grudnia 06, 2021

Książka na świąteczny prezent III

Książka na świąteczny prezent III

 

To już trzeci rok, w którym mam przyjemność podzielić się z Wami moimi propozycjami na dobry książkowy prezent pod choinkę! W tym roku proponuję Wam trochę klasyki w ładnym wydaniu, książki, które zachwycają nie tylko fabularnie, ale i wizualnie, ale przede wszystkim kryminały w różnej odsłonie! Wszystko (no, większość 😉) w świątecznych lub zimowych klimatach, więc pasuje idealnie! Książki w większości wydane zostały w tym roku i każda jedna warta jest uwagi, więc jestem pewna, że każdy znajdzie to coś ciekawego. Tak samo jak w poprzednim roku pod każdą książką znajdziecie link do mojej recenzji, o ile takowa się już ukazała, a także link do porównywarki cenowej, która mocno ułatwi Wam zakupy.


Książki zachwycające wydaniem
W tej kategorii znajdziecie cztery tytuły, które będą prawdziwą ozdobą każdej biblioteczki. Znajdziecie tu i klasykę i kryminały i ciekawy reportaż z czekoladą w tle 😉 A jeśli tylko Wasz budżet na to pozwoli, to i pomysł na większy prezent - całą zachwycającą kolekcję!

1. "Tajemnica gwiazdkowego puddingu"
Agatha Christie

Klasyka kryminału w świątecznym wydaniu? Czy może być coś lepszego na świąteczny prezent? 😊 Jest to zbiór opowiadań w świątecznym klimacie z takimi sławami jak Herkules Poirot czy panna Marple. Książka wydana została w ramach Jubileuszowej Kolekcji kryminałów Agathy Christie, którym Wydawnictwo Dolnośląskie raczy nas od zeszłego roku. Każdy tytuł wydany w tej serii zachwyca wydaniem, książki są w twardej oprawie, z przyjemną grafiką i złoceniami. Takie tytuły zasługują na widoczne miejsce w biblioteczce każdego fana klasyki i kryminału!

Książkę "Tajemnica gwiazdkowego puddingu" kupicie tu - klik!
A tutaj możecie sprawdzić wszystkie tytuły, jakie zostały wydane w tej przepięknej serii - klik!


2. "Najsłynniejsze opowiadania wigilijne"
Charles Dickens, Anthony Trollope

Pozostając w klimacie klasyki w wydaniu świątecznym, warto zwrócić też uwagę na ten tytuł. Książka zawiera trzy opowiadania z połowy XIX wieku - jedno pióra Dickensa o Ebenezarze Scrooge i dwa Anthony'ego Trollope'a. Wydana została w twardej oprawie z obwolutą, a środek zdobią stare czarno-białe świąteczne ilustracje. Otwierając ten zbiór, widać, że wydany został ze starannością, a rozmieszczenie tekstu nie powinno męczyć oczu. Każdy kto choć trochę lubuje się w klasyce, będzie na pewno tym tytułem zachwycony!

"Najsłynniejsze opowiadania wigilijne" kupicie tu - klik!
Zachęcam też do przyjrzenia się pozostałym świątecznym tytułom Wydawnictwa Zysk i S-ka, które jak co roku ma dla nas dużą dawkę klasycznych historii - klik!


3. "Moja kuzynka Rachela"
Daphne du Maurier

To zestawienie nie mogło pominąć drugiej z najpiękniejszych serii, które w tym roku pojawiły się w mojej biblioteczce. Chodzi oczywiście o Serię Butikową Wydawnictwa Albatros. Wszystkie książki z tej serii wydane są w starym stylu - zszywane, w twardej oprawie z obwolutą i pięknymi złoceniami. Jako tytuł najlepiej nadający się na świąteczny prezent wybrałam najnowszy i ostatni z tej kolekcji, który pojawił się na rynku w tym roku - "Moją kuzynkę Rachel" jednej z najciekawszych angielskich pisarek XX wieku. Jest to książka, która zadowoli fanów klasyki, literatury pięknej i powieści z tajemnicą, która przez całą lekturę utrzymuje w przyjemnym napięciu. Wydana została w pięknych jesiennych kolorach, z dużym smakiem, więc już samo patrzenie na nią daje sporo przyjemności 😊

Książkę "Moja kuzynka Rachela" kupicie tu - klik!
A tutaj możecie sprawdzić wszystkie tytuły, jakie zostały wydane w tej przepięknej serii - klik!


4. "Wedlowie. Czekoladowe imperium"
Łukasz Garbal

Ten tytuł pojawił się w tym zestawieniu nie tylko ze względu na świetne, eleganckie wydanie, ale także przez historię jaką opowiada. Jest to reportaż o losach firmy Wedel, jednej z największych (a może największej?) polskiej firmy zajmującej się produkcją czekolady. Historia zaczyna się w połowie XIX wieku i przeprawia nas przez kolejne sto lat trudnej polskiej historii, na tle której powstawała ta marka. Będzie to idealny prezent nie tylko dla czekoladoholików, ale i dla tych lubujących się w historii Polski opowiedzianej z trochę innej strony.
Książka wydana została w twardej oprawie ze złoceniami, a środek zdobią fotografie z dawnych lat. 

Książkę "Wedlowie. Czekoladowe imperium" kupicie tu - klik!


Zimowe kryminały
Znajdziecie tu sześć naprawdę różnych kryminałów - od tych poważnych, po naprawdę zabawne! Akcja każdego z nich toczy się podczas zimy, część w okolicy świąt Bożego Narodzenia, więc idealnie wpisują się w tę porę roku. Większość z nich jest również częścią cyklu, więc jeśli Wasz budżet na prezent świąteczny jest nieco większy, to warto zaopatrzyć się w komplet. Jeśli nie, to też żaden problem - każdą książkę można traktować jako osobną całość.

1. "Krwawe łzy"
Wojciech Wójcik

"Krwawe łzy" wpisują się w okres świąteczny idealnie, bo morderstwo, wokół którego skupia się fabuła, pełnione zostało w nocy z Wigilii na pierwszy dzień świąt BN. Część akcja toczy się również w naszych polskich górach, a część w małej wiosce na Podlasiu. Autor dobrze oddaje charakter obydwu miejsc, a śnieg, który otula wszystko, dodaje książce naprawdę fajnego klimatu. Jeśli więc lubicie górskie kryminały czy wielowątkowe historie, to na pewno ten tytuł będzie strzałem w dziesiątkę!
"Krwawe łzy" to druga część cyklu kryminalnego, pierwszy tom nosi tytuł "Kurs na śmierć" i jest równie ciekawy, więc jeśli lubicie czytać serię po kolei (nie jest to konieczne), to zachęcam do sięgnięcia po obydwa tytuły. Każda z nich liczy około 700 stron, więc są to pozycje dla czytelników, którzy nie boją się cegiełek 😉

Książkę "Krwawe łzy" kupicie tu - klik!
Moją recenzję znajdziecie tu - klik!


2. "Roznegliżowane"
Ivá Procházková
"Roznegliżowane" to drugi tom cyklu kryminalnego czeskiej pisarki Ivy Procházkovej, który miałam przyjemność w całości poznać w tym roku. Do tego zestawienia wybrałam tytuł środkowy, dlatego iż fabuła toczy się w połowie grudnia, na chwilę przed świętami BN. Książka zachwyca nie tylko dobrą zagadką kryminalną, ale i świetnymi rysami psychologicznymi bohaterów, a także ciekawymi problemami jakie są w niej poruszane, na przykład opieka nad ludźmi niepełnosprawnymi, czy kondycja mniejszości społecznych w Czechach. Wszystko to toczy się w zimowej scenerii ze świętami za pasem, więc przez powieść przewijają się i już plany na święta, pierniczki czy zakupy świąteczne. 
Oczywiście jeśli tylko pozwoli Wam na to budżet, zachęcam do zapoznania się z całym cyklem - książki można czytać osobno, ale całość jest tak dobra, że naprawdę szkoda ją przegapić!
Książkę "Roznegliżowane" kupicie tu - klik!


3. "Denat wieczorową porą"
Aneta Jadowska

Ta książka to coś dla tych, którzy lubią połączenie wątków kryminalnych z obyczajowymi ze szczyptą humoru. Fabuła powieści toczy się w Ustce w okolicy świąt BN, a zagadka kryminalna oparta jest na klasyce gatunku - zamknięty pokój i małe grono podejrzanych. Bohaterowie zostają zamknięci w ośrodku w środku lasu, a na zewnątrz szaleje zamieć... To naprawdę klimatyczna lektura idealna na tę porę roku!
"Denat wieczorową porą" to ostatni tom cyklu kryminalnego o rodzinie Garstek. Książek nie trzeba czytać po kolei, każda kolejna jest nieco inna od poprzedniej i toczy się w innej porze roku. Łączy je Ustka i kobiety ze wspomnianej rodziny Garstek. 

Książkę "Denat wieczorową porą" kupicie tu - klik!
Moją recenzję znajdziecie tu - klik!


4. "Efekt pandy"
Marta Kisiel
Komedie kryminalne Marty Kisiel o Teresce Trawnej to najlepsze książki w tym gatunku jakie zostały wydane w roku 2021! Stuprocentowy poprawiacz humoru, gwarancja ciągłego parskania śmiechem i nieznikającego uśmiechu na ustach. Tom drugi pt. "Efekt pandy" toczy się w iście zimowej scenerii, w górskim SPA, do którego wybiera się żeńska część rodziny Trawnych. Oczywiście jest zagadka kryminalna, ale przede wszystkim po prostu dużo śmiechu. Jeśli więc chcecie spędzić święta z ciągłym uśmiechem, to przy "Efekcie pandy" macie to gwarantowane!
Oczywiście gorąco zachęcam też do zapoznania się z tomem pierwszy pt. "Dywan z wkładką", nie jest jednak konieczna jego znajomość, by w pełni cieszyć się z tomu drugiego tej serii.

Książkę "Efekt pandy" kupicie tu - klik!


5. "Rozgrywka"
Allie Reynolds

Ta książka na naszym rynku pojawiła się na początku 2021, jednak zdecydowanie jest to jeden z najlepszych thrillerów jakie czytałam w tym roku! To znowu fabuła oparta jest na klasycznym motywie zamkniętego pokoju, jednak to co dodaje jej oryginalności jest środowisko, w jakim toczą się wydarzenia. Mamy tu Alpy, dużo śniegu i zapaloną grupę snowboardzistów. To bardzo emocjonująca lektura, od której trudno się oderwać, a miłość do tego sportu wylewa się wręcz z kart powieści.
Do tego wydana też została genialnie. Dostępna jest z twardej i miękkiej oprawie, jednak ta twarda jest szczególnie piękna - brzegi jej kartek zostały zabarwione na czerwono, przez co już wizualnie książka robi naprawdę duże wrażenie!

Książkę "Rozgrywka" kupicie tu - klik!
Moją recenzję znajdziecie tu - klik!


6. "W cieniu Babiej Góry"
Irena Małysa
To tytuł zamykające te zestawienie, jednak nie znaczy to, że jest gorszy od innych, gdyż zdecydowanie jest to jeden z najfajniejszych polskich kryminałów jakie czytałam w tym roku! To kryminał trochę górski, gdyż po części wydarzenia toczą się właśnie na tytułowej Babiej Górze, ale i dużą część fabuły osadzona jest w Zawoi. Do tego dochodzi zagadka katastrofy samolotu, do której naprawdę doszło w latach 60tych oraz sporo miejsca poświęcone jest na tamtejsze wierzenia i legendy. To naprawdę klimatyczny kryminał i zaskakująco dobry debiut! Wszyscy fani kryminałów na pewno będą zadowoleni! 
Wydarzenia powieści co prawda toczą się we wrześniu 2019 roku i w kwietniu 1969, ale tamtejszy kwiecień w górach był naprawdę mroźny 😉

Książkę "W cieniu Babiej Góry" kupicie tu - klik!


Mam nadzieję, że wśród tych dziesięciu propozycji znajdziecie coś dla siebie i swoich bliskich. W końcu książka pod choinką to najlepszy prezent jaki miłośnik literatury może sobie wymarzyć! 
Zachęcam też do spojrzenia na posty prezentowe z poprzednich lat - tam też najdziecie garść ciekawych tytułów kryminalnych i nie tylko.


Spokojnych i zaczytanych Świąt!

listopada 25, 2021

Wygraj "Czterdzieści dusz"! (rozwiązany)

Wygraj "Czterdzieści dusz"! (rozwiązany)

 

Dokładnie tydzień temu na naszym rynku pojawiała się nowa książka Piotra Borlika pt. "Czterdzieści dusz". Jest to kryminał, który przypaść ma do gustu fanom "Boskiej proporcji" i który już na samym początku wzbudza sporo kontrowersji. Dlaczego? Dokładnie jeszcze nie wiem, ale nie mogę się doczekać, kiedy to sprawdzę! Jeśli i Wy jesteście tak samo ciekawi, a jeszcze nie zdążyliście zaopatrzyć się we własny egzemplarz, to mam dzisiaj dla Was niespodziankę - konkurs na 5 egzemplarzy!

Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Fabuła powieści "Czterdzieści dusz" toczy się z męskim klasztorze w Kolnie, w którym mieszkają duchowni mający coś na sumieniu.   
Wymień tytuł innej powieści, w której zakon, mnich lub ksiądz odgrywa znaczącą rolę. Krótko uzasadnij dlaczego to właśnie o tej książce pomyślałeś jako pierwszej.
Książka nie musi być kryminałem, ale "Imię Róży" Eco jest oczywistym wyborem, więc ten tytuł w zabawie pomijamy 😊

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie i nieszablonowo - tym lepiej!


Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 25 do 29 listopada do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę pięć, które moim zdaniem będą najciekawsze.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu autora książki (IG - klik!, FB - klik!), wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!
30.11 aktualizacja - wyniki konkursu:
I znowu to zrobiliście! Mimo że zgłoszeń może nie było ogromnie dużo, to jednak każda na tyle ciekawa, że z chęcią nagrodziłabym wszystkie! Podsunęliście mi też wiele fajnych tytułów, które na pewno chciałabym sprawdzić. Okazuje się, że księża i zakony to całkiem popularny temat, tym bardziej jestem ciekawa czy Borlik zdołał wnieść do niego coś oryginalnego 😊
Nie przedłużając jednak, pora wybrać zwycięzców! Tym razem książka trafia do:


FB
1) Dominika Jastrzębska
Niedawno przeczytałam jedną z pierwszych powieści E.Philipsa Oppenheima pt. "Mnich z Krupy" wydaną w oryginale w 1894 roku. Jest to książką uważana za klasykę kryminału, zawiera wszystkie cechy gatunku i powiem szczerze byłam nią naprawdę pozytywnie zaskoczona. Niewyjaśnione zbrodnie, spiski i okryta tajemnicą tytułowa postać mnicha czynią tę powieść niezwykle ciekawą i klimatyczną a do tego znacznie wyróżniającą się od znanych nam obecnie kryminałów. Polecam.

2) Joanna Kuklinska
Wnyki Michała Śmielaka. Książka od której ciężko się oderwać. Wnyki to mała wioska w Karkonoszach. Społeczność niczym sekta ma swoje tajemnice, rytuały przekazywane z dziada pradziada. Wnyki to miejsce gdzie zostają przenoszeni księża którzy mają coś na sumieniu. To tutaj na "urlop" trafia młody ksiądz Piotr Dębicki i po tygodniu znika bez śladu. Jedyna atrakcja na miejscu to średniowieczny kościół. Legenda głosi, że jest to Kościół Chrystusa Mściwego, gdzie sam Zbawiciel schodzi z krzyża i wymierza sprawiedliwość. Mnie ta książka wręcz zahipnotyzowała. Oprócz tego zjawiska metafizyczne. Czyta się z zapartym tchem.

IG
3) @pociagzksiazka
Dlaczego na myśl o pozycji związanej z Kościołem pomyślałam o Trubunale dusz? Bo to świetny thriller i koniecznie musicie zapoznać się z twórczością autora 🖤
Fabuła ma się mniej więcej tak - Marcus i Clemente, agenci Trybunału Sumienia, tajnej organizacji kościelnej, która zajmuje się zbieraniem informacji pozyskanych w trakcie spowiedzi, próbują rozwiązać zagadkę zniknięcia studentki Lary. Książka jest zaskakująca i perfekcyjna dla fanów gatunku ❤️
4) @panna_czytanka
W ostatnim czasie z pewnością "Wnyki" i "Znachor", pamiętam bo to nowości na mojej półce 😍 ale moim pierwszym skojarzeniem byli "Stróże" Jakuba Ćwieka, gdzie śledztwo prowadzą...Aniołowie 😂 i choć nie jest to powiedziane wprost, struktura zastępów wygląda jak struktura zakonna ;)

5) @maluma.dirtyprettyboy
"Wnyki" Michała Śmielaka, tytułowe Wnyki to urocza wioska w Karkonoszach, do której przenoszeni są duchowni, którzy nadszarpnęli zaufanie swoich zwierzchników i parafian. Czas płynie tam jakby wolniej, gościnność mieszkańców uspokaja, średniowieczny kościółek zachęca do zadumy, nawet jeśli miejscowe legendy mówią o Kościele Chrystusa Mściwego, gdzie podobno sam Zbawiciel schodzi z krzyża, aby brutalnie wymierzać sprawiedliwość… 😮⛪✝️
Młody kapłan, ks. Piotr Dębicki, przyjeżdża tutaj na urlop i w tydzień później znika bez śladu. Nieoficjalnego śledztwa podejmuje się Kosma Ejcherst, poproszony o to przez swojego wuja, wpływowego biskupa. W ten sposób trafia do Wnyków – i orientuje się, że wpadł w sidła zastawione przez myśliwego. Kosma rozpoczyna nierówną walkę o prawdę w świecie kłamstw, niedomówień i prywatnych wizji porządku świata, w którym nikomu nie można ufać.
Urzekł mnie przedstawiony w książce świat zdegenerowanych księży, wioski spowitej zmową milczenia, Kosmy- ex księdza - policjanta pokłóconego z Bogiem. I zagadka, czy Chrystus we Wnykach rzeczywiście schodzi z krzyża karać grzeszników?

Gratulacje! Czekam na Wasze adresy.
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za zgłoszenia i jak zawsze zachęcam do obserwacji moich profili - już za chwilę będzie kolejna ciekawa książka do wygrania!

listopada 23, 2021

Kilka pytań do... Wojciecha Wójcika, autora kryminalnej serii o policjantach Agnieszce Jamróz i Pawle Łukasiku

Kilka pytań do... Wojciecha Wójcika, autora kryminalnej serii o policjantach Agnieszce Jamróz i Pawle Łukasiku

 

Dlaczego "Kurs na śmierć" jako pierwszy w dobytku Wojciecha Wójcika doczekał się kontynuacji, jak długo powstawała ta siedmiuset stronicowa powieść, czy przyszłość Podlasia faktycznie maluje się w tak ciemnych barwach jak przedstawiono w powieści i czy autor w końcu pojawi się w mediach społecznościowych?
Zapraszam na rozmowę z autorem!

Wojciech Wójcik notka biograficzna:
Urodził się w 1981 roku w Warszawie. Po ukończeniu studiów na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego przez pewien czas zajmował się dziennikarstwem sportowym. Od kilku lat pracuje jako urzędnik w administracji rządowej. Interesuje się sportem – głównie piłką nożną i baseballem – oraz turystyką górską i żeglarstwem. W wolnych chwilach podróżuje rowerem po Podlasiu. 
Autor książek "Nikomu nie ufaj" (2016), "Garść popiołu" (2016), "Jezioro pełne łez" (2017), "Młoda krew" (2018), "Miałeś tam nie wracać" (2019), "Himalaistka" (2020), "Dziedzictwo von Schindlerów" (2020) i "Kurs na śmierć" (2021).
W "Krwawych łzach" bohaterowie znani z "Kursu na śmierć" ponownie ruszają do akcji.


Kryminał na talerzu: Właśnie na rynku ukazała się Pana druga książka o Agnieszce Jamróz i Pawle Łukasiku pt. „Krwawe łzy”. Nie ukrywam, że czekałam na nią od chwili, gdy skończyłam lekturę „Kursu na śmierć”. Czy pomysł na kontynuację przygód tych bohaterów miał Pan od razu po skończeniu pierwszego tomu czy przyszedł dopiero później?

Wojciech Wójcik: Kończąc Kurs na śmierć uświadomiłem sobie, że nie chcę się jeszcze rozstawać z bohaterami: Agnieszką i Pawłem. Zakończyłem tę książkę w sposób, który sugerował kontynuację. Na tamtym etapie miałem w głowie już wstępny zarys Krwawych łez. Nie sądziłem jednak, że pójdzie mi tak szybko. Jeden z moich ulubionych pisarzy, Zygmunt Miłoszewski, powiedział kiedyś, że po skończeniu pracy nad jakimś tekstem nie miał przez pewien czas ochoty patrzeć na litery. Zazwyczaj mam podobnie, ale tym razem to zmęczenie materiału nie nadeszło. Bohaterowie dopominali się ciągu dalszego. Czułem się tak, jakby planowali tę historię razem ze mną. W trzy tygodnie dopracowałem fabułę, a potem... Mógłbym powiedzieć, że wziąłem się do roboty, ale w przypadku Krwawych łez to nie była robota, tylko przyjemność.


„Krwawe łzy” jak większość Pana powieści liczy naprawdę sporą liczbę stron. Jak długo zajęła Panu praca nad tą książką?  Było łatwiej niż przy tomie pierwszym czy trudniej?

Czasem proces twórczy przypomina łupanie kamieni i potrafi być równie wyczerpujący... Ale nie w tym przypadku. Krwawe łzy pisały się same. Nie osiągnąłem co prawda tempa Remka Mroza, ale chyba niewiele mi do niego brakowało. Wstępna wersja to najwyżej dwa miesiące. Oczywiście potem była pierwsza redakcja, potem druga, a potem - już z udziałem redaktorki z wydawnictwa - jeszcze trzecia i czwarta. A dodatkowo research w tematyce rynku ikon, odświeżenie bieszczadzkich szlaków i kilka wycieczek rowerem po przygranicznych wioskach na Podlasiu. Łącznie pracowałem nad Łzami jakieś pół roku i był to bardzo miło spędzony czas.


Fabuła tym razem toczy się w dwóch ciekawych miejscach Polski – na Podlasiu i Podkarpaciu. Wiem, że Podlasie jest Panu bliskie, kilka innych Pana powieści toczy się właśnie w tych okolicach, ale skąd Podkarpacie?

Podkarpacie, a ściślej rzecz ujmując Bieszczady, to jedno z moich ulubionych miejsc na mapie Polski. Byłem tam jakieś siedem-osiem razy, przemierzyłem je wzdłuż i wszerz, z mapą i plecakiem. Zawsze wydawały mi się z jednej strony dzikie, a z drugiej - romantyczne, na swój jedyny w swoim rodzaju sposób, podszyty melancholią i tęsknotą. Kto oglądał chwiejące się na połoninach trawy i widział stoki zabarwione czerwienią jesiennych buków, ten będzie wiedział, o czym mówię. Każde z miejsc, które opisuję w książce, widziałem na własne oczy. Pisarze, opisując jakieś miejsce, lubią dodawać trochę od siebie, ale w przypadku Bieszczadów jest to zbędne. Te góry są naprawdę niesamowite, nie trzeba nic ubarwiać.


Czy obraz konfliktu na granicy polsko-ukraińskiej jest całkowicie wymyślony czy ma gdzieś swoje korzenie w realnym życiu?

Spędzam dużo czasu w pobliżu granicy, ale do niedawna traktowałem ją jedynie jako umowną linię na mapie, a nie barierę dzielącą nasz świat i mającą tak smutny wpływ na życie wielu osób. Przygraniczne bieszczadzkie złośliwości, o których wspominam w Krwawych łzach, mają charakter incydentalny i w kontekście wydarzeń na granicy z Białorusią jawią się jako niegroźna egzotyka. Pisząc o nich, chciałem wyrazić swoje uznanie dla funkcjonariuszy Straży Granicznej, których praca wydawała mi się niewystarczająco doceniana. Teraz oczywiście się to zmieniło. Szkoda tylko, że w tak dramatycznych okolicznościach.


A obraz podlaskich wsi? W książce ich przyszłość nie wygląda kolorowo…

To niestety prawda, że podlaskie wsie od dwudziestu kilku lat stopniowo się wyludniają, ale sądzę, że ten proces ulegnie niebawem radykalnemu odwróceniu. W tym regionie tkwi ogromny potencjał turystyczny. Podlasie robi się modne - po części właśnie ze względu na tą "dzikość", a także walory przyrodnicze. Teraz przybysze to głównie turyści, ale myślę, że wraz z rozwojem technologii i upowszechnieniem pracy zdalnej, zaczną tam napływać także ludzie, którzy będą chcieli osiedlić się na stałe. Zresztą postęp w tym zakresie jest już widoczny. We wsi, która była dla mnie pierwowzorem książkowych Długosielc, kolejne opuszczone chałupy znajdują nowych właścicieli. Z roku na rok robi się gwarniej i weselej. Wszystko stopniowo wraca tu do życia.


Jak już tak wypytuję o miejsca akcji i to co się z nimi wiąże, to jeszcze jedno pytanie – proszę nam trochę więcej opowiedzieć skąd pomysł na osadzenie w fabule wątku z ikonami – to naprawdę fascynujący temat!

Ikony to konik mojego dobrego kolegi, Wojtka. Wojtek jest w środowisku miłośników ikon kimś na kształt człowieka-instytucji. Pasjonatem, a jednocześnie znawcą. Swojego czasu jeździliśmy sporo po Polsce i podczas tych wielogodzinnych podróży dużo mi opowiadał, zarówno o samych ikonach, jak i o ich rynku. Zainteresował mnie do tego stopnia, że postanowiłem wpleść wątek ikon do Krwawych Łez. A w trakcie pisania wspierał mnie nie tylko swoją wiedzą, ale podrzucał również fachową literaturę. Po premierze na pewno zaproszę go na jego ulubione piwo.


Wiem, że nie skłania się Pan do pisania cyklów, Pana historie to raczej osobne powieści, jednak tym razem zrobił Pan wyjątek. Stąd na pewno uzasadnione będzie pytanie: czy Agnieszka i Łukasz doczekają się jeszcze dalszych tomów cyklu? 

Muszę przyznać, że jako czytelnik nie jestem fanem serii, wolę pozycje oddzielne. Wiem jednak, że wielu miłośników literatury odnajduje dodatkową przyjemność w śledzeniu losów postaci literackich na przestrzeni kilku książek, więc w przyszłości chętnie wrócę do świata z Kursu na śmierć i Krwawych łez, tym bardziej, że lubię obcować z jego bohaterami. Zarys kolejnej części opowieści o Pawle i Agnieszce już od dawna czeka na twardym dysku mojego komputera. W tej chwili pracuję jednak nad inną historią.


Jak wyglądają Pana najbliższe plany pisarskie, może nam Pan coś zdradzić?

Do czasu, gdy zacząłem spisywać historię Agnieszki i Pawła, unikałem kryminału stricte policyjnego. Obawiałem się, że nie znam pracy śledczych na tyle, by zachować niezbędną wiarygodność. Jednak pisząc Kurs, a potem Krwawe łzy, wniknąłem w ten policyjny świat na tyle głęboko, by przestał stanowić dla mnie czarną magię. Świat ten wydał mi się fascynujący, do tego stopnia, że gdzieś w najgłębszych zakamarkach mojej duszy narodziło się pragnienie, by spróbować swoich sił w pracy w policji. Oczywiście to utopia, sądzę, że nie podołałbym trudom tej służby, ale na szczęście mogę realizować tę fascynację na niwie literatury. Dlatego moja kolejna książka również będzie kryminałem policyjnym. A także miejskim, bo akcja będzie się toczyć głównie w Warszawie, i w pewnym sensie cmentarnym - fabuła będzie się kręcić wokół zabójcy grasującego na terenach tamtejszych nekropolii.


To teraz trochę z innej beczki – mieliśmy okazję spotkać się na Warszawskich Targach Książki, gdzie zdradził mi Pan, że są to Pana pierwsze targi w roli autora. Proszę nam więc powiedzieć jak wrażenia z tego wydarzenia?

Jadąc na Targi obawiałem się, że będę sterczeć jak kołek w płocie i nikt do mnie nie podejdzie. Podobno takie sytuacje się zdarzają. Mietek Gorzka opowiadał, że podczas jego pierwszych targów był niemal bezrobotny, a przecież jest świetnym i popularnym pisarzem. Na szczęście Warszawskie Targi Książki okazały się imprezą z dużą frekwencją. Miałem okazję podpisać przynajmniej kilkanaście książek (początkowo liczyłem, ale potem straciłem rachubę), zapozować do kilku zdjęć, zamienić po kilka słów z Czytelnikami, którzy przyszli na stoisko mojego wydawcy specjalnie dla mnie... To bardzo sympatyczne doznanie. Najbardziej zapadła mi w pamięć pani, która powiedziała mi, że poleca moje książki w bibliotece, w której pracuje. Niestety okazałem się zbyt nieśmiały, by zapytać, która to biblioteka. W każdym razie dziękuję za tak miłą i bezinteresowną reklamę.


Czy zamierza Pan zacząć teraz bardziej udzielać się w kręgach okołoczytelniczych jak właśnie spotkania autorskie czy choćby profile w mediach społecznościowych czy jednak woli Pan zostać tak anonimowy jak do tej pory? 

Kontakt z Czytelnikami jest w pisarskim życiu nagrodą za setki godzin spędzonych przed ekranem laptopa, swoistą wisienką na torcie. Bardzo chętnie będę uczestniczył w spotkaniach autorskich. Mam na przyszły rok zaplanowane dwa takie spotkania, a jeśli pojawi się jeszcze jakaś propozycja, na pewno nie odmówię (oczywiście o ile spotkanie będzie w takiej odległości, bym zdążył wrócić na noc do domu 😉). Trudno mi ocenić, czy jestem zajmującym rozmówcą, ale mam pewną zaletę - nie pobieram za takie spotkania honorarium, co podobno wcale nie jest normą. Natomiast jeśli chodzi o social media... Cóż, tu jestem niemal całkowitym dyletantem, ale ostatnio zacząłem korzystać z Facebooka, tak więc... nie mówię nie. Muszę tylko wymyślić formułę, która byłaby atrakcyjna, bo niektóre odwiedzone przeze mnie pisarskie witryny wywołały u mnie skojarzenie z wyjątkowo nachalnymi słupami reklamowymi, a ja - stety czy niestety - mam w sobie bardzo mało z marketingowca.


W poprzednim wywiadzie pytałam Pana o biblioteczkę czytelniczą, to teraz może zapytam o seriale lub filmy – ma Pan jakieś ulubione lub oglądał Pan coś niedawno, co warto polecić?

Ostatnio więcej czytam, niż oglądam, ale w zeszłym tygodniu udało mi się zobaczyć serial Rojst ‘97 i byłem pod wrażeniem - nawet nie tyle intrygi kryminalnej, ile klimatu, odpowiednio lat 80-tych (sezon 1) i 90-tych (sezon 2). Bardzo spodobała mi się zwłaszcza postać komendanta posterunku, może odrobinę przerysowana, ale chyba tylko odrobinę. Znałem kiedyś podobnych policjantów. Atutem jest tu także Magdalena Różdżka - jedna z moich ulubionych aktorek. Uwielbiam ją od czasu Oficera, genialnie zagrała też w Czasie Honoru.


Jaka jest Pana ulubiona pora roku? Zimowy klimat jaki oddał Pan w „Krwawych łzach” jest naprawdę zachwycający!

Każda pora roku ma swoje dobre strony. Na przykład teraz, jesienią, długie wieczory sprzyjają czytaniu. Co do zimy w Krwawych łzach, to musiałem wysilić wyobraźnię, bo przez ostatnie kilka lat można było zapomnieć, jak wyglądają śnieg, zaspy i mróz. Tym bardziej się cieszę, że moje opisy bieszczadzko-podlaskiej zimy mogły zostać uznane za satysfakcjonujące.


Jako że zbliżają się święta, a mój blog nosi podtytuł kulinarno-kryminalny, to proszę nam na koniec zdradzić na jaką bożonarodzeniową potrawę czeka Pan najmocniej?

Gdy byłem dzieckiem, uwielbiałem kluski z makiem, teraz najbardziej czekam na barszcz z uszkami i pierogi z kapustą. Porzucając natomiast sferę kulinarną, z klimatu okołoświątecznego najbardziej wyczekuję choinki. Lubię zapach igieł i jarzące się wieczorem lampki. Pod tym względem wciąż pozostałem dzieckiem.


Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!

listopada 22, 2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" Piotr Borlik

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" Piotr Borlik

 

Autor: Piotr Borlik
Tytuł: Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów
Cykl: detektyw Hubert Czarny, tom 1
Data premiery: 24.08.2021
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 456
Gatunek: kryminał
 
Piotr Borlik to jeden z tych polskich autorów kryminałów, po których książki sięgam bez wahania i to nie tylko dlatego, że podziela moją wielką miłość do dobrego jedzenia (i wina😉). Co prawda nie miałam jeszcze okazji sięgnąć po jego powieść debiutancką pt. „Teatr lalek”, jednak od czasów „Boskiej proporcji” jestem z jego twórczością na bieżąco. Borlik zalicza się do grona tych pisarzy, którzy nie boją się eksperymentów, więc mimo iż jego książki to kryminały, to jednak w każdej znajdziemy trochę coś innego. Przy promocji „Tajemnicy Wzgórza Trzech Dębów” dużo mówiono o tym, że jest to całkiem inna odsłona tego autora, kryminał powracający do klasyki gatunku. Ja bardzo lubię takie klimaty, spokojne historie oparte na spostrzegawczości i dedukcji, bez specjalnego rozlewu krwi. I faktycznie to tutaj dostajemy.
 
Fabuła powieści zaczyna się w momencie, gdy podczas wykonywania jednego zlecenia, prywatny detektyw Hubert Czarny zostaje zaczepiony przez wysłannika rodu Potockich. Kilka dni temu na terenie ich posiadłości doszło do morderstwa – zginął dziedzic majątku. Czarny zostaje poproszony o odnalezienie sprawcy, na co detektyw się godzi – potrzebuje w końcu jakiegoś innego zlecenia niż śledzenie zdradzanych małżonków. Dzień później zjawia się w posiadłości i od razu cieszy go myśl, że sprawa będzie dużo bardziej wymagająca niż z początku zakładał. Okazuje się, że zatrudnił go senior rodu, a poza nim tak naprawdę nikt go tam nie chce. Potoccy to wielopokoleniowa rodzina, z wieloma sekretami, ściśle ukrywanymi tajemnicami i ciążącą nad nimi klątwą… Czy Hubert dotrze do sedna i odkryje kto i dlaczego faktycznie stoi za morderstwem Marka oraz dlaczego wszyscy członkowie rodziny zgodnie i uparcie na ten temat milczą?
„ – Podsumowując: nie dysponujemy żadnymi dowodami, potencjalną morderczynię zwolniono, choć nawet nie wiemy, czy w ogóle była tu zatrudniona, wszyscy mieszkańcy mieli motyw, a jedyny świadek odmawia współpracy i utrudnia śledztwo.
- Zrozumiem, jeśli teraz zrezygnujesz.
- Zrezygnuję? – zaśmiał się Czarny. – Nie ma takiej możliwości. Jestem coraz bardziej zaintrygowany.”
Książka składa się z prologu, 33 rozdziałów oraz notki od autora. Narracja prowadzona jest z punktu widzenia Huberta w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl powieści jest spokojny, wyważony, wręcz surowo-dostojny – autor nie ma potrzeby uciekania się do wulgaryzmów czy innych mocniejszych sformułowań, a czytelnik czuje, że nie urąga się jego inteligencji. Mimo że jest to kryminał współczesny, to jednak sięga do korzeni tego gatunku i czuć to także w warstwie językowej.
 
Jak wspomniałam, książka gatunkowo oparta jest na klasycznych ramach tego gatunku literackiego, więc nie doświadczymy tu dzikich pościgów i rozlewu krwi. Do morderstwa i odnalezienia ciała dochodzi za kulisami, a detektyw zjawia się na miejscu kilka dni później, gdy tylko rozmowa, obserwacja i dedukcja mogą doprowadzić do rozwiązania zagadki śmierci mężczyzny. Fabuła toczy się spokojnie, atmosfera też nie powoduje gęsiej skórki, a jednak zgłębianie się w kolejne zakamarki starych tajemnic rodu dostarcza sporej przyjemności.
 
Właśnie ten stary ród jest dużym atutem powieści. Autor stworzył wielopokoleniową rodzinę żyjącą w całości w jednym miejscu i podporządkowaną zasadom niezmiennym od wieków. Tu rządzą mężczyźni, a raczej synowie pierworodni, którzy automatycznie dziedziczą prawa do fabryki metalu, dzięki której lata temu rodzina zdobyła potężny majątek. Co ciekawe każdy syn pierworodny sam później ma trzech synów, reszta już w większości tylko dziewczynki, które automatycznie traktowane są jako te gorsze. Czy to klątwa czy jakaś zależność genetyczna? Nie wiadomo, jednak nikt tego nie kwestionuje – tak sprawy wyglądają od samego początku tego rodu.
Klątwa na pewno jednak góruje nad Wzgórzem, na którym zbudowana jest rezydencja. Nieopodal domu trójka braci, którzy byli założycielami fabryki, zasadziła trzy dęby, skąd wzgórze wzięło swoją nazwę. Dęby pięknie się przyjęły, rozrosły i rosną do tej pory. Jednak prócz nich żadne inne drzewo nie ma racji bytu w okolicy. Każde jedno, które zostaje zasadzone, natychmiast umiera. Dlaczego tak się dzieje? „Klątwa” w aktualnych czasach brzmi dosyć irracjonalnie, jednak nie wydaje się, by było inne tłumaczenie…
 
Poza tymi dwoma aberracjami stary ród wygląda tak, jak można się spodziewać w rodzinie, w której są duże pieniądze. Jego członkowie połączeni są ze sobą nie tylko krwią, ale zależnościami dotyczącymi władzy i skutkami wychowania, sekretami, szantażami i skrywanymi urazami. Dzieci od początku wychowane są w założeniu, że kobiety są gorsze od mężczyzn, że ich rola to dobrze wyglądać i rodzić dzieci. Mężczyźni podporządkowani są głowie rodu, czyli właścicielowi fabryki, a jego dziedzic wychowany jest od razu na jego następcę. Takie są tradycje, z którymi nikt tutaj nie walczy, choć czasy, w których taki porządek społeczny był akceptowany już dawno minęły. Dlaczego więc nikt się nie zbuntuje?
„Generalnie u nas za wiele się ze sobą nie rozmawia. To nikomu nie służy i zwykle kończy się awanturą.”
Fabuła przedstawiona jest oczami detektywa, czyli niezwiązanym z rodziną obserwatorem, obcym, którego zadaniem jest rozwikłanie zagadki. By to zrobić, musi odkryć te wszystkie dziwne rodzinne zależności i tajemnice, jednak Hubert jest faktycznie dobrą osobą, by sobie z tym poradzić. Autor w posłowiu zdradził, że jest to najsympatyczniejszy bohater, którego stworzył, który ma w sobie dużo odwagi i nie daje się zniechęcić. Dla niego im trudniejsza zagadka, tym więcej frajdy. To faktycznie pozytywna postać dociekliwego detektywa, jednak jest coś, co mocno go wyróżnia. Jest to sposób, w jaki zachodzi u niego dedukcja. Nie będę może dokładnie tego zdradzać, jednak nie mogę się powstrzymać – muszę napisać, że było to dla mnie nieco dziwne, trochę takie mało realne, choć oczywiście nie wykluczam, że po prostu nie znam takiej techniki. To jednak dodaje bohaterowi oryginalności, dzięki temu zabiegowi na pewno jest jedyny w swoim rodzaju, czego na pewno nie można potraktować jako minus powieści.
„Z wiekiem jednak ludzie mądrzeją. Większość dokonuje czegoś na kształt rachunku sumienia. Patrząc na pewne rzeczy z perspektywy czasu, zaczynają zdawać sobie sprawę, że to, co wydawało się niegdyś najważniejsze, w rzeczywistości było nic nieznaczącymi błahostkami.”
Muszę przyznać, że książkę czytało mi się naprawdę bardzo przyjemnie. Może zagadka nie porwała mnie na tyle, że byłam do książki przyklejona, jednak atmosfera tajemnic, dziwnych klątw i dosyć skomplikowanych relacji rodzinnych całkiem przypadła mi do gustu. Jeśli więc też lubujecie się w kryminałach w starym stylu, to na pewno też docenicie tę odnogę w twórczości autora. Z tego co Borlik napisał w posłowiu wynika, że z Hubertem spotkamy się ponownie całkiem niedługo. Ja na pewno z przyjemnością sięgnę po kontynuację tej serii.
„Po tym wszystkim ciężko będzie odnaleźć się w normalnym życiu. Czuł się niczym astronauta wracający z kilkuletniej misji w kosmosie. Niby tęsknił za domem, niby dokuczały mu ciasna kajuta i uboga dieta, niby odliczał dni do powrotu, ale tak naprawdę nigdzie nie będzie mu już tak dobrze. Pozostaje czekać na kolejną misję.”
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

listopada 20, 2021

"Dom stu szeptów" Graham Masterton

"Dom stu szeptów" Graham Masterton

 

Autor: Graham Masterton
Tytuł: Dom stu szeptów
Tłumaczenie: Izabela Matuszewska
Data premiery: 15.09.2021
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 352
Gatunek: powieść grozy
 
Graham Masterton, brytyjski pisarz znany przede wszystkim z powieści grozy, jest bardzo bliski naszemu kraju. Jego żona była Polką, polscy czytelnicy uwielbiają jego książki – w samej Polsce nakład sprzedanych egzemplarzy liczy ponad 2 miliony! Autor chętnie angażuje się w polskie charytatywne projekty, a w tym roku we Wrocławiu przed Art. Hotelem stanął jego krasnal!
Masterton debiutował w latach 70tych, szybko zdobył popularność. Aktualnie na swoim koncie ma około stu książek, w tym sześćdziesiąt to powieści grozy, a 11 tomów liczy już jego serii thrillerów/ kryminałów o Katie Maguire. Ja właśnie od kryminalnej strony jak na razie poznałam jego twórczość i to też w niewielkim zakresie. „Dom stu szeptów” to jego najnowsza książka z kategorii literatury grozy, która trafiła do mnie trochę przez przypadek, jednak Wszechświat wiedział, co robi – nie dosyć, że potrzebowałam takiej odskoczni od kryminałów, to i jestem naprawdę pozytywnie tym tytułem zaskoczona!
 
Fabuła powieści toczy się w starej, dużej kornwalijskiej rezydencji Allhallows Hall. Przez ostatnie lata miejsce to było zamieszkiwane przez Herberta Russella, emerytowanego naczelnika okolicznego więzienia. Mężczyzna jednak niedawno umarł – pierwsze raporty policyjne głoszą, że był to nieszczęśliwy wypadek, po prostu spadł ze schodów. Na miejsce więc zjeżdża się jego rodzina – dwóch synów i córka. Najstarszy, Martin liczy, że to on odziedziczy dom, jednak prawniczka szybko wyprowadza go z błędu, decyzja ich ojca była inna. Kiedy cała rodzina nad nią debatuje nad decyzją, pięcioletni Timmy znika z domu. Z początku dorośli myślą, że się po prostu schował, lub bawi się gdzieś na podwórku, jednak im dłużej go szukają, tym mniej są tego pewni. Co się stało z chłopczykiem? Czy możliwe, by ktoś niepostrzeżenie porwał go z domu? Wydaje się, że nie, jednak, w takim razie, gdzie on jest?!
 
Książka składa się 41 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator obserwuje bohaterów znajdujących się w domu, jest wszystkowiedzący, opisuje głownie to co widzi, a obserwatorem jest naprawdę dobrym. O myślach i uczuciach bohaterów też chętnie opowiada, co dodatkowo podbija atmosferę grozy, gdyż niepokój tych stopniowo wzrasta. Styl powieści jest prosty, bogaty w dialogi.
 
Całą tę historię podzielić można na trzy części – jest początek, kiedy gubi się Timmy. Ta część jest bardzo mroczna, niepokojąca, strach rodziców o dziecko aż wylewa się z kart powieści. Fragmenty opisujące coraz bardziej gorączkowe poszukiwania świetnie budują atmosferę niepokoju, niewiadomej. Do tego nad wszystkim panuje ten stary, dziwny dom, który jest chyba groźniejszy niż powinien. Coś skrzypi, coś szepta, coś się dzieje… tylko co?
Później już faktycznie zaczynamy historię o nawiedzonym domu, z tym, że w podejściu trochę innym, bo filozoficzno-naukowym, o ile tak to można określić w literaturze rozrywkowej. To co się dzieje, ma swoje uzasadnienie w faktycznych realnych założeniach i hipotezach, co narrator zgrabnie i zrozumiale tłumaczy i nie ma się tu wrażenia, że coś wykłada, a jednak ci, którzy choć trochę interesują się tymi tematami, na pewno docenią powiązania.
Na koniec dostajemy już typowy horror, akcja pędzi do przodu, są zjawiska paranormalne, trochę makabry, której już namiastkę dostałam w serii o Katie Maguire.
 
W historiach o nawiedzonych domach zawsze sam dom też jest bohaterem powieści. I tu nie może być inaczej. To piękna, choć stara i zaniedbana rezydencja. Jest duża biblioteka, kuchnia pełna wiszących pod sufitem garnków, kominek w salonie. Jednak, kiedy zaczynają dziać się tam trochę niepokojące rzeczy, jak choćby samo zniknięcie Timmy’ego czy dziwne dźwięki na korytarzu, dom już nie wydaje się tak miłym, uroczym miejscem. Autor tworząc to miejsce sięgnął trochę do historii i ciekawostek z nią związanych, trochę do wierzeń, prawdopodobnie celtyckich. Wszystko to owiane jest aurą tajemniczości, wręcz mgły, która ciągnie się z okolicznych wrzosowisk… A! Oczywiście i pogoda sprzyja takim opowieściom – jest szaro, buro, zimno i deszczowo.
 
Mimo, że jest to książka, której głównym zadaniem jest wywoływanie emocji, ciarek na plecach (co faktycznie autorowi się udało, szczególnie w pierwszej części tej historii!), to jednak dogrzebałam się tu także kilku uniwersalnych tematów. Sporo jest tu o wierze, i to nie tylko tej w duchy, ale i tej odnoszącej się do religii. Ciekawym zagadnieniem jest też poczucie czasu i jego przemijanie, a także docenianie małych codziennych rzeczy sprawiających przyjemność, które często przemykają nam niezauważone w natłoku obowiązków.
 
Jak napisałam już we wstępie, jestem pozytywnie zaskoczona tą książką. Bardzo podobała mi się atmosfera, jaką udało się stworzyć autorowi, zachwyciło mnie miejsce akcji, choć to przecież temat tak dobrze znany i opisywany w kulturze z każdej możliwej strony. Dodatkowo to, że wyjaśnienie całej sytuacji nie jest całkowicie oderwane od rzeczywistości, a gdzieś tam ma oparcie w fizyce i psychologii, tym bardziej wzbudziło mój respekt do pomysłu pisarza. I nawet finalne sceny, w których już faktycznie horror doszedł do głosu, jakoś niespecjalnie mi przeszkadzały. To była naprawdę klimatyczna lektura i cieszę się, że mogłam się z nią zapoznać!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

listopada 18, 2021

"Krwawe łzy" Wojciech Wójcik - patronacka recenzja przedpremierowa

"Krwawe łzy" Wojciech Wójcik - patronacka recenzja przedpremierowa

 

Autor: Wojciech Wójcik
Tytuł: Krwawe łzy
Cykl: Agnieszka Jamróz i Paweł Lukasik, tom 2
Data premiery: 23.11.2021
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 720
Gatunek: kryminał
 
Kiedy na początku roku czytałam „Kurs na śmierć” Wójcika (recenzja - klik!), miałam szczerą nadzieję, że autor zdecyduje się na kontynuację losów bohaterów – młoda kursantka Agnieszka Jamróz mocno podbiła moje serce! Kiedy więc autor potwierdził w wywiadzie (klik!), że przygotowuje się do wydania tomu drugiego o Agnieszce i policjancie Pawle, nie pozostało nic innego jak czekać na wieść o dacie premiery. Na szczęście nie musieliśmy czekać bardzo długo – po niecałych siedmiu miesiącach pojawiły się „Krwawe łzy”. Jest to dziewiąta książka autora, która, tak jak wszystkie jego tytuły, liczy niemało stron. Ja miałam przyjemność przeczytać ją mocno przedpremierowo, a i objąć ją swoim patronatem medialnym.
 
Historia „Krwawych łez” toczy się dwutorowo. W podlaskiej wiosce w Długosielcach w nocy w czasie pierwszego dnia świąt Bożego Narodzenia pewna starsza pani w swojej stodole znajduje ciało jednego z mieszkańców – to głowa rodziny, która w wiosce liczy się najbardziej. Przy okazji to także ojciec Wiktorii, byłej partnerki policjanta Pawła Łukasika. A jako że Paweł właśnie wrócił w te okolice, to zostaje wezwany na miejsce przestępstwa. Kto mógł zabić jego niedoszłego teścia? I czy Paweł na pewno jest dobrą osobą do poprowadzenia tego śledztwa?
W tym samym czasie świeżo upieczona policjantka Agnieszka Jamróz zostaje wysłana na Ukrainę, by przywieźć stamtąd ciało komendanta straży przygranicznej, który w niewyjaśnionych okolicznościach został znaleziony martwy po drugiej stronie granicy. W wyprawie towarzyszy jej stary policyjny wyjadacz Andrzej, który nie grzeszy uprzejmością. Szybko okazuje się, że ta sprawa nie jest tak łatwa na jaką się zapowiadała, a Agnieszka i Andrzej muszą zostać na Podkarpaciu, żeby ją wyjaśnić. Czy ktoś przyczynił się do śmierci komendanta? Jeśli tak, to czy był to Polak czy Ukrainiec? I co tak naprawdę komendant robił tak wysoko w górach?
„Stosunki na granicy stawały się coraz bardziej napięte. Odnieśli wrażenie, że wystarczy iskra, by obie strony zaczęły do siebie strzelać.”
Książka składa się z nienumerowanych rozdziałów, które oznaczone są datą i miejscem akcji. Wydarzenia przedstawione są naprzemiennie, raz dotyczą śledztwa prowadzonego w Długosielcach, raz w Ustrzykach Górnych. Rozdziały są dosyć długie, mimo że nie są pisane jednym ciągiem, a ich długość wynika po prostu ze szczegółowego stylu, to momentami wydawały mi się tym razem (w porównaniu do „Kursu na śmierć”) troszkę za długie. Może to jednak spowodowane było tym, że często musiałam się od lektury odrywać, a w środku sceny naprawdę ciężko to zrobić.
Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego głównie z punktu widzenia Łukasza i Agnieszki. Styl, jak wspomniałam, jest bardzo szczegółowy, narrator o wszystkim, co się dzieje wkoło skrupulatnie opowiada, a dialogi mają długość faktycznej rozmowy, co nadaje fabule autentyczności. Mimo wielu szczegółów wszystko też jest dokładnie wytłumaczone, więc czytelnik nawet przy nieznanych mu tematach jest w stanie wszystko zrozumieć.
 
A tematy tu są naprawdę ciekawe, gdyż i obydwa miejsca akcji są fascynujące. Mała wioska na Podlasiu, gdzie łączą się różne wierzenia, różne religie, a gdzie uroda przyrody stoi w opozycji do perspektyw jej mieszkańców, jest dobrym wyborem na osadzenie fabuły kryminału. W końcu to niewielka społeczność, wydaje się, że zamknięty krąg podejrzanych, bo kto zimą w czasie świąt miałby tam przebywać, jak nie po prostu mieszkańcy?
„Dwie rodziny z perspektywami na przyszłość to jak na jedną wieś zdecydowanie zbyt mało. Konkluzja była prosta. I smutna. Podlasie stopniowa się wyludniało. Coraz bardziej kojarzyło się z umierającym ciałem, z którego wyciekają ostatnie krople krwi.”
Drugie miejsce to Ustrzyki Dolne na Podbeskidziu, gdzie ludzie żyją z turystyki lub pracują w służbach granicznych. Tu atmosfera wydaje się rodem wyjęta z serialu „Wataha”, a obraz wysokich gór zimą nadaje książce niesamowicie dobrego klimatu.
 
Prócz dobrze oddanych realiów tych dwóch miejsc, ciekawym tematem na pewno są tu też ikony – sporo w nich w książce się dowiadujemy, jak powstają, jaka jest ich historia, skąd się wzięły i czy teraz jeszcze faktycznie mają rację bytu. To temat rzadko spotykany, a tak bogaty kulturowo, tak fascynujący, że czytelnik tylko czeka na te fragmenty, gdy znowu będzie mógł prześledzić historię ich dotyczącą.
 
Wójcik słynie z wielowątkowych fabuł kryminalnych, gdzie nic z początku nie składa się w całość, a jednak wszystko ma znaczenie. I tak oczywiście jest i tym razem. To jak autor wszystkie tematy, wszystkie zaczęte wątki ładnie w całość pospinał, zasługuje naprawdę na pochwałę. Za każdym razem jestem pod wrażeniem tego, że każdy jeden szczegół ostatecznie okazuje się kawałkiem całej, jednej, wielkiej układanki.
„To był bardzo mądry człowiek. (…) Pełen pasji. Interesował się tyloma rzeczami… Od sztuki antycznej po podróże kosmiczne. Gdy tu trafił, jego kolejną pasją stały się Bieszczady. Kupił nas tym, wiecie?”
Oczywiście nie mogę też nie wspomnieć o bohaterach, szczególnie jeśli chodzi o Pawła i Agnieszkę. Paweł tym razem nie ma łatwego zadania – musi trochę walczyć ze swoją przeszłością, to co się stało z nim i Wiktorią teraz znowu na nowo zaprząta jego myśli. Tym bardziej, że przecież Wiktoria zaraz będzie rodzić, a żyje w tej wiosce, co jej właśnie zamordowany ojciec, więc i bierze razem ze swoim aktualnym partnerem aktywny udział w tej sprawie… Nie jest to więc komfortowa sytuacja dla Pawła.
Agnieszka za to pokazuje się z innego strony – musi nie tylko ciągnąć śledztwo do przodu i radzić sobie z dosyć ordynarnie zachowującym się starszym policjantem, ale i prywatnie nadchodzą dla niej zmiany – dostajemy tu mały wątek romansowy. Ja oczywiście niespecjalnie się w takowych lubuję, więc i tu miałam co do niego małe obiekcje – były momenty, w których przewracałam oczami 😊
 
Ogólnie, „Krwawe łzy” to ciekawy, wielowątkowy kryminał z dobrą kreacją bohaterów i rewelacyjnymi miejscami akcji. Te dwa oddalone od dużych miast miejsca, i to zimą, nadają lekturze tak fajnego klimatu, że ciężko się od lektury oderwać. Jeśli więc lubicie dobrze skonstruowane śledztwa, z wieloma odnogami oraz polskie klimatyczne góry zimą, a także sporą dawkę ciekawostek kulturowych, to na pewno będziecie z tej lektury zadowoleni!
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo oraz objęcia jej swoim patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!

Książka dostępna będzie też w abonamencie 

listopada 17, 2021

"Sprzątaczka" Stephanie Land

"Sprzątaczka" Stephanie Land

 

Autor: Stephanie Land
Tytuł: Sprzątaczka. Jak przeżyć w Ameryce, będąc samotną matką pracującą za grosze
Tłumaczenie: Barbara Gadomska
Data premiery: 20.11.2019
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 312
Gatunek: non-fiction, autobiografia
 
Pierwszego października na platformie Netflix pojawił się dziesięcioodcinkowy serial „Sprzątaczka”. Inspiracją do jego powstania były wspomnienia Stephanie Land spisane w książce „Sprzątaczka. Jak przeżyć w Ameryce, będąc samotną matką pracującą za grosze”, która na rynku pokazała się dwa lata temu. Jednak to właśnie serial zachwycił mnie tak mocno, że po oryginał sięgnęłam od razu, bez najmniejszego zawahania i oglądania się na książki czekające w kolejce recenzenckiej! I mimo iż faktycznie przy serialu można tylko mówić o inspiracji książką, to obydwie te historie mnie poruszyły – serial ze względu na przedstawienie problemu psychicznej przemocy i prób ucieczki od takiego związku, książka za determinację autorki, by godnie żyć mimo braku jakiejkolwiek pomocy i obezwładniającej biedy.
„Sprzątaczka. Jak przeżyć…” to debiut literacki Stephanie Land, na który składają się jej wspomnienia sprzed kilku lat. Po wyjściu z biedy, jaką opisała w tej książce, autorka skończyła studia filologii angielskiej i kreatywnego pisania, a także dzięki pomocy życzliwych osób publikowała artykuły w znanych czasopismach amerykańskich. Teraz szykuje się do wydania drugiej powieści, której roboczy tytuł brzmi „Class” (pol. Klasyfikacja, podział na klasy).
 
Historia opowiedziana w tym debiucie to opowieść samotnej matki, która dla macierzyństwa zrezygnowała z pójścia na studia, a zarazem ze sposobu na ucieczkę z mało perspektywicznego miasta jakim było Port Townsend. Podjęła decyzję by zostać, zająć się małą Mią, gdy na ich utrzymanie pracował jej partner. Jednak to życie nie było dobre – partner miał duże problemy z gniewem, więc nim Mia ukończyła roczek, Steph opuściła Travisa. Dziewczyna jednak nie miała żadnej pomocy od rodziny czy znajomych, nie miała też żadnych pieniędzy, więc jej możliwości były mocno ograniczone. Sięgnęła po pomoc państwa, dostała chwilowe zakwaterowanie w schronisku dla bezdomnych, później w domu przejściowym. Chwytała się wszystkich możliwych prac, które nie dosyć, że miejsce zamieszkania mocno ograniczało, to jeszcze samotna opieka nad małym dzieckiem mocno utrudniała. W końcu zatrudniła się w jednej z małych firemek zajmujących się sprzątaniem domów. Jej książka opowiada historię jej drogi, opisuje próby stanięcia na nogi, a momentami wręcz po prostu przeżycia. Podejmuje też kilka trudnych tematów podejścia społeczeństwa do osób korzystających z pomocy państwa czy wykonujących tego typu prace, co autorka książki.
 
Książka złożona jest z przedmowy Barbary Ehrenreich oraz trzech części podzielonych na 27 tytułowanych rozdziałów. Land opisuje wszystkie wydarzenia oczywiście z własnej perspektywy w czasie przeszłym. Historia toczy się mniej więcej chronologicznie, choć nie jest może całkiem pod tym względem uporządkowana, co jednak zdecydowanie nie należy traktować jako minus książki. Język, jakiego autorka używa, jest prosty, zwyczajny, pozbawiony przesadnego nacechowania emocjonalnego, choć to, co Land musiała przejść, na pewno emocje w pełni by uzasadniało. Styl określiłabym jako coś pomiędzy suchym reporterskim a prywatnymi wspomnieniami.
„Udowadnianie, że jest się biednym, to ciężka i deprymująca praca.”
Z jednej strony historia jaka została tu opisana jest niezwykle smutna i trudna. Autorka przedstawia obraz małego miasteczka w USA w dosyć biednym zakątku państwa, które prócz prac dorywczych i tych w turystyce, nie ma za wiele do zaoferowania. W takim miejscu trudno żyć nie mając pracy w korporacji w oddalonym dużym mieście czy własnego dobrze prosperującego biznesu, a tym bardziej tyczy się to samotnych rodziców, którzy pracę muszą dzielić pomiędzy czas na nią a tak naprawdę ciągłą opiekę nad dzieckiem. Robiąc to całkiem samotnie, bez wsparcia rodziny czy przyjaciół, bez jakiejkolwiek pomocnej dłoni, która mogłaby czasem poratować choćby kilkoma godzinami własnego czasu, zadanie te momentami wręcz wydaje się niemożliwe. Autorka często przyznaje, że czuła się niedostatecznie dobrą matką, kiedy to chore dziecko musiała posłać do przedszkola, kiedy nie była w stanie zapewnić mu warunków mieszkaniowych takie jak powinna. To ciągła walka o przetrwanie, o godność, o możliwość życia w ludzkich warunkach.
 
Drugim trudnym tematem na pewno jest podejście społeczeństwa do osób biednych, tych korzystających z pomocy państwa. Autorka dużo razy podkreśla w książce, że traktowana była jako osoba leniwa, niewykształcona i żerująca na innych. To smutne, że ludzie są tak skorzy do oceniania innych, kiedy kompletnie nic o nich nie wiedzą. Nie wykluczam, że w Ameryce, tak samo jak w Polsce, są ludzie, którym życie na zasiłku, stołowanie się w jadłodajniach dla ubogich nie przeszkadza, jednak takie uogólnienie jest naprawdę krzywdzące. Przecież nie wiemy, co doprowadziło tych ludzi, do miejsca w którym są. Może to nie ich lenistwo, a po prostu zrządzenie losu? Jedna kiepska decyzja podjęta w niekoniecznie złej wierze? Wpływ innych ludzi? Wykorzystanie? Przemoc? Możliwości jest wiele, a założę się, że tylko niewielka garstka ludzi sprawiła, że w społeczeństwie panuje tak krzywdzący stereotyp. Land unaocznia, że nie można wydawać takich osądów, nie można oceniać całej grupy na podstawie jednej osoby. Szkoda tylko, że ci, którzy mają takie podejście, raczej po taką książkę nie sięgną. Mimo wszystko to właśnie takie tytuły podwyższają wrażliwość społeczną.
 
Land nie szczędzi też opisów własnych odczuć. Brak oparcia w kimkolwiek, trudne traktowanie przypadkowych osób czy traktowanie sprzątaczki jak powietrze, mocno obniżyły jej pewność siebie. Na pewno i związek z Travisem się do tego przyczynił, a kolejne niepowodzenia na tym tle, tylko tą niepewność powiększyły. Land w tym czasie borykała się z naprawdę niską samooceną, nie uważała się za osobę, która może w ogóle poprosić o pomoc, co tłumaczyła sama przed sobą, że na pewno są osoby potrzebujące mocniej niż ona. Na pewno należą jej się brawa za odwagę, że tak mocno odsłoniła się przed czytelnikiem, nie ukrywała swoich emocji, choć przecież mogła. Widać po niej, że wiele w życiu przeszła i nigdy na nikogo tak naprawdę nie mogła liczyć, co finalnie doprowadziło ją na samo dno życia w biedzie, ale i jej determinacja i siła ją z tego wyciągnęły.
 
Mimo wszystkich tych trudnych tematów i przejść, książka ma też pozytywny akcent. Daje wiarę, że z każdej sytuacji jest wyjście, że zawsze da się odbić od dna. Czasami jest naprawdę trudno, czasami wydaje się to niewykonalne, jednak nie można przestać dążyć w tym jaśniejszym kierunku. Land miała przy sobie Mię, nad którą opieka na pewno mocno wyjście z biedy utrudniała, jednak to właśnie dzięki córce z tej biedy wyszła. Dzięki miłości matczynej zmieniła swoje życie, miała motywację by walczyć. I udało jej się, co na pewno doda wiary osobom w podobnej sytuacji. I nie tylko – świadomość, że nigdy nie jest na tyle źle, by nie dało się z tego wyjść jest naprawdę podnosząca na duchu.
„Być może na tym polegała nauka płynąca z obecnej sytuacji: doceniaj to, co masz, życie, jakie masz, wykorzystaj przestrzeń, jaką otrzymałaś.”
Na koniec jeszcze jedno zagadnienie. Przed lekturą doszły do mnie takie głosy, że autorka obarcza „system” za swoją sytuacją. Nie wydaje mi się, by była to prawda. Oczywiście Land wspomniała w książce, że ograniczenia dotyczące zarobków i tym podobne progi, by móc korzystać z pomocy państwa, mocno utrudniają życie osobom na granicy, jednak tak raczej jest w większości państw, to po prostu polityka – jakieś zasady, jakieś granice korzystania z zapomóg muszą istnieć. Poza tym Land nie mówi nic złego na temat tych wspomagających programów – wręcz odwrotnie, wymienia ich naprawdę dużo, więc osoby, które znalazły się w podobnej sytuacji mogą dowiedzieć się o źródłach pomocy, o których wcześniej nie wiedziały. Land otrzymała od państwa pomoc w najgorszym momencie, dostała dach nad głową, więc obarczania go winą naprawdę tutaj nie widzę.
 
Podsumowując, książka Stephanie Land to nie tylko historia o tym, jak ludzie postrzegają osoby sprzątające w ich domach. To szeroki obraz walki młodej matki o godne życie dla niej i jej córki. Historia momentami bardzo trudna, jednak dająca nadzieję, motywację i zapewnienie, że się da. To też spojrzenie na osoby biedne od środka, które może zmienić postrzeganie tej grupy przez resztę społeczeństwa. Biję autorce brawo za odwagę napisania tej książki.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Czarne!

Książka dostępna jest też w abonamencie