października 23, 2024

"Obietnica zdrady" Marcin Faliński - recenzja premierowa

"Obietnica zdrady" Marcin Faliński - recenzja premierowa

Autor: Marcin Faliński
Tytuł: Obietnica zdrady
Cykl: uniwersum z Marcinem Łodyną, tom 7
Data premiery: 23.10.2024
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 416
Gatunek: powieść szpiegowska
 
Marcin Faliński obecnie jest autorem powieści szpiegowskich i sensacyjno-historycznych. Na swoim koncie ma trylogię o zaginionych dziełach sztuki, którą debiutował w 2019 roku i którą pisał wraz z Markiem Kozubalem, dylogię pisaną we współpracy z Rafałem Barnasiem oraz dwie powieści szpiegowskie pisane solo. Wszystkie te siedem historii należy do jednego uniwersum, w którym przewija się agent Marcin Łodyna i grupa jego współpracowników - podkreślam uniwersum, nie cykl, gdyż w kilku z nich pierwszoplanowe role przypadają komu innemu, jednak ci bohaterowie cały czas pozostają na obrzeżach akcji. Ciężko więc w takim wypadku mówić o typowym cyklu, ale podkreślić należy, że delikatne powiązania pomiędzy wszystkimi książkami autora są. Warto też zaznaczyć, że wiedza autora o działaniach tajnych agentów ma solidne źródła - sam pracował w tym zawodzie przez piętnaście lat, w 2017 roku przeszedł na emeryturę w stopniu podporucznika. A teraz na tę emeryturę wysyła też Łodynę, który jednak spędza ją inaczej niż na pisaniu książek ….
 
Warszawa, jesień 2021. W Biurze Radcy Handlowego Ambasady Turcji dochodzi do dziwnego zdarzenia - w nocy do środka dostało się czterech zamaskowanych mężczyzn i zdemolowało to miejsce, po uprzednim zamordowaniu strażnika, którego dopuściła się niezidentyfikowana, towarzysząca im kobieta. Kilka miesięcy śledztwa nie przyniosło jednak żadnych postępów.
Dopiero kolejne przestępstwo podsuwa nowe ślady. Tym razem dochodzi do niego poza granicami Polski, gdzieś na terenie Iraku, w Kurdystanie. Celem była rezydencja kiedyś zakupiona jak budynek z przeznaczeniem na Ambasadę Ukrainy, która co prawda jeszcze nią nie została, ale była już pod opieką tego kraju. Doszło tam do kradzieży cennych materiałów, a odciski palców, jakie znalezione zostały na miejscu przestępstwa, zgodne są z tymi z ataku na Ambasadę Turcji w Warszawie. Sytuacja polityczna jest teraz bardzo chwiejna, nie dosyć, że chwilę temu Rosja najechała na Ukrainę, to jeszcze w samej Polsce źle się u władzy dzieje. Pracownicy Agencji Wywiadu nie mają wyjścia - proszą emerytowanego już Łodynę o pomoc, o wyruszenie na Bliski Wschód i ziemie bałkańskie i wykorzystanie starych kontaktów, by dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi…
“(...) pamiętaj, w jakiej rzeczywistości w Polsce żyjemy. Żeby ten bałagan i chaos nie wciągnęły cię w coś, z czego już nie dasz rady wyjść.”
Książka rozpisana jest na trzydzieści rozdziałów i epilog. Każdy rozdział otwiera określenie miejsca zdarzeń (przeważnie państwo) oraz czasem (główna część historii toczy się od marca do sierpnia 2022 roku), najczęściej dzielony jest też na krótsze scenki oddzielone gwiazdką. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator podąża głównie za Łodyną, choć są od tego wyjątki - choćby ten na starcie, który opisany jest z perspektywy osób napadających na Ambasadę Turcji. Narrator jest wszystkowiedzący, jednak raczej skupia się na tym, by oddać to, co widzi i słyszy, niż na tym, co dzieje się we wnętrzu postaci. Choć znowu i od tego są wyjątki, czasem oddaje myśli postaci w cudzysłowie. Styl powieści jest sensacyjny, zdania są proste, raczej krótkie, ale pełne ciekawostek i spostrzeżeń dotyczących otoczenia. Język codzienny, agenci nie krępują się w używaniu przekleństw, ale wypada to całkiem naturalnie. Pojawiają się czasem wstawki w innych językach, ale są od razu tłumaczone.
“Wielokrotnie w swoich zawodowym życiu Łodyna przekonał się, że w pewnych miejscach, w pewnych miastach spotyka się tych samych ludzi dwa, nawet trzy razy - i nie ma to nic wspólnego z obserwacją. Istnieją po prostu takie turystyczne obszary, a centrum Stambułu do nich należy, że ludzie spacerują tymi samymi szlakami, po tych samych uliczkach i zakamarkach.”
W tej powieści nie ma wątpliwości - głównym bohaterem jest Marcin Łodyna. Emerytowany szpieg, który żyje teraz raczej spokojnym życiem rodzinnym z żoną i dwoma synami. Choć może ‘spokojne’ to złe określenie, bo jak jego żona powtarza - Łodyna nie jest stworzony do spokojnej egzystencji, cały czas go gdzieś nosi. Nic dziwnego zatem, że za długo nie waha się, gdy starzy współpracownicy proszą go o pomoc. Chętnie uruchamia swoje kontakty, odświeża arsenał szpiega - jednak tym razem tylko ten psychologiczny, wiedzę i umiejętności, jakie nabył w czasie swojej służby, gdyż teraz przecież czynnym agentem już nie jest. Jest konsultantem, osobą cywilną. Nie przeszkadza mu to jednak specjalnie w działaniu, bo tak naprawdę jego praca zawsze polegała na wyciąganiu informacji poprzez umiejętną rozmowę z innymi. Sama postać Łodyny jest bardzo ludzko przedstawiona - dla niego praca szpiega to po prostu praca, kiedy kończy to, co ma zaplanowane na dany dzień, jak zwyczajny człowiek idzie coś zjeść, spotkać się ze znajomymi, odpocząć.
“Ja myślę, że nie możesz żyć bez adrenaliny.”
No właśnie, wspominam o jedzeniu nie bez powodu. Łodyna w “Obietnicy zdrady” podróżuje przez kilka krajów, miast, które zna, w których wie, gdzie dobrze zjeść. I te jedzenie, lokalne rarytasy, lokalne kulinarne ciekawostki, zajmują w powieści dużo miejsca. Widać, że kulinaria to zarówno dla Łodyny, jak i samego autora temat ważny, to taka podróż poprzez smakowanie kultur - dosłownie, bo poprzez ich jedzenie.
 
Oczywiście nie brakuje też i innych aspektów podróży - są opisy miejsc, ich historii, różnych społecznych naleciałości. Mocno to widać, gdy Łodyna zgłębia się w środowisku kurdyjskim, gdzie żyją ludzie o mocnych, żelaznych poglądach. Autor doskonale oddaje ich przekonania, ich wygląd, ich codzienny sposób bycia, przez co i my, czytając książkę, wiele uczymy się o innych kulturach.
“Lubił międzynarodowy gwar, a tutaj, w Stambule, na styku wielu kultur wzbogacał go dodatkowo ten niesamowity koloryt. Wydawało mu się, że w ciągu godziny można tu spotkać przedstawicieli wszystkich ras, narodowości, kultur. To było fascynujące.”
To jednak cały czas tło, bo przecież przede wszystkim jest to powieść szpiegowska. Akcja powieści toczy się tempem zmiennym - jest dużo debat między bohaterami, wymieniania się informacjami i wspominania dawnych wspólnych akcji. Są też oczywiście bardziej dynamiczne fragmenty, typowe sceny z gatunku sensacyjnego, jednak pisane tak, że czytelnik nie ma uczucia odrealnienia. Intryga jest faktycznie zaskakująca, poza kilkoma mniejszymi twistami, ten finalny po prostu rzuca na kolana!
“Wiedziałam już wtedy, że jak się z tobą coś razem realizuje, to można się spodziewać kłopotów albo rozwiązania zagadki w każdej chwili, że możesz nagle znaleźć nieprawdopodobną odpowiedź na nurtujące nas pytania.”
Wspomniałam o realności zdarzeń, bo właśnie ta bliskość z tym, co faktyczne, z tym, co dzieje się w naszej rzeczywistości, jest tu mocno zauważalna. Historia toczy się w 2022, początek wojny w Ukrainie i polska ekipa rządzących jeszcze sprzed najnowszych wyborów. Podkreślam to, gdyż komentarz polityczny jest tutaj wyraźny. Autor nawiązuje do kilku politycznych afer, o których było głośno w tamtych czasach, wspomina o tym, jak burzliwy był to dla Polski czas. O tym, że zwyczajni obywatele nie zgadzali się na zmiany, jakie wprowadzane były na szczeblu politycznym, a w których służby bezpieczeństwa, czyli i Agencja Wywiadu, musiały żyć. Niejednokrotnie autor podkreśla, że szpieg musi być ponad politykami, ponad ich gierkami i światopoglądem. Szpieg ma przewidywać, służyć i chronić kraj. Ma wspierać swoich współpracowników i dawać przykład tym, którzy przyjadą po nim. Bardzo mądre spostrzeżenia, bardzo ważne przesłanie.
“(...) robimy to dla Polski i dla tych młodych oficerów w Agencji Wywiadu, którzy w dużej liczbie pamiętają o nas i o tym, jaki był wywiad i jaki może być kiedyś w przyszłości. Oni to jeszcze ciągną, jak mogą, jak umieją. A nie jest to w tej rzeczywistości politycznej łatwe.”
“Obietnica zdrady” to usiana wieloma informacjami powieść szpiegowska, która nie tylko wciąga czytelnika w wir akcji, ale i zajmuje tym, czego może się z niej dowiedzieć. Mamy w niej wgląd nie tylko w przepychanki polityczne, w bezpieczeństwo polityczne państw, ale także w różne kultury krajów, jakie Marcin Łodyna odwiedza. Dla mnie właśnie te poznawanie innych kultur jest największym plusem tej powieści, choć nie ukrywam, że sama akcja, choć mocno polityczna, również jest zajmująca. Podoba mi się też to, że autor nie ma na celu dostarczenia czytelnikowi tylko czystej rozrywki, ale też chce coś swoją powieścią powiedzieć, zawrzeć w niej jakiś swój komentarz na temat politycznej rzeczywistości naszego kraju. Jest to powieść momentami szorstka, momentami dosyć dosłowna, taka, przy której trzeba się skupić, ale myślę, że warto uczynić taki wysyłek. Sama chętnie odkryłabym teraz te historie z przeszłości postaci, o których w “Obietnicy zdrady” tak często się wspomina, a które opisane zostały w poprzednich książkach Marcina Falińskiego - kto wie, może w końcu mi się to uda!
“My tu wciąż bronimy tego, co dało się zachować z dawnych czasów.”
Moja ocena: 7/10
 
Autora będzie można spotkać już w ten weekend na Targach Książki w Krakowie!


Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 22, 2024

"Nikczemny narrator" Juliusz Machulski - patronacka recenzja przedpremierowa

"Nikczemny narrator" Juliusz Machulski - patronacka recenzja przedpremierowa

Autor: Juliusz Machulski
Tytuł: Nikczemny narrator
Data premiery: 23.10.2024
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 692
Gatunek: powieść kryminalna / czarna komedia
 
Nazwisko Juliusza Machulskiego znane jest od lat 80-tych XX wieku - bo kto nie słyszał o “Seksmisji”? O “Kingsajzie”? O “Kilerze”? To jedne z najgłośniejszych, najważniejszych filmów w historii polskiego kina schyłku XX wieku. Reżyser, scenarzysta filmowy, producent, aktor od czasu do czasu bawił się i słowem pisanym - pojawiały się jego felietonu, było też kilka książek odsłaniających kulisy powstania jego głośnych filmów. Jednak na rynku powieści beletrystycznej pojawił się dopiero rok temu - z “Wiszącą małpą”, czarną komedią kryminalną, która przenosiła czytelnika w rok 1991 i która choć miała w sobie cechy znane z filmów Machulskiego, jak i wzmianki filmowe, to jednak ze środowiskiem, w których autor żył przez wiele lat, nie miała za wiele wspólnego (recenzja – klik!). Zmienia się to z jego drugą powieścią - z “Nikczemnym narratorem”, gdzie akcja mocno zakorzeniona jest wśród twórców filmowych…
 
4 lipca 1993. Kamil Hubeny, scenarzysta filmowy i autor powieści kryminalnych przylatuje na miesiąc do Polski. Ostatni rok spędził w Stanach Zjednoczonych, gdzie uczył studentów scenopisarstwa, zresztą zaraz tam wraca, wpadł do Polski tylko na chwilę. Mówi - by odpocząć - ale tak naprawdę mam kilka spraw do załatwienia, zarówno rodzinnych, jak i zawodowych. Niestety szybko okazuje się, że przyjazd ten przysporzy mu raczej problemów - żona chce się z nim rozwieść, matka niby coś chciała, ale tak naprawdę plecie od rzeczy. Jego przyjaciel i reżyser, z którym spotkaniem wiązał duże nadzieje na powrót do łask filmowców, nawet jego scenariusza nie przeczytał… Za to ma do niego prośbę. Prosi Kamila, by rozwiązał zagadkę kryminalną. Erykowi wydaje się, że ktoś morduje osoby, które pracowały przy filmie “Zabić króla” sprzed prawie dwudziestu lat. Były już cztery podejrzane zgony w jednym miesiącu! Eryk obawia się czy on nie będzie kolejny. Kamil jest jego paniką trochę rozbawiony, ale obiecuje przyjrzeć się sprawie - w końcu ma tu siedzieć miesiąc, a nie za bardzo ma co w tym czasie robić, Eryk zresztą oferuje mu mieszkanie, w którym teraz Kamil może się zatrzymać, jak i obiecuje, że jak tylko skończy aktualnie nagrywany film, to zajmą się produkcją tego, co Kamil przygotował. No więc jak tu się nie zgodzić?
“Kiedy piszę kryminał, to z góry wiem, kto zabił, i dopiero wymyślam od końca fabułę, żeby dojść do tego, jak to się stało. Ja nie rozwiązuję zagadek, Eryk! Ja konstruuję zagadki! To zupełnie co innego, kiedy od początku wiesz, kto zabił.”
Książka rozpisana jest na prolog, nienumerowane części, z których każda jest opisem jednego dnia z odliczaniem do ponownego wylotu Kamila z Polski, epilog, a ostatnie jej sto stron, to scenariusz filmu Kamila pt. “Torsje”, z którym przyleciał do Polski wraz z komentarzem Eryka, zaprzyjaźnionego reżysera. Dzięki takiemu ułożeniu powieści mamy coś na kształt historii w historii – prolog pisze Kamil w czasach współczesnych zapowiadając, że historia w książce zawarta będzie opisem prawdziwych zdarzeń sprzed trzydziestu lat. Każda jej część (dzień) podzielona jest na numerowe rozdziały, każdy dzień zawiera takich rozdziałów kilka. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Kamila, a zatem narrator nie jest obiektywny, przedstawia nam świat zabarwiony już swoimi emocjami, swoim własnym spojrzeniem, oceną wydarzeń. Styl powieści jest charakterystyczny dla Machulskiego, zdania budowane są spokojnie, dialogi usiane grami słownymi i czarnym, sarkastycznym humorem. Historia ułożona jest chronologicznie, ale jej charakter jest nieco gawędziarski - pełno w nim nawiązań filmowych i literackich.
“Działo się to w czasach, kiedy o filmach mówiło się, że się je kręci, a nie nagrywa, i były one ciekawsze od swoich zwiastunów. W czasach, gdy filmów zasługujących na Oscara było, odwrotnie niż dzisiaj, o wiele więcej niż oczekujących na nie złotych statuetek.”
Narratorem jest 33-letni Kamil, który nigdy nie był dobry w okazywaniu uczuć. Jego ciągle jeszcze aktualna żona przekonana jest, że ma Aspergera, a sam Kamil przyjął to za dobre usprawiedliwienie swojego nieco nikczemnego zachowania. Ogólnie w czasie lektury miałam cały czas wrażenie, że Kamil jako bohater i jako narrator cały czas przed nami gra, nie zdradza swoich prawdziwych uczuć, a opisuje jest w stylu ironicznym, tak, by łatwiej było mu się z nimi zmierzyć, a czytelnik, by uznał go za zabawnego luzaka. No właśnie, czuć jednak że nie do końca tak jest.
“Jestem niedojrzałym hedonistą, nikczemnym narratorem z syndromem Piotrusia Pana, mam paskudny charakter i żonę, z którą boję się rozwieść (...).”
Wokół Kamila pojawia się ogromne grono postaci związanych z filmem, a co ciekawe - postacie fikcyjnie mieszają się z prawdziwymi. Oczywiście dla niego najważniejszą rolę odgrywają kobiety - żona, matka, dawna znajoma, nowa znajoma, aktorka, która wpada na niego, bo myli go z kimś innym - oraz Eryk, z którym Kamil wiąże nadzieje zawodowe. Kobiety, te w jego wieku i młodsze, wydają się być traktowanie nieco przedmiotowo, co przyznam, że z początku trochę mnie irytowało, po czym uświadomiłam sobie, że to przecież obraz świata, jaki widzi Kamil. A Kamil właśnie taki trochę jest, nieco egoistyczny, nastawiony na spełnianie swoich zachcianek. Dopiero wtedy zaczęłam w tych kobietach dostrzegać więcej i doceniać ich ukryty wizerunek.
“Są drzewa, co rosną do pewnej wysokości, a potem nagle dziwacznie wyrodnieją. U ludzi zdarza się to często.”
Ale dosyć o postaciach! Bo tym, co w książce najważniejsze jest film. Z jednej strony jest to pochwała dla kina lat 80-tych i 90-tych, bo przyznajmy szczerze - wtedy robiło się dobre filmy! Ilość tytułów, reżyserów, aktorów, jacy są tu wspomniani, jacy nawet i czasem przez fabułę się przewijają, jest ogromna. Są dyskusje o zaletach i wadach filmu, o tym, jaką film pełni rolę w kulturze. No i właśnie - jest też druga strona medalu, czyli krytyka branży filmowej, tego, jak przysłowiowa woda sodowa może uderzyć do głowy. Jak wyglądają imprezy filmowe, na co filmowcy pozwalają sobie tłumacząc to potrzebą tworzenia sztuki. Jak mocno to, co dzieje się na planie filmowym, może wpłynąć na prywatne życie filmowców.
“Czy film był przez to lepszy? Nie. Reżyserzy po prostu dostają świra z przyzwyczajenia do swojej niczym niezmąconej sprawczości.”
Obok filmu jest przecież też i zagadka kryminalna. Z tematem filmowym mocno się przeplata, przez długą chwilę pozwalając mu na prowadzenie - w tym czasie dochodzenie Kamila, szukanie potwierdzenia bądź zaprzeczenia teorii Eryka, który twierdzi, że te przypadkowe śmierci są za częste, by mogły być przypadkowe, a w którą sam Kamil nie za bardzo wierzy, odbywa się raczej w tle, w chwili wolnej, gdy Kamil nie zajmuje się swoimi prywatnymi bądź zawodowymi sprawami. Czasem nawet te jego lekceważenie obaw przyjaciela, wydaje się nie na miejscu, ale hej, to w końcu nikczemny narrator.
Gdzieś w drugiej połowie książki intryga kryminalna zaczyna wychodzić na prowadzenie, faktycznie zaczyna się z tym tematem więcej dziać, jest kilka dobrych zaskakujących scen. Ale i tu mamy dwie strony medalu: to sprytna zagadka, z dobrym, mądrym przesłaniem, choć też, gdy już zaczynamy się w nią faktycznie wgryzać, to i jej rozwiązania prawdopodobnie można się zacząć domyślać. Czy jednak to jest aż tak ważne? Chyba nie, ważniejsze wydaje się zagadnienie jakie sobą niesie. Tego jednak zdradzić Wam nie mogę.
“- A jak by pan jednym zdaniem określił różnicę między Stanami a Polską?
- Jednym zdaniem? Tutaj do wszystkiego przykłada się zbyt wielkie znaczenie."
Na koniec zajmijmy się tłem. Lata 90-te to dla niektórych już science fiction, dlatego tym bardziej cieszy to, jak dokładnie autor oddał realia życia w tych burzliwych, ciekawych po peerelowskich latach. To czasy, kiedy Polska dopiero zaczynała podążać za resztą świata, za Zachodem, od którego tak długo była odcięta. Ludzie jeszcze ciągle tkwili w PRL-owskiej kulturze, choć akurat środowisko filmowców już zaczęło przesiąkać tym, co amerykańskie. I tak pojawiają się zwroty, idiomy angielskie (nie są tłumaczone na polski), pojawiają się książki, co do których obecności na polskim rynku Kamil jest zdziwiony. W drugą stronę to jednak nie działa - Polska pozostała dla Zachodu ciągle trochę takim nieistniejącym krajem.
“- (...) I wie pani co? O ile w tamtejszych wypożyczalniach mogę znaleźć wszystkie filmy z Czech, Węgier czy Związku Radzieckiego, to z Polski nie ma nic!
- Nic?
- Nic a nic, kurwa!
- Ojej! A dlaczego?
- Bo my Polacy nie umiem sprzedawać tego, co mamy.
- Jak pan myśli, dlaczego?
- Bo jesteśmy nieudolni.”
“Nikczemny narrator” to powieść filmowo-kryminalna podlana czarną komedią, w której nieco ironiczne spojrzenie na rzeczywistość polską i rzeczywistość środowiska filmowego nadaje lekturze i lekkości, i głębi zarazem. To hołd dla kina końca XX wieku, jak i krytyka życia filmowców, którzy szybko zapominają o tym, że mają prawa takie, jak inni, zwyczajni, niezwiązani z filmie ludzie. To też powieść trochę ryzykowna przez postać pierwszoosobowego narratora, którego sposób myślenia współczesnego czytelnika może czasami oburzać. Warto wtedy pamiętać - narrator to też cały czas kreacja fabularna, która niesie sobą konkretny cel. To powieść naładowana filmowymi ciekawostkami, a przez to dosyć niespieszna, ale dla tych, co jeszcze pamiętają te dobre filmowe czasy (a może dopiero chcą poznać?) jest to lektura obowiązkowa!
“Pomyślałem sobie wtedy, że być może w najbardziej mrocznych zakamarkach umysłu każdego z nas, tam, gdzie nie dociera światło rozumu, ukrywa się koncept tak stary jak ludzkość: zło. I cała sztuka życia polega na tym, żeby temu złu nigdy nie pozwolić stamtąd wypełznąć.”
Moja ocena: 7.5/10

W dniu premiery książki (23.10) oraz w najbliższy weekend (niedziela 27.10) odbędą się spotkania autorskie z Juliuszem Machulskim - w Warszawie i Krakowie! 

 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Sonia Draga.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 22, 2024

Book tour z "Przebudzeniem zmarłego czasu. Powrót"!

Book tour z "Przebudzeniem zmarłego czasu. Powrót"!

Długie jesienno-zimowe wieczory, podczas których temperatury zachęcają do siedzenia w domu, z ciepłym kocykiem pod ręką - tak, to czas idealny na klimatyczne, spokojnie budowane opowieści, które równocześnie gdzieś tam w środku wzbudzają i podskórny lęk, i ciekawość. Taka właśnie jest książka Stefana Dardy pt. "Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót", która we wrześniu tego roku została wydana ponownie. Jest to tom pierwszy serii, którą autor planuje na cztery tomy - dwa pierwsze już są, dwa kolejne mają pojawić się w przyszłym roku. I mimo tego, że książki tego autora zaliczane są do powieści grozy, to jest to spore uproszczenie - weźmy pod lupę ten tytuł: to połączenie kryminału, powieści obyczajowej, historycznej, fantastyki i dopiero gdzieś tam w tle czuje się obietnicę grozy. To coś nieoczywistego, spokojnego, coś, co sporo obiecuje na kolejne tomy... zainteresowani? Dzisiaj chcę ułatwić Wam sięgnięcie po ten tytuł - zapraszam na book tour!

A jeśli jeszcze nie mieliście okazji dowiedzieć się co nieco o tej książce, to zapraszam na moją recenzję - klik! oraz na zapis rozmowy z autorem, jaką miałam przyjemność poprowadzić poprzez łącza internetowe - klik!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autora książki oraz Wydawnictwa Videograf w swoim poście, wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu, a jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż w czwartek rano, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili autora książki, wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!

Book tour organizowany jest we współpracy ze Stefanem Dardą.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @zaczytanaksiegowa 
2. @jpryczek 
3. @_za.czytana.bella_ 
4. Anna Mucha (FB)
5. @z_ksiazka_mi_po_drodze  
6. @monikaormanin 
7. @annadyczko_mczas 
8. @sylwiaaa 
9. @mirkowo3 
10. @milosniczka.kavy 
11. @just_to_books 
12. @mamazaczytana 
13. @natka_tom  
14. @zaczytana_panna 
15. @po_prostu_o_ksiazkach 
16. @izabelawatola 
17. @marza.czyta 
18. @danutabobrowicz 
19. @zafascynowana.ksiazkami_ (książka jest tu od 30.06)

października 21, 2024

"Obserwator śmierci" Chris Carter - patronacka recenzja przedpremierowa

"Obserwator śmierci" Chris Carter - patronacka recenzja przedpremierowa

Autor: Chris Carter
Tytuł: Obserwator śmierci
Cykl: Robert Hunter, tom 13
Tłumaczenie: Mikołaj Kluza
Data premiery: 23.10.2024
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 320
Gatunek: kryminał
 
Chris Carter to autor serii kryminalnej z Robertem Hunterem, śledczym z Los Angeles, który specjalizuje się w rozwiązywaniu spraw naprawdę trudnych. Po raz pierwszy czytelnicy mogli się z nim spotkać w 2009 roku (rok później w Polsce) w powieści “Krucyfiks”. I tak piętnaście lat później, przygód Roberta Huntera mamy na rynku trzynaście tomów, większość z nich charakteryzowana jest jako bardzo krwawa. “Obserwator śmierci”, czyli tom najnowszy, trzynasty nieco od tego określenie odbiega - rozlewu krwi nie ma w nim za wiele, zresztą nawet jeśli jest, to autor skupia się raczej na tematach psychologicznych niż na makabrze zbrodni. Oczywiście to cały czas jest Chris Carter, jakiego znamy, który dostarcza nam solidnej kryminalnej rozrywki, przy zagadce której czytelnik bawi się doskonale, ale też jest coś więcej - trudne tematy i zbrodnie, które mogą się toczyć tuż za ścianą…
Sam autor to bardzo ciekawa osobowość. Inspiracje do swoich książek czerpie z praktyki psychologa kryminalnego, na stanowisku którego spędził dobrych kilka lat w USA. Poza tym jednak imał się przeróżnych zawodów, od muzyka sesyjnego, przez tancerza w grupie tańca egzotycznego aż po programistę… Teraz jednak po prostu siedzi i pisze. Nic w tym dziwnego, jego książki podbijają listy bestsellerów w ponad dwudziestu krajach! Polski czytelnik ma to szczęście, że Wydawnictwo Sonia Draga zajmuje się wydawaniem jego książek od początku, dba o spójną szatę graficzną, a i wydaje nowe wydania, gdy starszych na rynku zaczyna brakować… a co najważniejsze - nie musimy czekać kilka lat na polskie wydania, najnowsza powieść polską premierę ma zaledwie cztery miesiące po angielskiej.
 
Czasy współczesne, Los Angeles, Wydział Zabójstw, jednostka SO, czyli zajmująca się szczególnie okrutnymi przestępstwami. Jednostka dwuosobowa, składająca się z Roberta Huntera i Carlosa Garcii, do których nikt inny nie chce nigdy dołączyć. Teraz, w ich drzwiach zjawia się przełożona z żółtą teczką. Jej kolor od razu budzi zainteresowanie detektywów - zazwyczaj ich sprawy włożone są do czarnych bądź ciemnoszarych teczek. Ta jest inna, bo przedstawia dokumentację z wypadku samochodowego. Shaun Daniels został śmiertelnie potrącony przez sprawcę, który uciekł z miejsca zdarzenia, jego ciało jednak w wyniku wypadku trafiło nie do studentów UCLA, gdzie trafiają oczywiste wypadki, ale na stół sekcyjny szefowej Zakładu Medycyny Sądowej w Los Angeles. Jej uważne oko doświadczonej lekarki zauważyło kilka dziwnych nieprawidłowości, jednak wątpliwości co do tego, czy było to potrącenie czy nie, rozwiała faktyczna przyczyna zgonu - a była to hipotermia. Tak, to pozorowany wypadek samochodowy, który miał miejsce dobrych kilka dni temu, a teraz Hunter i Garcia muszą dowiedzieć się, co tak naprawdę z tą ofiarą się stało… Zaczyna się rutynowe śledztwo, które ostatecznie zaprowadzi ich w mocno nierutynowe rejony…
 
Książka rozpisana jest na 70 krótkich, kilkustronicowych rozdziałów. Akcja toczy się linearnie, jeśli czas odbiega od normy, to jest to w tekście zaznaczone. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który raczej skupia się na oddaniu tego, co widzi, niż tego, co siedzi w głowach postaci, pełni rolę bardziej relacji niż analizy. Przedstawiona jest z kilku punktów widzenia, przede wszystkim Huntera i Garcii, ale są od tego odstępstwa: już startujemy inaczej, bo od rozdziału przedstawiającego historię z perspektywy Danielsa. Tego typu rozdziały, przedstawiające perspektywę osoby w śledztwo w jakiś sposób zamieszanej, pojawiają się od czasu do czasu, najczęściej w momencie, gdy atmosfera jest najgęstsza. Styl powieści jest łatwy, prosty i przyjemny, zdania krótkie, a specjalistyczne słowa najczęściej w dialogach łatwo wyjaśniane. Same dialogi prowadzone są z lekkością, a rozmowy pomiędzy Hunterem a Garcią także z tą przyjazną uszczypliwością, która sprawia, że na twarzy czytelnika pojawia się uśmiech, daje też poczucie, że są to partnerzy, którzy znają się dokładnie, od podszewki.
“Denat, który zginął, zanim zginął (...).”
Zresztą nie tylko dialogi mają w sobie tę lekkość, same postacie Huntera i Garcii takie są - nie przytłaczają nas swoimi problemami, dają poczucie, że są właściwymi ludźmi na właściwym miejscu, że dobrze wiedzą, jak mają sobie z nawet najtrudniejszymi przypadkami radzić. Tworzą zgrany duet, rozumiejąc się często w pół słowa.
“Potrzeba szczególnego rodzaju psychopaty, by nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego czyny są złe.”
Jednak to, z czym przychodzi im się mierzyć łatwe i przyjemne nie jest. To trudna sprawa, która od początku ma tak dużo luk, że śledczy tak naprawdę nie wiedzą za co się zabrać. Autor bardzo skrupulatnie opisuje ich działania, ich postępy, albo ich brak, dzięki czemu cała sprawa nabiera realności - przecież przeszukiwanie baz danych, czekanie na wyniki, rozmowy ze świadkami - to wszystko trwa. I tak właśnie autor to oddaje. Co więcej, śledczy nie wpadają czarodziejsko na pomysł rozwiązania zagadki, borykają się z tym, co trudne - z zastojami, z tak naprawdę stąpaniem po omacku, mimo tego, że są to przecież postacie, które na śledzeniu psychopatycznych zabójców znają się jak nikt inny. Tym razem morderca wydaje się sprytniejszy, a oni odkrywają kolejne dowody za wolno, głównie opierając się na domysłach.
“Stąd termin ‘eksplozywny’. Sprawca uderza i nie przestaje, dopóki nie wyrzuci z siebie całej nagromadzonej wściekłości. Po takim ataku osoba może całkowicie utracić poczucie tego, co jest dobre, a co złe.”
Tym, na co warto też zwrócić uwagę, jest ilość wiedzy, jaką autor bardzo niewymuszenie w powieści zawarł. Najczęściej w rozmowach postaci pojawiają się jakieś dziwne nazwy związane z psychologią kryminalną, które od razu wytłumaczone uczą nas więcej, dają tematy do refleksji, do zastanowienia się, a także mogą posłużyć jako zwyczajne ciekawostki.
“Jeśli przemoc ma charakter stały, mózg może zacząć ją traktować jako normalność.”
Akcja powieści toczy się zatem tempem umiarkowanym, jednak autor opisuje ją w skondensowanych słowach, często stosując też zagrywki w budowaniu napięcia - najczęściej cliffhangery, zawieszenie akcji, które sprawia, że czytelnik musi czytać dalej, by dowiedzieć się, co bohaterowie właśnie zobaczyli/odkryli/znaleźli. To znany, ale użyty bardzo sprawnie zabieg. 
“Cisza ma jakąś magiczną moc rozciągania czasu. Sprawia, że wszystko wydaje się trwać znacznie dłużej.”
Co do brutalności zbrodni, to czytelnik nie jest świadkiem jej popełniania. Dostajemy wgląd w to, co dzieje się przed nią, jak i to, co dzieje się po niej - już na stole sekcyjnym, przez co sama zbrodnia zostaje w domyśle, bez rozlewu krwi czy ekstremalnie brutalnych opisów. Bo to, co znajdujemy na stole sekcyjnym, jest wystarczająco bolesne, wystarczy, by uświadomić sobie skalę zbrodni, więcej byłoby już przesadą, granicą, której autor nie przekracza, co bardzo sobie cenię - dzięki temu ciężar lektury skupia się na motywach, na aspektach psychologicznych zbrodni, a nie na czerpaniu frajdy z samej brutalności.
“Złość można kontrolować, kiedy zrozumie się jej przyczynę. Terapeuta czy psycholog mogą w tym pomóc.”
Wspomniałam już o tym, że mimo iż jest to powieść rozrywkowa, to jednak nie jest pozbawiona głębi psychologicznej, tego, co ważne, tego, co możemy przenieść do rzeczywistości i sprawić, by nasze własne życie było bardziej świadome. W tym tomie autor porusza przeróżne tematy związane ze zdrowiem psychicznym, z więziami rodzinnymi (lub ich brakiem), z samotnością, przemocą. Zastanawiamy się nad funkcją pamięci, nad wspomnieniami, reakcjami i emocjami, które nieraz pojawiają się niepożądane. Najmocniej wstrząsający jest oczywiście koniec powieści, który zostawia czytelnika emocjonalnie rozszarpanego, zszokowanego, z uczuciem dziwnego smutku.
“Zbyt wiele osób traktuje wspomnienia jak fakty. (....) Ale to tak nie działa. One stanowią bardziej obraz naszej percepcji niż rzeczywistości.”
“Obserwator śmierci” to powieść kryminalna, która dobrze sprawdzi się w chwili, gdy potrzeba czegoś szybkiego, zajmującego i po prostu rozrywkowego do lektury. Mimo tej charakterystyki jest to powieść przemyślana, solidnie zbudowana i poparta dużą wiedzą, a co ważniejsze z przesłaniem, które sprawia, że czytelnik zaczyna myśleć, analizować to, czego sam w życiu był świadkiem, zastanawiać się, jak ten nasz świat, ten zwyczajny na poziomie ludzkim, jest skonstruowany. Dobrze się przy niej bawiłam, nie czułam się też ani razu zniesmaczona opisami tego, co ofiary przeszły, bo i autor nie skupia się na makabrze, a w tym, co opisuje, ma cel. Polecam ten tytuł fanom zajmujących, rozrywkowych kryminałów niezależnie czy serię z Hunterem znacie czy nie - bez najmniejszych problemów doskonale sprawdzi się też jako powieść osobna.
“Nauczyłem się, że prawdziwe potwory faktycznie istnieją. (...) To jednak nie są ciebie czające się wewnątrz szafy. Nie kryją się pod łóżkiem ani w lesie. Nie przychodzą do ciebie w koszmarach i tylko w nocy. Nie. Prawdziwe potwory… te, które zrobią ci krzywdę, których naprawdę trzeba się bać, są znacznie bliżej. Otaczają nas.”
Moja ocena: 7,5/10
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Sonia Draga.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


października 21, 2024

Wygraj "Złego"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Złego"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wkrótce minie miesiąc, od kiedy nowa powieść kryminalna Piotra Kościelnego pt. "Zły" dostępna jest na naszym rynku książki. Pierwsze opinie recenzentów spłynęły, ja też w tym czasie zapewniłam Wam trochę atrakcji z tym tytułem związanych - ale to jeszcze nie koniec, dzisiaj przychodzę z kolejną z nich! Mam dla Was konkurs na 5 egzemplarzy książki, więc jeśli jeszcze nie macie jej na swojej półce, to teraz jest doskonała okazja, by spróbować to zmienić! Przypominam - warto, to rewelacyjny kryminał, który szokuje nie tylko samą historią kryminalną, ale także dokładnością w budowaniu świata przedstawionego - a ten przenosi nas kilkadziesiąt lat wstecz, w czasy PRL-u... 

Więcej o samej książce możecie poczytać w mojej recenzji - klik!, co nieco dowiedziecie się o niej też z mini-wywiadu, jaki miałam przyjemność przeprowadzić z autorem - klik!

By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
Historia toczy się w czasach PRL-u - czy myślisz, że wtedy złoczyńcom łatwiej było uniknąć kary? Dlaczego? 


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej, zabawniej – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 21 do 25 października, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 29 października.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę pięć, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa  na IG (klik!) i FB, autora serii (IG - klik!FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

30.10 aktualizacja - wyniki konkursu:
Na wstępie - takie ładne odpowiedzi, a tak mało aktywności! Och, przyznaję, że w takich momentach jest mi smutno - widzę przecież po odpowiedziach, że są to osoby, które mają coś ciekawego do powiedzenia, więc dlaczego, ach, dlaczego, nie jesteście aktywni w komentarzach na profilu na co dzień? Niestety warunki udziału w konkursie są jasne - prócz samych odpowiedzi muszę pod uwagę brać aktywność. Zatem zachęcam Was do niej, przecież ja chcę Wam dawać te wszystkie książki ;)
A teraz o pytaniu konkursowym i odpowiedziach - zdecydowana większość opowiedziała się za tym, że było w PLR-u łatwiej uniknąć kary. Ze względu na władzę, znajomości i słabszy rozwój techniki niż mamy kiedyś. Były też jednak głosy, że ogólne nastroje społeczeństwa mogły zbrodni nie sprzyjać i stanowić pewnego rodzaju odstarszacz... Też racja!
A teraz już pora na wyniki - książka leci do: 

Instagram:
1) @szyszka_czyta
Uwielbiam książki autora i chętnie bym ją przygarnęła 😍 Kiedyś na pewno było łatwiej uniknąć kary, wystarczyło znać kogoś wpływowego, wiemy jak wyglądała władza w tamtych czasach, dużo można było załatwić bez dowodów, bądź dowody się magicznie znajdywały, ale też nie było takiego sprzętu jak jest teraz, dokładniejszego, postęp technologiczny jak i badania są teraz na wyższym poziomie i ciężej jest o pomyłkę

2) @magdalenka_55
Oj, myślę, że tak. Wydaje mi się, że nie tylko było im łatwiej tej kary uniknąć, ale w wielu sytuacjach i przypadkach - mając świadomość swoich układów, znajomości i dojść - czuli się po prostu bezkarni. A nawet bez tych układów, układzikow było łatwiej tej kary uniknąć, patrząc na stan ówczesnej technologii i kryminalistyki. Były przedawnienia , wiele spraw rozchodziło się po kościach , brak wystarczających albo wręcz żadnych dowodów i tyle - po sprawie. Niestety. Tak to widzę i odbieram. 

3) @milosniczka.kavy
Ja z wielką chęcią przygarnę książkę 😍 w PRL-u na pewno złoczyńcom było dużo łatwiej. Technika kryminalistyczna nie była tak rozwnięta jak teraz, nie było monitoringu, telefonów komórkowych, kart płatniczych dzięki którym bez problemu można nas dzisiaj namierzyć. No i przede wszystkim władza była inna...

4) @kabaretka_30
O matkooo! Toż ja muszę wziąć udział w konkursie! Uwielbiam książki autora ale na półce jeszcze nie ma żadnej bo wszystkie w ebookach przyjęłam 😂 Myślę, że na to pytanie trudno jest odpowiedzieć jednoznacznie, bo z jednej strony uważam, że w czasach PRL-u dużo łatwiej było się wywinąć od kary że względu na władze, która mówiąc krótko sprawiedliwa nie była, za to przekupna i owszem. Większość spraw była zamiatana pod dywan, a milicja gromiła nie tych co trzeba. Z drugiej strony wydaje mi się, że ludność była zastraszana, omamiona i chyba częściej jeden sprzedawał drugiego. W czasach obecnych każdy zajmuje się swoimi sprawami i nie chce lub nie ma zwyczajnie czasu na donosicielstwo 😜

Facebook:
5) Diana Szydło
Mój poniedziałek na ten widok od razu stał się lepszy,
Pokuszę się więc o krótki wierszyk. 🙂
Dziś mamy analizę DNA, termowizję, drony, ślady osmologiczne,
Do perfekcji wyliczone linie balistyczne.
"Kryminalne zagadki" i "Agentów NCIS" z zapartym tchem oglądamy,
Możliwościami nauki do wykrywania sprawców zbrodni się zachwycamy.
Ale czy to działa? Czy żaden przestępca nie uniknie kary?
Czy wykrywalność jest lepsza niż w ustroju starym?
.
.
.
Tu byłam przerwa, bo robiłam risercz i zerknęłam w roczniki,
Ponad 60 procent wykrywalności, mamy coraz lepsze statystyki.
Zatem na pewno, teraz trudniej uniknąć kary, więcej przestępstw się wykrywa,
Jednak dla mnie, tak teraz, jak i za PRL, najważniejsza jest operacyjna robota prawdziwa.
🙂

Gratulacje!
Czekam na Wasze dane adresowe wraz z numerem telefonu dla kuriera.
Wszystkim uczestnikom dziękuję za zgłoszenia i zachęcam do stałej aktywności, komentowania postów na moich profilach, jak i próbowania swoich sił w kolejnych konkursach!

października 19, 2024

"Samotnia" Anna Olszewska

"Samotnia" Anna Olszewska
Autor: Anna Olszewska
Tytuł: Samotnia
Cykl: Zbrodnie Czorsztyńskie, tom 2
Data premiery: 09.10.2024
Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał
 
Anna Olszewska to autorka, która na polskim rynku książki istnieje od roku 2018, jednak jej nazwisko nie jest specjalnie znane w gatunku powieści kryminalnych z tego względu, że do tej pory tworzyła powieści obyczajowe. Dopiero wiosną tego roku po raz pierwszy zaproponowała czytelnikom kryminał - była to “Osada”, którą czytaliśmy w ramach akcji #kryminalnykwiecień #zwierciadłokryminalnie. Ta historia powstała zainspirowana Zalewem Czorsztyńskim, a dokładniej mówiąc - momentem jego powstania (recenzja- klik!). Widać, że autorce przypadł do gustu ten gatunek i to miejsce akcji, bo zdecydowała nie porzucać wykreowanych w “Osadzie” bohaterów i po upływie pół roku wróciła do nas z tomem drugim serii nazwanej Zbrodnie Czorsztyńskie pt. “Samotnia”.
 
Nad Pieniny nadciąga jesień. Wieczory robią się chłodniejsze, dni się skracają. Jest jednak nadal ciepło, nie dziwi więc nikogo wycieczka nastolatków z krakowskiego Domu Dziecka, która wraz z opiekunką kwateruje się w schronisku Orlica. Dokładnie w tym schronisku, gdzie zatrudnił się stary Małecki, niedawno jeszcze policjant, który po ostatnich wydarzeniach musiał zrezygnować z munduru. Kiedy więc rano okazuje się, że piątka dzieciaków zniknęła, od razu angażuje się po cichu w śledztwo. Oczywiście policja zostaje powiadomiona, zaczynają się poszukiwania we współpracy z GOPR-em.
W tym samym czasie nad Zalewem Czorsztyńskim Igor Schutt, autor kryminałów, tworzy kolejną powieść. By trochę się oderwać, odpocząć od zgiełku domowego, który stwarza mieszkająca z nim teraz Dobrochna z bratem, wybiera się na spacer nad jezioro. A tam, w łódce znajduje młodego mężczyznę, który zachowuje się dziwnie. Igor zawiadamia więc znajomą policjantkę Anię, która zabiera mężczyznę do szpitala. A tam pierwsze badania przynosi zaskakujące, szokujące odkrycie… Czy te dwie sprawy mogą być ze sobą powiązane? I co do aktualnych zdarzeń ma stara legenda o pustelniku z Zamkowej Góry?
 
Książka rozpisana jest na 23 rozdziały i coś na kształt epilogu. Każdy rozdział otwiera przyjemna górska grafika, podzielony jest na krótsze fragmenty, których akcja toczy się naprzemiennie z perspektywy kilku bohaterów tej powieści. Również i fragmenty oddziela dedykowana grafika ukazująca las. Większość rozdziałów (prócz kilku ostatnich) zakończone są fragmentem nazwanym “dawniej”, który opowiada o wydarzeniach z pierwszej połowy XX wieku, z czasów, gdy na Zamkowej Górze mieszkał pustelnik - te fragmenty pisane są kursywą, czytelnik więc na pewno nie pogubi się, w którym czasie aktualnie się znajduje. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy kilku postaci: Igora, Ani, Małeckiego, Piotra, Marty, a także zaginionych nastolatków - te ostatnie fragmenty są najbardziej tajemnicze, najmocniej niepokojące. Narrator nieraz skupia uwagę na fizyczności postaci, wydaje się jednak, że w tym tomie, w odróżnieniu do poprzedniego, skupia się na obydwu płciach, nie tylko kobietach. Styl powieści jest spokojny, język prosty, raczej bez przekleństw, dialogi prowadzone sprawnie.
 
W “Samotni” autorka zdecydowała się oprzeć fabułę na legendzie o pustelniku, która staje się bazą do opowieści fragmentów z „dawniej”, związana jest też z wydarzeniami współczesnymi. To dobry zabieg, tym bardziej, że autorka posłużyła się nim sprawnie - fragmenty z przeszłości są bardzo klimatyczne - są góry, las, krążący wokół pustelnika pomurnik (ptak z okładki), są stare wierzenia i ścieranie się ich z wiarą chrześcijańską. To wszystko ukazane jest w sposób dosyć prosty, dla odpowiednio wpisujący się w klimat historii. Jednak to nie wszystko, co znajdziemy w tym fragmentach, bo jest też w nich element grozy - w okolicznej wiosce coś zaczyna się dziać, w dziwny sposób giną zwierzęta… Autorka bawi się tutaj trochę klimatem grozy, tej niejasności tego, kto może za to odpowiadać - człowiek? Inne zwierzę? A może jeszcze coś innego?
“Czasami to w człowieku rośnie najgorsza bestia. Żaden Lucyfer czy utopiec nie wyrządzi takich krzywd jak człowiek. (....) Zwykła nasza natura, z którą walczyć najtrudniej…”
Rozdziały współczesne przede wszystkim opisują śledztwo prowadzone z różnych stron: mamy policjantów Anię i Piotra, jest i były policjant Małecki, ale jest też i Igor, który znowu wplątuje się nieoficjalnie w dochodzenie. W tych fragmentach autorka bazuje na znanych motywach, znanych tematach, a ilość wątków, które w sumie w tak skondensowanej historii stara się zawrzeć, jest dosyć spora. Bo mamy tutaj dwie sprawy kryminalne - zaginięcie nastolatków i odnalezienie tego dziwnego mężczyzny z łódki. Mamy wątek związany z Domem Dziecka oraz perspektywę nastolatków, która jak już wspomniałam, jest dosyć przerażająca. Jest też prywatne śledztwo Małeckiego (które swoją drogą, podobało mi się najbardziej z wszystkich fragmentów czasów współczesnych!) i perspektywa Marty, opiekunki zaginionych dzieci, która sama ma swoją historię. Jest też jeszcze obraz tego, co dzieje się teraz na komendzie, tego, jakie zaczęło się tam kumoterstwo, gdy pojawił się nowy komendant, choć Ania i Piotr niezmiennie nadal ze sobą rywalizują. Dużo się dzieje i każdy z tych tematów faktycznie jest ciekawy, dlatego też trochę szkoda, że przez ich nagromadzenie zwyczajnie brakuje miejsca, by je pogłębić.
 
I tak też jest z bohaterami tej powieści. Każdy ma do opowiedzenia jakąś historię, jakieś przesłanie, jednak przez ich mnogość żaden z portretów psychologicznych nie jest pogłębiony, przez co czytelnik może momentami nie do końca rozumieć decyzje i zachowanie postaci - ja najmocniej odczułam to przy Igorze i Ani, najmniej przy Małeckim i Marcie. Małecki zresztą to najfajniejsza postać tego tomu, to po prostu poczciwy człowiek. Marta z kolei ma w swojej przeszłości trudną historię, którą chce przekuć na swoją korzyść, wyciągnąć z niej coś dobrego, co może ofiarować innym.
 
W “Samotni” tym, co najbardziej autorkę zaprząta, zdają się grzechy popełniane w skutek okoliczności - gdyby nie sytuacja, w której bohaterowie się znaleźli, większość z nich zła by nie popełniła. A sytuacja spowodowana jest przez wybory osób postronnych. Kto zatem za te grzechy ma ponieść karę, wziąć odpowiedzialność? To historia pełna trudnych sytuacji, smutnych wyborów życiowych, przez które cierpią ci, co nie powinni.
 
Wydaje mi się, że Anna Olszewska odnalazła się w gatunku kryminału - widać, że tworzenie zagadki kryminalnej i próba pokierowania czytelnika tak, by miał trop, ale sam prawdy nie odkrył, daje jej frajdę. Podoba mi się to, że już drugi raz szukała prawdziwej historii z przeszłości, którą mogła zrobić bazą powieści, na której oparła to, co działo się kiedyś i to, co dzieje się teraz. Ilość wątków i perspektyw trochę tę historię spłaszcza, sama byłabym usatysfakcjonowana bardziej, gdyby większy nacisk autorka położyła na psychologię postaci, bo tak to mamy kryminał taki pomiędzy - ani nie dynamiczny, z dużą ilością emocji, ani nie spokojny skupiony na tym, co w środku postaci. Co więc zostaje? Historia kryminalna dobra na weekend, czy jeden-dwa jesienne wieczory, która jest komfortowa przez to, że bazuje na tym, co już nam dobrze znane. A klimatu dodaje jej miejsce akcji, które autorka wybrała perfekcyjnie!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Zwierciadło.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 19, 2024

"Nikczemny narrator" Juliusz Machulski - zapowiedź patronacka

"Nikczemny narrator" Juliusz Machulski - zapowiedź patronacka
 W poprzednim roku, dokładnie w maju 2023, Juliusz Machulski nas zaskoczył - jego nazwisko znaleźliśmy nie na ekranie kinowym, a na okładce książki! Widocznie i taka forma pracy ze słowem mu się spodobała, bo niecałe półtora roku później zjawia się ponownie - z "Nikczemnym narratorem", który swoją premierę będzie miał w najbliższą środę 23 października, a Kryminał na talerzu ponownie ma przyjemność jego książce patronować! 

Rok 1993. Kamil Hubeny, scenarzysta i reżyser, przylatuje do Warszawy z Nowego Jorku, łącząc urlop z nadzieją na współpracę z dawnym kolegą, reżyserem Erykiem Mokronowskim. Na miejscu dowiaduje się o serii nieoczekiwanych śmierci członków ekipy filmowej sprzed dwudziestu lat, do której należał także Eryk. Mokronowski, w obawie o to, że będzie następną ofiarą, prosi Kamila, by wykorzystał swe detektywistyczne umiejętności i poprowadził śledztwo. Czy Hubeny poradzi sobie z rozwiązaniem tej sprawy?
Znakomity, rozpoznawalny humor Juliusza Machulskiego w książce, której nie da się odłożyć. Nikczemny narrator to niesamowicie wciągająca retrospektywna opowieść, ze szczegółowo nakreślonymi sylwetkami ludzi, zdarzeniami i wątkami świata filmowego z tamtych lat.

Tym razem Juliusz Machulski osadza akcję w środowisku, które zna najlepiej - w środowisku filmowym! Mamy głównego bohatera, który jest scenarzystą i autorem powieści kryminalnych, więc kto się lepiej nada na tajnego, prywatnego detektywa niż on? Książka w doskonały sposób pozwala nam zajrzeć za kulisy pracy filmowców, równocześnie dając wzbudzającą ciekawość zagadkę kryminalną i lekko ironiczny obraz różnicy jakości życia pomiędzy Polską a Ameryką lat 90-tych. Wszystko to oczywiście podlane jest specyficznym humorem autora, co sprawia, że jest to lektura jedyna w swoim rodzaju!

Autor: Juliusz Machulski
Tytuł: Nikczemny narrator
Data premiery: 09.10.2024
Wydawnictwo: Sonia Draga 
Liczba stron: 592
Gatunek: powieść kryminalna

A już na dniach będziecie mieli okazję spotkać się z Juliuszem Machulskim!
Jedno spotkanie odbędzie się w Warszawie, drugie w Krakowie w czasie Targów Książki - na obydwa serdecznie Was zapraszam, a po więcej informacji odsyłam na profil facebookowy wydawcy.


Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.

We współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!