lutego 08, 2020

"Nikomu nie powiem" Catherine McKenzie

"Nikomu nie powiem" Catherine McKenzie

Autor: Catherine McKenzie
Tytuł: Nikomu nie powiem
Tłumaczenie: Klaudia Wyrwińska
Data premiery: 08.01.2020
Wydawnictwo: Niezwykłe
Liczba stron: 354

Catherine McKenzie to kanadyjska bestsellerowa pisarka thrillerów psychologicznych. Na swoim koncie ma już 9 powieści, z czego tylko dwie ukazały się w Polsce. Latem na rynku amerykańskim ma się ukazać kolejna książka autorki, a „Nikomu nie powiem” prawdopodobnie zostanie zekranizowane na mały ekran. Książka została też nominowana do kilku nagród literackich.

Historia opisana w powieści skupia się na terenie posiadłości Camp Macaw, gdzie każdego lata organizowane są obozy dla dzieci. Teren należy do rodziny McAllister, położony jest niedaleko granicy amerykańsko-kanadyjskiej. Lasy, jezioro, mała wyspa pośrodku, stajnie, pomieszczenia przeznaczone na różne artystyczne warsztaty, to wszystko składa się na sielski obraz posiadłości. Piątka rodzeństwa McAllesterów przyjeżdża we wrześniu na weekend, sezon turystyczny się już skończył. Niedawno zginęli w wypadku ich rodzice, którzy byli właścicielami tego miejsca. Teraz rodzeństwo ma postanowić co zrobić dalej z tym terenem. Szkopuł w tym, że w testamencie ojciec nawiązał do tragedii, która wydarzyła się w tym miejscu dwadzieścia lat temu. Ofiarą padła młoda dziewczyna, Amanda, przyjaciółka jednej z córek McAllisterów. Nigdy nie uzyskali odpowiedzi co wtedy się stało. Teraz od rozwiązania tej zagadki zależy przyszłość całego Camp Macaw. Rodzeństwo ma 3 dni na odkrycie prawdy... Kto z nich jest winny?

Książka podzielona jest na wydarzenia z trzech dni: piątek, sobota i niedziela. Poprzedza je prolog dziejący się 20 lat wcześniej, kończy epilog rok później. Główna akcja podzielona jest na 47 krótkich rozdziałów – każdy z nich jest tytułowany i przypisany do konkretnego bohatera. Narracja powieści jest trzecioosobowa czasu przeszłego, wyjątek stanowią rozdziały poświęcone Amandzie, które przedstawione są w pierwszej osobie czasu przeszłego. Narratorów mamy siedmiu: rodzeństwo, Amanda i Sean, pracownik obozu, który również po części został uwzględniony w testamencie. Styl powieści jest lekki, książkę czyta się bardzo przyjemnie.

Akcja powieści toczy się w ciągu trzech dni na terenie zamkniętej posiadłości. Skupia się na odnalezieniu sprawcy, opiera głównie na dedukcji. Rozdziały są tytułowane. Wszystko to nasuwa skojarzenia z kryminałami Agathy Christie i myślę, że jest to takie oczko puszczone prze autorkę do czytelnika. Oczywiście na tym podobieństwa się kończą, ale jest to miłe nawiązanie.

Ogólnie akcja, mimo że nie jest dynamiczna, jest intrygująca i wciągająca. Czytelnik razem z bohaterami uzupełnia tabelkę, zapisując kto gdzie był w feralną noc dwadzieścia lat temu. Poprzez zabieg podziału rozdziałów na bohaterów czytelnik może trochę poznać każdego z nich, dowiedzieć się co każdy z nich myśli. Każdy tutaj skrywa tajemnice, każdy w którymś momencie swojego życia obiecał ‘nikomu nie powiem’. Przyjemnie jest z rozdziału na rozdział odkrywać nowe karty i próbować rozwiązać samodzielnie zagadkę.

Każdy bohater powieści jest na swój sposób ciekawy, każdy walczy ze swoimi problemami. Mamy tu cztery siostry, w tym dwie bliźniaczki, o całkowicie odmiennych charakterach. Dwa starsze siostry oraz jednego brata Ryana, który od zawsze był uważany trochę za czarną owcę. Ryan również teraz ma kłopoty, które ma nadzieję przez weekend rozwiązać, niestety problemy z gniewem mu tego nie ułatwiają. Czytając miałam wrażenie, że mimo przyjemnego dzieciństwa na łonie natury, każdy z bohaterów nosi w sobie jakąś traumę, uraz, który nie pozwala im normalnie funkcjonować.

Pomiędzy rozdziałami dziejącymi się współcześnie, dostajemy też wgląd we wspomnienia Amandy z tamtej feralnej nocy. Fajnym pomysłem było też to, że dopiero gdzieś tak w połowie książki, a może jeszcze dalej, dowiadujemy się co kryje się pod słowem ‘tragedia’ i co się stało z Amandą. Obserwujemy rodzeństwo, jednak tak do końca przez większą część lektury nie wiadomo co mają na myśli, o czym mówią, o co im chodzi.

Ogólnie jestem zadowolona. Książkę czytało się lekko i przyjemnie. To wciągający thriller, który wzbudza przyjemny dreszczyk ciekawości. Rozwiązanie zagadki jest oczywiście zaskakujące, chociaż sam finał historii wydawał mi się trochę przesadzony. To jednak jedyna moja uwaga do lektury, reszta całkowicie mnie zadowoliła. Mam nadzieję, że szybko na polskim rynku ukażą się kolejne książki autorki!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Niezwykłe!


lutego 07, 2020

"Toksyczni" Tomasz Duszyński

"Toksyczni" Tomasz Duszyński

Autor: Tomasz Duszyński
Tytuł: Toksyczni
Data premiery: 09.10.2019
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 384

Tomasz Duszyński swoją karierę pisarską rozpoczynał gatunkiem fantastyka. W 2007 roku debiutował zbiorem opowiadań pt. „Produkt uboczny”. Wydał kilka książek, kilka jego opowiadań znalazło się w różnych antologiach tego gatunku. Po drodze autor wydał też parę książek dla młodszego czytelnika, aż w końcu nadszedł czas kryminału. I tutaj nasze drogi się zeszły. Rok temu miałam okazję zapoznać się z jego kryminałem retro pt. „Glatz”, który naprawdę mi się spodobał (recenzja - klik!). Dlatego, jak tylko dowiedziałam się, że autor wydaje kolejny kryminał, tym razem współczesny, to byłam pewna, że i tę książkę muszę dostać w swoje ręce. Z tego co widzę, to Duszyński często sięga po tematy krążące dookoła władzy, z wątkami politycznymi. Ja raczej stronię od takich tematów, jednak ten autor potrafi nawet tą tematykę przedstawić w naprawdę ciekawy, interesujący sposób. Naprawdę warto sięgnąć!

Historia „Toksycznych” zaczyna się od śmierci prokuratora Wilczyńskiego. Mężczyzna zmarł na raka, jednak na chwilę przed śmiercią wyjawił swojemu przyjacielowi, emerytowanemu komisarzowi Nowickiemu, że ukrył gdzieś ważne dokumenty, które zbierał przez całe życie. Dokumenty, które mogą zaszkodzić naprawdę wielu wysoko postawionym osobom. Wilczyński prosi Nowickiego, by je wszystko zniszczył, tylko do niego ma zaufanie. Mężczyzna jednak się waha, a w tym czasie prokurator umiera...
W tym samym czasie, Seba, kibol, chuligan, bokser, gangster, uczestniczy w pewnej akcji. Jego szefowie czegoś szukają i nie wahają się nawet przed popełnieniem morderstwa, by to zdobyć. Seba, po ciężkim pobiciu delikwenta, zostaje odesłany z powrotem do klubu, w którym pracuje. Na drugi dzień okazuje się, że to nie był koniec akcji, a z okolicznego jeziora zostaje wyłowione auto z trzema trupami w środku...
„Nie da się odciąć od takiego szamba. Raz wejdziesz, pozostajesz toksyczny całe życie.”
Książka składa się z prologu, krótkich nienumerowanych rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, naprzemiennie podąża za Sebą i Nowickim. Rozdziały podzielone są na te dwie osoby oraz na dzień i godzinę. Tu od razu też muszę wspomnieć o rewelacyjnym wydaniu książki. Pomijając świetną okładkę, każdy rozdział z Nowickim oznaczony jest pistoletem, a z Sebą rękawicami bokserskimi. Niby mała rzecz, a dużo znaczy przy wizualnym odbiorze książki.
Co do odbioru literackiego, to styl autora bardzo przypadł mi do gustu. Akcja toczy się niespiesznie, styl jest lekki i często sięga po akcenty humorystyczne. Narrator zna myśli i odczucia bohaterów, nie jest jednak wszechwiedzący. Najważniejsze tutaj jest jednak to, że styl narratora został dopasowany do postaci, co mocno rzuca się w oczy. Seba wypowiada się jak na chuligana przystało, nie szczędzi mocnych słów i potocznych wyrażeń, które są znane w tych kręgach. Nowicki z kolei wypowiada się jak człowiek elokwentny, doświadczony. Bardzo podobał mi się ten zabieg, i mimo że w wątkach Seby często powtarzało się kilka sformułowań, to zapisuję całość na bardzo duży plus dla historii.

Dzięki odmiennym stylom narracji autorowi udało się bardzo szybko przedstawić postacie. Nie są one jednak tak proste jak się wydaje. Seba, mimo środowiska w jakim się obraca, zaczyna myśleć o ustatkowaniu się, chce czegoś od życia więcej, niż tylko bijatyk, narkotyków i pieniędzy. Nowicki z kolei to starszy pan na emeryturze, który niedawno pochował żonę, a sam zaczyna zauważać u siebie objawy demencji. Nie za bardzo wie co zrobić z resztą życia, najchętniej dołączyłby do żony. Na szczęście kilku dawnych znajomych wplątuje go w dwa interesujące śledztwa, dzięki czemu Nowicki odżywa. Naprawdę fajnie przedstawiona postać, bardzo tego eks komisarza polubiłam.

Co do samej akcji, to toczy się raczej niespiesznie. Każdy z bohaterów zajęty jest swoimi sprawami, Seba przygotowuje się do jakichś oficjalnych chuligańskich zawodów, Nowicki walczy o siłę na każdy kolejny dzień. W końcu jednak akcja powoli zaczyna się zagęszczać, aż do wielkiego finału, dynamicznego rozwiązania zagadki. Autor ma duży dar do opisywania wydarzeń, nawet opis bójki Seby z innymi zawodnikami czy kolejnymi napastnikami był całkiem wciągający, chociaż ciągle nie do końca jestem przekonana, czy był potrzebny. Niemniej jednak te bójki dodają książce dynamizmu, a czytelnik aż sam zaczyna bohaterowi kibicować.

Co do głównego tematu poruszanego w powieści, to jak wspomniałam na wstępie, chodzi o władzę. Dokumenty prokuratora zawierają brudy, które każdemu, kto dostanie je w swoje ręce, gwarantują nietykalność. Po jego śmierci każdy chce je zdobyć dla siebie, by zapewnić sobie bezpieczne, ciepłe, niewidoczne miejsce u władzy. Nie zważa na to, co trzeba zrobić by je dostać, przysłowiowe po trupach do celu.

Ogólnie jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona. Książkę czyta się szybko i łatwo, wciąga, mimo niespiesznej akcji. Część powieści wysłuchałam też w formie audiobooka i tą formę też muszę pochwalić. Sama już nie wiem czy książkę lepiej się czytało czy słuchało. Fajny, lekki, momentami zabawny styl, podział na dwie postacie, intrygujące dwa śledztwa, prócz tych kliku malutkich niedociągnięć o których wspomniałam, naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Aż dziwi mnie to, jak mało o tym autorze słychać, bo po raz drugi napisał naprawdę kawał dobrego kryminału!

Moja ocena: 8/10

Ze egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu SQN!


lutego 06, 2020

"I żyli długo i szczęśliwie" C.C. MacDonald - recenzja przedpremierowa

"I żyli długo i szczęśliwie" C.C. MacDonald - recenzja przedpremierowa

Autor: C. C. MacDonald
Tytuł: I żyli długo i szczęśliwie
Tłumaczenie: Monika Bukowska
Data premiery: 12.02.2020
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 406

„I żyli długo i szczęśliwie” to debiut C. C. MacDonald, brytyjskiego aktora, scenarzysty i dramaturga. Książka zaliczana jest do takiego gatunku jak thriller obyczajowy. Czego możemy się po nim spodziewać? Lekkiego dreszczyku tajemnicy i bogato zarysowanej warstwy obyczajowej, a przede wszystkim po prostu dobrej rozrywki, kilku godzin przyjemnego relaksu.

Historia zawarta w książce opowiada o małżeństwie Naomi i Chrisa, którzy razem ze swoją dwuletnią córeczką Prue wiodą na pierwszy rzut oka całkiem przyjemne życie. Naomi pracuje na pół etatu, Chris prowadzi własną firmę, mieszkają w pięknym domu przy plaży. Jednak jeśli spojrzeć głębiej zobaczymy ich ciągle nieprzynoszące skutku starania o drugie dziecko, jej niecierpliwość i jego depresję. Obydwoje każdego dnia oddalają się od siebie, szukają zrozumienia gdzie indziej. I w chwili, gdy Naomi na swojej drodze spotyka Seana, popełnia jeden fatalny błąd. Szybko się jednak reflektuje, zrywa znajomość, a Sean obiecuje, że nie będzie robił problemów. Jednak ta jedna nieprzemyślana decyzja wpłynie na ich życie dużo bardziej niż Naomi mogła przypuszczać... Kobieta zachodzi w ciążę, a na jaw zaczyna wychodzi pewna tajemnica z przeszłości...

Książka kompozycyjnie podzielona jest na 5 części: poczęcie, trzy trymestry i narodziny. Pierwszy i ostatni są krótsze, coś jak prolog i epilog, to te trzy trymestry stanowią główny trzon historii. Każda z części podzielona jest na krótkie rozdziały, przeplatane notatkami Naomi i Chrisa i wycinkami artykułów. Dzięki krótkim rozdziałom książkę czyta się szybko i łatwo.
Narracja książki prowadzona jest trzeciej osobie czasu teraźniejszego, w większości podąża za Naomi, kilka razy za Chrisem, a z biegiem lektury pojawia się jeszcze ktoś trzeci. Styl powieści na początku wydaje się dosyć toporny, jednak zachęcam by szybko przegryźć się przez pierwsze kilkadziesiąt stron, ja gdzieś tak około 60 strony już zdążyłam się do niego przyzwyczaić i od tego momentu książkę czytało mi się całkiem przyjemnie. Narrator pomiędzy bieżące wydarzenia wpłata historię małżeństwa z przeszłości, zna ich myśli i odczucia, przez co z biegiem lektury poznajemy ich bardzo dokładnie.

Jeśli chodzi o bohaterów historii to według mnie są oni dosyć nieoczywiści i nie można im zarzucić, że są płascy psychologicznie. Chris walczy z własnym zniechęceniem, mimo dobrych chęci, nie zawsze potrafi się w aktualnym życiu odnaleźć. Naomi z kolei jest po prostu wściekła. Miała świetny plan na życie, który po części z winy męża, po części po prostu przez zrządzenie losu, kompletnie nie wypalił. Mąż nie pomaga, zamknął się w swoim świecie, więc Naomi została sama z męczącą dwulatką, utrzymaniem domu i zapewnieniu rodzinie finansów do życia. Ja jestem w stanie zrozumieć obydwu bohaterów, rozumiem ich emocje, co na pewno wpłynęło na pozytywny odbiór lektury.
Prócz warstwy psychologiczno-obyczajowej mamy też tajemnicę, zagadkę. Nie chcę na jej temat za wiele zdradzać, żeby nie popsuć Wam frajdy samodzielnego odkrywania, powiem tylko, że jak dla mnie zagadka była bardzo zaskakująca, mimo że z początku wydawała się łatwa. Dzięki niej cała lektura trzyma w przyjemnym zaciekawieniu.

Ogólnie, myślę że żeby być zadowolonym, to do tej lektury trzeba podejść odpowiednio. Ja nie miałam dla niej szczególnych oczekiwań czy wymogów, podeszłam do niej jak do innych thrillerów opartych na temacie rodzinnym – chciałam po prostu dobrej rozrywki, przyjemnej, niezobowiązującej lektury na kilka wieczorów. I właśnie to dostałam. Po trudnym początku udało mi się wgryźć w styl, zagadka zaciekawiła, a bohaterowie przyciągnęli uwagę. Jestem zadowolona i gwarantuję, że jeśli podejdziecie do książki tak jak ja, to też będziecie!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte!


lutego 05, 2020

"Krok trzeci" Bartosz Szczygielski

"Krok trzeci" Bartosz Szczygielski

Autor: Bartosz Szczygielski
Tytuł: Krok trzeci
Data premiery: 29.01.2020
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 416

Szczygielski to jeden z autorów młodego pokolenia. Debiutował w 2016 roku pierwszym tomem trylogii pt. „Aorta”, a pozostałe dwa tomy ukazały się każdy po ponad roku oczekiwania na kolejny.
Ja z prozą autora zapoznałam się w zeszłym roku. Przesłuchałam wtedy całą trylogię o Gabrielu Bysiu (recenzja tutaj – klik!) i pamiętam, że historia zrobiła na mnie ogromne wrażenie głównie dlatego, że była niesamowicie dobrze przemyślana i rozpisana tak, że tworzyła jedną kompletną, spójną i sensowną całość. Poza tym było mrocznie, duszno i dosadnie ze szczyptą czarnego humoru. Od tego momentu z niecierpliwością wypatrywałam nowej powieści autora, ogromnie ciekawa co zaserwuje swoim czytelnikom po tak dobrej trylogii. Czy utrzyma poziom? I czy zdoła znowu zaskoczyć czytelnika?

„Krok trzeci” opowiada historię Magdy. To kobieta po trzydziestce, szczęśliwa mężatka. Jakiś czas temu otworzyła własny gabinet psychoterapeutyczny, na co dzień czas spędza właśnie tam, pomagając małemu gronie klientów. Po pracy wraca do swojego czystego, sterylnego mieszkania i na kanapie z winem w ręku czeka na powrót męża z pracy. Męża, który całą ich organizację życia wziął na siebie, tak by kobieta nie musiała sobie tym zaprzątać głowy. Bo Magda od pewnego czasu ma małe problemy z pamięcią, uciekają jej wspomnienia, zapomina o wielu podstawowych sprawach. Jednak nauczyła się z tym żyć, za swoją prawą rękę ma notatnik, gdzie wszystko, każdy fakt z każdego dnia notuje, a mąż wspiera ją i pomaga. Pewnego dnia Magda spotyka w kawiarni dawno niewidzianą przyjaciółkę Ninę, która nakłania ją do odnowienia znajomości. Magda wraca do domu i jak zawsze czeka na powrót Damiana z pracy. Nie wie, że ta noc zmieni w jej życiu wszystko. Rano już nic nie będzie jasne, a każda kolejna godzina jeszcze mocniej będzie zaciemniała sytuację...

Książka składa się z prologu i 4 tytułowanych części. Każda z nim złożona jest z krótkich nienumerowanych rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża za główną bohaterką. Narrator przedstawia myśli i odczucia Magdy, ale tak jak ona, nie wie jakie jest rozwiązania zagadki. Styl powieści jest podobny do tego z trylogii, autor nie stroni od ironicznych komentarzy i czarnego, sarkastycznego humoru. Najczęściej ucieka się do niego kiedy sytuacja robi się naprawdę poważna, co trochę zawsze rozładowuje mroczną, przygnębiającą atmosferę. Narrator nie przebiera też w słowach, znajdziemy tu i potoczne zwroty i wulgaryzmy, jednak nie kłuje to w oczy, wszystko jest napisane z wyczuciem odpowiednim do klimatu powieści.

Nie można odmówić książce miana thrillera. To świetny przedstawiciel gatunku, autor naprawdę mistrzowsko buduje napięcie, tak, że naprawdę ciężko ją odłożyć przed poznaniem zakończenia. Kiedy już, po krótkim wprowadzeniu w życie bohaterki, zaczyna się dziać, to dzieje się na całego. Tropy się mieszają, akcja biegnie do przodu, twist goni twist. Naprawdę chyba nie czytałam jeszcze czegoś tak mocno mieszającego w głowie czytelnika. Razem z bohaterką śledzimy fakty, zdarzenia, tak jak ona czuje się zagubiona, dokładnie tak samo czyje się czytelnik. Do połowy powieści czytałam bez wytchnienia. Później niestety nie miałam już tyle czasu na lekturę, czytałam z doskoku, a równocześnie miałam wrażenie, że akcja trochę zwolniła i już nie była tak niesamowicie wciągająca. Nie wiem czy to odczucie spowodowane niemożnością ciągłej lektury czy faktycznie coś się tam podziało w fabule. Może też fakt, że co chwilę coś się zmienia i zaskakuje, zaczął mnie trochę męczyć. Nieznacznie, dalej chciałam ocenić co najmniej na 7/10, ale jednak na tyle, że się wystraszyłam, iż książka nie będzie w całości tak dobra jak zakładałam... Na szczęście końcówka znowu wbija w fotel, więc moje obawy zostały rozwiane.

Nie chcę opisywać bohaterów i samej akcji, bo w tej powieści zdecydowanie liczy się zaskoczenie, więc im mniej wiecie, tym lepiej. Ogólnie powiem, że książka porusza wiele ciekawych tematów jak zdrada, przemoc w rodzinie, wykorzystywanie seksualne, poczucie winy, postawę ofiary. Ciężki tematy, ciężkie emocje, ale świetnie odpisane, widać że autor postarał się o duży research.

Jedyne do czego mogę się przyczepić, poza tym lekkim zwolnieniem w połowie lektury, to momentami nadużywanie jednego określenia na osobę. Często powtarzało się „Magda”, często „przyjaciółka”, na tyle, że rzuciło mi się to w oczy. To jest jednak tylko taka malutka uwaga, podejrzewam, że zwróciłam na to uwagę, tylko i wyłącznie przez polonistyczne wykształcenie. Zastanawiam się też, czy fakt, że domyśliłam się jednej rzeczy na samym początku lektury, był zamierzony. Nie ujęło mi to jednak przyjemności z lektury, a sama nie wiem, jak inaczej można by narrację poprowadzić, by dojść do wielkiego finału.

Podsumowując, to jeden z lepszych thrillerów, jakie ostatnio dane było mi przeczytać. Autor trzyma formę, nie stracił nic ze swojego uszczypliwego stylu oraz zdolności do świetnie rozpisanej historii. Może i mam kilka uwag do lektury, ale były one na tyle małe, a zakończenie tak mocne i zaskakujące, że nie wpływa to na moją ostateczną ocenę. Teraz znowu zaczyna się wyczekiwanie na kolejną książkę autora, jestem ogromnie ciekawa czym znowu nas zaskoczy! Oby tak dalej!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!

lutego 04, 2020

"Podróż Cilki" Heather Morris

"Podróż Cilki" Heather Morris

Autor: Heather Morris
Tytuł: Podróż Cilki
Cykl: Tatuażysta z Auschwitz, tom 2
Tłumaczenie: Kaja Gucio
Data premiery: 15.01.2020
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 400

W 2018 roku wydana została pierwsza, debiutancka książka Heather Morris, australijskiej pisarki, pt. „Tatuażysta z Auschwitz”. Określona została jako fikcja literacka stworzona na postawie prawdziwej relacji więźnia obozu, Słowaka Lalego Sokolowa, który w Auschwitz odnalazł miłość swojego życia. Książka zyskała duży rozgłos, została przetłumaczona na wiele języków i osiągnęła status bestsellera w wielu krajach. Wzbudziła też wiele kontrowersji, cała przedstawiona rzeczywistość była mocno uproszczona i wygładzona z większości okropieństw, jakiego żydzi i inni więźniowie doświadczali w obozach. Moją recenzję tej książki znajdziecie tutaj (klik!).
Niecałe dwa lata po tej premierze na rynek trafiła druga książka autorki, kontynuacja tamtej historii, opowiadająca o jednej z drugoplanowych bohaterek Cilce, czyli Cecilii Kein pt. „Podróż Cilki”. I tutaj znowu mówi się, że historia jest mocno wygładzona, pełna niedopowiedzeń i przekłamań. Przy tej pozycji autorka nie miała bezpośredniego źródła informacji, tak jak to było w przypadku poprzedniej książki. Trochę dowiedziała się od Sokolowa, trochę wyszukała sama w dawnych dokumentach, trochę oparła na relacji inni znających Cilkę. Jednak wygląda na to, że Morris dopuszczała do siebie tylko te fakty, które zgadzały się z jej wymysłem – znalazłam cały artykuł w The Guardian o tym jak pasierb kobiety zaprzecza większości faktów przedstawionych w książce i właśnie z tego powodu nazwisko miłości Cilki zostało zmienione z prawdziwego na fikcyjne. Wygląda na to, że oprócz kilku podstawowych faktów, większość to faktycznie czysta fikcja literacka nie mająca żadnego odwzorowania w rzeczywistości.

„Podróż Cilki” zaczyna się w momencie wyzwolenia obozu w Auschwitz. Cilka, od trzech lat funkcjonowała w obozowej rzeczywistości jako własność jednego z tamtejszych oficerów SS. Teraz, właśnie przez jej obozową funkcję zostaje oskarżona o kolaborację z wrogiem i skazana na 15 lat łagrów na Syberii. Kobieta na nowo musi się odnaleźć w nowym więzieniu, znaleźć siłę i sposób na przetrwanie. Po trzech latach w piekle, szykuje jej się pięć razy dłużej w niewiele lepszym więzieniu... Czy kobieta sobie poradzi? Jak przetrwać 15 lat w tak nieludzkich warunkach? Czy nie zatraci siebie przez tak długą niewolę?

Książka składa się z 33 rozdziałów i epilogu. Całość otwiera notka od autorki informująca o tym, że dostajemy do ręki fikcję literacką, a zamyka posłowie, w którym opowiada o zbieraniu informacji do książki, informacje dodatkowe z podstawowymi danymi rodziny bohaterki oraz podziękowania. Książka wydana jest ładnie i starannie, w zgodzie z poprzednią częścią. Nasza polska okładka podoba mi się nawet bardziej niż oryginalna.
Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego, tym razem skupia się tylko i wyłącznie na głównej bohaterce. Styl powieści jest lepszy niż w „Tatuażyście...”, widać, że autorka trochę podciągnęła swój warsztat literacki, teraz faktycznie książka bardziej przypomina powieść niż scenariusz do filmu, co zarzucałam poprzedniej powieści. Ewidentnie też autorka czuje się lepiej pisząc o kobiecie, co czuć na każdej stronie powieści. Całość czyta się łatwo i szybko.

Co do samej historii to mam z nią trochę problem. Jeśli miałabym ją traktować jako całkowitą fikcję, tylko i wyłącznie wymysł autorki, to powiedziałabym że jest to dobra historia. Opowiada o młodej dziewczynie, która wiele przeżyła i znowu zostaje wystawiona na kolejne próby. O kobiecie, która nie dba o własne dobro, a o innych, całkowicie poświęcając się dla drugiego człowieka. Kobieta odważna, ale i cały czas wątpiąca w siebie, pozbawiona w ogóle poczucia własnej wartości. Kobieta, która ostatecznie w końcu dostaje swoje szczęśliwe zakończenie.
Jednak nie jest to tak całkiem i wyłącznie fikcja literacka, prawda? Łagry były prawdziwe. Auschwitz było prawdziwe. Cecilia Klein istniała naprawdę. I tutaj, nawet jak na fikcję literacką lekko opartą na faktach, książka zawodzi. Codzienność w łagrach jest przedstawiona w bardzo kolorowych barwach. Nie jestem może ekspertem z rosyjskich obozów pracy, jednak ciągle w pamięci mam „Inny świat” Herlinga-Grudzińskiego. Może historia toczyła się kilka lat wcześniej, jednak nie wierzę, by w ciągu 5 lat warunki zmieniły się o prawie 180 stopni. Nawet biorąc pod uwagę to, że bohaterka, zamiast w kopalni, pracowała w szpitalu, to i tak codzienne traktowanie przez strażników i innych nadzorujących jest w tej powieści dziwnie przyjazne. Tak jak i w poprzedniej części, tak i tu autorka mocno popłynęła w łatwą i ładną fikcję niezwiązaną za mocno z tym, co działo się tam naprawdę. Wydaje mi się, że to spora ignorancja ze strony autorki, tym bardziej, że przed publikacją książki miała przecież dostęp do prawdy, a wybrała swoją ładną wersję wydarzeń. Trochę wydaje mi się bezczelne, by zamiast nagiąć swój wymysł do prawdy, do faktycznych wydarzeń, autorka wolała zmienić imię bohatera, wybranka Cilki i zostawić tak jak jest.

Ogólnie mam problem z oceną tej powieści. Książkę czytało się dobrze, historia była dosyć ciekawa, jednak znowu w oczy rzucało się to, jak bardzo została ona wygładzona. Tutaj jakoś mocniej mi to przeszkadza niż w „Tatuażyście...”, może  dlatego, że tamtą historię opowiedział jej człowiek, który chciał by ją opisała, a tu, mimo sprzeciwu bliskich, autorka zdecydowała się na całkowitą samowolkę. To wydaje mi się mocno nie w porządku. Niemniej książkę jakoś ocenić muszę, więc podnoszę ocenę za styl, obniżam za nieposzanowanie faktów.

Moja ocena: 6/10

Książka trafiła do mojej biblioteczki dzięki portalowi czytampierwszy.pl



stycznia 31, 2020

"Berdo" Anna Cieślar - recenzja przedpremierowa

"Berdo" Anna Cieślar - recenzja przedpremierowa

Autor: Anna Cieślar
Tytuł: Berdo
Data premiery: 26.02.2020
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 352

Od czasu założenia bloga większą uwagę przykładam do tego kim jest autor, ile książek ma na swoim koncie i w jakim wydawnictwie je wydaje. Przy debiutach informacji przeważnie jest niewiele, dlatego w takim przypadku często sugeruję się wydawnictwem. Tutaj debiut pisarski Anny Cieślar pt. „Berdo” wydany zostanie nakładem Wydawnictwa Znak, które należy do moich ulubionych. Ufam im, że nie wypuszczą na rynek czegoś, co nie jest co najmniej dobre. Dlatego bez wahania zdecydowałam się na przedpremierową lekturę, która na redakcji wydawnictwa zrobiła ogromne wrażenie. Czy również podzielam ich zachwyty? O tym za chwilę.

Bieszczady, lato. W małej chatce na odludziu żyje 38letni ojciec z 6letnim synem. Ojciec – Berdo, to kłusownik, od jego powodzenia w łowach zależy dalsze funkcjonowanie ich małej rodziny. Chłopiec, Radek, praktycznie cały swój czas spędza z ‘najbliższym sąsiadem’, z Millionen Jahren, który jest dla niego jak dziadek. Z ojcem chłopiec się nie dogaduje, nie rozumie, jak Berdo może mordować zwierzęta, jego ukochane wilki. Berdo też nie zabiega o miłość syna, woli odsyłać go do Millionen Jahrena. Jednak wszystko zmienia się pod wpływem kilku niefortunnych zdarzeń. Berdo z Radkiem ruszają w wędrówkę, która już na zawsze zmieni ich życie, ich wzajemnie postrzeganie.

Książka składa się z 15 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl powieści jest niesamowity. Niby prosty, bez specjalnych ozdobników, czy rozbudowanych zdań, ale w tej prostocie piękny. Autorka z gracją łączy słowa, z których wyłaniają się surowe, lecz zachwycające obrazy. Dokładnie takie jak krajobraz, na którym rozgrywa się większa część powieści. Naprawdę czytając tą książkę ciężko mi było uwierzyć, że jest to debiut. Piękny język, trafił prosto w moje serce.

W pierwszej połowie książka akcja toczy się nieśpiesznie. Poznajemy dokładnie jak wygląda codzienne życie dwóch bohaterów, przyglądamy się z oddali im poczynaniom. Tak, z oddali, bo autorka nie jest skora do mówienia wprost, co bohaterowie czują. Oddaje ich tęsknoty, czasem wspomnienia, ale uczuć musimy domyślać się sami. Co nie jest trudne przy tak świetnej narracji. W drugiej połowie ojciec i syn ruszają w drogę i dopiero tu dochodzi do pewnych zmian w ich myśleniu i zachowaniu.
„Czasem przypominał sobie, że w jego bieszczadzkim życiu bywały inne dni; kiedy włóczył się od rana do wieczora tak po prostu, bo las i droga wzywały go, a on chciał odpowiedzieć na wezwanie. Kiedy powracała tęsknota za dzikością i budził się zew. Odzywała się w nim niespokojna część duszy, ta, która nie pozwala mu siedzieć w chacie, kazała ruszać na szlak. Bywało, że wracał po dwóch lub trzech dniach, jakby nigdy nic, na zgrzanym koniu, spocony, ze zmierzwionymi przez wiatr włosami, zmęczony i brudny. Ale szczęśliwy.”
To piękna, ale trudna opowieść. Mówi o mężczyźnie i dziecku, którzy kompletnie nie potrafią się ze sobą porozumieć. Chłopczyk wręcz boi się ojca, a Berdo wygląda na w ogóle niezainteresowanego, raczej nie jest to materiał na ojca. Czego potrzeba by jeden zrozumiał drugiego? Czy w ogóle po 6 latach takiego traktowania da się jeszcze coś w takiej relacji zmienić? Czy w najważniejszej chwili ojciec będzie potrafił podjąć właściwą decyzję?

Przyznam, że przez pierwszą połową trochę nie byłam pewna o co chodzi. Niewiele się działo, ot, dzień jak co dzień dla bohaterów, bez większych emocji i przemyśleń. Druga część powieści jednak wszystko to wyjaśniła, uzasadniła dlaczego początek był taki, a nie inny. Ostatecznie wszystko zgrało się w jedną spójną w pełni uzasadnioną całość.

Nie chcę za wiele zdradzać o bohaterach i ich relacji, by nie odbierać Wam przyjemności z lektury. Na koniec zachwycę się jeszcze tylko pięknem przyrody, oddanej w tej powieści. Większość historii toczy się w dzikich Bieszczadach, gdzie nikt z turystów się nie zapuszcza. Lasy, łąki, góry, wiatr, słońce i dziki zew. Uwielbiam takie klimaty, a to jak autorka je w tej powieści odwzorowała, to naprawdę majstersztyk. Czułam się jakbym tam była, stała na wzgórzu razem z Berdo i delektowała się roztaczającym się zapierającym dech w piersi widokiem. Po prostu piękne.
„Wiatr pochylał ku ziemi trawy połyskujące złotem w promieniach zachodzącego słońca. Targał włosy i wzdymał koszulę na piersi, a Berdo stał i patrzył. Ciągnący się ku wschodowi trawiasty garb połoniny w gasnącym z wolna świetle dnia, wydał mu się litą, brązowozłotą skałą. Las poniżej przywodził na myśl mech, wytrwale i niepostrzeżenie pochłaniający ów kamień, by wreszcie w swoim czasie zamknąć się nad nim zupełnie zielonym kożuchem. On sam stał na wierzchołku, myci niczym mrówka faraona. Pomyślał, że właściwie nie jest niczym więcej.”
Podsumowując, „Berdo” to rewelacyjny debiut literacki. Naprawdę trudno jest mi w ogóle uwierzyć, że jest to pierwsza książka Anny Cieślar. To jak autorka posługuje się słowem, jakie pod jej piórem robi się plastyczne, mądre, acz surowe i proste, jak trafia w serce, tak dokładnie, że nawet się tego nie zauważa, a później nagle orientuje się, że po policzkach płyną łzy, to po prostu jest nie do opisania. Może Anna Cieślar by potrafiła, mi jednak brakuje na to słów 😊 Piękno, dzikość i surowość natury daje ukojenie, a jej mieszkańcy odkrywają przed czytelnikiem swoje małe życia. Historia o ciężkiej relacji pomiędzy tak różnym ojcem a synem jest napisana z wyczuciem, pełna niedomówień i sugestii. Po zakończeniu lektury wszystko nabiera pełni, staje się jedną, spójną i dobrze przemyślaną całością. Ja jestem oczarowana.

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak!



stycznia 28, 2020

"Pokrzyk" Katarzyna Puzyńska

"Pokrzyk" Katarzyna Puzyńska

Autor: Katarzyna Puzyńska
Tytuł: Pokrzyk
Cykl: Lipowo, tom 11
Data premiery: 15.10.2019
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 608

Katarzyna Puzyńska to jedno z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych polskich nazwisk z gatunku kryminału. Autorka debiutowała w 2014 roku pierwszym tomem cyklu o Lipowie pt. „Motylek”. Od tego czasu ukazało się już 11 tomów serii, a od jakiegoś czasu Puzyńska zajęła się też książkami z gatunku literatury faktu o życiu policjantów. Teraz w marcu ukaże się trzeci tom tego cyklu pt. „Policjanci. W boju”. Dodatkowo w roku 2019 autorka razem z wydawnictwem Prószyński i S-ka przeprowadzili bardzo głośną akcję charytatywną dedykowaną wdowom i osieroconym dzieciom policjantów.
Na wstępie od razu muszę przyznać, iż cykl o Lipowie należy do moich ulubionych. Każdego tomu wypatruję z przeogromną niecierpliwością, a pomiędzy tomami mocno tęsknię za klimatem z powieści. Puzyńska tworzy zawsze małe cegiełki, prócz ciekawych i mocno rozbudowach wątków kryminalnych przykłada dużą wagę do psychologii postaci i szeroko ją opisuje.

W „Pokrzyku” Weronika Podgórska szuka w okolicznych wsiach domu dla swojej matki. Podczas poszukiwań trafia do małej wioski Wnyki. Znajduje się tam stary dworek wokół którego krąży klątwa. Ktokolwiek przekroczy jego próg – umrze. Miejscowi mówią też o duchu, który w płonieniach straszy w okolicy...
W tym czasie w Wielkim Leźnie w innym dworku umiera starsza pani. Policja zostaje wezwana, bo prywatny detektyw – były mąż Weroniki widział uciekającą przez okno łazienki byłą komisarz Kopp. Starsza pani zginęła w podejrzanych okolicznościach, prawdopodobnie została zamordowana. To już drugie morderstwo, o które podejrzewana jest emerytowana policjantka - miesiąc temu była ostatnią osobą, która widziała dziennikarkę Joannę Kubiak żywą. Sama Kopp zapadła się pod ziemię, nikt nie wiem gdzie się ukrywa... Czy te dwa morderstwa są powiązane? Czy naprawdę Kopp byłaby zdolna do zabicia człowieka? Jaki związek ze sprawą ma tatuaż dziennikarki? I czy klątwa w dworku we Wnykach jest prawdziwa?

Książka składa się z prologu i 88 rozdziałów. Te podzielone są na 4 części: Piekło, Czyściec, Raj i Pokrzyk. Każdą część otwiera wyznanie mordercy przedstawione jako monolog wewnętrzny bohatera, jedynie czwarta część zbudowana jest trochę inaczej. Rozdziały, tradycyjnie, opatrzone są miejscem, datą i godziną oraz bohaterem, z którego punktu widzenia jest przedstawiony. Narracja jest trzecioosobowa w czasie przeszłym, narrator skupiony jest mocno na tym co czują i przeżywają bohaterowie. Książkę jak zawsze u Puzyńskiej czyta się przyjemnie i szybko.

W „Pokrzyku”, tak jak w każdym poprzednim tomie, poza zagadką morderstwa, która niezwiązana jest bezpośrednio ze znanymi, stałymi postaciami serii, dużo miejsca poświęca się na życie prywatne policjantów i ich rodzin. Tutaj akcja skupia się na Weronice, Danielu i Emilii, którzy znowu wikłają się w miłosne zawiłości. Daniel trwa w trzeźwości, jednak teraz jest już pewny, że to Emilię kocha. Weronika z kolei jest zdeterminowana by zostać mamą w pełnej rodzinie. Emilia jest pełna nadziei na przyszłość, pewna, że w końcu wszystko dobrze się ułoży. Czy faktycznie teraz się uda? Kto z nich znowu ucierpi? Część czytelników zarzuca serii podobieństwa do telenoweli – bohaterowie ciągle się schodzą, rozchodzą, co chwilę mają jakieś romanse i inne zawirowania. Mi to nie przeszkadza, takie są uroki rozbudowanej serii toczącej się na małym terenie. Podoba mi się jak postacie są oddane, ich charaktery są szczegółowo rozrysowane, co nie znaczy, że postępują zawsze mądrze i logicznie. To jednak jeszcze bardziej przybliża ich do postaci rzeczywistych. Każdy z nich ma jakiś bagaż emocjonalny, każdy wiele przeszedł. Po tylu tomach cyklu znam ich już bardzo dobrze, ich zachowanie jest spójne, chociaż nie sądzę, żebym któregoś z głównych bohaterów w prawdziwym życiu mogła polubić. To naprawdę skomplikowane i ciężkie charaktery 😊 No może poza patologiem, do którego od samego początku pałam sympatią 😊

Prócz dobrze znany postaci, czytelnik dostaje tutaj rozbudowaną zagadkę morderstwa. Powiązane jest ono z pewną bogatą rodziną – zamordowana to znana działaczka społeczna na rzecz kobiet. Prywatnie razem z mężem (który umarł kilka dni temu!?) adoptowali trzy dziewczynki i chłopca. Czy jednak są tak dobrzy na jakich się kreują? Co się stało w tej rodzinie? Kto zabił? I co do tego wszystkiego ma Klementyna Kopp? Akcja jest jak zawsze rozbudowana, ale dobrze przemyślana. Wciąga od pierwszej strony, a wstawki bezpośrednio od mordercy dodatkowo tylko zaostrzają ciekawość. Rozwiązanie zaskakujące, finał efektowny.

Kolejny raz Puzyńska udowodniła, że obszerne, rozbudowane wątki kryminalne połączone z psychologiczną głębią znanych bohaterów są jej mocną stroną. Dodatkowo czar małego miasteczka, otoczenie przyrody, lasy, zwierzaki, to wszystko dodaje książce klimatu i uroku. Uwielbiam wracać do Lipowa, chociaż zakończenie całości znowu powala na łopatki – jestem trochę na autorkę zła za tak ogromny zwrot akcji! Były łzy i niedowierzanie, a teraz smutek i lekkie oburzenie. Nie pozostaje mi nic innego jak znowu czekać na tom kolejny. Oby już tym razem w końcu bohaterom się poukładało!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

stycznia 27, 2020

"Osaczona" Tess Gerritsen

"Osaczona" Tess Gerritsen

Autor: Tess Gerritsen
Tytuł: Osaczona
Tłumaczenie: Elżbieta Smoleńska
Data premiery: 06.11.2019
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 240

„Osaczona” to kolejny tytuł z początkowej twórczości Tess Gerritsen zaliczanej do gatunku romansu kryminalnego. W kolejności wydawniczej ukazała się w 1993 roku jako piąta książka z tego cyklu. Nie jest to lektura wymagająca, ot, szybka i lekka rozrywka, jednak ten tytuł na tle pozostałych, które do tej pory czytałam, wypada najlepiej.

Miranda Wood pracuje w lokalnej gazecie, w Maine, jej rodzinnym mieście. Kilka miesięcy wcześniej pomiędzy nią a szefem rozwinął się romans. Richard Tremain pochodzi z bardzo wpływowej rodziny, ma żonę i dzieci, ale na punkcie Mirandy kompletnie stracił głowę. Nie okazał się jednak tak uczciwym człowiekiem jak kobieta myślała, więc po czasie postanowiła zerwać tę zażyłość. Richard jednak nie jest w stanie się z tym pogodzić, ciągle ją nachodzi. Tak też zdarza się feralnej nocy, ale Miranda nie chce się z nim widzieć – wychodzi więc na spacer. Po powrocie zostaje mężczyznę nagiego w sypialni – jest martwy, ktoś go zabił jej własnym kuchennym nożem. Kobieta od razu zostaje oskarżona o tą zbrodnię, mimo że naprawdę jest niewinna, ma przeciw sobie całe miasteczko. W tym samym czasie do rodzinnej posiadłości przyjeżdża brat Richarda, Chase, który nie do końca przekonany jest o winie kobiety...

Książka złożona jest z 15 rozdziałów. Co ciekawe i wyróżniające ją na tle pozostałych tytułów, to to, że przed pierwszym rozdziałem znajdziemy spis postaci powieści. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, najczęściej podąża za Mirandą. Styl pisarki jest lekki, książkę czyta się ekspresowo.

W tym wypadku chyba nie ma sensu skupianie się na dokładnej charakterystyce postaci, bo w tego typu książkach to akurat chyba nie jest najmocniejsza strona. Chociaż postać starszej pani, sąsiadki była rewelacyjna! Ogrodniczka, trochę dziwaczka, trochę samotniczka, skradła wręcz całe show 😉 Podobała mi się też nawet gra pomiędzy Mirandą i Chase’m, którzy mocno opierają się swoim uczuciom. To było dobre rozwiązanie, historia przez to nabierała trochę bardziej realnych kształtów.

Poza tym muszę to wspomnieć o lokalizacji miejsca akcji. To Maine w USA, małe przytulne miasteczko na wybrzeżu oceanu. Domek, którego zamordowany używał jako swojego schronienia, a który swoją drogą sąsiaduje z domem tej introwertycznej sąsiadki, jest bardzo przytulny, klimatyczny. Mogłabym tam zamieszkać. Jak na taką objętość książki to również reakcja społeczeństwa na domniemaną morderczynię jest dobrze opisana.

Oczywiście nie sposób nie wspomnieć o zawodzie, jaki większość bohaterów wykonuje. Tu akcja krąży wokół gazety, której właścicielem był zamordowany. Mamy korektorów, edytorów, naczelnych. Pracę nad artykułami, śledztwo dziennikarskie – dla mnie jeden z najlepszych tematów, jakie można znaleźć w książkach.

„Osaczona” to książka z gatunku romans kryminalny, więc oczywiście uczucie pomiędzy głównymi bohaterami też musi być, musi być trochę tych romantycznych scen. Jednak nie ma ich wiele i nie są natarczywe, więc nawet dla mnie (przeciwniczki wątków romansowych 😉) nie stanowiły za wielkiego problemu.

Myślę, że mając na uwadze gatunek, czas powstania i docelową grupę odbiorczą książki, to mogę powiedzieć, że jest to dobry przedstawiciel gatunku. Czyta się szybko i przyjemnie, zagadka jest ciekawa, otoczenie świetne. Prócz tych niewielu scen miłosnych, nie mam się do czego przyczepić, a wiadomo, że takie momenty w tym gatunku pojawić się muszą. Żeby podkreślić, że ta książka na tle trzech pozostałych wypada najlepiej, decyduję się na poniższą ocenę, ale przestrzegam, żeby sięgać po nią ze świadomością gatunku i roku powstania!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!

stycznia 25, 2020

"Bez odwrotu" Tess Gerritsen

"Bez odwrotu" Tess Gerritsen

Autor: Tess Gerritsen
Tytuł: Bez odwrotu
Tłumaczenie: Maria Świderska
Data premiery: 06.11.2019
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 240

Tess Gerritsen to jedna z najpoczytniejszych pisarek thrillerów medycznych na świecie. Jej książki sprzedawane są w ogromnych nakładach, większość trafia na listy bestsellerów. Niewielu jednak wie, że autorka swoją karierę pisarską rozpoczęła od takiego gatunku jak romans kryminalny. Debiutowała w 1987 roku książką „Telefon o północy” (recenzja tutaj– klik!) i trzymała się tego gatunku przez 8 powieści. „Bez odwrotu” zostało wydane trzecie w kolejności, w 1992 roku. Wydaje mi się, że w tej powieści aktorka trochę zmieniła koncepcję książki, co raczej nie przypadło mi do gustu – jak na razie z trzech romansów kryminalnych, które przeczytałam, ta wypada najsłabiej.

Cathy Weaver wybrała się w odwiedziny do swojej ciężarnej przyjaciółki Sarah. Jest ciemno, pada deszcz, dochodzi dwunasta w nocy. Cathy jedzie pustą drogą przeklinając w duchu, że tyle czasu zeszło jej na podróż. Jest już zmęczona, jest jej zimno, marzy o kominku i ciepłym  napoju. Nieoczekiwanie przed maską jej samochodu pokazuje się kształt, Cathy hamuje z całej siły, jednak uderza lekko w przeszkodę. Przerażona wyskakuje z auta – potrąciła mężczyznę. Victor jest przytomny, jednak mocno poszkodowany, Cathy chce go zawiedź do szpitala. Kiedy pomaga mu się podnieść, widzi, że mężczyzna mocno krwawi z ramienia. Okazuje się, że został postrzelony. Co robił o tej porze w lesie? Kto do niego strzelał? I czy pomagając mężczyźnie Cathy nie ściągnie na siebie kłopotów?

Książka złożona jest z prologu i 14 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, główną uwagę skupia na Cathy i Victorze. Styl powieści jest lekki, jednak nie mogę powiedzieć, że książkę czyta się szybko... Odkładałam ją naprawdę wiele razy, przez co czytałam ją trzy razy dłużej niż zakładałam...

W dwóch poprzednich (wcześniejszych) książkach podobało mi się to, że autorka większą uwagę przywiązywałam do wątku kryminalnego niż do romansowego, wszystko było opisane ze smakiem, wyważone. To mam wrażenie, że się trochę pogubiła lub chciała spróbować czegoś innego – według mnie kompletnie się to nie sprawdziło. Wątek romansowy wyskakuje tu cały czas na pierwszy plan, przez co jego banalność i naiwność mocno rzuca się w oczy.

Cathy to kobieta przed 40stką, po rozwodzie, bezdzietna, mimo iż bardzo chciałaby to zmienić. Jest charakteryzatorką filmową i ciągle pracuje razem z byłym mężem. Jej przyjaciółka Sarah też niedawno się rozwiodła, jednak wzięła sprawy w swoje ręce i zaszła w ciążę dzięki nasieniu dawcy z banku spermy. Cathy ją podziwia, ale sama nie odważyłaby się na taki krok. Obydwie kobiety mają obsesję na punkcie macierzyństwa i wielkiej miłości, jednak obie mocno się sparzyły na związkach, o czym cały czas wspominają.
Victor, po nocy w szpitalu, odnajmuje Cathy i od razu para się w sobie zakochuje, po trzech dniach już wyznają sobie wielką miłość. Trochę to naciągane i kompletnie nieżyciowe, nawet jak na ten gatunek literacki.

Co do wątków kryminalnych, to zdecydowanie ich bym tak nie nazwała. To raczej sensacja, para ciągle jest w ruchu, cały czas ucieka przez płatnym mordercą, są pościgi i strzelanki. Tutaj też jest sporo dziwnych, wręcz groteskowych sytuacji, które zdecydowanie nie poprawiają odbioru lektury.

Ogólnie mam wrażenie, że autorka z wszystkim to przesadziła. Jest za bardzo teatralnie, dzieje się za dużo i za szybko. Postacie są płaskie, ich zachowanie bardzo naiwne i na pokaz. Jedyne co mi się tu podobało, to pomysł na fabułę, szkoda tylko że zamiast bardziej rozwinąć ten wątek, autorka wolała się skupić na seksualnych i miłosnych uniesieniach postaci.

Moja ocena: 4/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!

stycznia 22, 2020

"Maszyny takie jak ja" Ian McEwan

"Maszyny takie jak ja" Ian McEwan

Autor: Ian McEwan
Tytuł: Maszyny takie jak ja
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Data premiery: 02.10.2019
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 352

Ian McEwan to jedno z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk wśród brytyjskiej współczesnej literatury. Autor debiutował w 1975 roku i od tego czasu tworzy nieprzerwanie. Otrzymał wiele wyróżnień i nominacji literackich, w tym Nagrodę Bookera za powieść „Amsterdam”, a spora liczba jego powieści została zekranizowana (kto nie zna filmu „Pokuta”? 😉 )W Polsce, jeśli dobrze policzyłam, ukazało się aż 18 jego opowieści i opowiadań, najnowsze to „Maszyny takiej jak ja”.  Dla mnie to była pierwsza styczność z twórczością autora, przez co nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać. Żałuję, że nie sięgnęłam po jego powieści wcześniej, nie mogę teraz spojrzeć na tę przeczytaną szerzej, nie mam porównania do innych, ale na pewno zamierzam to nadrobić.

Rok 1982, Anglia, rzeczywistość alternatywna. Alan Turing żyje, woja o Falklandy zakończyła się porażką, a The Beatles po wielu latach milczenia wydali nowy album z udziałem orkiestry symfonicznej. Postęp technologiczny jest dużo bardziej zaawansowany niż w naszych rzeczywistych aktualnych czasach, właśnie na ogólnodostępny rynek zostały wypuszczone pierwsze roboty wyposażone w sztuczną inteligencją wyglądające dokładnie tak jak ludzie. To nowi Adamowie i Ewy. Charlie Friend, trzydziestotrzyletni kawaler, ze spadku po matce nabywa jednego z Adamów. Charlie nie jest bogaty, wręcz przeciwnie, mieszka w malutkim mieszkanku, by przeżyć z miesiąca na miesiąc inwestuje w giełdę, jednak jest fascynacja technologią i sztuczną inteligencją jest tak duża, że na zakup Adama jest w stanie przeznaczyć wszystkie swoje pieniądze. Razem z sąsiadką Mirandą, młodą studentką ożywiają maszynę i kształtują jej osobowość. Czy życie ramię w ramię ze sztuczną inteligencją jest możliwe? Czy Adam jest w stanie funkcjonować jak człowiek? I co to znaczy dla nas, dla prawdziwych ludzi? To tylko kilka z wielu pytań, które stawia nam autor.
„Reklamowano go jako towarzysza, intelektualnego ‘sparingpartnera’, przyjaciela i powiernika, który mógł zmywać naczynia, słać łóżka i ‘myśleć’. Rejestrował i zachowywał w pamięci wszystko, co usłyszał i zobaczył.”
Książka złożona jest z 10 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego, narratorem jest Charlie. W powieści nie znajdziemy na pewno pędzącej akcji, dynamicznych, energicznych dialogów. Wydarzenia płyną wolno, a książka po pierwsze skłania do refleksji, porusza tematy i zagadnienia, które wręcz przerażają aktualnością. Styl jest płynny, ale wymagający uwagi, na pierwszych stronach trochę przestraszyłam się dużej wiedzy i mądrości płynącej z kart powieści, jednak szybko przyzwyczaiłam się do tego stylu i ostatecznie książkę czytało się bardzo przyjemnie.

Zawsze im książka jest mądrzejsza, niesie ze sobą dużą wiedzę, zadaje wiele pytań, na które nie zawsze są odpowiedzi, tym bardziej nie wiem co o niej napisać, bo cokolwiek by nie napisała, to i tak nie będzie oddawać natury książki, jej złożoności i głębi. Tutaj nie wystarczy, że opowiem Wam o Charlie’m i Mirandzie, bo to nie o postacie i zagadkę czy akcję chodzi, a o przesłanie i zadawanie pytań. Ale spróbujmy.

McEwan kreśli tutaj obraz społeczeństwa, którego zaawansowanie technologiczne ciągle przekracza nasze rzeczywiste, jednak nie jest to obraz fantastyczny – to na pewno się wydarzy. Już teraz zalewani jesteśmy przez boty, które nie tylko w sieci udają prawdziwe osoby, ale także obsługują rozmowy telefoniczne, umawiają spotkania, rozwiązują proste problemy. Robotyka ciągle również idzie na przód, całe wyposażenie wojskowe oparte o tą dziedzinę wzbudza we mnie przerażenie. To już tylko kwestia czasu aż któraś z firm zbuduje robota wyglądającego jak człowiek. To jest nasza przyszłość i na pewno nie jest ona bardzo odległa. W powieści, głównie dzięki Turingowi, który wprowadził prace nad sztuczną inteligencją na wyższy poziom i udostępnił całe swoje badania bezpłatnie dla wszystkich zainteresowanych, ta przyszłość już nadeszła. Do rąk ludzi oddano maszynę, która nie tylko wygląda jak człowiek, ale zachowuje się jak człowiek, uczy się, myśli, a jak sama twierdzi – również odczuwa. Więc czym różni się od człowieka? Czy można ją traktować na innych prawach niż ludzi? Co czyni nas ludźmi? Biologia? Świadomość? Poczucie własnego ‘ja’? Jaką władzę ma człowiek nad tą maszyną? To że ją kupił pozwala mu decydować o jej losie? Jak nauczyć maszynę nielogiczności człowieka? Czy zemsta czy kłamstwo wykonane w dobrej wierze jest dopuszczalne? Przecież z założenia kłamstwo jest potępiane, prawda? Kto ma rację – człowiek, który nagina swoją rzeczywistość do własnego zdania czy maszyna, która widzi wszystko obiektywnie i nieważne kogo skrzywdzi po drodze dąży do obiektywnej prawy i sprawiedliwości? Czy w ogóle człowiek może zrozumieć postępowanie maszyny, a maszyna człowieka? Czy  w ogóle sztuczna inteligencja jest w stanie funkcjonować obok człowieka? W końcu to człowiek niszczy planetę, więc by uratować ziemię maszyny mogą postanowić zniszczyć te największe zagrożenie dla istnienia Ziemi, prawda? Ile ich może powstać, by nie skrzywdzić człowieczeństwa a mu pomóc? Czy w ogóle człowiek ma prawo o tym decydować? To tylko część pytań, które nasuwają mi się po przeczytaniu tej lektury.
„Już niedługo większość z nas będzie musiała zastanowić się ponownie, po co żyjemy. Nie po to by pracować. Łowić ryby? Uprawiać zapasy? Uczyć się łaciny?”
Prócz rozważań na tematy egzystencjalne McEwan przedstawia też społeczno-ekonomiczne skutki tak zaawansowanej technologii. Przewiduje wielkie bezrobocie, strajki i ostatecznie konieczność przebudowania całego prawa społecznego, na którym opiera się nasze życie. Uświadamia też, że mimo całej tej technologii i umiejętności jej wykorzystywania, zawsze jednak musi być jakiś przegrany. To, że jesteś w stanie korzystać z dostępnych technik i wiedzy, nie znaczy, że jesteś niepokonany.

Ostatnia kwestia, którą chciałabym poruszyć przy tym tytule to efekt motyla. W powieściowej rzeczywistości jeden człowiek, który tam dożył starości, a w prawdziwej rzeczywistości popełnił samobójstwo, spowodował tak duży rozwój technologiczny. To znaczy, że każde istnienie ma znaczenie, każda mała rzecz może doprowadzić do ogromnej zmiany. Jeden człowiek, a wręcz jedna, pozornie nieważna dla świata decyzja może mieć wpływ na tysiące, miliony...

Podsumowując, „Maszyny takie jak ja” to książka poruszająca jeden z najważniejszych tematów aktualnych czasów. Poprzez wydarzenia w fabule zmusza do stawiania pytań, zastanowienia się nad sensem człowieczeństwa i mocy sprawczej człowieka. To książka ważna i mądra, dla czytelnika, który nie szuka w lekturze tylko rozrywki, a chce czegoś więcej.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Albatros!

stycznia 20, 2020

"Ktoś, kogo znamy" Shari Lapena - recenzja przedpremierowa

"Ktoś, kogo znamy" Shari Lapena - recenzja przedpremierowa

Autor: Shari Lapena
Tytuł: Ktoś, kogo znamy
Tłumaczenie: Piotr Kuś
Data premiery: 28.01.2020
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 336

„Ktoś, kogo znamy” to już 6 książka w dorobku kanadyjskiej pisarki Shari Lapeny. Autorka debiutowała w 2008 roku, a światowy rozgłos zyskała 8 lat później książką „Para zza ściany”. Na polskim rynku do tej pory ukazały się trzy thrillery, „Ktoś, kogo znamy” jest czwartym, a jego premiera zapowiedziana jest na 28 stycznia. Osobiście o autorce słyszałam już dawno, jednak aż do teraz nie miałam okazji zapoznać się z jej książkami. Czy jest to nazwisko na które warto zwrócić uwagę?

Historia zawarta w powieści „Ktoś, kogo znamy” toczy się w małym amerykańskim miasteczku. Rok temu w okolicy zamieszkało młode małżeństwo – ona – Amanda - niesamowicie piękna i kusząca, świadoma swoich atutów, on – Robert - uprzejmy i równie przystojny. Prócz jednej powitalnej imprezy raczej trzymali się na uboczu, Amanda jednak pracowała jako freelancer w okolicznych firmach. Teraz, z początkiem października Robert zgłasza jej zaginięcie. Policja jest jednak przekonana, że kobieta zwyczajnie opuściła męża. Sytuacja zmienia się, gdy z okolicznego jeziora zostaje wyłowiony samochód kobiety razem z jej ciałem w bagażniku... Sąsiedzi są przerażeni, większość pewna jest, że odpowiedzialny za to jest Robert.
W tym samym czasie Olivia Sharpe odkrywa, że jej szesnastoletni syn zyskał ostatnio nowe hobby – pod nieobecność właścicieli włamuje się do okolicznych domów i przegląda ich komputery... Kobieta jest wstrząśnięta, razem z mężem od razu zwracają się po poradę do prawnika, jednak w międzyczasie, by uspokoić własne sumienie Olivia robi coś, czego zdecydowanie nie powinna...

Książka kompozycyjnie złożona jest z prologu i 39 krótkich rozdziałów, które podzielone są dodatkowo na osobne sceny oddzielone gwiazdkami. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego, wyjątkiem jest prolog i ostatni rozdział, w których wypowiada się morderca w narracji pierwszoosobowej. Pozostała akcja rozłożona jest na kilka osób z sąsiedztwa, które są zaangażowane w obydwie sprawy. Każda scena tyczy się innej osoby, przez co narracja jest w ciągłym ruchu. Przez większą część lektury byłam z niej w miarę zadowolona, dopiero pod koniec zaczęło mi te ciągłe ‘skakanie’ trochę przeszkadzać – scenki wydawały mi się trochę za krótkie. Ogólnie styl jest prosty i przyjemny w odbiorze, nie trzeba się przy nim wysilać.
„— A ja uważam, że to nie on. Robert nie byłby w stanie jej zamordować. Sądzę, że zrobił to ktoś inny. — Kto? — Tego nie wiem. Ktoś obcy… ktoś, kogo nie znamy.”
Jak wspomniałam, bohaterów mamy tutaj kilku. Jest nastolatek uzależniony od dreszczyku emocji i jego dawny przyjaciel, który nie radzi sobie z problemem alkoholowym. Są jego rodzice, którzy nie wiedzą co z tym zrobić. Jest mąż zaginionej, który zachowuje się ciut podejrzenie. Są jego sąsiadki, z których jedna z nich ewidentnie ma też jakąś tajemnicę... W końcu jest też policja, dwójka detektywów, którzy pakują się w te wszystkie sąsiedzkie sekrety. Przez to, że jest ich tylu, nie możemy poznać ich dokładnie, a co za tym idzie nie do końca wiemy czego można się po nich spodziewać. Ogólnie jednak postacie są dobrze i ciekawie poprowadzone, jedynie chwilami miałam wrażenie, że kobiety w tej powieści są bardzo naiwne. Dziwne, bo przecież książkę napisała kobieta.

Co do samej akcji powieści to jest ciekawie poprowadzona. Z każdą stroną na jaw wychodzą nowe sekrety, a my poznajemy myśli i obawy bohaterów. To ciekawy wgląd z małą sąsiedzką społeczność, gdzie pozornie każdy wie o każdym wszystko, a w rzeczywistości jednak każdy okazuje się ślepym na problemy innych.
„Co zrobić, żeby w dzisiejszych czasach dobrze wychować dziecko, skoro wokół jest tyle zła, tyle nienawiści, chociażby w wiadomościach telewizyjnych. Ludzie nie mają żadnego szacunku dla przyjętych zasad.”
W książce jak to w thrillerach około rodzinnych bywa, poruszane są takie tematy jak zaufanie do najbliższej osoby, problemy małżeńskie i rodzicielskie. To co odróżnia tą powieść od pozostałych to właśnie ta mała sąsiedzka wspólnota. Chwilami miałam skojarzenie, że czytam skrzyżowanie „Małych kłamstewek” z „Gotowymi na wszystko”.

Ogólnie książkę czyta się lekko i szybko. Nie wymaga dużej uwagi, ot rozrywka na jeden, maksymalnie dwa wieczory. Akcja jest na tyle ciekawa, że ma się ochotę lekturę kontynuować, ale nie jest aż tak trzymająca w napięciu, by z nerwów obgryzać paznokcie. Ja czytałam książkę w pdfie i nauczona już wcześniejszymi doświadczeniami, wiem, że w papierze lub gotowym ebooku będzie się ją czytać przyjemniej. Nie mogę jednak przymknąć oka na te dwie wymienione wcześniej kwestie, które trochę obniżyły moją przyjemność z lektury, dlatego też minimalnie muszę ocenę za to obniżyć. Na pewno jednak w przyszłości będę chciała sprawdzić pozostałe książki autorki, bo słyszałam o nich wiele dobrego.

Moja ocena: 6,5/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!