stycznia 12, 2023

"Nic tu po was" Kevin Wilson

"Nic tu po was" Kevin Wilson

Autor: Kevin Wilson
Tytuł: Nic tu po was
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Data premiery: 25.08.2021
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 328
Gatunek: literatura piękna
 
Książka „Nic tu po was” z początku przyciągnęła mój wzrok – ziarnista, jakby rysunkowa grafika, minimalizm i twarda oprawa, to coś obok czego nie mogłam przejść obojętnie. Opis książki, w którym wspomniane są dzieci stające w płomieniach oraz okładkowe polecajki obiecujące cudowną, zabawną i surrealistyczną powieść sprawiły, że nie miałam wątpliwości – to musi być dobre. I tak, naprawdę było!
Kevin Wilson to amerykański nagradzany autor z czterema powieściami na koncie i dwoma zbiorami opowiadań. U nas na polskim rynku na razie ukazały się dwie jego książki: „Rodzina na pokaz” w 2012 roku oraz „Nic tu po was” w 2021.
 
Ameryka 1995 roku. Dwudziestoośmioletnia Lillian dostaje od swojej przyjaciółki z czasów szkolnych propozycję – może się wyrwać ze swojego biednego życia, pracy na dwa etaty za najniższą z możliwych stawek i mieszkania razem z problematyczną matką, czego szczerze nienawidzi i zamieszkać w luksusach z nią, tak by niczego jej nie brakowało, w zamian za opiekę na dwójką jej pasierbów. Madison to piękna, bardzo zajęta kobieta, która wyszła za mąż za starszego od niej mężczyznę, gubernatora, który miał pod opieką dzieci z poprzedniego małżeństwa. Madison niedawno sama stała się matką, jednak z pasierbami się nie dogaduje. Lillian ma w tym pomóc, nie wie jednak, że dzieci są niezwykłe – w przypływie silnych emocji ich ciała stają w płomieniach. Cóż, przypadłość bardzo problematyczna dla tych, którzy przede wszystkim dbają o swój nieskazitelny publiczny wizerunek… Czy Lillian zdoła zapanować nad dwójką ognistych dzieci?
 
Książka składa się z 12 rozdziałów podzielonych na króciutkie podrozdziały. Dodatkowo rozłożenie tekstu na stronie jest szerokie, przez całość czyta się naprawdę wygodnie. Ogólnie książka wydana jest naprawdę ładnie, okładkowa grafika, wklejki – wszystko dobrze przemyślane, tworzy jedną spójną, bardzo przyjemną dla oka całość.
Historia prowadzona jest w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego przez Lillian w bardzo oryginalnym stylu – prostym, ale ironiczno-zabawnym, momentami sarkastycznym.  Język prosty nadaje poczucie normalności tak niezwykłej historii, humor sprawia, że do tematów podchodzimy z lekkością, mimo że wcale lekkie nie są.
„(…) żyłam życiem, w którym ciągle miałam mniej, niż chciałam. Więc zamiast chcieć więcej, zmuszałam się do tego, żeby chcieć jeszcze mniej, i z czasem nie chciałam już niczego, nawet jedzenia czy powietrza. Pragnęłam jedynie być duchem, bo wtedy wszystko by się skończyło.”
W książce spodobała mi się kreacja Lillian – prostej dziewczyny, która w pewnym momencie życia chciała od niego więcej, a jednak dostała mniej. Nie udało jej się wyrwać z życia narzuconego przez matkę, która ciągle była nią rozczarowana. Lillian, mimo że nigdy dziećmi się nie opiekowała, dobrze więc wie czego dzieciakom trzeba – uczucia, zainteresowania i miłości, co daje im od razu, gdy na to pozwalają.
Jej relacja z Madison jest dosyć dziwna, łączy się skomplikowana przeszłość. Lillian zdaje się zafascynowana swoją przyjaciółką, zabiega o jej uwagę, a każdy jej przejaw traktuje z namaszczeniem, co zdaje się trochę toksyczne. A przynajmniej tak jest na początku.
„- (…) Znasz kogoś, kto idealnie wychował dzieci? Wymień mi nazwisko chociaż jednego rodzica, który w jakiś sposób nie zepsuł swojego dziecka.
- Nie wiem, nikt nie przychodzi mi do głowy.
- Bo nikogo takiego nie ma.”
Nie da się ukryć, że jednak to dzieci stające w płomieniach są najbardziej oryginalnymi postaciami tej książki. Dzieci, które przez to jakie są, są odrzucane nawet przez swoich rodziców. Dzieci z trudną przeszłością, które nigdy nie mogły być po prostu sobą, które dla otoczenia są utrapieniem. Dopiero Lillian patrzy na nie tak naprawdę, stara się dowiedzieć czego one potrzebują. To coś, czego do tej pory nikt dla nich nie zrobił.
 
Fabuła toczy się niespiesznie, czytelnik zgłębia się w opowieści, wspomnienia i relacje z opieki nad dziećmi, w pełni oddając się jej uważnemu, prostemu komentarzowi narratorki. Wielu czytelników określa książkę jako statyczną, dla mnie jednak to nie jest minus – przecież nie musi się wiele dziać, żeby książka była interesująca, prawda? Dla mnie ważna jest głębia i tematy, o których opowiada, i to mnie w niej w pełni usatysfakcjonowało.
„Bycie bogatym ma mnóstwo plusów, ale najlepsze jest to, że możesz powiedzieć niemal wszystko i jeśli tylko powiesz to z przekonaniem, bez mrugnięcia okiem, ludzie nie spoczną, dopóki ci nie uwierzą.”
Bo tematów jest tu naprawdę dużo i każdy warty rozważenia. Poczynając od wychowania swoich i nieswoich dzieci, przez nierówne relacje przyjacielskie aż po pogoń za karierą i sztucznym obrazem samych siebie. A co z tymi płomieniami? No właśnie, jakie znaczenie za nimi stoi? Nie da się ukryć, że chodzi o dzieci pokrzywdzone, które w momencie, gdy nie spełniły oczekiwań rodziców, zostały odstawione na plan drugi…
 
Podsumowując, „Nic tu po was” w pełni spełniła moje oczekiwania – to zaskakująca proza niosąca powiew świeżości, mimo że tematy jakie porusza nie są ani nowe, ani łatwe. Ale to, w jak oryginalny sposób są tu przedstawione, z jaką czułością opisane, jest naprawdę zaskakująco dobre. Gorąco polecam lekturę tym czytelnikom, którzy szukają lekko surrealistyczno-zabawnych, ale i do bólu prawdziwych historii!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu Agora!

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 11, 2023

"Pierwszy dzień wiosny" Nancy Tucker

"Pierwszy dzień wiosny" Nancy Tucker

Autor: Nancy Tucker
Tytuł: Pierwszy dzień wiosny
Tłumaczenie: Łukasz Witczak
Data premiery: 23.03.2022
Wydawnictwo: Książnica
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Nancy Tucker wiosną 2022 roku podbiła polski rynek książki swoją debiutancką powieścią „Pierwszy dzień wiosny”, który, choć skategoryzowany jako thriller psychologiczny, trochę się temu określeniu wymyka. Autorka z zawodu jest psychologiem, dużo pracowała z dziećmi, a nawet sama w wieku dziecięcym, nastoletnim borykała się z problemami, o których pisała w swojej pierwszej książce non-fiction - o doświadczeniach z zaburzeniem odżywiania. Później zajęła się tematem chorób psychicznych wśród młodych kobiet, o którym pisała w swojej drugiej książce non-fiction (te nie ukazały się w Polsce). Wygląda na to, że swoje doświadczenia i przygotowanie do zawodu bardzo umiejętnie wykorzystała w powieściowym debiucie, który trafił na wiele czytelniczych list najlepszych książek 2022 roku.
 
Historia przedstawiona jest w dwóch planach czasowych. Chrissie to ośmiolatka, która w pierwszych słowach kierowanych do czytelnika przyznaje się do zabicia dwuletniego chłopczyka. Dlaczego do tego doszło? Czy jest to przejaw psychopatii czy raczej testowanie granic dziecka, którego czyny nikogo nie obchodzą?
Julia z kolei to dorosła kobieta, młodziutka matka Molly, która żyje w ciągłym strachu przed tym, że dziecko zostanie jej odebrane. Jest przekonana, że na nie nie zasługuje, że jest złą matką, a opieka społeczna tylko czeka na jedno jej potknięcie. W tym przekonaniu nie ma nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że Julia to tak naprawdę dorosła Chrissie…
„To coś więcej niż śmierć małego chłopca. To koniec pewnej epoki. Tyle razy pozwalaliśmy dzieciom bawić się na dworze i wydawało nam się, że są bezpieczne. Nikomu by do głowy nie przyszło, że coś takiego może się tu wydarzyć. Oto co tak naprawdę straciliśmy: niewinność. Śmierć Stevena… to tylko sposób, w jaki do tego doszło.”
Książka składa się z krótkich nienumerowanych rozdziałów przedstawionych naprzemiennie z perspektywy Chrissie i Julii w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, niejako epilogiem jest rozdział napisany z perspektywy Molly. Styl powieści jest prosty zarówno pod względem języka, jak i przekazywanych emocji, nawet te najmroczniejsze traktowane są jako zwyczajne. Całość czyta się dobrze, książka jest dziwnie wciągająca.
„ – (…) Chciałam tylko, żebyś ją poznała. To wokół niej kręciło się moje życie przez cały ten czas. Molly jest chyba jedyną rzeczą, która mi w życiu dobrze wyszła.
- Aha. No to tylko pozazdrościć. Dziecka, którego nie trzeba się wstydzić.
Starła moją zewnętrzną powłokę pokazem własnej bezsilności, a gdy już byłam odsłonięta jak obrane ze skórki winogrono, wbiła szpilkę prosto w miękkie, galaretowate wnętrze. Zapiekło.”
Przede wszystkim jednak jest niesamowicie smutna. Czytelnik przygląda się małej Chrissie, która jest całkowicie zaniedbywana przez sobą matkę, sama troszczy się o siebie, żyje praktycznie na ulicy wpraszając się do koleżanek w porze posiłków, by sama mogła coś zjeść. To przejmujący obraz przedstawiony z perspektywy dziecka o matce, która w ogóle matką zostać nie powinna. Która nie przejmuje się swoim dzieckiem, nawet tym, czy nie chodzi głodne i brudne. A jednak nikt dziewczynki matce nie odebrał, nikt z sąsiedztwa nie interweniował. Jak to możliwe? No cóż, Chrissie raczej nikomu nie przyznawała się do jakich nadużyć dochodzi w jej domu… Dlaczego?
„Tyle że w przypadku mamy było odwrotnie. Ja wzięłam się za siebie, bo w moim życiu pojawiła się Molly. Mama zrobiła to po tym, jak zniknęłam z jej życia.”
 Kiedy więc dziecko nie jest w żaden sposób wychowywane, nie czuje z żadnej strony troski, zainteresowania, czy że ma jakiegokolwiek znaczenie, to czy faktycznie tak dziwne jest to, że zaczyna testować granice, uciekając się do przemocy? W ten sposób chce pokazać, że jednak tu jest, że coś może, coś, co faktycznie wpłynie w jakiś sposób na innych? Czy dziwne jest to, że marzy, by żyć w innej rodzinie, by zastąpić dziecko u innych rodziców, którzy dbają o swoją pociechę w każdym momencie?
„Pomyślałam, że mama Stevena pewnie życzyłaby śmierci jakiemuś innemu dziecku, zwłaszcza gdyby miało umrzeć zamiast Stevena. Zwykle gdy ktoś mówił, że nie życzyłby czegoś najgorszemu wrogowi, to znaczyło, że właśnie tego by mu życzył i jeszcze chętnie by sobie popatrzył.”
Z jednej strony brak emocji, refleksji Chrissie co do morderstwa jest przerażający, z drugiej… czy faktycznie była w stanie ocenić prawidłowo sytuację? Im dalej w lekturę, tym czytelnik widzi inną stronę całej sytuacji i zaczyna się zastanawiać: czy za ten czyn faktycznie odpowiada dziecko? Nie wiem czy moje odczucia są słuszne, wiem tylko, że sytuacja, w której autorka postawiła Chrissie jest mocno skomplikowana na gruncie etycznym. Szokująca, wstrząsająca, budząca sprzeciw, a przede wszystkim niedowierzanie. A jednak zdaje się, że bardzo realna w naszym świecie.
„Były takie rzeczy, za które przestawało się być dzieckiem.”
Chrissie jako dorosła osoba sama została matką w bardzo młodym wieku. W rozdziałach poświęconych Julii przyglądamy się jej historii, dowiadujemy jak trafiła w to miejsce, w którym jest teraz. Z jednej strony jej aktualne poczynania napawają nadzieją – ma pracę, dba o córkę, z drugiej wydaje się, że wszystko co robi, to z książek i telewizji wie, że tak trzeba, a nie że sama to czuje. Bohaterka wydaje się jakby pozbawiona uczuć. Czy faktycznie ma rysy psychopatyczne czy znowu jest to kolejny wynik jej dzieciństwa? I czy faktycznie nic nie czuje? Nie, coś czuje na pewno – strach. O to, że zrobi coś źle i władze odbiorą jej córkę, o to, że ktoś dowie się, kim Julia jest naprawdę. Czy jej strach jest uzasadniony?
„Teraz jako dorosła żyłam z kamieniem u szyi, tak ciężkim, że nieraz bałam się, że mój kręgosłup tego nie wytrzyma, lecz od czasu do czasu, w chwilach głębokiego skupienia na Molly, zapominałam, kim jestem, i bezwiednie zrzucałam ten ciężar na ziemię. Nie mogłabym tego zrobić, gdyby moje dziecko leżało w grobie.”
„Pierwszy dzień wiosny” to książka przejmująca i smutna. Opowiada o losie zaniedbanego dziecka, które uciekło się do morderstwa, by wzbudzić w świecie jakieś emocje. Nie jest to typowy thriller, to raczej powieść psychologiczna, która zmusza czytelnika do głębokich refleksji na temat wpływu wychowania, poczucia moralności i sprawiedliwości. Mimo to da się tu odczuć napięcie – czytelnik z uwagą i w niejakim szoku przygląda się kolejnym reakcjom Chrissie, czekając na to, co faktycznie stanie się z nią po tak ostatecznym czynie jakiego się dopuściła. A co z Julią, jak ona sobie poradzi? Czy z taką przeszłością da się normalnie żyć? I czy się powinno? Jestem pod wrażeniem tego debiutu, niesamowicie wstrząsające, wyraźne, wielowymiarowe i realne portrety psychologiczne!
„Oto co spotkało takie dzieci jak Steven: zastygły w idealnej postaci, wiecznie czyste, wiecznie wspaniałe, wiecznie dwuletnie. Nie zdążyły popełnić błędów, sprawić nikomu zawodu ani wyrządzić krzywdy jak inne dzieci, które żyły dłużej i dlatego nie były idealne. Dzieci takie jak Steven żyły krótko, ale za to nie miały żadnej skazy.”
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu Książnica!
Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 10, 2023

Book tour ze "Szczęśliwego nowego roku"!

Book tour ze "Szczęśliwego nowego roku"!
Szwedzki thriller kojarzy nam się z mrocznymi, makabrycznymi i ogólnie dosyć przerażającymi tematami, prawda? Takimi, że aż włos się na głowie jeży. A ja mam dla Was dzisiaj coś całkiem innego - szwedzki thriller psychologiczny, który równie dobrze można nazwać dramatem rodzinnym. Tu skupiamy się na relacjach i tajemnicach, a także konsekwencjach jakie ze sobą niosą. Pozornie dwie normalne rodziny zostały postawione w sytuacji psychologicznie trudnej - zaginęła nastoletnia córka jednej z nich. Jak wpłynie to na ich wzajemne relacje? Co w tym czasie wyjdzie na jaw? 

Od premiery tej książki minęło już półtora miesiąca i choć może nie jest to tytuł, który wyskakuje z lodówki, to jednak opinie zbiera naprawdę pozytywne! No i jest to ostatni tytuł roku 2022, który Kryminał na talerzu poleca! Więcej o książce możecie poczytać tu - klik!, a dzisiaj zapraszam na book tour z tym tytułem!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Sonia Draga w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż już w środę popołudniu, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @like.nobody_ opinia - klik!
2. @moniaczytairecenzuje opinia - klik!
3. @__colorfulmylife__ opinia - klik!
4.@i.krasnodebska  opinia - klik!
5. @ruda.czyta opinia - klik! 
6. @rodzinne.czytanie opinia - klik!
7. @zaczytana_daria opinia - klik! 
8. @mirkowo3 opinia - klik! 
9. @martuniaa82 opinia - klik!
10. @monikaormanin opinia - klik! 
11. @mamazaczytana opinia - klik!
12. @villanelle_lu opinia - klik!
13. @madzulas opinia - klik! 
14. @monikajakobczyk_czyta opinia - klik! 
15. @marzaczyta opinia - klik!
16. @justyna6353 opinia - klik!
17. @annadyczko_mczas  opinia - klik!
18. @kasienkaj7 opinia - klik!
19. @zaczytanelove opinia - klik!
20. @rrramona opinia - klik!
21. @annula_93 
22. @marzenaguzior (06.01-21.02)
23. @czytelnicz_ka (książka jest tu od 23.02)
24. @du_dzik94
235 @bookinetka

stycznia 09, 2023

"Kopernik. Rewolucje" Wojciech Orliński

"Kopernik. Rewolucje" Wojciech Orliński

Autor: Wojciech Orliński
Tytuł: Kopernik. Rewolucje
Data premiery: 26.10.2022
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 428
Gatunek: reportaż / biografia
 
Wojciech Orliński to polski dziennikarz i publicysta. Pisał teksty dla wielu czasopism, choć prawdopodobnie najczęściej można go było spotkać w Gazecie Wyborczej, z którą aktualnie związany jest trochę inaczej - przez jej reporterski magazyn „Wielki Format”. Z wykształcenia chemik, niedawno podjął pracę w zawodzie w jednym z warszawskich liceów. Czytelnicy za to znać go mogą z takich biografii jak „Lem. Życie nie z tej ziemi.” I „Człowiek, który wymyślił internet. Biografia Paula Barana.” Jego najnowsza praca, to biografia Kopernika, która robi wrażenie swoją objętością biorąc pod uwagę to, jak mało o Koperniku wiemy…
 
„Kopernik. Rewolucje” to książka pisana przez dziennikarza, nie historyka czy biografa, co autor często podkreśla. Dlaczego? Bo jako dziennikarz ma większe pole do snucia hipotez, które mogą wypełnić luki w biografii astronoma. Dlatego też autor bardzo szeroko opisuje tło historyczno-polityczno-społeczne przełomu XV i XVI wieku. Jak to się stało, że kanonik z Warmii odważył się nie tylko podjąć badania astrologiczne, ale i wysnuć tezę, która zaprzecza wiedzy, która rozpowszechniania była od starożytności? Kiedy, jak i dlaczego tego dokonał? Skąd pochodził, gdzie się uczył i jak wyglądały jego relacje z ludźmi? To tylko kilka pytań, na które w swojej publikacji Orliński stara się znaleźć odpowiedź.
 
Książka składa się z wstępu i 11 części rozpisanych na 52 rozdziały. Zarówno części, jak i rozdziały są tytułowane, a rozdziały podzielone są też na mniejsze części (już nietytułowane i nienumerowane) przez co książkę czyta się łatwo i wygodnie. Od razu wspomnę też, że wydana jest naprawdę bardzo ładnie, starannie i przejrzyście. Ciekawe grafiki na okładce i wklejce, a także sporo zdjęć, przedrukowań obrazów, rycin czy innych schematów uatrakcyjniają każdy jej rozdział.


Autor posługuje się bardzo swobodnym stylem, często odnosi się do aktualnej rzeczywistości, nawiązuje do naszej współczesnej popkultury, nie unika zabawnych komentarzy co sprawia, że całość czyta się lekko, a czasy dawne, które tak nudziły w szkole na lekcjach historii, tu nagle wydają się bardzo ciekawe. Książka momentami wymaga skupienia, szczególnie pod koniec zaczyna pojawiać się bardzo dużo nazwisk, które trzeba śledzić naprawdę uważnie, by się w historii nie pogubić (sama książki słuchałam, więc zdarzało się, że musiałam po kilka razy odsłuchiwać danych fragmentów).
 
Jak wspomniałam, o Koperniku wiemy naprawdę mało, ba! nawet jego daty urodzin i śmierci nie są pewne. A jednak książka liczy konkretną liczbę stron? Właśnie dlatego, że skupia się na przedstawieniu warunków życia, w którym przyszło funkcjonować takim osobom jak Kopernik. Pochodził z rodziny kupieckiej, szybko stracił ojca, na szczęście nim i jego bratem (starszym? młodszym? Chyba to drugie, ale to też nie jest pewne) niejako zaopiekował się wuj, biskup, który umożliwił im naukę na zagranicznych uniwersytetach, w nadziei, że jeden z braci (a może obydwaj?) dołączy do niego na Warmii podbudowując jego autorytet i zasięg władzy, a i ostatecznie przejmie jego dziedzictwo. Autor skupia się na szczegółowym przedstawieniu rodziny Kopernika, sięga do lat przed jego urodzeniem, wysnuwając nawet kilka dosyć sensacyjnych hipotez. Szeroko przygląda się uniwersytetom sięgając aż do czasów starożytnych. Dalej każdy jeden temat jest równie dokładnie omówiony – zatargi z Krzyżakami, sprzeczki pomiędzy duchownymi, dowiadujemy się jak wyglądały wtedy podróże, co Kopernik robił (lub mógł robić) na studiach, a później już jako kanonik na Warmii. Autor stawia też hipotezy tego, jak wyglądały jego relacje z otoczeniem, szczególnie jest chodzi o relacje romantyczne. Dopiero gdzieś tam pod koniec całej książki pojawia się dzieło Kopernika, które zrewolucjonizowało świat.
 
I w temacie powstawania „O obrotach” też tak naprawdę niewiele wiemy. Kiedy i czym Kopernik się zainspirował? Skąd w ogóle takie zawzięcie u niego, skoro tak naprawdę przecież nie był uczonym astronomem? Niewiele tu o tym, gdzieś było wspomniane o jakimś wynalazku co do pomiarów promieni słonecznych, ale głównie skupiamy się na dziele gotowym. Kopernik prawdopodobnie zmarł, zanim książka trafiła do szerszej publiczności, więc później inni wzięli się za dopisywanie wstępów i innych tego typu rzeczy. Temu też się przyglądamy, przy okazji sporo dowiadując się o ówczesnym druku książek (co dla książkoholików zawsze jest dużą atrakcją!). Później już krótko dowiadujemy się o reakcji społeczeństwa na rewolucyjne dzieło Kopernika.
 
Nie da się więc zaprzeczyć, że nowa książka Orlińskiego w sposób szeroki i bardzo przystępny przedstawia realia życia warstwy w miarę zamożnej w XV i XVI wieku, uczonych, duchownych, którzy mogli sobie pozwolić na zagraniczną naukę i wyjazdy. Mamy tu i wojny polityczne, i o wpływy i po prostu trochę przepychanek społecznych. Sporo w niej hipotez wysuwanych z wiadomych względów, mało o samym Koperniku-astronomie, jednak znowu – to wynika po prostu z braku źródeł. Wierzę, że autor zrobił wszystko co mógł, by o Koperniku dowiedzieć się jak najwięcej, a wiedza na temat tamtych czasów, jaką tu zgromadził, naprawdę robi wrażenie. Jak na moje potrzeby momentami książka była nawet za szczegółowa, przez co troszkę się gubiłam, ale też nic dziwnego – historia szczególnie ta tak odległa jak średniowiecze i początku renesansu raczej nigdy nie były moim konikiem. Mimo tych kilku uwag i tak dobrze z książką spędziłam czas, a lekki i nowoczesny styl, jaki autor się posługuje, przypadł mi do gustu. Myślę, że książka zadowoli tych, którzy są ciekawi tego, jak żyło się w średniozamożnej warstwie społecznej tamtych czasów.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Agora.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 08, 2023

"W sieci strachu" Mike Omer

"W sieci strachu" Mike Omer

Autor: Mike Omer
Tytuł: W sieci strachu
Cykl: Tajemnice Glenmore Park, tom 3
Tłumaczenie: Robert Ginalski
Data premiery: 23.11.2022
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 384
Gatunek: kryminał
 
Mike Omer to amerykański pisarz izraelskiego pochodzenia. Pisać zaczął już w wieku nastoletnim, jednak za kryminały zabrał się dopiero kilkanaście lat później, a seria Tajemnice Glenmore Park była tą debiutancką w tym gatunku literackim. Na rynku amerykańskim ukazała się w całości w 2016, polski czytelnik musiał czekać aż do końcówki 2021 roku, by móc zacząć się z nią zapoznawać. Wcześniej w Polsce ukazała się seria o Zoe Bentley („Umysł zabójcy” – klik!, „W ciemnościach” – klik!, „Gęstsza od krwi” – klik!), a teraz czekamy na premierę najnowszej serii o Abby Mullen, która na rynku rodzimym autora liczy już 3 tomy. Wygląda na to, że Mike Omer lubuje się w trylogiach, ale tworzy je w jednym świecie – bohaterowie przenikają prze serie, i tak np. Zoe Bentley odgrywa i w Glenmore Park kilka małych rólek.
Sama z twórczością autora spotkałam się w roku poprzednim i przyznam, że od razu zdobył moją sympatię – świetnie łączy trudne, mroczne zbrodnie ze sporą dawką humoru i ciekawymi, wiarygodnymi kreacji zarówno policjantów, jak i przestępców.
O poprzednich dwóch tomach serii Tajemnice Glenmore Park możecie poczytać tu: „Pajęcza sieć” – klik!, „Zabójcza sieć” – klik!, ale tomy powiązane ze sobą są bardzo luźno, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by zapoznawać się z nimi oddzielnie, jako osobne, niezależne od siebie powieści.
 
Fabuła „W sieci strachu” skupia się na zaginięciu dwunastoletniej dziewczynki, Abby Lisman. Śledcza Hannah Shor zostaje poproszona przez jej rodzinę do przyjrzenia się sprawie – matka dziewczynki jest przyjaciółką matki Hannah. Sytuacja z początku nie wygląda groźnie, możliwe, że dziewczynka po prostu spędza czas ze swoją przyjaciółką i jej rodziną o czym zapomniała powiadomić rodziców. Niestety szybko okazuje się, że założenie jest błędne, policja odnajduje jej przyjaciółkę, która zeznaje, że zostały obydwie napadnięte, a Abby porwana przez nieznanych sprawców. Chwilę później zdjęcie Abby zostaje opublikowane na jej profilu w mediach społecznościowych z żądaniem 3 milionów okupu. Sprawa jest naprawdę poważna, zaangażowane zostaje FBI, profiler i oczywiście media. Kto porwał Abby i skąd wziął przypuszczenie, że jej rodziców stać na tak wysoki okup? Czy Hannah zdoła odnaleźć dziewczynkę zanim wydarzy się coś nieodwracalnego?
 
Książka składa się z 25 rozdziałów pisanych w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Rozdziały podzielone są na krótkie sceny opisujące zdarzenia z perspektywy kilku postaci – przede wszystkim Hannah i porwanej Abby, ale i innych jak np. partner Hannah Bernard, rodziców porwanej czy osoby względnie postronne. Styl powieści jest lekki, bardzo płynny, momentami zabarwiony humorystycznie, co trochę równoważny poważny temat zbrodni. Książkę czyta się naprawdę bardzo przyjemnie, stosunek przemyśleń postaci do opisu wydarzeń jest odpowiednio wyważony.
 
W tym tomie główną bohaterką jest Hannah, która w poprzednich dwóch również się pojawiała, jednak nie na aż tak ważnym miejscu. Teraz jednak poznajemy ją w całej okazałości, poczynając od lekkiej desperacji w udowodnieniu, że jest dobrą i kompetentną śledczą aż po jej potrzebę bliskości i związku z mężczyzną. Tak, wątek romansowy też tu się pojawia, choć oczywiście jest dosyć marginalny. Hannah jako osoba, której rodzice porwanej ufają najmocniej, daje z siebie wszystko, by odnaleźć dziewczynkę, czasem nawet posuwa się do nie do końca czystych zagrywek… To postać skomplikowana, ale i budząca sympatię.
Za to mała Abby jest bardzo mądrą i zaradną dziewczynką. Czytelnik obserwuje ją od momentu porwania, przygląda jak radzi sobie w zamknięciu, jak stara się coś samodzielnie zdziałać i jak, przede wszystkim, motywuje samą siebie, by nie tracić nadziei. Rozdziały opisujące jej perspektywę są dużym plusem tej powieści.
 
Intryga kryminalna jest zajmująca i pełna zaskoczeń. Z początku zdarzenia toczą się spokojnym rytmem, jednak z każdą stroną nabierają rozpędu aż do wielkiego, spektakularnego finału, którym nie pogardziłoby amerykańskie kino akcji. Przedstawienie zdarzeń z punktu widzenia wielu postaci daje poczucie szerokiego obrazu, a jednak ciężko przewidzieć kim naprawdę jest sprawca tego zamieszania. Intryga więc uknuta jest z dużym sprytem.
 
Najbardziej jednak podobało mi się to, jak autor świetnie wmieszał w sprawę media społecznościowe i internautów-detektywów amatorów, którzy są pewni, że zbadają sprawę lepiej od policji. Z jednej strony Internet jest bardzo pomocny – ludzie mogą łatwiej wspierać poszkodowanych czy to po prostu dobrym słowem, czy pomocą finansową, z drugiej jest również ułatwieniem dla przestępców – ci tutaj wykorzystują media społecznościowe do kontaktu z rodziną porwanej, a wiedzę zaczerpniętą z seriali i książek skrzętnie wykorzystują, by nie dać się złapać. Ponadto są też wspomniani detektywi-amatorzy, którzy są bardzo skorzy do szybkiego wydawania osądów, czasem nawet bez dowodów. Z kolejnej jeszcze strony, czasem mogą wpaść na coś, na co nie wpadła policja. Tak, Internet to bardzo skomplikowane medium…
 
Muszę przyznać, że po tomie drugim, który w mojej ocenie wypadł nie najlepiej, trochę bałam się jaki będzie trzeci tom tej serii. Na szczęście autor wrócił na dobre tory, które tak doceniłam w jego pozostałych czterech powieściach. I choć nadal czuć, że jest to seria debiutancka, to jednak tom ten naprawdę prezentuje zadowalający poziom – intryga jest skomplikowana i zajmująca, kreacje postaci przekonywujące, akcja szybka, dialogi zabawne, temat Internetu ciekawy i aktualny. Bawiłam się naprawdę dobrze w czasie lektury i z prawdziwą niecierpliwością czekam na polskie tłumaczenie najnowszej serii autora!
 
Oceniam 7,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 08, 2023

"Finalistka" Magdalena Majcher

"Finalistka" Magdalena Majcher

Autor: Magdalena Majcher
Tytuł: Finalistka
Data premiery: 26.10.2022
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 304
Gatunek: thriller psychologiczny / true crime
 
Magdalena Majcher to bardzo ciekawa postać wśród naszym polskich pisarzy. Debiutowała w 2016 roku, chwilę po urodzeniu drugiego dziecka, by udowodnić, że nawet niemowlak nie może powstrzymać zdeterminowanej kobiety przed spełnieniem własnych marzeń 😊 Zaczynała od powieści obyczajowych z solidną warstwą psychologiczną, a kiedy na swoim koncie miała już około dwudziestu tytułów, zdecydowała, że dojrzała do historii mroczniejszych, kryminalnych. I tak w 2021 ukazała się jej pierwsza powieść oparta na prawdziwej zbrodni – „Mocna więź”, książka, która zrobiła na mnie wrażenie piorunujące i była jedną z najlepiej ocenionych książek jakie czytałam rok temu (TOP2022 – klik!). Z serii powieści opartych na zbrodniach prawdziwych ukazały się jeszcze „Obca kobieta” i „Małe zbrodnie”, w międzyczasie powstała też w pełni fikcyjna „Najgorszy dom”. Rok 2022 autorka zamknęła powrotem do zbrodni prawdziwych w „Finalistce”, a ja już z niecierpliwością czekam na jej kolejne tytuły – podczas spotkań na targach książki w roku 2022 udało mi się autorkę trochę powypytywać o jej plany i mogę Wam przysiąc – jest na co czekać!
 
„Finalistka” to historia, o której finale usłyszała cała Polska w 1996 roku. Młodziutka Agata Szklarska (nazwisko fikcyjne, postać prawdziwa) kilka lat wcześniej rozpoczęła swoją drogę w karierze modelki, i choć nie zgadzała się z wartościami, jakie ten zawód ze sobą niesie, to została doceniona przez projektantów i organizatorów konkursów – tytuł Miss Polski był dopiero początkiem jej kariery. Niestety już przy jej pierwszych występach przyplątał się do niej pewien mężczyzna – Darek, odludek, dosyć dziwny typ. Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia i od tego momentu to ona stała się dla niego całym światem. Problem w tym, że Agata nawet nie wiedziała o jego istnieniu… Czytelnik od początku wie, że ta historia nie skończy się dobrze, jednak nie chodzi w niej o pytanie co się wydarzyło, ale jak i dlaczego do tego doszło.
 
Książka rozpisana została na prolog, trzy części składające się z 33 rozdziałów i epilog. Rozdziały są opatrzone nazwą miejscowości, w których dochodzi do opisywanych zdarzeń i datą roczną. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego naprzemiennie z perspektywy Agaty i Darka, w finale również z perspektywy policji. Styl powieści jest staranny i dosyć oszczędny, skupia się na przekazaniu emocji i myśli postaci, tak by przedstawić czytelnikowi jak najszerszy obraz sytuacji bez podkoloryzowania lirycznym stylem czy wymyślnymi wyrazami. Historia przedstawiona jest prosto, ale z dużą wnikliwością. Książka zakończona jest posłowiem autorki, w którym wyjaśnia co jest prawdą, a co fikcją i pokrótce wyjaśnia powody powstania tej powieści. Na samym końcu zamieszczona jest też bibliografia z artykułów i książek, z których korzystała autorka w czasie pisania powieści.
 
Magdalena Majcher z dużym wyczuciem buduje przed czytelnikiem obraz swoich postaci. Agatę poznajemy jako młodziutką dziewczynę, maturzystkę, która chce spróbować swoich sił w modelingu, jednocześnie traktując to jako zabawę i zajęcie na chwilę – na przyszłość ma inne plany. Pochodzi z dobrego, normalnego domu, z zasadami skutecznie wpojonymi przez rodziców, którzy trochę boją się o to, co może ją spotkać na drodze modelki. Agata jednak zdaje się traktować to wszystko bardzo normalnie, woda sodowa jej do głowy nie uderza, a środowisko, w którym dochodzi do różnych nadużyć, zamiast zepsuć, po prostu zniesmacza. Czytelnik przygląda się jej zarówno podczas kolejnych występów, jak i w życiu prywatnym, obserwując jakie myśli pojawiają się w jej głowie. Wydaje się, że jest to zwyczajna, bardzo sympatyczna dziewczyna, niezdolna do krzywdzenia innych z premedytacją.
Z drugiej strony dostajemy portret Darka, stalkera, którego obsesja z każdym zetknięciem się z Agatą nabiera mocy. Pokrótce przedstawiona zostaje nam jego relacja rodzinna (starszy syn, nadal mieszkający z matką, odludek bez przyjaciół i doświadczeń romantycznych), stosunek do znajomych z pracy i pracowników szkoły, w której się kiedyś uczył. Mimo że sytuację obserwujemy z jego punktu widzenia, od razu da się wyczuć, że jest to człowiek dziwny, zdaje się upośledzony w tworzeniu relacji międzyludzkich, ale jednak nie wydaje się skory do przemocy psychicznej czy fizycznej. Przede wszystkim jednak obserwując portret Darka przyglądamy się jak fascynacja może stać się groźną obsesją, jak człowiek nią ogarnięty przestaje odróżniać fikcję od rzeczywistości, jak bardzo mózg i urojone wyobrażenia są w stanie zakłamać zdarzenia prawdziwe. Zwykłe przypadkowe spojrzenie może być odczytane jako połączenie dusz, nic nieznacząca rozmowa obietnicą na wspólną przyszłość. To niesamowite, ale przede wszystkim przerażające, przyglądać się temu jak obsesja narasta niezauważona przez nikogo z zewnątrz.
 
No właśnie, bo Darek dla otoczenia wydaje się całkowicie niegroźny. Sama Agata ledwo go kojarzy i mimo że wydaje jej się, że widuje go za często, że może ją prześladuje, to bagatelizuje sprawę. Otoczenie tak samo – ktoś ignoruje dziwne słowa, ktoś inny nie łączy faktów. I to te błahostki prowadzą do tragicznego finału. Bo kto wie, gdyby ktoś zareagował wcześniej narażając się nawet na śmieszność i oskarżenie o przesadę, to może do takiej sytuacji jednak by nie doszło?
„Bo przyjaciół nie poznaje się w biedzie. Prawdziwych przyjaciół można poznać po tym, jak znoszą cudze sukcesy.”
Mówimy jednak o latach 90tych XX wieku, kiedy pojęcie stalkingu nie istniało, nie wspominając już o objęciu go prawem karnym. Teraz, trzydzieści lat później, mamy już na to paragraf, a jednak nadal brzmi on tak, że kobiety (i nie tylko, choć to właśnie tą płeć częściej stalking dotyka) nadal nie czują się bezpieczne i czasem nie widzą sensu zgłaszania sprawy na policję. Jeśli nie widać sensu teraz, to tym bardziej nie było sensu 30 lat temu, prawda? Nic więc dziwnego, że Agata i jej otoczenie nie zareagowali w porę. Temat jednak jest tak ważny, może prowadzić do tak poważnych konsekwencji, że im więcej się o nim mówi, tym lepiej. Lepiej zareagować przedwcześnie niż nie zareagować wcale.
 
W obliczu stalkingu opisanego w tej książce, temat, o którym chcę teraz wspomnieć, wydaje się błahy, ale odgrywa tu ważną rolę w kreacji charakteru Agaty, a więc i na koniec pozwolę sobie o nim krótko napisać. Mianowicie warunki pracy w modelingu, to, jak często dochodzi tam do nadużyć, jak zepsute zdaje się być to towarzystwo. Duże pieniądze, piękne kobiety i mężczyźni wykorzystujący to, że to oni mają głos decydujący. Autorka porusza ten problem w tle, ale robi to w sposób bardzo dosadny.
 
Podsumowując, „Finalistka” to bardzo smutna i wstrząsająca lektura. Opowiada o historii młodej kobiety, a jednak po części i o tym, co może spotkać każdą (i każdego) z nas. To opowieść o chorej obsesji, która w niekontrolowany sposób urosła do tak dużych rozmiarów, że musiała zakończyć się tragicznie. Przeraża mnie to, jak człowiek może zatracić się w swoich urojeniach, jak bardzo odkleić od rzeczywistości. Równocześnie po raz kolejny jestem pod wrażeniem tego, jak realnie, jak dogłębnie Majcher potrafi wejść w głowę opisywanych postaci, jak bardzo wczuć się w uczucia ludzi, którzy istnieli naprawdę i na podstawie wywiadów czy rozmów zbudować tak dogłębny portret psychologiczny. Przerażająca, ale warta uwagi pozycja.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem W.A.B.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 07, 2023

"Oko snajperki" Kate Quinn

"Oko snajperki" Kate Quinn

Autor: Kate Quinn
Tytuł: Oko snajperki
Tłumaczenie: Anna Gralak
Data premiery: 09.11.2022
Wydawnictwo: Mando
Liczba stron: 480
Gatunek: powieść historyczna
 
Kate Quinn to bestsellerowa autorka powieści historycznych. Debiutowała w roku 2010 pierwszym tomem serii o Imperium Rzymskim, później zajmowała się też rodziną Borgiów, aż w końcu kilka lat temu osiadła w XX wieku w czasach II wojny światowej. Jej pierwsza książka o tym okresie na polskim rynku ukazała się w 2020 roku i od razu podbiła serca czytelniczek. Była to „Sieć Alice” (recenzja – klik!), później ukazały się też „Łowczyni” i „Kod Róży”, a jej najnowszą powieścią jest „Oko snajperki”. Wszystkie cztery tytuły opowiadają o kobietach, które w czasie II wojny światowej dokonały czynów niezwykłych. Z „Okiem snajperki” nie jest inaczej.
 
Rok 1942. Na międzynarodową konferencję studentów organizowaną przez żonę prezydenta Eleanor Roosevelt zaproszona zostaje delegacja rosyjska, w której skład wchodzi Ludmiła Pawliczenko, najlepsza rosyjska snajperka, która w ciągu roku wojny wyeliminowała ponad trzysta celów.
Rok 1937, Związek Radziecki. Mila to młoda, dwudziestojednoletnia dziewczyna, matka pięcioletniego chłopczyka, która łączy obowiązek bycia matką z pracą i przygotowywaniem się na studia historyczne. Próbuje też rozwieźć się z mężem, dobrym chirurgiem, ale naprawdę paskudnym człowiekiem, który na każdym kroku krzyżuje jej plany.
Jak to się stało, że tak młoda, zajęta zwyczajnymi tematami dziewczyna kilka lat później została nazwana Panią Śmiercią? Najgroźniejszą snajperką jaką ZSRR posiadał w czasie II wojny światowej? To historia nie tylko o jej karierze wojskowej, ale i przemianie w pewną siebie, dojrzałą kobietę.
„Poczynając od Lenina, radzieccy mężczyźni zawsze lubili opowiadać o kobietach stających z nimi ramię w ramię w każdej dziedzinie, jaką ma do zaoferowania społeczeństwo, ale gdy chodziło o opiekę nad dziećmi, szorowanie naczyń albo bicie brawa, z moich obserwacji niezmiennie wynikało, że większość tego opiekowania się, szorowania i klaskania wciąż przypadała w udziale kobietom. Nie żebym jakoś szczególnie to kwestionowała: po prostu tak był urządzony świat, od zawsze.”
Książka składa się z prologu, 35 rozdziałów i epilogu. Wydarzenia z 1942 roku są opisywane naprzemiennie z wcześniejszymi losami bohaterki, te pierwsze pisane są z perspektywy człowieka podszywającego się pod dziennikarza oraz opatrzone fragmentami pamiętnika pierwszej damy, fragmenty opisujące historię Mili z jej perspektywy zaczynają się zawsze od zdania z jej oficjalnego dziennika i zdania z jej dziennika prywatnego zapowiadającymi zdarzenia, o których opowiadać będzie następujący po nich fragment. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez fałszywego dziennikarza, w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Milę oraz w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, gdy pojawiają się fragmenty z pamiętnika Eleonory Roosevelt. Styl powieści jest bardzo przyjemny, a jako że większa część powieści przedstawiona jest przez samą Milę, to zdarzenia okraszone są mocno jej własnymi odczuciami i przemyśleniami. To książka trudna w tematyce, ale w płynności lektury bardzo przyjemna.
 
Z początku nie jest to specjalnie łatwa czy zajmująca lektura – historia rozwija się powoli, czytelnik nie za bardzo wie o co chodzi z tą konferencją, a Milla oszczędnie opowiada o sobie jako 21letniej dziewczynie. Jednak gdzieś tak za 150 stroną historia się rozkręca, pojawiają się emocje, a czytelnik zaczyna mocno Mili kibicować i tak zostaje już do samego końca. Piszę o tym, bo w tej sytuacji ważne, by nie zniechęcać się już na samym początku – mogę Wam przysiąc, że później emocji będzie aż nadto.
Może na mój odbiór początku lektury wpłynęła też aktualna sytuacja polityczna – zaraz minie rok, od kiedy Rosja najechała na Ukrainę. Dla mnie od tego czasu historie toczące się w czasie wojny są naprawdę trudne, cały czas kierują moje myśli w tamtą stronę, a tu działo się to tym mocniej, bo przecież fabuła po części toczy się w Rosji. Kiedy więc Mila ochoczo zgłasza się do wojska, chce bronić swojego kraju, to u mnie pojawiały się myśli: naprawdę? Tego kraju, który teraz jest oprawcą?
Jednak tak czułam się tylko na początku, później na sytuację spojrzałam inaczej i to dzięki tłumaczeniom Mili. To kobieta, która walczy o swój kraj, ale nie dla władzy czy wsparcia polityki, a dlatego, by zapewnić swojemu dziecku godną przyszłość, kraj, w którym jej syn będzie mógł żyć spokojnie, nie martwiąc się o swoje bezpieczeństwo. Mila idąc na wojnę wykazała się ogromną odwagą, poświęceniem ostatecznym, największym jakie mogła okazać, choć z początku się tego tak nie odczuwa. To kobieta dzielna i odważna, kobieta pewna swoich ideałów, która w ich obronie jest w stanie poświęcić własne życie.
„Snajperzy muszą być spokojni, żeby byli skuteczni, i dlatego kobiety są dobre w strzelnictwie wyborowym. Nie ma bowiem na świecie takiej kobiety, która nie nauczyła się przełykać wściekłości, by sprawiać wrażenie spokojnej.”
Kate Quinn pisze książki, w których miesza prawdę historyczną z fikcją literacką. Opierając się na dokumentach historycznych buduje historię, swoją wyobraźnią zapełniając luki w faktach. I robi to naprawdę doskonale. Tu nie tylko historia świetnie spina się w jedną zamknięta i pouczającą całość, ale i pod względem psychologicznym kreacje postaci są doskonałe. To, jak udało jej się wykreować Milę, jak pełny jej obraz dostaje czytelnik, budzi mój ogromny podziw. Bo ostatecznie poznajemy bohaterkę z każdej strony – kobietę, matkę, żonę, kochankę, snajperkę, studentkę, córkę. Mimo że wojna przerwała tak brutalnie normalne życie, zmiażdżyła cele na przyszłość, a przynajmmniej postawiła je w stanie zawieszenia, to jednak Mila nie przestała być ani na chwilę żadną z tych wymienionych stron. To bardzo intymny, bardzo dokładny i nakreślony z wyczuciem wielowymiarowy portret kobiety, która miała siłę, by walczyć o samą siebie, choć na jej drodze ciągle pojawiały się kolejne przeszkody.
„(…) mniej się boję, gdy czuję w ręku pokrzepiający ciężar karabinu. To naprawdę niedorzeczne – posiadanie broni nie sprawiało, że stawałam się niezniszczalna – ale czułam się mniej bezradna. Nie mogłam odepchnąć od siebie strachu, lecz mogłam go wepchnąć do swojej broni.”
Historia opowiadana przez Quinn to historia o zabarwieniu obyczajowym, a jednak wciąga jak najlepszy thriller. Nawet bardziej, bo thriller nie budzi aż tak różnych emocji. Nie wiem ile razy nad książką płakałam, ile razy Mili współczułam, ile razy byłam pełna podziwu dla jej pomysłowości, charyzmy i odwagi. Razem z nią walczyłam o miejsce kobiet w każdym szeregu, o równouprawnienie, razem z nią żegnałam kolejne osoby, które zabierała jej wojna. Jest to książka, którą po czasie naprawdę ciężko odłożyć, od której ciężko odciągnąć myśli. Budzi to podziw tym bardziej, że to opowieść o kobiecie, która istniała naprawdę. Naprawdę jestem zachwycona kreacją tej bohaterki i biję brawo Quinn za wyczucie w jej kreacji i przedstawieniu!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Mando.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 07, 2023

"Dama" Dagmara Andryka

"Dama" Dagmara Andryka

Autor: Dagmara Andryka
Tytuł: Dama
Cykl: detektyw Anna Maria Kier, tom 3
Data premiery: 17.11.2022
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 328
Gatunek: kryminał
 
W roku 2022 książki Dagmary Andryki naprawdę często pojawiały się na półce z nowościami! Po czterech latach nieobecności, autorka wróciła z aż trzema tytułami wydanymi w jednym roku („Król” recenzja – klik!, „As” recenzja – klik!, „Dama”). Na rok 2023 zapowiedziana jest ostatnia część cyklu kryminalnego o byłej policjantce, teraz prowadzącej agencję detektywistyczną Annie Marii Kier. I czekam na ten finał z niecierpliwością!
Poza serią o Kier, autorka wcześniej napisała też trylogię o dziennikarce Marcie Witeckiej, której akcja rozgrywa się w małym miasteczku Mille, a która wydawana była w latach 2015-2018.
 
Fabuła „Damy” rozpoczyna się, gdy w drodze z przedszkola bliźniaki młodej matki znajdują klucze w puszce. Znalezisko jest dziwne, ale jako że przytwierdzony do nich jest też numer, który wygląda na numer telefonu, kobieta się pod niego zgłasza. Okazuje się, że to numer Kingi, której sześć lat temu zaginęła pięcioletnia córka, a klucze to prawdopodobnie nowa wskazówka w sprawie. Policja dowód ten ignoruje, więc kobieta zgłasza się do agencji Anny Marii Kier. Anna i Wanda mają ponownie przyjrzeć się sprawie i dowiedzieć, dlaczego to właśnie tam ktoś znalazł te klucze, skoro Kinga mieszka w całkiem innym mieście… Sprawa od początku jest mocno skomplikowana, a w międzyczasie i życie głównego bohaterki komplikuje się jeszcze bardziej – odkrywa kolejne zdrady, podejrzewa wszystkich wokoło, a syn coraz mocniej potrzebuje leczenia zagranicą… Jak sobie z tym wszystkim poradzi?
 
Książka rozpisana jest na trzy części, które w sumie składają się na 33 rozdziały, ale tym razem nie są opatrzone datą i miejscem, w odróżnieniu do dwóch poprzednich tomów. Część trzecia powieści w pełni poświęcona jest na prywatne wątki głównej bohaterki. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator podąża za kilkoma postaciami, jednak to Anna jest tą priorytetową, tą której miejsca poświęca się najwięcej. Styl powieści jest prosty, przyjemny, momentami kolokwialny, co nadaje lekturze bliskości do życia codziennego. Tym razem słownictwo jest wyważone, nie było tu niczego, co jakoś znacząco by mi przeszkadzało. Książkę czyta się dobrze, płynnie i szybko.
 
W tym tomie wraca silna Anna, którą zaprezentowała się już czytelnikom w tomie pierwszym. Anna, która mimo naprawdę przytłaczających problemów prywatnych, nie poddaje się i walczy, by w końcu je rozwiązać. Leczenie jej syna nie idzie zgodnie z przewidywaniami, więc sama zajmuje się tym, by móc pozwolić sobie na leczenie go zagranicą. Sama wszystko organizuje – miejsce w klinice, nocleg i fundusze. W międzyczasie zajmuje się sprawą z przeszłości, próbuje odkryć co tak naprawdę stało się z jej matką, która zmarła, gdy Anna była niemowlęciem. Do tego prowadzi skomplikowaną sprawę w agencji dotyczącą zaginięcia dziecka sprzed lat. I daje radę! Taką Annę lubię, takiej Annie chce się kibicować! Oczywiście postać jest złożona, dręczy ją masa wątpliwości, emocji, a jej niepokój został w książce naprawdę dobrze oddany.
„Jeszcze raz spojrzała na wyświetlacz i zrozumiała, że tak naprawdę w tym bólu i lęku jest sama. Wszyscy za chwilę wrócą do swoich zajęć.
Ale przecież człowiek zawsze jest sam.”
W tym tomie Wanda też przechodzi przemianę, a przynajmniej to czytelnik może się jej przyjrzeć bliżej. Wanda coś kombinuje, coś jest nie tak, tylko co? Ten wątek poprowadzony jest równie sprawnie, co zaskakująco.
 
Intryga kryminalna dotycząca zaginięcia sprzed lat poprowadzona jest naprawdę świetnie – tajemnica utrzymuje się od początku do końca historii, mimo że przecież cały czas detektywi odkrywają nowe tropy. Z tym, że wszystko tu wydaje się podejrzane – zarówno obcy mężczyzna krążący wokół przedszkola, były ojciec dziewczynki, który, jak się okazuje mieszka, w pobliżu, jak i podejrzanie często pojawiający się samochód. A może to Kinga zwariowała? Jej zachowanie może na to wskazywać. Niejasności się mnożą, hipotez jest wiele, a rozwiązanie i tak zaskakuje!
 
Warto też wspomnieć o temacie, który sygnalizowany jest przez postać byłego męża Kingi – mężczyzna zachowuje się dziwnie, wspomnienia Kingi z czasów małżeństwa są niepokojące, czy więc w grę może wchodzi przemoc domowa? Wtedy na zaginięcie trzeba by chyba spojrzeć trochę inaczej…
 
Podsumowując, mimo że „Dama” jest najkrótszą z trzech dostępnych aktualnie części, to w mojej ocenie jest tą najlepszą. Nie mam jej prawie nic do zarzucenia, zarówno intryga kryminalna zbudowana jest na wysokim poziomie, jak i wątki prywatne bohaterki są mocno zajmujące i zaskakujące. Bawiłam się przy tej lekturze świetnie, przeczytałam ją w tempie ekspresowym i już czekam na więcej!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 06, 2023

"Daisy Darker" Alice Feeney

"Daisy Darker" Alice Feeney

Autor: Alice Feeney
Tytuł: Daisy Darker
Tłumaczenie: Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik
Data premiery: 26.10.2022
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 368
Gatunek: powieść kryminalna / thriller
 
Alice Feeney to brytyjska autorka thrillerów psychologicznych, która na swoim koncie ma już pięć tytułów, z czego u nas ukazały się trzy (pierwszy, trzeci i piąty). Wcześniej była dziennikarką BBC przez piętnaście lat, teraz poświęca się tworzeniu powieści. Jej książki sprzedały się w ponad milionowym nakładzie, tłumaczone są na ponad dwadzieścia pięć języków, a prawa do ekranizacji jej czwartej powieści wykupił producent serialu The Crown. „Daisy Darker” to jej najnowsza powieść, inna niż wszystkie, bo wygląda trochę na zabawę gatunkiem i wątkami znanymi z literatury i filmów.
 
Fabuła zaczyna się 30 października 2004 roku w Kornwalii, kiedy to babcia zwana Naną zaprosiła całą rodzinę na swoje osiemdziesiąte urodziny przypadające w Halloween. Wszyscy mają tego dnia zjawić się w domku zwanym Seaglas, który położony jest na półwyspie, który w czasie przypływu każdego dnia na kilka godzin zostaje odcięty od świata. Przed przypływem zbiera się cała rodzina: syn babci, jego była żona i trzy dorosłe już córki, jedna z własną nastoletnią córką. Szybko okazuje się, że babcia jest przekonana, że w każdym momencie może umrzeć – mimo że nic jej nie dolega, to jednak kiedyś wróżka powiedziała jej, że nie dożyje osiemdziesiątych urodzin… Dlatego też Nana, ten ostatni zjazd rodzinny, traktuje jako okazję do ujawnienia swojego testamentu. Wszyscy zdają się na to łasi, w końcu starsza pani to autorka popularnych książek dla dzieci. Szybko okazuje się jednak, że większość z nich dziedziczy nic nieznaczące drobiazgi, więc atmosfera staje się coraz mocniej napięta… W końcu w nocy budzi ich krzyk – nastoletnia Trixie znalazła Nanę martwą w kuchni, z rozbitą głową. A na tablicy widnieje dziwny wierszyk o ich rodzinie… Czy był to wypadek? Nie wydaje się, w wierszyku fragmenty o Nanie zostały przekreślone. Zatem kto zabił starszą panią? Grono podejrzanych jest wąskie, a każdy zdaje się mieć jakiś ukryty motyw…
„Uważam, że większość kryminałów jest przeceniana (…). Istnieje wiele mądrzejszych sposobów na wykończenie kogoś niż zabicie go.”
Książkę otwiera mapka z przekrojem parteru domu Seaglass oraz notka od agenta, który twierdzi, że dostał ten anonimowy rękopis pocztą w pewne Boże Narodzenie. I tu zaczyna się historia właściwa rozpisana na 50 rozdziałów z określeniem daty, miejsca i godziny ze wskazaniem ile czasu zostało jeszcze do końca przypływu w rozdziałach, które opisują wydarzenia aktualne. Momentami fabuła za sprawą wspomnień narratorki lub kaset pozostawionych przez tajemniczego sprawcę zamieszania, przenosi się lata wstecz, odsłaniając fragmenty z dzieciństwa Daisy i jej sióstr. Narratorką jest właśnie Daisy, a wydarzenia przedstawia w pierwszej osobie czasu teraźniejszego w rozdziałach toczących się w 2004 roku, oraz czasu przeszłego w momencie retrospekcji. Styl powieści jest spokojny, wyważony, bardzo pasuje do bajkowej atmosfery. Narratorka opisuje nam zdarzenia opatrzone od razu własnymi komentarzami, nie szczędzi też dosyć ogólnych, uniwersalnych spostrzeżeń. To daje poczucie spokojnego rytmu fabuły, ale ta poprowadzona jest tak sprawnie, że czytelnik zgłębia się w lekturę z przyjemnością.
„(…) często zachodzę w głowę, czy rodzimy się z miłością w sercach, którą życie stopniowo wymazuje, pożera po kawalątku, aż wszelka empatia i serdeczność zupełnie znikają. Uczymy się kochać bez względu na to, czy w naszym życiu istnieje ktoś, kto nas tego uczy. Miłość jest odruchowa jak oddychanie, lecz nie musimy jej przejawiać. Podobnie jak z oddechem, możemy ją wstrzymać, jeśli chcemy. Tyle że nie na zawsze. Bo wtedy pojawia się ból.”
Jak wspomniałam na wstępie, książka mocno nacechowana jest motywami, chwytami znanych z klasycznych powieści kryminalnych, jak i kina. Sama najmocniej czułam tu wpływ reżysera Tima Burtona, który w podobnie awangardowy sposób przedstawia świat w swoich filmach. Bo „Daisy Darker” składa się na bardzo ekscentryczne osobowości i dziwy w elementach otoczenia. Poczynając od głównej bohaterki, która urodzona z wadą serca miała nie dożyć dorosłości, a jednak zjawia się na urodzinach równie swobodna i cicha jak zawsze, w warkoczach i ogrodniczkach, poprzez matkę dziewczyn i jej średnią córkę, które skupione są na atutach zewnętrzności i w bardzo obrazowy sposób to okazują, aż to samą Nanę, pisarkę, która żyje w samotności, ubiera się tylko w kolory różowy i fioletowy, ma korytarz wypełniony tykającymi osiemdziesięcioma zegarami, a jej dom nie tylko co chwilę odcięty jest od reszty świata, ale tak odbija światło, że świetnie współgra, stapia się z otoczeniem. Wszystko to utrzymane jest w konwencji baśniowości, trochę odrealnione od świata, co właśnie mocno kojarzy mi się ze wspomnianym reżyserem. Jednak nie tylko z jego filmów znalazłam tu motywy! Ale to związane jest z zagadką kryminalną, więc resztę pozwolę Wam odkryć samodzielnie 😊
„(…) dzieci są odporniejsze od dorosłych. O wiele lepiej wykorzystują to, czym dysponują, i mniej czasu poświęcają na martwienie się tym, czego nie mają.”
Intryga kryminalna oparta jest na klasycznych założeniach gatunku. Mamy wąskie grono podejrzanych, tajemnicę wiszącą w powietrzu i ukryte motywy, których intensywność czuć w relacji pomiędzy członkami rodziny. Muszę przyznać, że autorce udało się wykreować naprawdę zaskakującą fabułę, jak i tak umiejętnie podrzucać tropy, by czytelnik cały czas czuł się zaabsorbowany lekturą. Powolne odsłanianie historii z przeszłości, obserwacja postaci i co godzinę pojawiające się kolejne zaskoczenia utrzymują zaciekawienie czytelnika cały czas na wysokim poziomie. Wszystko to utrzymane w konwencji klasyki kryminału, spokoju i dedukcji, zbrodni cichej i zaskakującej, w którym to motyw ma znaczenie pierwszorzędne.
 
Pod ciekawą warstwą fabularną kryją się też ciekawe tematy – przede wszystkim te dotyczące funkcjonowania (lub nie) rodziny. Daisy wychowała się w dosyć koślawej rodzinie, by nie powiedzieć dysfunkcyjnej, i nie o jej ekscentryczność tu chodzi. Ojciec ciągle nieobecny, matka kochająca bardziej ogród niż swoje dzieci i siostry, które jakoś nigdy nie umiały się ze sobą dogadać. Pozornie nikomu nie działa się krzywda, a jednak coś cały czas było nie tak. Ten wieczór, noc i wspomnienia są dla Daisy punktem wyjścia do zastanowienia się dlaczego to wszystko zawsze wyglądało tak, a nie inaczej, i dlaczego każda z sióstr została obarczona przez tę rodzinę jakimś trudnym do pozbycia się balastem. Ale czy nie tak jest w każdej rodzinie?
„Rodziny spaja specyficzny rodzaj miłości, nawet te dysfunkcyjne. Nasza miłość jest misternie utkaną siecią miliona wspomnień i wspólnych chwil. Siec jest powiązana mocno, ale są w niej oczka na tyle duże, że każde z nas się prześliźnie, jeśli będzie się go łapało niewłaściwie.”
Podsumowując, „Daisy Darker” zaskoczyła mnie mocno filmowo-ekscentrycznym klimatem, poczynając od kreacji samych baśniowych postaci, po atmosferę i szczegóły otoczenia. Zagadka opisana jest spokojnie, ale zbudowana została sprawnie i z dużym wyczuciem, przez co ciekawość nie opuszcza czytelnika do końca. Nie polecam brać książki do ręki z pewnością, że jest to czysty kryminał lub thriller, bo są tu wątki, które mocno zaskakują, a których w tym gatunku się nie spodziewamy. A jednak mimo wszystko to dobrze zbudowana powieść, która zaskakuje uroczym klimatem znanych z dawnych filmów i książek.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem W.A.B.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!