sierpnia 19, 2022

"Pojechałam do brata na południe" Karin Smirnoff

"Pojechałam do brata na południe" Karin Smirnoff

Autor: Karin Smirnoff
Tytuł: Pojechałam do brata na południe
Cykl: Saga rodziny Kippów, tom 1
Tłumaczenie: Agata Teperek
Data premiery: 18.05.2022
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 352
Gatunek: literatura piękna
 
Karin Smirnoff to szwedzka pisarka, o której świat usłyszał pod koniec zeszłego roku – wtedy to Wydawnictwo Polaris ogłosiło, że to właśnie ona napisze trzy kolejne tomy sagi kryminalnej „Millennium”. Ja przyznam, że nie czytałam tej serii, dlatego też i ten news mnie ominął. Za to teraz miałam przyjemność sięgnąć po jej debiut z 2018 roku, który był nominowany do Nagrody Augusta. Zresztą wiadomość o tej książce też dotarła do mnie na kilka miesięcy po polskiej premierze, ale cieszę się, że mimo wszystko o niej usłyszałam! Jest to tom pierwszy sagi o rodzinie Kippów, trylogii, której dwa kolejne tomy zyskały tę samą nominację, co pierwszy. Ja po lekturze tego już nie mogę się doczekać kolejnych! I to nie tylko ze względu na czarujące okładki 😉
 
Fabuła powieści jest dosyć prosta. Jana, trzydziestosześcioletnia kobieta, wraca do swojej rodzinnej małej szwedzkiej wioski. Wróciła ze względu na swojego brata bliźniaka, który, wygląda na to, że postanowił zapić się na śmierć. Jednak czy to jest jedyny powód? Wydaje się, że Jana przed czymś ucieka. Jednak czy Smalånger to faktycznie dobre miejsce do ucieczki? Już chwilę po przyjeździe dopadają ją wspomnienia z trudnego, pełnego przemocy dzieciństwa. Do tego dochodzi jeszcze jakaś obsesja miasteczka na punkcie Marii, kobiety, który umarła w podejrzanych okolicznościach kilka miesięcy przez powrotem Jany… Czy to nie będzie dla niej za wiele? Czy Jana da radę to wszystko znieść?
„Powrócić do wsi to jak trafić do truman show. Wszystko toczyło się tu jednym cyklem. Ludzie przemieszczali się dokładnie o tych samych porach. Rzeczywistość zapętlona w znak nieskończoności.”
Książka składa się z 51 rozdziałów poprzedzonych wierszem Helmera Grundströma. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Janę. Styl powieści… no właśnie, to jedna z głównych cech wyróżniających ten tytuł na naszym rynku. Książka pisana jest bez znaków interpunkcyjnych, prócz kropek na końcu zdania. Nie ma zaznaczonych dialogów, nie ma dużych liter, prócz znowu – tych na początku zdania. Nazwy własne pisane są z małej litery, imiona i nazwiska pisane razem jako jeden wyraz. Z początku na pewno nie jest łatwo wbić się w rytm lektury, trudno jest się przyzwyczaić do braku przecinków – w końcu często to one nadają sens zdaniu. Jednak już po kilku stronach odbiór całkowicie się zmienia, czytelnik dostosowuje się to rytmu powieści i wtedy brak interpunkcji jest już dodatkowym smaczkiem świetnej powieści, a nie czymś, co sprawia kłopot w lekturze. Warto też tu przyjrzeć się samemu językowi – jest prosty, surowy, mocno dosadny, a może wręcz i oschły. Tłumaczka w posłowiu pisze, że język zapisany jest tu na podobieństwo tego mówionego, i faktycznie, jest w tym sporo racji. Czytelnik polski też nie ma tu specjalnie łatwo – często spotykamy słowa szwedzkie, nieprzetłumaczone, co pozornie dodatkowo od tekstu odpycha, a jednak tak naprawdę przyciąga. Bo przy tej powieści warto lekko się wysilić. W oszczędnych słowach dostajemy historię przejmującą i mocno złożoną, brutalną, ale i momentami zabawną i może nawet dającą nadzieję, że nie wszystko stracone?
„Wracałam do samochodu ogarnięta nagłą żądzą cmentarnego wandala by przewracać tablice i wyrywać rośliny z korzeniami.”
Jana jest ciekawą bohaterką. Wydaje się nie mieć swojego miejsca na ziemi, sama mówi, że jak tylko pojawia się coś, co mogłoby ją przytrzymać w jednym miejscu, to wtedy ucieka. Dlaczego?
„Nigdy więcej tam nie wrócę.
Nie jestem osobą która zostaje.
Wynosiłam się gdy tylko coś zaczynało się kleić.”
Szybko po jej powrocie do rodzinnego domu poznajemy historię jej dzieciństwa, jej i jej brata bliźniaka. Ich dzieciństwo naznaczone było strachem przed brutalnym ojcem, który znęcał się nad nimi w każdy możliwy sposób.
„Oociec uważał że bror jest cherlawym słabeuszem który musi popracować nad swoją męskością a do tego najlepiej nadaje się praca fizyczna i lanie.
Oociec uważał że ja jestem cherlawą słabeuszką która musi popracować nad swoją kobiecością a do tego najlepiej nadaje się gruntowanie sprawności niewieścich na przykład dojenia krów i innych sutków.”
Wspomnienia Jany są naprawdę szokujące, a oszczędny styl, tylko to wrażenie pogłębia. A najgorsze wydaje się to, że ich matka to wszystko widziała, a nie reagowała… Charakter Jany był zawsze podszyty tym strachem, ale i buntem – dziewczyna naprawdę miała momentami dosyć. To wszystko przełożyło się na to, kim jest teraz – niezdolna do głębszych relacji. Czy próba pogodzenia się z przeszłością może w tym coś zmienić? I czy w ogóle Jana chcę się z nią godzić?
„(…) i to było dla brora najgorsze. Współczuł aatce podczas gdy ja nienawidziłam obojga rodziców.”
W książce świetnie oddane są relacje społeczne małego miasteczka. Szczególnie te zawarte we wspomnieniach, kiedy to bogobojni ludzie unikali jak ognia wtrącania się w sprawy sąsiadów. Nawet teraz mała wioska rządzi się swoimi prawami – plotki szybko się roznoszą, ciekawość mieszkańców odnośnie życia innych jest ogromna, czasami wydaje się pozbawiona granic, jednak do czynów nikt specjalnie się na pali.
„Nie mogłam sobie wyobrazić zakochanego nikogo z naszej rodziny. Nie byliśmy kochającą rodziną. Byliśmy nosicielami genów którzy wydawali na świat potomstwo i robili co trzeba. Zwykle w najgorszy możliwy sposób i z marnym skutkiem.”
Jana zatrudnia się w opiece nad starszymi i potrzebującymi, przez co spotyka wielu ludzi z przeszłości. Czy to pomoże jej zrozumieć dlaczego jej życie potoczyło się tak nieszczęśliwie? Na pewno taka praca ułatwi jej odkrycie zagadki Marii, która okazuje się femme fatale wioski.
„Maluję żeby zrozumieć. Tylko dlatego maluję. Maluję by dotrzeć do najgłębszych pokładów pamięci.”
Myślę, że „Pojechałam do brata na południe” jest książką przede wszystkim zastanawiającą się jak duży wpływ trudne dzieciństwo ma na dorosłego człowieka. Razem z Janą przyglądamy się relacjom rodzinnym, które swoją toksycznością każą kolejne pokolenia. Czy jednak kiedy uświadomimy sobie, co w tych zachowaniach było złego, to czy będziemy mogli przerwać ten przeklęty krąg? I czy Jana jest w stanie postarać się wystarczająco, by coś zmienić, czy w ogóle tego chce?
„Pytałem jak bóg może być dobry skoro pozwala żyć panikippo podczas gdy moja mama umarła.
To nie wina boga odpowiadał. Ten kogo bili sam będzie bił.
Spytałem co w takim razie stanie się ze mną a on długo się zastanawiał zanim odpowiedział.
Sam o tym zdecydujesz oświadczył w końcu. Sam zdecydujesz kim chcesz być.”
Muszę przyznać, że ten tytuł zrobił na mnie duże wrażenie. Poczynając od świetnej okładki, poprzez oryginalny styl, aż po surowość małego szwedzkiego miasteczka i toksycznej rodziny kończąc. Jest to proza, która trochę od czytelnika wymaga, ale jest tak rytmiczna i tak fajna w swojej oryginalności i oszczędności, że na pewno trudno będzie o niej zapomnieć. Ja już czekam na drugi tom, jestem pewna, że szybko zatęsknię za dziwnością Jany!
„Oboje byli martwi. Niech spoczywają w niepokoju pomyślałam z dawnego przyzwyczajenia.”
Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 18, 2022

"To jeszcze nie koniec" Michal Sýkora - premierowa recenzja patronacka

"To jeszcze nie koniec" Michal Sýkora - premierowa recenzja patronacka

Autor: Michal Sýkora
Tytuł: To jeszcze nie koniec
Cykl: podinspektor Marie Výrová, tom 2
Seria: Czeskie Krymi
Tłumaczenie: Krzysztof Wołosiuk
Data premiery: 18.08.2022
Wydawnictwo: Afera
Liczba stron: 312
Gatunek: kryminał
 
W zeszłym roku rozpoczęła się moja przygoda z czeskim kryminałem i to właśnie Michal Sýkora był pierwszym autorem tego kraju, z którego książką miałam styczność. Był to kryminał „Człowiek Pana Ministra” (recenzja – klik!), który ogólnie zrobił na mnie pozytywne wrażenie, choć narzekałam trochę na ilość wątków politycznych. Teraz, niecałe półtora roku później, po czterech innych czeskich kryminałach, wracam do niego znowu, jednak tym razem bez polityki! Ale o tym za chwilę 😉
 
Fabuła „To jeszcze nie koniec” toczy się wczesną wiosną 2012 roku. Podinspektor Marie Výrová zostaje poproszona przez swojego komendanta o zbadanie sprawy sprzed lat, z sierpnia 1987 roku. Ma przyjrzeć się jej po cichu, nie otwierając śledztwa oficjalnie. Do takiej decyzji komendanta nakłonił znajomy pisarz, którego żona była wtedy jako nastolatka zamieszana w tę sprawę, a która do teraz nie daje jej spokoju. Może jeśli Marie odkryje co się wtedy stało, to jego żona w końcu będzie mogła żyć dalej? A on może i napisze o tym książkę? Nie jest to jednak temat prosty, bo nie dosyć, że od zbrodni minęło 25 lat, to sprawa dotyczyła brutalnego morderstwa sześciomiesięcznego dziecka… Czy mimo to Marie zdoła odkryć co się wtedy tak naprawdę stało?
 
Książka rozpisana jest na pięć części. Pierwsza to tak jakby prolog – przedstawia wydarzenia z sierpnia 1987 roku. Pozostałe cztery rozdziały toczą się już w roku 2012. Całość składa się z 30 rozdziałów w trzecioosobowej narracji czasu przeszłego. Narrator skupia się przede wszystkim na Marie, choć zdarzają się rozdziały opisujące poszczególnych członków rodziny zamieszanych w tę sprawę. Styl jest bardzo przyjemny, lekki, i choć może nie ma w powieści specjalnie dużo dialogów, to książkę czyta się szybko i płynnie.
 
W „To jeszcze nie koniec” Sýkora zaprezentował się czytelnikom z całkiem innej strony niż przy swojej pierwszej powieści. Tym razem skupił się na zbrodni, że tak powiem, kameralnej, bo popełnionej w zaciszu ogniska domowego. No prawie, bo zdarzenie miało miejsce na podwórku przed domem. Świadkiem na chwilę przed tym była nastoletnia dziewczynka, która spędzała wakacje u dziadków swoich koleżanek. Pozostali przesłuchani mieszkańcy i sąsiedzi byli pewni, że nikt obcy się na posesję nie dostał. Za morderstwo szybko osądzona została matka dziecka – czy zabiła w wyniku depresji poporodowej? Zbrodnia jednak wydaje się nad wyraz krwawa, by faktycznie mogła to zrobić. I tak autor zmusza nas do obserwacji zależności i więzi rodzinnych zarówno w roku 1987, jak i na 25 lat po zbrodni. Tamtego lata w rodzinie panowała lekka niezgoda – dlatego też przyglądamy się trójce braci (ojcom dziewczynek) po kolei. Ktoś był zazdrosny? Ktoś coś wiedział? Ale chyba nie na tyle, by popełnić taką zbrodnię?! A jak sprawa ma się w 2012 roku? Tamta zbrodnia ewidentnie mocno na rodzinę wpłynęła. Rozluźniła więzi? Dlaczego? Czy w obliczu takiej tragedii nie powinni się wszyscy wspierać?
 
Autor dobrze oddał też tło końcówki lat 80tych, kiedy to w Czechach dało się już czuć nadchodzące zmiany. I tu pojawia się niewielki wątek polityczny, jednak jest on potrzebny, bo dobrze zrozumieć relacje w tej rodzinie, a jest na tyle mały i na tyle zgrabnie opisany, że nawet ja nie mam co do niego zastrzeżeń. Podobało mi się też jak przedstawiona została mała wioska, w której żyła rodzina Třebovickich. Jak zareagowało na tę zbrodnię społeczeństwo? Ewidentnie nie miało problemów, żeby szybko osądzić…
 
Do tego dochodzą wspomniane nastolatki, które w tamtym czasie spędzały wakacje u dziadków, gdzie doszło do tragedii. Jedna z nich była przywódczynią, która raczej nie pałała miłością do wujostwa i ich malutkiego syna. Dziewczyna zdawała się krnąbrna i zbudowana, ale chyba nie na tyle, by zabić? Książki, jakie w tamtym czasie czytały, raczej wzbudzają tylko niepewność – to stare ballady, dosyć straszne, o morderstwach i potworach… Dziewczynki mocno się w nie wczuwały, więc czy te lektury mogły wpłynąć aż tak znacząco na ich wyobraźnie, by czytelnik jednak powinien mieć wątpliwości co do ich czystego sumienia?
 
Intryga kryminalna rozpisana jest sprawnie i choć akcja nie toczy się specjalnie dynamicznie, to fabuła wypada naprawdę zajmująco. To jeden z tych kryminałów, gdzie trzeba dobrze poznać tło i wszystkie zaangażowane postacie, by móc zacząć wyciągać jakieś wnioski. Ja tym razem dosyć szybko domyślałam się, kto faktycznie stoi za morderstwem, jednak nie umniejszyło mi to w żadnym stopniu przyjemności z lektury.
 
Podsumowując, „To jeszcze nie koniec” mocno mnie zaskoczyło. Jest to książka całkowicie inna od debiutu autora, choć nadal wpisuje się w jedną serię. To jednak nie znaczy, że czytelnik musi czytać książki chronologicznie – są tak różne, że naprawdę nie ma to znaczenia. W tym tomie znalazłam wszystko to, co lubię. Spokojne śledztwo, zagadkę z przeszłości i skupienie na relacjach społecznych. Do tego lekki i przyjemny styl, dzięki czemu książkę czytało się bardzo fajnie. Naprawdę dobrze się przy niej bawiłam! Mam nadzieję, że kolejne tomy tej serii okażą się podobne do tego 😉
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo oraz objęcia jej swoim patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Afera!

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 17, 2022

Book tour z "Wróciło"!

Book tour z "Wróciło"!

W lipcu dużo się działo na blogu pod względem patronackim, w sierpniu zatem pora na book toury! Na pierwszy ogień bierzemy "Wróciło", kryminał Justyny Stanisz, który na naszym rynku jest już od ponad miesiąca. To książka dla tych, którzy by dobrze się bawić nie potrzebują morza krwi, a dobrej zagadki kryminalnej. Tej sięgającej lata wstecz. Jeśli więc lubicie sięgać po takie historii, to i ta na pewno przypadnie Wam do gustu!

A jeśli przegapiliście recenzję tego tytułu to zapraszam tu - klik!, a tu znajdziecie wywiad z autorką książki - klik!

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autorki oraz profil Wydawnictwa BookEdit w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w czwartek.
Książka ruszy w podróż w czwartek wieczorem, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa, autora książki i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @maniaczka_ksiazek 
2. @mirkowo3 opinia - klik!
3. @ruda.czyta opinia - klik! 
4. @monika.deren opinia - klik!
5. @i.krasnodebska opinia - klik!
6. @annadyczko_mczas opinia - klik! 
7. @maria.j.sokolowska opinia na blogu - klik!
8. @naksiazkach opinia - klik! 
9. @marzaczyta opinia - klik! 
10. @pierwsza.ostatnia.strona opinia - klik! 
11. @natura_ksiazka_i_ja opinia - klik!
12. @czytam_dla_przyjemnosci opinia - klik! 
13. @justyna6353 opinia - klik! 
14. @adziktworzy opinia - klik!
15. @marzenaguzior opinia - klik!
16. @ebertowskaanka opinia - klik! 
17. @patrycjadziembor opinia - klik!
18. @szyszka_czyta opinia - klik!
19. @izabelawatola 
20. @zaczytana_panna 
21. @mamazaczytana opinia - klik!
22. @ksiazka_na_przesluchaniu opinia - klik!
23. @littleanula_andthebooks 
24. @poczytane_zapisane (książka jest tu od 31.01)

sierpnia 16, 2022

Wygraj "Bullet train. Zabójczy pociąg"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Bullet train. Zabójczy pociąg"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

 

Książka japońskiego autora Kotaro Isaka pt. "Bullet train. Zabójczy pociąg" na naszym rynku dostępna jest dokładnie od trzech tygodni. W kinach możemy też już zobaczyć film, który powstał na jej podstawie o tym samym tytule, z tym że w produkcji amerykańskiej - w głównej roli Brad Pitt! Ja, jak wiecie, czytałam ją już dosyć dawno, gdyż zdecydowałam się na objęcie jej swoim patronatem medialnym. Bo była to naprawdę ciekawa i oryginalna przygoda! Połączenie thrillera o płatnych zabójcach z mocnym wątkiem humorystycznym osadzone w znanym z klasyki motywie zamkniętego pokoju. Z tym, że tu ten 'pokój' pędzi prawie 300km/h 😉 Brzmi ciekawie? Jeśli tak, to zapraszam na udział w konkursie, w którym mam do rozdania aż pięć egzemplarzy tej powieści!

A jeśli ominęła Was moja recenzja tego tytułu, to zapraszam tu - klik!


Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Skoro lekko ponad tydzień temu w kinach pojawiła się ekranizacja "Bullet train", to mam dla Was pytanie, które od dawna dzieli czytelników, dobrze więc zastanówcie się nad swoim uzasadnieniem odpowiedzi 😊
Najpierw książka, potem film czy odwrotnie? 
Swoje zdanie krótko uzasadnij.

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie i nieszablonowo - tym lepiej!


Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 16 do 20 sierpnia do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG 22 sierpnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę pięć, które moim zdaniem będą najciekawsze.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
22.08 aktualizacja - wyniki konkursu:
Przyznam, że byłam bardzo ciekawa czy ktoś z uczestników wyłamie się z ogółu krzyczącego, że najpierw książka potem film, ale tak, znalazło się kilku śmiałków 😊 Co i tak wcale w wyborze zwycięzców nie pomogło - przyznam, że chyba z godzinę myślałam nad tym, kogo powinnam nagrodzić! Jednak jakiś werdykt musi zapaść, więc dzisiaj książkę wygrywają:

Blog:
1) Natalia Goździak


FB:
2) Monica Stelmasz
A ja powiem tak - jeśli chce się uniknąć rozczarowania - warto zdecydować się TYLKO na jedną z tych opcji.
Książka - to uczta sama w sobie, bowiem aktywuje wyobraźnię i pozwala nam kreować nasze własne obrazy w głowie. Film natomiast - jest tylko wizją reżysera - która w 99% będzie się różnić od naszych wyobrażeń z lektury.
Jako niepoprawna książkoholiczka i fanka dobrego kina zarazem - czytam książki i NIGDY nie oglądam adaptacji, kiedy pamiętam jeszcze wszystkie szczegóły książkowej fabuły.
Tylko w ten sposób uzyskuję MAX wrażeń, a rozczarowania ograniczam do MINIMUM...😎👌😁

3) Mariusz Ba
O, to bardzo proste pytanie:)
Najpierw książka. Podczas czytania istnieje wówczas pole do popisu na wyobraźni, nieskrępowane obrazami narzucanymi przez film. Lektura dostarcza również szerszej perspektywy, czemu nie może dorównać film, naturalnie mający większe ograniczenia (choćby czasowe). Świat książki to świat wyobraźmy przez czytelnika, świat filmu to interpretacja jego twórcy. Na pewno warto poznać fabułę z obu perspektyw, jednak dla mnie pierwszeństwo ma książka 🙂

4) Krysia Bryzik
Powiem szczerze, że w życiu zazwyczaj stosuję sprawdzone schematy: na jezdni patrzę zawsze w lewo-prawo-lewo, a przy wyborze książka czy film jako pierwsze, naprawdę baaardzo często działam według zasady: książka-film-książka. Ktoś może się przyczepić: ale po co czytać tę samą książkę dwa razy? A ja właśnie lubię najpierw przeczytać książkę, potem zobaczyć film, a na końcu raz jeszcze powrócić do powieści, bo czuję wtedy, że mam pełen obraz sytuacji. Książki mocno rozwijają wyobraźnię, zaś film pozwala spojrzeć na daną powieść oczyma reżysera - ta wizja wydaje mi się zawsze pociągająca, więc staram się nie rezygnować z adaptacji filmowych, tylko z chęcią "uderzam" na nie do kina! Z pojedynku książka-film-książka przeważnie jako zwycięzca wychodzi jednak u mnie książka - nie dlatego, że mam ją "na talerzu" dwukrotnie, ale dlatego, że bardziej przemawia do mnie jednak zapach kartek, jak zapach kinowego popcornu (chociaż też pysznie pachnie...). 😃 🍿❤️

IG:
5) @urszula.epler
Najpierw książka, bo książka jest zawsze "najpierw". Poza tym z reguły pierwowzór jest lepszy od filmu, więc dobra książka zachęca do obejrzenia filmu, a słaby czy średni film rzadko zachęca do przeczytania książki.

Gratulacje! Czekam na Wasze dane adresowe do czwartkowego wieczoru!
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za zgłoszenia i jak zawsze zapraszam do dalszej obserwacji i aktywności na moich profilach - już w tym tygodniu ruszamy z kolejnym konkursem!

sierpnia 15, 2022

"Miasto w chmurach" Anthony Doerr

"Miasto w chmurach" Anthony Doerr

Autor: Anthony Doerr
Tytuł: Miasto w chmurach
Tłumaczenie: Jerzy Kozłowski
Data premiery: 10.08.2022
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 648
Gatunek: literatura piękna
 
Anthony Doerr, amerykański pisarz, w 2015 roku został nagrodzony Pulitzerem za powieść „Światło, którego nie widać”. Polscy czytelnicy właśnie od tego tytułu mieli przyjemność zapoznać się z jego prozą. Zresztą jego liczba publikacji nie jest specjalnie duża – poza „Światłem…” wydał jeszcze tylko jedną powieść, jedną historię własnych wspomnień z podróży do Włoch i dwa zbiory opowiadań. W roku 2021 na rynku pojawił się ponownie – z „Miastem w chmurach”, które kilka miesięcy później ukazało się również u nas w tłumaczeniu Jerzego Kozłowskiego. Dla mnie to była pierwsza styczność z jego prozą, jednak już od pierwszych stron dałam jej się oczarować…
 
Jest to opowieść z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. O Annie i Omeirze z połowy XV wieku z okolic Konstantynopola. O Zeno i Seymourze z zimy 2020 roku z pewnej amerykańskiej biblioteki. O Konstance z 65. roku misji ze statku kosmicznego. Przez każdą z nich jednak przewija się ten sam tekst - powieść starożytna „Chmurokukułków” Antoniusza Diogenesa spisana na 24 kartach. Dlaczego? Dlaczego to właśnie ta powieść łączy wszystkie w jedno? I czy ich losy przez to są ze sobą połączone? Dlaczego to właśnie o ich życiu czytamy?
„ – Piszesz książkę?
- Już napisałem. – Z jednej z półek ściąga brązowy tom w twardej oprawie ze zwykłymi niebieskimi kapitalikami na okładce. ‘Kompendium zaginionych książek’. – Sprzedaliśmy, zdaje się, czterdzieści dwa egzemplarze. – Śmieje się. – Wygląda, że nikt nie chce czytać książki o książkach, które już nie istnieją.”
Książkę otwiera dedykacja dla bibliotekarzy oraz cytat z Arystofanesa, w którym pojawia się wzmianka o Chmurokukułkowie. Całość złożona jest na zasadzie szkatułkowej – historie z trzech czasów przeplatane są fikcyjnym tekstem „Chmurokukułkowa”. I tak jak prolog otwiera się dedykacją zaczerpniętą z tej powieści, a i całość liczy 24 części – w każdym z nich pojawia się jedna karta tłumaczenia „Chmurokukułkowa” oraz kilka rozdziałów poświęconych wspomnianym bohaterom. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego i podąża śladami opisywanych postaci. Narrator zgłębia się w ich emocje i odczucia, jednak robi to w sposób mocno wyważony. Styl powieści jest przepiękny. Bardzo rytmiczny, płynny, i prosty – część bohaterów, to przecież jeszcze dzieci. Trudno uchwycić mi dzięki czemu już ta sama warstwa językowa, stylistyczna jest tak dobra – często tak mam z literaturą piękną. Prostota i rytm? Głębia w słowach, zdaniach zawarta?
„Każdy znak odpowiada dźwiękowi, a łącząc dźwięki, tworzy się wyrazy, a łącząc wyrazy, buduje się całe światy.”
Każda historia przedstawiona w tej książce opowiada o innych zagadnieniach, ale nie da się też wyzbyć myśli, że jednak łączy je więcej niż dzieli. Bo każda opowiada o miłości do książek. O historiach w nich zawartych, które przenoszą nas do innego świata, dzięki, którym jak bohater „Chmurokukułkowa” możemy zwiedzać nowe miasta i krainy. Każda z postaci traktuje książki wyjątkowo, każda docenia to, co ze sobą niosą. W każdej z nich pojawia się też biblioteka – w każdej historii wygląda inaczej, ale jej główny cel nadal zostaje ten sam.
„Słyszałem (…) że w tym miejscu książki znajdują schronienie.”
Historia Anny i Omeira toczy się w XV wieku. Autor, mimo że nie na tym skupia się uwaga, to jednak świetnie przemycił detale życia w tamtych czasach – Anna to dziewczynka, która wychowuje się w towarzystwie pań wyszywających hafty na szatach dla kapłanów, a Omeir to chłopiec z chłopskiej rodziny, naznaczony zajęczą wargą, przez co ze społeczeństwa wyklęty. Razem ze swoją rodziną żyje więc w zgodzie z naturą, gdzie uczy się wielu prawd, o których dobrze jest przypomnieć współczesnemu człowiekowi. Bo przecież do szczęścia nie trzeba wiele…
„W dawnych czasach, mówił, gdy bardowie wędrowali od miasta do miasta, przenosząc w pamięci stare pieśni i wykonując je przed tymi, którzy chcieli słuchać, odwlekali finał swych historii, jak długo się dało, wymyślając na poczekaniu jeszcze jeden wers, jeszcze jedną przeszkodę do pokonania przez bohaterów, ponieważ – twierdził Licyniusz – jeśli pieśniarzom udało się utrzymać zainteresowanie słuchaczy przez kolejną godzinę, mogli dostać w nagrodę o jeden kielich wina więcej, o jedną pajdę chleba więcej, o jedną noc pod dachem dłużej.”
Historia Zeno i Seymoura to historia współczesna Ameryki. Jej główny trzon skupia się na jednym dniu w bibliotece w lutym 2020, gdzie dochodzi do zamachu terrorystycznego. Obok tego poznajemy jednak całą historię życia bohaterów – Zeno uczestniczył w wojnie w Korei, był przetrzymywany w obozie jenieckim, a Seymour jest dzieckiem w pewnym stopniu autystycznym, czego jakoś nikt z jego otoczenia specjalnie nie wyłapuje.
„’To właśnie czynią bogowie, wplatają nici zguby w materię naszego życia, a wszystko po to, żeby powstała pieśń dla przyszłych pokoleń.’
Nie teraz, bogowie. Nie dzisiaj. Niech te dzieci jeszcze tej nocy zostaną dziećmi.”
Historia Konstance toczy się w przyszłości. To nastoletnia dziewczynka, która z kilkudziesięcioma członkami załogi leci na inną planetę, by tam ludzkość mogła kontynuować ciągłość swojego gatunku. Lecą z Sybil, megakomputerem, sztuczną inteligencją i sadzonkami roślin, by móc kontynuować życie na nowej planecie. Jednak i ich istnienie jest zagrożone – statek zostaje zaatakowany przez śmiertelny wirus…
„Do jej myśli wpływa wizja innej biblioteki, miejsca mniej imponującego, ukrytego w murach jej własnej czaszki, biblioteki z zaledwie kilkudziesięcioma półkami, biblioteki sekretów (..)”
Każdy z bohaterów, mimo że boryka się z innymi problemami, to jednak połączony jest poczuciem odmienności od otoczenia. Żaden z nich nie potrafi się dopasować, czuje się odludkiem. Każdy z nich znajduje ukojenie, przynajmniej częściowe, w książkach, ale też każdy szuka w nich czegoś innego…
„Każda z tych książek, dziecko, jest drzwiami, bramą do innego miejsca, innego czasu. Masz przed sobą cały życie i te książki do samego końca będą twoje. To wystarczy, nie sądzisz?”
Muszę przyznać, że każda z tych historii oczarowała mnie na swój sposób. Historia współczesna była przeraźliwie smutna, pełna niezrozumienia i poświęcenia. Tu, jak i w historii Konstance, ważną rolę odgrywają zmiany klimatyczne, które powstały przez działalność człowieka.
„Filmy każą wam myśleć, że koniec cywilizacji nastąpi szybko, kosmici, eksplozje, te sprawy, ale tak naprawdę koniec będzie trwał długo. Nasza cywilizacja już się kończy, tylko że za wolno, żeby ludzie to zauważyli.”
 Historia z przyszłości pod tym względem mocno przeraża – wizja, co stanie się z Ziemią, jeśli zmiany będą postępować w takim tempie jak teraz… Mimo to zbudowana jest genialnie pod względem kreacji świata – samo funkcjonowanie pasażerów statku zbudowane jest na tym, co już znamy z popkultury, ale całość łączy wirtualna biblioteka, dzięki której możemy poznać historię Ziemi, której my jeszcze nie znamy. Naprawdę ciekawa wizja! Historia z przeszłości uderza za to stoickim podejściem prostego życia – mimo że obydwie postaci uwikłane zostają w wojnę, to jednak ich tęsknota do życia w naturze, w prostocie, jest wręcz wzruszająca.
„Ten, kto posiadł całą wiedzę spisaną od początku świata, wie tylko to – że nie wie jeszcze nic.”
Trzeba tu jeszcze wspomnieć o tej historii starożytnej spajającej wszystkie w jedną całość, prawda? Muszę przyznać, że przez całą lekturę tej powieści byłam przekonana, że jest to historia prawdziwa. Fakt, mogłam to w czasie lektury sprawdzić, ale byłam tak oczarowana tą prozą, że nie chciałam się od niej choć na chwilę odrywać. To jednak dowodzi jak autor sprawnie posługuje się wiedzą o prozie starożytnej – sam w posłowiu przyznał, że ci znający literaturę starożytną na pewno dopatrzą się tu wielu nawiązań.
„Ze wszystkich szalonych rzeczy, które my, ludzie, robimy, (…) chyba nic bardziej nie uczy pokory i nie jest bardziej szlachetne niż próby tłumaczenia martwych języków. Nie wiemy, jak brzmiała mowa starożytnych Greków; z trudnej nakładamy ich słowa na nasze; od samego początku te próby skazane są na niepowodzenie. Ale te wszystkie wysyłki (…), gdy próbujemy coś przeciągnąć przez rzekę z mroków historii do naszych czasów, do naszego języka – to szaleństwo najlepszego rodzaju.”
Ja, mimo że nigdy fanką starożytnej literatury nie byłam, to jednak dałam się tej pióra Doerra oczarować. A przesłanie tej fikcyjnej starożytnej powieści świetnie spaja wszystkie wątki w jedną, spójną, czarująco piękną całość.
„Rozgotuj do samych kości słowa, które już znasz (…) a zwykle na dnie garnka znajdziesz wpatrzone w ciebie oczy starożytnych.”
Z książkami z gatunku literatury pięknej zawsze mam taki problem, że pisząc recenzję mam wrażenie, że nic, co w niej napiszę, nie odda uroku, artyzmu i piękna powieści. Z tą mam dokładnie tak samo. Jak oddać Wam jej piękno? Mam nadzieję, że ilość cytatów powie sama za siebie – to jest książka, którą każdy miłośnik słowa przeczytać powinien. Historia dobrze osadzona w tematach, które są mocno aktualnie (zmiany klimatyczne, homofobia i ogólnie poczucie inności, terroryzm, wojny), a jednak jest też mocno uniwersalna – w końcu historie z przeszłości, teraźniejszości i przyszłością są ze sobą mocno połączone. No i jest jeszcze ten nadtemat – książki, które są z nami od początku ludzkości. Jestem zachwycona i mocno poruszaną tą prozą!
„Tekst, książka to miejsce spoczynku dla wspomnień ludzi, którzy żyli przed nami. Sposób na to, żeby pamięć została utrwalona, po tym jak dusza stąd odleci. (…) Lecz książki tak jak ludzie umierają. Umierają w pożarach lub podczas powodzi, zjadane przez owady i na życzenie tyranów. Jeśli się ich nie strzeże, odchodzą z tego świata. A gdy książka znika ze świata, pamięć umiera po raz drugi.”
Moja ocena: 9/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 15, 2022

"Morderca znad Green River" Ann Rule

"Morderca znad Green River" Ann Rule

Autor: Ann Rule
Tytuł: Morderca znad Green River
Tłumaczenie: Aleksandra Radlak
Data premiery: 10.08.2022
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 624
Gatunek: reportaż / true crime
 
Ann Rule to jedno z czołowych nazwisk w gatunku reportaży true crime. Autorka żyła w Ameryce w latach 1931-2015, napisała 33 książki i około 1400 artykułów do znanych kryminalnych magazynów. Wcześniej pracowała kilka lat w policji w Seattle, studiowała psychologię i ukończyła kursy z dochodzenia na miejscu zbrodni i administracji policyjnej. Swoją pisarską karierę rozpoczęła w latach 70tych książką o Tedzie Bundy’m, którego znała osobiście oczywiście nie zdając sobie sprawy, że ten człowiek jest poszukiwanym seryjnym mordercą… „Morderca znad Green River” to jej dwudziesta trzecia książka, oryginalnie wydana została w 2004 roku na chwilę po skazaniu Gary’ego Ridgway’a, który, mimo iż nie był znany jest osobiście, to jednak mieszkał zaledwie kilka ulic od jej domu…
 
W latach 1982 – 1984 w Seattle i jego przedmieściach doszło do brutalnych i nadzwyczaj częstych morderstw. Ich ofiarą padały młode kobiety, głównie prostytutki, choć zdarzały się też po prostu dziewczyny, które pojawiły się w złym miejscu i złym czasie… Były gwałcone, później duszone, a ich ciała porzucane w wielu odludnych miejscach. Pierwsze pięć zostało znalezione latem 1982 roku, utopione w Green River, skąd wziął się przydomek poszukiwanego mordercy. Policja była bezradna, morderca nie pozostawiał po sobie żadnych śladów, które tamtejsza technika byłaby w stanie skutecznie przebadać. Każdego miesiąca ginęły kolejne dziewczyny, na policję spływały doniesienia o zaginięciach i przypadkowych odnalezieniach ciał… Mieszkańcy, a szczególne kobiety, Seattle już nie mogli czuć się bezpiecznie. W roku 1984 częstotliwość morderstw zmalała, jednak nadal odnajdywane były nowe ciała… Niestety śledztwo utknęło i dopiero w 2001 roku dzięki badaniom DNA w końcu udało się ująć i skazać na 48 dożywoci Gary’ego Ridgway’a, tytułowego mordercę znad Green River.
 
Książka składa się z wstępu, 56 rozdziałów i posłowia. Całość otwiera wykaz postaci: ofiar, śledczych, specjalistów, obrońców i prokuratorów, którzy brali udział w sprawie. Ann Rule książkę pisze z własnej perspektywy, choć raczej rzadko dzieli się z czytelnikiem swoim zdaniem, stara się być obiektywna, jak na autora reportażu przystało. Jej osobiste wtrącenia raczej tyczą się tego, co mówiła w tych czasach na spotkaniach autorskich i jak podsyłała tropy policji, które do niej podarły przez osoby zainteresowane. Książka pisana jest językiem prostym, ułożona chronologicznie, pełna szczegółów i detali.
„Chciała rzeczy, których nie miała, i podejmowała straszne ryzyko, aby je zdobyć. Gdzieś po drodze spotkała kogoś, kto przez swoją wściekłość i perwersję uznał jej przetrwanie w świecie za nieistotne.”
To, co trzeba podkreślić na samym początku, to że książka została zadedykowana ofiarom mordercy ZGR. I to w tekście czuć. Autorka skupia się na przedstawieniu każdej z 48 ofiar mordercy, opisuje kim była, jak wyglądało jej życie i co sprawiło, że w tym czasie żyły, czy znajdowała się na ulicy, gdzie mógł dopaść ją ten potwór. Każda z zamordowanych dziewczyn była młoda (od 15 do lekko ponad 30 lat), nie łączył ich kolor skóry, wygląd czy tusza. Większość z nich utrzymywała się z zarabiania swoim ciałem, część była uzależniona od narkotyków. Były też oczywiście wyjątki, młode matki czy dziewczyny z legalną pracą, które po prostu akurat stanęły na drodze mordercy i jakimś cudem znalazły się w jego aucie… Autorka nie skupia się więc na postaci mordercy, a przede wszystkim na jego ofiarach.
„(…) czuli, że dzieli ich zaledwie kilka godzi [1984 rok] od znalezienia jakiego fizycznego dowodu, który doprowadziłby ich do ZGR.
A jednak, kiedy to piszę, jest dokładnie 20 lat później. Dwadzieścia lat. Nigdy nie piszę książki, dopóki sprawa lub seria spraw nie zostanie rozwiązana. Nigdy wokół spraw zabójstwa nie było dotąd tajemnicy, która miałaby tak wiele labiryntów i ślepych zaułków.”
Dalsza część książki poświęcona została na opis śledztwa, które ciągnęło się przez 22 lata. Śledztwa, w które zaangażowani byli ci, którzy pracowali nad sprawą Teda Bundy’ego, jak i inni eksperci– jak np. John Douglas, agent FBI działu behawioralnego, który jako pierwszy rozpoczął tworzenie profili seryjnych morderców. W latach 80tych technika kryminalna była na dużo niższym poziomie niż jest teraz – badania krwi mogły określić tylko grupę, linie papilarne porównywało się po prostu na kartce, a rekonstrukcję twarzy robiło poprzez oblepienie czaszki odpowiednim materiałem… Część dowodów, które w tych latach były badane zostały zniszczone – zbadać można było je tylko raz. Jednak te badania nic nie przyniosły, dopiero po latach, gdy technika mocno posunęła się naprzód można było wyodrębnić DNA mordercy, jak i porównać próbki z jego i ofiar ubrań… Ridgway był ostrożny jak na tamte czasy, nie zostawiał śladów, nie rzucał się w oczy. Na szczęście postęp techniki go przechytrzył doprowadzając do skazania na kilkadziesiąt dożywoci.
„Morderca znad Green River stał się niemalże legendarny, niczym fikcyjna postać podobna do Freddy’ego Kruegera z ‘Koszmaru z ulicy Wiązów’ czy Jasona z serialu ‘Piątek trzynastego’. (…) Ale to, co przyprawiało o dreszczyk emocji na ekranie, w prawdziwym życiu było ponure i odpychające.”
Oczywiście pisząc książkę o śledztwie w sprawie mordercy autorka nie mogła o nim nie wspomnieć, jednak wydaje się, że jego postać jest przedstawiona w wąskich ramach – krótko opisane jest jego dzieciństwo i lata nastoletnie, jego dorosłe życie prywatne – to uzasadnia skąd mogły się w nim obudzić takie zapędy i udowadnia, że mężczyzna był socjopatą, wszystkich dookoła traktował przedmiotowo, ruszało go tylko to, co dotyczyło jego samego.
„W latach 50., gdy chłopak dorastał wydawało się, że znaczy mniej niż zero; nikt poza najbliższym otoczeniem nie poznał nawet jego imienia. Minęła dziesięciolecia, zanim cała jego historia została opowiedziana za sprawą serii przesłuchań, wywiadów i śledztwa, jakiego nigdy wcześniej nie widziano.”
Jego obraz psychologiczny oddany jest więc dobrze, ale oszczędnie – to nie jest książka o mordercy, a o śledztwie i jego ofiarach.
 
Na pewno nie mogę powiedzieć, że jest to lektura łatwa. Jakże by mogła być, kiedy opisuje prawie 50 morderstw? 50 odebranych żyć? Młodych kobiet, które mogły jeszcze wyjść na prostą, które miały po co i dla kogo żyć. Czytając książkę w czasach aktualnych widzimy też jak niewiele w latach 80tych śledczy mogli zrobić, bo po prostu nie mieli do dyspozycji odpowiedniej techniki, która teraz wydaje się czymś całkowicie podstawowym. Autorka przedstawiła śledztwo bardzo skrupulatnie i rzetelnie, pisała o ofiarach i śledczych, a morderca … cóż, z wyglądu był zwyczajnym człowiekiem, który żył dosłownie obok autorki, a którego przez lata nikt nie był w stanie zdemaskować. Zbieg okoliczności? Spryt? A może po prostu nijakość, która nie zwracała uwagi? To przerażające jak takie osoby całkowicie pozbawione człowieczeństwa potrafią się dobrze maskować w społeczeństwie.
„Jego twarz była pozbawiona wyrazu. Był średniego wzrostu i średniej budowy, zupełni przeciętnie wyglądający mężczyzna, i aż trudno było uwierzyć, że jest tym, za kogo go uważali – najbardziej niesławnym i zachłannym seryjnym mordercą, jakiego kiedykolwiek znała Ameryka.”
Ann Rule wykonała dobrą robotę w 2004 roku, „Morderca znad Green River” to solidny reportaż rzetelnie obrazujący jedno z najdłuższych, najbardziej skomplikowanych śledztw dotyczących seryjnych morderców, których liczba ofiar jest dla człowieka wręcz niewyobrażalna… Lektura trudna i przerażająca, ale na pewno warta przeczytania. Ku pamięci i ku przestrodze.
 
Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem SQN.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 10, 2022

Wygraj "Schronisko, które przestało istnieć"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Schronisko, które przestało istnieć"! Konkurs patronacki (rozwiązany)
Czy chcecie przeczytać najlepszy polski debiut kryminalny tego roku? Jeśli tak, to dzisiaj, dwa tygodnie po premierze, mam dla Was świetną ku temu okazję! Trzy egzemplarze "Schroniska, które przestało istnieć" Sławka Gortycha, wyśmienitego kryminału górskiego w połączeniu z historią prawdziwą Karkonoszy, już czekają na zwycięzców! Pora więc na konkurs!

Jeśli jednak przegapiliście moją recenzję tego tytułu, to najpierw zapraszam tu - klik!


Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Dzisiaj prosto:
Przekonaj mnie dlaczego "Schronisko, które przestało istnieć" jest książką, która powinna trafić na twoją półkę.

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 10 do 14 sierpnia do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autora (IG - klik!, FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
16.08 aktualizacja - wyniki konkursu:
I znowu czytając Wasze zgłoszenia mocno żałuję, że mam dla Was tylko trzy egzemplarze! Kochacie kryminały, lubicie sięgać po debiuty i albo jesteście już zapalonymi wędrowcami po górach, albo właśnie chcecie tę miłość odkryć 😉 Bardzo mi miło, że tak ochoczo podchodzicie do tego tytułu, bo sama ogromnie go zachwalam! Niestety jednak nagordzić nie mogę wszystkich, ale za to tym, którzy książki nie wygrają, mogą podpowiedzieć, że jest dostępna na Legimi - jeśli jeszcze nie mieliście okazji przetestować tej aplikacji, to dajcie znać na priv, podeślę Wam kod na 30 darmowych dni 😉 A teraz pora ogłosić zwycięzców!

Blog:
1) Alicja S.


FB:
2) Agnieszka Szajrych
Ehh...Powoli dopada mnie "pourlopowa deprecha" - warto więc zająć myśli dobrą lekturą. A z opisu wydawcy widzę, że będzie to podróż szlakami mojego dzieciństwa - do samiuśkich Karkonoszy! 😄🧐😎🌄😍
Ojj, do dziś pamiętam te historie o duchach, które opowiadaliśmy sobie w schronisku podczas szkolnych wycieczek, albo wydrapywane w drewnie inicjały...hihi... 🤣🙈🤣
Fajnie byłoby pospacerować tymi szlakami raz jeszcze - tym razem z Maksymilianem Rajczakowskim, który z pewnością pokaże mi inne, nieznane dotąd, oblicze Karkonoszy.
Zgłaszam się więc z nadzieją, że mój "palec pod budkę" znajdzie się w gronie szczęśliwców, którzy wyruszą w tę sentymentalną podróż - odkrywać "Schronisko, które przestało istnieć"... 🍀🧐📖🌄😍

IG:
3) @justaa_xoxo
Chciałabym wygrać książkę ponieważ nie dość że mam urodziny za 4 dni 😲, kocham książki 📖 to jeszcze ubóstwiam GÓRY ⛰️. Dlaczego tak bardzo uwielbiam góry?
1️⃣Bo góry 🗻 to wolność, ten moment kiedy stanie się na szczycie to czuję się satysfakcję, z tego że dokonało się czegoś niesamowitego i niepowtarzalnego. Wtedy nie liczy się nic innego. Mam w pamięci tą chwilę, a wszystko inne schodzi na drugi plan.
2️⃣Bo góry 🏞️ to jak nasze marzenia, tak bardzo niekiedy odległe i niedoścignione. Ale można je osiągnąć i wspiąć się na sam szczyt 🏔️ złapać chwałę i szczęście... ten wiatr, który rozwiewa kosmyki włosów, stoję na czubku niczym latarnia i jestem jak światło dla świata i mojej drogi 🛤️.
3️⃣Bo góry ⛰️ to w jednym miłość i nasze przekleństwo, kuszą i zabijają. Zmuszają do wyrzeczeń, uzależniają i najpiękniej na świecie rozrywają duszę.
4️⃣Bo góry 🏔️ to odskocznia od zgiełku cywilizacji. Można tam odpocząć psychicznie i się zrelaksować, wyciszyć, nabrać dystansu do siebie i świata. W góry 🏔️ nie idzie się raz jak do muzeum ...w góry się powraca, bo do tego co się kocha to się często wraca.
5️⃣Bo góry uczą nas pokory do samego siebie i drugiego człowieka 👥. Dzięki nim uczymy dostrzegać się rzeczy prostych takich na które nacodzień w ogóle nie zwracamy uwagi.🔜 Góry są bezpieczną przystanią dla człowieka, są nadzieją oraz wiarą i dają siłę w walce o lepsze jutro. Góry uczą odwagi i miłości ❤️. Będąc w górach czuje się spokojna, ta harmonia natury i cisza, która mnie otacza dodaje mi siły. Podziwiam nie tylko zapierające dech w piersiach krajobrazy, lecz czuje się zjednana z przyrodą. Będąc na szczycie mam wrażenie że mogłabym dotknąć palcami nieba ☁️🌤️. Jestem tak blisko... I ta cisza, w której człowiek dosłownie słyszy swoje myśli, czasami warto się wyciszyć i zatrzymać chociaż na chwilę ....🏔️🏞️☀️
"Na góry wchodzi się nie po to, by zdobywać szczyty, ale po to, by pokonywać własne słabości" 😍

Gratulacje! 
Czekam na Wasze dane adresowe do piątkowego wieczoru!
Wszystkim uczestnikom dziękuję za udział w konkursie i od razu zapraszam do spróbowania sił w kolejnym, który ruszył dzisiaj rano - klik!

sierpnia 09, 2022

"Mora" Piotr Bojarski - recenzja przedpremierowa

"Mora" Piotr Bojarski - recenzja przedpremierowa
Autor: Piotr Bojarski
Tytuł: Mora
Cykl: komisarz Zbigniew Kaczmarek, tom 9
Data premiery: 10.08.2022
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Liczba stron: 352
Gatunek: kryminał retro
 
Książki Piotra Bojarskiego przyciągały mój wzrok już od dobrych kilku lat – już wtedy na swoim koncie autor miał pokaźną liczbę wydanych tytułów. W końcu jednak dopiero teraz „Mora” zaintrygowała mnie tak mocno zarówno swoją okładką, jak i opisem, że zdecydowałam się w końcu zapoznać z jego piórem. I teraz żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej!
„Mora” to już dziewiąty tom cyklu kryminałów retro z komisarzem Zbigniewem Kaczmarkiem. Pierwszy ukazał się w 2011 („Kryptonim Posen”) i był równocześnie pierwszą powieścią autora, która ukazała się na naszym rynku. Nie pierwszą napisaną, bo tę przygodę Bojarski rozpoczął dużo wcześniej, już w podstawówce. Rok przed powieściowym debiutem ukazał się jego zbiór reportaży, który był jego faktycznym debiutem na polskim rynku książki. Przez lata pracował jako dziennikarz, za co zebrał kilka nagród, a także znalazł czerwoną gwiazdę z poznańskiej Cytadeli, która w tajemniczych okolicznościach zniknęła w 1989 roku, co przyniosło mu dużo satysfakcji. Literacko na swoim koncie, jeśli dobrze liczę, na już 18 książek – cykl kryminałów retro, kilka reportaży, powieści historyczne i cykl współczesnego kryminału.
 
Historia „Mory” toczy się na przełomie kwietnia i maja 1934 roku, miejscem akcji jest przede wszystkim Poznań. Komisarz Zbigniew Kaczmarek zostaje wezwany do jednej z poznańskich kamienic. Na klatce schodowej znaleziony został martwy sierżant Dymecki, dziwnie poskręcany, więc śledczy od razu założyli, że była to śmierć w podejrzanych okolicznościach. Lekarz szybko to potwierdził – denat prawdopodobnie został otruty. Jak, kiedy i przez kogo? Komisarz Kaczmarek zdeterminowany jest, by sprawę szybko i skutecznie rozwiązać – w końcu z Dymeckim łączyła go wspólna przeszłość z lat, gdy razem walczyli o Polskę. Dlatego też, mimo przeszukania mieszkania denata przez techników, sam udaje się na miejsce. I dobrze, bo znajduje coś, co tamci przeoczyli – broszkę schowaną w szufladzie biurka. Broszkę kobiecą, w kształcie zwiniętego węża… Czy może to mieć związek z morderstwem?
„Ale wąż to symbol nie tylko sił diabelskich. Starożytni Grecy czy też Rzymianie uważali na przykład węże za duchy opiekuńcze swoich świątyń. W szerszej jednak perspektywie, że się tak wyrażę, wąż – serpentyna – jest zapowiedzią jakiego nieładu, chaosu, zburzenia porządku świata. Zdaje się, że od dalekiej przeszłości wiązane są z nim śmierć i nieśmiertelność, zło i perwersja, ale też grzech, podstęp, sztuki medyczne, a czasem nawet trucizna…”
Książka składa się z prologu, 14 rozdziałów i epilogu. Rozdziały nie są numerowane, ale tytułowane, a każdy z nich otwiera fragment artykułu z „Kuriera Poznańskiego”, który naprawdę na rynku ukazał się właśnie tego dnia, w którym toczy się opisana akcja powieści. Rozdziały podzielone są na nienumerowane podrozdziały rozgraniczone przez określenie miejsca i czasu wydarzeń. Od razu wspomnę też o samym wydaniu książki, bo mimo iż oprawiona jest w miękką okładkę bez skrzydełek, to środek od razu wskazuje, iż do jej powstania wydawnictwo się przyłożyło – każdy rozdział opatrzony jest grafiką na wzór broszki, tekst ładnie rozmieszczony na stronie, a podrozdziały mocno zaznaczone, przez co czyta się naprawdę wygodnie. Numer strony wyróżniony jest podkreśleniem, a na każdej strony znajduje się też tytuł książki i rozdziału. Wszystko to wskazuje na to, że książka wydana jest z należnym rozmysłem. Wspomnieć też muszę o naprawdę fajnej okładce, której kolorystyka została dobrana bardzo ciekawie, a sam tytuł wygląda jak neon – to zdecydowanie przyciąga wzrok!
Wróćmy jednak do powieści. Jej narracja prowadzona jest trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy kilku postaci: przede wszystkim komisarza Kaczmarka i wykidajły i wróżbiarza Sandiego, czarnoskórego mieszkańca Poznania. Styl powieści jest naprawdę dobry, widać, że autor pisze od lat i ma coś, co zwiemy ‘lekkim piórem’. Zdania są naprawdę ładne, zgrabne i niepozbawione uroczego humoru, przede wszystkim w dialogach.
„ – Nic podobnego, jak Boga kocham!
- Ja tam nie wiem, jak ty Boga kochasz, Maczek!”
Dawno nie czytałam kryminału retro, który byłby tak zgrabnie napisany! Nie ma tu zbędnych dłużyzn, a za to są smaczki językowe – między innymi przez dialogi przewija się gwara poznańska. Oczywiście opatrzona przypisami, przez co każdy jest w stanie wszystko dokładnie zrozumieć. Już pod względem stylistycznym więc książka naprawdę przypadła mi do gustu!


Mimo że czasy międzywojenne nie są moim ulubionym okresem historii, ba, ogólnie nigdy jakoś specjalnie za historią nie przepadałam, szczególnie tej w tematyce wojny, gdzie wpływy polityczne, partie i ich programy mają ogromne znaczenie na to, co dzieje się na świecie, to jednak Bojarski zdołał wiosnę roku 1934 przedstawić na tyle prosto, że nie miałam problemów ze zrozumieniem, kto po której stronie stoi. Ogólnie autor świetnie przedstawił tu historię prawdziwą – przede wszystkim były to już czasy gnębienia Żydów, czego dowód dostajemy między innymi w wycinkach gazety Kuriera Poznańskiego. Nie tylko Żydów, bo Sandi, czarnoskóry mężczyzna, też boryka się z wymierzoną w niego agresją, mimo że przecież kilka lat temu sam walczył za Polskę. Gdzieś tam między słowami obserwujemy też kolejne ruchy Hitlera, który już powoli szykuje się do zapanowania nad światem… W fabułę wpleciona została też prawdziwa walka bokserska pomiędzy reprezentacją Polski a Niemiec, w czasie której najważniejszym, otwierającym te wydarzenie punktem była walka Żyda z przedstawicielem Niemiec. Tutaj mocno zaznaczone zostały podziały, jakie w temacie narodowości dokonały się w społeczeństwie. Wszystko to opisane jest rzetelnie, jednak z taką lekkością, że temat nie ma prawa przytłoczyć – nie czytamy w końcu podręcznika do historii, a kryminał, którego akcja toczy się w ciekawych, acz mocno niespokojnych czasach.
 
Bo kryminał z „Mory” jest rewelacyjny! Poprowadzony w starym stylu, tu liczy się zagadka, nie rozlew krwi. Zagadka trudna, skomplikowana, która praktycznie do końca nie daje Kaczmarkowi spokoju – nawet kiedy już wie kto i jak, ciągle nie wie dlaczego… A przecież w tego typu kryminałach to właśnie motyw jest najważniejszy! Akcja powieści może nie toczy się w mocno zawrotnym tempie, jednak ogólnie dzieje się dużo, więc czytelnik na pewno nie ma czasu na nudę.
„Posterunkowy uśmiechnął się pobłażliwie. Lubił te nieliczne chwile w swoim zawodzie, kiedy ktoś okazywał się znacznie mniej rozgarnięty niż on. Mógł wtedy pokazać, że nie wypadł sroce spod ogona.”
Warto na pewno też wspomnieć o postaciach pojawiających się w tym tomie. Jest oczywiście komisarz Kaczmarek, który jakoś od razu wzbudził moją sympatię 😊 To mężczyzna przed 40stką z lekką nadwagą i potężnymi bokobrodami. Inteligentny, uważny, ale i ludzki, z poczuciem humoru. Wierny swojej ukochanej żonie, która ostatnio nie jest specjalnie zadowolona z tego, ile czasu komisarz poświęca na pracę… Mimo że miejsca na życie prywatne nie ma w „Morze” za dużo, to jednak zarysowane jest wyraźnie, więc i postać komisarza jest pełna.
Oczywiście w poznańskim Prezydium Policji 99% to mężczyźni, jednak przy tej sprawie pojawia się i kobieta. Aspiratka Przysługa, która została oddelegowana z Warszawy z Policji Kobiecej pod przewodnictwem Stanisławy Paleolog. Aspirantka początkowo powoduje nie lada zamieszanie w planach Kaczmarka, jednak szybko okazuje się, że jest naprawdę przydatna – po psychologii, jest w stanie stworzyć portrety psychologiczny, a także wysuwać na podstawie obserwacji i znajomości ludzkiego zachowania naprawdę trafne spostrzeżenia. To miły akcent nie tylko feministyczny, ale i jako początek profilowania w policji.


Szczerze, mimo że książka liczy około 350 stron, to porusza taki ogrom tematów, że mam wrażenie, że nie opisałam jeszcze nawet połowy, a już recenzja jest dłuższa niż zazwyczaj. Dlatego też na tym zakończymy – „Mora” to po prostu naprawdę dobry retro kryminał, który świetnie łączy fikcyjną zagadkę kryminalną z rewelacyjnie przedstawionym tłem historycznym. Jestem naprawdę zaskoczona nie tylko tym umiejętnym połączeniem, ale i stylem, w jakim jest napisana – czytałam ją z naprawdę dużą przyjemnością! Jestem pewna, że nie jest to moje ostatnie spotkanie z piórem tego autora, ba! Jeśli tylko trafi się okazja, by nadrobić książki, które ukazały się przed „Morą”, to na pewno z niej skorzystam!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak Horyzont.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!