stycznia 21, 2026

"Agata Szajba. Tajemniczy klucz" Lena Jones - zapowiedź patronacka

"Agata Szajba. Tajemniczy klucz" Lena Jones - zapowiedź patronacka
Nowa, świetna seria powieści detektywistycznych dla młodszego czytelnika nadchodzi! Już za dwa tygodnie, dokładnie 4 lutego, swoją premierę będzie miała "Agata Szajba. Tajemniczy klucz" Leny Jones, pierwszy tom serii z 13-letnią londyńską detektywką, na okładce którego znajdziecie logo Kryminału na talerzu! 
Agata Sheibley, czyli po prostu Szajba, jest detektywką, odkąd pamięta – czekała tylko na swoją pierwszą dużą sprawę.
I taka właśnie jej się trafiła.
Pewnego dnia w drodze do szkoły Agata jest świadkiem wypadku. Gdy próbuje pomóc starszej pani potrąconej przez motocyklistę, na jej nadgarstku dostrzega tajemniczy tatuaż z kluczem. Trop prowadzi ją do ukrytej części Londynu, pełnej mrocznych korytarzy i pilnie strzeżonych sekretów.
Co symbolizuje tatuaż z kluczem? Kto tak naprawdę rządzi Londynem? I czy Szajba zdąży rozwikłać zagadkę, zanim wszystko wymknie się spod kontroli?
Wygląda na to, że seria z Agatą Szajbą będzie drugą taką, obok Detektywki w podróży, do której zachęcam czytelników w każdym wieku - no, może nie młodszych niż wiek wskazany przez wydawcę, za to górnych ograniczeń nie ma! Sama Agatę spotkałam ponad miesiąc temu i doskonale bawiłam się towarzysząc jej w pierwszej, wielkiej detektywistycznej przygodzie, która jest wstępem do całej serii. Bohaterka jest ciekawa, uparta i zadziorna, a historia nie tylko pasjonująca, ale i mądra - dzieciaki zatem wyciągną z niej wiele dobrych wartości! Co ciekawe, w tej historii sam Londyn odgrywa ważną rolę, można więc potraktować ją nie tylko jako powieść detektywistyczną, ale i przygodówkę. Gorąco polecam! 

Autorka: Lena Jones
Tytuł: Agata Szajba. Tajemniczy klucz
Cykl: Agata Szajba, tom 1
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Ilustracje: Alba Filella
Data premiery: 04.02.2026
Wydawnictwo: Kropka
Liczba stron: 312
Gatunek: powieść detektywistyczna 
Wiek: 9+

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 

We współpracy z Wydawnictwem Kropka.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 20, 2026

"Szmelc" S.J. Lorenc

"Szmelc" S.J. Lorenc
 Autor: S.J. Lorenc
Tytuł: Szmelc
Data premiery: 14.01.2026
Wydawnictwo: Mięta
Liczba stron: 368
Gatunek: powieść grozy / horror / thriller
 
S.J. Lorenc na polskim rynku literackim pojawił się niedawno - debiutował w lutym 2025 thrillerem “Koniec mapy”, którego akcja toczyła się daleko stąd, aż na Svalbardzie. Teraz, w “Szmelcu”, swojej drugiej książce, zostaje na terenie znanym mu na co dzień - w Warszawie, a opowieść opiera o swoją największą pasję - fotografię. W książce pobrzmiewają też echa z jego ulubionych autorów - Stephena Kinga i Deana Koontza, jak i kina grozy lat 80-tych i 90-tych XX wieku.
 
Do Warszawy po dwóch latach nieobecności na prośbę swojego przyjaciela przyjeżdża Lucjan Stanisławski, w skrócie - Lucy. Okazuje się jednak, że chyba zjawił się tam za późno – Piotra Zmory nigdzie nie ma. Gdzie go szukać? W wydawnictwie magazynu modowego Fabryka mówią, że takie zniknęcia dla Zmory są normalne, dają mu klucz do jego mieszkania i proszą o zastępstwo. Czemu nie? I tak musi czekać na powrót przyjaciela… Czy jednak faktycznie wróci? Mijają dni, Zmory nadal nie ma, a Lucy z nudów zaczyna przekopywać jego mieszkanie… Aparaty analogowe, Polaroidy, ogrom fotografii - coś w tym wszystkim jest niepokojącego, tylko co? W co wpakował się Zmora i czy faktycznie ma jeszcze szansę wrócić?
“Nigdy się nie spodziewałem, że pustka może być aż tak przerażająca.”
Książka rozpisana jest na prolog, 54 zdjęcia i epilog. Zmiana rozdziałów na zdjęcia jest zabiegiem nie tylko czysto językowym - każde zdjęcie to uchwycone zdarzenie, chwila, które razem wcale nie są ułożone chronologicznie, a czytanie ich kojarzy się z przeglądaniem rozrzuconych zdjęć - raz sięgamy po opis chwili z teraz, raz wracamy do przeszłości, do czasów zanim Lucjan z Warszawy wyjechał. Niektóre chwile to zdjęcia w pewien sposób zakrzywiające rzeczywistość - coś rozmytego, na granicy realności i snu. Z jednej strony daje to ciekawy efekt, z drugiej jednak sprawia, że czytelnik często czuje się zdezorientowany - w jakim czasie jesteśmy, w jakiej rzeczywistości się znajdujemy?
“Perfekcja jest nudna, życie nie jest doskonałe, niech żyją kurz i pyłki.”
Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównie z perspektywy Lucjana, jest jednak od tego kilka wyjątków. Język dopasowany jest do środowiska, w jakim toczy się akcja - artystów wszelkiego rodzaju, zatem i imiona, i sposób ich wypowiedzi czasami odbiegają od tego, z czym spotykamy się na co dzień. Zresztą autor słowa traktuje bardzo swobodnie - czasami sięga po takie, które wyszły już z użytku, czasami przekształca je na własne potrzeby. W dialogach czy monologach pojawiają się przekleństwa, momentami jest ich sporo, są też i nieco brutalniejsze, bardzo dosadne opisy. Same dialogi w większości wypadają naturalnie, czasami jednak, gdy rozmowa toczy się pomiędzy dwoma płciami, wkrada się nutka sztuczności. Nie na tyle, by miało to utrudnić czytanie, jednak w momentach, gdy jest kumulacja wszystkich “dziwności”, książka budziła we mnie mieszane emocje.
“Jedni, żeby się wyluzować, szli na wódkę, a on na wywoływacz z utrwalaczem.”
Choć z opisu powieści może wydawać się, że jest to thriller z elementami kryminału, to jednak nie do końca tak jest. Historia zaczyna się w sposób spokojny, obyczajowy - w końcu z początku zniknięcie Zmory nie budzi w nikim dużego zdziwienia, więc czytelnik towarzyszy Lucjanowi w jego nowej codzienności, styczności z nowymi ludźmi i starymi znajomymi, którzy sprawiają, że pojawiają się wspomnienia sprzed wyjazdu. A jednak sam prolog zaczyna się morderstwem, gdzieś więc wątek kryminalny się czai. Nie jest to jednak typowa intryga dla kryminału - autor bazuje raczej na powieści grozy, pojawiają się wątki paranormalne, subtelnie fantastyczne, a realność, jakiej spodziewamy się po kryminale, rozmywa się w onirycznych fragmentach, które do samego końca trudno jest rozgryźć. Z powieści obyczajowo-kryminalnej historia przeradza się w coś ulotnego, coś delikatnie niepokojącego, by za chwilę zmienić się w makabryczny horror - te elementy gatunkowe raz po raz się przeplatają dając powieść trudną do jednoznacznej kategoryzacji.
“(...) analog, a już nie wspomnę o Polaroidach, to fotografia naturalna, jedyna, która pokazuje rzeczywistość taką, jaka ona jest. Tylko że dziś nikt jej już nie potrzebuje i nie chce oglądać.”
Sama intryga bazuje na starych przesądach, które pojawiają się w różnych kulturach, na pewnym motywie, który był już w popkulturze wykorzystany, jednak nie dokładnie w taki sposób, w jaki robi to tutaj S.J. Lorenc. Jego pomysł jest świeży, a równocześnie fajnie wykorzystuje kontrast pomiędzy tym, co jest teraz, a tym, co było - tu świat jeszcze z czasów przełomu ustrojów w Polsce miesza się ze współczesnością, świat analogiczny ze światem cyfrowym. Rozwiązanie jest dobrze przemyślane i zaskakujące, a jednak coś w tej fabule było takiego, że sama nie czułam dużej ciekawości w jaki sposób ta historia się skończy - czy to dlatego, że sięgając po ten tytuł spodziewałam się intrygi bardziej realistycznej? A może po prostu zabrakło mi bardziej pogłębionych kreacji postaci, porządku fabularnego? Nie wiem, niemniej jednak moja ciekawość gdzieś w trakcie lektury się ulotniła.
 
Tym jednak, co uwagę mocno przyciąga, jest wątek fotografii - cała fabuła właśnie o niego się opiera, cały świat przedstawiony to świat przedstawiony oczami fotografa. I to daje bardzo ciekawy efekt, który nie jest jeszcze w literaturze wyeksploatowany - spojrzenia na świat w kadrach, w obrazach. Równocześnie dzięki temu opowieść zadaje ciekawe pytania - czy to, co teraz zwie się fotografią, nadal można uważać za sztukę? Przy ilości programów do obróbek, całej fotografii cyfrowej, wydaje się, że ta magia łapania chwili na kliszy już gdzieś przepadła. Bo czym naprawdę jest fotografia, co ma na celu, gdzie kryje się jej czar, jej magia? To ważny aspekt tej powieści - ścieranie się plusów i minusów fotografii cyfrowej i analogowej, wrzucanie zdjęć do programów komputerowych kontra wywoływanie ich w ciemni - pod tym kątem Lucy i Zmora przedstawiają dwa różne punkty widzenia, obydwoje jednak zdają się kochać to, co robią - a czytelnicy, którzy podzielają tę pasję, będą to mocno odczuwać.
“(...) tym Polaroidem, robisz fotę… (...) I drugiej takiej już nigdy, nigdzie nie będzie. To jest tak, jakbyś wziął nożyczki i wyciął kawałek tego, co widzisz. Wyciął, zabrał i schował do kieszeni.”
Wydaje się, że S.J. Lorenc pisząc “Szmelc” chciał stworzyć coś oryginalnego - bez wątpliwości mu się to udało. To powieść wymykająca się jednego określeniu gatunkowemu, korzystająca z motywu znajomego, zakorzenionego w różnych kulturach od dawna, ale ujętego w nieoczywisty sposób mocno bazujący na polskiej historii. Również i sam język wymyka się schematom, często wzbudza różne emocje - zaskakuje, szokuje, czasem nawet i obrzydza. Na uwagę zasługuje też motyw fotografii, który w powieści zajmuje sporo miejsca, to zarazem hołd dla tej pasji, ale i dysputa o tym, co dzieje się z fotografią teraz i jak zmienia się w stosunku do tego, co było przed lat. Niemniej jednak nie jest to powieść idealna - postacie same w sobie nie są specjalnie dopracowane pod kątem psychologicznym, a fragmentaryczność historii wprowadza w lekturę chaos. Szokująco brutalne momenty też nie wywołały we mnie entuzjazmu, nie znalazłam dla nich uzasadnienia. Może to właśnie spowodowało, że gdzieś po drodze moja ciekawość lekturą się rozmyła? Mimo tych mankamentów cieszę się, że “Szmelc” pokazał się na naszym rynku - S.J. Lorenc uświadomił mi, jak niewiele jest powieści, które wykorzystują w fabułach motyw fotografii, który przecież daje ogromne twórcze możliwości! Zdecydowanie jest to lektura dla tych, którzy podzielają pasję autora.
 
Moja ocena: 6,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mięta. 



Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 19, 2026

"Awantura na morzu" Alasdair Beckett-King - patronacka recenzja przedpremierowa

"Awantura na morzu" Alasdair Beckett-King - patronacka recenzja przedpremierowa

Autor: Alasdair Beckett-King
Tytuł: Awantura na morzu
Cykl: detektyw Montgomery Bonbon, tom 4
Ilustracje: Claire Powell
Tłumaczenie: Magdalena Korobkiewicz
Data premiery: 21.01.2026
Wydawnictwo: Kropka
Liczba stron: 272
Gatunek: powieść detektywistyczna
Wiek: 9+
 
Czy ten, który rozśmiesza dorosłych, potrafi też rozbawić dzieci? Angielski komik Alasdair Beckett-King podjął się tego wyzwania po raz pierwszy w czasie lockdownu spowodowanego koronawirusem, kiedy to występy z publicznością na żywo zostały wstrzymane i nie wiadomo było czy i kiedy znowu będzie można zebrać większą grupę ludzi w jednym miejscu. I tak powstał detektyw Montgomery Bonbon, w roli którego w przebraniu występuje10-letnia dziewczynka Bonnie.  Jej próby wcielenia się w osobę dorosłą śmieszyć będą dzieci, dorosłych z kolei, o ile znają klasykę powieści detektywistycznych, solidnie rozbawi udana parodia detektywa Poirota! I tak w 2023 roku (w Polsce w 2024) na rynek trafiły pierwsze przygody Bonbona pt. “Morderstwo w muzeum”. Ten tytuł został doceniony przez niezależne angielskie księgarnie, po czym popłynął w świat - na ten moment przetłumaczony został na kilkanaście języków. Książka jednak byłaby niepełna, gdyby nie Caire Powell, ilustratorka, która bogato ozdabia tekst komika, dając czytelnikowi, niezależnie od wieku, kolejne pole do dobrej zabawy!
“Awantura na morzu” to czwarty tom przygód detektywa Bonbona, nie trzeba jednak zachowywać kolejności chronologicznej lektury, by po niego sięgnąć. Równocześnie to ostatnia sprawa tego detektywa, w której będziemy mogli mi towarzyszyć!
 
Rodzinne miasteczko Bonnie szykuje się do obchodów Nocy Kapitana Grimma, legendarnego XVIII-wiecznego wilka morskiego, które całe życie spędził na statku “Łupieżcy”. To w hołdzie dla niego co roku organizowany jest wielki pokaz fajerwerków, który ma miejsce na replice statku kapitana odcumowanego od portu. W tym roku wyjątkowo Bonnie wraz ze swoją przyjaciółką Daną i dziadkiem Banksem są zaproszeni do udziału w tym wydarzeniu - a to dlatego, że mama Bonnie jest za ten wielki pokaz odpowiedzialna. A choć wieczór faktycznie okaże się wystrzałowy, to jednak nic nie pójdzie po ich myśli… Wszystko zaczyna się od przedwczesnego wybuchu fajerwerków i kapitana, który z dziwnymi plamami na twarzy, wyglądającymi jakby zaatakował go jakiś stwór morski, pada martwy na pokład… Oczywiście na inspektor Sands nie ma co liczyć, do rozwiązania zagadki musi zatem przystąpić Bonbon!
“Dawni żeglarze i detektywi mają ze sobą coś wspólnego: wszyscy się boją, że utkną w martwym punkcie.”
Książka rozpisana jest na dwadzieścia rozdziałów i epilog. Każdy rozdział opatrzony jest niewielką otwierającą ilustracją i tytułem, każdy numer strony zaopatrzony jest w… wąsy! Tekst jest ładnie wypośrodkowany i wpisany w nieco szerszą interlinię, przez co młodszy czytelnik nie powinien mieć problemów z lekturą bądź po prostu śledzeniem tekstu za czytającym rodzicem. Co więcej, prawie każda strona opatrzona jest ilustracją, co czyni lekturę jeszcze ciekawszą! Niektóre to rysunki na całą stronę, inne to tylko detale po bokach stron (liny albo bąbelki wody), pojawiają się też różne listy sporządzenie przez Bonnie i jej mamę, a w samym tekście dźwiękonaśladowcze wyrazy są wyraźnie wyróżnione. Zatem już przy samej formie podania tekstu nie ma nudy!
Język subtelnie dopasowany jest dla dziecka, niemniej jednak z pewnością pojawi się do rodziców kilka pytań. Sam autor też parę zagadnień tłumaczy, a do wtrąceń obcojęzycznych na końcu książki zamieszczony został specjalny słowniczek - w końcu Bonnie wcielając się w Bonbona wie, że powinna udawać obcokrajowca, nie pamięta chyba tylko z jakiego kraju, bo jej wtrącenia to miks języków, co dobre ubawi dorosłego czytelnika. Do słownictwa związanego z wyprawą morską przyda się rysunek, który otwiera tę powieść przedstawiający “Łupieżcę” z pełnym nazewnictwem wszystkich części statku. Można więc się co nieco dowiedzieć!
“To pytanie powinna była sobie zadać już dawno. Ale o wiele łatwiej było się zastanawiać bez wodorostów we włosach i mułu w kieszeniach. “Detektyw stanowczo powinien odwiedzać miejsce zbrodni w suchych skarpetkach” - pomyślała Bonnie. I tak ukuła świetną życiową dewizę.”
Książka pisana jest w stylu humorystycznym (w końcu jej autor jest komikiem!) przyjemnie dopasowanym do młodszego czytelnika. Śmiać można się tu już z samych dialogów, ale i postacie oddane są grubą, kontrastową kreską jak choćby piosenkarka z żywym kotem robiącym jej za szal czy kucharka, która łączy smaki bardzo... kontrowersyjnie. Jest też i humor wynikający z sytuacji - ten humor jednak często połączony jest z pozytywnymi lekcjami życiowymi, jakie z tej historii może wyciągnąć najmłodszy.
 
Poza wartością przyjaźni i wsparcia, jakie z niej powinny wynikać, ważną relacją w tym tomie jest ta rodzic-dziecko. Po raz pierwszy Bonnie ma rozwiązywać śledztwo na oczach swojej matki, więc stresuje się nie tylko tym, że jej mama zagadek kryminalnych nie lubi, ale i że ją jako Bonbona zdemaskuje, a co za tym idzie - nie zaakceptuje. Dorośli na pewno już się domyślą, jak ta opowieść się kończy.
“Miała przeczucie, że mama mocno zmąci i tak niespokojne wody jej śledztwa.”
Oczywiście wszystko to rozgrywa się osadzone na zagadce kryminalnej, która wcale do łatwych nie należy - sama nie dałam rady rozwiązać jej przed Wielkim Ujawnieniem Sprawcy, ale kto wie, może komuś się to uda? Bo autor buduje zagadkę w sposób klasyczny - jest zamknięte grono podejrzanych i detale, które spostrzegawczych mogą na trop naprowadzić. Dodatkowo sama zagadka oparta jest o pewne ciekawostki, co sprawia, że jest tym bardziej atrakcyjna i wartościowa.
 
Na koniec warto też powiedzieć kilka słów o miejscu i barwnych postaciach. Tym razem wracamy do rodzinnego miasteczka Bonnie, do Widdlington, gdzie rozgrywała się akcja tomu pierwszego “Morderstwa w muzeum”. Teraz jednak dostajemy scenerią morską - część akcji rozgrywa się na molo, które pełne jest małym straganików i jarmarcznej rozrywki, a dla reszty zderzeń tłem jest po prostu statek. To Bonbon w pirackim wydaniu! Choć zamiast papugi jest kot.
“Wyciągnęła rękę do białego futrzaka na parapecie.
- Chodź do mamci, skarbie!
Engelbert chwilę się namyślał, a potem wystawił szorstki języczek.
- To pers, jak mniemam? - zagadnęła Dana.
- Blisko, młoda damo - odparła Rita. - Pers szynszylowy.
- Zdumiewające - szepnął dziadek Banks. - Przysiągłbym, że to kot.”
“Awantura na morzu” ma wszystko to, co powinna mieć książka dla młodszego czytelnika. Bawi i uczy, śmieszy, wzrusza i umacnia właściwe wartości, a i zwyczajnie ciekawi. W końcu kto nie zainteresowałby się tym, co faktycznie stało się z kapitanem statku? I jak doszło do tego, że tak skrzętnie przygotowywane przez mamę Bonnie fajerwerki wybuchły za wcześnie? To zdecydowanie zadanie godne detektywa Bonbona i jego pomocników - nie tylko dziadka Banksa, ale i tym najmłodszych czytelników, którzy będą towarzyszyć mu w tej przygodzie. Książka określona jest jako odpowiednia dla czytelnika 9+ ze względu na polską kategorię przedziałów lektury dziecięcej, jednak w wypadku tego tytułu nawet lepiej pasuje zakres jaki stosuje się w systemie anglojęzycznym - na wiek 8-12 lat. A choć sama jestem już duuuużo starsza, to i tak jest mi nieco smutno, że to było już moje ostatnie spotkanie z Bonnie i jej dziadkiem Banksem - to naprawdę udany duet śledczych (recenzje wcześniejszych tomów – klik!, wywiad z autorem – klik!)!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Kropka.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 16, 2026

"Każdy twój ruch" C.L. Taylor

"Każdy twój ruch" C.L. Taylor

Autorka: C.L. Taylor
Tytuł: Każdy twój ruch
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Data premiery: 14.01.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller psychologiczny
 
C.L. Taylor powoli zbliża się do dwudziestolecia swojej twórczości! Zaczynała w 2009 roku komedią romantyczną, którą wraz ze swoją drugą książką podpisała Cally Taylor, od roku 2014, już jako C.L. Taylor, skupiła się jednak na gatunku, który przyniósł jej międzynarodowy rozgłos - na thrillerach psychologicznych. Od tego czasu napisała jedenaście powieści dla dorosłych i dwie dla czytelników Young Adult, ich sprzedaż przekroczyła dwa miliony egzemplarzy w samej Wielkiej Brytanii, a tłumaczenia rozrosły się na ponad trzydzieści języków.
W Polsce debiutowała w tym samym roku, co na rynku rodzimym, jednak ciągłość wydawania jej powieści nie została wtedy zachowana - pod szyldem Wydawnictwa Prószyński i S-ka oprócz debiutu ukazała się tylko jeszcze jej trzecia książka w 2016 roku. Trzy lata później autorka trafiła pod opiekę Wydawnictwa Albatros i od tej pory jej powieści wydawane są systematycznie - “Każdy twój ruch” to jej szósty thriller wydany w tym wydawnictwie.
 
Londyn, 10 października. Lucy, Alex, Bridget i River spotykają się na pogrzebie Natalie - na żywo widzą się po raz pierwszy, choć od pewnego czasu są dla siebie dużym wsparciem. Połączył ich wspólny problem - wszyscy są ofiarami stalkingu. I to właśnie stalker stoi za śmiercią Natalie, która choć zrobiła wszystko to, co w takiej sytuacji zrobić należało, i tak zginęła… Jak więc obronić się przed taką formą nękania? Mimo trudnej codzienności całej czwórki to właśnie ich spotkanie pakuje ich w jeszcze większy stres - ktoś wręcza im wiązankę kwiatów, którą biorą za wieniec dla Natalie, zanim zauważą datę na dołączonej karteczce: to 20 października. Czy to zwyczajna pomyłka drukarska? Szybko nabierają pewności, że nie, że to ostrzeżenie, zapowiedź śmierci kolejnego z nich. Tylko kogo? Kto z tej czwórki ma zginąć dokładnie za dziesięć dni i czy są w stanie zrobić cokolwiek, by te nękanie i szybką wizję śmierci powstrzymać?
 
Książka rozpisana jest na 59 krótkich rozdziałów, które poza rozdziałem pierwszym przypisanym Natalie, dzielone są po równo na czwórkę postaci i zapisy z chatu, który mają utworzony na WhatsAppie, co wraz z odliczaniem do dnia zapowiedzianego na wiązance kwiatów jest zaznaczone na początku każdego rozdziału. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego, narrator opisuje zdarzenia i towarzyszące im emocje z perspektywy postaci, która jest wskazana w danym rozdziale. Styl powieści jest swobodny, dopasowany do sytuacji - w chwilach napięcia pojawia się sporo przekleństw, są jednak użyte w sposób wiarygodny, mimo własnego wyczulenia na takie słownictwo, w tym wypadku nie czułam żadnych zgrzytów. Książkę czyta się bardzo płynnie i szybko, nie zauważyłam żadnych potknięć stylistycznych, które mogłyby w jakiś sposób z rytmu lektury wybijać.
“Zawsze uważała kłótnie innych za fascynujące i zarazem krępujące. Są niemal równie intymne jak seks - choć oczywiście nigdy nie podsłuchiwała celowo, jak ludzie to robią.”
W thrillerach psychologicznych ważna jest perspektywa, z której historię poznajemy - nie inaczej jest tutaj. Cztery postacie, które odsłaniają przed nami swoje emocje i lęki, a równocześnie nie zdradzają o sobie za wiele - informacje są ściśle kontrolowane tak, by czytelnik miał wrażenie, że postacie już zna, choć tak naprawdę niewiele o nich wie. Autorka sprawnie operuje wiedzą o każdym z nich, dobrze wykorzystuje ją do kolejnych twistów fabularnych i zaskoczeń. Jednak tak naprawdę to nie same informacje są ważne, a emocje, jakie każda z tych postaci niesie. Czytelnik ma okazję przyjrzeć się dokładnie z czym stalking się wiąże, jak to jest żyć w codzienności pozbawionej poczucia bezpieczeństwa, stabilności, takiej, w której przy każdym ruchu należy oglądać się za i dookoła siebie. Momenty nasilonego nękania oddane są bardzo wiarygodnie, autorka doskonale oddaje to poczucie bezsilności i paraliżującego strachu.
“Dała mu wszystko, a w zamian odebrał jej pewność i wiarę w siebie oraz poczucie własnej godności. Łamał ją na coraz mniejsze kawałki, aż nie wiedziała, kim sama właściwie jest.”
Bo to właśnie temat stalkingu stanowi centrum historii. Przyglądamy się temu, jak niewiele trzeba, by zniszczyć komuś życie, by zmienić człowieka w kogoś innego, podporządkować go jednemu celowi, jednej funkcji. To przerażające jak łatwo jeden człowiek może zniszczyć drugiego i w jaki różnych sytuacjach do tego dochodzi - niektórzy stalkerzy to dawne osoby najbliższe, inni to zupełnie obcy ludzie. I czytając tę powieść nie sposób nie zastanawiać się: co siedzi w głowach takich ludzi? Skąd ta ciągle napędzająca ich złość, obsesja, nienawiść?
I co na to prawo? Na szczęście w ostatnich latach przepisy są już zaostrzone, więc oczywiście trzeba coś takiego zgłosić na policję, jednak postacie tej powieści po tym, co spotkało Natalie nie mają złudzeń - ich stalkerzy są sprytniejsi niż policja, więc tak naprawdę mogą liczyć tylko na siebie.
 
Sama intryga jest zaskakująco nowatorska jak na thriller o stalkingu - takich powstało już przecież naprawdę wiele, nigdy jednak nie spotkałam się z pomysłem połączenia prześladowanych w jedną, wspierającą się grupę. A przecież we współczesnych czasach, gdzie internet odpowiada za sporą część kontaktów międzyludzkich, jest to coś jak najbardziej prawdopodobnego - w takich sytuacjach zawsze dobrze wiedzieć, że nie jest się samemu z takim problemem. Równocześnie oparcie intrygi o cztery postacie z własnymi stalkerami daje duże pole do popisu pod kątem fabularnym - w końcu ilość twistów można czterokrotnie pomnożyć! Jednak autorka w żadnym razie nie przesadza, może w jednym czy dwóch momentach skłania się w lekko sensacyjną stronę, jednak mimo wszystko nie traci wiele na realności – wszystko, co opisuje, we współczesnym świecie wydaje się jak najbardziej możliwe.
“Są grupą, do której nikt nie chce należeć i którą każdy chce opuścić. Ale nie w taki sposób jak Natalie.”
Przyznam, że jestem pod wrażeniem tej powieści. Spodziewałam się po prostu dobrego, rozrywkowego thrillera, a dostałam coś, co pochłonęło mnie już od pierwszej strony i nie pozwalało mi z rąk książki wypuścić aż nie poznałam zakończenia tej historii. Książka jest nie tylko bardzo angażująca emocjonalne, ale również bardzo dokładna pod kątem psychologicznym - autorka poświęca dużo uwagi, by oddać wszystkie uczucia, jakie wiążą się z codziennością ofiary takiej przemocy. Ta bezsilność, złość, nienawiść oddane są doskonale, tak realistycznie, że sama współodczuwałam je podczas lektury. Rozwiązania fabularne też nie rozczarowują, cała intryga jest doskonale przemyślana. Myślę, że z wszystkich pięciu książek, jakie tej autorki czytałam (recenzje – klik!), ta jest bezsprzecznie najlepsza!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 15, 2026

"Grobowa cisza" Ryszard Ćwirlej

"Grobowa cisza" Ryszard Ćwirlej

Autor: Ryszard Ćwirlej
Tytuł: Grobowa cisza
Cykl: seria z Blachą, tom 3
Data premiery: 14.01.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 448
Gatunek: powieść kryminalna
 
Ryszard Ćwirlej jest jednym z tych autorów powieści kryminalnych, którzy przyczynili się do powrotu popularności tego gatunku w naszym rodzimym wydaniu. Debiutował jako jeden z pierwszych współczesnych twórców kryminału, w roku 2007, choć jego debiut typowo współczesnym kryminałem nie był - bo osadzony był w czasach PRL-u i opisywał historię grupki poznańskich milicjantów. Dopiero kilka lat później narodziły się jego kolejne serie osadzone i w czasach wcześniejszych, i w końcu tych współczesnych. Teraz autor na koncie ma ponad trzydzieści powieści rozdzielonych na pięć cykli, z czego jednym z najnowszych jest seria z Blachą, inaczej zwana serią z prokuratorką Brygidą Bocian - po raz pierwszy pojawiła się w 2023 roku, a “Grobowa cisza” jest jej trzecim, najnowszym tomem. Co ważne, ta seria jest bezpośrednią kontynuacją serii debiutanckiej autora o milicjantach z Poznania, więc i postacie znane z tamtych powieści, w serii z Blachą się pojawiają. Nie trzeba jednak koniecznie znać obydwu, by po najnowszy tytuł “Grobowa cisza” sięgnąć.
 
Wiosna 1992 rok. W Obornikach Wielkopolskich, niewielkiej miejscowości położonej nieopodal Poznania, z samego rana po polowaniu urządzonym dla pracowników poznańskiej firmy, leśniczy obchodzi las w poszukiwaniu zastrzelonej zwierzyny. Jednak to nie na martwe zwierzę trafia, a człowieka, który ewidentnie zginął od kuli. Powiadamia o tym służby, sprawę przejmuje komisarz Karol Osiński i prokuratorka Katarzyna Borzym-Grzesik. Denat na razie pozostaje niezidentyfikowany, sprawę trzeba więc zbadać od drugiej strony - polowania i firmy, która je zorganizowała.
Poznańska policja jednak nie zamierza na razie w te dochodzenie się angażować, bo co innego ma na głowie - jeden z zatrzymanych w zamian za dobrą wolę w jego sprawie, przekazuje informacje o nielegalnej rozlewni niemieckiego spirytusu, w którą przemieniona została gorzelnia w Wolsztynie. Na zlecenie przełożonego sprawę zbadać ma komisarz Mariusz Blaszkowski, prywatnie partner prokuratorki Brygidy Bocian, który w obserwację gorzelni angażuje tego, kto nadaje się najlepiej - wielkiego fana alkoholi, podkomisarza Teofila Olkiewicza. Sam zamierza zbadać temat od drugiej strony - chce ponownie przeanalizować sprawę, która ich informatora posłała do aresztu. Gdyby tylko wiedział, w jakie tarapaty ta decyzja go wpędzi…
 
Książka rozpisana jest na prolog, 10 rozdziałów i epilog. Każdy z rozdziałów dzielony jest na nienumerowane podrozdziały rozpisane pod kątem miejsca akcji i dokładnej godziny zdarzeń. Każdy podrozdział liczy kilka stron i nie jest już dzielony na mniejsze fragmenty akcji. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator naprzemiennie oddaje perspektywę kilku postaci, z czego przeważająca większość to mężczyźni, poznańscy policjanci współczesnej Polski, ale i ci starej daty, którzy tęsknią za czasami, gdy nazywano ich milicją. Styl powieści jest jednym z jej największych atutów, a zarazem cech charakterystycznych całej twórczości Ryszarda Ćwirleja - barwny, gawędziarski, stawiający już w samej warstwie językowej na rozróżnienie postaci, miejsca i charakterystyki czasów, w których akcja jest osadzona. Dialogi prowadzone są w sposób mistrzowski - bardzo naturalne, bardzo swobodne, usiane są gwarą poznańską (dla słów niezrozumiałych są przypisy) i humorem, czuć w nich, że nie tylko my dobrze się bawimy je czytając, ale i sam autor (prawdopodobnie!) miał niezłą frajdę z ich tworzenia. Przyznam jednak, że w tej historii było też coś, co nieco mnie z rytmu lektury wybijało - to duża ilość wspomnianych historii z tomów poprzednich, zarówno serii z Blachą, jak i serii z milicjantami z Poznania (każda również opatrzona przypisem z tytułem powieści). Może dla tych czytelników, którzy obydwie serie znają, będzie to miły dodatek, swego rodzaju wspomnienie mające zapewnić ciągłość historii, dla mnie jednak, przy pierwszej styczności z serią, były czymś, co akcję spowalniało i zwyczajnie rozpraszało uwagę. Podejrzewam, że taki sposób prowadzenia narracji może być czymś charakterystycznym dla obydwu serii, mgliście pamiętam takie wspomnienie z dawno temu czytanego opowiadania osadzonego w uniwersum serii z milicjantami z Poznania.
“(...) z alkoholem trzeba walczyć, bo jak go będzie mniej, to mniej będzie morderstw i pijackich awantur i społeczeństwo będzie szczęśliwsze.”
W “Grobowej ciszy” postaci jest sporo, ale dzięki temu autor może świetnie oddać tę różnorodność poglądów, jaka w czasach świeżo po wyjściu Polski z PRL-u dzieliła Polaków. Są tutaj przedstawiciele tych, co żyją jeszcze tak, jak żyło się kilka lat temu - w Polsce komunistycznej, gdzie kombinowanie i nie do końca legalne działania były czymś na co zwyczajnie przymykało się oko. Co to komu szkodzi, że policjant w czasie służby wyskoczy sobie do pubu na kielonek lub trzy? A czy to alkohol z akcyzą czy bez, to kogo to tak naprawdę obchodzi? Tuż obok przejawiających taki pogląd policjantów, stoją ci, co nie patrzą wstecz, a w przyszłość, którzy cieszą się ze zmiany ustroju, a poglądy przejawiają już bardziej współczesne - do nich należy tytułowy Blacha i jego partnerka Brygida, która, muszę przyznać, jest jedną z kilku postaci kobiecych w prozie Ćwirleja, która zyskała moją pełną aprobatę. I właśnie bazując na dwóch postaciach kobiecych, dwóch prokuratorkach, autor pokazuje kolejny etap przemian w Polsce - zmianę roli społecznej kobiety, która teraz już nie jest wzywana tylko na traktor (hasło czasów PRL-u „kobiety na traktory!), ale w sposób bardzo kobiecy może z powodzeniem wcielić się w zawód jeszcze niedawno uważany za całkiem męski.
“W wolnej Polsce trzeba było ludzi przesiąkniętych zwyczajami komunistycznymi oduczyć kradzieży, więc gdy żarówki znikały, w blokach pojawiały się kartki zakazujące ich wykręcania. Ale, jak wiadomo, przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, więc trzeba było chodzić po schodach w ciemnościach, skoro nikt nie chciał odpuścić.”
Ta wielość postaci ma jednak też i pewne minusy - mimo kilku policjantów wysuwających się naprzód akcji, tak naprawdę nie ma tu postaci typowo pierwszoplanowych, a ilość imion, nazwisk i funkcji zwyczajnie momentami może się mieszać - dla mnie, czytelniczki z serią niezaznajomioną, był to momentami pewien problem.
“- (...) nie mogę mieć zapalniczki, bo mi zaraz ukradną, a ja nie mogę popierać złodziejstwa, wystawiając złodzieja na pokuszenie.”
Sama intryga powieści budowana jest tempem bardzo spokojnym. Początkowo czytelnik zaznajamia się z kilkoma sprawami i zwyczajnym życiem policjantów, nie wiadomo więc który aspekt kryminalny będzie tym przewodnim. Dopiero gdzieś za połową powieści intryga nabiera rumieńców, a kolejne twisty fabularne zaczynają przypominać połączeniem komedii pomyłek z powieścią sensacyjną (jest trochę bójek czy innych charakterystycznych dla tego gatunku scen). Niemniej jednak finalnie intryga okazuje się bardzo dobrze przemyślana i rozbudowana tak sprytnie, że mimo pewnych oczywistości, czytelnik nie jest w stanie sam wpaść na jej przynajmniej częściowe rozwiązanie. Nie mogę jednak nie zauważyć, że samego kryminału jest w tej powieści niewiele, a przynajmniej nie można powiedzieć, że jedna intryga kryminalna jest tym, co całej powieści przewodzi - to następstwo wspomnianej już dużej ilości wspominek i dygresyjnych historyjek, które uwagę od intrygi odciągają.
“- (...) Co, Maryjanek, dobry plan?
- Jak dla mnie może być (...). Bardzo literacki, jak w dobrej powieści kryminalnej.”
A może historia kryminalna jest tu tylko pretekstem do opowiedzenia o tym, jak żyło się w czasach przełomu? Bo to i czas, i miejsce, są tym, co nieraz uwagę czytelnika kradną. Rok 1992 to czas sporych przemian, czas, kiedy PRL jeszcze nadal był w pamięci bardzo wyraźny, ale już równie mocno dało się odczuć powiew wolności płynącej z Zachodu. Zmiana stylu w ubiorze, muzyce, literaturze jest podkreślana na każdym kroku, a czytelnik doświadcza ówczesnej kultury całym sobą. Sam Poznań też jest ważny - puby, restauracje, czy bary mleczne, a nawet dworce mają tutaj swój klimat oddany bardzo wyraźnie, to czasy dawne, ale przecież już czuć w nich i tę znajomą współczesność.
“(...) na razie na naszym rynku nie ma zapotrzebowania na polskie kryminały. Ludzie chcą czytać to, czego za czasów poprzedniego ustroju nie mogli dostać, bo był to towar zakazany.”
“Grobowa cisza” to powieść skupiona nie tylko za zagadce kryminalnej i postaciach w nią uwikłanych, ale i na zwykłej codzienności, jaką niósł przełom dwóch ustrojów, dwóch systemów politycznych i ekonomicznych. Autor te detale codzienności wykorzystuje w każdym ich aspekcie, przemyca je tak naprawdę w każdą część powieści i świata, jaką wokół niej buduje - to robi wrażenie, uświadamia czytelnikowi ciągłość historii i świata, w którym żyje, to, co działo się wtedy ma wpływ na to, jak wygląda nasze teraz. Jako powieść kryminalna książka ma mocne zabarwienie gawędziarskie, dygresyjne, co tempo akcji nieco rozmywa w większym natężeniu niż w pozostałych seriach tego autora. Mimo to cieszę się, że i na tę lekturę się zdecydowałam - tak dobrą zabawę przy dialogach i tak barwne postacie to domena Ryszarda Ćwirleja!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 14, 2026

"Śpij, laleczko" Lisa Regan - patronacka recenzja premierowa

"Śpij, laleczko" Lisa Regan - patronacka recenzja premierowa

Autorka: Lisa Regan
Tytuł: Śpij, laleczko
Cykl: detektywka Josie Quinn, tom 11
Tłumaczenie: Marta Czub
Data premiery: 14.01.2026
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał
 
W 2018 Josie Quinn pojawiła się na rynku amerykańskim po raz pierwszy w książce pt. “Znikające dziewczyny” (recenzja – klik!). Wtedy nikt jeszcze nie przypuszczał, jak bardzo seria z tą detektywką się rozrośnie, jak wielu czytelników zachwyci! Teraz, po ośmiu latach seria liczy 23 tomy, a planowana jest jeszcze na kilkanaście kolejnych. Na liczniku sprzedaży już zeszłego lata wybiły 4 miliony, a tłumaczenia rozprzestrzeniają się na świat - o Josie Quinn można już poczytać m.in. w Niemczech, Włoszech, Francji i oczywiście Polsce.
U nas debiut serii, a zarazem jej autorki Lisy Regan, miał miejsce w 2022 roku. Przez pierwsze trzy lata Wydawnictwo Dolnośląskie dostarczało nam dwa tomy rocznie, w poprzednim jednak przyspieszyło i tę liczbę podwoiło - dzięki temu rok 2025 zamknęliśmy pierwszym jubileuszem serii, tomem dziesiątym pt. “Bez tchu” (recenzja - klik!). W roku 2026 ewidentnie możemy nastawiać się na podobne tempo wydawcy - już dzisiaj do rąk czytelników trafił tom jedenasty pt. “Śpij, laleczko”. I jest to tom wyjątkowy pod kątem poruszanego tematu - opisuje zaburzenia, z którymi całe życie zmaga się jego autorka.
 
Wiosna nadciąga do Denton, a wraz z nią najważniejsze wydarzenie w życiu prywatnym Josie Quinn. Jednak, gdy już wraz z Noah mają zmierzać przed ołtarz, dociera do nich informacja o potencjalnej zbrodni - na terenie ośrodka, w którym znajdują się oni i wszyscy ich gości, tuż przed drzwiami kapliczki, w której mieli powiedzieć sobie “tak”, ktoś zostawił ciało 12-letniej dziewczynki. Mimo namów rodziny, Josie nie może zostawić tej sprawy swoim współpracownikom - wraz z Noah udają się na miejsce potencjalnej zbrodni, a Josie rozpoznaje w dziewczynce córkę kobiety, której dom odwiedziła trzy miesiące temu… Teraz już nie ma wyjścia, musi zająć się tą sprawą, pojechać do tego domu - poza kobietą i jej 12-letnią córką, była wraz z nimi jeszcze jedna, młodsza dziewczynka. Josie musi upewnić się, że nic jej się nie stało.
 
Książka rozpisana jest na prolog i 43 kilkustronicowe rozdziały. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, tym razem przedstawiona jest tylko z perspektywy Josie. Styl powieści jest codzienny, wyważony tak, by był uniwersalny niezależnie od wieku i preferencji czytelnika - w książce nie ma więc przekleństw, zdania są krótkie, treściwe, są po prostu nośnikiem dynamicznej, dramatycznej historii. Polski czytelnik jednak może znaleźć w tekście coś, co go zastanowi - system miar pozostał amerykański, a zatem długości i odległości liczone są w milach i calach. Przyznam, że wolałabym, żeby miary były przełożone na polski system, to sprawiłoby, że odbiór lektury byłby całkowicie płynny i tak jak zakłada sam styl powieści - odpowiedni dla każdego czytelnika. Nie jest to jednak coś, co stanowiłoby problem podczas lektury, ba!, część czytelników pewnie nawet nie zwróci na to uwagi.
“- Myślisz, że blizny przypominają nam o złych rzeczach? (...)
- Nie - odparła. - Myślę, że przypominają nam o tym, jakie jesteśmy silne i jak dużo jesteśmy w stanie przetrwać. Jak dużo jesteśmy w stanie znieść. Są… oznaką cholernej wytrzymałości.”
Seria z Josie Quinn to przede wszystkim kryminały, które mają służyć dobrej rozrywce, nie inaczej jest i z tym tomem. Autorka dobrze dobiera proporcje w łączeniu elementów składowych powieści - akcja jest dynamiczna, ale nie na tyle szybka, by czytelnik tracił dech, a po prostu, by jego uwaga i ciekawość cały czas były utrzymane na odpowiednio wysokim poziomie. Kreacje psychologiczne postaci nie dominują, ale są rozbudowane na tyle, by ich decyzje nie były czytelnikowi obojętne, a co więcej - dla tych, co serię czytają po kolei, rozwój głównej bohaterki jest łatwo zauważalny, co stanowi kolejny atut. Przyjemne tło w postaci niewielkiego miasteczka położonego pośród pensylwańskich lasów jest odpowiednie dla przedstawienia wielu problemów społecznych czy rodzinnych - i na tych zagadnieniach autorka w ostatnich tomach skupia się wyjątkowo mocno.
“- Pewnych rzeczy nie da się powstrzymać, wie pani.
- Cierpienia? (...)
- Tego też, ale chodziło mi o śmierć. Nie da się powstrzymać śmierci.”
W “Śpij, laleczko” problem kryminalny skupiony jest wokół samotnej kobiety wychowującej dwie córki - ich dom ukryty jest przed oczami innych, nie ma więc żadnych świadków, żadnych osób, z którymi można by o nich porozmawiać. Pozostają więc hipotezy i dowody znalezione na miejscu zbrodni, jak i dokumenty, do których policja ma dostęp. A jednak autorka na tej bazie jest w stanie zbudować coś naprawdę pochłaniającego i przejmującego, coś, co naprawdę nie chce się odkładać, przez poznaniem rozwiązania wszystkich wątków! Historia jest mocno kameralna, chwilami nawet klaustrofobiczna, osadzona jest na temacie przemocy i problemie, jakim są zaburzenia psychiczne, które przejawiają się już u dzieci i nastolatków - potraktowany jest bardzo szeroko, Regan nie tylko poprzez narratora tłumaczy na czym takie zaburzenia (związane z agresją, ale i obsesyjno-kompulsywne) polegają, jak na co dzień się z nimi żyje, jak odbiera je społeczeństwo i co dla takich osób robi państwo. Temat jest więc kompleksowo ujęty, co wpływa na świadomość czytelnika, ale mimo to wpasowany w opowieść jest tak, że nie ma się poczucia, że ktoś nas poucza. To nadal naprawdę dobra rozrywka!
“Tak kończą się historie takich dzieciaków. W więzieniu. Nie otrzymują pomocy. Nie otrzymują opieki. A przynajmniej nic po wkroczeniu w dorosłość. W tym kraju nie ma systemowego wsparcia dla takich dzieci.”
Jak w każdym tomie, tak i w tym, ważna jest też i sama główna bohaterka, czyli Josie Quinn. Detektywka, która nadal uczy się tego, że ma się na kim wesprzeć, że już nie musi tłumić swoich traum i emocji, i faktycznie powoli zaczyna nad nimi pracować - to sprawia, że z mocno dramatycznej postaci, Josie staje się coraz bardziej zwyczajnie ludzka, coraz bliższa czytelnikowi. Jednak nie znika jej najważniejsza cecha - bohaterka po pierwsze jest detektywką, służba w policji to nie tylko praca, ale jej powołanie, jej przeznaczenie, czego niektórzy z jej otoczenia mogą nie rozumieć - na szczęście znalazła już osoby, które nie mają jej tego za złe, ba! które jej w tej drodze towarzyszą. Dla tych, co bohaterkę znają z poprzednich tomów, jej zmiana, jej dojrzewanie emocjonalne wzbudza ciepłe uczucia, dla tych, co poznają ją dopiero teraz będzie to po prostu dobra, wielowymiarowa kreacja z ciekawą przeszłością do odkrycia.
“W przypadku osoby, która znajduje się niemal nieustannie w stanie kryzysu, zawsze gasimy jakieś pożary i coraz trudniej jest znaleźć czas na to, żeby zajrzeć głębiej i zająć się tym, co wciąż na nowo je roznieca.”
Na koniec muszę wspomnieć o miejscu akcji - po raz pierwszy w serii Lisa Regan zdradza czytelnikom wielkość i zaludnienie miasteczka, co potwierdza to, czego z wcześniejszych opisów się domyślaliśmy - to nie wioska, gdzie wszyscy się znają, ale i nie metropolia - policjantka więc ma prawo kojarzyć wielu mieszkańców, a o poznanie historii obcych nietrudno. Dlaczego więc tak niewiele wiadomo o ofierze i jej rodzinie? W tym tomie po raz kolejny skupiamy się na odludnych terenach miasteczka, tych, gdzie przeważają lasy, nie domy. To sprawia, że historia nabiera przyjemnie dzikiego, bliskiego natury klimatu.
 
Zaskakujące jest to, że “Śpij, laleczko” to już jedenasty tom serii z jedną bohaterką, a sama nadal nie odnoszę wrażenia, że historia zmierza w kierunku telenoweli - każdy jej nowy tom jest podobnie zajmujący, każdy pisany jest inteligentnie i “z głową”. To dobra rozrywka, ale nie tylko - autorka coraz więcej i coraz częściej przemyca coś, co może wiedzę czytelnika wzbogacić, zarówno tę kryminalną, ale i tę zwyczajną, codzienną, która podnosi wrażliwość społeczną. Oczywiście akcja toczy się znajomym, dynamicznym rytmem, ale historia nadal zajmuje i zaskakuje - jestem pod wielkim wrażeniem, że poziom tomu jedenastego jest równie wysoki, co wcześniejszych, ale nieco lepszy niż tych początkowych, widać, że autorka się rozwija. Jestem bardzo ciekawa, jak długo uda jej się utrzymać tak satysfakcjonująco wysoki poziom, a serię, albo po prostu “Śpij, laleczko”, polecam wszystkim fanom kryminałów - bo zbudowana jest tak, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
 
Moja ocena; 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dolnośląskim.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 08, 2026

"Awantura na morzu" Alasdair Beckett-King - zapowiedź patronacka

"Awantura na morzu" Alasdair Beckett-King - zapowiedź patronacka

 Początek roku to świeżutka dostawa nowych książek, ale też i czas pożegnań... Przynajmniej tak będzie w przypadku premiery "Awantury na morzu" Alasdaira Beckett-Kinga, która jest czwartą i ostatnią książką przygód najlepszego z najlepszych - detektywa Montgomery'ego Bonbona, jaka ukaże się w serii Wydawnictwa Kropka. Premiera tej przyjemnej morskiej, detektywistycznej powieści już 21 stycznia! Książka wydana zostanie z logo Kryminału na talerzu na okładce. 


W Widdlington znów dzieją się dziwne rzeczy. Bonnie wraz dziadkiem Banksem biorą udział w pokazie fajerwerków, który z okazji Nocy Kapitana Grimma na statku imieniem „Łupieżca” organizuje Liz, mama Bonnie. To miał być niezapomniany, ekscytujący wieczór – i w pewnym sensie taki był… Tuż po zachodzie słońca nadciąga mgła i ponad hukiem fal rozlega się przeraźliwy krzyk. Gdy oczom zebranych ukazuje się kapitan Valancourt, ociekający wodą i pokryty dziwnymi czerwonymi plamami, jakie mógłby zostawić chyba tylko morski potwór, sprawy przybierają niespodziewany obrót. Wkrótce okazuje się, że kapitan jest martwy i pasażerowie mogą już liczyć tylko na Montgomery’ego Bonbona.
"Awantura na morzu" to tom czwarty powieści detektywistycznych skierowanych do młodszego czytelnika, ale tak jak my dorośli lubimy, tak i w przypadku tej serii każdy jej tom można czytać od reszty niezależnie - nikt nie broni trochę po chronologii serii poskakać! Jej stałą jest bohaterka Bonnie, dziewczynka, która przywdziewając wąsy i płaszcz przemienia się w detektywa. Stałą są zagadki budowane na klasycznych założeniach gatunku i dobry humor, jaki wnosi w powieści ich autor - komik Alasdair Beckett-King. Nie brakuje też w żadnym tomie doskonałych ilustracji Claire Powell. A co zatem jest szczególnego w "Awanturze na morzu"? Morska zagadka! Śmierć kapitana statku i przedwczesny wystrzał fajerwerków, który prawdopodobnie był dobrym kamuflażem... Choć brzmi to dość groźnie, to autor pamięta o wieku odbiorców, skupiamy się zatem po prostu na dobrej zagadce i dobrych wartościach, które w tym tomie przynosi przede wszystkim relacja Bonnie z jej matką, która w końcu w pewien sposób bierze udział w tej ostatniej zagadce... Książka do długich nie należy, a poza dobrym humorem i zagadką, ilustracje zapewniają naprawdę świetną, rodzinną zabawę! 

Autor: Alasdair Beckett-King
Tytuł: Awantura na morzu
Cykl: detektyw Montgomery Bonbon, tom 4
Tłumaczenie: Magda Korobkiewicz
Ilustracje: Claire Powell
Data premiery: 21.01.2026
Wydawnictwo: Kropka
Liczba stron: 272
Gatunek: powieść detektywistyczna / kryminalna
Wiek: 9+

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.


We współpracy z Wydawnictwem Kropka.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 07, 2026

"Śpij, laleczko" Lisa Regan - zapowiedź patronacka

"Śpij, laleczko" Lisa Regan - zapowiedź patronacka
Nowy rok, nowe książki! Jeszcze nie do końca zamknęliśmy okres świąteczno-noworoczny, a już najwyższa pora przyjrzeć się nowościom, jakie w najbliższym czasie szykują dla nas wydawnictwa. Pierwszy wysyp nowości planowany jest dokładnie za tydzień, 14 stycznia i to już wtedy ukaże się pierwsza książka roku 2026, na okładce której znajdziecie moje logo - to "Śpij, laleczko" Lisy Regan!

Dla Josie Quinn to miał być wyjątkowy dzień. Ostatecznie w sukni ślubnej pójdzie nie przed ołtarz, lecz na miejsce zbrodni.

Dwunastoletnia Holly Mitchell leży przed wejściem do niedużego kościoła na obrzeżach Denton. Jest martwa. W rękach trzyma laleczkę z szyszek.
Do śledztwa włącza się Josie Quinn, która rozpoznaje dziewczynkę. Jej matka, Lorelei Mitchell, jakiś czas temu wyciągnęła detektywkę z tarapatów podczas drogowej kraksy.
Przeszukanie domu Lorelei przynosi kolejne wstrząsające odkrycia. Kobieta nie żyje, a młodsza z jej córek zniknęła. Czego tak bardzo bali się mieszkańcy tego odciętego od świata budynku, że nie było tu żadnych ostrych przedmiotów, a w drzwiach pokoi zamontowano zamki?
Gdy policjantka jest bliska zdemaskowania mordercy, dochodzi do kolejnej tragedii, a na przedniej szybie samochodu Josie ktoś zostawia szyszkową lalkę. Ten makabryczny prezent nie zwiastuje niczego dobrego…

Jest to jedenasty tom serii z detektywką Josie Quinn, jednak nawet jeśli nie mieliście jeszcze z tą bohaterką do czynienia, możecie po tę powieść sięgnąć - jak każdy tom, tak i ten przedstawia osobną zagadkę kryminalną dopracowaną na naprawdę wysokim poziomie! Intryga pochłania od początku przedstawiając nam dziwną historię nie do końca zwyczajnej rodziny... Lisa Regan odsuwa w cień prywatne dobro swojej głównej bohaterki dlatego, że na szali leży życia i dobro dziecka - zaginionej siostry i córki ofiar. Bo czy to nie dzieci mamy przede wszystkim chronić? Tak do tej sprawy podchodzi Josie, która po raz kolejny zaskakuje swoją spójną i ciągle rozwijającą się kreacją psychologiczną. Jestem przekonana, że nawet jeśli tej serii jeszcze nie znacie, po "Śpij, laleczko" będziecie chcieli widzieć całość na swojej półce - są to kryminały odpowiednie dla każdego fana gatunku bez względu na preferencje podgatunkowe. Lisa Regan dobrze wie, gdzie położyć balans, by historia była przyjemne rozrywkowa, a równocześnie inteligentna. Warto rok 2026 zacząć tego typu nowością!


Autorka: Lisa Regan
Tytuł: Śpij, laleczko
Cykl: detektywka Josie Quinn, tom 11
Tłumaczenie: Marta Czub
Data premiery: 14.01.2026
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 


We współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!