grudnia 13, 2022

"Zagubiony" Simon Beckett

"Zagubiony" Simon Beckett

Autor: Simon Beckett
Tytuł: Zagubiony
Cykl: Jonah Colley, tom 1
Tłumaczenie: Bartłomiej Nawrocki
Data premiery: 12.10.2022
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller / kryminał
 
Simon Beckett to jeden z najbardziej popularnych brytyjskich autorów literatury kryminalnej. Sławę międzynarodową przyniosła mu seria thrillerów medycznych z antropologiem sądowym Davidem Hunterem, której tom pierwszy „Chemia śmierci” ukazał się w 2006 roku (w Polsce rok później). Tłumaczona na prawie 30 języków, przyniosła mu kilka poważnych nagród literackich i sporo nominacji oraz liczbę ponad 10 milionów sprzedanych egzemplarzy. Latem 2021 autor zaprezentował swoim czytelnikom pierwszy tom nowej serii – z policjantem Jonah Colleyem, której tom pierwszy nosi tytuł „Zagubiony”. Fani twórczości autora mówią, że jest równie dobra co ta z Hunterem.
 
Jonah Colley to policjant, którego życie prywatne rozsypało się dziesięć lat temu – jego syn zaginął, rozstał się z żoną i stracił kontakt z najlepszym przyjacielem. Teraz niespodziewanie ten przyjaciel do niego dzwoni. I prosi, by Johan zjawił się w starym magazynie na Nabrzeżu Rzeźników równo o północy. Brzmi strasznie, mówi, że wszystko pomieszał i tylko Jonahowi może ufać. Zatem Jonah wbrew zdrowemu rozsądkowi jedzie. Nabrzeże jest puste, Gavina nigdzie nie widać. Jonah dzwoni na jego numer i słyszy dźwięk telefonu, który prowadzi go do jednego z najbardziej oddalonych magazynów… W środku znajduje ciało przyjaciela, ale nie to jest najbardziej przerażające - zaraz obok leżą trzy inne ciała ściśle opakowane w folię… Gdy Jonah rozrywa jedną z nich, odkrywa, że zapakowana w nią jest młoda dziewczyna, która jeszcze nadal żyje. Kto mógł zrobić coś takiego? I jak z tym wiąże się Gavin, który ewidentnie w to miejsce chciał go sprowadzić? I dlaczego to właśnie Jonah miał się tam zjawić? O co w tym wszystkim chodzi?!
 
Książka składa się z 36 rozdziałów opisanych z perspektywy Jonaha w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Wydarzenia współczesne przeplatają się z retrospekcjami sprzed 10 lat, kiedy to życie Jonaha tak brutalnie się załamało. Styl powieści jest przyjemny, prosty, czuć lekkość pióra autora, który umiejętnie buduje napięcie, a jednocześnie z uwagą przygląda się motywacjom swoich postaci. Książkę od samego początku czyta się naprawdę wyśmienicie!
„Walka toczy się tutaj. – Sunni popukała palcami w skroń Jonaha, kiedy ten usiadł na leżance. – Ból to tylko sposób, w który twoje ciało mówi ci, że coś jest nie tak. Liczy się to, jak sobie z nim poradzisz.”
Kreacja głównego bohatera z pewnością zasługuje na uznanie. Jonah to człowiek mocno poturbowany przez życie, który ostatnie dziesięć lat spędza w niejakim zawieszeniu, podświadomie karząc się samotnością za to, co stało się z jego synem. Bo przecież jeszcze niedawno miał wszystko – pracę, dom, żonę i szczęśliwe dziecko i choć nie było to życie usłane różami, to jednak było takie, jakie być powinno. Jedna chwila wszystko to zerwała, zmieniła bieg życia ich wszystkich. I choć Jonah wie, że jego synek z pewnością stracił wtedy życie, to jednak podświadomie gdzieś tli się ciągle nadzieja – skoro nie ma ciała, to jeszcze może nie wszystko stracone? I tak od dziesięciu lat Jonah egzystuje, skupiając się przede wszystkim na pracy w wydziale antyterrorystycznym. Mimo tych trudnych doświadczeń mężczyzna pozostał dobrym i uczciwym człowiekiem, dlatego kiedy ma wybrać pomiędzy tym, co jako obywatel i policjant powinien, a tym, co w jego ocenie będzie dobre dla jeszcze niedawno mu bliskich, najczęściej decyduje się na to drugie. Wie jak działa policja, wie, że nie pozwolą mu być częścią śledztwa, a on nie może do tego dopuścić – zatem węszy prywatnie, co często przynosi niestety odwrotny skutek do zamierzonego i pakuje go w kłopoty. A jednak przedstawiony jest tak ludzko, tak zrozumiale, że czytelnik nie ma problemu z jego czasem naiwnymi decyzjami, a wręcz przeciwnie – szybko pojawia się sympatia i współczucie.
„Czasami życie się jebie i nic nie możesz z tym zrobić. Niektórych rzeczy nie przewidzisz, więc musisz przestać się tym zadręczać.”
Intryga kryminalna to drugi punkt zasługujący na uwagę. Poprowadzona naprawdę sprawnie, fabuła toczy się szybko i jest pełna zaskoczeń – punkty zawieszenia, zaskoczenia i zwrotów akcji rozlokowane są perfekcyjnie, przez co czytelnik cały czas utrzymany jest w poczuciu wysokiego napięcia, ciekawości do czego ta zagadka prowadzi. Mylne tropy, dziwne zachowania, sprzeczne opinie – to powoduje w głowie czytelnika mętlik, przez co tym mocniej chce się przekonać, jak to wszystko się skończy. Akcja toczy się dynamicznie, na miarę amerykańskich thrillerów, jednak jej prawdopodobność, realność wydaje się bardziej wyważona, przez co czytelnik w czasie lektury nie neguje kolejnych wydarzeń.
 
Mimo, że książka to przede wszystkim thriller nastawiony na rozrywkę, dostarczający dużo emocji, trzymający mocno w napięciu, to jednak temat poruszany przez postać głównego bohatera nadaje lekturze pewnej głębi – obserwujemy cierpiącego rodzica, który, mimo że od utraty dziecka minęło już wiele lat, nie mając dowodów, czegoś co jednoznacznie pozwoliłoby mu zamknąć temat, ukoić tę tlącą się cały czas niepewność, nie potrafi się z tym pogodzić i zacząć żyć dalej. Czy to wyrzuty sumienia trzymają go w miejscu? W końcu jego była żona ma nową rodzinę, dwójkę dzieci, więc ewidentnie ruszyła na przód. Jonah nie, on stoi w miejscu. Spotkania grupy wsparcia pomogły mu żyć dalej, ale bez zamknięcia tematu, bez dowodów w sprawie mężczyzna nie jest w stanie pogodzić się z tym co się stało. Bo przecież niepewność jest gorsza od najbrutalniejszej prawdy… Mimo że przecież jest to historia fikcyjna, to przypomina nam, jak kruche jest to wszystko co mamy, jak jeden moment, dosłownie chwila zapomnienia, może sprawić, że stracimy to, co tak cenne na zawsze.
„(…) zaakceptować nie oznacza zignorować. Ani zapomnieć. (…) Dopóki jesteśmy na tym świecie, mamy obowiązek żyć dalej.”
„Zagubiony” to było moje pierwsze spotkanie z piórem Becketta. I przyznaję, faktycznie autor ma to coś, co przyciąga czytelnika. Choć sama raczej preferuję thrillery psychologiczne od typowych thrillerów nastawionych na akcję, to tu znalazłam wystarczające skupienie na motywach postaci, by czuć się lekturą usatysfakcjonowana. Sama jestem też zaskoczona jak mocno polubiłam postać Jonaha, mimo że przecież w książce często podejmuje dosyć głupie decyzje – jednak rozumiemy dlaczego to robi, a to w mojej ocenie jest najważniejsze. To była dobra lektura, która zaciekawiła mnie tak mocno, że ciężko było mi się od niej oderwać. Z chęcią też sięgnę po tom drugi i mam nadzieję, że autor nie da nam długo na niego czekać!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 12, 2022

Book tour ze "Śmiercią drugą"!

Book tour ze "Śmiercią drugą"!

Kiedy na blogu zagościły już recenzje wszystkich tomów serii o Tomaszu Winklerze, w końcu nadeszła pora na book tour z tytułem, od którego ja zaczynałam się z nią zapoznawać. Tak, tak, zaczęłam od końca, od tomu najnowszego, udowadniając, że książki bez obaw można czytać niezależnie od pozostałych i mam nadzieję, że w ten sam sposób zarazę i Was miłością do tej serii. Bo jest naprawdę warta uwagi! To nie tylko świetne kryminały, których akcja ze strony na stronę coraz mocniej przyspiesza, ale i popis umiejętności językowych Dębskich - ich dialogi, komentarze narratora, zabawa językiem polskim to coś, co zdecydowanie wzbudza uśmiech na twarzy i dostarcza ogromnej przyjemności literackiej. Gorąco Wam tę książkę, jak i całą serię, polecam!

A jeszcze przegapiliście moją recenzję "Śmierci drugiej", to znajdziecie ją tu - klik!, a tu - klik! wywiad z autorami cyklu. 

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autorów oraz profil Wydawnictwa Agora w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście we wtorek.
Książka ruszy w podróż w środę rano, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa, autorów książki i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @ksiazka.dobra.na.wszystko opinia - klik!
2. @maniaczka_ksiazek 
3. @mirkowo3 opinia - klik!
4. @ahywka_p opinia - klik! 
5. @justyna6353 opinia - klik! 
6. @miss_daisy_czyta opinia - klik!
7. @z_ksiazka_mi_po_drodze opinia - klik!
8. @i.krasnodebska opinia - klik!
10. @marzenaguzior opinia - klik!
11. @jaulialife 
12. @malgorzatanocon opinia - klik! 
13. @du_dzik94 opinia - klik!
14. @marzaczyta opinia - klik!  
15. @po_prostu_o_ksiazkach opinia - klik! 
16. @ebertowskaanka  opinia - klik!
17. @maria.j.sokolowska (03.10-20.12)

grudnia 10, 2022

Książka na świąteczny prezent IV

Książka na świąteczny prezent IV

Ho, ho, ho! Święta za pasem, najwyższa pora, by zastanowić się nad prezentami pod choinkę! A czy może być lepszy prezent niż książka? Na pewno każdy książkoholik powie, że nie! A i może ci, co nie czytają na co dzień w okresie świątecznym skuszą się na lekturę? Kryminał na talerzu podpowie Wam, jakie tytuły warto wybrać w tym roku!

Książki podzieliłam na kilka kategorii - są i pięknie wydane, i baśnie na nowo, i mroźne historie i oczywiście wszelkiej maści kryminały! Tak, tak, to wszystko zmieściłam w dziesięciu tytułach 😊 Część z nich już sama recenzowałam, więc przy tych pozycjach znajdziecie link do recenzji, a pod każdym tytułem zamieściłam też odnośnik do porównywarki cenowej, która mam nadzieję, że mocno ułatwi Wam zakupy. 

Piękne wydanie, piękna opowieść
Znajdziecie tu trzy propozycje, które okażą się nie tylko zimową ucztą literacką, ale i cudowną ozdobą biblioteczki. To czysta przyjemność spoglądać na dobrze wydane książki, prawda?

1. "Północ w Everwood"
M.A. Kuzniar
Porównywana do "Dziadka do orzechów" w wersji dla dorosłych, przeniesie nas do początku XX wieku w Anglii. Młoda kobieta marzy o zostaniu baletnicą, jednak życie szykuje dla niej bardziej przyziemną rolę matki i żony... Pewnej zimowej nocy jednak wszystko się zmienia, a kobieta ma szansę spełnić własne marzenia. Mówią o książce, że jest baśniowa, pełna magii, idealna na tę porę roku. W dodatku wydanie w twardej oprawie, ze złoceniami, będzie przepięknie prezentować się w zimowej, świątecznej scenerii. 

Książkę "Północ w Everwood" kupicie tu - klik!


2. "Miasto w chmurach"
Anthony Doerr
Choć historia tej książki rozgrywa się w trzech bardzo odległych od siebie planach czasowych, to zdecydowałam się polecić ją Wam na święta. Jedna z historii, ta tocząca się współcześnie ma miejsce pewnego lutowego wieczoru, kiedy to przez śnieg przedziera się starszy pan z gromadką dzieci w drodze do biblioteki. To historia magiczna, piękna napisana, która im dalej w lekturę, tym mocniej zachwyca. Coś dla każdego fana dobrej historii i literatury pięknej, a także po prostu książek i języka pisanego. Nie muszę już wspominać, że wydanie jest naprawdę eleganckie? 😊

Moją recenzję "Miasta w chmurach" znajdziecie tu - klik!
A książkę kupicie tu - klik!


3. "Chołod" 
Szczepan Twardoch
Ta książka nie całkiem wpisuje się w naszą kategorię "piękne wydanie, piękna opowieść" - dlaczego więc się tu znalazła? Bo jest to literatura piękna, a z okazji świąt znajdziecie ją w empiku w twardej oprawie, która faktycznie prezentuje się bardzo elegancko (klik!). Sama historia jest bardzo mroźna, w końcu bohater przedziera się przez śniegi Syberii. To coś dla tych nie bojących się wyzwań i zabaw językiem, ciekawych, odległych historii, które wpisują się na poziomie podstawowym w historię już przeżytą, a na poziomie emocjonalnym mocno uniwersalną. To nieszablonowy prezent, ale jeśli da mu się szansę, może okazać się naprawdę porywający!

Moją recenzję "Chołodu" znajdziecie tu - klik!


W klasycznej odsłonie
Tu mam dla Was dwie propozycje, które albo są klasyką, albo do niej nawiązują. Objętościowo średniej grubości, okładki miękkie, ale wizualnie przyjemne dla oka. To dobre lektury na świąteczny czas.

1. "Tajemnica pustego kufra"
Mary Kelly
Zima, dwa dni przed Wigilią, w zaniedbanym mieszkaniu znaleziona zostaje kobieta i świeżo splądrowany kufer... Szybko okazuje się, że zamordowana to księżna rosyjska, która w kufrze trzymała swój drogocenny skarb. Nadkomisarz Nightngale będzie miał twardy orzech do zgryzienia... To dzieło angielskiej autorki kryminałów, która publikowała w latach 50tych i 60tych XX wieku, u nas wydana po raz pierwszy. Dobra zagadka, spokojny świąteczny klimat i śledztwo oparte na dedukcji. Czego chcieć więcej?

Książkę "Tajemnica pustego kufra" kupicie tu - klik!


2. "Inna opowieść wigilijna"
Elizabeth Ann Scarborough
"Opowieść wigilijna" Dickensa w erze komputerów? Czemu nie! Z tym, że nie tych supernowoczesnych, a tych z końcówki 90tych lat XX wieku. Monica, dyrektorka i pracoholiczka w Wigilię odmawia pracownikom urlopu. Tej samej nocy odwiedza ją duch. I tak, to Ebenezer Scrooge. Książka z pewnością okaże się świąteczną ciekawostką z klasyczną historią w tle!

Książkę "Inna opowieść wigilijna" kupicie tu - klik!


Kryminał na wesoło
W święta trzeba zadbać o dobry humor, więc dlaczego nie sięgnąć po świąteczną komedię kryminalną? Znajdziemy tu i święta w tle, i dobrą zagadkę, i dużo pozytywnie nastrajającego humoru!

1. "Pod Czerwonym Aniołem"
Alek Rogoziński
Zima, końcówka roku i dziesięcioro gości, których wypoczynek przerwa.... morderstwo. Zamknięte grono podejrzanych, pensjonat obsypany śniegiem i zagadka wymagająca uważnego przyjrzeniu się podejrzanym. Jak to zawsze u Alka bywa, dobra zagadka okraszona jest mnóstwem dobrego humoru! To dobry, szybki i przyjemnie zajmujący relaks z żartami na tyle uniwersalnymi, że większość znajdzie tu powód przynajmniej do uśmiechu 😊

Książkę "Pod Czerwonym Aniołem" kupicie tu - klik!


2. "Wigilia ze skutkiem śmiertelnym"
Iwona Banach
Komedie Iwony Banach to coś dla tych z lekko szalonym poczuciem humoru. W jej książkach zawsze dzieje się dużo, czasem zdaje się, że nieprawdopodobnie, a jednak ostatecznie wszystko ma logiczne uzasadnienie. Absurd goni absurd, a dialogi wywołują parskania śmiechem. Tu w wersji świątecznej na weselnej sali w malutkim miasteczku!

Książkę "Wigilia ze skutkiem śmiertelnym" kupicie tu - klik!


Kryminał / thriller w wersji zimowej
Teraz już na poważnie! Zima, śnieg i dobra zagadka kryminalna? A jakże! I tego u nas pod dostatkiem - w tej kategorii coś dla fanów rasowych kryminałów i zajmujących thrillerów!

1. "Szczęśliwego nowego roku"
Malin Stehn
Szwedzki kryminał, którego fabuła rozpoczyna się w sylwestrową noc, w czasie której dochodzi do zaginięcia nastolatki... To coś dla fanów lżejszych thrillerów, dramatów rodzinnych, skupiających się na ściśle skrywanych tajemnicach. Kryminał na talerzu poleca!

Recenzja "Szczęśliwego nowego roku" ukaże się już jutro!


2. "Jedno po drugim" 
Ruth Ware
Książka autorki rewelacyjnego thrillera "Pod kluczem"! W "Jedno po drugim" znajdziemy i thriller i kryminał nawiązujący do klasyki gatunku - znowu pensjonat w górach, tyle że tym razem w Alpach i lawina, która odcina gości od świata zewnętrznego... Duszny klimat, poczucie zamknięcia, osaczenia i strachu o własne życie. Z tym tytułem z pewnością spędzicie emocjonujący świąteczny wieczór!

Książkę "Jedno po drugim" kupicie tu - klik!


3. "Zimny trop"
Beata i Eugeniusz Dębscy
Zima, kulinarne przygotowania do świąt, Polanica oraz zaginięcie, które prawdopodobnie wiąże się z brutalną zbrodnią sprzed dwóch lat. Do tego rewelacyjne, okraszone sarkazmem dialogi i zabawa językiem, która dla tych dbających o poprawność językową będzie prawdziwą ucztą literacką! Kryminał, ale z pazurem! 
Jest to co prawda drugi tom cyklu kryminalnego, ale spokojnie można go czytać jako osobną powieść. 

Recenzję "Zimnego tropu" znajdziecie tu - klik!
A książkę kupicie tu - klik!



Mam nadzieję, że i w tym roku udało mi się dostarczyć Wam na tyle różnorodnych propozycji prezentowych, że każdy z Was znajdzie tu coś dla siebie i swoich bliskich. 
Posty z propozycjami prezentowymi z poprzednich lat znajdziecie tu:
Zajrzycie i tam, w końcu książki nigdy nie tracą swojej aktualności!


Spokojnych i zaczytanych świąt!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 08, 2022

"Czwarta Małpa" J.D. Barker

"Czwarta Małpa" J.D. Barker

Autor: J.D. Barker
Tytuł: Czwarta Małpa
Cykl: #4MK, tom 1
Tłumaczenie: Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik
Data premiery: 04.04.2018
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 432
Gatunek: kryminał
 
J.D. Barker szturmem podbił polski rynek w roku 2018, kiedy to debiutował u nas pierwszym tomem serii kryminalnej o Zabójcy Czwartej Małpy (#4MK) pt. „Czwarta małpa”. Książka jest otwarciem trylogii, której kolejne tomy naszą tytuły: „Piąta ofiara” i „Szóste dziecko” – wszystkie zostały przyjęte mocno entuzjastycznie przez polskich czytelników. Autor na amerykańskim rynku debiutował w roku 2011, pisze książki, które są połączeniem thrillera, kryminału i fantasy, stąd bywa porównywany do Stephana Kinga. W „Czwartej Małpie” trzyma się jednak przede wszystkim kryminału.
Książki autora to bestsellery sprzedawane w 150 krajach, tłumaczone na ponad 20 języków. Do wspomnianej trylogii zostały sprzedane prawa filmowe – jeszcze nie jest pewne czy powstaną na ich podstawie filmy czy serial. Aktualnie autor skupia się na powieściach pisanych wspólne z James Pattersonem.
 
Fabuła „Czwartej Małpy” rozpoczyna się, gdy detektyw Sam Porter zostaje wezwany na miejsce wypadku – autobus śmiertelnie potrącił pieszego. Sam, który od dosyć dawna jest na zwolnieniu, nie całkiem rozumie dlaczego wzywają go do tak zwyczajnej sprawy. Na miejscu okazuje się jednak, że ofiara może być związana z tak zwanym Zabójcą Czwartej Małpy, który od prawie pięciu lat terroryzuje miasto porywając i mordując w męczarniach osoby bliskie tym, którzy w białych rękawiczkach popełniają przestępstwa. Ofiara miała przy sobie pudełko, tak dobrze znane Porterowi – właśnie w takich pudełkach Zabójca Czwartej Małpy wysyłał język, uszy i oczy temu, kogo chciał ukarać. To pudełko jest zaadresowane do pewnego majętnego bankowca. Kto z jego najbliższego otoczenia zniknął? Detektywi muszą się tego dowiedzieć jak najszybciej, zegar tyka, ofiara Zabójcy może jeszcze żyć… Ale czy ten, który zginął pod kołami autobusu faktycznie jest tym, kogo tyle lat szukali? Może wyjaśnienie przyniesie pamiętnik, który został znaleziony przy ofierze potrącenia…
 
Książka składa się z 92 krótkich rozdziałów i epilogu. Rozdziały rozpisane są na trzy postacie: Portera, porwaną Emory i policjantkę Clair oraz pamiętnik Zabójcy – rozdziały napisane są naprzemiennie, jednak to te opisujące zdarzenia dotyczące Portera dominują nad pozostałymi. Rozdziały otwierają się odliczaniem dni śledztwa i godziną. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, gdy obserwuje trójkę wymienionych postaci, pamiętnik pisany jest oczywiście w narracji pierwszoosobowej. Styl powieści jest całkiem przyjemny, lekki, dialogi wypadają naturalnie, a uwaga narratora odpowiednio wyśrodkowana pomiędzy opisami a dialogami, przez co książkę czyta się płynnie, szybko i dobrze.
 
Kreacje postaci to na pewno silna strona powieści. Już sam Porter jest intrygującym bohaterem, który skrywa w sobie pewną tajemnicę. Dlaczego przebywał na zwolnieniu i wszyscy zdają się traktować go polubownie? To człowiek inteligentny i uparty, drąży temat dziennika Zabójcy i nie rezygnuje kiedy kolejne tropy okazują się błędne. Nie chcę za wiele na jego temat zdradzać, mogę tylko powiedzieć, że jest to postać, która szybko zyskuje sympatię czytelnika.
Oczywiście warto zwrócić uwagę na porwaną, z perspektywy której też poznajemy wydarzenia, jak i na jej całą rodzinę. Dla mnie jednak bardzo ciekawą postacią był śledczy Watson, który dołączył przy tej sprawie do zespołu Portera – chętny i inteligentny, momentami zabawny w swoim skupieniu tylko i wyłącznie na pracy. Dziwi jedynie fakt, że nie wiem kim był oryginalny Watson, bo ma cech z nim zbieżnych. A może to po prostu puszczone oczko do czytelnika?
 
Intryga kryminalna jest pełna zwrotów akcji i zaskoczeń. Krótkie rozdziały nadają lekturze dynamizmu, a fakt, że pisane są z naprzemiennej perspektywy tylko ten dynamizm pogłębia. Zagadka jest ciekawa, a fragmenty pamiętnika sprawiają, że czytelnik ma szansę zrozumieć mordercę – a motywy zawsze są tym, co ciekawi najmocniej.
 
Nie mogę jednak nie odnieść się do ilości opisów brutalnych i makabrycznych, które przedstawione są skrupulatnie. Nie jestem fanką tego typu historii, o ile nie mają one koniecznego uzasadnienia, a tu zdaje się, że tak skrupulatnie były opisywane tylko po to, by wzbudzić obrzydzenie i niesmak czytelnika. Nie widzę sensu w tak szczegółowych opisach, po prostu nie bawi mnie bezzasadna makabra. Wolę skupić się na aspektach psychologicznych niż na brutalnych opisach. Dlatego trochę też ciekawi mnie aż tak duża popularność tej serii – naprawdę tyle ludzi rozsmakowanych jest w makabrze? A może fakt, że czytam tę książkę cztery lata później niż wszyscy, kiedy takie opisy już nie są czymś nowym i szokującym, ma znaczenie?
 
Na koniec wspomnę też o temacie, który wymuszają fragmenty pamiętnika. Czy wychowanie jest tym co bezwzględnie kształtuje człowieka? Czy to, czego doświadcza w dzieciństwie, jest tym, co decyduje o jego zachowaniu w życiu dorosłym? To temat nienowy, a jednak cały czas tak mocno aktualny. I ważny, bo uświadomienie sobie skąd dane zachowanie pochodzi, to już część sukcesu i droga do zmiany.
 
Ogólnie „Czwarta Małpa” to ciekawie poprowadzony kryminał, który mógłby być świetny, gdyby skupił się mocniej na psychologicznych aspektach, zamiast na makabrycznych opisach, które po prostu nie mają tu wystarczającego uzasadnienia. Akcja toczy się szybko, jest dynamiczna i pełna zaskoczeń, przez co czytelnik cały czas utrzymany jest w przyjemnym napięciu. Postaci barwne i zajmujące, opisane z wyczuciem, tak, że i one same wzbudzają w czytelniku ciekawość. Doceniam pomysł i lekkość pióra autora, jednak zachwycić się nie mogę przez tą nieuzasadnioną brutalność.
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała na życzenie mojej Patronki Pauliny Korek (@zaczytana_panna)
Chcesz dołączyć do grona moich Patronów? Zapraszam na patronite.pl/kryminalnatalerzu!

Książka dostępna jest też w abonamencie 


grudnia 08, 2022

"Szwedzki kryminał" Beata i Eugeniusz Dębscy

"Szwedzki kryminał" Beata i Eugeniusz Dębscy

Autor: Beata i Eugeniusz Dębscy
Tytuł: Szwedzki kryminał
Cykl: detektyw Tomasz Winkler, tom 3
Data premiery: 27.10.2021
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 376
Gatunek: kryminał
 
Mam wrażenie, że o kryminałach Dębskich ciągle nie jest wystarczająco głośno. Sama popatrywałam na ich cykl od poprzedniego roku 2021, ale dopiero premiera tomu czwartego i możliwość zapisania polecajki dla książki, zmotywowała mnie, by nadrobić całość. I nie żałuję, a może żałuję, że zrobiłam to dopiero teraz, a nie rok wcześniej, kiedy na rynku pojawiły się aż trzy tomy. Każdy z nich jest warto uwagi, każdy to inny podgatunek kryminału, ale ciągle trzymający się ram gatunkowych. Podoba mi się to, że autorzy testują sobie ten gatunek, z każdym tomem patrzą na niego inaczej, sięgają do tego, co znane i przekładają na swoje pomysły, swoje genialne postacie. Tom trzeci (poza czwartym) przypadł mi do gustu najmocniej, bo zagadkę kryminalną skupia wokół rodziny, czyli jednostki społecznej, która ciekawi mnie najmocniej.
O wszystkich pozostałych tomach serii możecie poczytać tu: „Dwudziesta trzecia” – klik, „Zimny trop” – klik i „Śmierć druga” – klik!. Tomy można czytać oddzielnie, bez zachowania kolejności chronologicznej.
 
Fabuła „Szwedzkiego kryminału” zaczyna się, gdy w galerii handlowej zaczepia Winklera drobny złodziejaszek, którego ten lata temu wsadził do więzienia. Rabek od jakiego czasu czuje się obserwowany, chyba boi się o swoje życie, więc nie wiedząc, że Tomasz nie jest już policjantem, chce od niego pomocy. Detektyw wypytuje go trochę o co chodzi, ten zdradza, że w więzieniu siedział w celi z niebezpiecznym typem, na którego mówili Psychoza, a ten pod wpływem narkotyków kiedyś powiedział coś niepokojącego o zabitych dzieciach. Kiedy Rabek wyszedł z więzienia, Psychoza trafił do szpitala psychiatrycznego, jednak niedawno z niego uciekł. Rabek jest przekonany, że Psychoza chce go dopaść ze względu na tamto narkotyczne wyznanie… Tomasz raczej zbywa chłopaka, daje mu jednak swoją wizytówkę, przez którą po kilku dniach zjawia się u niego policja. Chłopaka zamordowano, a Winkler zostaje poproszony o powrót do policji – jest skuteczny, a tego im trzeba. By uniknąć papierologii i skomplikowanych procedur przywracania do służby, na razie jednak będzie po prostu audytorem. Pierwsza sprawa za jaką się bierze, to śmierć Rabka… Kim jest Psychoza i czy faktycznie to on zamordował chłopaka? Co tak strasznego miał do ukrycia, że z powodu jednego niejasnego wyznania zabił?
 
Książka składa się z 22 rozdziałów, wydarzenia toczą się w przeważającej części linearnie – odstępstwem są dwa lub trzy rozdziały-retrospekcje z dzieciństwa Psychozy. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża przede wszystkim za Winklerem. Styl powieści, jak i całego cyklu, to coś, co wyróżnia go na naszym rynku książki – Dębscy znają i kochają język polski, bawią się nim, co jest widoczne przede wszystkim w dialogach pomiędzy Winklerem a jego babcią oraz w komentarzach narratora. Gry słowne, ciągła dbałość po poprawność wypowiedzi i delikatna uszczypliwość w relacjach pomiędzy głównymi postaciami nadają książce oryginalności, niepowtarzalnego charakteru i inteligentnego humoru. Pod względem stylu to jedne z najlepszych kryminałów dostępnych na polskim rynku książki!
 
Jak już wspomniałam na wstępie, fabuła tego tomu, jak i w dużej mierze intryga kryminalna, kręcą się wokół jednostki rodziny, w której wychowywał się Psychoza. Rodziny skomplikowanej, w której rządziły dziwne zasady wyniesione z sekty, do której należeli rodzice chłopaka i jego rodzeństwa. Czytelnik ma więc okazję przyjrzeć się funkcjonowaniu i zależnościom w tej dysfunkcyjnej rodzinie, z uwagą prześledzić wydarzenia i zachowania, które doprowadziły do wykreowania takiego człowieka, jakim jest Psychoza. Bo w końcu czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci, prawda? Charakter, zachowanie, system wartości utrwalają się w człowieku przede wszystkim w wieku dziecięcym i nastoletnim, to, co wtedy się przeżyło, podświadomie wpływa na to, jakim jest się dorosłym.
 
Winkler podążając śladem Psychozy, przygląda się też zbrodni jaką popełnił, za jaką został skazany. Chodziło tam o porwanie i prawdopodobnie zamordowanie dziecka, choć ciała nigdy nie odnaleziono. Winkler próbuje odkryć zagadkę tego, co naprawdę tam się stało, bo od początku coś mu w tej zbrodni nie pasuje. Intryga kryminalna więc opiera się na zbrodni sprzed lat, zatem skupia się przede wszystkim na badaniu śladów, grzebaniu w dokumentach, przepytywaniu świadków i oczywiście dedukcji. W finalnych scenach jednak nie zabraknie też dosyć dynamicznej akcji, jak na rasowy, współczesny kryminał przystało.
 
A co z bohaterami serii? Winkler musi w końcu zdecydować jakiego rodzaju znajomość interesuje go z Iwą – są przyjaciółmi? Coś więcej? A może mniej? Po wydarzeniach z poprzedniego tomu ich relacja chyba trochę się skomplikowała. Do tego dochodzi kwestia powrotu do policji – czy po tym jak został potraktowany wcześniej, niesłusznie oskarżony i zwolniony faktycznie jeszcze chce mieć z tą instytucją do czynienia?
Roma, babcia Winklera, jak zawsze służy mu pomocą, choć wydaje się, że w tym tomie odgrywa dosyć poboczną rolę – jednak to rozmowy z nią powodują, że Winkler najczęściej dochodzi do właściwych wniosków zarówno jeśli chodzi o strefę prywatną, jak i zawodową.
 
Podsumowując – „Szwedzki kryminał” ma wszystko to, za co cenię sobie ten gatunek. Ciekawą, zbudowaną na dedukcji intrygę kryminalną, świetne kreacje postaci, dobre uzasadnienie psychologiczne wydarzeń, które sięga lata wstecz oraz dopracowaną warstwę językową, która nadaje książce lekkości, momentami humoru. Bawiłam się doskonale i jestem pod wielkim wrażeniem umiejętności pisarskich Dębskich. Czekam na więcej!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu Agora!

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 04, 2022

"Król" Dagmara Andryka

"Król" Dagmara Andryka
Tytuł: Król
Cykl: detektyw Anna Maria Kier, tom 1
Data premiery: 12.04.2022
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 376
Gatunek: kryminał
 
Dagmara Andryka na polskim rynku książki pojawiała się siedem lat temu debiutując „Tysiącem”, pierwszym tomem trylogii o dziennikarce Marcie Witeckiej i miasteczku Mille. Cykl ukazał się w całości na przestrzeni czterech lat i zbierał całkiem pozytywne opinie – dzięki temu sama się nim zainteresowałam. Ostatni tom cyklu zdobył nominację do Grand Prix Festiwalu Kryminalna Warszawa. Później przyszły prawie cztery lata przerwy, ale ewidentnie nie były one bezczynne pod względem pisarskim – autorka powróciła w 2022 roku z tetralogią kryminalną o Annie Marii Kier, z której aktualnie ukazały się już trzy tomy.
Każdy tom opowiada o innej zagadce kryminalnej, jednak spoiwem serii jest historia prywatna głównej bohaterki, która odgrywa w każdym tomie ważną rolę, więc teoretycznie można czytać je oddzielnie, ale myślę, że tu akurat straci się dużo, więc sama zalecam kolejność chronologiczną.
 
Fabuła tomu pierwszego pt. „Król” toczy się w 2018 roku. Anna Maria Kier właśnie przechodzi na emeryturę po 25 latach służby w policji. Na szczęście nie napawa ją to lękiem, a wręcz odwrotnie – cieszy się, że w końcu będzie miała czas dla siebie, dla rodziny, swojego dwudziestoletniego syna i ojca chorującego na Alzheimera, planuje generalny remont mieszkania i dużo odpoczynku. Jednak nie jest Annie dane długo cieszyć się jako takim spokojem – jej syn trafia do szpitala, okazuje się, że w jego mózgu rozrósł się guz, który jest nieoperowalny ze względu na jego niefortunne położenie. Anna zatem po raz kolejny bierze na swoje barki zadbanie o rodzinę finansowo, zapewnia, że zrobi wszystko, by jej syn dostał najlepsze leczenie z możliwych. Szczęśliwie się składa, że w domu opieki, w którym jest jej ojciec, właściciel ośrodka podsuwa jej zlecenie – właściciel firmy farmaceutycznej podejrzewa, że ma w swoich szeregach kreta. Prosi Annę, jako byłą policjantkę, o zbadanie sprawy od środka – z zewnątrz będzie nową pracownicą w zastępstwie dziewczyny, która niedawno uległa poważnemu wypadkowi i leży w szpitalu… Anna sprawę przyjmuje, ale prosi byłych współpracowników o poleceniem kogoś, kto dobrze zna się na technologiach – policjanci polecają jej Wandę. Kobiety zaczynają współpracę nad sprawą, która wydaje się głębsza niż z początku wszystkim się wydawało… Co znajdą na jej końcu?
 
Książka rozpisana jest na trzy części, składa się z 31 rozdziałów. W części pierwszej skupiamy się na postaci Anny – jej przejściu na emeryturę, relacjach rodzinnych, ale i przeszłości – część rozdziałów opowiada o starych sprawach, które otwierają wycinki z prasy, a które pokazują czytelnikowi, jak solidną policjantką i wierną swojej pracy była. W części drugiej Anna skupia się na śledztwie w sprawie kreta w firmie, w trzeciej na śmierci z tym powiązanej. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy przede wszystkim Anny, lecz nie tylko – jest też tajemniczy mężczyzna, do którego zwracają się biznesmeni z problemami, a on za pomocą szantażu lub morderstwa na zlecenie te problemy rozwiązuje. Wyjątkiem w narracji trzecioosobowej są rozdziały z części pierwszej poświęcone dawnym sprawom Anny – te przedstawia czytelnikowi z perspektywy pierwszej osoby czasu przeszłego. Styl powieści jest prosty, zdania krótkie, dialogi sprawne, całość czyta się szybko i dobrze.
„(…) jej przyjaźnie z koleżankami ze szkoły policyjnej czy potem ze studiów nie przetrwały próby czasu, ale to chyba normalne – jeśli nie dba się o ludzi, na których ci zależy, to oni też nie zadbają o ciebie. Przyjaźń wymaga altruizmu, takiego jednak, który nie jest ciężarem. Wymaga także zaangażowania, czegoś w rodzaju inwestycji, bo każdy człowiek lubi być czasem adorowany (…).”
Zgodnie z tym co pisałam na wstępie, seria mocno skupiona jest na postaci głównej bohaterki, więc już w tomie pierwszym poznajemy są dosyć dobrze, poczynając od tego, jak została wychowana, kończąc na tym, jak radzi sobie w życiu teraz. Wychowywana była przez ojca prokuratora, który raczej nie był ciepłym rodzicem. Jej matka zmarła, gdy dziewczynka miała roczek. Ojciec był surowy, wymagał od Anny wiele, ale nigdy specjalnie się nią samą nie interesował. W dorosłym życiu to praca była dla niej całym światem, choć z początku marzyła, by stworzyć własny ciepły dom. Niestety nie udało się, jej syn ciągle był rozczarowany tym, że dla niej praca jest ważniejsza, a z mężem w końcu się rozwiodła nie mogąc sprostać własnym wyrzutom sumienia, że nie radzi sobie w roli żony. Anna jest więc pełna poczucia winy w stosunku do byłego męża, syna, ale i ojca, który od niedawna ze względu na pogarszający się stan zdrowia przebywa w specjalnym ośrodku opieki. Robi co może, stara się być obecna dla swojej rodziny, ale jednak to jej śledztwa zawsze są dla niej najważniejsze – tu po prostu wie co robić, to świat, który rozumie, w którym może przynieść jakąś zmianę. To dobrze wykreowana bohaterka, pełna sprzeczności, rozdarta pomiędzy tym co chce, a tym co powinna.
Wanda, jej współpracowniczka, w tym tomie jest mocno skryta, nie dowiadujemy się o niej za wiele. Tak samo jak o tajemniczym mężczyźnie, który ewidentnie musi być z jakiś sposób powiązany ze sprawą, nie wiadomo jednak jak. Przez większą część lektury oczywiście, bo finałowe rozwiązanie mocno zaskakuje.
 
Intryga powieści zbudowana jest sprawnie, choć jej waga w fabule jest równa problemom prywatnym bohaterki. Od początku sprawa kryminalna wygląda dosyć niejasno, bohaterka niby dostaje zlecenie, ale na za bardzo mi się czego chwycić – o co w tej sprawie chodzi? Dużą rolę odgrywają tu media społecznościowego i udostępnianie swoich danych w Sieci. Historia może nie wbija w fotel i nie powoduje obgryzania paznokcie z nerwów, jednak jest interesująca i na tyle zajmująca, że czytelnik chętnie kontynuuje lekturę.
„To następna obowiązkowa apka do informowania świata o tym, co zjadłaś na śniadanie, jaka pyszna i idealna wyszła ci kawa z ekspresu, a przy okazji – co masz w domu i oczywiście gdzie wyjechałaś i jak tam było pięknie, choć tak naprawdę jesz stare, twarde płatki czekoladowe, pijesz kawę rozpuszczalną, w domu masz syf, a na spacerze nad Wisłą zmarzłaś i totalnie się wynudziłaś. Mas zwykłe życie, ale na Instagramie jesteś kimś lepszym. Przede wszystkim od samej siebie.”
W tym tomie przyglądamy się funkcjonowaniu niewielkiej korporacji, jej pracownikom, z których każdy wydaje się chcieć czego innego. Dla jednych praca jest całym światem, dla innych po prostu źródłem zarobku. Małe społeczności zawsze są ciekawe do obserwacji, nie inaczej jest w tym przypadku. Czytelnik z uwagą przygląda się zależnością pomiędzy pracownikami wyższego szczebla, których szef wskazał Annie jako podejrzanych.
 
Książka, jak na początek serii, wypada całkiem dobrze. Zagadka jest ciekawa, główna bohaterka dobrze wykreowana i od początku wiadomo, że to jej sprawy rodzinne będą spajać wszystkie cztery tomy w całość. Historia poprowadzona jest sprawnie, jest kilka zaskoczeń, sporo niedopowiedzeń i niejasności, które wzbudzają w czytelniku ciekawość wielkiego finału, który tak - faktycznie robi wrażenie. Całość czyta się przyjemnie, można się przy niej odprężyć. Coś dla tych, którzy lubią silne postacie kobiece i lekkie kryminały.
„(…) to pewnie ze zmęczenia, mało spałem, jest tyle książek do przeczytania na tym świecie…”
Moja ocena: 7/10

Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!
Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

listopada 29, 2022

"Zero grawitacji" Woody Allen

"Zero grawitacji" Woody Allen
Autor: Woody Allen
Tytuł: Zero grawitacji.
Tłumaczenie: Mirosław P. Jabłoński
Data premiery: 08.11.2022
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Liczba stron: 216
Gatunek: felietony / humoreski
 
Woody Allen to człowiek, którego nazwisko zna każdy, kto choć trochę interesuje się kinem. Reżyser, scenarzysta, aktor, komik, uznawany jest za twórcę tak zwanej „inteligentnej komedii”. Zdobywca 4 Oscarów, 2 Złotych Globów, laureat wielu innych prestiżowych nagród filmowych. Znany z mocno ironicznego i dosyć pesymistycznego poczucia humoru, człowiek o szerokiej wiedzy kulturowej, z której chętnie korzysta w swoich dziełach. To Woody Allen, którego zna cały świat. Mniej osób wie o tym, że jest to także utalentowany muzyk i felietonista. Swoje teksty publikuje przede wszystkim w The New Yorker – zarówno te, jak i wcześniej niepublikowane znalazły się w jego kilku zbiorach wydawanych w formie książkowej. Z „Zero grawitacji” powraca po piętnastu latach przerwy i jak twierdzi przedmówczyni zbioru – jest równie zabawny, inteligentny i cięty jak zawsze.
 
Na książeczkę „Zero grawitacji” składa się 19 humoresek różnej długości, z czego 8 wcześniej ukazało się we wspomnianym The New Yorker. Całość poprzedzona jest przedmową Daphne Merkin – krytyczki literackiej, eseistki i pisarki, choć w Polsce raczej o niej nie słyszeliśmy. Po przedmowie zostają wymienione felietony, które były już wydane, aż w końcu przechodzimy do części właściwej. Każdy felieton jest zatytułowany, jednak co do treści to niespecjalnie mają ze sobą punkty wspólne – zgodne z tytułem, nie ma tu jednego punktu przyciągania. Narracje prowadzone są różnie, raz w pierwszej osobie, raz w trzeciej, a co zaskakujące, niektóre nie są pisane z perspektywy człowieka – są tu historie opowiadane przez krowę, samochód i homary. Tematyka jest równie szeroka – od życia na planie filmowym, po nowojorską finansjerę, rynek mieszkaniowy, aż po zemstę i miłość. Wszystko to jednak jest okraszone specyficznym spojrzeniem Allena – spogląda on na postacie okiem błyskotliwym, inteligentnym, choć dosyć oszczędnym w słowach, sugerujący tylko, gdzie kryje się puenta historii.
„W dniu, w którym dowiedziałem się, że może się zająć moim rachunkiem, byłem tak szczęśliwy, że wyciąłem głowę żony z naszego ślubnego zdjęcia i umieściłem tam jego.”
Jak to w zbiorach tekstów bywa i tu część podobała mi się bardziej, część mniej. Myślę, że połowa z nich, jest tak naszpikowana niuansami związanymi z życiem nowojorczyka oraz odniesieniami do literatury i filmu, że czasem po prostu nie całkiem łapałam o co autorowi chodzi – w tych fragmentach, czułam, że mam po prostu niewystarczającą wiedzę, by docenić cięty żart artysty. Wydaje mi się też, że gdyby tłumacz pokusił się o przetłumaczenie nazwisk, to książeczka mogłaby zyskać – i tu ukryty był żart słowny, który ciężko jest zrozumieć osobie nieanglojęzycznej. Żałuję, że wszystkich tekstów nie byłam w stanie docenić, jednak było kilka, które przypadły mi do gustu np. historia o tym skąd wziął się kurczak generała Tso jako wymiana korespondencji pomiędzy generałem a ministrem Peng.  Wspomniane już trzy opowiadania z perspektywy nieczłowieczej – krowy, samochodu i homara. Krowa ukazała się tu jako wybawczyni społeczeństwa przed zadufanym artystą, samochód – co trzeba podkreślić – samojeżdżący, ten ze sztuczną inteligencją za kierownicą, został dosyć mocno wyszydzony, a homar, jako ofiara nieuczciwego finansisty w końcu odpłacił pięknym za nadobne. Jako fanka spania nie mogłam też nie docenić historii o najlepszej poduszce świata, która byłaby w stanie zmienić … no cóż, świat 😊 Z pewnością zabawna była też historia o zamianie mieszkań w Nowym Jorku, a także o nosie Stallone’a. Wszystkie wymienione to króciutkie formy, ledwie kilka, może kilkanaście stron.
„Gdy się okazało, że jestem spłukany, popełniłem samobójstwo, rzucając się z dachu naszego klubu golfowego w Palm Beach. Na skok musiałem czekać pół godziny, była dwunastoosobowa kolejka.”
Najmocniej jednak przypadło mi do gustu opowiadanie (bo chyba tak je trzeba nazwać) ostatnie. To tu mocno czuć tego filmowego Allena, tego, który opowiada pozornie zwyczajną historię dwójki ludzi, a jednak przemyca w niej swój gorzki żart i przekonanie, że nic nie trwa wiecznie, a każde szczęście ma swój koniec. Jest to historia miłosna pomiędzy młodym, rozpoczynającym swoją karierę komikiem – scenarzystą, autorem sztuki, a młodą i piękną aktorką, która jak lis z Małego Księcia szuka kogoś, kto byłby w stanie ją oswoić. Ich historia rozgrywa się na Manhattanie, wśród knajp, luksusowych mieszkań i Central Parku. Polubiłam tę historię za jej zwyczajność, realność i delikatnie naiwne spojrzenie (bo przecież zakochane) głównego bohatera. To historia, w której nawet nie widząc kim jest autor, rozpoznałabym Allena.
 
Podsumowując, „Zero grawitacji” to niewielka książeczka, która przyciąga oko już na poziomie wizualnej prezentacji swoim minimalizmem. Myślę, że szara kropka po tęczowokolorowym napisie też jest znacząca – nieważne jak wesoło by było, w końcu i tak zostaje ta szara rzeczywistość. I takie są też historie Allena – z gorzkim, uszczypliwym, oszczędnym humorem podkreślającym, że zwyczajne życie jak tym, co warto cenić. Sięgając po ten zbiór trzeba być gotowym na wszystko, bo Allen swojej wyobraźni nie ogranicza!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

listopada 28, 2022

"Chołod" Szczepan Twardoch

"Chołod" Szczepan Twardoch
Autor: Szczepan Twardoch
Tytuł: Chołod
Data premiery: 26.10.2022
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 456
Gatunek: literatura piękna
 
Szczepan Twardoch to jeden z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych polskich prozaików. Na rynku książki funkcjonuje już od kilkunastu lat, wydał jedenaście powieści, zbiory opowiadań, dzienniki, a nawet dramat. Laureat wielu prestiżowych nagród literackich m.in. Paszportu Polityki, Nagrody im. Kościelskich, Śląskiego Wawrzynu Literackiego czy Nagrody Czytelników Nike.  Na podstawie jego czterech książek stworzono spektakle, a w 2020 został zekranizowany „Król”. Od 2012 autor związany jest z Wydawnictwem Literackim.
 
Historia „Chołodu” rozpoczyna się latem 2019, kiedy to pisarz Szczepan Twardoch, by odpocząć od trudów codzienności, wybiera się na wędrówkę po norweskim archipelagu Svalbard. W drodze powrotnej, czekając na statek spotyka pewną staruszkę o imieniu Borghild, która zaprasza go na krótki rejs jej jachtem. Kobieta jest małomówna, widać, że ocean, życie na wodzie, to jest to, co kocha i robi od lat. W czasie tej wyprawy zdradza mu, że wybiera się w dłuższą podróż i zaprasza Szczepana, by jej towarzyszył. Ten, mimo zobowiązań w Polsce i własnemu sumieniu, zgadza się nie pytając nawet o cel podróży. Po zaopatrzeniu jachtu, poinformowaniu bliskich i wyruszeniu z portu w końcu zadaje to pytanie. Borghild nie udziela odpowiedzi, wręcza mu w zamian notes Konrada Widucha, w którym widnieją notatki stworzone w roku 1946. Szczepan zaczyna czytać zatracając się w opowieści narratora, który brał udział w I wojnie światowej, rewolucji bolszewickiej, był więźniem Gułagu, aż w końcu udało mu się uciec w mroźną Syberię… Co przeżył, czy przeżył, czym i jakim celu podzielił się swoimi przeżyciami? I jak jego historia wiąże się z wyprawą Szczepana i Borghild?
 
Książka rozpisana jest na wstęp, w którym dowiadujemy się o wyprawie Szczepana, notki Konrada Widucha opatrzone datami powstania wpisów, fragment zatytułowany „Na pokładzie ‘Isbjørn’, w którym poznajemy dalszą część przygód Szczepana, drugi notes Konrada Widucha oraz posłowie tworzące zakończenie historii współczesnej. Można więc tu mówić o powieść zbudowanej na zasadzie szkatułkowej – powieść w powieści. Obydwie prowadzone są w narracji pierwszoosobowej – fragmenty, które przedstawia nam Szczepan są pisane współczesną polszczyzną bogatą w słownictwo związane z żeglugą, za to fragmenty z dziennika Konrada, to już coś, co wymaga dłuższej analizy. Jego dzienniki pisane są w formie strumienia świadomości – zdania długie, pełne dygresji, mocno gawędziarskie. Narrator zwraca się do wyimaginowanej czytelniczki, ale też często pisze sam do siebie napominając się, by trzymać się tematu głównego.
„Znowuście uwali wątek, Konradzie Wilgelmowiczu! Pała! Proszę pisać od nowa!
Znowu mówicie do siebie w trzeciej osobie i z otczestwem, Konradzie Wilgelmowiczu.”
 Jego język to miks polskiego, śląskiego, niemieckiego, rosyjskiego i chołodzkiego. Tekst nie ma przypisów, co chyba największy problem stwarza, gdy pojawiają się słowa pisane cyrylicą. Myślę jednak, że jest to zabieg celowy mający na celu uwiarygodnienie dzienników. Do tego zdania nie są całkiem poprawne stylistycznie, pojawiają się też poprzekręcane wyrazy – przede wszystkim te rozbijające zbitek spółgłosek z ł – chłód to chołod, głód – gołod, człowiek – czełowiek. Tu jednak zauważyłam momentami niespójność zapisu, co trochę odstaje od całej reszty tekstu napisanego z mocno wyczuwalną starannością. I nie wiem czy był to też zabieg specjalny, czy może po prostu przeoczenie, błąd korekty? Nie całkiem jednak widzę teraz w tym rozszerzeniu sens, gdyby zabieg był powtarzany przy każdym takim wyrazie, to nie miałabym wątpliwości, że to po prostu kolejny element stylu pisania Konrada. Pomijając te małe potknięcia, o dziwo, jego notatki są bardzo rytmicznie, kiedy już czytelnik przyzwyczai się do jego dziwnego stylu (co przeważnie trwa tak z 2-3 strony, więc jest to książka, której raczej nie powinno się za często odkładać), to książkę czyta się wyśmienicie! Naprawdę byłam tym słowotwórstwem, językotwórstwem zachwycona i kompletnie nie przeszkadzało mi, że części słów zdarza mi się nie rozumieć. Nie wiem jednak czy czytelnicy, który nie znają śląskiego, będą się bawić tak samo dobrze – w tej gwarze/języku pojawiają się już całe ciągi wyrazów, wyrażenia, zdania i znowu – nie są zaopatrzone w przypisy.
„(…) opowiadać ja umiem tylko tak, jak przychodzą do mnie myśli, nie potrafię ja układać opowieści, potrafię jedynie pisać, przelewając ołówkiem na papier to, co się w mojej głowie kłębi, wzbiera i opada, tak i nie chcę inaczej. Tak jakby ja w ogóle nie panował nad tem, co tu się pisze, jakby to się samo – ze mnie, ale samo – pisało. Tak oto i patrzę na moją prawą dłoń niekompletną, bez kawałka małego palca, dłoń ołówek trzyma, ile ja tych ołówków tu stemperował nożem do zera, dłoń się porusza po papierze i ołówek zapisuje łacińskie litery jedną po drugiej, ale czy to i ja wie, co ja piszę, czy się to mnie pisze samo, z mojej głowy, ale samo, żeby jakoś zabić tę samotność i pustkę, i nudę, w jakiej tu tkwię (…)”
Narracja Konrada wraz z kolejnymi kartami powieści zmienia się, co podejrzewam, że wynika z sytuacji w jakiej się znalazł. Konrad w 1946 roku, kiedy spisuje ten dziennik ma ponad 50 lat i czeka na małym jachciku aż puszczą syberyjskie mrozy i jego środek transportu zastanie uwolniony.
„Uratowali mi życie. Wiadomo, na trochę, ale to zawsze na trochę. Dali mi też nadzieję. Kiedy zaczynał ja to pisać, jeszcze tej nadziei ja nie czuł, zaślepiony rezygnacją. A teraz jednak czuję. Złudną, owszem, ale czyż nadzieja nie na złudności właśnie polega? Bo przecież gdy pewność, to nie ma już nadziei.”
By zapobiec nudzie wziął się więc za pisanie. I tak spokojnie, pełen nadziei, że wystarczy już tylko kilka dni, a jego życie będzie uratowane, wraca pamięcią do zdarzeń dawnych. Opowiada o swoim dzieciństwie, które spędził na Śląsku, pracy w kopalni, udziale w I wojnie światowej, wyjeździe do Rosji i walce po stronie bolszewickiej w rewolucji październikowej, aż w końcu pobycie w Gułagu i ucieczce z niego w głębokie śniegi Syberii. Jego opowieść to zlepek historii wojennych – zarówno tych przygniatających okrucieństwem, jak i tych, które wspominać miło, trochę taka powieść awanturnicza, trochę przygodowa – po ucieczce z łagru podróżuje przez Sybir z dwójką jakże różnych od siebie towarzyszy. Mimo iż bohater nigdy nie uciekał przed brutalnością, w końcu na wojnie zabijał jak każdy inny żołnierz, to czytelnik szybko zaczyna czuć do niego sympatię i w gruncie rzeczy uznaje go za dobrego człowieka. Czy jednak jest to ocena właściwa?
„Czemu na wojnie czełowieka zabić na rozkaz to bohaterstwo i order dadzą, a za konserwę i chleb to źle, nieładnie, pan prokurator paluszkiem pogrozi i na stryczek prowadzą albo kulę w tył głowy (…).”
A może to narrator nam ją narzuca przedstawiając sobie jako inteligentnego i moralnego człowieka? Pytanie, które często sam zadaje: czy jestem jeszcze człowiekiem? Wzbudza w czytelniku przekonanie, że tak – jeśli przecież wie, że to co robił, było złe, to oczywiste jest, że nie jest do głębi zły, ma refleksje na temat własnego postępowania.
„(…) albo to czełowiek czasem nie potrzebuje zrobić coś głupiego, skoro nic innego zrobić nie może?”
Ale miało być o zmianie. Konrad pod koniec powieści zdaje się popadać w szaleństwo. Coraz agresywniej zwraca się do wyimaginowanej czytelniczki i do siebie samego, coraz więcej przeklina. Sam finał jego opowieści zdaje się też całkowicie oderwany od rzeczywistości. To sprawia, że doczytanie do końca jego opowieści jest naprawdę trudne, sama pod koniec czułam głównie irytację. Wiem jednak, że ta zmiana to zabieg celowy, myślę, że właśnie o szaleństwo i utratę nadziei w nim chodzi. Bo kiedy znika nawet najmniejszy przebłysk nadziei, to co pozostaje?
„Gdy się od życia nie oczekuje niczego, to nie sposób się rozczarować, a gdy oczekuje się najgorszego, wtedy każdy dzień, w którem najgorsze nie nadeszło, okazuje się świętem.”
 Bohater zamiast smutnego końca stworzył swoje własne zakończenie. W końcu to jego opowieść, jego historia, sam podkreślał, że nie całkiem jest w stanie odróżnić prawdę, faktyczne wydarzenia od swoich wyobrażeń. Finał mocno daje o tym znać.
„Pamięć niech pozostanie pamięcią, płynna i zmienna jak my, ludzie, materia w nas się wymienia, bo jemy, trawimy, cząstki materii osadzają się w naszym ciele, a inne wydalamy, w naszych ciałach nie ma nic stałego, my z materii jak fala z wody, pojawiamy się, pęczniejemy jak fala i gaśniemy, a nasza pamięć z nami, zmienna, odbicie odbicia (…).”
Opowieść Konrada to historia małego zagubionego w poczuciu przynależności człowieka na tle dużej, światowej, prawdziwej historii. Konrad nigdy nie czuł się w pełni przynależeć do miejsca, jedyną jego ostoją była żona Sophie i ich dwie córki, jednak rozdzielili się, gdy Konrad wiedział, że za moment zostanie aresztowany. Poza tym fragmentem życia to człowiek mocno zagubiony pomiędzy narodowościami, który zdaje się podatny na wpływy innych. I tak po I wojnie światowej trafił do Rosji, którą pomagał budować od nowa. Ta jednak w końcu ukarała swoich twórców wrzucając ich do Gułagu, skazując na tortury. Rosja jest tu mocarstwem zabijającym własne dzieci, pełnym przemocy, tyranii i zezwierzęcenia.
„Patrzyła na mnie spode łba, ale nie miała złych oczu. Nie miała też dobrych, miała wilcze oczy, zwierzęce. W zwierzu nie ma dobra ni zła, tylko instynkt przetrwania, czysty gołod, czysta żądza, czysty strach, taka emocja, którą rzeczywistość na zwierzu wymusza, nie ma wartościowania, ocen moralnych ani dylematów.”
To właśnie ucieczka przed mackami mocarstwa sprowadza Konrada do tytułowego Chołodu, który jest małą wioską na Syberii, plemieniem, które żyje według starych wierzeń i zasad. To ostoja spokoju i może nawet chwil szczęścia Konrada, który w długiej tułaczce znajduje tam schronienie. Bramy nieba? Jednak i to niebo okazuje się dzikie i wtórne – ich zwyczaje okazują się zlepkiem innych kultur. Czy więc w ogóle istnieje coś takiego jak oryginalność? Indywidualność? Wolność?
„Jeśli mam umrzeć z gołodu, to nie umrę, życie sobie odbiorę. Jeśli dojdzie mnie jakimś cudem pościg, będę walczył, ostatni patron dla mnie, żywcem mnie nie wezmą. Uważał ja więc, że ja czełowiek wolny – i czyż wolny właśnie nie był ja?”
Pamięć, wolność, nadzieja, miłość, zdrada, rozczarowanie – to tematy, emocje, którymi przesiąknięta jest ta historia. Jej wielowątkowość, rozbudowanie zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Jestem pewna, że teraz, tydzień po lekturze, są jeszcze tematy, o których nie pomyślałam, a które z czasem jeszcze do mnie przyjdą. I mimo dosyć negatywnych odczuć na koniec jestem pełna podziwu dla umiejętności pisarskich i językowych autora. To książka, której warto poświęcić czas, dla tych, którzy lubią zabawy słowem i szukają w literaturze czegoś innego, czegoś zmuszającego do myślenia i zostającego w pamięci na długo. „Chołod” to była moja pierwsza styczność z twórczością Twardocha, jestem pewna, że nie ostatnia.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Literackim.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!