lipca 24, 2025

"Śmierć i belgijska czekolada" Marta Moeglich

"Śmierć i belgijska czekolada" Marta Moeglich

Autorka: Marta Moeglich
Tytuł: Śmierć i belgijska czekolada
Data premiery: 23.07.2025
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 320
Gatunek: kryminał cosy crime / powieść obyczajowa
 
“Śmierć i belgijska czekolada” to beletrystyczny debiut Marty Moeglich, kryminał cosy crime stylem zbliżony do powieści obyczajowej, który przenosi czytelnika do niewielkiej belgijskiej miejscowości Leuven, gdzie od niecałych dwóch lat mieszka sama autorka. Przed przejściem na kryminalną stronę literatury, ukazało się jednak w Polsce już kilka książek z jej nazwiskiem na okładce - to poradniki dla młodych mam, w pomoc którym jest żywo zaangażowana, nie tylko jako autorka tekstów wszelakich, ale także jako doula. To własne doświadczenia macierzyńskie pchnęły ją do takiej aktywności, choć teraz wypadałoby zapytać, co sprawiło, że sięgnęła po kryminał … ;) Marta Moeglich jest bardzo aktywna w sieci, szczególnie na swoim Instagramie, gdzie dzieli się ciekawostkami swojej twórczości - stąd wiem między innymi, że tytuł, który teraz miałam okazję czytać, zaczął powstawać jakiś rok temu, a pomiędzy napisaniem a wydaniem tej powieści, autorka zdążyła stworzyć już drugą - tak, również w tym podgatunku kryminału.
 
To miał być zwykły, przyjemny, ciepły poniedziałek. Po odstawieniu dzieci do szkoły Marta Kuleczka udała się do swojego ulubionego ogrodu botanicznego w Leuven, by zaczerpnąć powietrza i pouczyć się niderlandzkiego z aplikacji na swoim telefonie. Niewiele z tego jednak wyszło - w tropikarium, w sadzawce z żółwiami odkryła trupa! No dobra, może nie tak całkiem nieżywego, ale jednak to, co przeżyła, to jej - emocje sięgnęły zenitu, ale mężczyznę udało się uratować. Wystarczy tych wrażeń? Nie do końca… po powrocie do domu w drzwiach jej własnego (wynajmowanego!) domu zastała trupa numer dwa. Tym razem jak najbardziej martwego i prawdziwego. I do tego jakiegoś takiego jakby znajomego? Na pewno nie ona go zabiła, jej mąż też nie (prawda?), więc kto? I dlaczego właśnie tutaj? Policja na pewno nabierze co do nich dziwnych podejrzeń, trzeba więc szybko zbadać sprawę po swojemu.
 
Książka rozpisana jest na 29 rozdziałów i epilog, każda zmiana dnia tygodnia jest zaznaczona, a cała akcja trwa dosłownie kilka dni poza epilogiem, który toczy się tydzień później. Każdy rozdział dzielony jest na krótkie scenki pisane z przede wszystkim z perspektywy Marty (choć nie tylko) w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego, część rozdziałów zakończona jest wiadomością mailową do jej przyjaciółki Magdy. Styl powieści jest prosty, skupiony na bohaterkach i ich emocjach, delikatnie podszyty humorem, choć mimo wszystko czuć w nim debiutantkę - jeszcze czasami dialogi wychodzą nieco topornie, a i pewne sformułowania brzmią dziwnie (jak choćby powtarzające się kilka razy “robić pracę” zamiast ją “wykonywać”). Są więc momenty, gdy płynność lektury zostaje delikatnie zachwiana, nie na tyle jednak, by z książki nie dało się czerpać niezobowiązującej przyjemności.
“Chwile, w których nie była mamą na pełen etat, bo dzieci znajdowały się w szkole, upływały jej na nudnych obowiązkach domowych. Urozmaicała je słuchaniem podcastów true crime. Szorowanie kabiny prysznicowej nabierało innego znaczenia, gdy towarzyszył mu mniej lub bardziej makabryczny opis zwłok młodej kobiety.”
Bo mimo iż szkieletem powieści jest historia kryminalna, to tak naprawdę w jej centrum stoją kobiety. Kobiety o różnych charakterach, w różnym wieku i różnych narodowościach. Dwie, a może i nawet trzy to Polki: Marta, jej szwagierka Misia i partnerka ofiary Ula, oraz starsza Belgijka, sąsiadka Kuleczków Thérèse. Postacie męskie pozostają w tle, bo choć każdy z nich ma jakąś cechę szczególną, która częściowo odpowiedzialna jest za ten dodatek gatunkowy “cosy”, to jednak tak naprawdę jest ich rola skupia się na oddziaływaniu na kobiece bohaterki, wywoływaniu w nich reakcji. A każda z nich oczywiście reaguje różnie…
“Marta pomyślała, że gdyby to ona trafiła do szpitala, z gipsu wystawałaby chropowata pięta i paznokcie z resztką lakieru. Musi z tym zrobić porządek w domu. Natychmiast w głowie usłyszała Misię, która tłumaczy jej, że nic nie musi i obsesyjne dbanie o wygląd przez kobiety to niewola patriarchatu. I nieważne, co inni o niej pomyślą. “Ale jacy inni?” - natychmiast zripostował głos Thérèse. To powinna zmyć ten lakier czy nie?"
Marta, główna bohaterka, powoli zbliża się do czterdziestki, jest matką dwójki dzieci, która jeszcze niedawno była w Polsce sławna - prowadziła profil na Instagramie o macierzyństwie, o wychowaniu dzieci, co jednak zakończyło się jakąś katastrofą. Jaką? Pewne jest jedno - te zdarzenie mocno na nią wpłynęło, sprawiło, że jej pewność siebie została zrównana do zera, a jej własne życie stanęło w miejscu zamrożone przez strach.
“Bawiła się w spacerki i naukę języka z aplikacji, odwlekając w nieskończoność moment wzięcia odpowiedzialności za swoje życie.”
Poza tym Marta jest dość kapryśna, dość dziecinna w chwilach, gdy coś zdarza się jej samej, co sprawia, że z jednej strony niełatwo ją zrozumieć i lubić, z drugiej jednak ładnie gra z pozostałymi postaciami, przede wszystkim z Thérèse, której stoickie, mądre podejście, jak i żyłka detektywistyczna pomagają Marcie posuwać się z tym swoim skomplikowanym życiem do przodu. Thérèse wydaje się postacią chłodną, ale to twarda babka, moja ulubiona bohaterka tej książki. No i to ona jest tutaj rodowitą Belgijką, która na smutki podsuwa czekoladę…
“Mówią teraz, że to źle zajadać emocje, ale nikt mi nie powie, że jeśli mieszkasz w Belgii, nie możesz od czasu do czasu wypić kubka gorącej czekolady (...).”
Ciekawą kreacją jest również Misia, siostra męża Marty. Misia jest o około dekadę od niej młodsza, więc i prezentuje całkiem inny stosunek do życia - nie boi się wszystkiego i wszystkich, nie przejmuje opinią innych jak chorobliwie robi to Marta. I ta postać jednak skrywa tajemnicę swojego charakteru, mam jednak wrażenie, że w tej książce jeszcze jej nie odkryliśmy… czy to znak, że druga książka będzie kontynuacją ich przygód?
“Te Zeciaki to jest utrapienie dla ludzkości. Nie mogą brać przykładu z wiecznie przestraszonych życiem Millenialsów i dać wszystkim spokój?”
Te trzy kobiety zawiązują swego rodzaju sojusz, razem biorą się za rozwiązanie zagadki kryminalnej…  
 
A ta z początku daje wrażenie pozostawania w tle, choć przecież zaczynamy od trupa i często zjawia się u Kuleczków policja. Ale przez sporą część powieści to rozmowy między bohaterkami dominują, ich postacie przejmują stary i przysłaniają zagadkę kryminalną, która wyraźnie zaznacza się dopiero pod koniec powieści - i wtedy prowadzona jest naprawdę dobrze, nieszablonową ścieżką, tak że finał faktycznie zaskakuje, a równocześnie był możliwy (przynajmniej potencjalnie) do odgadnięcia cały czas. Mimo zatem pozostawania w tle, sama zagadka kryminalna jest zbudowana solidnie - nie dominuje, ale mimo to zaskakuje.
“Zachowujesz się, jakbyś miała pięć lat, a nie zbliżała do czterdziestki. Tak wygląda dorosłość. Nigdy nie masz chwili spokoju. Zawsze będzie coś. Często przez nas samych. Takie po prostu jest życie.”
A co z tą czekoladą i Belgią? Są i pełnią całkiem wyraźną rolę. Autorka skupiła się na tym, by oddać wrażenia, jakie mogą się wiązać z zaczynaniem życia w nowym miejscu, od początku, z czystą kartą. Odsłania zarówno plusy, jak i minusy, radości i lęki, które z tak dużą zmianą się wiążą. Bo choć Belgia jest miłym i przyjaznym krajem, to jednak dla Polek obcym, szczególnie, gdy nie zna się rodzimego dla Belgów języka. Obcość zwyczajów, konwenansów, zachowań społecznych wydaje się dodatkowo przerażająca przez ciągle obecną myśl, że trzeba się pilnować, by nie zrobić przypadkiem złego wrażenia… To coś, co każdy jest z pewnością w stanie zrozumieć i coś, co mocno odbija się przynajmniej na części bohaterek.
“Nie wiesz, jak to jest być obcym w nie swoim kraju (...). Ze wszystkimi bardzo miłymi ludźmi, ale stojącymi jednak trochę z boku. Nie wiesz, co możesz, a czego nie. Jakbyś cały czas była na okresie próbnym.”
I tak na ratunek przychodzi czekolada! Oczywiście w żartobliwym tonie, z mrugnięciem oka do czytelnika. Czekolada podawana na wiele sposobów - po prostu w tabliczce, czy jako małe, takie na jeden raz czekoladki, rozpuszczona w mleku podawana na gorąco w kubku, jak i ta ukryta w ciastkach… To ten przysmak towarzyszy bohaterkom w czasie narad co zrobić dalej, to on działa stymulująco na szare komórki sprawiają, że kobiety nagle wpadają na dobre pomysły. Dobrze znamy pozytywny wpływ kakao na mózg, ale czy za te dobre pomysły nie odpowiada też po prostu otwarte, stymulujące towarzystwo?
“Matko, ta belgijska czekolada naprawdę robi cuda. Słuchajcie, ja mam pomysł.”
Choć “Śmierć i belgijska czekolada” okazała się nieco bardziej obyczajową historią niż zakładałam decydując się na lekturę, to całkiem miło spędziłam czas w jej towarzystwie. Przyznam też, że jako cosy crime została wydana w odpowiednim czasie - jeśli rozpatrywać ją w tym gatunku, to jest to odmiana bardzo lekka, doskonale nadająca się na wakacje, lato, kiedy to wysokie temperatury raczej nie sprzyjają skupieniu - bo przy tej lekturze nie trzeba, fabuła toczy się tak spokojnie, że niczego się nie przegapi, a ciekawe miejsce i słodka czekolada dodatkowo podbijają określenie “cosy”. Zagadka kryminalna raczej w powieści pozostaje w tle, ale jest ciekawie zbudowana, a kreacje postaci, choć oparte o znane założenia, przekoloryzowania, które odpowiedzialne są częściowo za lekki humor powieści, dobrze wpisują się w nastrój całej historii i oddają chyba to, co powinny - pozwalają wyciągnąć wnioski, które możemy uwzględnić i w swoim życiu, dzięki nim dodać sobie odwagi. Nie żałuję, że miałam okazję sprawdzić ten debiut i nie żałuję, że specjalnie do zdjęcia musiałam kupić pudełko czekoladek… ;)
“Zbierz z waszej historii, co ci potrzebne do przetrwania. A resztą zostaw. Pożegnaj to, co było, żeby w swoim czasie mogło rozkwitnąć nowe.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Filia.




Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 23, 2025

Book tour z "Na tropie tajemnic"!

Book tour z "Na tropie tajemnic"!

Dobra rozrywka dla całej rodziny na wakacje, a może i później - na jesienne wieczory? Kryminał na talerzu poleca antologię opowiadań detektywistycznych "Na tropie tajemnic"! 10 opowiadań, 10 polskich autorów i autorek, którzy na co dzień tworzą różne książki i pod kątem odbiorców, jak i pod kątem gatunków. Tutaj razem pod redakcją Małgorzaty Starosty stworzyli jedno wspólne dzieło, które nie tylko dostarcza dobrej, detektywistycznej rozrywki, ale równocześnie ukazuje jak szeroki jest gatunek kryminału, jak wiele można w nim zmieścić i każdy tak naprawdę może w nim znaleźć coś dla siebie. Czy nie fajnie pokazać to młodym czytelnikom? Książka przeznaczona jest dla odbiorców w wieku 9+, a ja dzisiaj zapraszam Was na book tour z tym tytułem! I to już od Was zależy jak chcecie tę książkę przeczytać - wraz z Waszym potomstwem, wręczyć tę książkę im, albo samemu zaszyć się gdzieś z tym tytułem? Bo dlaczego nie, i dorośli podczas tej lektury będą bawić się znakomicie - wiem, sprawdziłam na sobie!

Jeśli nie jesteście pewni czy to na pewno książka dla Was bądź Waszych dzieci, zapraszam na recenzję - klik!, jak i wywiad z autorami i autorkami antologii: część 1 - klik!, część 2 - klik!, część 3 - klik!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Dwukropek w swoim poście, wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu, a jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl. Możecie też oznaczyć autorów i autorki antologii - na pewno będą chcieli poznać Wasze wrażenia!
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Zostawcie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż w czwartek rano, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @z_ksiazka_mi_po_drodze 
2. @malgorzatanocon 
3. @czytelnia.osobista 
4. @oczy_tana_ja (29.08-22.09)
5. @danutabobrowicz 
6. @mirkowo3 
7. @rozrywkapogodzinach.pl (30.10-20.11)
8. @mamazaczytana (23.11-11.01)
9. @annadyczko_mczas 
10. @olciagamesmol 
11. Anna Mucha (FB) 
12. @czytelniawpustelni 
13. @kamila_inaczej (10.03-10.04)
14. @zaczytana_panna 
15. @books.x.gaga (książka jest tu od 25.04)
16. @sylwiaaa

lipca 22, 2025

"Kucharz" Piotr Chomczyński

"Kucharz" Piotr Chomczyński

Autor: Piotr Chomczyński
Tytuł: Kucharz
Data premiery: 09.07.2025
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 320
Gatunek: kryminał sensacyjny
 
“Kucharz” to debiut beletrystyczny polskiego szanowanego kryminologa Piotra Chomczyńskiego, który specjalizuje się w badaniach nad przestępczością zorganizowaną. Sporo czasu spędził na obserwowaniu działalności narkotykowej nie tylko w Polsce, ale i na takich rynkach jak Meksyk czy Ekwador, zajmował się też monitorowaniem członków karteli narkotykowych w zakładach karnych. W mediach występuje jako ekspert od przestępczości latynoamerykańskiej, na co dzień uczy kryminologii na uniwersytecie. Jest również współautorem podręcznika tego przedmiotu.
 
Październik, Poznań. Młody kryminolog Marcin Koch właśnie otrzymał oficjalną zgodę na pełnienie funkcji konsultanta w sprawach kryminalnych lokalnej policji. I szybko z tego pozwolenia przyjdzie mu skorzystać - na jego wydziale poznańskiej uczelni zjawia się znajoma komisarz Marzena Branicka, która ma prowadzić zespół zajmujący się makabrycznym przestępstwem - dwójka nastolatków w jednym z opuszczonych domów zmarła na skutek czegoś, co wygląda jak samookaleczenie - dziewczyna rozerwała sobie paznokciami brzuch, chłopak został pozbawiony nosa i części twarzy. Szybko pada więc przypuszczenie, że młodzi chcieli się czegoś ze swojego organizmu pozbyć - ale czego? Czy zażyli to coś dobrowolnie, czy ktoś ich do tego zmusił? Policja we współpracy z kryminologiem i cenionym toksykologiem musi zacząć od zera, my jednak wiemy, że ktoś bacznie obserwował śmierć tej dwójki…
 
Książka rozpisana jest na prolog i 47 krótkich rozdziałów przedstawianych z kilku perspektyw: Kocha, grupy przestępczej realizującej zlecenie na pewien syntetyczny specyfik oraz toksykologa Kleina. Każdy z nich opisany jest w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego, która oddaje zarówno zdarzenia, jak i wewnętrzne myśli postaci, choć przede wszystkim nasza uwaga skupiona jest na tym pierwszym. Styl powieści jest prosty, codzienny, przeważają dialogi, z których poznajemy historię postaci, przebieg śledztwa, jak i ciekawostki, które autor serwuje nam jako kryminolog. Język nie jest pozbawiony przekleństw, choć nie są używane w nadmiarze, a opisy zbrodni czy zgonów kolejnych ofiar są dość bezwzględne, lekko zahaczają o makabrę - wynika to jednak z samego przebiegu zgonów niż z umiłowania do tego typu opisów.
 
Cała intryga oparta jest na wątku kryminalnym dotyczącym wprowadzenia na rynek nowego syntetycznego narkotyku. Tu polskie umiejętności mieszają się ze wpływami latynoamerykańskimi, dzięki czemu autor może zwyczajnemu człowiekowi, odbiorcy kryminału przybliżyć wiedzę, którą sam zdobył podczas swoich naukowych badań. A podana jest ona bardzo przystępnie, tak prosto, że każdy będzie w stanie zrozumieć na czym polega i jak przebiega podobny proces. Co ciekawe, autor wykorzystuje okazję, by przybliżyć nam nie tylko sposób rozprowadzania narkotyków, który we współczesnych, zdigitalizowanych czasach jest banalnie prosty, ale też rozszerza temat, by ukazać problem łatwej dostępności leków na receptę czy szkodliwości chemicznej, jaką na nas mają wszelkiego typu używki - poczynając od alkoholu i e-papierosów, na dopalaczach i lekkich oraz ciężkich narkotykach kończąc. Muszę również podkreślić, że podanie całej tej wiedzy jest nie tylko przystępne, ale obydwa się dość swobodnie - w większości przypadków nie odnosi się wrażenia sztuczności, a informacje padają w rozmowach naturalnie.
“- Z czego wynika zamiłowanie do używek? Czy ludzie nie znają konsekwencji? (...)
- Przecież je pan zna, teraz nawet bardziej niż chwilę przed chwilą, a mimo to wyraził pan zgodę na whisky. Przed kilkoma sekundami nawet na dolewkę. Jet tak samo, jeśli chodzi o papierosy. Podam inny przykład. Ludzie, który znali skalę pedofilii w Kościele, powinni przestać wspierać tę instytucję. Tak się jednak nie dzieje, gdyż godzimy ze sobą sprzeczności, ignorujemy logiczne wnioski. Ludzkość przez wieki wyspecjalizowała się w samookłamywaniu.”
Czasami jednak autor sam zapędza się w pułapkę przystępności wiedzy, a postacie, które jak najbardziej powinny posiadać przynajmniej jej podstawy, zadają pytania, które urągają inteligencji ich, jak i czytelnika.
 
Sama intryga kryminalna oparta jest o bardzo znajome już ramy gatunku kryminału sensacyjnego, co znaczy, że czytelnicy, który mieli już z tym podgatunkiem do czynienia, będą wiedzieli dokładnie czego mogą się spodziewać. Dla jednych czytelników będzie to coś, czego oczekują - dostają dokładnie taką sensacyjną rozrywkę, jakiej lubią i znają. Dla innych może to być spory minus - raczej nie znajdziemy tutaj fabularnego wyjścia poza schemat, spróbowania opowiedzenia historii na własnych zasadach. Akcja powieści toczy się dynamicznie, kilka perspektyw tylko jej szybkość potęguje, pojawia się też kilka fabularnych zmyłek, które momentami zaciemniają szybkie dojście do celu, jak i wątek romantyczny. Samo rozwiązanie jest typowo sensacyjne, dla części czytelników może też okazać się przewidywalne, choć samo zakończenie pozostawia dość szeroką furtkę dla kontynuacji.
 
Kreacje postaci również wpisują się w podobne schematy, co intryga. Ich reakcje są szybkie, dla niektórych odbiorców będą łatwe do przewidzenia, a sposób ich zacieśniania znajomości przebiega w tempie mocno ekspresowym. W postaciach kobiecych wydać też pewną stereotypowość, co znowu - może być potrzebne po prostu jako próba wpisania się w ramy gatunku sensacyjnego, czegoś dobrze znanego, acz jednak rzeczywistość upraszczającego. Historie z przeszłości postaci są dopracowane, każdy z nich zawiera w sobie pierwiastek tragizmu.
 
Na koniec tytuł, który można pojmować dwojako - jako określenie tego, który nowy narkotyk przygotowuje bądź polską wersję nazwiska jednego z głównego bohaterów - kryminologa Kocha. To już do czytelnika należy decyzja o kim chce, by była to opowieść.
“Sporo czasu stracił na tłumaczenia, że to, co się dzieje na odległym kontynencie, ma znaczenie dla Europy i Polski, ale było to bezskuteczne. Na początku irytowało go to, potem śmieszyło, a teraz nie zwracał na to uwagi. W tym jednak momencie czuł. że ktoś z naukowego panteonu rozumie przedmiot jego zainteresowań.”
Przyznam szczerze, że “Kucharz” sprawił mi trudność w ocenie. Z jednej strony ilość wiedzy i ciekawostek związanych z uzależnieniami, jakie autor w przystępny sposób czytelnikowi dostarcza, wzbudza mój podziw i entuzjazm, jednak kryminał sensacyjny potraktowany bardzo znajomo, wręcz schematycznie, mój zapał studzi. Myślę, że książka sprawdzi się przede wszystkim u tych czytelników, którzy lubią sięgać po znajome - w “Kucharzu” dostaną fabułę zbudowaną w taki sposób, jakiego mogą się spodziewać. Sama żałuję w sumie, że nie wiedziałam, że jest to kryminał typowo sensacyjny, typowo rozrywkowy, bo istnieje możliwość, że wtedy bawiłabym się przy nim lepiej. Bez tej wiedzy zwyczajnie liczyłam na coś więcej, na wyjście poza schemat, na świeże spojrzenie na gatunek kryminału. Widzę jednak już po tym debiucie, że autor ma ogromną wiedzę, którą może się z czytelnikiem łatwo podzielić, brakuje mu tylko odwagi, by zrobić to po swojemu - więc tej odwagi życzę!
 
Moja ocena: 6,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 21, 2025

"Karuzela pomyłek" Andrea Camilleri

"Karuzela pomyłek" Andrea Camilleri

Autor: Andrea Camilleri
Tytuł: Karuzela pomyłek
Cykl: komisarz Montalbano, tom 23
Tłumaczenie: Monika Woźniak
Data premiery: 02.07.2025
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 216
Gatunek: powieść kryminalna
 
Komisarz Montalbano na moje czytelnicze półki trafił dość późno - w Polsce wydawany jest od ponad 20 lat, na rynku włoskim już trzydzieści, a ja sięgnęłam po niego po raz pierwszy dopiero rok temu. Nasza znajomość rozwija się powoli - rozpoczęliśmy od opowiadań (recenzjeklik!), a teraz w końcu przyszła pora na powieść! I w ogóle nie przeszkadza mi fakt, że zaczynam od jednego z ostatnich tomów, od dwudziestego trzeciego - dzięki opowiadaniom Montalbana już trochę znam, a styl Camilleriego rozwinięty w powieść przypadł mi do gust jeszcze mocniej niż w krótkich formach!
Camilleri to jeden z tych twórców literackich, o których mówi się przez wieki - komisarz Montalbano to postać ikoniczna, która choć już teraz jest tak nazwana, cały czas podbija serca nowych czytelników. Po raz pierwszym na rynku włoskim pojawił się w 1994 i wydawany był aż do 2020, do tomu dwudziestego ósmego (a raczej 2023, kiedy to ukazał się ostatni zbiór opowiadań), który to na rynku ukazał się już po śmierci autora. Ale mimo że nie ma go już z nami fizycznie, to pozostaje w swoich książkach, w komisarzu Montalbanie, który nie tylko występuje na kartach powieści, ale i w mini-serialu (15 sezonów po 2-4 odcinki!), który dostępny jest na Netflixie.
 
Sycylia, małe miasteczko Vigata. Ten dzień do komisarza Montalbana nie mógł zacząć się gorzej - pobudka o nieludzkiej porze spowodowana bezwzględnością muchy, bójka na plaży, aresztowanie, potencjalny złodziej w domu… Tak, a dopiero w komisariacie zaczyna się dziać! Ktoś porwał i uśpił na kilka godzin siostrzenicę właściciela ulubionej restauracji Montalbana, co, jak się okazuje, nie było pierwszym tak dziwnym porwaniem. Czego chce złoczyńca i czy na pewno to ten sam człowiek? Do tego dochodzi jeszcze podpalenie sklepu i zniknięcie właściciela - czy to mafia? A może po prostu próba wyłudzenia odszkodowania? Ale przede wszystkim - na czym skupić się najpierw i czy na pewno to już koniec niespodzianek na ten jeden, bardzo pechowy dzień?
“- W jakim kierunku idzie pana dochodzenie?
Gdybym to wiedział, pomyślał Montalbano. Na głos powiedział z przekonaniem:
- W różnych kierunkach.”
Książka rozpisana jest na osiemnaście rozdziałów, każdy z nich dzielony jest na kilka mniejszych fragmentów. Co mnie zaciekawiło, to sam podział rozdziałów - bardzo często w tej powieści jeden rozdział się kończy, a drugi zaczyna w środku jednej, tej samej sceny - to naprawdę rzadko spotykany sposób podziału tekstu! Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który oddaje nam całą opowieść z perspektywy Montalbana. Styl powieści jest bardzo przyjemnie południowo-włoski: niespieszny, jest w nim miejsce na przekomarzanki słowne, na kilka głębszych oddechów podczas spacerów plażą, jak i oczywiście na dobre jedzenie! Język jest użyty bardzo umiejętnie - pozornie jest prosty, codzienny, pozornie lekki i przyjemny, choć kiedy trzeba, autor nie waha się też przez użyciem mocniejszego słownictwa – tu słowo wyraża emocje, oddaje to, co czują postacie. Dialogi to spora część powieści i przyznaję, że prowadzone są z humorem i dużym wyczuciem!
“- Tak, panie kwestorze, ale…
- Żadnego “ale”!
- Mogę użyć “lecz” zamiast “ale”?”
Jak sam autor wspomina w posłowiu - większość swoich zagadek kryminalnych opiera na motywach zasłyszanych na jego ojczystej ziemi. W “Karuzeli pomyłek” następuje jednak wyjątek - opowieść jest czystą fikcją, ale w żadnym wypadku nie odbiera jej to realności. Zagadka kryminalna budowana jest w oparciu o totalną niewiadomą - zbrodnia jest, ale jakby jej nie było, punktów wspólnych między ofiarami też niewiele, a sam sprawca okazuje emocje inne niż można by się było spodziewać. Wszystko wydaje się absolutnie przypadkowe, ale jednak musi się łączyć jakoś w całość. To bardzo ciekawy sposób budowania intrygi kryminalnej, napięcia poprzez śledzenie toku dedukcji komisarza. I to właśnie na dedukcji oparte jest rozwiązanie zagadki, które choć szybkie, jest jak najbardziej logiczne, a i potencjalnie możliwe do samodzielnego rozwikłania. Choć czy komuś naprawdę się to uda?
“- Jesteśmy w jakimś labiryncie - stwierdził.
- I musimy się z niego wydostać, nie tracąc ducha, jeśli niektóre drogi zaprowadzą nas do ślepego zaułka - powiedział Montalbano.”
Wspomniałam już o tle zdarzeń - jest czas na wszystko, co w życiu fajne: dobre jedzenie, wsłuchiwanie się z szum morza i ta bliskość bohaterów serii, w której czuć, że mimo nieraz pojawiających się w rozmowach uszczypliwości, wszyscy pałają do siebie sympatią. Jest oczywiście i Sycylia - ta stara, dobra Sycylia, na której o mafii ciągle jeszcze nie zapomniano, więc i jej wpływy trzeba brać pod uwagę w każdym śledztwie. Sycylia, na której kwitnie korupcja, nielegalne budowle porzucane w trakcie wyrastają jak grzyby po deszczu, a brak pieniędzy wcale nie jest przeszkodą do wyjazdu na miesięczne wakacje. Autor bardzo szeroko (choć nadal w tle!), ale i z wyczuciem oddaje to miejsce, sprawiając że sam klimat tej sycylijskości daje czytelnikowi dziwne wytchnienie.
“Nie ulegało wątpliwości, że jest mu przeznaczona błyskotliwa kariera, charakterystyczna dla typów na stanowiskach kierowniczych: błyskawiczna promocja, być może dzięki sprzedania własnej matki najlepszemu kupcowi, zdobycie szczytu, szybkie bankructwo na giełdzie firmy czy też banku, zniknięcie z obiegu, po roku powrót na jeszcze wyższe stanowisko.”
Na pewno w tym czarze jest też spora zasługa świetnych kreacji postaci. Przede wszystkim Montalbano - nadal sprytny, nadal bystry, choć kiedy któraś osoba z kolei zaczyna wypominać mu wiek, komisarz sam zaczyna się zastanawiać, czy jego umysł jest jeszcze tak bystry jak kiedyś. Montalbano działa we współpracy z kilkoma policjantami z komisariatu: jest wyrywający się z własnymi działaniami Fazio, jest kobieciarz Mimi, który dzięki temu szybko uruchamia znajomości, Gallo, który jeździ jak szaleniec i Catare, który słynie z przekręcania włoskiego, w szczególności nazwisk, a równocześnie traktuje komisarza jak bóstwo. Oczywiście nie tylko męskie towarzystwo w tej książce spotykamy, kobiety też mają swoje do powiedzenia, a ich kreacje są bardzo różnorodne - od uwodzicielek bo szare, ale bystre myszki.
“Nie mamy już szacunku do życia, a chcesz, żeby istniał szacunek dla śmierci?”
Bardzo podoba mi się to, w jaki sposób Camilleri posługuje się słowem - kiedy trzeba padają żarty oparte na języku, są i ciekawe, ale proste uniwersalne spostrzeżenia. W tekście zwyczajnie czuć, że autor lubił pisać i bawić się językiem, że sprawiało mu to sporą frajdę. Na kartach powieści czuć ten sycylijski klimat wolności, niespieszności, ale też wybuchowego charakteru, który sprawia, że tropienie sprawcy wydaje się jeszcze trudniejsze - bo czy namiętność i pasja nie są częstym motywem zbrodni? Sama zagadka prowadzona jest dokładnie tak, jak lubię - niespiesznie, z miejscem na przyjrzenie się po prostu zwyczajnemu człowiekowi i dobrą dedukcję. Dopełnieniem wszystkiego są urocze postacie i naprawdę dobra kuchnia, która odgrywa ważną rolę w życiu Montalbana i która inspiruje mnie samą do nowych kulinarnych testów - z “Karuzeli pomyłek” mam już dwa dania do sprawdzenia! Seria z Montalbanem na pewno zostanie ze mną na dłużej!
“Nie było to kłamstwo trudne do udowodnienia, lecz być może prawda, której nie dało się potwierdzić.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 18, 2025

"Zła wola" Keigo Higashino

"Zła wola" Keigo Higashino

Autor: Keigo Higashino
Tytuł: Zła wola
Cykl: detektyw Kaga, tom 1 (według kolejności wskazanej w angielskim tłumaczeniu)
Tłumaczenie: Andrzej Świrkowski
Wydawnictwo: Relacja
Liczba stron: 336
Gatunek: powieść kryminalna
 
Keigo Higashino zaczął podbijać polski rynek literatury kryminalnej dopiero wiosną tego roku - wtedy to cieszyliśmy się premierą “Podejrzanego X”, który ukazał się pod patronatem tego bloga (recenzja- klik!). Była to książka w Japonii wydana w pierwszych latach XXI wieku, która podbiła również rynek światowy, przynosząc autorowi nie tylko nagrody literackie w jego własnym kraju, ale również międzynarodowe. Niecałe pół roku później w polskim tłumaczeniu pojawiła się jego kolejna powieść - z innej serii, z wcześniejszych jego dzieł, która również wydana została w języku angielskim. To “Zła wola”, powieść kryminalna z 1996 roku, która właśnie tamte lata oddaje doskonale. Do “Podejrzanego X” zbliżona jest sposobem budowania intrygi - jest kameralnie, ścierają się dwa bystre umysły, a mordercę znamy może nie od samego początku, ale jego tożsamość poznajemy bardziej szybko skupiając się całościowo raczej na powodach zbrodni niż szukaniu winnego.
Keigo Higashino jest najpopularniejszym autorem powieści kryminalnych w Japonii, jednym z najważniejszych w całej Azji. Tworzyć zaczął jeszcze w liceum, swoje pierwsze książki wydał w latach 80-tych XX wieku i niewiele później przeszedł na pisarstwo zawodowe. Teraz na koncie ma prawie sto książek - około siedemdziesięciu powieści oraz ponad dwadzieścia zbiorów opowiadań, tworzy nie tylko dla dorosłych (choć to jego główny odbiorca), ale i komiksy i książki dla dzieci.
 
16 kwietnia, wtorek, lata 90-te XX wieku. Osamu Nonoguchi popołudnie spędza na odwiedzinach u swojego przyjaciela jeszcze z lat szkolnych, znanego pisarza Kunihiko Hidaki, który jest w ostatniej fazie pakowania swojego dobytku - wraz ze świeżo poślubioną żoną przenoszą się do Toronto. Po powrocie do domu Nonoguchi spotyka się z własnym wydawcą - on też tworzy, w końcu spełnił swoje marzenie, choć jego odbiorcami są dzieci - a w tym czasie ponownie dzwoni do niego Hidaki prosząc by jeszcze raz do niego zajrzał. Kiedy w końcu Nonoguchi się tam wybiera, dom stoi ciemny i pusty. Po sprowadzeniu młodej żony pisarza na miejsce, wspólnie odkrywają, że Hidaki został zamordowany…
Rozpoczyna się śledztwo policyjne, które prowadzi detektyw Kaga, dawny znajomy Nonoguchiego sprzed lat, gdy razem pracowali w jednej szkole. Wygląda na to, że Kaga będzie bazować na tym, co mówi mu Nonoguchi, szybko też dochodzą do tego, kto jest mordercą… Ale to nie wystarczy, trzeba przecież znać powód - a ten znaleźć wcale nie będzie prosto.
“(...) wczoraj Rie spotkało podwójne nieszczęście - wraz ze śmiercią męża przepadła bowiem nowa powieść jej ulubionego pisarza.”
Książka rozpisana jest na tytułowane części, które zbudowane są różnie - pierwsza rozpisana jest na numerowane rozdziały, inne nie, gdzieś pod koniec dostajemy też relację z rozmów z kilkoma potencjalnymi świadkami. Najważniejsze jednak jest to, że każda z części dzielona jest na mniejsze fragmenty, kilkustronicowe, a to poprawia dynamizm fabularny, jak równie ważny jest sposób ich rozpisania - większa część fabuły to relacje dwóch bohaterów: detektywa Kagi, który w formie notatek przedstawia przebieg śledztwa oraz Nonoguchiego, który z dramatycznych wydarzeń spisuje swego rodzaju książkę. Każdy z tych narratorów przedstawia swoją wersję zdarzeń w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, poznajemy więc dwa subiektywne obrazy, które raz wydają się zbieżne, by już za moment mocno się od siebie różnić. Styl powieści jest oszczędny, podczas czytania miałam wrażenie, że głównie skupiony jest na dialogach, choć teraz przeglądając książkę widzę, że i opisów wydarzeń jest sporo. Narracja płynie rytmem spokojnym, kameralnym, a mimo to dobrze trzymającym napięcie. Język jest przyjemny, czuć w nim tę japońską grzeczność postaci w stosunku do innych. Język pozbawiony jest przekleństw czy mocniejszych sformułowań.
“-Nie zabiję się - powiedziałem z uśmiechem. (...)
-Dziękuję, byłbym zobowiązany - odpadł Kaga z równie naturalnym uśmiechem.”
Keigo Higashino tą powieścią zabiera nas w pisarski świat, świat dwóch twórców - jednego znanego, drugiego dopiero rozpoczynającego skromne historie dziecięce. Dwie bardzo różne od siebie sylwetki, których sposób pracy szybko poznajemy, choć tylko oczami jednego z nich, drugi jest już przecież martwy. A mimo to w książce dostajemy nie tylko ciekawe refleksje na temat pisarskich aspiracji, warsztatu, sposobu tworzenia, rozważania na temat talentu i popularności, ale także wątki zacierające granice między prawdą a fikcją, które w bardzo subtelny sposób rozkładają na czynniki pierwsze sposoby budowania narracji. To będzie niesamowicie ciekawe prawdopodobnie dla wszystkich czytelników - bo czy nie każdy, kto lubi książki, lubi też czytać o tym, jak one powstają?
“Do pierwszej noweli zasiadałem, nie zastanawiając się, kto ją przeczyta, nowy tekst miał jednak określonego czytelnika (...) wskutek czego, jeśli można to tak określić, obleciał mnie tchórz. Na własnej skórze przekonałem się, jak paraliżująco może działać uświadomienie sobie istnienia odbiorcy. Doszedłem też do wniosku, że tu właśnie leży różnica między profesjonalistą i amatorem.”
Ze światem literackim związany jest też drugi temat - mianowicie dostajemy wgląd w to, jak książki wydawane były w Japonii w latach 90-tych XX wieku. Co ciekawe, większość przede wszystkim publikowana była były w odcinkach w gazetach! Przyglądamy się też technicznej stronie pracy pisarskiej - pisarz popularny pracuje na nowym na rynku technologicznym urządzeniu, z którym jeszcze niewielu potrafi się obchodzi - na komputerze. Drugi korzysta z bardziej sprawdzonych metod. To wciąga nas w ten pisarski świat jeszcze mocniej, a równocześnie silnie przedstawia realia rynku wydawniczego Japonii tamtych lat.
“To, że coś jest niezłe, nie wystarczy, by nadawało się do publikacji.”
Naprzeciw postaciom humanistycznych, staje umysł ścisły - detektyw Kaga. To równie świetna kreacja, człowiek o dużej inteligencji i dużej intuicji, która tak potrzebna jest w roli śledczego. Jego główną cechą jest to, że drąży - jeśli za pierwszym przeszukaniem, pierwszą rozmową nie dostaje nic wartego zahaczenia, nie rezygnuje, rozmawia, szuka dalej. Myśli logicznie, wypatruje zależności, ale i na podejrzanych, ofiary i świadków patrzy po prostu jak na ludzi. Dzięki temu podejściu jest w stanie odkryć co i kto faktycznie stoi za zbrodnią, nie zadowala się błahymi uzasadnieniami, jak z pewnością zrobiłoby wielu.
“Nie spodziewałem się po tobie takiego uporu. A może po prostu każdy, kto zostaje detektywem, nabiera takiego charakteru.”
I to właśnie na motywie drążenia opiera się intryga kryminalna - tak naprawdę, gdyby śledczy był inny, historia mogłaby się zakończyć po około setnej stronie: jest sprawca, są dowody, jest dobre uzasadnienie. A jednak, dzięki uzbrojeniu Kagi w inteligencję i spostrzegawczość, na pierwszy plan wysuwają się detale, które nadal nie dają spokoju, których powodów obecności trzeba szukać - czy to po prostu zbiegi okoliczności czy może znak, że proponowana wersja zdarzeń nie do końca się zgadza? Higashino tak jak w “Podejrzanym X” bawi się czytelnikiem, kiedy wydaje się, że odsłonił przed nami wszystkie karty, nagle okazuje się, że nie wiemy nic. Mimo więc bardzo kameralnej, spokojnej akcji opartej przede wszystkim na relacjach i rozmowach, historia nas pochłania - jest jakiś czar w tym skrupulatnym analizowaniu różnych wersji zdarzeń. Podobnie też jak w “Podejrzanym X’, mam wrażenie, że finalny twist przyszedł i potoczył się bardzo szybko, nie jestem też całkowicie przekonana, czy taka wersja zdarzeń mi odpowiada, nie mogę jednak zaprzeczyć - autor na każdym kroku fabularnym zmusza czytelnika do zadawania ważnych pytań.
“Zacząłem z nienawiścią myśleć o jego ostrym jak brzytwa intelekcie - bo cóż by mi przyszło z nienawidzenia jego samego?”
Poza refleksjami na temat tworzenia i odbioru powieści, są przecież i te bardziej uniwersalne wartości, a nawet problemy społeczne. Jest przyjaźń, jest miłość i różne jej odcienie, jest wątek nękania i znęcania, który przez to, że opisywany przez osobę trzecią nie jest dla czytelnika obciążający, ale równocześnie wyobrażenie sobie powieści, która tu pojawia się tylko wspomniana, a która o tej przemocy mówi, naprawdę robi przerażające wrażenie. Autor pyta też nas przede wszystkim o prawdę, czy jesteśmy w stanie we współczesnym świecie znaleźć ten środek w przeróżnych informacjach, oddzielić wrażenia i założenia, które podsuwają nam inni, odrzeć je z nacechowania i ujrzeć coś całkowicie czystego – tę pożądaną, obiektywną prawdę. Czy w ogóle jest to możliwe?
“Gdy mamy do czynienia ze szkolnym dręczeniem, smutna prawda jest taka, że miłość rodziców czy dydaktyczne zdolności pedagogów nie mają większego znaczenia. To właśnie przyjaźń staje się najskuteczniejszą bronią przeciwko nękaniu.”
A tytuł? Można rozpatrywać go na wiele sposobów, choć nie będę tu analizować żadnego z nich - lepiej dla czytelników, by na ten temat snuli własne rozważania.
 
“Zła wola” to kolejna odsłona historii kryminalnej, która jak ba rynek polski jest bardzo niebanalna. I nie dlatego, że akcja toczy się w Japonii, bo samo miejsce akcji i kultura z nim związana nie jest tu tak mocno eksponowana jak w “Podejrzanym X”. Jest to powieść bardzo kameralna, mocno skupiona na przemyśleniach postaci, konkretnie zmuszająca do własnych spostrzeżeń wymuszonych przez stawiane w niej hipotezy. Osadzenie fabuły w środowisku pisarskim jest naprawdę dobrym wyborem, nie jedynym - wiele w niej tematów bliższych zwyczajnym ludziom, problemom, z jakimi potencjalnie możemy spotkać się w każdym normalnym życiu. Zawiłość intrygi, skomplikowanie psychologiczne postaci i świetnie prowadzone dialogi z dwóch różnych spojrzeń, sprawiają, że mimo spokojnego tempa, od książki nie chce się odrywać. Po raz kolejny jestem pod wrażeniem, jak skutecznie autor wywodzi czytelnika w pole, tym samym pokazując, że każde zdarzenie można oddać z dwóch, całkowicie odmiennych stron. Bo czy każde spojrzenie nie jest już nacechowane, nawet kiedy ukierunkowanie jest całkowicie nieświadome? Mam nadzieję, że Wydawnictwo Relacja w podobnym tempie co teraz przygotuje dla nas kolejną pozycję tego autora!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Relacja.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 17, 2025

"Sznurki starej marionetki" Małgorzata Węglarz

"Sznurki starej marionetki" Małgorzata Węglarz

Autorka: Małgorzata Węglarz
Tytuł: Sznurki starej marionetki
Data premiery: 02.07.2025
Wydawnictwo: Pascal
Liczba stron: 400
Gatunek: powieść gotycka / kryminalna
 
Wygląda na to, że Małgorzata Węglarz znalazła sobie ciekawą niszę na polskim rynku książki do zapełnienia - mianowicie swoje powieści stylizuje na styl gotycki, inspirowany przede wszystkim mroczną stroną twórczości Edgara Allana Poe, którego sama jest ogromną fanką. Debiutowała już w roku 2013 książką “Posiadłość”, która wraz z jej kontynuacją z roku 2016 pt. „Rodu wyklętych” wydana została pod pseudonimem Maggie Moon. Nic dziwnego, że aktorka przybrała angielskie nazwisko - to właśnie w XIX-wiecznej Anglii najczęściej osadza akcję swoich powieści. O tych dwóch tytułach jednak słyszało niewielu, dopiero wracając z reportażem podpisanym swoim własnym nazwiskiem „Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz” w 2021 roku autorka przyciągnęła większą uwagę. Nic dziwnego, jako jedna z pierwszych na naszym rynku zainteresowała się tematyką … funeralną. Aktualnie na koncie książek non-fiction ma cztery tytuły oraz trzy powieści beletrystyczne wydane pod swoim prawdziwym nazwiskiem. A “Sznurki starej marionetki” są najnowszym z nich, choć jak można wnioskować z posłowia autorki, jest to książka, która chyba swoje w przysłowiowej szufladzie odczekała…
 
Lato 1847 rok, Anglia, niewielka wioska Cross Meadows, której centralnym punktem jest duży, pełen grobowców cmentarz. Pracujących tam grabarzy traktuje się z dziwną czcią, zresztą bardzo łatwo ich na ulicy rozpoznać - każdy z nich ma na ręku przepasaną białą chustę, która jest znakiem przynależności i podległości naczelnikowi cmentarza. Całe miasteczko podporządkowane jest swego rodzaju kultowi śmierci, wśród mieszkańców krążą dziwne legendy i przesądy, a jest wśród nich i ten o zmarłym już światowym mistrzu marionetek, Philipie von Gardner, który podobno przeklął całą wioskę… Mimo że od jego śmierci minęło już wiele lat, legenda jest ciągle żywa, przypomina o niej też ciągły widok jego córki Emmy, która nadal zamieszkuje ich wielki, pusty dom. Do czasu aż wraca jej brat, Henry, skrzypek światowej sławy, który teraz obiecuje jej nadrobić stracony czas. Ale zainteresowanie jego osobą mieszkańców miasteczka jednak odciąga jego uwagę od żądnej uwagi siostry. Do czasu aż ktoś ginie, a na lustrze, które widzą wszyscy, pojawia się krwawe ostrzeżenie…
W tym czasie obcokrajowiec Renè zostaje odprawiony z lokalnego zakładu, w którym zajmował się fotografią pośmiertną. I pasował do tej roli jak nikt inny - sam swoim wyglądem i chłodnym charakterem bardziej wpasowuje się w towarzystwo zmarłych niż żywych. Pilnie, coraz pilniej musi znaleźć nową pracę, postanawia w końcu, że skorzysta z propozycji współpracowniczki zakładu i zwróci się z prośbą do naczelnika cmentarza... Czy na pewno jest to dobra decyzja?
“Śmierć to zysk. Nic ponadto. Po co marnować produkt, na który jest popyt.”
Książka rozpisana jest na prolog, 30 rozdziałów i epilog. Prolog z epilogiem tworzą ładną klamrę, sprawiają, że cała historia opisana pomiędzy nimi jest swego rodzaju wyznaniem starszego pana na łożu śmierci. Rozdziały numerowane są liczbami rzymskimi, a każdy z nich dzielony jest na krótsze scenki pisane z kilku różnych perspektyw mieszkańców miasteczka: przede wszystkim rodzeństwa von Gardnerów i Renè’a, które przeplatane są innymi postaciami wymieszanymi z ofiarami nieujawnionego zabójcy - od czasu do czasu i fragmenty pisane jego oczami zamykają kolejne rozdziały. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego we wszystkich przypadkach prócz fragmentów mordercy, który swoją opowieść snuje w pierwszej osobie czasu teraźniejszego - te wątki pisane są kursywą, więc łatwo odróżnić je od pozostałej narracji. Styl powieści stylizowany jest na język dawny, pojawia się nazewnictwo, którego się już współcześnie nie używa (brzmi jednak znajomo, są to wyrazy, które czytelnik mających choć trochę styczności z powieściami historycznymi osadzonych w XIX wieku na pewno zna), a w dialogach czuć dystans, jaki wtedy osoby o wyższym klasowo urodzeniu lub takich aspiracjach między sobą tworzyły, czuć go także w rozmowach ze służbą. Mimo tych stylizacji książkę czyta się nieźle, są jednak też i potknięcia - na przykład autorka oczami narratora przywiązuje bardzo dużą wagę do wyglądu postaci, szczególnie dużą w podkreślaniu kolorów włosów i oczu - nie dość, że bardzo często się one powtarzają (szczególnie w pierwszej połowie), przez co czytelnik czuje się traktowany raczej pobłażliwie, to w większości przypadków wydają się po prostu niepotrzebne. Prawdopodobnie jest to nawiązanie do specyficznego stylu powieści gotyckich, mimo to jednak dla współczesnego czytelnika może wydać się to przesadzone.
“Myślałem, że odczytując prawdę, poczuję ulgę. Ale prawda ma to do siebie, że rozczarowuje.”
Sam start w opowieść również do łatwych nie należy. Już w pierwszych rozdziałach pojawia się bardzo dużo postaci, a przez starodawne, obco brzmiące nazwiska, zaczynają się ze sobą mieszać, przez niewielki nacisk na psychologię czytelnikowi trudno jest połapać się kto ma jakie cechy, kto jakie pełni funkcje i kim w miasteczku jest. Z początku też wydaje się, że przynajmniej część postaci poznajemy niepotrzebnie, niepotrzebnie nasza uwaga jest rozdzielana na aż tyle różnych historii. Po pewnym czasie (w moim przypadku od połowy książki) historia zaczyna się układać, liczba postaci nieznacznie się zmniejsza i czytelnik w końcu łapie rytm. I wtedy faktycznie można się wczuć w opowieść całym sobą.
“W tym mieście wiara w przesądy jest traktowana na równi z wiarą w Boga.”
Klimat małej angielskiej, opartej na czci zmarłych wioski, jest wyraźnie odczuwalny. Autorka osadziła akcję w dwóch kluczowych miejscach - na cmentarzu i w starej, dużej rezydencji von Gardnerów, z której nocą dochodzą dziwne odgłosy podsycające ciągle żywą legendę mistrza marionetek. Obydwa miejsca są mroczne, duszne, niepokojące, czuć w nich klimat niepewności, niejasności, grozy, co doskonale wpisuje się w gotycki klimat opowieści. Akcja rozpisana jest na długi okres czasu, jeśli dobrze liczę to od pierwszego do ostatniego rozdziału mijają ponad dwa lata.
 
W tym czasie poznajemy też głównych bohaterów, obserwujemy zachodzące w nich zmiany. Zaskakująco, najbardziej zrozumiałą postacią okazuje się Renè, mężczyzna smutny, preferujący ciche towarzystwo zmarłych niż żywych. Poprzez upływ historii powoli odkrywamy powody jego utknięcia, choć i tu tajemnica tak naprawdę dla czytelnika szybko staje się jasna - w tym wypadku jednak nie odbiera to przyjemności ze śledzenia przemiany bohatera, który raz zmuszany jest do czynów, które wydają się sprzeczne z jego sumieniem, by za chwilę zacząć budować więzi jednak ze światem żywych, nie martwych.
Poza nim główne role przypadają rodzeństwu von Gardnerów, ci jednak nie są już oddani tak wyraźnie pod kątem psychologicznym. Jasne jest, że i oni mają trudne wydarzenia zamknięte w przeszłości, od których uwolnić się nie potrafią, dziwna wydaje się też relacja, jaką tworzą między sobą. Ich charaktery nie są poddane psychologicznej analizie, ale wystarczające na tyle, by czytelnik ostatecznie zrozumiał motywy ich zachowania.
“Świat zmarłych to jedyny, jaki rozumiem. W duchy można wierzyć lub nie. Do niczego nie trzeba się przyznawać. Z ludźmi nie jest tak łatwo.”
Oczywiście wszystkie kreacje postaci są rysowane lekko przesadzoną, mocną, czasem nawet i makabryczną kreską - jest to jednak kolejna charakterystyczna cecha powieści gotyckiej, co autorka udanie naśladuje.
 
Muszę jednak podkreślić, że sama intryga kryminalna przez większą część lektury pozostaje w tle. Z początku pojawia się kilka fragmentów oczami mordercy, co pobudza kryminalną ciekawość czytelnika, szybko jednak uwaga przekierowana zostaje raczej na wątki obyczajowe, które dominują nad całością. Dopiero znowu pod koniec wracamy do wyraźniejszej obecności kryminału, który prowadzi do satysfakcjonującego i całkiem solidnie filmowego finału. Tempo akcji zatem nie jest szybkie, ale tajemnice postaci i zbrodni pozostają w pamięci czytelnika na tyle wyraźnie, by ciekawość rozwiązania była delikatnie wyczuwalna przez znaczącą część lektury.
 
Nad opowieścią, a przynajmniej jej sporą częścią (bo nie czuć tego na początku) roztacza się wspomniany gotycki klimat. Zarówno relacje, w które postacie się wplątują, jak i kolejne opisywane sceny są mroczne, czasem wręcz makabryczne. Postacie posuwają się do różnych zachowań, podejmują decyzje, poddają się namiętności, które nieraz budzą naszą odrazę i sprzeciw. Tu znowu wydaje mi się, że balans został trochę zachwiany, niektóre sceny przekroczyły tę granicą pomiędzy gotyckim klimatem a rysem karykaturalnym, ale inne realizowane są dobrze, faktycznie wprowadzają pożądany w takiej powieści klimat.
“Martwych kocha się mocniej.”
“Sznurki starej marionetki” to nie powieść idealna, ma kilka znaczących wad, które momentami utrudniają właściwy odbiór lektury. Jednak przede wszystkim widać w niej pomysł autorki, który na współczesnym rynku na pewno trzeba zaliczyć jako coś niespotykanego, coś świeżego, mimo że przecież nawiązującego do powieści sprzed wieków. Ale to się sprawdza, stylizacja jest dobra, i to na tyle, że nie przeszkadzało mi, że polska autorka ot tak, osadziła sobie akcję w obcobrzmiących miejscach i z obcojęzycznymi imionami i nazwiskami postaci - a często mam z tym problem. Widać też, że autorka bardzo dobrze czuje się w tym gotyckim klimacie, jest w stanie oddać go tak, by i czytelnik poczuł jego ciężar. Negatywne aspekty tej powieści, na które zwróciłam uwagę, w przyszłości jak najbardziej mogą zostać wygładzone, wystarczy włożyć w warsztat i korektę nieco więcej pracy i wyczucia. Przyznam, że udało się autorce zainteresować mnie swoją twórczością, zatem patrzę z nadzieją w jej literacką przyszłość - coś mi mówi, że może stworzyć coś naprawdę, naprawdę klimatycznego, coś co przełoży stare zasady powieści gotyckiej na współczesne czytelnicze standardy.
 
Moja ocena: 6,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Pascal.





Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 16, 2025

"Miesiąc z komisarzem Montalbano" Andrea Camilleri

"Miesiąc z komisarzem Montalbano" Andrea Camilleri
Autor: Andrea Camilleri
Tytuł: Miesiąc z komisarzem Montalbano
Cykl: komisarz Montalbano, dodatek (określany jako tom 4,5)
Tłumaczenie: Stanisław Kasprzysiak
Data premiery: 02.07.2025
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 352
Gatunek: opowiadania kryminalne
 
Komisarz Montalbano to jedna z najpopularniejszych współczesnych włoskich postaci literackich, a już bez wątpliwości najpopularniejszy sycylijski detektyw. Po raz pierwszy ożył na kartach powieści “Kształt wody” w 1994 roku (niewiele później również w Polsce) i żył sobie tak przez kolejne niecałe trzydzieści lat, z czego ostatni tom serii i ostatnia antologia opowiadań ukazały się już po śmierci twórcy - Andrei Camilleriego. Seria zatem zatrzymała się na tomie 28, z czego w Polsce jeszcze nie wszystkie zostały wydane - najnowszy tom to tom 23 o tytule “Karuzela pomyłek”, który premierę świętował tego samego dnia, co nowe wydanie zbioru opowiadań “Miesiąc z komisarzem Montalbano”. Camilleri zmarł w 2019 roku, a w tym roku we wrześniu będziemy obchodzić jubileusz setnej rocznicy jego urodzin.
Seria kryminalna z komisarzem Montalbano, poza powieściami liczy kilka dodatków w formie zbiorów opowiadań - “Miesiąc z komisarzem Montalbano” to pierwszy z nich, w oryginalne wydany w 1998 roku, opowiada więc głównie o pierwszych latach Montalbana na stanowisko komisarza posterunku w Vigacie. Książka u nas wydana po raz pierwszy była w 2005 roku, w międzyczasie doczekała się wznowień, a te, które sama miałam okazję czytać i włączyć do mojej kolekcji, jest najnowsze z nich. Zbiór ten liczy 30 opowiadań, po jednym na każdy dzień miesiąca, choć oczywiście to tylko sugestia jak można sobie tę antologię czytać. Sama również dawkując sobie tę przyjemność przeczytałam ją w niecały tydzień.
“Wspomnienia, jak wiadomo, są podobne do łańcucha, jedno ogniwo ciągnie za sobą drugie. Bywa i tak, że pojawiają się po sobie spontanicznie, niechciane i przykre, sprowadzając pamięć z głównej drogi na ciemne, błotniste ścieżki, gdzie w najlepszym razie człowiek będzie musiał wybrudzić sobie buty.”
“Miesiąc z komisarzem Montalbano” kryje w sobie różne oblicza zagadek kryminalnych, jak i samego komisarza. Większość z nich toczy się w czasie, gdy Montalbano żył już w domku przy plaży i prowadził komisariat w Vigacie, jednak zdarzają się też i takie z okresu wcześniejszego - gdy był wicekomendantem, czy jeszcze wcześniej. Zagadki zbrodni, kradzieży, zdrady i czy innych przestępstw przyłapują komisarza w różnych miejscach życia, w różnych rolach - rozwiązuje je zarówno na służbie, jak i podczas prywatnych wyjazdów, w dobrej formie i świetnym humorze, jak i odwrotnie - zły na cały świat lub z 40-stopniową gorączką. Całość charakteryzuje się spokojnym rytmem i świetnym włoskim klimatem, w którym jest czas i na spacer plażą, i na dobrą lekturę, jak i dobre jedzenie.
“- Jezu! Jak pan to robi, że wszystko pan wie?
- Czytam - odpowiedział oschle komisarz.”
Książka składa się z trzydziestu tytułowanych opowiadań liczących od kilku po dwadzieścia kilka stron oraz z notki od autora, w której zdradza, że tylko trzy z nich ukazały się już gdzieś w magazynach, pozostałe 27 po raz pierwszy światło dzienne ujrzały w tej antologii. Wspomina też o inspiracjach do napisania kilku z nich. Narracja tego zbioru jest spójna, zawsze jest to trzecia osoba czasu przeszłego, zawsze z perspektywy Montalbana. Narrator przede wszystkim skupia się na oddaniu tego, co się dzieje, na przytoczeniu rozmów, emocje postaci są raczej na drugim planie, ale oczywiście są obecne. Mam wrażenie, że w zbiorze przeważają dialogi, wiele zbrodni rozwiązanych jest po prostu przez umiejętnie prowadzone rozmowy, ale nie brak i opisów - odwiedzanych miast, miejsc czy historii osób istotnych dla tych krótkich intryg. Styl opowieści jest spokojny, język używany umiejętnie - czasami zaskakuje jakimś mocniejszym słownictwem w dialogach, ale nie robi tego nieustannie i natrętnie, ot, oddaje po prostu nastrój chwili i emocje postaci. Język jednak przede wszystkim jest stonowany, przywodzi na myśl przyjemną klasykę, czasami pojawiają się nawiązania do literatury, czasami jakieś ciekawe porównania. Wszystko to czyta się bardzo gładko, bardzo przyjemnie.
“Między nimi dwoma przyjaźń układała się, układała i jakoś nie mogła się ułożyć.”
Z komisarzem Montalbano sama spotkałam się już kilka razy, choć za każdym razem były to właśnie opowiadania, dodatki do serii, a zatem tak naprawdę wyrywki z życia tej postaci. W tym zbiorze wydaje mi się jednak, że komisarz Montalbano jest bardziej charakterny, bywa bardziej humorzasty, bardziej zrzędliwy niż w pozostałych - nie sprawia to, że przestaję serię i komisarza lubić, a właśnie nadaje mu specyficznego charakteru. Montalbano poprzez taką ilość krótkich opowieści ukazuje nam się tutaj bowiem od wielu różnych stron. Poczynając od jego przeszłości, nawet dzieciństwa, które gdzieś wraca w szybkich wspomnieniach, przez jego prywatne preferencje, po ustalone rytuały i nastroje (np. zła pogoda = zły komisarz). Co ciekawe, Montalbano nawet na służbie nie zawsze sam przestrzega prawa, są rzeczy, na które zdarza mu się przymykać oko - czy to świadczy o jego mądrości życiowej? Czy po prostu o wygodnictwie? To już pozostawiam do samodzielnej oceny, przyznaję jednak, że pod kątem ukazania charakteru komisarza zbiór ten jest spójny, a równocześnie bardzo różnorodny.
“Czy można być gliniarzem z urodzenia, mieć we krwi instynkt łowiecki, jak go nazywa Dashiell Hammet, a jednocześnie przepadać za dobrymi, wyszukanymi książkami? Można. Taki właśnie był komisarz Salvo Montalbano.”
Zagadki kryminalne tego zbioru oparte są o przeróżne zbrodnie, czasami nawet zbrodnia zostaje gdzieś w tle, tak by po prostu oddać coś na kształt humoreski. Bo choć książka to nie komedia kryminalna, to jednak pisana jest z zacięciem humorystycznym, osadza się gdzieś pomiędzy klasyką detektywistyczną o współczesnym cosy crime. Zagadki zatem prowadzone są bardzo różnie, nie sposób ich uogólnić, każda jedna ma jednak jakiś zaskakujący twist. W każdej też historia skupia się przede wszystkim na ludziach zwyczajnych, na bolączkach, które mogą zmienić się w niebezpieczne namiętności, a nawet śmiertelne obsesje.
“- (...) A teraz powiem, że mamy przejazdem nieżywego.
- To niech sobie jedzie dalej.”
W centrum tych historii stoi zatem człowiek, ale również ważne jest samo miejsce akcji. Dla komisarza, a zarazem dla czytelnika, ważna jest bliskość morza, kojący szum fal i stała dostawa dobrych świeżych ryb i owoców morza. Bo choć w tym zbiorze może aż tak mocno nie skupiamy się na jedzeniu, jak w innych, to jednak w oddającym dobrze ten włoski klimat kryminale raczej tematu jedzenia uniknąć się nie da - to przecież bardzo ważny element tej kultury! Sam Montalbano zresztą jest ogromnym smakoszem, jeśli dobrze zje, to od razu jest szczęśliwy. Jak dobrze go pod tym względem rozumiem!
“Triest umiał zamienić daremny pościg w spokojną, pogodną przechadzkę. Komisarzowi sprawił przyjemność wyraźny, mocny zapach Morza Adriatyckiego, tak różny do zapachu morza w jego stronach.”
Choć ze zbiorem opowiadań “Miesiąc z komisarzem Montalbano” nie spędziłam faktycznego miesiąca, a zaledwie kilka dni, to widzę urok w tej propozycji czytania - każde opowiadanie zaraża spokojnym nastrojem, wycisza, więc wydaje się dobrą propozycją na start każdego dnia - jedno opowiadania zawsze przy śniadaniu? Doskonała opcja! Spokojne historie skupione na ironii losu czy na ludzkich problemach, złościach, namiętnościach, w którym nie rozlewa się za wiele krwi, a po prostu patrzy na człowieka, na jego emocje i sposób myślenia, to coś co zaskakująco dobrze wycisza. Przyjemny styl, wzmianki o literaturze, nawiązania do klasyki gatunku, bliskość morza i dobre jedzenie wprawiają nie tylko komisarza, ale i mnie w dobry nastrój. Miło spędziłam z tym tytułem czas i myślę, że wszyscy czytelnicy lubujący się w klimacie klasyki powieści detektywistycznych będą równie zadowoleni. A ja już zaraz w końcu sprawdzę jak wypadają powieści w tej serii!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!