września 14, 2021

"Kulawe konie" Mick Herron

"Kulawe konie" Mick Herron

 

Autor: Mick Herron
Tytuł: Kulawe konie
Cykl: Slough House, tom 1
Tłumaczenie: Robert Kędzierski, Anna Krochmal
Data premiery: 30.06.2021
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 424
Gatunek: thriller szpiegowski
 
Książki z gatunku thrillera szpiegowskiego nie pojawiają się na tym blogu często. Dla „Kulawych koni” Micka Herrona zrobiłam wyjątek ze względu na ciekawy opis książki, jak i na zapowiedź serialu, który zostanie wyprodukowany dla Amazon Prime, a który na pewno wielu widzów przyciągnie gwiazdorską obsadą, m.in. wystąpią w nim Gary Oldman i Kristen Scott Thomas. Mick Herron uznawany jest za następcę Johna le Carrégo, na swoim koncie ma już sporą liczbę powieści, sama seria „Slough House” na ten moment na jego rodzimym rynku liczy już siedem tomów, a na przyszły rok zapowiedziana jest premiera kolejnego. Seria ta podbiła serca fanów gatunku, była wielokrotnie nagradzana oraz trafiła na listę najlepszych thrillerów wszech czasów stworzoną przez „The Telegraph”.
 
Fabuła książki rozpoczyna się od fatalnej wpadki agenta Rivera Cartwrighta, przez którą zostaje zesłany do Slough House – miejsca, do którego trafiają wyrzutki z MI5, agenci, którzy nie nadają się już do niczego innego. Tu czeka ich praca papierkowa, nikomu niepotrzebna, a o ich istnieniu szybko zapomina się w siedzibie MI5 – Regent’s Park. River jednak nie traci nadziei, że kiedyś uda mi się tam wrócić, więc kiedy jego szef, Jackson Lamb zleca mu przeszukanie śmieci pewnego starego dziennikarza, mężczyzna podejmuje się tego z dużym entuzjazmem. Szybko jednak okazuje się, że prawdziwe zadanie dostał ktoś inny, a Riverowi przychodzi tylko zanieść jego wyniki do starego znajomego, którego obwinia za swoją wpadkę. Dlatego też, kiedy dociera do nich informacja o porwaniu młodego chłopaka przez domniemanych terrorystów, którzy grożą, że za 48 godzin utną mu na wizji głowę, River przyjmuje to jako wyzwanie – jest pewny, że uda mi się rozwiązać zagadkę porwania, uratować chłopca, a tym samym wrócić w chwale do Regent’s Park. Czy faktycznie jego plan ma choć cień szansy na sukces? A może problem jest bardziej skomplikowany niż się mu z początku wydaje?
 
Książka składa się z 19 rozdziałów rozdzielonych na dwie tytułowane części. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z punktu widzenia kilku bohaterów związanych ze Slough House, Regent’s Park i wspomnianego już dziennikarza. Styl powieści jest przyjemny, skupiony na szczegółach otoczenia, fabuła opowiedziana jest w sposób, który nasuwa na myśl snucie historii.  Jest trochę opisów, sporo dialogów, które pisane są z lekkością.
 
Tym, co wyróżnia tę książkę na tle innych są na pewno postacie się w niej pojawiające. River to względnie młody mężczyzna, który cały czas nie potrafi pogodzić się z porażką i swoim losem, jest pewny, że został we wszystko wrobiony. Ma za sobą dosyć trudne dzieciństwo i dziadka, dzięki któremu zdecydował się na ten zawód. Jest impulsywny i odważny, ciągle pewny siebie. Ma ciągle jeszcze siłę zawalczyć, w przeciwieństwie do swojego aktualnego szefa, Jacksona Lamba. Ten również jest interesującą postacią. Pozornie leniwy grubas, któremu na niczym nie zależy. Czy jednak tak jest naprawdę?
Pozostałe grono szpiegów na zesłaniu składa się z geniusza informatycznego, dwóch mężczyzn i dwóch kobiet. Każdy z nich trafił do tego miejsca za inne grzechy, każdy nie garnie się do prac zespołowych. To grupa raczej zrezygnowana, obca dla samych siebie. Czy jednak, kiedy sytuacja stanie się napięta, będą w stanie ze sobą współpracować?
Kończąc temat postaci na pewno warto też wspomnieć o szefowej MI5, która po cichu zleca zadania zespołowi Lamba. To kobieta, dla której liczy się tylko praca, prestiż szpiegów brytyjskich jest dla niej na pierwszym miejscu. Kobieta silna, ale chyba też trochę zaślepiona tym jednym celem.
 
Co do samej akcji, z początku może nie jest specjalnie dynamiczna, jednak im dalej w lekturę, tym mocniej się rozkręca. Fabuła naszpikowana jest zaskakującymi zwrotami akcji, a tematy, które przy okazji porusza, jak rasizm, terroryzm i manipulowanie faktami dla własnych korzyści, są na pewno bardzo aktualne.
 
Fani gatunku myślę, że będą tym tytułem zadowoleni – jest sporo akcji, szpiegowskich smaczków i trochę zaskoczeń. Bohaterowie są oryginalni i intrygujący, i na pewno na ekranie mają szansę przyciągnąć uwagę sporej liczby widzów. Ja jednak utwierdziłam się, że thriller szpiegowski nie jest moim gatunkiem literackim, książka nie wywołała we mnie w sumie żadnych emocji. Może dlatego, że spodziewałam się po niej czegoś innego – jej okładkowy opis zrozumiałam jako książkę napisaną z humorem – w końcu wyrzutki MI5 biorące się do pracy? Pijacy, grubasy i inni zesłańcy? To brzmi naprawdę komicznie! W książce jednak takiego typowego humoru nie znajdziemy, raczej może trochę satyry i to wszystko.
 
Moja ocena: 6/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Insignis!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 08, 2021

"Zagraj mi na drogę" Ivá Procházková - patronacka recenzja przedpremierowa

"Zagraj mi na drogę" Ivá Procházková - patronacka recenzja przedpremierowa

 

Tytuł: Zagraj mi na drogę
Cykl: podinspektor Marián Holina, tom 3
Seria: Czeskie Krymi
Tłumaczenie: Julia Różewicz
Data premiery: 15.09.2021
Wydawnictwo: Afera
Liczba stron: 357
Gatunek: kryminał
 
„Zagraj mi na drogę” to trzeci tom serii kryminalnej czeskiej pisarki Ivy Procházkovej. Autorka kazała swoim czytelnikom czekać ponad cztery lata na kontynuację przygód podinspektora Holiny, ale po lekturze tego tytułu na pewno wszyscy zgodnie stwierdzą, że było warto!
Co ciekawe, seria zaczęła się od serialu telewizyjnego pt. „Zabójstwo w kręgu”, do którego Procházková napisała scenariusz. Cieszył się ona taką popularnością, że doczekał się kontynuacji książkowej pt. „Mężczyzna na dnie” (recenzja – klik!). Serial z książką jest oczywiście powiązany luźno, czytelnicy więc bez obaw mogą sięgnąć po serię bez znajomości serialu. To się tyczy też każdego tomu serii, w każdym przedstawiona jest osobna zagadka kryminalna, a sprawy prywatne bohaterów zarysowane są delikatnie w tle.
Poza pisaniem kryminałów oraz scenariuszy filmowych i serialowych, autorki pisze też książki do dzieci i młodzieży. Jej proza jest często nagradzana.
 
Fabuła powieści toczy się wiosną, w maju. Holina zostaje wezwany telefonem szefa przedwcześnie z urlopu – w praskiej filharmonii, w przededniu Międzynarodowego Festiwalu Praska Wiosna znalezione zostało ciało klarnecistki, Olgi Brendejsovej, całe we krwi. Holina musi szybko rozwiązać sprawę, a nie jest to łatwe – środowisko muzyków jest mocno specyficzne, a i kapitan Šotolová ze względów osobistych tym razem nie może mu pomóc. Praga tętni życiem, na festiwal zjechało się morze muzyków i turystów. Kto spośród nich jest mordercą? Jaki miał powód, by tak brutalnie pozbawić życia klarnecistkę?
„Wygląda na to, że w programie tegorocznej Praskiej Wiosny są głównie zabójstwa.”
Książka podzielona jest na części, rozdziały i nienumerowane podrozdziały bardzo oryginalnie – ich określenie zapożyczone jest z nazewnictwa muzycznego kojarzącego się z filharmonią i operę. Podrozdziały są krótkie, naprzemiennie skupiają się na innych bohaterach, co dodaje lekturze dynamizmu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z punktu widzenia Holiny oraz kilku bohaterów z filharmonii, którzy w jakiś sposób byli blisko z ofiarą. Styl powieści jest naprawdę przyjemny, dużo tu dialogów, książkę czyta się szybko, a okazyjny humor zawarty w dialogach dodaje lekkości poważnym, mrocznym tematom.
„Barmanka twierdzi, że Brendejsovej bardzo chciało się pić, ale poza tym wyglądała i zachowywała się normalnie. Co innego mówi portierka, która pilnuje wejścia służbowego i chyba interesuje się zwierzętami, bo zeznała, że Olga, „na twarzy czerwona jak indor” i „Zdyszana jak pies” przeszła obok niej „krokiem półżywego leniwca”.
Jak zawsze Procházková jest naprawdę dobra w oddawaniu rysów psychologicznych postaci. Tym razem na celownik bierze artystów, którzy całe swoje życie poświęcają na doskonalenie swojego warsztatu. I tak przyglądamy się byłemu chłopakowi Olgi, drugiemu klarneciście oraz jej koleżance o polskich korzeniach. Każdy z nich przedstawia inny rodzaj człowieka, jednak każdy jest postacią głęboką. Simon, były chłopak jest człowiekiem mocno impulsywnym, którym targa ciągle wiele emocji. Czy to on miał coś wspólnego ze śmiercią kobiety? Mało to jednak możliwe, w czasie morderstwa sam był w szpitalu. Erik z kolei jest postacią mocno znerwicowaną, dlaczego jednak śmierć Olgi aż tak mocno nim wstrząsnęła? Przecież od lat żyje w szczęśliwym związku, zawodowo też wydaje się spełniony. Urszula za to jest spośród nich najbardziej tajemnicza, niewiele o niej wiemy, rozdziały jej poświęcone są mocno ogólnikowe. Dlaczego? Czy ona miała coś wspólnego ze śmiercią Olgi? Czy miała motyw? Autorka bardzo sprytnie przedstawia nam te charaktery, co chwilę odkrywa coś nowego, co każe nam zmieniać postrzeganie całości, przez co umysł czytelnika cały czas chodzi na najwyższych obrotach, mimo braku mocno dynamicznej akcji. I to jest właśnie ogromny atut prozy Procházkovej – osadza swoje kryminały na klasyce gatunku, tu liczy się zagadka, tu liczy się śledztwo, psychologia i dedukcja. Wszystko to przedstawione jest z dużą uwagą, jest naprawdę dobrze przemyślane.
„Może i w tych swoich frakach i lakierkach muzycy wyglądają jak słodkie pingwinki, ale my też potrafimy przyłożyć.”
Dużym atutem fabuły na pewno jest też osadzenie akcji w środowisku artystycznym podczas festiwalu Praskiej Wiosny. We wcześniejszych dwóch tomach serii środowisko było raczej dosyć normalne, ot ludzie, jakich spotyka się na co dzień, a tu obserwujemy ludzi jednak żyjących trochę inaczej, z innymi priorytetami, ich codzienność podporządkowana jest innym namiętnościom. Czy jednak finalnie aż tak bardzo różnią się od nas? Dodatkowo możemy też przyjrzeć się od kuchni jak działa taka filharmonia, kto, prócz muzyków tam pracuje, kto pełni jaką funkcję. To naprawdę fascynujące miejsce do osadzenia akcji!
 
Oczywiście w tym tomie nie mogło też zabraknąć astrologii, która od pierwszej części towarzyszy wszystkim śledztwom Holiny. Teraz podinspektor jest już dobrze z nią zaznajomiony, sam może uchodzić za eksperta w tej dziedzinie. I nie są to czary-mary, a coś oparte na psychologii, sprawdzające się w rzeczywistości, przez co śledztwo nabiera całkiem innego wymiaru, a sama książka jest mocnym powiewem świeżości na rynku w tym gatunku literackim.
„Każda tragedia rozgrywa się w konkretnym, bardzo precyzyjnie określonym czasie. Jeśli się go przegapi, w ogóle do niej nie dojdzie.”
Książki Procházkovej można długo analizować pod względem psychologicznym, problemów, jakie w swoich książkach ukazuje. I w tym tomie sporo takich tematów znajdziemy. Tu  fabuła kręci się wokół ambicji, rywalizacji i poczucia winy. Nie mogę jednak zdradzać więcej, bo duża frajda z tej lektury właśnie opiera się na samodzielnej analizie tych tematów.
„Po tym, co usłyszał, musiał przyznać, że faktycznie nie powinna brać udziału w sprawie, z drugiej strony żałował, bo Lida była wyjątkową śledczą. Doświadczoną i superprofesjonalną, a przy tym tryskającą energię. Mikstura w policji tak niespotykana jakby wyszła spod rąk czarodzieja.”
Podsumowując, „Zagraj mi na drogę” dosyć mnie zaskoczyło oryginalnym wyborem miejsca i czasu akcji. Autorka przeniosła swoich bohaterów w czysto artystyczne środowisko ujawniając jego sposób funkcjonowania i motywy, które tak czy siak i tak ostatecznie okazują się bardzo ludzie. Lekkie pióro, przyjemne dialogi i bohaterowie z krwi i kości powodują, że książki tej autorki są dla mnie nieodkładane. Mam nadzieję, że na tom czwarty autorka nie każe czekać nam znowu aż czterech lat! Ja już teraz nie mogę doczekać się kolejnych śledztw Holiny.
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się przedpremierowo z lekturą oraz objęcia ją patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Afera!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 08, 2021

Wygraj "Zamach"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Zamach"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

 

Dokładnie tydzień temu swoją premierę miała nowa książka Macieja Liziniewicza pt. "Zamach". Jest to thriller polityczny, który swoją fabułą przyciągnął nawet mnie, osobę raczej unikającą wątków politycznych w kryminałach, i to na tyle, że zdecydowałam się objąć ten tytuł swoim patronatem medialnym. Książka porusza wiele istotnych tematów jak terroryzm, fanatyzm religijny, rasizm i reakcje społeczeństwa w momentach zagrożenia. Naprawdę jest warta przeczytania! Dzisiaj zatem ułatwię Wam sięgnęcie po ten tytuł, a raczej trzem osobom, które najciekawiej odpowiedzą na moje pytanie konkursowe!
Jeśli przegapiliście moją recenzję tego tytułu, to zapraszam tu - klik!, a także zachęcam do zapoznania się z naprawdę ciekawą rozmową z autorem, jaką miałam przyjemność przeprowadzić o tu - klik!


Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Odpowiedz na pytanie: Czy często sięgasz po nowe gatunki, nowych, nieznanych Ci wcześniej autorów, czy może wolisz się trzymać tego, co dobrze Ci znane? Krótko uzasadnij swoje zdanie.

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie i nieszablonowo - tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 8 do 13 września do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autora (IG - klik!, FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!
14.09 aktualizacja - wyniki konkursu:
Bardzo cieszy mnie fakt, że nikt z uczestników nie zamyka się na nowe, czy to gatunki czy autorów, każdy z Was zdaje się poszukiwać nowych, ciekawych wrażeń z otwartym umysłem, a to, moim zdaniem, jest naprawdę godna pochwały cecha u czytelnika! Dlatego ciężko było mi wyłonić tylko trzech zwycięzców, ale mus to mus! Zatem "Zamach" leci do:

IG:
1) panna_czytanka
Ja jestem zdecydowanie jak kot . Jeśli coś jest nowe, trzeba starannie obwąchać, pochodzić w kółko, może usiąść koło tematu. Można testowo pacnąć łapką lub sprawdzić, jak jest zapakowane, czy szeleści, czy kartki mają odpowiedni krój czcionki...potem jednak wracam na swoje stałe miejsce jak pod ciepły kocyk. Ale kiedy to nowe tak położy na półce i zakurzy, to robi się już stare, a więc moje - i wtedy sięgam. Oczywiście, jak na kota przystało, jeśli coś jest świeże i wyraźnie przez pewną grupę obdarzone zainteresowaniem - o ile ta grupa to "właśnie te osoby" - wtedy staram się sięgać szybciutko, jak po świeżo wyprasowaną bluzeczkę, na której nie ma jeszcze ani grama sierści. A powinna być 🙂

FB:
2) Karolina Górnicka
Mam wrażenie, że im bardziej dojrzałym czytelnikiem się staję, tym chętniej sięgam po nowych autorów. Jedno - czytam dużo i tych bardziej znanych albo już przeczytałam, albo niestety nie trafili w moje czytelnicze gusta (a są tacy!). Drugie - przecież Ci znani autorzy kiedyś też byli nowi - ktoś dał im szansę na pokazanie swojego kunsztu literackiego.
Często po nowych autorów sięgam pod wpływem korzystnych recenzji na blogach czy mediach społecznościowych - ciekawa recenzja wręcz "pcha" książkę w moje ręce.

3) Maria Ewa
Życie to sztuka podejmowania decyzji, ważne żeby tych dobrych wyborów było więcej. Ale żeby mądrze wybierać trzeba próbować różnych rzeczy. Podobnie jest z książkami, nie zamykam się na jeden gatunek, ani na danego autora. Poszukuję różnych doznań, dlatego sięgnę i po postapo, Asimova, Reymonta czy Roberta Małeckiego. Ważne, żeby z otwartą duszą dać szansę autorowi, aby zaprosił mnie do swojej historii i porwał mnie. Czytanie jest moją pasją od wielu lat i cieszę się ogromnie, kiedy trafiam na książkę, która odetnie mnie, pozwoli zapomnieć o dniu codziennym. Nie jest to zbyt częste, ale uwielbiam takie chwile. Bez szukania, próbkowania gatunków nie mamy na to szansy na znalezienie nowych doznań 😀

Gratulacje! Czekam na Wasze dane adresowe, a pozostałych uczestników zapraszam do dalszego śledzenia moich profili - już niedługo wracam z kolejnym konkursem!

września 06, 2021

"Sprawa Sary" Karolina Głogowska

"Sprawa Sary" Karolina Głogowska

 

Autor: Karolina Głogowska
Tytuł: Sprawa Sary
Data premiery: 11.08.2021
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 336
Gatunek: thriller psychologiczny / kryminał
 
Karolina Głogowska na polski rynku książki istnieje od roku 2018, kiedy to razem z Katarzyną Troszczyńską wydały swoją pierwszą powieść pt. „Trzynaście życzeń”. Pod szyldem tych dwóch nazwisk ukazały się jeszcze dwa książki zaliczane do gatunku lekkich powieści obyczajowych. Rok temu, w 2020, Karolina Głogowska zdecydowała się na solowy debiut pt. „Mój ukochany wróg”. Książka określona została jako thriller psychologiczny. W tym roku ukazała się jej druga powieść solowa przypisana do tego gatunku pt. „Sprawa Sary”.
Poza pisaniem powieści autorka jest dziennikarką i redaktorką, współpracowała między innymi z Wirtualną Polską, Onetem, PAP czy telewizją Asta.
 
Historia książki zaczyna się, gdy 27 lat temu w wakacje w Brzezińcu zaginęła 13letnia dziewczyna, Sara. Ostatnią osobą, która widziała ją żywą był Witold Wedler, chłopiec, który tamtego lata się w niej podkochiwał. Teraz Witold liczy sobie lat 40, pracuje w redakcji „Magazynu”, i choć spędza w pracy całe dnie, to szefostwo raczej go nie docenia. Aktualnie gazeta przechodzi wielką zmianę, rezygnuje z wydań papierowych, zaczyna przenosić się do Sieci. Witold nie za bardzo potrafi się do tego dopasować, stroni też od ludzi. Kiedy więc po suto zakrapianej imprezie firmowej budzi się z koleżanką z pracy w łóżku, na kacu i z dziwną muzyką klasyczną w głowie, melodią znaną, a jednak nieokreśloną, czuje się mocno nieswój. Po włączeniu telewizora okazuje się, że tego dnia obchodzony jest Dzień Dziecka Zaginionego, a pierwszą zaginioną, o której przypominają w audycji, jest jego dawna miłość, Sara – ta informacja tylko pogarsza jego stan. Mężczyzna jednak i tak wybiera się do pracy, gdzie dostaje ataku – muzyka klasyczna w głowie się nasila, a on traci przytomność. Po wizycie w szpitalu szef wysyła go na przymusowy urlop, więc Witold postanawia poświęcić ten czas, by w końcu zamknąć rozdział dotyczący Sary. Wraca do Brzezińca, by przeprowadzić małe śledztwo, przepytać ludzi i zastanowić się po raz ostatni nad losem Sary. Czy taki powrót po latach przyniesie ukojenie? Rozwiązanie zagadki?
 
Książka składa się z nienumerowanych naprzemiennych rozdziałów toczących się w lipcu 1993 roku oraz teraz, obecnie, a całość zamyka epilog. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Witolda. Styl powieści jest spokojny, skupiony na odczuciach i myślach bohatera. Akcja toczy się niespiesznie, a osadzenie akcji w spokojnej, wiejskiej miejscowości w środku lata wprowadza bardzo wakacyjną, sielską atmosferę.
 
Postać głównego bohatera, poprzez rozdzielenie powieści na dwa plany czasowe, poznajemy zarówno jako nastolatka, jak i dorosłego człowieka. Jako ten drugi nie wydaje się wieść w pełni satysfakcjonującego życia – żyje sam, nie ma przyjaciół, tak naprawdę cały czas spędza w pracy, która nie przynosi mu za wielu radości. Z ojcem kontaktuje się od święta, matka od jakiegoś czasu nie żyje. Jest wolny, ale nie potrafi z tej wolności korzystać. Czy to sprawa Sary tak mocno na niego wpłynęła? Witold jako nastolatek to dużo pozytywniejsza postać. W te pamiętne lato, chłopiec przeżywał swoją pierwszą miłość, pierwszą fascynację płcią przeciwną i te uczucie, towarzyszące mu emocje zostały naprawdę dobrze opisane. To jego oczami podziwiamy Sarę, obserwujemy jak chce się z nią zaprzyjaźnić i do niej zbliżyć. Tamte lato wydaje się być jedynym w swoim rodzaju, pewną datą graniczną, po której nic już nie będzie takie jak kiedyś. To lato kończące dzieciństwo, niewinność, sielankę i beztroskę, po nim, po zniknięciu Sary nagle wszystko zaczyna się sypać. Może to dlatego z takim sentymentem te fragmenty wydają się być opisywane – to przyjemny, letni obraz wakacji w oddaleniu do cywilizacji, w chatce leśnika, w okolicy jeziora, w którym można się kąpać i łowić raki. Współczesny powrót do tego wyidealizowanego miejsca jest trudny, jednak Witold stara się, by spojrzeć na wszystko dziennikarskim okiem, na zimno przeanalizować fakty. Czy jego poszukiwania przyniosą rezultat?
 
Książka została określona jako thriller psychologiczny, i choć obrazy psychologiczne postaci są faktycznie ciekawe, to jednak zabrakło mi tutaj napięcia. Książka raczej mnie zrelaksowała, te opisy lata 1993 stworzyły bardzo sielską atmosferę, przez co raczej skłaniałabym się do sklasyfikowania książki jednak jako powieść obyczajową z wątkiem kryminalnym, coś jak dramat rodzinny, bo mimo tej wspomnianej sielskości jednak powieść porusza smutne, trudne tematy, co najmocniej objawia się w finale. Może właśnie ten kontrast powoduje, że mimo wszystko powiedziałabym, że to naprawdę smutna historia.
 
Wspomniałam o portretach psychologicznych postaci – nie są tu one może bardzo rozbudowane, raczej zasygnalizowane, aż proszą się by je jednak trochę rozbudować i lepiej uzasadnić wybory i charaktery postaci. Nie będę jednak narzekać, bo do takiej letniej, przesyconej wakacyjną atmosferą powieści takie delikatne rysy pasują całkiem ładnie.
 
W książce znajduje się też kilka małych wątków miłosno-romansowych, które nie całkiem mi odpowiadały. Witold jako dorosły mężczyzna zaczyna w pewnym momencie zdradzać uczucie do jednej z bohaterek, wymienia z nią wiadomości i wydaje się nagle zgłupiały z miłości, a raczej pierwszej fascynacji, zauroczenia raczej wyimaginowanym obrazem kobiety, niż faktycznym człowiekiem. Trochę takie szczeniackie zachowanie jak na 40letniego mężczyznę, a jego fantazje seksualne raczej nie były za smaczne. Na poziomie rozumu na pewno można te fragmenty jakoś wytłumaczyć, jednak emocjonalnie dla mnie nie były satysfakcjonujące, a wręcz zbędne. Osoby lubujące się w romansowo-erotycznych gatunkach na pewno spojrzą na to inaczej.
 
Podsumowując, „Sprawa Sary” to dobra historia na letnie popołudnia. Nie jest to jednak thriller psychologiczny – nie uświadczymy tu specjalnie napięcia spowodowanego intrygą kryminalną czy gęstej, mrocznej akcji. To raczej sentymentalny powrót do ostatniego lata dzieciństwa, do pierwszej miłości i sielskich wakacji, które zakończyły się niewyjaśnioną przez lata tragedią. Nie jest to do końca powieść w moich klimatach literackich, jednak jako zgrabna historia wakacyjna z rodzinnymi dramatami w tle, przerywnik od mroczniejszych i bardziej poplątanych psychologicznie klimatów, sprawdziła się całkiem dobrze.
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!

września 02, 2021

"Glatz. Zamieć" Tomasz Duszyński

"Glatz. Zamieć" Tomasz Duszyński

 

Autor: Tomasz Duszyński
Tytuł: Glatz. Zamieć
Cykl: Glatz, tom 3
Data premiery: 19.05.2021
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 456
Gatunek: kryminał retro
 
Tomasz Duszyński na rynku książki pojawiał się po raz pierwszy w roku 2007 ze zbiorem opowiadań fantasy pt. „Produkt uboczny”. Do roku 2019 trzymał się raczej tego gatunku, pisał też książki dla dzieci oraz razem z Moniką Łukasik-Duszyńską książki o regionie. Moją pierwszą stycznością z jego piórem był pierwszy tom serii kryminałów retro pt. „Glatz” (recenzja –klik!) wydany w roku 2019, który przywrócił moją wiarę w ten podgatunek literacki. Od tego momentu wyczekuję każdej kolejnej kryminalnej historii autora. I nie jestem w tym oczekiwaniu osamotniona – autor dwa razy zdobył duże kryminalne nagrody przyznawane przez publiczność, a każdy tom „Glatz” oraz „Toksyczni” były nominowane do jeszcze większej liczby nagród.
 
Fabuła powieści „Glatz. Zamieć” toczy się pod koniec lutego roku 1923 w hrabstwie kłodzkim w pobliżu góry Śnieżnik. Jeden z przyjaciół tamtejszego schroniska zostaje poproszony przez właścicielkę, by poszedł poszukać turystów, którzy wyszli o świcie, a o których, przez fatalne warunki pogodowe, się martwi. Mężczyzna wspina się więc na szczyt, gdzie na wieży widokowej znajduje jednego z turystów – wisi głową w dół, martwy i pozbawiony skóry twarzy… Na miejsce wezwany zostaje nadwachmistrz Koschella, który razem z policjantami Schulzem i Czoskiem oraz profesorem specjalizującym się w tego typu okaleczeniach ma zająć się tą sprawą. Po drodze na miejsce okazuje się jednak, że profesor wysłał w zastępstwie swoją asystentkę, Gretę Fischer. Czy kobieta będzie w stanie pomóc im dojść do sedna sprawy? Czy te morderstwo to jednorazowa zbrodnia czy może dużo większy plan? I kto za tym wszystkich stoi? Czy faktycznie w historię wplątany jest Duch Gór, postać z legendy, zwana przez okolicznych Rübezahlem?
 
Książka składa się z nienumerowanych kilku lub kilkunastostronicowych rozdziałów, które na samym początku określone są miejscem wydarzeń oraz datą. Na pierwszym stronach książki zamieszczona jest stara mapa miasta Glatz oraz spis ulic i placów z nazwami współczesnymi i historycznymi. Dla osób orientujących się w rejonach Kłodzka na pewno jest to nie nada gratka. Od razu wspomnę też o przyjemnym wydaniu książki, jak zawsze, gdy omawiam lektury Wydawnictwa SQN. Takie małe detale, jak wyróżniona czcionka na początku rozdziału, czy choćby wyróżniające się numery stron przekonują, że książka wydana jest z uwagą i starannością, a dobre rozmieszczenie tekstu, odstępu między kolejnymi linijkami gwarantuje przyjemną lekturę.
Wróćmy jednak do samej powieści. Narracja książki prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator jest wszechwiedzący i obserwuje kilkoro bohaterów, m.in. Koschelę, Kleina, jak i samego mordercę. Styl powieści jest lekko stylizowany na dawny, to taki kryminał w dobrym starym stylu z krwi i kości, można go określić jako ‘męski’, język jest prosty, solidny i nie stroni w odpowiednich momentach od ostrzejszego słownictwa. Wszystko to do siebie pasuje, przez co książkę czyta się naprawdę dobrze i płynnie.
 
Kryminały retro tego autora zawsze podziwiam za świetny klimat dawnego miasta, jaki udaje mu się oddać. Już nieraz pisałam, że kojarzy mi się trochę z „Lalką” Prusa – tak, to inny rodzaj literatury, inny temat i nawet inne czasy, jednak wyprawy do centrum miasta przez bohaterów są tak urokliwe, jak wizyty w sklepach właśnie we wspomnianej powieści. Tu wszystko przedstawione jest tak dobrze, z takim wyczuciem, tak obrazowo, że czytelnik czuje jakby był dokładnie w tych samych miejscach, co bohaterowie. To naprawdę godna podziwu umiejętność.
W tym tomie duża część akcji toczy się w górach, zimą, i ten klimat też jest oddany niesamowicie – to dobra lektura na gorące lato, gdy jedyne o czym się marzy, to choć trochę ochłody. Razem z bohaterami przedzieramy się tu przez zaspy, czujemy to wszechogarniające zimno i skrzypiący pod butami śnieg.
 
Wspomniałam, że książka to taki męski kryminał – również w tym sensie, że przeważająca większość bohaterów to po prostu mężczyźni. Wyjątkiem jest to Greta Fischer, która jak na tamte lata, jest nad wyraz wykształcona, a którą większość mężczyzn, właśnie ze względu na płeć, lekceważy. Koschella na szczęście jest to dosyć postępowym śledczym, jednak nawet i on na samym początku jest mocno zszokowany współpracą, jednak po pierwszym oszołomieniu szybko ją docenia i liczy się z jej zdaniem. Przez postać kobiecą również pojawia się to znowu mały wątek romansowy – mam wrażenie, że u tego autora, zawsze, gdy pojawia się kobieta, musi też być i romans. To akurat mnie trochę drażni, preferuję kryminały bez takich wątków, ale tu jest on na tyle mały, że jestem w stanie przymknąć na niego oko.
 
W każdym kolejnym tomie zawsze też poznajemy któregoś z bohaterów lepiej. Tym razem dużo miejsca w powieści zajmuje policjant Czosek, młody śledczy, który jeszcze wiele musi się nauczyć. Oczywiście pojawia się też Klein, dawny wojskowy, mężczyzna z bliznami i tym razem wydarzenia powiązane są z jego przeszłością, ba, nawet i jego poczucie dobra i zła zostaje to zakwestionowane.
Podobało mi się też przedstawienie nadwachmistrza Koschelli, któremu przyglądamy się nie tylko w sytuacjach zawodowych, ale i prywatnych, w domu, gdzie właśnie szykują się kolejne zmiany i potencjalne problemy.
 
Kiedy wspominałam o tej książce na profilu instagramowym, ktoś napisał w komentarzu, że przy każdym tomie tej serii autor czymś nas mocno zaskakuje. I to prawda, i tym razem nie obyło się bez dużego zwrotu akcji, który finalnie wpłynie na dalsze losy dobrze już nam znanych policjantów.
 
Omówmy jeszcze na koniec krótko intrygę kryminalną. Tym razem morderstwo jest naprawdę brutalne, a stan zwłok opisany dosyć skrupulatnie. Motywy zbrodni bardzo długo stanowią niewiadomą, są mroczne i pokręcone. To faktycznie nasuwa skojarzenia z jakimś złym duchem. Pod względem morderstw ten tom trochę przypomina to, co dostaliśmy w tomie pierwszym w kwestii brutalności i natężenia i rodzaju zła.
 
Jak widać, o „Glatz” można pisać wiele, tą recenzją zdecydowanie tematów nie wyczerpałam. Nie będę jednak już przedłużać, podsumowując powiem tylko, że trzeci tom „Glatz”, który nosi tytuł „Zamieć” jest naprawdę solidnym, rzetelnym kryminałem retro. Jest klimat, jest pokręcony morderca, są brutalne zbrodnie z mocnym motywem i nasi ulubieni śledczy, którym cały czas kibicujemy. W książce dużo się dzieje, nie można więc i narzekać na powolną akcję. Ja tylko lekko utyskuję na romans, jednak równocześnie cieszę się, że pojawiła się tu postać kobieca, która w niektórych tematach przejawia dużo większą wiedzę niż mężczyźni. Finalnie, jak zawsze, jestem pod wrażeniem i czekam na dalsze losy Koschelli i jego współpracowników.
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu SQN!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 02, 2021

Book tour z "Martwcem"!

Book tour z "Martwcem"!

 

W przyszły wtorek miną nam dwa miesiące od dnia premiery "Martwca", trzynastego tomu serii kryminalnej "Lipowo" pióra Katarzyny Puzyńskiej, która jest jedną z najpopularniejszych polskich pisarek tego gatunku literackiego. W ciągu tych dwóch miesięcy książka zebrała prawie 600 ocen na portalu lubimyczytac.pl! Liczby więc mówią same za siebie. Ja z tą serią znam się od lat, Puzyńska była jedną z pierwszych polskich pisarek (i pisarzy w ogóle), od których zaczynałam swoją przygodę z tym gatunkiem. Autorka słynie z tego, że tworzy skomplikowane intrygi kryminalne, w które wplata wątki obyczajowe i psychologiczne dotyczące stałych postaci serii, a wszystko to toczy się w pięknych, spokojnych i cichych okolicznościach przyrody. Nie martwcie się jednak, każdy tom serii według zapewnień autorki da się czytać oddzielnie, więc czytelnik do lektury cyklu może dołączyć w dowolnym momencie. I dzisiaj ja przychodzę do Was z propozycją dołączenia lub kontynuowania tej przygody, jeśli już jakąś książkę z tej serii czytaliście. Zapraszam na book tour!

Więcej o samej książce znajdziecie w mojej recenzji - klik, oraz w rozmowie z autorką - klik!

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autorki oraz Wydawnictwa Prószyński i S-ka w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w poniedziałek.
Książka ruszy w podróż we wtorek rano 7 września, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili autorki książki, wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!

Lista uczestników:
1. @panna_czytanka opinia - klik! 
2. @like.nobody_  opinia - klik! 
3. @czytanietojestto ocena - klik! 
4. @_creative_et_writesandreads opinia - klik! 
5. @z_ksiazka_mi_po_drodze opinia - klik! 
6. @adziktworzy recenzja - klik! 
7. @kasia_g_autor opinia - klik! 
8. @monikaormanin opinia - klik!
9. @zaczytana_panna opinia - klik!
10. @kulinarna_sielanka opinia - klik!

września 01, 2021

Kilka pytań do... Macieja Liziniewicza, autora "Zamachu"

Kilka pytań do... Macieja Liziniewicza, autora "Zamachu"

Co sam Liziniewicz mówi o swoich bohaterach, dlaczego w ogóle powstała taka powieść jak "Zamach", jakiej książki autora możemy się spodziewać w najbliższej przyszłości i co będzie pisać później, skąd czerpie inspiracje i jaka pora roku jest tą najlepszą do pisania, a także gdzie można spotkać autora wiosną?
Zapraszam na rozmowę z autorem!


Maciej Liziniewicz notka biograficzna:
Podpułkownik rezerwy ABW. Przez wiele lat zajmował się zwalczaniem najpoważniejszych zagrożeń dla bezpieczeństwa Polski. Ze służby odszedł na własną prośbę w 2017 roku. Prywatnie miłośnik Bieszczad, Ponidzia, literatury i tajemnic przeszłości.
Autor cenionego CYKLU O NADOLSKIM z gatunku historycznego fantasy. Z kolei powieść ZAMACH jest thrillerem sensacyjnym z akcją osadzoną w Małopolsce.


Kryminał na talerzu: „Zamach” to Pana pierwsza książka, której fabuła osadzona jest w czasach współczesnych, a akcja opiera się, przynajmniej po części, na śledztwie kryminalnym. Jak się Pan czuje oddając ten gatunkowy debiut w ręce czytelników?

Maciej Liziniewicz: Jestem na równi podekscytowany, jak i pełen obaw. Zresztą, tak jest przy każdej kolejnej książce. Pozostaje mi mieć nadzieję, że powieść zostanie dobrze przyjęta przez czytelników, choć z pewnością jest ona inna od klasycznych kryminałów dostępnych na rynku.


Skąd w ogóle taka zmiana? Poprzednie Pana dwie książki osadzone są przecież w całkiem innych czasach, w XVII wieku i są połączeniem powieści historycznej z fantasy, więc najnowszy tytuł mocno się od nich różni.

„Zamach” chodził mi po głowie już od dawna, ale zajęty pisaniem innych książek, odkładałem ten projekt na bok. Kiedy w końcu się za niego zabrałem, nie było łatwo. Przejście z XVII wieku do teraźniejszości, co wiązało się też ze zmianą języka jakim operowałem, wymagało trochę czasu i nieraz łapałem się na tym, że trzeba „uwspółcześnić” szyk niektórych zdań. Z każdym dniem było jednak coraz lepiej. Co do kryminałów, to tak naprawdę nie jest mój debiut w tym gatunku. Kilka lat temu napisałem powieść kryminalno – przygodową dla młodzieży pod tytułem „Scheda”, którą wydałem w ramach self publishingu. Było to bardzo interesujące doświadczenie 😊. Poza tym „Dzikie pola” też mają w sobie elementy kryminalne, zaś William Murray i Werner Stiller są w pewnym sensie detektywami na usługach biskupa Próchnickiego.


A skąd pomysł na tę historię? Dlaczego właśnie ABW, polityka i zamach terrorystyczny?

Wydaje mi się, że na rynku kryminałów w Polsce relatywnie niewiele jest książek dotyczących tej tematyki. Poza tym zawsze interesowały mnie zagadnienia związane z terroryzmem, a szczególnie genezą tego zjawiska i psychologicznymi aspektami skłaniającymi człowieka do podejmowania drastycznych działań wobec innych, zwykle zupełnie niewinnych, ludzi.  Refleksje na ten temat były chyba głównym motorem, który skłonił mnie do napisania „Zamachu”.


Wiem, że jest Pan podpułkownikiem rezerwy ABW. Podejrzewam jednak, że zwyczajnemu, szaremu człowiekowi taka nazwa mało mówi. zyo miał Pan do czynienia z podobnie trudnymi sytuacjami w swojej pracy? Jak bardzo na własnym doświadczeniu oparł Pan fabułę?

Niestety, o swojej dawnej pracy i zadaniach, które realizowałem nie mogę mówić. Odpowiem więc ogólnie, że służba w ABW ze swej natury zderza człowieka z sytuacjami trudnymi i jest bardzo wymagająca. Pisząc, starałem się unikać jakichkolwiek subiektywnych odniesień do własnej przeszłości. Zdaję sobie jednak sprawę, że doświadczenia dwudziestu lat pracy nie mogły nie pozostawić jakiegoś śladu w książce.


W książce sporo jest polityki. Jak bardzo świat przedstawiony w powieści pod tym względem wzorowany jest na aktualnej polskiej rzeczywistości?

„Zamach”, co podkreślę, to literacka fikcja osadzona w wymyślonej przeze mnie rzeczywistości i w bliżej niesprecyzowanym czasie. Jest to powieść political fiction „bliskiego zasięgu”. Książka, co stanowczo zaznaczę, nie jest z mojej strony ani deklaracją światopoglądową, ani oceną obecnej sytuacji w Polsce, czy służbach specjalnych. Chciałbym, żeby czytelnik spojrzał na nią przede wszystkim, jak na książkę sensacyjną. To zaś, jak odniesie się do stworzonego przeze mnie świata, to już kwestia jego indywidualnej interpretacji.


Dla polityków przedstawionych w powieści jest Pan dosyć bezwzględny. Szczególnie w oczy rzuca się jedna z nielicznych postaci kobiecych, pani dyrektor z pionu śledczego ABW Maria Marecka, którą stawia Pan w dosyć niekorzystnym świetle. Nie boi się Pan, że taki zabieg zostanie odebrany negatywnie przez czytelniczki? W końcu pojawia się w świecie polityki postać kobieca, a jednak od początku zdaje się być czarnym charakterem.

W powieści, jak już słyszałem nie raz, można ze świecą szukać pozytywnych bohaterów. Nie należy jednak zapominać, że celowo skupiłem się na kilku dwuznacznych moralnie postaciach, ale gdzieś w tle są tysiące innych, pełnych pasji i zaangażowania ludzi walczących z zagrożeniem. Świadomie odbiegłem od pewnego literackiego schematu, chcąc ukazać, jak sytuacja kryzysowa obnaża w ludziach to, co najgorsze. Ja skupiłem się na tym, co kontrowersyjne, lecz tę historię można by opowiedzieć zupełnie inaczej. 
Co do postaci kobiecej, mam nadzieję, że czytelniczki mi wybaczą, tym bardziej, że w gruncie rzeczy mężczyźni w książce niespecjalnie różnią się od pani Mareckiej.  Akurat w „Zamachu” postać kobieca wzbudza negatywne odczucia, ale, proszę mi wierzyć, to z mojej strony żadna deklaracja ideologiczna. W swoim życiu, w tym także zawodowym, spotkałem wiele wspaniałych Pań i dużo się od nich nauczyłem. 
W mojej ocenie w książce większość charakterów ma szary odcień. Są po prostu ludźmi  postawionymi nagle w obliczu dramatu, który może zniszczyć ich życie. Zburzyć to, co dotychczas osiągnęli. Dlatego ich reakcje są takie, a nie inne. 


W książce sporo miejsca poświęca Pan na problem rasowy w Polsce, z wiadomych względów skupiamy się tu na społeczności arabskiej. Jak duży research przeprowadził Pan w tym zakresie? Historie opisujące losy tej społeczności w książce też nie napawają optymizmem. 

Z wykształcenia i zamiłowania jestem socjologiem, więc z zainteresowaniem obserwuję zmiany, jakie zachodzą w naszym społeczeństwie od początku lat dziewięćdziesiątych. Szczególnie te, które dotyczą akceptacji odmienności i rosnącej tolerancji dla niej. Proszę pamiętać, że doświadczenia o których mówią niektórzy bohaterowie powieści, to ich przeszłość. Zadra, którą noszą w sobie i przez jej pryzmat patrzą na świat. Całe szczęście, że wśród młodego pokolenia ten problem przestaje już mieć znaczenie i kolor skóry czy religia już prawie nie rzutują na relacje pomiędzy ludźmi. Wzajemne zrozumienie jest najlepszym kluczem do rozładowania napięć, które prowadzą do nienawiści i w efekcie konfliktów. Niestety, w szybko zmieniającym się świecie powstają nowe, jeszcze do niedawna nieznane animozje.
W obliczu opisanej w książce tragedii, każdy człowiek szuka winnych. Najłatwiej znaleźć ich wśród tych, którzy się od nas czymś różnią. Historia uczy, że tak bywało w przeszłości i tak jest obecnie.  Emocje biorą górę i to, co zdawało się ledwie tlić, może wybuchnąć z nową siłą i o tym też mówi moja książka. Rolą odpowiedzialnego polityka jest w takiej sytuacji umiejętne zarządzanie kryzysem, tak, aby jedna zbrodnia nie pociągnęła za sobą kolejnych. Rozpalenie nienawiści pomiędzy ludźmi jest bowiem celem terrorystów. Nie można dać się złapać na ten haczyk.


W sumie historia jest dosyć smutna, jedni bohaterowie opętani zostali fanatyzmem, inni to egoiści, a jeszcze inni są pełni uprzedzeń. Jest w tym świecie w ogóle gdzieś miejsce na nadzieję?

Jeszcze raz podkreślę, że świadomie stworzyłem powieść, w której historię opowiedziałem z pewnej perspektywy, biorąc za bohaterów postacie dwuznaczne. Nie znaczy to, że cały otaczający ich świat i ludzie są do nich podobni. Właśnie w tym tkwi nadzieja. Ich postawa i niemoralne czasem wybory nie są czymś powszechnym, ale raczej wyjątkowym, z czego zdają sobie sprawę, nawzajem się oceniając podczas rozmów. Uwikłani w sieci zależności nie potrafią się jednak z nich wyzwolić, co w efekcie prowadzi ich do zguby. Mam nadzieję, że czytelnicy podobnie spojrzą na moją książkę, choć oczywiście ostateczna ocena należy do każdego, kto ją przeczyta.


Może na tym skończmy już te poważne, trudne tematy 😊 Teraz trochę ogólnie proszę nam powiedzieć o swoich wrażeniach z pracy nad powieścią. Było trudno w porównaniu do cyklu „Dzikie pola” czy wręcz odwrotnie?

Każda książka ma swoje wymagania. „Dzikie pola” są mi bliskie z racji moich zainteresowań historycznych i ciągotom ku fantasy. „Zamach” to z jednej strony oryginalna sensacja, z drugiej zaś efekt pewnej refleksji socjologicznej.  
Pisanie, wbrew utartym mniemaniom, to żmudna praca, wielokrotne sprawdzanie tekstu, redakcja i korekty. Pisząc, wiążę się jednak z postaciami, nawet tymi złymi, i z żalem stawiam słowo „Koniec” po ostatnim zdaniu. A potem? Książka zaczyna żyć swoim życiem, a ja nadal myślę, co mógłbym zmienić, zrobić lepiej, udoskonalić. Nigdy tak naprawdę nie tracę osobistej więzi z tym, co napisałem. W wypadku „Zamachu” ma to jeszcze ten wymiar, że zamierzam wrócić do stworzonych tam postaci i opowiedzieć kolejną historię z ich udziałem. A co do „Dzikich pól” to na wydanie już czeka kolejna część przygód Żegoty.


Co sprawiło Panu największą trudność, a co najbardziej cieszyło?

Cieszyło, jak zwykle, samo pisanie. A trudność? Chyba to, jak znaleźć sposób, aby książka zapadła w pamięci czytelnika i z każdą stroną ciekawiła coraz bardziej, aż do zaskakującego zakończenia.  Tak zresztą jest zawsze, kiedy wymyślam historię, a potem żmudnie przekładam ją na papier.


Jak wygląda Pana proces twórczy? Gdy siada Pan już do spisywania powieści to robi to Pan codziennie w stałych godzinach czy raczej wtedy, gdy przyjdzie natchnienie?

Staram się być systematyczny, co nie zawsze, a szczególnie latem, wychodzi. Dlatego najlepiej pracuje mi się jesienią i zimą. Wiosną, kiedy jest upał, zabieram ze sobą laptopa i czasem można spotkać mnie piszącego na ławeczce w jakimś krakowskim parku. Zupełnie nie przeszkadza mi ani gwar ludzi, ani miejski hałas. Po kilku zdaniach zaczynam być w środku opowieści, ostatnio najczęściej znów na kresach siedemnastowiecznej Rzeczypospolitej. Niechętnie porzucam tworzony świat, wracając do rzeczywistości, ale jak każdy, muszę godzić obowiązki z robieniem tego, co lubię. Pisać zaś lubiłem odkąd sięgam pamięcią.


Jak długo powstawała ta powieść?

Wbrew pozorom to trudne pytanie. Sam główny zarys powstał w jakieś dwa miesiące. Ale poprawki, zmiany, redakcja i korekta to z pewnością kolejne dwa – trzy miesiące. Aby ostatecznie być zadowolonym z tekstu, nie wystarczy go napisać, lecz trzeba mieć w sobie trochę pokory i zdobyć się na krytycyzm wobec samego siebie. Dlatego czas poświęcony na powstanie książki to nie tylko samo jej napisanie.  To proces, który kończy się w dniu, w którym powieść trafia do druku. 


Czy planuje Pan w przyszłości napisać jeszcze coś w tym gatunku? 

Nie tylko planuję, ale już napisałem. To erotyczny kryminał, którego akcja toczy się pod koniec XIX wieku. Nie mogłem się oprzeć swej fascynacji belle epoque, zaś niewyjaśnione zbrodnie mają miejsce na moim ukochanym Ponidziu. Mam nadzieję, że książka ukaże się w przyszłym roku.  Poza tym, jak mówiłem, zamierzam powrócić do jednego z bohaterów „Zamachu” w kolejnej powieści sensacyjnej. Być może zacznę ją pisać jeszcze w tym roku.


Na koniec chcemy usłyszeć trochę o Panu jako o człowieku 😊 Ulubiony sposób na relaks?

Niestety, nie bardzo umiem wypoczywać w rozumieniu błogiego lenistwa. Lubię aktywność, jazdę na rowerze, wędrówki po Bieszczadach lub nadnidziańskich łąkach. Kiedy mam czas, nawet nad jeziorem czy pod namiotem, piszę. Mój komputer dzielnie to znosi, ale już widać po nim zmęczenie.  


Największe marzenie podróżnicze?

Jest tyle miejsc w Polsce, których jeszcze nie widziałem, że ostatnio tu zamykają się moje marzenia podróżnicze. Każda, nawet malutka miejscowość, ma swoją fascynującą historię. Odkrywam ją i zwyczajne miejsca nagle okazują się tajemnicze, pełne inspiracji. Chyba lubię bardziej podróże w czasie, niż przestrzeni.


Jak wygląda Pana biblioteczka? Jakich autorów, gatunków znajdziemy tam najwięcej?

Moje zainteresowania są tak eklektyczne, że trudno byłoby znaleźć w tym jakikolwiek porządek. Ostatnio na przykład czytałem „Pamiętniki wojny moskiewskiej”  Reinholda Heidensteina, ale tuż przed nimi „Miasto z mgły” Carlosa Ruiza Zafona. Już teraz tęsknym okiem patrzę na „Dżentelmena w Moskwie” Amora Towlesa i pewnie zaraz po niego sięgnę. Do moich ulubionych książek niezmiennie należy „Cichy Don” Michaiła Szołochowa. Z polskich kryminałów lubię książki Marka Krajewskiego, zaś z autorów zagranicznych Johna le Carre. Nie mam ulubionego gatunku literackiego i czytuję wszystko to, co wzbudza moją ciekawość. Od pisanych z serca, wydanych w kilkuset egzemplarzach pamiętników, po poezję.


I na koniec pytanie zahaczające o pierwszy człon podtytułu mojego bloga. Czy lubi Pan gotować i co najbardziej lubi Pan jeść?

Gotowanie polubiłem jakieś dwadzieścia lat temu i do dziś chętnie coś pichcę. Może nie jestem zbyt wszechstronny, ale do perfekcji doprowadziłem smak ulubionych sosów do makaronów, szczególnie tych śmietanowych. Poza tym uczciwie mógłbym polecić moją zupę chili oraz bogracz. Z ciast z pewnością pierwsze miejsce zajmuje placek ze śliwkami na kruchym cieście. Co do jedzenia, jestem teraz przestawiony na tryb wakacyjny, więc często sięgam po pizzę. Z racji moich Bieszczadzkich fascynacji w mojej diecie dużo jest też wszelkiego rodzaju pierogów, a ostatnio zasmakowałem w proziakach. Przyznam się też uczciwie, że uwielbiam słodycze, szczególnie lody. Dietetyk z pewnością miałby ze mną problem.


Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!

września 01, 2021

"Zagraj mi na drogę" Iva Procházková - zapowiedź patronacka

"Zagraj mi na drogę" Iva Procházková - zapowiedź patronacka

 
Kryminały czeskie to dla mnie dosyć nowy obszar w tym gatunku literackim, który w tym roku z ogromnym entuzjazmem odkrywam. A wszystko to za sprawą Wydawnictwa Afera, które podsuwa mi co smaczniejsze kąski. I tak zimą miałam przyjemność patronować "Południcy" Březiny, a już 15 września na rynku ukaże się drugi czeski kryminał wydany pod moim patronatem medialnym. Jest to tom trzeci serii o podinspektorze Mariánie Holinie pióra Ivy Procházkowej pt. "Zagraj mi na drogę". Wcześniejsze tomy to "Mężczyzna na dnie" (recenzja - klik!) i "Roznegliżowane" - i tak jak każdy tom można czytać jako osobną historię, to jednak zachęcam do zapoznania się z całością - to naprawdę kawał świetnej literatury kryminalnej, sami przekonacie się, gdy tylko sięgniecie po jeden z tych tytułów!

Ciepły majowy poranek, niebawem całe miasto rozbrzmi tysiącem dźwięków festiwalu Praska Wiosna. Najważniejsze w Czechach święto muzyki poważnej ma jednak tragiczny przedtakt: w budynku filharmonii zostaje znalezione ciało Olgi Brandejsovej, klarnecistki o międzynarodowej sławie. 
Kolejne śledztwo Mariána Holiny od początku źle się układa, w dodatku podinspektora zaczyna zawodzić słynna intuicja. Energiczna kapitan Šotolováma zakaz przesłuchiwania świadków, pozostaje więc wsparcie Diviša Mrštíka, obżartucha coraz lepszego w policyjnym fachu, oraz Rosti Bora, który ma wiele zalet i jedną zasadniczą wadę – jest mężem Sabiny. A Holina planował z nią wspólne życie...
Czy zakończenie burzliwej sprawy będzie równie dramatyczne, co finał Wielkiej symfonii g-moll Mozarta? 
Świetne kreacje postaci, ciekawe, artystyczne środowisko, solidne, rzetelnie prowadzone śledztwo i sporo zaskoczeń, a także naprawdę dobrze oddany klimat Pragi i okolic, to jest to, co między innymi znajdziecie w tej książce. Do tego dochodzi lekkie pióro autorki, przez co historię czyta się naprawdę przyjemnie i ciężko ją odłożyć. Już teraz serdecznie polecam ją Waszej uwadze!
Książkę będzie można zdobyć przedpremierowo na Warszawskich Targach Książki, na których gościem specjalnym będą właśnie Czechy! Odwiedzi nas między innymi również Iva Procházkowa, więc od razu swój nowiutki egzemplarz "Zagraj mi na drodze" będziecie mogli uzupełnić o autograf autorki. Ja już nie mogę się doczekać! Więcej szczegółów o targach znajdziecie ich stronie internetowej (klik!) oraz na instagramowym profilu wydawnictwa (klik!).


Autor: Iva Procházková
Tytuł: Zagraj mi na drogę
Cykl: podinspektor Marián Holina, tom 3
Seria: Czeskie Krymi
Tłumaczenie: Julia Różewicz
Data premiery: 15.09.2021
Wydawnictwo: Afera
Liczba stron: 
Gatunek: kryminał

sierpnia 31, 2021

"Zamach" Maciej Liziniewicz - patronacka recenzja przedpremierowa

"Zamach" Maciej Liziniewicz - patronacka recenzja przedpremierowa

 

Autor: Maciej Liziniewicz
Tytuł: Zamach
Data premiery: 01.09.2021
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 304
Gatunek: thriller polityczny
 
Po książki z wątkami politycznymi sięgam naprawdę rzadko. Ciężko mnie w tym temacie zaciekawić, bo sama polityka mnie po prostu nie interesuje. Do tej pory, tak naprawdę jedynie seria Mroza „W kręgu władzy” zdołała przełamać ten impas. Teraz jednak przyszedł czas na „Zamach” Macieja Liziniewicza, do sięgnięcia po który nakłoniło mnie wydawnictwo. I warto było, bo mimo że główna część akcji toczy się właśnie pomiędzy służbami ABW i ministrami, to autor opisał to tak zgrabnie, że nie dałam rady książki odłożyć przed poznaniem zakończenia! W takim temacie to naprawdę wielki wyczyn!
Liziniewicz na rynku książki istnieje od roku 2017, kiedy to debiutował powieścią dla młodzieży pt. „Scheda” o jednej z najciekawszych zagadkach w dziejach Polski. Jest również autorem cyklu „Dzikie pola” o Żegocie Nadolskim, który jest połączeniem powieści historycznej z fantastyką. „Zamach” to jego kryminalny debiut.
 
Fabuła książki rozpoczyna się 21 grudnia. Wtedy to na wadowickim rynku dochodzi do zamachu terrorystycznego. Mężczyzna krzyczący ‘allah akbar’ wjeżdża w tłum ludzi rozpędzonym TIRem mordując w ten sposób trzynaścioro osób, kalecząc wiele więcej. Szybko jednak zostaje zatrzymany przez jednego śmiałka, a rozwścieczony tłum w odwecie odbiera mu życie. To wydarzenie stawia polskie służby w stan najwyższej gotowości. Czy możliwe, że to był dopiero pierwszy z serii zamachów? Służby już jakiś czas temu dostały z zagranicy podobne doniesienia. Dlaczego zostały zignorowane? Kto za to odpowie? Jak zapewnić ludziom bezpieczne święta, kiedy tak naprawdę nic o sprawcy i zamachu nie wiadomo? Kto za tym wszystkim stoi i dlaczego to robi?
 
Książka składa się z prologu i 46 rozdziałów z określonym miejscem i godziną zdarzeń. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, obserwuje kilkoro bohaterów zajmujących się rozwiązaniem zagadki zamachu. Akcja powieści toczy się szybko, jest wiele dialogów, tu liczy się działanie i szybkie podejmowanie decyzji. Styl powieści jest prosty, pozbawiony zbędnych opisów, ograniczający przemyślenia postaci do minimum, choć nie całkiem ich pozbawiony. Książkę czyta się zadziwiająco dobrze i szybko.
 
Większa część akcji powieści toczy się w siedzibie ABW, w gabinetach ministrów, premiera itp. Czytelnik ma szansę obserwować, co w takim momencie dzieje się w miejscu decyzyjnym dla całego kraju. Niestety nie są to pocieszające wnioski – większość postaci, przynajmniej tych uwikłanych w politykę, skupia się raczej na tym, jak to wydarzenie wpłynie na ich miejsce w szeregu, na ich karierę. Czy można taką tragedię wykorzystać politycznie? Przecież tam zginęli ludzie! Politycy jednak myślą, jak mogą to wykorzystać dla własnych celów. To bardzo przytłaczająca wizja, jednak wydaje się całkiem prawdziwa.
 
Na szczęście prócz polityków dbających tylko o własne stołki i szukających okazji do przejęcia większej władzy, znajdziemy tu też kilka postaci pozytywnych. Takim całkiem zwyczajnym spojrzeniem na tę sytuację okazuje się postać Sebastiana, młodego mężczyzny, który zdając się na odruch, w kluczowym momencie uratował dziecko i unieszkodliwił terrorystę. Nagle z nic nieznaczącego dla ogółu człowieka, staje się sławny, jest bohaterem, który uratował małego chłopczyka przed śmiercią. Media szaleją na jego punkcie, tak samo politycy (przecież można go wykorzystać dla pozyskania przychylności społeczeństwa, prawda?), a on sam po prostu chce wrócić do domu i zasiąść z matką do wigilijnej wieczerzy. Dzięki tej postaci obserwujemy cały ten szum polityczny okiem zwyczajnego, szarego człowieka.
 
Poza Sebastianem, jest też jedna postać, której faktycznie zależy na rozwiązaniu zagadki zamachu. To emerytowany policjant, który teraz ledwo wiąże koniec z końcem, gdyż przed zmianą systemu służył pół roku w SB. Oczywiście jego pojawienie w tym dochodzeniu wywołuje ogromny szum, jednak dzięki jego doświadczeniu w prowadzeniu dochodzenia, śledczy w końcu zaczynają trafiać na właściwe tory. To człowiek, któremu nie zależy na rozgłosie, który po prostu chce zagwarantować społeczeństwu bezpieczeństwo. Czy nie tym właśnie powinny zajmować się służby?
 
Prócz tych wszystkich politycznych machlojek, które zwyczajnego człowieka w obliczu takiego nieszczęścia na pewno są w stanie przyprawić o niesmak, autor bardzo dobrze uchwycił też problemy społeczne z którymi boryka się Polska. Głównie chodzi tu o rasizm, o postrzeganie ludzi innej rasy, a przede wszystkim, akurat w tym przypadku o Arabów. Na przykładzie jednej półarabskiej rodziny widzimy jak trudno żyje im się w Polsce, mimo że przecież na każdym kroku podkreśla się, że Polacy są narodem tolerancyjnym. No cóż, widocznie nie wszyscy, a już na pewno nie w sytuacji zagrożenia zamachem terrorystycznym. Wtedy do głosu dochodzi strach i uogólnienie, przez które cierpią osoby powiązane ze zbrodnią jedynie kolorem skóry.
 
Wydaje mi się, że autor fabułę powieści bardzo dobrze osadził w polskiej rzeczywistości, odkrywając dosyć mroczne oblicze zarówno polityków, jak i samego społeczeństwa. Nie jest to jednak obraz w pełni negatywny – od czasu do czasu gdzieś pojawia się ktoś, kto nie myśli tylko o sobie. Przecież to właśnie w sytuacji kryzysu, zagrożenia życia, wychodzą z nas to pierwotne instynkty, prawda? Wtedy okazuje się kto jest dobry, a kto zły. Fabuła powieści poprowadzona jest dynamicznie, połączenie polityki ze śledztwem emerytowanego policjanta i spojrzeniem zwyczajnego człowieka na całą sytuację, zapewnia utrzymanie napięcia cały czas na wysokim poziomie.  To naprawdę dobry i zajmujący thriller polityczny, w którym zakończenie na pewno zrobi na każdym czytelniku wrażenie. Ja jestem naprawdę zaskoczona, jak bardzo książka mi się podobała!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo oraz objęcia jej patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu!

Książka dostępna będzie też w abonamencie