sierpnia 22, 2024

"Usłyszeć śpiew jeleni" František Šmehlík

"Usłyszeć śpiew jeleni" František Šmehlík
Autor: František Šmehlík
Tytuł: Usłyszeć śpiew jeleni
Tłumaczenie: Anna Radwan-Zbikowska
Data premiery: 19.08.2024
Wydawnictwo: Afera
Seria: Czeskie Krymi
Liczba stron: 392
Gatunek: kryminał
 
František Šmehlík to stosunkowy nowy autor na czeskim rynku książki, aktualnie na koncie ma jeden zbiór opowiadań grozy i dwie powieści kryminalne. “Usłyszeć śpiew jeleni” to jego powieściowy debiut z 2021 roku, książka, która pokazała, że jest dla niego miejsce na czeskim rynku książki - czytelnicy bardzo się z nią polubili. Rok później ukazała się jego druga książka, która dostała najważniejszą czeską nagrodę Magnesia Litera w kategorii powieść kryminalna i która zapowiedziana jest jako pierwszy tom trylogii. I mam nadzieję, że faktycznie zamieni się w serię, bo to, co autor pokazał w debiucie powieściowym, obiecuje naprawdę dużo! Na polskim rynku ukazał się właśnie teraz, trzy lata od publikacji na rynku rodzimym.
Przed omawianiem samej książki na pewno warto też zaznaczyć, że František Šmehlík jest z wykształcenia bohemistą (to interdyscyplinarna nauka o języku i kulturze Czech), a oprócz pisania, jego czas zaprząta judo, w którym jest mistrzem Czech (trzykrotnym!) i trenerem.
 
Historia “Usłyszeć śpiew jeleni” rozpoczyna się dokładnie 15 września. Tej nocy w maleńkiej górskiej wiosce Helašná położonej w malowniczym Beskidzie Śląsko-Morawskim tuż na skraju lasu słychać było piękny, głośny śpiew jeleni. Zaczęło się rykowisko. A jednak nie ono jest powodem, dla którego kilka godzin później wioska zaczęła zapełniać się ludźmi z zewnątrz. Są to ostrawscy policjanci, a na miejsce przyciągnęło ich brutalne morderstwo. Ofiara to młoda lokalna dziewczyna, która wiodła szczęśliwe życie, zaraz miała wyjść za mąż i była przez wszystkich w okolicy lubiana. Ale czy na pewno? Śledczy są przekonani, że zbrodni dopuścił się ktoś, kto dziewczynę dobrze znał, a to równoznaczne jest z tym, że musi mieszkać w tej wiosce. Wiosce, w które żyje dokładnie 21 osób. Kto z nich jest winny? Jak znaleźć sprawcę, gdy ewidentnie nie tylko jedna osoba zataja prawdę, a wioska położona wśród gór i lasu zapewnia skuteczną ochronę przed przypadkowymi świadkami?
“- Zaprowadzi nas ten facet, co to zgłosił (...). Obejrzymy dom i zaczniemy przesłuchiwać ludzi.
- Ludzi - burknął Lada, rozglądając się wokół. - Chyba lisy i jelenie.”
Książka rozpisana jest na prolog, 53 rozdziały i epilog. Każdy rozdział oznaczony jest godziną i miejscem opisywanych zdarzeń, zmiana daty też jest zawsze zaznaczona datą miesięczną i dniem tygodnia. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który opowiada nam o postaciach, ich przyzwyczajeniach i relacjonuje aktualne wydarzenia na zmianę obserwując śledczych z Ostrawy, jak i mieszkańców wioski. Styl jest przyjemnie wyważony, na myśl przywodzi stare, solidnie pisane kryminały, w których zagadka i dedukcja na podstawie zeznań świadków liczyły się najmocniej. Czuć też, że do samego języka autor (i tłumaczka) przywiązał dużą wagę - jest prosty i naturalny, ale tak ułożony, że czuć w nim dbałość i staranność o poprawność wypowiedzi. Nie ma też za wielu przekleństw. Dialogów jest dużo i prowadzone są naprawdę sprawnie, może gdzieś pod koniec w dłuższe monologi wkrada się cień nierealności, choć z kolei jest to wynik po prostu ram i założeń gatunku, jakim jest kryminał. Całość czyta się doskonale, bardzo płynnie i bez wysiłku.
 
Mimo brutalnej zbrodni przez większą część historii jest to kryminał spokojny, który skupia się na postaciach, ich zachowaniach, motywacjach. Zacznijmy od śledczych. To bogaty zbiór kreacji, które z tego gatunku kojarzymy. Mamy szefa, mistrza elokwencji, gdy potrzebna jest rozmowa z dziennikarzami, i dosyć racjonalnego twardego człowieka tak prywatne, poza kadrem. Mamy starego detektywa, wyjadacza, który słynie ze swojej intuicji, a wiek i doświadczenie sprawiają, że do sprawy podchodzi bardzo stoicko. Jest i wydziałowy głupek, jest mięśniak z dużym ego i nowy, który dopiero w zespole musi się odnaleźć. I mimo że są to role śledczych, jakie znamy, to autor ubiera je w bardzo ludzkie spojrzenia, przedstawia każdego z nich tak, że nie mamy wrażenia kalki, a logicznego i racjonalnego ułożenia postaci na nowo.
“- Bo ma pan najgorszą cechę, jaką może mieć policjant w dochodzeniówce. Bez urazy.
- Jaka to cecha? (...)
- W każdym widzi pan to, co najlepsze.”
Drugą grupą postaci są mieszkańcy wioski Helašná. Tutaj, tworząc ich prywatne historie, też autor na czymś bazuje, jednak w tym wypadku nie zdradzę na czym, gdyż sam odkrywa to przed nami na ostatnich kartach powieści, a to wywołało u mnie nie lada zdziwienie i równocześnie kiwanie głową na znak aprobaty - doskonały pomysł i realizacja! Każda z tych postaci (i tutaj też zamykamy się w ograniczonej liczbie osób nie więcej niż dziesięć) różni się od pozostałych, ale wyróżnia się całkiem czym innym i robi to tak, że nie sposób tych bohaterów pomylić. Mamy wójta, właściciela pubu, architekta z dorosłym synem, specjalistę IT z malutkim synem, małego Honzę z rodziną, muzykalnego Roma, przyjaciółkę zamordowanej i jeszcze kilku innych. W tak niewielkim gronie buzuje sporo emocji - od przyjaźni, przez niespełnioną miłość, ukryte złości i nienawiść. A co najlepsze (dla kryminału oczywiście), większość się ze swoimi emocjami nie zdradza, przez co śledczy muszą stąpać po omacku… Naprawdę ciekawie przedstawiona mała lokalność, pełna różnic i kolorytu, a jednak trzymająca swoje tajemnice w oddaleniu od obcych, którzy łatwo oceniają na pierwszy rzut oka dając się porwać iluzji.
“Panie władzo, a kto tu może mieć alibi? Tu jest jeden zbir obok drugiego! Każdy siedzi sam we własnej chałupie i pod dywan zamiata, co się tylko da. Alibi, dobre sobie! Prędzej mi da alibi moja rogata Anula, niż za kimkolwiek innym poświadczy jego córka, brat czy żona. Może wyglądam na największe dziwadło we wsi, ale tak naprawdę jestem taki jak wszyscy w tej dziurze.”
I intryga przez większą część historii właśnie na tych skrywanych tajemnicach bazuje. Czytelnik obserwuje to, co śledczy, ale też nieco więcej - tajemne spotkania, jakieś narady w sprawach, których nie do końca rozumiemy. Jest to więc dla nas jakiś trop, coś, co wzbudza ciekawość, zmusza szare komórki do ruchu, ale jednak na tyle niewiele, że cały czas musimy kombinować z ułożeniem puzzli, na które składa się intryga, a i tak bardzo prawdopodobne, że bez wskazówki autora ich sami nie ułożymy. Tempo akcji przez większą część lektury jest spokojne, dopiero na końcu przyspiesza, atmosfera się zagęszcza, przechodzimy do działań, do akcji fizycznej, zamiast jak do tej pory było, do dedukcji psychologicznej. To znowu element dobrze wpisujący się w ramy gatunkowe, i choć sama wolałabym bardziej nieszablonowy kierunek, to rozumiem potrzebę zachowania tych właśnie ram. I autor robi to naprawdę solidnie, historia do samego końca, a może i dopiero na końcu aż takim natężeniu zaskakuje. Jest to zamknięta całość, więc wszystkie wątki co do jednego zostają ładnie zamknięte.
“Wszyscy się tu znają, zaglądają sobie nawzajem w talerze. Jesteście jak jedna ulica odizolowana od całego świata. Jak ludzie wytrzymują ze sobą w takim miejscu?”
Na koniec musimy też na chwilę zatrzymać się przy tematach, problemach społecznych, jakie ta opowieść porusza. Bo zamieszkiwanie małej miejscowością wiąże się nie tylko z bliskością drugiego człowieka, ale i różnicami, które mogą stać się granicami nie do przeskoczenia. I tak mamy tutaj różne przejawy dyskryminacji: poczynając od naprawdę rasizmu, przez seksizm aż do homofobii. Mamy uprzedzenia do osób postrzeganych przez pryzmat swojej rodziny, starszego pokolenia i próby tych słabszych jednostek dopasowania się do innych za wszelką cenę. Jest lęk odrzucenia i poczucie zawieszenia. Dużo trudnych emocji wartych rozważenia, dużo skaz społecznych ciągle jeszcze kwitnących, zamiast odchodzących w niepamięć. To smutny, ale jakże prawdziwy obraz społeczeństwa, do którego cały czas sami należymy - te problemy, te emocje, traumy znamy ze zwyczajnej codzienności, tego co wokół nas.
“- Dobrze pan znał Ivanę Hůlovą?
- Dobrze? Ja nikogo nie znam dobrze, nawet samego siebie.”
Nie mogę się też powstrzymać przed małym przeniesieniem - ten okładkowy jeleń, ten, do którego z łuku strzela Honza, któremu zadał dosyć dotkliwą ranę - czy się podniesie, czy potraktuje ją jako coś, co się stało i będzie żył mimo to dalej? Czy się podda i dopuści przegraną? To pytania, które równie łatwo można przenieść na wielu bohaterów tej powieści.
“Kiedy mi tak źle, że chcę umrzeć, to śpiewam.”
“Usłyszeć śpiew jeleni” to powieść kryminalna z rodzaju tych, które lubię najbardziej: opierająca się na sylwetkach zwyczajnych ludzi, z których każdy ma swoje dziwactwa, a może i nawet brudne tajemnice. Jest to historia bogata i różnorodna, nie tylko poprzez różne spojrzenia na przedstawione wydarzenia, ale i samą swoją budowę - zaczyna się spokojnie, angażuje nas pod kątem psychologicznym, bo przejść do dość dynamicznej akcji, z solidnymi punktami w ramach gatunku aż po finalne odkrycie kar bazy, na której to wszystko zostało zbudowane. Do tego jeszcze dorzucamy tematy ważne społecznie jak dyskryminację pod różnym kątem i konieczność wpisania się w role narzucone przez społeczeństwo. Całość ujęta w bardzo naturalnym języku. Aż trudno uwierzyć, że jest to powieść kryminalna zbudowana przed debiutanta. Jestem pod wrażeniem i z niecierpliwością będę wypatrywać kolejnych powieści tego autora!
 
Moja ocena: 8/10 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Afera.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 19, 2024

"Ciemność żyje w nas" Michał Zgajewski

"Ciemność żyje w nas" Michał Zgajewski

Autor: Michał Zgajewski
Tytuł: Ciemność żyje w nas
Cykl: detektyw Norbert Krzyż, tom 2
Data premiery: 14.08.2024
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 320
Gatunek: kryminał
 
Michał Zgajewski od dawna związany jest z szeroko pojętą sztuką - interesują go książki, film, muzyka. Jednak polski czytelnik jego nazwisko poznał dopiero z początkiem tego roku - pod koniec lutego 2024 ukazał się jego debiut powieściowy, pierwszy tom serii kryminałów nawiązujących do nurtu noir z prywatnym detektywem Norbertem Krzyżem pt. “Strażnik jeziora” (recenzja - klik!). Debiut został przyjęty ciepło przez czytelników, a autor nie kazał nam długo czekać na dalsze losy tego bohatera - niecałe pół roku po debiucie wrócił z tomem drugim pt. “Ciemność żyje w nas”, książki, na końcu której znajdziemy już chyba też zapowiedź tomu kolejnego!
 
Rok 2018, koniec kwietnia, Żywiec. Norbert Krzyż po wydarzeniach z listopada zyskał całkiem niezłą popularność, choć jak sam ciągle twierdzi - najlepiej nadaje się do tak przyziemnych spraw, jak tropienie małżeńskiej niewierności. I właśnie podczas jednej z takich obserwacji dzwoni do niego potencjalny klient - to młody chłopak zwany Elfem, drobny diler narkotyków, który chce go zatrudnić, by wywlókł na światło dzienne tajemnice związane z czymś, co on nazywa czarnym domem. Norbert niechętnie, ale obiecuje się u niego zjawić, by temat przygadać, jednak na miejsce dociera za późno - Elf nie żyje, choć to chyba za delikatne określenia na to, z jaki dużą brutalnością zostało potraktowane jego ciało… Na miejscu zjawia się policja, a Krzyż obiecuje, że nie będzie się wtrącać. No cóż - do czasu. Kiedy zjawia się u niego prawdziwa piękność w postaci starszej siostry Elfa, detektyw ulega i obiecuje jednak trochę się w temacie zorientować. A kiedy to robi, wpada mu w grafik kolejna sprawa - właśnie zaginęła Ewelina, o której wszyscy mówią, że była dziewczyną Elfa. Czy za jej zniknięciem stoi morderca chłopaka? A może się po prostu ukrywa? Pewne jest jedno - Norbert znowu złamie obietnicę niewtrącania się w sprawę skomplikowanego morderstwa… Gdyby tylko wiedział, w jak wielkie tarapaty ponownie się wpakuje!
“Należał do tych niepotrzebnych, którzy sami wiele w życiu nie potrzebują. Jednym słowem - zmarnowany potencjał. Taką diagnozę postawił specjalista do spraw osób uzależnionych - Norbert Krzyż.”
Książka rozpisana jest na 21 rozdziałów, najczęściej rozpoczynających się od początku nowego dnia od razu z informacją o dacie i dniu tygodnia. Każdy rozdział podzielony jest na króciutkie fragmenty, scenki czy podrozdziały, które zamykają się najczęściej w jednej-dwóch stronach. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Norberta - to fajnie nawiązuje do kryminałów noir i daje wrażenie, jakbyśmy czytali coś w rodzaju pamiętnika, czy może dziennika dokumentującego każdy dzień śledztwa. Styl powieści, poprzez wybór takiej narracji, nierozerwalnie wiąże się z charakterystyką głównego bohatera - jest wyważony, lekko sarkastyczny, nie dominują w nim dialogi, choć tak naprawdę poza samą akcją, najważniejsze jest to, co mówią bohaterowi inni ludzie - autor zastosował tutaj ciekawy zabieg: gdy rozmowa Norberta z postacią w jakiś sposób przydatną w sprawie miałaby być długim ciągiem dialogowym, to autor jakby usuwa kwestie Norberta, pozostawiając wypowiedzi rozmówcy, z czego powstaje po prostu dłuższy monolog. To coś, czego teraz nie spotykamy w powieściach za często, więc taka forma przedstawiania treści na pewno pobudzi w czytelnikach zaciekawienie, jest czymś świeżym. Język jest prosty, użyty sprawnie, nie ma też w nim za wielu przekleństw, przez co całość czyta się naprawdę przyjemnie - dokładnie tak, jak stare, dawne kryminały. Jedyny minus to nadmierne powtarzanie niektórych faktów, przez co czasami miałam wrażenie, że autor wątpi w pamięć czy skupienie czytelnika - tak było już przy pierwszym tomie, i przy drugim niespecjalnie uległo to zmianie.
“Jeden strzał zrujnował moje życie. Drugi, jeśli kiedykolwiek oddam, rozwali moją skroń.”
Skoro to Norbert jest tym, który nadaje ton powieści, to na jego kreacji skupmy się na początek. I muszę przyznać, że jest ona bardziej udana niż w tomie pierwszym - tam chyba nie do końcu umiałam uchwycić jego charakter, tutaj staje się jasne: to zwyczajny facet, który podchodzi do życia racjonalnie, może i stoicko - oczywiście w teorii. Bo gdy coś zaczyna się dziać, czy sam wpadnie na jakiś pomysł, do którego się zapali, to o teorii zapomina i pod wpływem chwili czasami robi głupoty - to z jednej strony robi z niego całkiem wyróżniającą się postać na tle innych detektywów w polskiej współczesnej literaturze, z drugiej - staje się bardziej ludzki. Mimo tego, że na spokojnie kreuje się na człowieka wyważonego, to jednak jego życie wcale tak nie wygląda, ma bałagan w życiu prywatnym, w zawodowym raczej też - w końcu, gdy prowadzi się sprawę wraz z policją, a jest się niesłownym, to nic dziwnego, że ma się później problemy… Mimo to nie można mu odmówić bystrości, ale znowu - nie jest to bystrość nadzwyczajna, a przyjemnie ludzka, mamy wrażenie, że sami też moglibyśmy podczas takiej sprawy wpaść na takie tropy jak Norbert. Może i więc ten bohater lubi pakować się w tarapaty, tak trochę na własne życzenie, ale jest w nim coś takiego, że ciężko go znielubić - może to przez ten jego sarkazm, który daje o sobie znać, gdy bohater się na trochę zatrzyma i przyjrzy sytuacji? Tak czy siak - w pierwszym tomie nie czułam się z Norbertem specjalnie związana, tutaj już mu kibicuję, mimo tego, że przecież ciągle zdarza mi się robić głupoty. 
“Mądrości Norberta Krzyża. Może kiedyś opublikuję książkę z sentencjami typu: “Jeśli nie możesz iść do przodu, zrób krok do tyłu”. I tak dalej.”
Pozostałe kreacje postaci są różne - jedne są oczywiste, inne długo nas zwodzą. Kobiety chętnie wskakują Norbertowi do łóżka, a mężczyźni są skorzy do bitki - sama zakładam, że jest to kolejny element kryminałów noir, który ma wpasować powieść autora w ten gatunek. Mnie jednak bardziej ciekawią postacie nieoczywiste, w tej powieści są to najczęściej osoby młode, które skrywają samych siebie przed światem, których rodzice, na co dzień przecież z nimi mieszkający, nie znają tak naprawdę wcale. Są często właśnie przez rodziców lekceważone, niedoceniane. Autor ich kreacje oddaje w sposób bardzo uważny, pokazuje nam jedno, by zaraz, za moment spojrzeć na sytuację z całkiem innej strony.
“- Wiesz, jak jest z wychowaniem. Wiadomo, że się nie uda, ale trzeba próbować. - To był mój dzień. Rzucałem mądrościami na poczekaniu.”
Cała historia toczy się tempem zróżnicowanym. Przez większą część lektury podążamy za Norbertem i przyglądamy się jego rozmowom z potencjalnymi świadkami. To te rozmowy, to, co w czasie ich odkrywa, są niezwykle dla fabuły ważne. Oczywiście nie brak tutaj też momentów akcji - krótkich, ale szybkich, takich, w których adrenalina się podnosi i wymusza zachowania instynktowne - dokładnie tak, jak to bywa u Norberta. Autor stosuje tutaj też pewien trik, który sprawia, że czytelnikowi jest trudno lekturę przerwać - nie wszystkie wydarzenia toczą się chronologiczne, autor stosuje cliffhangery, których rozwiązanie poznajemy kilku godzin fabularnych później, gdy bohater będąc już w całkiem innym miejscu, cofa się do zdarzenia, które zostawiło nas w niepewności. Dobry zabieg przy pierwszoosobowej narracji z jednym narratorem - bardzo skuteczny w utrzymaniu ciekawości.
“Taki amator jak ja nie miał tu czego szukać. Szczegóły sekcji zwłok, ślady DNA to robota dla podkomisarza Marka i jego asów. Mnie pozostawało rozmawiać z ludźmi i liczyć na to, że powiedzą mi więcej niż policjantom.”
Sama intryga kryminalna jest bogato złożona, składa się z wielu różnych tropów, różnych tematów, w których ciężko samodzielnie wyłowić ten, który okaże się finalne prawdziwym. Przyznam, że nie przewidziałam kierunku, jaki książka obrała na końcu, bo choć większość danych podczas lektury faktycznie była podana, to autor skutecznie odciągnął od nich moją uwagę robiąc coś w postaci zasłon dymnych.
“Wiedziałem tylko, że jestem coraz bliżej jądra ciemności.”
 W tomie pierwszym autor nawiązywał do mrocznego tematu legend Jeziora Żywieckiego, w tym uderza w inny podobny klimatem temat - pojawia się wątek okultystyczny, nawet satanistyczny, pojawiają dziwne sekty, wierzenia i spiski. Sprawnie jest to w fabułę wplecione, nadaje lekturze mroku i zamazuje trochę granicę pomiędzy normalnością a szaleństwem.
“Nie ma Boga. Nie ma diabła. Jest tylko człowiek z niewyczerpanymi pokładami okrucieństwa.”
“Ciemność żyje w nas” to świetny przykład współczesnego kryminału wpasowanego w ramy nurtu noir. Mamy ciekawego, niebanalnego i niekryształowego bohatera, który jest narratorem powieści, w większości klimatyczną, spokojną akcję, choć kiedy trzeba, to i potrafi solidnie przyspieszyć. Są sprawne, lekko uszczypliwe dialogi, i tematy, które mają mroczny wydźwięk - nie tylko te, które wiążą się z wiarą w demony, ale raczej przede wszystkim chodzi o demony skrywane w ludzkich skórach, wśród osób, których nikt by o nic złego nie podejrzewał. Autor sprytnie nas zwodzi, odwraca uwagę, by na końcu solidnie zaskoczyć czymś, co przecież cały czas mieliśmy pod samym nosem… Mamy więc tutaj ramy gatunku, które znamy, ale ubrane w historię przyjemnie na czasie, którą śledzimy z uwagą. Mam nadzieję, że tom trzeci będzie już bez zbędnych powtórzeń faktów i będę mogła go już tylko i wyłącznie chwalić! 😉 Obyśmy doczekali się go równie szybko, co tomu drugiego.


Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 19, 2024

Wygraj pierwsze tomy serii Kryminał pod Psem! (konkurs rozwiązany)

Wygraj pierwsze tomy serii Kryminał pod Psem! (konkurs rozwiązany)

W poprzednim tygodniu świętowaliśmy premierę "Zakończeniem jest Zakopane", ostatniego tomu serii Kryminał pod Psem autorstwa Marty Matyszczak. Dla jej fanów jest to nieco słodko-gorzkie wydarzenie, w końcu przecież nadszedł czas rozstania z bohaterami, z którymi związaliśmy się już siedem lat temu! Dla tych jednak, co serii nie znają, może to być fajna okazja, by w końcu po lekturę sięgnąć - na spokojnie, ze świadomością, że sięgacie po już zamkniętą całość. Wiem, że są tutaj osoby, który lubią czytać serie w całości, ale przede wszystkim takie, które lubią zachowywać kolejność chronologiczną lektury, nawet kiedy nie jest to absolutnie koniecznie. W związku z tym chciałabym Wam rozpoczęcie przygody z cyklem ułatwić - zapraszam na konkurs z czterema pierwszym tomami serii: "Tajemnicza śmierć Marianny Biel", "Zbrodnia nad urwiskiem", "Strzały nad jeziorem" i "Zło czai się na szczycie". Książki te ukazały się w przeciągu dwóch pierwszych lat kariery pisarskiej Marty Matyszczak, w 2017-2018, czyli w czasach gdy Kryminału na talerzu jeszcze nie było, więc okazja by tutaj, teraz jest zdobyć jest naprawdę niepowtarzalna!

PS. Przy okazji przypominam o spotkaniu na żywo z autorką serii - już jutro 20 sierpnia o 19:00 na moim profilu na Facebooku - klik!

By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
dlaczego to właśnie do Ciebie powinny trafić cztery początkowe tomy cyklu Kryminał pod Psem?

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej, zabawniej – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 19 do 23 sierpnia, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 28 sierpnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autorki (IG - klik!, FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

28.08 aktualizacja - wyniki konkursu:
I znowu miałam prawdziwy problem, by wybrać osoby, które zostaną książkami nagrodzone! Niestety nie tylko dlatego, że tyle tych zgłoszeń było, ale też z tego względu, że zgłoszenia były naprawdę fajne, tylko aktywność zgłaszających się już niekoniecznie - oj, ile jest osób, które uaktywnia się tylko, kiedy ogłaszam kolejne konkursy! A przecież w postach konkursowych zawsze mamy jasno określone, że liczy się nie tylko odpowiedź, ale i stała aktywność na profilach Kryminału na talerzu... No i co ja mam z Wami zrobić? 😉
Organizując ten konkurs myślałam o dwóch rodzajach odbiorców - tych, co serii jeszcze nie znają, i tych, którzy ją, tak jak ja, kochają, ale nie mają u siebie egzemplarzy, więc chcieliby uzupełnić swoją kolekcję. Biorąc to pod uwagę, pakietami początkowych tomów serii Kryminał pod Psem nagradzam:

IG:
1) @joann.lukasik
Jestem ogromną fanką całej serii książek, a już totalnie zwariowałam na punkcie Gucia! Gdybym mogła wytapetowałabym sobie pokój plakatami z jego podobizną, nosiła koszulki z Guciowym zdjęciem i guciopdobne kapcioszki-bamboszki!😁 Książki wypożyczałam z lokalnej biblioteki, ale dla prawdziwej fanatycznej fanki taki prywatny zestaw książek to prawdziwy rarytas, dlatego zgłaszam się z entuzjazmem!😉 Kto wie, może założę klub miłośników Gucia i wraz z innymi wielbicielkami będziemy organizować spotkania tematyczne, np. o ulubionych rodzajach kiełbasy!😉 Książki na pewno pożyczę paru znajomym, by ich zarazić guciomanią, niech nasz klub zatacza coraz szersze horyzonty! Pozdrawiam! Totalna Psychofanka!😂

2) @sylwiaaa
Chciałabym aby seria Marty Matyszczak trafiła do mnie, ponieważ w moim życiu bardzo często brakuje śmiechu i radości, a książki Marty właśnie takie są relaksujące i humorystyczne. Żyję w mieście, pracuje w korpo, chowam dzieci i dbam o rodzinę, ale tak często brakuje mi wsparcia i sił. Książki od dawna są moimi jedynymi prawdziwymi przyjaciółmi. Leczą choroby mojej duszy, inspirują i relaksują. Tych wesołych mam najmniej, a potrzebuje ich chyba najbardziej w świecie w którym żyje. Wkrótce skończą się wakacje, skonczy mi się urlop, sielanka rodzinna zmieni się spowrotem w wielkomiejską codzienność i pęd, aby utrzymać te miłe budujące chwilę będę potrzebować znowu wsparcia moich książkowych przyjaciółek, te które rozbawią przydałyby się najbardziej.

FB:
3) Martyna Antoniewska
Dlaczego ? Bo tak jak pisałam wcześniej pod recenzja najnowszej , że jeśli wpadnie mi w ręce na pewno chętnie przeczytam ;)) i oczywiście zapachniało mi to troszkę górskimi klimatami a jak już nie raz wspominałam takie książki biorę w ciemno 😃

Gratulacje!
Czekam na Wasze dane adresowe wraz z numerem telefonu dla kuriera.
Wszystkim uczestnikom dziękuję za zgłoszenia i zachęcam do stałej aktywności, komentowania postów na moich profilach, jak i próbowania swoich sił w kolejnych konkursach!

sierpnia 16, 2024

Book tour z "Cichym płaczem"!

Book tour z "Cichym płaczem"!

Jutro "Cichy płacz" Lisy Regan będzie świętował równo miesiąc na polskim rynku książki - to dobra pora, by wysłać książkę w podróż po Polsce! Oczywiście odbędzie się ona w ramach akcji czytelniczej book tour, do której udziału serdecznie zachęcam..
"Cichy płacz" to szósty tom serii z detektywką Josie Quinn, jednak bez najmniejszego problemu można go też czytać, jak powieść osobną. I myślę, że to jest dobry tom do dołączenia do serii, gdyż jest nieco inny niż poprzednie - i nie mam tu na myśli okładki, na której nie ma domku 😉 Różnica jest taka, że tym razem zagadka kryminalna nie ma nic wspólnego z Josie, dotyczy całkowicie obcych jej ludzi. I choć oczywiście w jej trakcie detektywka zmaga się z własnymi wątpliwościami, to przede wszystkim skupiamy się na próbie odnalezienia zaginionej 7letniej dziewczynki... Akcja jest dynamiczna, co chwilę zaskakuje, ale nie brakuje też momentów, by zastanowić się jak i czy w ogóle jesteśmy w stanie zapewnić swoim dzieciom bezpieczeństwo... To ważne zagadnienie, nie uważacie?

Więcej o książce znajdziecie w mojej recenzji, do lektury której przed wystosowaniem swojego zgłoszenia do akcji serdecznie zapraszam - klik!

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Dolnośląskiego w swoim poście, wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu, a jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście we wtorek.
Książka ruszy w podróż w środę, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @zaczytana_daria 
2. @jpryczek
3. @danutabobrowicz  
4. @z_ksiazka_mi_po_drodze 
5. @mirkowo3
6. @milosniczka.kavy  
7. @_za.czytana.bella_ 
8. @sylwiaaa 
9. @mamazaczytana 
10. @justyna6353 
11. @ahywka_p 
12. przeczytajki 
13. @martynaddddd 
14. @marza.czyta 
15. @malgorzatanocon
16. @poczytane_zapisane
17. @zafascynowana.ksiazkami_ 
18. @zaczytana_panna 
19. @kasienkaj7 
20. @books_in_blood1 
21. @cricieta (27.05-22.06)
22. @izabelawatola 
23. @books.injuly (04.07-01.08)
24. @nowickaczyta93 (książka jest tutaj od 05.08)

sierpnia 15, 2024

"Pacjent" i "Sekretna historia pana White'a" Juan Gómez-Jurado

"Pacjent" i "Sekretna historia pana White'a" Juan Gómez-Jurado

Autor: Juan Gómez-Jurado
Tytuł: Pacjent
Cykl: uniwersum Reina Roja, tom 0,75
Tłumaczenie: Jerzy Wołk-Łaniewski
Data premiery: 14.08.2024
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 528
Gatunek: thriller
 
Mimo że o Juanie Gómezie-Jurado na polskim rynku zrobiło się głośno dopiero ostatnio, w roku 2023, to jednak jest to autor, który tworzy już ponad 20 lat! Debiutował w latach 90tych na swoim rodzimym, hiszpańskim rynku, niedługo później zaczął pojawiać się też za granicą - trafił nawet do Polski, w latach 2006-2016 wydawany był pod szyldem wydawnictwa Sonia Draga, którego nakładem ukazało się pięć jego powieści. I już wtedy był autorem nagradzanym na hiszpańskim rynku książki, jednak tymi tytułami, które wzbudziły prawdziwą pasję w czytelnikach, przyniosły mu międzynarodową sławę, były te, które zaczął wydawać w 2014 roku - wtedy ukazała się pierwsza książka z uniwersum Reina Roja. I był to właśnie “Pacjent”, książka, w której poznajemy głównego antagonistę tego uniwersum. Ten tytuł ukazał się niedługo później też u nas, w 2016 roku i był ostatnim, jaki wydała Sonia Draga. Polski czytelnik musiał czekać siedem kolejnych lat, by w końcu ten autor na nasze półki powrócił. Stało się to za sprawą wydawnictwa SQN, które w 2023 roku, w krótkim odstępie czasu wydało trylogię Reina Roja (recenzje - klik!), tym samym mocno przyciągając uwagę czytelników. W tym roku, w 2024, uzupełniamy sobie serię, a raczej uniwersum, bo książki związane z Reina Roja wydane w 2024, to wszystko prequele bardzo luźno powiązane z trylogią. Zimą mieliśmy okazję czytać książkę “Bliznę” (recenzja – klik!), teraz dostaliśmy dwa kolejne pozycje: “Pacjenta” i króciutki dodatek “Sekretna historia pana White'a”.
 
Historia “Pacjenta” rozgrywa się w dużym prywatnym szpitalu w Waszyngtonie. David Evans pracuje tam jako neurochirurg, który nieraz podejmuje się niemożliwego. Uznawany jest za czołowego lekarza tej specjalizacji w kraju, jednak jego zdolności w dziedzinie medycyny nie ustrzegły go przez trudami zwyczajnego życia - rok temu zmarła jego żona, David został sam z 7letnią córeczką Julią, którą kocha nad życie, jednak proza codzienności nie pozwala mu spędzać z nią wiele czasu. Pewnego dnia, gdy znowu musiał zostać dłużej w szpitalu, po powrocie do domu zostaje tam tylko i wyłącznie ciszę. Nie ma opiekunki, nie ma jego córeczki. Przekonany, że zabrali ją jego teściowe, gna na złamanie karku do ich domu, jednak i tam jej nie ma. Gdzie jest? Chwilę później dostaje wiadomość. Julia wpadła w ręce naprawdę złych ludzi… I staje się kartą przetargową w rozgrywce dorosłych - David dostaje wybór: albo zabije pacjenta na stole operacyjnym, którego ma operować za niecałe trzy dni i Julia wyjdzie z tego cało, albo ocali pacjenta, ale już nigdy nie zobaczy swojej jedynej córki… Brzmi bezlitośnie? A przecież jeszcze nie wiecie, kto ma położyć się na jego stole operacyjnym… Pozostały 63 godzin, czas - start!
“Emocje to zmiany, które przygotowują jednostkę do działania (...). Jeśli wywołamy u osobnika odpowiednie emocje, możemy kierować jego działaniami z zewnątrz. Jak gdyby za pomocą pilota na odległość.”
Książka rozpisana jest na prolog, kilka części odliczających godzin do operacji oraz epilog. Prolog i epilog są wpisami z pamiętnika Davida, zresztą cała historia pisana jest z jego perspektywy, to on jest narratorem, którym opowiada o wszystkim czytelnikowi nieraz zwracając się bezpośrednio do niego. Części podzielone są na rozdziały - te pisane z perspektywy Davida w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego są numerowane, jednak przeplatane są fragmentami z dwóch innych perspektyw: pana White'a i Kate. Te fragmenty pisane są w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl powieści dla tych, co czytali już pozostałe książki z tego uniwersum, określiłabym jako połączenie trylogii Reina Roja z “Blizną”. David jako narrator ma dosyć uszczypliwy charakter, kusi się o spostrzeżenia czy komentarze, które wydają się trafnym odwzorowaniem naszej rzeczywistości, ale czuć w nich sarkastyczną nutę.
“Jeśli ten chłopak miał skończone szesnaście lat, to ja jestem polskim komiwojażerem.”
Pojawiają się też w jego narracji ciekawe porównania i sformułowania. Rozdziały z panem White'em i Kate są nieco bardziej zwyczajne - u Kate jest przede wszystkim dynamicznie, u pana White'a odwrotnie - akcja jest spokojna, skupiamy się na jego podejściu psychologicznym. Całość pod względem kompozycji i użytego języka wypada naprawdę ciekawie, co wpływa na odbiór całości lektury.
“Wielu pacjentów dziękuje Jezusowi za uratowanie ich na stole operacyjnym, gdy jednak coś pójdzie nie tak, to na ciebie nasyłają adwokatów. Jako lekarze moglibyśmy się obyć bez podziękowań, ale pod warunkiem, że pozwy sądowe również byłyby kierowane do Jezusa.”
Juan Gómez-Jurado już nam dobrze udowodnił, że jedną z jego cech charakterystycznych są ciekawe, stojące do siebie w opozycji kreacje postaci. I nie inaczej jest w przypadku “Pacjenta”. David staje naprzeciw pana White'a. Dobry ze złym, ten, który służy ludzkości i ten, który manipuluje nią do osiągnięcia swoich celów. David to naprawdę dobry lekarz, a fragmenty, w których opowiada o leczeniu pacjentów i pracy w szpitalu nadają lekturze ciekawego, medycznego wątku, który z pewnością zachwyci wszystkich fanów thrillerów medycznych.
“My, lekarze, tacy już jesteśmy, Racjonalizujemy. Podejmujemy trudne decyzje na podstawie dostępnych informacji i zasobów. Mamy tylko jedną nerkę? Damy ją młodszemu pacjentowi, nawet jeśli na liście oczekujących jest kilka osób przed nim."
Jednak David to więcej niż lekarz. Bo przede wszystkim to ojciec i wdowiec, który ciągle okropnie tęskni za żoną, a ta emocja podwaja w nim chęć ratowania swojej córki - w końcu to jedyne, co po żonie mu pozostało. David to też kreacja człowieka postawionego pod przysłowiową ścianą. Obserwujemy czy i jeśli tak to jak bardzo ugnie się pod żądaniami pana White'a, co jest w stanie zrobić, gdy ma odpowiednią motywację. Czy każdy w pewnej sytuacji jest w stanie z premedytacją zabić? Te pytanie ostatnio dosyć często przewija nam się przez lekturę, tutaj również oddane jest solidnie, warte zastanowienia.
“Nie jestem potworem - jestem istotą ludzką, taką jak ty. Tak dużo czasu spędzam jednak, patrząc na przypadkowe cierpienie poczciwych ludzi, że kiedy trafię na kogoś “z uzasadnieniem”, przyjmuję, że sam jest sobie winien.”
A co z panem White'em? Poznajemy go dużo lepiej niż w trylogii, gdzie pozostał raczej cieniem. Jednak nadal nie wiemy o nim prawie nic, może poza tym, że jest zdolny do najgorszych podłości. Jednak w imię czego? O tym więcej opowie “Sekretna historia pana White'a”.
“Na świecie istnieją miliony utalentowanych osób, które żyją w cichej rozpaczy, tkwiąc na gównianych posadach. Dlaczego jedni dojeżdżają metrem, inni zaś latają prywatnym odrzutowcem? To kwestia charakteru. Kwestia tego, żeby naprawdę chcieć spełniać swoje zamierzenia.”
Intryga powieści zbudowana jest na dynamicznym szkielecie, który zawiera znajome elementy: są szybkie, zaskakujące akcje, w których dochodzi do starć fizycznych, jest potajemna obserwacja, uczucie zagrożenia i trochę miłości. Jednak to ten dylemat głównego bohatera, te 63 godziny, w których w sumie wszystko może się zdarzyć, trzymają nas w ciągłym napięciu, powodują, że z uwagą obserwujemy co na kartach powieści się rozgrywa. Historia mknie, często zaskakuje i uparcie trzyma w napięciu. Naprawdę dobrze zbudowana historia!
Wbrew powszechnej opinii dorosłych dzieci to nie idioci. Od wczesnego etapu rozwoju są w stanie odbierać złożone uczucia. Nie inaczej było w wypadku tak ogromnej przepaści rozczarowania, którą musiała pokonać miłość Kate do ojca.”
Poza głównym dylematem, który przypomina jedną z wersji dylematu wagonika, sporo znajdziemy tutaj pobocznych tematów, czy tych czysto medycznych, czy też odnoszących się do jednostki rodziny. Jest o stracie, o żałobie, o próbie życia dalej, gdy wydaje się to niemożliwe. Jest o miłości i przywiązaniu, ale i wartościach, jakie się wyznaje, motywacjach, jakie życiem kierują. Zatem mimo dynamizmu, mimo akcji pędzącej w sumie ciągle do przodu, jest też nad czym się tutaj zastanawiać. A dodatkowo poprzez dwie kontrastowe kreacje postaci obserwujemy ile tak naprawdę warte jest ludzkie życie, jak różne podejścia w życiu można przyjąć.
“Zastanawiające, że czyste, niczym niezmącone szczęście nie pozostawia śladu w naszych sercach, podczas gdy wzburzone wody smutku plamią wszystko dokoła.”
“Pacjent” to naprawdę udany thriller. Jest akcja, która wciąga od samego początku, problem, który wydaje się niemożliwy do rozwiązania. Są kontrastowe kreacje postaci, które dają całkiem różne spojrzenia na życie, są wartości, nad którymi warto się zastanowić. Akcja jest szybka, dużo się dzieje, a czytelnik z przejęciem obserwuje do czego to wszystko doprowadzi… Przyznam, że jestem pod wrażeniem, że to ten tytuł otworzył uniwersum Reina Roja, jednak też cieszę się, że polski wydawca zdecydował się właśnie na taką kolejność wydania: najpierw trylogia, “Blizna”, a dopiero teraz “Pacjent” i “Sekretna historia pana White'a”. Dlaczego? Bo w trylogii bardzo podobało mi się to, że antagonista jest kimś w rodzaju ducha i nie wiemy o nim dosłownie nic, nawet czy istnieje naprawdę. “Pacjent” czytany przed trylogią pozbawiłby czytelnika tych emocji i wątpliwości.
“Nieskończenie trudniej jest się podnieść, niż upaść.”
Moja ocena: 8/10


Dostępna jest też w abonamencie 
 
Autor: Juan Gómez-Jurado
Tytuł: Sekretna historia pana White'a
Cykl: uniwersum Reina Roja, tom 0,8
Tłumaczenie: Barbara Bardadyn
Data premiery: 14.08.2024
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 112
Gatunek: dodatek / thriller / opowiadanie kryminalne
 
“Sekretna historia pana White'a” to krótki utwór literacki, który wydany był na rynku hiszpańskim tak samo jak u nas wraz z “Pacjentem”, jak jego uzupełnienie. Skupia się na tytułowej postaci, tym, który w “Pacjencie” jest antagonistą, przeciwnikiem Davida Evansa, tym, który zmusza go do złych rzeczy. Opowiada historię pana White'a, a raczej przywołuje jej kluczowe elementy, które sprawiły, że stał się tym, kim był w “Pacjencie” i dalszych powieściach z tego uniwersum. Poznajemy więc wycinki z jego dzieciństwa i młodości, w których data roczna i miejsce są określone. Każda zmiana miejsca zaczyna numerację rozdziałów od początku, a każdy jeden jest naprawdę krótki i skąpy w szczegóły - tu ewidentnie skupiamy się na wydarzeniach i motywacjach głównego bohatera, które te wydarzenia wywołują. Przyglądamy się bohaterowi ewidentnie psychopatycznemu, który ma w życiu jeden cel… Historia raz czy dwa zaskakuje, jednak nie mogę powiedzieć, bym czuła w czasie jej lektury jakieś mocniejsze emocje - raczej jest to po prostu ciekawostka dla fanów tego uniwersum nieco rozszerzająca to, co o panie White'cie po lekturze “Pacjenta” wiemy. Jest to więc według mnie ostatni z sześciu dostępnych u nas tytułów tego uniwersum, po który warto sięgnąć - nie dlatego, że nie jest dobry, a dlatego, że jeszcze bardziej odsłania postać pana White'a, którego jedną z główną cech według mnie powinna zostać tajemniczość.
“Wyładowanie gniewu zupełnie bez powodu nie byłoby dla niego dobre. Doskonale wiedział, że to może być pierwszy krok na śliskim zboczu, z którego inni, tacy jak on, nigdy nie wrócili. “Skup się na zadaniu. Masz w życiu cel, dlatego jesteś inny”, powtarzał sobie.”
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem SQN.

sierpnia 14, 2024

"Zakończeniem jest Zakopane" Marta Matyszczak - patronacka recenzja premierowa

"Zakończeniem jest Zakopane" Marta Matyszczak - patronacka recenzja premierowa

Autor: Marta Matyszczak
Tytuł: Zakończeniem jest Zakopane
Cykl: Kryminał pod Psem, tom 12
Data premiery: 14.08.2024
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 304
Gatunek: komedia kryminalna
 
14 sierpnia 2024 to pamiętna data - właśnie kończy się ważny etap w twórczości Marty Matyszczak. To właśnie dzisiaj premierę ma “Zakończeniem jest Zakopane”, czyli dwunasty, ostatni tom serii, którą autorka na rynku literatury kryminalnej debiutowała - serii Kryminał pod Psem (recenzje - klik!). To od niej wszystko się zaczęło, od której ja, jak i wiele innych czytelników, zaczęliśmy autorce w jej drodze pisarskiej wiernie towarzyszyć. Marta Matyszczak po raz pierwszy na rynku książki pojawiła się w 2017 roku z książką “Tajemnicza śmierć Marianny Biel”. To był tom pierwszy, w którym spotkaliśmy się z przebojowym towarzystwem dziennikarki Róży, detektywa Szymona i kundelka Gucia, a którzy przez te siedem lat odbyli wiele podróży ze swojego rodzinnego Chorzowa przez całą Polskę, a nawet i trochę świat. Seria ta, zresztą jak cała twórczość Marty Matyszczak, zaliczana jest do lżejszego nurtu kryminałów - do komedii kryminalnej bądź cosy crime - niezależnie jak te książki nazwiemy, jasne jest, że pojawia się w nich humor. W Kryminale pod Psem jest on najbardziej widoczny, świat rysowany jest grubą kreską, która pozwala na skupienie się na ludzkich bolączkach w sposób humorystyczny. Każdy tom serii można też bez problemu traktować jak powieść osobną, więc czytelnik może sam zdecydować, czy chce sięgnąć po jakiś tom szczególny, czy czytać całą serię od początku.
Mimo tego, że “Zakończeniem jest Zakopane” to tom ostatni serii, to oczywiście Marta Matyszczak nie zostawia nas z niczym. W 2021 roku rozpoczęła serię Kryminał z Pazurem (recenzje - klik!), która aktualnie liczy 3 tomy, a w tym roku mieliśmy też przyjemność poznać Ritę, która prowadzi podcast Zbrodnie na podsłuchu i która debiutowała w pierwszym tomie swoich przygód pt. “Przepraszam, tu był trup” (recenzja - klik!). A ja mam tę niesamowicie ogromną przyjemność patronować wszystkim tym tytułom!
 
Historia “Zakończeniem jest Zakopane” rozpoczyna się u schyłku wakacji. Róża, Szymon i Gucio wybierają się na kilka dni urlopu do Zakopanego, gdzie zamierzają odpocząć od codzienności i swojej pracy - śledztw kryminalnych, których podejmują się jako firma detektywistyczna Solan. Jednak jak to z ich urlopowymi wyprawami bywa, już pierwszej nocy dochodzi do zbrodni - ktoś podpalił budynek położony tuż przy hotelu Forget-me-not, w którym się zatrzymali, i choć straż zjawiła się dosyć szybko, to jednak tragedii zapobiec nie zdążyła. Tragedii, w której ktoś stracił życie. Początkowo policja zakłada, że był to któryś z bezdomnych chroniących się w tym opuszczonym budynku, a do pożaru doszło przez przypadek. Właściciel Forget-me-not i równocześnie wujek policjantki prowadzącej śledztwo nie jest o tym do końca przekonany - prosi więc Szymona, by zajął się zbadaniem sprawy. Szymon, za namową Róży, która ewidentnie ma w tym jakiś ukryty cel, ofertę pracy przyjmuje i zaczyna przyglądać się sprawie i okolicy… Czy przeczucia właściciela hotelu okażą się słuszne? I dlaczego Róża chciała zająć Szymona tą sprawą? Jedno jest pewne - urlop w Zakopanem będzie dla rodziny Solańskich niezapomniany!
“Sensacja! To było to, czego wszyscy naprawdę potrzebowali. Góry, wspinaczka, piękne widoki, dzika przyroda, oscypki, litworówka do popicia, białe niedźwiedzie, słodkie szczeniaczki owczarków podhalańskich, ciupagi i co tam jeszcze oferowało Zakopane przyjezdnym - wszystko to było niczym w porównaniu z dobrą, najlepiej krwawą, sensacją.”
Książka rozpisana jest na prolog, 9 rozdziałów i epilog. Każdy z rozdziałów zatytułowanych jest cytatem z tekstów księdza Józefa Tischnera i podzielony jest na krótkie scenki pisane z perspektywy różnych postaci: te przedstawione oczami Gucia i Śpiącego Rycerza pisane są w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, wszystkie pozostałe, czyli przede wszystkim te z Różą, Szymonem, ale i kilkoma innymi bohaterami wmieszanymi w tę intrygę, w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Styl powieści, jak to w komediach bywa, jest lekki i przyjemny, usiany humorem, który często objawia się w żartach sytuacyjnych, w dialogach, a także i komentarzach, których autorem najczęściej jest Gucio. On przecież ma największe prawo krytykować otaczających go ludzi - patrzy na nas z boku, ze swojej psiej, prostszej perspektywy. Język powieści jest dopracowany, codzienny, ale złożony z dokładnością, pojawiają się też wtrącenia w gwarze śląskiej i góralskiej, a te, które mogą być niezrozumiałe, tłumaczone są w przypisach.
 
Po raz kolejny Marta Matyszczak zabiera swoich czytelników w dosyć wąskie grono podejrzanych bądź wplątanych w sprawę kryminalną postaci. W większości występują one na drugim planie, ale zbudowane są naprawdę świetnie, bo każda ma w sobie coś charakterystycznego, coś, nad czym warto się zastanowić lub przed czym przestrzec. Doskonale obnażają ludzkie naleciałości, ludzkie wady, z których tutaj możemy się pośmiać, ale nie znaczy to, że je lekceważymy - po prostu poprzez humor łatwiej jest o nich pogadać, a i poruszane tematy zapamiętać. I tak mamy tutaj mrukliwą policjantkę, która pali jak smok i nosi kurtkę nawet latem. Mamy urzędników, małych przedsiębiorców, dziennikarkę i zapalonych miłośników wspinaczek górskich. Podczas wymieniania wydaje się, że jest ich dużo, ale podczas lektury nie odnosi się takiego wrażenia, każda z postaci jest jedyna w swoim rodzaju, a więc i łatwa do rozpoznania i zapamiętania.
“Gdy Ireneusz sięgał po jakąś lekturę, a ta okazywała się gniotem, męczył się z nią do ostatniej strony. W jego mniemaniu porzucenie książki, nie dotarłszy do finiszu, stanowiłoby marnotrawstwo. A czego jak czego, ale marnotrawstwa Ireneusz Zasada nie znosił.”
Oczywiście pomiędzy postaciami charakterystycznymi dla tego tomu, pojawiają się też ci, których tak dobrze już z serii znamy. Przede wszystkim jest Róża, której niezdarność wywołuje wiele sytuacji komediowych. Jest Szymon ze swoimi dziwactwami związanymi z piciem kawy, którymi terroryzuje zakopiańskie kelnerki. Jest i Gucio, kochany kundelek, który jest najlepszym śledczym wśród Solańskich, a jednocześnie prawdziwie wiernym towarzyszem. Jest sąsiadka Buchtowa, jest dziennikarz Szpon, policjant Barański i wielu, wielu innych - pojawiają się na chwilę, ale są, co nie będzie przeszkadzać tym, którzy serii nie znają, ale fani Kryminału pod Psem będą ponownym spotkaniem zachwyceni.
 
Intryga kryminalna, mimo komediowego charakteru powieści, jest potraktowana całkiem serio. Dobrze przemyślana, zaskakująca, może nie toczy się tempem specjalnie dynamicznym, ale też nie o to w niej chodzi. Bo ona jest tutaj tym, co wymusza poruszenie i zastanowienie nad pewnymi kwestiami społecznymi, które bolą nasze polskie społeczeństwo.
 
Bo nie da się ukryć - w tej książce autorka poprzez komediowe sytuacje odsłania to, co boli. Gadamy tutaj o upadających biznesach, o szemranych interesach, o wyzysku zwierząt i tragediach rodzinnych, na które nikt z zewnątrz nie reaguje, póki jest na to czas. Tematów do zastanowienia jest sporo, każdy z nich ważny, a mimo to przedstawiony tak, że czytelnik w czasie lektury nie czuje się nim przytłoczony.
“Nikt się nie chciał wtrącać w nie swoje sprawy. To była cecha narodowa, jeśli nie międzynarodowa. Dopiero gdy przez ich znieczulicę dochodziło do tragedii, ludzi ruszało sumienie i organizowali zbiórki dla ofiar, którym w krytycznym momencie nie pomogli, palili znicze, gdy doszło do najgorszego, przynosili kwiaty i pluszaki - wszystko psu na budę, bo\było już po tak zwanych ptokach.” 
Ale oczywiście “Zakończeniem jest Zakopane” to nie tylko bolączki ludzkie, to też przyjemne chwile - nie tylko spotkanie ze świetnymi bohaterami, ale i zachwyt naturą, przyrodą, z której można czerpać siłę. Piękne widoki, dobre jedzenie i wakacyjny czas, dla tych, którzy są ważni - to wszystko to naprawdę miłe aspekty (poza samym humorem oczywiście!) powieści.
 
Wcześniej wspomniałam już o tym, że Gucio poprzez to, że patrzy na ludzi z psiej perspektywy, zauważa więcej. Jednak nie tylko on jest tutaj takim narratorem. Obok niego występuje też Śpiący Rycerz, czyli Giewont, który dostaje głos. I on patrzy na ludzi na niego się wspinających i tych pozostających w mieście, nad którym góruje. Przygląda się, komentuje, a także zdradza dużo ciekawostek na temat góry, Zakopanego i związanych z tym wszystkim legend.
“Nie zamierzałem też śledzić Róży i Szymona na ten cały Giewont, bo rozumu jeszcze nie postradałem. Miałbym się z własnej woli wdrapywać na niemal tysiąc dziewięćset metrów nad poziomem morza? Poziom morza mi w zupełności wystarczał. Wszystko powyżej zdawało się zbędną fatygą.”
A gdzie te zakończenie? Nie jest takie, jak bałam się, że będzie. Historia jest utrzymana w takim tonie jak wszystkie poprzednie, przez co czytelnik może ją czytać bez ciągłego myślenia o tym, że to ostatni tom, ostatnie spotkanie z postaciami. Jednak jest pewien akcent, który doskonale zamyka serię - nie zdradzę co, ale myślę, że zakończenie jest perfekcyjne!
 
W “Zakończeniem jest Zakopane” Marcie Matyszczak udało się zrobić coś, co nie sądziłam, że może się udać - sprawiła, że czytając ostatni tom serii Kryminał pod Psem, przez większą część lektury zwyczajnie nie pamiętamy o tym, że jest to koniec. Nie ma przytłaczającej melancholii, a jest to, co kochamy - dobry humor, genialne kreacje postaci i tematy warte podkreślenia, które przez komediowy ton nie przytłaczają, a i tak robią to, co powinny - uwidaczniają wady, miejsca, w których jako ludzie możemy się poprawić. Intryga kryminalna też temu służy, choć oczywiście podczas lektury tego raczej nie odczuwamy - bo jest dobrze zbudowana, bardzo ciekawi i często zaskakuje. Mimo tego, że jest mi smutno, że serię Kryminał pod Psem już kończymy, to cieszę się z tego, jak wygląda finał - lepszego prawdopodobnie nikt nie zdołałby wymyślić! Bardzo się cieszę, że mogłam przez dwanaście tomów tak dobrze bawić się i zwiedzać świat z rodziną Solańskich. Marto - dziękuję!
 
Moja ocena: 8/10

A już w najbliższy wtorek 20 sierpnia o godzinie 19:00 na moim profilu na Facebooku odbędzie się spotkanie na żywo z Martą Matyszczak poświęcone tej powieści. Serdecznie zapraszam!

 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dolnośląskim.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!