sierpnia 08, 2020

"Dublerka" B.A. Paris i inni

"Dublerka" B.A. Paris i inni

Autor: B.A. Paris, Clare Mackintosh, Sophie Hannah, Holly Brown
Tytuł: Dublerka
Tłumaczenie: Maria Olejniczak-Skardgard
Data premiery: 29.07.2020
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller psychologiczny

A gdyby tak zebrać cztery brytyjskie pisarki thrillerów psychologicznych i poprosić je o stworzenie jednej książki? Serial Box, brytyjska platforma audio- i e-booków, która słynie z odważnych projektów tworzonych ze znanymi pisarzami, właśnie o takie coś poprosiła B.A. Paris, Clare Mackintosh, Sophie Hannah i Holly Brown. Jedna z nich wymyślała historię i dobrała sobie pozostałych członków zespołu, razem pisarki stworzyły scenariusz powieści, a później podzieliły się na role i spisały każda swoją część. I tak powstała „Dublerka”. To książka specjalnie rozpisana na role z myślą o słuchaniu ją w odcinkach. W Polsce za realizację audiobooka odpowiedzialny jest Empikgo we współpracy z Wydawnictwem Albatros. Zaplanowanych jest 10 odcinków, dwa każdego tygodnia poczynając od środy 29 lipca, która jest również dniem premiery książki. W role czterech bohaterek wcielają się cztery polskie aktorki: Paulina Holtz, Maria Seweryn, Anna Dereszowska i Małgorzata Lewińska. Każdy z odcinków wyposażony jest też w specjalną ścieżkę dźwiękową.

Historia „Dublerki” toczy się w jednej z angielskich akademii sztuk scenicznych. Rok temu pomiędzy czwórką uczennic, a zarazem najbliższymi przyjaciółkami stało się coś złego – jedna z nich prześladowała drugą, co mogło doprowadzić do tragedii… Na szczęście nikomu nic się nie stało, dziewczyny wróciły do przyjacielskich stosunków, jednak ich matki już tak łatwo o tym nie zapomniały – ich do tej pory zwarta grupa mocno się poróżniła. Teraz, przy okazji nowego roku szkolnego, w akademii pojawia się nowa uczennica. W tym samym dniu w szafce wcześniej prześladowanej dziewczyny – Jess, pojawia się pozytywka – wygrywa melodię piosenki, którą na przesłuchaniu śpiewała Jess, a baletnica w niej ukryta jest zakrwawiona i bez jednej ręki. Czy to dalsza część nękania? Ruby, która rok temu była za to odpowiedzialna, stanowczo zaprzecza, a Jess potwierdza, że dziewczyny cały dzień były razem, więc Ruby nie miała możliwości podrzucić jej tą pozytywkę. Matki dziewczyn jednak wywołują ostrą kłótnię u dyrektora, ten jednak załagadza spór i obiecuje, że zajmie się sprawą, a w tym czasie prosi być czwórka przyjaciółek zaopiekowała się nową uczennicą – Imogen. Już na wstępie dziewczyna zachowuje się dziwnie, ewidentnie ukrywa coś mrocznego… Czy to ona przejęła rolę dręczycielki? Czy może jednak Ruby nie odpuściła? I co kryje Imogen? Co tak naprawdę ukrywa każda z nich?
„… ona nie jest osobą, za jaką ją uważałam. Nikt z nas nie jest.”
Książka składa się z 10 tytułowanych części – każda z nich rozpisana jest na cztery bohaterki – matki dziewczyn: Carolyn, Elise, Bronnie i Kendall. Każda z bohaterek wypowiada się w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego. Styl jest przyjemny, lekki, całkiem zgrany i spójny, biorąc pod uwagę to, że każdy rozdział pisany jest przez inną pisarkę. Książkę czyta się szybko, płynnie i bez problemów.

Mocną stroną książki na pewno są jej cztery główne bohaterki. Każda z nich jest inna, każda reprezentuje sobą inne wartości. Carolyn – matką nękanej Jess, jest profesorem prawa, która w skrytości marzy o karierze autorki musicali – nawet jeden już potajemnie pisze. To kobieta wypalona zawodowo, ale z nowym, trochę wstydliwym pomysłem na przyszłość. Jest bezpośrednia i często dosyć opryskliwa, nie boi się mówić tego co myśli.
Elise to bizneswoman – prowadzi własną, świetnie prosperującą firmę, jej mąż również poświęca się karierze, więc ich związki rodzinne są dosyć luźne. Elise nie czuje się dobrą matką, nie ma dla córki czasu.
Bronnie jest jej całkowitym przeciwieństwem. Ma dużą rodzinę, do ostatniego roku poświęcała się pielęgnowaniu ogniska domowego, dopiero teraz zatrudniła się w szkole jako pomoc przy kostiumach do przedstawień uczniów. Dla niej najważniejsze jest dobro dzieci, ona sama jest potulna i bezkonfliktowa.
Kendall z kolei dopiero od roku mieszka w Anglii. Razem z Ruby przeprowadziły się tu ze Stanów, gdzie został ich mąż i ojciec. Kendall w Stanach była żoną na pokaz, perfekcyjną panią domu, która dopiero teraz uczy się innego życia. Uzależniona jest od poradników, co jest następstwem jej zwycięskiej walki z rakiem.
Poza tą czwórką warto tu też wspomnieć o tajemniczej, mrocznej Imogen. Dziewczyna od początku budzi niepokój, zachowuje się dziwnie, ewidentnie coś knuje, a i dużo kłamie – coś kręci odnośnie swojego życia, swojej rodziny. I to właśnie ta postać wzbudza największą ciekawość w powieści – to ją śledzimy i zastanawiamy się jaką skrywa tajemnicę i jaki ma przed sobą cel.

W książce poruszane jest sporo ciekawych tematów – od tego oczywistego – nękania i prześladowania, które nieprzystopowane może prowadzić do tragicznych skutków, przez wszelkiej maści uzależnienia, po wartość rodziny i priorytety w życiu kobiety. Główna uwaga jednak położona jest na relacje matka – córka, na to ile matka jest w stanie zrobić dla swojego dziecka, dla jego ochrony i bezpieczeństwa, dla świetlanej przyszłości.

Jako że jest to thriller, którego głównym celem jest po prostu zapewnienie rozrywki, to ważny jest tu element napięcia, niepokoju jaki ma wzbudzać w czytelniku. Pierwsza połowa książki właśnie taka jest – mocno ciekawi, zastanawia, czytelnik nie wiem o co chodzi z Imogen i co bohaterki ukrywają, przez co historia mocna wciąga i ciężko ją odłożyć. Później te napięcie trochę zelżało, od połowy jakoś przygasło, choć ciężko mi powiedzieć dlaczego. Zakończenie jest co prawda zaskakujące, ale nie wiem czy jestem nim usatysfakcjonowana. Czuję lekki niedosyt.

Warto jeszcze na koniec wspomnieć o miejscu, otoczeniu w jakim toczy się opowieść. To szkoła artystyczna, akademia kształcąca przyszłych aktorów i inne zawody z tym związane. To dosyć niespotykana scena dla akcji powieści, co na pewno nadaje tu lekturze oryginalności i smaczku.

Ogólnie, biorąc wszystkie za i przeciw, to myślę, że projekt wypadł całkiem w porządku. Może poziom zaciekawienia nie utrzymał mi się cały czas na równie wysokim poziomie, ale była to dobra rozrywka, która przemyca w treści kilka ważnych tematów zasługujących na uwagę.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros!


Książka dostępna jest też w abonamencie 

sierpnia 07, 2020

"W labiryncie" Donato Carrisi

"W labiryncie" Donato Carrisi

Autor: Donato Carrisi
Tytuł: W labiryncie
Tłumaczenie: Ksawery Malinowski
Data premiery: 26.02.2020
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 336
Gatunek: kryminał / thriller

Donato Carrisi to pisarz, dramatopisarz i scenarzysta. Skończył prawo ze specjalizacją w kryminologii i behawioryzmie, a wiedzę z niego wyniesioną skrzętnie wykorzystuje w swoich powieściach. Jako pisarz debiutował w 2009 roku powieścią „Zaklinacz”, która odniosła ogromny sukces – ukazała się w dwudziestu trzech krajach, przełożona została na dwadzieścia języków. Ta powieść przyniosła mu też pierwsze nagrody literackie. Teraz jego nazwisko jest jednym z najbardziej poważanych włoskich pisarzy gatunku thriller, a od niedawna znany jest też z samodzielnego ekranizowania własnych powieści – debiut w tym zakresie to „Dziewczyna we mgle”, a teraz w lutym ukazała się druga książka, która została zarówno napisana jak i od razu zekranizowana przez samego autora pt. „W labiryncie”. To było moje pierwsze spotkanie z piórem pisarza, a teraz naprawdę jestem ciekawa ekranizacji tej powieści!

Samantha Andretti, która w wielu trzynastu lat została porwana, teraz się odnalazła – wygląda na to, że udało jej się uciec porywaczowi, dziewczyna pamięta tylko, że przetrzymywana była gdzieś pod ziemią – jak ona to określa - w labiryncie. Teraz, gdy dochodzi do siebie, przy jej szpitalnym łóżku zjawia się doktor Green, profiler, który przez rozmowę z nią chce poznać porywacza, potwora, który ją uwięził, a tym samym pomóc w jego schwytaniu. Samantha nie wie tylko, że od porwania upłynęło już 15 lat, a ona sama jest dorosłą kobietą…
W tym samym czasie prywatny detektyw Bruno Genko dowiaduje się, że Samantha została odnaleziona. On sam 15 lat temu zawiódł w jej poszukiwaniach – teraz postanawia, że będzie to ostatnia sprawa, którą rozwiąże…

Książka składa się z 43 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego i przedstawia punkt widzenia to Samanthy, to Bruna. Styl powieści jest energiczny, a równocześnie skupiony na przemyśleniach i wspomnieniach postaci. Ja książki słuchałam w formie audiobooka i muszę przyznać, że fabuła historii przedstawiona jest bardzo obrazowo.

„W labiryncie” to opowieść przesiąknięta złem. Postać porywacza, który jest przez większą część czasu nieobecny, a gdy już się pojawia, ma na głowie maskę królika, jest jedną z najbardziej pokręconych, najbardziej chorych postaci, jakie ostatnimi czasy spotkałam w powieści. To, że wykorzystuje dzieci, ich naiwność, to że z zabawy, z atrybutów dzieciństwa robi coś tak złego, makabrycznego i nacechowanego seksualnie, jest naprawdę przerażające. Cała sprawa kręci się wokół porwań dzieci, ich krzywdzenia, zostawiania głębokich śladów na psychice, a i również pedofilii – to chyba najgorsze z krzywd jakie ludzie mogą sobie wyrządzić, przez co całość jest tak trudna, tak mroczna, tak przerażająca. Ja w pewnym momencie musiałam sobie zrobić przerwę w odsłuchiwaniu tej książki, bo już nie mogłam znieść tego zła, które jest tam ukazane. To naprawdę robi wrażenie i zostaje w głowie na długo.

Poza postacią mordercy warto zwrócić uwagę na dwójkę śledczych – i Genko i Green to ciekawe postacie, które w całkowicie inny sposób chcą tego samego – schwytać porywacza. Genko działa niejako fizycznie, osobiście angażuje się w szukanie tropów, biega, jeździ i szuka, a Green grzebie w umyśle dziewczyny, stosuje psychologiczne sztuczki, by wyciągnąć z jej pamięci tyle ile tylko się da. Obydwie postacie tym samym toczą między sobą grę, cichą rywalizację – czy skuteczniejsze okażą się mięśnie czy umysł?
Swoją drogą postać Genka jest chyba jednak bardziej charakterystyczna, o nim dowiadujemy się dużo więcej niż o Greenie. To człowiek, który wbrew swojemu losowi, przeznaczeniu, dalej żyje, dostał niejako dodatkowy czas na ziemi, by rozwiązać zagadkę porwania. Czy jednak tego czasu ma wystarczająco dużo?

Koniecznie muszę tu jeszcze wspomnieć o nawiązaniach, w których w książce jest naprawdę pełno. Jednym z najbardziej widocznych i najmocniej oddziałujących na fabułę jest „Boska komedia” Dantego, a szczególnie jego wizja piekła. Nawet jedno z miejsc pojawiających się w powieści nosi nazwę Przedpiekla – to dosyć znacząca symbolika, gdyż jest to miejsce pełne akt dotyczących porwanych dzieci… Osobiście widziałam tu też sporo nawiązań do mitologii greckiej – mam na myśli mit o Minotaurze zamkniętym w labiryncie. Tu niewinna dziewczyna zostaje uwikłana przez potwora w mroczną grę, której tak naprawdę nie może wygrać. Zdana jest na łaskę potwora i samego labiryntu, który nie chce jej wypuścić na powierzchnię. Równie wyraźne jest też nawiązanie do postaci królika z „Alicji w krainie czarów” – w końcu Samantha niejako goniąc króliczka, jak Alicja, wpadła do króliczej nory, z której nie potrafi się sama wydostać.

Ostatnie zagadnienie jakie muszę tu poruszyć, to intryga kryminalna, jej przebieg i rozwiązanie zagadki. Tempo akcji jest duże, razem z Genkem szukamy kolejnych tropów, a te nas zwodzą i prowadzą w dziwne miejsca. Sporo atrakcyjności dodają fabule wspomnienia Samanthy, a twistów w fabule jest tu naprawdę dużo. Zakończenie jest mocne i tak miesza we wcześniejszych przypuszczeniach, że po zakończeniu lektury jeszcze długo się o tym myśli. Tak jak porywacz, tak sam autor prowadzi z czytelnikiem grę, w której jest tylko jeden zwycięzca…

Podsumowując, książka Donata Carrisi zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. To mocna, mroczna, dosyć przerażająca pozycja, przesiąknięta złem jak mało która książka. Jednocześnie fabuła naprawdę ciekawi, historia wciąga i nie sposób się od niej oderwać przez poznaniem zakończenia. Jestem nią trochę przerażona, ale na pewno zostanie w mojej głowie na długo. Teraz tylko chciałabym zobaczyć film, jaki autor zrobił na jej podstawie!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

sierpnia 06, 2020

"Brudna sprawa" Robert Dugoni

"Brudna sprawa" Robert Dugoni

Autor: Robert Dugoni
Tytuł: Brudna sprawa
Cykl: Tracy Crosswhite, tom 5
Tłumaczenie: Lech Z. Żołędziowski
Data premiery: 01.07.2020
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448
Gatunek: thriller / kryminał

Robert Dugoni to amerykański pisarz, o którym na polskim rynku mówi się zdecydowanie za mało. Jest autorem siedemnastu powieści, z czego tylko sześć jak na razie ukazało się w Polsce. Przed karierą pisarską był prawnikiem, przez 13 lat pracował w kancelarii w San Francisco – wiedzę w tym czasie zdobytą często wykorzystuje w swoich powieściach czego przykładem jest „Brudna sprawa”, która zawiera w sobie elementy thrillera prawniczego. Jego książki ukazały się w ponad 30 krajach, przetłumaczone zostały na 20 języków. Autor dwa razy nominowany był do Nagrody Harper Lee, dwa razy został wyróżniony przez Pacific Northwest Writers Association, zdobył też wiele innych, mniejszych, acz prestiżowych nagród.
Ja o autorze pierwszy raz usłyszałam dopiero rok temu przy okazji premiery „Umiera się tylko raz” – czwartego tomu o Tracy Crosswhite. O moich wrażeniach z lektury możecie poczytać tu (recenzja – klik!), teraz napiszę tyle, że książka mnie zachwyciła! Teraz po przeczytaniu drugiej powieści autora mogę spokojnie ogłosić, że wpisuję się w grono jego fanów! Nikt nie pisze tak jak on, naprawdę uwielbiam jego styl opowiadania historii!

„Brudna sprawa” zaczyna się wypadkiem drogowym, w którym ginie młody czarnoskóry nastolatek. Przez nasilenie problemu na linii policja – Afroamerykanie, do sprawy zostaje przydzielona Tracy Crosswhite i jej zespół – mają szybko ją rozwiązać, ale też pokazać, że policja się przejmuje i traktuje takie sprawy z najwyższą uwagą. W tym samym czasie współpracownik Tracy Del zmaga się z osobistą tragedią – jego nastoletnia siostrzenica zmarła w skutek przedawkowania narkotyków. Jego siostra nie umie się z tym pogodzić, a sam Del koniecznie chce znaleźć odpowiedzialnego za śmierć dziewczyny. Jak tym razem poradzą sobie bohaterowie? Czy sprawa Tracy jest tak prosta na jaką wygląda? Czy faktycznie było to zwyczajne potrącenie i ucieczka z miejsca wypadku czy coś poważniejszego? I czy Del dobrze robi prowadząc własną krucjatę przeciw lokalnym dilerom narkotyków?

Książka składa się z dwóch części, 47 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, skupia się na Tracy, Delu i Leah Battles – prawniczce marynarki wojennej. Styl pisarza jest niepowtarzalny – przyjemny, lekki, momentami zabawny, ale też i skupiający się na naprawdę poważnych problemach. Może jest tu trochę prawniczych i wojskowych zawiłości, ale autor tłumaczy je z lekkością i naprawdę zrozumiale. Książkę czyta się łatwo, fabuła mocno wciąga, a styl sprawia, że przez całość się wręcz płynie. Naprawdę jestem oczarowana sposobem w jaki pisze Robert Dugoni!

Uwielbiam też wszystkich bohaterów serii! Tracy to wysoka niebieskooka blondyna, która niedawno wyszła za swojego przyjaciela z dzieciństwa. Teraz, z 43 latami na karku zaczynają starać się o dziecko… Czy nie okaże się, że jest na to za późno?
Jej zawodowym partnerem jest Kins – on też ma teraz osobiste problemy i też, niejako jak Tracy, ze zdrowiem, przez co w wydarzenia tego tomu nie angażuje się bezpośrednio, ale i tak cały czas gdzieś tam w tle się przewija.
Del i Faz, pozostali członkowie zespołu to oryginalni Włosi 😊 Kochają dobre jedzenie, dbają o nienaganny wygląd, są pogodni i przyjaźni, choć wyglądają groźnie. W tym tomie dużo mocniej poznajemy Dela, jest życie prywatne, jego lęki i niepokoje.

W „Brudnej sprawie” autor porusza sporo ciekawych, ale i bardzo poważnych tematów. Po pierwsze główna uwaga skupiona jest tu na problemie z narkotykami, który dotyka nastolatków. I nie jest to, jak mogłoby się wydawać, margines społeczny, a dzieciaki dobre, z porządnych domów. Autor przytacza sporo statystyk i bardzo rzetelnie i szczegółowo podchodzi do tematu.

Drugim tego typu zagadnieniem jest wspomniana w opisie walka Afroamerykanów o równe traktowanie. Niby mamy od dawna równouprawnienie, jednak nadal w USA istnieje poważny problem z innym traktowaniem czarnych niż białych. „Brudna sprawa” oryginalnie została wydana w 2018 roku, ale teraz jej polskie wydanie zbiegło się z głośnymi zamieszkami w USA dotyczących tego problemu. Myślę, że to ważny głos białego pisarza, który od lat zauważa te problem i nie boi się o nim pisać. Dzięki temu „Brudna sprawa” na pewno przyczynia się do szerzenia świadomości problemu i propaguje większą tolerancję na inną rasę.

Z ciekawych tematów warto jeszcze wspomnieć o umieszczeniu części akcji i wplątaniu w fabułę marynarki wojennej. W Seattle położona jest jedna z ich baz, a ich prawo jest nieco inne od tego obowiązującego cywilów. Przez to uwikłanie w sprawę jednego z ich przedstawicieli powoduje duże zamieszanie i trudności. Jest też okazją do wprowadzenia ciekawej postaci prawniczki wojskowej, która niejako wyjaśnia różnice pomiędzy tylko prawami.

Podsumowując, jestem oczarowana tym tomem. Bohaterowie serii są oryginalni, bardzo przyjaźni i bardzo szybko można się do nich przewiązać. Akcja poprowadzona jest tak, by poruszała możliwie szeroko ważne tematy zaprzątające amerykańskie społeczeństwo. Oczywiście Seattle, jak w tomie poprzednim, przedstawione jest w całym swoim uroku, a balans pomiędzy sprawą a życiem prywatnym bohaterów jest dobrze wymierzony. Z całego serca zachęcam wszystkich do zapoznania się z tą serią, a ja sama muszę szybko dokupić pierwsze trzy tomy, bo nie wyobrażam sobie bym mogła ich nie mieć na półce 😊

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros!


Książka dostępna jest też w abonamencie 

sierpnia 05, 2020

"Oczy ciemności" Dean Koontz

"Oczy ciemności" Dean Koontz

Autor: Dean Koontz
Tytuł: Oczy ciemności
Tłumaczenie: Robert Waliś, Maria Gębicka-Frąc
Data premiery: 06.05.2020
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller

Dean Koontz to jeden z najpopularniejszych i najpłodniejszych amerykańskich pisarzy. Debiutował w latach 60tych XX wieku, na ten moment na swoim koncie ma kilkadziesiąt powieści i wiele opowiadań, które sprzedane zostały w 250 milionach egzemplarzy na całym świecie. Pisze zarówno pod swoim nazwiskiem jak i pod pseudonimami, powtarzając za wydawcą – w jego powieściach można znaleźć coś zarówno z Cobena jak i z „Archiwum X”.
„Oczy ciemności” po raz pierwszy na amerykańskim rynku ukazały się w 1981 roku, na polskim w 2009. Jest to miks gatunkowy, łączy w sobie elementy thrillera, sensacji, romansu i powieści grozy. Książka po raz pierwszy została wydana pod pseudonimem literackim, później ukazała się raz jeszcze, poprawiona, pod prawdziwym nazwiskiem autora.

Jest to historia Tiny Evans, producentki rewii w Las Vegas, której ponad rok temu zginął nastoletni syn. Tragedia wydarzyła się na obozie sportowym – autobus z uczestnikami spadł z góry, nie przeżył nikt. Małżeństwo Tiny się rozpadło, ale teraz wydaje się, że kobieta zaczyna dochodzić do siebie – zaraz odbyć ma się premiera jej rewii, więc jest zdeterminowana by normalnie funkcjonować. Jednak coś psuje jej plany – męczą ją dziwne sny, a w pokoju syna dzieją się dziwne rzeczy… W końcu dostaje wiadomość ‘nie umarł’. Z początku ją ignoruje, jednak im intensywniej stara się to robić, tym mocniej wiadomość na nią naciska, pojawia się z każdej strony. Czy to możliwe? Czy Danny naprawdę żyje? Tina jest coraz mocniej przekonana że tak, postanawia więc przeprowadzić własne śledztwo, by dowiedzieć się co tak naprawdę stało się z jej synem.

Książka podzielona jest na dni akcji, składa się z 40 rozdziałów, a każdy z nich z kilku oddzielnych scenek. Dzięki temu powieść jest bardzo dynamiczna i czyta się ją wygodnie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, skupia się na dwójce głównych bohaterów – Tinie i Elliocie. Styl jest charakterystyczny dla powieści akcji, jest dużo dialogów i cały czas coś się dzieje, cały czas jesteśmy w ruchu.

W książce na pewno fascynujące jest miejsce akcji – całość toczy się w USA w stanie Nevada – duża część w Las Vegas. To miasto jak żadne inne, tętniące życiem, gdzie wszystko kręci się głównie wokół kasyn i hazardu. Bardzo podobały mi się opisy tego miasta, tego jak wygląda tam życie. Las Vegas otoczone jest pustynnym terenem, a na północy znajdują się góry, w których doszło do wypadku Danny’ego. Tam też rząd założył swoje tajne laboratoria, przeprowadza dużo testów wojskowych, zbrojeniowych. To naprawdę ciekawy teren na miejsce akcji, jakże u nas rzadko spotykany!

Podczas lektury mocno frapował mnie też wypadek wycieczki Danny’ego. Doszło do niego w górach, oficjalna wersja brzmi że autobus zjechał z góry. Zima, wyprawa górska, teren eksperymentów wojskowych, mocno podejrzana i nigdy tak naprawdę niewyjaśniona śmierć wszystkich uczestników wycieczki – brzmi znajomo? Jak dla mnie jest tu masa odniesień do tragedii z Przełęczy Diatłowa 1959 roku. Jestem ogromnie ciekawa czy autor właśnie tymi wydarzeniami się inspirował, ale za dużo jest tu punktów wspólnych, bym uwierzyła, że tak nie było.
„Jest tak, jakby… jakby sama noc na nas patrzyła… noc, cienie, oczy ciemności.”
Warto tu też wspomnieć o momentach grozy – ja podczas lektury, a przynajmniej na jej początku, nie wiedziałam, że jest to powieść wielogatunkowa, więc dosyć mocno mnie to zaskoczyło. Szczerze – odczuwałam spory niepokój gdy do głosu dochodziły właśnie te elementy literatury grozy. W sumie z każdego gatunku, jaki w tej powieści jest zawarty, dostajemy tu jego esencję, co świadczy o dużych literackich umiejętnościach autora.

Na koniec może warto wspomnieć, dlaczego książka została teraz wznowiona. No cóż, powodem jest prawdopodobnie panująca pandemia – nie chcę zdradzać za wiele, bo jest to kwestia poruszana raczej pod koniec powieści, ale powiem tylko tyle że i tu pojawia się wirus niepokojąco podobny do aktualnie panującego… To już któraś książka z kolei, w której autor niejako przewidział wydarzenia, które teraz się dzieją, a dziwi mnie to tym bardziej, że skoro to była dostępna wiedza, do wywnioskowania, to dlaczego nikt nie był na tę pandemię przygotowany? 

Podsumowując, „Oczy ciemności” Koontza to ciekawy miks gatunkowy. Ja niestety o tym nie wiedziałam sięgając po książkę, raczej myślałam, że to po prostu thriller, więc z początku byłam dosyć mocno zaskoczona. Później już przywykłam i ogólne wrażenia mam pozytywne. Muszę tylko zaznaczyć, że niespecjalnie przepadam i za literaturą sensacyjną i za romansem, więc osobiście pewnie oceniam ją niżej niżbym mogła, gdybym wiedziała z początku po co sięgam. To trochę moja wina, ale i moje odczucia, więc ocena jest jak najbardziej subiektywna. Podsumowując „Oczy ciemności” jednym zdaniem – to połączenie Kinga, Stranger things i wczesnej Tess Gerritsen. Zaskakujący miks gatunkowy!

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

sierpnia 04, 2020

"Pluszowy miś" Damian Jackowiak

"Pluszowy miś" Damian Jackowiak

Autor: Damian Jackowiak
Tytuł: Pluszowy miś
Data premiery: 29.04.2020
Wydawnictwo: Niezwykłe
Liczba stron: 366
Gatunek: kryminał

„Pluszowy miś” to trzecia książka Damiana Jackowiaka. Autor debiutował w 2017 roku powieścią „Tożsamość zbrodni”, rok później ukazał się „The Writer”. Prowadzi blog etosmeski.blogspot.com, lubi dobre francuskie wina i kawę. Jest wielbicielem czarno-białych filmów, mieszka w Poznaniu.

„Pluszowy miś” to historia policjanta Feliksa Strunera i jego sprawy, która zamknięta została 25 lat temu. Morderca nastoletnich dzieci został szybko złapany, osądzony i skazany na więzienie. Jednak Feliks i jego partnerka Maria dobrze wiedzą, że to nie tamten człowiek zabijał, więc, gdy teraz znowu dostają wezwanie do Pobiedzisk, demony przeszłości wracają. W dużym pluszowym misiu zawieszonym na drzewie znajdują zamordowaną dziewczynkę przebraną za Myszkę Minnie… Tak, Zabawkarz na pewno powrócił. Tylko jak wytłumaczyć to innym, skoro wszyscy są przekonani, że został już dawno skazany? I najważniejsze – czy teraz, po 25 latach, w końcu uda się go złapać?

Książka składa się z prologu i 14 tytułowanych rozdziałów. Od razu wspomnę tu o ładnym wydaniu – rozdziały są ozdobione specjalną czcionką i małą grafiką misia, tak samo zamiast zwyczajowych gwiazdek rozdzielających sceny są misie – detal, ale takie wizualne rzeczy są dla mnie ważne, dzięki nim lektura od razu inaczej jest odbierana, widać, że wydanie jest przemyślane i dopracowane.
Narracja książki prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego – skupia się na postaci Feliksa. Odstępstwem od tej reguły jest prolog, gdzie dostajemy bezpośrednie wyznanie Feliksa w pierwszoosobowej narracji. Styl powieści jest uważny, akcja toczy się niespiesznie. Książkę czyta (w moim przypadku słucha) się bardzo dobrze, płynnie, fabuła mocno wciąga.

Główny ciężar fabularny nałożony jest tu na postać Feliksa. To on odgrywa tu pierwsze skrzypce. Jest to człowiek, który przez całe swoje życie nie potrafił robić nic innego niż pracować. Miał kilka żon, ma kilkoro dzieci, jednak prywatne życie nigdy tak naprawdę mu nie wychodziło. Feliks ma jeden cel – pracę w policji, łapanie morderców. No cóż, nie tylko morderców – kiedyś wołano na niego „Kozioł”, jako że szybko, gdy było trzeba, potrafił wytypować kozła ofiarnego… I tak też było w przypadku Zabawkarza – mała manipulacja dowodami, brutalne przesłuchanie i już domniemany morderca zostaje skazany. Teraz Feliks w końcu chce rozliczyć się z przeszłością i przeprowadzić śledztwo z należytą starannością – skazać za zbrodnie osobę faktycznie winną. To postać skomplikowana, złożona i świetnie dopracowana.

Jak wspomniałam, akcja powieści toczy się nieśpiesznie. Razem z Feliksem i Marią szukamy, pytamy, drążymy i przesłuchujemy, czyli wszystko to, co lubię w kryminałach. Im dalej w fabułę, tym mroczniejsze tajemnice odkrywamy, tym jaśniejsze wszystko się staje. Ale czy na pewno? Obiecuję Wam, że autor naprawdę potrafi zaskoczyć!

Pomysł na zbrodnie jest ciekawy. Makabryczny, ale ciekawy. Trochę kojarzył mi się z „Powiększeniem” Andrew Mayne, ale chyba tylko ze względu na uwikłanie w morderstwa zabawek i określeniem mordercy – tam był to Zabaweczka, tu Zabawkarz. Na tym podobieństwa się kończą, bo o ile „Powiększenie” nie zrobiło na mnie specjalnie wrażenia (recenzja – klik!), tak „Pluszowym misiem” jestem ogromnie pozytywnie zaskoczona! Dawno nie czytałam tak dobrego, rasowego kryminału.

Podsumowując, nowa książka Damiana Jackowiaka na pewno warta jest uwagi. Fani kryminałów znajdą tu wszystko to, co dobry kryminał zawierać powinien – mroczne, mocno zajmujące śledztwo, świetną postać śledczego i zaskakujące zwroty akcji toczące są raczej niespiesznie. Narracja prowadzona jest w skupieniu i z uwagą na szczegóły. Finał przeogromnie zaskakuje, całość wypada naprawdę bardzo dobrze! Oby więcej takich kryminałów pojawiało się na naszym polskim rynku!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Niezwykłe!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

sierpnia 03, 2020

Na jakim sprzęcie słuchać audiobooków? - Słuchawki bezprzewodowe Sudio Tolv

Na jakim sprzęcie słuchać audiobooków? - Słuchawki bezprzewodowe Sudio Tolv

Od jakiegoś czasu moje podejście do literatury się zmieniło. Z kategorycznej zasady 'książka tylko papierowa!" przeszłam najpierw do ebooków, a chwilę później i do audiobooków. Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że jest to forma, która może przypaść mi do gustu - jestem wzrokowcem i przez całe życie, gdy ktoś czytał mi książki, nic z tego nie rozumiałam. Jednak okazało się, że gdy audiobook włączam bezpośrednio na słuchawki, to, o dziwo, odbiór jest inny - nawet przy niespecjalnym skupieniu treść do mnie trafia, a ja ją rozumiem. Oczywiście słuchanie nie jest tak dobre jak czytanie, bo nie mogę skupić się tak mocno na stylu, w jakim pisana jest książka, a i od interpretacji lektora też ogromnie dużo zależy, jednak biorąc pod uwagę jak wiele książek mnie interesuje, jak wiele fabuł chcę poznać, to i ta forma sprawdza się przy mniej wymagających gatunkach. Dzięki audiobookom mogę zapoznać się z większą liczbą książek, szczególnie, że moja praca w większości jest manualna, więc przez wiele godzin w tygodniu w taki sposób umilam sobie czas.

Do tej pory nie przywiązywałam wagi do sprzętu, na którym słuchałam audiobooków. Kupowałam słuchawki na kabelku, najtańsze, marketowe i taki zakup musiałam powtarzać co kilka miesięcy. Jednak niedawno odezwał się do mnie przedstawiciel szwedzkiej firmy Sudio specjalizującej się produkcji słuchawek bezprzewodowych, z pytaniem czy chciałabym przetestować i napisać recenzję ich produktu - słuchawek Sudio Tolv. Oczywiście chętnie się zgodziłam i teraz po dwóch tygodniach użytkowania przychodzę do Was z opisem słuchawek oraz moją opinią na ich temat.

Z naszym eleganckim, minimalistycznym designem, Sudio stworzyło kolekcje słuchawek bezprzewodowych, idealnie pasujących do twojego stylu życia. Łączymy skandynawski styl w ładne i funkcjonalne słuchawki, które będą wspaniałym dodatkiem na każdą okazję. Nie ważne co teraz robisz, słuchawki Sudio pozwolą Ci dać się zatracić w chwili.

 Wizualnie
Dla firmy Sudio ważna jest nie tylko funkcjonalność i wydajność, ale i wygląd wizualny. Już pierwsze wrażenie po otrzymaniu paczki jest bardzo pozytywne - ładne, duże czarne pudełko z logo firmy.

W środku w czarnej bibułce właściwe pudełko ze słuchawkami, które również prezentuje się bardzo ładnie - widać, że aspekt wizualny produktu i jego opakowania jest naprawdę dobrze przemyślany.




Same słuchawki znajdują się w specjalnym etui, które równocześnie jest ich ładowarką. Do etui na stałe przyczepiony jest rzemyk - to ciekawy, wyróżniający ten model znak rozpoznawczy. Funkcjonalny też, bo na pewno łatwiej je złapać czy znaleźć w torebce.


Same słuchawki są proste i eleganckie. Dostępne w wielu kolorach - ja wybrałam białe ze względów wizualnych - wiem, że będę je często fotografować, a telefon, na którym słucham audiobooków jest właśnie w tym kolorze.
Poza białym dostępne kolory to: czarny, zielony, różowy, błękitny i grafitowy. Każdy z nich prezentuje się świetnie, naprawdę miałam duży problem przy wyborze koloru.
W etui jak i w samych słuchawkach wbudowane są małe diody, które sygnalizują połączenie i stopień rozładowania.

Technicznie
To chyba najważniejszy punkt, na który trzeba zwrócić uwagę przy podejmowaniu decyzji w wyborze słuchawek. Mnie przekonał czas działania baterii na jednym ładowaniu - to aż 7 godzin ciągłej pracy! Dla mnie to bardzo ważne, bo jak wspomniałam, mam w tygodniu takie dni, kiedy spędzam praktycznie cały dzień ze słuchawkami w uszach. Okazuje się też, że dwa szybkie ładowania - czyli po prostu schowanie słuchawek na 10-15 minut do naładowanego etui wydłuża ich czas pracy praktycznie dwa razy! Testowałam je kilka dni po kilkanaście godzin (max około 14 godzin) i ani razu nie rozładowały mi się całkowicie! Z tego co szukałam, niewiele słuchawek dousznych bezprzewodowych ma tak długi czas działania.

Samo etui ładuje się przez USB, czasu ładowania nie liczyłam dokładnie, ale raczej nie wyniósł więcej niż 2 godziny (a może nawet mniej?), a etui wystarcza na 4 dodatkowe pełne ładowania słuchawek.


Dźwięk w słuchawkach jest czysty, wyposażone są w grafenowane przetworniki, które odpowiadają za jego wysoką jakość - i faktycznie, nie miałam żadnych szumów, żadnych zakłóceń podczas odsłuchiwania audiobooków.

Każda ze słuchawek ma wbudowany wielofunkcyjny przycisk oraz mikrofon. Co do mikrofonu mam zastrzeżenia, chociaż podejrzewam, że to po prostu specyfika tego typu słuchawek - w końcu mikrofon jest dosyć daleko od ust - aż w uchu. Z tego co mówili mi moi rozmówcy, przez mikrofon słychać mnie jakbym była w łazience na głośnomówiącym - więc słabo, do dłuższych rozmów telefonicznych specjalnie się nie nadają. Nie taki jest jednak ich cel. Jeśli chodzi o przycisk, to jedno kliknięcie to włącz/wyłącz, dwa kliknięcia to przesuwanie w przód i tył - prawa i lewa. Podstawowe czynności, a duże ułatwienie - nie trzeba sięgać co chwilę do telefonu.

Słuchawki działają prze Bluetooth 5.0, automatycznie łączą się z telefonem. Ja nawet dokupiłam sobie za kilkanaście złotych mały przekaźnik do komputera i tutaj też nie miałam żadnego problemu z połączeniem. Jest łatwe i domyślne.

Jeszcze jedna ważna informacja - słuchawki mają aż 15 metrów zasięgu, co również jest dla mnie naprawdę bardzo istotne - mogę chodzić po mieszkaniu bez telefonu, jedynie ze słuchawkami w uszach, a czysty dźwięk jest cały czas ze mną. To naprawdę niesamowicie wygodne!

Słuchawki są kompatybilne z systemami Android i iOS, każda ze nich waży 4,5g, a gwarancja na nie obejmuje okres roku, po zalogowaniu do Sudio Sphere wydłużona zostaje do 18 miesięcy.

Funkcjonalnie i wygodnie
Słuchawki bezprzewodowe mają to do siebie, że są niezwykle wygodne. Nie ma tu żadnego kabelka, który gdzieś się zahacza, nie ma telefonu w kieszeni, który co chwilę wylatuje. W zestawie do słuchawek dostajemy 4 rozmiary gumeczek, więc z dopasowaniem rozmiaru do ucha nie powinno być problemu. Ja, nawet po kilkunastu godzinach ze słuchawkami w uszach nie odczuwałam żadnego dyskomfortu. Słuchawki po odpowiednim dopasowaniu wielkości gumek dobrze się w uszach trzymają, nie trzeba się obawiać, że podczas gotowania wpadną do garnka ;)


Samo etui też jest bardzo zgrabne i wygodne, na tyle małe, że zawsze można je mieć razem z telefonem gdzieś pod ręką.

Uwagi
Prócz wspomnianego mikrofonu, który raczej nie jest specjalnie przydatny, co jednak jestem w stanie zaakceptować jako logiczne następstwo odległości mikrofonu od ust, mam na ten moment tylko jedną uwagę - ogromnie brakowało mi instrukcji obsługi słuchawek. Jestem z tego typu ludzi, którzy przed uruchomieniem choćby zegara elektronicznego, dokładnie czytają jego instrukcję. Tu instrukcja jest, ale składa się z trzech malutkich karteczek, które w sumie opisują tylko jak działa przycisk na słuchawkach.


Zabrakło mi tu informacji co oznacza mruganie diod, kiedy jakie kolory się wyświetlają oraz wskazówek jak ładować słuchawki i etui, by żywotność baterii była jak najdłuższa i tym podobnych informacji. Jasne, większość obsługi słuchawek jest dosyć domyślna, jednak ja czułabym się dużo bardziej komfortowo, gdybym dostała do nich jasne instrukcje.

Podsumowanie
Ogólnie jestem bardzo zadowolona z tych słuchawek. Długość ich pracy, szybkość ładowania, świetny zasięg i po prostu wygoda to to, co w nich sobie mocno cenię. Nie jestem na pewno żadnym specjalistą od tego typu sprzętu, muzyki na słuchawkach też nie słucham, ale jak na moje potrzeby, to słuchawki Sudio Tolv sprawdzają się znakomicie. Mam szczerą nadzieję, że będą mi dobrze służyć przez lata!


Serdecznie zachęcam Was do odwiedzenia strony sudio.com - klik! - prócz słuchawek Tolv znajdziecie tam kilka innych modeli słuchawek, w różnych przedziałach cenowych. Tolv aktualnie kosztują 489zł, jednak ja mam dla Was specjalny kod. Po wpisaniu w okno rabatowe hasła 'kryminalnatalerzu' otrzymacie 15% zniżki, więc ostateczna kwota do zapłaty to 415,65zł. Kod obowiązuje na wszystkie produkty tej firmy, ważny jest do 20 października tego roku.
Dostawa jest darmowa, aktualnie do każdego zamówienia dostaje się etui na karty gratis.


Za możliwość przetestowania i korzystania ze słuchawek serdecznie dziękuję firmie Sudio!

sierpnia 02, 2020

"Wszystko przez krasnala" Małgorzata J. Kursa

"Wszystko przez krasnala" Małgorzata J. Kursa

Autor: Małgorzata J. Kursa
Tytuł: Wszystko przez krasnala
Cykl: Malwina i Eliza na tropie, tom 3
Data premiery: 08.07.2020
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 272
Gatunek: komedia kryminalna

Ponad miesiąc temu miałam okazję po raz pierwszy zapoznać się z piórem Małgorzaty J. Kursy. „Piórem” to może złe określenie, bo książkę „Szczęśliwa nieboszczka” przesłuchałam w formie audiobooka – o moich wrażeniach z lektury poczytacie tu (recenzja – klik!). Ogólnie to była przyjemna książka do posłuchania, choć nie obyło się bez małego „ale”. Niemniej jednak na kolejny tom przygód duetu Malwiny i Elizy zdecydowałam się bez wahania! Czy było warto?

Tym razem Malwina i Eliza wybierają się na wielkanocny wyjazd – chcą dać swoim dorosłym i zamężnym już dzieciom tydzień wolnego, by mieli okazję w spokoju spróbować powiększyć rodzinę 😊 W związku z tym obydwie panie wybierają się na mazurską wieś – do fikcyjnych Krukielnik. Nocleg zarezerwowały przez Internet, zaliczkę zapłaciły, jednak po przyjeździe okazuje się, że miejsce nie wygląda dokładnie tak jak na zdjęciu… A co gorsza, w ogródku stoi krasnal, których Malwina nie cierpi! Dom jest stary, brzydki i zagracony, a właścicielka mocno leciwa i żądną publiczności, przed którą może snuć wspomnienia po mężu i ojcu kolejarzu… Kobiety w ciągu kilku minut decydują się opuścić to miejsce, zamiast tego wynajmują pokój w „Olszynce”, miejscowym eleganckim pensjonacie – miały szczęście, bo akurat jeden z gości musiał wyjechać wcześniej. Szybko okazuje się, że jednak daleko nie wyjechał – ciało wcześniejszej lokatorki Malwina znajduje w szafie… A to dopiero początek! Czy Malwina i Eliza, tym razem bez policyjnej wtyki, dadzą radę rozwiązać swoje prywatne śledztwo?

Książka podzielona jest na siedem dni śledztwa. Każdy rozdział na podział na scenki, więc książkę czyta się bardzo wygodnie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, obserwuje głównie nasze dwie bohaterki. Styl powieści jest bardzo przyjemny, nie jest rozwlekły, uwaga narratora skupia się tylko na śledztwie. Mimo tego, że książka nie jest obszerna, nie ma się uczucia fragmentaryczności, co ostatnio często książkom zarzucam. Tu historia jest składna, pełna i bardzo zgrabna. Czyta się ją z ogromną przyjemnością!

Tym razem zbrodnia dokonana zostaje w niejako zamkniętym pomieszczeniu, więc grono podejrzanych jest od początku stałe i niewielkie. To przyjemne nawiązanie do klasyki literatury, do Agathy Christie, której twórczość w książce jest też bezpośrednio wspominana. Często przez książkę przewija się też „Czerwona oberża” (krótkie opowiadanie Balzaka z 1831 roku) - do niego bohaterki porównują z pozoru przyjemny i spokojny pensjonat „Olszynkę”, w którym jednak doszło do morderstwa... Znajdziemy tu też sporo miłości do książek, kryminałów w szczególności, a także oczywiście do jedzenia! Kucharka pensjonatu to mistrzyni w swoim fachu, przy każdym wspomnieniu dań przez nią serwowanych aż cieknie ślinka! Ja, jako miłośniczka jedzenia i jego przygotowywania, w pełni rozumiałam jej dbałość o to, by każdy z gości był zadowolony.

Co do samych bohaterów, to dostajemy tu całkiem ciekawe towarzystwo. Jest szlachcic z dorosłą wnuczką, lekarka, szemrany biznesmen z bardzo młodą żoną, aktorka i oczywiście cała obsługa pensjonatu – kelnerki, sprzątaczki, kucharka, recepcjonista, właściciel i człowiek od wszystkiego. Spoza „Olszynki” jest tylko policjant i leciwa właścicielka domu z krasnalem. Ta ostatnia wzbudzała we mnie dużo emocji – wiem, że gdybym ją spotkała w prawdziwym życiu raczej nie zapałałabym do niej specjalnie sympatią, ale z drugiej strony to jednak starsza pani, która żyje przeszłością i nie ma nawet do kogo ust otworzyć… Jakoś tam uwrażliwia na problem samotnych osób starszych, daje do myślenia – za irytującą powierzchownością czy dziwnym zachowaniem takich osób może się kryć coś więcej.

Jeśli chodzi o dwie główne bohaterki, to w tym tomie wydają mi się bardziej normalne 😉 Współpracują, niespecjalnie się kłócą, a swojej nienawiści do mężczyzn i czarnowidztwa, które rzucało mi się w oczy (uszy 😉) przy wcześniejszym tomie, tu jakoś specjalnie się nie pokazują – wręcz przeciwnie, w pewnym momencie któraś z bohaterek komentuje, że nie tylko faceci mają swoje za uszami 😉 Bardzo się cieszę z tej odmiany, od razu obydwie bohaterki polubiłam mocniej!

Komedia kryminalna to jednak też kryminał, więc trzeba też wspomnieć tu o intrydze kryminalnej. Nie jest specjalnie skomplikowana, ale ciekawie poprowadzona i w sumie zaskakująca – części się domyśliłam, ale nie wszystkiego. Nie zmienia to faktu, że nie po to książkę czytałam – chciałam lekkiego, przyjemnego i poprawiającego humor kryminału i właśnie to dostałam!

Ogólnie jestem z książki ogromnie zadowolona, podobała mi się bardziej niż tom poprzedni i nie wątpię, że po kolejne przygody Malwiny i Elizy sięgnę z przyjemnością! To fajna lektura na dwa wieczory! I oczywiście nie wymaga znajomości tomów poprzednich, by świetnie się przy niej bawić.

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Lira!


Książka dostępna jest też w abonamencie 

sierpnia 01, 2020

"Niedaleko pada trup od denata" Iwona Banach

"Niedaleko pada trup od denata" Iwona Banach

Autor: Iwona Banach
Tytuł: Niedaleko pada trup od denata
Cykl: Magda i Emilia, tom 1
Data premiery: 16.10.2019
Wydawnictwo: Dragon
Liczba stron: 320
Gatunek: komedia kryminalna

Szczerze muszę przyznać, że o takiej pisarce jak Iwona Banach usłyszałam dopiero pod koniec zeszłego roku przy okazji premiery komedii kryminalnej pt. „Niedaleko pada trup od denata”. Nie wiem dlaczego to nazwisko dotarło do mnie tak późno, autorka ma już kilka książek, i to głównie komedii kryminalnych, na swoim koncie! Gdy nie pisze, to czyta, gdy nie czyta to recenzuje. A, i jeszcze tłumaczy! Cytując za notką biograficzną na Instagramie autorki „Wciąż tylko książki, książki, książki, ale to właśnie kocham najbardziej.”
„Niedaleko pada trup od denata” to pierwszy tom nowego cyklu kryminalnego, co cieszy mnie przeogromnie, bo jego bohaterki są tak świetnie zbudowane, że szkoda byłoby gdyby miały się pojawić tylko na kartach jeden powieści. Roboczo nazwałam go ich imionami, bo nie znalazłam nigdzie żadnej oficjalnej nazwy dla tej serii.

Fabuła książki „Niedaleko…” toczy się w małym miasteczku, gdzie wszyscy wszystkich znają. Żyje tam też Emilia Gałązka, dosyć ekscentryczna starsza pani, która co chwilę spodziewa się apokalipsy i jest na nią w pełni przygotowana. Pewnego razu wraca do domu i w kuchni zastaje trupa. W tym czasie przyjeżdża do niej w odwiedziny siostrzenica Magda, za nią jej były chłopak Paweł, który chce nakłonić Magdę do powrotu. Jako usprawiedliwienie swojego przyjazdu wykorzystuje niedawną bójkę w okolicznej bibliotece – na spotkaniu autorskim pisarza romansów jeden z uczestników próbował go udusić. Szybko okazuje się, że trup w domu Emilii to kolega po fachu duszonego. Może nie ‘kolega’, bo właśnie jego autor romansów oskarżał o podkradanie pomysłów… Czy pisarz zabił pisarza? A może ktoś wziął na celownik okolicznych pisarzy? I co trup robi w kuchni Emilii?!

Książka nie ma podziału na rozdziały – składa się z w miarę krótkich scenek. Narracja prowadzona jest trzeciej osobie czasu przeszłego, obserwuje wszystkich bohaterów mniej więcej po równo. Do stylu trzeba się przyzwyczaić – autorka lubuje się w dłuższych zdaniach, często nie przebiera w słowach, nie ma dla niej słów i tematów tabu. Jest konkretnie i bezpośrednio. Na początku trochę mnie to raziło, ale po jakimś czasie się przyzwyczaiłam i zaczęłam się dobrze bawić – na końcu naprawdę śmiałam się w głos.

A co mnie tak śmieszyło? Sporo, bo postacie są wykreowane z pomysłem, mają duży potencjał humorystyczny. Często przypadkowo wplątują się w, dla nich pewnie uciążliwe, ale dla czytelników zabawne sytuacje. W dialogu też trochę humoru znajdziemy, choć już nie tak dużo jak w samych wydarzeniach. Tu absurd i pech co chwilę się przenikają, tworzą mieszankę wybuchową – śmiechem oczywiście.

A skoro już wspomniałam o postaciach, to muszę przyznać, że Emilię pokochałam całym sercem! Kobieta należy to tak zwanych preppersów, czyli cały czas przygotowuje się na apokalipsę.
„Nie miała jakiegoś szczególnego celu, by przyświecał jej życiu, więc poświęciła się całkowicie ochronie tego życia.”
 Ma bunkier, podziemne korytarze, spiżarki i dużo, dużo konserw. Ogrodzenie ma podpięte do prądu – bo przecież będzie musiała bronić swoich zapasów spożywczych przed sąsiadami, prawda? Gdy już przyjdzie co do czego… Jakby tego było mało, to jej ojciec był ‘szalonym’ wynalazcą – zostawił jej w spadku naprawdę dziwaczne przedmioty, z których Emilia co chwilę robi użytek. (Pomidory na szynach, które jeżdżą po domu za słońcem po prostu wysadziły mi mózg 😉 Nie wspomnę już o żelazku prasującym podłogę…) Naprawdę, naprawdę rewelacyjna postać! Tak szalonej babki dawno w komedii kryminalnej nie spotkałam!

Oczywiście morderstwo dotyczy pisarza, w ogóle cała fabuła toczy się wokół pisarzy i książek, co dla miłośników wszelakiej literatury jest jak zawsze nie lada gratką. Może to dobry moment, żeby wspomnieć też o bardzo fajnej okładce książki – maszyna do pisania i trup? Wiadomo – biorę w ciemno! 😊
„Kupuję mnóstwo książek. Na zapas, żeby potem mieć co czytać, przecież jak dojdzie do końca świata, to nikt nie będzie srał się z wydawaniem książek, a ja uwielbiam czytać! Zwyczajnie robię zapasy. Mam sól, kaszę, konserwy, dlaczego nie miałabym mieć książek?”
Intryga jest równie odjechana i absurdalna jak wszystkie sytuacje i postacie zawarte w książce. Autorka sprytnie kluczy, gdzieś tam zostawia tropy, ale raczej nie sposób się domyśleć rozwiązania. Nie, nie raczej – na pewno!

Ogólnie, mimo dosyć niełatwego początku (głównie ze względu na styl), książka zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Dużo się dzieje, każdy kolejny bohater jest dziwniejszy od poprzedniego, a pomysły na śmieszne sytuacje wylewają się wręcz z każdej karty powieści. Pokochałam z całego serca Emilię i ogromnie się cieszę, że w kontynuacji tej książki pt. „Głodnemu trup na myśli” znowu się z nią spotkam! Na pewno nie pozwolę jej długo na to czekać 😊

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Dragon!
Książka dostępna jest też w abonamencie 

lipca 30, 2020

"Afrykański klucz" Iga Karst

"Afrykański klucz" Iga Karst

Autor: Iga Karst
Tytuł: Afrykański klucz
Cykl: Pensjonat Biały Dwór, tom 2
Data premiery: 05.03.2020
Wydawnictwo: Szara godzina
Liczba stron: 288
Gatunek: kryminał

Iga Karst należy do polskich pisarek, o których jest raczej cicho na polskim rynku książki. Ja na jej nazwisko wpadłam już jakiś czas temu przy okazji pierwszego tomu Pensjonatu Biały Dwór pt. „Zapach prawdy” – ta książka od jakiegoś roku (a może i dłużej) czekała na mojej półce na przeczytanie, najpierw wirtualnie, a później, przy okazji premiery drugiego tomu, dostałam ją w papierze. Niedawno w końcu udało mi się po nią sięgnąć i byłam z lektury naprawdę zadowolona (recenzja – klik!) – aż dziwiłam się, że nie mówi się o tym cyklu za często. Od razu też załapałam się za tom drugi pt. „Afrykański klucz”, który na rynku ukazał się około półtora roku po tomie pierwszym.

Fabuła tej książki rozpoczyna się od wyjazdu Elżbiety Budzanowskiej do Afryki – kobieta jest doświadczoną lekarką, od lat jeździ w to miejsce na zlecenie firmy farmaceutycznej – prowadzi dla nich badania, ale i przy okazji pomaga tamtejszej ludności. Krótko po przyjeździe do Polski Elżbieta umiera – nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyż była śmiertelnie chora, jednak po badaniu przez koronera okazuje się, że ktoś podał jej za dużą dawkę leku – czy było to zamierzone? Podejrzana jest jej córka, Magda, która prosi Anitę o pomoc prawną. Śledztwo prowadzi Michał Orski. Czy faktycznie ktoś zabił Elżbietę? Dlaczego?

Książka składa się z prologu, trzech tytułowanych części i epilogu. Części podzielone są na naprawdę krótkie rozdziały opatrzone miejscem akcji i datą. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, rozdzielona jest pomiędzy głównych bohaterów. Styl poprawny, od strony językowej książka nie nastręcza trudności. Nawet problem z zapisem dialogów, o który czepiałam się przy tomie pierwszym, tu został już zażegnany.

Mimo tego jednak książka podobała mi się dużo mniej niż tom pierwszy. Po pierwsze nie spodobał mi się nowy zapis rozdziałów – miałam wrażenie, że są za krótkie, za mocno skaczą z miejsca w miejsce, akcja co chwilę przenosi się gdzie indziej, jednak nic specjalnie do fabuły nie wnosi. Może gdyby zatrzymała się w jednym miejscu na przynajmniej kilkanaście stron miałabym wrażenie ciągłości – tak było to dla mnie mocno fragmentaryczne i nieskładne.

Po drugie bohaterowie też nie byli specjalnie dopracowani. Anita i Michał, których znamy z tomu pierwszego, nie stali się tu czytelnikowi bliżsi – nie czuję, żebym poznała ich lepiej, wręcz momentami miałam wrażenie, że ich postępowanie nie zgadza się z charakterem jaki wykazali w tomie pierwszym. Raz są tu przedstawieni jako naprawdę początkująca para, raz prawie ze sobą mieszkają. Wnioskując po tym tomie – bohaterowie nie nadają się do związku, zdecydowanie lepiej idzie im, gdy są przedstawieni oddzielnie.
Co do bohaterów tego tomu, czyli głównie chodzi o Magdę, to też jest jakaś taka nijaka. Wiem że jest kosmetyczką, po rozwodzie przez co boi się nowych związków i że jej relacje z matką były trudne. I tyle. Nie jestem w stanie o niej wiele więcej powiedzieć.

Co do intrygi kryminalnej, to pomysł jest fajny. Jednak to tyle – przebieg fabuły już nie wydaje się przemyślany. Intryga tak naprawdę jest prosta, mam wrażenie, że autorka miała tylko ogólny pomysł, a książkę napisała na siłę – przez to te przeskoki, przez to dziwne niespójne zachowanie bohaterów. Nie wiem, wydaje mi się, że autorka po prostu tej książki nie czuła, przez co i mnie czytało się ją ciężko.

Ogólnie jestem tym tomem mocno rozczarowana. Tak jak tom pierwszy naprawdę mi się podobał, tak tu męczyłam się strasznie. Nie czułam żadnej więzi z bohaterami, fabuła mnie specjalnie też nie wciągnęła. Jedyne co mi się podobało to rozwiązanie zagadki, ale to jednak za mało, żebym mogła tę książkę uznać za choćby niezłą. Szkoda, ciężko mi uwierzyć, że te dwa tomy napisała ta sama osoba.

Moja ocena: 5/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina!


Książka dostępna jest też w abonamencie 

lipca 29, 2020

"Mroczne jezioro" Sarah Bailey

"Mroczne jezioro" Sarah Bailey

Autor: Sarah Bailey
Tytuł: Mroczne jezioro
Cykl: Gemma Woodstock, tom 1
Tłumaczenie: Joanna Sugiero
Data premiery: 29.01.2020
Wydawnictwo: Editio Black
Liczba stron: 472
Gatunek: thriller psychologiczny / kryminał

Sarah Bailey to australijska pisarka, a jej debiutem literackim jest właśnie „Mroczne jezioro”. Wcześniej autorka napisała kilka opowiadań, zawodowo związana jest z reklamą. Do tej pory na jej rodzimym rynku ukazały się trzy tomy serii o Gemmie Woodstock, pierwszy został przetłumaczony na kilka języków, wygrał kilka nagród i osiągnął status bestsellera w Australii, USA i Kanadzie.

Akcja powieści „Mroczne jezioro” toczy się w fikcyjnym australijskim miasteczku Smithson otoczonym przez góry i jezioro. Właśnie w tym jeziorze pewnego poranka znalezione zostają zwłoki młodej nauczycielki angielskiego Rosalind Ryan. Śledztwo przypada w udziale detektyw Gemmie Woodstock, młodej kobiecie, która jest bardzo szanowana na swoim posterunku. Gemma znała kiedyś Rosalind, dziewczyny były w tym samym wieku… Kobieta utrzymuje, że nie była to bliska znajomość, lecz czytelnik wie od początku, że w tej dawnej relacji kryje się jednak coś więcej… Co stało się z Rosalind? Jakie tajemnice skrywa jej śmierć, kto mógł skrzywdzić tak bardzo lubiana nauczycielkę? I co wydarzyło się między Gemmą a Rosalind w przeszłości?

Książka składa się z 78 krótkich rozdziałów, poprzedzonych jakby prologiem zatytułowanym „Teraz”, zakończona jest „Potem”. Każdy z rozdziałów opatrzony jest datą i godziną, niektóre z nich przenoszą się też o 10 lat wstecz, co oznaczone jest jako ‘wtedy’, ale nie ma tych rozdziałów za wiele. Narracja przedstawiona jest z punktu widzenia Gemmy w pierwszej osobie czasu teraźniejszego. Styl jest przyjemny, lektura nie nastręcza trudności.

Jako że książka przedstawiona jest z punktu widzenia Gemmy, to nie sposób nie odnieść się do tej postaci w pierwszej kolejności. Jest to bohaterka mocno skomplikowana, nie budząca specjalnie sympatii. Jej zachowanie momentami dosyć mnie denerwowało, jednak z drugiej strony od początku wiemy, że Gemma ma w sobie demony, które zakorzeniły się w niej już dosyć dawno, przez co jej zachowanie można jakoś sobie tłumaczyć. Na pewno nie jest to postać płaska, jest dosyć kontrowersyjna i wzbudza emocje. Na razie staram się nie przesądzać mojego zdania na jej temat, zobaczę jak rozwinie się w tomie drugim.

W książce życie prywatne Gemmy mocno ściera się, splata z tym zawodowym. Kobieta musi połączyć rolę matki, odnaleźć się w roli partnerki, a równocześnie skupiać na śledztwie, które jest bardzo skomplikowane i trudne. Gemma, mimo że pogubiona, to mocna postać - oby tylko dała radę w końcu poukładać sobie jakoś swoje życie prywatne, znaleźć spokój i balans pomiędzy nim a pracą.

Co do samej sprawy, to muszę przyznać, że jest dosyć fascynująca. Postać Rosalind skrywa w sobie jakieś tajemnice, które mogą, ale nie muszą wiązać się z wydarzeniami sprzed 10 lat. To kobieta dosyć zamknięta w sobie, o której tak naprawdę nikt z jej otoczenia za wiele nie wie. Im Gemma mocniej drąży, im dłużej poświęca postaci Rosalind czas, tym coraz dziwniejsze sprawy wychodzą na wierzch… Kim tak naprawdę była ta kobieta? Jak żyła, jakie miała plany i komu zaszła za skórę, że skończyła martwa w jeziorze?

Mimo że akcja toczy się niespiesznie, to książka wzbudza ciekawość. Grzebanie w każdym potencjalnym tropie, szukanie rozwiązania też ma swoje uroki, szczególnie kiedy tak ściśle przeplata się z całym życiem detektywa. Rozwiązanie zagadki jest jednak całkiem dynamiczne, na końcu faktycznie dużo się dzieje.

Jeśli chodzi o moje odczucia co do powieści, to ogólnie są raczej pozytywne. Było kilka momentów, które trochę mi nie pasowały, miałam mały problem z główną bohaterką, o czym już wspomniałam, ale ostatecznie jednak muszę stwierdzić, że jak na debiut, to ciekawa pozycja. Widzę potencjał, który mam nadzieję, że autorka rozwinęła w drugim tomie serii. Mam nadzieję, że okaże się, że faktycznie warto dać jej szansę.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Editio Black!

lipca 29, 2020

Wygraj "Życie za życie"! (rozwiązany)

Wygraj "Życie za życie"! (rozwiązany)

Dzisiaj swoją premierę ma kolejny ciekawy thriller psychologiczny wydany nakładem Wydawnictwa Filia Mroczna Strona. Tym razem jest to pierwsza książka autorki Alex Dahl, która ukazała się w naszym kraju. Ja jej lekturę mam jeszcze przed sobą, ale widziałam już kilka opinii na jej temat i muszę przyznać, że są naprawdę entuzjastyczne! Książka podobno mocno wciąga, czyta się ekspresowo, a poza ciekawą, trzymającą w napięciu intrygą, również skłania do refleksji na takie tematy jak przeszczep i dawstwo organów, a także depresja. 

W związku z tym konkursowe pytanie brzmi tak: 

Jak myślisz, dlaczego autorzy thrillerów często wplatają takie poważne i trudne tematy w swoje – gatunkowo rozrywkowe z założenia - powieści?

Jak zawsze proszę o w miarę krótkie odpowiedzi, które możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej – tym lepiej!


Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem oraz pod konkursowymi postami na FB i IG. 

  1. Konkurs trwa od 29 lipca do 3 sierpnia do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę jedną, która moim zdaniem będzie najciekawsza.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


04.08 aktualizacja - rozwiązanie konkursu
Jak zawsze serdecznie dziękuję wszystkim uczestnikom za tak liczny udział w konkursie! Jednak zwycięzca może być tylko jeden, więc tym razem wygrywa:
IG: @jagieuo
Myślę, że poruszanie ważnych, nieraz ciężkich tematów to także zwiększanie świadomości społeczeństwa. Nieczęsto mamy okazję poznać kogoś na przykład po przeszczepie, pisanie o depresji, pokazywanie jak to wygląda "od środka" napewno ma wpływ na szerzenie wiedzy na ten temat, a dzięki temu można komuś pomóc. Myślę też, że poruszanie takich kwestii w książkach trochę "odkrywa" tematy tabu.
Gratulacje! 
Wszystkich uczestników oczywiście zapraszam do dalszego śledzenia bloga i moich profili społecznościowych - już teraz planuję dla Was kolejny konkurs! Szczegóły niebawem :)