kwietnia 21, 2023

Wygraj "Cieszyn prowadzi śledztwo"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Cieszyn prowadzi śledztwo"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wielkimi krokami zbliżamy się do majówki, pora więc i przyszykować sobie na nią odpowiednie lektury. A co możemy być lepszego do czytania w tym okresie jak nie lekki kryminał, który w przyjemny i bardzo dokładny sposób oprowadza nas po ciekawym mieście? To będzie idealny wybór zarówno na wyjazd, jak i pozostanie w domu, bo przecież książka i tak zapewni nam solidną wycieczkę. "Cieszyn prowadzi śledztwo" to również odpowiednia lektura nie tylko dla fanów serii Kryminałów pod psem, której jest to już tom jedenasty, ale i dla tych, którzy nie mieli jeszcze z nią do czynienia. Dlaczego? O tym pisałam w recenzji, którą znajdziecie tu - klik! Książka na naszym rynku dostępna jest zaledwie od poprzedniego tygodnia, a ja dzisiaj mam dla Was jej trzy egzemplarze do podarowania!

Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

W "Cieszynie prowadzącym śledztwo" Róża, Szymon i Gucio pomieszkują w Hotelu Čity, który pod pewnymi względami mocno zaskakuje, przez co w pamięci czytelnika ma szansę pozostać na zawsze. Dlatego teraz napisz:
Jaka książka z hotelem w tle (lub innym tego typu miejscem jak np. pensjonat) najbardziej zapadła Ci w pamięć? Krótko wyjaśnij dlaczego.


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 21 do 23 kwietnia do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autorki (IG - klik!, FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

24.04 aktualizacja - wyniki konkursu:
Muszę przyznać, że każda odpowiedź zgłoszona w konkursie bardzo mi się spodobała - znowu utrudniliście mi zadanie wyłonienia zwycięzcy! Było o książkach, które znam, nowych i starszych, były książki, o których nigdy nie słyszałam, i takie, które ciągle czekają na mojej półce. Niektórzy nawet sięgnęli do poprzednim tomów serii Kryminałów pod psem! Różnorodność więc naprawdę duża! Ale co zrobić, trzeba wybrać trzy odpowiedzi, zatem posiłkując się argumentem aktywności na profilach, ostatecznie wyłoniłam zwycięską trójkę:

FB:
1) Ewelina Białogołąbek
"Kawa zanim zginiesz" Tomasza Brewczyńskiego. Dlaczego?
Jak pierwsze skrzypce grają detektywi amatorzy, to już wiadomo, że będzie się działo ☺️ Akcja początkowo płynie statycznie, jednak z każdym kolejnym rozdziałem nabiera coraz szybszego tempa. Autor fenomenalnie potrafi zmylić czytelnika, obracając jego domysły w pył niczym młynek do mielenia ziarna tytułowego napoju. Język jest prosty oraz niepozbawiony humoru czy zabawnych powiedzonek. Bohaterowie wykreowani przez pisarza tworzą prawdziwą mieszankę wybuchową, a ich charakterystyki zostały dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Za pewnik można uznać, iż w tak barwnym i niesztampowym gronie wystarczy iskra, by rozpalić ogień wzajemnych oskarżeń oraz konfliktów. Moją sympatię od początku wzbudził kolorowy, nietuzinkowy duet. Charyzmatyczny i odważny Maks oraz Tymek - ekscentryczny, pocieszny chłopak. Fabuła została umiejscowiona w odludnej osadzie (a dokładniej w pensjonacie położonym na jej terenie) w środku lasu, co nadaje jej mroczny klimat, a zamknięta grupa podejrzanych przywodzi na myśl książki Agathy Christie.
Lekturę czyta się szybko, odbiorca po zostaje wciągnięty w wir wydarzeń i niespodziewanych zwrotów akcji. Ja osobiście wsiąkłam w tę opowieść jak płyn w gąbkę i nie mogłam się od niej oderwać niczym odwodniony od kroplówki. Czułam się, jakbym z główną parą postaci próbowała połączyć wszystkie elementy tej zawiłej układanki, udzielały mi się również ich emocje. Zakończenie udało się Panu Tomaszowi znakomicie, a motywów zbrodni naprawdę ciężko się domyślić.
Ale się rozpisałam 🤣
2) Kamila Ślizewska
Jakież to doskonałe pytanie, na które z wielką ochotą udzielę odpowiedzi! Cudownie! Otóż moją ulubioną książką, w jakiej wydarzenia są osnute na kanwie ściśle związanej z miejscem, jakie stanowi hotel, jest oczywiście “Lśnienie” autorstwa mego ukochanego Pisarza - Stephena Kinga! Nie ma innego hotelu, który byłby doskonalszy od Panoramy! Tam właśnie, w Colorado, istnieje prawdziwy hotel o nazwie Stanley, jaki stał się inspiracją dla Stephena Kinga do osadzenia wydarzeń swojej powieści w tymże miejscu. Panoramę zekranizował Stanley Kubrick w swoim filmie pod tym samym tytułem z doskonałą grą aktorską Jacka Nicholsona oraz Shelley Duvall, która zapada w pamięci równie mocno, co książka. Panorama to jeden z najstraszniejszych hoteli wszechczasów, w którym ludzie odchodzą od zmysłów, szaleją niepocieszeni, zapominają o tym, kim są i tracą swoje ambicje oraz priorytety. Tu główny bohater “Lśnienia” Jack Torrance zatapia swoje smutki i niespełnione marzenia w alkoholu, podczas gdy jego syn, Danny wraz z żoną Wendy przeżywają prawdziwy koszmar. Danny bowiem ulega agresji ojca, nad którą Wendy w żaden sposób nie potrafi zapanować. W dodatku koszmarem stają się dla dziecka wizyty w pokoju 217, w jakim syn doznaje zwidów, przedstawiających zaistniałe wcześniej w hotelu zbrodnie. Prawdziwa gratka dla miłośników horrorów, książek grozy, opisów zimowej aury, gór, a także ogrodów-labirytnów, w których pokrzywdzona matka ukrywała się z synem przed pełnym agresji ojcem. Hotel Panorama zapada na całe życie w pamięć. To miejsce jest mi niezwykle bliskie, dlatego że w moim dzieciństwie takie problemy, jak alkohol czy agresja, były na porządku dziennym. Myślę, że nie tylko ja odnalazłam w tym hotelu ułamek chwil swego nieszczęśliwego dzieciństwa i mroku, które się z tym związały. Takie lektury zostają w pamięci człowieka do końca życia, a zwłaszcza ten niepowtarzalny klimat, który im towarzyszył! Panorama pomogła mi wyjść z cienia i mroku! ❤

IG:
3) @kabaretka_30
W pierwszej chwili od razu pomyślałam o serii przez Ciebie poleconej z detektyw Jessicą Shaw Lisy Gray. Nie pamiętam w tym momencie, który tytuł czy "Samotne serca" czy także w książce "Bez powrotu" (choć wydaje mi się, że w dwóch częściach) był motyw, kiedy główna bohaterka będąc w trakcie śledztwa pomieszkuje w motelu. W pewnym momencie i ona staje się ofiarą w motelowym pokoju... Miejscu wydawać by się mogło cichym, spokojnym i bezpiecznym. Biorę udział by dać szansę Guciowi 😁 Ostatnio po swoim komentarzu miałam wyrzuty sumienia, że nawet nie zapamiętałam jego imienia 🤭 Najwyższa pora to zmienić i zaprzyjaźnić się z tym bohaterem.

Gratulacje! Czekam na Wasze adresy (wraz z numerem telefonu dla kuriera)!
Wszystkim uczestnikom dziękuję za zgłoszenia i zapraszam do całej aktywności na profilach, a już wkrótce ruszymy z kolejnym konkursem!

kwietnia 19, 2023

"Schronisko, które przetrwało" Sławek Gortych - zapowiedź patronacka

"Schronisko, które przetrwało" Sławek Gortych - zapowiedź patronacka

 Wiosną nie tylko przyroda budzi się do życia - półki księgarskie też nabierają pękatych kształtów! W kwietniu wydawnictwa oferują nam szeroki wybór nowości, ale spośród nich musimy wyłuskać te perełki. Jedną z nich jest nowa książka Sławka Gortycha pt. "Schronisko, które przetrwało" - swoją premierę będzie miała dokładnie za tydzień 26 kwietnia, a Kryminał na talerzu ma tę przyjemność objąć ją swoim patronatem medialnym!

Nazista uciekający przed sprawiedliwością.
Kobieta próbująca przywrócić honor swojej rodzinie.
Włamywacze szukający śladów przeszłości. Co ich łączy? Schronisko.
Karkonoskie schronisko Odrodzenie zostaje zamknięte z powodu remontu. Zarządzająca obiektem Justyna Skała, przyjaciółka Marty i Maksa, korzystając z wolnej chwili, daje się zaprosić tajemniczemu adoratorowi do teatru w rodzinnej Jeleniej Górze. Gdy mężczyzna nie zjawia się w umówionym miejscu, tknięta niejasnymi przeczuciami wraca nocą do schroniska i odkrywa, że dozorca zniknął, a w piwnicy grasują włamywacze. Wkrótce daje o sobie znać nazistowska przeszłość Odrodzenia. Czy włamanie ma coś wspólnego z morderstwem, do którego doszło w budynku w czasie wojny? Co łączy schronisko z zamachem niemieckich partyzantów na polski pociąg? Czy odkrycia Maksymiliana mają związek z wydarzeniami, które niepokoją Justynę? Jedno jest pewne: sekrety Odrodzenia powinny ujrzeć światło dzienne. Są jednak ludzie zdecydowani narazić niejedno życie, by do tego nie doszło…


"Schronisko, które przetrwało" to drugi tom serii karkonoskiej. Pierwszy pt. "Schronisko, które przestało istnieć" (recenzja - klik!), wydany latem rok temu został niesamowicie ciepło przyjęty przez czytelników, którzy zgodzili się ze mną - we własnym podsumowaniu roku 2022 wyróżniłam ją jako Debiut Roku 2022, a kilka miesięcy później właśnie taki status został przyznany jej w rankingu Książka Roku organizowanym przez portal lubimyczytac.pl. Niemniej jednak znajomość tomu pierwszego nie jest konieczna, by zapoznać się z tomem drugim. A ten przyniesie nam morze emocji i to już poczynając od samego początku lektury! Tym razem wydarzenia współczesne mieszają się z tymi na moment po zakończeniu II wojny światowej, a fikcja literacka ładnie przeplata się z prawdą historyczną. Do tego doskonały styl i oczywiście czuwający nad wszystkim karkonoski Duch Gór... Gwarantuję, że lektura Was usatysfakcjonuje!

Autor: Sławek Gortych
Tytuł: Schronisko, które przetrwało
Cykl: karkonoski, tom 2
Data premiery: 26.04.2023
Wydawnictwo: Dolnośląskie
 Liczba stron: 448
Gatunek: kryminał


Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 18, 2023

"Cztery ciotki i trup" Jesse Q. Sutanto

"Cztery ciotki i trup" Jesse Q. Sutanto
Autor: Jesse Q. Sutanto
Tytuł: Cztery ciotki i trup
Cykl: Cztery ciotki, tom 1
Tłumaczenie: Agnieszka Myśliwy
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Luna
Liczba stron: 304
Gatunek: komedia kryminalna
 
Jesse Q. Sutanto pochodzi z rodziny chińsko-indonezyjskiej i choć aktualnie mieszka w Dżakarcie, to swoje powieści publikuje po angielsku. Zawiłości kulturowe świetnie tłumaczy w swojej książce, pierwszej, która ukazała się na polskim rynku pt. „Cztery ciotki i trup”. Na rynku angielskim książka ukazała się dwa lata wcześniej, w międzyczasie doczekała się kontynuacji, wykupienia praw do ekranizację przez firmę Netflix oraz nagrody Comedy Women in Print Prize 2021. Jest to lekka komedia kryminalno-romantyczna, komedia pomyłek, w której w zabawny, lekko przerysowany sposób autorka przybliża nam codzienność życia w podobnej rodzinie jak jej własna.
„Cztery ciotki i trup” to jej debiut skierowany do dorosłego czytelnika. W sumie dla dorosłych napisała już trzy książki, jak i kilka dla młodszych czytelników oraz w kategorii YA.
 
Historia „Czterech ciotek i trupa” toczy się ciepłym latem w Kalifornii. Meddy Chan, młoda fotografka jak co tydzień spotyka się z swoją matką i trzema ciotkami w restauracji z pierożkami dim sum. Razem prowadzą firmę obsługującą wesela i kolejnego dnia czeka ich realizacja wielkiego projektu – wesela bardzo zamożnej i wpływowej pary na kilka tysięcy osób odbywającego się w nowopowstałym hotelu na wyspie. Spotkanie zatem jest po części biznesowe, oby omówić, czy na pewno wszystko jest gotowe, ale i towarzyskie, bo… matka Meddy informuje ją, że umówiła się w jej imieniu na randkę. Randka jest dzisiaj, więc Meddy nie ma za wiele czasu na przygotowania, wie tylko, że matka poznała tego mężczyznę przez internet. Chwilę później okazuje się, że sprawa jest bardziej skomplikowana, w grę wchodził portal randkowy, na którym jej matka zarejestrowała się właśnie jako Meddy… Jej partner więc wie o niej sporo, chyba nawet za dużo, gdyż matka, jak i wszystkie ciotki, nie do końca poprawnie posługują się angielskim, więc i nie do końca są w stanie zrozumieć pewne niedomówienia i insynuacje…  No tak, w związku z tym na randce dochodzi do krępującej sytuacji, w czasie której Meddy przypadkowo zabija partnera… Zszokowana, bez dostępu do telefonu wraca z nim samochodem do domu, na szczęście na miejscu jest matka, która od razu wzywa ciotki na pomoc. Wspólnie postanawiają, że muszą pozbyć się ciała, jednak mają na to niewiele czasu – za kilka godzin zaczyna się wesele! Czy nagle ich piątka okaże się równie skuteczna w ukrywaniu zbrodni co w organizowaniu wesela? A co kiedy te dwa tematy się wymieszają?
„Dlaczego tak na mnie, do licha, patrzą? Żołądek zaczyna mi ciążyć ołowiem. Boże, to jest ta chwila, kiedy mnie poinformują, że wzięły na swój tajemniczy biznes pożyczkę pod zastaw domu. Albo że ten biznes to handel kokainą. A może ludźmi? Kurczę, mam naprawdę kiepskie zdanie o swojej rodzinie.”
Książka składa się z prologu, trzech tytułowanych (wraz z humorystycznym, prostującym tytuł komentarzem) części oraz epilogu. Części rozpisane są na rozdziały, początkowe naprzemiennie opisują wydarzenia aktualne, jak i te z przeszłości, później skupiamy się już tylko na wydarzeniach bieżących. Rozdziałów w sumie jest trzydzieści cztery, prowadzone są w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego przez Meddy. Styl jest lekki, całkiem płynny (choć raz czy dwa trafiłam na dziwne konstrukcje słowne, które chyba nie całkiem mające swoje przełożenie na polski – nie jestem pewna, czy był to zabieg specjalny, choć nie wykluczam takiej opcji), bogaty w zwroty i słowa z obcych nam języków, jak indonezyjski i mandaryński (oczywiście wszystko opatrzone jest tłumaczącymi przypisami). Dialogów jest dużo, są przyjemnie humorystyczne i oparte na zamieszaniu językowym, jakie powstaje pomiędzy pokoleniami w tego typu rodzinie. Najwięcej humoru jednak zawarte jest w samych sytuacjach, stąd i określenie komedia pomyłek sprawdzi się tu znakomicie. Całość czyta się lekko, szybko i niezobowiązująco.
 
Poza przyjemnym, lekkim humorem, drugim plusem powieści jest rodzina Meddy. Cztery ciotki, a raczej trzy ciotki i jej matka to bardzo bogate, dynamiczne, a jednak bardzo od siebie różne osobowości. Głośność i żywość to raczej ich cechy kulturowe, a i pojęcie rodziny jest u nich inaczej odbierane niż w naszej kulturze. No właśnie, rodzina jest duża, głośna i dosyć wścibska, a może, by nie brzmiało to tak ostro, po prostu cały czas bliska i ciekawa siebie nawzajem. Mimo tego każda z ciotek ma jasno określone miejsce w szeregu, dokładnie tak, jak nakazuje tradycja. Meddy trochę zderza się z ich, w jej ocenie, przestarzałym podejście, chce większej indywidualności, ale jednak czuje się z nimi na tyle związana, że ciągle tkwi mocno w tej rodzinie.
„Tak jest zawsze, kiedy moje pokolenia ośmiela się sprzeciwić rodzicom. Tworzą wspólny front i degradują nas do roli rozwydrzonych bachorów, bagatelizują nasze słowa, żeby się nie przedarły przez ich zbroję. Mam ochotę tupać nogami i krzyczeć, dopóki nie zaczną słuchać, ale to tylko utwierdziłoby je w przekonaniu, że jestem niemądrym dzieckiem.”
No właśnie, Meddy. Młoda kobieta, na chwilę po studiach, która działa w firmie ciotek jako fotograf, choć chyba wcale tego nie chce. Meddy jest pełna sprzeczności, jest rozdarta pomiędzy oczekiwaniami swojej rodziny, swojej kultury, a tym czego sama chce jako jednostka. Już kilka lat temu poświęciła swoje prywatne szczęście na rzecz ciotek, czy jednak teraz już nie pora, by w końcu to zmienić?
Nie da się ukryć, że postacie w dużej mierze tutaj to kobiety. Może dziwić fakt, że rodzina Meddy jest w pełni żeńska? Bohaterka szybko zdradza, że nad jej rodziną ciąży klątwa, która sprawia, że mężczyźni z nimi na długo nie zostają… Czy to kolejny wymysł kultury chińsko-indonezyjskiej czy faktycznie coś więcej kryje się w tym stwierdzeniu?
 
We wstępie wspomniałam, że jest to komedia kryminalno-romantyczna, trup jest, ale gdzie ten romantyzm? Też jest, choć troszkę później… Mianowicie Meddy w czasie wesela spotyka na swojej drodze dawną miłość, o której nigdy nie przestała fantazjować. A jednak jak próbować nawiązać ponowną relację z dawno niewidzianą sobą, na widok której miękną nogi, gdy przede wszystkim trzeba ukryć trupa?!
 
Intryga kryminalna mocno związana jest z sytuacjami humorystycznymi, jak na komedię pomyłek przystało. Akcja toczy się żwawo, co chwilę ma miejsce jakieś niespodziewane, komplikujące plany zdarzenie, które zaskakuje i wywołuje uśmiech na twarzy. Może w tym wypadku nie należy książki rozpatrywać w granicach prawdopodobieństwa, a po prostu dobrze się przy niej bawić.
 
Jest humor, szybko tempo, fajne postacie, sporo nowinek kulturowych i co jeszcze? Pojęcie rodziny, przywiązania, ale i potrzeby realizowania swoich własnych, indywidualnych potrzeb. Może w sytuacji, gdy trzeba ukryć trupa, rodzina działająca razem z pewnością poradzi sobie z tym lepiej niż pojedyncza jednostka, nie zmienia to jednak faktu, że życie pod dyktando i oczekiwania innych w rytmie codziennym męczą. Meddy to poczucie towarzyszy od dobrych kilku lat, pora więc zawalczyć i o swoje własne, osobiste szczęście.
„Nie biegnę jednak za nimi. Zawsze za nimi biegnę, a potem przepraszam i zapewniam, że od teraz będę mniej beznadziejną córką, i w rezultacie mam dwadzieścia sześć lat, nadal mieszkam w domu rodzinnym, a weekendy spędzam na fotografowaniu wystawnych wesel i udawaniu, że to lubię.”
Po lekturę „Czterech ciotek i trupa” sięgnęłam w okresie świątecznym i był to całkiem dobry wybór. To lekka, niezobowiązująca, pozytywnie nastrajająca lektura, z którą spędziłam miło kilka dobrych chwil. Może nie śmiałam się przy niej w głos, ale z pewnością przyniosła mi uśmiech na twarzy. Doceniam też możliwość zapoznania się z tak różną kulturą niż nasza – jak wykazuje autorka, rodziny chińsko-indonezyjskiej to wybuchowa mieszka charakterów, tradycji, oczekiwań i zabawy. Chętnie zobaczę jak ta historia sprawdzi się na ekranie, a i po drugi tom sięgnę z równie dużą przyjemnością!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Luna. 
Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 17, 2023

"Układ" Piotr Kościelny

"Układ" Piotr Kościelny

Autor: Piotr Kościelny
Tytuł: Układ
Data premiery: 12.04.2023
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 464
Gatunek: kryminał / thriller polityczny
 
Zawsze, kiedy widzę na okładkach książek zapowiedź wątków politycznych, do lektury podchodzę z dystansem. Nie ukrywam – nie jest to mój ulubiony temat, więc sięgam po niego rzadko, jednak zdarzają się wyjątki. I właśnie taki zrobiłam przy nowej książce Piotra Kościelnego, prywatnego detektywa i autora trzynastu powieści kryminalnych! Ja co prawda wcześniej styczność z jego piórem miałam raz, przy „Decyzji” (recenzja – klik!), ale była to tak mocna i wstrząsająca lektura, iż nad sięgnięciem po kolejną nie zastanawiałam się specjalnie długo.
 
Rok 2013, Wrocław. Były komisarz Radosław Grot po śmierci swojej żony i kilkumiesięcznego synka stoczył się w przepaść depresji, alkoholizmu i ogólnej obojętności. Pewnego dnia z letargu wybudza go telefon – dzwoni Joanna Zawadzka, która została do niego skierowana przez znajomych, jako do najlepszego, najbardziej nieustępliwego śledczego w okolicy. Joanna chce, by Grot odszukał jej zaginionego brata, dziennikarza, który ostatnio zajął się dosyć niebezpiecznym tematem, choć sama nie ma pojęcia o co dokładnie chodziło. Oferuje fajny zarobek, samochód do dyspozycji i ogólną dostępność. Grot, o dziwo, obiecuje przyjrzeć się sprawie… Czy będzie to w końcu dla niego tak potrzebny impuls do zebrania w kupę swojego życia? A może okazja do rozliczenia się z wrogami z przeszłości? Szybko okazuje się, że sprawa sięga o wiele głębiej niż ktokolwiek z nich mógłby przypuszczać, a brudne interesy i lepkie rączki objawiają się na naprawdę wysokich szczeblach…
„Cały wczorajszy wieczór myślał nad zleconą mu sprawą. Wydawała się prosta. Nie było w niej nic trudnego, tyle że dla starego Grota. Nowy był zbyt styrany życiem, w depresji i na dodatek na głodzie alkoholowym.”
Książka składa się z prologu, dwunastu tytułowanych rozdziałów i epilogu. Każda z tych części rozdzielona jest na krótkie scenki, w których przedstawione są naprzemiennie postacie uwikłane w sprawę, tak że czytelnik ma bardzo szerokie pole widzenia na całą sytuację. Narracja prowadzona jest w narracji trzecioosobowej, a narrator jest wszechwiedzący, dzięki czemu poznajemy nie tylko zdarzenia, ale i myśli, i emocjonalne reakcji postaci. Styl powieści jest surowy, prosty, autor nie boi się mocnych słów, przekleństw, w dialogach nieraz ucieka się do słownictwa charakterystycznego dla danego kręgu społecznego. Każdy jednak ten językowy zabieg zrobiony jest z wyczuciem, wszystko do siebie dobrze pasuje, przez co czytelnik ma wrażenie realizmu wypowiedzi, co jest ogromnym plusem powieści – nieraz już się przekonałam jak trudno jest w literaturze zachować wyczucie pomiędzy prawdopodobieństwem a przesadą, a Kościelny już po raz drugi udowodnił mi, że doskonale tę granicę zna. Jestem pod dużym wrażeniem jego szorstkiego stylu!
„Każdego dnia widział brud tego miasta. Chciał być cieciem, który to wszystko pozamiata. Brud jednak był wyjątkowy – był to brud kłamstwa, brud nieprawości i zbrodni. A do tego był wszędzie. Dostawał się nozdrzami do mózgu, wwiercał w umysł i powodował wypalenie. Wypalenie zawsze jest na końcu. Najpierw pojawia się znieczulenie na zło, potem pewnego rodzaju akceptacja tego wszystkiego.”
Jak wspomniałam, historia przedstawiona jest z punktu widzenia kilku postaci i choć to Grot wydaje się tą wiodącą, pierwszoplanową, to jednak pozostałym jest do niego bardzo blisko. Co ciekawe, każda z postaci podstawiona jest szeroko, zarówno pod względem zawodowym, jak i osobistym, ale nie wpływa to kompletnie na tempo akcji. Poznajemy policjanta Artura, któremu przyjdzie pracować przy sprawie, która powiąże go z Grotem, a który prywatnie prowadzi codzienną walkę z właścicielem mieszkania, które niedawno wynajął wraz ze swoją dziewczyną. Jest Joanna Zawadzka, siostra zaginionego dziennikarza, bogata kobieta jednak mocno w małżeństwie nieszczęśliwa. Jest i zaginiony dziennikarz, który cóż… wpakował się w coś dużo większego do niego. Jest urzędnik niższego szczebla, który podsunął dziennikarzowi temat i dowody, na których ten miał oprzeć swój artykuł. Jest i bandzior, a raczej ich szef, Dąb, który przyjmie każdy brudne zlecenie, a równocześnie podchodzi do interesu z głową i ciągle kształci się naukowo. I w końcu jest też polityk, mocno umoczony, mocno zaangażowany w brudne interesy, przekręty, które ograbiają miasto, a które wypychają mu i jego towarzyszom kieszenie…
„Interes się kręcił i wszyscy zarabiali krocie. Jedynie miasto biedniało.”
No i Grot. Gdy poznajemy go jest na dnie, takim prawdziwym, naprawdę głębokim, zaszlamionym dnie. A jednak to zlecenie coś w nim budzi, coś co zdołał przez trzy lata zalewać gęsto alkoholem. Nagle wraca do trybu łowcy, śledczego, który nie odpuszcza. Kiedyś był w tym najlepszy, czy po tak wielkiej tragedii może do tego wrócić?
„Jak masz z nim jakiś zatarg, to radzę ci uważać. (…) Nieustępliwy. Gdy złapie trop, zapierdala jak chart. Nic się dla niego nie liczy oprócz celu. Może być głodny, zmęczony, brudny, ale będzie zapierdalał dalej.”
 Autor z pewnością nie rozczula się nad jego problemem alkoholowym, nie znajdziemy tu wielkich rozważań czy się napić czy nie, a jednak to też nie tak, że temat nie istnieje. Jest, co ważne dla realizmu postaci, ale nie dominuje fragmentów poświęconych tej postaci. Ogólnie każda kreacja wzbudziła we mnie emocje – rzadko były typowo pozytywne, bo i lektura taka nie jest, ale każde dało poczucie pełnej, bardzo realnej, prawdopodobnej w świecie rzeczywistym, umoczonej w swoich problemach postaci.
„Wiele razy się zastanawiał, dlaczego politycy startujący do sejmu lub senatu nie poddają się obowiązkowym badaniom psychologicznym i testom na inteligencję. Nie można przecież tworzyć mądrego prawa, samemu nie będąc mądrym.”
Gatunkowo jest to lektura, którą dosyć ciężko przypisać, znajdziemy tu i wątki kryminalne i te charakterystyczne dla thrillera politycznego. Akcja, poprzez częstą zmianę punktów widzenia, daje wrażenie dynamicznej, sporo się dzieje, a krótkie rozdziały i cliffhangery sprawiają, że ciężko się od lektury oderwać. Ważny jest też klimat, który im dalej w lekturę, tym robi się gęściejszy, brudniejszy, historia przedstawia naprawdę skorumpowaną i połączoną wieloma zależnościami machinę, z którą zwyczajny człowiek nie ma najmniejszych szans. Los części postaci wręcz boli, a powiedzieć, że budzi poczucie niesprawiedliwości, to jak nie powiedzieć nic. A jednak, mimo tak ciężkiego klimatu, lektura dziwnie wciąga. Myślę, że jest to zasługa świetnych dialogów, które czasami okraszone są gorzkimi żartami i częstych zmian punktu widzenia postaci, co lekko rozładowuje atmosferę.
„- Masz jakiś problem, frajerze? (…)
- Powiem ci, kolego, że poczułem się wyjątkowo mile zaskoczony faktem, że jest ktoś zainteresowany moimi problemami. Umiesz rozwiązywać problemy? (…)
- Chyba rzeczywiście, dziadek, masz problem.
- Każdy ma jakiś problem, synku. Najważniejsze to umieć zgłosić się po pomoc. Rozumiem, że jesteś jakimś terapeutą?”
Pierwsza część historii nie jest z pewnością aż tak mocno zanurzona w tematach politycznych jak druga, wręcz miałam wrażenie, że to faktycznie policyjno-detektywistyczny kryminał. Później zaczęło się to zmieniać w czasie, kiedy czytelnik odkrywał coraz grubszą sieć powiązań pomiędzy postaciami u władzy. I to chyba jest główny temat tej historii – czy władza zawsze musi korumpować? Dlaczego wszyscy politycy próbują zgarnąć jak najwięcej dla siebie? Skąd się biorą tacy ludzi, czy to cały czas echa kolesiostwa czasów PRL-u? I czy normalny, szary człowiek może coś w tym temacie zmienić? Nie zdziwię chyba nikogo, gdy przyznam, że lektura nie napawa nadzieją… Może tylko gorzką konkluzją, że każdy bandzior w końcu natrafi na kogoś większego od siebie, którego wpływy będą większe i który będzie mógł zrzucić poprzednika z piedestału, by poniósł zasłużoną karę. Tylko znowu – co z tymi niewinnymi, którzy przypadkiem, po drodze wplątują się w ich lepkie sieci?
„Polityka brutalnie wkroczyła w życie wielu ludzi. (…) Smród związany z nieczystymi interesami elit ogarnął wszystkich. Każdy tutaj stracił. Nie było zwycięzcy.”
Muszę przyznać, że Kościelny zaskoczył mnie po raz drugi. „Układ” jest całkiem inną lekturą pod względem tematycznym niż „Decyzja”, a jednak warstwa stylistyczna pozostaje utrzymana w bardzo podobnym charakterze, który, zaczynam podejrzewać, że może być cechą charakterystyczną tego autora. Podoba mi się jego surowy, dosadny styl, doskonale wyważony w realizmie. Kreacje postaci też zasługują na uwagę – każda ma coś oryginalnego, a równocześnie jest czymś obarczona, ich problemy równocześnie są czymś, co jesteśmy w stanie zrozumieć, a też nie można powiedzieć, że każdy z nas ma z czymś takim na co dzień do czynienia. Tematycznie książka niesie sobą ciężar, brudne, dosyć pesymistyczne konkluzje, a jednak w postaci Grota, który zdołał ponieść się po takiej tragedii i takim stoczeniu, można znaleźć coś dodającego otuchy. To dobra, dopracowana powieść, która dziwnie wciąga nawet tych, co raczej nie są chętni do politycznych wątków w powieściach kryminalnych. Po jej lekturze z pewnością warto mieć pod ręką coś lżejszego, ale przeczytać zdecydowanie warto!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 17, 2023

"Tylko wróć przed północą" T.M. Logan

"Tylko wróć przed północą" T.M. Logan

Autor: T.M. Logan
Tytuł: Tylko wróć przed północą
Tłumaczenie: Jacek Konieczny
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 440
Gatunek: thriller / thriller psychologiczny
 
T.M. Logan na naszym rynku książki rozgościł się pięć lat temu ze swoim debiutem pt. „Kłamstwa” (już 26 kwietnia ukaże się u nas ponownie w nowej szacie graficznej!). Książka zarówno na naszym, jak i rodzimym rynku autora został ciepło przyjęta, ja jednak z jego twórczością spotkałam się po raz pierwszy dopiero pod koniec zeszłego roku przy jego piątym thrillerze pt. „Zaufaj mi” (recenzja – klik!). I to właśnie ta książka wyprowadziła mnie z błędnego przekonania, że autor pisze thrillery psychologiczne typowe dla twórców angielskich – nie, jego książki to coś innego, sprytne połączenie thrillera nastawionego na szybką akcję z thrillerem psychologicznym. Na tylnej okładce „Tylko wróć przed północą”, jego szóstej powieści, widnieje ładne określenie ‘thriller dynamiczny’, który zdaje się pasować idealnie!
 
Historia „Tylko wróć przed północą” rozpoczyna się w niedzielę 12 czerwca, dzień po imprezie nastolatków świętujących ostatnie egzaminy szkoły licealnej. Nad ranem Andy, ojciec Connora, budzi się z niejasnym przeczuciem, że coś jest nie tak – obchodzi dom, znajduje ciągle świecące się światło nad gankiem – przecież miał je zgasić Connor po powrocie do domu? A wrócić miał o północy… Jednak po szybkiej wizycie w jego pokoju okazuje się, że syn śpi twardo w swoim łóżku. Andy kładzie się już spokojny, jednak rano podczas spaceru z psem telefonuje do niego brat – okazuje się, że kuzyn Connora, Zac, który również brał udział w zabawie, nie wrócić na noc do domu. Andy i Rob ruszają do okolicznego lasu, gdzie ostatniej nocy dzieciaki paliły ognisko i gdzie zdarzało się uciekać już Zakowi… Poza kluczami i brudną, prawdopodobnie zakrwawioną koszulką niczego nie znajdują. Andy namawia więc brata na zgłoszenie zaginięcia na policję. Nie wiedzą jednak, że sprawa jest dużo poważniejsza i bardziej skomplikowana niż im się wydaje, a grono osób w nią zamieszanych jest zdecydowanie większe niż tylko dwójka nastolatków…
 
Książka podzielona jest na sześć dni śledztwa i coś w rodzaju epilogu, który przedstawia wydarzenia po trzech miesiącach od opisywanych zdarzeń. Składa się w sumie z 77 rozdziałów w większości przedstawionych w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego przez Andy’ego, które od czasu do czasu przetykane są rozdziałami poświęconymi innym postaciom zamieszanym w sprawę – nastolatkom, rodzicom, siostrze Connora. Te fragmenty przedstawione są w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego i toczą się zarówno zgodnie z chronologicznym biegiem historii, jak i opisują zdarzenia na chwilę przed zaginięciem. Styl powieści jest prosty, dynamiczny, jest dużo dialogów, przytoczone są fragmenty artykułów, listów, SMSów. Jak przystało na narrację pierwszoosobową czytelnik mocno angażuje się w emocje narratora, poznaje jego lęki i słabości. To typowa cecha thrillera psychologicznego, w którym wydarzenia są automatycznie zabarwione subiektywnym spojrzeniem postaci. Książkę czyta się łatwo i z dużą przyjemnością.
 
Jako że narratorem powieści jest Andy, to jego poznajemy najlepiej. To ojciec dwójki dzieci – prawie już dorosłego Connora i 12letniej Harriet zwanej Harry, mąż Laury, który mocno oddany jest swojej rodzinie. Zawodowo jest lekarzem rodzinnym pracującym w okolicznej przychodni, jego życie jest uporządkowane i dobrze zakorzenione w tym miejscu na Ziemi. Może ostatnio narzeka trochę na słaby kontakt z Connorem, ale to przecież normalne w relacji z nastolatkiem, prawda? Kiedy jednak okazuje się, że jego dziecko może być w niebezpieczeństwie, narażone na poważne oskarżenia, Andy staje za nim murem. Czy jednak może być pewny, że jego syn jest niewinny? Przecież ich kontakty ostatnio się ochłodziły, a zatem bohater tak naprawdę nie wie, co siedzi w jego głowie… Co jest bardziej właściwe: dociekanie prawdy czy obrona własnego syna? Dzięki tej narracji i tej sytuacji przyglądamy się zagadnieniom w relacji rodzic-dziecko w momencie zagrożenia – co rodzic jest w stanie zrobić, by zapewnić dziecku bezpieczeństwo? Andy jednak nie jest bezwzględnym bohaterem, jest bardzo empatyczny, chce pomagać poszkodowanym, co czasami dodatkowo pakuje go w kłopoty… Kreacja tego bohatera jest bardzo złożona, a równocześnie bardzo ciekawa i intrygująca, bo przecież nieczęsto w thrillerze psychologicznym to mężczyzna jest tym, który przedstawia czytelnikowi historię.
Książka, jak z kolei na thriller akcji przystało, napakowana jest zwrotami fabularnymi, więc ciężko bez ich zdradzania mówić o innych postaciach. Jednak chciałam tu jeszcze dodatkowo wspomnieć o Harriet, córce Andy’ego i Laury, siostrze Connora. Harry jest osobą bardzo introwertyczną, rodzice podejrzewają, iż może nosić pewne cechy autyzmu, co faktycznie nie jest bezzasadne. Dziewczynka nie ma za wielu przyjaciół, jest nad wyraz inteligentna, a komputer od strony programistycznej nie ma dla niej tajemnic. A jednak, mimo iż jej wiedza w próbie odkrycia tajemnic nastolatków może być przecież bardzo przydatna (dzieciaki większość życia spędzają w Sieci), to rodzice zdają się ją lekceważyć, skupiają się na problemach syna i nie dostrzegają, że Harry rozumie już zdecydowanie więcej niż im się wydaje. Dziewczynka, jako osoba mało dostosowana społecznie, sama ma problem z zawalczeniem o uwagę, co powoduje kolejne zawirowania w fabule. Jej postać oddana jest świetnie, świeżo i bardzo realnie, kieruje uwagę nie tylko znowu na relacje rodzic-dziecko, tym razem pod względem umniejszania inteligencji, oczywiście nieświadomego, własnych dzieci oraz na problem dzieci z niższym dostosowaniem społecznym i ich problemy z odnalezieniem się wśród rówieśników.
 
Jak wspomniałam, historia napakowana jest twistami, zaskakującymi zwrotami akcji, która toczy się sprawnie i dosyć dynamicznie. Cały czas coś się dzieje, nic dziwnego zresztą w sytuacji, kiedy doszło do zaginięcia – wszyscy robią co mogą, by odnaleźć zaginionego, są niesieni emocjami, niekoniecznie rozwagą, co sprzyja dynamicznym rozwiązaniom fabularnych. Historia jest naprawdę bardzo dobrze poprowadzona, ostatecznie każdy wątek okazuje się mieć znaczenie, a poziom napięcia towarzyszący lekturze jest cały czas przyjemnie wysoki, przez co naprawdę ciężko jest się od niej oderwać.
 
Wspomniałam już o kilku tematach, jakie książka porusza, ale ach! Jest ich tu dużo, dużo więcej. Może dlatego tak bardzo mi się spodobała? Autor życie nastolatków i problemy jakie czyhają na nich i ich rodziców we współczesnym, zdigitalizowanym świecie, oddał naprawdę szeroko. Pojawia się tu hejt w Sieci, problem z narkotykami, próby dopasowania się do rówieśników mimo wszystko. Pierwsze miłości, pierwsze doświadczenia seksualne i próby rodziców, by utrzymać swoje dzieci na właściwym torze nawet w momentach, gdy te nie chcą z nimi rozmawiać. Sama bardzo lubię takie zagłębienie się w życie rodzinne, tajemnice, które skrywa każdy z nas i emocje jakie towarzyszą w życiu codziennym, a w tej historii autor bardzo płynnie połączył wiele istotnych, aktualnych tematów, które każdy rodzic prawdopodobnie bardzo dobrze zna, co jest ogromnym plusem tej historii.
 
O książkach pełnym zwrotów akcji pisze się naprawdę ciężko, gdyż kluczowe jest, by nie zdradzać nic z fabuły powieści. Dlatego też na tym zakończmy. „Tylko wróć przed północą” to w mojej ocenie naprawdę udany thriller o tematyce okołorodzinnej, który porywa szybką i zaskakującą akcją i zachwyca szerokim ujęciem zagadnień jednocześnie bliskich codzienności każdego z nas, a z drugiej strony stawiający postacie w sytuacjach alarmowych, podbramkowych. Świetnie się przy nim bawiłam, i choć ciągle mam braki do nadrobienia w twórczości tego pisarza, to na ten moment ten tytuł uznaję za swój ulubiony! Bardzo podobało mi się wyważenie pomiędzy dynamiczną akcją, a skupieniem na emocjach postaci.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Bukowy Las.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 13, 2023

"Cieszyn prowadzi śledztwo" Marta Matyszczak - recenzja patronacka

"Cieszyn prowadzi śledztwo" Marta Matyszczak - recenzja patronacka

Autor: Marta Matyszczak
Tytuł: Cieszyn prowadzi śledztwo
Cykl: Kryminał pod psem, tom 11
Data premiery: 12.04.2023
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 304
Gatunek: komedia kryminalna
 
Książki Marty Matyszczak są w moim literackim życiu obecne dłużej niż ten blog – czytam je od roku 2017, od debiutu autorki pt. „Tajemnicza śmierć Marianny Biel”, który był równocześnie pierwszym tomem serii Kryminałów pod psem. Każdy kolejny jej tom starałam się zawsze czytać na bieżąco, dlatego też recenzji pierwszych czterech tu nie znajdziecie – Kryminał na talerzu wtedy jeszcze po prostu nie istniał! Za to od „Morderstwa w hotelu Kattowitz” recenzje systematycznie się tu ukazywały, a co więcej, od tomu ósmego pt. „Las i ciemność” na okładce każdej kolejnej znajdziecie logo Kryminału na talerzu! I tak też jest z najnowszym tomem, jedenastym noszącym tytuł „Cieszyn prowadzi śledztwo”.
Autorka poza Kryminałami pod psem od 2021 publikuje drugą serię kryminalną: Kryminały z pazurem. Do tej pory ukazały się jej dwa tomy. Co ciekawe, zwierzaki, które dostają głos w jej powieściach, istniały bądź istnieją naprawdę – to jej własne zwierzęta domowe, którymi na co dzień się opiekuje.
 
Wydarzenia tomu jedenastego pt. „Cieszyn prowadzi śledztwo” toczą się w Cieszynie wiosną, dokładnie w kwietniu. Jest to miasto niezwykłe, gdyż rozdzielone na dwa kraje – Polskę i Czechy. Dziennikarka Róża Kwiatkowska (tfu, Solańska!) mieszka po czeskiej stronie od kilku miesięcy – została zatrudniona jako redaktorka lokalnej gazety, a jej celem jest poprawa statystyk sprzedaży. O dziwo, Róża sprawuje się na tym stanowisku naprawdę dobrze, choć jej współpracownicy nie pałają do niej sympatią. W końcu jej mąż Szymon i kundelek Gucio przyjeżdżają na kilka dni w odwiedziny, jednak ledwo co zdążyli się rozpakować, a już dostają nowe zlecenie detektywistyczne – dwie Grażyny, burmistrzynie strony polskiej i czeskiej zatrudniają Szymona do odnalezienia zabójcy Gustawa von Habsburga, którego ciało ktoś porzucił w sobotnią noc na moście, przez który przebiega granica pomiędzy państwami. Jakby tego było mało, ciało zostało porzucone DOKŁADNIE na granicy, w równych proporcjach, dlatego też przy sprawie musi współpracować polska i czeska policja w osobach Liduški Žrankovej i Lucjana Kordela, których łączy dosyć skomplikowana przeszłość, a więc i śledztwo do łatwych należeć nie będzie… Czy mimo to razem z Szymonem, Różą i Guciem uda im się odkryć, kto stoi za tym morderstwem?
„Przecież chodzi nam o to samo – o złapanie tego zwyrodnialca, który zepsuł nam szyki marketingowe! (…) Znaczy, który zabił tego nieszczęsnego Habsburga.”
Książka składa się z prologu, 10 rozdziałów i epilogu. Każdy rozdział rozpoczyna się cytatem powiązanym z Czechami i jest podzielony na kilka części, które opowiadają o wydarzeniach z perspektywy Róży, Szymona, Gucia, Liduški, Lucjana i miasta Cieszyna. Tak, bo w tym tomie i samo miasto dostaje głos. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Gucia, pozostałe fragmenty pisane są w narracji trzecioosobowej. Oczywiście nie da się też nie wspomnieć o wydaniu książki, które jest bardzo staranne – każdy fragment rozdzielony jest grafiką kostki dla psa, historię otwiera urocza mapka Cieszyna, a za piękny okładkowy rysunek odpowiada Ilona Gostyńska-Rymkiewicz. Książka ma więc godną oprawę, wizualnie jest równie dobrze dopracowana, co stylistycznie. Bo i styl jest wart uwagi –wyważony, lekki, z delikatnie uszczypliwym poczuciem humoru, zwraca uwagę zarówno na poczynania, jak i myśli postaci. A te nieraz lekko odbiegają od zdarzeń, przede wszystkim we fragmentach z Guciem – to dobry obserwator, więc nie szczędzi też uwag ogólnych, dotyczących Polski i świata w ogóle.
„A pamiętam, gdy jeszcze kiedyś mieliśmy cztery pory roku i w kwietniu to była prawdziwa wiosna, ciepło, motylki i tarzanie się w świeżej gnojóweczce. Teraz w Polsce można było liczyć na tropikalne lato przez dwa miesiące i zimę przez pozostałe dziesięć. Naprawdę muszę na poważnie porozmawiać z moimi człowiekami o pomyśle emigracji w jakieś bardziej ogarnięte pogodowo miejsce na świecie.”
W tym tomie pełno jest też zabaw z językiem czeskim oraz nawiązań popkulturowych – w oczy rzuciły mi się częste nawiązania do utworów zespołu HEY. Książka, jak na komedię kryminalną przystało, jest bogata w humor, który zawarty jest wszędzie – w postaciach, wydarzeniach i dialogach, jednak nie jest on dominujący. Po prostu daje poczucie lekkości i przynosi uśmiech na twarz, wprawia czytelnika w dobry nastrój.
 
A jednak nie da się ukryć, że książka to przede wszystkim kryminał. Intryga tym razem osadzona jest całkowicie we współczesności, bez retrospekcji i zbudowana jest na zasadzie klasycznej – tu liczy się przede wszystkim dedukcja, a fabuła toczy się przyjemnym rytmem z uwagą skupioną przede wszystkim na ludziach. Poza stałymi postaciami cyklu (Róża, Szymon i Gucio), dostajemy tu plejadę bohaterów związanych z Cieszynem – wspomniane już panie burmistrz, właścicielkę fabryki cukierków, aktorkę, właściciela drukarni, właściciela gospody, jak i obydwu śledczych. I każda z tych postaci coś ciekawego sobą reprezentuje! Mnie do gustu mocno przypadła postać Liduški, która nie boi się żyć tak, jak chce. Akceptuje siebie taką, jaka jest oraz to, że innym może się to nie podobać. To postać silna, z dużym bagażem emocjonalnym, z którym jednak dobrze daje sobie radę, a nachodzące śledztwo tylko ją w tym utwierdzi. Narrator nieraz podkreśla, że Liduška jest żeńskim odpowiednikiem Szymona, przede wszystkim z wyglądu, ale i przez oddanie swojej pracy.
„Nie była zdziwiona zachowaniem najbliższych. Im wszystkim nigdy nie wystarczała taka, jaka była w rzeczywistości. Już dawno przestała się jakoś specjalnie tym przejmować. A przynajmniej próbowała zachować zimną krew. I rogatą duszę.”
Z kolei polski policjant Lucjan dostał fajną scenę, w której wydaje się być męskim odpowiednikiem Róży, choć tu różnice są większe. Lucjan nie jest tak odważny i zdeterminowany, daje się prowadzić przez wymogi z góry na niego narzucane.
„(…) to, jak potoczyło się jego życie, nie było wynikiem jego prawdziwych oczekiwań. Tylko tych, które przenieśli na niego rodzice. I społeczeństwo w ogóle. A on się poddał kieratowi, bo przecież każdy tak robił.”
Oczywiście nie mogę nie wspomnieć Cieszyna jako postaci, w końcu nieczęsto zdarza się, by miasto dostawało głos. Cieszyn obserwuje swoich mieszkańców, ale i okazuje emocje poprzez zjawiska pogodowe. Pełni tu niejako rolę boga, czuwającego nad losem ludzi mu podległymi.
 
A skoro już jesteśmy przy Cieszynie, to od razu podkreślę, jak świetnie i dokładnie autorka oddała to miejsce. Choć sama nie pamiętam kiedy byłam w tym mieście, to dzięki tej książce znalazłam się tam ponownie i wszystkie ulice, kawiarnie i zamek widziałam dokładnie oczyma wyobraźni. Cieszyn to miasto podzielone, ale bogate w historię, w kulturę. Autorka wszystko to przemyca do swojej powieści, którą prawdopodobnie można potraktować jako przewodnik kulturalno-kulinarny po Cieszynie.
 
Bo tak, kulinaria w końcu odgrywają dużą rolę! Bohaterowie ciągle coś jedzą, piją, siadają w restauracjach. Oczywiście główne danie to smażony ser i frytki popijane piwem, co z każdym kolejnym pojawieniem się dodaje charakteru humorystycznego, to jednak czuje się, że jedzenie w tym miejscu odgrywa ważną rolę. Dla mnie to duży plus powieści!
 
Mamy Cieszyn, ciekawe postacie tego tomu, jedzenie i intrygę kryminalną.  A co u Róży, Szymona i Gucia? Wygląda na to, że dobrze, w końcu ich życie toczy się w miarę stabilnie. Róża, choć ciągle jest tym jednym z głównych ośrodków komediowych, to wydaje się teraz całkiem spełniona. Gucio to świetny, szczery i zabawny obserwator (i doskonały detektyw!), a Szymon to nadal indywidualista chodzący własnymi drogami. Co ciekawe, a co ostatnio w tej serii zdarzało się rzadko, poza tą trójką, inne postacie znane z cyklu są tu tylko wspomniane, więc jest to dobry tom dla tych, którzy całego cyklu nie znają – spokojnie można go czytać bez znajomości poprzednich bez obaw, że pogubi się w relacjach pomiędzy postaciami.
„W nosie miałem tych wszystkich naparzańców, którzy przez wieki się okładali, żeby rządzić tym kawałkiem ziemi. Ludzie to naprawdę stwarzają sobie problemy, których nie ma. Nie lepiej zjeść kiełbasę śląską, przytulić się do swojego człowieka, zdrzemnąć, a potem pójść na spacerek? No czy nie lepiej? Sami przyznajcie.”
Na koniec jeszcze krótko o tematach, które wydają się niesamowicie aktualne. Przede wszystkim chodzi o te sztuczne podziały, o walki o terytorium – tu jedni bohaterowie chcą Cieszyna całego czeskiego, jedni całego polskiego, co wzbudza częste awantury. Jak Gucio słusznie zauważa, całkowicie niepotrzebne, bo dlaczego jedno miejsce ma być przypisane do jednych, a nie do drugich? Jakie to ma znaczenie? Dlaczego ludzie muszę tworzyć sztuczne podziały, a potem się o nie bić, zamiast żyć spokojnie i korzystać z tego, co przynosi nam świat, życie, inni ludzie? Mimo że tutaj podział miasta na dwie narodowości jest punktem wyjścia do wielu zabawnych sytuacji, to jednak cały czas unosi się nam nami pytanie: po co w ogóle ten podział?
„Co za różnica, do jakiego narodu należy spłachetek ziemi? I kto na nim mieszka? Nie mogliby wszyscy na całej Ziemi po prostu żyć i pozwolić żyć innym? Bez względu na pochodzenie?”
Podsumowując, „Cieszyn prowadzi śledztwo” to kolejny udany tom serii Kryminałów pod psem. Kolejny, w którym autorka połączyła to, za co kochamy jej książki od dawna (humor, lekko ironiczne uwagi, dobry kryminał skupiony na ludziach i ich emocjach) z elementem nowym (miasto jako postać). Poza dobrą rozrywką dostajemy tu tematy do zastanowienia, trochę momentów do pośmiania się, jak i urok miasta Cieszyn. To przyjemna, lekka książka do przeczytania w jeden – dwa wieczory.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dolnośląskim.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 07, 2023

Wygraj "W imię syna"! Konkurs ambasadorski (rozwiązany)

Wygraj "W imię syna"! Konkurs ambasadorski (rozwiązany)

Dzisiaj zaczynamy weekend, jutro święta, a więc pora na prezenty, prawda? Zatem przychodzę do Was z możliwością zdobycia nowego kryminału Emelie Schepp, szwedzkiej autorki serii z Janą Berzelius. "W imię syna" to tom czwarty, ale bez obaw można sięgać po niego jak po osobną powieść - sama sprawdziłam! A co znajdziemy w nim poza fajną okładką? Dynamiczną fabułę, super ciekawą zagadkę dotyczącą porwania dziecka, w której wszyscy wydają się podejrzani i niesamowicie oryginalne kreacji postaci! Czego chcieć więcej? To lektura, od której nie oderwiecie się póki nie skończycie! A, no i jest to tytuł, który Kryminał na talerzu poleca 😊
Więcej o książce możecie poczytać w recenzji - klik!, a teraz zapraszam na konkurs!

Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Jako że tym razem jest to konkurs niejako świąteczny, to i pytanie konkursowe powinno do tego okresu nawiązywać, zatem napisz:
Po jakie książki, gatunki najchętniej sięgasz w święta? Czy różnią się od wyborów codziennych? Swoje zdanie krótko uzasadnij. 

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 7 do 10 kwietnia do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!
Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
12.04 aktualizacja - wyniki konkursu:
Wygląda na to, że święta wielkanocne są poszkodowane - piszecie, że na Boże Narodzenie sięgacie po świąteczne lektury, a w Wielkanoc rzadko! No dobra, nie dziwi mnie to specjalnie mocno, bo jakoś mało tych świąt wielkanocnych w powieściach, prawda? No nic, zawsze można je spędzić z dobrym kryminałem pod ręką 😉 "W imię syna" leci do:
 
IG:
1) @w_poczytalni 
Ooooo, w święta to tylko thrillery, które są inspiracją do marzenia o wymyślnych torturach dla tych, co w Twoim domu nie wiedzą, do czego służy talerz, rozlewają wino na śnieżnobiały obrus, pytają, czy czegoś nie mogłaś zrobić inaczej, nawołują, że czegoś brakuje, przejedzeni odchodzą do swoich czystych metraży, a Ciebie zostawiają, jak Kopciuszka na długą, ciemna noc z tym bajzlem, który pozostawili... 😉 Tak więc kryminał wpisuje się w tę koncepcję 😁 

FB:
2) Wioleta Polak
Nie wiem jak to się dzieje🤔 ale zawsze w okresie około świątecznym sięgam po lżejszą literaturę😊 najczęściej są to książki obyczajowe lub miksy gatunkowe📚 Ich wspólną cechą jest "i żyli długo i szczęśliwie"🥰
Jestem ciekawa tej książki 👍 Bo znam twórczość Camilli Läckberg szwedzką autorkę kryminałów i nigdy nie skonfrontowałam jej talentu z innymi szwedzkimi pisarzami.

3) Anna Mucha
Nie dobieram książek pod pory roku, czy święta. Zdarzyło mi się czytać "Opowieść wigilijną" w Walentynki 🤣
Czasami, jednak, los jest łaskawy. Właśnie czytam książkę, której fabuła toczy się w okresie świąt wielkanocnych. Jestem mile zaskoczona (po raz pierwszy wbiłam się w porę, przypadkiem bo przypadkiem, ale...😁).

Gratulacje!
Czekam na Wasze dan adresowe (wraz z nr tel) do sobotniego wieczoru!
Wszystkim uczestnikom dziękuję za zgłoszenia i jak zawsze zapraszam do aktywności na moich profilach i uważnego śledzenia postów - już wkrótce kolejny konkurs 😊

kwietnia 06, 2023

"Małe przyjemności" Clare Chambers

"Małe przyjemności" Clare Chambers

Autor: Clare Chambers
Tytuł: Małe przyjemności
Tłumaczenie: Magdalena Sommer
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 384
Gatunek: literatura piękna / obyczajowa / historyczna
 
„Małe przyjemności” to pierwsza książka Clare Chambers, która ukazała się w Polsce, nie znaczy to jednak, że jest to pierwsza książka autorki w ogóle. Na swoim koncie ma już osiem tytułów, zaczęła pisać jeszcze w przed rokiem 2000, swoją pierwszą książkę wydając w czasie pobytu w Nowej Zelandii. Po powrocie do Wielkiej Brytanii zaczęła już stałą przygodę z literaturą, wcześniej jednak pisała powieści z humorem. „Małe przyjemności” to już poważniejsza proza, choć ciągle jest to lektura lekka. Tytuł ten podbił rynek wydawniczy, wiele znanych brytyjskich literackich czasopism okrzyknęło go książką roku, zyskał również nominację do Women’s Prize for Fiction.
 
Historia toczy się w Londynie w 1957 roku. Jean, 39letnia dziennikarka pracująca w „Echo Północnego Kentu” po publikacji na temat dzieworództwa u pewnego gatunku ryb i królików, dostaje list kilku kobiet, które twierdzą, że ich dzieci poczęły się bez udziału mężczyzny. Najbardziej obiecujący zdaje się ten nadesłany przez Gretchen Tilbury, więc za zgodą wydawcy, Jean planuje zgłębić temat i przeprowadzić małe śledztwo, w wyniku którego powinno udać się orzec czy kobieta faktycznie mówi prawdę. To przecież byłby świetny materiał na pierwszą stronę gazety! Jednak ta znajomość przyniesie Jean wiele więcej niż tylko dobry artykuł. Kobieta dzięki niej pozna życie, które do tej pory wydawało się być poza zasięgiem… Tylko jak duże pociągnie to za sobą koszty?
 
Książkę otwiera artykuł z gazety, w której pracuje Jean, z 6 grudnia 1957 roku donoszący o wstrząsającej katastrofie kolejowej. Dalej tekst podzielony jest na 40 rozdziałów, pierwszy i ostatni opatrzone zostały określeniem czasowym. To jednak nie koniec fragmentów dziennikarskich – od czasu do czasu rozdziały przetykane są króciutkimi artykułami, poradami zaczerpniętymi z gazet prawdziwych. W samych rozdziałach z kolei przytaczane są listy, którymi wymieniają się bohaterowie. Historię zamyka posłowie od autorki, w którym opisuje pomysł na powieść oraz zdradza, co w tej historii jest zgodne z prawdą historyczną. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, która w pełni skupia się na odczuciach i poczynaniach Jean. Styl powieści jest przyjemny, płynny i lekki, dialogi poprowadzone sprawnie, delikatnie stylizowane na sposób wysławiania się tamtych czasów.
 
Myślę, że w tym momencie trzeba zaznaczyć, że wszystko, co autorka wprowadza w swojej powieści, jest przedstawione delikatnie, tak że nie dominuje nad całością, a jest przyjemną częścią składową, które razem tworzą ciekawą, ciepłą lekturę. Tak jest w tłem historii – Londyn połowy XX wieku oddany jest prosto, ale uważny czytelnik wyłapie kilka ciekawostek. Przede wszystkim skupiamy się na społecznym podejściu do problemów, przyglądamy się co dyktują obyczaje. Oczywiście w tamtych czasach dużo łatwiej było o skandal niż współcześnie, a i obowiązki kobiet były bardziej konserwatywne.
O tym jednak więcej nie zdradzę, ale za to możemy się przyjrzeć głównej bohaterce. Jean mieszka na przedmieściach Londynu, do pracy jeździ rowerem, a w domu opiekuje się matką, która kilka lat temu stała się mocno aspołeczna. Jej życie więc toczy się stałym, choć dosyć nudnym rytmem. Jednak moment poznania rodziny Tilbury jest dla bohaterki przełomowy – uświadamia jej za czym w swoim życiu tęskni. Przyjaźń, miłość, rodzicielstwo, wspólne rozrywki czy po prostu przebywanie w przyjacielskim gronie to coś, o czym nasza bohaterka zdołała już zapomnieć. Teraz przypomina sobie, że na świecie może istnieć coś więcej niż jej ciasne cztery ściany, lecz to na dłuższą metę nie sprawia jej radości, a raczej powoduje, że sama czuje się jak w więzieniu. Jednak mimo ograniczeń może warto cieszyć się wykradzionymi momentami? Małymi przyjemnościami? Jean to postać, w której, mimo różnych czasów, każda z czytelniczek znajdzie coś, z czym może się utożsamiać, dzięki czemu może z tej historii wyłuskać uniwersalne przesłanie.
„Nigdy wcześniej nie brała pod uwagę, że wszystkie te przeżycia, które niemal ją zniszczyły, sprawiły także, że stała się lepszą osobą.”
Tempo powieści jest charakterystyczne dla powieści obyczajowych – nie za szybkie, nie za wolne, takie, by czytelnik mógł się lekturą rozkoszować. Ciekawość podsycana jest głównie zagadką, którą Jean podjęła się rozwiązać – czy córka Gretchen faktycznie poczęta została bez udziału mężczyzny? Jean towarzyszy paniom Tilbury w badaniach, jak i szuka osób, które mogłyby się o tej historii wypowiedzieć. Trop prowadzi do niedziałającego już szpitala, w którym dziesięć lat temu leczyła się Gretchen. Co Jean tam znajdzie?
 
Miejsca, w którym toczy się akcja, są bardzo klimatyczne – londyńskie zamglone ulice, przyjemnie domki na przedmieściach, sklep jubilerski, kilka eleganckich restauracji, jak i całkiem dynamiczna redakcji gazety, w której pracuje Jean. Widać, że każde z tych miejsc oddane jest ze skrupulatnością – i znowu, jest raczej w tle, ale czuć, że autorka naprawdę wie o czym pisze.
 
A jak z tematami? Już trochę wspomniałam o tym pisząc o samej Jean. Autorka świetnie oddała codzienność, problemy, z którymi borykają się zwyczajnie żyjący ludzie – troska o bliskich, ale i poczucie, że może dajemy innym w zamian za wiele samych siebie? Próba pogodzenia obowiązków z małymi radościami z życia, tego że się jest, czuje i może decydować o sobie. To też trochę historia o walkach z przeciwnościami losu, których przecież życie nam nie szczędzi i podjęciu prób, by jednak te walki wygrać. No właśnie, i o tej walce, która przynosi małe chwile szczęścia, pokazuje, że jeśli choć trochę się człowiek otworzy na świat, to ten może przynieść coś dobrego.
„Chęć znalezienia akceptacji i miłości nie mija z wiekiem. Starzejące się ciało to tylko zewnętrzna skorupa.”
Clare Chambers stworzyła powieść bardzo codzienną, co jednak nie jest ani zarzutem, ani nie sprawia, że lektura jest nudna. Lekki styl, ciekawa kreacja postaci, dziwna zagadka i dziennikarskie śledztwo w tle sprawiają, że kolejne losy Jean poznaje się z prawdziwą przyjemnością. Świetnie, choć delikatnie zaznaczone tło historyczne i postać kobiety, która równocześnie podnosi za duchu, jak i delikatnie smuci – to w końcu coś, co każdego z nas spotyka w prawdziwym życiu, życiu codziennym, prawda? Ciepły język jednak delikatnie osładza porażki. To przyjemna lektura, ciekawa wycieczka do Londynu połowy XX wieku.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak Jednym Słowem.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!