka razy zdarzyło mi się pomyśleć, że kobiety chyba nie do końca myślą w ten sposób – odczułam to na przykład w momencie, gdy bohaterka opisywała swój wygląd. Te wrażenie jednak odniosłam naprawdę tylko kilka mało istotnych razy, więc nie jest to coś, co rażąco wpłynęłoby na ocenę całości. Ogólnie książkę czyta się naprawdę dobrze.
 
Według mnie w tej historii najważniejszy jest klimat. Domek, do którego przeprowadza się Zuza, stoi w środku lasu, na skraju jeziora. Dookoła tylko drzewa i małe żyjątka, choć i zdarzają się też te większe jak na przykład dziki. Czy może być coś przyjemniejszego niż wypicie porannej kawy na tarasie patrząc na jezioro i czując cudowny zapach lasu? Sytuacja zmienia się jednak nocą, kiedy las już nie wygląda tak przyjaźnie, a dom jako jedyne jasne miejsce, wydaje się przyciągać wszystko wokoło. Czy kobieta w ciąży faktycznie może czuć się w takim miejscu bezpiecznie? Miejscu jej nieznany, bo choć to jej dom, to przecież dopiero się tam wprowadziła i ciągle towarzyszy jej wrażenie, że ktoś w ciemnością ją obserwuje…
 
Sporo do klimatu wnosi też okoliczna wioska, której mieszkańcy odbiegają od tego, co widzimy w serialach telewizyjnych. Tu czuć wrogość, a patologia szczerzy się co najmniej w co drugim domu… Po przyjeździe Zuzy tak naprawdę wioska wygląda na wymarłą, nikt z nią nie rozmawia, ludzie chowają się za firankami, a kiedy dziewczyna próbuje nawiązać kontakt, okazują wrogość. Dlaczego? Czy to po prostu niechęć do miastowych czy kryje się za tym coś więcej?
 
Co do samej bohaterki, to myślę, że oddana jest całkiem zgrabnie. Może jej decyzje czasami nie wydają się w pełni racjonalne, a zachowanie jest czasem albo naiwne, albo przesadzone, ale myślę, że takie wahania można wytłumaczyć szalejącymi w ciele bohaterki hormonami. Zuza to dziewczyna, która z jednej strony pragnie szczęścia, z drugiej nie może w nie uwierzyć, boi się. Bo kiedy przez całe życie los rzuca pod nogi kłody, to czy tak nagle wszystko może się zmienić? Ale dlaczego by tego szczęścia nie przyjąć, zamiast cały czas je kwestionować? Przecież każdy ma prawo być szczęśliwym. Zuza jest cicha i spokojna, raczej ciężko jej nawiązywać nowe znajomości, co na pewno też jej nie pomaga w nowym miejscu.
Jej przeciwieństwem jest Agata, przyjaciółka, wręcz siostra, z którą znają się od najmłodszych lat. Agata zawsze wie co powiedzieć, jest dosyć narwana i zawsze stawia na swoim. To jej odwiedziny dodają Zuzie odwagi i pomagają trzymać się w ryzach, a z drugiej strony wzbudzają też większy niepokój – Agata też zaczyna myśleć, że z tym miejscem może być coś nie tak…
 
W książce znajdziemy więc świetny klimat małej miejscowości położonej w pięknym miejscu, w otoczeniu lasu i jeziora. Klimat jest jednak niepokojący, bo w kontraście do spokoju natury, wioska wydaje się dosyć mroczna, groźna i trochę opuszczona. Intryga kryminalna snuje się powoli, na pierwszy plan wysuwają się coraz to bardziej niespokojne myśli bohaterki. Finał i temat, który porusza jest tak po ludzku przerażający, jednak nie specjalnie zaskakujący – autor w międzyczasie podrzuca nam kilka tropów, po których czytelnik sam jest w stanie domyśleć się zakończenia. Ogólnie podobało mi się to powolne budowanie klimatu niepokoju i świetne miejsce akcji. Lubię historie osadzone w takich małych zamkniętych społecznościach, gdzie od początku wyczuwa się, że coś jest nie całkiem w porządku. Całość czytało się dobrze, choć trochę żałuję, że zakończenie nie wywołało we mnie większych emocji. Mimo wszystko to i tak dobra, klimatyczna lektura, która skupia się raczej na budowaniu napięcia, niż na zaskakujących zwrotach akcji.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca!

sierpnia 09, 2021

"Dama z blizną" Izabela Szylko

"Dama z blizną" Izabela Szylko

 

Autor: Izabela Szylko
Tytuł: Dama z blizną
Data premiery: 10.06.2021
Wydawnictwo: Studio O’Rety
Liczba stron: 314
Gatunek: thriller psychologiczny / kryminał
 
Izabela Szylko to nie tylko autorka powieści, ale dziennikarka i producentka. Swoje teksty publikowała w takich magazynach jak „Film” i „Kino”, pisze scenariusze i organizuje wykłady podstaw pisania. Literacko debiutowała w 2007 roku książką „Madonna z hiacyntem”, a ja znam ją z jej trzeciej powieści, komedii kryminalnej pt. „Szpilki za milion”. Teraz, przy okazji premiery jej czwartej książki pt. „Damy z blizną”, właśnie ze względu na dobre wspomnienia jej poprzedniego tytułu, zdecydowałam się dać nowej książce szansę, mimo opisu, który sugerował powieść osadzoną mocno w środowisku polityczny.
„Dama z blizną” wydana została prze Studio O’Rety, które jest własnością pisarki.
 
Fabuła powieści toczy się w Warszawie, w czasie gdy grasuje tam seryjny morderca zwany Ogrodnikiem. Komisarz Hardy z świeżo przydzieloną mu profilerką zjawiają się na miejscu znalezienia trzeciej ofiary. To młoda dziewczyna, śliczna blondynka, której ciało ułożone zostało na mchu w lesie i obsypane biało-czerwonymi płatkami róż. Morderca przed śmiercią dręczy swoje ofiary, tnie i gwałci, by finalnie zakończyć ich żywot podcięciem gardła. Z tą ofiarą nie było inaczej. Tym razem jednak moment podrzucenia ciała ktoś widział – ornitolog, który obserwował nocne życie sów. Czy dzięki niemu uda się zlokalizować mordercę?
W tym samym czasie morderca przygląda się swojej czwartej ofierze – to Adela Dobosz, żona Marka Dobosza, który właśnie startuje w kampanii prezydenckiej. Ogrodnik ma wprawę w tropieniu ofiar, nikt nie wie, że już zastawił swoje sidła. Czy policji uda się go złapać zanim skrzywdzi Adelę? Jak jego poczynania wpłyną na dalsze życie Adeli i jej męża?
 
Książka podzielona jest na trzy części, w całości składa się z 85 rozdziałów. Narracja prowadzona jest trzeciej osobie czasu przeszłego w pierwszych dwóch częściach, obserwuje głównie Adelę, jej męża i komisarza Hardego. W części trzeciej narratorką jest już tylko Adela, która przedstawia wydarzenia z własnego punktu widzenia w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego. Styl powieści jest bardzo przyjemny, czasami trochę potoczny, ale to dodaje lekturze tylko i wyłącznie lekkości. Dialogi są żywe, dynamiczne, postaciom zdarza się przekląć, ale wszystko z umiarem – nic tu w oczy nie razi.
 
Muszę przyznać, że tytuł ten mocno mnie zaskoczył. Czytelnik głównie obserwuje małżeństwo Doboszów, jak cała sytuacja z Ogrodnikiem na nich wpływa. Marek to dobry mężczyzna o mocno konserwatywnych poglądach, jednak na tyle charyzmatyczny, że szybko zjednuje sobie polskie społeczeństwo. Adela z kolei ma stać w jego cieniu, wspierać go i pomagać mu w karierze. Sama opiekuje się domem, gotuje i pracuje we własnej kancelarii notarialnej. Teraz ich życie przewraca się do góry nogami. Czy uda im się w tym zamieszaniu dotrzeć do celu? Czy próba okaże się za trudna? A może to sam cel w takiej sytuacji powinien się zmienić?
 
„Dama z blizną” to kolejna z tych książek, o których fabule im mniej się opowiada, tym lepiej. Intryga kryminalna jest naprawdę zaskakująca, wymyka się schematom i tym, co dobrze znamy. Jest tu kilka dobrze przemyślanych zwrotów akcji – każdy jeden był dla mnie niespodziewany. Co prawda samego zakończenia po jakimś czasie się domyśliłam, ale kompletnie nie pozbawiło mnie to przyjemności czytania. To naprawdę zaskakująca powieść, dawno nic tak mocno mnie nie zainteresowało!
 
Co do wspomnianej na samym początku polityki – jako że Marek startuje w wyborach prezydenckich, to automatycznie jego życie mocno się w tym czasie zmienia. Codzienne wizyty w sztabie wyborczym, planowanie spotkań ze społeczeństwem, zdobywanie głosów, rozgłos w mediach – to wszystko w książce jest, ale nie jest to natarczywe, a wręcz toczy się w tle, jako podkład pod historię samego małżeństwa. Nie ma tu więc przetłaczającej polityki, której można by się spodziewać po opisie książki, a raczej spojrzenie na życie dwójki bohaterów, których życie nagle zmienia się na publiczne i nic już nie może być całkiem prywatne. To ciekawy obraz pełen fajnych spostrzeżeń, co nadaje lekturze naprawdę fajnego klimatu.
 
Podsumowując, „Dama z blizną” to mocno zaskakujący thriller psychologiczny z wątkami kryminalnymi, którego akcja toczy się podczas kampanii prezydenckiej. Fabuła skupia się na małżeństwie jednego z kandydatów, a szczególnie na żonie, która w tym czasie przechodzi mocno traumatyczne chwile. Czytelnik obserwuje jak ich życie z prywatnego zmienia się na w pełni publiczne i jak zmieniają się ich relacje i charaktery. Fabuła nieraz zaskakuje, toczy się mocno nieszablonowo, a styl jest tak przyjemny, że książkę czyta się lekko i z ogromną przyjemnością. Bardzo się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać i żałuję, że nie miała szerokiej akcji promocyjnej, bo jest to tytuł, który na pewno wielu fanów tego gatunku na pewno by zadowolił!
 
Moja ocena: 8/10

Książkę odebrałam za punkty w portalu czytampierwszy.pl
Numer akredytacji 04/05/2020

 Książka dostępna jest też w abonamencie 

sierpnia 05, 2021

"Ostatni dom na zapomnianej ulicy" Catriona Ward

"Ostatni dom na zapomnianej ulicy" Catriona Ward

 

Autor: Catriona Ward
Tytuł: Ostatni dom na zapomnianej ulicy
Tłumaczenie: Martyna Tomczyk
Data premiery: 28.07.2021
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 400
Gatunek: thriller psychologiczny
 
„Ostatni dom na zapomnianej ulicy” to pierwsza książka Catriony Ward, która ukazała się w Polsce. Na rynku rodzimym – amerykańskim autorka debiutowała w 2015 roku i do tej pory napisała trzy powieści, każdą w odstępie trzech lat. Każdy z jej tytułów zdobył pokaźną ilość nagród, a „Ostatni dom…” szybko trafił na listy bestsellerów. Sam Stephen King porównuje napięcie towarzyszące lekturze do „Zaginionej dziewczyny” Flynn i faktycznie, po lekturze całości, muszę przyznać, że coś w tym stwierdzeniu jest. Na przyszły rok już teraz zapowiedziana jest czwarta książka autorki, określana jako pokręcony, psychologiczny horror.
 
Fabuła „Ostatniego domu na zapomnianej ulicy” rozpoczyna się w dniu jedenastej rocznicy zaginięcia ‘Dziewczynki z Lodem na Patyku’. Tak przynajmniej nazywa ją jeden z bohaterów – Ted, mężczyzna, którego ciężko określić, który od początku wydaje się być lekko upośledzony, jednak tak naprawdę nic konkretnego o nim nie wiadomo. W tym samym dniu ktoś zapolował na dokarmiane przez niego ptaki. Wiemy też, że ktoś wcześniej powybijał mu szyby w oknach, więc teraz zamiast nich ma płyty… W tym półmroku mieszka z kotką Olivią, która również jest bohaterką powieści i okazyjnie z córką Lauren, równie nieokreśloną co jej ojciec.
W tym samym czasie Dee, starsza siostra zaginionej dziewczynki, podąża nowym tropem porywacza. Właśnie zdobyła sporym kosztem zdjęcie, które sprowadza ją w okolice domu Teda. Dziewczyna jest zdeterminowana, by w końcu odkryć tajemnicę sprzed lat, jest też pewna, że jest siostra ciągle żyje i czeka na ratunek. Czy ma rację? Czy po tylu pomyłkach, to właśnie Ted jest jej odpowiedzią? Czy ten mężczyzna – dziecko byłby w stanie zrobić komukolwiek coś złego?
 
Książka składa się z nienumerowanych rozdziałów rozdzielonych na trzy postacie: Teda, Olivię i Dee. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez dwie pierwsze, z kolei Dee przedstawia wydarzenia w narracji trzecioosobowej. Nie zmienia to jednak faktu, że czytelnik ma wgląd w odczucia i wspomnienia każdej z tej trójki postaci. I to właśnie one wiodą tu znaczącą rolę. Czytelnik zgłębia się w umysł każdej z tych postaci próbując właśnie tam znaleźć odpowiedź na zagadkę zaginięcia dziewczynki. Styl powieści jest dosyć tajemniczy – postacie chętnie dzielą się swoją codziennością i przemyśleniami, nie odkrywając jednak kwestii kluczowych, przez co czytelnik cały czas czuje się postawiony w stan najwyższej gotowości, jest czujny i wyczekuje najmniejszej podpowiedzi, która może potwierdzić lub zaprzeczyć hipotezom, które z czasem zaczynają gdzieś tam kiełkować. Powieść czyta się dobrze, jest trochę opisów, trochę dialogów, a wszystko przedstawione jest całkiem zgrabnym stylem.
 
Ta fabuła to jednak z tych, z których im mniej się zdradzi, tym lepiej. Jej głównym atutem jest stałe, utrzymywane na wysokim poziomie napięcie. Ja co prawda, gdzieś w okolicy 80-100 strony poczułam jego mały spadek, bo pierwsze założenia już gdzieś sobie w głowie ułożyłam, a autorka nie odkrywała nic nowego, skupiając się na codzienności bohaterów i wspomnieniach Dee. Jednak gdzieś od strony 120 wszystko wróciło do normy, a wręcz odczuwalne napięcie wzrosło, by już cały czas utrzymać się na tym poziomie do końca. Autorka bardzo skrzętnie dawkuje nam informacje, podsuwając tylko małe skrawki, które mogą doprowadzić nas do rozwiązania zagadki lub całkiem odwrotnie – wywieźć w pole.
 
Kreacje bohaterów oddane są naprawdę rewelacyjnie. Ted, jak wspomniałam, to bardzo tajemnicza postać, czy to w ogóle dorosły mężczyzna? Żyje sam, ma córkę, więc chyba tak. Zachowanie jednak wskazuje na jakąś ułomność, gdyż z tego, jak sam o sobie mówi, wydaje się dzieckiem. Jak to się więc stało, że został sam i do tego może opiekować się raz na jakiś czas dzieckiem?
„Oceniam ludzi na dwa sposoby – pod kątem tego, jak traktują zwierzęta i co lubią jeść. Jeśli czyimś ulubionym daniem jest sałatka, wiadomo, że to zły człowiek. A jeśli coś z serem, raczej jest w porządku.”
Jego córka jest chyba jeszcze bardziej tajemnicza. Jej zachowanie zdecydowanie odbiega od normy, nawet sam Ted to zauważa. Czy to tylko z nim tak się zachowuje, to on pozwala wchodzić sobie na głowę czy może jednak coś dziecku dolega? I kim jest jej matka, gdzie dziewczynka spędza czas, kiedy nie jest pod opieką Teda?
Dee w kolei wydaje się tu najbardziej klarowna. Wiemy czego chce i wiemy, że jest zdeterminowana, by to osiągnąć. Czy jednak cel uświęca środki? Dee przecież nie ukrywa, że z poprzednim podejrzanym miała jakiś incydent, po którym policjantka prowadząca dochodzenie już nie tak chętnie dzieliła się z nią informacjami…
No i jest jeszcze Olivia, kotka, która z Tedem związana jest niewidoczną liną. Kotka też jest oryginalna, bo fanatycznie wierząca – wierzy, że to Pan zesłał ją do opieki nad Tedem, a kiedy sama czuje się zagubiona, szuka słów pocieszenia w Biblii…
„Zwierzęta są generalnie lepsze od swoich właścicieli. Współczuję tym wszystkim psom, kotom, królikom i myszom. Muszą żyć z ludźmi i co gorsza, muszą ich kochać.”
Postacie więc ogólnie są dziwne i mają wiele własnych tajemnic. Autorka nie jest skora, by je nam wyjaśniać, więc czytelnik musi się mocno nagłówkować o co w tym wszystkim chodzi. Bo przecież o coś musi, prawda?
 
Tak naprawdę nie mogę zdradzić nic więcej. Temat, który książka porusza jest mroczny, ciekawy i zaskakujący, oddany naprawdę dokładnie, jednak by przekonać się o czym mowa, musicie sami się z książką zapoznać!
 
 
Podsumowując, „Dom na ostatniej ulicy” okazał się lekturą naprawdę spójną i świetnie przemyślaną. Autorka przez cały czas trwania powieści trzyma czytelnika w niepewności, niczemu nie przecząc i nic nie potwierdzając. Przez to uwaga czytelnika cały czas jest mocno skupiona na tym, by ze strzępków zbudować całość. Kreacje bohaterów są rewelacyjne i zaskakujące. Więcej powiedzieć nie mogę, a jedynie: polecam!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona Kryminału!

sierpnia 04, 2021

"Z dala od świateł" Tana French

"Z dala od świateł" Tana French

 

Autor: Tana French
Tytuł: Z dala od świateł
Tłumaczenie: Łukasz Praski
Data premiery: 30.06.2021
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 480
Gatunek: thriller / kryminał
 
Tana French to irlandzka pisarka powieści kryminalnych, która debiutowała w roku 2007. Do tej pory wydała w sumie osiem tytułów, z czego sześć należy do jednego cyklu pt. „Zdążyć przed zmrokiem”, wszystkie doczekały się polskiego tłumaczenia. French to autorka nagradzana, już sam jej debiut zdobył ich naprawdę wiele, m. in. nagrodę Edgara Allana Poe. „Z dala od świateł” to jej najnowsza powieść, która równocześnie była moim pierwszym spotkaniem z jej twórczością.
 
Historia powieści toczy się w małej, irlandzkiej wiosce. Kilka miesięcy temu Cal Hooper, emerytowany amerykański śledczy, kupił w tym miejscu dom. Od tego czasu systematycznie go reperuje, samodzielnie rozprawiając się z remontem. Do miasteczka ma spory kawałek, mieszka na odludziu, mając w okolicy tylko jednego sąsiada, starszego, samotnego pana. Od kilku dni, a raczej wieczorów, Cal czuje się obserwowany. Nie ma jeszcze pozwolenia na broń, więc nie czuje się przez to specjalnie bezpiecznie. Szybko okazuje się jednak, że nie ma się czego bać – to trzynastoletnie dziecko, Trey czai się w przydomowych krzakach. Z początku zachowuje się nieufnie, bez słów zaczyna pomagać Calowi w reperowaniu starego mebla. Po czasie jednak zdradza cel swoich wizyt – kilka miesięcy temu zaginął jego starszy brat. Matka twierdzi, że Brendan po prostu uciekł i zaczął życie gdzie indziej, ono jest pewne, że brat nie zostawiłby go bez słowa wyjaśnienia. Prosi więc Cala o pomoc. Ten z początku niechętny, w końcu odkrywa coś, co zdaje mu się dziwnie podejrzane… Czy Brendan faktycznie po prostu wyjechał czy stało się coś dużo gorszego? Czy Cal będzie w stanie dojść do sedna sprawy? Jak na jego prywatne śledztwo zareagują pozostali mieszkańcy? Tu przecież wszyscy trzymają się razem, a rodzina Trey nie cieszy się wśród mieszkańców popularnością…
 
Książka składa się z 21 rozdziałów, które dzielą się na oddzielone gwiazdami niedługie fragmenty. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego z perspektywy Cala, przez co czytelnik ma wgląd nie tylko w wydarzenia, ale i przemyślenia, i emocje postaci. Styl powieści jest spokojny, uważny, akcja toczy się powoli skupiając się na szczegółach otoczenia i zachowaniu mieszkańców wioski. Opisów jest sporo, dialogi są krótkie, ale oddane bardzo realistycznie, przez co całość czyta się naprawdę przyjemnie.
 
Przez tą uważną, spokojną narrację każda z postaci oddana jest naprawdę bardzo dokładnie. Szczególna uwaga oczywiście poświęcona jest bohaterowi pierwszoplanowemu – Calowi. Jest to mężczyzna w okolicy 50tki, który trochę przez biurokrację, trochę przez poczucie braku sprawiedliwości i sprawstwa zmiany, a trochę przez problemy rodzinne zdecydował się przejść na emeryturę jak tylko było to możliwe. Nic jednak nie poszło tak jak sobie wymarzył i tak skończył sam gdzieś na odludziu na drugim końcu świata. Teraz chce po prostu spokoju i skupieniu się na życiu w zgodzie z naturą, nie zależy mu na relacjach z ludźmi, choć oczywiście tęskni za swoją rodziną. To postać spokojna, doświadczona, która po latach pracy jako detektyw, wie jak postępować, jak rozmawiać z każdym typem człowieka, co teraz ponownie mocno mu się przydaje.
To Cal jest tym obcym w miasteczku, tym, który nie wie jakie zwyczaje i przekonania tam panują. W ich zrozumieniu pomaga mu Mart, sąsiad, który chętnie wpada do Cala na pogawędki, a i zaprasza od czasu do czasu do okolicznego pubu na kilka głębszych. Mart od zawsze mieszka w tym miejscu, więc wie o wszystkich wszystko, czym chętnie się z Calem dzieli.
 
Ciekawą postacią na pewno jest też Trey. Pochodzi z biednej, wydaje się, że patologicznej rodziny, ma czwórkę czy piątkę rodzeństwa, przez co na swojej osobie raczej nie skupia uwagi matki. Bo ojca nie ma, wyjechał z miasteczka dawno temu. Wszystkie dzieci w tej rodzinie uważane są za obiboków, postrzegane jako niechętne do nauki, ale za to chętnie kradnące w sklepie. Wszyscy mieszkańcy wioski uważają, że nie wyrośnie z nich nic dobrego. Czy to nie wina ojca spada na dzieci? Dlaczego ich postrzeganie jest tak generalizowane, a nikt nie jest skory by przyjrzeć się im bliżej? Może nie wszystko jest takie, jak wszystkim wkoło się wydaje? Cal poświęca uwagę Trey, pochyla się nad jego problemem, przez co dzieciak dostaje w końcu tak potrzebne poczucie bezpieczeństwa. Cały czas jednak wisi nad nimi zagadka zniknięcie Brendana. Jeśli okaże się, że stało się z nim coś złego, to co stanie się z Trey? Jak to zniesie? A może kolejne porzucenie jest w tym przypadku najgorszym, co mogło się stać?
 
Autorka świetnie oddaje klimat wioski i jej mieszkańców. Powoli przedstawia nam sposób życia w tak odludnym miejscu, zwraca uwagę na problemy, jakie w takich miejscach najczęściej występują. Pozornie sielska miejscowość okazuje się wcale nie tak przyjemna i spokojna jak się może wydawać…
 
Intryga kryminalna poprowadzona jest naprawdę świetnie. To taki powrót do starych dobrych kryminałów, gdzie śledczy chodził, szukał i węszył, mając na podorędziu jedynie dedukcję. I właśnie takie Cal prowadzi śledztwo – sprawdza znajomych Brendana, szuka punktu zaczepienia, który znaleźć tym trudniej, iż teraz bohater nie ma już wglądu w policyjną dokumentację, a w tak odległym miejscu od swojego pierwszego domu, nie ma nawet żadnych znajomości w służbach. Jednak Cal jest na tyle doświadczonym śledczym, że powoli i tak brnie do celu. Co na końcu znajdzie? Jak to wpłynie na jego postrzeganie i życie w tym miasteczku?
 
Jak już wspomniałam, akcja toczy się naprawdę spokojnie, więc książka zadowoli tych, którzy lubują się w małomiasteczkowych klimatycznych kryminałach, w którym równie dużą uwagę jak do śledztwa, przywiązuje się do poznania społeczności pod względem psychologicznym. Świetna postać głównych bohaterów, zarówno Trey, jak i Cala, ich problemy osobiste i mocne charaktery są naprawdę dużym plusem powieści. No i oczywiście spokojna, odludna wieś, w której część mieszkańców zajmuje się pasterstwem, część usługami dla reszty mieszkańców. To naprawdę klimatyczna historia w stylu starych powieści detektywistycznych! Zdecydowanie moje klimaty 😊
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

sierpnia 02, 2021

"Dopóki grób nas nie połączy" Agnieszka Zakrzewska

"Dopóki grób nas nie połączy" Agnieszka Zakrzewska

 

Autor: Agnieszka Zakrzewska
Tytuł: Dopóki grób nas nie połączy
Data premiery: 16.06.2021
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 304
Gatunek: komedia kryminalna
 
Agnieszka Zakrzewska na polskim rynku książki istnieje od roku 2018. Debiutowała powieścią obyczajową pt. „Do jutra w Amsterdamie”, która równocześnie była pierwszą częścią amsterdamskiej trylogii bardzo ciepło przyjętej przez czytelniczki. Do tej pory na swoim koncie, prócz wspomnianej trylogii, ma trzy inne powieści, kilka opowiadań, a na sierpień zapowiedziana jest już jej kolejna książka. Autorka raczej trzyma się gatunku literatury obyczajowej, więc komedia kryminalna pt. „Dopóki grób nas nie połączy” mocno się na tym tle wyróżnia.
 
Fabuła książki kręci się wokół poważanego w małym holenderskim miasteczku rodu Jensenów. Starszy pan, prawnik, który od lat mieszka w pięknej starej kamienicy, właśnie zamierza ją sprzedać. Jego dwóch synów – Bertus oraz Anton, każdy ze swoich powodów cieszy się na tę transakcję licząc na przypływ gotówki. Gerrit jednak w ostatnim momencie zmienia zdanie – zamiast sprzedawać kamienicę będzie się żenił! Bertus i Anton nie są zadowoleni, zamierzają ojca jak najszybciej przekonać do powrotu do pierwotnej decyzji, jednak nie uda im się to, dlatego iż… ktoś morduje ich ojca! Na miejscu szybko robi się zbiegowisko, dołączają tam też okoliczne trzy zawzięte staruszki, które postanawiają, że rozwiążą zagadkę tego morderstwa. Szybko wychodzi na jaw, że starszy pan miał wiele tajemnic, a i wiele osób, które wolą go widzieć martwego… Kto z nich zabił? Kto po Gerritcie dziedziczy? I kim była jego tajemnicza narzeczona?
 
Książka składa się z krótkich fragmentów oznaczonych czasem (takimi wyrażeniami jak: „w tym samym czasie”, „kilka godzin później” itp.) i miejscem. Akcja powieści rozpoczyna się w momencie znalezienia nieboszczyka, później przenosi się kilka dni wcześniej i do tego momentu wydarzenia toczą się już chronologicznie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z punktu widzenia wielu postaci – obserwuje i synów i samego późniejszego nieboszczyka, i wnuka i jego gosposię i siostrę, i wspomniane trzy staruszki i agentów nieruchomości, którzy mieli zająć się sprzedażą kamienicy itp., itd. Jak na taką ilość postaci, to trzeba przyznać, że zadziwiająco łatwo połapać się kto jest kim, mnie postacie pomieszały się z początku tylko dwa lub trzy razy. Akcja powieści prowadzona jest dynamicznie, w tekście znajdziemy dużo dialogów, co te wrażenie pogłębia. Styl jest poprawny, choć nie całkiem w moim guście, a że właśnie w dużej części to sposób napisania powieści miał wzbudzać w czytelniku wybuchy śmiechu, to i tego tu nie doświadczyłam. Autorka stosuje bardzo często różne dziwne porównania, które wyglądają jak lekko nieudolna próba naśladowania Chmielewskiej. Dodatkowo nie całkiem rozumiem dużą liczbę wtrąceń słów po holendersku – zakładając, że bohaterowie, który mieszkają w Holandii, noszą typowe dla tych rejonów imiona, to i chyba w całości wypowiadają się w tym języku? Skąd więc w tłumaczeniu (fikcyjnym oczywiście) część jest po polsku, a część po holendersku? Możliwe, że miało to dodać kolorytu podamsterdalskiej miejscowości, jednak dla mnie ze wzglądu na dużą (niepotrzebną) ilość przypisów wprowadziło tylko niepotrzebne zamieszanie i wybijało z rytmu lektury. Trzecią moją uwagą do stylu jest nie za bardzo wyszukane słownictwo. Jasne, komedie kryminalne powinny być pisane prostym językiem, jednak ilość przekleństw (zarówno polskich jak i holenderskich), jaka znajduje się w tej książce, przyćmiewa wszystko inne i z czasem zaczyna męczyć.
Oczywiście humor teoretycznie zawarty jest nie tylko w stylu powieści, ale i w samych postaciach i wydarzeniach. Autorka naraża swoich bohaterów na wiele dziwnych, potencjalnie zabawnych sytuacji, w książce dzieje się naprawdę dużo. Żartuje sobie z nawyków holendrów, ze snobizmu, wścibstwa, a nawet orientacji seksualnej, jednak niestety to po prostu nie mój humor. Jedynymi zabawnymi fragmentami były dla mnie te dotyczące domu pogrzebowego Pod Wesołym Aniołem – tu szczerze przyznam, że przynajmniej na początku tego wątku zdarzyło mi się parsknąć śmiechem.
 
Jak wspomniałam bohaterów powieści jest sporo, jednak każdy z nich (no, większość) jest na tyle charakterystyczny, ma jakąś jedną oryginalną cechę, która sprawia, że wyróżnia się z tego tłumu. Nie jestem jednak przekonana czy faktycznie musiało być ich tak wielu, mam wrażenie, że ostatnio w komediach kryminalnych ilość bohaterów pojawiających się w jednej krótkiej książce zaczyna być trochę przesadna. Ten tytuł niestety zalicza się do tego grona.
 
Jak wspomniałam, akcja powieści toczy się szybko, przez ilość wątków i postaci mamy wrażenie, że cały czas coś się dzieje. Przez to intryga kryminalna jest chcąc nie chcąc dosyć zagmatwana i raczej nie da się jej odkryć samemu, co na pewno można uznać za plus tej historii.
 
Podsumowując, niestety komedia kryminalna „Dopóki grób nas nie połączy” kompletnie nie trafiła w mój gust czytelniczy i w moje poczucie humoru. Oczywiście nie da się ukryć, że widzę, gdzie ten humor miał być zawarty i wiem, że sporą część czytelników na pewno będzie śmieszyć, jednak ja do tego grona się nie zaliczam. Jeśli więc lubicie dużą liczbę zwariowanych postaci, nie stronicie od wulgaryzmów, uważacie im dosadniej, pikantniej tym lepiej, to książka może Was zadowolić. Ja jednak zostanę przy komediach kryminalnych w starym stylu, które skupiają się budowaniu zgrabnej i prawdopodobnej intrygi kryminalnej w towarzystwie kilku charakternych postaci.
 
 
Moja ocena: 5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Skarpa Warszawska!

Książka dostępna jest też w abonamencie