grudnia 10, 2020

"Pod kluczem" Ruth Ware

"Pod kluczem" Ruth Ware
 
Autor: Ruth Ware
Tytuł: Pod kluczem
Tłumaczenie: Anna Tomczyk
Data premiery: 01.07.2020
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 416
Gatunek: thriller

Ruth Ware to brytyjska pisarka, która debiutowała powieścią pt. “W ciemnym, mrocznym lesie” w roku 2015. Każda z jej książek trafia na listy bestsellerów, prawa do ekranizacji kilku z nich zostały już wykupione. Jej książki tłumaczone są na ponad 40 języków. Autorka na ten moment na swoim koncie ma sześć thrillerów, z czego cztery ukazały się w Polsce. “Pod kluczem” to jej piąta powieść, dla mnie to jednak było pierwsze spotkanie z jej twórczością. Po lekturze jestem jednak pewna, że nie ostatnie!

Historia “Pod kluczem” zaczyna się we wrześniu 2017 roku. Rowen Caine siedzi w szkockim więzieniu oczekując na proces. W tym czasie pisze listy do prawnika, pana Wrexhama - ma nadzieję, że przekona go o swojej niewinności. By to zrobić, musi jednak opowiedzieć swoją historię… I tak razem z bohaterką cofamy się kilka miesięcy wstecz, kiedy to latem postanowiła ubiegać się o stanowisko niani u państwa Elincourtów. To bogate małżeństwo architektów, mieszkające w ogromnej rezydencji z dużym przylegającym do domu terenem. Mają cztery córki - półtora miesięczne dziecko, 5- i 8latkę oraz 14latkę, która uczy się w szkole z internatem. Oferta państwa Elincourtów jest niezwykle hojna, tym bardziej, że Rowen ma dostać pokój w domu i wszystko czego będzie potrzebować jest do jej dyspozycji. Gdzie jest haczyk? W ciągu ostatniego roku cztery opiekunki już zdążyły zrezygnować z tej pracy, a o samym domu krążą w okolicznym miasteczku dziwne historii… Jaki faktycznie był powód rezygnacji tamtych dziewczyn? Czy ten dom naprawdę może być nawiedzony? I co się tak naprawdę stało, za co oskarżona jest Rowen?

Książka składa się z krótkich nienumerowanych rozdziałów. Całość spisana jest w formie listów, bohaterka, a zarazem narratorka co jakiś czas zwraca się bezpośrednio do pana Wrexhama. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie w większości czasu przeszłego (bohaterka przecież opowiada co zdarzyło się jakiś czas temu), a styl powieści jest bardzo przyjemny - książkę czyta się nad wyraz dobrze. Rowen dzieli się z czytelnikiem zdarzeniami i swoimi przemyśleniami na ich temat, cały czas podkreśla, że opisuje wszystko tak jak było, bez wybielania i pomijania spraw, które przedstawiają ją w niekorzystnym świetle. 

Ogólnie muszę przyznać, że mimo iż spodziewałam się bardziej thrillera z nurtu domestic noir, a dostałam thriller zahaczający gdzieś tam o elementy grozy, to nie zmienia to faktu, że całość naprawdę mocno mnie wciągnęła i zrobiła na mnie spore wrażenie. Napięcie podczas lektury cały czas jest wysokie, a gdy bohaterka zaczyna opowiadać o jej wspomnieniach z nocy przebytych w tamtym domu to aż ciarki przechodzą po plecach. Naprawdę książka jest bardzo klimatyczna, trochę straszna i niepokojąca - na tyle, że mimo iż byłam ogromnie ciekawa dalszych wydarzeń, to o 23:30 musiałam ją już odłożyć - opowieści o duchach i nadprzyrodzonych dziwnych zjawiskach były tak obrazowe, że obawiałam się, że jak będę czytać dalej, to tej nocy nie zasnę. Niemniej jednak to, że książka to gatunkowo thriller, a nie literatura grozy, to od początku wiadomo, że wyjaśnienie zagadki będzie logiczne, przyziemne i po prostu ludzkie. To powoduje, że lektura jest jeszcze ciekawsza, jeszcze mocniej wciągająca.

Co do samej historii to na pewno warto podkreślić, że autorka wybrała do jej opowiedzenia miejsce znakomite. Klimatyczna, surowa Szkocja, małe miasteczko i rezydencja oddalona od cywilizacji. Jednak, mimo iż od frontu dom wygląda jak wiktoriańska rezydencja, to w środku już całkowicie zmienia się jego wygląd - to najwyższy szczyt techniki, dom smart, pozbawiony zwyczajnych dzwonków do drzwi, zamków na klucze czy włączników światła. Tu za wszystko odpowiada jeden dotykowy panel, a i aplikacja w telefonie. Tutaj też wszędzie są kamery - dostęp jednak do nich rozdzielają Sandra i Bill, administratorzy sieci. Rowen, zwyczajna dziewczyna przed 30stką trafia właśnie do takiego domu. Nie dosyć, że aplikacja nie jest domyślna, więc ciężko bez instrukcji cokolwiek zrobić, to jeszcze kobieta czuje się cały czas obserwowana - przecież wszędzie są kamery. Jakby tego było mało od razu zostaje sama w domu z dziećmi, więc nie ma w nikim dorosłym oparcia, gdy dopiero uczy się obsługi aplikacji i przyzwyczaja do innego dziennego trybu, od tego jaki prowadziła przez ostatni rok… Już samo to pozbawia ją poczucia bezpieczeństwa i potencjalnie może mocno w psychice namieszać, na Rowen jednak czekają też inne niespodzianki.

Warto też wspomnieć tu o kreacji dwóch kilkuletnich dziewczynek - Ellie i Maddie. Ta druga już od rozmowy kwalifikacyjnej Rowen zachowuje się dziwnie - jest mocno wycofana, niechętna, ale w ostatnim momencie przestrzega ją przed duchami. Ellie z kolei jest bardzo pogodnym dzieckiem, jednak jako że jest młodsza, to poddaje się presji i namową Maddie, trzyma z nią jeden front przeciwko nowej opiekunce. Może w teorii wydaje się to proste - zapanować nad dwoma kilkuletnimi dziewczynkami, ale kiedy dochodzi do tego opieka nad 1,5 roczną Petrą plus nieznajomość terenu i zasad na nim panujących, sytuacja zmienia się na naprawdę nieprzyjemną i mocno psychicznie i fizycznie obciążającą.

Ogólnie książka “Pod kluczem” to naprawdę świetny thriller. Przez całą lekturę utrzymuje, stale, na wysokim poziomie napięcie i wzbudza w czytelniku niepokój. Jednocześnie zagadka na tyle ciekawi, że książkę chce się czytać ciągiem do samego końca. Dodatkowo forma listów nadaje lekturze atrakcyjności. Jestem z lektury ogromnie zadowolona, już teraz wrzuciłam poprzednie tytuły autorki na czytnik - jak tylko będę miała chwilę przerwy pomiędzy egzemplarzami recenzenckimi to na pewno do razu się za nie wezmę!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona Kryminału!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

grudnia 10, 2020

Książka na świąteczny prezent II

Książka na świąteczny prezent II
Za dwa tygodnie Święta Bożego Narodzenia, a Ty jeszcze ciągle nie masz prezentów? Nie martw się, jeszcze zdążysz, a Kryminał na talerzu podsunie Ci kilka fajnych pomysłów, które zadowolą każdego miłośnika książek! Znajdziesz tu zarówno coś dla fanów kryminałów, lekkich świątecznych opowieści, trochę zimowych klimatów, a także coś dla maniaków kina i telewizji! Z takich książek nie sposób się nie cieszyć 😊 Całość podzieliłam na kilka kategorii, a pod każdą książką znajdziecie odnośnik do porównywarki cenowej, która ułatwi Wam jej zakup. Czy może być coś prostszego? 😉

Piękne albumy dla fanów kina i telewizji (no dobra, Netflixa 😉 )
Te książki nie tylko zachwycają starannym, kolorowym wydaniem, twardą oprawą i masą zdjęć w środku, ale i gwarantują poszerzenie wiedzy z ulubionych filmów i seriali. To gratka dla wszystkich fanów!

1. "Friends. Przyjaciele na zawsze. Ten o najlepszych odcinkach"
Gary Susman, Jeanine Dillon, Bryan Cairns

Ten album to zdecydowany must have każdego fana serialu Przyjaciele. Został wydany z okazji 25lecia serialu i jest pięknym podsumowaniem całego sitcomu. Znajdziecie tu spisy wszystkich odcinków, a i opis 100 najlepszych odcinków. Są fragmenty wywiadów z twórcami, wiele pięknych kadrów z planu zdjęciowego oraz sporo ciekawostek jak np. zasady gry w miseczki, listę najzabawniejszych potraw na Święto Dziękczynienia, a także spis wszystkich aktorów występujących gościnnie w serialu. Ta książka wywoła wielka radość na twarzy każdego fana Przyjaciół!

Moja recenzja albumu ukaże się tutaj jeszcze przed świętami, a książkę można kupić tu - klik!

2. "The Crown. Oficjalny przewodnik po serialu" tom I i II
Robert Lacey

Te dwie książki powstały jako rozszerzenie serialu, który od kilku lat bije rekordy popularności. Zostały napisane przez biografa dworu królewskiego i konsultanta historycznego serialu w celu rozwiania niejasności i oddzielenia prawdy od fikcji pokazanej na ekranie. Książka zawiera też wiele dodatkowych informacji na temat brytyjskiej monarchii. Tom pierwszy dotyczy głównie wydarzeń z sezonu I, tom drugi z II i III. Obydwie książki są starannie wydane, choć tom I wydaje się dużo bogatszy, ma dużo zdjęć i pięknej grafiki. Tom II jest już mnie napakowany dodatkami, więcej tu tekstu niż czegokolwiek innego. Myślę jednak, że każdy fan koniecznie chciałby mieć taki komplet na półce.


Moja recenzja obydwu książek ukaże się tutaj do końca roku, a już teraz możecie je kupić tu - klik!

3. Biografie Audrey Hepburn
"Uosobienie elegancji" Sean Hepburn Ferrer
"Tancerka ruchu oporu" Robert Matzen

Kto z nas nie zna i nie zachwyca się piękną aktorką XX wieku Audrey Hepburn? Jej wizerunek widnieje na obrazach, biżuterii, plakatach i innych gadżetach, które można spotkać u fanów kina. Najczęściej pokazywana jest z lufką z kadru filmu "Śniadania u Tiffany'ego". Warto jednak dowiedzieć się o tej pięknej kobiecie nieco więcej. I tak w "Usposobieniu elegancji" znajdziemy około 300 unikatowych zdjęć z rodzinnej kolekcji aktorki. To typowy album, gdzie tekst przeplatany jest zdjęciami. Obraz aktorki nakreślony jest tu piórem jej syna, który po jej śmierci kontynuował jej dobroczynną działalność.
"Tancerka ruchu oporu" z kolei została napisana przez pisarza, biografa zajmującego się gwiazdami Hollywood. Popularność przyniósł mu cykl o gwiazdach kina w czasie II wojny światowej i właśnie ta książka się w niego wpisuje. Autor odkrywa nieznane fakty z młodości aktorki, opisuje jej działalność podczas wojny i losy jej rodziców. Tutaj wkładka ze zdjęciami jest tylko dodatkiem.


Moja recenzja obydwu książek pojawi się tutaj do końca roku, a już teraz możecie je kupić tutaj - kilk!
Zachęcam też do przejrzenia całej oferty Wydawnictwa Albatros, które przygotowało na święta piękne ilustrowane wydanie "Przeminęło z wiatrem" oraz wiele ciekawych boxów - klik!

Świąteczne zbiory opowiadań
Nie wiem jak Wy, ale ja w czasie Świąt mam mało czasu na czytanie, dlatego krótka forma literacka w tym okresie jest naprawdę świetnym wyjściem. Każda z tych trzech książek została wydana bardzo starannie, więc nie tylko będzie funkcjonalną lekturą na Święta, ale i piękną ozdobą biblioteczki.

1. "Świąteczne tajemnice. Najlepsze świąteczne opowieści kryminalne"
wybór i opracowanie Otto Penzler

Ten zbiór to gratka dla fanów klasyki kryminału i nie tylko. Na ponad 700 stronach znajduje się prawie 30 opowiadań autorów tak znanych jak np. Agatha Christie czy Arthur Conan Doyle, a także kilku dużo mniej znanych pisarzy. Są tu wiktoriańskie opowieści, a także nowoczesne śledztwa policyjne. Są historie straszne, ale i przytulne i zabawne. Dla każdego cos miłego, a za zbiór tej pięknej kolekcji odpowiada Otto Penzler, laureata Nagrody Edgara. Oczywiście książka wydana jest w twardej oprawie, to spora cegiełka, która na pewno będzie się wyróżniać na półce z książkami!

Moja recenzja tej książki pojawi się tutaj przed świętami, a już teraz możecie ją kupić tu - klik!

2. "Z duchami przy wigilijnym stole"
Wybór i opracowanie Tadeusz Zysk

Okres zimowy, świąteczny to najlepszy czas na czytanie historii z dreszczykiem. W tym zbiorze polscy pisarze przeplatają się z zagranicznymi, opowieści z wierszami. Książka przeniesie nas w dawne, wiktoriańskie czasy, gdzie klasyczne opowieści o duchach były dobrym sposobem na przyjemne spędzenie czasu w wąskim gronie rodzinnym. Może i teraz warto pochylić się nad tego typu opowieściami? Miłośnicy literatury na pewno tę książkę docenią!

Moja recenzja tej książki pojawi się tutaj przed świętami, a już teraz możecie ją kupić tu - klik!

3. "Wigilijne opowieści"
12 polskich autorów

A teraz coś dla fanów nie tylko polskiej literatury, ale i gotowania! W zbiorze "Wigilijne opowieści" 12 świątecznych opowiadań okraszone zostało 12 potrawami! W książce znajdziecie związane z nimi przepisy. Oczywiście warto zwrócić uwagę na autorów, których opowieści tu znajdziemy - mnie najbardziej cieszy widok nazwiska Alka Rogozińskiego, Małgorzaty Oliwii Sobczak i Katarzyny Bereniki Miszczuk! Opowiadania są w pełni współczesne, a książka wydana jest ładnie - co prawda w miękkiej oprawie, ale ze szydełkami, na których znajdziemy zdjęcia autorów w formie bombek. Na zdjęciu jest to niewidoczne, ale grzbiet książki i tytuł od frontu są wydrukowane w kolorze świątecznej, błyszczącej zieleni. 

Moją recenzję książki znajdziecie tu - klik!, a kupić możecie ją tu - klik!

Zimowe, świąteczne opowieści
Pod koniec roku rynek książki zalewany jest obyczajowymi świątecznymi powieściami. Ja jednak proponuję Wam coś innego, coś wyjątkowego. Tym razem wszystkie trzy książki wydane zostały w miękkiej oprawie, jednak i tak warto zwrócić uwagę na okładki - każda z nich jest niezwykle klimatyczna!

1. "Zbrodnia wigilijna" 
Georgette Heyer

W czasie Świąt Bożego Narodzenia uwielbiam sięgnąć po świąteczną klasykę kryminału. Te powieści mają klimat! Są ciepłe i urocze, pozbawione brutalności, a jednak skupione na kryminalnym śledztwie. Czy może być coś lepszego w tym świątecznym okresie? Georgette Heyer to brytyjska pisarka, która zaczęła publikować w latach 20tych XX wieku. Pisała zarówno kryminały jak i romanse, a jej książki szybko stawały się bestsellerami tamtych czasów. Warto więc przynajmniej choć jeden jej tytuł mieć na półce.

Moje recenzja tej książki pojawi się tutaj do końca roku, a już teraz możecie ją kupić tutaj - klik!

2. "Nieboszczyk sam w domu"
Alek Rogoziński

W tym roku nareszcie doczekaliśmy się polskiej świątecznej komedii kryminalnej! Jej autorem oczywiście nie mógł być nikt inny niż Alek Rogoziński. Zbrodnia na wesoło? Prezent pod choinką w postaci... trupa Świętego Mikołaja? W małym miasteczku Morderczo? Dlaczego nie! Warto w Święta mieć pod ręką coś, co zagwarantuje szybką poprawę humoru i wywoła uśmiech na twarzy. Tę książkę czyta się ekspresowo, relaks i dobry humor gwarantowany!

Moją recenzję książki znajdziecie tu - klik, a kupić możecie ją tu - klik!
Zachęcam też do przejrzenia całej oferty Wydawnictwa Filia Mroczna Strona, które specjalnie na święta przygotowało wiele fajnych książkowych boxów! Klik!

3. "Droga Pani Bird"
AJ Pearce

"Droga Pani Bird" to co prawda nie kryminał i nie do końca powieść świąteczna, ale blisko - książka pełna jest emocji, a wydarzenia toczą się zimą w Londynie w 1941 roku. To powieść urocza, błyskotliwa i optymistyczna mimo szalejącej wokół wojny. To też bardzo świeża premiera, która już teraz zbiera ogrom mocno entuzjastycznych opinii. Święta to czas radości i wzruszeń, a ten tytuł na pewno je Wam zapewni. 

Moją recenzję książki znajdziecie tu - klik!, a kupić możecie ją tu - klik!
Zachęcam też do odwiedzenia strony literackieswieta.pl - klik, gdzie Wydawnictwo Literackie przygotowało własne propozycje książek na prezent w super cenach!



Mam nadzieję, że post okazał się pomocny i każdy miłośnik książek znajdzie tu coś, co zadowoli zarówno jego, jak i jego bliskich.

W zeszłym roku przygotowałam dla Was podobny post - zachęcam by i mu się przyjrzeć,  znajdziecie tam 8 pięknych świątecznych książkowych propozycji, które równie i w tym roku mogą sprawić obdarowywanym wiele radości. Klik!


Wesołych, spokojnych i zaczytanych Świąt!

grudnia 09, 2020

"Sieć Alice" Kate Quinn

"Sieć Alice" Kate Quinn
 

Autor: Kate Quinn

Tytuł: Sieć Alice

Tłumaczenie: Nina Dzierżawska

Data premiery: 15.04.2020

Wydawnictwo: Mando

Liczba stron: 544

Gatunek: powieść historyczna


Kate Quinn to amerykańska pisarka która publikuje już od 10 lat. Od zawsze związana jest z gatunkiem powieści historycznej - wcześniej skupiała się na dawniejszych czasach (cykl “Cesarzowa Rzymu” oraz “Rodzina Borgiów”), a od trzech lat jej uwaga zwróciła się w stronę I i II wojny światowej. Na ten moment na swoim koncie ma 8 powieści, z czego dwie z okresu XX wieku. Na przyszły rok zapowiedziana jest premiera trzeciej książki, której fabuła ma toczy się na tle II wojny światowej. “Sieć Alice” to pierwsza książka dotycząca nowszej historii, swoją oryginalna premierę miała w roku 2017, u nas pojawiła się wiosną tego roku. Mnie do lektury zachęciła okładkowa rekomendacja od Reese Witherspoon, która mocno promuje czytelnictwo w swoich mediach społecznościowych, założyła też swój Klub Czytelniczy, w którym co miesiąc poleca inną książkę. Aktorka zwraca uwagę na ciekawe, wciągające lektury, gdzie główną rolę najczęściej odgrywa mocna postać kobieca.


Historia tej powieści rozpoczyna się w roku 1947 w Anglii. Charlotte St. Clair, w skrócie Charlie, 19letnia dziewczyna razem z matką odbywa podróż z Ameryki do Szwajcarii, gdzie w specjalistycznej, dyskretnej klinice ma się poddać aborcji. Taki jest plan, a przynajmniej plan jej matki. Charlie jednak swoją podróż do Europy chce wykorzystać inaczej - na odnalezienie kuzynki, Rose, która zaginęła podczas II wojny światowej. Ostatni jej trop prowadzi do Londynu, do Evie Gardiner, która rejestrowała jej przybycie do Anglii. Charlie zatem wymyka się swojej matce, by dowiedzieć się, czy Evie wie o Rose coś więcej, niż widnieje w dokumentacji. Na miejscu odkrywa wrak człowieka, pijaczkę, awanturniczkę, która jednak może jej pomóc w poszukiwaniach… I tak kobiety razem ruszają w podróż do Francji - Charlie w poszukiwaniu kuzynki, Evie by rozliczyć się z demonami przeszłości, które nawiedzają ją od ponad 30 lat… Co jej się takiego przydarzyło, że musi ciągle pić, by zapomnieć? Dlaczego jej dłonie są zmasakrowane? I czy historia Charlie doczeka się happy endu?   


Książka składa się z 45 rozdziałów rozdzielonych na trzy części. Akcja powieści toczy się naprzemiennie to z punktu widzenia Charlie w 1947 roku w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, to z punktu widzenia Evie w 1915 roku w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Styl powieści jest przyjemny, mocno skupiony na przeżyciach i myślach bohaterek. Jest też bardzo zgrabny, wyważony i spójny - każdy wydarzenie autorka opisuje z wdziękiem, czy chodzi o miłosne cielesne uniesienia czy o brutalne, potworne zbrodnie. Nic mnie tutaj w oczy nie kłuło, a wręcz przeciwnie - całość czytałam z przyjemnością.


“Sieć Alice” określana jest jako powieść historyczna nie tylko ze względu na to, że historia toczy się na tle I wojny światowej oraz w połowie XX wieku, których klimat udało się świetnie autorce oddać. O tym pomówimy za chwilę, teraz skupmy się na czymś innym - Quinn osadza Evie w środowisku szpiegowskim. Dziewczyna w wieku 21 lat zostaje zwerbowana i wysłana do Francji, by pod przykrywką pracy w restauracji podsłuchiwać kluczowych informacji, które mogą pomóc Anglii wygrać wojnę. Evie to oczywiście postać fikcyjna, ale wszyscy pozostali otaczający ją szpiedzy i osoby pracujące w wywiadzie już nie. Zarówno Lili, która dowodzi siatką Alice, jak i pomagająca im Violette istniały i wykonywały ten zawód naprawdę. Tak samo jest w sumie z wszystkimi, prócz jej pracodawcy - właściciela restauracji, otaczającymi Evie w 1915 roku osobami. Każda historia powiązana z nimi, którą przywołuje autorka, każdy opis akcji, wszystko to wydarzyło się naprawdę. Jestem pod wielkim wrażeniem jak zgrabnie udało się jej połączyć fikcyjną historię z prawdziwymi wydarzeniami - podczas lektury nawet mi przez myśl nie przeszło, że to  o czym opowiadają bohaterowie wydarzyło się naprawdę. Dopiero w posłowiu wyczytałam, że oprócz historii głównych bohaterek, które spajają opowieść, wszystko inne jest prawdziwe. Chcąc nie chcąc więc znowu trochę więcej dowiedziałam się o wydarzeniach z I i II wojny światowej.

“ - Lili - spytała Eve pod wpływem nagłego impulsu - czy ty kiedykolwiek czegoś się boisz? 

Lili odwróciła się, a krople deszczu kapały z brzegu jej parasolki, rozdzielając obie kobiety srebrną zasłoną. 

- Tak, ale dopiero wtedy, gdy niebezpieczeństwo mija. Przedtem strach jest słabością. - Wsunęła dłoń pod łokieć Eve. - Witaj w siatce Alice.”

Ogólnie jednak dążę do tego, by w końcu podkreślić główny temat historii. Autorka skupia się na angielskich szpiegach! Jednak nie tych, o których już tyle słyszeliśmy - nie, tu główną rolę odgrywają kobiety! Dziwne, że jakoś o kobietach szpiegach nie mówi się tyle co o mężczyznach szpiegach, prawda? Ta profesja jakoś automatycznie kojarzy się z panami w garniturach, a Quinn odkrywa przed nami to, o czym nigdy nie pomyśleliśmy - o szpiegach w spódnicy. Przedstawia historię (prawdziwą!), o której w sumie się nie mówi. Trochę to niesprawiedliwe, gdyż jak się okazuje, to właśnie siatka szpiegowska Alice była tą najprężniej, najszybciej i najskuteczniej działającą podczas I wojny światowej. To kobiety odgrywały tu znaczącą rolę, inwigilowały, poświęcały życie, by służyć krajowi, by wygnać z niego najeźdźców. Co za odwaga, co za spryt, co za umiejętności aktorskie i organizacyjne! Cieszę się, że autorka zdecydowała się na taki temat, sama nigdy nie wpadłabym na to, że sto lat temu kobiety wykonywały taki zawód! Już za samo to należą się autorce brawa.


Mimo to w książce znajdziemy jednak wiele więcej. Już choćby te wspomniane tło społeczne pierwszej połowy XX wieku. Przyglądając się życiu Evie i Charlie widzimy jak traktowane były wtedy kobiety, czego się od nich wymagało, jaką rolę miały pełniać. Głównie na przykładzie Charlie widzimy jak życie kobiety miało wtedy wyglądać - jej głównym zadaniem było znalezienie dobrego, bogatego, wpływowego męża. Po to rodzice wysłali ją na studia. Niemniej jednak wtedy już powoli dochodziło do rozłamu, już powoli kobiety sprzeciwiały się roli, która była im narzucana przez społeczeństwo. I Charlie także w końcu się buntuje - zbiera się na odwagę, by zawalczyć o swoje, by wbrew konwenansom żyć, tak jak chce, tak by życie sprawiało jej radość. Tej odwagi dodaje jej Evie, która już 30 lat temu sprzeciwiła się sposobowi postrzegania kobiet i spełniła swoje pragnienie - poszła walczyć o swój kraj, mimo że nikt nie chciał jej do wojska przyjąć. 


Na koniec chcę jeszcze zaznaczyć, że jest to opowieść nie tylko o odwadze, ale i o stracie, bólu i zemście. Obydwie bohaterki cierpią na swój sposób - Evie w bardziej widoczny, przy poznaniu Charlie jest tak naprawdę wrakiem człowieka, dręczonym przez okropnie wspomnienia. Kobieta nie potrafi zapomnieć, nie umie pogodzić się z tym co się wydarzyło, więc gdy tylko nadarza się ku temu okazja, zamierza szukać zemsty za to, co stało się z nią, a jeszcze mocniej - za to co stało się z osobami jej najbliższymi. Charlie również nosi w sobie rany - wojna odebrała jej brata. Dziewczyna ma wyrzuty sumienia, że nie była mu w stanie pomóc, nie potrafi się odnaleźć w nowej rzeczywistości, cierpi tak mocno, że nic już nie jest dla niej ważne. Dopiero cel, w którym przyjeżdża do Londynu, odnalezienie i pomoc drugiemu krewnemu, kuzynce, która pełniła równie ważną funkcję w jej życiu co brat, przywracają jej chęć do działania. Każda z bohaterek cierpi, każda nosi w sobie blizny, demony, które wpływają na to jak żyje.


Nie przedłużając - “Sieć Alice” łączy w sobie przyjemność płynącą z dobrze opowiedzianej historii z poszerzeniem wiedzy, otwarciem oczu na tak naprawdę nieznaną historię kobiet - szpiegów. To opowieść o odwadze, o siłę, by żyć tak jak się chce wbrew konwenansom i opinii społeczeństwa. To opowieść o przyjaźni, miłości, a także o bólu rozłąki i straty. To historia mądra i wzruszająca, tym ważniejsza, że co najmniej jej połowa opowiada o wydarzeniach, które zdarzyły się naprawdę. Jestem ogromnie zadowolona, że skusiłam się na lekturę tej powieści i na pewno będę miała na oku kolejne książki tej autorki. Mam nadzieję, że będą równie ciekawe, mądre i zgrabnie napisane jak ta!


Moja ocena: 8/10


Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Mando!

Książka dostępna jest też w abonamencie 


grudnia 03, 2020

"Córka" Michelle Frances

"Córka" Michelle Frances

 

Autor: Michelle Frances
Tytuł: Córka
Tłumaczenie: Maria Gębicka - Frąc
Data premiery: 30.09.2020
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416
Gatunek: thriller
 
Michelle Frances to angielska pisarka, która swoją karierę w tej dziedzinie rozpoczęła w roku 2017 thrillerem pt. „Ta dziewczyna”. Teraz systematycznie co roku wydaje jedną książkę – aktualnie na swoim koncie ma 4 thrillery, z czego 3 z nich ukazały się w Polsce.
Wcześniej autorka związana była z branżą telewizyjną, studiowała w Stanach, a po powrocie do Anglii przez 15 lat pracowała jako producentka i scenarzystka, między innymi dla stacji BBC.
 
Historia „Córki” rozpoczyna się pewnego dnia w lutym 2017 roku. Kate zamierza przedstawić wieczorem swojego nowego partnera 21letniej córce Becky, która odbywa staż w znanej brytyjskiej gazecie i właśnie dzisiaj przechodzi tam rozmowę o pracę na stałe. Gdy wieczorem w jej drzwiach zamiast córki zjawia się policja informująca o śmiertelnym wypadku dziewczyny, Kate nie może uwierzyć. Okazuje się, że Becky zginęła pod kołami ciężarówki. Tylko jak to możliwe? Przecież była doświadczonym rowerzystą, wiedziała jak poruszać się po Londynie i była naprawdę ostrożna… Gdy Kate i Tim wracają do mieszkania, pokój córki zastają w nieładzie – ktoś się włamał. Dopiero po kilku miesiącach, gdy Kate odkrywa pewne dziwne dane umieszczone na pendrivie ukrytym w jeszcze dziwniejszym miejscu, zaczyna się zastanawiać na ślad jakiej afery wpadła przed śmiercią jej córka…
 
Książka składa się z prologu, 64 rozdziałów i epilogu. Większość z nich toczy się w aktualnym czasie, w którym toczy się akcja powieści tj. rok 2017 i 2018, jednak momentami narracja cofa się wstecz – opowiada o życiu Kate i Becky na kilka i kilkanaście lat do tyłu kreśląc ich wzajemną relację, a także do samej Becky na kilka dni przed wypadkiem powoli odkrywając to, co dziewczyna znalazła, a co miało wywołać aferę na skalę co najmniej krajową. Narracja prowadzona jest w narracji trzecioosobowej przedstawionej z punktu widzenia bohaterki. Styl powieści jest przyjemny, skupia się zarówno na wydarzeniach, śledztwie, jak i na uczuciach i emocjach bohaterów. Całość czyta się lekko i przyjemnie.
 
Książka skupia się na dwóch głównych tematach – jeden z nich dotyczy dziennikarskiego śledztwa, o czym napiszę za chwilę, drugi na relacji matki i córki i na tym skupmy się w tej chwili. Kate w momencie gdy ginie jej córka ma 36 lat – urodziła Becky w wieku 15. Od zawsze ich rodzina ograniczała się tylko do nich dwóch – Kate nigdy nie powiedziała ojcu dziewczyny, że jest w ciąży, a jej rodzice wyrzekli się jej w chwili, gdy powiedziała im o swoim odmiennym stanie. Wynajęli jej mały dom na przedmieściach Londynu do czasu gdy osiągnie pełnoletniość i zniknęli z jej życia. Kate, bez wykształcenia, całe życie łapała się każdej możliwej pracy, by związać koniec z końcem i zapewnić córce dobry start. Jednak i tak cały czas czuła, że nie daje jej wystarczająco, że nie jest dobrą matką. Kobieta ma bardzo niskie mniemanie o sobie i wstydzi się tego, że nie udało jej się skończyć szkoły. Na szczęście Becky nigdy nie była problematycznym dzieckiem – rozumiała ile jej matka dla niej się wyrzekła, jak ciężko pracowała, by Becky miała co jeść. Dziewczyna od zawsze bardzo dobrze się uczyła, dzięki czemu mogła spełnić swoje marzenie o zostaniu dziennikarką śledczą. Gdy Becky ginie, świat Kate rozsypuje się na kawałki – na szczęście kobieta ma przy sobie Tima, który nie pozwala jej się załamać całkowicie, dzięki czemu po przejściu najgorszej żałoby, Kate postanawia działać – chce coś zmienić, tak by śmierć Becky nie poszła na marne. Zaczyna od firmy, do której należała ta pechowa ciężarówka… I tak w Kate ściera się ta pełna kompleksów, niepewna siebie dziewczynka z matką, kobietą zdesperowaną, skupioną tylko na tym, by sprawić, by śmierć jej córki nie przeszła bez echa i by nikt inny już nie skończył tak jak Becky. To ciekawa postać – może autorka mogła trochę więcej opisać jej żałobę, bo miałam wrażenie, że Kate, jak na zażyłość z córką i jej własny charakter, jakoś szybko się z niej pozbierała, ale to tylko taka mała uwaga. Później uwaga czytelnika skupia się na śledztwie, które prowadzi bohaterka, jak nabiera pewności siebie, a jej determinacja by osiągnąć cel wzrasta.
 
Przejdźmy teraz do tematu drugiego. Chyba nie będzie to duży spoiler, gdy napiszę, że śledztwo, które prowadziła Becky, a którego kontynuacji podejmuje się Kate, dotyczy pestycydów, którymi spryskiwane są uprawy i ich wpływu na zdrowie tych, który mają z nimi bezpośredni kontakt. Oczywiście sytuacja opisana w książce jest fikcyjna, jednak szkodliwość tych substancji już nie. Autorka swoją historię zaczerpnęła z prawdziwych głośnych wydarzeń, sporów sądowych, w których firmy agrochemiczne zmuszone były wpłacić wielomilionowe odszkodowania poszkodowanym. Poza tym w powieści dobrze zaznaczona jest moc sprawcza takich firm, ogromnych korporacji, które nie tylko mają górę pieniędzy, ale i wpływy i badaczy, których wykorzystują dla własnych celów.
 
Na koniec skupmy się na chwilę na gatunku, w który wpisuje się ta powieść. Jest to thriller z wątkami obyczajowymi, choć według mnie niewiele było tu napięcia. Myślę jednak, że spowodował to temat śledztwa – w końcu uprawy i spryskiwanie ich pestycydami nie jest specjalnie dynamiczne. Dodatkowo też przez większą część powieści bohaterka nie wie, kto jest właścicielem firmy, więc też nie ma możliwości skierowania swoich zarzutów do jednej osoby i bezpośredniej konfrontacji. Śledztwo też nie toczy się w szaleńczym tempie, bohaterka przecież nadal musi zarabiać na życie, a i walczyć z firmą, która odpowiada za ciężarówki. Przez to wszystko napięcie i ten dreszczyk emocji, którego mają dostarczać thrillery, lekko tutaj się rozmywa. Myślę jednak, że waga poruszanego tematu, a i ciekawa, nieustannie walcząca sama z sobą bohaterka, wynagradzają ten brak.
 
Podsumowując, „Córka” to mieszanka lekkiego thrillera psychologicznego z powieścią obyczajową i momentami powieścią sensacyjną. Przeplatający się czas akcji, ciekawe, acz niespecjalnie dynamiczne śledztwo poruszające tak ważny temat jak pestycydy a zdrowie oraz niepewna siebie, ale i zdeterminowana by coś zmienić bohaterka sprawiają, że książkę czyta się dobrze, a fabuła ciekawi. Może nie jest to lektura, którą czyta się z wypiekami na twarzy, ale przecież nie każda książka musi taka być. Ja doceniam ją za ważny temat, który nieczęsto poruszany jest w tego typu literaturze, a który jest naprawdę istotny jeśli chodzi o autentyczne życie i zdrowie sporej grupy ludzi.
 
 
Moja ocena: 7/10
 
Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

grudnia 02, 2020

"Uczniowie Hippokratesa. Doktor Bogumił" Ałbena Grabowska

"Uczniowie Hippokratesa. Doktor Bogumił" Ałbena Grabowska

 

Autor: Ałbena Grabowska
Tytuł: Uczniowie Hippokratesa. Doktor Bogumił
Cykl: Uczniowie Hippokratesa, tom 1
Data premiery: 01.08.2020
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 512
Gatunek: powieść historyczna / obyczajowa
 
Zachwyty nad powieściami Ałbeny Grabowskiej docierały do mnie od kilku dobrych lat. Autorka ma na swoim koncie kryminał i thriller – obydwa oczywiście ciągle czekają na swoją kolej na moim czytniku. Popatrywałam też nieśmiało na jej inne powieści, szczególnie „Matki i córki”, ale oczywiście i by po nie sięgnąć nie było okazji. Sytuacja zmieniła się tego lata, kiedy na rynku ukazał się pierwszy tom trylogii pt. „Uczniowie Hippokratesa. Doktor Bogumił”. To powieść tocząca się w połowie XIX wieku w środowisku medycznym, czyli coś co mocno mnie fascynuje. Dodatkowo, prócz fikcyjnej historii polskiego lekarza pracującego w warszawskim szpitalu całość przeplatana jest fabularyzowanymi historiami dotyczącymi faktycznych medycznych pionierów – to zdecydowanie podwyższa wartość całej powieści. Więc gdy tylko okazało się, że egzemplarze tej książki dostępne są na portalu czytampierwszy.pl, nie wahałam się ani chwili i tak książka trafiła na moją półkę.
A skąd w ogóle taki temat u pisarki? Ałbena, zanim jeszcze rozpoczęła swoją karierę pisarską, sama pracowała w szpitalu. Autorka ma tytuł doktora w specjalizacji neurologii i epileptologii, co też ewidentnie trochę wykorzystuje w tej powieści. Teraz kariera medyczna zeszła u niej trochę na dalszy plan, jednak nie zrezygnowała z niej całkowicie – nadal pracuje w przychodni w niewielkim miasteczku pod Warszawą. Jak sama autorka przyznała w jednym z wywiadów – cykl „Uczniowie Hippokratesa” to dla niej zamknięcie klamrą etapu drogi życiowej, ukłon dla jej mentorów i wielkich naukowców, z którymi miała okazję pracować.
 
Tom pierwszy „Uczniów Hipppokratesa” opowiada historię doktora Bogumiła Korzyńskiego, który w roku 1850 rozpoczął pracę w warszawskim Szpitalu Dzieciątka Jezus. W tamtych czasach szpital wyglądał jednak inaczej niż teraz – medycyna była ciągle w powijakach, znieczulenie czy usypianie przy zabiegu uważane był za herezję, nie widziano też związków między brudem a chorobami. Lekarze w szpitalu nie myli rąk, poruszali się po salach pełnych brudu, krwi, ropy i innych cuchnących wydzielin. Bogumił jednak od początku był zdecydowany by pomagać, by się uczyć i dążyć na nowych odkryć. Powodowany obawami o żonę, która bardzo ciężko znosiła porody, zainteresował się eterem i postanowił zostać lekarzem od spraw kobiecych. Dołączył do jednego z najlepszych polskich zespołów lekarzy, którzy nastawieni byli pozytywnie do wszelkich medycznych nowinek. Pracę w szpitalu, badania nad nowymi metodami leczenia musiał też połączyć z życiem rodzinnym – kilka lat temu wżenił się w arystokratyczną rodzinę, która podwyższyła jego własny, raczej niski status społeczny. Bogumił ma też pewną tajemnicę z przeszłości, której ujawnienie groziłoby ogromnym społecznym skandalem…
 
Książka składa się z wstępu (kilku słów od autorki) i 7 rozdziałów przeplatanych 7 historiami o prawdziwych pionierach w dziedzinie medycyny. Te fabularyzowane historie liczą najczęściej kilka stron i skrótowo, w kilku scenkach przybliżają czytelnikowi postacie znanych lekarzy. Rozdziały dotyczące zaś fikcyjnej historii Bogumiła są dosyć długie, jednak nie są pisane jednym ciągiem – są rozdzielone na scenki poprzetykane fragmentami listów, którymi wymieniają się bohaterowie. Co ciekawe, każdy rozdział otwiera zapowiedź tego co w nim znajdziemy – to stylizacja na starodawną powieść.
Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża za głównym bohaterem. Styl jest przyjemny, spokojny i dokładny, dialogi stylizowane na język, w którym mówiło się w tamtych czasach – i muszę przyznać, że jest to bardzo udany zabieg.
 
W książce znajdziemy wiele ciekawych tematów, jednak nie da się ukryć, że przoduje tu medycyna. To ona odgrywa pierwsze skrzypce, widok szpitali, podejście lekarzy, zaawansowanie medycyny (a raczej jej brak), sposób rozprzestrzeniania się nowinek, to wszystko dominuje na kartach powieści. Opisy zabiegów czy sal szpitalnych są oddane bardzo realistycznie, nie będę oszukiwać – nieraz podczas lektury czułam mocne obrzydzenie. Jednak w ten sposób autorka uświadamia nam jak wiele w ciągu tych 170 lat zostało zrobione, jak wiele w tym czasie się dowiedzieliśmy. Połowa XIX wieku wygląda na okres medycyny raczkującej, a największe odkrycia medyczne ciągle były sprawą przyszłości. To naprawdę fascynujące obserwować w jaki sposób lekarze, naukowcy dochodzili do przełomowych odkryć.
 
Oczywiście oprócz dominujących wątków medycznych w książce znajdziemy wiele uwagi poświęconej na życie społeczne, głównie w obszarach arystokratycznych w tamtym czasie. Przyglądamy się życiu rodziny Bogusława, miejscu kobiety i służby w hierarchii społecznej. Warto też wspomnieć, że autorka poświęca dużą uwagę na miejsce kobiet w medycynie – a raczej jego brak.
 
W powieści znajdziemy też trochę dodających klimatu tajemnic – Bogumił nie do końca jest tym za kogo się podaje, skrywa duży sekret, którzy dzieli z dwoma, a nawet trzema osobami – przez jedną z nich cały jego domek z kart zaczyna się sypać. Tajemnic jest jednak więcej – jedna z sióstr żony Bogumiła, dosyć ekscentryczna, bardzo ambitna kobieta robi coś, co jest sprzeczne całkowicie z ówczesnymi konwenansami – to też zdecydowanie nie może wyjść na jaw. Żona Bogumiła też ciągnie za sobą dosyć kontrowersyjną przeszłość. Te zagadki dodają lekturze smaczku, powodują, że z ciekawością obserwujemy losy całej rodziny.
 
Podsumowując, „Uczniowie Hippokartesa. Doktor Bogumił” mocno mnie zaskoczyli. Pozytywnie oczywiście. Książka dopracowana jest pod każdym względem zarówno na płaszczyźnie medycznej, jak i społecznej XIX wieku. Całość oddana jest bardzo realistycznie, autorka niesamowicie zgrabnie łączy fakty z medycyny z opowieścią beletrystyczną. To książka, z której można wynieść nową ciekawą wiedzę, a i przy okazji świetną rozrywkę. Na pewno jest to lektura, dla osób, które choć trochę fascynują się medycyną – jednak ten wątek dominuje nad innymi, a i dosyć szczegółowe opisy zabiegów i szpitala będą gratką tylko dla tych, którzy są ciekawi jak medyczna sytuacja wyglądała w tamtym czasie. Mnie te tematy mocno ciekawią, a do tego dostałam jeszcze fajne tło społeczne, trochę tajemnic i przyjemnie stylizowany język. Nie wymagam nic więcej, książkę czytało mi się naprawdę bardzo dobrze. Już teraz czekam na tom drugi, który podobno ma bardziej skupiać się na postaciach kobiecych w medycynie.
 
Moja ocena: 8/10

Książka dostępna jest też w abonamencie 

grudnia 01, 2020

Kilka pytań do... Anny Potyry, autorki cyklu o komisarzu Lorenzie

Kilka pytań do... Anny Potyry, autorki cyklu o komisarzu Lorenzie


Jaką kuchnię świata Anna Potyra lubi najbardziej, jaki talent, gdy mogła, by sobie zażyczyła, dlaczego zazdrościła autorom, który na swoim koncie mają już rozpoczęty cykl kryminalny i oczywiście kiedy możemy się spodziewać kolejnego tomu przygód komisarza Lorenza? 
Zapraszam na rozmowę z autorką!

Anna Potyra notka biograficzna:
Urodzona w 1982 roku w Warszawie. Z wykształcenia anglistka. Pasjonatka jeździectwa. Jej debiutancka powieść "Pchła" zdobyła wyróżnienie Komendanta Szkoły Policji w Pile w konkursie dla Najlepszej Polskiej Miejskiej Powieści Kryminalnej roku 2019.

Kryminał na talerzu: Po ponad rocznym oczekiwaniu na tom drugi cyklu o komisarzu Adamie Lorenzie w końcu na rynku ukazały się „Potwory”! Mnie przeogromnie cieszy ta premiera, nawet sama nie zdawałam sobie sprawy jak mocno na nią czekałam. A jak Pani się z tym czuje? Teraz już Pani wie, że „Pchła” czytelnikom się spodobała, więc „Potwory” oddaje nam Pani z pewnością czy z lekkim niepokojem? 😊

Anna Potyra: Myślę, że trzeba mieć w sobie sporo buty, by oddawać książkę w ręce Czytelników bez choćby cienia niepokoju. Rzeczywiście „Pchła” została przyjęta tak pozytywnie, że przerosło to moje najśmielsze oczekiwania, jednak to w żaden sposób nie zmniejsza mojego stresu przed premierą „Potworów”.
 

„Potwory” to Pani drugi kryminał – jak go się pisało w porównaniu z „Pchłą”? Sprawił trudności czy może pisało się go dużo łatwiej?

Gdy pisałam „Pchłę” i zmagałam się z bieżącymi trudnościami pracy nad tekstem, myślałam z zazdrością o autorach, którzy mają już serie i po prostu wymyślają nowe intrygi w obrębie raz wymyślonego świata. Sądziłam, że to bardzo ułatwia pracę. Otóż nic bardziej mylnego. Pisząc „Potwory” namęczyłam się dużo bardziej niż przy „Pchle”. Mam nadzieję, że ten trend nie utrzyma się przy kolejnym tomie. ;)


W książce znowu porusza Pani poważne, trudne tematy. Tym razem między innymi jest to wykorzystywanie seksualne dzieci. Dlaczego zdecydowała się Pani poruszyć taki wątek?

Staram się, aby moje książki były czymś więcej, niż tylko kryminalną historyjką, którą zapomina się dwie minuty po tym, gdy wyjaśni się, kto zabił. Staram się stworzyć czytelnikowi przestrzeń do refleksji, a temu najlepiej służą trudne tematy. W ostatnim czasie dużo mówi się o pedofilii. Nie chciałam budować swojej opinii na ten temat wyłącznie w  oparciu o sensacyjne doniesienia medialne. Zaczęłam dużo czytać i muszę przyznać, że to były bardzo trudne, ale i pouczające lektury. Zrozumiałam, że to nie jest problem, zarezerwowany jedynie dla pewnych grup społecznych. W „Potworach” starałam się podzielić zdobytą wiedzą i uświadomić Czytelnikowi, że nie wystarczy powiedzieć dziecku, by nie rozmawiało z nieznajomymi i nie brało cukierków od obcych, aby uchronić je przed krzywdą.


Skoro już zaczęłam wypytywać o wątki, to proszę też nam zdradzić skąd wziął się pomysł, by poruszyć kwestię związku poliamorycznego?

Kilka lat temu czytałam reportaż o poliamorii i od tamtej pory trzymałam to wśród pomysłów do wykorzystania w książce. To dlatego, że podczas lektury bardzo dużo czułam, a to oznacza, że było to dla mnie nie tylko ciekawe na poziomie poznawczym, ale też mocno podziałało na poziomie emocjonalnym. A to jest dokładnie coś, co daje czytelniczą przyjemność.


A opera? Nie ukrywam, że uwielbiam kiedy fabuła toczy się w środowisku artystycznym – zawsze jest tam wiele indywidualności, ambicji i upartego dążenia do celu.

Zawsze mówiłam, że gdybym mogła sobie wybrać talent, to wybrałabym operowy głos. To taka moja skryta fantazja, żeby wyjść na scenę w niesamowitym kostiumie i zaśpiewać arię. Nie wiem, skąd mi się to bierze, bo naprawdę nie jestem osobą, która pchałaby się w światło reflektorów. Czuję się stremowana nawet, gdy mam się odezwać na zebraniu klasowym. Może ta operowa fantazja to jakieś odreagowanie :) A tak bardziej na poważnie, wydaje mi się, że opera ma w sobie coś ponadczasowego, towarzyszy jej przepych i rozmach, przez to wydała mi się ciekawym tłem dla mojej opowieści.


To teraz spójrzmy na książkę od strony pisarza. Jak długo zajęła Pani praca nad tą powieścią? Ruszyła Pani od razu po premierze „Pchły” czy dała sobie Pani chwilę wytchnienia?

„Potwory” pisałam 9 miesięcy, dokładnie tyle samo, co „Pchłę”. Zrobiłam sobie między nimi chwilę przerwy, co wynikało głównie z tego, że nie chciałam zaczynać pracy nad drugim tomem serii, dopóki nie miałam pewności, że jakieś wydawnictwo zdecyduje się opublikować tom pierwszy.


Muszę przyznać, że stosuje Pani dosyć nieszablonowe jak na kryminał rozwiązania, zarówno w strefie prywatnej bohaterów jak i intrygi kryminalnej. Ma już Pani wszystko dokładnie obmyślone gdy zasiada do pisania powieści czy część z tym pomysłów wpada dopiero podczas tworzenia?

Zanim zacznę pisać muszę mieć szkielet książki. Ustalam całą chronologię i wszystkie związki przyczynowo skutkowe. To musi być spójne i zamknięte, w innym razie na pewno wkradłyby się błędy, nieścisłości, albo trzeba by zmieniać już gotowe fragmenty, żeby wszystko się zgadzało. Jednak w czasie pisania dochodzi masa szczegółów. To wtedy bohaterowie dostają prawdziwą tożsamość i osobowość i trochę zaczynają mnie prowadzić. Niektóre wątki robią się dużo bardziej rozbudowane, niż początkowo planowałam, albo zachodzi potrzeba dodania jakiegoś tematu po to, by nadać wydarzeniom odpowiednią perspektywę.


Co sprawiło Pani największą trudność podczas pisania tej powieści?

W „Potworach” cała intryga ma dość misterną konstrukcję i miałam trochę bólu głowy z tym, żeby to wszystko odpowiednio pokazać. Wprowadzić wszystkie elementy w odpowiedniej kolejności. Pisać tak, żeby historia była tajemnicza i wielopoziomowa, ale jednocześnie zrozumiała. Mam nadzieję, że to się udało.


I pytanie, na które chyba wszyscy czekają: kiedy możemy się spodziewać tomu kolejnego o Adamie Lorenzie? Muszę przyznać, że już zdążyłam się naprawdę mocno związać z bohaterami Pani powieści i nie mogę się doczekać, kiedy poznam ich dalsze losy!

Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem i książka, nad którą obecnie pracuję ukaże się w przyszłym roku.


A teraz kilka pytań, których nie zadałam Pani podczas naszego pierwszego wywiadu, a które od tego czasu stały się obowiązkowe w moich rozmowach z autorami. Chcielibyśmy dowiedzieć się o Pani czegoś więcej, szczególnie że jest Pani pisarką bardzo skrytą – nie znajdziemy Pani w mediach społecznościowych, więc te pytania są jeszcze bardziej cenne niż u innych autorów. Zatem proszę nam zdradzić jakie jest Pani ulubione miejsce do pisania?

Każde ciche się nada :) Przy czwórce małych dzieci wcale o takie nie jest łatwo. Najczęściej piszę w swojej sypialni, gdzie mam wygodny szezlong. Jednak w praktyce często jest tak, że migruję po domu z laptopem, w zależności od tego, jak przesuwa się front hałasu.


Co lubi Pani robić w wolnym czasie? Jak Pani odpoczywa?

Najbardziej odpoczywam przy koniach. Mam trzy w przydomowej stajni, to są moje pieszczoszki i mają w sobie absolutnie magiczną moc, żeby mnie zresetować. Nieważne, czy biorę swoją starą klacz i jadę na spacer do lasu, sprzątam stajnię, trenuję na placu z młodym, czy po prostu idę na pastwisko trochę się z nimi poprzytulać, zawsze wracam w dobrym humorze. Konie to jest moja przestrzeń, kiedy nikt nic ode mnie nie chce, a ja nie myślę o niczym innym niż to co tu i teraz.


Teraz pytanie mola książkowego – jak wygląda Pani biblioteczka? Jakich gatunków, autorów jest w niej najwięcej, które pozycje ceni Pani najmocniej?

Kiedy przestałam już czytać na zmianę „Anię z Zielonego Wzgórza”, „Dzieci z Bullerbyn” i „Pannę z mokrą głową”, zapałałam miłością do kryminałów. Oczywiście obudziła ją we mnie Agatha Christie. Potem było wielu innych autorów, spośród których największe wrażenie zrobili na mnie Stieg Larsson, Jo Nesbo i Zygmunt Miłoszewski. Od kilku lat mam bardziej urozmaiconą listę lektur, jednak nigdy nie czytam science-fiction, a i romanse znalazłyby się daleko, daleko w kolejce książek do przeczytania. Często sięgam po nowości wydawnicze polskich autorów, a największym odkryciem ostatnich lat jest dla mnie Jakub Małecki.


I ostatnie pytanie ściśle związane z pierwszym członem podtytułu mojego bloga: co najbardziej lubi Pani jeść? 😊

Bardzo lubię smaki kuchni azjatyckiej. W mojej spiżarni zawsze można znaleźć chilli, czosnek, imbir, limonkę, kolendrę, sos sojowy i oczywiście mleko kokosowe.
 

Serdecznie dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów literackich!