marca 24, 2025

Wygraj "Podejrzanego X. Pochodną zbrodni"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Podejrzanego X. Pochodną zbrodni"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Od premiery japońskiego kryminału "Podejrzany X. Pochodna zbrodni" Keigo Higashino w tę środę miną dwa tygodnie, a ja z przyjemnością przyglądam się, jak duże zaciekawienie ten tytuł budzi wśród fanów (i nie tylko!) gatunku. Ogromnie mnie to cieszy, gdyż jest to tytuł bardzo odświeżający pojęcie kryminału, coś całkowicie innego od tego, co do tej pory rynek miał nam do zaoferowania. Dlatego też z dumną mu patronuję (recenzja - klik!)

W związku z tym dzisiaj przychodzę do Was z możliwością zdobycia tego tytułu - zapraszam na konkurs! Kto powinien się w nim zgłosić? Na pewno ci, co nie boją się powieści wychodzących poza schemat gatunku, ci, co przywiązują dużą wagę nie tylko do samej intrygi, ale i warstwy psychologicznej postaci, jak i poprzez książkę są chętni na poznanie kultury innego kraju. Bo tak, "Podejrzany X" to kryminał japoński, w którym miejsce i związane z nim obyczaje są naprawdę istotne, a dzięki temu możemy się o tej kulturze naprawdę sporo dowiedzieć! W związku z tym... 

By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
Z czym kojarzy Ci się Japonia, jakie elementy kultury tego kraju chciał*byś znaleźć w kryminale? 
Swoją odpowiedź krótko uzasadnij.


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej, zabawniej – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 24 do 28 marca, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 2 kwietnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę pięć, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa  na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

02.04 aktualizacja - wyniki konkursu:
Tyle świetnych odpowiedzi, a tak mało stałych aktywności! Tak, na start muszę się właśnie na to poskarżyć, gdyż wyjątkowo mocno ubodło mnie dzisiaj to, że kiedy książka jest do wygrania, to potraficie pisać naprawdę dużo, a tak na co dzień liczba komentarzy równo się zeru... co za szkoda! 
Sama Japonia ma chyba proste skojarzenia - najczęściej rzucaliście takie hasła jak kwitnące wiśnie, gejsze i sushi... Zatem tym mocniej zachęcam do sięgnięcia po "Podejrzanego X" - mimo że to przecież intryga kryminalna jest na głównym planie, to jednak i o samej kulturze japońskiej możemy dowiedzieć się całkiem sporo. To naprawdę ciekawe informacje. A dzisiaj w ramach konkursu nagrodzeni książką zostają:

Instagram:
1) @nowickaczyta93
Skojarzenia z Japonią? U mnie na pierwszy plan wysuwają się książki i filmy 😍 Przeczytana lata świetlne temu, ,Wyznania gejszy,, 😍 cudowna książka, przez którą Japonki kojarzą mi się ze spokojem, trochę z podporządkowaniem się mężczyznom, uległością, ale także wytrzymałością psychiczną ❤️ Film to,,47 Roninów,, to samuraje, którzy kierując się honorem walczyli na śmierć i życie, którzy byli lojalni aż do samego końca 🔥 Współcześnie kojarzy mi się przede wszystkim z drzewem wiśniowym, sushi i karate 🔥 Z cichą kulturą, cały czas w biegu, ale każdy interesujący się raczej swoimi sprawami 🤗

2) @zbrodniaiksiazkara
Japonia kojarzy mi się z subtelną grą pozorów, gdzie to, co niewidoczne, bywa ważniejsze niż to, co widać. W kryminale chętnie zobaczyłabym motyw tatemae i honne – rozdźwięku między tym, co się mówi, a co się myśli – co mogłoby utrudniać śledztwo i prowadzić do fałszywych tropów. 😍

Facebook:
3) Magda Lena
Japonia najbardziej kojarzy mi się z:
- sushi
- górą Fudżi
- kwitnącymi gałązkami wiśni
- tajemniczymi gejszami
- samurajami
W kryminale chętnie przeczytałabym o nieco ciemniejszej stronie Japonii, tej nieszczęśliwej i posiadającej wiele nałogów: o japońskich ninja Shinobi, którzy pod osłoną nocy eliminują cele i dokonują cichych zabójstw, o szintoizmie, gdzie bóstwom oddaje się cześć poprzez rytuały i składanie ofiar, o japońskiej yakuzie, o tajemniczych japońskich świętach i sztukach walki samurajów. Oczywiście wszystkie te wątki wplecione byłyby w fabułę i przeniesione na grunt współczesny a akcja rozgrywałaby się w majestatycznych świątyniach na Kioto i w zatłoczonym Tokio.

4) Kuba Jacek
Japonia - Kraj Kwitnącej Wiśni - kojarzy mi się z czymś z jednej strony egzotycznym, a jednocześnie niezwykle subtelnym i delikatnym. Japonia - myślę i co widzę ? Widzę kobietę ubraną w wytworne kimono, o pomalowanej twarzy, podającą herbatę w rytualnej sztuce. Widzę drzewka bonsai i komiksy manga, widzę obrazy anime - postaci o dużych oczach i wyrazistej mimice. Widzę kwitnące wiśnie i żurawie. I widzę figurki kotów, choć do końca nie wiem, co symbolizują. Widzę różne kolory i czuję ciepły wiatr. Z tym kojarzy mi się Japonia. Te elementy wplecione w kryminalną intrygę mogłyby dać ciekawy efekt. To trochę niczym zderzenia różnych światów - lekkiego, ezoterycznego i mrocznego, niepokojącego.

5) Diana Szydło
Japonia kojarzy mi się z dyscypliną: fizyczną i umysłową, spokojem, ale i wyrzeczeniami, kodeksem honorowym Bushido, ale i gejszami. I bardzo chętnie znajdę to wszystko w kryminale, a najbardziej czekam na odpowiedź, jak w umyśle Japończyka mogła zakiełkować zbrodnia, bo to kompletnie nie pasuje mi do japońskiej mentalności? Bardzo chciałabym zobaczyć psychiczną drogę bohatera - japońskiego mordercy do tych czynów. Co musiało się wydarzyć, żeby perfekcyjny stoicyzm mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni runął i pojawiły się tak gwałtowne uczucia?

Gratulacje!
Czekam na Wasze dane adresowe wraz z numerem telefonu dla kuriera.
Wszystkim uczestnikom dziękuję za zgłoszenia i zachęcam do stałej aktywności, komentowania postów na moich profilach, jak i próbowania swoich sił w kolejnych konkursach!

marca 23, 2025

Kilka pytań do... Alasdaira Beckett-Kinga, autora serii Montgomery Bonbon

Kilka pytań do... Alasdaira Beckett-Kinga, autora serii Montgomery Bonbon
Czy kryminały to na pewno odpowiedni gatunek dla dzieci i czym tak naprawdę różni się pisanie dla nich książek od komediowych występów na scenie, skąd się wzięła wyspa Cud, czy dorośli również  powinni sięgnąć serię z Bonbonem, co z kolejnymi tomami i co autor aktualni pichci w swojej własnej kuchni?

Zapraszam na rozmowę z Alasdairem Beckett-Kingiem!

fot. Edward Moore
Alasdair Beckett-King notka biograficzna:
jest wielokrotnie nagradzanym komikiem i pisarzem. Ze swoimi głośnymi stand-upami, wychwalanymi przez krytyków, występował na Festiwalu Fringe w Edynburgu, w radiu BBC oraz w telewizji, jest też współautorem wielokrotnie nagradzanej gry wideo, a jego dostępne w sieci skecze bawią i irytują ludzi na całym świecie. Pierwsza powieść Alasdaira o Montgomerym Bonbonie "Morderstwo w muzeum" została Książką Miesiąca w glosowaniu niezależnych księgarni w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. 


Kryminał na talerzu: Jak to się stało, że znany komik wziął się za tworzenie serii książek dla dzieci?

Alasdair Beckett-King: To już niemalże banał, że każdy komik uważa, że napisanie książki dla dzieci będzie naprawdę łatwe. Ale muszę przyznać – ja nigdy tak nie myślałem! Pierwszą książkę z serii o Montgomerym Bonbonie napisałem w czasie lockdownu, gdy nie było pewności, kiedy znów będzie można występować na scenie. Było to ekscytujące, ale jednocześnie onieśmielające doświadczenie. Jako komik natychmiast otrzymuję reakcję publiczności, która prowadzi mnie przez występ. Natomiast jako pisarz muszę zaufać sobie i stworzyć coś, co sam chciałbym przeczytać. To wymaga sporej pewności siebie!


W swojej serii z detektywem Montgomery Bonbonem wprowadzasz młodszego czytelnika w świat… zbrodni. Ale czy nie powinniśmy trzymać dzieci jak najdalej od takich tematów?

Dzieci uwielbiają zbrodnie! Fascynują je przestępstwa, złoczyńcy, a ich wyobraźnia potrafi podsuwać naprawdę makabryczne sposoby na pozbycie się wrogów. Może nam się to nie podobać, ale dzieci reagują na mroczny i bezczelny humor. Sam byłem taki w dzieciństwie! Jednak kryminały, a dokładniej powieści detektywistyczne, to w gruncie rzeczy bardzo spokojny i uporządkowany gatunek. Moja młoda detektywka, Bonnie Montgomery (alias Montgomery Bonbon), ma u boku lojalnego dziadka Banksa, który zawsze czuwa nad jej bezpieczeństwem. 


Dorosły czytelnik od razu zauważy, że w każdym tomie z Bonbonem roi się od nawiązań do klasyki gatunku, do Agathy Christie. Rozumiem, że to celowy zabieg?

Jestem wielkim fanem kryminałów złotej ery, zwłaszcza tych, które opierają się na pozornie nierozwiązywalnych zagadkach, takich jak „zamknięty pokój”. Moje książki są hołdem dla Agathy Christie, Christianny Brand, Johna Dicksona Carra i wielu innych mistrzów gatunku. Piszę zarówno dla dzieci, które być może nigdy wcześniej nie czytały kryminałów, jak i dla dorosłych, którzy znają wszystkie klasyczne triki. Staram się zaskoczyć i rozbawić jednych i drugich, dając im szansę na samodzielne rozwiązanie zagadek.


A czy dorośli w ogóle powinni sięgać po Twoje książki?

Oczywiście! Uważam, że wszyscy dorośli powinni przeczytać moje książki, a potem kupić dodatkowe egzemplarze dla swoich przyjaciół (śmiech).


Swoją główną bohaterką uczyniłeś 10-letnią dziewczynkę Bonnie, która w momencie, gdy pojawia się przestępstwo wymagające śledztwa, przykleja wąsy, ubiera płaszcz i w ten sposób przemienia się w znanego na cały kraj detektywa Montgomery’ego Bonbona niewyjaśnionego pochodzenia. I tak w sumie jest, bo czytelnicy ciągle nie wiedzą, skąd wziął się ten Bonbon. Poznamy kiedyś historię jego powstania? Kiedy Bonnie wymyślała Bonbona?

Te pytanie nasuwa mi na myśl Marty'ego McFlya i Doca Browna z „Powrotu do przyszłości”. Jak właściwie zostali przyjaciółmi? Nastolatek i ekscentryczny wynalazca? Jak do tego doszło? To mało prawdopodobne, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Ważne jest, że tworzą świetny duet. Podobnie jest z Bonnie i jej dziadkiem Banksem!


W tomie drugim „Śmierć w latarni morskiej”, który właśnie pojawił się na polskim rynku, Bonnie z dziadkiem wybierają się na małe wakacje nad morze, na Wyspę Cud. Czy ma ona swój pierwowzór w rzeczywistości? Oczywiście jako miejsce pod względem krajobrazu, nie zasad na niej panujących. 

Niedaleko mojego rodzinnego miasta w północnej Anglii znajduje się wyspa Lindisfarne (znana również jako Holy Island). Nie przypomina ona Wyspy Cud pod względem wyglądu czy panujących zasad, ale jest połączona z lądem groblą, którą zalewa przypływ. Izolacja wyspy wydała mi się idealnym motywem do stworzenia pełnej napięcia historii.


Wspominam o zasadach, gdyż na Wyspie panuje zakaz, którego każdy mieszkaniec i przyjezdny musi się trzymać – na Wyspę Cud nie można wwozić cebuli. A z tego powodu tak naprawdę jej w historii pełno. Czy to Twój sposób na przekonanie dzieciaków do tego specjału?

Mógłbym powiedzieć, że chodziło o grę słów, której nie da się przetłumaczyć (onion ring vs smuggling ring), ale prawda jest taka, że po prostu uznałem ten pomysł za zabawny! Chciałbym móc powiedzieć, że finansuje mnie lobby cebulowe, ale niestety tak nie jest. Jeśli jacyś bogaci magnaci cebulowi chcą się ze mną skontaktować, zapraszam! (śmiech)


Czy to właśnie cebula była tą pierwszą myślą, z której powstał ten tom, czy może pierwszą inspiracją było coś innego?

Wszystko zaczęło się od wizji osoby spadającej z latarni morskiej podczas burzy. Pomyślałem, że to dramatyczna, gotycka scena, na której można zbudować całą historię.


Na Wyspie Cud Bonnie spotyka plejadę barwnych postaci, zarówno dobrych, jak i tych o nieco bardziej niecnych zamiarach. Który bohater tego tomu zdobył Twoją największą sympatię?

Bardzo lubię mordercę. Był fascynującą postacią do stworzenia, ale nie mogę zdradzić szczegółów, by nie zepsuć zakończenia. Na Wyspie Cud obowiązują dziwne zasady, a ja zawsze mam słabość do tych, którzy je łamią.


A czego Bonnie uczy się podczas tej przygody?

Bonnie nie rozwiąże tej zagadki bez zaufania swojej przyjaciółce, Danie Hornville – jedynej osobie poza dziadkiem Banksem, która odkryła, że Montgomery Bonbon i Bonnie Montgomery to ta sama osoba. Bonnie zawsze odkrywała tajemnice innych, ale nigdy nie dzieliła się własnymi. To dla niej duże wyzwanie.


Z pewnością dobrze się bawisz wymyślając jej przygody? Jak długo zajmuje Ci praca nad jednym tomem serii?

Pomysły przychodzą łatwo, ale pisanie to zupełnie inna sprawa! Piszę bardzo powoli i zawsze boję się, że cała historia się rozsypie. Pierwszy szkic zajmuje mi dwa-trzy miesiące i zawsze jest pełen błędów oraz fabularnych dziur, przez które można by przejechać autobusem. Potem następują poprawki i ilustracje Claire Powell, które niczym magiczny pył nadają całości ostateczny szlif.


A co lubisz sam najbardziej lubisz w tej serii?

Uwielbiam dostawiać wiadomości donoszące o tym, że rodzice i dzieci czytają moje książki razem, rozwiązując zagadki i dobrze się bawiąc. Bo właśnie takie książki chciałem pisać!


Seria z Bonbonem to jednak nie tylko Twój tekst, ale i przepiękne ilustracje Claire Powell (o czym już wspomniałeś). Możesz nam opowiedzieć jak wygląda Wasza współpraca, czy Claire konsultuje z Tobą np. wygląd postaci?

Claire to bardzo utalentowana ilustratorka, która ma irytującą zdolność do robienia wszystkiego dobrze za pierwszym razem! (śmiech). Kiedy wysyła mi szkice postaci do nowej książki, zawsze są one świetne, zabawne i dokładnie w sam raz przesadzone. Kiedy jednak zdarza mi się prosić o malutkie poprawki, to Claire świetnie się do nich dopasowuje. Ale czasami tak bardzo podoba mi się to, co stworzyła, że zmieniam tekst, by do tego pasował.


Na rynku anglojęzycznym dostępne są już trzy tomy serii i podejrzewam, że na tym się nie zatrzymasz. Masz już jakieś sprecyzowane plany na dalsze tomy – ile ich będzie, a może pomysły na fabułę?

Czwarta książka Bonbon o nazwie Sabotage at Sea (na pol. Sabotaż na morzu) wkrótce trafi do czytelników anglojęzycznych, a ja obecnie pracuję nad piątą książką z serii. O której nie powinien w ogóle mówić, a pisać ją właśnie w tym momencie! 


W jaki sposób chciałbyś zachęcić polskiego czytelnika do sięgnięcia po Twoje książki?

To, co uwielbiam w historiach kryminalnych, to fakt, że można się doskonale bawić podczas ich lektury. Możesz sam oceniać i typować podejrzanych, jak i próbować rozwiązać całą zagadkę, zanim zrobi to powieściowy detektyw. Jeśli się uda – to świetnie! Czujesz się wtedy super-mądry. Ale sam równie mocno lubię, gdy zagadka zaskakuje mnie sprytnym zwrotem akcji. Mam nadzieję, że polscy czytelnicy Bonbona podejmą wraz z nim wspólne śledztwo, będą zbierać wskazówki i – miejmy nadzieję – śmiać się z serwowanych żartów.


A co sam lubisz czytać, jakie książki goszczą w Twojej biblioteczce?

Obecnie czytam książkę Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, która jest fascynującą powieścią kryminalną. Podoba mi się wyjątkowo mocno, gdyż czerpie z twórczości Williama Blake’a, który jest moim ulubionym angielskim poetą. Poza autorami kryminałów, uwielbiam sci-fi i fantasy, takich autorów jak Ursula Le Guin, Mervyn Peake, Susanna Clarke i Iain M. Banks. Uwielbiam również zabawnych autorów, jak Terry Pratchett, i tych bardziej poważnych, jak Dostojewski.


W „Śmierci w latarni morskiej” przewija się temat jedzenia, na moim blogu także, zatem na koniec powiedz nam co najbardziej lubisz jeść, jakie jest Twoje ulubione danie?

Ostatnio eksperymentuję z wegańskimi pierogami. Nie wiem, czy to zjedna mi polskich czytelników, czy ich zirytuje, ale robię postępy! Ciasto wychodzi mi coraz lepiej, już nie rozpada się na patelni, jednak nie jestem pewny, jak bardzo odbiegają już od oryginalnego przepisu! (śmiech)



Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów na scenie – i tej literackiej, i komediowej 😊


Tekst przetłumaczony przez Kryminał na talerzu z pomocą AI.

We współpracy patronackiej z Wydawnictwem Kropka.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 22, 2025

"Przepraszam, ja już nie żyję" Marta Matyszczak - zapowiedź patronacka

"Przepraszam, ja już nie żyję" Marta Matyszczak - zapowiedź patronacka
 W końcu mamy wiosnę! Jej nadejście zasługuje na odpowiednią oprawę, a czy nie najlepsza będzie do tego zapowiedź naprawdę dobrej, całkiem wakacyjnej historii kryminalnej w nurcie cosy crime? Już 9 kwietnia na nasz rynek trafi "Przepraszam, ja już nie żyję" Marty Matyszczak! A na jej okładce znajdziecie logo Kryminału na talerzu. 

Rejs wycieczkowcem w upalne lato? Brzmi jak marzenie! Choć akurat dla Rity Braun oznacza to pracę w sklepie pokładowym i potajemne nagrywanie podcastu Zbrodnie na podsłuchu – tym razem o zgubnym wpływie nadmiernej turystyki na środowisko.
Rita wraz z przyjaciółmi rusza z Barcelony w podróż po Morzu Śródziemnym. Jednak spokój podróżnych przerywa wyłowienie ciała dryfującego za burtą… Sprawę morderstwa bada Andrew Krasinski, policjant o tak leniwym usposobieniu, że Rita postanawia rozpocząć samozwańcze śledztwo.
Barwne postacie, zakazane romanse, liczne intrygi i dramatyczny finał pewnego wesela. Pod pokładem King of the Oceans kryje się sporo tajemnic! Ich natężenie bywa okazją do śmiechu, choć dla Rity jest to raczej śmiech przez łzy. Wszak morderca czai się tuż obok.
Tę historię pokochają miłośnicy zagadek kryminalnych, niebanalnych podróży i wyrazistych bohaterów. Idealna powieść nie tylko na urlop!

"Przepraszam, już nie żyję" to drugi tom serii Zbrodnie na podsłuchu, które rok temu autorka zapoczątkowała książką "Przepraszam, tu był trup" (recenzja - klik!). Oczywiście obydwa tomy można czytać niezależnie od siebie, każdy przedstawia inną zagadkę kryminalną. Bo choć główna bohaterka Rita za każdym razem przymierza się do nagrania podcastu o ekologii, a raczej ściemach z nią związanych, to zawsze jakoś dziwnym trafem w pewnym momencie natyka się na zwłoki... Nawet podczas rejsu po Morzu Śródziemnym! To wyprawa jedyna w swoim rodzaju - inteligentna, zabawna i przyjemnie rozrywkowa, zatem kto z Was już kupuje na nią bilet? 😊 Gorąco polecam!

Autorka: Marta Matyszczak
Tytuł: Przepraszam, ja już nie żyję
Cykl: Zbrodnie na podsłuchu, tom 2
Data premiery: 09.04.2025
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 352
Gatunek: kryminał cosy crime

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.

We współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 21, 2025

"Raport Kruka" Przemysław Kowalewski

"Raport Kruka" Przemysław Kowalewski

Autor: Przemysław Kowalewski
Tytuł: Raport Kruka
Data premiery: 12.03.2025
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 400
Gatunek: powieść sensacyjna
 
Przemysław Kowalewski już wkrótce będzie świętować dwa lata na polskim rynku książki. Debiutował w maju 2023 roku powieścią “Kozioł”, która była kryminałem z domieszką sensacji osadzonym w czasach PRL-u. I tak rozpoczął się cykl z milicjantem Ugne Galantem, który na ten moment liczy cztery tomy (recenzje - klik!). Cykl popularny, za który autor został kilkakrotnie wyróżniony, a w czasie jego tworzenia mocno zaangażował się w promocję Szczecina, ba! nawet wziął udział w projekcie pisarskim temu miejscu dedykowanemu. I w jego najnowszej powieści “Raport Kruka” nadal w tym Szczecinie zostajemy, ale reszta się zmienia - to już nie cykl z Galantem, a coś nowego, bardziej sensacyjnego, coś, co osadza nas w czasach współczesnych.
 
Grudzień, rok 2015. W szczecińskim kościele Świętych Piotra i Pawła doszło do sensacyjnego odkrycia - w podziemiach odnaleziono krypty, mediach aż huczą od plotek, że odnaleziono skarb Gryfitów. Archeolog i profesor Uniwersytetu Szczecińskiego Nikita Wajda nie ma jednak teraz czasu zająć się tym tematem - właśnie wyjeżdża do Bazylei, by wziąć udział w ważnych badaniach. Zleca zatem jednemu ze studentów śledzenie tematu.
Niecałe osiem lat później wraca i razem biorą się do pracy. Towarzyszy im kuzynka chłopaka, hakerka, której umiejętności szybko okazują się przydatne. Dlaczego? Bo sprawa odnalezionych krypt została utajniona, a gdy tylko zaczynają o nią rozpytywać, okazuje się, że będą mieli do czynienia z groźną chrześcijańską organizacją, która nie cofnie się przed niczym… Tylko co oni tak skrzętnie ukrywają? Co znajdowało się w tych kryptach?
 
Książka rozpisana jest na prolog, 51 różnej długości rozdziałów i epilog. Rozdziały są numerowane i tytułowane, jest zawsze też zaznaczona zmiana czasu akcji, jeśli takowa zachodzi - wydarzenia toczą się linearnie. Nie znaczy to jednak, że cała historia toczy się w czasach współczesnych - w sprawie szybko pojawia się wątek z przeszłości, z czasów od razu po II wojnie światowej, który opisany zostaje przez fragmenty czegoś na kształt pamiętnika - te dostajemy albo jako osobne rozdziały, albo wpisane w rozdziały współczesne – odróżnia je kursywa. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator obserwuje kilka postaci - oczywiście tą przewodnią jest Nikita, jednak pojawiają się też rozdziały, w których obserwujemy poczynania innych osób - jak np. członków chrześcijańskiej organizacji. Narrator niespecjalnie skupia się na oddaniu emocji postaci, występują tutaj raczej jako nośnik historii. Styl powieści jest dynamiczny, nieco reporterski, gdyż narrator skupia się na oddaniu tego, co się dzieje, nie ma czasu na oceny. Od czasu do czasu zdarzają mu się dość oryginalne porównania, zdania są raczej krótkie, a dialogów jest sporo. Język momentami zdaje się być dopasowany do postaci - Nikita wypowiada się elokwentnie, Agne (hakerka) młodzieżowo. Pojawiają się przekleństwa, a i fragmenty w opisach bardzo dosadne, bardzo makabryczne. Książkę czyta się w miarę płynnie, jednak nie jest wolna od paru zbędnych powtórzeń faktów, które poznaliśmy już wcześniej, a także poprzez skupienie na dynamizmie, a nie emocjach postaci, raczej odbiera się ją dość bezosobowo.
 
Tym, co ucieszy fanów serii z Ugne Galantem, jest fakt, iż mimo że powieść przez samego autora promowana jest jako coś nowego, to jednak jest z serią powiązana - sama dopiero podczas lektury uświadomiłam sobie, że przecież NIkita Wajda to dziecko jednego z jej głównych bohaterów. Zostajemy zatem w jednym uniwersum, a historie, które poznaliśmy we wspomnianej serii, w “Raporcie Kruka” gdzieś w tle się przewijają - fajnie wyłapuje się takie smaczki, ale na pewno też wymaga to od autora dodatkowego skupienia, co doceniam, gdyż pojawiają się one płynnie i są bardzo skrupulatne.
“(...) żyjemy w kraju, w którym wiara jest ważniejsza od rozumu.”
A kim są główne postacie “Raportu Kruka”? To postacie z bardzo jasnym, bardzo mocno zaznaczonym podziałem na dobrych i złych. Mocno wpisują się w konwencję gatunku powieści sensacyjnej, nie są to raczej zwyczajni ludzie, a postacie z niespotykanymi umiejętnościami. Sam Nikita na przykład ma fotograficzną pamięć, oczywiście jest piekielnie inteligentny i trenuje sztuki walki. Wady? Lekkie spektrum autyzmu przez co nie lubi dotyku innego człowieka i ciężko jest mu zrozumieć emocje. No i ma trudne wspomnienia z przeszłości, z dzieciństwa, które prześladują go do tej pory… Nie brakuje też kobiety, która żywi do niego głębsze uczucia. O wygląd bohaterów autor również zadbał, czytelnik nie ma wątpliwości jak każdego z nich powinien sobie wyobrażać - na przykład Agne do złudzenia przypomina Lisbeth Salander z cyklu Millennium, tyle że nie ma tatuaży i zamiast czarnych włosów ma różowe. Przyznam, że zastanawiają mnie te kreacje postaci, gdyż nie wyczuwam w nich zabawy konwencją, a raczej wtłoczenie w role już mocno schematyczne, co sprawia, że dla mnie postacie były całkowicie obojętne.
 
Wcześniej wspomniałam, iż są one w powieści raczej nośnikiem historii niż samym ich centrum. Historia jest absorbująca, cały czas coś się dzieje, akcja toczy się bardzo dynamicznie. I tutaj mamy znane zabiegi - jest poszukiwanie prawdy przez dobrych bohaterów i tajna, zła organizacja, która ją ukrywa i walczy z dobrymi, by ich powstrzymać. Cała intryga opiera się na ich potyczkach osadzonych w znanych autorowi miejscach - główna część akcji toczy się w Szczecinie, choć na chwilę bohaterów znosi w kierunku Katowic. Kto wygra? Poza samym dynamizmem akcji, momentami kieruje się ona też w stronę makabry - szczególnie pod koniec historii mocno wystawia nerwy czytelnika na próbę i raczej dzieje się to bez specjalnego uzasadnienia. Przyznam, że nie wiem co te sceny miały na celu, prócz podkreślenia tego, jak bardzo ci źli są źli. Sam finał na szczęście nie jest banalny, autor lekko przełamuje nim schemat, zostawiając czytelnika z tematem do przemyśleń.
 
Bo tak naprawdę poza mocno sensacyjną opowieścią, autor chce nam opowiedzieć o czymś więcej. O kawałku polskiej historii, która na lekcjach w szkole jest przemilczana. O czasach od razu po II wojnie światowej, kiedy to nazistowskie obozy koncentracyjne zostały wyzwolone, ale dramat z nimi związany się nie skończył. Poprzez ten temat autor zadaje ważne pytania o jednostronność historii i hipokryzję osób ją opowiadających, pyta dlaczego Polacy jako naród nie potrafią przyznać się do tego, że też mają w swojej historii czyny niechlubne. Bo przecież to naród męczeński, prawda? Więc w jego historii wszystko, co mogłoby wskazać na to, że nie do końca tak jest, musi zostać ukryte, przemilczane.  
“Polacy są narodem ofiar, a nie oprawców, i niezależnie, kto będzie rządził w tym kraju, tak ma pozostać.”
Myślę, że “Raport Kruka” dobrze sprawdzi się wśród fanów sensacji, którzy od książki oczekują konkretnego wpisania w ramy, schematy tego gatunku. Jest tutaj jasny podział na dobro i zło, określony rodzaj postaci, które momentami przypominają nadludzi i szybka akcja, która nie pozwala na nudę. Trzeba jednak naprawdę lubić taki rodzaj powieści i nie oczekiwać niczego innego, by tę powieść docenić. Dla mnie same detale, które przypadły mi do gustu i przesłanie, które w książce jednak nie zajmuje wiele miejsca, są niewystarczające, bym mogła przyznać, że bawiłam się dobrze. Zabrakło mi tutaj czegoś nowego, jakiejś konkretniejszej próby przełamania schematu, czegoś, czego bym się nie spodziewała. Sama zatem żałuję, że autor poszedł w swojej nowej, niezależnej od serii z Galantem powieści w stronę czystej sensacji, ale jestem równocześnie pewna, że książka znajdzie wielu swoich fanów.
 
Moja ocena: 6/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Filia.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 20, 2025

"Podniebie" Agnieszka Graca

"Podniebie" Agnieszka Graca

Autorka: Agnieszka Graca
Tytuł: Podniebie
Cykl: detektywka Iga Bagińska, tom 2
Data premiery: 12.03.2025
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 328
Gatunek: powieść kryminalna
 
Agnieszka Graca na polskim rynku książki pojawiła się jesienią 2023 roku z “Czarnym poniedziałkiem” (recenzja – klik!), powieścią kryminalną, w której było czuć, że do debiutu przygotowywała się długo i solidnie. Potwierdzał to bogaty spis kursów literackiego pisania, jakie przeszła, jak i wyróżnienia za wcześniej napisane opowiadania. Jej debiut szybko został doceniony i wyróżniony jedną z najważniejszych nagród tego gatunku - Nagrodą Wielkiego Kalibru. Długo jednak trwało zanim doczekaliśmy się powrotu autorki na rynek książki - w końcu jest. To właśnie “Podniebie”.
 
Koniec stycznia 2017 roku. Do agencji detektywistycznej Igi Bagińskiej i Igora Szota zgłasza się Robert Wierzbicki, agent nieruchomości, którego żona zaginęła dwa dni temu. Oczywiście sprawa została zgłoszona na policję, ci jednak niewiele do tej pory zrobili, potrzeba zatem kogoś, kto naprawdę się temu zniknięciu przyjrzy. Hania, żona Roberta w piątek po południu miała wybrać się na spotkanie z przyjaciółkami, kiedy jednak długo nie wracała, mężczyzna zaczął się martwić. Szybko udało mu się ustalić, że jej przyjaciółki nic o spotkaniu nie wiedziały, nie było też żadnych innych tropów. Co się więc z nią stało? Iga i Igor zaczynają rozpytanie, szukają w życiu zaginionej jakiegoś punktu, który mógł stać się zapalnikiem aktualnych wydarzeń. Czy może była to nadmierna kontrola ze strony męża? A może zgłoszenie molestowania jednej z uczennic w szkole, w której Hania pracuje? Albo romans? Pytania zamiast zyskiwać odpowiedzi, zaczynają się namnażać, a na jaw wychodzą kolejne tajemnice…
“Przesunęła nieco dłoń trzymającą róże. Kolec wbił się głębiej. Ujrzała kroplę krwi na palcu. Dobrze było żyć. Dobrze było czuć.”
Książka podzielona jest na dwie części, które w sumie składają się na 24 rozdziały. Każdy z nich to jeden dzień śledztwa, który dzielony jest na numerowane, króciutkie podrozdziały. Od czasu do czasu pomiędzy nimi pojawiają się fragmenty czegoś, co niepokoi - jakby zapis wspomnień, fragment terapii, może snów? Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora, który podąża za kilkoma postaciami - przewodzi im Iga, jednak nie tylko jej perspektywa jest nam przedstawiona: jest Igor, mąż czy koleżanki zaginionej. Narrator jest wszechwiedzący, poza tym, co przytrafia się postaciom, pisze również o tym, co czują - nie roztkliwia się nad ich emocjami, ale przedstawia to, co ich boli. Styl powieści jest oszczędny, zdania często krótkie, dialogów dużo, dobrze prowadzonych. Nie ma tutaj zbędnych słów, ale jest uważność - otoczenia, postaci, ludzkich zachowań. Książkę czyta się płynnie, sama potknęłam się zaledwie z 2-3 razy, gdy wyłapałam w tekście pomyłkę - edytorską, i umówmy się, taka ilość jest jak najbardziej wybaczalna.
 
Agnieszka Graca już przy debiucie jasno zasygnalizowała, że swoją powieścią kryminalną, chce nie tylko dostarczyć rozrywki, ale przede wszystkim zmusić do przyjrzenia się sytuacji życia w Polsce. I to kontynuuje w tym tomie. Z perspektywy kobiet, bo to one są tutaj postaciami pierwszoplanowymi, tymi, których los nas obchodzi. Poprzez intrygę kryminalną autorka bardzo dosadnie obrazuje smutną egzystencję Polek, wynikającą z dyskryminacji naszej płci. W pracy, w domu, w społeczeństwie tak ogólnie wymaga się od nas więcej niż od mężczyzn. jednocześnie lekceważąc całą pracę, jaką w to wkładamy. Dlaczego? Bo kobiety zawsze pełniły rolę usługiwaczek, bo płaci im się za tę samą pracę mniej. Jako że akcja historii toczy się w roku 2017, to mam nadzieję, że jest to obraz świata na wtedy, nie teraz - wydaje mi się, że w ostatnich latach same kobiety są już bardziej świadome tego, w jakich rolach się znajdują, a co za tym idzie, próbują swój los poprawić. Choć może to tylko moje postrzeganie świata zmienione w ostatnich latach właśnie dzięki takiej otwierającej oczy literaturze.
“Jak można sobie coś ułożyć, jeśli wszystko, co mam, jest roztrzaskane? Tak, sklejam to. Ale dopiero od niedawna. Dopiero się uczę.”
Los kobiet to jednak dopiero początek dramatów, jakie w tej powieści pod płaszczykiem intrygi kryminalnej autorka nam serwuje. Bardzo dosłownie, może nawet i ciut za nachalnie opisuje kondycję systemu szkolnictwa oczami nauczycielek. Hania to w końcu nauczycielka szkoły podstawowej, a my szukając motywów jej zaginięcia, poznajemy również jej los jako nauczycielki, a ten jest zwyczajnie dramatyczny.
Poprzez szkołę pojawiają się jeszcze kolejne dwa problemy społeczne - homofobia oraz molestowanie seksualne. A także trzeci - mobbing.
 
Autorka przygląda się także kondycji związków pomiędzy dwojgiem ludzi. Odkrywamy nie tylko relację zaginionej z jej mężem, ale i kilku innych bohaterek - jak na przykład Igi, której związek zdaje się dogasać. Wypalenie uczuć, natłok codziennych zajęć, poczucie, że to co w domu, to zostaje na zawsze powodują, że po latach w jednym związku zaczyna się tracić z oczu tę drugą osobę, zaczyna się jej nie dostrzegać…
 
Jednoznacznie widać więc, że świat, jaki Agnieszka Graca w swojej powieści oddaje, jest bardzo smutny, zły, dramatyczny. Panuje w nim mrok, co dobrze oddaje również pora roku, zima, w czasie której szybko zapadają ciemności, jak i napęczniały od smogu z kominów Kraków. Przyznam, że ilość trudnych sytuacji w tej powieści jest przytłaczająca, nie ma tutaj miejsca na ani jeden mały promyk nadziei. Zabrakło mi tutaj tego, tego choćby cienia kontrastu do smutnych losów postaci.
“(...) wiedzieli, jak ważne w tej pracy jest oddzielenie spraw zawodowych i prywatnych. Ale nie dało się tak całkowicie odciąć od całego tego brudu. Zło przenikało każdą szczelinę zbroi, którą nosili, i wsiąkało w myśli. To była cena, jaką płacili.”
Sama intryga kryminalna prowadzona jest tempem bardzo spokojnym - skupiamy się na człowieku i jego problemach, które tak ochoczo wychodzą na jaw, gdy detektywi zaczynają przyglądać się życiu zaginionej. Sama zagadka prowadzona jest dobrze - autorka raz po raz podsuwa inne, zaskakujące tropy, które potencjalnie mogą prowadzić do rozwiązania zagadki. A te, mimo że jest spójne i logiczne z całą przedstawioną historią, to jednak nie do końca zaskakuje, a przynajmniej mnie nie zaskoczyło, pewnie z tego względu, że dużo już podobnie rozwiązanych historii przeczytałam. Może i zaskoczenie nie było celem samym w sobie, bo przecież czuć, że ta opowieść to coś zdecydowanie więcej niż mająca nas zabawiać rozrywka, a jednak poczułam niedosyt. Może w 2017, kiedy toczy się akcja powieści, zakończenie przyniosłoby inny efekt?
 
Podsumowując, “Podniebie” z jednej strony jest solidną i spójną kontynuacją tego, co Agnieszka Graca zaprezentowała w “Czarnym poniedziałku” - to powieść kryminalna, która na ma celu uwrażliwienie czytelnika na sytuację społeczną w Polsce, sytuację kobiet, które ciągle są dyskryminowane, które o prawa, jakie mężczyznom są przypisywane naturalnie, muszą walczyć i wydzierać je pazurami. Spójny jest smutny, szary, pełny smogu Kraków, który świetnie podbija dramatyczny wymiar całej lektury. Jest też jednak druga strona - książki jako kryminału. Bo choć intryga ma na celu ukazanie problemów społecznych, to jednak bazuje na zagadnieniach znajomych, co odczuwa się najmocniej na samym jej końcu. Doceniam wagę problemów, jakie opowieść niesie, ale jednak jako gatunek przypisana do kryminału, więc również jako kryminał muszę ją ocenić. W tym wypadku niezaprzeczalnie większe wrażenie zrobił na mnie debiut, choć oczywiście nie znaczy to, iż i “Podniebia” nie doceniam. Na pewno książka zrobi mocne wrażenie na czytelnikach, którzy nie siedzą aż tak mocno w temacie patriarchalnych zachowań społeczeństwa jak ja. A ja… czekam na tom trzeci, by móc zdecydować co myślę o piórze tej autorki 😊
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 20, 2025

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem!

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem!

Nadchodząca premiera "Kłamcy" Steve'a Cavanagha (klik!) wymaga odpowiedniej oprawy.... Wielu z Was doniosło mi, że serię thrillerów prawniczych z Eddiem Flynnem ciągle ma w swoich planach czytelniczych, na półce "do nadrobienia". I wiecie co? Wraz z Wydawnictwem Albatros postanowiliśmy, że chcemy Was do tego zmotywować! A zatem:

ZAPRASZAM NA MARATON CZYTELNICZY Z EDDIEM FLYNNEM!

Seria z Eddiem Flynnem Steve'a Cavanagha to thrillery prawnicze, które ukazują się u nas już od kilku lat i w tym czasie zyskały sporą popularność. Nic w tym dziwnego, gdyż są naprawdę dobrze napisane - bohater jest postacią mocno charakterystyczną, a fabuły zawsze prowadzone są tak, że przy każdy kolejnym twiście czytelnik zbiera szczękę z podłogi. Naprawdę trudno jest się od nich oderwać, a dodatkową atrakcją jest na pewno fakt, że sam autor jest odnoszącym sukcesy prawnikiem, więc dobrze wie o czym pisze! 
 
A co kryje się pod hasłem "maraton czytelniczy"? To znaczy, że w wyznaczonym czasie czytamy serię tych książek i piszemy o tym w social mediach - na Instagramie i Facebooku, choć oczywiście jeśli prowadzicie swoje blogi, a może profile na youtube i chcecie tam swoje publikacje zamieszczać, to też się nie krępujcie - nie zapomnijcie mnie tylko o nich powiadomić! W social mediach wszystkie publikacje z naszym maratonem związane zamieszczajcie z #eddieflynnmaraton, oznaczajcie przy nich również mój profil Kryminał na talerzu, jak i Wydawnictwa Albatros. Nie musicie oczywiście czytać wszystkich tomów, gdyż seria pisana jest tak, że każdy można traktować oddzielnie, więc jeśli macie do nadrobienia tylko niektóre tytuły, to również zachęcam do dołączenia!

Oczywiście poza frajdą z czytania i dzielenia się z nami swoimi wrażeniami, mamy dla Was przewidziane także nagrody! Trójka najaktywniejszych uczestników maratonu zostanie nagrodzona gadżetami związanymi z serią z Eddiem Flynnem, jak i voucherami na dostępne powieści kryminalne Wydawnictwa Albatros. Najaktywniejsza osoba będzie mogła wybrać sobie 5 książek, druga w kolejności 4, a trzecia 3. Ogłoszenie wygranych nastąpi kilka dni po zakończeniu całego maratonu.

A to nadal nie wszystko! W czasie trwania maratonu, zarówno na blogu, jak i na profilach na Instagramie i Facebooku będę miała dla Was również inne atrakcje z tą serią związane! Oczywiście ja również dostarczę Wam recenzje całej serii. Zachęcam  również do śledzenia nie tylko postów, ale moich relacji na Instagramie i Facebooku - tam też będzie się dużo działo!


ROZKŁAD JAZDY MARATONU:
30 marca (niedziela) - start!
30.03 - 30.03-05.04 – czytamy i piszemy o „Obronie
06.04-12.04 – czytamy i piszemy o „Zarzucie
13.04-19.04 – czytamy i piszemy o „Kłamcy
20.04-26.04 – czytamy i piszemy o „Trzynaście
27.04-03.05 – czytamy i piszemy o „Pół na pół
04.05-10.05 – czytamy i piszemy o „Adwokacie diabła
Przypominam: przy każdej publikacji użyjcie #eddieflynnmaraton oraz oznaczcie profil mój i Wydawnictwa Albatros - w taki sposób będziemy mogli do Waszych publikacji dotrzeć! 


To co, przyłączycie się? 
Serdecznie zapraszam!


A już dzisiaj mamy dla Was pierwszą atrakcję z maratonem związaną! Od dzisiaj do 24 marca na stronie empik (klik!) możecie zaopatrzyć się we wszystkie dostępne książki serii taniej! Wystarczy, że w okienku kodu przy zakupach wpiszecie hasło PRAWNIK.

Książka "Trzynaście" na ten moment w wersji papierowej jest trudno dostępna, zachęcamy zatem to zakupu jej wersji elektronicznej lub odwiedzenia swojej biblioteki.
Pozostałe tytuły dostępne są w każdej większej księgarni, jak i na Legimi w abonamencie za dopłatą.



Maraton czytelniczy organizowany jest we współpracy z Wydawnictwem Albatros. 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 19, 2025

"Wybrzeże szpiegów" Tess Gerritsen

"Wybrzeże szpiegów" Tess Gerritsen

Autorka: Tess Gerritsen
Tytuł: Wybrzeże szpiegów
Cykl: Klub Martini, tom 1
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Data premiery: 10.01.2024
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448
Gatunek: powieść kryminalna / szpiegowska
 
Tess Gerritsen to znana, bestsellerowa amerykańska pisarka, która dostarcza nam książek, od wielu lat. Debiutowała jeszcze w latach 80-tych XX wieku książką, którą stworzyła podczas swojego urlopu macierzyńskiego. Przez pierwszą dekadę dzieliła swój czas pomiędzy pisanie a pracę lekarki, pod koniec lat 90-tych zdecydowała się całkowicie poświęcić pisaniu. Jej powieści były nagradzane, ekranizowane i to zarówno te pierwsze, w których zagadka kryminalna miesza się z romansem, jak i te późniejsze, jedne z pierwszych współczesnych thrillerów medycznych. Od czasu do czasu autorka jednak ewidentnie czuje potrzebę napisania czegoś wolnego od wątków medycznych i tak powstała jej najnowsza seria - Klub Martini, która jest serią kryminalną o emerytowanych szpiegach zamieszkujących małe miasteczko w Maine. Co ciekawa, autorka sama takie miasteczko zamieszkuje…
 
Zima, miejscowość Purity położona na wybrzeżu stanu Maine. To miejsce mocno turystyczne, ale latem, teraz dzieje się tam niewiele. Policjantka Jo Thibodeau pełniąca funkcję komendantki lokalnego posterunku jednak na nadmiar wolnego czasu nie narzeka, codzienna papierologia, jak i niewielkie lokalne zajścia zapewniają jej stały dopływ atrakcji. A jednak tej zimy dzieje się więcej… Ktoś wypytuje o Maggie Bird, 60-letnią kobietę mieszkającej od dwóch lat na starej farmie. Maggie zajmuje się teraz hodowlą kur i spotkaniami ze starymi przyjaciółmi, którzy ją w te miejsce ściągnęli - zawsze przy dobrym jedzeniu i dodatku procentów. Nikt poza tą piątką nie wie, kim oni tak naprawdę są: to emerytowani agenci CIA, o których właśnie teraz dopomina się ich przeszłość… a przynajmniej o Maggie, w domu której zjawia się nieznajoma agentka, a niewiele później na jej podwórko ktoś podrzuca martwe ciało tej samej kobiety. Od starych znajomych Maggie wie, że może chodzić o sprawę sprzed szesnastu lat, sprawę, po której sama złożyła wypowiedzenie… Tylko dlaczego teraz właśnie to wszystko wraca? I kto tak naprawdę czyha na jej życie?
“Dla ludzi takich jak my, którzy działali na pierwszej linii, emerytura jest jak pogrzebanie żywcem. Teraz mam powód, by wrócić do akcji, i od lat nie czułem się tak przydatny, tak pełny życia.”
Książka rozpisana jest na trzydzieści siedem numerowanych rozdziałów, które najczęściej dzielone są również i na krótsze fragmenty, więc całość czyta się bardzo komfortowo. Akcja powieści prowadzona jest w dwóch czasach - teraz i w przeszłości, poczynając od dwudziestu czterech do szesnastu lat wcześniej, a zmiana czasu zawsze jest na początku rozdziału odnotowana. Tak samo jest z narracją, która pisana jest z kilku perspektyw: przede wszystkim Maggie i Jo, jednak nie tylko do nich się ogranicza. Maggie zarówno o swojej historii z przeszłości, jak i o tym, co dzieje się teraz, opowiada w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, pozostałe osoby opisywane są w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Styl powieści jest bardzo sprawny, język jest elegancki, pozbawiony wulgarności, ale jednak codzienny, lekki. Dialogi prowadzone są bardzo naturalnie, nie brakuje im delikatnego muśnięcia humorem, mimo powagi sytuacji, w jakiej postacie się znajdują. To sprawia, że książkę czyta się bez najmniejszych potknięć, szybko i bardzo płynnie.
“(...) jedyną rzeczą, na jaką można liczyć w życiu - nawet w małym miasteczku - są ciągłe zmiany.”
Mimo iż z opisu powieści można podejrzewać, że będzie po prostu opowieść o emerytowanych szpiegach, którzy teraz na własną rękę muszą poprowadzić akcję, to jednak nie do końca tak jest. Przez większą część lektury to historia z przeszłości jest tą dominującą, a czytelnik obserwuje Maggie w pracy, poznaje korzenie, a później sam trzon historii, która sprawiła, że zrezygnowała z pracy - tej pracy, której poświęcała się przez dwadzieścia lat. Rozdziały z przeszłości łączą w sobie wątki obyczajowe ze szpiegowskimi, dzięki czemu otrzymujemy coś naprawdę ciekawego - sylwetkę agentki specjalnej, która jest po prostu człowiekiem. Bardzo podoba mi się to jak autorka przedstawiła tą młodszą Meggie, gdyż jest to po prostu kobieta, tak jak każdy inny człowiek na Ziemi, podatna na emocje, na porywy namiętności czy po prostu strach. Jasne, jej wyszkolenie sprawia, że strach jej nie paraliżuje, a zmusza do reakcji, ale jest jasne, że również go odczuwa. I to jest bardzo fajne, bo nie dostajemy jakiejś superbohaterki, a kobietę, która jak każdy, nawet jeśli o tym nie wie, potrzebuje poczucia bliskości.
Nietrudno się domyśleć, że pojawia się tu pewien wątek romansowy - nie jest on dominujący, ale przez chwilę dość wyraźny.
“Brak jakichkolwiek więzi rodzinnych, dzieci, męża czy kochanka ma tę zaletę, że człowiek musi się martwić jedynie o siebie. Każda ukochana osoba to słaby punkt w twojej zbroi. Jeśli nikim się nie przejmujesz, możesz być nieustraszona, bo świat nie może cię zniszczyć (...).”
Sama intryga powieści opiera się oczywiście na zagadce z przeszłości, zatem konieczne jest do rozwiązania zagadki współczesności poznanie tego, co stało się kiedyś. Czytelnik zatem dopiero po jakimś czasie może zacząć sam wysnuwać wnioski, choć do końca też nie jest się pewnym czego one tak naprawdę powinny dotyczyć. Przez to rozwiązanie zagadki zaskakuje, choć utrzymane jest raczej w typowych ramach gatunku. Akcja toczy się rytmem umiarkowanym, z naprawdę dobrym wyczuciem - w odpowiednich momentach pobudza ciekawość czytelnika. Mimo tego, że fabuła zawiązuje się dość powoli, to kiedy już jasny obraz przeszłości Maggie zostaje nam nakreślony, łatwo jest się w tę opowieść wciągnąć. Wątki szpiegowskie nie są dominujące, nie są też abstrakcyjne, dzięki czemu czytelnik ma poczucie osadzenia w rzeczywistości i naprawdę dobrze się przy tym bawi.
“Bez względu na to, jak sprytny jest człowiek, zawsze jest ktoś sprytniejszy.”
Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się koncepcja postaci z czasów współczesnych - piątka emerytów mieszkająca w spokojnym miasteczku, która chętnie spotyka się razem, by dobrze pojeść, pogadać i popić. Te fragmenty opisujące ich spokojne, tak zwyczajne życie są naprawdę sielskie, w porównaniu do tego, co robili w przeszłości i tego, co muszą zrobić teraz, by uchronić Maggie. Do tego opowieść toczy się zimą, pada śnieg, temperatury są mocno minusowe - to buduje ten spokojny, leniwy wręcz klimat, stojący ta mocno w kontraście do zawodu szpiega.
“- Chyba wszyscy lubią powieści detektywistyczne, prawda? Właśnie to było inspiracją dla naszego małego klubu. Jeśli człowiek naczyta się takich książek, wie całkiem sporo i policyjnych procedurach.
- Jasne (...). I jak nazywacie ten wasz… hm… klub?
Na moment w pokoju zapadła cisza. Wracam myślami do wieczoru, gdy staliśmy przy kominku u Ingrid i Lloyda, popijając drinki i rozmawiając o tajemniczej Biance.
- Klub Martini - mówię.”
Kreacje postaci poza tym że są bardzo ludzkie, są również bardzo przyjemne. Jo to ciekawa bohaterka - zadziorna policjantka, która uparcie nie chce opuścić Purity, choć ma do tego perspektywy. Jo nie odpuszcza, jest czujną policjantką, która przykłada się do swojej pracy, ale też nie jest świadoma tego, kogo teraz ma na swoim podwórku - policja i byli szpiedzy? Brzmi mocno konfliktowo…
“To coś, z czym musimy się pogodzić: żyjemy w świecie, który uważa, że jesteśmy już nieudolni i niepotrzebni. Nowe pokolenie patrzy tylko w przyszłość, nie zważając na przeszłość i to, czego mogłaby ich nauczyć. Czego my moglibyśmy ich nauczyć.”
“Wybrzeże szpiegów” to udany początek nowej serii Tess Gerritsen. To powieść przyjemnie angażująca, ciekawa i lekka w lekturze, czytelnik nie musi się wysilać, by zrozumieć i wczuć się w historię. Intryga sprawnie łączy wątki obyczajowe ze szpiegowskimi, dając nam obraz szpiega jako zwyczajnego człowieka, który tak jak każdy podatny jest odczuciom i emocjom. Do tego dochodzi uroczy małomiasteczkowy klimat Purity, miejsca, w którym teraz Maggie i jej przyjaciele po burzliwym życiu toczonym na przeróżnych kontynentach uznają za swój dom. I są zdeterminowani, by o niego walczyć. Dobrze się przy ich pierwszych przygodach bawiłam i już nie mogę się doczekać, kiedy opowiem Wam o tomie drugim, którego premierę będziemy świętować dokładnie za tydzień!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!