października 08, 2020

"Sprawdź, czy ktoś za tobą nie stoi" Ina Nacht

"Sprawdź, czy ktoś za tobą nie stoi" Ina Nacht

 

Autor: Ina Nacht
Tytuł: Sprawdź, czy ktoś za tobą nie stoi
Cykl: Seria z Kotliny Kłodzkiej, tom 1
Data premiery: 14.09.2020
Wydawnictwo: Stara Szkoła
Liczba stron: 276
Gatunek: kryminał

Ina Nacht, to nowe nazwisko, a dokładniej pseudonim literacki na polskim rynku kryminalnym. „Sprawdź, czy ktoś za tobą nie stoi” jest debiutem autorki, w przygotowaniu jest już jej kolejna książka, której premiera została nieco odłożona ze względów na panującą pandemię.

Sonia i Kaja, życiowe partnerki razem z dwójką swoich psów przenoszą się z dużego miasta do wioski w Kotlinie Kłodzkiej. Jest lato, pogoda sprzyja, dziewczyny są zadowolone. Ich nowe miejsce zamieszkania to malutka wieś, wkoło praktycznie nikogo nie ma, w oddaleniu tylko kilka sąsiednich domów. Jest to rodzinna miejscowość Kai, z której wyjechała przy pierwszej nadążającej się okazji. Teraz odziedziczyła dom po ciotce i zdecydowały się z Sonią na życiową zmianę. Mają tu spokój i ciszę, Kaja jest malarką, więc potrzebuje swojej ostoi, Sonia jest tłumaczką, więc może pracować z każdego miejsca na świecie, byleby miała dostęp do Internetu. No cóż, tutaj raz jest, raz go nie ma… Od razu po przeprowadzce Kaja zostawia Sonię na miejscu, a sama wybiera się za granicę na jakąś ważną konferencję. Sonia przyzwyczaja się do miejsca, oswaja się z nim, jednak sielanka nie trwa długo – jeden z jej psów, w rozkopanym podjeździe znajduje woreczek z kośćmi. Są ludzkie. Sonia razem z sąsiadem wzywają policję, która obawia się, że można tę sprawę powiązać z niedawnym zaginięciem młodej turystki w tych okolicach… Czy faktycznie są to ‘świeże’ kości? I co to za dziwny, pełen symboli woreczek? I dlaczego ktoś zakopał go na podjeździe dziewczyn?
„Jesień w tym regionie rzeczywiście była okresem, w którym przestępczość rosła. Było to zjawisko niespotykane w skali kraju.”
Książka składa się z nienumerowanych rozdziałów rozdzielonych na Sonię, policjantkę Karinę i wydarzenia z roku 1994. Narracja prowadzona jest przez te trzy bohaterki w pierwszej osobie czasu teraźniejszego. Styl powieści jest poprawny, nie sprawia problemów, książkę czyta się szybko.

Bohaterki zapowiadają się całkiem ciekawie. Karina to młoda policjantka, która po znajomości załatwiła sobie miejsce w dziale kryminalnym. Niestety wszyscy o tym wiedzą, więc dziewczyna nie ma łatwego życia. Z kolei Sonia i Kaja są przedstawicielkami rzadko spotykanymi w tym gatunku homoseksualistkami, żyją razem, co na wsi powinno powodować problemy, ale nic takiego się nie dzieje. Ogólnie doceniam, że autorka chciała się wyrwać ze schematu i swój kryminał oddała całkowicie w ręce kobiet, miałam jednak wrażenie, że stosunki Soni i Kai są pisane nieco na siłę – to jak się do siebie zwracały, jak często podkreślały swoją miłość na całe życie wydawało mi się nieco sztuczne. Pomysł na postacie kobiecie doceniam – z wykonaniem wyszło trochę gorzej, a im dalej w lekturę, tym postacie zachowują się coraz dziwniej – zabrakło mi tu głębi psychologicznej, były dosyć mało wiarygodne, co dosyć często zauważam w debiutach – postacie za szybko podejmują decyzje, robią dziwne rzeczy, co raczej mocniej odrywa je od rzeczywistości – nikt w prawdziwym życiu się tak nie zachowuje.
„W tej dolinie mieszka ciemność. To, co się tu stało, jest tutaj zagnieżdżone i nie może opuścić tego miejsca. W tych stronach źle mieszkać samemu.”
Zdecydowany plus należy się za osadzenie akcji w Kotlinie Kłodzkiej i klimat temu towarzyszący. Jest mroczny, pusto, mglisto, stara sąsiadka przestrzega przed dziwnymi cieniami, jakby demonami. Na wsi, w tak mrocznych deszczowych klimatach łatwo w to uwierzyć, szczególnie że dookoła pojawiają się dziwne znaki… Czy zło jest tu namacalne? Wydaje się, że tak.
Warto też zwrócić uwagę na nawiązania do wierzeń słowiańskich i dużą rolę sztuki, malarstwa. Wydarzenia z 1994 roku kręcą się wokół obrazów, Sonia na stychu też znajduje jakieś dziwne, niepokojące malunki, ewidentnie cała zagadka jest z tym jakoś powiązana. Podkreślam, że ten wątek zdecydowanie nadaje lekturze klimatu i wzbudza niepokój i zarazem ciekawość.
„Wszystko jest tutaj za ciężkie, opada jak mgła. Kiedy się na to natkniesz, to uważaj. Bo stanie za tobą i już cię nie opuści.”
Wątek kryminalny zapowiada się ciekawie, trop prowadzi do okolicznego hotelu, w którym sztuka słowiańska odgrywa dużą rolę. Niestety zakończenie mocno mnie rozczarowało, wszystko podziało się za szybko i za mało wiarygodnie.

Muszę wspomnieć jeszcze o jednym wątku, który mocno mnie drażnił – gdzieś w połowie jedna z dziewczyn zostaje zgwałcona. Rozumiem, że autorka chciała w powieść wpleść poważny problem, z którym boryka się duża liczba kobiet, niestety nie zrobiła tego za umiejętnie. Kobieta, która została zgwałcona, całkowicie rozjechała się jako postać pod względem psychologicznym, jej zachowanie było tak nierealne, że aż śmieszne, kompletnie nie pasowało do tej postaci. Bardzo żałuję, że autorka wplotła w fabułę ten wątek, powieść przez to naprawdę dużo w moich oczach straciła.

Ogólnie jednak znalazłam tu sporo plusów jak miejsce akcji, świetny mroczny klimat, czy choćby rozdzielenie akcji na dwa plany czasowe. Jest tajemnica, jest sztuka, są wierzenia słowiańskie – to wszystko na plus. Warto jednak na przyszłość popracować nad głębią psychologiczną postaci, może warto dodać kilka stron, ale bardziej uwiarygodnić decyzje przez nie podejmowane. Warto też dokładniej sobie powieść rozpisać, by była bardziej wyważona – tu zakończenie było za szybkie i wydawało się nie do końca przemyślane. Jako że jest to debiut to w kredycie zaufania oceniam łagodniej niż zrobiłabym to przy kolejnej powieści.

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję autorce i wydawnictwu Stara Szkoła!


października 07, 2020

"Medalion z bursztynem" Anna Klejzerowicz

"Medalion z bursztynem" Anna Klejzerowicz

 

Autor: Anna Klejzerowicz 
Tytuł: Medalion z bursztynem
Data premiery: 18.08.2020
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 324
Gatunek: kryminał

Anna Klejzerowicz debiutowała pod koniec roku 2009 zbiorem opowiadań, około miesiąca później ukazała się jej pierwsza powieść. Od tego czasu pula jej publikacji znacząco wzrosła do kilkunastu powieści i kilku zbiorów antologii. Pisarka urodziła się w Gdańsku, związana jest z Teatrem Atelier w Sopocie. Pisze kryminały, powieści obyczajowe i opowiadania grozy.
Mimo bogatego dorobku nie miałam wcześniej okazji zapoznać się z twórczością pisarki – „Medalion z bursztynem” był zatem dla mnie dużą niewiadomą. Sama ta książka po raz pierwszy na rynku ukazała się 5 lat temu, w 2015 roku nakładem Wydawnictwa Filia. Teraz Wydawnictwo Replika, z którym autorka od kilku lat współpracuje, pokusiło się o drugie wydanie tej powieści.

Historia „Medalionu z bursztynem” rozpoczyna się w momencie, gdy Ewa wraz ze swoim mężem Andrzejem biorą się w końcu za sprzątanie mieszkania odziedziczonego po babce Ewy – minął już rok od jej śmierci, więc w końcu trzeba zdecydować, co z mieszkaniem zrobić. Podczas porządków Andrzej w szufladzie starej komody znajduje grubą kopertę – jest w niej list oraz piękny medalion z bursztynem. List został spisany ręką babci w 1960 roku, czyli ponad 50 lat wcześniej… Zdradza w nim prawdziwe nazwisko swojej córki, a zarazem matki Ewy, przekazuje naszyjnik jako jej dziedzictwo i sugeruje, że w książce (córka będzie wiedziała w której) znajdzie całą swoją historię. Ewa zafascynowana sprawą postanawia odkryć prawdziwe korzenie swojej matki, a zarazem swoje własne, rozpoczyna prywatne śledztwo, w którym ma pomóc jej znajomy dziennikarz. Niestety sprawa jest mocno utrudniona, matka Ewy nie jest skora do współpracy, a dostępnych informacji brak. Wszystko komplikuje się jeszcze mocniej, kiedy dziennikarz po telefonie, iż coś odkrył, ginie w wypadku samochodowym, podobno był mocno pijany. Z tym że jego partner twierdzi, że mężczyzna od lat nie pił… O co w tej sprawie chodzi? Czy po tylu latach naprawdę nadal może grozić Ewie niebezpieczeństwo?

Książka składa się z prologu, trzech części i epilogu. Każda z nich rozpoczyna się krótkim fragmentem z lat okołowojennych, później w zdecydowanie większej części skupia się na aktualnych wydarzeniach. Rozdziałów w całości jest siedemnaście, każdy z nich jest tytułowany, w większości dotyczą śledztwa Ewy, jednak kilka razy wypowiada się też sam morderca w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego. Pozostałe rozdziały przedstawione są w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego.
Ze stylem w powieści mam lekki problem, jakoś nie umiałam się do niego przez całą lekturę przekonać, miałam wrażenie, że jest trochę jakby za szybki, skupia się na wyrywkowych sytuacjach, nie miałam wrażenia pełności. Tak samo z dialogami – wydawały mi się dosyć nienaturalne, długie monologi i urywane rozmowy, które w rzeczywistości wyglądałyby całkiem inaczej. Najgorzej jednak według mnie wypadały rozdziały, w których wypowiada się morderca – były bardzo wulgarne i w większości wszystko się w nich powtarzało – wiem, że z tą wulgarnością to był specjalny zabieg, jednak mimo tej świadomości, moja irytacja przy tych fragmentach sięgała zenitu. Były mocno przesadzone, bardzo nieprawdopodobne.

Książkę przeczytałam całą, bo, muszę przyznać, że ciekawość jak zagadka zostanie rozwiązana zwyciężyła wszystkie minusy powieści. Kim jest morderca? Dlaczego zabija? Co tak naprawdę wydarzyło się podczas wojny i kilka lat później? To faktycznie wzbudza zainteresowanie, chociaż zakończenie i tak wypada tak jak cała książka – po prostu średnio. Niemniej jednak ta tajemnica, zagadka, cały zamysł intrygi muszę uznać za duży plus.

Z przeprowadzeniem śledztwa już jednak nie było tak kolorowo. Ewa jest postacią bardzo nieporadną, chwilami miałam wrażenie, że kobieta po prostu nie myśli. Chce prowadzić śledztwa, chce w nim uczestniczyć, ale dziennikarz, partner tego zmarłego, który ostatecznie się do niej przyłącza, praktycznie robi wszystko sam.
Tak samo relacja Ewy z matką – rozumiem, że miała być przedstawiona jako ciężka, postać matki była zimna i nieczuła, jednak również i ten wątek prezentuje się nieco nierealnie – w połowie książki ni z tego ni z owego ich relacje nagle się zmieniają. Relacja ta jest potraktowana bardzo fragmentarycznie i jej rozwój jakby nie ma motywów – coś nagle się dzieje w ogóle bez powodu. Ogólnie przy całej fabule miałam takie wrażenie, jakby autorka chciała zmieścić za dużo na za małej ilości stron, przez co każdy wątek potraktowany był po macoszemu.

Ogólnie nie mogę powiedzieć, że jestem z lektury zadowolona. Męczył mnie styl, męczyli bezbarwni bohaterowie. Jedyne co przekonało mnie do przeczytania książki, to ciekawa zagadka z lat wojennych, która jednak i tak została rozwiązana tak sobie. Szkoda, bo temat zdecydowanie ma potencjał, gdyby tak więcej nad nim popracować, mogłoby wyjść z tego coś ciekawego. Tu jednak było za dużo, za bardzo fragmentarycznie i po prostu za sztucznie. Raczej już nie zdecyduje się na kolejną książkę autorki.

Moja ocena: 5/10


Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Replika!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

października 05, 2020

"Dziki łubin" Charlotte Link - recenzja przedpremierowa

"Dziki łubin" Charlotte Link - recenzja przedpremierowa


Autor: Charlotte Link
Tytuł: Dziki Łubin
Cykl: Czas burz, tom 2
Tłumaczenie: Anna Makowiecka - Siudut
Data premiery: 14.10.2020
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 608
Gatunek: powieść obyczajowa / historyczna

Charlotte Link to jedna z najpopularniejszych współczesnych niemieckich pisarek znanych na całym świecie. Debiutowała pod koniec lat 80tych XX wieku, do tej pory wydała ponad 20 powieści, które w samych Niemczech sprzedały się w kilkunastu milionach egzemplarzy. Jej nazwisko automatycznie kojarzy się z gatunkiem thriller / kryminał, jednak warto też zwrócić uwagę na trylogię, która odbiega od tego gatunku, a która powstała w latach 90tych poprzedniego wieku. Te trzy powieści są bardzo cenione w ojczystym kraju pisarki, powstała nawet ich ekranizacja, ale u nas jakoś niewiele o nich wiadomo. Dowodzi tego już sam fakt, że tylko tom pierwszy pt. „Czas burz” był już w Polsce wydany w 2001 roku. Nie dotarłam do informacji, by pozostałe dwa tomy kiedykolwiek wcześniej były u nas w polskim przekładzie dostępne. Dopiero teraz, dzięki Wydawnictwu Znak, polski czytelnik będzie mógł się zapoznać z pełnym cyklem trzech powieści. Pierwszy tom pt. „Czas burz” miałam okazję zrecenzować kilka miesięcy po jego premierze (recenzja – klik!), teraz tom drugi pt. „Dziki łubin” otrzymałam przedpremierowo. Mam nadzieję, że na tom trzeci (i niestety ostatni) Wydawnictwo nie da nam długo czekać – najchętniej od razu czytałabym dalej, ale z drugiej strony ta seria podoba mi się na tyle, że nie chcę, by tak szybko się kończyła… Szkoda, że to tylko trylogia!

Maj 1938 rok, Prusy Wschodnie, Lulinn. Belle, dziewiętnastoletnia najstarsza córka Felicji, wychodzi za mąż za aktora Maxa Marty’ego. Do rodzinnej posiadłości ziemskiej zjeżdża się z tej okazji cała rodzina nie zważając na coraz bardziej niepokojące nastroje panujące w stolicy Niemiec. Felicji jednak nie udaje się dotrzeć – musi pomóc przyjacielowi, wspólnikowi, Żydowi uciec z Monachium. Widmo wojny jest coraz wyraźniejsze, Hitler rośnie w siłę i rozpoczyna militarną mobilizację, a każdy kto nie jest rodowitym aryjczykiem przestaje czuć się bezpieczny… Jak w nowej rzeczywistości odnajdzie się cała rodzina Felicji? Co stanie się z jej przyjaciółmi, Sarą i Martinem, którzy mają żydowskie korzenie? I co z Lulinnem, posiadłością, która przetrwała już jedną wojnę? Czy i tym razem uda im się ocalić, co najważniejsze?
„… w takich wielkich, starych rodzinach jak ta zawsze szczególnie piękny wydawał mi się ów niekończący się cykl. Śmierć, narodziny, śmierć, narodziny, i znowu… Ciągle pojawia się nowe życie. A jeśli rodzina trzyma się razem tak jak wasza i kiedy jej jądrem jest miejsce takie jak Lulinn, wokół którego wszyscy się gromadzą, to owo życie nigdy nie przeminie. I w takiej rodzinie z Lulinnem w tle jest pani bezpieczna.”
Książka podzielona jest na pięć części, każda z nich składa się z kilku rozdziałów. Całość poprzedzona jest drzewem genealogicznym rodziny Domberg i Degnelly, co jest dobrym przypomnieniem postaci w powieści występujących znanych z tomie pierwszego. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, jest wszechwiedząca, skupia się nie tylko na wydarzeniach, ale i przeżyciach i przemyśleniach bohaterów. Naprzemiennie obserwuje każdego członka rodziny Degnelly. Styl jest przyjemny, książkę czyta się bezproblemowo, choć w tym tomie zauważyłam, że autorka trzyma się pewnych sformułowań, które w kółko powtarza (np. najbardziej wpadło mi w oko takie sformułowanie jak ‘kamień na kamieniu’). Nie jest to jednak duża wada, szczególnie jeśli pamięta się o tym, że była to jedna z pierwszych książek autorki i pisała ją w dosyć młodym wieku.

Wydarzenia powieści toczą się w latach 1938 – 1945 na terenie kilku krajów. Oczywiście większość obserwujemy okiem niemieckiej rodziny – Felicja żyje w Monachium, jej córka w Berlinie, a Modesta (kuzynka) z prababką nadal zamieszkują Lulinn. Oczami tych pierwszych dwóch kobiet obserwujemy postęp wojny, jak z roku na rok coraz mocniej wpływa na ich życie. Nie jest to jednak tylko ta jedna perspektywa – wydarzenia obserwujemy też okiem małżeństwa żydowskiego – Sary i Martina, żydowskiego wspólnika Felicji, Alexa, jej byłego męża, który jakiś czas temu wyjechał do Ameryki, a teraz postanawia wrócić. Dostajemy też raport z frontu, na który wysłanych zostaje kilku mężczyzn z rodziny. Mamy też wgląd w sytuację Francji poprzez Filipa i Claire. Dzięki takiemu rozłożeniu postaci obserwujemy wydarzenia osób popierających Hitlera, tych mu przeciwnych, a także, jak Felicja, obojętnych. Widzimy jak wygląda sytuacja Żydów, żołnierzy niemieckich na froncie i ruchu oporu zarówno w Niemczech, na przykładzie Maksyma, jak i później we Francji. Z roku na rok widać jak sytuacja każdego z bohaterów się zmienia, a ich losy oddane zostały bardzo realnie i przejmująco. Oczywiście wszystko to zmusza do refleksji nad bezsensem wojny, nad losem ludzi, którzy nawet nie chcieli walczyć, a zostali do tego zmuszeni. Widać jak wojna wpływa na każdego z nich, jak rujnuje życia i zdrowie. Warto też podkreślić, że przez osadzenie fabuły w rodzinie niemieckiej, dostajemy tu wgląd w to, jak to wyglądało od strony Niemiec, od zwykłych ludzi tam żyjących. Tyle mówi się o tym, jacy Niemcy byli źli, ale to przecież nie Niemcy, a naziści, psychopaci na usługach Hitlera. Zwyczajni Niemcy, tak jak wszyscy, doznali ogromnego bólu, stracili dachy nad głową, część rodziny i majątki… Ogromnie poruszyły mnie fragmenty powieści, w których opisywany był bombardowany co noc Berlin – dlaczego zwykli ludzi stracili wszystko w imię jakiegoś szaleńca? Na którego część z nich nawet nie głosowała? Dlaczego to oni, a nie rządzący, obrywali najmocniej? Te pytania nasuwają mi się przy każdej powieści, która toczy się na tle wojny – dlaczego zwykli ludzie mają płacić za decyzje kilku osób stojących przy władzy? To przecież jest takie niesprawiedliwe, takie bezsensowne… A mimo to wojny rozpętywane są nadal…
„ – A któż jest jej winien [wojny]? – spytał Paul. – Najmniej ci, którzy muszą za to wszystko płacić. Natomiast ci, którzy do tego wszystkiego doprowadzili, nie pojadą na front. Do nich nikt nie będzie strzelał.”
Ale wróćmy do książki i postaci w niej przedstawionych. Połowa fabuły opiera się na postaci Felicji – kobieta jest już dojrzała, wiele przeszła w swoim życiu, jednak dalej nie znalazła szczęścia, nie wyleczyła się z miłości do Masyma. Dalej nie umie okazywać rodzinie uczuć, dalej biznes liczy się dla niej na co dzień najmocniej. Jednak tak jak i podczas pierwszej wojny, tak i teraz, gdy rodzina jest w potrzebie, Felicja robi wszystko, by jej pomóc, bierze na swoje barki wszystko, czego nie potrafią unieść inni. To w głębi duszy naprawdę dobra kobieta, która czasami przez zagubienie, czasami przez dumę czy niemożność wyrażenia uczuć, sprawia wrażenie zimnej i oschłej. Przy tym tomie zdecydowanie mogę powiedzieć, że doceniam i rozumiem tą postać.
Druga połowa fabuły opiera się na córce Felicji, Belle. Teraz to ona po części przejmuje dowodzenie, a że jest dokładnie taka jak matka, mimo szaleństw i nierozważnych decyzji, kiedy przychodzi co do czego, to właśnie ona bierze sprawy w swoje ręce. Jest to też postać, która podczas tych 7 lat zmienia się najmocniej – od dosyć rozkapryszonej pannicy, która myśli, że zaraz cały świat padnie do jej stóp, aż do kobiety dojrzałej, smutnej i mocno pokiereszowanej przez los. Może przez to, że Felicja już jej przetarła szlaki, gdyż w tomie pierwszym zachowywała się podobnie, nie miałam ze zrozumieniem Belle problemów – zapałałam do niej sympatią od początku, a im dalej, tylko mocniej do mnie trafiała.
„ – Wy i wasz Lulinn! – Christine się roześmiała i zabrzmiało to gorzko. – Dzięki tej posiadłości jesteście niesłychanie pewne siebie! I wydaje wam się też, że dzięki temu wszystko wam wolno. Jesteśmy z Lulinna! Od tych kilku mórg ziemi gdzieś w Prusach Wschodnich i od imponującego drzewa genealogicznego uzależniacie wszystko, to nieomal podstawa waszej egzystencji.”
Prócz ogromnie ciekawych postaci warto też wspomnieć o ich posiadłości rodzinnej – Lulinnie, położonym w Prusach Wschodnich. To nie tylko kawałek ziemi, ale i ostoja dla całej rodziny. Każdy z nich spędził tam beztroskie chwile wolności, każdy z nich kojarzy te miejsce ze spokojem i bezpieczeństwem. To ich przystań, ich kotwica. Miejsce, które spaja całą rodzinę. Co się stanie kiedy go zabraknie? Kiedy zostanie im odebrany? Lulinn opisany jest z wyczuciem, sama, tak jak i bohaterowie, zaczęłam uwielbiać to miejsce, ten klimat i panujący tam spokój. To jakby kolejny bohater powieści, bo ta posiadłość odgrywa w życiu całej rodziny naprawdę ogromną rolę, wzbudza dużo uczuć i jest świadkiem kilku najważniejszych chwil w życiu każdego z nich.
„Nawet nie pomaga mi to, że jestem w Lulinnie. A dawniej zawsze pomagało. Lulinn stanowił całkowicie bezpieczne schronienie. Na śmiecie mogło się dziać Bóg wie co, ale tu wszystko było takie jak dawniej. Ale tym razem… mój niepokój i rozpacz nie mijają. Patrzę na aleje pod dębami, konie, ogród różany, ale o wiele wyraźniej widzę czołgi.”
Na koniec kilka słów o tle historycznym – autorka ewidentnie ma dużą wiedzę na temat tego okresu historycznego. Zgrabnie wplata informacje polityczne, akcje militarne w fabułę powieści i przedstawia to tak, że całość ogromnie ciekawi. Nie popada jednak w szczegóły, dowiadujemy się głównie tego, co jest istotne dla fabuły powieści.

„Dziki łubin” to powieść napisana z rozmachem. To świetna saga rodzinna przedstawiona na tle kluczowych wydarzeniach historycznych dla Niemiec, a i całego świata XX wieku. Autorka na podstawie przeżyć jednej rodziny i ich bliskich opisuje los, który podzieliły miliony, niezależnie od miejsca zamieszkania. Opisuje ból i bezsens wojny, biedę i codzienną walkę o dalsze życie. Warto też podkreślić, że daje czytelnikom spoza Niemiec dobry obraz tego, jak wyglądało wtedy życie zwyczajnych mieszkańców tego kraju. Świetnie opisuje zawirowania polityczne, społeczne, a wszystko to na charyzmatycznych i odważnych postaciach, głównie kobiecych. Ród z Lulinna, to ród silny, odważny, który swoją energię czerpie z rodzinnej ziemi, która wzbudza w nich poczucie bezpieczeństwa i mocy. Nie obyło się też bez wzruszeń i druzgocących zwrotów akcji. Ogólnie książkę czytało mi się szybko i dobrze, a losy rodziny Degnelly znowu wciągnęły mnie tak, że koniecznie chcę przeczytać jak najszybciej tom trzeci!

Moja ocena: 8/10


Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak Horyzont!

października 01, 2020

"Wołanie kukułki" Robert Galbraith - maraton czytelniczy #czytamgalbraitha

"Wołanie kukułki" Robert Galbraith - maraton czytelniczy #czytamgalbraitha

 

Autor: Robert Galbraith
Tytuł: Wołanie kukułki
Cykl: Cormoran Strike, tom 1
Tłumaczenie: Anna Gralak
Data premiery: 02.10.2019
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 456
Gatunek: kryminał

„Wołanie kukułki” to debiut literacki Roberta Galbraitha, który oryginalnie w Wielkiej Brytanii ukazał się w 2013 roku, u nas w Polsce niewiele później. Już trzy miesiące po premierze okazało się, że pod tym pseudonimem kryje się nie kto inny jak J.K. Rowling – jedna z najsławniejszych i najbogatszych pisarek na świecie, która w latach 90tych powołała do życia Harry’ego Pottera. Dlaczego więc kryminał postanowiła wydać pod innym nazwiskiem? Chciała zobaczyć jaka będzie obiektywna ocena jej książki, gdy czytelnicy nie będą potrzeć na nią przez pryzmat nazwiska. Okazała się, że do entuzjazmów jej trochę brakowało – po pierwsze już na wstępie, tak samo jak z Harry’m Potterem, wiele wydawnictw książkę odrzuciło. Gdy już udało się znaleźć wydawnictwo zainteresowane wydaniem, książka sprzedawała się dosyć słabo, a zarzucono jej przede wszystkim, że niewiele się w niej dzieje. Dopiero gdy na jak wyszło, że pod tym pseudonimem kryje się Rowling, książka wskoczyła na listę bestsellerów.
Od razu muszę przyznać, że u mnie to było drugiej podejście do tego tytułu – kilka lat temu brałam się za tę książkę po raz pierwszy i zgodziłam się z zarzutem – niewiele się w niej działo. Teraz z okazji wyzwania czytelniczego organizowanego przez Wydawnictwo Dolnośląskie, któremu mam przyjemność patronować (więcej o akcji tu – klik!) zdecydowałam się dać książce drugą szansę – przy pierwszej nie doczytałam jej nawet do połowy. Teraz zaczęłam książkę w formie audiobooka w interpretacji Macieja Stuhra i dopiero wtedy udało mi się poczuć klimat tej powieści. Ba! Tak mnie ta historia wciągnęła, że po skończonej pracy, podczas której książki słuchałam, nie mogłam myśleć o niczym innym – musiałam książkę od razu dokończyć w formie tradycyjnej. Ogromnie zatem cieszę się, że dzięki wyzwaniu wydawnictwa zdecydowałam się na ponowną lekturę i już nie mogę się doczekać, kiedy poznam dalsze losy bohaterów!

Główna część akcji powieści zaczyna się kilka miesięcy po tragedii, która wstrząsnęła londyńskimi mediami – ze swojego własnego balkonu skoczyła znana modelka Lula Landry. Policja szybko dowiodła, że było to samobójstwo, jednak rodzina Luli w to nie wierzy. Do prywatnego detektywa, weterana wojennego Cormorana Strike zgłasza się brat zmarłej – John Bristow i zleca mu ponowne zbadanie sprawy. Cormoran początkowo przekonany jest, że mężczyzna po prostu owładnięty żałobą nie przyjmuje do wiadomości, że jego siostra mogła się zabić, jednak ogromne problemy finansowe zmuszają go do przyjęcia zlecenia. Gdy zaczyna badać sprawę już od początku coś w niej nie gra – czy to możliwe, że policja wyciągnęła pochopne wnioski? A może ktoś chciał, żeby tak było? Czy Lula faktycznie została zamordowana?

Książka składa się z prologu, 5 części i epilogu. Każdy z nich opatrzony jest łacińskim cytatem, a każda z części podzielona jest na kilka rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównie podąża za Cormoranem. Styl wymaga przyzwyczajenia – jest dosyć powolny, skupiony na wielu szczegółach otoczenia i szczegółowym wyglądzie postaci. Gdy już jednak czytelnik się z nim oswoi, to książka okazuje się naprawdę klimatyczną lekturą.

Ogólnie mówi się, że Rowling znana jest z talentu do tworzenia postaci. I owszem, tak jest i tym razem. Kreacje każdego z bohaterów są niezwykle szczegółowo i dogłębnie przemyślane, to właśnie postacie wiodą tu główną rolę. Po pierwsze Cormoran Strike – mężczyzna w wielu 35 lat, który kilka lat temu na skutek wypadku, w którym stracił część nogi odszedł ze służby wojskowej. Właśnie po raz kolejny rozstał się ze swoją narzeczoną, nie ma gdzie mieszkać, a biznes detektywistyczny nie kręci się najlepiej – ba, Cormoran ma ogromne długi i wierzycieli na karku. Co więcej jest nieślubnym dzieckiem jednego z najsławniejszych muzyków rockowych na świecie! Wszyscy znają jego ojca – jak Cormoran często podkreśla, zdecydowanie lepiej od niego samego, który z ojcem widział się dosłownie kilka razy w życiu.
Pomocnikiem detektywa jest Robin. Kobieta jakieś 10 lat młodsza od niego, świeżo zaręczona, trafia do Cormorana z agencji pracy tymczasowej w roli sekretarki. Jest niezwykle taktowna, uprzejma i bystra, co detektyw szybko zauważa. Robin też jest pracą zachwycona – od dziecka marzyła by zostać prywatnym detektywem. Ich relacja jest stricte zawodowa, są do siebie dosyć zdystansowani, choć z dnia na dzień Cormoran jest pod coraz większym wrażeniem swojej pracownicy… Robin w „Wołaniu kukułki” cały czas ewidentnie jest na drugim planie, w cieniu Cormorana – mam nadzieję, że w kolejnych tomach autorka czasami da więcej głosu właśnie Robin, bo jestem ogromnie ciekawa tej bohaterki.
Kilka słów jeszcze powiem o zmarłej Luli – to równie fascynująca postać! Trochę przypomina Electrę z mojej ulubionej serii Siedem Sióstr Lucindy Riley – czarnoskóra modelka, którą przytłoczyła sława, ma pecha w wyborze partnerów i słabości do nałogów. Tak samo obie kobiety zostały w młodym wieku adoptowane, a teraz, na chwilę przed wydarzeniami w powieści, zaczęły interesować się swoimi korzeniami… Nie posądzam jednak żadnej z pań o kopiowanie, patrząc po datach byłoby to niemożliwe 😊 To po prostu fajny zbieg okoliczności, który dodatkowo uatrakcyjnił mi lekturę.

Obiecuję, że już więcej o postaciach pisać nie będę, choć naprawdę, naprawdę bardzo chciałabym jeszcze kilka z nich omówić. Warto jednak zaznaczyć, że autorka do każdej jednej z nich naprawdę się przyłożyła, co widać nie tylko w ich historiach i opisie wyglądu, ale i w samym języku – każda z postaci mówi w ciut innym stylu, co jest naprawdę niesamowicie fajnym akcentem. Nieczęsto się to w powieściach zdarza, więc tu zdecydowanie należy to docenić.

Oprócz rewelacyjnych postaci na pewno muszę wspomnieć o świetnym klimacie jaki został w książce stworzony. Rowling bierze nas na wycieczkę po Londynie, prowadzi do bogatych dzielnic, by za chwilę przeprawić się przez slumsy. Odwiedzamy świetne brytyjskie puby, w których piwo leje się nieustannie. Przeciskamy się przez zatłoczone londyńskie uliczki, hałaśliwe tym mocniej, że pogrążone w ciągłym remoncie. Jemy w eleganckich, angielskich restauracjach, odwiedzamy luksusowe apartamenty i najsławniejsze nocne kluby. Idziemy też na plan zdjęciowy u sławnego projektanta mody! Tutaj, co prawda, nie dostajemy aż tylu szczegółów co przy postaciach, ale to dobrze – autorka bardzo dobrze wyczuła tę granicę, w której książka jest niezwykle klimatyczna, ale i naprawdę ciekawa – opisy nie nużą, a zachwycają.

Powieść określana jest jako kryminał – i owszem, zagadka kryminalna jest i to naprawdę rozbudowana! Muszę przyznać, że gdzieś tak od połowy byłam bliska obgryzaniu paznokci ze zdenerwowania – powoli w śledztwie, podczas odkrywania nowych faktów, obserwowaniu i przesłuchiwaniu świadków wychodzi, że na pewno coś w tej sprawie jest nie tak. Tylko kto zabił? Wszyscy mają alibi! Albo brak powodów! Albo jeszcze co innego! Zagadka naprawdę jest skonstruowana świetnie, a zakończenie zostawia czytelnika ze szczęką na podłodze.

Na koniec jeszcze wspomnę, że ciekawych akcentem było osadzenia akcji w środowisku sław – tu zderza się zwyczaje życie z życie celebrytów i bogaczy, obserwujemy jak żyją i co jest dla nich ważne. Warto też zwrócić uwagę na podkreślenie roli mediów w kreowaniu sławy i tym, jak bardzo ich poczynania wpływają na życie tych, którzy są pod ich ostrzałem.

Ogólnie mogłabym jeszcze o książce pisać i pisać. Nie spodziewałam się, że znajdę w niej tak dużo rzeczy, tematów, które mnie zainteresują. Szczególnie, że jak wspomniałam, kiedyś przy 1/3 tej książki wynudziłam się tak, że porzuciłam jej dalszą lekturę. Ogromnie cieszę się, że teraz, za namową Wydawnictwa Dolnośląskiego, do niej wróciłam, że zdecydowałam się poznać całą historię, bo była to naprawdę jedna z ciekawszych lektur, które ostatnio czytałam. Bawiłam się przy niej doskonale i ogromnie mnie zaciekawiła! Nie mogę się doczekać kiedy ruszę z tomem drugim – zgodne z planem wyzwania czytelniczego muszę poczekać do 7 października 😉

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki i audiobooka do recenzji, a także za możliwość objęcia całej akcji czytelniczej patronatem dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 29, 2020

"Grząska ziemia" Ann Cleeves

"Grząska ziemia" Ann Cleeves

Autor: Ann Cleeves
Tytuł: Grząska ziemia
Cykl: Szetlandzki, tom 7
Tłumaczenie: Sławomir Kędzierski
Data premiery: 20.05.2020
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 464
Gatunek: kryminał

Ann Cleeves to jedno z najbardziej poważanych brytyjskich nazwisk na scenie kryminalnej. Autorka debiutowała w latach 80tych XX wieku. Wydała kilka popularnych cykli kryminalnych, jest tłumaczona na kilkanaście języków, doczekała się również paru ekranizacji swoich powieści. Jej książki były kilka razy nagradzane, długo utrzymywały się też na listach bestsellerów. Cykl Szetlandzki o Jimmy’m Perezie liczy sobie 8 tomów, jutro 30 września swoją polską premierę ma tom ostatni pt. „Dziki ogień”. Oryginalnie w Wielkiej Brytanii cykl ukazywał się w latach 2006 – 2018. Na naszym polskim rynku prócz cyklu szetlandzkiego ukazało się też sześć tomów cyklu o Verze Stanhope pod skrzydłami wydawnictwa Amer. Mam nadzieję, że Czwarta Strona, która odpowiedzialna jest z polskie wydanie cyklu szetlandzkiego na nim nie poprzestanie – autorka już w 2019 rozpoczęła nowy cykl pt. Dwie rzeki. Mam nadzieję, że szybko doczekamy się jego tłumaczenia.
Na wstępie muszę też zaznaczyć, że dla mnie „Grząska ziemia” to było pierwsze spotkanie z piórem pisarki, więc osobiście sprawdziłam, że tomy cyklu spokojnie można czytać bez zachowania kolejności. Niemniej jednak jestem pewna, że wcześniejsze 6 tomów wcześniej czy później nadrobię!

Luty, Szetlandy. Na głównej wyspie podczas pogrzebu jednego ze starszych członków społeczności dochodzi do osunięcia się ziemi. Na szczęście nikomu nic się nie dzieje, a i lawina na swojej drodze nie spotkała wielu budynków – zniszczony został praktycznie tylko jeden mały domek, w którym raczej nikt teraz nie mieszkał. Jimmy Perez był świadkiem tego zdarzenia, więc jako szef tutejszej policji poszedł dla pewności zobaczyć okolice domku – znajduje tam ciało. To piękna kobieta w czerwonej sukience zmasakrowana przez ogromną siłę pędzącej ziemi. Nikt jej nie zna, nikt nie wie, że tam mieszkała, a przy ciele nie ma żadnych dokumentów. Kim jest kobieta? Czy umarła wskutek osunięcia? Szybko wychodzi na jaw, że przed lawiną kobieta już była martwa…

Książka składa się z 48 rozdziałów. Narracja prowadzona jest trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża za trójką postaci: Jimmy’m, jego młodszym współpracownikiem Sandy’m i Jane, sąsiadce Jimmy’ego i zamordowanej. Styl powieści jest przyjemny, akcja toczy się niespiesznie, skupia się na urokach życia na Szetlandach, co dodaje książce niesamowitego klimatu.
Warto też dodać, że książka wydana jest ładnie, czcionka jest bardzo wygodna w czytaniu.

Skoro już wspomniałam o klimacie, to od razu musze podkreślić, że szetlandzka wyspa to rewelacyjne miejsce na umieszczenie akcji kryminału. Mała społeczność niejako zamknięta od świata zewnętrznego (wydostać można się promem lub samolotem) gdzie pozornie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, a jednak każdy ma swoje tajemnice… Bardzo lubię kryminały toczące się w takich społecznościach ze względu na to, że skupiają się one na ludzkich zależnościach, na zachowaniach i poznaniu człowieka. Tutaj jednak nie tylko społeczność jest dużym atutem powieści – są też nim same Szetlandy. Pola, woda, zimny wiatr, deszcz, owce pasące się na łąkach, rybacy i nafciarze. Gdzieniegdzie domki, jakieś małe miasteczko z kinem i pubem, ale poza tym wolne wielkie zielone przestrzenie. Ach, jestem tym miejscem oczarowana! Zdecydowanie choćby ze względu na miejsce chcę pozostać z tym cyklem dłużej.

Jako że lekturę zaczęłam do siódmego tomu, to o postaciach na pewno nie wiem tyle, co mogłabym znając tomy wcześniejsze. Jednak wydaje mi się, że i dla mnie wszystko było zrozumiałe, autorka krótko, ale zwięźle przypomina jakie zależności panują pomiędzy bohaterami. Jimmy, główny bohater, policjant, wychowuje córkę swojej zmarłej narzeczonej. Jest człowiekiem spokojny, powściągliwym, który przejmuje się tym co myślą i jak odbierają go inni ludzie. W tym tomie na pomoc w śledztwie wzywa policjantkę ze Szkocji – Willow. Para ewidentnie ma się ku sobie, widać że wcześniej coś już między nimi musiało być. Jednak obydwoje są ostrożni, nie chcą zostać odebrani jako nachalni, nie chcą też psuć sobie swojego zwyczajnego życia. Myślę, że ten prywatny wątek na pewno będzie kontynuowany w tomie kolejnym, chętnie też poznałabym ich wcześniejsze losy.
Co do bohaterów, jak podejrzewam, tego tomu, to mamy tu polityka, nauczycielkę (a tym samym jego córkę), małżeństwo wynajmujące turystom luksusowe domki i małżeństwo rolników. Z tymi ostatnimi historia jest mocno związana, kobieta to wspomniana już Jane, za którą częściowo podąża narrator. Poznajemy jej życie, jej rodzinę i małżeństwo, a również problemy aktualne i dawne… To ciekawa postać pełna dylematów.

Nie przedłużając, muszę na koniec wspomnieć jeszcze o samej intrydze kryminalnej i akcji powieści. Jak wspomniałam na początku wydarzenia toczą się niespiesznie, a osadzenie akcji na wyspie i osunięcie ziemi dodatkowo postęp akcji utrudniają. Jimmy z zespołem musi odkryć jak to się stało, że nikt nic o kobiecie nie wie, kim była i kto miał motyw by ją zabić. Głowna część fabuły skupia się na szukaniu świadków i dedukcji, co zdecydowanie nasuwa skojarzenia z klasycznym kryminałem. Może niewiele tu się dzieje, ale wydarzenia i postacie są opisane tak dokładnie, tak ciekawe, że książkę bardzo ciężko jest odłożyć.

Podsumowując, mimo że lekturę zaczęłam od przedostatniego tomu cyklu, to nie miałam problemu, żeby połapać się w zależnościach pomiędzy bohaterami. Oczarowało mnie miejsce osadzenia akcji, duszny klimat małego miasteczka i intrygujący, acz spokojni bohaterowie. Surowa zima, mocny wiatr i deszcz na pewno też dodają książce klimatu. Ja jestem z lektury zadowolona, mimo że akcja toczy się niespiesznie, to fabuła jest tak ciekawie opisana, że ciężko książkę odłożyć. Powieść ma cudowny surowy klimat i zdecydowanie będę chciała do tego świata jeszcze wrócić!

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona Kryminału!


Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 23, 2020

"Gra w morderstwo" Rachel Abbott

"Gra w morderstwo" Rachel Abbott

 

Autor: Rachel Abbott
Tytuł: Gra w morderstwo
Cykl: Stephanie King, tom 2
Tłumaczenie: Adrian Napieralski
Data premiery: 15.07.2020
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 416
Gatunek: thriller psychologiczny

Rachel Abbott to jedna z najbardziej znanych brytyjskich pisarek w gatunku thriller/kryminał. Debiutowała w 2011 roku pierwszym tomem cyklu o detektywie Tomie Douglasie, który od razu zyskał sobie przychylność czytelników. Teraz cykl liczy już dziewięć tomów, dokładnie tydzień temu była polska premiera najnowszego pt. „Zamknij drzwi”. W międzyczasie aktorka zaczęła też pisać nowy cykl o sierżant Stephanie King. W styczniu miałam przyjemność zrecenzować pierwszy tom przedpremierowo (recenzja – klik!) i, mimo że była to moja pierwsza styczność z książkami autorki, to byłam zachwycona. Teraz latem na polskim rynku ukazał się tom drugi serii pt. „Gra w morderstwo”. Liczyłam od początku, że będzie równie wciągający jak poprzedni – i wcale się nie pomyliłam!

Rok temu w dniu ślubu Lucasa i Niny w ich rezydencji w Kornwalii doszło do tragedii. Teraz Lucas zaprosił wszystkich uczestników tamtych wydarzeń, swoich przyjaciół z dzieciństwa z partnerami, by świętowali z nimi rocznicę. Po przyjeździe okazuje się, że mężczyzna przyszykował dla wszystkich grę – każdy z nich otrzymał czarną kopertę z instrukcjami, a jego żona Nina przygotowała dla nich specjalne kostiumy. Szybko okazuje się, że gra, znana dobrze ze spotkań towarzyskich, tutaj zahacza o elementy makabry… Co Lucas chce tym osiągnąć? Dlaczego każdy z nich musi wciąć w grze udział? I czym grozi wycofanie się? Gdzieś w tym wszystkim musi się przecież też znaleźć dla sierżant Stephanie King…

Książka składa się z prologu, dwóch części i epilogu. Obydwie części podzielone są na krótkie rozdziały, łącznie jest ich 77. Narracja prowadzona jest z punktu widzenia 4 bohaterek – Jemmy i Alex w pierwszej osobie czasu teraźniejszego oraz Stephanie i Niny w trzeciej osobie czasu przeszłego. Narracja prowadzona jest naprzemiennie bez żadnego konkretnego klucza – przez większą część lektury najwięcej rozdziałów przedstawionych jest oczami Jemmy, końcówka - Stephanie. Styl powieści jest przyjemny, akcja toczy się niespiesznie, ale napięcie utrzymuje się już od pierwszych stron książki. Warto też zaznaczyć, że wydarzenia w części pierwszej toczą się rok temu, gdy przyjaciele Lucasa przyjeżdżają na ślub i ta część zajmuje około stu stron, reszta to część druga, w której wydarzenia toczą się aktualnie.

Abbott wykorzystała w tej powieści kilka ciekawych elementów. Mamy tu niejako nawiązanie do klasyki kryminału – od początku mamy zamknięte grono podejrzanych, złoczyńcą na pewno jest jeden z przyjaciół. Zamknięta rezydencja, zatoka, w której nikt inny nie mieszka i bogaty dziedzic fortuny nadają książce dosyć mroczny, ale i fascynujący klimat. Większa część książki opiera się na motywie gry towarzyskiej – my w Polsce znamy ją w dosyć uproszczonej wersji jako gra w mafię, w Brytanii jest nieco bardziej rozwinięta i nosi nazwę gry w morderstwo. Zasady są podobne, ktoś pada ofiarą morderstwa, a uczestnicy muszą odgadnąć który z nich jest sprawcą. W oparciu o tę grę Abbott zbudowała całą fabułę swoją książki, dostosowała jej zasady do swojego pomysłu i wyszło jej to naprawdę rewelacyjnie! Ja jestem pod wrażeniem – zarówno samego pomysłu, jak i świetnego wykonania.

W powieści mamy dosyć duże grono bohaterów – przyjaciół w rezydencji jest dziewięcioro, do tego dochodzi obsługa oraz śledczy, których znamy już z tomu poprzedniego. Bardzo lubię, kiedy historia toczy się w zamkniętym gronie bohaterów, gdzie wszyscy wszystkich znają (tu mniej więcej, z dziewiątki trzy kobiety są spoza kręgu przyjaciół z młodości), a jednak każdy z nich skrywa jakąś tajemnicę. Dobrym zabiegiem było tu powierzenie części narracji Jemmie, żonie jednego z przyjaciół – ona obserwuje wszystkich z boku, świeżym okiem, nie zna ich i nie zna ich zależności, które ewidentnie w jakiś pokrętny sposób ich wszystkich łączą. Przez to razem z nią możemy odkrywać powoli każdego bohatera z osobna, co jest zajęciem bardzo ekscytującym – każda z postaci jest wiarygodna psychologicznie.

Muszę przyznać, że z początku w ogóle zastanawiałam się czy jest to faktycznie książka z cyklu o Stephanie King. Tak jak w tomie wcześniejszym, tak i tu jej postać jest jakby z boku – przynajmniej przez pierwszą połowę powieści, później faktycznie jest jej więcej. Przez to o King ciągle wiemy niewiele, znamy tylko podstawowe informacje z jej życia. To dosyć niebanalne podejście do detektywa, który spina cykl w całość, co tym mocniej mnie intryguje. Jestem ogromnie ciekawa jak ta postać się rozwinie w dalszych tomach cyklu!

Pisałam już kilka słów o napięciu jakie towarzyszy czytelnikowi podczas lektury. Jak to znamy z klasyki kryminału, akcja toczy się niespiesznie, narracja zwraca uwagę na otoczenie i wszystko to, co się dzieje dookoła. Ja ogromnie lubię taki klimat, a tutaj jeszcze położenie, miejsce akcji dodatkowo go umacnia, przez co mam uczucie odosobnienia, zamknięcia i groźnej tajemnicy wiszącej w powietrzu. Wszyscy są podejrzani, a my ciągle nie wiemy o co chodzi, co się może wydarzyć i co się wydarzyło w przeszłości, przez co cały czas siedzimy jak na szpilkach. Oczywiście zakończenie i tak zaskakuje, moim zdaniem raczej ciężko je przewidzieć.

Podsumowując, „Gra w morderstwo” zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Autorka sięgnęła po motywy z klasyki kryminału i wymieszała je z zasadami gry towarzyskiej doprawiając to wszystko wyczuwalnym na każdej stronie powieści widmem unoszącej się w powietrzu tajemnicy i mrożącej krew w żyłach zagadki. Książkę przeczytałam w sumie na jeden raz, fabuła wciągnęła mnie ogromnie, a zakończenie zaskoczyło. Wygląda na to, że faktycznie Abbott zna się na rzeczy i jeśli i ta druga seria okaże się tak dobra, to prawdopodobnie dołączy do grona moich ulubionych autorów. Na ten moment mogę powiedzieć, że nie mogę doczekać się tomu kolejnego serii o sierżant Stephanie King!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji i piękną talię kart dziękuję Wydawnictwu Filia Mroczna Strona!


Zestaw książka + karty kupicie tu - klik!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 23, 2020

#CzytamGalbraitha - maraton czytelniczy

#CzytamGalbraitha - maraton czytelniczy


Już 25 listopada swoją premierę będzie miał piąty tom cyklu o Cormoranie Strike autorstwa Roberta Galbraitha. Nie wiem czy wiecie, ale jest to pseudonim J.K. Rowling, autorki nieśmiertelnego Harry'ego Pottera! Ja książki o czarodzieju uwielbiam, zawdzięczam im moją miłość do książek w ogóle, ale jakoś z tym kryminalnym obliczem autorki nie miałam okazji się zapoznać. Teraz, dzięki świetnej akcji organizowanej przez Wydawnictwo Dolnośląskie, będę miała okazję to nadrobić, do czego też Was serdecznie zachęcam! Wydawnictwo przygotowało dla nas z tej okazji promocje na każdym z tomów serii oraz, na zachętę, jeśli po lekturze książek podzielicie się ze światem jej recenzją, możecie zdobyć jeden z 10 egzemplarzy najnowszego piątego tomu! To chyba dobra zachęta, prawda? :)

Co trzeba zrobić, aby wziąć udział w wyzwaniu czytelniczym?

Akcja podzielona jest na 4 etapy, po jednym na każdą książkę:
  • 23.09 - 7.10 - Wołanie kukułki
  • 7.10 - 21. 10 - Jedwabnik
  • 21.10 - 3. 11 - Żniwa zła
  • 3.11 – 24.11 - Zabójcza biel

W tych okresach na czytelników czekają specjalne promocje w sklepach internetowych na daną książkę. Obecnie trwa promocja na Wołanie kukułki w księgarni internetowej Bonito: https://bonito.pl/k-1063325-wolanie-kukulki

 

Zadaniem uczestnika wyzwania jest przeczytanie konkretnego tomu w podanym przedziale czasowym i opublikowanie recenzji na swoim blogu/Instagramie/facebooku i/oraz lubimyczytać.pl. Ważne jest, aby wpis oznaczyć hasztagami #robertgalbraithpolska #czytamgalbraitha, a także oznaczyć Wydawnictwo Dolnośląskie/publicat_sa (IG) oraz  patronów maratonu, wypisanych pod koniec postu.


Po przeczytaniu i opublikowaniu recenzji wszystkich tomów (w przeznaczonych do tego terminach), linki do tych recenzji należy przesłać na adres recenzje@publicat.pl, w tytule wpisując "#CzytamGalbraitha”. Z nadesłanych wiadomości Wydawnictwo Dolnośląskie wyłoni 10 uczestników, którzy otrzymają najnowszy tom serii!



📚Patroni akcji:
Kawiarenka Kryminalna
Lubimyczytac.pl
Kryminał na talerzu
Books.cat.tea
Strefa Czytacza
Ola_lifestyle
rudy_lisek_czyta


Na moim profilu na IG w wyróżnionych relacjach znajdziecie też planszę, na której możecie zaznaczać swój udział. Serdecznie zachęcam do obserwowania profilu wydawnictwa i wszystkich patronów, a ja obiecuję, że na moim na bieżąco będę Wam o etapach maratonu przypominać, a także podzielę się z Wami moimi recenzjami. 


To co, będziemy czytać razem Galbraitha? :)




Każdym z tomów serii znajdziecie też na legimi.pl zarówno w formie ebooka jak i audiobooka.



września 22, 2020

"Kto chce ich śmierci?" Cara Hunter

"Kto chce ich śmierci?" Cara Hunter

Autor: Cara Hunter
Tytuł: Kto chce ich śmierci?
Cykl: detektyw Adam Fawley, tom 3
Tłumaczenie: Joanna Grabarek
Data premiery: 22.07.2020
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 392
Gatunek: kryminał / thriller

Cara Hunter to brytyjska pisarka, która sprawnie łączy elementy kryminału i thrillera w swoich powieściach. Debiutowała dwa lata temu pierwszym tomem serii o detektywie Adamie Falwey’u pt. „Kto porwał Daisy Maison?” (recenzja – klik!). Do tej pory w cyklu ukazały się jeszcze dwie książki – „Kto mieszka za ścianą?” (recenzja – klik!) i „Kto chce ich śmierci?”. Na 14 października zapowiedziana jest już polska premiera tomu czwartego pt. „Kto je porwał?”, a na marzec roku przyszłego angielska tomu piątego. Wszystkie tomy cyklu opierają się na podobnym schemacie – wydarzenia aktualne przeplatają się z wydarzeniami z przeszłości, a fabuła poprzetykana jest fragmentami artykułów prasowych, internetowych i przesłuchaniami świadków. Każda z tych trzech dostępnych książek porusza jednak nieco inny temat, choć wszystkie kręcą się wokół pojęcia rodziny, a każdy z nich jest równie mocno wciągający!

„Kto chce ich śmierci?” zaczyna się pożarem domu, w wyniku którego ginie małe dziecko, a nieco starsze zostaje przewiezione w ciężkim stanie do szpitala. Rodziców nigdzie nie ma, nie wiadomo czy byli wtedy w domu czy zostawili dzieci na noc bez opieki… Możliwe jest też, że nie był to nieszczęśliwy wypadek, a podpalenie. Detektyw Adam Fawley, mimo prywatnych problemów, razem ze swoim zespołem musi znowu zgłębić się w życie rodziny, która padła ofiarą pożaru i odkryć co doprowadziło do tak fatalnego finału…

Książka nie ma podziału na rozdziały – podzielona jest na oddzielane gwiazdkami scenki poprzetykane wspomnianymi zapisami rozmów, przesłuchań, maili i artykułów prasowych. Czas akcji rozdzielony jest na dwa: główna oś fabularna toczy się w czasie aktualnym, po pożarze, druga, pojawiająca się bardziej okazyjnie, na wiele dni przed tragedią. Narracja prowadzona jest w czasie teraźniejszym zarówno jeśli chodzi o wydarzenia aktualne jak i te z przeszłości. Obserwuje wszystkich głównych bohaterów – członków zespołu Fawleya i jego samego, a także rodzinę poszkodowanych – wszystkich prócz Adama przedstawia w narracji trzecioosobowej, Adama w pierwszej. Styl jest uważny, narrator jest dobrym obserwatorem wydarzeń i ludzi ze śledztwem związanych.

Tak naprawdę ciężko o tej książce napisać coś nie zdradzając nic z fabuły. Główny nacisk, jak już wspomniałam, nałożony jest tu na śledztwo – obserwujemy uważnie każdego członka zespołu, których znamy już z poprzednich tomów, ich decyzje i poczynania. W związku tym poznajemy ich dosyć dokładnie, w końcu przy tak bliskiej obserwacji, nawet przy staraniach oddzielenia życia zawodowego od prywatnego zawsze coś się przez tę granicę przemknie. Trochę inaczej jest tu z Fawleyem, którego życie prywatne, jako że jest on tu tą jedyną postacią obserwowaną w narracji pierwszoosobowej, znamy dosyć dokładnie – aktualnie przechodzi dosyć ciężkie chwile, jego żona zamieszkała ze swoją siostrą i stara się przemyśleć, czy w ogóle ich małżeństwo ma jeszcze sens. Każdego z tych bohaterów poznajemy dokładnie, każdego na swój sposób czytelnik jest w stanie polubić – każdy z nich jest bardzo ludzki, niesie jakiś tam swój bagaż doświadczeń, który wpływa na jego zachowanie.

Na szybko też wspomnę o kilku tematach, które wydają się dosyć ważne pod względem społecznym – jest tu mowa o depresji poporodowej, niebezpiecznym świecie wirtualnych gier internetowych, problemie akceptacji młodszego rodzeństwa i różnicy pomiędzy życiem wolnym, nieskrępowanym zobowiązaniami do zwyczajnego życia rodzinnego. Podoba mi się, gdy w kryminałach i thrillerach wątki zahaczają o tematy społecznie ważne, uświadamiające, więc i tu byłam zadowolona.

Akcja powieści toczy się niespiesznie, z dużym naciskiem na wątek obyczajowy – powoli poznajemy rodzinę, która padła ofiarą tragedii. Niemniej jednak przez całą lekturę odczuwamy lekkie napięcie – co faktycznie tam się wydarzyło? Czy sprawa faktycznie jest tak prosta, ale tak przerażająca na jaką wygląda? Muszę przyznać, że o ile podczas lektury towarzyszyło mi nieco mniejsze napięcie niż przy wcześniejszych dwóch tomach, to zakończenie nadrobiło wszystkie wcześniejsze braki – nie zdradzę nic więcej, naprawdę warto zapoznać się z książką samemu. Nawet bez znajomości tomów poprzednich nie będzie to problemem.

Podsumowując, Cara Hunter znowu udowadnia, że jest pisarką wartą uwagi w gatunku kryminał/thriller. Fabułę prowadzi niebanalnie, akcja toczy się powoli, a jednak nie daje się czytelnikowi nudzić. Porusza kilka ważnych tematów, a jej postacie wydają się mieć gdzieś tam swoje życie, które toczy się niezależnie od śledztwa. Ja jak zawsze u Hunter jestem naprawdę zadowolona i z niecierpliwością wyczekuję tomu czwartego!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia Mroczna Strona!


Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 18, 2020

"Odmęt" Jacek Łukawski

"Odmęt" Jacek Łukawski

Autor: Jacek Łukawski
Tytuł: Odmęt
Cykl: Krąg Painera, tom 1
Data premiery: 17.06.2020
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 496
Gatunek: kryminał

„Odmęt” to debiut Jacka Łukawskiego w gatunku kryminał. Wcześniej pisał fantastykę, wydał kilka książek w tym gatunku, publikował też opowiadania w różnych magazynach fantastycznych i motocyklowych. Mieszka niedaleko zamku w Chęcinach, czyta książki w tych gatunkach co pisze, lubi też jeździć na motocyklu.

„Odmęt” zaczyna się dniem, który dla dziennikarza Damiana Wolczuka można określić jako jeden wielki pech. Przegrał w sądzie proces o zniesławienie, wyleciał z pracy, a po powrocie do domu znalazł we własnym łóżku swoją dziewczynę z jej szefem… Nie pozostało mu nic innego jak ruszyć do Krakowa, gdzie prawdopodobnie będzie mógł znaleźć pracę. Jednak w drodze pech go nie opuszcza – w okolicy Chęcin ma wypadek samochodowy – jakiś większy SUV zahacza o jego auto spychając go z drogi i przy okazji wbijając w słupek. Na szczęście chwilę po wypadku drogą przejeżdża Alicja, która oferuje Damianowi pomoc – zawodzi go do okolicznego zakonu połączonego z ośrodkiem leczenia uzależnień – pracuje tam jej znajomy, mają tam pokój dla gości. Damian chętnie korzysta z oferty, rano ma w planach zajęcie się samochodem i ruszeniem w dalszą drogę. Niestety sytuacja się komplikuje –nad okolicznym jeziorem znalezione zostają cztery ciała. Policja szybko odkrywa, że to właśnie oni mieli wcześniej stłuczkę z Damianem. Mężczyzna zatem musi trochę tu zostać, co w sumie nie jest specjalnie problemem – wcale mu się nie spieszy, a poczwórne morderstwo to dobry temat do rozpoczęcia nowej pracy. Postanawia zatem przeprowadzić własne dziennikarskie śledztwo. Równocześnie policja i prokurator Painer prowadzą własne dochodzenie. Kto zamordował tą czwórkę? I kto szybciej odkryje sprawcę – policja czy dziennikarz?

Książka składa się z 13 rozdziałów podzielonych na dni śledztwa. Te składają się na 128 krótkich podrozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża za Damianem, prokuratorem Painerem i policjantem Kryńskim. Styl jest niespieszny, duża uwaga poświęcona jest na szczegóły otoczenia, sporo jest też dialogów. Książkę czyta się dobrze, fabuła wciąga.

Tradycyjnie zacznijmy od postaci, które tutaj są naprawdę dużym plusem tej książki. Każda z nich oddana jest bardzo dokładnie, nikt nie jest kryształowo czysty, ale każdy wzbudza w czytelniku sympatię. Damian, mimo wielu niepowodzeń, nastawiony jest cały czas na sukces, nie zniechęca się, a dziennikarz śledczy jest z niego faktycznie dobry – wie gdzie szukać, wie kogo pytać, przez co jego śledztwo jest ciekawe i zajmujące. Prokurator Painer to też ciekawa osobowość – ubiera się rodem z PRLu, w wolnych chwilach ściga się na motorze, a swoją pracę traktuje bardzo serio – utworzył tak zwany Krąg Painera, gdzie dwie grupy sprawdzają własne hipotezy, przez co wnioski przez nie wyciągnięte są pewniejsze. Do drugiej grupy tego kręgu należy, a raczej został zaproszony, policjant Dariusz Kryński i technik Dorota, z którą Kryński prywatnie ma romans. W trójkę razem z Painerem spotykają się w jego domu i podejmują znaczące kroki w sprawie morderstw. Ich narady są naprawdę zajmujące!

Oczywiście, jak to w małym miasteczku bywa, wszyscy się tam znają, jedynym obcym jest Damian, do którego większość z nich podchodzi nieufnie. Małe miasteczka zawsze mają swoje tajemnice, szczególnie te pokroju Chęcin, w którym znajduje się nie tylko zakon i zamek, ale też ośrodek leczenia uzależnień… Ta okolica też kryje w sobie dosyć niepokojące wydarzenia z przeszłości, z wojny, a nawet jeszcze dalej… To naprawdę dobry wybór na osadzenie akcji kryminału.

Co do zagadki kryminalnej to jest faktycznie ciekawa. Mamy to jakieś powiązania z kościołem, jakieś nawiązania do dawnych, strasznych legend. Mamy też niejasną, tragiczną przeszłość Damiana, przez którą ma duży uraz do policji i prokuratury. Zło gdzieś tam czai się w Chęcinach, od dawien dawna… W kim teraz się osadziło? Czy można wierzyć w dawne legendy? Jak te historie mają się do tego, co dzieje się teraz? Na pewno podobało mi się też rozdzielenie akcji na śledztwo dziennikarskie i policyjne – w książce dużo się dzieje, bohaterowie nie mają czasu na oddech. Co do zakończenia to z początku może nie było do przewidzenia, domyślałam się raczej dopiero pod koniec, ale nie było ono specjalnie odkrywcze – szczerze w tym miesiącu to była już trzecia książka z tym motywem - wszystkie są z tego roku. Nie wiem skąd ta nagła popularność tego motywu, nie mogę też tego uznać za minus książki, bo historia jest naprawdę dobrze i rzetelnie zbudowana, a sięganie do znanym motywów jest przecież dozwolone. Jednak przez to zabrakło mi tu tego mocnego zakończenia, oryginalności, która wyróżniałaby ten tytuł na tle innych. Szkoda, ale to raczej wina przypadku – wszystkie te trzy książki zostały wydane w podobnym czasie, więc raczej nie ma mowy o zgapianiu 😊

Podsumowując, „Odmęt” to dobry debiut kryminalny. To taki rasowy kryminał – główna uwaga skierowana jest na śledztwo, nie zabraknie też prywatnych wypadów w życie i romanse bohaterów. Intryga zbudowana jest ciekawie, fabuła wciąga, dużo się dzieje, od książki ciężko się oderwać. Zakończenie może nie jest specjalnie oryginalne, ale dobrze spina wszystko w całość. Na pewno będę chciała sięgnąć po jej kontynuację.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona Kryminału!


Książka dostępna jest też w abonamencie